Vous êtes sur la page 1sur 270

Pierwsze Kroki ku

Miłości

Daniel Ostoja

pierwszekroki@yahoo.com

Materiał zawarty w tej części jest prezentem dla Ciebie czytelniku. Możesz go
według własnego uznania przesyłać komu zechcesz. Autor zgadza się na jego
swobodną dystrybucję w formie elektronicznej oraz umieszczanie w serwisach
www, prosi jednak aby w wypadku chęci druku fragmentów w magazynach
ezoterycznych offline poinformować go o tym na e-mail podany powyżej. Zgoda
na publikację jest formalnością i autor nie wymaga z tego tytułu honorarium w
żadnej formie, prosi jedynie o poinformowanie go o takim zamiarze.
Z miłością i głębokim oddaniem Bogu, którego Miłość nie zna granic, a który
mieszka w sercu każdego z nas.
Daniel Ostoja

1/269
Spis treści:
1. Wprowadzenie
2. Część pierwsza
1. Doświadczenia zazen
2. Mistrz w krótkiej szacie
3. Kosmos i ludzie stamtąd, wejście w strefę Wegi
4. Wizja Boga
5. Trzej Mistrzowie w jaskini
6. Przygoda ze śmiercią
7. Boskie Światło
8. Korzyści z zapisywania dialogów
Część druga
1. Niepewność
2. Mądra i kochająca Siła
3. Zadowolić rodziców społeczeństwo i Boga?
4. Bóg, lęk i religia i energie
Część trzecia
1. Porzucić religię?
2. Religie i kościoły
3. Część czwarta
1. Co jest najważniejsze...
2. Te najważniejsze prośby
3. Prawdziwa wartość Biblii
4. Zależności pomiędzy uczniem a nauczycielem
Część piąta
1. Wpływ energii
2. Za Zasłoną
3. Dlaczego Bóg pozwala na tyle nieszczęść na Ziemi?
4. Przemiana
5. Praca fizyczna
6. Bariery "ja" osobowego
7. Z każdym dniem mały krok
Część szósta
1. Nie potępiam nikogo...
2. Esencja bóstw
3. Awatar i Mistrz
4. Życie Sai Baby w Indiach
5. Energie religii
6. Współ - czucie
7. Aborcja
Część siódma
1. Hazard i ryzyko
2. Rozwój duchowy

2/269
3. Prawo
4. Prawda Absolutna
5. Co możemy zrobić dla naszej planety?
6. Wolność jest niewolą
7. Energie boskie, energie ludzkie
Część ósma
1. Samobójstwo
2. Miłość do zwierząt
3. Pierwotne Słowo
4. Medytacja
5. Drogowskaz
6. Książki Neale Walsha
7. Radość życia
8. Wolność, przymus i miłość
9. Nauka zaufania
10.Pieniądz
Część dziewiąta
1. Wizja "tamtego świata"
2. Mantry
3. Kierować się... czym?
4. Zmieniać świat czy zmieniać siebie?
5. Dary nadzmysłowe
6. Zadanie religii
Część dziesiąta
1. Rola osobowości
2. Czwarta rewolucja
3. Wizja
4. Rynki finansowe i cel zarabiania
5. Dobro i zło
6. Jak człowiek powinien zwracać się do Boga?
7. Nauka
8. Przewidywanie przyszłości...
9. Miłość to Istota Boga
10.Czas
11.Kim są Mistrzowie?
12.Postrzeganie Boga
13.Idee narodowe
14.Wiek dwudziesty
15.Nieszczęścia na Ziemi i odpowiedzialność
16.Doskonałość rzeczy
17.Czy istnieje wolna wola?
18.Zrozumieć świat
19.Mistrzowie znają przyszłość?
20.Co dalej?

3/269
Wprowadzenie

Przed laty mój nauczyciel nauczył mnie słyszeć wewnętrzny, Boski głos ponad
ograniczeniami czasu, przestrzeni i ludzkiego umysłu.
Oddaje do Twoich rąk czytelniku książkę niezwykłą, miejscami szokująca, głównie ze względu na
osobę mego Rozmówcy a będąca zapisem zjawisk jakich miałem przyjemność doświadczyć i
rozmów jakie w ciągu ostatnich lat przeprowadziłem z Duchowym Mistrzem. W swoim życiu byłem
świadkiem wielu cudów, tak wielu, że w ciągu lat spowszedniały na tyle, że stały się elementem
codzienności. Dziś są dla mnie ważnym elementem stanowiącym stale ponawiane potwierdzenie
tego, z Kim mam do czynienia i jakimi możliwościami On dysponuje.
Jednym z celów tej książki jest na pewno pokazanie Tobie czytelniku bliskości a nawet intymności a
Boskością, jaka można i trzeba osiągnąć podróżując duchowymi ścieżkami. Życie w bliskości z
Bogiem jest dostępne każdemu, chociaż jedynie niewielu z nas decyduje się i potrafi konsekwentnie
podążać w kierunku Jego Miłości.
Znalazłem Go a raczej to On mnie znalazł, być może dostrzegł sprzyjającą glebę w mojej duszy i
sercu, którą mógł obsiać ziarnem miłości po to by po latach zebrać plon, którego niewielkie
fragmenty dziś ofiaruję tobie czytelniku.
Znajdziesz w niej wiele rzeczy szokujących, "niemożliwych" albo "zbyt pięknych, aby były
prawdziwe". Pamiętaj czytając ją, że wszystko, co opisuje wydarzyło się naprawdę, a jeśli coś jest
moim domniemaniem jest to zawsze wyraźnie zaznaczone w tekście.
Jedna rzecz inspiruje mnie od dzieciństwa i jest to ufność i miłość do Boga, która w wieku
dojrzałym znalazła w niezwykły sposób swoja kulminację.
Głos Mistrza i Boga w sercu może słyszeć każdy z nas. Mam na to dowód. Przez kilka lat
pracowałem jako nauczyciel ćwiczeń łączących elementy Raja Jogi, treningu autogennego Schulza,
Silva Mind Control oraz metod własnego pomysłu. W ciągu pięciu lat 1987-1992 wprowadziłem w
te zjawiska około 850 osób, nie więcej, niż 1000 co stanowi już dobrą reprezentatywną próbkę.
W zajęciach brali udział ludzie interesujący się sprawami duchowymi stanowiący przekrój
społeczny, od gospodyń domowych, studentów, księgowych po zręcznych biznesmenów, sławnych
aktorów, dziennikarzy telewizyjnych i przedstawicieli dyplomacji. Ludzie ci nie mieli wcześniej
żadnego przygotowania medytacyjnego i niejako "przychodzili z ulicy". Około 25 do 30 % stanowiła
grupa ludzi głębiej zainteresowana sprawami duchowymi i "para duchowymi" włączywszy w to
uzdrawiających energią, jasnowidzących, media. Być może najbardziej znanym w tej grupie ludzi
był Sir George Trevelyan, legenda światowego ruchu New Age.
Z większością uczestników rozmawiałem osobiście o przebiegu ćwiczeń i zjawiskach, jakie się
pojawiały. Mniej więcej w jednym przypadku na pięćdziesiąt nie wydarzało się po prostu nic, w
pozostałych pojawiała się jedna z kilku podstawowych form łączności, co było wyraźnie
odnotowane przez uczestników. Jest to niezbity dowód na realność istnienia łączności i
komunikacji pomiędzy tym, co nazywamy świadomością zewnętrzną a światem poza materialnym i
zamieszkującymi go Istotami. Nie chciałbym w tym miejscu robić na ich temat wykładu
pozostawiając ten temat na jeden z rozdziałów, wspomnę tylko, że zazwyczaj byli to Mistrzowie
duchowi, albo ludzie wyglądający dokładnie tak jak uczestnicy. Dlaczego tak było i jakie miało to
znaczenie mój Rozmówca uświadomił mi dopiero po latach - w pełni właściwie dopiero przy
dyktowaniu tej książki.
Możliwości komunikacji z wewnętrznymi, duchowymi sferami bytu są dostępne praktycznie
każdemu człowiekowi. Jednak jak przekonało mnie doświadczenie jedynie niewielka część
zainteresowanych podchodzi do tych spraw na tyle poważnie, aby w jakimś stopniu wykorzystać je
później w swoim życiu. Jest to moja prywatna opinia oparta na odczuciu i sporadycznych
kontaktach z uczestnikami spotkań, nie prowadziłem na ten temat żadnych szerszych badań. Ci,

4/269
którzy wciąż korzystają z tych możliwości stanowią niewielka grupę, a kontakt z wewnętrznym
Mistrzem wpłynął bardzo pozytywnie na ich życie sprawiając, że pomimo różnych wydarzeń i
przejść prowadzą bardziej spokojne, zrównoważone i szczęśliwe życie.
Jednak nie te ćwiczenia stały się najważniejszym i najbardziej wartościowym odkryciem, jakie
zostało mi podarowane przez Siły Wyższe. Poza wsłuchaniem w głos Mistrza jest jeszcze coś więcej -
jest Miłość, którą Jest Bóg. Jest Ona od tysięcy lat opisywana jako doświadczenie towarzyszące
kontaktom z Bogiem przez adeptów duchowych wszystkich religii i szkół jak i zwykłych,
prowadzących normalne życie ludzi. Dziesiątki tysięcy dowodów zebranych w ciągu wieków uczą
nas tej samej Prawdy: Bóg istnieje i jest Miłością.
I jest to temat centralny tej książki, bo tak jak On mnie znalazł i przekazał swe nauki a nade
wszystko swoją miłość tak może taki dar ofiarować każdemu, kto się do Niego zwróci. Każdemu
człowiekowi niezależnie od wyznania rasy, poprzednich doświadczeń i przejść życiowych. Jest On
miłością gorąca i akceptująca bez żadnych zastrzeżeń.
I co jeszcze bardziej niezwykłe - jest On bliższy niż na wyciągniecie ręki.
W trakcie czytanie tej książki drogi przyjacielu spotkasz Samego Siebie. I nawet, kiedy już ją
odłożysz to prawdy tutaj podane nie pozwolą o sobie zapomnieć i będą towarzyszyć ci przez lata.
Przyczyna tego stanu nie jest bynajmniej jej treść, ale sama postać Rozmówcy. To On ujawni się i
będzie cię coraz częściej darzył swoją miłością aż doprowadzi do zrozumienia kim jesteś i do
Miłości, którą On jest.
Wtedy zrozumiesz, że i ty Tym jesteś i dotrzesz do punktu, w którym spotykamy się wszyscy od
niepamiętnych czasów.
Dziś, kiedy czytam ja po raz kolejny jest mi miejscami bardzo wstyd, że możesz odnieść wrażenie
jakoby spisujący te słowa coś znaczył wobec Rozmówcy. Tak nie jest i tego typu wrażenia proszę
natychmiast usuwać ze swoich myśli. Jedynie Źródło stanowi wartość prawdziwą i jedynie Ono
może odmienić twoje czytelniku życie.
Jest to tekst w dużej mierze doświadczany, nie oparty na żadnych studiach jedynie na uważnej
obserwacji życia i jego zawartości i odkrywaniu sekretów kryjących się pod powierzchnia zdarzeń.
Bez dobrego Przewodnika jest to niemożliwe, należy jednak pamiętać że Przewodnik nie musi wcale
pojawiać się fizycznie w ciele. W rzeczywistości prawdziwy Nauczyciel jest obecny i mówi do nas
stale. Jest wszędzie, nawet w tej chwili obok Ciebie czytelniku. Tak książka jako jeden z celów ma
pomóc odkryć tę zapomniana na pewien czas Prawdę.
Zastanawiałem się czy nie nadać tej książce tytułu "Wywiad z Bogiem" ale ostatecznie głos mego
Rozmówcy przeważył i tak powstały "Pierwsze kroki ku Miłości". Bo tym będzie ona dla ciebie
czytelniku.
Książka powstawała przez osiemnaście miesięcy, z jedną półroczna przerwą.
Do swego Rozmówcy zwracam się często Baba co pochodzi z sanskrytu i znaczy "Ojcze", i jest to
termin, który On sobie wybrał.
Książkę rozpoczynają opisy doświadczeń i pierwsze komentarze Mistrza do nich. Dalszą jej część
wypełniają wyłącznie rozmowy.
Pracę tę, jej owoc, miłość i szczęście, które w niej są zawarte ofiarowuję Temu, Który Jest
Ponadczasową, Gorącą i Nieopisaną Miłością, memu ukochanemu Guru i Przyjacielowi -
Bhagavanowi Sri Sathya Sai Babie.

5/269
Część pierwsza

Doświadczenia zazen

Już jako dziecko byłem religijny, z upodobaniem budowałem małe ołtarzyki


Jezusowi, i przynosiło mi to dziwne zadowolenie bardzo mnie to wtedy bawiło. Jako
nastolatek znalazłem fascynujące książki na temat Raja Jogi, między innymi
doktora R. S. Mishra "Podstawy Jogi Królewskiej" (Fundamentals of Yoga") ale tak
na poważnie zająłem się medytacją mając blisko piętnaście lat.
Pomimo wszelkich ostrzeżeń jakie można znaleźć w każdej dobrej książce o
medytacji, że w żadnym wypadku nie należy podejmować praktyki medytacyjnej na
własną rękę, temat tak mnie pociągał, że podjąłem samodzielna praktykę polegająca
na ćwiczeniach oddechowych i skupianiu uwagi. Nie przypominam sobie żadnych
interesujących doświadczeń z tego okresu.
Jakieś dwa lata później zaczął być modny buddyzm Zen i wpadła mi w ręce książka
sensei Philipa Kapleau o zazen. Rodzina goniła mnie do nauki więc rozkładałem
książki i siadałem do zazen. I rodzina była szczęśliwa, że jestem pilnym uczniem i ja
bo robiłem to co mnie pociągało. Wiele lat później zostałem uczniem Zensona
Gifforda Sense z Toronto, ucznia Rosiego Kapleau.
Moja medytacja nie miała jeszcze wtedy charakteru religijnego. Po prostu
siedziałem ze skrzyżowanymi nogami, skupiałem umysł na miejscu wewnątrz
brzucha i regulowałem oddech czekając aż ucichną myśli. Na początku było to
bardzo trudne, ale na początku wszystko jest trudne i miałem tego świadomość.
Siedziałem w zazen trzy razy po pół godziny w ciągu dnia, czasem także około
trzydzieści minut przed zaśnięciem. Chyba po dwóch miesiącach takiej medytacji
odczułem wyraźną zmianę stanu umysłu. Myśli ucichały, to była jakaś nowość, coś
się działo. "Sprowadzałem" myśli na dno brzucha aż pojawiała się pustka w głowie.
Zupełne zacichnięcie, żadnej myśli, a cały umysł pozostawał skupiony na dnie
brzucha. To bardzo fajne uczucie. Po jakimś czasie zacząłem spostrzegać że nagle z
dużą siłą "wybuchają" w ciszy dawne wspomnienia. Nagle przychodzą i owładają
człowiekiem doznania czy przemyślenia sprzed miesięcy albo i lat. Sporo czasu
trwało zanim pojąłem, że to część jakiegoś naturalnego procesu. Kiedy to wreszcie
zrozumiałem byłem z siebie bardzo dumny, coś udało mi się odkryć a to był jakiś
postęp.
Cisza nastawała zazwyczaj po pierwszej rundzie medytacji a pod koniec drugiej
zdarzały się nagłe wspomnienia. Wkrótce nauczyłem się nie zwracać na nie uwagi i
dalej robić swoje skupiając myśli na dnie brzucha.

6/269
Tak medytowałem jeszcze około miesiąca i obserwacja całego procesu - myśli, ich
zniknięcie, pustka w głowie jaka przychodzi a potem nagłe przebłyski wspomnień
potem znów cisza i pustka - zaczęła stawać się już czymś rutynowym. I wtedy
zdarzyło się coś, co wywróciło całą moja wiedzę o świecie do góry nogami.
Usiadłem do medytacji, skupiłem umysł na dnie brzucha, wyobraziłem sobie jak z
oddechem wszelkie energie związane z myślami spływają na dno brzucha i tam
pozostają. Przyszła cisza, potem dodatkowe myśli, a potem... Nagle poczułem jakby
na ciele poruszyła się jakaś zasłona i powoli od czubka głowy w dół spływała
odsłaniając coś niesamowitego. Po jej opadnięciu ujrzałem Światło.
Doświadczyłem Miłości i stopiłem się z Nią w jedno.
Umysł nie istniał a w jego miejsce pojawiła się bezkresna przestrzeń wypełniona
cudowna miłością, wolnością i właśnie Światłem. Było Ono wszędzie, kochające,
żywe nieskończone. Poza czasem i przestrzenią. Znikła wszelka odległość i poczucie
oddzielenia. To małe "ja osobowe" rozpłynęło się a w zamian napłynęła świadomość
że jestem i żyję w tym ciele i poza nim i mym prawdziwym Bytem jest bezkres,
miłość i cudowna niezmącona niczym wolność. To była świadomość, że Jestem
wszystkim we wszystkich i nigdy nie istniał żaden podział ani dystans. Łzy płynęły
mi po policzkach z ogromnego i cudownego wzruszenia. Wstałem z zazen i
widziałem wszystko w nowym świetle, spoglądałem na biedne sprzęty w małym
pokoiku i odczuwałem głęboką wdzięczność za to ze tu są i służyły mi do tej pory.
Usiadłem nad książką do języka rosyjskiego i płakałem tylko z tego powodu, że
mogę czytać. Nie było we mnie ani śladu ego. Pierwszego dnia kiedy się pojawił stan
ten trwał wiele godzin a znikł dopiero następnego dnia podczas normalnych zajęć
szkolnych. Potem przychodził jeszcze wiele razy i wskutek różnych wydarzeń.
Najczęściej powodem była kilkugodzinna medytacja. Raz co niezwykłe - przez kilka
godzin skupiałem się na rozwiązaniu zadania z matematyki i nie chciałem przyjąć do
wiadomości, że nie mogę sobie poradzić. Z upływem czasu rosło skupienie i
determinacja. Wreszcie udało się i poszedłem spokojnie do łóżka.
Obudziłem się następnego ranka i To już było. Znów światło i bezkres i ta cudowna
nie do opisania miłość przenikająca wszystko i sama będąca podstawą wszystkiego.
Potem bardzo smuciło mnie, że nie mogę z powrotem wejść Tam. Do dziś pozostała
we mnie ochota na to. Przed chwilą zszedłem z gabinetu i czułem, że powinienem
wziąć do ręki książkę Swamiego Ramy "Żyjąc wśród himalajskich Mistrzów" i gdy
odpędziłem nękającego mnie kota usłyszałem, że powinienem otworzyć ją na stronie
125.
Treść na stronie była bardzo krótka - około dziesięciu linijek kończącego się
rozdziału opisującego przygody Swamiego Ramy z Mistrzem który żył w
nieustannym postrzeganiu Prawdy zupełnie obojętny na świat zewnętrzny.
Czy to jest Twój komentarz do wydarzeń z przeszłości?

Tak. Nie mógłbyś dalej żyć gdybyś stale widział, doznawał i poznawał Mnie. Nie
mógłbyś zakończyć teraz w tym życiu swej ziemskiej drogi. Ale powinieneś był
dostać coś co żywym doświadczeniem pokazywało Moje istnienie i pobudzało cię
do dalszych poszukiwań. Jasne?

7/269
Mniej więcej tak.

Doświadczenia wewnętrzne ukształtowały moją niezachwiana pewność co do


istnienia świata duchowego i konieczności zmierzania ku niemu. Ciekawość tego co
kryje się pod powierzchnią.

I o to chodziło.

Czy one kiedyś powrócą i będę jak wtedy oglądał Cię twarzą w twarz?

Tak, już wkrótce, jeszcze pozałatwiasz swoje sprawy z tym światem a jest ich
trochę.

może by tak już od teraz coś na konto przyszłego dostatku?

Zobaczymy co da się zrobić w tej sprawie. Ale musisz mi przyrzec, że będziesz


nadal pracował i nie rzucisz tego co teraz robisz w diabły. To jest bardzo ważne
dla ciebie i dla wielu wielu innych. Skończysz to co robisz?

Słowo.
Dziękuje za rozmowę.

Mistrz w krótkiej szacie

Przed laty wielokrotnie miałem przyjemność widywać Mistrzów i Nauczycieli.


Pojawiali się albo w snach albo przed wzrokiem wewnętrznym najpierw w trakcie
medytacji potem widywałem ich również w podczas codziennych zajęć.
Wielokrotnie przekonywałem się że nie tylko są bardzo mądrzy, lecz również
posiadają niezwykłe poczucie humoru. Pamiętam jeden taki wypadek - wielka,
amfiteatralna sala wypełniona po brzegi Mistrzami ubranymi w długie, piękne szaty.
Był to czas oczekiwania na wybór nowego prezydenta i wynik nie był znany do
końca.

Wynik był znany wiele lat wcześniej, pamiętasz co ci powiedziałem na rok przed
wyborami? I co później opowiadałeś znajomym?

Rzeczywiście, zupełnie zapomniałem. Usłyszałem od Ciebie imię i nazwisko


przyszłego prezydenta, jak również to, że będzie rządził dwie kadencje. Wszystko się
sprawdziło.

8/269
Przygotowanie człowieka do spełnienia obowiązku publicznego trwa wiele lat.
Mój kandydat nie pije alkoholu i bardzo rzadko je mięso. To bardzo pomaga
ponieważ jest "lżejszy" i bardziej otwarty na inspiracje wewnętrzną. Ludzie
rządzący powinni więcej czasu poświęcać medytacji a ich zadanie byłoby znacznie
łatwiejsze. Rządzenie to bardzo trudne i wymagające zajęcie i często poza
inspiracją wewnętrzną nie ma innych źródeł wsparcia i dobrych pomysłów.

Powracając do mojej opowieści, stałem przed salą pełną Mistrzów, patrzyłem jak
siedzą, rozmawiają pomiędzy sobą, żartują, to był niezwykły widok. Bardzo
budujący, płynęła od Nich taka słodka i unosząca energia, taka radość nosząca ślady
ekstazy.

To nie były ślady, tylko ty nie byłeś jeszcze w stanie odebrać całości ich emanacji,
zresztą i dziś nie jesteś w stanie, chociaż słodycz boskiej miłości która ich przenika
odbierałbyś znacznie, znacznie silniej.

W pewnej chwili zastanowił mnie fakt, ze wszyscy są tak pięknie ubrani we


wspaniałe szaty sięgające od ziemi i zadałem Tobie pytanie - czy wszyscy Mistrzowie
zawsze chodzą tak ubrani?

I co, i co?

Masz cudowne poczucie humoru... Nie odpowiedziałeś ale prawie w tej samej chwili
z drugiego lub trzeciego rzędu wstał jeden z Nich, podniósł rękę i powiedział:
"Ja nie!"
Miał na sobie taka samą piękna szatę jak wszyscy tyle że sięgająca zaledwie do
połowy ud. Spod niej wystawały gołe nogi... To była taka wersja "mini". Nie wiem,
całość robiła komiczne wrażenie i najwyraźniej o to Mu chodziło. Wybuchnąłem
śmiechem.

I co było dalej?

Pojawiłeś się Ty jako Sri Sathya Sai Baba, a wszyscy wstali i zapadła niesamowita
cisza. Usiadłeś z boku w pierwszym rzędzie i zaraz Mistrzowie usiedli także. Kiedy
tak stałem i patrzyłem poczułem że powinienem pokłonić się Wam wszystkim, tyle
w Was było miłości, spokoju, mądrości, wielu wielu nie wyrażonych rzeczy. Widzieć
takie zgromadzenie było cudowną rzeczą. Dziękuję Ci dziś za to. Potem Twoja aura
objęła salę i wszyscy stopili się w jedno.
Wszyscy czekali na zakończenie liczenia głosów i ogłoszenie wstępnych wyników.
Byłem tam z Wami ponad dwie godziny. Wtedy była ustalana dalsza przyszłość tego
kraju, wydarzenia które maja nastąpić w ciągu najbliższych trzech lat.

9/269
A widzisz, coś jednak zapamiętałeś. Wszystko wiadomo na wiele lat naprzód,
wydarzeniami w świecie zajmują się Mistrzowie i skrupulatnie wszystko planują
biorąc pod uwagę wasze indywidualne i zbiorowe losy oraz to czego powinniście
się nauczyć. Bo życie jest lekcją.

A jej tematem jest Miłość.

Miłość to Boskość...

Właściwie na wiele lat wcześniej wszystko jest ustalone, wszystkie wydarzenia


polityczne i społeczne.

Tak.

Stąd wynika, że właściwie nie ma co się w nie angażować ani nawet nimi
interesować skoro i tak będzie co ma być.

Tak, jeśli idziesz w kierunku Boskości nie jest wskazane interesowanie się polityką
czy wydarzeniami na świecie. Wynik wszystkich wydarzeń w tym konfliktów i
wojen jest znany na długo przed datą ich rozpoczęcia. A ich przyczyny leżą
głęboko w sferach karmy i dharmy. Nikt z was nie ma na nie wpływu, a
udzielanie im uwagi odciąga od Boskości.

Jeden z Mistrzów siedział przed czymś przypominającym komputer - tyle ze był


sterowany myślą a jego moc obliczeniowa przekraczała miliony razy to czym dziś
dysponujemy. Siedział w skupieniu i patrzył na ekran - tam w trudny do
wytłumaczenia przestrzenny sposób były generowane przyszłe scenariusze
wydarzeń a On z miliardów kombinacji wybierał ten, który zostanie zrealizowany.

Opowiedz jak to robił.

To był bardzo ważny Mistrz, wokół Niego siedzieli inni i czekali na ostateczny wynik
- oni zajmowali się szczegółami. Mistrz pytał swego serca który wariant wybrać i w
końcu wybrał jeden. Pozwolił mi spojrzeć przez ramię, pokazał jak tworzą się
scenariusze i na ilu płaszczyznach należy je rozważać. Pamiętam, że przed wzrokiem
wewnętrznym przepływały w niesamowitym tempie tysiące obrazów. Wtedy gdy
zapytałem Go o to jak wybierze ten właściwy wskazał na swoje serce i powiedział że
Bóg w sercu mu powie.

Wszystko jest określone z góry. Zmiany gospodarcze, wahania cen akcji.


Wszystko.

10/269
Wypadki lotnicze.

I samochodowe też.

Czas odejścia każdego z nas.

Tak, ale wy nie odchodzicie nigdzie raczej przechodzicie w drugi wymiar bytu -
ponad materialny. Ale to prawda, każde ciało ma określony zapas energii
wystarczający na przeżycie określonej ilości lat.

Możesz to zmienić.

Nie ma z tym problemu.

Od czego to zależy?

Naprawdę chcesz wiedzieć?

Chyba nie, tak zapytałem z przyzwyczajenia.

Więc ci powiem. W tej chwili na Ziemi długość życia określa głównie karma
człowieka, na drugim miejscu możliwości rozwoju duchowego. Żyjąc ludzie
"spłacają" przeszłość i uczą się nowych rzeczy. W wypadku kiedy rozwój
wypadków idzie ku temu ze człowiek mógłby sobie zaszkodzić karmicznie i przez
to opóźnić swój dalszy rozwój może się zdarzyć że zakończy życie znacznie
wcześniej.

Kto o tym decyduje?

On sam.

No chyba nie.

Ty patrzysz na człowieka jako na ciało, Ja widzę całość. Tym się różnimy -


widzeniem.
Istnieje również możliwość przedłużenia życia jednostce. Ma to miejsce gdy
zwraca się zdecydowanie w stronę ducha i śmierć ciała zakłóciła by ten korzystny
proces. To też dość często ma miejsce. Jednak znacznie rzadziej niż poprzedni
przypadek.

11/269
Czy zatem można Cię prosić o przedłużenie życia?

Nie.

Nie?

Nie. Można prosić o dodatkowy czas na poukładanie, dokończenie spraw,


zrobienie czegoś wartościowego, czas na zwrot ku Bogu i pojednanie z Nim.
Przedłużenie życia po to tylko żeby być tu dłużej nie ma specjalnej wartości ani
znaczenia. Zresztą powiem Ci prywatnie, że takie sprawy "załatwiają" wasi
Mistrzowie, często automatycznie.
Docierają do Mnie te prośby i odpowiadam na nie Mistrzom i wam wewnętrznie.
Takie rzeczy dzieją się dość często. Prosicie o coś wewnętrznie i otrzymujecie, albo
proszą wasi Mistrzowie. Na zewnątrz nawet nie musicie nic wiedzieć. Moja
wskazówka - dobrze przemyślcie jaką wartość ma to o co się zwracacie.

Czy mógłbyś podpowiedzieć które prośby są Ci szczególnie miłe, czym możemy


sprawić Ci radość?

O, to pytanie sprawia mi radość! To bardzo dobre pytanie.


Posłuchaj Mojej odpowiedzi. Możesz Mnie prosić o wszystko bo jestem Twoim
kochającym Ojcem, Matką, przyjacielem, przyjaciółką i mam wszystko. Jednak
największą radość sprawiają Mi twoje prośby o Miłość, o duchowe szczęście, o
kolejny krok ku Mnie, o siłę duchową na odejście od świata i przyjście do Boga.
Prośby zanoszone w imieniu swoim i prośby dla ludzi wam bliskich, dalekich,
wszystkich. Prośby o duchową łaskę, o naukę pokory i skromności. To są prośby,
które cieszą Mnie szczególnie. To są sprawy ważne dla Mnie a niestety tak mało
znaczące dla was.

Dziękuję za rozmowę

Kosmos i ludzie stamtąd, wejście w strefę Wegi

Ni stąd ni zowąd przeżyłem jedna z najdziwniejszych i najwspanialszych przygód w


życiu.
Właśnie wychodziłem od dentysty, co istotne nie brałem żadnych środków
znieczulających, takie były wtedy czasy w państwowej służbie zdrowia.
Szedłem przez niewielki plac wśród domów i zupełnie niespodziewanie jakaś siła
zmusiła mnie do podniesienia wzroku do góry i spojrzenia w niebo.

12/269
Ku memu zaskoczeniu na bezchmurnym niebie zauważyłem całkiem niewysoko
srebrnie lśniący obiekt. Kształtem swym przypominał pękate cygaro i płynął powoli
w powietrzu kierując się od rynku (najludniejszej części miasta) na zachód. Tym co
prawie natychmiast przykuło moją uwagę był fakt, że poruszał się w poziomie
bardzo równym kursem po linii prostej. Nie widziałem żadnych śladów smugi
kondensacyjnej ani jakiegokolwiek spalin czy śladów działania silnika. Drugą
zastanawiającą rzeczą była lśniąca otoczka dobrze widoczna przy bliższym
przyjrzeniu się. Wyglądała jak wielka lśniąca bańka mydlana o eliptycznym kształcie
w której owo cudo było zamknięte.
Trudno mi było ocenić wielkość pojazdu ze względu na odległość. Pomyślałem że
oto mam przed sobą prawdziwe UFO, w biały dzień, w samym środku miasta.
Zaskoczony już chciałem zatrzymywać przechodzących ludzi, jednak wyraźnie
odczułem, że nie powinienem tego czynić. Wyszedłem zza domów w kierunku
większego placu skąd miałem lepszy widok i obserwowałem oddalający się obiekt
przez nie więcej jak dziesięć minut.
Wyraźnie nigdzie się nie śpieszyli. Co więcej miałem wrażenie jakby pojazd
emitował silną energię spływającą ku ziemi.
W domu zaraz usiadłem do medytacji i spróbowałem połączyć się z pojazdem i jego
załogą. Będę pisał o swoich doznaniach i odczuciach nie wgłębiając się specjalnie w
wyjaśnienia skąd pochodzą, to wymagałoby zbyt wielu dygresji. Chociaż wszystko co
się działo było dla mnie nowe jednak cały oddźwięk emocjonalny na tak w końcu
niecodzienna sytuację dzięki głębi wyciszenia w medytacji był zerowy.
Doświadczenia były tak cudowne, że same są dla mnie i potwierdzeniem i nagrodą.
Chce jedynie dodatkowo zwrócić uwagę na dwa fakty: inspirację wewnętrzna
kierującą, przynajmniej po mojej stronie całym przebiegiem rozmów i zachowań i
silnie przeze mnie odczuwaną, po drugie na to, że do wydarzeń tego dnia miałem już
za sobą kilkanaście lat rozmaitych form praktyk medytacyjnych.
W wyciszeniu skupiłem się na energii pojazdu i po chwili zobaczyłem jego dowódcę,
takie przynajmniej robił wrażenie. Nie chciał kontaktu i robił wszystko aby mnie
zignorować. Zapytałem kim jest i co robi, coś tam odburknął więc poprosiłem aby
przekazał mnie swojemu opiekunowi czy też odpowiedzialnemu za misję. W
międzyczasie w 1/3 walcowatego kształtu dostrzegłem dwa równolegle ustawione
generatory emitujące silną energię którą tak wyraźnie odczułem wcześniej.
Po chwili ciszy pojawił się bardzo sympatyczny człowiek, uśmiechnięty i skory do
rozmowy.
Co tutaj robicie?
Działamy na terenie obszaru Europy środkowo - zachodniej. Bazę mamy w Polsce.
Pracujemy nad zmianą wibracji tego terenu, zmieniają się u was warunki życia i
nadchodzą nowe czasy więc potrzebujecie świeżego spojrzenia.
To znaczy nasycacie teren miasta czymś w rodzaju nowej energii.
Tak, można tak to ująć. Pomagamy wam.
Skąd jesteście?
Z miejsca, które wy nazywacie Wega.
Odpowiedzi wyłaniały się z ciszy, która zapadła wskutek medytacji, a była tak
głęboka że umysł chwilami wyłączał się zupełnie dając miejsce niezakłóconemu
odbiorowi słów, myśli i wrażeń płynących od mego rozmówcy.
Rozmawiałem z nim chwilę, a on odpowiadał i pokazywał obrazy, jakby zdjęcia i

13/269
towarzyszące im wrażenia napływające z bardzo daleka. Obrazy baz, pojazdów,
terenów nad którymi przelatują i skutków jakie spodziewają się wywołać
W pewnej chwili przyszło mi do głowy aby poprosić o pokazanie jego macierzystej
planety. Tu nagle zamilkł na dłuższą chwilę.
Nie mogę takiej decyzji wydać sam, muszę zapytać Opiekuna planety czy się zgodzi.
Poczułem jakby "wyłączył się" z kontaktu ze mną i zapadła głęboka cisza. Trwała
dosyć długo, a ja spokojnie siedziałem w głębokiej medytacji i czekałem.
W absolutnej ciszy która nastąpiła wyczułem gdzieś bardzo daleko jakieś
poruszenie. Tak jakby ktoś zainteresował, skierował ku mnie swoje myśli i
sprawdzał czy jestem właściwym człowiekiem. Za chwile nastąpiło zjawisko, które
mnie zaszokowało. Pojawił się Mistrz, w obrazie przed wewnętrznym wzrokiem
przyszedł jako mężczyzna ale w odczuciu... Napłynęła fala niesłychanej serdecznej
miłości, takiej pełnej ufności i akceptującej wszystko. Szokiem dla mnie było to że
człowiek który wcale mnie nie znał kochał i akceptował bez najmniejszych
zastrzeżeń. Ten wstrząs dobrze pamiętam do dziś.
Czy mogę.. - zapytałem
Tak. - nie dał mi dokończyć.
Ale spotkanie z Nim było dopiero wstępem do tego co miało się dopiero wydarzyć.
Chciałbym zobaczyć jak wygląda odlot z Ziemi.
Dobrze, to będzie dla ciebie pouczające doświadczenie. - dopowiedział z tą swoją
cudowną akceptacją. Zapadła cisza.
Wkrótce przed mym wewnętrznym wzrokiem pojawiła się polana w parku na skraju
miasta. Stał na niej znajomy mi pojazd. Obok pilot ubrany w ciekawy kombinezon
"cztery kwadraty", na głowie hełm z szybą z tworzywa w cienkie paseczki.
Zaskakujące że kolana miał w innym miejscu, znacznie niżej niż ludzie na Ziemi.
Sprawiały wrażenie jakby mogły zginać się w obie strony, inaczej niż nasze. Tak
samo dłonie w ciemnych, miękkich rękawicach i palce poruszające się bardzo
miękko w przód i tył, jakby dłuższe i mające więcej stawów.
Gestem wskazał żebym wszedł do środka. Obiekt mógł mieć na oko jakieś osiem-
dziewięć metrów długości i trzy i pół do czterech wysokości. Teraz już bardzo
wyraźnie widziałem otaczającą go, połyskującą, przezroczystą bańkę.
Podszedłem i przeniknąłem przez nią. Nie sposób opisać doznania które nastąpiło.
Moja świadomość zamknięta jak u każdego normalnego człowieka w obrębie głowy
nagle rozszerzyła się obejmując sobą wnętrze statku i przestrzeń wokół niego.
"Widziałem' i "słyszałem" wszystko samą świadomością tak jakby była ekranem na
którym wszystko wewnątrz się dzieje a ja bez najmniejszego wysiłku znałem myśli i
stan psychiczny pozostałych członków załogi. Poza nami było jeszcze dwóch ludzi,
uśmiechali się do mnie bardzo życzliwie, siedzieli gdzieś w bardzo ciasnych
pomieszczeniach ale wyraźnie im to nie przeszkadzało. Wyraźnie odczuwałem, że
podstawą świadomości była miłość. Wszechobecna i wszechprzenikająca miłość i
akceptacja wszystkiego.
Jakby nasze świadomości stopiły się tworząc jedną wspólną. Ta właśnie wspólna
świadomość kierowała i napędzała ten pojazd!
Przeszedłem na przód pojazdu, za mną pilot. Usiedliśmy w ciasnej kabinie, on po
mojej prawej stronie. Nad nami przezroczysta czasza, za chwilę bez żadnego
wrażenia przeciążenia ujrzałem wierzchołki drzew, chmury i gwiaździste niebo.

14/269
Zdążyłem jeszcze zapytać "Ile potrwa lot?" i otrzymać odpowiedź "Sześć minut" gdy
przezroczysta szyba nad głowami przybrała mleczny kolor a cały pojazd jakby
zanurzył się w miłej i gorącej wibracji. Nie miała tam wstępu żadna myśl. Trwało to
pięć do sześciu minut. Nagle szyba znów stała się przezroczysta i z pewnej odległości
dostrzegłem przed nami ogromną planetę. Była bardzo piękna, trwała
majestatycznie zawieszona w pustej przestrzeni, otaczała ją gigantyczną połyskująca
sfera. Zatrzymaliśmy się na chwilę, tak jakby mój przewodnik pytał o pozwolenie
dalszego lotu. Najwyraźniej je otrzymał bo zaraz niezauważalnie ruszyliśmy dalej.
Prawie krzyknąłem z wrażenia kiedy przekraczaliśmy barierę. Tym razem
świadomość rozpłynęła się i objęła niewyobrażalny bezkres całej planety. To było
wielkie pojednanie z Miłością, naturą i Bogiem. Niewyrażalne uczucie...
Świadomość święciła swój triumf, uwolniona spod codziennych barier znajdowała
swe spełnienie w unii ze wszystkim. Nie pragnęła niczego.
Jak można pragnąć czegokolwiek będąc wszystkim?
Jakiś czas płynęliśmy wysoko ponad chmurami potem pojazd zanurkował w dół i po
chwili zza mlecznej mgły dostrzegłem ziemię. Pośród niewyrażalnej słodyczy
wszechobecnej miłości usłyszałem niezwykłą pieśń.
A raczej powinienem powiedzieć, że odczułem ja całym sobą jakbym słyszał i
doznawał uniesienia towarzyszącego chorałowi śpiewanemu przez zastępy anielskie.
Nie były to jednak dźwięki ale wibracje miłości jedne silniejsze inne cichsze
zestrojone razem w ogromnej przestrzennej symfonii. Wsłuchałem się całym sobą w
tony owej pieśni miłości, pieśni istnienia docierającej na falach wewnętrznej,
słodkiej ekstazy. W miarę jak zbliżaliśmy się do powierzchni pieśń potężniała i
stawała wyraźniejsza, dołączały coraz to nowe subtelniejsze tony. Wkrótce
zrozumiałem co jest jej źródłem. Ta niezwykła symfonia wydobywała się z
otaczającej nas przyrody. To była pieśń życia. Niższe i mocniejsze tony to głosy
wysokich drzew, "głosy" krzewów i młodych drzew brzmiały mniej donośnie, kwiaty,
a nawet pojedyncze źdźbła traw dołączały swe cichutkie nuty i tak powstawała
niesłychana harmonia dźwięków. Wrażenie to można porównać do orkiestry
symfonicznej w wielkiej pustej katedrze słuchanej przez człowieka zupełnie
pozbawionego ego co pozwala dźwiękom rodzić się i swobodnie wybrzmiewać bez
oddźwięku i interwencji umysłu.
Wylądowaliśmy na niewielkiej polanie i wysiadłem z pojazdu. Wszystko widziałem
jakby przez mgłę ale wewnętrznie odczuwałem bardzo żywo. Polanę okalały wysokie
na jakieś cztery metry krzewy, wkoło było sporo kwiatów i różnych roślin. Czułem
się nieswojo nie chcąc mimowolnie czegoś zniszczyć, nie wiedziałem jakie skutki
mogę tu wywołać więc tylko stałem i rozglądałem się. Widziałem kwiaty podobne do
ziemskich narcyzów i pamiętam jak zacząłem uważnie przyglądać się roślinom, w
końcu nie każdego dnia ma się okazję zobaczyć florę z innej planety.
Bliższe przyjrzenie się kwiatom sprawiło że dostrzegłem wyraźną różnicę, to z
pewnością nie były narcyzy ani żadne znane mi ziemskie kwiaty! Gdy sobie to
uświadomiłem zalała mnie nagła fala panicznego lęku najwyraźniej wywołana
obcością środowiska wokół, poczułem się przez chwilę jak w pułapce. Szybko jednak
opanowałem się, bo przecież do odważnych świat należy, i przeniosłem swe
odczuwanie na tony wszechobecnej, słodkiej miłości. Nie, stanowczo tutaj nic nie
mogło mi grozić.

15/269
Uważne przyglądanie się roślinom sprawiło że dostrzegłem coś nowego. Mianowicie
skupienie na roślinie czy jakimkolwiek obiekcie powodowało wzmocnienie
odczuwania jego doznań. Tak, wszystko wokół żyło i czuło. I tak odkryłem kolejną
niesamowitą rzecz. Skupiłem się na małym źródełku i po chwili napłynęły wyraźne
wrażenia; ono chciało wydać z siebie jak najwięcej wody - ponieważ ktoś tam, inne
rośliny czy istnienia mogły jej potrzebować. Ono starało się ze wszystkich sił aby
zrobić co w jego mocy - dla dobra innych. Kwiaty wytwarzały pyłek i nektar po to by
podzielić się nim z owadami i służyć im.
Drzewa kształtowały swe liście po to by służyć cieniem komuś kto mógł tego
potrzebować, tak samo płynące po niebie chmury przenikało pragnienie oddawania
siebie, transformacji w deszcz dający życie przyrodzie i ochrony innych żywych
istnień przed promieniami słońca. Gdziekolwiek, na czymkolwiek skupiłem swą
uwagę znajdowałem bezinteresowna troskę o innych, wolę służenia im i miłości. Tak
oto odkryłem drugą cechę konstytuującą ten niezwykły świat - płynącą z miłości
wolę służenia innym. Każda najmniejsza cząsteczka tego świata była przeniknięta
miłością i bezinteresowną wola służenia, bez najmniejszej troski i myśli o sobie. W
tym świecie nie było śladu ego.
Te planetę poznawałem przez kilka następnych dni. Wracałem do domu, siadałem
do medytacji i po kilkunastu minutach przekraczałem barierę wokół pełnej miłości
Wegi.
Czasem towarzyszył mi człowiek z pierwszego dnia podróży a czasem nie, czasem
pojawiał się Mistrz, pokazywał i wyjaśniał tajemnice, a najwięcej czasu poświęcał na
tłumaczenie współzależności pomiędzy organizmami żyjącymi na planecie i temu
skąd one wynikają - ze wspólnego Źródła którym jest Miłość. Tam było to takie
oczywiste!
Życie na Wedze przejawia w niezwykłym stopniu wiele boskich cech; miłości,
bezinteresownej troski o innych, poświecenia, oddania i pokory rozumianej jako
nieobecność ego. Bezpośrednie doświadczenie tych stanów wywarło na mnie
niezatarty przez czas ślad, co innego bowiem słuchać o nich, a co innego
doświadczać w pełni i czerpać z tego naukę. Chcę tutaj wyrazić swą głęboką
wdzięczność Mistrzowi z Wegi za poświecony czas i ofiarowaną miłość.
Moje podróże na Wegę zakończyły się równie niezwykle jak się zaczęły.
Chyba trzeciego dnia przyszła mi do głowy myśl aby zapytać Mistrza o życie ludzkie
na Wedze - czy są tu istoty podobne do nas? Mistrz odpowiedział, że owszem i zaraz
może mnie do nich zabrać. Po kilku minutach obok na polanie pojawił się znany mi
pojazd. To dziwne, właściwie dopiero teraz zdałem sobie sprawę z faktu że moje
pytanie mogło zabrzmieć dziwacznie, przecież widziałem już pojazdy i rozmawiałem
z ludźmi stamtąd, z załoga ziemskiej bazy, w końcu chyba byli mieszkańcami Wegi?
Wsiadłem do pojazdu, uniósł się i po kilku, nie więcej jak pięciu minutach
wlecieliśmy w coś przypominające gęstą mgłę. Pojazd wylądował. Bardziej
wyczuwałem niż widziałem obecność co najmniej kilku ludzi. Znajdowali się za
wysokim i szerokim murem, którego końce ginęły we mgle. Nie było żadnych drzwi,
goły mur, a co więcej wyraźnie wyczuwałem rezerwę z ich strony. Byli zamknięci i
czujni, najwyraźniej mieli świadomość, że ktoś nieznany pojawił się w okolicy.
Szanowałem ich podejście, w końcu nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Ostrożnie
rozglądałem się wokół. Wyczuwałem kilka strumieni promieniowania najwyraźniej

16/269
płynących od myślących istot żywych. Każdy z nich znajdował się wewnątrz mniej
więcej owalnej budowli, ich układ i wielkość przywodziła na myśl afrykańską wioskę
z okrągłymi chatami. Po chwili zastanowienia zwróciłem się do tego, który
promieniował najsilniej.
Witaj.
Kim jesteś?
Pomyślałem, że skoro pytają to znaczy że nie wiedzą, Mistrz wcześniej przejrzał
mnie na wylot, widocznie oni nie chcą albo nie potrafią tego zrobić.
Jestem tu gościem, przybyłem z Ziemi, żyjecie na cudownej planecie.
Ludzie na Ziemi nie rozumieją istoty życia ani jego wartości. Niszczycie w
barbarzyński sposób delikatna strukturę jaka otacza waszą planetę.
Myśli napływały od niego i układały się w pełne spokoju zdania. Nie chciałem
zaprzeczać ani wyjaśniać ze być może jestem inny.
W jakim celu przybyłeś? - Pomimo uprzejmości cały czas wyczuwałem wyraźną
rezerwę w stosunku do mnie. W celu poznawczym, chciałem zobaczyć jak wygląda
życie poza Ziemią i jestem tym co widzę niesłychanie podbudowany.
My rozumiemy znaczenie tej planety dla naszego istnienia i kochamy ją. Stanowimy
jej część.
Chcielibyśmy abyś otworzył się na nas tak abyśmy mogli zobaczyć kim jesteś.
Pytanie zastanowiło mnie, a wiec najwyraźniej nie chcieli "prześwietlać" mego
wnętrza na siłę. Ja również powstrzymywałem się od gapienia się na nich nie
wiedząc czy może to zostać źle odebrane. Zresztą po co miałbym sprawiać im
przykrość podczas tak kulturalnie rozpoczętego spotkania z istotami z innej planety.
Jednak byłem w kropce i nie wiedziałem co zrobić, w końcu pomyślałem że zrobię
coś w rodzaju kawału i zwróciłem się z prośbą do mojego drogiego Mistrza aby to
On im się ukazał. Mistrz wyraził zgodę a ja po chwili przygotowania otwarłem całą
swą sferę mentalną i duchową zwracając się jednocześnie do Mistrza z prośbą aby
się przybliżył.
Poczułem tylko jak przepływa gorąca, wibrująca energia taka jaka towarzyszy
zazwyczaj błogosławieństwom udzielanym przez Mistrza.
Kiedy przeniosłem z powrotem wzrok na zewnątrz ujrzałem, że w moich
rozmówców jakby nagły piorun strzelił. Szok mieszał się z konsternacją. Płynęły
chaotyczne urywane zdania.
Nie wiedzieliśmy kim jesteś, byłeś tak głęboko ukryty, mieliśmy tak negatywne
zdanie o ziemianach...
Zauważyłem, że nagle znikła cała poprzednia rezerwa, lepiej ich teraz odczuwałem i
słyszałem. W jej miejsce pojawiła się szczera otwartość i wyraźne przejęcie.
Wejdź do środka, zobacz jak żyjemy.
"Wniknąłem" poza mur, wzdłuż szerokiej alei stały kopulaste budowle, w ich środku
nie widziałem żadnych sprzętów, było to dziwne ale poruszałem się wewnątrz z
wyraźnym trudem i musiałem wkładać sporo skupienia aby cokolwiek dostrzec.
Zawróciłem więc i ponownie zatrzymałem się na niewielkiej polanie poza murem.
Moi rozmówcy zgromadzili się w jednym z domów i o czymś rozmawiali. Za chwilę
umilkli i wyraźnie się do czegoś przygotowywali. Usiedli w półokręgu otwartym
końcem zwróceni ku mnie. Stałem naprzeciw w ciszy oczekując co nastąpi. Po chwili
ich spokój zaczął się jeszcze pogłębiać, weszli wspólnie w stan medytacji.
Towarzyszyło mu cudowne uczucie unii z tymi odległymi, a jednocześnie tak

17/269
bliskimi ludźmi.
Po dłuższej chwili usłyszałem bardzo wyraźnie powolne słowa ich zwierzchnika.
Mamy do ciebie prośbę.
Słucham i jestem na wasze usługi - odparłem najuprzejmiej jak potrafiłem.
Daj nam Słowo na które tak czekamy.
Zdziwiłem się. "Słowo" odebrałem jako coś niesłychanie dla nich ważnego,
najważniejszego w świecie. Ale nic nie przychodziło mi do głowy bo i skąd. Nie
miałem pojęcia o co im chodzi. Wpadłem jednak na kolejny szczęśliwy pomysł -
zwróciłem się do Mistrza aby jeśli może spełnił ich prośbę. Mistrz skinął na znak
aprobaty i dał znak abym zwrócił się do Niego w ciszy. Tak też uczyniłem, a po
niedługiej chwili napłynęła i tym razem długo trwała niezwykła i pełna żaru miłości
energia, cudowna jakby zawierała w sobie i ekstazę tworzenia i miłość Stwórcy do
wszelkiego życia i wiele, wiele nie wyrażonych językiem i nie dotkniętych umysłem
stanów ducha. Korzystając z okazji pragnę z całego serca wyrazić Mistrzowi swą
wdzięczność za dar uczestnictwa w tak niezwykłym i budującym wydarzeniu.
Chwila trwała i trwała, a ja kosztowałem jej niebiańskiej słodyczy i piękna nie do
opisania. Natomiast moi rozmówcy przeżywali kolejny, jeszcze większy wstrząs.
Na skutek działania energii Mistrza przebywali w stanie uniesienia, jedni to śmiali
się to płakali i minęło sporo czasu dopóki nie doszli do siebie.
Przepraszamy cię, naprawdę nie wiedzieliśmy kim jesteś. Dziwne że twoja planeta
jest tak zaniedbana skoro żyją na niej tacy ludzie.
Co miałem im odpowiedzieć? Że to co ujrzeli i doznali było teatrem zaaranżowanym
przez Mistrza, a ja z którym wiążą swoje przeżycia jestem po prostu nikim?
Nie wydawało mi się to dobrym pomysłem więc milczałem, a Mistrz również nic nie
mówił zajęty tym co najwyraźniej zazwyczaj robią Mistrzowie.
I tak zostałem prawdopodobnie pierwszym ziemianinem który zrobił z rozmysłem
kawał mieszkańcom innej planety. Nie jestem z tego powodu specjalnie dumny ale
cóż, wtedy taki miałem charakter.
W ciągu następnych dni wiele rozmawialiśmy, głównym tematem, podobnie jak
poprzednio z Mistrzem Wegi była współzależność wszystkiego i miłość leżąca u
podstaw wszelkich rzeczy. Co ciekawe potrafiłem odpowiedzieć im na niektóre
pytania jakie pojawiły się spontanicznie w trakcie spotkań. Mistrz czuwał jak zwykle
i podrzucał potrzebne w rozmowie myśli.
Po kilku dniach takich trwających po kilka godzin wizyt (zwiedzałem kopalnie,
sztolnie, niesłychanie potężne wulkany, przelatywaliśmy nad wielkimi morzami
nurkując czasem pod powierzchnię) Mistrz pojawił się i powiedział, że już czas się
żegnać i że jeszcze kiedyś powrócę na niezwykłą Wegę. Pożegnałem się z Opiekunem
Wegi i jej mieszkańcami. Tego dnia wieczorem zasiadłem do spisywania na gorąco
swoich wrażeń i to jest ten opis, a przynajmniej pewne jego fragmenty.
Baba czy miałbyś ochotę podsumować to doświadczenie?

Owszem. Wiele się nauczyłeś z tego króciutkiego pobytu poza Ziemią. To wielki
dar już w młodym wieku zajrzeć za zasłonę jaka oddziela planetę od mieszkańców
Kosmosu. Jeszcze większym darem jest spojrzenie w głębiny samoświadomości
opiekującej się żywymi istotami Wegi.

18/269
Dziękuje Ci Baba za to tak budujące doświadczenie. Doznawałem na samym sobie
głębokich i przejmujących odczuć miłości, oddania i służenia innym istotom, w imię
miłości i dobra.

Ta Siła stworzyła Wszechświat.

Miłość.

Żywa i czuła Miłość.

Wizja Boga

Witaj drogi Baba, chcę ci przede wszystkim podziękować za dzień dzisiejszy, za


Twoją opiekę, bliskość i czułość. Chcę też zapytać o tę niezwykłą wizję której mi dziś
udzieliłeś. Otwarła się przede mną niby druga rzeczywistość, Twoja rzeczywistość,
jakby za zasłoną materialności istniało żywe i olbrzymie Światło, a Jego blask
przebijał się strumieniami przez wszystko. Wiedziałem, że to Ty Sam, potem nagle
pojąłem, że dla ciebie nie istnieje czas, Twoja przepojona miłością rzeczywistość jest
poza nim. Świat widzialny i odczuwalny począł topnieć, a do mnie zaczęła docierać
prawda, że jest on nierzeczywisty bo tylko Ty jesteś jedyną Rzeczywistością.
To wszystko jest tak różne od tego co znam.
Czuję się jakbym w ślad za tobą wędrował poprzez nieznane krainy, a odczuwanie
wszystkiego jest każdego dnia tak nowe i świeże. Proszę Cię wytłumacz to co dzisiaj
widziałem.

Dobrze, niech stanie się zadość twemu życzeniu. Ujrzałeś dziś przelotnie boski
blask, to sygnał, że już dojrzewasz i wchodzisz swym bytem w bliski obręb
gorącego boskiego promieniowania.
Poddaj się temu co widzisz i czujesz w zaufaniu, że prowadzę cię coraz bliżej ku
Sobie, znam drogę i wszystko jest w najlepszym porządku.

Dokładnie tak to odczuwam i tak myślę. Baba czy rzeczywiście jest tak jak mi dziś
przychodziło nie w pojedynczych słowach lecz w głębokim zrozumieniu, że jesteś
jedynym inspiratorem tego co się wydarza. " Moja " wiedza, wszystkie pytania do
ciebie, podobnie jak wszystko mieści się dokładnie w granicach które Ty zakreślasz i
nic, absolutnie nic nie może się z nich wyłamać.

To prawda.

19/269
Wciąż jednak nie pojmuję dlaczego świat jest taki jaki jest, ten świat śpi będąc
święcie przekonanym o swej samodzielności tymczasem to Ty skryty za cienką
powłoką zdarzeń pociągasz za wszystkie sznurki. Stąd wynika, że wszystko jest tak
jak ma być i w żadnym z wydarzeń nie ma błędu ani niesprawiedliwości bo przecież
jesteś we wszystkim. Czy to oznacza że ty jako Najwyższy nie masz żadnych
pragnień wobec świata ? Np. by ludzie bardziej ciebie kochali, przecież mógłbyś to
uczynić ? Gdzie tu jest prawda ?

Prawda jest prosta i jest nią Miłość którą jestem.


Za twym pytaniem kryje się inne czy to rzeczywiście Ja jestem dawcą ciemności i
cierpień podobnie jak miłości i światła, tego nie możesz uchwycić.
Odpowiedź jest taka; Jestem wszystkim, zarówno światłem jak i ciemnością,
płaczem i radością, wysiłkiem zmierzającym do zmiany siebie. Tym właśnie
jestem i mylisz się sądząc, że jestem przyczyną jako istota odrębna od Istnienia.
Mylisz się bo jestem tym wszystkim także, tymi którzy cierpią i zmagają się z
przeciwnościami losu, tymi co się śmieją, tymi na których przyszła ostatnia
godzina.

To znaczy, że ty się tym wszystkim bawisz, ten świat, ba cały wszechświat jest twoją
grą, zabawką, może tylko trochę za dużo w nim bólu i cierpienia.

Czy coś ci dolega, czegoś brak?

No raczej nie, dajesz mi wszystko, a każdą chwilę jeszcze osładzasz do granic swą
bliskością i miłością.

Inni mogliby żyć tak samo pełni radości i szczęścia i kiedyś na pewno będą tak
żyli, ale jeszcze nie teraz. Musi się wiele zmienić, a przede wszystkim oni muszą
zwrócić się ku Światłu Wszechświata - Bogu który trwa nieustannie poza tym i
tamtym światem. Na razie ten czas jeszcze nie nadszedł.

Ale przecież Ty żyjesz poza czasem i dla Ciebie on nie istnieje.

Tak, dlatego Mnie w przeciwieństwie do ciebie nigdzie się nie śpieszy i nie muszę
mieć skutku już teraz, zaraz.
Ten świat i wszystkie w nim wydarzenia są boską grą świateł i cieni, grą której
nie rozumiesz i dlatego próbujesz mnie oskarżać. Przyjmuję to spokojnie bo
oskarżenia ani mnie nie dotykają ani nie umniejszają Mojej Miłości, wynikają z
zasłony ignorancji która gości w twym umyśle.
Pokazuję ci rozmaite aspekty Siebie ale jeszcze daleko ci do objęcia większego
planu - obrazu i odczucia całości. Nie masz też wglądu w świat duchowy i wiele
płaszczyzn bytów jest przed tobą zamkniętych.

20/269
Ale i to nie szkodzi, bowiem już znajdujesz się na drodze do zrozumienia wielu
spraw które poruszyłeś i stopienia z Istotą Siebie Samego. O wynik jestem więc
całkowicie spokojny.

To miłość jest ważna tak jak dla wędrowca na pustyni ważna jest woda. Woda daje
życie podobnie i miłość na pustyni dzisiejszego świata żywi, poi, inspiruje i wznosi
wzwyż ku coraz pełniejszemu i piękniejszemu życiu wespół z jedynym, kochającym
Stwórcą. On jest miłością i to jest największą z prawd.

Świat nie jest rzeczywisty na sposób w jaki określa to twój umysł. Świat jest
zasłoną za którą Bóg skrywa swą piękną twarz, pamiętasz te słowa ?
Dlatego jeśli dziś czegoś nie rozumiesz to po prostu to odłóż, a przyjdzie dzień, że
pojmiesz sprawę w jednym duchowym błysku.
Chciałbyś sprawy boskie objąć umysłem na sposób ziemski a to trud daremny.
Życie i śmierć, ból, cierpienie, klęski, wypadki i nieszczęścia mają za swą
przyczynę Boską Miłość i jest tam Ona czynnikiem twórczym i aktywnym. Ale, że
ludzie przywiązani do swych poglądów i własności ich nie lubią to sprawa druga.
Jednak jedyne połączenie szczęścia i spełnienia życiowego również w świecie
zewnętrznym jest możliwe tylko przez pełne miłości oddanie się kochającemu
Boskiemu Rodzicowi, wtedy żyje się bez nieszczęść, a na świat patrzy zupełnie
innymi, bliskimi Jemu oczami [...]

Dziękuję ci za to, że tak często pojawiasz się przed moim wewnętrznym wzrokiem,
szkoda, że ludzie nie mogą ujrzeć twej zdumiewającej, olbrzymiej skromności, na
pewno zmieniliby w jednej chwili stosunek do ciebie.

Wielu ludzi po prostu nie chce mnie widzieć bo jestem im zakałą na prostej drodze
i stale rzucam im kłody pod nogi niszcząc ich wspaniałe plany. Pomstują na Mnie
ale Ja jestem bardzo wyrozumiały i nigdy się nie obrażam.

Również istnienie mojej osobowości w tej chwili jest ci na rękę, dlatego ona
istnieje ?

Wychodzisz z ciemności ku światłu. Lód rozpuszcza się w szklance powoli i


zamienia w wodę, po pewnym czasie nie sposób odróżnić co początkowo było
lodem, a co wodą. To jest Mój sposób działania. Nie lubię za bardzo się ujawniać z
tym co robię, chyba, że przynoszę ludziom miłość i radość - wtedy tak. Ale
zwyczajnie wolę ukryć się za zasłoną tego świata. Służy to zresztą Moim planom i
jest naturalnym wyrazem boskiej skromności. Ale to pytanie o osobowość, tak to
prawda. Żeby przepuścić olbrzymi prąd przez małą żaróweczkę trzeba najpierw
zmienić jej konstrukcję.
Przez tysiące lat uczyłeś się odbierać świat i to co zawiera w sposób zewnętrzny.

21/269
Teraz kieruję cię ku sprawom ducha, a więc twoja konstrukcja psychofizyczna,
umysł, osobowość wymaga gruntownej przebudowy, inaczej Mój prąd miłości
spaliłby cię na miejscu. Taka jest fizyka świata duchowego.

Trzej Mistrzowie w jaskini

Medytacja przynosi w życiu wiele błogosławieństw, są one znakami od Boga


utwierdzającymi człowieka w pewności, że podąża w dobrym kierunku. Chce opisać
jedno z takich wydarzeń.
Pewnego wieczoru siedziałem nad książką Paula Bruntona "Ścieżkami jogów".
Brunton opisuje w niej niezwykłe wydarzenia w których uczestniczył podczas pobytu
w Indiach. Nagle dotarło do mnie, że wszystkie manifestacje, cudowne wydarzenia
są pewnymi procesami energetycznymi i jako takie wymagają istnienia zbiornika,
bądź zbiorników specjalnych energii. To odezwał się mój ścisły umysł - skoro w
Indiach zachodzi tyle niezwykłych wydarzeń, skoro jest to kraj słynny z życia i
działalności wielu świętych to znaczy, że jest tam jakieś źródło promieniujące
energia duchową. A skoro tak, to z pewnością można się z nim "połączyć" ponieważ
w świecie energii nie istnieje cos takiego jak oddzielenie. Wielokrotnie w życiu
obserwowałem i doświadczałem energii przypływających wskutek myślenia o kimś
lub czymś.
Dziś jest to już rzadka zdolność, wymagająca umiejętności głębokiego wyciszenia
umysłu i obserwacji stanu psychicznego, myśli, samopoczucia. Można ja
wypracować, jest naturalnym skutkiem ubocznym medytacji. Ale do rzeczy.
Pomyślałem, że zrobię małe doświadczenie, wejdę w stan medytacji, wyciszę umysł,
a następnie spróbuje się połączyć z tym centrum energii jak je roboczo nazwałem.
Jak pomyślałem tak zrobiłem. W pogłębiającym się wyciszeniu pomyślałem tak -
Mistrzu będę liczył od dziesięciu w dół i kiedy doliczę do jednego nastąpi połączenie.
Dziesięć, dziewięć, osiem, ...trzy......., dwa........, jeden....
Przez moment nie działo się nic, trwałem w ciszy i ciemności. Jednak po chwili
zaczęły się pojawiać pierwsze wizje. Zauważyłem, że jestem w jakiejś wielkiej grocie
skalnej, z tyłu piętrzyło się wielkie rumowisko zawalające wejście. Po wysokich
ścianach gdzieniegdzie spływała wilgoć znacząc ciemniejszymi smugami ścieżki.
Odwróciłem się tyłem do wejścia i mało nie krzyknąłem ze zdumienia. Pieczara
rozszerzała się i kończyła w odległości dziesięciu kroków pionową ścianą. U jej stóp
ujrzałem trzy postaci ludzkie, trzech mędrców siedzących w postawie lotosu.
Siedzący pośrodku znajdował się na podwyższeniu. Wszyscy trzej sprawiali wrażenia
bardzo bardzo starych. Świadczyły o tym długie siwe włosy, brody spływające na
złączone w pozycji lotosu nogi, pomarszczone twarze. A jednak biła od nich
niesamowita aura, jakby ciepło, oddanie, miłość znajdująca swe źródło gdzieś
bardzo głęboko i promieniująca przez tych ludzi na zewnątrz w świat.

22/269
Co dziwne wszyscy trzej nie dawali żadnych oznak życia, tylko wysiliwszy wzrok
wewnętrzny dostrzegałem w ich wnętrzu coś na kształt słabego światełka
świadczącego o tym, że nie byli martwi. Zwróciłem się do Mistrza z prośbą aby
wyjaśnił co widzę.
Po chwili usłyszałem Jego cichy głos.

Tych trzech mędrców znalazło się tutaj przed ponad tysiącem ziemskich lat.
Przybyli do niedostępnych Himalajów aby tu oddawać się medytacji i tu Boskość
objawiła im plan według którego mogą służyć Jej wprowadzając swe ciała w
głęboki letarg i tworząc z nich kanały dla strumieni Boskiej Miłości które przez
dziesięć wieków będą potrzebne światu do czasu przyjścia następnego Posłańca.
Oddali się całkowicie Bogu i używając objawionych im sekretnych technik
jogicznych weszli w stan pomiędzy życiem i śmiercią i trwają w nim do dziś dnia.
Pomimo, iż nie widzisz w nich oznak życia oni są w pełni świadomi tego, że tu
jesteś, że jesteśmy tu obaj. Na zakończenie tej wizyty poprosisz ich o
błogosławieństwo.

Później kilka razy zastanawiałem się kim będzie ten Posłaniec o którym wspominał
Mistrz ale On milczał, a sam nie byłem znaleźć odpowiedzi innej jak podawana
przez religie w przepowiedni o Powtórnym Przyjściu: Jezusa w chrześcijaństwie,
Mesjasza u Żydów, Maitrei w buddyzmie i Kalki Awatara w hinduizmie.
Mistrzu po co jest potrzebna ta energia?

Bez niej ludzie zapomnieliby o istnieniu wyższych światów i konieczności


zmierzania ku Bogu. Oni wiedząc o tym powstrzymali się od dalszych narodzin na
Ziemi i dalszego doskonalenia w świecie. Pokłoń się przed Nimi, oddaj hołd ich
pracy i poświeceniu w imię miłości do Boga.

Pokłoniłem się im do stóp i powiedziałem: Wielcy Mistrzowie dziękuje wam za


Waszą pomoc i poświecenie. Proszę o wasze błogosławieństwo.
Nie nastąpił żaden ruch, po chwili odczułem mrowienie w okolicach szczytu głowy
stopniowo przechodzące w ucisk. Po kilku minutach już bardzo wyraźnie czułem jak
powoli spływa w dół wysoka i gorąca energia jakby wypalająca coś po drodze. Można
to porównać do cieczy, miodu powoli osuwającego się po sklepieniu czaszki niżej i
niżej. Po dotarciu do klatki piersiowej, na wysokości serca zjawisko ustąpiło. Całość
odczuwałem bardzo wyraźnie, trwało to ponad półtorej godziny. Następnego dnia
ponownie poprosiłem Mistrza o "połączenie" i znów nastąpiło zjawisko spływającej
powoli energii, tym razem trwało około piętnastu minut.
Poprosiłem dziś Babę o komentarz do całego wydarzenia.

Ci ludzie są tam do dziś dnia, jeśli chcecie otrzymać od nich wsparcie duchowe to
wiedzcie że nigdy wam nie odmówią. Zachowujcie się przyzwoicie i poproście o
błogosławieństwo duchowe, wyłącznie to, nic ziemskiego. Są bardzo potężni i ich
"władza" rozciąga się daleko poza Ziemię.

23/269
Baba, jak to "władza"?

Wpływ na przebieg zdarzeń, to co wy nazywacie władzą nad materią. Oni dawno


zakończyli swój ziemski cykl i rozpłynęli w miłości do Mnie. Przez ten czas, kiedy
byłem tu "fizycznie" nieobecny podtrzymywali płomień mądrości duchowej i
miłości do Boga. Czynią cuda jeszcze dziś. Czas i przestrzeń nie jest dla nich
przeszkodą. Miłość dawno otworzyła im wszystkie bramy. Pomogą wam. Proście
a dostaniecie.

Poproszę ich o miłość do Ciebie, mogę?

Tak, nie odmówią ci, jesteśmy jednym, wiele ciał jedno Serce.

Ty jesteś dla mnie wyrocznią we wszystkich sprawach i właściwie nie potrzebuję


nikogo innego.

Zrób jak ci mówię.

Przygoda ze śmiercią

Wiele lat temu siedziałem i czytałem książkę napisaną przez jakiegoś lamę z Tybetu
poświęconą śmierci i umieraniu. Był wieczór, pusty dom, przysiadłem w wygodnym
fotelu wkoło było bardzo cicho. Później jakoś naturalnie wszedłem w medytację,
umysł się uspokoił, znikły myśli. Właściwie kołatała się tylko jedna, pod wpływem
lektury rozmyślałem o śmierci o tym czym ona jest. I jakby na zawołanie nagle
poczułem że nie jestem sam w salonie, obok może w odległości 4-5 metrów pojawił
się jeszcze ktoś. Bardzo wyraźnie odczuwałem Jego promieniowanie wewnętrzne,
trudno było inaczej skoro rosło z każda chwilą. Zalała mnie fala niezwykle lekkiej
miłości, takiej czułej i niesłychanie troskliwej, takiej, która widzi wszystko i rozumie
wszystko... Przed mym wzrokiem duchowym ujrzałem mężczyznę. Stał, patrzył i
emanował po prostu cudowną mocą miłości. I wiedziałem że właśnie On jest
Śmiercią. Nie twierdze że rozumiem to czego doświadczyłem. Z jednej strony bardzo
wyraźna obecność Kogoś kogo każda komórka mego ciała rozpoznaje jako Śmierć a
z drugiej cudowna płynąca od Niego miłość, tak żywa, tak natchniona, darząca
ukojeniem i wyzwoleniem. Skłoniłem się przed Nim głęboko i zwróciłem z prośba o
błogosławieństwo. Nie wykonał żadnego gestu ale Jego miłość mówiła wszystko.
Była tak intensywna i tak gorąca że czułem jak otwiera mi serce i płynie gdzieś
głęboko szerokim strumieniem. Wizyta niezwykłego Gościa trwała trzy dni. Dopiero
po jakimś czasie dopiero dotarło do mnie, ze tylko ktoś tak gorąco kochający jak On
może pełnić taka rolę.

24/269
I wiem ze pójdę za Nim kiedyś na druga stronę i będzie to dzień wielkiej radości i
wielkiej miłości.
I właściwie nadal nie wiem co się wydarzyło i kogo wtedy ujrzałem.

Ujrzałeś Śmierć i wiedz że jest to wielka rzadkość spotkać Ją za życia.

To dziwne że była osobą, mężczyzną...

Nie, tylko się tak tobie wydawało. On/Ona nie posiada płci.

Ale jest żywą istotą? Człowiekiem?

Tak, przychodzi aby dopełnić cielesnego bytu stworzeń i poukładać to co da się


poukładać tak aby odchodzący miał jak najlepszą podróż na drugą stronę.

Wielu ludzi odchodzi w wypadkach, nagle lub długo cierpi.

Powiadam ci wszystko ma swój głęboki sens nie dający się prosto przekazać w
waszych słowach lecz dostępny jedynie głębszemu doznaniu wewnętrznemu. Po
prostu dziś przyjmijcie że tak musi być i nie pytajcie dlaczego. Wierzcie że ma a
jeśli będzie potrzebne to kiedyś dostaniecie jasną i zrozumiałą odpowiedź. Dziś
jeszcze nie miałaby sensu bo tak mało jeszcze wiecie o sobie, innych,
Wszechświecie i Mnie. Niech więc te sprawy pozostaną jeszcze przez czas jakiś
tajemnicą.
A co do chorób, wypadków i katastrof - są one przygotowane z góry, najczęściej
już na wiele lat wcześniej. Z waszej strony wygląda to wszystko dość strasznie ale
z drugiej jest uznawane za normalna kolej rzeczy. I doskonale o tym wiecie tam po
drugiej stronie.

Cóż mogę powiedzieć właściwie nie boję się śmierci, raczej czekam na nią z
zainteresowaniem, wiem że zobaczę wtedy Ciebie.

To prawda.

I będzie bardzo fajnie.

O tak.

Czy już wiadomo kiedy to nastąpi?

25/269
Z dokładnością do godziny.

To dobrze, lubię precyzję, w niej jak sądzę wyraża się doskonałość.

Masz poczucie humoru.

Chyba po Tobie Ojcze.

Dawno Mnie tak nie nazywałeś.

Rzeczywiście trochę czasu upłynęło, czy może masz cos przeciwko temu?

Nie, skądże, ale "Baba" jest słodsze.

Sanskryt to dziwny język. Natchniony.

Przeze Mnie.

Czy mogę mieć jeszcze dodatkowe pytania odnośnie mego Gościa tamtego
wieczoru?

Oczywiście, pytaj śmiało.

W naszej kulturze śmierć jest zazwyczaj kobietą a tu pojawił się mężczyzna,


przystojny i na dodatek taki czuły.

Tak było.

Dlaczego akurat w takiej formie?

Dla istoty duchowej forma nie ma znaczenia ponieważ liczy się Treść. Mistrz
wybrał taka formę ponieważ była w tym czasie dla ciebie odpowiednia. Nie
czułem że był Mistrzem ale wyraźnie że Śmiercią.
Odczuwałeś Jego miłość i to właśnie była Jego wizytówka. To był jeden z
Mistrzów pełniących rolę strażników pomiędzy światami, tych którzy w pewnych
okolicznościach prowadzą umierających ludzi na drugi brzeg.

Czy mógłbyś powiedzieć na ten temat nieco więcej?

26/269
Innym razem, nie dziś. Wiedza nie jest tak ważna jak miłość i nie należy nigdy
zastępować jednej drugą, zapamiętaj to.
Jeśli masz do wyboru kierować się głosem rozumu albo postępować za Boską
Miłością zawsze wybieraj to drugie.
Śmierć jest częścią życia. Żyjesz dalej poza światem materialnym. Istnienie nie
kończy się nigdy. Przyjdziesz do Mnie to wszystko sobie przypomnisz. Będziemy
mieli dużo do omówienia.
Rozmowa serc toczy się bez słów.

Boskie Światło

Pamiętam jak przed laty w Indiach siedziałem w ashramie w oczekiwaniu na Twój


darshan. Byłem porządnie zmęczony wielogodzinną podróżą taksówką przez
rozpalone słońcem góry. Kiedy pojawiłeś się w oddali obserwowałem jak napływa
czysta i świeża energia, radość, uniesienie i zaczynam mieć doskonałe
samopoczucie. W naturalny sposób przyszło zrozumienie wielu problemów i wgląd
w tajniki psychiki.
To było Twoje światło rozjaśniające mroki bytu osobowego.
Dziś kiedy kieruję umysł ku Twej bliskości pojawia się to samo odczucie i te same
skutki, dziękuję że mnie nauczyłeś tych ćwiczeń.

Kontemplacja boskiej formy przynosi liczne błogosławieństwa, wznosi, oczyszcza,


daje nowy napęd życiowy i stopniowo prowadzi poza obręb tego świata. Można
być przywiązanym do takiej czy innej formy boskości lecz najważniejsze jest
Światło które za jej pośrednictwem otrzymujesz, i to że pomaga ci ono żyć i
prowadzi ku wyzwoleniu. Stałe zatopienie w kontemplacji z umysłem
skierowanym ku bliskości bożej jest najwyższą formą istnienia ludzkiego w ciele,
co więcej jest to możliwe do osiągnięcia.

Raczej otrzymania jako dar od ciebie

Tak, najpierw oczyszczenie i zmiana mentalności, przemiana serca, a potem już


stałe i coraz pełniejsze odczuwanie Boskości jaką jest.

Czy jest jakaś granica, nie wiem jak to powiedzieć, poza którą już nie możesz dać nic
więcej, czy ta droga kiedyś się kończy ?

Kończy się wtedy gdy nie ma już pomiędzy nami rozdziału ale zawsze mam coś do
zaoferowania i niekoniecznie musi to być prezent dla ciebie.

27/269
Potem i ty możesz dawać z serca, nie myśląc o sobie dzielić się radością i
szczęściem.
A jeśli interesuje cię to czy Moje zasoby miłości i szczęścia mogą się kiedyś
wyczerpać i czy istnieje dla nich jakaś granica to wiedz, że nie istnieje.
Mój poprzedni nauczyciel twierdził, że najwyższą wartością jest poznanie samego
siebie.
Poznanie siebie samego jeśli masz na myśli sens absolutny to tak bo jest to
równoznaczne z rozpoznaniem i zjednoczeniem się z Brahmanem. Ale on miał na
myśli poznanie siebie jako osobowości i wolność od jej skrytego wpływu, a to jest
dar uboczny otrzymywany na drodze miłości i wcale nie jest to takie ważne.
Umysł chce wiele wiedzieć bo sądzi, że ta wiedza da mu wolność od skalań lub
przewagę nad innymi ale to błędna ścieżka. Wiele rzeczy usuwam z ciebie bez
informowania cię o tym zewnętrznie, a i to co wiesz dzisiaj możesz jutro
zapomnieć i zająć się czymś innym.

Wielu ludzi gromadzi duchową wiedzę jakby to ona sama w sobie miała jakąś
wartość, ale wartość ma jedynie duch który ją ożywia i sprawia, że naturalnie w
jasnym wglądzie umiesz w jednej chwili ogarnąć istotę sprawy.
To co ukazuje duch jest ważne, a nie zgromadzone w książkach informacje, nawet
jeśli są prawdziwe większość i tak nie będzie mogła do nich sięgnąć.
Dlatego i to co rozumiesz teraz trzeba zapomnieć i nie przywiązując się puścić jak
okręcik na wciąż płynącą wodę.

Miłość jest ważna i ku niej należy się kierować, ku bliskiemu, niemal fizycznemu
odczuwaniu boskiej bliskości i obecności, a resztą dobrze się bawić i z niczym nie
wiązać.

Korzyści z zapisywania dialogów


Baba zamiast spisywać rozmowy z Tobą pisze wspomnienia z przeszłości, nie
odmawiam tej pracy wartości, tym bardziej, że wiele mnie uczysz dzięki temu i
pokazujesz, że te najwartościowsze odczucia są gdzieś we mnie wciąż obecne, ale to
tak czy inaczej przeszłość.

Tak, to przeszłość, a ty rozliczasz się sam ze sobą, pamiętasz sen jaki miałeś dwa
dni temu?

Szedłem gdzieś z matką, a wiem że jak śni mi się matka to chodzi we śnie najczęściej
o Ciebie - o Boską Matkę, szedłem i nagle zauważyłem, że przeczesując ręką włosy
sporo mi ich zostaje na dłoni. Pokazałem to matce ze słowami - chyba niedługo będę
całkiem łysy jak mnich.

28/269
Wypadające włosy symbolizują pozbywanie się czegoś niepotrzebnego, a
związanego z głową i myśleniem - ogólnie z obrazem świata powstającym w
myśli i odczuciu. Tematy, które zacząłeś przywoływać pisząc zaczęły bardzo silnie
zmieniać twój stosunek do świata, zacząłeś myśleć o służeniu Mnie i innym i stało
się to nowym odkryciem. To jest znakomita rzecz i wielki dar jaki otrzymałeś. A
wszystko dlatego, że w końcu dałeś się nakłonić do zapisywania tego co mam do
powiedzenia. Idzie to podwójnym torem - opisy wydarzeń ilustrują różne prawdy
życiowe i duchowe i pokazują jak można żyć i tworzyć własne życie mając Boga za
Przewodnika i przyjaciela. I tak pisz dalej, a Ja będę urozmaicał opowiadania
swoimi wtrętami i objaśnieniami. Pisz więc i nie ociągaj się bo ten sposób
komunikacji ze Mną będzie ci coraz bardziej potrzebny, tak jak dzisiaj.

Tak, powiedziałeś, że powinienem napisać kilka słów do znajomej a ja broniłem się


przed tym ponieważ nie chciałem się wygłupić tym bardziej, że nie wiem co się
aktualnie z nią dzieje, tyle wiem, co słyszę od Ciebie - że ma kłopoty.

I co się stało?

Usiadłem i po pierwszym słowie, które napisałem zaczęły tak szybko płynąć


następne, że nie mogłem zdążyć ze spisywaniem ich. Aż się złościłem, że piszę tak
szybko i robię wiele błędów aż w końcu dotarło do mnie, że żartujesz sobie ze mnie i
starasz się mnie rozzłościć i to mnie rozbawiło.

I co dalej?

Kiedy skończyłem byłem zaskoczony, że napisałem tak wiele a czuje się jakbym nie
napisał nic.

Bo nic nie napisałeś, to Ja ci wszystko dyktowałem. Od ciebie nie pochodziło nic.

Potem gdy przeczytałem te dwie strony druku byłem zaskoczony jak konkretnie i
stanowczo się wypowiedziałeś.

I co?

No i dziś ten list już został wysłany, dziś jest dobry dzień, 23 listopada, dzień
urodzin Sri Sathya Sai Baby. Twoje urodziny. Chce Ci z tej okazji po pierwsze
podziękować za wszystkie prezenty jakie dostałem od Ciebie w ciągu ostatniego
tygodnia, a było ich zaskakująco wiele. Bardzo Ci dziękuję. Oprócz wielu rzeczy jak
najbardziej materialnych szczególnie dziękuje za to że pokazałeś mi jak wielką
radością jest dawanie i dzielenie się z innymi. Już nakupowałem fajnych prezentów
dla znajomych, których na takie rzeczy nie stać. To była wielka radość. I oczywiście
zabawa. Po drugie chciałbym Ci życzyć wiele radości i szczęścia, tego abyś jak
najwięcej znajdował ich w naszym działaniu tutaj i abyś mógł jak najczęściej dzielić
się z nami Twoja miłością, bo wiem ze tego pragniesz.

29/269
To piękne życzenia, szczególnie to ostatnie. I dziękuję ci za nie. Przyjmij Moje
błogosławieństwo.

Część druga

Niepewność
Tak naprawdę to nie jestem do końca pewny czy w ogóle powinienem zacząć
spisywać swe doświadczenia i rozmowy. Lata, które przeminęły nadały spotkaniom
z Nim i rozmowom charakter bardzo osobisty, wiele rzeczy dziś przestało mnie
interesować, choć być może byłyby interesujące dla innych: życie na innych planach
i planetach, budowa energetyczna Ziemi, życie Mistrzów. Czas zatarł odpowiedzi i to
chyba dobrze, mój Rozmówca konsekwentnie i od lat powraca do jednych kwestii,
pokazując je z coraz to innej strony, a z kolei wiele konsekwentnie pomija
odmawiając odpowiedzi.
Tak oto doprowadził mnie do tego, że przestałem interesować się światem,
wydarzeniami, polityką i całą masą niepotrzebnych rzeczy. Żyję skupiony na tym, co
przynosi dzień nawigując stale ku Niemu. Z każdym rokiem rośnie we mnie
świadomość, że jest On Źródłem wszystkiego. Teraz usłyszałem już po raz kolejny,
że powinienem zacząć pisać, zadawać pytania i zapisywać odpowiedzi. To właśnie
zamierzam teraz zrobić. Nie wiem od czego zacząć i nie wiem, co będzie za chwilę, to
ciekawy moment kiedy pozwalamy ucichnąć duszy i ciału i stajemy się tylko
skromną soczewką przez którą może zajaśnieć wewnętrzne Światło. Boskie Światło.
Czy z tej pracy powstanie kiedyś coś wartościowego? Nie potrafię odpowiedzieć, czas
pokaże. Zapraszam więc do podróży w nieznane, nie wiemy gdzie jesteśmy ani co
jest celem, zatem wolni od spraw świata płyńmy.

Ale się rozpisałeś... Napisałeś całkiem niezły wstęp.

Sam nie wiem tak jakoś samo szło, bez zastanowienia.

To dobry sposób na uwolnienie się od własnych koncepcji. Ale ja czuje się jak
"wyłączony" po prostu nic nie przychodzi do głowy, zupełna cisza.
I o to właśnie chodzi, kiedy umysł milczy jest cisza, w której można usłyszeć Głos,
który stale mówi.

Mówisz stale.

Tak, i mówię do każdego, a celem tej książki jest przekazanie wskazówek, aby
każdy, kto tego zechce i spełni pewne dodatkowe warunki mógł Mnie usłyszeć.

Ja słyszę Cię jako myśl przychodzącą "znikąd" w odpowiedzi na moje pytanie.

30/269
Odpowiedź spoza umysłu, nie poddaną obróbce intelektualnej i pojawiającą się od
razu, czasem jeszcze zanim skończę pytanie.

To prawidłowy objaw. Cisza umysłu jest warunkiem podstawowym. Z niej, kiedy


umysł jest cichy mogą przyjść myśli ode Mnie. Pierwszy krok do ciszy umysłu to
stopniowe odwracanie się od świata i jego wydarzeń. Świat niepokoi nas swym
głośnym domaganiem się naszej uwagi w sprawach polityki, gospodarki, praw
etc. Najpierw, więc należy znieść, zmniejszyć ten niepożądany wpływ na umysł, to
pozwoli myślom uwolnić się spod tyranii opinii publicznej.

Wydarzenia nie są warte naszej uwagi?

To zależy, na jakim poziomie rozwoju jesteś, na niskich mogą coś wam przynieść,
pokazać, że istnieje inny świat, ale zaraz stają się nałogiem, wchłaniacie masy
niepotrzebnych informacji i niskich energii i odwracacie się od Boga.
Podróż ku Bogu odbywa się poza światem pospolitości i codzienności, poza
światem umysłu. Jeśli twój umysł jest stale wypełniony myślami nie możesz
usłyszeć nic. Odwracaj się więc od świata, a będziesz bliżej Boga.

Wiele społeczności żyje w izolacji, np. studiują Pismo, święte księgi, co powiesz o
tym?
Chcą nauczyć się ich na pamięć, czy może poszukują w ten sposób drogi do Boga?

Kluczem rozwoju jest nie nauka na pamięć tekstów uznawanych przez ludzi za
święte, ale zwrócenie się do Boga z miłością i otrzymanie odpowiedzi, wskazówek
i przewodnictwa. Bez tego czas poświecony na studia jest wykorzystany
niewłaściwie. Księgi, jakkolwiek święte by nie były są jedynie drogowskazami na
drodze do Boga, a nie samą drogą ani celem. Celem jest Bóg i Jego Miłość. Wielu,
zbyt wielu z was czci drogowskazy zamiast iść naprzód.

Boją się i szukają pewnej drogi. Nie chcą się wplątać w jakąś sektę czy coś w tym
rodzaju.

Spójrzmy na to z innej strony, jeśli szukasz uczciwie to znajdziesz, o ile jeszcze


pozwoli na to twoja karma. Drogi wielu ludzi prowadzą przez to, co nazywasz
sektami. Nie ma jednej "właściwej" religii. Los każdego jest jego drogą, religie to
drogowskazy. Jednemu odpowiada to, drugiemu coś innego. Sekta nie jest złem.
Może ci być potrzebna na twojej drodze. Drodze ku Boskości.

Tak, ja jestem tego przykładem.

31/269
Kiedyś opowiesz o tym szerzej, ale teraz powróćmy do głównego tematu -
słyszenia głosu Boga. Pierwszym krokiem jest odwrócenie się od świata,
przynajmniej częściowe, redukcja godzin poświęconych studiowaniu gazet,
oglądaniu telewizji, słuchaniu radia. To pozwoli oczyścić się myślom,
przynajmniej do pewnego stopnia. Jednak bardzo ważnym jest, aby człowiek
idący ku Bogu wiedział i był świadomy dlaczego czyni te rzeczy. Odsuwa się od
świata po to by zwrócić się ku Bogu, a nie w żadnym innym celu. Intencja
powodująca działanie jest bardzo bardzo ważna. Jeśli jest właściwa to Ja
pomagam w każdej chwili, jeżeli nie to człowiek kręci się wokół siebie samego,
własnych myśli i przeżyć.

Dziwnie się czuję spisując to wszystko.

W czym jest problem, sformułuj go.

Nie bardzo potrafię, tak jakbym czuł smutek, powoli pogłębiający się, nie ma tego w
medytacji.

To dobrze, że tak reagujesz, zatapiasz się we Mnie.

Tak, ale w miejsce Twojej radości czuję smutek.

To przejściowe, wiele rzeczy musi się jeszcze ujawnić, najważniejsze to cierpliwie


kierować się ku Bogu nie zwracając specjalnej uwagi ani na wydarzenia ani na
stany psychiczne, sny itp. Stany umysłu pojawiają się i znikają i nie należy ani
przydawać im wagi ani się do nich przywiązywać, przyjdą i pójdą. Są jak chmury
na niebie, Bóg i Jego Miłość pozostanie na zawsze.

Nie należy też się przywiązywać do siebie, przecież nastrój, stan psychiczny i myśli
to jest część nas?

Pozwolić odejść wszystkiemu, nie wdawać się w dywagację ani pytania dlaczego,
tylko mieć zaufanie do Mnie, że Ja wiem którędy powinieneś iść. Zaufanie do Boga
jest kluczowe na ścieżce duchowej.

Tak, my nie widzimy całości, co, z czego wynika, jakie są przyczyny i jakie mają być
skutki. Ty to widzisz.

Tak, dlatego wiem, czego każdemu potrzeba, w każdej chwili i daję wam to,
każdego dnia. Żaden z was nie mógłby podnieść powieki bez działania Mego aktu
woli.

32/269
Pomimo tego wydaje nam się, że istniejemy samodzielnie i mamy wolną wolę. Nie
ma tu sprzeczności?

Nie, Moją wolą jest stan odrębności waszej świadomości i iluzja wolnej woli, a
także stan waszego myślenia na ten temat. Czyż może być inaczej?

Śmiejesz się. Tak, nie może być inaczej, obraz świata jest taki, jaki Ty chcesz
żebyśmy mieli.

Dokładnie, a teraz w tej książce mówię, że już na was czas się obudzić i zacząć
powracać do Boga. To już jest ten czas, na tej planecie. Zbliża się Złoty Wiek. Wiek
duchowości i Świadomości, w którym ludzkość będzie żyła w Jedni z Bogiem.
Powróci do stanu naturalnego, do postrzegania prawdy o tym, kim jest Bóg i
czym jest Rzeczywistość. Dostrzeże Boskość i zrozumie drogą niepodważalnego,
bezpośredniego doświadczenia, że jesteśmy Jednią. Jednością.
Jednią, to coś znacznie szerszego pojęciowo od jedności, zawiera ją w sobie,
podobnie jak czas i przestrzeń i Wszechświat.
Jednia to jakby w jednym punkcie zamknąć cały Wszechświat i wszystkie jego
chwile czasu. I trzymać to na dłoni. To cudowne uczucie. Ekstaza. Na marginesie -
tym właśnie jestem.

Miłością?

I ekstazą, temu uczuciu, gdy wami owłada jest najbliższe doznanie Mnie.

Czy jeszcze masz coś do powiedzenia o wyciszaniu i słuchaniu Twego głosu?

Nie na dzisiaj to już dosyć, masz inne rzeczy do zrobienia. Stopniowo z dnia na
dzień będziemy omawiali kolejne kroki i oświetlali drogę. Będziemy czynić to tak
długo aż wszystko stanie się jasne i zatriumfuje Miłość i Sprawiedliwość.

Sprawiedliwość, rzadko używasz tego słowa.

To prawda, ale bez niej byłby bałagan. Przyjdzie czas, że wszystko stanie się jasne
i sprawiedliwość zatriumfuje - zostanie wreszcie zrozumiana przez ludzi i stanie
się ich sprzymierzeńcem zamiast tak jak teraz wrogiem.

Nie rozumiem, sprawiedliwość jest wrogiem ludzi?

33/269
Tak, niszczy ich zamierzenia i nie pozwala przejawić się marzeniom. To stan
dysharmonii i wkrótce doprowadzimy do tego, że zniknie.
Sprawiedliwość to inaczej Prawo, a jego częścią są przyczyny, skutki i związek,
który je łączy. Teraz jesteśmy na etapie, że działa przeciw człowiekowi, jego
stwórczej woli, którą wy nazywacie planami i zamierzeniami. Potem będzie
inaczej, będziecie tworzyć używając jej jako narzędzia do budowy nowych i
wspaniałych dzieł, wyrażać siebie, swoją miłość, dobroć i radość.

Egoizm jest tym, co nam przeszkadza?


Tak i spora dawka niewiedzy. Kiedyś zobaczycie jak cudowny i doskonały jest
świat i ile w nim możliwości kochania i tworzenia, oddawania siebie dla większej
miłości i wsłuchiwania w Jej Głos w sercu. Wtedy wasze plany i zamierzenia będą
się spełniać w sposób naturalny bo to jedno z podstawowych praw Wszechświata.
Na razie więc Sprawiedliwość musi stawiać czoło złu ale już wkrótce będzie wraz
z wami budować dobro i tylko dobro.

"Wkrótce", już wiem że z Twoimi odpowiedziami na temat czasu zaistnienia


różnych wydarzeń muszę być ostrożnym.

[Śmiech]. Dobrze to ująłeś, mogę ci co prawda podać dokładną datę wydarzeń ale
wolę tego nie robić ze względu na sposób działania umysłu, który natychmiast się
z tym wiąże i zamiast skupiać na Mnie, koncentruje się na zewnątrz. Pamiętaj
wydarzenia nie są ważne, tylko Bóg, tylko Miłość. Tylko To jest trwałą wartością,
reszta przemija.
Jak zmieniłoby się twoje życie gdybym ci podał np. dokładna datę i miejsce
odejścia tak zwanych wielkich tego świata? Co pozytywnego by to wniosło, czy
zbliżyłoby cię do Mnie?

Zacząłbym się zastanawiać czy nie ogłosić tego publicznie. To mogłaby być tania
reklama... Na przykład tej książki...

Doceniam twoje poczucie humoru. Wierz mi że nic dobrego by z tego nie wynikło.
Zresztą po co masz zwracać uwagę na siebie? Ta książka dotrze do ludzi
przygotowanych i pomoże im zrobić kolejny krok ku Bogu. Nie musi docierać do
wszystkich, nie mam takich planów. Większości nie jest jeszcze potrzebna, jedynie
nielicznym, których już przygotowałem do odebrania i wprowadzenia w życie jej
treści. Ja się nie mylę i nie potrzebuję ani rozgłosu ani pomocy w żadnym z Mych
dzieł. Zresztą po co mi rozgłos? Mój Głos jest słyszalny w każdym sercu. A dzień
kiedy ludzie to rozpoznają jest już bliski, bliższy niż przypuszczasz. Ale i to nie jest
twoja sprawą tylko Moja więc pozwól Mi czynić to co zamierzyłem, a tylko kieruj
się ku Mnie i zapisuj co ci będę mówił. W tym Planie masz swoją rolę, tak zresztą
jak każdy człowiek i nie ma lepszych czy gorszych. Wszyscy jesteście Jednią. Nie
ma różnic, nie ma odległości, nie ma rodzaju ani odrębności. Jestem Ja i Miłość.

34/269
Jestem Miłością.

[...]

Wiele razy przynaglany przez Ciebie znów zabrałem się do pisania, ale kompletnie
nie mam pojęcia od czego zaczniemy. Wiem, mówiłeś wcześniej, że chciałbyś
powiedzieć kilka słów o świecie, religii, drodze do Ciebie, no i miłości którą jesteś.
Gdy tylko wspomnieć o miłości robi się tak cudownie. Od czego zaczniemy?

Zacznijmy może od tego co jest celem tej książki, bo jakbyś jeszcze nie wiedział
właśnie zaczynam ci dyktować kolejne rozdziały. To cudownie, już się cieszę z tej
pracy.
Ta książka będzie poświęcona Miłości przez duże "M", czyli Boskiej Miłości, jej
działaniu w świecie i drodze człowieka ku niej.
Ta droga składa się z wielu etapów i omówimy je po kolei. Obecnie na Ziemi są
ludzie na wszystkich etapach rozwoju - od prymitywnych, słabo ukształtowanych
umysłowości po wysoko rozwiniętych Mistrzów duchowych. Ci ostatni zeszli na
ziemie z powodu końca pewnej epoki i przejścia w następną - erę Prawdy, w
której Bóg zostanie rozpoznany jako Przyczyna Sprawcza Wszechświata.

Wspominają o tym liczne pisma i przepowiednie.

Tak, Mistrzowie przygotowywali ludzkość do niej od tysięcy, nawet nie setek lat.
Żyjemy więc w ciekawych czasach. Awatar jest na Ziemi i są Mistrzowie, Jego
pomocnicy.

To prawda. W Nowej Epoce miłość rozleje się szerokim strumieniem po całej


Ziemi i ludzie uczynią z niej światło życia którym w istocie jest. Będą się Nią
kierować w codziennym życiu co całkowicie zmieni oblicze tego świata. Nie będzie
już wojen ani lokalnych konfliktów, tylko porozumienie i współpraca pomiędzy
jednostkami i zbiorowościami.

Z tego co mówisz płynie cudowna energia. Właśnie miłości, takiej słodkiej i łagodnej
i rozumiejącej.

To Nią właśnie Jestem, kiedy kochasz kogoś i myślisz tylko o nim/niej znasz Mnie
najpełniej, kiedy pochylasz się czule nad dzieckiem czy zwierzęciem i mówisz do
niego łagodnie wtedy znasz Mnie dobrze, odczuwasz Mnie i stanowisz jedność ze
Mną. Każde słowo miłości zawiera Mnie, wyraża i tworzy nową rzeczywistość.
Znacie Mnie dobrze ale dotąd nie rozpoznaliście.
Teraz nadchodzi czas Poznania kim jest Bóg i zrozumienia, że byłem tu zawsze
tylko nie umieliście Mnie dostrzec.

35/269
W tej książce powiem jak to zrobić by żyć z Bogiem w bliskiej i pełnej radości
przyjaźni i znaleźć w Nim powiernika, kolegę i oddanego przyjaciela.
Dziękuję Ci za rozmowę, wiele mi wyjaśniła.

Przyjmuję podziękowania tylko pamiętaj, że Ja jestem wszędzie i zawsze. Mówię


stale. Miłość jest wszechobecna. Rozmowa nie kończy się nigdy. Życie jest
rozmową pomiędzy nami. Życie to boski dialog.

Mądra i kochająca Siła

Powróćmy jeszcze na chwilę do odwracania się od wydarzeń tego świata.

Ok.

Wielu ludzi sądzi, że powinni wiedzieć co dzieje się na świecie, jakie są kursy akcji,
kto zmarł...

Zacznijmy od początku. Tak wiem co sądzi wielu ludzi, przecież nimi też jestem.
Sęk w tym, że droga zainteresowania światem zewnętrznym prowadzi donikąd.
Ludzie zabiegają o sprawy doczesne, majątek i karierę, o to by być kimś, a to
wszystko jest tylko iluzją zupełnie bez znaczenia. Poparz, Ja tym wszystkim jestem
i nigdy się nie mylę. Mam wszystko i wszystkich w swej pieczy więc po co
zajmować się innymi sprawami i innymi ludźmi skoro już Ja się nimi zajmuję?
Ten cały "świat" zostaw mnie a sam skieruj swe myśli ku Mnie.
To jedyna droga do poprawy sytuacji. Twojej, każdego człowieka i przez to całego
świata.
Świat wcale nie wymaga zmian, on wymaga miłości i zrozumienia go. Jeśli
umiesz patrzeć Moimi oczami i myśleć Moimi myślami to widzisz doskonałość
rzeczy.

Tak, jak wspaniale potrafi się układać sytuacja w ciągu dnia, spotykam ludzi z
którymi powinienem porozmawiać, wcześniej "bez wyraźnego powodu" studiuję
jakąś książkę i materiał stamtąd właśnie przydaje się w rozmowie... Wiesz o
wszystkim i dbasz o wszystko.

36/269
Tak, tak właśnie czynię. Ludzie nazywają to przypadkiem, zbiegiem okoliczności,
szczęściem, losem, rozmaicie. A ci, którzy wiedzą mówią, że za tymi wszystkimi
wydarzeniami pozornie bez związku stoi mądra i kochająca Siła. Bóg. I ci mają
rację.

Czyli właściwie gdzie spojrzę widzę Ciebie. Komputer, biurko, ściany, drzewa za
oknem. To Ty.

Tak, to jestem Ja. I ty czytający te słowa jesteś częścią Mnie. Jestem jeszcze dla
ciebie nie znaną siłą, jeszcze wydaje ci się, że jestem kimś odrębnym ale tak nie
jest.
Już widzę dzień gdy rozpoznasz Mnie w twym sercu i pozwolisz Mi się
poprowadzić wprost do Mego domu. Przyszedłem dziś aby ci powiedzieć i
podkreślić to, że jesteśmy jednością, Ja wewnątrz ciebie i ty wewnątrz mnie. To Ja
pozwalam twemu sercu bić i oddychać twoim płucom. Nie jesteśmy oddzieleni i
nigdy nie byliśmy jedynie myślisz, że jest inaczej. Już widzę dzień kiedy staniesz
się całkowicie świadomy naszej wewnętrznej jedności.
Do tej pory pozwalałem ci utrzymywać w umyśle wrażenie odrębności ode Mnie,
ale dzisiaj chcę abyś wiedział, że czas twojego rozbudzenia jest bliski. Daję ci teraz
impuls do dalszego rozwoju duchowego i poszukiwań, tak abym dzięki wysiłkowi
zewnętrznemu mógł cię doprowadzić do zjednoczenia z twym wnętrzem. Ze Mną.
Chcę ci także powiedzieć o Mojej decyzji większego niż miało to miejsce do tej pory
przejawienia się przez ciebie i twoje życie.

Przyznam, że jestem nieco zdziwiony jasnością i siłą Twojej wypowiedzi. Zazwyczaj


odbieram Cię łagodniejszego.

Ta książka jest jedynie w niewielkim stopniu przeznaczona dla ciebie. Pewne


rzeczy muszę powiedzieć dobitnie inaczej nie dotrą lub pozostaną niejasne i
wątpliwe. Ona jest drogowskazem, który wskazuje drogę ku Światłu zbłąkanym
sercom, umysłom i duszom. Taki jest jej cel. Dość już niewiedzy, dość cierpień,
wojen i zamętu. Nadchodzi czas prawdy, szczęścia, radości, wesela, powitania
dawno nie widzianego Ojca i stęsknionej Matki. To czas poprzedzający radość
jakiej jeszcze ten świat nie zaznał. Czas poprzedzający przyjście Boga na Ziemię
przez rozbudzenie się w milionach serc, dusz i umysłów. Cieszcie się bo jest z
czego.

Przyznam się szczerze, że od tak dawna nie myślałem o przyszłości.


Wartość myślenia jest bardzo ograniczona. Więc tak będzie wyglądała Nowa Era?

Tak, tym razem nie nowa religia ale rozbudzenie wewnętrzne. Zrozumienie, że
Bóg był tu przez cały czas i że jest On Miłością. Miłością. Miłością.

37/269
Życie stanie się rajem, dnie wypełni ekstaza szczęścia i zrozumienia, a wszystko
przenikać będzie niewyczerpana, niegasnąca, niepojęta a jednocześnie tak bliska -
Miłość. Bóg.

Z jednej strony jesteś tak czuły i kochający, Twoja skromność wielokrotnie robiła na
mnie piorunujące wrażenie ale potrafisz też być twardy jak diament.

Jestem wszystkim co wymieniłeś jak również pauzą i milczeniem wskazującym na


To.
Cenię skromnych ludzi, to bardzo wartościowa i tak rzadka dziś cecha. Sprawicie
mi radość jeśli zaczniecie ją kultywować. Co moglibyśmy zrobić w tej sprawie?
Ludzie powinni zacząć od uświadomienia sobie konieczności bycia skromnym.
Skromność wobec Boga jest siostrą duchowości. Bez skromności nie ma
duchowości. Uniwersalną wskazówką jest prośba do Boga aby pomógł w
wykształceniu tej cechy. Setki kłopotów każdego dnia można by uniknąć gdyby
ludzie byli tylko troszkę skromniejsi i tak nie unosili się ego.
Jesteście jak balony napompowane sobą do granic możliwości. To ciśnienie ego
sprawia, że nie widzicie nic poza samymi sobą. Wszystko wam umyka, radość,
szczęście, miłość, wszystko składacie na ołtarzu własnego ego. Wasz sposób
zachowania się, ubierania, wystrój domów, cały tak zwany dorobek cywilizacji
jest nastawiony na podkreślanie i wzmacnianie ego. Droga ku Bogu wiedzie w
przeciwną stronę. Spuśćcie trochę powietrza, dajcie odetchnąć sobie samym, sobie
nawzajem, Mnie i przyrodzie. Nie bądźcie tacy ważni, naprawdę nie macie ku
temu powodu. Osobiste dokonania, wynalazki, nowe idee, wykształcenie i
majątki, wszystko dostaliście ode Mnie. Ziemię z jej dobrami do
zagospodarowania, niebo do wpatrywania się i budzenia tęsknoty za
Nieskończonym. Wszechświat do poznawania i niesienia dobra i miłości.
Więcej pokory, więcej skromności moje dzieci. Zważcie na me słowa bo
poruszyłem tutaj bardzo ważny punkt. Przedstawię go za pomocą równania:
Ja + ty = 1 Jeśli więc ty jesteś Ja muszę w tym równaniu być zerem. Innymi słowy
im więcej ciebie tym mniej Mnie i oczywiście odwrotnie. Gdy małe "ja" znika
otwiera się przestrzeń, niebiosa, pojawiam się Ja. Pojawia się Mądrość, Miłość i
Moc. Sam Bóg.

Mam świadomość, że bardzo brakuje nam pokory i skromności. Jak możemy się ich
nauczyć?

Pamiętajcie, że Nauczyciel jest zawsze z wami. Pamiętajcie ze wasz Nauczyciel jest


Miłością. Jest i patrzy i gdy tylko zwrócisz się do Niego pomoże ci w każdej
sprawie. Pamiętaj, że jest powiedziane "Proście, a dostaniecie". Proście więc. Ja
jestem, słucham i słyszę. Zwykle nie odpowiadam natychmiast, choć i to się
zdarza. Odpowiadam sytuacją, splotem okoliczności, snem, książką, spotkaniem.
Tym właśnie jestem. Tak działa Moja Miłość i to są Jej znaki. Słuchajcie, a
usłyszycie Moją podpowiedź.

38/269
Wiele lat temu uczyłeś mnie pokłonów, kłaniałem się fizycznie i mentalnie,
prywatnie i w miejscach publicznych, w kościołach i w muzeach. Ludzie mieli
zabawę.
Mówiłeś aby złożyć Ci pokłon właśnie teraz, tutaj. Wkoło wielki plac, pełno ludzi, a
ja na ziemię i raz za razem czołem po bruku. Dziś wspomnienie tych zabaw cieszy
mnie niezmiernie.

To były bardzo dobre zabawy jak ładnie to ująłeś i wiele ci przyniosły. Pozbyłeś się
większej części swojej wyniosłości, która przeszkadzała ci latami. To spadek
przeszłych wcieleń, a szczególnie ostatniego, zakonnego.

Wyniosłość ludzi kościoła. Dopóki nie pokazałeś mi tego jasno, zarówno w mojej
przeszłości jak i na przykładach ludzi mi współczesnych myślałem, że ludzie żyjący
za murami klasztorów są oddani Tobie, pokorni i bliscy Tobie.

Teraz już wiesz jak wygląda rzeczywistość. Wszędzie panoszy się próżność,
poczucie wyższości i duma z bycia kimś lepszym. Ludzie kościoła nie są tutaj
wyjątkiem, a raczej regułą. Ale od kogo chcą być wyżsi? Ode Mnie? Ja jestem w
każdym, w katoliku tak samo jak w muzułmaninie i ateiście. Te słowa nic nie
znaczą. Ja jestem Znaczeniem. Ja jestem Miłością.

Ale ja w imieniu czytelników chciałbym Cię zapytać czy pokłony przed Tobą są
wartościowe, czy coś dadzą, przyniosą skutek w postaci zbliżenia do Ciebie, sprawią,
że ludzie staną się Ci bardziej bliscy?

Każdy jest mi tak samo bliski bo Moja Miłość nie dzieli według waszych kategorii.
Pokłony mogą wam pomóc pozbyć się choroby, ale nie staniecie się przez to bliżsi
tylko lżejsi. Spadnie wiele kajdan.
Na miłość nie można sobie zasłużyć, to nie jest transakcja. Moją Miłość już macie i
zawsze mieliście. Zawsze. Zawsze. Niezależnie od tego co robicie czy co zrobiliście.
Niezależnie. Moja Miłość do was nie jest uwarunkowana niczym i każdy człowiek
na nią "zasługuje". Jest jej godny. Nigdy nikogo nie odrzuciłem. Nigdy. Ja nie
stawiam warunków. Żadnych warunków dla miłości. Ja kocham. Kocham.
Kocham!

Ja też Cię kocham. Jak można Cię nie kochać, przecież Ty jesteś najcudowniejszą
Istotą na świecie. Kocham Cię i chcę Cię prosić o jeszcze więcej miłości do Ciebie.
Więcej, więcej i więcej. O to Cię bardzo proszę!

Masz Moje słowo, że dostaniesz to o co prosisz. Już wkrótce. Przyrzekam.

39/269
Zadowolić rodziców społeczeństwo i Boga?

Cała nasza kultura i duchowa i "świecka" opiera się na tym, że musisz zasłużyć,
musisz coś zrobić aby zadowolić rodziców, społeczeństwo i Boga.

Nic nie musisz robić aby Mnie zadowolić bo Ja jestem stale zadowolony, a nawet
więcej jestem stale szczęśliwy, a nawet więcej Ja jestem samą szczęśliwością.
Dlatego nie musisz robić nic aby spodobać się Mnie. Jedyne czego pragnę to abyś i
ty stał się równie szczęśliwy jak Ja jestem. Bo kocham, a miłość to dzielenie się z
ukochanymi.
Jestem Miłością i kocham każdego z was, bez żadnego wyjątku. Kocham i
akceptuję was takimi jakimi jesteście. Jestem Miłością, jestem Radością, jestem
Szczęściem. I teraz mówię wam abyście zaczęli się budzić i rozumieć. Miłość,
akceptacja, radość z życia i szczęście bez powodu są waszym naturalnym stanem.
Są one nam wspólne. Kochający ojciec zwraca uwagę na to co robisz tylko ze
względu na twoje dobro i czasem reaguje tak a nie inaczej. Ale nie zmienia to jego
miłości do ciebie. Twoja matka akceptuje cię i kocha bez zastrzeżeń i chociaż
czasem skarci to w niczym nie zmienia to jej miłości do ciebie. A Ja jestem miłością
równą milionom miłości ojców i matek. Miliardom. Tym właśnie Jestem. Gdybym
nie akceptował was takimi jakimi jesteście i nie kochał was bez zastrzeżeń
znaczyło by to że Moja miłość jest uwarunkowana, zależna od waszego
postępowania i myślenia. A nie jest i nigdy nie była. Ci, których potępiacie jako
największych zbrodniarzy maja takie samo prawo do Mojej miłości jak wasi
święci.

To znaczy, że nie potępiłeś ani Stalina, ani Hitlera, ani Pol Pota?

Nie, Ja nie potępiam nikogo Ja jestem miłością, która akceptuje, tuli w sobie,
kocha i czeka aż wrócicie do Mnie.

Może to jest właśnie problem tego świata, jest on jaki jest ponieważ nie
opowiedziałeś się po żadnej ze stron, nie opowiedziałeś się po stronie tego co
nazywamy dobrem.

Oj ostrożnie, wchodzisz na śliski grunt!


Po pierwsze jesteście czymś na kształt Mojej rodziny, Moich dzieci i jak już
powiedziałem wasze czyny nie wpływają na Moją miłość więc jak miałbym się
opowiedzieć po którejś ze stron?
Po drugie dobrem nazywasz osąd historii czyli spojrzenie z perspektywy czasu na
czyny i ich skutki.

40/269
Wasza ocena nie jest jednoznaczna bo w czasach gdy oni rządzili mieli poparcie
wielu milionów ludzi i wielu modliło się za nich w jak najlepszej wierze, że czynią
dobro!
Po trzecie spojrzenie z perspektywy czasu na waszą cywilizację jest również
krytyczne a wielu z waszych dzisiejszych przywódców będzie potępianych przez
przyszłe pokolenia. Również za to co robicie z tą planetą a na co dziś nie zwracacie
uwagi.
Po czwarte chcielibyście abym opowiedział się po jednej ze stron tylko nie jesteście
w stanie jednoznacznie i jednogłośnie ustalić po której, świat Zachodu ma swoje
preferencje, świat arabski swoje, a Daleki Wschód jeszcze inne.
Po piąte nie wiecie co wam pisane z powodu zaszłości karmicznych jakie
nabyliście w przeszłości. To prawo jest ustalone tutaj w dużej mierze przez was
samych i służy nauce przejawiania miłości. Stąd wojny i nieszczęścia są
akceptowane przez was jako istoty duchowe i służą waszemu rozliczeniu się z
przeszłością i kroczeniu naprzód w trudnych warunkach. I tylko w skutek waszej
niewiedzy twierdzicie, że prawa łączące przyczyny i skutki nie istnieją.
Po szóste oceniając i potępiając ich według nie uczynków ale charakterów co
oczywiście mógłbym zrobić wiedząc co w was siedzi musiałbym potępić was
wszystkich bo w każdym z was znajdują się cząstki tych cech, które doprowadziły
do rozwoju osobowości Stalina czy Pol Pota.
Dlatego zamiast osądzać innych przyjrzyjcie się sobie i wiedzcie, że wśród was jest
wielu takich, którzy w sprzyjających warunkach wprowadzili by chętnie prawo
silniejszego i zaczęli fizycznie eliminować swoich przeciwników. I nie potępiajcie
nikogo, ani innych ani was samych. Gdybym Ja przyłożył do was miary, które mi
proponujecie - ta planeta w jeden miesiąc byłaby pusta.
Po siódme Ziemia bardziej jest szkołą i szpitalem niż sądem i więzieniem.
Nieświadomi wymagają uświadomienia, chorzy uzdrowienia, a nie osądzania i
ukarania.

Dziękuję Ci za wyjaśnienie, rzeczywiście teraz jaśniej rozumiem, że powinniśmy


bardziej przyjrzeć się sobie i być ostrożniejsi w wydawaniu osądów bo to między
innymi prowadzi do podziału na dobro i zło i staje się przyczyną konfliktów i
nieszczęść.

Utrafiłeś w dziesiątkę. Gdy zwracacie się do Mnie widząc jasno wasze słabości i
moralne i umysłowe rodzi się w was pokora i zrozumienie potrzeby polegania na
kimś więcej niż tylko samych sobie. I to jest dobry moment w którym mogę
pojawić się Ja i natchnąć was czymś zupełnie nowym. Ten mechanizm jest dobrze
opisany w Biblii kiedy Jezus mówi "Kto z was jest bez winy niech pierwszy rzuci
kamieniem", a ludzie się rozchodzą rozumiejąc, że sami wcale nie są lepsi. I ta
konstatacja faktu jest wielkim krokiem naprzód, a tym większym im bardziej
kieruje wzwyż ku Bogu, ku miłości.

Podsumowując to co powiedziałeś, podział na dobro i zło jest względny.

41/269
Nie, on nie jest względny tylko niewłaściwy ponieważ nie jesteście w stanie
widzieć i rozumieć całości ludzkich losów, nauk oraz sił duchowych jakie budujecie
wskutek przejść przez różne wydarzenia. Nie oceniajcie tyle, zostawcie osąd
sądom, a sami zajmijcie się droga w kierunku Boskości bo tylko Ona może was
wyprowadzić ku światłu, zrozumieniu, miłości i znacznie, znacznie lepszemu
życiu. Więcej pokory wobec życia, a zaraz wszystko stanie się prostsze.
Więcej pokory wobec Boga, tak należy powiedzieć, a życie zaraz przyjmie inny
obrót. [...]

Rodzą się nowe pytania, wiele pytań.

Więc pytaj.

Pokłony przed bezosobowym Absolutem dla wielu mogą stanowić zbyt wielki
wysiłek. Można kłaniać się przed Tobą jako Jezusem? Ja odkąd wiem kim jest Sri
Sathya Sai Babą kłaniam się przed Sai.

Jestem esencja każdej Formy jak i Bezimiennym, Bezpostaciowym Absolutem.


Jestem tym wszystkim. Forma jest naczyniem, w które wstępuje się miłość
promieniująca na wyznawców.

Jednak niektóre figury czy obrazy świętych nie promieniują dobrze, brak im
lekkości, radości, uniesienia, które ja wciąż widzę w Sai.

Patrz zatem poza formę, nie czcij posągu tylko Miłość, a Ona cię uniesie ponad
wszystko. Nie myl drogowskazu z celem. Tak jak w Biblii "Wejdź do
najciemniejszej komory"

Chodzi o to by spotykać się z Tobą prywatnie?

Masz cudowne poczucie humoru. Oczywiście, że prywatnie. Mów cicho. Ja jestem


i słucham. Wystarczy twój szept. [...]

Wydaje mi się, że świat coraz silniej przyciąga ludzi do siebie i coraz głębiej ingeruje
w duszę i umysł i coraz trudniej jest ten proces powstrzymać. Co byś nam zalecił?

Dla Mnie nie ma żadnych przeszkód, jeśli człowiek jest gotów do duchowej drogi
potrafię tak ułożyć mu los, aby nią szedł. Nie myślisz chyba, że świat jest silniejszy
ode Mnie? To byłaby ignorancja. Coraz więcej masz do czynienia z
zewnętrznością więc mylisz przelotne wrażenie z prawdą o Mnie i świecie i naszej
wzajemnej relacji. Świat jest częścią Mnie i Moim darem dla was.

42/269
To co spotyka każdego z was jest Moją intencją, potrzebą wynikającą z ważkich
przyczyn natury duchowej. Świat jest sceną na której rozgrywa się to co ma się
rozegrać. I nigdy nie było inaczej, i nigdy inaczej nie będzie.

Ty jesteś reżyserem.

Reżyserujemy wspólnie, jesteśmy Jednią. Świat jest przejawem Miłości, Jej


wyrazem i Ona nadaje mu sens w najdrobniejszych szczegółach. Zaczynajcie dzień
miłością do Boga, napełniajcie dzień miłością do Boga, kończcie dzień miłością do
Boga - oto jest droga ku Światłu.

Bóg, lęk i religia i energie

Dziś zaczęliśmy nowy wątek - o modlitwie.

Modlitwa w kulturze Zachodu jest on kompletnym nieporozumieniem. Modlitwa


to spotkanie Boga i człowieka, spotkanie na krawędzi Nieskończoności. Spotkanie
z miłością i oddaniem. Ojcze i Matko nasza, od Ciebie pochodzimy, święć się Imię
Twoje, ucz nas jak mamy żyć w Twoim Królestwie tutaj na Ziemi, spraw abyśmy
nie sprzeciwiali się Twojej Woli, prosimy Cię daj nam Miłość, Radość i Szczęście i
prowadź nas za Sobą aż do pełnego zrozumienia, że jesteśmy Jednym.
Klepanie pacierzy i udawana dewocja oto co ofiarujecie Bogu zamiast miłości i
oddania. Ludzie nie życzą sobie żebym był im przyjacielem i najbliższym
powiernikiem. Boją się Mnie i stronią ode Mnie. Po części jest to wina błędnych
doktryn i religii które wyznajecie. Wasza religia jest przeniknięta strachem przed
grzechem, piekłem i Bogiem. To trzy kompletne bzdury.
Zamiast się bać grzechu (jeśli już używamy tej niewłaściwej terminologii) lepiej
prosić Boga aby więcej go nie popełniać, piekło nie istnieje, a Bóg jest bardzo
bliski, czuły i kochający.
Współczesne religie świata Zachodu u swych podstaw mają lęk zamiast miłości.
To zupełne nieporozumienie i mocny dowód na to że straciły wewnętrzna nić
Boskiej Mocy, która dawała im życie.
Do dzisiejszego stanu religii doskonale pasuje tytuł sztuki Szekspira "Wiele hałasu
o nic".

Pamiętam Twój komentarz do wielkich uroczystości w Watykanie, cały dzień


turlałem się ze śmiechu.

Przypomnij.

"Kościół mógłby śmiało zostać wpisany do księgi rekordów Guinessa jako


największa organizacja, której olbrzymie wysiłki nie przynoszą żadnego efektu"

43/269
Ludzie kościoła są zbytnio zapatrzeni w samych siebie. Kościół nie jest matką, i
jego wartość nie da się w żadnym stopniu zestawić z wielkością i majestatem
Boskim. Nie wolno czcić kościoła, żadnego. Tylko Bóg jest wartością, reszta to
błędne teorie na podbudowie ludzkich interesów. Czyli manipulacja ludźmi.
Liczy się Bóg i droga ku Niemu. Tutaj żadna instytucja nie jest potrzebna.
Kościoła mogłoby wcale nie być i byłoby lżej.

A co ze świętymi i cudami, co z osiągnięciami duchowymi np. Teresy z Avila, Jana


od Krzyża, Teresy z Lisieux, Franciszka z Asyżu, Józefa z Cupertino, Tomasza z
Akwinu, Faustyny, ojca Pio i tysięcy innych?

Czy masz wrażenie, że dobra duchowe dał im kościół? To dlaczego nie otrzymali
ich żyjący im współcześnie, przecież uczestniczyli w tych samych mszach,
studiowali te same księgi i mieli tych samych nauczycieli? Czy potrafisz Mi na to
odpowiedzieć? Jeśli ludzie kościoła nie mogli dać innym podobnych łask to znaczy
że nigdy ich nie mieli. Jeśli mówisz o tych kilkunastu czy kilkudziesięciu ludziach
znanych powszechnie jako święci chrześcijaństwa to popatrz jaka jest to wielka
dysproporcja - stu do kilkuset milionów. To są zaniedbywalne wyjątki, a więc
jaskrawy dowód na wielką porażkę duchową kościoła przeszłości i teraźniejszości.
Bo w takim razie co z resztą?

Śmiejesz się, masz cudowne poczucie humoru. W ogóle jesteś taki cudowny, a Twoja
miłość tak słodka..

Ludzie, których wymieniłeś uzyskali dary duchowe towarzyszące zjednoczeniu


pomimo wysiłków kościoła, nie dzięki nim. Zainteresuj się życiem świętych, Józef z
Cupertino spędził kilkadziesiąt lat odsunięty od posług kapłańskich i zamknięty w
swej celi, podobnie ojciec Pio (Moja wielka miłość), pamiętasz jak zmarła Mała
Teresa z Lisieux, albo święta Faustyna? Dlaczego święty Jan od Krzyża spędził pół
roku w lochu bez światła? Każdy z nich jeśli by urodził się w świecie islamu byłby
do dziś czczony jako wielki mistyk, a w świecie buddyzmu jako wielki
przebudzony. Wśród mistyków wielką rzadkością są ludzie z kościelnej hierarchii.
Zazwyczaj są to ludzie odrzucani przez "górę" kościoła i wynoszeni na ołtarze
dopiero gdy już zejdą z tego świata i przestają zagrażać establishmentowi. Nigdy
nie maja posłuchu za życia, kiedy mogliby coś zmienić.
Zapomnij o religii. Liczy się tylko Bóg i miłość do Niego. Jeśli jest ci w tej drodze
pomóc jakiś ksiądz katolicki, protestancki, buddysta czy hinduista, albo tylko
zwyczajny porządny człowiek to chwała mu za to. Ale nie myl drogi i
drogowskazu z jej celem.

Zauważyłem, że gdy mówisz o kościele i religii robi się jakoś niemiło, nie te energie,
zupełny brak lekkości, uniesienia zazwyczaj płynącego z Twoich słów.

Twoja wrażliwość pomaga ci odkryć prawdę. Energii nie da się ukryć.


Zapomnijmy wiec o religii i dajmy jej spokój. Mówmy o miłości, o szczęściu i o
radości, o tym wszystkim czym JEST BÓG.

44/269
I jeszcze jedno. Podobnie jest z myśleniem o innych ludziach. Wiele razy
doświadczyłem, że jeśli myślę o innych zaraz psuje mi się nastrój i dopiero
skierowanie ku Tobie przynosi świeżość, radość i uniesienie. Już rozumiem dlaczego
przez lata uczyłeś mnie nie kierować się ku innym i nawet nie wspominać o nikim.
Po co się łączyć ze światem. on w niczym Ci nie dorównuje.

Energia przenika wszystko, ludzie są zanurzeni w jej polu i ja przetwarzają.


Kieruj myśli ku Bogu, nie ku ludziom i światu. To pomoże ci najwięcej.
Chciałbym zapytać jeszcze o jedną rzecz.
Pytaj. Ja słucham. Ja stale słucham. Każdego. Teraz także. Co masz Mi do
powiedzenia? Co macie Mi dziś do powiedzenia moje dzieci? Mówcie bez
skrępowania.

Chciałbym abyśmy porozmawiali o energii.

Dobrze, a o czym konkretnie?

Mamy ciało złożone z tak zwanej energii grubej, ale oprócz tego są jeszcze energie
subtelniejsze, energie emocjonalne i myślowe.

Tak ale nie tylko, są jeszcze energie duszy, znacznie "wyższe wibracje" jak to
nazywacie no i Moje Energie Stwórcze.

To wszystko?

W zasadzie tak, nie musisz wiedzieć nic więcej.

Porzucając ciało "wychodzimy" w "ciele" z tych wyższych, subtelniejszych energii?

Tak, życie to nieustanna przemiana energii. Energie myślowe i emocjonalne maja


swoje "ciała" lepiej nazwijmy je powłokami, dlatego, że przechodząc przez
zjawisko śmierci ludzie zrzucają je również. Gdybyście tylko potrafili się wyciszyć
moglibyście porozmawiać z ludźmi którzy odeszli. Bo w końcu dlaczego nie? Wielu
jest zasmuconych faktem, że nagle nikt ich nie widzi i nie słyszy, a ci, "po
materialnej stronie", którzy coś odczuwają zaraz wpadają w przerażenie. To nie
jest potrzebne. Bariera pomiędzy światami to w bardzo dużej mierze bariera
waszej własnej ignorancji i niewrażliwości na własne życzenie. To samo z
przekazem myśli i rozmową pomiędzy ludźmi na poziomie myślowym. To
wszystko jest dostępne, potrzeba jedynie nieco treningu.

Ale właściwie do czego byłoby to nam potrzebne?

[Śmiech] Mówisz jakbyś nie wiedział. A rozmowa ze Mną? To przecież jest takie
proste. I dla większości ludzi zaledwie na wyciągniecie ręki. Tylko chcieć i trochę
wiedzieć jak, a życie zaraz będzie wyglądało inaczej.
Ludzka rasa teraz jest strasznie głupia. Jak dzieci, głupie i złe.
Ale nie zmienia to w niczym Mojej miłości do was.

45/269
Stąd Twoja książka, która dyktujesz.

Tak i nie ta jedna. Wkrótce będą ich dziesiątki, setki i tej fali nikt nie zatrzyma.
Wszystko się zmieni, absolutnie wszystko. Życie na ziemi będzie całkowicie inne
niż je teraz znacie. Będzie bliskie tego co nazywacie rajem.

Właściwie moje czasem już takie jest.

O właśnie, cieszę się że to widzisz. Po tobie przyjdą inni i wszystko się zmieni na
lepsze. I tak już pozostanie.

Z rozmowa myślową mielibyśmy pewien problem.

Słucham?

Nie sposób byłoby wykryć podpowiedzi na egzaminach.

Skądś to znam!

Tak, teraz chcę Ci oficjalnie podziękować za te co najmniej kilkanaście egzaminów


na których otrzymywałem Twoje bezbłędne podpowiedzi. W latach kariery uważano
mnie za błyskotliwego człowieka. Garstka znała prawdę.

Cóż od młodości nie jadłeś mięsa, nie piłeś alkoholu, dużo medytowałeś i starałeś
się pracować dla Mnie tak jak to czułeś i rozumiałeś. Jak miałbym Ci nie
pomagać? To przecież naturalne.

Co do jedzenia mięsa, uwziąłem się pod wpływem kolegów - buddystów. I nie


pomogła wojna w domu. Dieta bez mięsa i już.

To był moment gdy twój upór na coś się przydał. Mięso zwierząt, oprócz tego, że
pochodzi od zabitych żywych istot zawiera specyficzne energie właściwe
zwierzętom i niekorzystne dla ludzi. One ograniczają wrażliwość i sprawiają, że
umysł zbudowany z subtelnych prądów nabiera cech zwierzęcych. Stąd tylko krok
do przemocy, kłótni i wszelkiej gwałtowności. Nie mówiąc już o negatywnej
karmie, negatywnych skutkach jakie musicie ponieść.

Podobno bez mięsa organizm człowieka nie może rozwijać się prawidłowo.

A jedząc mięso nie może rozwijać się duchowo. Co jest ważniejsze? Ciało czy
wartości duchowe?

Dla mnie już jest to jasne.

Każdy musi sobie odpowiedzieć na to pytanie. Druga sprawa to alkohol,


narkotyki i papierosy.

46/269
Niszczą człowieka.

Niszczą. Wstrzymują rozwój duchowy.

To mocne słowa.

Wiem co mówię. To znów sprawa indywidualnego wyboru.

Wielu ludziom będzie trudno uwolnić się od nałogu.

Nie ma rzeczy niemożliwych. Jednak trzeba chcieć. Bóg pomoże. W dobrej


sprawie zawsze pomaga.

Tak, pamiętam jak znajomy miał zamieszkać na jakiś czas przed moim wyjazdem do
Indii. Poprosił Cię o pomoc w rzuceniu palenia a palił około paczkę dziennie od
ponad dziesięciu lat. Nałóg znikł w jedną noc i nawet nie miał głodu nikotynowego.
Wiem, że wcześniej coś dziewięć razy był na odwyku z powodu alkoholu, leków i
narkotyków. Musiał mieć żelazne zdrowie. A nałóg tytoniowy znikł w jedną noc bez
śladu.

Nie mógłby zamieszkać w Moim domu jeśli by nadal palił. To była sytuacja
specjalna. U innych ludzi odbywa się to zazwyczaj w tradycyjny sposób.

Porozmawiajmy teraz o znaczeniu mantr.

To jest ważny temat na osobną rozmowę.

Właśnie. Zauważyłem kilka rzeczy podczas medytacji z mantrami. Znam ich wiele.

Mów.

Po pierwsze wyciszają umysł i potrafią przerwać tok myślowy.

Tak, wznoszą materię myślową ku wyższym rejestrom i stad wrażenie


przerwania myśli i ich zacichnięcia. Długotrwałe stosowanie odpowiednich mantr
bardzo wzbogaca "energetykę" człowieka i wysubtelnia odbiór.
Należy się nauczyć nimi posługiwać.

Czy zatem mógłbyś opowiedzieć jakie i kiedy stosować?

Nie. To zrobię przy innej okazji. Nie dzisiaj. Zbyt wiele już tematów poruszyliśmy i
nie chcę aby powstał z tego mętlik. Nie za wiele rzeczy na raz. Rozwój duchowy i
droga do Boskości odbywa się etapami. Najpierw musimy omówić podstawy, a
dopiero potem przejdziemy do arkan sztuki. Na pierwszy ogień musi pójść mięso,
alkohol, tytoń i narkotyki. Bez tego nie ma ani kroku wzwyż.

To jest poważna bariera.

47/269
Żartujesz. Co jesteś w stanie poświęcić żeby znaleźć Boga?

Bardzo wiele. Bardzo.

O właśnie, to Mi się podoba. Abstynencja i wegetarianizm to naprawdę


minimalna cena. Już taniej nie można.

Skoro już mówimy o warunkach. Jak Cię znam wspomnisz coś również o religii.

Tak. Religia jest dziełem rąk ludzkich. W większości jej dogmaty wynikały z
potrzeb politycznych albo z chęci zawładnięcia życiem i umysłami ludzi. Dlatego
każdy kto to zrozumie ma swobodę wyboru czy pozostać przy swej religii czy ja
opuścić. Nie ma tej swobody ktoś kto w pełni pojął, że stanowi ona istotną
przeszkodę w drodze ku Bogu. Pamiętaj, nic z rzeczy tego świata nie może się z
Nim równać, również żadna z religii. Masz, tak jak zawsze miałeś wolność
wyboru i możesz go dokonać bez lęku. Czy pójdziesz za takim czy za innym
drogowskazem nie ma znaczenia, ważne abyś znalazł cel. Religia jest do pewnego
stopnia pomocna po czym szybko staje się zawadą.
Każdy ma Źródło w samym sobie. W głębi każdego serca mieszka Bóg. Patrzcie,
słuchajcie i znajdźcie. Znajdźcie Mnie. Ja już na was czekam. Czekam. I kocham.
Zapamiętajcie to. [...]

Spotkam się zapewne nie jeden raz z pytaniami o stosunek do kościoła i tradycyjnej
religii.

Odpowiesz to co w danej chwili ci podpowiem.


Pamiętaj, że najskuteczniejszą bronią przeciw smutkowi, złości i fanatyzmowi
jest .... Czy wiesz co?

Rozsądek?

Nie, nie rozsądek, bo nie ma potrzeby zastanawiać się nad smutkiem, fanatyzmem
czy zaściankową religijnością. Ich nie trzeba rozumieć bo szkoda na to czasu,
lepiej zwracać się i starać kochać Boga. A teraz odpowiedź; najskuteczniejsza
bronią jest śmiech. Ja jestem radością i miłością i nie ma takiego tematu, który
powinien wywołać smutek na twarzach Moich uczniów. Nie ma takiej sprawy
która była by ważniejsza ponad Moje szczęście, Moją miłość i Moją radość. Żyjcie
w Miłości, Żyjcie w radości oto jest droga do Boga dla wszystkich. Bądźcie
szczęśliwi i niech uśmiech nigdy was nie opuszcza!

48/269
Część trzecia

Porzucić religię?
Dziwna rzecz przyszła mi dzisiaj do głowy, że niezależnie od wychowania w takiej
czy innej religii człowiek może ją zawsze porzucić jak również Bóstwa w niej czczone
dla podążania za głosem serca wskazującym mu inne Istoty.

Nie to nie tak, powiedziałem to inaczej, przypomnij sobie dobrze.

Można porzucić wiarę w Jezusa bez żadnych konsekwencji.

Tak ci powiedziałem.

Właściwie niby to wiem, jednak dla wielu ludzi byłby to szok.

Tak, ale taka właśnie jest prawda. Możesz w każdej chwili porzucić wiarę w
Jezusa, Buddę czy Krisznę bez żadnych konsekwencji. Na pewnym etapie jest to
nawet potrzebne tak, aby forma Boga nie przeszkadzała treści. Wasze wierzenia
tek bardzo odbiegają od rzeczywistości, wierzycie w rzeczy niedorzeczne, błędne a
nawet szkodliwe.
Większość ludzi zapomniała, że religia jest drogowskazem na drodze do Boga,
nawet nie samą drogą a z pewnością nie jej celem. Ludzie przez wieki tyle
nazmyślali, że zamiast dziś rozważać, co jest wartościowe a co nie lepiej oddać się
Bogu w opiekę, aby to On prowadził i oświetlał drogę ku Sobie. I nie powracać do
przeszłości, do starych form kultu.

Zabierasz nam cos, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Coś, na czym opiera się nasza
kultura i struktura społeczna.

I co, jest ona coś warta? Kultura jest wartością o ile potrafi przekazać przez
pokolenia przesłanie miłości do Boga, troski o innych i Przyrodę, natchnąć do
poszukiwań wartości wyższych i wzbogacić w ten sposób życie ludzkie. Wasza
kultura przekazuje z pokolenia na pokolenie osądy i uprzedzenia, uczy wrogości
wobec obcych, szacunku dla autorytetu instytucji i uległości wobec władzy.
Dlatego jej płodem są ludzie przeciętni a nie jednostki wybitne rozumiejące życie i
umiejące kochać Boga ponad wszystko. Kultura nie może przekazać wartości, ale
może pokazać gdzie je znaleźć, wasza daje wam fałszywe światło, za którym
podążacie.

49/269
Stąd wniosek, że powinniśmy zapomnieć i religię i kulturę?

Tak, stanowczo tak. Obie są elementami systemu panowania nad człowiekiem a


jeśli wiesz już, że wewnątrz jesteś jednym z Bogiem ludzie, społeczeństwo i jego
wymysły nie powinny mieć nad tobą władzy. Odrzucasz system w imię wyższych
wartości. Odrzucasz system, który je zabija.

A jednak każda władza czyni się wybraną z Boskiej woli, lub tez jak twierdzą inni z
woli ludu.

To ich ulubiona śpiewka. Zadaniem władzy jest dbać o porządek, zapewnić rozwój
nowemu pokoleniu, opiekę zdrowotną i zabezpieczenie socjalne. Każda czyni to w
oparciu o ściągane podatki a więc korzystając ze zbiorowej zgody ludzi. To, że jej
działalność dotyczy także ciebie nie znaczy wcale, że powinieneś się
podporządkować jej poglądom. Twoim obowiązkiem jest mieć swoje zdanie
oparte o sumienie i Boga w sercu. Wtedy osąd i poglądy innych nie maja
znaczenia.

A więc bunt przeciwko społeczeństwu.

Bunt nie jest potrzebny, tylko umacnia to, czemu się przeciwstawiasz. Idź za
głosem serca i sumienia. Idź ku Bogu, poza świat poza obszary, dokąd doszły
ludzkie umysły. Porzuć to, co poznałeś do tej pory, przyjdź do Mnie z pustymi
rękami, pustym umysłem. Ja obdarzę cię miłością i wszystkim, czego potrzebujesz.
Ciebie i każdego z was. Zaufajcie Mi.

Powróćmy jeszcze na chwilę do wpływu społeczeństwa na człowieka.

Dobrze. Zadaj sobie pytanie, co wartościowego do tej pory przekazali ci inni


ludzie, w tym rodzice oraz w szczególności szkoła i religia. Co wartościowego
wyniosłeś z tych setek godzin przesiedzianych w szkolnych ławkach, w kościelnych
ławkach i ławach uniwersyteckich? Co oprócz odcisków na d.?

No wiesz! Takie słowa w Twoich ustach!

Dziecko drogie, ułatwię ci sprawę. Czy nauczyli cię jak masz samodzielnie
poszukiwać odpowiedzi twoich własnych, czy nauczyli cię samodzielnie dochodzić
do prawdy i żyć według jej przewodnictwa, czy pokazali jak budować relacje z
innymi ludźmi tak abyś ty i oni mógł znaleźć szczęście, czy nauczyli cię jak kochać
siebie i innych, jak znaleźć satysfakcję z życia, czy pokazali czym jest dobro
płynące z człowieka i wzbogacające wszystko wkoło, czy nauczyli jak zachowywać
spokój wśród wydarzeń życiowych, czy pokazali jak możesz stać się

50/269
wartościowym członkiem społeczności i wnieść do niej prawdziwe wartości, czy
pokazali ci jak powinieneś się zwracać do Boga aby otrzymać Jego odpowiedź i
prowadzenie?

Po raz kolejny nie wiem, co ci odpowiedzieć. Miałem wrażenie, że jednak szkoły i


uniwersytety uczą wielu wartościowych rzeczy, a jednak słysząc Twoje pytania
dotyczące tak istotnych kwestii zaczynam mieć wrażenie ze ten czas był w dużej
mierze zmarnowany.

I tu masz całkowitą rację. Teraz na ziemi żadna szkoła nie uczy tych przedmiotów,
żadna nie uczy jak żyć, jak znaleźć własne miejsce w życiu, jak stawiać czoło
przeciwnościom i dążyć do poznania prawdziwej wartości. Zamiast tego zmusza
się do zapamiętywania "prawd objawionych", czyli dogmatów społecznych
opartych na błędnym osądzie historii i kultury. A to w 99% są śmiecie.

To są bardzo ostre słowa.

Powiedz mi czy są nieprawdziwe? Powiedz, dlaczego macie o sobie, własnym


umyśle, kulturze i społeczeństwie tak dobre mniemanie? Czy rozwiązaliście
problem głodnych dzieci na świecie albo chociażby w swoim kraju, czy kierujecie
się w życiu łagodnością i zrozumieniem, czy rozumiecie niszczące znaczenie
przemocy, czy inność inspiruje was i pociąga, czy umiecie wybaczać? Odpowiedz
Mi, bo macie się za panów i królów stworzenia a Ja oprócz wysokiego mniemania
o sobie nie widzę w was nic szczególnego. Jesteście mistrzami pychy i arogancji i
pojedynczo i zamknięci w ciasnych ramach waszych społeczności. Inność was razi
i stanowi dla was zagrożenie. Konflikty pomiędzy wami łatwo przeradzają się w
starcia zmierzające do zniszczenia przeciwnika, jakbyście byli sporządzeni z
łatwopalnego materiału. Często, gdy na was patrzę myślę, że powinienem
stworzyć was z nalepkami "Ostrożnie, wybucha od dotknięcia!"

Pozwól mi wyrazić swoją opinie. Mam wrażenie, że w Twoich słowach jest bardzo
wiele goryczy. Miałem takie przekonanie, że będziesz w naszych rozmowach
tłumaczył różne sprawi, pokażesz drogę ku Tobie i generalnie będziesz nas wynosił a
nie chłostał. Tymczasem już któryś raz natykam się na temat, za którym kryje się
jakaś niespodziewana mina. W rozmowach, które prowadzimy prywatnie jesteś
bardzo wesołym i wspierającym kompanem.

Ja was nie potępiam, stwierdzam stan faktyczny. Widzę niesłychana wiarę we


własne możliwości i rzeczywistość złożona z masy prostych do rozwiązania
problemów, przed którymi konsekwentnie się uchylacie. Dłonie wyciągnięte w
kosmos i dłonie dziecka żebrzącego na ulicy o kawałek chleba i umierającego w
końcu z głodu, bo nic nie dostało. Powiedz mi człowieku, których dłoni jest więcej?
Czy nie widzisz, co się tutaj dzieje? Widzę dumę jednych i ocean cierpień innych.

51/269
Oceany. Co ma wam powiedzieć? Że was popieram? Że stoję po waszej stronie? Że
postępujecie słusznie? Że jesteście mądrzy, dobrzy i naprawdę wspaniali?
Odpowiedz mi człowieku, co mam wam powiedzieć?

Jaka przyszłość nas czeka?

Ty mi powiedz.

Z tego, co powiedziałeś możemy mieć kłopoty.

Tak, możecie mieć poważne kłopoty. Sednem sprawy jest to, że nie nadążacie w
rozwoju duchowym za rozwojem technologii.

Dzisiaj już chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy, że technika i technologia
są receptą na wszystko.

Zdziwiłbyś się jak wielu ludzi tak myśli. Żyją zapatrzeni w świat zewnętrzny i nic
dziwnego, że modlą się do bożka, który w ich mniemaniu wywołuje w nim
największe zmiany. Tymczasem nierównowaga pomiędzy waszymi
możliwościami a poziomem rozwoju duchowego staje się coraz większa. I jest to
dla was samych coraz większe zagrożenie, musicie to odwrócić, albo....

Co się stanie, jeśli będziemy nadal podążać tą drogą?


Nastąpi zagłada życia na planecie. ???

Nastąpi zagłada życia na planecie.

Nie wiem, co mam powiedzieć.

Nie musisz nic mówić. We Wszechświecie ginęły już potężne cywilizacje władające
olbrzymimi połaciami galaktyk, panujące do pewnego stopnia nad czasem i
przestrzenią? Również, gdy prześledzisz historie Ziemi znajdziesz wiele
przypadków upadku kultur i całych cywilizacji.

Wydaje mi się, że nasza jednak ma dość silne mechanizmy samo - regulujące, które
nie pozwolą zapuścić się za daleko.

Mylisz się, prawda jest taka, że Ja często interweniuję i udaremniam różne próby
niewłaściwego wykorzystania waszego potencjału. Jesteście zbyt agresywni i zbyt
niemoralni jak na wasz poziom rozwoju.

52/269
Powtarzam - to się może źle dla was samych skończyć.

Ale chyba nam tego nie zrobisz, co?

Ja nie to wy sami sobie zaszkodzicie, w tej chwili cały czas powstrzymuję lawinę,
która może zejść i pociągnąć was ze sobą. Aktualnie wchodzicie z nauką w obszary
bezpośrednio zagrażające życiu na Ziemi.

Mówisz o manipulacjach genetycznych?

Tak, ale nie tylko. Nauka może i powinna służyć wam, ale nie może pozostawać
głucha na głos rozsądku i sumienia. Jeden i drugi skutecznie zagłuszacie ideologią
i żądzą zysku. A to jest bardzo niebezpieczne..

Wydaje mi się, że pojedynczy człowiek ma na ten stan rzeczy niewielki wpływ.

I tu się mylisz. Jeśli potrafi i chce zwrócić się do Boga to ten wpływ może stać się
ogromny.

Jakie Ty widzisz rozwiązanie?

Tylko jedno - powrócić do miejsca skąd wyszliście, do Boga i Jego Miłości. Inaczej
prędzej czy później tak naruszycie równowagę i ekosystem, że zniszczycie życie na
Ziemi. Finałem każdej podróży jest powrót do Mnie i żadna cywilizacja nie może
się rozwijać nie biorąc pod uwagę współpracy z Siłą, która stworzyła ten
Wszechświat. Pójście własnymi drogami prędzej czy później prowadzi do zagłady,
prędzej czy później odkryjecie coś, nad czym nie zapanujecie i to was zniszczy.

Szkoda by było.

Wszechświat nie zna pojęcia szkody, są procesy, które prowadzą do takich a nie
innych skutków.

Ty znasz przyszłość, czy mógłbyś mi powiedzieć jak się to wszystko skończy?

Ludzkość roztopi się w Świetle.

Ale czy życie na Ziemi przetrwa?

53/269
Nie, w ciągu kilku miliardów lat zniszczy je Słońce.

Ale czy w ciągu najbliższych stu i dwustu lat nie wydarzy się cos, co może zagrozić
ludzkości?

Nie dostaniesz odpowiedzi na to pytanie. Już powiedziałem dosyć na ten temat,


kto ma uszy niechaj słucha. Siedzicie na beczce prochu, która coraz częściej jest
utrzymywana w spokoju przez interwencje Sił Wyższych, a to nie będzie trwało
wiecznie, bo konsekwencje karmiczne i ogrom cierpień, jaki stworzylibyście nie
jest nikomu potrzebny. Albo zmienicie sposób myślenia albo sami się wysadzicie.
Nie pierwsi i nie ostatni.

Tak, ale ani Twoje ani moje słowa nic nie zmienią.

Mylisz się, mogą zmienić bardzo wiele, w tej chwili ma miejsce wyścig z czasem.
Stawką w nim jest wasz los. Czasem jeden trzeźwo myślący człowiek może
odwrócić bieg historii.

Myślę, że jednak w ciągu najbliższych pięćdziesięciu lat nic takiego się nie wydarzy.

Nie znasz przyszłości. Niewielu ludzi przeczuwało wydarzenia z września 2001


roku a popatrz, jaki ogromny wstrząs przeżyliście. Nie wiecie co jeszcze niesie
przyszłość. Nie jesteście w stanie zabezpieczyć się przez wszystkim.
Jeden trzeźwo myślący może pokazać nowy kierunek i sprawić, aby ludzie nim
podążali.

I przestali się bawić nauką?

Niekoniecznie, bo nie sama nauka jest zagrożeniem, jedynie sposób, w jaki


wykorzystacie jej odkrycia. Jeśli będziecie żyć w unii z Bogiem zaczniecie
odkrywać jeszcze potężniejsze siły i nie będą one stanowić zagrożenia dla waszego
bytu. Po wielkich odkryciach technicznych i technologicznych czas odkryć rozum i
sumienie. Czas odkryć Boga.
Jesteście częścią większego systemu a co więcej system ten to tak naprawdę jedna
Istota. Szkodząc jakiejś jego części w rzeczywistości niszczysz Mnie, czyli samego
Siebie. Życie jest jedno.

Nie mam, co liczyć na to ze odpowiesz mi na pytanie jak będzie wyglądała


przyszłość?

54/269
Gdybym dziś opowiedział odebrałoby to nam całą radość z przygody odkrywania
świata i Wszechświata. Tak to jest urządzone od tysięcy lat i nie należy tego
zmieniać.

Największą przygodą jest jednak odkrycie Ciebie.

To prawda.

Wydaje mi się, że Ty jednak znasz dokładną a nawet bardzo dokładną odpowiedź na


pytanie, co będzie tutaj za 100 czy 200 lat tylko nie chcesz powiedzieć.

Mógłbym, ale to by wam zaszkodziło, nie jest wam do niczego potrzebne poznanie
przyszłości, choć są ludzie, którzy na ten temat bardzo wiele wiedzą. Wciąż jeszcze
ich przemyślenia i wizje pozostają w sferze fantastyki naukowej. Pamiętam z
książek Juliusza Verne'a czy Arthura Clarce'a - podawali wiele zaskakująco
trafnych obserwacji dotyczących np. pierwszego lotu na Księżyc, wynalazków.
Nie tylko oni odkryli złoty klucz do drzwi, za którymi znajduje się przyszłość.

Ten klucz to imaginacja?

Nie, inspiracja wewnętrzna, wsłuchanie w samego siebie.

Ale dziś moglibyśmy już porozmawiać o możliwych scenariuszach wydarzeń?

Nie, dziś jeszcze nie, być może za kilka lub kilkanaście lat tak, teraz jeszcze jest
grubo za wcześnie.

Ostatnie pytanie - z tego, co powiedziałeś to nad niebezpiecznymi eksperymentami


pracują ludzie bezmyślni lub też zwichnięci moralnie.

Nie, nie powiedziałem, że bezmyślni, wprost przeciwnie są bardzo sprawni


intelektualnie. Jednak brak im wyczucia wewnętrznego niezbędnego przy
zajmowaniu się sprawami tak wielkiej wagi o tak wielkich konsekwencjach.

Czyli los naszego świata spoczywa w rękach jednostek niemoralnych.

Jak zwykle, to akurat żadna nowość. Jedyna różnica, że dziś macie do czynienia
ze znacznie większym potencjałem zniszczenia niż kiedyś.

55/269
Czy mógłbyś podpowiedzieć gdzie są prowadzone badania, o których mówisz?

Nie, nie dziś.

Jaki wniosek może płynąć dla czytelnika z tego, o czym przed chwilą opowiedziałeś?

Że warto w każdej sytuacji zwracać się do Boga i w Nim poszukiwać wsparcia i


ochrony. Że warto zwracać się ku Jego Miłości, bo Ona rozwiązuje wszystkie
problemy i daje nadzieję na przyszłość. O ile sprawy potoczą się właściwie to tak
jak wiek dwudziesty był czasem fascynacji technika i technologią to wiek
dwudziesty pierwszy zapoczątkuje okres fascynacji Bogiem i wtedy skończą się
wszelkie kłopoty ludzi na Ziemi.

A w tej "materii" jest bardzo wiele do odkrycia.

Cały Wszechświat, miłość, radość i napęd do życia, który nie kończy się nigdy.

Na moje odczucie, w ciągu najbliższych 10 lat Ziemi nic nie grozi.

Grozi i to wiele, ale na szczęście dla was Ja tu jestem i nie stanie się nic, co
mogłoby wam przeszkodzić w drodze rozwoju.

To znaczy, że nasz los jako ludzkiej rasy zależy od rozwoju duchowego?

Tak, to główny wyznacznik przyszłości.

Czyli może się zdarzyć sytuacja, w której skutkiem odejścia od Światła nastąpi jakąś
wielka katastrofa.

Mówimy hipotetycznie - tak może się zdarzyć. Nie musi być to zjawisko
zewnętrzne, może być wywołane fizycznie przez was samych.

Czyli z Twoich słów wynika, że siedzimy na wulkanie.

Tak, dokładnie tak. I erupcja może nastąpić w jednej chwili.

Co byś nam doradził w takiej sytuacji?

56/269
Chcielibyście znać wszystkie odpowiedzi. Sięgnijcie do własnego wnętrza tam one
są. Szukajcie drogi w oparciu o miłość do Boga, obierzcie sobie Ją za przewodnika
i tłumacza.

A czy mógłbyś cos podpowiedzieć?

Ależ właśnie to zrobiłem! Pokazałem wam prostą drogę do trwałego pokoju i


pomyślności. Tylko iść.

A jakąś bardziej konkretna wskazówka?

To jest jak najbardziej konkretna wskazówka! Zwróćcie się do wnętrza, do serca


do Boga, który tam mieszka. Znajdźcie Go i zacznijcie żyć w zgodzie z Nim i sobą.
Będziecie szczęśliwsi i świat się zaraz zmieni. Nie mam na celu założenie jakiejś
nowej religii, lecz pokazanie każdemu, kto zechce drogi, która prowadzi do miłości
i szczęśliwości. Dla każdego mam indywidualne wskazówki, znajdźcie je, proście o
nie, Ja jestem stale dostępny, o każdej porze, zawsze i wszędzie.

I to jest droga do transformacji świadomości społecznej na Ziemi.

Także, a nawet więcej, do całkowitej zmiany świadomości i społecznej i


planetarnej, zestrojenia tego, co dziś jeszcze trwa w wielkiej dysharmonii. Samo
zbliżenie tych dwóch dziś jeszcze odrębnych stanów bytowania uwolni wielkie
zasoby energii duchowej angażowanej obecnie do powstrzymania dalszego
rozkładu i zniszczenia. Wtedy nawet najbardziej oporni zaczną więcej widzieć i
rozumieć a ich postępowanie zmieni się niemal automatycznie.

Wspominałeś w jednej ze swych książek o masie krytycznej.

Jest to ilość podobnie myślących ludzi, zorientowanych duchowo zdolna


kształtować świadomość zbiorową w pozytywnym kierunku. Po przekroczeniu
punktu krytycznego wydarzenia zaczynają toczyć się same jako ze zostaje
uruchomiona wasza powszechna moc stwórcza i ukierunkowana w pozytywną
stronę.

Jak daleko nam do tego punktu?

Daleko.

Jak rozumiem chodzi tu o powszechną zmianę świadomości.

57/269
I postępująca w ślad zmianę świadomości powszechnej, czyli zbiorowej. Dlatego
mówię wam nie o konkretnych rozwiązaniach, ale o drodze, która do nich
prowadzi. Moje odpowiedzi nie zmienią was, mogą jedynie w ograniczonym
stopniu zainteresować, ale nie przyniosą przemiany wewnętrznej. Bez niej
pozostaniecie nadal w martwym punkcie i nie będziecie w stanie odwrócić
niekorzystnego dla was biegu wydarzeń. "Niekorzystnego biegu wydarzeń"
A tak. Nie płacze lamenty i błagania tylko skupiona praca nad sobą,
doświadczanie, właściwe wybory, nawiązywanie relacji pomiędzy nami - z
każdym indywidualnie i bez pośredników, to jest droga do przemiany waszego
losu. Tak właściwie twierdzi każda religia, że powiem nieco niegrzecznie.
To dobra i szczera uwaga. Każda religia tworzy pośredników i żyje z
pośrednictwa a ponieważ ludziom tam zatrudnionym tego mało, pracują nad
zdobyciem jak największego wpływu na człowieka. Tracą wtedy zainteresowanie
indywidualnym rozwojem jednostki ku Bogu zastępując to nakazami coraz
doskonalszego dopasowania do rozwijającej się doktryny. Ja mówię, o czym
innym - nie są ci potrzebni pośrednicy i nikomu nie są potrzebni. Każdy z was ma
serce i Mnie mieszkającego wewnątrz, wystarczy się zwrócić. Jedynie to
spowoduje przeniesienie świadomości zbiorowej na wyższy poziom nie "rozwój
moralny" albo "ugruntowanie w wierze" jak niedorzecznie twierdzi religia.

Podsumowując: nie są nam potrzebne ani pisma ani pośrednicy.

Już nie. Czy myślisz, że Ja nie jestem w stanie prowadzić człowieka i dotrzeć do
niego bez tych "pomocników"? Prawda jest taka, że w dziewięciu wypadkach na
dziesięć tylko szkodzą wewnętrznemu rozwojowi nabijając człowiekowi głowę
banialukami i zamykając serce na miłość do Boga. Prawdziwa przemiana może
przyjść jedynie od wewnątrz.

"Prawdziwa przemiana może przyjść tylko od wewnątrz"

Przemiana jednostki, społeczeństwa i świata, dokładnie w takiej kolejności.

58/269
Religie i kościoły

Nasuwa mi się pytanie o Twoje zdanie na temat religii i kościołów.

Na Ziemi są tylko dwa podstawowe rodzaje ruchów religijnych. W pierwszym,


bardzo rzadkim, tak rzadkim, że jest wyjątkiem od reguły najważniejszy jest Bóg
jako Miłość i ów duch miłości przyświeca myślom i czynom. Jego Nauczyciele nie
zwracają uwagi na siebie czy swoje poglądy namawiając uczniów do
poszukiwania odpowiedzi i miłości w Bogu. Drugi rodzaj jest oparty na lęku -
przed karą, piekłem, potępieniem, gniewem Bożym i tak dalej. Jej nauczyciele,
(choć nie zasługują na to miano) tworzą mnóstwo teorii, tak zwanych dogmatów,
w które musisz wierzyć, bo inaczej spotka cię nieszczęście, ciebie lub kogoś z
rodziny. W tego rodzaju ruchach Bóg najczęściej stanowi fasadę dla ciemnych
interesów. To nie jest prawdziwa religia, choć właściwie wszystkie istniejące
zaliczają się do tej drugiej kategorii, są fałszywe u swych podstaw, nie przyświeca
im duch miłości.
Miłość sprzyja otwieraniu się na Boskość, jednoczeniu z Nią i uniesieniu ponad
sprawy świata, ku Bogu.
Lęk motywuje do działania wiec, jeśli chcesz mieć rzesze podporządkowanych
wyznawców postrasz ich śmiercią, piekłem, karą, nawymyślaj niezrozumiałych
bredni a stworzysz kolejną religię. Ja tak nigdy nie postępowałem, unoszę was i
otwieram wasze serca na wartości wyższe, na radość, na miłość, na boskie
szczęście. Lęk nie jest mi do niczego potrzebny, bo jestem kochającym i dobrym
rodzicem. Tylko rodzice słabi i niecierpliwi uciekają się do lęku a Ja do nich nie
należę.

Muszę przyznać, że w ciągu tych lat usłyszałem od Ciebie wiele twardych słów na
temat kościołów i religii.

Stan dzisiejszej duchowości na Ziemi jest bardzo niski a przyczyniły się do tego
właśnie religie odciągając was od Boga miłości, który mieszka wewnątrz serca
każdego człowieka. Dzięki manipulacji sprawiły ze wyszliście z wnętrza gdzie
żyliście w miłości i unii z Bogiem na zewnątrz gdzie daliście się związać
intelektowi i błędnym teoriom na temat Boga, Bytu i waszej z nimi relacji.

59/269
Prawda jest taka, że jesteśmy Jednią i zawsze Nią byliśmy i każdy człowiek ma w
każdej chwili pełny i niczym nie uwarunkowany dostęp do Boga - chyba, że
zechce, aby było inaczej. Jeśli zechce - to jako mający moc tworzenia może
stworzyć ograniczenia i uwarunkowania. One już nie są potrzebne.

Ale przecież nie można ich ot tak zrzucić z siebie prostym aktem woli.
Powiedzeniem, że chcę tego i tak ma być.

Nie można, bo jest to długotrwały proces, który polega na stopniowym


odkrywaniu prawdy, powolnym uświadamianiu sobie najpierw istnienia, potem
miłości Boga do aspiranta, potem jedności człowieka i Boga i wreszcie własnej
Boskości. Te cztery etapy stanowią opis drogi, którą przechodzą dziś ludzie idący
ze świata ku Bogu. Jest to stwarzanie innego świata - używając dokładnie tych
samych metod jak przedtem - tworzy się a raczej odkrywa się świat, w którym
działa Bóg i przejawia swoją miłość i z którym ostatecznie człowiek staje się
Jednym.

No tak, ale jak w codziennym życiu powinien taki proces wyglądać, jak powinien
wyglądać pierwszy krok?

Ja nie znam słowa "powinien" jestem tak nieskończenie cierpliwy, że nie musze
nikogo do niczego przynaglać. Pierwszym krokiem może być przeczytanie książki
np. takiej jak obecna. Rozmowa z kimś na temat wydarzeń, doświadczeń z
Bogiem, kurs medytacji, spotkanie z mistrzem. Wy wewnętrznie pamiętacie inny
świat, dlatego poszukujecie odpowiedzi.
I gdy przychodzi stosowna chwila te odpowiedzi się pojawiają.
Jedna, potem następne. W tym procesie powinna była, o tu użyję wyjątkowo tego
słowa, pomóc wam religia, ale zamiast skierować ją ku Bogu użyliście jej do
własnych celów, głównie walki o dominację.
Wielu z was opłakany stan dzisiejszej religii bardzo nie odpowiada, poszukujecie
winnych nadużyć, fałszu i wypaczeń. Jeśli chcecie ich znaleźć to spójrzcie na siebie
samych. To wy stworzyliście ten świat, jakim dziś jest. Nie ma tu nikogo poza
wami, odpowiedzialnego za jego kształt. To wy wnieśliście weń lęk i ból. Nie są
one potrzebne, ale jako doświadczenia wybraliście właśnie je. Dla was stanowiły
ważny element waszego procesu tworzenia życia na Ziemi. Teraz przyszedł czas,
że zaczną znikać z waszej świadomości ustępując miejsca miłości. Ja już podjąłem
te decyzję i wy również wiec razem przygotowujemy pole do nowych
wspanialszych zaistnień. Chyba, że znów zmienicie zdanie, wtedy odłożymy nowe
doświadczenia na czas jakiś i powrócimy do nich później.
Moc jest jak zawsze w waszych rękach.

Wydaje się, że codzienność jednak przeczy temu, co mówisz, żyjemy tak uwikłani w
świat, wydarzenia i problemy, poganiani nieustannym brakiem czasu, chcielibyśmy
to zmienić gdybyśmy tylko mogli.

60/269
Nie bierzesz pod uwagę faktu, tak, faktu, że stworzyliście sami iluzje własnej
niemocy, przekonanie jakoby warunki i wydarzenia kształtowały was a nie
odwrotnie. Prawda jest taka, ze to wy kierujecie nimi i tak jak na początku macie,
każdy z was posiada nadal pełną władze nad niebem i królestwami ziemi. Nic się
nie zmieniło.

Może posłużysz się jakimś przykładem abym mógł to zrozumieć jaśniej?

Wydaje ci się, że żyjesz przeciętnie 80 lat, jesteś mężczyzną, musisz regularnie się
odżywiać, jesteś wrażliwy na zimno i rozmaite choroby. Żadne z tych stwierdzeń
nie jest prawdziwe. To są twoje wyobrażenia na własny temat. Prawda jest inna,
jesteś Istotą Boską, nieograniczona czasem ani przestrzenią, bez określonej płci i
cielesności, wolną, kochającą Boga i tożsamą z Nim. Jesteś Bogiem. Ja z całą
swoja mocą Boska nie jestem większy od ciebie. Od żadnego z was. Jesteśmy
Jednym.

Obawiam się jednak, ze to spojrzenie za bardzo odbiega od codzienności.

Nie, to wy tak twierdzicie, setki ludzi na świecie doświadczają tej Prawdy, co dnia.

Tak, ale oni są Mistrzami.

Myśl o własnych ograniczeniach zrodzona z indywidualności sprawiła, że


zaczęliście postrzegać przebudzonych jako specjalna klasę ludzi, wyjątek od
reguły, pomimo iż oni stale twierdzą coś przeciwnego. Stąd iluzja Mistrzów na
zewnątrz, iluzja zewnętrznych Nauczycieli i Przewodników. Jesteśmy tylko Ja i ty,
czyli tylko jedno Ja w miłości i nie znamy różnic. Skąd wiec mieliby wziąć się
odrębni nauczyciele?

Ale przecież dobrze jest mieć człowieka, który poprowadzi i wyjaśni i pomoże w
przebudzeniu.

Nie, nie jest dobrze, jeśli na twojej drodze ktoś zajmuje miejsce przynależne Bogu,
to bardziej przeszkadza niż pomaga. Mówię tutaj nie o teorii, ale o praktyce
powszechnej na tym świecie. Tworząc Mistrzów przywiązujecie się do nich i
obdarzając ich cechami, których zdaje się wam nie posiadacie rozbudowujecie
jeszcze iluzję, w której żyjecie. Do istniejącego muru dokładacie jeszcze jedna
cegłę. Zrozumiałeś?

Wydaje mi się, że tak. Ale co w takim razie powinniśmy zrobić?

Wstrzymać tworzenie świata. Skierować się ku Bogu. Odejść od tej masy


kłębiących się myśli, wyobrażeń, sądów i ocen. To one właśnie są rzeczywistym
tworzywem waszego świata. To paradoks, że to, co postrzegacie jako najbardziej
ulotne i tak eteryczne, że aż nie istniejące jest jedynym substancjalnym elementem
waszego świata.

61/269
Jak więc wygląda prawdziwy świat? Co nim jest naprawdę? Czy będziemy w stanie
to zrozumieć?

Ależ to bardzo proste. Prawdziwy świat to Światło. Słowo "świat" to skrót od


słowa "Światło". Drogą ku Światłu jest miłość ku Niemu. Nie ku ludziom,
Stworzeniu i światu. Miłość ku Miłości, Bogu, Prawdzie, Wszechmiłości jakkolwiek
zechcecie To nazwać. Mniej myślenia a więcej kochania to najlepsza wskazówka
dla was.

Odczuwam pewna trudność w podążaniu za tokiem Twoich myśli.

Nic nie szkodzi powtórzę to jeszcze jakieś dwieście razy.

Miłość ku Bogu?

Miłość do Boga.

Jak się Jej nauczyć?

O, to jest dobre PYTANIE! Trzeba zacząć zmieniać swoje życie, porzucać po kolei
przyzwyczajenia i nawyki opierając się na rozsądku lub miłości, jeśli już Ją
odczuwacie. Myśleć o Bogu, o Jego bliskości, miłości, oddaniu. Starać się zbliżyć
do Niego przez medytację i modlitwę. On jest widzi i słyszy każde słowo. I nawet,
jeśli nie dostrzegacie od razu efektów waszych próśb i wysiłków wiedzcie, że one
są, że nic się nie marnuje, ani jeden gest, ani jedno spojrzenie. Wszystko, co robicie
w tym kierunku zbliża was ku Miłości i Bóg błogosławi wasze wysiłki. Kiedy
wasza wrażliwość wzrośnie zaczniecie odczuwać Jego żywe odpowiedzi na wasze
zwroty ku Niemu, na razie nie jesteście w stanie ich dostrzec.

Boskie oddanie? Nasza religia nic o tym nie wspomina.

Nie wspomina o wielu aspektach Boskości, o miłości, oddaniu, skromności, która


może dla was być przykładem. Mówi o władzy, potędze, gniewie, podkreśla to, co
jest dla niej samej istotne, nie dla Boga.
Wyznawcy musza bać się Boga, inaczej religia straci nad nimi władzę.
A jeśli Ja mam wszystko i mogę wszystko czyż muszę demonstrować Moją
władzę? Wasz świat jest przykładem, że nie musze i nie robię tego dając zawsze
pierwszeństwo miłości przed wszystkimi innymi stanami i cechami, jakie Mi
przypisujecie. Macie wolność tworzenia i budujecie świat, jaki chcecie, przecież w
myśl waszych teorii mógłbym zniszczyć to wszystko w jednej chwili - a jednak
pomimo wielkości "zła" nie czynię tego. Dlaczego?
Bo nie jestem Bogiem zniszczenia, ale miłości i wy jesteście Moimi dziećmi a
jednocześnie Mną samym. Na razie rozumieją Mnie jedynie nieliczne jednostki, ale
wkrótce i to się zmieni.

Nasuwa mi się pytanie dręczące od stuleci różne szkoły duchowe - czy Bóg jest
osobowy jak twierdzą jedni czy nieosobowy jak twierdzą inni?

62/269
Stwierdzenia ze Bóg jest Osobą czy też bezosobowym Absolutem są w tej samej
odległości od Prawdy. Jest On osobowy i nieosobowy i jeszcze czymś więcej. Istotą
jest nie tyle oddawać się rozważaniom o Jego domniemanej naturze ujmowanej w
kategoriach tego, co zna umysł, ale odejść od słów i POZNAĆ jak jest naprawdę.

Jak wiec poznać?

Umysłem nie ogarniesz Boga, ale doznasz Go czystym i kochającym sercem.


Drogą ku poznaniu Boga, rozpoznaniu swojej Prawdziwej Natury, ujrzenia swej
twarzy, jaka miałeś jeszcze przed narodzinami jest miłość. Miłość ku Bogu,
Prawdzie, Miłości czy jak To nazwiesz. I to jest wyzwanie dla ciebie i każdego z
was. Miłość jest kluczem, który otwiera bramy Niebios. Kochasz, zbliżasz się,
wchodzisz i spoglądasz Bogu w Jego kochającą Twarz.

Mam wrażenie pewnej nieokreśloności jak wkrada się w naszą rozmowę,


nieokreśloności pojęć, których używamy skąd mogą powstawać nieporozumienia.

Umysł tworzy pojęcia i ma skłonność zamykać się w nich, to, co odczuwasz jako
niewygodę, "jakby grunt usuwał się spod nóg"

Dokładnie

To jest, zamierzone przeze Mnie, postawienie znaku zapytania przy myślach,


pojęciach i sądach po to byście mogli przejrzeć ich relatywną, iluzoryczną naturę i
abyście uwolnili się od tyranii wyobrażeń umysłowych o tym, co jest prawdą.
Przestaniecie wtedy gonić za chęcią zamknięcia wszystkiego w pojęciach,
poukładania i jak to nazywacie śmiesznie "zrozumienia", ale zdacie sobie sprawę,
że warto szukać gdzie indziej, z innej strony. Warto kochać i szukać miłości, bo to
ona ciebie i was wszystkich wyprowadzi z ciemności w Światło. I jeszcze jedno -
nie będzie to miłość do żadnej rzeczy stworzonej tylko do Najwyższego, jak Go
niezrozumiale nazywacie. Każda inna powiększa tylko wasze uwarunkowanie a
ta jedna wyzwala.

Nie ma innej drogi?

Nie ma innej dobrej.

A medytacje, jest ich bez liku?

Medytacje służą różnym rzeczom. Gdyby matka mogła się nauczyć miłości do
dziecka przez medytację wtedy miałaby ona wartość.
Jeśli medytujesz bo kochasz względnie chcesz się nauczyć kochać Boga to w
porządku, to najwyższy cel medytacji. Jeśli w innym celu to osiągniesz z
pewnością jakieś korzyści, ale nie dotkniesz tej najważniejszej wartości - miłości.

Czytam, słucham a to, co mówisz jest dla mnie nieuchwytne.

63/269
To dlatego ze nie uchwyciłeś miłości. Staracie się "poznać" umysłem i "zrozumieć"
a tymczasem przyklejacie tylko nowe nalepki na stare pojęcia i w tym procesie nie
ma nic nowego. Najwyżej posiądziecie biegłość w żonglerce słowami tu
umieszczonymi, nic więcej. Pozostawcie umysł i skierujcie się na drogi miłości a
zaraz wiele spraw stanie się jasnych "samych z siebie". Idźcie ku miłości i za Nią a
reszta sama się rozjaśni. Zaufajcie Mi. I kochajcie Mnie.

O to doskonała wskazówka. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do myślenia i


nieustannego przetwarzania informacji.

Że jesteście jak człowiek, który wiele wysiłku wkłada żeby na prostej drodze
wykopać głęboki dół a potem zaraz w niego wpaść!

To nie może być takie proste.

To kolejna pułapka, kolejna konstrukcja umysłowa. To jest takie proste.


Przygotowuje drogę miłości. Idź na bezdroża umysłu mając Boga za Przewodnika.
A znajdziesz, dotkniesz, przyjdzie miłość i pozostanie. Spotkasz Boga. Twarzą w
twarz. Spotkacie się w miłości.
Potrzeba wam więcej luzu a mniej napięcia, więcej radości, więcej polotu. Nie
męczcie tak waszych umysłów, one nie są od tego. Kierujcie się ku miłości a z
czasem wszystko wyjaśni się samo.

To Twoja obietnica?

Raczej przyrzeczenie. Prawda ma to do siebie ze można Ją sprawdzić.


Doświadczyć i przekonać się na "własnej skórze". A Ja właśnie tylko o tym mówię.
Miłość jest realna i Bóg jest realny. Ja to wiem, Ty to wiesz i każdy może się o tym
przekonać sam. O ile odstawi łopatę, przestanie kopać dół i skieruje się ku miłości.
Na tej drodze zaraz pojawiam się Ja. Wasza miłość jest magnesem, któremu nie
jestem w stanie się oprzeć. Kochajcie Boga a resztę pozostawcie na boku.

A co w takim razie z tzw. "codziennym życiem", ono wymaga od nas skupienia,


uwagi i myślenia.

Naprawdę? I cóż jesteście w stanie wymyślić? Większość wydarzeń i tak jest od


was niezależnych, a te, które wydają się zależne - wydają się takimi... Jeśli jesteś
w stanie spojrzeć za zasłonę rzeczy, a miłość daje taką możliwość, to ujrzysz
prawdę - nawet jedna myśl nie powstaje bez woli i interwencji Boga.
Cała nasza rozmowa dzieje się w Bogu i jest przez Niego inspirowana, nadawana
i odbierana. To dotyczy każdego człowieka.

Czy płyną z tego jakieś głębokie wnioski?

Oczywiście, cokolwiek zrobisz ty czy ktokolwiek i tak nie "wyjdziesz" poza Boga. W
głębokim sensie nie jesteś w stanie zrobić nic. Wszystko, co czynisz i co czyni każdy
człowiek w istocie czynię Ja. Tobie się tylko wydaje, że jest inaczej.

64/269
Wczoraj w medytacji, za która Ci dziękuję odczuwałem wyraźną odrębność "ja
osobowego" opiszę ten stan jako odczuwanie "swoich" cech, "siebie" i jednocześnie
świadomości, że to pewna naleciałość nie "Ja" prawdziwe.

Tak, to krok w dobrym kierunku, owoc twojego zwrotu ku Bogu.

W ten sposób nie ujawniając się Jesteś.

Jestem podstawą wszystkiego. Moja świadomość jest areną, na której rozgrywa


się tragedia czy tez jak twierdzą ci bliżsi prawdy - komedia życia. Nierzeczywisty
pląs ułudy. Pląs ułudy...

Złudne istoty, złudne cele, co jest rzeczywiste?

Bóg jest Rzeczywistością i tylko On, reszta jest boską grą.


Ty i wy jako osobowości bierzecie w niej udział. Zapomnieliście jedynie, że ta gra
nie jest rzeczywista, to film, w który tak się zaangażowaliście, że zapomnieliście,
że jesteście aktorami. Obudźcie się wreszcie!

Ale jak to zrobić?

Tu sprawa jest prosta - należy zwrócić się do Boga, aby to On pokierował tym
procesem i podjąć wysiłek zwrotu ku Niemu. Tak w skrócie wygląda droga do
przebudzenia każdego z was.

Co powinno składać się na taki wysiłek, jesteśmy różni, ale być może są jakieś
elementy wspólne?

Jest ich wiele, po pierwsze sposób życia. Każdy z was jest tak przywiązany do
spraw ziemskich, rodziny, pracy, przyjaciół, rozrywek, że nie ma czasu łączyć się
ze Mną i poznawać Moje zdanie odnośnie swego życia. Ja mówię stale, jedynie wy
nie chcecie Mnie słuchać. Ponieważ jednak Moich Słów strzegą prawa, które
działają niezależnie od tego czy w nie wierzycie czy nie - wasze życie wygląda tak
jak wygląda obciążone nieporozumieniami, zawiedzionymi nadziejami,
rozczarowaniami i nieszczęściami.
W rzeczywistości są to sygnały od Wszechświata dla każdego z was abyście
zawrócili i podjęli drogę powrotna do Źródła. Niestety tego również nie
rozumiecie, a wydaje się wam, że pojmujecie tak wiele. Macie rację - wydaje się
wam. Ta książka ma na celu uświadomienie najprostszych spraw i wprowadzenie
tych, którzy są na to już gotowi z powrotem na drogę ku Bogu. Droga ku Bogu to
rewolucja w świadomości polegająca na wypalaniu energii wiążących was z
materialnością i usuwaniu ich, tak, aby mogło zajaśnieć Światło. Skutkiem tego
procesu zmienia się sposób życia - macie mniej "rozrywek", mniej kontaktów
towarzyskich i mniej zamętu w głowie, wasze związki z "najbliższymi" rozluźniają
się i przechodzą na inną płaszczyznę, na której odczuwacie pogłębiającą się więź z
Bogiem i całym Życiem.

65/269
Pierwsze kroki na drodze ku Bogu to częściowe odchodzenie od spraw świata,
ograniczanie kontaktów do niezbędnego minimum, świadome nieangażowanie się
w sprawy innych.
Druga sfera to oczyszczenie z brudów przeszłości. Niezbędna do tego jest nauka
medytacji. Potraficie spędzić lata w szkołach i uniwersytetach przyswajając masę
informacji a nie chce wam się spędzić kilku minut dziennie na pożyteczny trening
umysłu przynoszący wiele błogosławieństw podczas całego życia.
Medytacja oczyszcza umysł, zmniejsza podatność na choroby, usuwa wiele
dolegliwości fizycznych i psychicznych, poprawia sprawność umysłową. Jest tak
ważna, że prawdą jest, że życie bez medytacji jest stracone.

Jak medytować? Czy jest jakaś najlepsza, uniwersalna metoda?

Jest, lecz to, co powiem znacznie odbiega od tego, co zwykliście uważać za sens
medytacji. Kluczem jest bowiem nie technika ale intencja z jaką medytujecie.
Stokroć ważniejsza jest odpowiedź na pytanie PO CO to robicie. Czy pragniecie
kontaktu z Bogiem, życia z Nim w miłości i oddaniu, czy macie jakieś inne cele.
Medytacja jest jak pojazd, któremu intencja wyznacza cel, nie technika. Jeśli
podejmiecie wysiłki z dobrym i właściwym zamiarem z pewnością szybko
zbliżycie się do Mnie. Nie szukajcie daleko, weźcie to, co macie pod ręką, Ja na lata
całe naprzód wiem, czego wam potrzeba i tak aranżuję sytuację abyście mogli
znaleźć to, co jest wam potrzebne na drodze ku Mnie.

Czy masz tu na myśli jakieś specjalne książki, kursy, nauczycieli medytacji?

Nie, każdy jest inny, powiem tylko szukajcie a znajdziecie, proście a będzie wam
dane. To jest uniwersalna reguła we Wszechświecie.

Można skorzystać z opisanych w tej książce.

Można, można skorzystać z innych. Wy jesteście Moi i wszystkie książki są Moje,


wszystkie drogi wiodą ku Mnie, wszystkie metody medytacji są Moje.

Zatem nie możemy nie natknąć się na Ciebie, dokądkolwiek się zwrócimy.

Czy zmierzacie ku Mnie czy odwracacie się ode Mnie i tak wasze spełnienie jest we
Mnie. To Ja decyduję o tym, kto, kiedy i w jaki sposób przychodzi do Mnie.
Dotyczy to każdego z czytelników tej książki.

Czy tej drodze do Ciebie będą towarzyszyły jakieś szczególne znaki?

Będą, ludzie dziś potrzebują znaków, cudów po to by się w pełni przekonać o


prawdziwości tego, co doświadczają, sprawia to brak siły wewnętrznej
udrażniającej kanał do komunikacji z wnętrzem. Stąd polegają na tak zwanych
znakach. Najgorszym przeciwnikiem na drodze duchowej są wątpliwości,
przysparzają tak wiele zamieszania i cierpień.

66/269
O tak, pamiętam sprzed laty to przekleństwo. Co robić w takich wypadkach?

Zająć się czymś pożytecznym pozwalając sytuacji wyklarować się samej.


Przerywać niepotrzebne rozmyślania, zazwyczaj prowadzą one do nikąd. Tracicie
wtedy tylko moc duchową nie zyskując nic w zamian. Moja wskazówka jest wiec
następująca - przestańcie główkować, zajmijcie się czymś pożytecznym a problem
sam się rozwiąże. Pozostawcie sprawę czasowi.

Czy to prawda, jak jest napisane w niektórych pismach mistycznych, że takie okresy
"nocy duszy" są znakiem zbliżania się do Ciebie i działania Twej łaski oczyszczającej
z ziemskich bytów?

Tak, z tym, że mówimy o różnych sprawach, wątpliwości spotykane są na etapach


wstępnych podróży, natomiast "noce duszy" dotyczą ludzi mających już pewne
doświadczenie w kwestiach duchowych. To jakby stanięcie przed niewidzialną
barierą, oschłość i pustka w spełnianiu powinności duchowych, medytacji, służbie
innym. Człowiek ma wtedy przekonanie, że traci czas i nie posuwa się ani
milimetr do przodu. Prawda jest taka ze posuwa się i to bardzo, przestaje wtedy
np. szukać własnego zadowolenia w tych czynnościach a zaczyna je spełniać dla
Mnie. To są niezbędne próby duchowe przed pójściem dalej.

Jeśli idzie o mnie to nie przypominam sobie tego typu wydarzeń.

Twoja karma jest inna i idziesz inną drogą.

Czy mógłbym wiedzieć, czym różni się moja droga od dróg innych ludzi?

Nie.

Czy mogę wiedzieć, dlaczego tak jest?

Nie.

Czy mogę wiedzieć, dlaczego odmawiasz mi odpowiedzi?

Tak. Te informacje nie są ci do niczego potrzebne. Ani tobie ani nikomu innemu.

67/269
Część czwarta

Co jest najważniejsze...

Chciałbym Cię zapytać co chciałbyś przekazać czytelnikom tej książki.

Jest wiele rzeczy, ale pamiętajcie że zawsze najważniejsza jest miłość do Boga. Nie
kariera, rodzina, dzieci, nawet nie medytacja ale miłość. To Ona oświetla wam
drogę i wskazuje kierunek. Jeśli chcecie zmienić wasze życie i szybko wznieść się
ku duchowym wyżynom to najlepszą ku temu drogą jest nauczyć się kochać Boga.
Szukajcie miłości do Boga i proście o Nią, a kiedy już przyjdzie trwajcie w Niej i
uczyńcie z niej inspirację do codziennego życia. A wasze życie będzie zmieniać się
w szalonym tempie. Kochajcie, kochajcie i kochajcie i niech wasz byt stanie się
pieśnią miłości ku Stwórcy.

Jednak jest to dosyć trudne tak w ciągu dnia.


Na początku wszystko jest trudne, w miarę postępowania droga staje się coraz
łatwiejsza.

Pamiętajcie tez że zawsze możecie Mnie prosić o łaskę miłości do Boga to jest
prośba szczególnie miła memu sercu.

Jesteś tak cudowną istotą, a Twoja miłość jest taka słodka ... nie mam słów.

Nie ma takich słów aby wyrazić Jej słodycz, blask i głębię... Każdy musi i może jej
zakosztować sam. Ja jestem stale i wszędzie obecny, teraz jestem tuż obok
czytającego te słowa, byłem, jestem i będę i gwarantuje ci, że kiedyś doznasz Mnie
i zobaczysz. Wiedz, że Ja jestem zawsze przy tobie, zawsze, wszędzie, z tobą i z
każdym.
Przemyśl to głęboko a jako owoc skupienia i pojęcia tej prawdy otrzymasz
świadomość Mojego subtelnego działania pośród spraw dnia. Dziś jeszcze możesz
nie być pewny że to Ja działam ale wkrótce pojmiesz i dostrzeżesz Moją miłość ku
tobie.

Wiele razy poruszając ten temat spotykam się z zastrzeżeniami że życie bywa czasem
tak ciężkie, rozwody, nieszczęścia, utrata majątku, odejście bliskich osób... To
wszystko powoduje, że zaczynamy sobie zadawać pytania o Ciebie, o Twój stosunek
do nas i o to dlaczego, dlaczego cierpimy, dlaczego musieli odejść, dlaczego
wydarzenia potoczyły się tak a nie inaczej, dlaczego jesteśmy nieszczęśliwi. Wtedy
tez ludzie zaczynają wątpić w Ciebie i Twoją miłość.

68/269
Co byś im i mnie na to odpowiedział?

Po części odpowiedzią jest to że to nie Ja a wy w ten sposób określiliście kształt


tego świata z naciskiem na związki materialne, majątki, rodzinę i najbliższych.
Skutkiem tego jest ślepota duchowa, nieumiejętność dostrzeżenia prawdziwego
Źródła życia i wszelkiej pomyślności. Ale ten świat wszyscy i wszystko ma naturę
przemijającą i zmienną, możecie się z tym nie zgadzać ale spójrzcie jak w ciągu
historii ludzkości powstawały i upadały wielkie cywilizacje, tworzyły się
olbrzymie fortuny i nikły często przynosząc ich właścicielom wiele nieszczęść.
Takie są fakty. Weźcie pod uwagę to że jesteście śmiertelni, wasi krewni i bliscy
także. Pomyślcie o tym i wyciągnijcie wnioski. Każdy z was i waszych krewnych,
ukochanych i znajomych musi odejść. Czy jesteście tego wystarczająco świadomi?
Czy fakt ten nie motywuje was do głębszych poszukiwań istoty rzeczy?
A wiecie jak zaskakująca bywa śmierć? Wiecie, ale bardzo niewielu nad tym się
zastanawia. Potem przychodzi żal, że można było inaczej, można było okazać
więcej miłości, ciepła, serca, można było wspomóc choćby dobrym słowem, choćby
życzliwym uśmiechem. Tak myślicie gdy jest już za późno... Ale wtedy właśnie jest
już za późno. Czy nie płynie stąd wniosek o tym aby odpowiednio wcześnie
zastanowić się nad faktami spotykanymi powszechnie na świecie i odpowiednio
dostosować się i swoje zachowanie do mądrości płynącej z najprostszej
obserwacji? Wielka szkoda, że nie wiecie jak żyć, nikt was tego nie uczy a tyle
czasu spędzacie w różnych szkołach i uniwersytetach.
Zastanowienie się odpowiednio wcześniej nad sprawami ostatecznymi bardzo
pomaga ustawić odpowiednio myślenie, skłania do zastanowienia nad wartością
życia, wartościami jakie się wyznaje i oczywiście nad relacją pomiędzy każdym
człowiekiem a Bogiem. Cierpienia powstają gdy nie rozumiecie zmiennej natury
życia i przywiązujecie się do tego co nie jest trwałe. Krewni, ukochani przychodzą
i odchodzą i nie ma na to rady. Po prostu nie ma na to rady. Jeśli jesteście
odpowiednio przygotowani do tego wydarzenia wtedy i cierpienia są mniejsze i
ich charakter jest inny. Mniej w was wtedy buntu na "niesprawiedliwy los" i Boga
bo "jak On mógł mi to zrobić".
Ja namawiam was do przyjrzenia się życiu i akceptacji go takim jakie jest,
akceptacji jego nieokreśloności i zmienności, zgody na rzeczy nieuchronne i
nieuniknione.

Czyli nie możemy się spodziewać jakiegoś doraźnego rozwiązania od Ciebie które
zredukowałoby cierpienia i przeżycia?

Ależ tak, możecie, przecież Ja zawsze jestem i zawsze możecie poprosić Mnie o
wsparcie i pomoc i tak bardzo często ona przychodzi! Teraz tłumaczę że wasze
smutki wynikają z przywiązań do spraw i rzeczy z natury swej zmiennych i nie
dających szczęścia. Celem jest zmiana waszego sposobu myślenia po to byście w
przyszłości umieli reagować bardziej powściągliwie i aby przejścia towarzyszące
zmianom miały mniejsze natężenie.

69/269
Ale czy one w ogóle są potrzebne?

To już sami musicie znaleźć odpowiedź na to pytanie. Obraz całości jest


następujący: przywiązania do spraw materii rodzą cierpienie. Pytasz Mnie czy
skutek jest potrzebny? Zapytaj czy potrzebna jest przyczyna i jaki ona ma sens.
Przyczyna leży po waszej stronie. Jeśli dzięki swej wrażliwości zrozumiecie ten
punkt staniecie na drodze do wolności.

Wspomniałeś o wrażliwości, wydaje się jednak że przy mniejszej wrażliwości


cierpienia są mniejsze.

I tak i nie, oczywiście człowiek o prostej lub stłumionej psychice nie odbiera części
bodźców lub nie reaguje na nie. Ma to jednak i negatywną stronę ponieważ w
rozwoju duchowym wzrasta wrażliwość, między innymi dzięki niej możesz
zauważyć i uwolnić się od wielu rzeczy.

Ty możesz uwolnić od nich człowieka.

Przy minimalnym współudziale z jego strony. Wrażliwość o której tutaj mówię


polega na przejrzeniu na wskroś problemu przywiązań i cierpień im
towarzyszących i zrozumieniu nieuchronności zmian losu.

I wzniesieniu się ponad nie.

Nie jesteście w stanie zrobić tego sami. Nie macie wglądu w waszą przeszłość i nie
wiecie jakie rzeczy jeszcze w was zalegają i co się może ujawnić. Rozwój nie
odbywa się dzięki waszemu wysiłkowi intelektualnemu ani kontroli nad psychiką
bo i tę macie naprawdę niewielką.
W rozwoju duchowym decydująca role odgrywa Bóg w każdym z was, bo tylko
On może was unosić ponad sprawy świata i oczyszczać z błędów i zaległości
przeszłości. Stąd tak wielkie znaczenie miłości do Boga ponieważ tworzy ona więź
pomiędzy wami a Jego Miłością której wszelki błąd jest obcy. I właśnie owa
miłość przenika was swym tchnieniem i wypala wszystko co zbędne i szkodliwe.
Ponadto dzięki działaniu miłości i zbliżeniu się do Boga wszelkie wasze przejścia
są stokroć łagodniejsze zarówno w swym przebiegu jak i w waszym oddźwięku
psychicznym na nie.

Powrócę jeszcze do pytania o przyczynę - przywiązania i skutek w postaci cierpień.


Co zrobić aby wznieść się ponad to? Czy samo zrozumienie tego procesu nie
wystarczy?

70/269
Zazwyczaj nie wystarczy, jedynie przygotowane jednostki o wielkiej sile duchowej
są w stanie doznać wglądu w te sprawy i kształtować na tej podstawie swe życie.
Zwrócę jeszcze uwagę na używane przez Ciebie bardzo często słowo "zrozumieć".
W dzisiejszym świecie znaczy ono umieć podać definicję pojęcia lub procesu oraz
umieć ja zastosować do opisu zjawiska. Wasze znaczenie tego pojęcia jest czysto
intelektualne.
Zrozumienie o którym Ja mówię jest inne - polega ono na wglądzie w istotę
rzeczy, i takie zrozumienie ma moc wyzwalania bo natychmiast zmienia ciebie i w
krótkim przebłysku pokazuje ci nowa drogę. Pomieszaliście te dwie zupełnie różne
rzeczy, zrozumienie intelektualne jest powierzchowne i prowadzi do rozwoju
inteligencji, zrozumienie duchowe do rozkwitu mądrości. Nie rozumiejąc różnicy
szamoczecie się zupełnie niepotrzebnie. A nawet "rozumiejąc ją" i wiedząc o niej
nie jesteście w stanie sięgnąć głębiej ku wewnętrznej mądrości i wyzwoleniu.
"Sięgnąć głębiej..."
Powiedzmy sobie szczerze i otwarcie - sami nie jesteście w stanie sięgnąć poza
intelekt.

Gdzie zatem jest wyjście?

W miłości do Boga ponieważ Ona jest w stanie zmienić wasze życie i przynieść i
miłość i radość i szczęście. Kiedyś również i mądrość ale tak naprawdę to i ona nie
jest wam potrzebna a w niesłychanej mierze polega na umiejętności zwrócenia się
i otwarcia na Mnie po to by gdy przychodzi potrzeba otrzymać wartościową
inspirację i podpowiedź. Gotową wskazówkę co powiedzieć lub jak postąpić. A
sami nie musicie obciążać się niczym.

Zadam zatem wcześniejsze pytanie nieco inaczej - co zrobić aby pozbyć się
przywiązań i nie cierpieć w związku z nimi?

Ok. odpowiem na nie ale wiedzcie ze nawet mając pełną odpowiedź sami nie
będziecie w stanie z niej skorzystać. To nie jest szybkie rozwiązanie typu
wypowiedz zaklęcie i zapomnij o sprawie.
Zanim odpowiem w pełni rozszerzę nieco pole naszych zainteresowań bowiem do
tej pory wciąż rozmawialiśmy o rozwiązaniu cząstkowym i nie mieliśmy całości
obrazu.
Do tej pory mówiłem o tym co jest, o waszym obrazie świata. Jest on bardzo
niepełny bo nie widzicie zarówno tego co dzieje się po odejściu z ciała jak i nie
posiedliście jeszcze wglądu w sprawy duchowe. Przejdźmy na razie nad sfera
życia po śmierci i zajmijmy się kwestia ostateczna - Bogiem. Jeśli opisać Go
kilkoma słowami to najbardziej pasujące brzmiały by: Miłość, Radość i Szczęście.
Tym jest Jedyne Istnienie.
Proponuję jednak abyście słuchając tych słów nie powzięli wrażenia, że dużo
wiecie czy rozumiecie. Te słowa jedynie symbolizują i wskazują na stany których
możecie doznać w kontakcie z Boskością.

71/269
Konsekwentnie oddzielasz słowa od tego co przedstawiają.

Macie z tym wielki kłopot. Usłyszycie kilka słów i już wydaje wam się że wiecie z
czym macie do czynienia. A tu wcale nie chodzi o kolejną intelektualna przygodę
ale o coś zupełnie innego - znalezienie miłości która na was czeka i której jesteście
częścią. I tu pojawia się kwestia wielkiego rozdźwięku pomiędzy tym co widzicie
w sobie i wokół siebie a rzeczywistością.

Właściwie dla mnie ten rozdźwięk nie jest taki wielki, lata które minęły upewniły
mnie że po prostu nie rozumiem Twoich dróg, co w niczym nie zmienia tego kim
jesteś. Tego że jesteś Miłością i można Ciebie doznać i jest to prawdą.

Tak ale jesteś wyjątkiem żyjącym coraz bardziej poza tym co ludzie nazywają
światem i umiejącym spojrzeć nań z drugiej strony.
Stworzyliście świat w którym już tak ciężko jest wam żyć, tyle w nim smutków i
cierpienia. A niemalże bliżej niż o wyciągnięcie ręki rozciąga się rajska kraina
miłości i szczęścia, które są zawsze dostępne w obfitości i nawet dużym
nadmiarze. W dodatku za darmo. Ale wy nie macie ochoty tam sięgnąć
przekonani przez rodzinę, społeczeństwo i religię że to niemożliwe, że relacja z
Bogiem jest zupełnie inna, nie tak bliska i ciepła tylko pełna lęku i dystansu.
Wtedy w tym pozornym osamotnieniu zaczynacie poszukiwać rzeczy trwałych -
majątku, bliskich, których staracie się związać ze sobą, rzeczy stanów i wydarzeń
materialnych. Poszukujecie zabezpieczenia, wsparcia, pozycji, znaczenia, miłości i
szczęścia, tego wszystkiego czego jak uważacie wam brakuje. A kiedy już je macie
wiążecie się ze stanem posiadania, konta, miejscem zamieszkania, pozycją
społeczną z otaczającymi was ludźmi. I tak to zamiast znaleźć lekarstwo na
samotność znajdujecie pozorną ulgę która niestety jeszcze pogarsza wasz stan
duchowy. A wasze społeczeństwo i religia ten stan sankcjonuje i powiada ze tak
właśnie powinno być. Tym samym skazuje was na życie w cierpieniu za waszą
świadoma lub nie zgodą.

Czy to znaczy, że występujesz przeciwko takim wartościom jak np. przyjaźń i


rodzina?

Nie bo Ja nie mam zwyczaju walczyć z niczym. Mogę za to namawiać was nad
zastanowieniem się i zważeniem obu tych spraw - radości i szczęścia płynącego z
przyjaźni a płynącego z doznawania Boskości. Przemyślenia i wybór
pozostawiam wam. Albo stawiając rzecz inaczej - namawiam na zastanowienie
się nad tym co znaczy przyjaźń.

Czy mógłbyś cos podpowiedzieć w tej sprawie?

72/269
Mógłbym, ale to jest zabawa dla was, zastanówcie się sami, wyciągnijcie wnioski
a potem za nimi idźcie i na koniec zobaczcie jakie skutki otrzymaliście. To jest
jedna z dróg.

A co z rodziną?

Dokładnie to samo. Spójrz na nią w perspektywie wartości ostatecznych bo


próbujemy tu zważyć i porównać te dwie rzeczy.

Nieporównywalne.

Nieporównywalne.

Czy wiec człowiek może np. porzucić rodzinę aby udać się na poszukiwanie Ciebie?

Pytanie zawiera w sobie odpowiedź: czym jest poszukiwanie Boga i czy trzeba
udawać się w jakieś specjalne miejsce?

To znaczy że powinien zostać tam gdzie jest?

Tak i najpierw zastanowić się dlaczego jest w takim układzie a nie w innym i
czego powinien się w nim nauczyć. Po prostu przestrzegam przed wszelkim
pochopnym działaniem i traktowaniem "poszukiwań" jako wymówki służącej
usprawiedliwieniu zerwania związku. W każdej sytuacji w której człowiek się
znajdzie jest bardzo dużo do zrobienia jeśli idzie o możliwość nawiązania relacji z
Bogiem. I bądźcie pewni, że jeśli naprawdę będzie wskazana samotność w celu
pogłębienia życia duchowego to będziecie o tym wiedzieć. Jeśli myślicie o takim
kroku pamiętajcie, ze zawsze możecie Mnie poprosić o wskazówkę jedną, drugą,
trzecią ile będzie konieczne w tej i każdej innej sprawie. Generalnie potrzeba wam
więcej spokoju, czasu i cierpliwości przy podejmowaniu ważnych decyzji
życiowych. Do tego dochodzą głębokie a nie zauważane przez was zewnętrznie
konsekwencje karmiczne.
W tych sprawach zalecam wiec potrójne lekarstwo: spokój, spokój i spokój.

A co w takim razie ze związkami obarczonymi przemocą?

To już dawno rozwiązaliście w waszym prawie. Przemoc jest karalna.

Ale czy z tego powodu może dojść do usprawiedliwionego w Twoich oczach rozejścia
się partnerów?

73/269
Tak i często takie wydarzenia mają miejsce.

To znaczy, że są powody i sytuacje w których przysięga małżeńska przestaje


obowiązywać.

Tak i jest wiele takich powodów, sakramentalne "i cię nie opuszczę aż do śmierci"
nie jest ani potrzebne ani właściwe. Strony powinny zdawać sobie sprawę, że
zawierają umowę w której powinny przestrzegać pewnych reguł i jeśli zostaną
one naruszone umowa traci ważność w oczach Boga i wtedy winowajca ponosi
dodatkowo konsekwencje swych czynów. Tu działa prawo karmy.

To pewnego rodzaju rewolucyjne stwierdzenie.

Nie, to powrót do normalności. Związek nie jest po to by człowiek cierpiał i był


narażony na wykorzystywanie lub zniszczenie. Jest dla radości, miłości, szczęścia,
przejawiania tych cudownych cech na zewnątrz w życiu i przekazywania ich
dzieciom. Agresja, przemoc, nadużycia seksualne, pijaństwo jednej ze stron to są
powody w których ważność przysięgi małżeńskiej jest zawieszona a potem
zniesiona.

Jeśli związek jest umową pomiędzy stronami zawartą przed Tobą, umowa która na
dodatek może być zawieszona a nawet rozwiązana to oznacza, że ten "sakrament"
jak go nazywa religia nie jest rzeczą najważniejszą w życiu.

Oczywiście że nie jest, człowiek nie żyje po to by zawrzeć związek małżeński.


Przypomnij sobie co powiedziałem Ci w Indiach kiedy zapytałeś co powinno stać
na pierwszym miejscu w związku pomiędzy dwojgiem ludzi.

Pamiętam jak byłem kompletnie zaskoczony Twoją odpowiedzią. Liczyłem że


powiesz np. miłość, oddanie może wierność a Ty odpowiedziałeś: "Na pierwszym
miejscu w związku pomiędzy dwojgiem ludzi powinien stać Bóg"

I jak widzisz tę odpowiedź z perspektywy lat, które minęły?

Jest to jedyna dobra odpowiedź ale zrozumienie tego i wprowadzenie w życie zajęło
mi chyba ze cztery lata.
Powróćmy do głównego wątku - cierpienia i jego przyczyn.
Skończyliśmy omawiając druga stronę medalu, a właściwie trzecią - poza życiem
fizycznym i niefizycznym mówiliśmy o Boskości i Jej istocie.

74/269
Cierpienia związanego z zależnościami i przywiązaniami nie można rozpatrywać w
oderwaniu. Ono pojawia się jako skutek waszych wyborów, dokonanych świadomie
bądź pod presja społeczną w trakcie tak zwanego wychowania. Dobra wiadomość
jest następująca - możecie przy Mojej pomocy zostać uwolnieni od zależności a wiec
i przynajmniej części związanych z nimi cierpień. Ale mało tego - uwalniając się od
nich możecie otrzymać wiele cudownych darów w postaci przyjaźni z Bogiem,
doświadczania Jego miłości i oddania i wsparcia we wszystkich sytuacjach w jakich
przyjdzie się wam znaleźć, czy w więzieniu czy w fotelu prezydenta.

Jaki procent z tej pracy "uwalniania" się możemy wykonać sami?

Właściwie to żaden jako że Ja tym wszystkim jestem... A na poważnie:


przypatrując się spokojnie swemu życiu i modląc się lub medytując możecie
doświadczyć subtelnych podpowiedzi wskazujących wam rozwiązania lub
uświadamiających więzy jakie was trzymają.
Poza tym nie myślcie tyle o rzeczach zewnętrznych, zwróćcie się do Boga a Jego
miłość pokaże wam drogę. Starajcie się nawiązać kontakt wewnętrzny z Bogiem
poprzez miłość.
Czyli droga do wolności od cierpień wiedzie przez...

Zwrócenie się do Boga aby to on tak pokierował sytuacją abyście łagodnie przeszli
przez to co macie do przejścia i kierowali się bez przeszkód ku Niemu a w końcu
zakosztowali Jego miłości do was i umieli kierować się Nią w życiu.

Dziękuje Ci za rozmowę.

Te najważniejsze prośby

O co chciałbyś aby ludzie Cię prosili?

Ja? Ja nie mam pragnień....

Może inaczej sformułuję pytanie.

Nie ma potrzeby, żartowałem. O co chciałbym aby Mnie prosili? Jest takie coś,
bardzo bardzo rzadkie, ale czasem takie prośby się zdarzają. Chciałbym aby
prosili Mnie o miłość do Boga oraz potrzebę i umiejętność zwracania się ku
Niemu.

75/269
A o co Ciebie najczęściej proszą?

Zaczynamy wątek "Trochę statystyki"?

Nie odpowiadaj chyba, że będzie to pouczające.

Odpowiem. Najczęściej ludzie proszą o zdrowie i dobra materialne, potem o


sprawy zawodowe, na końcu o powodzenie w miłości tej ziemskiej. To jest dla was
najważniejsze. Oczywiście zdarzają się także prośby aby wroga czy sąsiada szlag
trafił, generalnie prośby o nieszczęścia dla innych stanowią około 3 % wszystkich
próśb. Częściej proszą Mnie kobiety - prawie 2 razy częściej niż mężczyźni. O
miłość i dobrego, wyrozumiałego partnera prosi 10% kobiet.

Prośby o nieszczęścia - trzy na każde sto to wydaje mi się bardzo dużo.

Nie wiedzą co czynią. Takie prośby obracają się zawsze przeciwko nadawcy.
Skutki przychodzą w postaci złego samopoczucia, dręczących myśli czasem
choroby. Zasada we Wszechświecie jest jasna - co zrobisz drugiemu wróci do
ciebie.

Czy jeśli komuś źle życzymy możemy mu wyrządzić krzywdę?

Nie, nie macie takiej mocy. Natomiast wysłana negatywna energia wraca do
nadawcy w postaci skutków jak opisałem.

Czasem trudno oderwać się od myśli o innych, szczególnie jeśli zrobili wiele zła.
Szczególnie jeśli wyrządzili wiele zła nam.

A od tych myśli właśnie należy się "oderwać" bo zatruwają wam duszę, obniżają
loty, nie pozwalają wznieść się wyżej. Stąd instytucja przebaczenia. A jeśli
rzeczywiście ktoś was skrzywdził to istnieje sprawiedliwość ostateczna, która
wyrówna wszelkie rachunki. O to możecie być spokojni.

Czyli nasza krzywda zostanie pomszczona...

Ciekawy punkt widzenia. Chińskie przysłowie mówi że jeśli szukasz zemsty wykop
dwa groby - dla przeciwnika i dla siebie. Sprawiedliwość kosmiczna nie służy
zemście a miłości uczy i nawraca na dobrą drogę. To dla was pewna nowość bo
uważacie że "sprawiedliwość musi być" co jest często równoznaczne ze
zniszczeniem "przeciwnika".

76/269
Sprawiedliwość strzeże praw rozwoju i wyrównuje rachunki po to by
"winowajca" zrozumiał w głębokim sensie co uczynił i nadal kierował się ku
wartościom wyższym. Taka sprawiedliwość służy miłości. Stąd również lżejszy
przebieg wydarzeń życiowych u ludzi którzy weszli na drogę miłości, lżejszy w
porównaniu do tego który miałby miejsce gdyby żyli wyłącznie dla spraw świata.

Twoja miłość przejawia się coraz częściej w moim życiu, odczuwam Cię coraz
wyraźniej wśród spraw dnia. Jest Ona tak niepojęcie słodka, unosząca i inspirująca
a przy tym taka skromna.

Dobrze to ująłeś. Miłość i uniesienie, inspiracja i skromność. To wszystko prawda.

Kim właściwie jesteś? Czy możesz powiedzieć skąd się wziąłeś?

Nie, nie dziś i nie teraz, może kiedyś w przyszłości porozmawiamy o tym szerzej,
dziś ludzie nie zrozumieli by nic, padło by kilka słów i określeń które dla
większości dalekiej od możliwości dotarcia do ich wewnętrznego sensu byłyby bez
znaczenia. A to jak mówiłem wcześniej Znaczenie jest ważne nie słowa. Zanadto
lubicie bawić się słowami i nie potraficie wznieść się duchowo ponad nie. Innym
wystarczy szepnąć słowo "Bóg" a już bujają w obłokach ekstazy miłości tuż obok
Mnie. To jest pojmowanie znaczenia w lot.
Wolę rozmawiać z tobą o rzeczach praktycznych i bliskich waszemu
doświadczeniu tak abyście mogli skorzystać z Moich wskazówek a stronię od
tematów które poddacie tylko obróbce umysłowej i na tym zakończycie. Teoria
blednie wobec praktyki.

Powróćmy do wątku o prośbach do Ciebie. W Biblii jest powiedziane "pragnijcie


tylko Królestwa Bożego a cała reszta będzie wam przydana" Jak byś to
skomentował?

Fajnie że prosisz Mnie o komentarz do Biblii. Jest ona do dziś dnia najczęściej
czytaną księgą pod słońcem a jednak tylko niewielu ludzi potrafi zrozumieć jej
sens i znaczenie dla ich życia.

To kolejne rewolucyjne stwierdzenie.

Biorąc pod uwagę stan waszych umysłów i waszego ducha będzie takich
stwierdzeń znacznie więcej. Bo co jest sensem religii? Zastanów się co jest sensem
religii.

Odnaleźć Ciebie w życiu i iść za Twoim głosem.

77/269
Dobra odpowiedź. Zatem życie człowieka możesz podzielić na dwa okresy - albo
Mnie już znalazł i jest Mnie świadomy albo jeszcze poszukuje. Na obu etapach
Pismo może być pomocne jako drogowskaz jednak należy doń podchodzić
ostrożnie. Jeśli masz problem i chcesz go rozwiązać możesz poszukiwać
natchnienia i wskazówek w Biblii zwracając się do Boga i prosząc o Jego
odpowiedź, a potem np. otwierając książkę na chybił - trafił.

Wielu ludzi tak właśnie robi i to działa.

Teraz o niebezpieczeństwach - są one dwojakiego rodzaju, pierwsze wynikają z


tego że pismo było poddawane intensywnej "obróbce" w ciągu wieków i wiele
pierwotnych przekazów uległo wypaczeniu, po drugie, ludzka umysłowość się
rozwija więc większość starych wskazówek traci swoja ważność. Stąd zadaniem
religii powinno być dbanie o to by dostarczać społeczności aktualnych i
dostosowanych do jej mentalności wskazówek płynących od Boga. Inna sprawa,
że tego nie robi szukając natchnienia w księgach dawnych wieków zamiast w
Bogu.
Jeśli pytasz o znaczenie Biblii - jest ona jednym z wielu drogowskazów nie mylcie
jednak drogowskazu z celem podróży. Jeśli potraficie za jej pomocą odnaleźć głos
Boga w sercu to znaczy że spełniła swoje zadanie, bo takie jest jej zadanie. Jeśli
nie, możecie szukać innych inspiracji, w innych religiach, w innych prądach
duchowych. Możecie w ogóle zacząć od innych prądów, nie ma jednej reguły.
Na pewnym etapie i tak przychodzi okres że słyszysz i kierujesz się głosem serca i
miłością ku Bogu pozostawiając wszelkie książki i inne nauczania na boku.
Powrócimy jeszcze do tego tematu.

Czyli jedne religie nie są "lepsze" od innych?

Ujmę to następująco: jedne religie są bardziej zbliżone do prawdy niż inne.


Generalnie religie Wschodu opierające się na poszukiwaniu, dyscyplinie,
medytacji i doświadczaniu w bardziej czysty sposób zachowały przekaz przez
wieki niż zachodnie religie o strukturze dogmatycznej oparte na wierze.

Jeszcze jedno - jak ludzie maja korzystać ze wskazówek zawartych w książkach dla
rozwiązania bieżących problemów?

Jeśli zwrócisz się do Boga z prośbą o odpowiedź i chcesz użyć książki to zadaj
pytanie i potem otwórz na chybił-trafił i zacznij czytać. Odpowiedź może być
właśnie na tej stronie. Jeśli nie ma tam nic pasującego do problemu odłóż całą
sprawę na później. Albo odpowiedź nie jest potrzebna w tej chwili, albo sprawy
potoczą się swoim niezależnym trybem, niezależnym od tego co zrobisz czy
pomyślisz. Możesz nie dostać odpowiedzi kiedy zaczniesz się wiązać zanadto z ta
forma dialogu. Należy przejść drogę do końca a to jest jedynie jedna z podpórek.

78/269
Poza tym podchodźcie do tych spraw na większym luzie, Bóg i ponura mina to
dwie wykluczające się sprzeczności. Zatem uśmiechnijcie się czasem do Mnie. To
nie boli i nic nie kosztuje a Mnie sprawia wielką radość.

Czyli mamy już kolejną drogę ku Tobie: "Drogę uśmiechów"

O stanowczo tak! Ta droga bardzo by mi się podobała! Uśmiech bardzo pomaga


żyć. Tak zwanych "wielkich problemów" nie jest w życiu tak wiele, a wy wszystko
lubicie skomplikować i traktować ze śmiertelną powagą. Więcej luzu, więcej
uśmiechu na co dzień a zaraz zobaczycie o ile łatwiej i przyjemniej się żyje i Bóg
jest znacznie bliżej. Bóg kocha waszą radość i uśmiech! Jestem Istota pełną życia i
radości, nie zapominajcie o tym! Oto Moje nowe błogosławieństwo:
"Błogosławieni Ci, którzy się często uśmiechają ponieważ ich czysta radość
podoba się Bogu"

Czyli mamy dziewiąte błogosławieństwo.

Oto dziesiąte: "Błogosławieni Ci którzy nauczyli się kochać Boga albowiem jest
tylko kwestią czasu że On zmieni ich życie w duchowy raj na Ziemi i wszędzie
gdzie się udadzą, będzie strzegł ich i pilnował rozwoju aż doprowadzi do pełnego
zjednoczenia ze Sobą"
Oto jedenaste: "Błogosławieni Ci którzy nauczyli się kochać Boga albowiem ich
życie stanie się lekkie i pełne radości a miłość Boska będzie darzyć ich Sobą w
każdej chwili gdy zechcą się do Niej zwrócić.
Oto dwunaste: "Błogosławieni Ci którzy nauczyli się kochać Boga albowiem Bóg
obdarzy ich szczęściem i pomyślnością i da im dar największy - Siebie Samego i
doprowadzi do zrozumienia jedności z Miłością i Sobą."

Prawdziwa wartość Biblii

Powróćmy jeszcze na chwilę do tematu Biblii.

Dobrze.

Powiedziałeś że jest ona najczęściej czytaną książka na świecie i jedną z najmniej


rozumianych.

To prawda.

79/269
Wartość Biblii polega na tym, ze może skierować człowieka ku Bogu, jednak
mnóstwo treści tam zawartych jest kierowane do innej mentalności, która już
dawno przeminęła, stąd i wartość samego przekazu jako całości jest mocno
ograniczona. Po drugie co wciąż powtarzam nie sama księga jest ważna ani jej
treść tylko dotarcie do celu.
Jeśli jesteś w górach i masz przewodnik wskazujący ci drogę do schroniska jaki
sens ma oddawanie mu czci? Zbliża się wieczór i perspektywa noclegu w górach
gdzie wszystko może się zdarzyć, czy nie lepiej dojść jak najszybciej do
bezpiecznego domu? Zastanówcie się bo to jest temat wart zatrzymania się przez
chwilę. Stworzyliście świętości, świątynie, pisma, stworzyliście autorytety
duchowe ale zupełnie zapomnieliście czemu maja one służyć. Skutkiem słabości
duchowej i nieumiejętności rozróżniania przyjęliście że wartością są właśnie one a
nie Źródło z którego powstały, na które wskazują i ku któremu miały prowadzić.
Skutek jest taki, że kłaniacie się autorytetom, czcicie księgi i obrazy a Boga
pozostawiliście zupełnie na uboczu. Odwróćcie te sytuację a zaraz będzie wam lżej
się żyło! Poza tym czy myślicie, że nie jestem w stanie przemówić do każdego z
was i musicie poszukiwać Moich słów w pismach sprzed tysięcy lat? Czy nie
jestem zdolny do tego? Czy brak mi Mocy albo Miłości? Niczego Mi nie brakuje i
mogę mówić z każdym z was i pokazywać wam drogę indywidualnie i na dodatek
dowiedzcie się dzisiaj, że przez cały czas to robię!
Doprowadziłem was do tej chwili, w której zaczynacie pragnąć Mojej Prawdy a
nie tylko słów z ksiąg i nauk ludzkich. Teraz już zaczynacie pragnąć Moich słów
skierowanych bezpośrednio do was ponieważ już wiecie, że jest taka możliwość.
Wiedzcie również, że to Ja wiodłem was aż do tej pory i karmiłem naukami które
uznawaliście za święte i duchowe. Teraz już przyszedł czas abyście zwrócili się
bezpośrednio do Mnie odkładając na bok to wszystko co uważaliście za wielkie,
święte i objawione. Odłóżcie wpływy społeczności i religii i zwróćcie się ku Mnie.
Oto Jestem. Odtąd Ja będę was prowadził ku Miłości i Światłu. Znajdziecie Mnie a
potem staniecie się sami Miłością i Światłem, staniecie się w pełni Mną.
Bądźcie błogosławieni w waszych wysiłkach.

Zależności pomiędzy uczniem a nauczycielem

Mam pytanie dotyczące zależności pomiędzy uczniem a nauczycielem duchowym.


Czy istnieje zależność duchowa ucznia od nauczyciela?

Nie. Zależność to świat zjawisk a duchowość jest ponad nim.

Wiele szkół twierdzi ze np. tylko dzięki guru uczeń może dokonać kroku na drodze
duchowej.

To nie jest zgodne z prawdą. Dobry guru rozumie ze dawcą dóbr jest Bóg a nie on
sam a bardzo dobry rozumie ze Bóg sprowadza Siebie do Siebie i przekazuje to co
uzna za stosowne w danej chwili.

80/269
Twierdzi, że również uczeń powinien utrzymywać materialnie nauczyciela - jeśli ma
taka możliwość.

Nie istnieje jedna odpowiedź, czasem tak a czasem nie w zależności od tego co
człowiekowi powie jego serce.

Niektóre szkoły głoszą, że potrzebna jest inicjacja do praktyki przez


wykwalifikowanego mistrza po to aby osiągnąć dobre rezultaty na drodze duchowej.
W szczególności odnosi się to do rozmaitych technik medytacyjnych i najczęściej
niebezpieczeństw z nimi związanych.

Co do inicjacji do praktyk medytacyjnych to można powiedzieć, że jest to rozsądne


podejście. Sytuacja jest tu podobna do sytuacji ludzi chorych. Przychodzą do
lekarza bo wiedzą, że samodzielne przyjmowanie leku jest nieskuteczne a bywa
niebezpieczne. W wielu wypadkach niezbędna jest również kontrola procesu
leczenia oraz z czasem zmiana terapii i leków. Mistrz duchowy obdarzony
wglądem rozpoznaje chorobę lub tylko kieruje się Moim słowem i przepisuje
leczenie a później je nadzoruje.
To nie tworzy żadnej zależności duchowej stanowiąc coś na kształt sytuacji
pomiędzy lekarzem a pacjentem. Tyle, że lekarzowi się najczęściej płaci.
Jeśli idziesz do prywatnej kliniki to tak, ale są lekarze opłacani z podatków
społecznych. A jeśli pamiętasz to Ja jestem tu czymś w rodzaju administratora i
zapewniam ludziom co im potrzeba. I uczniom i nauczycielom także.
Oczywiście jeśli czujecie taka potrzebę płaćcie, nie ma przeciwwskazań,
zachowujcie się naturalnie i wyrażajcie wdzięczność jeśli chcecie. Będzie to tym
radośniejsze i czyściejsze jeśli wiecie że nie musicie.

Są tacy, którzy za swe np. odczyty jasnowidcze czy przekazy duchowe pobierają
opłaty według stawki, co sądzisz o takim postępowaniu, czy takie materiały maja
wartość?

Nie mają żadnej wartości jeśli nie kierują cię ku Bogu chociaż mogą mieć wartość
w świecie materii bo pozwolą ci zmierzyć się z problemami codzienności i dać
trochę wsparcia. To czy zapłacisz czy nie jest w tym wypadku sprawa
drugorzędną. Dla człowieka duchowego jest jednak niecelowe wiązać się z tego
typu źródłami, ważniejsze jest dojść do Źródła samemu pozbywając się z czasem
podpórek.

Powrócę jeszcze raz do pytania - pieniądze za nauki duchowe?

Odpowiedź jest następująca - rób to co ci dyktuje serce. Nauka i krok do przodu


ma znaczenie a pieniądze nie.

Krążę wokół tej sprawy ze względu na książkę Neale Walscha w której mówisz, że
jeśli znajdziesz autentycznego nauczyciela to daj mu nawet więcej niż potrzebuje, w
każdym razie dobrze go wynagródź.

81/269
To prawda.

W takim razie mamy pewien problem...

Bynajmniej. Nauczyciel duchowy potrzebuje przede wszystkim miłości od Boga a


nie pieniędzy w tamtej książce przypominam, że dobrze jest się podzielić tym co się
ma z bliźnim bo po prostu ludzie zapomnieli o hojności serca. Hojności, która służy
przede wszystkim im samym bo ofiarując coś swemu nauczycielowi sam się
zmieniasz. Dawaj z serca to chciałem powiedzieć nie z musu. Musu nie ma, jest
miłość a ona nie patrzy na zapłatę, ona sama jest zapłatą. Moja wskazówka
dotyczyła uświadomienia tego co możesz zrobić i czym możesz zrobić radość
Bogu. Pieniądze ofiarowane z radości i bez jakiejś intencji przynoszą radość i
błogosławieństwo darczyńcy.

Są tacy, którzy uznają za swój obowiązek utrzymywać mistrzów, nauczycieli,


fundacje i przeznaczają na ten cel część swych dochodów.

Wielu ludzi rozumie taką potrzebę i podtrzymuje finansowo i w inny sposób dzieła
duchowe tu na Ziemi świadcząc stale na ich rzecz.
Czynią to w skromności i ciszy serc. I chwała im za to. To naturalne, że
wspomagasz coś co uznajesz za wartość.

Nie ma więc jednoznacznej odpowiedzi.

Jest. Nie ma jednej reguły dla wszystkich, rób to co ci serce i miłość w nim
dyktują. I nie demonizujcie sprawy pieniędzy. Podejdźcie do niej lekko i z polotem.
Pieniądze to dar miłości od Boga.

"Pieniądze to dar miłości od Boga." ładnie powiedziane.

Słowa nadające się aby je oprawić w ramki.

Część piąta

Wpływ energii

Pamiętam jak kilka lat temu zacząłem zauważać wpływ energii zewnętrznych na
siebie i otoczenie. Kiedyś siedzieliśmy w gronie przyjaciół i rozmawialiśmy o
sprawach duchowych. Wyraźnie odczuwaliśmy spokojną radość i uniesienie, w
każdym razie ja odczuwałem to bardzo wyraźnie. Stan ten można nazwać bardzo
sympatyczną atmosferą, dającą spokój i jasność myśli.

82/269
Kiedy po chwili rozmowa zeszła na jednego z dalszych znajomych, człowieka dość
zadufanego w sobie i aroganckiego poczułem tak bardzo wyraźny dysonans że aż
zwróciłem na ten fakt uwagę znajomym.
I zaraz zrobiliśmy doświadczenie - najpierw chwile rozmawialiśmy o Mistrzach i
sprawach duchowych a po chwili z powrotem przenosiliśmy uwagę na tego
znajomego. Wszyscy obecni wyraźnie odczuwali rozdźwięk jaki dzielił obie
napływające energie. Raz atmosfera była naładowana bardzo pozytywnie a po chwili
robiło się nieprzyjemnie. Co to było?

To były energie myślowe związane z opisanym człowiekiem, on może czuć się z


nimi dobrze ale wasza wrażliwość podpowiedziała wam, że są one niskie i
nieprzyjemne. W rzeczywistości ów człowiek udawał rozwój duchowy i zupełnie
go nie rozumiał grzęznąc w gąszczu własnych teorii. Jest takie powiedzenie "Z
jakim przestajesz takim się stajesz" i dotyczy ono obserwowanego efektu
upodobnienia się bliskich sobie istot. Bliskich niekoniecznie w sensie
emocjonalnym, wpływ ten może się przenosić za pomocą książek, filmów lub
bezpośrednio w fizycznej obecności.
Z tego powodu religie Wschodu tyle mówią o powtarzaniu Imienia Pana,
ponieważ ma Ono moc wyzwalania spod negatywnego wpływu środowiska.
Myśl o Bogu a będziesz staje w Jego energiach, tak można podsumować opisane
przez ciebie doświadczenie. "Z jakim przestajesz takim się stajesz"
Przenikacie się nawzajem swoimi energiami w domu, w pracy, wszędzie gdzie
jesteście. Energie zewnętrzne maja na was wielki i najczęściej negatywny wpływ.
Stąd Moja wskazówka - gdziekolwiek jesteś i cokolwiek czynisz staraj się myśleć o
Bogu i powtarzać Jego Imię. I będziesz czuł się lepiej i twoja praca będzie lżejsza.

A jeśli dużo pracuje umysłowo i skupiam się na pracy i nie mogę przez ten czas
skupić się na Bogu?

Możesz dlatego że mamy dwa rodzaje prac. Rutynowe angażujące myślenie w


mniejszym stopniu oraz twórcze wymagające wysiłku i inspiracji. Pierwsze
zostawiają ci zawsze nieco "wolnej mocy umysłu" a drugie wymagają najczęściej
wspomagania wewnętrznego i zostaną wykonane lepiej jeśli tylko pozwolisz
swemu wnętrzu wziąć udział.
Poza tym jeśli masz wrażenie że nie masz czasu na zwracanie się do Boga to tylko
oznacza ze marnujesz swoje życie i cokolwiek byś nie robił wielkiego w świecie
tracisz tylko czas, który już nigdy nie wróci.
Zapominacie o rzeczach najważniejszych i gonicie za tym co przemijające, a
potem opuszczacie ciała i tak żałujecie że nie byliście inni, że nie poszukiwaliście
wartości, że wasze życie było tak puste. Widzę to każdego dnia, setki ludzi
przechodzą na drugą stronę i żałują, cierpią i proszą o możliwość zmiany tego
stanu rzeczy, o kolejną szansę na która już niestety jest dawno za późno. Dlatego
dziś podkreślam konieczność zastanowienia się nad tym w co wierzycie i jak
postępujecie. Życie nie kończy się wraz ze śmiercią ciała, trwa nadal najpierw w
formie eterycznej a później w następnym wcieleniu.

83/269
A zdarza się często, że jedno po drugim jest jałowe i bez wyższych wartości. To jest
tragedia dla was, przede wszystkim dla was, bo przechodząc na drugą stronę
przypominacie sobie nie tylko to jedno ale i wiele wcześniejszych żywotów i jasno
widzicie jak rok za rokiem powtarzacie te same błędy, odrzucacie szanse na
wzniesienie się wzwyż ku Bogu, odsuwacie od siebie miłość. Żal miesza się z bólem
i rozczarowaniem sobą, tym bardziej ze widzicie ile razy mieliście okazje wzlotu
ku Bogu, Miłości, wartościom duchowym. Czas się otrząsnąć. Te kilkadziesiąt lat,
które spędzacie na Ziemi to niewielki ułamek waszego prawdziwego życia.

Sęk w tym, że ludzie nie wierzą w życie po śmierci i reinkarnację.

Zdumiałbyś się jak wielu myśli, że "coś w tym jest" i że nie "żyje się raz, a potem
się tylko straszy". To czego wam brakuje to silna motywacja żeby poznać coś
więcej, znaleźć wartości duchowe, nadać sens swemu życiu.
Czasem przydaje się wstrząs, na przykład śmierć bliskiej osoby sprowadzająca
chwilę zastanowienia i otrzeźwienia, czasem wydarzenie z krawędzi życia i
śmierci, czasem zajrzenie za Zasłonę i powrót do "świata żywych" a czasem
wystarczy głębokie poczucie wewnętrzne że coś jest prawdą. Ta książka jest
również taką okazją.

Poszukujący zawsze mogą zwrócić się bezpośrednio do Ciebie abyś pokierował tym
procesem i pomógł znaleźć Ciebie, miłość, w ogóle coś głębszego w życiu?

Tak, Ja jestem po to by dawać wam odpowiedzi i pomagać w zrobieniu


następnego kroku. Ale jedna uwaga: niech czytelnik zastanowi się dobrze o co
prosi. Ja rzadko spełniam wasze prośby wprost. I może się zdarzyć, że Miłość
uzna za stosowne pozbawić was waszych zabawek i przeciąć przywiązania. To
może być dla was bolesne. Zastanówcie się czy już dojrzeliście do kolejnych
kroków wzwyż.

Ty wiesz najlepiej jak jest.

Tak. Jednak lepiej żeby proszący wiedzieli jakie mogą być konsekwencje ich próśb
i wyborów wcześniej zanim wkroczą na dobre na drogę duchową.

Właśnie jakie mogą być konsekwencje? Czy możesz uchylić rąbka tajemnicy?

Oczywiście. Żyjecie w świecie przywiązań, które choć niewidzialne stale wpływają


na wasze myślenie, decyzje, działanie. Miejsce przynależne Bogu i jego Miłości
zajmują inne sprawy: rodzina, majątek, znajomości, nałogi, słabości etc.

84/269
Droga duchowa za swój cel ma postawienie rzeczy na właściwych miejscach - to co
boskie Bogu, co cesarskie cesarzowi. Bogu miejsce pierwsze i najważniejsze z racji
tego kim Jest. Nie rodzinie, znajomym, pieniądzom, używkom. Miłość do Boga
powinna stanąć na pierwszym miejscu w życiu a to będzie wymagało zmian i
wewnętrznych i często zewnętrznych. A zmiany bolą. Zrywanie więzów boli. Na
początku, potem jest znacznie łatwiej.
Ludzie czytając te słowa pomyślą, że oto jakaś nowa teoria, pranie mózgu, całkowita
zmiana myślenia, rewolucja...

Nie niekoniecznie tak pomyślą. Raczej wielu odetchnie widząc wskazany właściwy
cel w życiu, wskazaną prawdziwą wartość wokół której można budować życie.
"Postawcie Boga - Miłość na pierwszym miejscu w życiu"

Pięknie powiedziane i ile mocy w sobie zawiera. Ale przepraszam że będę


niegrzeczny, jedno zdanie to nie jest wiele jak na oś życia.

Jedno zdanie nie ale jego Znaczenie - tak. Jestem Miłością i potrafię zmienić wasze
życie i nie jest to kolejna teoria wyczytana, zasłyszana czy zmyślona. Właśnie
tutaj trafiacie na Moje kierowane do każdego z was słowa wskazujące kierunek w
którym należy iść. Jeśli się zdecydujecie to macie Moją gwarancję że wkrótce
przekonacie się o słuszności waszego wyboru i prawdziwości Moich słów. Ja
jestem tym co nazywacie życiem i akurat teraz wybrałem tę drogę aby zwrócić
was ku Mnie - Źródłu wszystkiego. To Moja obietnica i przyrzeczenie.
Pamiętajcie też, że zawsze możecie Mnie wypróbować.
Możecie postąpić według zasady "spróbuj zanim kupisz" ("try before you buy") i
zacząć zwracać się do Mnie z różnymi sprawami po to bym wam pomógł. I po
skutkach zobaczycie co się dzieje, sam, na sobie przekonacie się jak to działa.

A prośby o spróbowanie Twojej miłości?

Te są Mi bardzo miłe i z pewnością dla wielu przyniosą rezultat.


I jeszcze jedno - kiedy to o co prosicie nagle się pojawi pamiętajcie, że jestem
Bogiem Miłości a nie lęku i gniewu. Miłości i radości.
Niektórzy bardzo się boją wkraczającej w ich życie jakiejś nowej i nieznanej siły, a
jest to spadek po waszej religii uczącej, że Boga należy się bać. Nie należy. Boga
trzeba kochać bo On jest samą miłością. [...]

Od pewnego czasu zauważyłem że gdy zdarza mi się rozmyślać to łapię się na tym że
tylko Ty jesteś jedynym wartościowym przedmiotem uwagi. Wszystkie inne myśli są
płaskie i nijakie, kiedy orientuję się że zacząłem myśleć na " stary " sposób zaraz
kieruję swą uwagę ku Tobie a ty przychodzisz i obejmujesz mnie swym słodkim
żarem miłości, żarem szczęścia, błogością. Ty jesteś jedynym wartościowym
przedmiotem rozmyślań i studiów. Cóż można powiedzieć więcej ponad tę
obserwację.

85/269
Teraz nie przeszkadza mi nawet przebywanie pośród ludzi, mimo iż pośród tłumu
jestem w innym świecie - w objęciach Twojej słodkiej miłości. Jakie to cudowne, po
prostu cudowne, a przecież tak proste i naturalne. Miłość przyciąga miłość i jest jej
coraz to więcej. Rozmawiając z ludźmi czy załatwiając sprawy zwracam umysł i serce
ku Tobie o wieczna miłości i nie mija chwila kiedy się pojawiasz.
Miłość ziemska, szaleńcze zakochanie to zwyczajna psychoza i nieszczęście w
porównaniu z kosztowaniem twej delikatnej, o jakże subtelnej i słodkiej miłości !
Nie masz nic ponad nią.

Nie masz nic ponad Miłość. Ona jest Samym Bogiem.

Za Zasłoną

Co widzi i czuje człowiek wychodzący z ciała, jak zmienia się jego percepcja?

To osobny temat i kiedyś omówimy go bardziej szczegółowo, nie tak jak dziś tylko
przy okazji. Tytułem wstępu powiem że jesteście najzwyczajniej bardzo zaskoczeni
tym że znajdujecie się nagle na krawędzi nowego świata którego zupełnie nie
znacie a który najwyraźniej rozciąga się równolegle do świata materialnego.
Możecie widzieć swoich krewnych i znajomych, odczuwać ich ból po stracie a nie
jesteście w stanie połączyć się z nimi i dać znak że nadal żyjecie. Wasze zdolności
percepcji gwałtownie rosną i uświadamiacie sobie znaczenie wydarzeń, jaśniej
widzicie skutki własnego postępowania i jego wpływ na innych, zazwyczaj tez
dostrzegacie Głębię stojącą poza wydarzeniami. I kiedy ciekawi czym ona jest
zwracacie swój umysł i serce ku Niej odnajdujecie drogę do Mnie.

Ty jesteś tą głębią.

Jam Jest Który Jest.

Te słowa niosą ze sobą wiele znaczenia.

Wskazują na to jak określam Siebie.

Mogą być tematem medytacji.

Dla wielu ludzi tak. Szukajcie Znaczenia które one niosą, szukajcie ich Istoty.

Czym powinien kierować się człowiek przechodzący na druga stronę?

86/269
Pewnością, że zaraz Mnie zobaczy.

Mówi się o locie przez tunel, spotykaniu krewnych, osób znaczących, Mistrzów,
Jezusa a nawet Elvisa.

Lot przez tunel - jak najbardziej tak, to chwila uwolnienia cząstki świadomości z
więzów cielesnych. Spotkanie ze znajomymi, rodziną, Mistrzami, przejawami
Boskości - również. Z Elvisem?
Gdzie twoje poczucie humoru? Ja tysiące razy dziennie słyszę że "Elvis żyje!"

A on żyje?
Oczywiście że tak!Jest królem w niebie rock-and-rolla?
Lubisz tę muzykę?

Bardzo.

Ja też!

To już wszystko jasne. Zabrałeś go do siebie abyś mógł w spokoju delektować się
jego muzyką!

Coś jednak po nim tutaj zostało.

Do dziś dnia budzi serca ku miłości.

Ta słodycz miłości to odczuwanie Boga, to wielki sekret jego talentu.

Potrafił wyrazić tę miłość?

Potrafił ją przekazać. Miłość to potężna siła.

Co dalej następuje po spotkaniu?

Nauka.

Nauka?

87/269
Tak, poznawanie a właściwie przypominanie sobie zapomnianych na chwilę
prawd.

I spotkanie z Tobą?

Tak. A następnie powrót do pracy i nauki.

Czego uczymy się po tamtej stronie?

Różnych rzeczy.

Przepraszam jeśli moje pytanie było zanadto ciekawskie.

Nie było, po prostu dziedzin nauki jest bardzo wiele.

Tam po drugiej stronie jest wielki świat.

Ogromny, przeogromny.

Ostatnio było kilka głośnych filmów min - z Robinem Wiliamsem i Annabella


Sciora.

Część pokazanych wydarzeń i zależności jest zgodna z prawdą.

Np. piekło?

Piekło to stan umysłu człowieka oddalonego od Boga.

Więc istnieje.

Jeśli je sobie stworzycie to owszem.

Czyli nie jest realne?

Odpowiem tak: to co myślisz, że jest realne jest dla ciebie realne.


Tworzysz świat i nadajesz mu cechy realności, dla ciebie jest realny a dla
patrzącego z boku jest złudzeniem.

88/269
Co wiec jest prawdą?

Moja miłość jest prawdą, nie to co tworzą wasze umysły.

Zapytam więc tak: czy istnieje możliwość abyśmy po przejściu na tamta stronę trafili
do takiego "piekła"?
Nie, chyba że się o to postaracie.
Wskutek naszego postępowania?

Nie, wskutek waszych przekonań i myślenia. Nie trafia się w ten stan "za grzechy"
lecz ponieważ bardzo mocno wierzy się w jego istnienie albo odchodzi z
zaćmionym umysłem, w stanie przerażenia, wściekłości. Wtedy można przenieść
na druga stronę ślady myśli, które sprawią że zaczniesz sobie tworzyć nie-byty.

Albo trafisz w ciemność.

W której nie wiesz co się stało i dlaczego tu jesteś. Życie po śmierci jest piękne i
pełne radości o ile człowiek wierzy, że po drugiej stronie spotka Dobro. Ono
natychmiast się pojawia i przyciąga do Siebie.
Jeśli człowiek wierzy, że tam jest pustka albo co gorsza może go spotkać zło może
mieć trudności z przejściem we właściwe rejony obszaru poza życiem.
Są tacy, którzy przybywają tam w letargu i nadal w nim trwają nie pozwalając
się ż niego wytrącić.
Są tacy, którzy trwają w ciemności uważając ją za naturalny stan. To pomyłka,
naturalnym stanem człowieka jest Światłość.

Myślę że w tym punkcie właściwym będzie pytanie jak się przygotować aby przejść
na druga stronę w jak najlepszej formie.

Aby być w jak najlepszej formie trzeba dużo ćwiczyć na siłowni.

Nabijasz się ze mnie.

A co, czyżbyśmy rozmawiali o czymś śmiertelnie poważnym?

Śmierć jest takim stanem.

Mylisz się. Życie jest do śmiechu i radości i śmierć również. Dla mnóstwa ludzi jest
długo oczekiwaną pieśnią szczęścia i wyzwolenia a już Ja wiem o tym najlepiej.

89/269
Śmiejcie się i cieszcie za życia, śmiejcie się i cieszcie w chwili śmierci, śmiejcie się i
cieszcie po drugiej stronie. Wszystko jest powodem do radości.
Bo wszystko jest życiem a jego esencją jest Miłość.

Boże! Co za niesamowite zdanie.

Recepta uniwersalna na bycie w dobrej formie tu, tam i pomiędzy jest zawsze ta
sama: zwróć się ku Bogu i pozwól Mu pokierować twoim życiem za życia i po
śmierci. Złóż wszystkie swoje ciężary na Mnie i żyj wraz ze Mną w szczęściu i
radości po tej i po tamtej stronie.

Dlaczego Bóg pozwala na tyle nieszczęść na Ziemi?

Baba często spotykam się z pytaniem skoro Bóg istnieje to dlaczego na Ziemi jest
tyle głodu, chorób, nieszczęść i wojen?

To ważne pytanie. Słychać je każdego dnia w każdym zakątku świata. Moja


odpowiedź jest następująca:
Czy jesteście rzeczywiście pewni że to Ja odpowiadam za głód na świecie,
cierpienie, choroby i wojny? Czy jesteście pewni tego że to Ja powinienem się
zająć nakarmieniem głodnych, pocieszaniem strapionych i likwidacją wojen?
To przecież wy macie tyle zapasów żywności, lekarstw, miliardy dolarów
wydajecie na nową broń i jeszcze twierdzicie, że to Ja jestem odpowiedzialny za
zło na świecie?
A ile szkół można by wybudować za jeden nowoczesny myśliwiec? Ilu nakarmić
głodnych? Ilu ludziom zapewnić godziwą pracę i płacę aby żyli szczęśliwi i mogli
w szczęściu wychowywać swoje dzieci?
Czy naprawdę jesteście aż tak zadufani w sobie, że nie umiecie dostrzec gdzie leży
prawdziwa przyczyna głodu?

Ty chciałbyś wszystko rozdać.

Tak, tak, tak nic innego nie robię od milionów lat. Ja zaraz bym nakarmił
głodnych, wlał nadzieję na przyszłość w serca poniżonych, zapomnianych i
opuszczonych, dał dzieciom na świecie wykształcenie żeby wyrosły na mądrych i
dobrych ludzi, dał im opiekę medyczną żeby nie cierpiały chorób. Tak, powtarzam
to z wielkim naciskiem zrobił bym to ponieważ jestem Stwórcą, Ojcem i Matką
tych wszystkich cierpiących głodnych i poniżonych.

90/269
Ale nie mogę tego uczynić ponieważ wy Mi na to nie pozwalacie. Żyjecie
zapatrzeni w siebie i w swój dobrobyt, we własną wielkość i stwardniały wam
serca. Nie słyszycie już płaczu umierających z głodu dzieci, nie słyszycie jęków
mordowanych ludzi, nie dbacie o cierpienia zwierząt.
I jeszcze zadajecie pytania dlaczego Bóg tym się nie zajmie? Moje dzieci, skoro ten
temat jest dla was taki ważny dlaczego wy się tym nie zajmiecie? Jeśli uważacie że
jest to coś tak istotnego, dlaczego nic z tym nie zrobicie a jedynie poprzestajecie na
narzekaniu i oskarżaniu Mnie? Dlaczego, odpowiedzcie Mi dlaczego? Chcę poznać
waszą odpowiedź. Słucham jak ona brzmi? Jak ona brzmi?

Przyznam, że po raz kolejny nie wiem co mam powiedzieć. Miałem nadzieję, że ta


książka podbuduje ludzi duchowo, wskaże nową drogę, rozświetli ciemności. Coraz
to jednak natykam się na jakąś minę, nagle za z pozoru niewinnym pytaniem kryje
się coś o wielkim ciężarze gatunkowym.

Widzisz Ja się musze wypowiedzieć i to właśnie czynie, temu służy nasza


rozmowa. Książka i myśli w niej zawarte dotyczą wszystkich dziedzin życia
ludzkiego i planety jako całości. Przygotowujecie się do Nowej Ery i macie na jej
temat błędne wyobrażenia. Że możecie znaleźć Boga na Ziemi i Jego Królestwo i
jednocześnie zachować wasze przywileje, nadmierne a nie służące niczemu
majątki, pychę możnych tego świata i poniżenie pozostałych. Żyjąc w miłości
każdy z was będzie wiedział co ma robić bo Ona będzie mu przewodnikiem. To co
teraz mówię zapadnie w serca po to by w stosownym czasie ujrzeć światło dzienne
jako napęd do nowej mądrości i wynikającego stąd działania. Będzie nim
kierowała Miłość.

Pozwól jednak, że zadam podchwytliwe pytanie. Wspominasz o konieczności zmian


i naprawy a jednocześnie mówisz że świat jest doskonały, nie należy zwracać się ku
niemu i wszystko pozostawić Tobie. Całe działanie pozostawić Tobie. Czy nie ma
tutaj sprzeczności?

Nie ma żadnej sprzeczności. Po pierwsze Ja udzieliłem odpowiedzi na


sformułowane przez ciebie pytanie. Wskazałem na konieczność zmian i pokazałem
ich kierunek. Omówiłem przyczyny obecnego stanu rzeczy. Ci, którzy będą mieli
ochotę coś zmienić a nie tylko narzekać już będą wiedzieć co robić. I takich jest
bardzo wielu.
Są jednak i inni, poszukujący drogi ku Światłu i dla nich wiedzie ona przez
odwrócenie się od świata i zwrócenie z miłością ku Mnie.
Po trzecie nie ma nic złego w pomocy okazywanej głodnym, potrzebującym i
bezdomnym. Każdy z was może być przez los postawiony w takiej sytuacji.
Powtarzam z naciskiem - każdy. Wy jednak wolicie zamknąć oczy i powiedzieć, że
to nie jest wasz problem. Ja nie jestem Bogiem bogatych i możnych tego świata.
Ja jestem opiekunem uciśnionych i skrzywdzonych, troskliwą miłością, która
szuka dróg do waszych serc abyście wreszcie pojęli, że jesteście wszyscy Jednym.

91/269
I głód każdego dziecka na świecie jest waszą sprawą, tak jak jest Moją.

Ja od czasu do czasu robię przegląd rzeczy, które już nie są mi potrzebne i zawsze
jest ktoś komu mogę je ofiarować. Sam byłem zmuszony przez życie do ubierania się
w sklepach z używaną odzieżą i dobrze wiem co to znaczy żyć na krawędzi biedy.

O właśnie, to cenna obserwacja, sam wiesz jak to jest, ty to czujesz i rozumiesz


dlatego chętnie wspomagasz innych. A zauważyłeś że im więcej dajesz
potrzebującym tym więcej dostajesz i masz do dania?

Tak, czasem nawet czuję, że powinienem już cos oddać co jeszcze jest w moim
pojęciu dobre. Oddaje a zaraz otrzymuje cos jeszcze lepszego. Patrząc na to z takiej
perspektywy widzę, że w zamian za stara odzież oddaną kiedyś mogę teraz chodzić w
ubraniach od Versace. Tak jakoś jedno z drugim się składa.

I tu masz rację. Tak dokładnie tak to działa. Im więcej dajesz ze zrozumienia i z


hojności serca tym więcej otrzymujesz i tym większa radość duchowa staje się
Twoim udziałem. Spójrz więc na biedę i cierpienia na Ziemi jako na wielkie
wyzwanie, wielką okazję dla rozwoju duchowego i duchowej radości. Wielką
okazję do nauki właściwego działania. Wielkie dzieło do wykonania i ofiarowania
jego rezultatów Bogu. I to dopiero da ludzkości wielka duchową satysfakcję, której
tak poszukuje. Dając ludzie przekonają się że dostają w zamian coś nowego, cos
ważnego, coś cennego.
Ofiarujcie wszystko co macie miłości Boskiej i nauczcie się dzielić z innymi.
Wszyscy jesteście Jednością. Jedność to Boskość. Życie w Królestwie Boskim to
dostrzeżenie tej prawdy i działanie zgodnie z nią. Innej drogi po prostu nie ma.
Jak bowiem miało by to inne królestwo wyglądać? Jest tylko jedno. Króluje w
mim Miłość.

Wydaje mi się że jedna z przyczyn takiego stanu rzeczy na Ziemi jest biznes i
polityka wielkich korporacji. Wyzysk podbudowany naciskami ekonomicznymi.

Tak, jest w tym trochę racji ale tylko trochę. Nie należy patrzeć i potępiać nikogo
bo nie chcemy tu znaleźć kozła ofiarnego ale zrozumieć zagadnienie. Łatwo jest
powiedzieć że to oni, korporacje, sektor obronny, islamiści, czarni albo Rosjanie
są źli. To poprawia nastrój, bo przez kontrast czujemy się lepiej prawda?
Sęk w tym, że przyczyny dzisiejszego stanu świata leżą znacznie głębiej i to w
każdym z was. Dlatego prawdziwą przemianę świata powinniście zacząć od siebie
samych, od wejścia do Królestwa Miłości a mając to będziecie wiedzieć co zrobić
dalej. Tak książka ma za zadanie podprowadzić was pod jego bramy po to tylko
by pokazać, że żadnych bram nigdy nie było a Królestwo jest tu przez cały czas.
I Bóg i Miłość są tu przez cały czas, dla każdego i w obfitości.

92/269
Niech każdy zacznie od siebie, szuka drogi do Mnie i prosi Mnie o wsparcie i o
miłość, która oświetla drogę. Ja jestem przez cały czas gotów wam służyć. Po to
tutaj jestem więc nie odtrącajcie Mnie po raz kolejny.

Przemiana

Baba chcę ci dziś podziękować za Twoją bliskość i czułą miłość która towarzyszy mi
stale i stale mogę ku niej sięgać. O czym porozmawiamy dzisiejszego wieczoru ?

Społeczeństwo kształtuje jednostkę praktycznie już od chwili narodzin. Rodzice


wpływają na dziecko swoimi energiami; obciążają je lękami, niepewnością jutra,
wahaniami, przekazują skłonności. To stanowi bagaż który wpływa w
niewidzialny sposób na młodego człowieka kształtując myślenie i wrażliwość.
Czy można się z tego wyzwolić ? Oczywiście że tak, dla człowieka duchowego
nawet jest to konieczne, z tym jednakże zastrzeżeniem że nie należy podejmować
tych prób licząc wyłącznie na siebie i własny rozum..
W zmianach które człowiek chciałby wprowadzić w sobie winien kierować się
swym wyczuciem, intuicją i oczywiście ufnością w miłość i dobry wybór Siły
Wyższej. Tylko Ona widzi doskonale które ciężary duchowe należy usunąć
najpierw a które później i sama wyznacza najlepszy sposób, czas, miejsce. Dlatego
w dzisiejszych czasach droga duchowa człowieka powinna polegać głównie na
nauce kierowania się i trwania w miłości do Stwórcy. To jest najważniejsza
sprawa.
Nie należy się obawiać błędów i potknięć, każdy z nich może wskazywać nowy
kierunek ku radości i światłu.
Na drodze należy postępować z ufnością i wiarą, nawet gdy pojawiają się
przeszkody trzeba maszerować dalej i nie poddawać się. Ojciec zwraca baczną
uwagę na to co dzieje się w świecie ludzi, i dba o tych którzy powierzyli się Jego
trosce i miłości. Zza trudności wyziera zawsze Jego spojrzenie pełne oczekiwania,
miłości i radości z przebytej drogi. Błędem jest podążanie ścieżkami jogi czy
podobnych dyscyplin duchowych o ile nie ma się na względzie tego ostatecznego
celu jakim jest nauka i trwanie w stałej miłości Stwórcy i do Stwórcy.
Wszystkie te drogi to zabawki służące rozrywce, miłemu spędzeniu czasu i nic
ponadto, może poza rozbudowywaniem własnego ja osobowego.
Najlepiej porzucić to wszystko od razu i kierować się poza wszystkimi sprawami
tego świata wprost ku miłującemu Stwórcy, wzywając Go z miłością i oddaniem.
To jest droga dla wielu ludzi i do nich skieruję tę pracę i będzie im ona pomocą w
zewnętrznym poszukiwaniu i otwarciu na światło Boga - Jedni które goreje w
sercu każdej istoty.

93/269
Praca fizyczna

Baba o czym porozmawiamy w ten piękny wieczór ?

Pomówimy dziś o pracy, i o jej potrzebie na drodze człowieka do doskonałości


duchowej.
Człowiek ma dwie ręce i powinien pracować. To banał ale jak wielu ludzi obywa
się dziś bez pracy fizycznej. Jest ona potrzebna nie tylko dla prawidłowego
funkcjonowania ciała ale również jako czynnik tworzenia równowagi
psychofizycznej. Dlatego aby być zdrowym należy pracować fizycznie.
W pracy człowiek przetwarza przez swe ciało wiele energii to z kolei służy
otaczającemu go środowisku czyniąc je podatnym na przyjęcie wibracji wyższych
rzędów.
Praca uwzniośla, ta stara prawda ma silną podbudowę w wiedzy o przemianach
duchowych.

Baba tyle zazwyczaj mówisz o miłości a dziś nagle o pracy fizycznej. Czy ona również
jest drogą ku miłości ?

Dobre samopoczucie wynikające z naturalnej siły i odporności psychofizycznej


stanowi jedną z podstaw do tworzenia stanów radości w człowieku. Nie sięgniesz
głębiej w Boską Jaźń jeśli nie będziesz mógł przetworzyć przez swe ciało zespołu
energii wiodących wzwyż.
Przestrojenie czyli przebudowa energetyczna organizmu musi trwać a najlepiej
idzie podczas pracy gdy ciało i umysł zajęte są czymś innym dlatego nie
powinieneś ociągać się gdy daję ci impuls do pracy, jesteś częścią większej całości i
winieneś umieć współgrać z potrzebami wyższego rzędu.
Nie musisz jasno widzieć obrazu całości wystarczy byś poddał się w zaufaniu do
mnie temu co niesie chwila i co mówię ci wewnątrz.
Praca fizyczna jest bardzo ważna w rozwoju człowieka, jest wiele przyczyn
utrudniających jej właściwy przebieg a jedną z nich jest brak taktu.

Brak rytmu ?

Tak.
Praca musi mieć swój rytm, ma zwykle określony czas w którym trzeba się
zmieścić.

94/269
Jeśli idzie o ciebie to często gubisz tempo przez niepotrzebne przemyślenia, raz że
nie związane bezpośrednio z wykonywaną czynnością dwa że kierujące się wciąż
ku energiom świata. Przetnij to zdecydowanie a zaraz odczujesz ulgę i będzie ci się
lepiej pracowało i żyło. Chodzi tu o każdy rodzaj pracy - w skupieniu na tym co
robisz, w kierowaniu myśli ku Mnie, w prośbach abym to Ja czynił przez ciebie.
Jest bardzo wiele możliwości naszego jednoczenia się tylko zwróć na to uwagę a
odkryjesz zaraz moje subtelne kierownictwo które jest stale obecne.
Jestem przy tobie i w tobie zawsze i tylko czekam na zwrócenie w moim kierunku
by zaraz nadejść ze wsparciem, radością, miłością. Tak mój drogi Ja zawsze
przynoszę ci radość i szczęście i może być go o wiele więcej biorąc pod uwagę czas
który zajmuje ci przeżuwanie nie swoich myśli - bo pochodzących jeszcze ze
świata. Odetnij się od nich zdecydowanie i zwracaj w moim kierunku. To już
dopalające się resztki kogoś kim byłeś kiedyś, narodził się nowy człowiek.
Zwróć proszę na to uwagę a przychodzące myśli ofiaruj mnie i powracaj ku mej
bliskości. Powtarzam się, wiem ale to najlepsza droga.
Pora już porzucić ciężary i wesoło bujać w obłokach pośród niebiańskich rozkoszy
bycia sam na sam z Jedynym.

O tak, to rozkosz nieporównywalna z niczym innym.


Praca kojarzy się zwykle z korzyściami materialnymi, nie jest to dobre podejście
dlatego że wiąże ze sprawami świata.

Dobra praca to taka która jest spełniana jako ofiara dla Najwyższego, dar serca
Jemu poświęcony, bez przywiązywania się do jej owoców.
Pracujesz więc dla Boga, Jego słodkiej miłości i obecności, tak spełniana praca ma
działanie oczyszczające i wyzwalające. Nieważny jest przy tym jej rodzaj, nawet
najbardziej prozaiczne czynności są miłą ofiarą Temu który jest mieszkańcem
ludzkiego serca. To jest właściwy sposób spełniania pracy.

Bariery "ja" osobowego

Budzę się, kieruję umysł ku tobie, czuję jak opadają, odchodzą w nicość bariery "ja"
osobowego, ta specyficzna ważność, nadęcie, poczucie bycia kimś i widzę jasno jak
tamują one dopływ twej czystej i świeżej miłości która zjawia się natychmiast gdy
padną. Co mogę powiedzieć, jestem teraz tak szczęśliwy Twoim szczęściem a
wszelkie trudne dotąd problemy rozwiązują się same.
Przed laty w Indiach powiedziałeś mi abym ćwiczył otwarcie na ludzi, mówił im w
medytacji że ich kocham i otwierając się przyjmował to samo. Ile barier opadało,
nawet nie wtedy gdy kierowałem w myśli ku komuś słowo kocham ale przede
wszystkim gdy pojawiali się i je wypowiadali. Jak umysł był przestraszony "co oni
chcą uzyskać ode mnie", "co się za tym kryje", a kiedy wreszcie znikła ta gra umysłu
opadło mnie poczucie bezbronności poczułem się jak nagi pośród ludzi. Dziś nadal
jest we mnie ślad tej twardości i siły osobowej.

95/269
Czy czas zdjąć ją i ofiarować tobie ? Co przyjdzie w zamian, czy w ogóle coś przyjść
musi, czy też wystarczy jedynie opuścić fortecę "ja" i trzymając się Ciebie, twej
słodkiej miłości ruszyć w nieznane, na bezdroża ?

To dobrze, że umiesz już dostrzec jak pękają stare kajdany. Ja nie tworzę żadnych
barier nie tylko względem ciebie ale względem każdego człowieka. Jestem tym
który nie zna barier i ograniczeń nawet gdy biorę ciało i żyję w nim pozostaję
całkowicie sobą, nieograniczony i nieskończony.
Siłą rzeczy i ty zrzucasz niepotrzebne ograniczenia i nawet pośród ludzi stajesz się
bardzo delikatny.
Nie bój się zrzucić pancerze i pozostać bezbronnym, bądź nie jako "ja" osobowe
lecz jako Ja czyli ty skierowany umysłem ku Mnie i Mojej miłości, skromny,
pozbawiony ważności i pretensji. Nie bój się otworzyć, nie bój się mówić kocham i
przyjmować te słowa zewsząd. Jestem wszędzie i nic co się dzieje nie obywa się
bez udziału mej miłości nawet wydarzenia z pozoru błahe i bez znaczenia. Otwórz
się na mnie i tak pozostań, ja ci przecież nie zaszkodzę, to zupełnie nie leży w mej
naturze. Precz bariery i wahania, niech przyjdzie miłość i zrobi tutaj swój
porządek !

Dziękuję ci Baba, czym mógłbym ci się odwdzięczyć za twoją dobroć, bo bardzo


chciałbym.

Dobrze, mów że mnie kochasz i słuchaj co mówię do ciebie. Tak lubię słuchać jak
ludzie wymawiają to cudowne słowo.

To co płynie z mego serca ku tobie starczy za wiele słów i mimo, iż bariery są, proszę
przyjmij moją skromną miłość do Ciebie taką jaką jest mój drogi Baba.

Z każdym dniem mały krok

Chce Cię dziś zapytać o to jaką cześć Twoich podpowiedzi w ciągu dnia
wprowadzam w życie?

O to jest znakomite pytanie! Odpowiedź na nie jest następująca - jakieś 10 do 13%


to zależy od dnia.

To nie jest wiele. Czy mógłbyś powiedzieć mi co powinienem zrobić aby ten procent
był większy tak ze dwa - trzy razy? Jakieś praktyczne wskazówki? Myślę że wielu
czytających to również zainteresuje.

Czy masz na myśli że Moje wskazówki bywają niepraktyczne?

96/269
Jeśli odnoszą się do rzeczy ogólnych to często nie wiem co z nimi zrobić wiec tym
razem chciałbym takie konkretniejsze, oczywiście jeśli można.

Ależ oczywiście, że można. Czasem lubię wzbudzić twoja ciekawość i pragnienie


po to byś drążył dalej temat i nie ustawał po pierwszych odpowiedziach. Mamy
więc teraz temat "jak być bliżej Boga i częściej Go słuchać".

Tak, to jest ten temat.

Mamy do czynienie z kilkoma rzeczami, a zacznijmy do bycia w bliskości Boga.


Już wiesz że droga wzwyż wiedzie przez miłość do Stwórcy więc rozsądnym
byłoby przyjąć że im częściej będziesz zwracał się do Niego z prośba o miłość i im
częściej będziesz w niej trwał - tym twój umysł i serce będą bliżej nieba niż ziemi.
Reszta jest w miarę prosta - jeśli jesteś bliżej Nadawcy wtedy słyszysz wyraźniej
Jego wskazówki, jaśniej i czyściej je odczuwasz.
Dalszy krok to wprowadzanie ich w życie czyli pójście za nimi. Oczywiście jeśli nie
idziesz to one na jakiś czas znikają bo po co ci zdolność z której nie korzystasz. Dla
sportu? Dla zabawy? Nie można się bawić tak wartościowymi darami
duchowymi.
Podsumowanie jest nastepujące: proście o miłość a przecież dam wam ją, proście
o wskazówki i je tez dostaniecie, proście o siłę aby móc za nimi iść i władzę
rozróżnienia co naprawdę pochodzi ode Mnie. To oświetli wam drogę na
przyszłość.
Wszyscy jesteście Moja miłością i żaden z was, który zwróci się do Mnie z prośbą o
pomoc nigdy nie odejdzie z pustymi rękami.

Najczęściej jednak, tak mówi statystyka i doświadczenie nie dostajemy tego o co


prosimy.
Bo Ja was prowadzę do miłości, a nie do ziemskiego raju pojmowanego przez was
jako obfitość pieniędzy i wrażeń. Miłość jest czymś takim ze starczy za wszystkie
wrażenia i doznania zewnętrzne.
O tak, jej słodycz jest nieporównywalna z niczym ziemskim.

Ty to już wiesz z doświadczenia, teraz przeszedł już czas na wielu wielu innych.

I to jest wartość tej książki.

Nie, wartością zawsze jest miłość, a nie drogowskaz, Źródło, nie Jego produkt.
Nauczcie się odróżniać to co czasowe od tego co wieczne. Miłość jest wieczna a te
zadrukowane kartki czym są? Patrzcie poza słowa, poza papier i atrament,
patrzcie na Mnie bo to Ja jestem ważny dla was. Ani Moje słowa tutaj ani piszący
je - zapomnijcie o tym. Wznieście wasz wzrok wyżej - ku Mnie i niech was nic nie
zatrzyma. I czyńcie to często, jak najczęściej. Myślcie o Mnie i zwracajcie się do
Mnie z miłością. Bo to Nią właśnie jestem.

97/269
Część szósta

Nie potępiam nikogo...

Powiedziałeś mi dość kontrowersyjną rzecz...

Słucham?

Że nie potępiasz korupcji.

Korupcja jest tylko jednym z problemów, jaki was trapi, was i wasze
społeczeństwo. Rządzący powinni bardziej zwracać uwagę na wspólne dobro, a
nie na dobro swoje i swoich znajomych. Jeśli bym miał cos przeciwko takim
praktykom już dawno mielibyście wielkie kłopoty. Po prostu widzę jak wygląda
rzeczywistość i na czym się opiera. Poza tym - Ja nie jestem od potępiania, Jestem
Miłością.

Przyznam, że jednak z Twoich ust to dość kontrowersyjne stwierdzenie.

Każdy, niezależnie od swoich uczynków ma stale otwartą drogę ku Mnie, zawsze


jest szansa powrotu, nawet dla ludzi pełnych złej woli, brutalnych i okrutnych.
Każdy i zawsze może się do Mnie zwrócić, a nie zostanie odtrącony. Przy okazji -
mam kilka wskazówek dla wszystkich rządzących.

Chętnie je zapiszę.

Po pierwsze niech mają świadomość tego, że jest Ktoś, kto śledzi z


zainteresowaniem ich poczynania, widzi wszystko, wszystko słyszy i wszystko
pamięta.
Po drugie, że ten Ktoś nie jest ich przeciwnikiem, a wprost przeciwnie jest im
nieustannie przychylny.
Po trzecie, że jest On nieustannym źródłem nowych pomysłów, rozwiązań,
podpowiedzi i pomocy.
Po czwarte, że bardzo chętnie będzie dzielił się tym, co ma, jeśli tylko zostanie o to
poproszony.
Po piąte, że nigdy nikogo nie potępia ani nie odrzuca, co więcej jest w stanie swym
działaniem zmniejszyć ciężar wydarzeń oraz złagodzić konsekwencje
wcześniejszych błędów.
Po szóste chroni wszystkich, którzy się do Niego zwracają.
Po siódme pomoże zmienić trudne problemy w proste zadania do wykonania.

98/269
Po ósme zdradzi tajemnice dotyczące ludzi, ich zamiarów i posunięć, jakie należy
wykonać.
Po dziewiąte weźmie na siebie wszelkie ciężary i niedogodności związane ze
sprawowaną funkcją.
Po dziesiąte będzie chronił integralność osobistą przed działaniami z zewnątrz.
Po jedenaste osłabi pozycje negatywnych sił.
Po dwunaste zajmie się i krajem czy obszarem działania i dokładnie pokaże, co
jest do zrobienia i co należy przygotować.
Po trzynaste obdarzy wglądem w przyszłe wydarzenia i da czas na
przygotowanie.
Dla Mnie nie ma rzeczy niemożliwych, czekam tylko na zwrot ku Mnie z waszej
strony.

To ładna propozycja.

Możecie Mnie trzymać za słowo. Władzy zazwyczaj towarzyszy samotność. Często


nie można nikomu zaufać. Ja jestem osłodą tej samotności i wiernym
towarzyszem. Więc kiedy nie ma się, do kogo zwrócić Ja jestem i czekam z Moją
Miłością.

Dziś we śnie namawiałem młodego aktora by zwrócił się do ciebie, a on wychowany


w duchu materialistycznym nie chciał tego zrobić. Przyszedłeś i otoczyłeś go swą
słodką miłością.

Jestem we wszystkich również w ludziach uznawanych za sławnych.

Co powiedziałbyś człowiekowi wykonującemu taki zawód?

Aktor, polityk, ksiądz, policjant zawód nie ma tu znaczenia. Każdy w każdej chwili
może otworzyć się na Mnie i zwrócić z prośbą abym uczestniczył w tym, co ma
zrobić, zagrać, powiedzieć. Oczywiście pewne tematy są tabu; szerzenie
nienawiści, nacjonalizm, kult cierpienia i smutku. Do tego nie przyłożę ręki.
Żyjcie w radości i miłości i niech one towarzyszą wam, co dnia, gdziekolwiek
jesteście i cokolwiek czynicie.

Esencja bóstw

Witaj mój drogi Gurudev, mam dziś znów kilka pytań do ciebie. Powiedziałeś, że
pierwsi chrześcijanie powtarzali "Panie Jezu Chryste zmiłuj się nade mną" i
skupiając swą uwagę na sercu dochodzili do głębokich stanów zjednoczenia z

99/269
Bogiem. Dużo czytałem na ten temat, modlitwa hezychastyczna przetrwała do dziś
dnia w chrześcijaństwie obrządku wschodniego, czy i dziś jest właściwa?

Nie i to z wielu powodów. Pierwszy jest taki, że ludzie dzisiaj są inni, mają
bardziej rozwinięte i "cięższe" umysły niż prości ludzie pierwszych wieków
chrześcijaństwa.
Dzisiaj bardzo trudno oddzielić w tej wierze ziarno od plew. Przez wieki narosło
tyle bałaganu i wręcz ewidentnych bzdur, zmyślonych dogmatów i fałszywych
prawd, że nie jest to dobra droga.
Chrześcijaństwo w swych licznych odłamach jest trwałym elementem tego świata,
produktem ludzkiego umysłu i jego machinacji. Nie można wziąć jednej rzeczy, w
tym przypadku modlitwy, o której wspomniałeś nie wchodząc w kontakt z całą
resztą. Mówię tu o sferze energii i jej subtelnym wpływie na umysł.
Człowiek prawdziwie religijny nie może być wyznawcą żadnej religii, jeśli
oczywiście poważnie traktuje to, co robi.
Religia powstaje na styku Boskości i ludzkości i wybierając jedno odrzucasz
drugie. Nie myśl przy tym, że religia sama w sobie ma jakąś wartość. Należy na
nią patrzeć z praktycznego punktu widzenia, czy służy jednoczeniu człowieka z
Bogiem, czy odzwierciedla właściwie oryginalne boskie emanacje; radość,
szczęśliwość, miłość. Religia jest środkiem a nie celem, przeciwnie niż sądzi dzisiaj
większość ludzi. To Bóg jest jedynym celem nie zgromadzenie wiernych czy
jakikolwiek kościół.
Nie możesz właściwie odebrać Boskości, jaką jest, jeśli są w tobie nagromadzone
pokłady zatęchłej tradycji a sam na dodatek uważasz je za coś wartościowego.
Jeśli tak czynisz - jesteś w pułapce.

Mówiłeś mi wcześniej, że trzeba też oddzielić formę od treści tzn. postać historyczną
Jezusa od jej esencji.

Esencja to właśnie Bóg, a ona wszędzie jest ta sama, w największym zbrodniarzu,


szatanie - gdyby istniał byłaby tą samą, co i w postaci Jezusa. Jeśli to rozumiesz
to wiesz również, że podział na dobro i zło jest względny wynika, bowiem z
ludzkiego, ograniczonego punktu widzenia wydarzeń i ich oceny. Z absolutnego
punktu widzenia wszystko jest dobre i konieczne i wszystko wydarza się z boskiej
inspiracji cokolwiek o tym pomyślą ludzie.
Jeśli przedkładasz postać, ciało, obraz nad ożywiającą je esencję to jesteś w
błędzie. To pewna, subtelna postać bałwochwalstwa, chociaż jest pomocna na
początkowych stopniach ścieżki duchowej - jako ośrodek skupienia uwagi i
kierowania tam swej miłości. Ale to jedynie etap wstępny i jeśli nie postąpisz dalej
odkładając formę na rzecz treści to sam opóźniasz swój marsz.
Nieuchronną konsekwencją wędrówki drogą duchową jest zrozumienie, że esencja
jest wszędzie i w Bogu i w człowieku ta sama nie należy, więc zbyt wiele uwagi
poświęcać formie, aby nie przesłoniła słodyczy tego, co przynosi sama treść.
Temat religii jest bardzo obszerny i co pewien czas będzie powracał w naszych
rozmowach w różnych aspektach.

100/269
Na razie chcę abyś wiedział, że każda religia jest dziełem człowieka, płodem
ograniczonego ludzkiego umysłu usiłującego pojąć i wyjaśnić Nieskończoność. Na
pewnym etapie nie warto żadnej z nich poświęcać uwagi kierując się wprost ku
Istocie. To samo dotyczy wszelkich nauk duchowych dawnych i teraźniejszych.
Miej ufność w Moje słowo i nim się kieruj a nie intelektualnym odbiorem czyichś
dzieł chociażby były uznawane przez ludzi za najświętsze.
Większość i tak jedynie czci je a nie stosuje, bo nie jest w stanie ich pojąć,
dosięgnąć sobą ich poziomu. Kiedy już masz owoc w dłoni, po co wspinać się na
drzewo?

Baba, powiedziałeś, że Kriszna, Rama, Sai - tak, zaś Budda i Jezus - nie, dlaczego?

O jest wiele powodów. Jeśli chcesz mieć wierny obraz musisz patrzeć w czyste
zwierciadło - prawda?
Bóg jest mądrością i miłością, lecz też wielką, niepojętą szczęśliwością, samą
esencją radości istnienia. Sai, Rama, Kriszna - kierując swą myśl ku tym
przejawom Boskości łączysz się właśnie z tymi emanacjami. Kierując ku innym -
obciążasz niepotrzebnym zwracaniem uwagi na cierpienie za rzekome grzechy
świata.
Z Buddą sprawa jest inna, tradycja czci go jako wielkiego i oświeconego
nauczyciela, lecz nie jest to postać, podobnie jak i Jezus formatu Awatara.

Przed laty w Jerozolimie, w Bazylice Grobu tuż obok Anastasis ujrzałem wizję
Jezusa, obraz, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. Stał w lśniąco błękitnej,
obmalowanej złotem szacie spod kopuły spływał na niego strumień jasnego,
subtelnego światła. Miał przymknięte oczy a cała twarz wyrażała niesłychane
szczęście, odwrócenie od świata, pogrążenie w boskiej głębi. To było cudowne, przez
chwilę dane mi było odczuć to, co czuł.
Po drugiej stronie nawy stałeś jako Baba i z uśmiechem patrzyłeś mi prosto w oczy.
Co to znaczyło?

Jezus większość swego życia uczył się, potem nauczał innych. Walczył ze swą
ludzką naturą i nieobce mu były człowiecze rozterki. Niektórzy twierdzą, że był
przez to bardziej ludzki, tak jakby wątpliwości i wahania mogły prowadzić do
czegoś dobrego.
Te wizje były ci wtedy potrzebne chociażby dla zwrócenia uwagi na te jakże
pomijane i zapomniane aspekty boskiego istnienia - szczęśliwość i radość.
Ja nie muszę trwać w kontemplacji, medytować o szczęściu czy specjalnie
odrywać od spraw tego świata, kontakt z nim mi nie szkodzi i zawsze jestem taki
sam - szczęśliwy, że nie masz pojęcia. Po prostu taki jestem i gdybym nie był tym,
kim jestem to powiedziałbym, że się taki już urodziłem.

101/269
Ale zaraz, skoro już o tym mowa, chcę ci zadać pytanie lżejszego kalibru, z gatunku
tzw. głupich. My się rodzimy a ty skąd się wziąłeś?

Istniałem zawsze. To słowo oznacza, że zanim jeszcze powstał ten wszechświat,


zanim została powołana do życia materia, z którego on się składa - byłem. Byłem,
jestem i będę i tak po prostu jest, te trzy czasowniki nie są odrębnymi stanami,
lecz jednym wyrazem Istnienia.
Czas jest ograniczeniem w świecie materii. Im "wyżej" tym trwanie i jego odczucie
bardziej stabilne aż do poziomu gdzie czas przestaje istnieć i pozostają jedynie
miłość, radość, szczęście, prawdziwie Boski Byt.
Przeszłość, czas, przyszłość to jedynie wydarzenia bez istotnego związku z
rzeczywistym życiem i jego pełnią, którą jest miłość Stwórcy.

Czy to znaczy, że masz swobodny dostęp do przeszłości i też możesz ją swobodnie


modelować wpływając np. na wydarzenia teraźniejsze?

Jesteś przyzwyczajony do myślenia kategoriami przyczynowo - skutkowymi,


tymczasem istota wszelkich procesów leży w tym, że to Bóg decyduje o przebiegu
wszystkich wydarzeń i tylko umysłowi wychowanemu na naukowych baśniach
wydaje się, że jest inaczej.
Wszystkim kieruje miłość. To Bóg tworzy świat wciąż na nowo, w każdej chwili
utrzymując jego istnienie. Część z tego ludzie zwą przeszłością, część przyszłością,
ale tak naprawdę jest to wielka boska zabawa. Swój los pozostaw, więc miłości a
ona ułoży wszelkie sprawy dla twego ponadczasowego dobra i uczyni to
doskonale.
Pojęcia czasu, przestrzeni, obecności "ja" osobowego rozwiążą się same w
stosownym dla tego czasie, wtedy pojmiesz te zagadnienia z łatwością a dziś nie
pomogą żadne tłumaczenia. Bawi mnie odpowiadanie na twoje pytania i czynię to
z ochotą. Czy masz coś jeszcze na dzisiaj?

Ty znasz przyszłość prawda? Nie żebym chciał ją poznać, ale powiedz jak ją
tworzysz?

Na to składa się wiele czynników, mam coś niby klocki, to są wydarzenia, które
prędzej czy później nastąpią. Podrzucam to wszystko do góry a jak spadną to
patrzę jak się ułożyły. To cała tajemnica.
Moim celem jest ludzkie szczęście. Tak układam wydarzenia, aby doprowadzić
doń każdego człowieka jak najkrótszą drogą. Czasem wiedzie ona przez ból i
cierpienie, czasem jest usłana różami. Będąc miłością nie mogę postępować
inaczej, a ludzki umysł nie pojmuje mnie zupełnie.

Mam wyraźne wrażenie, że oba tematy poruszane poprzednio - religię oraz ten
dowcipny opis Ciebie dzieli wielka przepaść.

102/269
Rozmowa o religii jest obarczona ciężką gatunkowo energią, czego niema zupełnie,
kiedy mówisz o sobie. Wprost przeciwnie jest gorąco duchowe, Twój żar energii,
radość i uniesienie.

No i masz odpowiedź, jaka jest różnica pomiędzy Boskością, a jej ziemskim


odbiciem.
Każda religia jest płodem ludzkiego umysłu i chociaż jej wizje Boga są obdarzone
pewną siłą wyrazu to jednak są jak obrazy na ekranie; pełne kolorów, lecz
nierealne. Dlatego musicie nauczyć się patrzeć na to, co jest poza zasłoną
zarzucaną przez ludzkie umysły.
Bóg przychodzi do człowieka w swej oryginalnej postaci i kiedy to następuje na
ogół niema wątpliwości, z kim ma się do czynienia.

Na chwilę chciałbym powrócić do przeszłości do tych nauczycieli duchowych,


których miałem wcześniej, niektórzy wywarli na mnie głębokie wrażenie. Teraz
pozostałeś wyłącznie Ty, z czego zresztą bardzo się cieszę. Ale jak mam spojrzeć na
swą przeszłość?

Traktuj to wszystko jako wielką łaskę od Boga, nie ugrzęzłeś w materii, nauce,
dorabianiu się. Wiele wydarzeń cię poruszyło z wieloma nie mogłeś się pogodzić,
lecz bez nich nie byłoby dnia dzisiejszego.
Teraz już nie musisz wisieć u niczyjej klamki licząc na łaskawe słowo mistrza.
Masz mnie. Chętnie będę, więc wisiał u twojej klamki.
To niepotrzebne, moje drzwi są zawsze otwarte, nawet nie musisz pukać.

Awatar i Mistrz

Baba, dziś rano jasno pokazałeś mi, że po pierwsze Budda wcale nie sięgnął
szczytów samo - realizacji a po drugie nie była mu dostępna najwyższa mądrość i
jego osiągnięcia jak wielkie by nie były są jedynie cząstkowe.

To prawda. Urodziwszy się w ludzkim ciele trudno jest zerwać łańcuch łączący z
materią. Co innego Awatar, ów przychodzi niejako z drugiej strony wolny od
więzów z samej swej natury.
Ludzie tacy jak Siddhartha dążą ku szczytom a tutaj szczyt szczytów sam zstępuje
pomiędzy ludzi ze swego wyboru żyje jak człowiek. Budda nie zgłębił prawdy
absolutnej jedynie ujrzał jeden z jej aspektów, zdobył wielki rozgłos jako jeden z
wielkich nauczycieli ludzkości. Dzisiaj istnieją inne, prostsze ścieżki wyzwolenia.

103/269
Ma to związek z Twoim przyjściem tutaj.

Tak, ja nie przyszedłem z pustymi rękami.

Baba przed laty, kiedy interesowałem się buddyzmem tybetańskim miałem sen, w
którym ujrzałem wirującą mandalę z postaciami joginów i bóstw a za nią bezkresną
jasną przestrzeń i usłyszałem słowa "manifestacja natury umysłu". Co to znaczy?

To inicjacja prowadząca do realizacji pewnych aspektów umysłu, nie przywiązuj


do tego wagi.

Naszły mnie dziś refleksje, że twoje przyjście otwarło zupełnie nową epokę w
dziejach tej planety. Nawet Krishnę, poprzedniego Awatara znało jedynie kilku
najbliższych uczniów. Ciebie zna już kilkadziesiąt milionów. Może powinniśmy
zacząć liczyć lata nowej ery - od dnia twych narodzin.

Na to nie liczę ani tego nie potrzebuję. Przyszedłem, aby dać ludziom miłość,
pokazać drzwi do światła, o których już niemal zapomnieli. A szukam miłości do
Boga, czułości, ciepłych uczuć, uśmiechów, spojrzeń kierowanych wzwyż.
Sława, znaczenie to głupstwa, którymi mami się ten świat, mnie są niepotrzebne.
[...]

Powróćmy jeszcze na chwilę do buddyzmu. W młodości wskutek medytacji Zen


miałem wspaniałe doświadczenia wielkiej miłości, radości, braku "ja" osobowego.
Niedawno zetknąłem się z buddyzmem tybetańskim inni Karmapy i lamą z Danii
uczącym chyba jakiejś skautowskiej jego odmiany.
Te kilka minut, kiedy już pojawił się na sali a jeszcze nic nie mówił było bardzo
miłych, napływała miła, ciepła energia. Gdy zaczął wykład czar prysł, cóż drogi lama
musi się jeszcze wiele nauczyć. Hasło wywoławcze - buddyzm.

W przeszłości tj. w poprzednich inkarnacjach miałeś z nim kontakt stąd te


zainteresowania. Nie jest on drogą dla ciebie chociażby, dlatego że nie ma w
okolicy dobrych nauczycieli, którzy naprawdę rozumieją, o co w nim chodzi.
Buddyzm jest drogą błędną o ile nie ma się na uwadze tego podstawowego celu
istnienia, jakim jest zjednoczenie w miłości ze Stwórcą, jakkolwiek by się Go nie
nazwało.
Pomijać aspekt miłości, właściwie nie aspekt a esencję istnienia to jak zjadać
skórkę a wyrzucać pomarańczę. Niektórzy pojmują to instynktownie i łatwo
przechodzą ponad rafami fałszywej duchowości, inni całe życie chodzą w mnisich
szatach bucząc mantry i nie widać w nich żadnych pozytywnych zmian.
Podobnie jest ze wszystkimi religiami, tworami ludzkiego umysłu, dobrymi o ile
rozumie się, że każda jest jedynie drogowskazem prowadzącym jak najdalej w
Nieznane, gdzie niema już ludzkich dróg.

104/269
Kiedy zrozumiesz to w pełni nie będziesz więcej pytał o sprawy religii i
pozostawisz na zawsze ten umysłowy bałagan. Religia to produkt ludzkiej myśli
skażonej żądzą władzy, bogactwa, pożądaniem, pychą, jest fałszywym światłem
na drogę życia dając mnóstwo scenografii zamiast wskazywać na Źródło
Istnienia i uczyć z Nim kontaktu. Na tym, jeśli pozwolisz chciałbym zakończyć
rozważania o istocie i wartości religii ziemskich.. [...]

Wczoraj pytałem cię o buddyzm tybetański, jest sporo mnichów, którzy potrafią
rzeczy niezwykłe, pokonywać olbrzymie odległości, stawać się niewidzialnymi,
przenosić przedmioty bez dotykania etc. W nocy śniło mi się, że publicznie
lewitowałem. Było mi trochę głupio, bo czułem w tym jakieś nadużycie.
Do trójki obserwujących mnie dzieci skierowałem nieco dziwne pytanie "wiecie, co
to jest?" Mając na myśli unoszenie się w powietrzu. Po chwili jedno z nich
odpowiedziało "głupota" a ja pojąłem, że to dobra odpowiedź.

Wciąż jeszcze mylisz osiągnięcia płynące z praktyki medytacji typu "cudownych


zdolności" z głębokim duchowym zrozumieniem rzeczywistości, które przychodzi
wyłącznie przez rozpoznanie podstawy wszystkich zjawisk, którą jest Boska
Miłość - i życie z Nią.
Te zdolności jakkolwiek cudowne i robiące wrażenie by nie były to głupoty,
doskonała odpowiedź w ustach niewinnego dziecka. One wcale nie służą
rozwojowi i nauce miłości a co więcej stanowią wielką przeszkodę na drodze ku
wyzwoleniu.
Nie należy, zatem dążyć do ich wypracowania a uzyskany czas skierować na
rzeczy wartościowe, na skierowanie się całym sobą ku Bogu.
Reszta to po prostu głupoty i nowe kajdany nakładane na człowieka.
Miłość się liczy i tylko ona, bo jedynie owo słodkie wznoszące ku Bogu uczucie jest
motorem każdej prawdziwej, dobrej zmiany w człowieku. Ono przynosi
oczyszczenie z błędów i skalań przeszłości, chroni, tuli i wznosi istotę ludzką ku
wyzwoleniu.

Chciałbym cię prosić abyś był stale obecny w moim myśleniu, bo widzę jak
osobowość odwraca uwagę od Ciebie i kieruje ją ku utartym ścieżkom. Pomóż mi
zerwać z przeszłością, tradycją i tym osobowym schematem istnienia i kieruj ku swej
cudownej radości i dobroci.

Życie Sai Baby w Indiach


Opowiedz mi Baba o swoim życiu w Indiach, jak ci tam jest? O co chciałbyś żeby
ludzie cię prosili? Co ty sam chciałbyś im dać?

105/269
Mam dla nich wszystko, również dobro najwyższego rzędu, czyli siebie samego.
Wielu prosi o sprawy materialne i część z nich otrzymuje to, czego pragnie.
Inni proszą o dobra duchowe, miłość, krok w kierunku Boga i te prośby są mi
szczególnie miłe.
Ale największą radością są ci, którzy proszą o mnie samego, o stopienie z Moim
Bytem na zawsze. Nazywają to wyzwoleniem, pragną go przeczuwając wielką,
nieziemską słodycz uniesienia i zjednoczenia w miłości z Boskością. Ci są pod moją
szczególną opieką, sprawiam, że stają się świadomi Mej obecności, Mego głosu,
Mojego kierownictwa w każdej chwili swego życia, ich umysły stopniowo
odwracają się od świata i kierują ku Mnie.
Ekspansja jest mym życiem, ekspansja od wewnątrz, z ludzkiego serca w świat.
A co do Indii, cóż kraj jest piękny i dobrze mi się w nim żyje. Jest wielu ludzi
naprawdę kochających i oddanych, więc mam wiele radości. Ale wiedz, że żadne
wydarzenia ani warunki zewnętrzne nigdy nie mają wpływu na mój stan
wewnętrzny, jakże mogłoby być inaczej. Stale jestem szczęśliwy, pełen miłości i
radości, bo po prostu tym jestem. Tak, jestem Bogiem na ziemi, przyszedłem by
przynieść światło dla potrzebujących mnie serc i jest to jedyny powód mej
inkarnacji.
Miłość dojrzewa, rozwija się w ludzkich sercach i duszach, nadszedł czas by
wspomóc ją z zewnątrz, umocnić to, co dobre dla naszego wspólnego dobra, bo
przecież mieszkam w sercu każdej istoty.
Baba, jeśli opublikuję te notatki oskarżą mnie o herezję albo i o szaleństwo, jak
można rozmawiać z Bogiem?
Co się przejmujesz, wszystko, co się wydarza i tak jest boską decyzją. Rozumiejąc
to można śmiać się i cieszyć ze wszystkiego. Szydercy szydzą, bo taką mają rolę,
niedowiarkowie grzęzną w wątpliwościach, bojaźliwi się wahają, kilkoro, garstka
widzi światło i za nim podąża a reszta jest obojętna i to wszystko jest dobre.
Nie dzieje się nic, co nie byłoby wolą boską, w każdym nawet najdrobniejszym
wydarzeniu kryje się czar boskiego udziału i koncepcji. Śmiej się, więc razem ze
mną, ciesz się, bo to jest teatr a ty już znasz autora!
Wszystko jest radością, miłością i szczęściem, bo nie ma miejsca gdzie nie byłoby
Boga!
Bawmy się razem to życie jest właśnie po to!

Energie religii

Dlaczego jeśli skierować uwagę ku religii napływa tak ciężka energia, przecież, jeśli
ten ruch ma związek z tobą powinien raczej unosić duchowo dawać wzlot i radość.
Czemu jest inaczej?!

106/269
Zasadnicza przyczyna to ludzie i ich mentalność, od pierwszych lat studiów
wszczepia się przyszłym duchownym, że jest solą tej ziemi czymś lepszym od
pozostałych, powołanymi i wybranymi by nauczać i prowadzić. To wiedzie do
rozbudowy ja osobowego i samo jest wielkim obciążeniem.
Ci, którzy mieli służyć zaczynają rządzić czując się poza i ponad ludzkim prawem,
cóż jest to jedynie pewna forma arogancji nic więcej.
Jeśli pragniesz władzy nad innymi, rządu dusz lub chcesz uwić sobie ciepłe
gniazdko na resztę życia to twoje drogi zupełnie, ale to zupełnie rozmijają się z
boskimi.
Jak można twierdzić, że hierarchowie są równi książętom krwi a najwyższy
kapłan stoi ponad królami tej ziemi? To przerost formy nad treścią, chytra próba
zajęcia najlepszego w ziemskim mniemaniu miejsca.
Duże pieniądze dają osobowości ludzkiej poczucie władzy i pewności siebie. To
wpływ subtelny, lecz przemożny, odcinający od żywego źródła, które bije
wewnątrz.
Jeśli jesteś władczy i wyniosły to nie chcesz słuchać, jeśli uważasz się za mądrego
to nie chcesz się uczyć, jeśli myślisz, że stoisz ponad innymi, jest to sytuacja
wygodna i nie chcesz tego zmieniać. Próżność, wysokie mniemanie o swych
zaletach, pragnienie władzy nad drugim, przekonanie, że jest się wybranym przez
Boga i posiada uprzywilejowany dostęp do prawdy absolutnej, błędny stosunek
do dóbr materialnych oto niektóre powody, dla których religia dnia dzisiejszego
przeżywa ostry kryzys. Jak widzisz jej stan jest związany z ludzką osobowością,
która próbuje przejąć kontrolę i zdobyć wyłączność w sprawach boskich. Jest to
niemożliwe a im system dogmatów i tak zwanych prawd wiary bardziej
rozbudowany tym wyższe i trudniejsze do pokonania mury twierdzy. Trudniejsze
do przejścia - z obu stron.

Baba czy możemy już zakończyć ten temat, ciężko mi się to pisze, wolę coś, co daje
więcej radości, nie chcę już grzebać się w tym błocie, pożartujmy...

Jeszcze tylko zakończę myśl.

Jeśli chcesz zakosztować boskiej miłości musisz zaufać Bogu


całkowicie i zdecydowanie odłożyć na bok wszelkie wierzenia i religie
to wszystko, przy czym majstrowały ludzkie umysły. A potem po
prostu czekać z ufnością w Mądrość i Moc, która stworzyła ten świat.

Co znaczył sen, który miałem dzisiejszej nocy? Śniło mi się, że jeden z dawnych
znajomych potraktował mnie wręcz skandalicznie i to jeszcze w zamian za wielką
grzeczność, którą mu wyświadczyłem. Byłem tak wzburzony, że chciałem go zaraz
obić, aż się obudziłem.
W podświadomości nosisz ukryte energie przywiązań, tych nabytych sympatii i
niechęci i czy chcesz tego czy nie mają one kolosalny wpływ na twój odbiór

107/269
rzeczywistości. Darzyłeś go tak wielką sympatią, że zaciemniało to właściwe
widzenie tego, co się z nim działo. Wolny od tego związku będziesz mógł spojrzeć
na rzecz z dystansu, Moimi oczami, nie troszcząc się o jego byt wiedząc, że to
działa Moja miłość, która nie pozwala zbytnio brykać naturze ludzkiej. To dla jego
dobra, aby nie popadł w prawdziwe kłopoty będzie się działo wiele, bowiem on
wiele dostał ode Mnie.
Mądrość i doświadczenie życiowe musi czasem przyjść przez trudy i cierpienia
natury niższej. Porzuć, więc te związki i zwróć umysł ku Mojej Miłości a wkrótce
ujrzysz ją wszędzie. [...]

Już chyba trzeci raz dzisiaj usłyszałem od Ciebie, że religia katolicka zabija duszę,
czy możemy o tym porozmawiać?

Możemy porozmawiać o wszystkim.

Dla wielu ludzi to, co przeczytają będzie szokiem.

Jestem specjalista od burzenia obrazów, szczególnie zaś tych, co przesłaniają


Światło. Dlatego z całą mocą powtórzę - katolicyzm dziś jest religią, która nie
zasługuje na to miano. Jego wpływ na duchowość człowieka rozumianą jako
zbliżanie się ku Bogu jest negatywny. Rozpowszechnia błędną doktrynę a obraz
Boga, jaki stworzył jest fałszywy. Skutek jest taki, że niszczy ludzkie dusze zamiast
je wspomagać na drodze ku Bogu. Taki jest skutek poszukiwań władzy nad ludźmi
a nie Boga.

To bardzo ostre słowa.

Mój drogi zadałeś Mi pytanie, a Ja udzieliłem odpowiedzi. Co zrobisz lub zrobicie z


ta wiedzą to już wasza sprawa. Dajecie się zwodzić na manowce, ulegacie
słabościom ziemskim a wasza "religia" pokazuje wam, że tak być powinno, jest to
właściwe. Bóg czy kościół, miłość czy lęk, pokora czy autorytet, oddanie Bogu czy
władza nad innymi? Wybór jak zawsze należy do was, nie musicie przecież Mnie
słuchać. Jedynie cierpienie, które wywołujecie działaniami opartymi na błędnym
widzeniu rzeczy może kiedyś da wam do myślenia.

Tysiące ludzi nie uwierzy w to, co powiedziałeś.

Ależ wcale nie musi! Tysiące ludzi ma tu jeszcze do spełnienia wiele dzieł
związanych ze światem materialnym i czekają ich jeszcze liczne wcielenia
ziemskie. Taką wybrali drogę i Ja to szanuję.
Jest jednak garść tych, którzy umieją patrzeć i widzieć rzeczy, jakimi są nie dając
się ogłupić.

108/269
Ostre słowa.

Pytasz, a Ja odpowiadam tak jak uważam za stosowne. Ty skupiasz się na


słowach a Ja widzę rzeczywistość tej "religii" i co ona czyni z człowiekiem, jak
odbiera mu światło i niszczy miłość do Boga w sercu. Daj Mi, więc wypowiedzieć
się swobodnie, bo dziś godzi się powiedzieć prawdę.

Mam wątpliwości, co do jakiegoś efektu, jaki wyniknie z czytania tej książki, to są


przecież też tylko słowa.

Moje słowa mają moc, która dociera do serc przygotowanych ludzi i


przygotowuje ich na następny krok ku rzeczywistości, ku miłości i to jest sens tej
książki, zmiany są niewidoczne, niedotykalne, ale bardzo głębokie. Nawet, jeśli
ludzie nic nie wprowadzą w życie. To ono i tak się już zmieni i to z wielu powodów.
Widząc Moją relacje z tobą pomyślą ze skoro ty mogłeś to i oni również mogą
znaleźć Mnie i to już będzie wielki krok naprzód. Bo w końcu, dlaczego nie? Wielu
przyjmie naturalne wyrażone tu prawdy jako wskazówkę dla siebie samych i
będzie im się żyło lżej, lepiej, pogodniej, radośniej, szczęśliwiej. I o to właśnie Mi
chodzi. Przecież o nic innego tylko o wasze dobro. [...]

Jakiś czas temu nagle, bez myślenia o tym ani udziału woli znalazłem się w pokoju
obok papieża. Wizja była bardzo realistyczna, wspaniale się czułem otulony i
unoszony na falach twej miłości, byłeś tuż obok, z serca płynęła słodycz, subtelna
energia, która kierowała się ku klęczącej, zatopionej w modlitwie postaci w bieli.
Modlił się wtedy za świat, wiem, że do Matki Boskiej. Widziałem jak jest drogi
Twemu sercu a jednak jak trudno mu jest wznieść się w górę.

To wychowanie i wykształcenie księży sprawia, że kurczowo trzymają się doktryn


i litery bojąc się opuścić znany teren i dać swobodnie unieść w boskich objęciach.
Lęk jest bardzo trudną barierą do pokonania, pewną ulgę przynoszą niektóre
kontemplacje, lecz wkrótce i tak myślenie powraca na stare tory. Umysł lubi dużo
mówić, ale nie lubi słuchać. Trzeba nauczyć się wsłuchiwać w ciche szepty
boskości, którą każdy nosi w swym sercu.
Mężczyzna, o którym wspomniałeś jest mi bardzo drogi, z wielkim szczerym
bólem patrzy na losy świata i gorąco modli się o jego pomyślność. Tym samym w
ukryty sposób stwierdza, że Bóg się myli dając światu rzeczy niepotrzebne i
bezwartościowe. Właściwa modlitwa powinna dotyczyć indywidualnego
kierowania na boskie ścieżki, bo ich zrozumienie daje wolność od cierpień.
Nie trzeba też prosić o wypełnienie się zamiarów boskich, bo przecież stale się one
wypełniają.

Nie należy prosić, aby wygrała wybory ta czy inna partia, bo i tak wygrają ci,
którzy mają wygrać i niema w tym błędu, jeśli już to można zanosić prośby o

109/269
oczyszczenie i uspokojenie umysłów oraz oświecenie dla wszystkich.

Błędem i to wielkim jest mieszanie się do polityki szczególnie w sposób ukryty i


zawoalowany jak to ma miejsce obecnie.
Błędem jest nauczanie innych, jeśli samemu nie żyje się prawdami, które się głosi.
Błędem jest walka o władzę, wpływy, majątki i dobra materialne, w tej walce
prowadzonej w przekonaniu, że zdobędzie się zasługę w boskich lub ludzkich
oczach kryje się ziarno zdrady zasad, które leżą u podstaw duchowości.

"Panie daj mi to, co ty uważasz, że jest mi potrzebne abym nie musiał


w nic poza Tobą się angażować, udziel swej łaski odwrócenia od
świata i jego problemów abyś mógł skierować mnie ku Tobie. Usuń z
mej wiary, spal w ogniu Twej miłości to, co błędne i niepotrzebne,
mimo iż mnie może wydawać się święte".
Oto są słowa, które chciałby na pewno usłyszeć Bóg od ludzi, którzy są mu
prawdziwie oddani, nie tylko zawodowo.

Pokazujesz mi rzeczy i wprowadzasz w sprawy, które są w wielkie, uczysz głębokiego


zrozumienia życia i co najważniejsze głębokiego odbierania Ciebie. Pytanie tylko czy
mogę to wszystko przedstawić ludziom i opublikować, tak jak to powiedziałeś
wcześniej. Pal sześć, że uznają mnie za pomylonego, bo wielu nie dorosło do
zrozumienia tego, co mówisz, ale czy nie jest to forma iluzji ego? Upublicznianie
czegoś, co powinno pozostać prywatne, bo ujawnienie tych rozmów przyniesie mnie
duchową szkodę?

Nie jesteś już zainteresowany tym światem i wiesz już, że wszelki z nim kontakt
przynosi raczej upadki niż wzloty.

Boję się jednak, że stracę Ciebie i sprzeniewierzę się idąc za głosem może pragnienia
pokazania czegoś, sam nie wiem jak to nazwać.

Nie zajmuj się swoimi motywami, one są nieszkodliwe i na dzisiaj w porządku,


kieruj się ku Mnie to jest wartość prawdziwa.
To prawda, że publikacja tych naszych rozmów może być i będzie dużym
wstrząsem, ale nalegam abyś to uczynił. Zrób to dla Mnie i miłości, którą chcę
objąć wielu ludzi w świecie zewnętrznym.
Ta praca przyniesie wiele pożytku, zmieni wiele umysłów, kilkorgu dojrzałym do
tego wskaże dalszą drogę.
Oto jej cel - nieść radość, miłość, szczęście i usuwać im z drogi wszystkie
przeszkody.
Niech zwyciężą Miłość, Radość i Szczęście!

110/269
Współ - czucie

Dziękuję ci Baba, że tak zmieniasz muzykę, której słucham. Słyszę w niej i czuję jak
płynie Twoja miłość albo jak śpiewający cieszą się, nie ma tego zupełnie, gdy
słucham tych samych utworów poza domem.

Naturą człowieka jest szczęście, nie to płynące z pomyślnych wydarzeń życiowych,


lecz wewnętrzne niezależne zupełnie od spraw materialnych a przy tym daleko
potężniejsze, wszechobejmujące, wieczne. Odrzucać je na rzecz cierpień żalów to
odwracać się od Boga.
Porzuć wszelkie przywiązanie do spraw tego świata i daj mi się unieść poza jego
obręb. Będziemy bardzo szczęśliwi oboje a raczej ty będziesz tak szczęśliwy jak Ja
jestem stale.

Różne doktryny duchowe uczą o konieczności współczucia innym ludziom w


cierpieniu, niektórzy twierdzą nawet, że jest ono najwyższą ścieżką motywując do
bezinteresownych działań. Jak jest naprawdę?

Tak istnieje taki pogląd, taka wiara. Prawda jest jednak nieco inna. Najwyższą
drogą jest miłość nie współczucie czy cierpienia. Jedyne współ - czucie warte
polecenia to wsłuchanie się w boski głos płynący z serca, ów słodki dźwięk odczuć,
współ - odczuwanie nastrojone nie na tony ziemskie, lecz wprost przeciwnie,
odwrócone od świata i skierowane ku Bogu. To wespół - czucie jako jedyne unosi a
każde inne obniża loty albo wręcz pogrąża. Czy to znaczy, że nie należy współczuć
bliźnim w ich cierpieniach i nieszczęściach?
Tak, to dokładnie to znaczy. Jeśli możesz a jednocześnie czujesz boski impuls to
winieneś nie współczuć a pomóc w usunięciu cierpienia i jego przyczyn. Ale swe
odczuwanie masz kierować wciąż wzwyż, ku Bogu, nie ku energiom ludzkim.
Ludzie cierpią z wielu powodów. Jedni chorują, inni potracili majątki, domy
bliskich, jeszcze inni nie potrafią lub nie mogą ułożyć sobie życia tak jakby tego
chcieli i cierpią. Czy będziesz im współczuł? A jeśli tak to, co to tobie i mnie da?
Często cierpienia wynikają z głupoty, ciemnoty albo nienasyconych pragnień. W
ten sposób ludzie uczą się wartościować to, co ich spotyka. Na sobie samych
przekonują się jak ziemska miłość przeradza się w zazdrość czy gorzką nienawiść,
ambicja rujnuje to, co w człowieku najwartościowsze, żądza sprawia, że ślepną i
popełniają głupstwa.

Mam wrażenie, że pokazujesz tylko jedną stronę rzeczy.

Tak, bo za tym wszystkim kryje się Boska Miłość i upadając dwadzieścia razy za
dwudziestym pierwszym podnosisz się i idziesz dalej i to jest wielka radość.

111/269
Współczucie rozumiane na sposób ludzki kieruje twój umysł ku ziemi, to nie jest
dobre. Czy myślisz, że Bóg nie wie, że ludzie cierpią, a co więcej, że tak naprawdę
nie jest to Jego decyzja, która czemuś służy? Wiesz jak jest naprawdę, więc nie
przesadzajmy z tym przydawaniem znaczenia cierpieniu, bo tam go po prostu
niema.
Nie trzeba wcale cierpieć by być dobrym człowiekiem, iść do Boga i rozwijać się
duchowo. Wprost przeciwnie są lepsze i prostsze drogi wśród nich ta najprostsza -
słodkiej miłości. Poza tym najpierw należy pomóc sobie a potem brać się za
usuwanie cierpień innych. W zrozumieniu praw duchowych i podążaniu drogą ku
Bogu kryje się wolność od wszystkich cierpień - dla wszystkich.
Zbliżcie się wszyscy i zacznijcie współ - odczuwać wraz ze Mną. Niech Miłość
prostuje wasze ścieżki.

Aborcja

Przepraszam Baba za zmianę tematu, ale jaki jest twój pogląd na sprawę aborcji?

Człowiek nie stworzył życia i samowolnie nie powinien go odbierać. Są jednak


czynniki przemawiające za koniecznością takich zabiegów czynniki społeczne,
medyczne i psychologiczne.
Co do samego zabiegu to ostateczny głos powinien należeć do kobiety, bo to ona
bierze na siebie główny ciężar przyszłego wychowania potomstwa lub też ciężar
psychiczny związany z przeprowadzonym zabiegiem.
Nie można generalizować i dopuszczać zabiegów zawsze lub też ograniczyć je do
zera. Praktyka nie zaślepiona żadnym fanatyzmem pozwoli zawsze znaleźć złoty
środek.
To nieprawda, że życie embrionu jest święte już od chwili poczęcia, człowiek to coś
więcej niż tylko ciało.
Człowiek skierowany wewnętrznie ku Bogu będzie wiedział, co powinien uczynić
w takiej sytuacji.
Trzeba prosić Najwyższego, aby w jasny sposób przekazał swoją wskazówkę.
Życie cielesne nie ma wartości absolutnej i to dotyczy również eutanazji. Czasem
lepiej jest skrócić cierpienia i jest to całkowicie zgodne z działaniem miłości.
Nie są to sprawy, które dałyby się łatwo skodyfikować, ludzie boją się wielu
nadużyć.

Baba mówisz o tych sprawach, a wciąż mam wrażenie coś niby słaby blask, że to i
tak ty decydujesz o wszystkim o chwili narodzin i śmierci.

To prawda, dlatego ciężar dyskusji powinien być raczej przeniesiony na to jak


poznać boską wolę odnośnie tych spraw, oraz jak dostosować życie do prawdy, że
to nie człowiek decyduje o początku i końcu. Stąd powinna wynikać postawa
spokojnej rezygnacji z wysiłku wpływania na bieg zdarzeń,
obserwacji ich przebiegu z umysłem skierowanym ku Bogu. Taka
postawa rozwiązuje łańcuch przyczynowo - skutkowy i niweczy skutki tak
zwanych błędnych decyzji.

112/269
Ludzie dręczą wyrzuty sumienia i zaszczepione poczucie winy tymczasem
przeciwnie niż sądzą mają nikły, ba żaden wpływ na bieg wydarzeń.

Baba stąd więc wynika że to ty jesteś także przyczyną ludzkich cierpień i nieszczęść
czyż nie tak ? Jednym dajesz miłość i wolność innym kajdany i ciemność.
Nikt nie dostaje czegoś co nie byłoby mu w głębokim sensie tego słowa potrzebne i
na co by się wewnętrznie nie godził. Cierpienia i nieszczęścia są skutkiem tak
wielu czynników, ale zgoda, że muszę to zaakceptować i odmierzyć każdemu, co
się należy. Ale gdyby nie bolesna operacja chirurgiczna wielu pacjentów by nie
przeżyło.
Pomyśl o tym także, że jestem w każdej istocie jej cząstką żywą i czującą, więc
udzielam tego wszystkiego również sobie samemu. Jednak czy dziecko nie jest
warte męki porodu?
Wciąż nie potrafię zrozumieć, czemu to robisz, przecież może być inaczej.

Właśnie ci to tłumaczę, patrzysz na te sprawy jedynie z bardzo wąskiego punktu


widzenia widzisz tylko materialne skutki, ale nie dostrzegasz wcześniejszych
przyczyn, które dziś w ten właśnie sposób przynoszą owoce, żądz, pragnień,
ambicji, nienawiści, okrucieństwa, fanatyzmu i konieczności spalenia tego w
Boskim ogniu miłości.

W tym wszystkim, co mówisz widzę i czuję płomień Twojej miłości nawet w tak
skrajnych zjawiskach jak fanatyzm religijny czy nacjonalizm.

Bo ona tam jest jednak nie w postaci czystej, taka może istnieć tylko poza światem
form. Dobrym przykładem jest woda, podstawa życia, zmieszana z ziemią,
materią daje błoto.

Stare przysłowie mówi, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ja wszędzie


widzę miłość, radość, szczęście i ty zbliżywszy się do mnie będziesz widział to
samo.

To twój wychowany na innych poziomach bytu umysł nie może pojąć


nieuchronnej konieczności pewnych wydarzeń i związanych z nimi cierpień. Ale
większość z nich wynika wyłącznie z niezrozumienia praw życia i chęci osobowego
urządzenia się, życia według reguł, które ten świat uznaje za słuszne, wbrew
prawom boskim.
Patrząc na cierpienia wynikłe z utraty własności i związków, których kurczowo
się trzymamy możemy powiedzieć, że są one błogosławieństwem lub inaczej
skutkiem korzystnego dla nas jako całości istoty ludzkiej obrotu losu.
Kataklizmy i nieszczęścia naświetlane przez media jako tragiczne zmuszają ludzi
do zmiany systemu wartości i innego spojrzenia na życie, wyrywają z rutyny i
zastoju, spalają wiele przywiązań i negatywnych skłonności.
Jak widzisz mają, więc swój aspekt pozytywny i są potrzebne. Bez nich uwierz mi
ten świat byłby nie do zniesienia opanowany do cna przez pewne siebie i uparte
ludzkie osobowości.

113/269
Patrząc na sprawę globalnie są dobrem stanowiąc niezbędny element realizacji
boskich zamiarów. Dzisiaj to stwierdzenie może być zbyt szokujące, lecz wynika to
jedynie z ciężaru ludzkiej zasłony ignorancji. Po latach, niektórzy dziesiątkach
inni może setkach lat spojrzą wstecz i zobaczą wyłącznie wielką radość i ogromne
szczęście we wszystkich bez wyjątku kolejach swego losu.
Ostatecznym celem wszystkich przemian jest pełny wyraz boskiej miłości przez tą
ludzkość, wszystko, co temu służy jest dobre i pochodzi ode Mnie.

Prostym wnioskiem stąd może być, że rozmyślne przysparzanie cierpień innym jest
czynnikiem sprzyjającym ich wyzwoleniu.

Dodaj, że wnioskiem idioty. Chęć zaszkodzenia komukolwiek przyniesie


negatywne owoce przede wszystkim tobie. Negatywne to znaczy niemiłe
wydarzenia w tym lub kolejnych żywotach.

Gdzie, zatem jest klucz - różnica pomiędzy dobrym a złym działaniem


wyzwalającym bądź niszczącym, bo przecież jesteśmy ludźmi podejmujemy różne
decyzje i nie mamy zbyt wielu możliwości wyboru.

Różnica leży w intencjach czynu oraz w świadomości, która cię do niego popycha.
Jeśli jesteś blisko Mnie i słuchasz uważnie to działasz na Mój sposób i twój umysł
nie wprowadza ograniczeń.
Te same czyny mogą być motywowane niskimi instynktami, zazdrością, odwetem
i tutaj prędzej czy później otrzymasz rachunek do zapłacenia i wewnętrznie
będziesz obserwował całą tę grę ze zrozumieniem, że to żywa Boskość poucza cię
w taki oto sposób.
To z kolei da impuls do kierowania się ku czynom korzystniejszym dla ciebie a
później do nauki bardziej harmonijnego współdziałania z wolą wyższą,
opanowania pragnień i żądz, skupienia na wartościach duchowych.
W ten sposób zmierzasz wewnętrznie ku coraz większej świadomości Boskości i
pełniejszego z Nią stopienia aż do poziomu, gdy nie ma już dwojga a staje się
Jedno.

Jednak uparcie jak osioł wrócę znów do oskarżania Ciebie jak mogłeś dopuścić do
tego, aby było tak wiele głodu cierpień i wojen.

Posłuchaj mnie uważnie. Radość z huśtania na huśtawce polega na wysokim


wychyleniu z punktu równowagi, do którego jednak siłą rzeczy musisz powrócić.
Siła rzeczy oznacza tu prawa, które rządzą tym wszechświatem, tą ziemią,
człowiekiem.
Każdy cień wskazuje kierunek światła, a tym bardziej potrafisz je docenić im
dłużej żyłeś w ciemnym lochu.
Ta ziemia i wszystko, co się na niej dzieje jest wciąż piękna i pełna uroku, pełne
uroku i radości jest ludzkie życie a pod jego podszewką dzieją się tajemnicze i
cudowne wydarzenia inspirowane przez kochającego Stwórcę. Jak możesz
patrzeć tylko na ciemną stronę? To życie jest przecież piękne sam to dobrze wiesz,
więc nie przesadzaj z tymi ponurymi tonami, za dużo naoglądałeś się telewizji.

114/269
To prawda muszę przyznać, że nie mam powodów do narzekań, przeciwnie bardzo
się cieszę, że żyję tutaj, teraz, że spotkałem Ciebie i dajesz mi kosztować swej jakże
słodkiej miłości. Czasem tylko jeszcze odbije mi się starym sposobem myślenia.

To dobrze, że już to dostrzegasz. Siła przemian leży w utrzymaniu wysokiego


stanu ducha i umiejętnym kierowaniu się pośród wydarzeń ku Boskiej Miłości i
zgłębianiu Jej praw.
Wyrzucaj z umysłu niepotrzebne myśli, jeśli nie masz od razu odpowiedzi na swe
pytania to po prostu je zostaw. Czasem muszę ci jeszcze wiele wyjaśnić dodatkowo
i zainspirować nowe przemyślenia byś mógł zbliżyć się bardziej do właściwej
perspektywy.
Nauka i wznoszenie trwają bez ustanku i muszę ci wyjaśnić jeszcze wiele rzeczy.
To, że nie boisz się pytać nawet w sposób obcesowy to bardzo dobrze, przecież
robisz to z pewnej przekory, bez złośliwości a raczej dla zabawy. Dzięki temu
pewne treści mogą się uwolnić, zostać dostrzeżone i wyjaśnione a całość
skierowana na nowe tory. Tak czyń dalej. [...]

W nagłej wizji kilka dni temu pokazałeś mi, że musisz ofiarować pewnemu młodemu
mężczyźnie cierpienie wskutek tego, że zmuszał swą żonę do zabiegu aborcji. Proszę
Cię wytłumacz to szerzej.

Zmuszanie do zabiegu powodowane egoizmem, troską o własne plany i interesy a


nie o życie, zdrowie czy przyszłość partnerki jest naruszeniem boskich praw
ofiarowanych jednostce.
To kobieta powinna sama zdecydować, o czym ci już wspominałem.
Miłość zna wszystkie intencje, sądzi sprawiedliwie i właściwie odmierza skutki.
Tego mężczyznę czeka seria niemiłych wydarzeń.

Ale pozwolę sobie zauważyć, że ten człowiek nie wie dokładnie, co czyni.
A tu cię boli, gdyby był świadomy, co czyni i tak postąpił to skutki odczułby daleko
mocniej.

Człowiek powinien słuchać swego wnętrza i prosić Boga w swym sercu, aby
wyjawił mu swój zamiar i dał siłę by iść za nim.

Ludzie są nieświadomi toteż cierpią.

Tak, cierpienie uczy, leczy i oczyszcza, owoc tych przejść nosisz w sobie wewnątrz
jako zrozumienie, charakter i skłonności.

Czy wszyscy, którzy zmuszają innych do postępowania wbrew sobie muszą cierpieć?

Tak, takie jest prawo.

Ale na ten przykład księża, przynajmniej niektórzy wierzą święcie, że zakaz aborcji
jest dobrem.

115/269
Jest wiele sposobów, aby się przekonać, jakie są boskie zamiary w tej i każdej
innej sprawie.
Błędna wiara nie chroni przed cierpieniem, ona właśnie je powoduje. Takie są
skutki, gdy ludzie chcą być mądrzejsi od Boga.

Ale nawet, gdy Twoje słowa wyjdą drukiem to też niewiele zmieni.

Mój drogi pozostaw innych i ich naprawę Mnie. Jeśli nie chcą słuchać tego, co
mówię to niech szukają swojej drogi, przecież nikt im tego nie broni.
Ale niech wiedzą, że zbyt sztywne trzymanie się litery niszczy i zagłusza Ducha. To
On jest ważny reszta to tony zadrukowanego papieru i niepotrzebnie zniszczone
hektary lasu. To też przynosi negatywne skutki.
Człowiek myśli, że posiada Ziemię, wie, co jest dobre, sądzi, że niektóre księgi są
święte i mądre. Wynika z tego tylko wiele bólu i cierpień zamiast miłości, szczęścia
i radości. To ku nim jednak zmierza wszystko i w końcu wszystko roztopi się w
Świetle.

Gdzie, więc leży wolność od cierpień?

W prawym postępowaniu.

Tak, ale cóż to znaczy, mówisz raczej o Twoich prawach nie o ludzkich.

Tak, te prawa są dla każdej jednostki trochę inne w zależności od jej poziomu,
uwarunkowań i potrzeb.

Jak więc można rozpoznać, co jest właściwe a co nie?

Pomocna jest znajomość zasad ogólnych, lecz rozstrzygające jest słowo, które
człowiek słyszy w swym wnętrzu.

Większość ludzi jednak go nie słyszy.

Słyszą wszyscy - wewnątrz, jednak zewnętrznie myślą, że wiedzą lepiej, kiedy


porzucą swe błędne przekonania i w ciszy zwrócą się ku Ojcu z pytaniem - On
odpowie...
Poza tym to nie wolność od cierpień jest najważniejsza, ale miłość. Zniknięcie
cierpień jest skutkiem ubocznym kroczenia po drodze miłości do Stwórcy. Jest to
Jego dar dla oddanych i kochających Go ludzi.
Właściwe postępowanie wynika głównie z oddania się Bogu i powierzenia Mu
wszelkich spraw z prośbą, aby to On nimi pokierował na swój sposób, nie tak jak
nam się podoba.
Druga sprawa to fakt, że niepotrzebnie przejmujesz się innymi, to i tak nic nie
wnosi większość te słowa i tak potraktuje jak kolejną bzdurę.

Tak, rzeczywiście wszystko jest dobre i doskonałe, po co poprawiać to, co jest.

116/269
Ta książka niesie wielki ferment godząc w chore i zaśniedziałe podstawy myślenia
jednostkowego i społecznego.
Jest jak policzek wymierzony opinii społecznej, policzek siarczysty, więc kilkoro
ma szansę się ocknąć. Kilkoro, bo reszta jest tak zajęta konsumpcją i śpi tak
głęboko, że nie zbudzi ich nawet mocne uderzenie w twarz. Najwyżej bekną sobie i
odwrócą na drugi bok. Zatem niech śpią dalej snem kamieni aż kiedyś przyjdzie
ich czas, bo przyjdzie na pewno.
Istota przemian leży w świadomości Boga i życiu w Jego miłości.
Wtedy rozumiesz, że ten świat jest rajem, bo to właśnie tutaj mieszka Bóg, nie
gdzieś daleko, ale tutaj i teraz jest Królestwo Niebieskie.
Wtedy umiesz spojrzeć na życie z Jego punktu widzenia i wszędzie widzisz to, co
On; miłość, radość, szczęście.
Tak zwane nieszczęścia są nieuchronnymi skutkami wcześniejszych działań, lecz
niosą również element nauki duchowej i nadzieję zmiany na lepsze. Cieszysz się,
więc również i z cierpień widząc w nich oznaki działania Boskiej Mądrości, która
ingeruje w ludzki los i prostuje swoje ścieżki.
Ten świat jest rajem cudownym miejscem do życia, kochania i śmiechu aż do
ostatnich łez.

Dziękuję ci Baba za twoje doskonałe wyjaśnienia.


[...]

Czuję, że wciąż powraca mi temat aborcji i spraw z nią związanych chcę ci, więc
zadać kilka pytań. Czy możemy porozmawiać?

Tak jestem gotów. Jestem stale gotów do rozmowy, pracy, wymiany myśli,
uczestnictwa w twoim i każdym innym życiu, więc mów bez skrępowania.

Dlaczego czuję, że ten temat jest istotny?

Dlatego, że poruszył cię wewnętrznie i muszę ci teraz wyjaśnić jak się sprawy
mają abyś nie trwał uczepiony jakiegoś szczegółu.
Dobre działanie przynosi dobre skutki błędne decyzje niosą cierpienie a jedne i
drugie są elementami drogi rozwoju, którą kroczą ludzie.
Każdy działa stosownie do swych skłonności i przekonań, jednak jedni mają
większą władzę niż inni i czasem chcą jej nadużywać. Powiedziałem czasem, choć
raczej jest to regułą.
Podobnie jest i ze sprawą aborcji, religią w szkole, stopniami na świadectwach
itd.
Kościół uważa, że właściwym sposobem prowadzenia działalności na rzecz
wartości boskich jest polityka faktów dokonanych i nieustannego nacisku na
władzę rzekomo w imię ludzi wierzących. Nie rozumiem, dlaczego tak odwołują
się do praw tych ludzi a nie do boskiej inspiracji, gdzieś tu zupełnie zatracili
zrozumienie. Czy Ja gdybym chciał nie mógłbym wprowadzić Moich porządków
w jednej chwili?
Pojawia się pytanie czy nawracanie na siłę może wzbudzić w kimkolwiek miłość
do Boga, tę najwyższą wartość, istotę wszystkich religii? Odpowiedź jest prosta:

117/269
nie może nie ma takich przypadków.
Trzeba to dobrze zrozumieć, że Bóg nie potrzebuje tutaj swoich adwokatów i nie
musi z nikim walczyć o wpływy na rząd czy parlament. Duchowni jako
przynajmniej w teorii oddani Bogu najlepiej powinni rozumieć, że Ojciec może
wszystko i wcale nie trzeba Go poprawiać.
Decyzje, które zostały podjęte, ograniczające dopuszczalność zabiegów są błędne
podobnie jak zbędna jest religia w szkołach. Właściwą drogą jest pozostawienie
człowiekowi swobody wyboru w zgodzie z tym, co czuje on wewnątrz.
Pozytywnym efektem tych decyzji będzie odwrócenie się wielu istnień od
kościelnej polityki a zwrócenie ku Bogu, dziś zbyt wielu wierzy bardziej w kościół
niż mądrość i opiekę boską.
Ludzie dostali to, czego chcieli, może nie wszyscy, ale na pewno ci, którzy mieli
władzę.
Droga takiej nauki jest trudna i bolesna i wiedzie przez liczne upadki i cierpienia, i
jest to droga nie jedyna a jedynie uciążliwa.
Decyzje naruszają wolność jednostki i przysparzają cierpień. Ich skutki spadną na
tych, którzy je wydali. Wyobraź sobie, że np. jeden z obecnych biskupów narodzi
się podobnie jako kobieta i wskutek zakazu aborcji będzie musiał urodzić kalekie
dziecko. Tak oto miłość będzie przebijała się wśród trudów i nędzy ludzkiego
bytowania.
Ty mnie pytasz czy jest to sprawiedliwe? Tak, to jest sprawiedliwość, która każe
zbierać owoce swych uczynków. A przecież są i inne drogi, łatwiejsze i prostsze,
ale kto chce ich szukać, ludzie są mądrzy i dziś wszystko wiedzą lepiej. Ja zaś jak
zwykle pozostaje na uboczu, z dala od zgiełku. Poszukuję ludzi kochających Mnie
ponad sprawy tego świata.

Część siódma
Hazard i ryzyko

Baba, a kto będzie następnym prezydentem? Powiedz mi, a ja postawię sporą sumę
na niego i wygram.

Ten sam człowiek, co teraz, ale jak postawisz za dużo to przegrasz. Nie radzę
ryzykować.

Kiedyś myślałem, że ryzyko dodaje życiu smaku.

A teraz?

Jest mi przyznam obojętne. A co powiesz o hazardzie?

Wykorzystywanie ludzi, ciężkie pieniądze w zamian za chwilowy dreszcz emocji

118/269
lub niewielkie inwestycje w nadziei radykalnej poprawy losu. Sprzedawanie
nadziei ma swoją wartość. Pieniądze mogą przynieść rozwiązanie jedynie
niektórych problemów a posiadanie sporego majątku nakłada nowe kajdany.

Jednak ludzie uważają, że lepiej jest mieć niż nie mieć.

Problem leży nie w tym by mieć, lecz w fakcie, że ludzie nie znają umiaru.
Jeśli coś posiadają zwykle chcą mieć jeszcze więcej i to oraz lęk przed utratą
przysparza nowych trosk.
Radość życia nie zależy od stanu portfela a powiem ci z obserwacji, że obecna jest
częściej tam gdzie ów portfel chudy. Pieniądze to wielki magnes i wielka siła, tylko
nieliczni potrafią nad nimi zapanować. Mówi o tym stare przysłowie, że są
dobrym sługą, ale złym panem.
Ta energia uruchamia wiele mechanizmów ukrytych w podświadomości, człowiek
zaczyna myśleć, że jest kimś, coś znaczy, ma władzę, zamyka się w sobie i jego
osobowość tężeje. Energia ta wiąże i zaślepia umysł człowieka. Stąd wniosek, że
lepiej nie mieć niż mieć.
Widzę, że od pewnego czasu specjalizuję się w mówieniu herezji, ale taki już mam
heretycki charakter. Mogę za to swobodnie mówić społeczeństwu, że jest zepsute i
zgniłe od środka a to, w co święcie wierzy to najgorsza zaraza i hucpa wbrew
wszelkim prawom natury i Boga. Mówię tu o świętej ludzkiej własności, władzy,
pieniądzach oraz religii.
Nie będę mówił chorym, że zaraza, która ich toczy jest szczytem zdrowia i
pomyślności.

Jednak nie zalecasz również ascezy.

Zalecam umiar, ograniczanie pragnień i kierowanie życia ku Bogu a nie


konsumpcji bez kontroli. Patrząc trzeźwo na życie widzisz, że tak naprawdę nie
jest ci do niego wiele potrzebne. Dach nad głową, proste posiłki, trochę muzyki,
którą lubisz, bez reszty można się właściwie obejść.

Dodaj jeszcze kasety video z Tobą i bhajany których często słucham.

To też, o resztę nie warto walczyć. Mógłbyś oczywiście wysilić się i zarobić na
dobry samochód i wakacje na Karaibach...

Mógłbym, ale po co? Pięknem w krajobrazie jesteś przecież Ty sam. Ziemia jest
piękna ma wiele cudownych zakątków, ale największa radość i tak płynie z Ciebie,
oglądania Cię odczuwania w sercu Twej obecności. Kiedy tego brak to najpiękniejsze
widoki są jedynie pustą podnietą.
Patrzę na piękno rzeki, błyski słońca ślizgające się po wodzie, ale to Ty nadajesz

119/269
nieziemski smak tej chwili Twoją bliskością. Nie chcę nic więcej.
Baba, idąc za twoim tokiem rozumowania, lepiej być w ludzkich oczach szaleńcem i
łajdakiem niż powszechnie poważaną osobą.

Dokładnie tak, nie masz wtedy żadnych wątpliwości, co ludzie o tobie myślą ani ci
na tym nie zależy, a jeśli nawet zacznie to tak od nich oberwiesz, że prędko
powrócisz do tego, co jest wartościowe - Mojej Miłości. Jesteś na nią skazany i od
tego wyroku nie ma apelacji

Rozwój duchowy

Baba, chcę cię zapytać o duchowy rozwój człowieka. Kiedyś powiedziałeś, że dusze
przechodzą ze świata zwierząt w ludzki i dalej się kształcą. Czy takim "młodym" jest
trudniej zapanować nad ciałami i np. instynktami odzwierzęcymi?

To trochę nie tak. Instynkty zwierzęce to odruchy zakodowane w ciałach, wieki


spożywania mięsa przez człowieka sprawiły, że podobne mechanizmy w ciałach
ludzkich działają przesadnie.
Dusza ludzka stoi ponad tym poziomem i na ogół już jest świadoma Stwórcy oraz
tego, o co w tym życiu chodzi. "Młoda" dusza ma mniejszą możliwość penetracji
wszechświata i odbioru jego tajemnic, ale też mniejszy "bagaż" energii, których
nie zdążyła jeszcze nazbierać. Jest jak dziecko w świecie dorosłych, nie znaczy to
wszakże, że jest mniej kochana.
"Starzy" wiedzą więcej i więcej mogą, lecz w orkiestrze potrzebne są różne
instrumenty do pełni dźwięku kosmicznej symfonii.

Stąd wynika, że twój boski plan to głównie kształcenie dusz a materialność jest
jedynie odpryskiem.

Nie, tak nie jest. Materia jest jak zwornik sklepienia, wszystkie elementy są
potrzebne inaczej całość się zawali.
Jednak w tej sferze nie odbywają się żadne ważne sprawy ani też nie zapadają
istotne decyzje, tylko ludziom wydaje się, że jest inaczej.

Tak, to prawda. To dusze współdecydują o wszystkim i oglądając owoce swych


czynów rozwijają się ku Pełni.

Jaka jest zatem rola ciała w człowieku jako całości?

Pośrednia, to niby buty, w których wędrujesz przez życie, płaszcz, którym się

120/269
okryłeś. A gdy przychodzi czas, że ów płaszcz jest już zbędny porzucasz go i
możesz wziąć następny.

Czy płeć ciała odgrywa tutaj jakąś rolę? Czy mężczyzna może potem przyjść w ciele
kobiety?

Może, dusza nie posiada cech płci.

Czy jest możliwe, aby dusza ludzka powróciła ponownie w ciele zwierzęcia?

To bajki, to byłyby za ciasne buty. Skutki czynów nie są nigdy karą, lecz
przynoszą pozytywny owoc w postaci zrozumienia i kroku naprzód.

Patrząc na historię ludzkości to raczej wciąż powtarzamy te same błędy, wciąż


mordujemy się i oszukujemy.

Tak nie jest, niby aktorzy grają to samo, lecz sztuka jest za każdym razem inna i
nic nie powtarza się dwa razy.

W sferze materialnej ten rozwój jest bardzo widoczny, chociaż w innych..., ktoś
powiedział że cała współczesna filozofia jest jedynie przypiskiem do Platona.

A inny, że cała mądrość zawarta jest w Wedach. Wedy robią duże wrażenie.
Nie chodzi tu o to by je studiować i obciążać umysł, ale by przeniknąć duchem
prawdy tam zawarte.
Studia intelektualne ćwiczą, lecz zarazem odciążają umysł, a co do filozofii to wolę
się nie wypowiadać. Może miałaby jakieś znaczenie, gdyby ludzie traktowali
filozofów poważnie i próbowali żyć według ich zaleceń. Szybko okazałoby się, co
pozostaje i da zastosować w praktyce.

Mieliśmy już wielki eksperyment z myślą komunistyczną i do jakich skutków


doprowadził? A jeszcze wcześniej ten szaleniec od rasy panów, ile narobił
zamieszania.

Oto, do czego prowadzą ludzkie pomysły.

Teraz w modzie jest demokracja, podobno najwyższa formacja społeczna.

Ma swoje blaski i cienie, w porównaniu z innymi raczej więcej blasków.

121/269
A jaki ustrój będzie panował w przyszłości?

Teokracja bezpośrednia.

Prawo

Porozmawiajmy o prawie. Prawo w rozumieniu ludzkim zapewnia porządek i


utrzymanie aktualnie panującej formy władzy. Nie jest rzeczą dobrą, dlatego że
osądza człowieka z wycinkowego, ziemskiego punktu widzenia, stoi na straży
własności i sankcjonuje posiadanie.

To, co mówisz, jest zupełną rewolucją. Zawsze myślałem, że jest ono dobrem, bo
zapewnia porządek.

Zgoda, ale jest to porządek niewłaściwy, niezgodny z harmonią wyższego rzędu.


Ludzkie sądy nie są sprawiedliwe, jedynie boskie.

Co stałoby się gdyby nagle przestało obowiązywać, przecież wielu ludzi myśli tylko
jak coś ukraść i kogoś skrzywdzić. Strach przed karą powstrzymuje nieco te zapędy.

Tak, to prawda, lecz istnieje uniwersalny sąd, który i tak ich osądzi i wymierzy
sprawiedliwość.

Jednak takie rozwiązanie wydaje mi się nieco nieżyciowe, społeczeństwo bez policji
nie mogłoby funkcjonować, powrócilibyśmy z powrotem do jaskiń. Może mówisz o
społeczeństwie złożonym z samych oddanych Tobie mędrców, prawo byłoby im
jedynie zawadą.

Nie, mówię o dniu dzisiejszym, o zaufaniu w Boskie Prawo i Boską Mądrość.


Żaden sprawiedliwy nie zostanie skrzywdzony i nic nie dzieje się bez powodu.
Jestem w stanie szybko wyprowadzić te sprawy na prostą.

Obawiam się, że powróciłoby prawo silniejszego, to które jest przynajmniej w teorii


chroni słabych.

To Ja chronię słabych. Przewodnikiem człowieka w życiu, także społecznym,


powinno być zaufanie w Boską Mądrość i Boskie wyroki.

122/269
Powrócilibyśmy do świata zwierząt i jego praw.

Zwierzęta nie zabijają bez powodu i nie dręczą swych ofiar, z małymi wyjątkami.

Tak do tego zdolni są jedynie ludzie, i to jest jeszcze gorsze niż świat zwierząt. Może
rzeczywiście racja leży po Twojej stronie, nigdy się nie przekonamy zanim nie
spróbujemy tak żyć, pokładając całą ufność w Tobie.

To chciałem usłyszeć

Pewnie kiedyś zaistnieje takie społeczeństwo.

Tak, w ustroju, o którym mówiłem wcześniej.

Wydaje mi się, że to, co powiedziałeś jest rzeczywiście głębsze niż można by sądzić
po pierwszym szoku. Dziś hamulcem mniej czy bardziej skutecznym jest lęk przed
nieuchronnością kary. Kiedyś w Indiach powiedziałeś mi, że prawdziwa zmiana w
człowieku może przyjść jedynie przez miłość.

Miłość umie zastosować swój porządek, chronić tych, którzy wymagają ochrony a
przywołać do porządku tych, którzy nie chcą się poddać.

W dzisiejszym świecie taki eksperyment jest jednak niemożliwy, jest przecież wielu
ateistów, którzy nie wierzą w boski porządek moralny i nigdy się z tym nie pogodzą.

Jestem także i nimi, ale zgoda, to jeszcze nie ten etap rozwoju, ale co nie mogę
sobie pomarzyć?

Dla wielu nieprzekonująca byłaby wizja ewentualnej kary w przyszłym wcieleniu,


większość wierzy przecież, że raz się żyje, potem się tylko straszy.

Tym niemniej wizja, którą ci opisałem jest niezła prawda?

Lubię eksperymenty, zwłaszcza te, które zbliżają ku Tobie. Ale tak już z ciekawości
zapytam czy to, co opisałeś jest realne?

Nie, wymaga zbyt wiele dojrzałości wewnętrznej, to po prostu jeszcze nie ten czas.
Kiedyś to nastąpi naturalnie, samoczynna organizacja kierowana od wewnątrz,
wtedy żadne ludzkie prawa nie będą potrzebne.

123/269
Na razie ta koncepcja przypomina nieco socjalizm utopijny zrodzony z przekonania,
że gdy tylko podniesie się poziom życia mas to wszyscy naraz staną się dobrzy i
sprawiedliwi niczym anioły.

Zapominasz, że jestem tą siłą, która właśnie jest w stanie tak zmienić ludzkie serce
i umysł, aby dobroć i miłość stała się faktem a nie tylko teorią, i że przede mną nic
się nie ukryje, Mnie po prostu nie można zrobić w balona.

Dziś każdy chciałby się tak urządzić by było mu jak najlepiej nie oglądając się przy
tym na innych. A jednak wierzę, że w przyszłości życie tutaj będzie rajem, i to
prawdziwym, życiem w Twej cudownej bliskości każdego dnia, choć niekoniecznie
takim, jakim chcieliby go widzieć ludzie.

Prawda Absolutna

Baba, o czym porozmawiamy dzisiejszego wieczoru?

O prawdzie.

Nasuwa mi się takie pytanie; czy istnieje prawda absolutna?

Tak, prawda absolutna istnieje, lecz w przeciwieństwie do tego, co sądzą ludzie


nie jest to zgodność słów czy myśli z faktami, lecz immanentna cecha boskiego
trwania.
Przekładając to na bardziej zrozumiały język - prawda absolutna, bądź prawda
istnienia jest źródłem życia, skupieniem twórczej woli i miłości, tego, co ludzie zwą
miłością boską w odróżnieniu od miłości ziemskiej.
Prawdą można się stać, o ile wchodzi się na drogę współistnienia z Bogiem, Tym,
który Jest. Naturalną koleją rzeczy człowiek ma coraz pełniejszy kontakt ze swą
wewnętrzną Boskością, owym słodkim nektarem życia, nektarem szczęścia. Ten
stan jest przyrodzony każdemu człowiekowi, w ogóle każdej istocie, bowiem
stanowi on podstawę wszystkiego, co istnieje - dziś dla ludzkości podstawę
chwilowo przysłoniętą przez zbiorowe błędne myślenie.
Być prawdą to wcale nie znaczy, aby wysilać swój umysł, by stale mówić prawdę,
bądź to, co się za nią uważa, ta kwestia jest drugorzędna, być prawdą to umieć
wyrażać przez siebie wewnętrzną Boską Esencję i obdarzać Jej boskim
promieniowaniem wszystkich wokoło.

124/269
Baba, zmienię trochę temat, bo chcę cię zapytać o uprawianie rozmaitych gałęzi jogi
czy też praktyk buddyjskich, jaki jest tego cel i jakie mogą być osiągnięcia na tych
ścieżkach?

Temat jest bardzo szeroki, ale spróbuję ci odpowiedzieć.


Przez tysiące lat, odkąd istnieje ta cywilizacja powstawały rozmaite drogi i
dyscypliny duchowe mające na celu dojście do Prawdy Absolutnej, bo przecież
Ona istniała zawsze i zawsze byli tacy, którzy chcieli ku Niej się kierować.
Zwróć jednak uwagę, że wszelkie ścieżki duchowe są owocami innych
mentalności, innych czasów, innego ducha. Sięganie do nich dzisiaj to jak
oglądanie się za siebie.
Droga jest nakreślona jasno; prowadzi przez codzienne zbliżanie się do Boga i
powierzenie Jemu wszystkiego, w tym swego życia, Jego miłości i trosce. Ty sam
nie masz tutaj żadnego egoistycznego celu ani nie chcesz niczego osiągnąć. Chęć
osiągnięć duchowych, podobnie jak i pragnienie bycia kimś wybranym i jedynym,
jest zwyczajną pułapką dla naiwnych poszukujących na duchowych ścieżkach
czegoś dla siebie - tu osobistego znaczenia.

Nie o to chodzi, by znów znaczyć coś w tym świecie i z powrotem stać się jego
elementem, lecz dzięki boskiej interwencji wyzwolić się z wszelkich pęt i ograniczeń
nakładanych przez społeczeństwo i cywilizację, i stopić się już na zawsze w boskim
ogniu wiecznej szczęśliwości. Trzeba przy tym umieć być dostatecznie silnym by
również zewnętrznie przekreślić wszelkie układy i ograniczenia dając swobodny
przepływ wewnętrznej Esencji - prawdzie istnienia, od której rozpoczęliśmy
dzisiejszą rozmowę.

Nie możesz mieć żadnego innego pana jak tylko Boskość wewnętrzną, wszystko
inne jest tylko grą umysłu i fałszywym światłem prowadzącym na manowce.

Stoisz, każdy stoi przed wyborem - Bóg albo świat. A kiedy dokona się go właściwie i
nauczy patrzeć Moimi oczami, zaczyna się widzieć, że wszystko, co wydarza się na
zewnątrz w tak zwanym świecie jest cieniem wewnętrznej Boskości, która od
prawieków bawi się i gra całym Wszechświatem. Wyrażając swą niczym
nieskrępowaną radość przegląda się w wibrującej materii niczym wesołe dziecko w
falującej wodzie.
Ten świat jest wielką mistyfikacją, ale pojąć to właściwie można dopiero, gdy On
udzieli ci swego widzenia.
Rzeczy i sprawy nie są tym, za co się podają, lecz istnieje w nich tajemny sens,
dostępny ludzkiemu odczuciu. Mówię tutaj o tym Świetle, które na podobieństwo
miliardów słońc napełnia wszechświat, mówię o miłości. Ona jest Zasadą Stwórczą
Wszechświata jego esencją, twórcą i niszczycielem, jedynym właścicielem ukrytym
przed ludzkimi umysłami zajętymi sobą i światem.

125/269
A kiedy rozedrzesz zasłonę, a raczej, gdy przyjdzie czas, że ona sama spadnie,
ujrzysz jasno rzeczywistość i pozory, Boga i świat, Twórcę i Jego zabawkę.
To nieprawda, że człowiek jest koroną stworzenia i najwyżej rozwiniętą istotą.
Jest on zaledwie kukiełką umieszczoną na boskiej dłoni i podobnie jak inne -
cieniem pierwotnej esencji - prawdy istnienia.
Wiem, że trudno to wszystko pojąć należy raczej iść za odczuciem, co to znaczy niż
próbować uchwycić umysłem.

Czy zatem Prawda Absolutna jest również "czymś" tak jak np. samochód, drzewo?

I tak, i nie. Jest "czymś", co istnieje jednak jej istnienie jest inne od świata
przedmiotów. To jak z kukiełką i dłonią, jej ruchy są życiem dla kukiełki, podobnie
i tutaj Twórca jest dla umysłów ukryty, za mnogością swego stworzenia, sam
będąc jego Esencją. Jej imię to miłość, radość, szczęście trzy aspekty prawdy
absolutnej, jedynego Istnienia.

Baba, myślałem o możliwości przedstawienia dowodu na twoje istnienie i uznania


Esencji jako czynnika sprawczego wszelkiego życia, tak, aby wiarę zastąpić wiedzą.

To niepotrzebne, dla kogo zresztą chciałbyś to zrobić?


Chciałbyś zamknąć mnie w laboratorium, zdanego na łaskę i niełaskę ludzkich
umysłów tzw. świata naukowego. Mnie to niepotrzebne, a zresztą wynik jest z
góry wiadomy; ci, którzy są uczciwi po latach doświadczeń stwierdziliby, że "coś
w tym jest", ale sprawa wymaga dalszych badań - czyli pozostalibyśmy z niczym.
Jak może być inaczej - czy można niepojęte i niezmierzone zamknąć w pudełku?
Nie, droga dowodów i perswazji, droga zewnętrzna, w tym i naukowa jest błędna.
A co Mi po tym, że ktoś z autorytetem naukowym uzna Moje istnienie?
Wszelka prawdziwa przemiana przychodzi od wewnątrz i dokonuje jej miłość, i
tylko ona a nie nawet miliony dowodów i słów przelanych na papier przez
uczonych.

Nie dla uczonych, lecz dla zwykłych ludzi mogę objawić się w życiu, dać dowody na
swe istnienie i pokazać kim jestem, i zaiste czynię to!

Bariera ignorancji wznoszona przez całe wieki w umysłach też pełni swoją rolę i
padnie nie wcześniej, niż przyjdzie na to czas. A uczyni to właśnie miłość, która w
końcu i tak upomni się o swoje prawa.
To, co widzisz wokół jest stanem koniecznym, choć przejściowym, stopniem na
drodze ludzkości pnącej się nieprzerwanie wzwyż ku Bogu.
Są oczywiście i drogi błędne wiodące ku chwilowemu zastojowi i stagnacji. Ale i to
w końcu pryska i życie toczy się swym torem wciąż dalej i dalej a Bóg śmiejąc się
znów potrząsa swym Wielkim Kalejdoskopem, tworząc coraz to inne, piękne
wzory.

126/269
Jeśli już mówimy, że to życie ma jakiś cel, to na pewno ten; ujrzeć Jego grę jasno i
wyraźnie oraz współuczestniczyć w radości i pięknie życia wespół z Nim. Po to w
ogóle istnieje ten świat i Wszechświat. Prawda, że to proste?

Dziś Byt Najwyższy wzywa tych, którzy mają Go usłyszeć, aby nadstawili uszu na to,
co Jego miłość chce im powiedzieć we wnętrzu. Pośród innych spraw usłyszą na
pewno o Boskiej Esencji mieszkającej w nich samych oraz o najprostszej drodze do
zjednoczenia z Nią: miłości do Stwórcy.

Co możemy zrobić dla naszej planety?

Baba, nasza planeta jest zaniedbana.

Tak.

Co możemy zrobić dla Niej? Czy w ogóle możemy cos zrobić?

Tak, oczywiście możecie zrobić wiele rzeczy, ale na razie wolę abyś się skupił na
tym, co możesz zrobić dla siebie i dla Mnie, bo dopiero na etapie jasności, jaką
przynosi kontakt ze Mną możesz działać właściwie. Do tej pory działanie jest
obciążone zanadto osobowością. Człowiek, który zbliża się do Boga i pełni Jego
wolę, i uczy się, a potem kocha Go, ma potężną siłę oddziaływania.
Wtedy nawet milcząc i medytując możesz pomagać innym.
Nie myśl o innych i nie wiąż się z "innymi" oraz ich problemami. Czy oni nie mają
Boga, do którego mogą się modlić i zwrócić o pomoc? Mają? Niech się, więc
zwrócą. Pomoc z pewnością przyjdzie.

Wielu ludzi nie wie o Tobie, nie wie jak się zwrócić do Ciebie.

Myślisz, że o tym nie wiem? Wiem i to dobrze. Ale realia dzisiejszego świata są
takie, że nie potrzeba mu nowych misjonarzy. Światu, a przede wszystkim
każdemu z was, jest potrzebna duchowość, więc lepiej zrobicie, gdy zamiast
nauczać lub, co gorsza, pouczać innych, skupicie się na własnej drodze ku Bogu i
dojdziecie do zjednoczenia z Nim. Reszta spraw może poczekać, albo zadba o nie
kto inny. Przestrzegam przed traktowaniem konieczności "naprawy" świata jako
wymówki przed zajęciem się tym, co najważniejsze. Bóg jest tysiąckroć ważniejszy
od świata. Przemyślcie to.

Musimy jednak jakoś żyć w tym świecie.

127/269
To prawda.

Nie skomentujesz tego, nie rozszerzysz spojrzenia?

Nie.

Czy mogę wiedzieć, dlaczego?

Nie. Pozostajecie zamknięci we własnych światach i usiłujecie, jako lekarstwo na


brak miłości, dzielić się swoja ciemnością i wątpliwościami z innymi, to nie jest
dobre. Najpierw powinniście znaleźć Boga i nauczyć się żyć w Jego Świetle.
Dopiero później możecie dzielić się wiedzą i miłością z innymi. Dopiero wtedy, gdy
ją znaleźliście i wiecie, bez najmniejszej wątpliwości, że pochodzi ode Mnie.
Nie wcześniej?

Wcześniej narażacie się na niebezpieczeństwo utraty waszych dokonań


duchowych i tak nie pomożecie innym ani nie rozwiniecie siebie. Jeśli nie ma w
tobie ognia, jak rozpalisz innych? Jeśli nie ma miłości, czym się podzielisz? Nauk
jest dosyć na tym świecie, jednak liczy się żywe doświadczenie Mnie, poza
wszelkimi wątpliwościami oraz umiejętność przekazania tego daru innym.

Na czym polega zdolność, o której mówisz?

Na umiejętności zwracania się do Mnie w każdej chwili i w każdej sytuacji po, to


bym Ja mógł się wypowiedzieć i przekazać przez was to, co Ja uważam, że
powinno zostać przekazane, nie wasze poglądy czy teorie, ale żywe słowo Miłości,
płynące z Mojego Serca do serca człowieka. Namawiam was do tego, abyście w
każdej sytuacji nauczyli się zwracać do Mnie z miłością i słuchali tego, co Ja mam
do powiedzenia. Takie postępowanie jest stokroć lepsze niż snucie własnych
domniemań i przesądów.

Są tacy nauczyciele, którzy mówią, że i nauczyciel uczy się ucząc innych.

Tak wiem, jeśli potrafi wsłuchać się we Mnie, niezależnie jak Mnie nazwie to
zewnętrznie również skorzysta z przekazywanej i wiedzy, i miłości, to naturalny
proces. Kluczem jest skupienie, umiejętność wsłuchania się we Mnie.

Co w takim razie powinien zrobić nauczyciel, kiedy słyszy pytanie?

128/269
Pomyśleć o mnie i otworzyć swoje serce na Mnie, reszta nie należy już do niego.
Przewodnik duchowy to ten, który PRZEWODZI treści ode Mnie, nie ten, który jest
PRZYWÓDCĄ. Przywództwo jest najczęściej zwodzeniem.

Wolność jest niewolą

Jesteście dziećmi nieustannej aktywności i chorujecie, gdy "życie zwalnia" i


zaczyna biec spokojniejszym i duchowym torem. Nie potraficie obejść się bez
podniet, jesteście od nich uzależnieni. A mimo tego uważacie się za ludzi wolnych.
Wolność pojmujecie jako swobodę czynienia wszystkiego, na co przyjdzie wam
ochota, z rzadka tylko licząc się ze zdaniem innych, ich czy też wyższym dobrem.
Jesteście uzależnieni od takiego pojęcia wolności. Jest ono jak ciężkie kajdany,
które wiążą was z utartymi szlakami myśli, potrzebą coraz to nowych wrażeń,
poznawania nowych ludzi, miejsc, oglądania coraz to nowych filmów. I tak, oto
myśląc o sobie i będąc dumnymi z "wolności", w istocie ulegacie złudzeniu, bo
zamiast cieszyć się swobodą ducha, jasnością myśli i prawością charakteru, które
to są cechami właściwymi prawdziwej wolności, żyjecie w głębokim zniewoleniu a
własne kajdany nazywacie, na dodatek, szczytowym osiągnięciem cywilizacji i
kultury. Wasz świat stoi na głowie. Nie myśl, że czynię wam wymówki, jestem od
tego jak najdalszy. Ja tylko konstatuje pewien fakt i przywracam pojęciom ich
właściwe znaczenie. Jeśli nie umiesz podporządkować się dyscyplinie
wewnętrznej, jeśli wiesz, że niektóre aktywności nie przynoszą wiele dobrego a
mimo to wciąż je podejmujesz, jeśli odkładasz medytację, o której wiesz, że jest ci
potrzebna, bo właśnie pokazują w telewizji ciekawy film, to wiedz, że nie
powinieneś nazywać siebie człowiekiem wolnym.

Wzywasz zatem do zmian.

I tak, i nie. Jeśli chcesz dalej tak żyć, to twój wybór, bądź tylko tego świadomy, to
wszystko. Decyzja należy do ciebie i co sobie wypracujesz, to będziesz miał,
możesz w szerokim zakresie kształtować swoje życie, lecz najczęściej nie jesteś
świadomy tej możliwości, idziesz za głosem "rozsądku", wygody lub konwenansu.
Twierdzisz, że nie masz wyboru? Że nie posiadasz wpływu na własne życie? A Ja
ci mówię, że jest wprost przeciwnie, masz miliony sekund czasu, które po prostu
marnujesz. Możesz zwracać się do Mnie, możesz zająć się pożyteczną lekturą,
możesz nauczyć się kolejnego języka, możesz zrobić cos pożytecznego dla innych i
dla siebie. Najczęściej jednak nie robisz nic, tylko zajmujesz się zabijaniem czasu.

Tak, rzeczywiście, mówisz prawdziwe rzeczy.

129/269
Moje słowa dotyczą każdego z was. Jesteście niewolnikami, żyjecie w niewoli i
nazywacie ją wolnością. Wolności w ogóle nie znacie. Prawdziwa wolność, to
wolność od ego.

Przyznam, że otwierasz mi oczy na zupełnie nowe rzeczy. Żyjemy w świecie żywcem


jak z Orwella.

To prawda. Widząc ją wyraźnie, możecie podjąć rozsądne działanie w celu


zmiany tego stanu rzeczy. Poznajcie prawdę o was samych, a ona was wyzwoli,
przy niewielkiej pomocy z Mojej strony.

Zaraz zaraz, nawyki, słabości i uleganie im, zgoda na ich wpływ na nasze życie -
właściwie zmiana tego stanu rzeczy, zależy tylko od nas samych, nie musimy być
słabi, możemy być silni i zmienić ten stan rzeczy.

Tak, jeśli to, co jest teraz wam nie odpowiada, możecie zmienić siebie, w bardzo
szerokim zakresie możecie kształtować swoje życie, to kwestia waszego wyboru.

I Ty możesz nam w tym pomóc?

Nie przesadzajmy z ta pomocą. Na ogół sami macie dość siły, żeby wokół siebie
zrobić porządek, tylko wam się nie chce. Moja pomoc jest wam właściwie
niepotrzebna, wystarczy uświadomienie stanu faktycznego, a resztę jesteście w
stanie wykonać sami i to bez problemu. A jeśli cos pojawi się na drodze to dla
chcącego nic trudnego. Największy problem polega na tym, że wam się nie chce i
wszystko, co uznajecie za wartościowe zazwyczaj odkładacie na później. A
"później" brak wam siły, czasu, warunków, sposobności i tysiące podobnych
wymówek.

Co wiec nam radzisz?

Jeśli chcesz cos zrobić, to zacznij teraz. Teraz i powtarzaj tak długo, aż osiągniesz
zadowalający cię rezultat.

Mówisz tu o medytacji.

Nie tylko o medytacji. O tym wszystkim, co składa się na wasze życie. Masz
możliwość oglądania Boga twarzą w twarz, masz możliwość zbliżania się ku
Niemu, jak również osiągnięcia świadomego zjednoczenia z Nim. Może On być dla
ciebie i dla was niekończącym się strumieniem radości, szczęścia i pomocy,
wiernym towarzyszem w każdej chwili życia w tym życiu i każdym następnym.

130/269
A na drugiej szali kładziecie seriale, prasę, kino, "konieczność" zarobienia na
nowy samochód, życie towarzyskie i tak dalej, i tak dalej. Gdybyście 10% tego
niepotrzebnie marnowanego czasu spędzili na pożytecznych zajęciach, gdybyście
medytowali, studiowali nauki duchowe i starali się wprowadzać je w życie, ten
świat wyglądał by zupełnie inaczej, nie byłoby na nim tylu nieszczęśliwych,
smutnych i samotnych ludzi. Tylu narzekających na pustkę i jałowość egzystencji,
i spędzających dnie w bezsilności, albo topiących życie w kieliszku. Ta Ziemia jest
ziemią radości i szczęścia, planetą miłości, która tylko czeka, aby wskazać wam
drogę i ujawnić swą Moc. Ja jestem szczęściem i radością i Moja miłość wskaże
wam drogę, teraz i kiedykolwiek zwrócicie się do Mnie z prośbą. Pamiętajcie, że
Ja stale jestem przy was, gotów wskazać wam kolejny krok.

Energie boskie, energie ludzkie

Baba, najpierw chcę ci podziękować za Twoją słodką obecność. Twa czuła miłość
niemalże ściga mnie wszędzie gdzie jestem, a jej słodycz przekracza wszystko, co zna
świat, wystarczy bym tylko trochę oderwał umysł od codziennych spraw i skierował
ku Tobie.
Dziś w banku stałem w długiej kolejce, a Twoja miłość płynęła przeze mnie szerokim
strumieniem. Byłem szczęśliwy. Stałeś tuż obok i ogarnęło mnie cudowne gorąco
twej bliskości.
Dziękuję ci Baba, za te nieziemskie chwile. Można być obecnym cieleśnie pośród
wszelkich spraw tej ziemi, lecz sercem i umysłem bujać daleko stąd, tuż przy Tobie
mój ukochany mistrzu.
Zauważyłem też, że nie mogę już skupiać uwagi na ludziach, nawet gdy spaceruję
staram się na nich nie patrzeć. Są tak naładowani problemami, młodzi i starzy,
wokół ich ciał wirują masy szarych i niemiłych energii. Widząc je udaję się zawsze
do Ciebie i wkraczam w obieg Twego cudownego, rajskiego promieniowania.
Teraz już wiem, że to właśnie tutaj, na ziemi, jest Twoje królestwo, królestwo
niebieskie jest już, już przyszło a raczej było tu zawsze i zawsze będzie, tylko ludzie
nie potrafią go dostrzec.

Tą umiejętność zatracili przed wiekami. To, co widzisz jako gęste i rzadsze strefy
energii wokół ciała to energie biologiczne oraz umysłowe. Są szare i ciemne, bo
właśnie w tym żyją ludzie i tym karmią się ich umysły.
Mówią, że Bóg nie istnieje, bo Go nie widzą. Umysł czysty spostrzega prawdę i
dzieje się to w sposób naturalny, widzi również blask bijący od Boskości. Ty
przecież mnie widzisz prawda?

Czasem równie wyraźnie jak swoją dłoń, czasem to nawet bardziej.

I o to chodzi, żeby w jasny dzień nie ujrzeć słońca trzeba być kompletnie ślepym.
Żeby nie widzieć Boga trzeba być ślepym duchowo.

131/269
Stąd wynika konieczność oczyszczenia umysłu ze wszelkich ludzkich śmieci, nauki,
wychowania, religii.

To jest potrzeba chwili.

Baba, powiedz proszę, jak ty nas widzisz? Co widzisz patrząc na nas?

Dobre pytanie!
Patrząc na ciebie, widzę Atmę, Brahmana, którym jesteś, mimo iż nie dostrzegasz
tego wyraźnie. Widzę twoją osobowość, ze wszystkimi jej przymiotami, jawnymi i
ukrytymi, widzę boską radość, jak trwa pod powierzchnią zdarzeń, widzę
przeszłość i to, co będzie.
We wszystkim widzę nieustannie promieniujące jasne światło miłości, która
przenika wielość światów, w tym jednym celu - by dawać szczęście, dobro, radość.
Widzę również ludzi, którzy biorą moje słowa tu spisane i czytają, jedni ze
zdziwieniem, inni z zapałem, a jeszcze inni z nadzieją, że i oni mogą sięgnąć czegoś
podobnego, jak tu opisano, na przykładzie zwyczajnego życia. Tych chce
zapewnić, że zawsze byłem, jestem i będę z nimi, i kiedyś przyjdzie dzień, że się
ujawnię i pokażę, kim jestem.
I jeszcze to, jak w wyniku czytania tych słów wiele umysłów i serc zwróci się
bezpośrednio ku Mnie, abym ich strzegł, uczył i prowadził poprzez wszelkie koleje
losu i wszystkie światy.
To widzę już dziś, teraz, w Moim teraz.

Baba, znów przepraszam za zmianę tematu, muszę Ci się wydać niegrzeczny, że tak
skaczę z tematu na temat, ale to po prostu samo pojawia się w mym umyśle. Chcę
zapytać czy to znaczy, że Twoje teraz jest inne niż nasze?

Tak, wytłumaczę to następująco. Ty wiążesz swoje odczucie czasu, z ciałem i jego


funkcjami, to jest teraz cielesne, wiązka wrażeń słuchowo - wzrokowo -
dotykowych, jedna myśl "teraz", jedna chwila na zegarze. To jest twoje teraz.
Czasem wznosi ci się kurtyna i widzisz światło, które przenika wszystko, cichną
wrażenia zmysłowe i znika strumień myśli "teraz". Stapiasz się wtedy na chwilę z
Moim teraz, no, może stajesz w przedsionku, dalej nie wytrzymałbyś zbyt długo,
to jeszcze nie ten czas.

Tak, uniesiony poza świat przez niesamowitą, cudowną i nie do opisania miłość,
wchodzę w coś, co nazwałbym dotykaniem wieczności poza przestrzenią i poza
czasem.

I to jest właśnie coś, na kształt Mojego teraz. Ja trwam poza czasem, już ci o tym
wspominałem. Ale kiedyś wpuścisz mnie do środka, prawda?
Tak, cały czas nad tym pracuję.

132/269
Dziś byś po prostu zginął, nie mogąc przepuścić przez swój umysł, psychikę i ciało
prądu Mojej miłości. Zbyt duży prąd przepuszczony przez cienki przewód spali go.
Nie chcę tego, więc od czasu do czasu usuwam te materialne opory, ot to, taka
fizyka świata duchowego.
Mówiąc w kategoriach tego, co ujrzałeś, dziś będąc pośród ludzi oczyszczam twą
aurę, aż do najgłębszych warstw, sprawiam, że staje się bardzo rzadka i skora do
żywego, oddźwiękania na Moją miłość, co ty odczuwasz jako stan uniesienia.
Będzie jeszcze goręcej i to z każdym dniem, bo przecież nie przestanę cię
oczyszczać i będzie nam coraz fajniej, a raczej tobie, bo Mnie już jest, o czym
dobrze wiesz.

Baba, czy to samo może dotyczyć innych ludzi np. czytelników?

Tak, o ile są już na to gotowi.

A w jaki sposób to sprawdzić?

Nie trzeba tego sprawdzać, lecz uczyć się żyć w miłości, prosić o nią Boga i starać
zbliżyć ku Niemu.
To, o co pytasz, jest dla każdego człowieka tajemnicą, tobie mogę już powiedzieć
innym nie. Dlatego pozwolę sobie zasłonić się milczeniem. Zasady są ważne, a one
mówią, że boska opieka i miłość są stale obecne, ktokolwiek i w jakichkolwiek
okolicznościach do nich się zwróci.
Miłość, radość, dobroć, szczęście są zasadami boskiego istnienia, emanują z
boskiego serca i nikt, kto zwróci się ku nim, nie będzie już taki sam. [...]

Śniłem, że schodzę pod wodę i nurkuję w ciemnym labiryncie. Tłumaczyłeś mi, że


wchodząc tam, powinienem zachować stan neutralny i w tym celu się uziemić. Co to
znaczy? Wiem, że dotyczy wyjść pomiędzy ludzi i sytuacji, która miała miejsce.

Będąc na zewnątrz domu jesteś cały czas w Moich energiach i blisko Mnie.
Problemy mogą zacząć się wtedy, gdy zaangażujesz się umysłowo w coś
związanego z tym światem. To mogą być myśli o polityce, pieniądzach lub
chociażby współczucie i chęć niesienia komuś pomocy. Otwierasz wtedy swój
ustrój energetyczny na napływ myśli i energii z zewnątrz, tego całego błota
umysłowego i duchowych ciemności. Potem musi minąć trochę czasu, abym mógł
to z ciebie zdjąć, aby wróciła miłość i radość. To dobrze, że takie sytuacje zdarzają
się już bardzo rzadko, ale czas byś już w pełni pojął istotę tego procesu.
Uziemienie, to skierowanie się ku mnie, a przypływ Moich energii odetnie wszelkie
negatywne wpływy środowiska. W świecie zewnętrznym nic już nie powinno cię
interesować, po prostu nic. Kieruj się ku Mnie, a całą resztę pozostaw swemu
losowi.

133/269
Zauważyłem też, że gdy jakaś ładna kobieta przyciągnie moją uwagę, to również na
chwilę tracę Twoją bliskość i radość.

Ci mężczyźni!
Skupienie uwagi na kimś lub czymś daje połączenie tym silniejsze im głębsza była
reakcja np. dziewczyna "wpadnie ci w oko", skupisz się na niej przez chwilę i już
płyną do ciebie ciemne energie. Recepta - jak wyżej. Nie pozwalać ciału panować
nad umysłem.
Z kim przestajesz takim się stajesz, bądź więc cały czas ze mną.

Przypomniały mi się słowa Krishnammurtiego, pytanie czy zawsze patrząc na


piękną kobietę musimy włączać pożądanie, czy nie możemy obejść się bez tego.

Tak, czy musimy - oczywiście, że nie, jeśli jesteś czysty wewnętrznie to te słowa są
proste i zrozumiałe. Trudniej jest, gdy niesiesz ciężki bagaż niskich energii i gdy
reakcje żądzy, posiadania są bardzo silne i trudno jest je opanować.
Krishnammurti mówił wiele z pozycji czystości i niewinności, lecz też nie
wskazywał jasno drogi, która ku niej prowadzi, interesowała go raczej
kontestacja świata zastanego z cierpiącymi ludźmi, zgniłym społeczeństwem etc.
Mówił ze swej wysokości do ludzi, którzy jednak nie mogli go pojąć, bo ich stan
ducha i umysłu odbiegał wielce od jego, tymczasem tajemnica przemian, która
umożliwia przejście drogi oczyszczenia, kryje się w zwróceniu się do Boga i
poszukiwaniu Jego miłości.

Czy zatem należy używać w takich sytuacjach siły woli czy nie?

Tak, stanowczo tak. Odwrócić umysł od bodźca, który go poruszył i skierować ku


Bogu. Możesz mówić mantry, albo śpiewać bhajany - w myśli lub jeśli chcesz
półgłosem. To pozwoli umysłowi zająć się czymś i unosić wysoko poza sprawami
świata i jego energiami.

Baba, chcę zapytać o rzecz następującą. Dzisiaj jeszcze łączę się z energiami ludzi,
patrzę wewnętrznym wzrokiem i widzę ich ciężary, te masy ciemnych niskich energii
krążące wokół ciał i osiadające wszędzie wokół. Moje pytanie - to też jest widzenie
cząstkowe?

Oczywiście. Ja wszędzie widzę światło, miłość, radość, szczęście, pomimo tego, co


ludzie noszą w sercach, duszach i umysłach.
Widzę również całą przeszłość i przyszłość. Wkrótce też zmieni się twój odbiór
ludzi, podobnie jak i stosunek do nich.
Wciąż jesteś jeszcze jedną nogą tu, drugą tam i twój stan całościowy jest
wypadkową bardzo wielu czynników. Z czasem, kiedy będziesz bardziej czysty,
sprawy zewnętrzne będą miały bardzo nikły wpływ na twój stan psychofizyczny.

134/269
Jest tylko dobro, miłość, szczęśliwość, kiedyś ujrzysz to jasno i we wszystkim
wokoło, to będzie koniec iluzji materialnych. Cały świat jest wyłącznie światem
duchowym, błędy są pozorne, a miłość jest prawdą.

Część ósma
Samobójstwo

Wydaje mi się, że niektórzy ludzie mogą potraktować Twoje opisy cudowności


"tamtego świata" jako zachętę do ucieczki z tego, chociażby przez próby samobójcze.
Wielu ludziom jest tak ciężko i już mają dosyć życia. Co byś im powiedział?

Człowiek nie stworzył życia i nie powinien sam decydować o jego końcu. Przecież
sama śmierć też nie jest końcem istnienia, tym "końcem" i przejściem do
następnego etapu jest wyzwolenie, a ono nie przychodzi przez targnięcie się na
życie.
Jeśli jest komuś ciężko, wręcz nieznośnie to może mu pomóc świadomość, że
wszystko na tym świecie ma naturę zmienną i przemijającą, i to, co dziś wydaje
się tak straszne czy tragiczne, jutro, pojutrze okaże się "do przeżycia", a w
niektórych sytuacjach dobre czy nawet zbawienne.
Trzeba wziąć pod uwagę czynnik czasu, który leczy wszelkie rany oraz to, że
człowiek nigdy nie jest pozostawiony sam sobie, nawet gdy bliscy, przyjaciele i
znajomi odwrócą się od niego. Zawsze pozostaje Bóg, jako ta instancja ostateczna,
ktoś dobry i kochający, a przy tym niewidoczny, to stale obecny.
Jego można i należy prosić o pomoc, wsparcie w trudnych chwilach, ułożenie
spraw i warunków, lub, gdy jest to z jakichś powodów niemożliwe, o zmianę
naszego nastawienia do sytuacji.
Żadna sytuacja nie jest beznadziejna i tak naprawdę nie ma sytuacji bez wyjścia.
Drugim czynnikiem jest prawo przyczyny i skutku. Obecny stan wynika między
innymi z poprzednich czynów istoty. Rozsądniej jest spróbować przejść go do
końca i zamknąć sprawę, niż przechodzić to samo jeszcze raz, mając dodatkowo
do spłaty jeszcze ten bezmyślny czyn.
Teraz, lub za jakiś czas, prawo jest w tym przypadku nie do obejścia.
Cokolwiek by człowiek nie uczynił, Bóg jest zawsze po jego stronie. To, że musi
ofiarować mu cierpienie, nie znaczy, że się go wyrzekł. To przeczyłoby Jego
wewnętrznej naturze. Cierpienie jest również, w absolutnym sensie, darem boskiej
miłości, pełniąc funkcje oczyszczające i korygujące błędy.

135/269
Ojciec wolałby dawać dzieciom pełnię swej miłości, jednak w obecnej sytuacji nie
jest to jeszcze możliwe.

Baba, a czy jeden człowiek może wziąć na siebie cierpienia innych?

Może i są ludzie, którzy idą takimi ścieżkami, ich wybór również wynika z miłości
do Boga.

Miłość do zwierząt

Znów siadam przed kartką papieru nie wiedząc, co powiesz za chwilę.

Zaczniemy od miłości do zwierząt.


Pierwszą i podstawową powinnością ludzką jest nawiązanie bliskiego i czułego
kontaktu ze Stwórcą. Poznanie i doznawanie Jego opieki, miłości, radości i
czułości całkowicie zmienia człowieka, ma on wtedy łatwy dostęp do wysokich
boskich inspiracji i wszelkiego dobra, które Ojciec ma do zaoferowania.
Zwierzęta są na ziemi po to by je kochać i wspomagać na drodze ku światłu. Dusze
bytujące dziś w tych istotach wkroczą kiedyś w świat ludzki i będą uczyć się, i
rozwijać ku objęciu pełni Boskości.
Życie jest wielką pielgrzymką istnień - przez światy niższe ku Bogu.
Nie ma rzeczy martwych, tak jak rozumieją to ludzie. Jeśli spojrzymy od strony
konstrukcji (cząstka świadomości obleczona w duszę i ciało) to również świat
roślin i minerałów jest przejawem życia, żyje i posiada świadomość z tym, że
ukrytą głęboko wewnątrz.
Przy dzisiejszym stanie technologii tworzyw sztucznych, nie ma już konieczności
noszenia skór zwierzęcych, nawet obuwia czy pasków. Wyroby skórzane można z
powodzeniem zastąpić syntetycznymi i to z korzyścią dla wszystkich. Podobnie
jest i ze spożywaniem mięsa, istnieje tyle zamienników bogatych w białko, nawet
lepiej przyswajalne niż zwierzęce, a co ważniejsze nieobciążonych energiami
świata zwierząt.
Wegetarianizm to dieta przyszłości, ale już dziś człowiek o aspiracjach duchowych
nie powinien żywić się ciałami swych młodszych braci ani w żaden sposób
korzystać z ich cierpień.

Baba, Ty i Twoja miłość jesteś przecież we wszystkim.

136/269
Tak, i jedząc mięso zjadasz Moje ciało stworzone do radości i miłości, stworzone
jako dar dla istoty je zamieszkującej, by mogła cieszyć się nim, żyć i z niego
korzystać wznosząc coraz wyżej po spirali duchowej ewolucji.

Pierwotne Słowo

Baba, nasuwa mi się pytanie, które już od dłuższego czasu chodzi mi po głowie. Czy
utrzymanie specyficznych cech materiałów typu twardość, spoistość, kolor zależy od
Twego nieustannego działania, czy są one kreowane jednostkowo i już takie
pozostają, aż się rozpadną?

To dobre pytanie, nie wiem tylko czy dobrze zrozumiesz moją odpowiedź. Wszelkie
cechy materii zależą od boskiej woli, która nieustannie utrzymuje jej cząstki w
ruchu kreując "materialność" oraz relacje i prawa nią rządzące. Prawa fizyki,
mechaniki, termodynamiki są odbiciem podstawowych założeń konstrukcyjnych
przemyślanych i wprowadzonych w życie przez Twórcę.
Ale jest jeszcze druga strona medalu. Rzeczy nie są tym, za co się je uważa.
Twój umysł kojarzy materialność z takimi cechami jak twardość, ciężar,
przestrzenność, temperatura. Oswojony nieco z efektami specjalnymi możesz
łatwo sobie wyobrazić, jak jakaś ciężka i duża rzecz nagle znika, ludzie lewitują i
przenikają przez ściany etc.
W boskiej rzeczywistości niema żadnych ograniczeń ani czasu, ani przestrzeni, ani
klasycznie rozumianej materialności, wszystko jest możliwe, dowolny przedmiot
może zniknąć lub się pojawić. Materia jest jak plastelina - doskonałe i oddane
tworzywo.
Materia jest wyrazem boskiej dobroci i miłości. Wszechświat jest zasłoną, za którą
Bóg skrywa Swą Piękną Twarz...
Po co badać bez końca tworzywo, czas zwrócić się ku Stwórcy. Studiując
wyłącznie dzieło, nie poznasz nigdy Artysty, możesz jedynie nabrać pewnego
wyobrażenia o Jego mądrości, rozmachu, niesłychanej precyzji. Musisz zwrócić
się w końcu ku Stwórcy tego wszystkiego Wszechświat jest jedynie znakiem i
drogowskazem, żadną rzeczywistością jedyną i ostateczną. Jest Symbolem
wyłonionym z niebytu, symbolem o głębokim i pięknym znaczeniu. Jego znaczenie
da się ująć jednym słowem, tylko jednym. Czy chciałbyś je poznać?

Oczywiście, że tak!

Tym Słowem jest [...]

137/269
Czy mam je tu zapisać?

Tak!
Tym Słowem jest MIŁOŚĆ.
To jest Słowo, które było na początku.
Najpierw istniało jako samo Znaczenie, bez jakiegokolwiek wyrazu zewnętrznego,
czysta, pierwotna Esencja - sam Bóg. Ono to uznało, że już jest odpowiednia pora,
aby wyrazić Siebie.
Tak, Miłość powołała do życia Wszechświat, a w nim wszelką obfitość przejawów
Siebie Samej, swego pierwotnego Znaczenia.
Każda forma, którą widzisz, świat widzialny i niewidzialny, jest przejawem
MIŁOŚCI BOSKIEJ, która w ten sposób wyraża Swój Byt. Tak również powstała
przestrzeń, jako arena zaistnienia oraz czas, jako miernik cyklów kolejnych
przemian.
Miłość nie podlega żadnym ograniczeniom ani prawom ustalonym dla swego
tworzywa.
Rozgrywa prawdy o swym istnieniu na zbudowanej w tym celu scenie Teatru
Rzeczywistości. Oto cała prawda o Celu i Istocie wszechrzeczy. [...]

Współczesna nauka twierdzi, że Wszechświat powstał z Wielkiego Wybuchu i że


materia, czas i przestrzeń powstały właśnie wtedy. Jak było naprawdę?

Tak, rzeczywiście wybuch był wielki. To była olbrzymia eksplozja radości!

Czy mogę coś zrobić dla ciebie?

Tak, uśmiechnij się do mnie!

Kocham cię za Twą czułość Baba.

I Ja cię kocham, pamiętaj o tym zawsze.

138/269
Medytacja

Nauka medytacji jest ważna, być może to najważniejsza rzecz w życiu, a popatrz
jak mało uwagi, praktycznie wcale, poświęca się jej nauce. Uczysz się nazw
odległych miast i krajów, a nawet mórz na Księżycu, a nikt nie uczy cię jak
porozumieć się z samym sobą.
Powód jest dość prosty, medytacja jest niebezpieczna, bo kiedy zwrócisz się ku
sobie system straci nad tobą władzę. Człowiek, który żyje w zgodzie ze sobą
kierując się wartościami wynikającymi z niego samego, z głębi duszy, jest
zagrożeniem dla systemu, bo swym postępowaniem i skutkami, które ono
przynosi, pokazuje, że tradycja, kultura, religia i nauka po prostu się mylą.
Dlatego to wywołuje dwa rodzaje skrajnych reakcji; uwielbienie lub potępienie,
przy czym to drugie częściej. Ludzie jednak wolą iść do dobrego lekarza niż do
złego, więc zwracają się ku tym, którzy mają lekarstwo na chorobę, która ich
trapi, ku tym, którzy potrafią słuchać Boga. I to do nich właśnie należy przyszłość.
Przypomnij sobie jak często nie mogłeś się pogodzić z tym, co inni nazywali
prawdą, nawet do końca nie wiedziałeś dlaczego, lecz musiałeś szukać swojej
prawdy. Przede wszystkim wolności od cierpień, które niósł ze sobą ten
ogólnoświatowy naukowo - duchowy bełkot wtłaczany ci do głowy. To wnętrze i
Ja w nim mówiłem ci przez cały czas, że koncepcje, które głosi świat są nic nie
warte.
Przypadek rządzi losem, wszechświat nie ma swego sensu i celu, Boga niema, a
jeśli już jest to gniewny, mściwy, porywczy, stary i zramolały, ma długą brodę i
fioła na punkcie seksu, jest opętany ideą sprawiedliwości, a nade wszystko kary,
zabija swych wrogów (cudowne nie ma co), wybiera jedne narody, inne zaś
potępia bez dania racji, jest okrutny, jednym daje od urodzenia dostatek, innym
nędzę i kalectwo (jak twierdzą, niektórzy jest to wielka boża tajemnica, wielka, ma
tu znaczyć że nikt jej nie może pojąć i nie należy nawet próbować). Czy mam
mówić dalej?
Nie można rozmawiać z Bogiem ani nawet Go widzieć. Ostatni raz działo się to
jakieś dwa tysiące lat temu i wszystko, co miał do powiedzenia (absolutnie
wszystko) znalazło się już w pewnej świętej i godnej czci księdze, w której można
znaleźć odpowiedzi na wszelkie pytania.

Rzeczywiście, treść Biblii, jak i jej emanacja, nie robi na mnie dobrego wrażenia.
Tak mało o Bogu, tyle bólu, strachu, lęku przed Boskością, tyle ofiar, niewiele
jasnych wskazówek jak żyć, nie mówiąc już o Apokalipsie, czczonej chyba tylko z
tego powodu, że nikt jej nie rozumie a większość się boi.
Gdyby Bóg był szalony, tak mógłby wyglądać koniec świata. Przykre, jakże przykre,
że te treści stanowiły kanon kształtowania umysłowości przez tak długo,
kilkadziesiąt pokoleń.

139/269
Dobrze, że już mamy to z głowy.

Z tego, co powiedziałeś wynika, że w całym systemie chodzi głównie o władzę.

Tak, dlatego zamiast dać możliwość i wyposażyć w instrumenty przydatne przy


poszukiwaniu swojej drogi, stara się zindoktrynować cię swoim punktem
widzenia i wtłoczyć do głowy gotowe formułki na wszystko.
To nic, że ten światopogląd niema sensu i nie trzyma się kupy. Wychodzą z
założenia, że jeśli tylko dobrze cię nastraszą i poddadzą presji już od dziecka to
ulegniesz i przyjmiesz ich system wartości.
Powiedzą ci o okropnościach piekła i straszliwych męczarniach grzeszników, a
potem wmówią, że jeśli tylko będziesz posłuszny ich nauce to ujdziesz cało. Tak oto
będziesz uważał swoich prześladowców za wybawicieli i co więcej - będziesz im
wdzięczny za to, że cię ocalili od zatraty. Prawda, że to bardzo sprytne? Pracowali
nad tym bardzo długo. Zauważ, że w każdej religii są nauki o potępieniu, piekle,
element strachu jest zawsze obecny. W rzeczywistości jest to jeden z
najpotężniejszych motywów ludzkiego działania, a nauka duchowa oparta na
strachu nie zrodzi nigdy miłości, stąd tak niewielka wartość współczesnych religii.
Poza tym system ma sporo środków nacisku do dyspozycji. Będziesz miał złą
opinię (najpierw trudne dziecko, potem mąciciel, rozrabiaka, sekciarz), gorszą
pracę (jest inny, po co mu własne zdanie), znajomi uznają za szaleńca i odwrócą
się od ciebie, opuszczą i potępią cię najbliżsi, a jeśli tego wszystkiego będzie mało i
nie dasz się złamać za życia, to będą ci wmawiać, że Bóg dopadnie cię po śmierci i
np. wrzuci do jeziora ognistego, byś tam cierpiał całą wieczność.

Przepraszam Cię, Baba, ale robi mi się niedobrze. Rzeczywiście, kiedyś całym
sercem w to wierzyłem, ale teraz budzi się we mnie uczucie odrazy.

Zadziwiające, jak wielu wykształconych, i wydawałoby się rozsądnych ludzi,


wierzy w podobne brednie, ale cóż, gdy rozum śpi budzą się demony lęku, system
zwycięża i już nie jesteś sobą. Jesteś ich, chociaż dalej przekonany o własnej
wolności i samodzielności, jesteś już niewolnikiem.
Jeśli nie chcesz myśleć samodzielnie, w oparciu o siebie, swe doświadczenia i głos,
który stale mówi w tobie - idziesz na łatwiznę i przyjmujesz gotowe odpowiedzi
udzielane ci przez autorytety. Ci, którzy przejrzeli ów proces na wskroś, np. że w
religii nie idzie o Boga, lecz o władzę, często stają się wojującymi ateistami,
starając się za wszelką cenę pokazać ludziom ukryte motywy religii lub też
zwyczajnie ją zniszczyć. Stają się przez to niewolnikami walki a nie motorem
postępu. Szkoda czasu na zwalczanie cudzych błędów, trzeba iść dalej, życie jest
tak krótkie.
Zauważ jeszcze, że wszyscy wielcy myśliciele i reformatorzy spotykali się, wśród
sobie współczesnych, ze skrajnymi reakcjami. Wielu spalono na stosach,
ukamienowano, poniżano, opluwano, odsądzano od czci i wiary.

140/269
Ale to właśnie dzięki nim rozwój idzie naprzód, dzięki tym, którzy nie wahają się
kwestionować zastanej wiedzy, światopoglądu i porządku. Lud, szara masa, z
czasem przejmuje nowe treści, bo tak jest wygodniej, a przeciwnicy nowego
utracili władzę, bądź wymarli. Dlatego głoś swoją prawdę, nie wahaj się żyć "po
swojemu", walcz o siebie i to, co jest dla ciebie, nas ważne, odrzucaj to, co czujesz
lub wiesz, że jest błędne.
W twych badaniach Ja zawsze jestem po twojej stronie, podobnie jak po stronie
każdego, kto rusza w tę najkrótszą i najcudowniejszą z podróży - do swego
wnętrza gdzie stale jestem i czekam.

A teraz pomówimy o medytacji. Jeszcze tylko jedno pytanie, nie należy nikogo
nawracać na siłę?

Oczywiście, a nawet, gdy cię pytają wiedz, że nie masz żadnego obowiązku dzielić
się z nikim swymi przemyśleniami, wiedzą czy punktem widzenia. Wielu nie
doszło jeszcze do choćby elementarnego zrozumienia prawd duchowych, mogą
chcieć tylko cię wysłuchać lub wciągnąć w jałową dyskusję.
Nie należy stawać w opozycji do świata ani do nikogo. Jeśli z czymś walczysz to
jesteś z tym związany. Ja nie chcę cię wiązać z niczym, chcę byś był wolny i raźno
kierował się ku prawdziwym wartościom, i temu co najcenniejsze.
Walka jest niepotrzebna, podobnie jak nawracanie. Ludzie mają oczy, uszy i
mózgi, niech robią z nich użytek, a jeśli chcą wierzyć w brednie to ich sprawa.
Może ból, który sprowadzą na siebie nieuchronnie zmusi ich kiedyś do rewizji
poglądów.
A jeśli nie, to też niema szkody. Mam czas i nigdzie Mi się nie śpieszy, w końcu
Moje, twoje, nasze, wasze będzie i tak na wierzchu. Prawda zawiera w sobie
utajoną siłę, to ona wyzwala.

Mówisz mi tyle rewolucyjnych rzeczy.

Po prostu jesteś jednym z tych, którzy w przeciwieństwie do innych zapytali mnie


o zdanie i byli gotowi przyjąć każdą odpowiedź.

Baba, czasem myślę, że w jakiś sposób może podświadomy tworzę Ciebie, wkładam
w Twoje usta swoje myśli.

To nie ma żadnego znaczenia, mogę posłużyć się twym umysłem, wyobraźnią,


wglądem i intuicją, aby przekazać to co chcę by zostało przekazane. Czai się w
tobie niepewność, że albo Ja nie panuję nad sytuacją, albo chcę cię wprowadzić w
maliny. Zadaj sobie pytanie czy rzeczywiście mógłbyś sobie to wszystko sam
wymyślić?
Nie.

141/269
Po prostu jestem na to za głupi, a poglądy tu przedstawione zbyt odbiegają od
"społecznej normy", a przecież mój umysł ukształtowała właśnie ona. Poza tym
miałem setki może nawet tysiące doświadczeń przekonujących do ufności w Twoje
słowa, pomimo i na przekór wszystkiemu.

Poza tym, co możesz sam stworzyć i wymyślić - przecież nie jesteś w stanie
wymyślić miłości. Ją czujesz, smakujesz i nią się stajesz. Taka jest rzeczywistość,
porzuć wątpliwości.

Tak, rzeczywiście zwykle ich nie ma, to krótka chwila słabości o piątej nad ranem,
kiedy usiadłem do pisania, a jeszcze się nie obudziłem.

Wracamy do tematu medytacji.


Wielu sądzi, że medytacja to taka rozrywka polegająca na siedzeniu ze
skrzyżowanymi nogami i buczeniu mantr. To nieprawda, prawdziwa medytacja
to obcowanie z tym, co niesie życie i nieustanne dokonywanie wyborów, w
oparciu o siebie. Można ją porównać do sprzątania śmieci albo wyrywania
chwastów. Tylko to, a nie samo siedzenie, przynosi uzdrawiający rezultat w
postaci zbliżenia ku Bogu i Jego miłości. Jednak podam tutaj kilka ćwiczeń, które
pozwolą nieco pogodzić się ze sobą, uspokoić wzburzone rewolucyjnym zapałem
umysły i skierować je we właściwą stronę.
Na początek najważniejsza jest decyzja medytującego, czemu jego wysiłek ma
służyć. Namawiam, aby odłożyć na bok wszelkie korzyści cząstkowe typu; lepsze
samopoczucie, jasność myślenia, poprawa stanu zdrowia, wzmocnienie siły woli,
nabycie zdolności nadzmysłowych etc. i skierować się ku Światłu i wyzwoleniu.
Obrać sobie Boga, Jego bliskość i miłość za swój cel i nie spoczywać tak długo, aż
się to osiągnie.
Jasne uświadomienie sobie celu pomoże przetrwać te chwile słabości, które z
pewnością nie jeden raz przytrafią się po drodze. W takim określeniu celu i
podjęciu drogi ku Bogu leży wyzwalająca i prawdziwie rewolucyjna siła
medytacji. Wtedy działania duszy, umysłu i ciała spotykają się i realizują
najwyższy cel.

Tak Baba, przypomina mi się sen, który miałem przed wielu laty i już wiele razy
chciałem Cię prosić o jego wyjaśnienie, jednak sam nie wiem, dlaczego to
odkładałem.
Wędrowałem po podziemiach wielkiego zamku, zakurzone korytarze, po których od
lat nikt nie chodził. Nagle, gdzieś tak pod kaplicą zamkową, stanąłem jak oniemiały.
Za grubą pancerną szybą ujrzałem dwa wielkie diamenty. Wyżej, o błękitnym
odcieniu, niżej o różowym, pół metra średnicy każdy, przepiękny szlif. Po chwili
dostrzegłem jeszcze trzeci tuż obok. Diament - olbrzym o ponad metrowej średnicy,
emanował czystym białym światłem, po prostu świecił sam z siebie. Byłem wielce
zdumiony tym widokiem, a ktoś stojący tuż obok powtarzał spokojnie.

142/269
"Kto znajdzie w sobie i połączy te dwa diamenty
Ten trzeci otrzyma w darze
Klejnot mądrości, miłości i wiecznego życia".
Dokładnie już nie pamiętam, czy usłyszałem "życia", czy "zrozumienia".

Życia.
Idziesz ku Światłu, odrzucasz błędy, realizujesz pragnienia duszy i słuchasz
Mojego głosu. Dusza wskazuje ci cel i wszystkie etapy pośrednie, ty zewnętrznie
sprawiasz, że staje się rzeczywistością zarówno oczyszczenie - jak i to, co masz w
sercu - miłość, którą niesiesz w świat.
Ciało i umysł współgrają z duszą, Bóg zstępuje w tę całość i dajesz Jemu
możliwość przejawienia Siebie na tym świecie. Tak mniej więcej wygląda
przejawienie się Boga przez człowieka od strony "technicznej". Ale jest jeszcze
głębsze spojrzenie wiodące wprost ku istocie życia, czy ją widzisz?

Za tym wszystkim widzę Ciebie, Twoje światło, to nie przenośnia, widzę sercem.

Oto jestem.
Narzędzia, boskie instrumenty; dusza, umysł, ciało są potrzebne, ale wcale nie są
ważne. Ważne jest to, co przejawia się przez nie. To, co Jest, Bóg, Miłość,

ŚWIATŁO, WIECZNOŚĆ... Cudowne...

Drogowskaz

Powiedziałeś mi wcześniej, że celem tej książki jest, aby każdy, kto chce, mógł
zwrócić się do Ciebie i słyszeć Twój głos.

Nie, tego nie mówiłem. Celem jej jest uświadomienie ludziom, że jestem i kim dla
nich jestem, pozostałe rzeczy, o których wspominałeś odbywają się indywidualnie.
Nie każdy, kto zechce może Mnie słyszeć, ale każdy, kto zechce, może się do Mnie
zwracać. Wielu nie jest jeszcze potrzebny bardziej bezpośredni kontakt, wystarczy
stopniowa zmiana poglądów i życia. Taki mają los. Ludzie są jakby w różnych
klasach w szkole i nauka odbywa się stopniowo i jest to dobre.

Jednak, dzięki np. wskazówkom tu zawartym, mogą wykonać szybki postęp ku


Tobie?

143/269
Tak postęp, wiele kroków na raz w dobrym kierunku. Ale wiedz, że z samego
czytania niewiele przyjdzie. Ta książka jest jak mapa uświadamiająca po
pierwsze, że istnieje taki nieznany jeszcze ląd, a po drugie pokazująca gdzie
zakopany jest skarb. Studiując mapę spędzisz miło czas, ale to znalezienie skarbu
się liczy a nie rozrywka. Są i tacy, którzy jasno pojmą, o co Mi chodzi i co im chcę
przekazać w tej pracy, i wyciągną z niej wiele wskazówek dla siebie. Ci popłyną w
nieznane i znajdą skarb. Ich życie z czasem zupełnie się zmieni i bardziej będą
polegać na Mnie niż na samych sobie.

Powiedziałeś wcześniej, że Ty mówisz stale, jedynie ludzie nie chcą Ciebie słyszeć.

To prawda.

A teraz mówisz, że nie każdy, kto zechce może Ciebie usłyszeć.

I to jest zgodne z prawdą.

Więc?

Oba zdania są prawdziwe, Ja mówię stale i do każdego, przemawiam wszelkimi


głosami, wydarzeniami w świecie zewnętrznym, przeżyciami i przemyśleniami.
Ja mówię przez wszystko, co jest - i mówię nieustannie o miłości, która nas łączy.
Mówię i wyrażam Siebie, bo jestem tym, co wy nazywacie Życiem.
Ludzie chcą wielu rzeczy, mają chwiejne umysły i raz gonią za jednym, po chwili
za czymś innym i tak bez końca. Same chęci nie wystarczą, żeby wejść ze Mną w
bliższy kontakt, potrzebna jest jeszcze praca w tym kierunku, gotowość do zmian i
wprowadzania zrozumianych rzeczy w życie. Bez tej gotowości i wypracowanej
siły duchowej sprowadzilibyście Mnie do jednej z waszych chwilowych rozrywek,
a to nie Ja mam podążać za wami, ale wy za Mną. Jeśli chcesz doświadczyć,
doznać i przekonać się samodzielnie, kim jest Bóg i jeśli jesteś gotów do pracy nad
sobą, to niechybnie Mnie znajdziesz, a co więcej ujrzysz wyraźnie, że byłem z Tobą
cały czas, przez wszystkie minione lata, jedynie ty nie byłeś w stanie Mnie
dostrzec i związać się ze Mną. Jeśli zrobisz jeden krok w Moim kierunku, Ja zaraz
zrobię dziesięć w twoim. Musisz jednak ruszyć do przodu i udowodnić Mnie, i
samemu sobie, co jest dla ciebie wartością. Na "końcu" tej drogi oczekuję na ciebie
Ja i Moja Miłość.

Zatem mamy już chęci, gotowość do pracy i drogę.


Na czym polega ta droga?

144/269
Jest to odkrywanie prawd i życie według nich. Jest to zwracanie się do Boga i
prośby o Jego miłość, jest to wprowadzanie w życie tego, co już zrozumieliście
albo tylko przeczuwacie, że stanowi wartościową wskazówkę. Jest to stawianie
Boskości na pierwszym miejscu pośród wszelkich spraw i wydarzeń.
Nie musicie wiedzieć nic więcej, wystarczy, że w każdej chwili kierujecie się do
Mnie i powracacie stale, gdy zapomnieliście i podejmujecie dzieło od nowa. Po
pewnym czasie zauważycie jak sprawy zaczynają się wam układać w innym niż
dotychczas rytmie, tak jakby ktoś nimi świadomie kierował. Wtedy zobaczycie
Mnie pośrednio - po tym, co dla was czynię. Z czasem nauczycie się słuchać
intuicji, czy też odczuć wewnętrznych i kierować się nimi w życiu a wtedy ujrzycie
Moje działanie jeszcze wyraźniej i przyzwyczaicie do Mojej obecności. Znajdźcie
Miłość do Boga i żyjcie w Niej.

Co stanie się dalej?

Dalej ugruntuje się w was świadomość Mojego istnienia i wpływu na waszą


sytuację, gdziekolwiek jesteście i cokolwiek czynicie. Moja miłość będzie dawała
znać o sobie coraz częściej. W tym okresie będziecie już, a przynajmniej niektórzy z
was, będą zdolni do odczuwania Mojej odpowiedzi. Jednak cały czas należy iść
dalej i dalej. Żyć w miłości do Boga, kierować się Nią w życiu. Miłością do Boga,
nie do świata ani ludzi.

Ten punkt jest rozumiany bardzo rzadko, czy mógłbyś go rozwinąć?

Oczywiście. Bardzo często myślicie ze, jeśli mówię o miłości to mam na myśli, że
powinniście kochać wszystkich wokoło i kierować się w życiu miłością do innych.
Nic bardziej błędnego. Cały czas mówię wyłącznie o miłości do Stwórcy, a nie do
żadnego z Jego stworzeń. Tylko Ona wyzwala, a każda inna wiąże. Macie wielki
kłopot z rozróżnianiem obu tych sfer, a wynika on z waszej słabości duchowej.
Receptą na ten stan rzeczy jest zwracanie się całym sobą do Boga i pamiętanie o
tym, odsuwanie innych, pobocznych myśli.

Przepraszam, że się wtrącę, ale zarzucą mi, że namawiam do jakiejś formy "prania
mózgu" i odejścia od rzeczywistości...

I tu będą mieli rację, wasze umysły potrzebują "uprania" z tej całej masy brudu
wieków, jaka tam zalega i jeśli "pranie" pojmujemy jako oczyszczenie to jest ono
jak najbardziej pożądanym zjawiskiem. Również sformułowanie "odejście od
rzeczywistości" jest jak najbardziej na miejscu, odejście od waszej rzeczywistości
po to by odnaleźć Moją... Oczywiście, że wiem, o co pytasz w podtekście, ale tu
chcę cię uspokoić, chorób umysłowych nie brakuje w tym społeczeństwie, a Moja
droga, którą wskazuję jest jedną z niewielu ścieżek, które są w stanie przynieść
ulgę cierpiącym, chociażby, dlatego że pokłada się na niej nadzieje we Mnie.

145/269
Oczywiście nie stanowi ona gwarancji poprawy w indywidualnym wypadku,
jednak pozytywny efekt będzie dla przeważającej większości stosujących
widoczny jako spokój i równowaga.

Przyznam, że czytanie Twoich słów przywraca mi dobre samopoczucie i równowagę,


jest w nich tyle Twojego ciepła. Dziękuję Ci za to, że dyktujesz mi tą książkę. Ona już
odmienia moje życie i jest mi z tym bardzo dobrze. To działa Twoja miłość. Dziękuję
Ci za nią.

Ależ bardzo proszę, mam jej znacznie, znacznie więcej, chcesz?

O, TAK!

Książki Neale Walsha

Czytam teraz z zapałem jedną z książek Neale Walsha. "Przyjaźń z Bogiem" wywiera
wielkie wrażenie.

Ugruntowuje Mnie w Tobie. Czytaj, a wiele się nauczysz. Jest to wyjątkowo


klarowne przesłanie. Niezmącone osobą przekazującego.

Niezależnie i tak wiem, że trylogia i dwie następne to jedne z najważniejszych


książek, jakie wydano w ostatnim stuleciu. Co najmniej stuleciu.

Tak, to prawda. Mówię tam prostym językiem o rzeczach najprostszych i zarazem


najważniejszych.

Baba, my już jesteśmy tą nową rasą.

Co masz dokładnie na myśli?

Po nas przyjdą ludzie, dla których rozmowa z Tobą będzie chlebem powszednim.

Tak.

I będą się jednoczyć i zjednoczą z Tobą.

146/269
Ten czas jest bardzo bliski.

Każdy będzie sobie drogowskazem, bo Ty będziesz słyszany w sercu i umyśle


każdego człowieka.

Tak.

Jedyne, zatem co powinniśmy dziś robić, to uczyć innych jak odnaleźć Ciebie,
wsłuchać w Twój głos, znaleźć twoją Miłość i kierować się Nią w życiu.

Mniej więcej.

Czy jest jeszcze cos więcej, co chciałbyś do tego dodać?

Nie, powiedziałeś właściwie wszystko.

Mistrzowie są jak sprzedawcy wody na brzegu oceanu.

Raczej jako sprzedawcy naczyń, dają ludziom kubki do ręki, żeby każdy sam mógł
się napić.

Przepraszam Cię, ale wciąż nie sądzę żebym robił cos istotnego. Nawet te
wspomnienia są bez znaczenia, to jest już przeszłość, niebyt.

I tu masz rację. "Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr" Ważna jest tylko
teraźniejszość. Teraz. Przeszłość jest o tyle ważna, o ile pojąłeś znaczenie tego, co
miała cię nauczyć. Miłość odnajduje sobie drogę pośród wydarzeń życiowych i
twoim zadaniem tutaj jest pomóc każdemu czytelnikowi uświadomić sobie
prawdy, które czekają na wyrażenie i wprowadzenie w życie. Tak jak w książkach
Neale Walsha.

Tak, czytam i za chwilę czuje jakby te prawdy stawały się częścią mnie samego.
Jakbym znał je od dawna.

Na stronach książki znajdujesz potwierdzenie tego, co już tkwiło niewyrażone w


tobie.

147/269
O dziękuję Ci za wyjaśnienie. Mam wrażenie, że jestem taki głupi i nic nie
rozumiem, wlewasz we mnie pewność, że idę dobra drogą.

Żartujesz sobie ze Mnie.

Przyznam, że trochę tak! "Kiedyś byłem młody i głupi, a teraz cóż młodość
odeszła..."

Dystans do samego siebie jest cenną cechą.

"Błogosławieni, którzy potrafią śmiać się sami z siebie albowiem zawsze będą mieli
wiele radości..."
To, co mówisz na stronach tej książki nieco odbiega od treści przekazywanych
Neale'emu.

Tutaj uczę miłości i oddania, nie zwracam takiej uwagi na staranne wyłożenie
teorii. Nie musicie wiele rozumieć po to by móc wiele kochać. Różnice są i będą,
również w sprawach istotnych, ponieważ różne treści są adresowane do różnych
osób na rozmaitych poziomach odbioru. Każda z Moich książek podyktowanych
wcześniej stanowi krok ku Mnie i Mojej Miłości. Idziecie różnymi drogami i
potrzebujecie pokazania Prawdy z rozmaitych stron. Jednym odpowiadają
rozważania teoretyczne, inni oddźwiękają głębiej na wyrazy miłości, jedni
potrzebują zrozumienie i logiki, inni oddania i skupienia wyłącznie na Mnie.
Kocham was i dbam o was, daję to, co jest wam potrzebne. I tak już pozostanie.
Żyjcie z tą świadomością. Przyjmijcie Moje błogosławieństwo.

Radość życia

Witaj mój drogi Baba, przeczytałem właśnie książkę Neale Walsha "Rozmowy z
Bogiem", co o niej powiesz?

Jest dobra i niesie wiele dobrego. Poczytaj sobie.

Wielu rzeczy nie mogę zrozumieć, podczas gdy inne są proste i naturalne. Często nie
rozumiem wywodu, ale z łatwością dostrzegam słuszność i prawdziwość wniosku!

To dobry znak.

148/269
Czy słuszny jest pogląd że nie muszę wiele rozumieć, wiele rzeczy dokonuje się samo
tzn. Ty je wykonujesz?

To prawda.

Czasem chciałbym jednak trochę teorii.

Dobrze, niech tak będzie.

Ale będzie ona służyła praktyce?

Owszem będzie.

O czym moglibyśmy porozmawiać dzisiaj?

O radości życia.
Radość jest ważna, jest bardzo ważna, a ludzie tak ją zaniedbują. Tyle macie
spraw ważniejszych i pilniejszych od niej, że zostawiacie ją na uboczu. Tymczasem
to ona nadaje życiu cudownego smaku i unosi je ku wyżynom bytu.

Myślałem, że czyni to miłość.

Miłość, radość dodaj szczęście i już będziesz wiedział, czym jest Bóg.

Ale wiedzieć to nie znaczy pojąć, zrozumieć.

Tak, dlatego ceniąc radość, miłość, szczęście i robiąc im miejsce w życiu możesz
kiedyś dojść do doświadczenia istoty Boskości.
Jeśli żyjesz w ciemnym lochu to jedno spojrzenie w światło oślepi cię. Bujaj w
obłokach radości, bądź szczęśliwy, kochaj Mnie - to daje najwięcej, a kiedyś zza
chmur wyjrzy słońce i nie oślepniesz, gdy spojrzysz wprost w Jego blask. Wtedy
sam zdasz sobie sprawę z prawdziwości Mych słów. Uwierz mi, ucz się cieszyć ze
wszystkiego, bądź szczęśliwy z tego, co przeszedłeś i tego, co masz, naprawdę była
to i jest wielka łaska. Co mogę ci powiedzieć więcej? Odrzuć błędne pojęcia na
temat uczuć i seksu, on jest piękny i wzniosły daje radość i wznosi ku Bogu.

To kolejna herezja, ale jaką napełniona treścią i mocą! Baba, czy energia seksualna
jest najsilniejsza?

149/269
Nie, "najsilniejsza" jest energia miłości, seks jest wyrazem radości, samą radością
zawartą i przekazywaną przez organy płci. Bez niej nie byłoby życia. Jeśli
zablokujecie ją do końca - ludzkość zginie.

Jak na razie na to się nie zanosi.

I dobrze, będzie kogo uczyć i kogo kochać. Będzie coraz więcej miłości, szczęścia i
radości - do podziału i nigdy ich nie zabraknie ani się nie wyczerpią.
Kocham, kocham i kocham, to prawdziwa trójca w Jedności, prawdziwy i
niepowtarzalny wyraz Mojej Boskiej Natury. Jestem czystą miłością, o jej
rozmiarze nie macie, nie możecie mieć pojęcia.
Miłość jest jedyną prawdą, którą warto poznać, reszta to prawdy cząstkowe,
wycinkowe. Ona jest Całością, Jednią, Bogiem inkarnującym w bezmiar
stworzenia, boskim Dzieckiem przeglądającym się w lustrze swej potencji
stwórczej - we Wszechświecie.
Mówiłem ci już, że Wszechświat jest symbolem, wyrazem Znaczenia tego
jedynego, pierwotnego Słowa. Medytuj więc o Znaczeniu Słowa, jego Treści.
Oto jestem.
Myśl o Znaczeniu, skieruj tam swą uwagę. Myślisz wtedy o mym jądrze, esencji
Mojej istoty nietkniętym jeszcze ludzką myślą. Zwiąż się z Nim i trwaj. Spróbuj.

Dziękuję ci Baba, nie przepuszczę takiej niesamowitej okazji do badań.


Baba, a co Ty sam z siebie chciałbyś nam przekazać?

Tylko to, że was kocham gorąco i czynię wszystko dla waszego dobra - tego
najważniejszego, którym jest zjednoczenie ze Mną w miłości. To wszystko.

Dziękuję Ci za te słowa, jest w nich tak wiele!


[...]
Baba, o co poza oczyszczeniem chodzi w życiu? Nie idzie mi tutaj o ten cel
ostateczny, jakim jest zjednoczenie z Tobą, ale o taki tutaj, teraz, czego się trzymać?
Czy życie tutaj, teraz ma cel? A jeśli tak to czy da się go ująć prosto?

Bardzo prosto. Cel życia to wyrażać miłość.

Zapytam jak?

Teraz?

Tak!

150/269
Zwróć się do miłości, aby pokierowała twym działaniem. Leżysz na dywanie i
notujesz moje słowa, otwórz się i pozwól mi uczestniczyć w tym dziele, o tak, już
jest o niebo lepiej.
Oddychając, jedząc, śpiąc i budząc się wyrażasz Ją nieustannie. Nawet o tym nie
wiesz. Do mnie należy, aby pokazać ci jak możesz robić to bardziej.

Tutaj, teraz.

Tak. Zwróć się ku miłości, która wiecznie trwa, skup umysł na delikatnych tonach,
które wygrywa w głębi twej duszy i spraw by przychodzące uczucie owładnęło
tobą. Miłość przyciąga miłość, jest cudem samym w sobie, najwyższą nagrodą i
najsłodszą rozkoszą.
Trwaj w świetle, które płynie teraz, otwórz na nie najdalsze zakamarki twej
duszy, umysłu, ciała, niech przeniknie cię na wylot jego milczące, lecz jakże
wspaniałe przesłanie.
Życie jest piękne, radość jest piękna, a gdy miłość jest tak bliska, jak teraz jesteś,
jednym z Bogiem.

Wolność, przymus i miłość

Baba, chcę Cię zapytać o następującą sprawę. Zauważyłem, że znów nieustannie


myślę, staram się zrozumieć, obserwować albo przywołać miłość i w niej trwać.
Mam w sobie coś takiego, co chciałoby wiele zrozumieć, są w tym jakieś ukryte
motywy, nie wiem. Co robić?

Nie mieszać, nie zadawać zbyt wielu pytań na raz. Zacznijmy od jednego, a reszta
jakoś da się ułożyć.
Chcesz zrozumieć i nadać własnym działaniom jakiś sens i cel. Po co? Cel widzę Ja
i wiem jak cię do niego doprowadzić. Nie musisz rozumieć wszystkich kroków ani
nawet widzieć całej drogi. Czy wszystko musi mieć uzasadnienie, być do końca
wyjaśnione i skonceptualizowane to znaczy ułożone do pewnych szufladek? A
może ten świat istnieje po to by być, bawić się, cieszyć się chwilą, uśmiechać do
Boga?

No właśnie o to mi chodziło! Po co istnieje ten świat?

Już ci mówiłem, po to by wyrażać miłość. Nie znaczy to, że musisz to robić stale i
być skuty jak łańcuchowy pies. Stale wyrażasz miłość, a najbardziej wtedy, kiedy
jesteś zwrócony ku Mnie i trwasz w niej bez żadnego konkretnego celu.

151/269
Moje pytanie jest takie. Czy powinienem, muszę, zwróć proszę uwagę na dobór słów,
zwracać się ku Tobie czy też nie - np. gdy jestem pośród ludzi w mieście, czy też
wystarczy cieszyć się spacerem, słońcem, kolorami drzew?

Zwrot ku mnie jest ważniejszy niż radość z rozglądania się.

A więc powinienem zwracać się ku Tobie? Muszę?

Musisz to dobre słowo, zrozum, że wtedy dostajesz najwięcej!

Słowo "muszę" kojarzy mi się z czymś, czego nie chcę robić, wolę wolność.

Wolność jest dobra, ale miłość jest lepsza. Masz po prostu nawyk myślenia o sobie
i zachowywania się w określony sposób. Nawyk nie do końca uświadomiony i
dopóki go nie przełamiemy, dopóty powinieneś wybierać większe dobro.
Rozumiałeś to dobrze jakiś czas temu.

Tak, gdy przychodziłeś z cudownymi odczuciami.

Przychodziłem, abyś wyraźnie odczuł co leży po obu stronach wagi, że "pięknem


krajobrazu jesteś Ty sam".

OK. W porządku, ale uśmiechaj się do kogoś, kto zmusza cię do czegoś.

Ojciec potrafi cię przymusić, ale pomimo to kochasz Go i potrafisz obdarzyć Go


swym uśmiechem. W moim działaniu nie ma złej woli, jest zrozumienie potrzeb i
kierowanie wydarzeniami dla twego dobra, robię to dla ciebie. To miłość jest
ważna a nie opory, chciałbyś się wyrwać i nie przyjmować do wiadomości
pewnych reguł, które jak uważasz, są ci ograniczeniem. Przechodzisz teraz okres
rozliczania się ze sobą, wskazuję ci drogę, o którą pytasz, przełam opór nawyku i
wybieraj większą wartość, pomimo iż dziś, chociaż było tak już przedtem, nie jest
to do końca jasne.
Ten stan wynika z działalności umysłu, uwalnianie starych zaległości sprawia, że
przez pewien krótki czas zaczynają one dominować w odbiorze świata; upór,
pycha, złość itp. Nie jesteś do końca świadomy ich wpływu na ciebie, stąd pytanie
o ograniczenie wolności.
Jestem nawigatorem twego statku, znam rafy i informuję cię o nich. Mam
doskonałą echosondę i potrafię przeprowadzić cię bezpiecznie przez wszelkie
trudne szlaki wodne. Możesz Mnie nie słuchać, ale jak rąbniesz z impetem w

152/269
podwodną rafę to przeżyjesz niemiłe chwile.
Zasada jest taka; w chwilach wątpliwości zwracać się ku Bogu, nie ku światu, ani
nawet ku sobie i swojemu sposobowi myślenia. To bardzo ważne, nie twój punkt
widzenia a boski, nie ty a Bóg, nie osobowość - a Ja. Taka jest zasada, jeśli ją
pojmiesz i zastosujesz zaraz będzie ci lżej.

Dobrze, ale jak zrealizować ją w życiu? Weźmy kilka przykładów, może głupich. Np.
zakupy czy mam kupować to, co ja chcę, czy to, co Ty, ewentualnie jak to rozdzielić?
Wybór drogi w mieście ta, która mi się podoba, czy inna "Twoja". A rozmowy z
ludźmi, czy mówić to, co uważam, czy to, co Ty chcesz bym powiedział?

Już ci odpowiadam, to, co Ja mówię i chcę, jest ważniejsze, to naturalne


zważywszy, kim jestem, to znaczy żebyś mnie dobrze zrozumiał, zważywszy
miłość, którą mam dla ciebie, moje oddanie i imperatyw przynoszenia ci dobra
wyższego rzędu. Czy jest to dla ciebie dostatecznie jasne?

Tak.

Zakupy - kupuj co chcesz, to nie ma znaczenia, to są drobiazgi. Ciesz się, że możesz


sam coś wybrać, a Ja sprawię, że będziesz się czuł z tym dobrze.
Wyjścia - sam "wybieraj" drogę, w istocie to nie ty, a Ja wybieram, zawsze Ja
tylko jeszcze nie widzisz tego wyraźnie. W wolnym umyśle pojawiają się "znikąd"
właściwe myśli i decyzje.
Rozmowy - też niema znaczenia "kto" mówi.

Dla ciebie może nie ma znaczenia, a dla mnie ma i to duże.

Dlatego ofiaruj Mi cały ten proces i pozwól abym to Ja zrobił i powiedział to, co
powinno być powiedziane, daj mi to przeprowadzić na Mój sposób. Nie dbaj co
pomyślą, powiedzą bądź uczynią inni oraz jaki będzie skutek Mych słów.
Jeśli nie jesteś spętany kajdanami konwenansu to działasz naturalnie "z siebie" i
to jestem Ja, który działa przez ciebie, tylko cały czas trzymam się w cieniu.
Ofiaruj mi i ofiarowuj każdą czynność, myśl, słowo, czyn, daj Mi możliwość
współuczestnictwa. Daj Mi drogę usuwając to, co stanowi ciebie, twe nawyki, po
prostu odsuń to i pozwól działać Mnie. Jeśli nie wiesz jak to uczynić, proś abym cię
nauczył. Zrobię to na pewno.

Przepraszam za chwilową zmianę tematu. Chcesz, abym Cię prosił. W porządku jest
to tak miłe, że chętnie to robię, ale ty przecież wiesz, co mi potrzeba.

Tak, ale ty nie wiesz. Mówię ci, o co prosić, możesz oczywiście żądać, ale żądania
to nie droga miłości, mówię ci, co jest warte prośby, idzie mi o twoje zrozumienie i

153/269
świadomy wybór, a potem podjęcie tego, co zacznie się pojawiać i pójście za tym.
To rozpocznie nasze współdziałanie. Jasne?

Tak

Z dwojga; twojej opartej na " ja " i Mojej wybieraj zawsze wyższą drogę, czyli
Moją, naucz się tego pośród codzienności. Wrócimy do tego tematu, nie można
wejść na tę drogę i pozostać "sobą". Trzeba się zmienić, choć czasem te zmiany są
ci z jakiś powodów nie w smak. Pamiętaj - to nie Ja przychodzę do ciebie, ale ty
zamieniasz się we Mnie. [...]

Mam takie pytanie. Mówisz ostatnio o opanowaniu osobowości, powróciłem


ostatnio do ćwiczeń z pokłonami i czuję, że są na ten moment bardzo dobre. Czy
opanowanie osobowości, jej poskromienie jest najważniejsze w życiu?

Nie skądże, najważniejsza jest nauka miłości. Praca z osobowością pozwala nam
ujawniać i stopniowo pojmować nowe aspekty miłości, wcielać je w siebie i w
życie. To jest proces stawania się miłością, żywym przejawem Boskości.
Ani opanowanie (w domyśle tłumienie) ani poskromienie (spętanie) tylko
przeistoczenie. Zmiana istoty - z ośrodka ja osobowego na Ja Boskie.

Nie należy więc jej niszczyć, nękać, niewolić.

Tu poruszyłeś kilka spraw. Niszczyć ani nękać - nie. Niewolić - czasem tak,
stawiając hamulec wybujałym pragnieniom, arogancji, żądzy, gniewowi, ambicji,
złości etc.
To jak z wierzchowcem, nie należy go ani niszczyć ani nękać, ani potępiać. Czasem
trzeba ściągnąć cugle, ale tylko wtedy, gdy jest to potrzebne. Nie można przecież
jechać galopem na krótkich cuglach. A właśnie chodzi o to by jechać, cieszyć się i
bawić tym.

Rozumiem, ale jak poznać, kiedy "ściągnąć cugle"?

Ja ci to zwykle mówię.

A co z innymi, np. czytelnikami.

Ty masz swój proces a oni swój. Jak pójdą dalej i zechcą Mnie słuchać to też
dostąpią prawd, które objawiam tobie. Nie jesteś kimś niezwykłym. Rozmowa jest
regułą a nie wyjątkiem. Poza tym w tych sprawach, szczególnie w zachodniej

154/269
kulturze, narosło tak wiele bzdur, że dobrze powiedzieć, o co naprawdę chodzi.
To nieprawda, że trzeba przeżyć życie w cierpieniu by miało jakąś wartość. To
bzdura, że należy zadawać sobie cierpienie, poniżać się i umartwiać, aby zbliżyć
się do Boga. Kult cierpienia jest wielkim błędem.
Wielu ludzi nienawidzi siebie i chętnie się z różnych powodów karze. Kara jest
głupotą, o ile nie daje nauki i kroku naprzód, jest takim błędem, za który później
trzeba zapłacić. Więc nie należy się karać!
Nie martwić się odejściem od Boga, raczej cieszyć się z powrotu!
Hamulec - czasem tak, bo samochód wpadnie do rowu, ale stałe trzymanie
hamulca jest bezsensem, podobnie jak biczowanie bagażnika. Potem musisz
zapłacić za nowy lakier!
Należy szanować boski dar, jakim jest ciało i cieszyć się nim. Jest właśnie po to!

Aby wyrażać miłość.

Radość, miłość, szczęście, dobro - to czworo dzieci tego samego Ojca. [...]

Następnego dnia zaraz wprowadziłem w życie to, co mi przekazałeś. Wybrałem się


do miasta, ale nie tam gdzie chcę, ale gdzie Ty wskażesz.
W ostateczności wybiorę się na piękny spacer - pomyślałem. Mimo iż jest zima to
świeci słońce i jest bardzo przyjemnie.
Wyszedłem z domu i poczułem żeby wpaść w jedno miejsce. W porządku. Nie
śpiesząc się i nucąc bhajany oddałem się radości spaceru. Na miejscu w sklepie, nie
wiążąc się z niczym, tylko wciąż trwając przy Tobie, znalazłem ciepłą koszulę w sam
raz na mnie, długo takiej szukałem, a teraz mam - bez szukania.
Wychodzę ze sklepu i czuję żeby pojechać jeszcze dalej, zacząłem krążyć po mieście
stosując się do twego subtelnego kierownictwa. Zaprosiłeś mnie do cukierni. Było
cudownie. Już miałem wracać, kiedy przyszła nagła myśl - wstąpić do księgarni.
Niespecjalnie chciałem, ale myślę - co mi zależy. I oto na stoisku muzycznym, na
które zwykle nie zaglądam znalazłem kasetę z mantrami Sri Shankary min, " Sivo -
ham", którą słuchałem przed laty i od tego czasu poszukiwałem. Jakby na dodatek
była przeceniona na 30 % wartości!
Dziękuję ci Baba za te fajne prezenty oraz za to, że tak wyraźnie pokazałeś mi jak
mówisz do mnie, kiedy jestem wśród ludzi. Zapamiętam to i wyciągnę odpowiednie
wnioski na przyszłość.
Nauka u Ciebie jest jednym pasmem radości i nigdy się nie nudzi.
Kaseta daje mi wiele radości, zawiera pięć długich mantr pięknie śpiewanych w
sanskrycie i tłumaczonych na angielski. Dziękuję, unosi mnie ku Tobie mój drogi
Boski Guru.

155/269
Nauka zaufania

Przypomniałem sobie dziś jak uczyłeś mnie zaufania do Ciebie.

Mów.
Pamiętam jak znaleźliśmy na strychu stary żyrandol, chyba z lat trzydziestych.
Postanowiliśmy go wyrzucić albo sprzedać. Zaniosłem go do garażu, rozebrałem na
części i oczyściłem. To była taka mosiężna kula wisząca na cienkiej rurce. Rurka była
okręcona sznurkiem, zdjąłem go i uprałem. Kiedy wysechł prawie się rozpadał.
Pamiętam jak okręcałem go wokół tej rurki z powrotem i prawie kłóciłem się z Tobą,
że lepiej całość od razu wyrzucić, szkoda nieść do sklepu. Trochę było mi wstyd
wystawiać gdziekolwiek taki potworny rupieć. Wreszcie za dwudziestym razem,
kiedy wciąż powtarzałeś żebym zrobił jak mówisz skapitulowałem i zakończyłem
sprawę. Przyjechał znajomy, zawiózł do eleganckiego salonu ze starymi meblami i
żyrandol w trzy dni został sprzedany. Było mi wtedy tak strasznie wstyd, że kłóciłem
się z Tobą.

A pamiętasz historię z biletami?

A tak, śpieszyłem się na tramwaj, stałem na przystanku i nagle dotarło do mnie, że


nie mam biletu. Żeby go kupić musiałbym przejść przejściem podziemnym, a z
daleka widziałem, że już jakiś tramwaj się zbliża. Miałem dylemat.

Powiedziałem ci wtedy żebyś Mi zaufał.

Tak i to jeszcze pogorszyło sprawę. Zacząłem się denerwować. Nerwowo, po raz


kolejny przeszukałem portfel i na swoje szczęście znalazłem gdzieś zapomniany
bilet. Zajechał prawie pusty tramwaj, tuż przede mną otworzyły się drzwi, wsiadłem
i usiadłem na miejscu na wprost. Spojrzałem i zamurowało mnie. Tuz obok na ramie
okna leżały dwa bilety. Zrobiło mi się gorąco i przez pół godziny jazdy nie mogłem z
siebie słowa wykrztusić.

A opowiedz jeszcze historię z siedemnastką.

A tak. Wyszedłem od kobiety, która przepisywała mi pracę doktorską. Jeszcze


pamiętam, to były czasy, gdy odpowiadałeś na moje pytania często w niezwykły
sposób. Szedłem i rozmyślałem o moim miejscu w życiu, o rozstaniu z grupą
duchową, skąd właśnie odszedłem. Zastanawiałem się, o co w tym wszystkim chodzi

156/269
i jaka drogą pójść. Rozstałem się z przyjaciółmi i doskwierała mi pustka.
Ale postąpiłem w zgodzie ze sobą i z wartościami, w które głęboko wierzyłem, a oni
chcieli je naruszyć. Szedłem i nagle zauważyłem, że od dłuższego czasu przewija mi
się przez myśl natrętna melodia. Wciąż i wciąż powraca. Zaraz zaraz, jaki to był
tytuł? I nagle przypomniałem sobie. "Stawka większa niż życie" I już wiedziałem, że
jest to Twoja odpowiedź. Stawką w tym, co przeżywałem było coś znacznie
większego niż pojedyncze życie. Stawką była Twoja miłość.

Co dalej?

Ciepły i piękny wieczór powoli przechodził w ciszę nocy. Było już dobrze po
dziesiątej jak doszedłem na przystanek, ale zamiast zatrzymać się poszedłem 100
metrów dalej nad rzekę. Było cudownie, ciepło, nad wodą unosił się odurzający,
cudowny zapach kwiatów. Stałem tak i patrzyłem na przepływającą wodę. Gdzieś
bardzo daleko, jak to w mieście nocą zabrzęczał na szynach tramwaj. Z przystanku,
przy którym byłem, odchodziły linie w dwóch kierunkach, w moją stronę jeździły
bardzo rzadko. Nagle poczułem wyraźny impuls żeby już iść na przystanek.
Zignorowałem go, było tak cudownie. Tramwaj zbliżał się, ale pomyślałem, że
prawdopodobieństwo, że jest to mój jest nikłe, tym bardziej, że jak sprawdziłem
według rozkładu następny nocny, w moja stronę powinienem przyjechać za ponad
godzinę.
Nagle poczułem wyraźnie drugi impuls "idź na przystanek" i już teraz pomyślałem,
że ignorować go ponownie byłoby głupotą. Poszedłem. Minęło trochę czasu zanim
zza oślepiającego przedniego światła dostrzegłem numer. To była siedemnastka.
Poza rozkładem. Wsiadłem do wozu i usłyszałem jak mówisz cos takiego "Ja zawsze
czuwam i wskazuję to, co jest dla ciebie najlepsze, nigdy cię nie opuściłem i nie
opuszczę, zawsze jestem gotowy do służenia i pomocy"
Znów mnie zatkało. Chodziłem i myślałem o tym przez tydzień i jeszcze
opowiadałem znajomym.

To było Moje przesłanie. I co sprawdziło się?

Z perspektywy lat muszę stanowczo powiedzieć, że jestem żywym dowodem na


Twoją obecność i oddziaływanie, kiedyś chętnie o tym napisze szerzej, o biznesie,
prowadzeniu firmy, przejmowaniu konkurencji i wielu sprawach, w których
wyraźnie widziałem kierowany Twoja dłonią bieg wypadków.

Dobrze, to będzie z pewnością interesujące. A teraz jeszcze opowiedz o twojej


rozmowie z Markiem. Rozmawialiście o zaufaniu do mnie.

Tym razem to był wyjątkowo zimny, zimowy dzień, poniżej dwudziestu stopni
Celsjusza. Autobus, którym jechałem tak niemiłosiernie skrzypiał, że myślałem, że
się zaraz rozpadnie. Potem siedzieliśmy i rozmawialiśmy o Sathya Sai Babie, Marek

157/269
wrócił jakiś czas temu z Indii i mówił o swoich doświadczeniach.
Był dla mnie żywym dowodem olbrzymiej siły duchowej Sathya Sai. Chłopak z
profesorskiej rodziny fizyków w drugim pokoleniu, po dwóch tygodniach wrócił tak
pozytywnie odmieniony i otwarty na sprawy duchowe, że już wtedy wiedziałem, że
Sai jest potężnym Mistrzem duchowym. Tylko taki Ktoś mógł dokonać gruntownej
przemiany w tak śmiesznie krótkim czasie.
Rozmawialiśmy chyba ponad dwie godziny. Nagle on powiedział coś, co uderzyło we
mnie z siłą pioruna. To znanie zapamiętam na zawsze. Brzmiało ono: "Mam
całkowite zaufanie do mojego Guru Sathya Sai". Nie sposób opisać, jakie wrażenie
wywarła na mnie ta wypowiedź. Nagle dotarło do mnie, że ja, który tyle lat uczyłem
ludzi kontaktu z wnętrzem i któremu wydaje się, że tyle wie, nie posiadam tej
prostej, najprostszej i najcenniejszej cechy - zaufania do Boga. Pożegnałem się jak
najszybciej i w rozpiętej kurtce i bez czapki poszedłem piechotą do domu. Trwało to
ponad godzinę, ale wcale nie czułem mrozu i w ogóle się nie rozchorowałem.
Wtedy w jednym błysku dotarło do mnie, że stawiałem na niewłaściwe rzeczy.
Brakowało mi podstaw, zaufania do Ciebie. Odtąd zacząłem prosić Cię o nie i
zaczęło pojawiać się coraz częściej. Czy moja opowieść Cię nudzi? Nic nie mówisz.

Słucham.

Wielu rzeczy już nie pamiętasz, kiedyś one jeszcze wrócą i część z nich zapiszesz.
Chcę żebyś opisywał te wydarzenia, bo one dają świadectwo temu, że Mnie
znalazłeś i jak to wyglądało. Mogą zatem służyć ludziom, jako przykłady, tego co
może się dziać z nimi. Prawdy zawsze można doświadczyć, pamiętajcie o tym.
Zawsze można ją sprawdzić. Chcesz dowodu? Poproś a dostaniesz. Ja nie
domawiam szczerze poszukującym. Teraz to już nie odmawiam nikomu. Takie
czasy.

Tak, wydarzenia z mojego życia są dla mnie jaskrawym dowodem Twojego


oddziaływania i obecności. Przez lata wiele się działo i uczestniczyliśmy w tym
razem, z szerokim gronem znajomych. Teraz nikt mi nie wmówi, że Bóg nie istnieje,
albo że nie dba o nas. Moje życie jest tego stałym, a od kilkunastu lat świadomym
dowodem. Dziękuję Ci bardzo za to wszystko, co dla mnie zrobiłeś przez te lata. I za
to, że teraz konsekwentnie odwracasz moją uwagę od świata i kierujesz ku Tobie.
Dziwne są Twoje ścieżki, którymi mnie prowadzisz. Ale już się nie zastanawiam nad
tym, po prostu idę. I jest cudownie, a czasem po prostu bosko.

Zaufanie jest podstawową cechą człowieka myślącego poważnie o sprawach


duchowych i drodze do Boga. Zaufanie do Boskiej mądrości i miłości zarazem,
która wie i czego wam naprawdę potrzeba i jak wam to dać. Przemyślcie to sobie
dobrze i często do tego wracajcie. W tym, co się dzieje nie ma pomyłki, żadne,
nawet najmniejsze wydarzenie nie jest przypadkiem. Wszystko jest intencjonalne i
czemuś służy.

158/269
Życie to jest Twoja szkoła.

Tak jest. A tematem lekcji jest miłość.

Pieniądz

Budzę się po kilku zaledwie godzinach snu świeży i wypoczęty. Spoglądam wokół
wewnętrznym wzrokiem, szukam Ciebie. Jesteś. Napływa Twoja cudowna miłość,
wraz z nią uniesienie, szczęście. Chciałbym Baba, żeby ten, który czyta me słowa
mógł zakosztować Ciebie. Wiem, że uczucia, a szczególnie takie nie powierzchowne
a najgłębsze, te, które przenikają człowieka na wskroś i sprawiają, ze głęboko
jednoczysz się z Bogiem, są nieprzekazywalne, ale przecież są pokazywane! Dla
Ciebie mój drogi, ukochany Mistrzu niema rzeczy niemożliwych, więc proszę Cię o
to, że jeśli czytelnik poprosi, zwróci się do Ciebie, spraw, aby był gotów, a potem,
choć na mgnienie oka spraw by ujrzał Ciebie, Twoją skromność, doznał Twej
niewysłowionej słodyczy, ekstazy szczęścia, którym jesteś. Proszę Cię, moja miłość
prosi Cię o to.

Zobaczymy, co da się zrobić. Prosisz mnie o wiele o bardzo wiele, ale nie powiem
żeby ta prośba była niemiła memu sercu. Zmuszasz mnie jednak, abym podnosił
olbrzymie ciężary, często u ludzi którzy nie chcą tego, chcą dalej żyć w błędzie.

Baba, cóż mogę ci powiedzieć. Myśl, że mogę Cię obciążyć czyś niewłaściwym i na
dodatek niepotrzebnym sprawia mi przykrość, więc chętnie wycofam się
ofiarowując tę prośbę Tobie, a jej spełnienie do Twego uznania.
Czy tak może być?

Może. Wielu ludziom to, czego dotykasz jest naprawdę niepotrzebne, szukają
taniej rozrywki, a wiesz, że Ja nią nie jestem.

Dla serc Mi oddanych zrobię wszystko, lecz nie będę rozdawał samego siebie na
targowisku tego świata.

Twoje odpowiedzi są tak doskonałe, ujmują samą istotę zagadnienia. Wiem, iż na


nic Cię nie naraziłem, jesteś szczęśliwy jak zwykle, lecz tym niemniej przepraszam,
że mogłeś z mojego powodu przeżyć coś niemiłego.

Ujmij to inaczej, że mogłem skutkiem tej prośby znaleźć się w niemiłym położeniu.

159/269
Tak dobrze, że to powiedziałeś. Czy rzeczywiście taka sytuacja byłaby dla ciebie
niemiła?

Nie skądże. Ja jestem w stanie poświęcić się dla każdego i w każdej sytuacji,
problem tkwi w czym innym. Wielu ludzi nie dorosło jeszcze nawet do choćby
chwilowego objęcia sobą prawdy duchowej, o którą prosisz. Wielki prąd miłości
mógłby przynieść im szkodę, naprawdę.
Poza tym nie wiesz, jakie umysły sięgną po treści tutaj zawarte. Wielu nie wierzy
w Boga i moje ujawnienie się byłoby wielkim szokiem, dla niektórych zbyt
wielkim.
Ty pracowałeś ze Mną kilka lat, a wcześniej było kilkanaście lat przygotowań. To
sprawiło, że dziś jesteśmy tutaj, teraz w słodkim zjednoczeniu i we wzajemnej
miłości rozpoczynamy kolejny piękny dzień. Inni - jeszcze ścigają miraże i jeszcze
długo będą to robić, ale nie ma w tym błędu.
Kilkoro jest już gotowych i dla nich spełnię twoją prośbę.

Dziękuję ci drogi Baba, Twe słowa przynoszą mi wielką radość. Nie chcę dbać o jakiś
innych ludzi, nawracać, nauczać, pouczać czy pokazywać. To nie dla mnie, proszę
Cię, aby sprawy tego świata pozostały dla mnie nieodwołalnie zamknięte i nigdy nie
przesłoniły jedynej wartości, Ciebie, mój ukochany przyjacielu, Twojej miłości,
bliskości i wszelkiego dobra, które wciąż, wciąż, niewyczerpanie płynie od Ciebie.
Tak, ale odbiegłem od tematu. Od chwili przebudzenia mówisz, że powinniśmy
porozmawiać o pieniądzach.

Tak.

Pieniądz rządzi światem, to pierwsza myśl, jaka przychodzi mi do głowy.

To prawda. Rządzi nim a powinien mu służyć, po to został stworzony, by ułatwiać


życie, tymczasem ludzie traktują go tak, że im to życie utrudnia.

Przez to, że staje się celem samym w sobie?

Celem, który przesłania wszystko inne, instrumentem zaspokajania wciąż nowych


pragnień i zachcianek, także narzędziem dominacji i władzy. To nie jest dobre, nie
służy ludziom.

Szukamy szczęścia i pragniemy by ktoś nas pokochał.

Tak, pieniądz daje iluzję szczęścia, jego namiastkę w postaci zadowolenia z


posiadania, władzy, swobody działania, bycia "kimś", czasem pozór bycia
kochanym i potrzebnym.

160/269
Jest takie powiedzenie, że pieniądze szczęścia nie dają, ale pozwalają się bez niego
obejść.

A ty jak myślisz?

Że ten, kto wymyślił to powiedzenie nie wiedział, czym jest szczęście, kiedy raz się
go zakosztuje...
A powracając do twojej poprzedniej wypowiedzi na temat szczęścia, nie mam
wrażenia byś kogokolwiek za to potępiał.

Dobre odczucie, potępianie czy odrzucanie kogokolwiek z jakiegokolwiek powodu


nie leży w mojej naturze. Jestem miłością, nie jakąś jej uwarunkowaną
namiastką.
Kocham i błogosławię także i tym, którzy gonią za mirażami na pustyni. To też
jest pewien etap drogi ku wartościom prawdziwym: trwałemu szczęściu,
niekończącej się radości, ekstazie życia.
Błogosławię im i jestem z nimi. Kiedyś moje drogie dzieci zrozumieją, że nie przez
portfel wiedzie droga wybawienia. Wtedy wskażę im tę właściwą, zupełnie
darmową, co więcej pokażę, że wszystko czego potrzebowali i naprawdę
poszukiwali zawsze było tuż tuż, w zasięgu ręki.
Jestem miłością i kiedyś, każdy z was znajdzie Mnie i pójdzie za Mną wprost w
Światło.

Powiedz proszę czym według Ciebie są pieniądze?

Narzędziem szczęścia i radości.

Przepraszam cię Baba, za to, co powiem, ale przypadła mi tutaj rola "advocatus
diaboli", więc muszę się wykazać. Dla sporej liczby mieszkańców tej cudownej
planety są środkiem przeżycia, czymś, za co kupią dziś, jutro chleb, ryż i przeżyją
dzięki temu kolejny dzień.

To prawda, ale czy będąc biednym nie możesz być szczęśliwy? Widziałeś Indie,
uśmiechniętych żebraków na ulicach, kaleki bez nóg. Oni cieszą się życiem i
pośród swego, jakże ciężkiego losu wiedzą, że pieniądze nie są problemem i że jest
ktoś, kto o nich dba. To nie są żarty co mówię. Czy myślisz że biedni nie mają do
Mnie dostępu? Odpowiem ci, że myślą o Mnie znacznie częściej niż ludzie
zadowoleni ze swego losu i żyjący w dostatku. Jestem im bardziej potrzebny.

Baba, ale to nie jest jeden z powodów, dla którego jest tak wiele nędzy na świecie?
Przepraszam Cię gorąco, jeśli moje pytanie jest zbyt obcesowe.

161/269
Nic nie szkodzi. Nie to nie jest powód nędzy. Ona jest skutkiem wcześniejszych
działań, zresztą i samo pojęcie biedy też jest względne

Dostaję wypłatę, czy jakieś dodatkowe pieniądze i zaraz ofiarowuję je Tobie.


Natychmiast przychodzi radość. Pojawiasz się. Ostatnio, tak to był szok, do tej pory
myślałem, że pieniądze są złem, a kiedy wziąłem pensję poczułem płynące od nich
gorąco, Twoje gorąco i radość.

Tak, one nie są środkiem przeżycia czy realizacji marzeń, są boskim darem dla
tego świata, on jednak użytkuje je niewłaściwie.

Kluczem do zrozumienia tego jest egoizm.

Tak, egoizm i gromadzenie ponad potrzeby. Nie znacie umiaru, macie


wystarczająco dużo środków do dobrego życia, ale wciąż chcecie więcej. Nowego
samochodu co rok, kupy niepotrzebnych ubrań, przedmiotów. Luksus nie jest
złem, bynajmniej, ale kiedy staje się celem samym w sobie jesteś jego
niewolnikiem i musisz nań zarabiać zamiast cieszyć się tym, co już masz.
Jedne społeczności żyją w luksusie, inne klepią biedę. Silni wykorzystują i
oszukują słabych, narzucają im swoje prawa i jeszcze nazywają to jedynie
słusznym stylem życia. To nie jest dobre.

Czyli działalność charytatywna jest dobra.

Ogólnie tak, np. oddajesz ubrania, w których już nie chodzisz i sprawiasz komuś
radość. To jest dobre. Ale jeszcze lepsze jest stworzenie warunków, aby ten ktoś
był w stanie zapracować na siebie i zaspokojenie swych potrzeb. To bardzo ważny
punkt, przestaje być wtedy zależny od ciebie i staje się samodzielny.
Niekończące się dawanie to jedno, ale stokroć lepsze jest stwarzanie warunków,
aby mogli pomóc sami sobie i nie musieli już wisieć u czyjejś klamki.

Baba, znów takie pytanie - pułapka, coś jak podstawienie nogi, ale cóż samo tak
formułuje się w umyśle.
Co byś powiedział człowiekowi, który chce mieć dużo pieniędzy?

Żeby się nauczył kochać Boga, bo w Nim znajdzie to, czego szuka.

Myśląc, że dadzą mu to pieniądze.

162/269
Tak, a jeśli ma aspiracje duchowe - niech patrzy na nie jako na prezent od Boga,
służący jego radości, utrzymaniu i życiu.

Czy to wszystko?

Wiesz, mógłbym tak bez końca rozmawiać z tobą, ale masz jeszcze inne rzeczy do
zrobienia. Kończę więc na teraz i już wyglądam chwili kiedy ponownie zasiądziesz
do pisania.

Dziękuję ci Baba, za twe cudowne wyjaśnienia, wielu rzeczy nie rozumiałem, aż do


dzisiaj, teraz moje życie zmieni się na lepsze, to dla mnie wielka radość, będziesz
bliżej coraz bliżej...
No już kończę jeszcze tylko to jedno; ofiarowuję tę pracę Tobie, mój Boski Guru.
[...]
Gonisz mnie do pisania mój drogi Guru, a ja wolałbym jeszcze pozostać w tej
słodkiej unii z Tobą, kosztować twej żywej, niepojętej dobroci.
Zawsze myślałem, że dobroć jest cechą charakteru, która czasem się przejawia. Ty
pokazałeś mi, że jest energią emanującą z Ciebie, czymś tak konkretnym i
dotykalnym a tak cudownym.
Kiedy piszę muszę skupić umysł na Twoich słowach i przelewaniu ich na papier, na
tym by trzymać się linii i nie bazgrać za bardzo. To powoduje, że na chwilę muszę
oderwać się od Ciebie, Twego żaru miłości.

Pisz to, co zapisujesz przyda się i tobie i innym, przyda się również i Mnie, więc się
nie ociągaj. Nie robię ci wymówek, to zupełnie nie w moim stylu. Te nasze
rozmowy zainspirują nową radość, szczęście i wolność od błędów, które pojawią
się w twoim życiu. Pisz, pisanie też jest błogosławieństwem, zaufaj mi.

Jestem do twojej dyspozycji Baba. Z każdym dniem niemal każdą godziną


przekonuję się, że prawdą jest to co słyszałem w Indiach w ashramie i co mam
nagrane na video;
" And its sweeter and sweeter
As the days go by
Oh what a love
Between a Lord and I ! "
Jest słodka i wciąż słodsza
Jak dni przemijają
O cóż za miłość
Między Ojcem a mną!

Dobrze dobrze, powracamy do tematu pieniędzy. Jeszcze trochę zostało do


przekazania.

163/269
Tradycyjnie zarabiamy, aby żyć.

Żyjemy by się cieszyć, śmiać, kochać i być szczęśliwymi, dlatego pieniądz


powinien służyć radości i szczęściu. Właściwie to służy, tylko ludzie nie potrafią
tego dostrzec.
Spójrz, ile pracy wymagało powołanie tego wszystkiego do zaistnienia. Kosmosu,
planet, gór, rzek, lasów, zwierząt, roślin, olbrzymie przedsięwzięcie.
A wy narzekacie, że jest brzydka pogoda.

Widzę, że w subtelny sposób komentujesz moje myśli o padającym deszczu.

Deszcz jest potrzebny ziemi, roślinom i żyjącym tam zwierzętom, ale nawet nie o
to chodzi, idzie o to, że jest darem dla ziemi i istot ją zamieszkujących. Zasila ją i
daje możliwość wzrostu i rozwoju licznym stworzeniom. Twoje ciało składa się też
głównie z wody. Człowiek to woda plus dodatki.
Tam gdzie jest sucho ludzie bardzo cenią deszcz i chmury.

Tak, za ostatniego pobytu w Indiach taka pogoda była dla mnie błogosławieństwem.
Bardzo ci dziękuję, miesiąc bez słońca w lecie to wielka rzadkość.

O widzisz już zaczynasz myśleć. Deszcz to dar radości dla życia na ziemi.
Przyzwyczailiście się nie zwracać uwagi i nie cenić tego, co jest. Chęć posiadania
więcej oraz stresy i frustracje, które wywołuje zaciemniają widzenie i radość z
tego, co już masz. Dlatego powtarzam po raz kolejny: Ciesz się z tego, co masz, bo
możesz nie mieć nawet i tego. Gdyby domy, ziemia, rośliny, drzewa, ptaki nagle
znikły, to co? Wisiałbyś w przestrzeni i nawet nie miałbyś się na czym oprzeć. Nie
cieszyłby cię śpiew ptaków, bo nie byłoby drzew, na których mieszkają.
To, co widzisz wokół, nawet rzeczy i wydarzenia z pozoru błahe i nic nieznaczące,
są Moim boskim darem dla was. Wasze skłonności, talenty, wykształcenie,
inteligencja, siła fizyczna, zdrowie...

Tak jak w wierszu:


Szlachetne zdrowie
Nikt się nie dowie
Jako smakujesz
Aż się zepsujesz.

Ciesz się, że jesteś zdrowy, masz co jeść i dach, nad głową. W telewizji puszczą
czasem jakiś ciekawy film, dobrą operę, lub koncert muzyki klasycznej.

164/269
O tak, walce Straussa, marsz Radetzkiego. Pierwszy raz widziałem jak podczas
koncertu noworocznego wiedeńscy filharmonicy cieszyli się, że grają. Szło im tak
lekko, na luzie, może dlatego, że dyrygował Meta, który pochodzi z Indii. Ta muzyka
unosi.

Unosi, po to przecież jest. Człowiek żyje pośród boskich darów, ociera się i potyka
o nie, zjada je i wydala, wdycha, je, pije i zwraca...

Zwraca?

Gdy pomiesza zbyt wiele gatunków alkoholu.

Wódka jest twoim darem?

Ale wy nie umiecie go używać.

Chodzi o umiar?

Też.
Może dawać radość, dobry nastrój, odprężenie, czasem na krótko pomóc
przetrwać trudne chwile.

Nie jesteś przeciwnikiem picia alkoholu?

Nie, chociaż wam powinienem powiedzieć "im mniej tym lepiej", nie znacie
umiaru.

Przyznam, że rzadko pijałem alkohol, butelkę wina przez dwa miesiące, a i to dla
smaku. Nie lubię być oszołomiony nawet trochę.

Czasem i to jest potrzebne, i dobre.

Wszystko jest darem miłości i jej służy.

Podobnie praca jest boskim darem dla człowieka, tak samo i pieniądze, które się
zarabia.

Zwykle myślimy, że to my wykonujemy pracę, więc i forsa jest naszą własnością.

165/269
A kto zbudował tę ziemię? Nie byłoby nawet działek pod budowę! [Śmiech]

Kocham twoje żarty.

Praca, jak i zarobek, jest darem boskim, jedno i drugie winny służyć radości i
szczęściu. Temu służy cały wszechświat, to uzasadnia jego istnienie.

Na co wydawać pieniądze?

No wiesz! W pięć minut podasz mi sto rzeczy, które chciałbyś kupić. Powinieneś
zapytać nie na co, ale jak je wydawać.

No właśnie jak?

Najpierw to, co dostałeś ofiaruj kochającemu Ojcu i Jego miłości.

Tobie.

Potem poproś by zainspirował ci, kiedy i na co je wydać. Każdy zakup traktuj jako
dar od Niego.
Jeśli dasz coś komuś, pieniądze, ubranie, żywność, cokolwiek, traktuj to jako dar
szczęścia od miłości, która mieszka w sercu dla miłości, która żyje w drugiej
istocie, zwierzęciu.
Dawaj z miłością, przyjmuj z wdzięcznością i miłością.
Takie postępowanie wyzwala pozwalając rzeczom zająć właściwe miejsce w
harmonii tego, co jest.
To, co jest, jest doskonałe, chociaż większość sądzi, że nie jest dobre (dla nich).
Kiedy ujrzą, pojmą tę doskonałość i nauczą się jak z nią żyć, wtedy to, co jest,
stanie się również dobre.
Wszechświat jest jak rower. Błędne myślenie to wkładanie kija w szprychy
doskonałej konstrukcji, dlatego większość leży potłuczona, zamiast cieszyć się
jazdą. Na szczęście zawsze jestem tuż obok z apteczką.

Widziałem w księgarni książeczkę "Mantry pieniężne".

Chcesz to podam ci jedną, najlepszą.

Oczywiście, że tak.

166/269
Om Namah Shivaja

Om Namah Shivaja? Składam z oddaniem pokłon Bogu przejawionemu jako Shiva?


Co to, ma za przeproszeniem, wspólnego z forsą?

A ma. Najpierw trzeba postawić życie na nogach a nie na głowie, zwrócić się ku
Światłu i znaleźć Boga w życiu. Reszta, w tym pieniądze, jako element większej
całości, większej radości, większej harmonii też się znajdą. Jestem i wiem, czego
wam potrzeba, przecież dbam o was od tysięcy, dziesiątków tysięcy lat. Kieruję
kometami i innymi ciałami niebieskimi, by żadne z nich nie rąbnęło w tę ziemię i
nie narobiło wam szkód.
Pieniądze nie są problemem, jedyny problem to błędne myślenie, które przesłania
naturalną, obecną wszędzie miłość, dobroć, radość, szczęście. Ucz się i stawiaj swe
życie na nogach a nie na głowie, to jest najważniejsze.

Część dziewiąta
Wizja "tamtego świata"

Baba, proszę Cię, powiedz jak to ma się do boskiej władzy stwórczej, którą każdy
człowiek jest obdarzony?

Mechanizm Wszechświata jest doskonały, zawiera w sobie również prawa


strzegące rozwoju każdej jednostki. Masz władzę stwórczą i przez to tworzysz
skutki, np. pragniesz rządzić i kiedyś to się spełnia. Jednak zagubienie, które ona
powoduje sprawia, że swą działalnością przynosisz cierpienia innym, zmuszasz
ich by płacili podatki ponad miarę, wyznawali twoją religię lub uważali cię za
Boga. W kolejnych wcieleniach musisz zebrać skutki, te dalekosiężne, wynikające z
naruszenia praw.

Prawa są elastyczne.

Do pewnego stopnia, bo poznajesz i uczysz się, problem zaczyna się, gdy


przekraczasz granicę i np. odbierasz innym możliwość rozwoju, zmuszasz do
czegoś, co im nie służy.
Sama władza jako taka nie jest złem, bo w ogóle nie ma rzeczy złych, możesz
jedynie zrobić z niej zły użytek i w konsekwencji zebrać niemiłe dla ciebie żniwo,
ale gdy wyciągniesz odpowiedni wniosek, owo "zło", staje się dobrem wyższego
rzędu, zrozumieniem, wtedy idziesz dalej, bogatszy.

167/269
Żyjąc poznaję zewnętrznie Twoje aspekty, tylko w zmniejszonym wydaniu,
rozpisane na nasz mały teatr.

Tak jest. Przechodząc przez doświadczenia kolejnych wcieleń poznajesz różne


aspekty Boskości.

Masz tu na myśli człowieka jako całość; duszę, ciało, ducha.

Tak, dopiero na tym poziomie można mówić o Wszechświecie jako o wielkiej


uczelni.
Uczysz się wyrażać miłość, co więcej, uczysz się i doświadczasz jak nią być. Ni
mniej ni więcej - jak być Bogiem.

Najpierw w działaniu potem w bycie. Czy jest jeszcze coś więcej?

Pytasz jakbyś nie wiedział. Miłość, prawdziwie wieczny boski Byt w swym uroku,
ekstazie nie ma końca...
Nie opisze Go żadne słowo.
Gdybyś wziął najwyższe drzewo
Uczynił zeń pióro
A ocean byłby ci kałamarzem
I gdybyś pisał przez milion lat
Nie oddasz ni maleńkiej cząstki
Boskiej Chwały. Przemyśl to i nie pytaj Mnie więcej, czy jest coś dalej i czy już
mnie poznałeś w całości. Naprawdę jestem nieskończony i nie wyczerpię się
nigdy...
Wszystkie kamienie, rośliny, zwierzęta śpiewają swą pieśń, rozpisaną na chór
głosów pieśń miłości Stwórcy do stworzenia i stworzenia ku Stwórcy.
Jeśli umiesz powierzyć Bogu swe serce, by je uniósł i sprawił, byś słyszał co niesie
wiatr ponad dalekimi dolinami, ujrzysz prawdy o Jedności przejawionej przez
Wielość, usłyszysz subtelne, ciche, lecz przejmujące do głębi tony niebiańskiej
symfonii, która rodzi się w sercach miłujących...
Co słyszysz?

Widzę wielką przestrzeń, a w niej miliardy maleńkich żywych płomyków, każdy z


nich brzmi swą odrębną melodią a razem składają się na przepiękny poemat duszy.
Mówi on o rozkoszy życia, ekstazie miłości, radości spoglądania w twarz, kogoś tak
kochającego, czułego i dobrego jak... Ty.
Kochają Cię za Twą miłość widząc w tobie Ojca, Nauczyciela, Kogoś dla nich, dla nas
najdroższego. O słodki Mistrzu nie mogę już znieść gorąca Twej miłości, jestem
jeszcze zbyt słaby.

168/269
Widzę ludzkie dusze, tych ludzi w zaświatach jak przygotowują się do ponownego
wejścia w ludzkie ciała. Rozmawiają ze swymi Mistrzami, śmieją się i żartują.
Przenika ich niezwykły dreszcz przed cudowną podróżą, którą zaraz zaczną. Są jak
artyści, którzy za chwilę przebiorą się i staną za kulisami by wyjść na scenę i odegrać
rolę w sztuce o cudownej treści. Oni to widzą, oni to dobrze wiedzą.
Ziemia jest jakby teatrem, ale aby zagrać w nim dobrze muszą o tym zapomnieć, bo
inaczej nie graliby prawdziwie. Wiedzą, że jednak kiedyś znów się obudzą i pojmą,
na nowo ukryty sens i treść sztuki - miłość. Będzie to wtedy, gdy znów zejdą ze sceny
i zrzucą kostium, przejdą przez krótki korytarz śmierci i znów spojrzą w Twoje,
jakże drogie naszym sercom, Oblicze, nasz ukochany Ojcze, miłujący bez granic,
gorąco, zawsze, wiecznie.
Kiedyś w przyszłości przyjdzie dzień, że zagrają na scenie świata sztukę o
świadomości Ciebie i Twej miłości, wiem o tym, lecz ta księga jest jeszcze dla mnie i
dla nich zamknięta.
Muszą jeszcze przejść kilka dogrywek, niektórzy bisów, by przejść do innych teatrów
wydarzeń, wznioślejszych i bliższych Tobie - tam gra się świadomie wyrażając całym
sobą Twój Byt - miłość, radość, szczęście.
O kochające Światło, spoglądać na Ciebie za życia w ciele jest ogromną łaską.
Dziękuję.
Widzę też tych, którzy nie muszą już grać, ale chcą. To Mistrzowie przychodzący
całymi zastępami, by żyć wśród ludzi. Potem żyją zwyczajnie, pracują i zmagają się
ze wszystkim jak inni. Jest jednak pewna różnica - ich nic już nie wiąże ani nie
ogranicza, są tu z czystej miłości do Ciebie i Twego Planu. Jest ich wielu, każdy z nas
kogoś takiego spotkał...
Płomyki na dnie dusz łączą się ze sobą tworząc coraz większy ogień, pryska cień,
wznosi się kurtyna cząstkowych zaistnień, jest jeden wielki Ogień, Światło bez
początku i końca, jasne, żywe, wieczne... to MIŁOŚĆ.
Widzę jeszcze dalej, o tak, widzę wiele rzeczy, ale to jeszcze nie czas ani miejsce, aby
o nich pisać. Dajesz mi delikatny znak, abym już przestał. To, co jest dalej, nie jest
przeznaczone dla żyjących.

Mantry

Mam kłopoty z żołądkiem i wątrobą, ale mówisz mi, że nie powinienem iść do
lekarza. Powiedziałeś, że spalam w ten sposób złą karmę.

W ten czy inny sposób musisz to przejść, te sprawy już znasz, więc lepiej spalić
przeszłość w ten sposób do końca. Nie lecz się, bo osiągniesz tylko krótkotrwałą
poprawę, a pogorszy się coś innego, stanowczo to jest najlepszy sposób.

Kiedyś we śnie powiedziałeś, że cierpię z powodu pijaństwa z przeszłości, myślałem,


że to chodzi o to życie, w młodości omal nie zapiłem się na śmierć spirytusem.

169/269
Nie to dawne sprawy. To było straszne, umarłeś z powodu alkoholu.

Przez piętnaście lat byłem abstynentem.

Uwielbiasz skrajności.

Nie wiem dlaczego, sam muszę wszystkiego dotknąć i spróbować jaki ma smak.
Moja droga ku Tobie to też ciąg inspiracji i doświadczeń, jedne przygotowują na
drugie, potem pokazujesz sens wydarzeń i idziemy dalej. Jestem Ci za to bardzo
wdzięczny. To tak już trwa kilkanaście lat, z okładem, w tym kilka na serio.

To prawda, dajesz Mi wiele radości. Nie przestanę pracować z tobą, ty jesteś Mną,
całkowicie i bezapelacyjnie, minie trochę czasu w twoim świecie, aż stanie się to
dla ciebie jasne.

Baba, mam jeszcze pytanie, trochę niezwiązane z treścią naszej rozmowy.

Wal.

Czy podyktujesz jeszcze rozdziały o mantrach, medytacji i o świecie energii


subtelnych?

O medytacji już jest sporo, ale coś jeszcze dorzucę, o mantrach - tak, wyjaśnienie
znaczenia i działania, o świecie energii - też coś się znajdzie i to będzie już koniec
tej książki.

Mówiłeś wcześniej, że będzie następna.

Tak, za jakiś czas, musimy dać odpocząć czytelnikom i stopniowo dawkować szok
poznawczy, ale rzeczywiście przygotowałem już materiał do następnej książki.
Muszę jednak najpierw przygotować ciebie, udzielić światła i dać dotknąć spraw,
które poruszę, żebyś nie pisał o rzeczach z Księżyca, ale o tym, co może zdarzyć się
i zdarza w życiu.

Może zatem porozmawiamy o mantrach i bhajanach?

Dobrze.

170/269
Moja obserwacja jest taka: mantry, podobnie jak bajany (pieśni miłości i oddania się
Bogu), wyzwalają, nie wiem skąd, wysokie i silne energie. Pamiętam, jak kilka lat
temu, rozbudzony w środku nocy nie mogłem poradzić sobie z natrętnymi myślami.
Poradziłeś mi abym mówił mantrę i ofiarowywał ją Tobie. Po kilku minutach myśli
całkiem znikły a w miejsce niepokoju przyszło dobre samopoczucie i błogość. Od tej
pory często korzystam z ich działania.

Pamiętasz, co to była za mantra?

"Om Namah Shivaja" czyli Składam pokłon Bogu przejawionemu jako Siwa

To potężna mantra oczyszczająca, wyciszająca umysł i skupiająca jego subtelne


prądy.
Mantry należy mówić z miłością i oddaniem ofiarowując je Temu, który Jest,
wiele negatywnych skłonności ulega wtedy spaleniu. Można też używać różańca
ze 108 kulek i liczyć na nim mantry.

Kiedyś często to robiłem.

Zawsze możesz do tego powrócić, to nie boli.

Przywiozłem z Indii kilka różańców, dużą rudrakszę (z owoców świętego krzewu


joginów, poświęconego Sziwie), kilka mniejszych z drzewa sandałowego oraz
tybetański z kości wielbłądziej. Ten ostatni dostałem w prezencie i nie chciałem
zrobić przykrości ofiarodawcy swą odmową.

Możesz go komuś podarować, nie chcę go tutaj.

Mogę po prostu wyrzucić go do śmieci.

Tak zrób.
Rudraksza jest najlepsza, najłatwiej oczyścić ją z energii i ponownie naładować,
pokażę ci jak.

Om Namah Shivaja można też łączyć z pokłonami, tak robiłem.

Można wziąwszy pod uwagę fakt, że w obecnych czasach największym


problemem jest wybujałe ego.

171/269
Ten problem jest również i u mnie.

Już nie. Panuję nad sytuacją, tym niemniej teraz właśnie przechodzisz cięższy
okres, bo oczyszczam właśnie te sprawy, więc wychodzą i mają wpływ na twój
stan psychiczny. Jak czujesz, to możesz zrobić kilka pokłonów, mogą być
mentalne.

Om Namah Shivaja pomaga zdjąć ciężary ego.

Tak, ma bardzo wiele znaczeń, jest wysoka i silnie naładowana, można wibrować
ją stale.

Rozmawiałem na ten temat z kolegą, mówił, że nie chce bombardować swego


umysłu mantrami.

Tak jakby miał w nim coś cennego. Mantra jest jak woda, zmywa brud wieków.

Pewną odmianą poprzedniej jest "Om Namah Baba"

Ta jest silniejsza niż poprzednia, ma, mówiąc językiem energii, "szersze spektrum"
i jej oddziaływanie jest głębsze.

Którą zatem wybrać?

Kierować się wyczuciem. Jeszcze silniejsze działanie niż wypowiadanie ma


śpiewanie mantr.

To prawda, można podśpiewywać sobie stale, np. przy pracy, zaraz zobaczycie
efekt, będziecie mniej zmęczeni i praca pójdzie raźniej.

Którą mantrę omówisz teraz?

"Om Sri Guru Ciaranam Namaha"


Om składam pokłon u stóp Boskiego Guru i ofiarowuję Mu swoje ego. Potężna
mantra wzbudzająca oddanie i zaufanie do Boga, oczyszczająca z przywiązań i
"światowego" sposobu myślenia, silnie kieruje prądy umysłowe ku Bogu, jako
Przewodnikowi i Nauczycielowi. Ma formę krótką; "Sri Guru Ciaranam"

Pamiętam jak przed laty śpiewałem bardzo starą mantrę i jak silne wrażenie robiła

172/269
na mnie

Tvameva Matha Cha Pita Tvameva


Tvameva Bandhu Cha Sakha Tvameva
Tvameva Vidya Dravinam Tvameva
Tvameva Sarvam Mama Deva Deva

Tyś jest moim Ojcem i Matką


Tyś jest moim najlepszym Przyjacielem
Tyś jest moim najbliższym Krewnym
Tyś jest moją mądrością i siłą
Tyś moim skarbem, moim wszystkim
Tyś jest moim Bogiem
Boże wszystkich Bogów

Pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że to jest prawda. Jesteś mi drogim Ojcem,
czułą kochającą Boską Matką, całkowicie oddanym Przyjacielem, najdroższym
krewnym, Nauczycielem i wreszcie moim ukochanym Bogiem. Kocham Cię Baba,
kocham.

Z wzajemnością, że nie masz pojęcia.

Baba, ofiarowuję tę książkę po raz kolejny, Tobie, nikt nie może być bardziej
wartościowym jej adresatem. Kocham cię.
Te chwile, które spędzam tutaj z Tobą są cudowne. Chcę Ci ofiarować nie tylko ją,
dołożę jeszcze swoje życie, całą miłość, całą radość i całe szczęście. Proszę przyjmij
je ode mnie, nie mam nic bardziej wartościowego.

Kocham cię drogi i oddany uczniu. Sprawię, że zrozumiesz jeszcze więcej i głębiej
wtopisz się w mój Byt.

Słucham teraz muzyki, kobieta delikatnym głosem śpiewa długą mantrę z refrenem:

Cit ananda rupa - ham


Sivo - ham Sivo - ham

Jestem ucieleśnieniem Świadomości i Szczęśliwości


Jestem Siwą, jestem Siwą.

Czuję radość i uśmiech płynący z jej głosu. Ta muzyka unosi i stało się to, gdy
rozmawialiśmy. Dziękuję ci za to Baba.

You are welcome. Pozostała nam jeszcze starożytna Gayatri;

173/269
Om
Bhur Bhuva Svaha
Tat Savitur Varenam
Dhijo Yo Nach Prachodayat
Om Shanti Shanti Shanti

Om ( symbol Brahmana )
O Ty Który Przenikasz Trzy Światy ( ziemski, eteryczny, niebiański )
czcimy ( varenyam ) twój nieopisywalny Boski Byt ( Tat ) pod postacią słonecznego
światła dającego życie ( savitur ) medytując ( dhimahi ) nad twym
wszechprzenikającym Boskim Światłem (Devasya) prosimy cię usilnie ( yo nach
prachodayat ) o oświecenie umysłów (dhijo)
Om Pokój Pokój Pokój.

( Shanti oznacza pokój poza wszelkimi pojęciami - boski spokój umysłu i duszy.)
Potężna mantra oczyszczająca. W początkowych etapach drogi duchowej warto
mówić ją co najmniej trzy razy dziennie; rano, po przebudzeniu, w ciągu dnia,
około południa, oraz tuż przed zaśnięciem. Można oczywiście częściej.

Jednak od dłuższego czasu już jej nie mówiłem, nie miałem na to Twojej inspiracji.

Nie była ci potrzebna, kiedyś tak. Ze względu na swą "siłę przebicia" niweczy
negatywne stany psychiczne, przerywa myślotok, niszczy i spala przywiązania, te
najcięższe. To taka "ciężka artyleria", bardzo skuteczna w uciszaniu rozbieganego
umysłu, przydatna w stanach zmęczenia, przepracowania, wtedy trzeba
powtórzyć ją lub zaśpiewać kilka - kilkanaście razy.

Właśnie, mówić, powtarzać w myśli, śpiewać?

Najlepiej śpiewać, powoli, niekoniecznie głośno, można mówić, czytać lub tylko
powtarzać w myślach.
Ostatnią mantra będzie Brahman Mantra.

O to doskonale, od lat, kiedy wypowiadam ją przed posiłkiem czuję się unoszony


bardzo wysoko. Gdy to zauważyłem to zacząłem powtarzać ją kilka razy, ma
niezwykłe działanie i podobnie niezwykłą treść. Oto ona:

Brahma'rpanam Brahma Havir


Brahmagnau Brahmana Hutam
Brahmai'va Tena Gantavyam
Brahma Karma Samadhinaha

174/269
Aham Vaisvanaro Bhutvyaha
Praninam Deham Ashritaha
Pranapana Samayuktaha
Pachamy Annam Chaturvidham

Om Shanti Shanti Shanti

Czyniący ofiarę jest Brahmanem


Czyn ofiarny jest Brahmanem
Ofiara jest Brahmanem
Składana w świętym ogniu
Który jest Brahmanem
Tylko ten osiąga Brahmana kto w całym swym działaniu
Jest Brahmanem

Jestem Vaisvanaro
Wszechprzenikającą energią kosmiczną
Zamieszkującą w żywych istotach
Jednocząc się z tchnieniem życia które w nie wchodzi
A potem opuszcza
Spożywam cztery rodzaje pożywienia.

Mantra ta jest zwróceniem się do Boga, ofiarujemy Mu posiłek i prosimy, aby


poświęcił go i usunął wszelkie niskie energie, które mogłyby nam zaszkodzić.
Jest również bardzo potężna i niekoniecznie trzeba mówić ją wyłącznie przed
posiłkami.

Baba, powiedziałem teraz po kolei wszystkie mantry, o których mówiłeś i jeszcze


kilka innych. Najsilniej odebrałem tę, której tutaj niema. Czy mogę też ją podać?

Tak.

Przy tej aż trzeszczało mi w głowie i pojawiła się niezwykła jasność, jest jak
kopnięcie prądem. Z pozostałych najsilniej i najgłębiej odebrałem Brahman Mantrę,
Om Namah Shivaja unosi i daje radość, ale Om Namah Baba to kontakt z Tobą,
dobrocią, czystością, miłością, to unoszenie ku tobie.
Om Sri Guru Ciaranam Namah to kontakt z miłującym Nauczycielem, otwarcie na
wiedzę, nauki i natchnienie.
Z nich wszystkich najsłabiej zadziałała na mnie Gayatri, choć nie wątpię, że jest
bardzo silna.

Jest silna, ale już nieodpowiednia dla ciebie, pokażę ci, w jakich sytuacjach możesz
ją stosować z dobrym skutkiem, bardzo oczyszcza atmosferę, to ciężki kaliber.

175/269
Napisz teraz o Sai Gayatri.
O tak, to jest owa mantra, o której wcześniej wspominałem. Od lat wiem, że jest
bardzo silna, a jej działanie można porównać do jaskrawego duchowego światła.
Myślę, to znaczy czuję, że daje dość gwałtowne i radykalne oczyszczenie.

Tak, dlatego należy się do niej przygotować. Poprosić Boga o asystę i pomoc,
ofiarować Mu ją i dopiero śpiewać lub powtarzać. Z nią niema żartów, jest bardzo
potężna i niesie wiele światła. To zwrot do Sai Baby, obecnego Awatara na ziemi.

Czyli do ciebie mój drogi Mistrzu.

Z ust mi to wyjąłeś.

OM
Saishvaraya Vidmahe
Sathya Devaya Dhimahi
Thannah Sarvah Prachodayath
OM Shanti Shanti Shanti

Wiem że Sai Jest Bogiem


Ucieleśnieniem Najwyższej Prawdy
Boskiego Absolutu
Proszę Go aby kierował moim życiem
i prowadził do zjednoczenia z Bogiem.

Ta mantra o potężnej sile, łamie wszystkie zapory, otwiera blokady, oczyszcza


organizm energetyczny, porządkuje psychikę, oczyszcza i uwzniośla umysł. Jej
energia ma niezwykłą siłę oddziaływania, ponad i na przekór wszystkim
możliwym błędom, iluzjom i przeciwnościom prowadzi do zjednoczenia z Bogiem.
Niesie ona cząstkę boskiej mocy Bhagavana Sri Sathya Sai Baby.

Baba, które mantry poleciłbyś na początek?

Gayatri, potem, gdy człowiek jest w ciszy i spokoju Om Namah Shivaja i Om


Namah Baba, to samo dotyczy Om Sri Guru Ciaranam Namah.
Można powtarzać je stale, o ile umie się utrzymać je w umyśle, unoszą ponad
poziom energii świata.
Mantrę Tva Meva Mata mów wtedy, gdy jesteś w stanie przywołać i wczuć się w
jej sens. Daje bardzo wiele.

Baba, a Sai Gayatri?

176/269
Sai Gayatri można mówić tak, jak Gayatri, trzy razy dziennie: rano, w ciągu
dnia, wieczorem. Tuż przed zaśnięciem można ofiarować ją Bogu kilka do
kilkunastu razy.

Nawet do 108?

Tak, ale to po pewnym przygotowaniu, nie od razu.


Mam jeszcze taką wskazówkę natury ogólnej.
Sprawę mantr i ich stosowania najlepiej pozostawić Bogu, zwrócić się
do Niego, aby pokierował które mantry, kiedy i jak często stosować.
Niekoniecznie akurat najsilniejsza pasuje do aktualnej sytuacji, stanu
etc.
Mogą "same" przychodzić na myśl, można czuć potrzebę ich
powtarzania i ofiarowywania Bogu.

Tak można by przez całe dnie mówić mantry i nie pracować.

Co to szkodzi? Ludzie i tak nie robią nic ważnego, głównie wiele hałasu wokół
własnych spraw. Raz na jakiś czas mogliby dla odmiany zrobić coś dla Boga.

Tak, rzeczywiście, dziękuję ci za wspaniałe wyjaśnienia, zaraz sam usiądę i się


pobawię.

Miłej zabawy.

Dziękuję ci drogi Sadguru. Jeszcze tylko ostatnie pytanie. Mówiłeś o rewolucyjnym


znaczeniu medytacji, występowałeś przeciw "buczeniu" mantra, teraz sam je
podajesz i objaśniasz.

Działanie mantr można porównać do działania wody. Dolewanie czystej do


zbiornika ma sens wtedy, gdy chcesz go oczyścić i napełnić świeżym płynem. Co
się stanie, gdy wlejesz czystą wodę w błoto? Tylko straci swą jakość.
Mantry mają sens jako element większej całości, po co ci ich oczyszczające
działanie, jeśli nadal chcesz żyć w błocie, same z siebie nie wyniosą cię ku Bogu, tu
potrzebna jest przemiana całego człowieka.
Jeśli masz zamiar tylko się nimi pobawić to określ to jasno na początku, unikniesz
rozczarowań i po prostu zaznasz trochę rozrywki.
Jeśli traktujesz je, Mnie i siebie poważniej i czujesz, że jesteś gotów na coś
głębszego to witam cię z szeroko otwartymi ramionami, ćwiczenia te są właśnie
dla ciebie.

177/269
Mantry nie są koniecznością na drodze duchowej, są ułatwieniem,
pomocą czasem rozrywką i zabawą.

Najważniejszą, co stale powtarzam i będę powtarzał jest...

Miłość.

Tak.

Teraz nieco inaczej stawiasz sprawę niż kilka lat temu.

Nie inaczej, tak samo. Miłość jest ważna. Kocham tych, którzy zwracają się ku
Mnie i tych, którzy odchodzą, nie wartościuję ludzi ani nie warunkuję swej
miłości.
Ja zawsze jestem ten sam Baba, czy przyjdziesz do mnie teraz, za dziesięć czy sto
lat, wciąż będę ten sam. A ja wiem, że przyjdziesz.
I to jest Moja radość.

Kierować się... czym?

Przez kilka dni, podczas czytania książek Neale Walsha, trafiałem na odniesienia do
słów jakoby należało się w życiu kierować uczuciami, ponieważ są one językiem
duszy i jakoś czuję, że cos tu jest nie tak.

Temat wymaga rozwinięcia. Uczucia jako język duszy? Tak, w pewnym stopniu
tak, o ile człowiek potrafi i ma na tyle siły duchowej, aby wznieść się odczuwaniem
na poziom komunikacji z duszą. Dziś to jednak wielka rzadkość. Znacznie
bezpieczniej jest kierować się w życiu miłością do Boga, chociażby z tego względu,
że z Niej wynikają wszelkie dodatkowe dary duchowe i materialne, jeśli są
potrzebne. Dusza to tylko część istoty ludzkiej, bo człowiek jest jednością ze Mną w
miłości i szczęściu, i nie jest ani ciałem, ani duszą.

Wielu ludzi jednak tak żyje, szczególnie dla kobiet uczucia są bardzo ważne.

Tak, ale Bóg jest jeszcze dalej także, jeśli poszukujesz kontaktu z Nim to nie
zatrzymuj się na uczuciach.

178/269
W takim razie jak praktycznie rozwiązać problem, czym się kierować w danej
chwili?

Praktycznie to zwróć się do Boga, aby pokierował tobą i działaj bez specjalnego
zastanawiania się według tego, co ci się nasuwa w danej chwili. Zaufaj Mi. W
każdej nawet najbardziej błahej sytuacji możesz zwrócić się do Mnie. Działaj bez
oczekiwania skutków, w tym skutków dla ciebie, bez zaangażowania
emocjonalnego, kieruj myśli i serce do Boga, to najwłaściwsza droga.

Czyli należy myśleć mniej i odrzucić uczucia?

Nie, nie odrzucać niczego ani nie walczyć ze sobą. Skupienie na Bogu powoduje, że
oczyszczasz się w sposób naturalny, cichną myśli i emocje a pojawia się inspiracja
wewnętrzna i ona pochodzi wprost ode Mnie. To nią dopiero warto się kierować
w życiu.
Kierujcie się ku Bogu, tak jak potraficie, a sami zobaczycie jak zmienia się wasze
życie.

Czyli też mniej walki ze sobą.

Zdecydowanie tak. Wasze wewnętrzne zmagania nie służą niczemu, tylko wiążą
was z ziemią. W dużej części są one skutkiem zaangażowania w sprawy świata,
przesiąknięcia jego problemami i sposobem myślenia. Nie walczcie ze sobą,
zostawcie to i kierujcie się ku Bogu. Walka wewnętrzna powoduje jeszcze większe
skupienie na samych sobie, a powinniście więcej skupiać się na Bogu, bo w Nim i
Jego Miłości znajdziecie rozwiązanie waszych problemów.

Czy i próby zmian w nas samych też powinniśmy zostawić?

Nie, ale uważaj - pytanie jest zbyt ogólne. Zmiany w życiu odnoszące się do twojej
relacji z Bogiem, medytacja, bezinteresowna praca, inna organizacja zajęć tak,
aby mieć czas dla wyciszenia to jedno, natomiast narzucany sobie rygor czy chęć
dopasowania wewnętrznego do wzorów społecznych, religijnych czy
jakichkolwiek zewnętrznych, to coś zgoła innego.
Po pierwsze nie myślcie, że inni maja cudowna receptę na wasze problemy, a
jedyne co powinniście zrobić to się dostosować. To zupełna pomyłka. Zostawcie
ludzi, społeczeństwo i religie z ich sprawami, i zaufajcie Bogu i temu, że On dobrze
wie jak was poprowadzić i czego wam potrzeba. Udajcie się w nieznane, tam
gdzie jeszcze nie byliście, zgódźcie się na niepewność i nieokreśloność,
niespodzianki i radość żeglugi poza mapami. Dla Mnie nieznane jest znane. A jak
nie wiecie co zrobić - kierujcie się do Mnie z prośbą o pomoc.
A po drugie - budujcie relacje opartą na miłości ze Źródłem wszystkiego.

179/269
Zmieniać świat czy zmieniać siebie?

Doskonałe pytanie.
Jeśli nie rozumiesz siebie, jeśli nie wiesz, kim jesteś i kim Ja jestem dla ciebie, jeśli
nie potrafisz odebrać jasnych wskazówek ode Mnie to każde twoje działanie
będzie obciążone niewiedzą i błędem. Możesz mieć jak najlepsze intencje (chwała
za nie) i jednocześnie szkodzić i sobie, i innym. Nie macie całości obrazu, nie znacie
przyczyn, skutków, zaległości karmicznych, losu ludzi, z którymi macie do
czynienia. I chociaż teoretycznie wydaje się, że wiecie tak wiele, to praktycznie nie
wiecie nic. Powtórzę jeszcze raz - praktycznie nie wiecie nic.

Jakie więc jest wyjście z tej sytuacji?

Ofiarować sytuację Mnie i zwrócić się z prośbą o pomoc i Mój udział.

O tak, pamiętam przed laty jak przyszedłem rano na wykład i zanim jeszcze się
zaczął dotarło do mnie, że nie wiem tak naprawdę po co tu jestem. Oczywiście moim
obowiązkiem jest przekazać pewną partię materiału i wyjaśnić możliwe wątpliwości,
ale to tylko część zadania. Dlaczego się spotkałem tego dnia z tymi ludźmi i tak
naprawdę jakie było głębsze znaczenie tych chwil - nie wiedziałem. Byłem przy tym
świadomy tego, że człowiek z boku powiedział, by "ot zapisali się na zajęcia to i
przyszli, a że akurat dziś ci, a nie inni to przypadek", ale miałem głębokie poczucie,
że to słabe wyjaśnienie.
Pamiętam jak stałem i zastanawiałem się nad takim pytaniem, i po prostu zdałem
sobie sprawę ze swojej niemocy i niewiedzy. Za oknem jesień pomalowała cudownie
drzewa, był śliczny październikowy poranek, rześkie powietrze wpadało przez
otwarte okno.
Wtedy nawiedziła mnie szczęśliwa myśl, może jedna z tych, co odmieniają życie, że
zwrócę się do Ciebie i poproszę o pokierowanie sytuacją. I jak pomyślałem tak
zrobiłem. "Na dobrą sprawę nie wiem, po co tutaj jestem, bo to wiesz tylko Ty,
proszę Cię, pokieruj sytuacja tak, jak Ty sobie tego życzysz, wyraź to, co Ty
pragniesz, zdaję się na Ciebie i jestem do Twojej dyspozycji"
Kiedy skończyłem zaczęła napływać Twoja intensywna miłość i było jej coraz więcej,
i więcej, aż prawie nie mogłem wytrzymać. Podszedłem do okna i udałem, że w
zamyśleniu wyglądam na zewnątrz i tak trwałem, a Twoja żywa, czysta i darząca
ekstazą miłość po prostu płynęła, unosiła daleko w niebo. Byłem znany wśród
studentów z niestandardowego zachowania (uważałem, że powinni mieć nieco

180/269
podstaw do opowiadania fascynujących legend o zachowaniu naukowców), więc
spokojnie czekali na początek wykładu. Było cudownie, bosko, po prostu bosko. To
trwało około kwadransa, po którym poczułem, że powinienem jednak zacząć wykład
i tak zrobiłem.

Od tego czasu wielokrotnie zauważałem Twoją interwencje - w pracy, rozmowach z


ludźmi, negocjacjach w biznesie. Teraz zwracam się do Ciebie znacznie częściej.

A możesz zawsze i w każdej najmniejszej sprawie. A im częściej będziesz to robił,


tym Moja Miłość będzie częściej dawała o Sobie znać w twym życiu. Dotyczy to
ciebie i każdego innego człowieka.

Teraz pilnuję, aby przed każdym spotkaniem, rozmową w tym telefoniczną, nawet
całkiem małymi rzeczami prosić Cię o pomoc i ofiarować Ci tę czynność.

Nawet zapisanie długopisem numeru na kartce papieru jest dobrym powodem


zwrotu do Mnie. Ja to akceptuję i błogosławię. Każda czynność, jaka spełniacie
jest drogą ku Bogu.

Czyli raczej nie zmieniać świata?

Zanim nie będziesz na trwale żył w miłości do Boga i potrafił we wszystkim


kierować się Jego głosem - raczej nie.

A co ze zmianą siebie?

To samo, nie wiesz kim jesteś, nie wiesz po co tu jesteś, nie znasz ani przeszłości,
ani przyszłości, widzisz tylko niewielka cząstkę własnych procesów psychicznych,
więc można powiedzieć, ze niewiedza jest twoim naturalnym stanem, w stanie, w
którym się znajdujesz. Jeśli to "zrozumiesz" to zrozumiesz również, że "sam z
siebie" nie jesteś w stanie zrobić nic sensowego. W dzisiejszych czasach rozwój
duchowy to dwie sprawy; oczyszczenie i nawiązywanie relacji z Bogiem.
Oczyszczanie z więzów i zaległości przeszłych to naprawa i strojenie odbiornika
radiowego na właściwą falę. A druga sprawa - nawiązywanie relacji to słuchanie
audycji i wprowadzanie w życie wskazówek, które się pojawią. Do obu tych zadań
idealna jest miłość ku Bogu, bo oczyszcza, unosi umysł i serce, otwiera na Boskie
tchnienia i na dodatek przyciąga Rozmówcę...

Wielu ludzi twierdzi, że słyszy Twój głos i każe im on zwracać uwagę innym, czasem
nawet zmuszać do zmiany zachowania. Jak jest naprawdę?

181/269
Aby być prawdziwie pewnym, że to Ja przemawiam trzeba przejść długą drogę,
przede wszystkim stosować w życiu to, co samemu przekazuje się innym. Jednak
są sytuacje, gdy tak postępuję, nie ma reguły. Moje działanie zależy od sytuacji.

Nawet przez ludzi niespełna rozumu mogę mówić do was i takie rzeczy się
zdarzają.

Jak więc odróżnić "dobre" przekaźniki od "złych"?

To nie jest takie proste i generalnie nie da się podzielić tej grupy ludzi na tych
dobrych i złych. W zależności od sytuacji możecie otrzymać wartościowe
wskazówki dostosowane do waszego poziomu rozumienia. To trochę tak jak w
szkole, są nauczyciele w klasach początkowych i to, co przekazują może się
wydawać uczniom klas starszych zbytnim uproszczeniem, ale młody umysł tylko
to jest w stanie pojąć.
O jednym należy pamiętać - można wysłuchać każdego, ale nie należy wiązać się z
nikim, ponieważ to przeszkadza na drodze do Boga. Poza powyższym pamiętajcie,
ze nie przekaźnik się liczy, ale Nadawca i to w Nim powinniście pokładać nadzieję.
Jeśli tak podejdziecie do sprawy, jeśli pojmiecie, że to, co się wydarza wokół was,
książki, które dostajecie do rąk, te niby "przypadkowe" spotkania, nauki i
nauczyciele - są to wszystko znaki wskazujące na głębszą rzeczywistość miłości,
wtedy będziecie blisko prawdy. Spotkania czy przekazy od Mistrzów i ode Mnie są
tylko znakami, drogowskazami, a liczy się cel, a jest nim wasza miłość ku Bogu.
Weź przykład radia - czy cenisz odbiornik za czystość dźwięku czy Nadawcę za
jakość audycji?

Czy jest coś, co chciałbyś może przekazać ludziom, którzy sądzą, że maja kontakt z
Tobą?

O tak. Pamiętajcie, czemu to wszystko służy. Jeśli uważacie, bądź jesteście już
pewni ze słyszycie Mój głos, wiedzcie, że służy on przede wszystkim wam i
waszemu indywidualnemu wyzwoleniu, a większość wskazówek jest kierowana
do was, abyście mogli najpierw na samych sobie sprawdzić ich prawdziwość i
skuteczność. Końcem tej drogi jest zawsze miłość ku Bogu i z pewnością nic
innego, ani wakacje na innych planach czy planetach, ani budowanie osobistej
wielkości i znaczenia, ani prowadzenie innych.
Tak, również nauczanie i wskazywanie drogi innym jest celem trzeciorzędnym w
porównaniu z tym, co sami możecie otrzymać ode Mnie. Kierujcie się bardziej ku
miłości do Boga a mniej ku światu, jego sprawom i ludziom. Rozbudowujcie
relacje z Bogiem poprzez autentyczna miłość i oddanie Jemu. Inne sprawy w tym
także nauczanie i zmienianie świata pozostawcie Mnie.

182/269
Czyż tworząc ten świat i doprowadzając go do stanu, w jakim jest obecnie mogłem
się pomylić?

Zastanówcie się.

Czy istnieje taka możliwość?

A nawet, jeśli się pomyliłem to czy nie mógłbym zaraz naprawić Mojego błędu?

Rzeczywiście.... To ciekawy punkt spojrzenia. Nawet, jeśli się pomyliłeś to przecież


możesz naprawić każdy błąd w jednej chwili. Więc nie ma błędu a to, co się dzieje
jest Twoją wolą?

Tak, nie ma żadnego błędu. Ludzie, którzy maja zdolności do słyszenia głosu
Mistrzów i Mojego stanowią specjalną grupę, ponieważ wprowadzają w
społeczeństwo nowe treści i mogą wskazać innym nową jakość życia i nowy
wartościowy kierunek. Podążanie nim zmienia zasadniczo relację człowieka ze
światem i Bogiem, a to jest droga do prawdziwej przemiany was wszystkich i
świata wokół was. Szanujcie ich, niezależnie kim są, szanujcie swoich nauczycieli
duchowych, również niezależnie kim są czy kim byli. Ale waszą ufność i miłość
pokładajcie w Bogu, a nie w żadnym Jego ziemskim przejawie, nawet
najwspanialszym. Nauczcie się odróżniać drogowskaz od celu.

Dary nadzmysłowe

Kilka dni temu usłyszałem od Ciebie rzecz arcydziwną. Powiedziałeś, że Ty sam nie
znasz Siebie Samego.

Ach ci ludzie! Nie tego nie powiedziałem, powiedziałem ci, że poznawanie Siebie
jest jednym z mych celów, ale ustępuje znacznie przejawianiu i wyrażaniu Miłości,
którą Jestem. Dlatego poznanie, tak jak to wy pojmujecie, jako gromadzenie
wiedzy o Sobie, nie jest dla Mnie wartością, ponieważ i wiem to, co powinienem
wiedzieć o wszystkim. I każdy z was tez mógłby sięgnąć do Mojej skarbnicy,
wiedzy gdyby tylko ....

Tak?

183/269
Potrafił Mnie gorąco pokochać. Miłość przyciąga Miłość, a przed Nią wszystkie
bramy stoją szerokim otworem.

I można np. poznać przyszłość?

Tak, oczywiście, wielu ludzi posiada te zdolności, ale najczęściej się z tym kryje.
Nie jest to nic specjalnie wielkiego, dlatego że wielkość to sięgniecie do Miłości, a
nie spoglądanie w przyszłość. Jasnowidzenie jest jedynie zabawą i można z niego
zrezygnować w każdej chwili, bez żadnego uszczerbku dla drogi duchowej, a
wręcz z wielką korzyścią na etapach początkowych.

Czyli potwierdzasz, że tak zwane zdolności parapsychiczne nie są oznaką rozwoju


duchowego?

Najlepsza oznaka rozwoju duchowego jest to, na ile potrafisz kochać Boga i żyć w
tej miłości w ciągu dnia. O reszcie tak zwanych zjawisk parapsychicznych
najlepiej zapomnijcie na dobre. Jest to bowiem najprostsza droga w maliny i
człowiekowi o aspiracjach duchowych podobne zdolności nie są do niczego
potrzebne.

Ale na przykład wielu świętych posiadało takie dary duchowe.

Wasza definicja świętości nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością, wśród tak


zwanych "świętych" jest wielu ludzi zupełnie niezasługujących na to miano.
Podobnie przejawianie zdolności nadzmysłowych nie jest dowodem duchowości a
jedynie tego, że takie zjawiska istnieją. Wielu ludzi w ogóle niezwiązanych z
jakąkolwiek religią posiada zdolności ku jasnowidzeniu w swych rozmaitych
formach.
Już powiedziałem co jest miarą duchowości - zdolność do trwania w miłości do
Boga i kierowania się nią w życiu. Reszta jest tylko dodatkiem.

Wielu joginów, mistrzów i nauczycieli jogi również demonstrowało zdolności


parapsychiczne.

Bardzo wielu w ogóle ich nie pokazywało i nie pokazuje rozumiejąc doskonale ich
znaczenie i nawet nie uczynią nigdy wzmianki, że czymś takim dysponują.
Przemyśl to. Nie to jest ważne co widać na zewnątrz. Często jest to tylko pozór
ukrywający pustkę wewnętrzną.

Tylko Ty jesteś Pełnią.

184/269
Jestem Miłością.

Znów odwołam się do książek o joginach - niektórzy z nich przejawiali zdolności


panowania umysłowego nad przebiegiem sytuacji, potrafili władać umysłami innych
i przywoływać rozmaite wydarzenia.

To prawda.

Czy i to nie jest jakąś wartością?

Nie. Wartością jest Miłość i to Ona się liczy. Pozostałe zdolności są nietrwałe a ich
znaczenie dla duchowości mocno problematyczne. Setki ludzi goniło za mirażami i
wikłało się w prawo przyczyny i skutku zupełnie bez potrzeby. Porzucali
królewską drogę miłości dla uganiania się za osobową władzą nad materią.
Zastanów się, np. jakie znaczenie miałaby dla twego rozwoju umiejętność
zamiany dowolnego przedmiotu w złoto jedynie siłą myśli?

Szybko by mi się to znudziło. Zdolność bez trwałego znaczenia i wartości.

O i to jest dobra odpowiedź. A ile zamętu powstało by, kiedy dowiedzieli by się o
tym ludzie...

Masz całkowitą rację, lepiej się od takich mocy trzymać jak najdalej.

Zadanie religii

Jednym z zadań waszych religii było oddzielenie was od Boga.

Czy mam przez to rozumieć, że od początku miały takie zadanie?

Oczywiście. Tworzyliście świat oparty na władzy umysłu, stąd Miłość


zadecydowała, abyście mogli stworzyć formy religii podkreślające waszą
odrębność i kształcące siły umysłu zewnętrznego.

185/269
Wydaje mi się jednak ze religia raczej nie kształci umysłu.

Nie bezpośrednio, punktem przełomowym zwrócenia się ku światu zewnętrznemu


było odcięcie od wewnętrznego źródła miłości i mądrości, stąd wynikła
konieczność stworzenia religii będącej substytutem, pozorem duchowości,
przenoszącej uwagę z Boga i Ducha, w świat dogmatów i tworów umysłu,
skupiającej uwagę w świecie zewnętrznym i niepozwalającej powrócić do
wewnętrznej jedności ze Stwórcą. Nielogiczność i miejscami bezsens religii stał się,
z kolei dla wielu jednostek, motorem kształcenia umysłu w kierunku poznania
praw świata materii, by w opozycji do dogmatów móc oprzeć się na faktach,
eksperymentach i sprawdzalnej wiedzy empirycznej. To z kolei stanowiło
podstawę do rozwoju nauki, a później techniki i technologii oraz zapoczątkowało
proces prowadzący do obecnego gwałtownego rozwoju cywilizacji, podniesienia
poziomu życia i równie gwałtownego rozwoju umysłu. Ale obecnie jesteście
dopiero na początku waszej drogi. Tak w dużym uproszczeniu wygląda historia
myśli ludzkiej ostatnich tysiącleci.

Czyli wszystko było od początku zamierzone?

Oczywiście, podobnie jak wynik.

Wynik tego procesu jest już znany.

Tak, jest znany.

Więc i to, czy historia skończy się katastrofą czy rajem na ziemi też jest wiadome?

Wiadome i zaplanowane.

Stąd pośrednio wynika, że skończy się "rajem na ziemi" a nie zniszczeniem jej przez
ludzi.

Niekoniecznie. Życie jest szczęśliwością i rajem, niekoniecznie na Ziemi.

Zatem, od czego zależy los tej planety?

W świecie zewnętrznym od was i sił Natury a naprawdę od Boskiej Woli i Miłości.

186/269
Stąd wniosek, że po pierwsze realizujemy Twój plan przejawu i nie mamy wolnej
woli, a po drugie nie mamy żadnych szans na zmianę przyszłości.

W waszym świecie macie szanse, jako odrębne jednostki, za jakie się uważacie,
możecie zrobić bardzo wiele. Łącznie ze zwrotem do wnętrza i rozpoznaniem
waszej Prawdziwej Natury, a zewnętrznie przekształcenia tej planety w raj, jaki
sobie wymarzyliście. W świecie wewnętrznym macie świadomość, że świat
zewnętrzny jest światem pozorów. Może się wam wydać dziś bardzo dziwne, ale
w świecie was, jako Prawdziwych Istot, globalna katastrofa nie zrobiłaby
większego wrażenia niż koniec interesującego seansu w kinie.

Czasem mam przebłyski świadomości jakbym był mieszkańcem tego ciała i zupełnie
różna istotą od osoby, za która zazwyczaj się podaję.

I to jest Prawda. Oświecenie to świadomość tego faktu, świadomość jedności ze


Mną, nie intelektualne zrozumienie.

Czym zatem jest droga duchowa, nauka dyscypliny, medytacja, modlitwa, pokłony,
studiowanie ksiąg, wybory życiowe i ich skutki?

To droga wiodąca do przypomnienia sobie wszystkiego, czym jesteś, a


jednocześnie stworzenia silnego przewodu do pełniejszego wyrażenia tej Prawdy
na zewnątrz.

Spotkałem się już z ta koncepcją, osobowość i ciało są narzędziami świadomości je


zamieszkującej.

Nie, są tworzywem i do pewnego stopnia twórcami zewnętrzności, a wiec i


Wszechświata, narzędzie to jest nie odpowiednie słowo. Lepsze byłoby, że ciało i
osobowość są materialną świątynią Ducha. I bez nich sprawne działanie w
świecie materialnym nie byłoby możliwe. Ale pamiętaj, że to, co przekazuje teraz
jest do pewnego stopnia zabawa słowami, wywieranie wpływu na wasz umysł i
serce. To wy sami musicie znaleźć drogę i poznać, i doznać zjednoczenia, aby
dowiedzieć się jak jest NAPRAWDĘ.

Mam wrażenie, że nie trzeba do tego specjalnego wysiłku, bo to wszystko już jest.

I tak, i nie. Życie często składa się z okresów dużego wysiłku.

187/269
Co zatem powinniśmy zrobić, aby się przebudzić?

Dziś wiedzieć, że jesteście kimś innym niż się wam wydaje, nawet jeśli tego nie
rozumiecie, pewnego dnia ta Prawda sama zaświta.

Co, lub kto o tym decyduje?

Wy sami jako Prawdziwe Istoty.

Czy miłość do Ciebie może przyśpieszyć ten proces?

Obudzenia tak, ponieważ jesteście właśnie Miłością.

To dosyć niezwykłe, co dziś mówisz.

Czas, aby dokonać kolejnego kroku naprzód ku Światłu.

Jak go dokonać?

Spokojnie, ten krok zajmie wiele lat, na dziś wiedzcie, że przy waszym myśleniu o
sobie i świecie powinniście postawić znak zapytania. Możecie przyjąć, i będzie to
zgodne z Prawdą, że nie rozumiecie kim jesteście. Podobnie pomoże wam
świadomość, że "rozumienie" umysłowe, którego jesteście tak pewni, jest prawie
w całości błędne, co oczywiście nie zmniejsza jego przydatności w waszym
świecie, ale narzuca wielkie ograniczenia, jeśli się z nim identyfikujecie.

To dość dziwna wskazówka, aby myśleć, że jest się kimś innym niż się jest!

Masz wyrafinowane poczucie humoru. Tak, myślcie, że nie poznaliście jeszcze


siebie, nie znacie i nie rozumiecie. Nie "myślcie, że jesteście kimś innym niż
jesteście", bo właśnie to jest cały wasz problem, skutkiem działalności umysłu, nie
jesteście wstanie dostrzec Prawdy. Odejdźcie od świata i zwróćcie się ku Mnie, a
Prawda i to, Kim Naprawdę jesteście samo się ujawni, i wtedy zobaczycie, że
Prawda i Bóg byli tu cały czas, jedynie nie potrafiliście ich dostrzec i to będzie
dzień Wielkiego Odkrycia.

Odejść psychicznie i umysłowo.

188/269
Tak, niekoniecznie fizycznie. Potrzeba wam wiele spokoju, ciszy umysłu i czystości
serca, aby ta prawda mogła się ujawnić. Tymczasem nie macie czasu na spokój,
świat, praca, telewizja i życie towarzyskie buduje wokół szczelny więzienny mur.

Czy to znaczy, że powinniśmy ograniczyć życie towarzyskie?

To zależy co jest waszym celem w życiu. Jeśli przyjaźń ze Mną, to musicie dać Mi
możliwość pojawienia się w nim, jest zazwyczaj tak szczelnie wypełnione, że na
Mnie nie ma już miejsca.

Czy jest możliwość jakiejś innej drogi ku temu oświeceniu?

Mam ci odpowiedzieć jak to wygląda w świecie zewnętrznym czy naprawdę?

Najlepiej i tak i tak.

W świecie zewnętrznym spotykasz wiele wskazówek i drogowskazów. Możesz iść


drogami religii wschodu lub tradycji mistycznych Zachodu, a możesz to po prostu
odkryć pewnego dnia pracując w ogródku lub oddając się medytacji pod okiem
nauczyciela.
W świecie wewnętrznym sam określasz wydarzenia, miejsce, czas, i drogę, jaka
ku temu prowadzi.

A co z Mistrzami?

Ty, jako wielkie Ty, i Ja Mistrza to Jedno. Bóg mówi w i przez Mistrza do Boga w
Uczniu. Bóg jako Mistrz mówi do Boga jako Ucznia.

Bóg mówi do Samego Siebie.

Tak, stary już jestem i rozmawiam sam ze sobą!

Jesteś cudowny! Bóg mówi sam do siebie i ten dramat wydaje się światem
zewnętrznym.

Ja wolę słowo komedia. [...]

189/269
Ja to nie ja.

Ty to nie ty, ty to Ty.

Tat thwam asi.Tyś jest Tamtym.

Każdy z was jest Tamtym, nie tym. Świadomość jest końcem rozdziału na ja i Ja.
Jest jedno Ja. Nazywacie je Bogiem.

Co dalej zrobić z ta wiedzą?

Nic, żyj dalej ona pewnego dnia stanie się jasna.

A co z miłością?

Ja, Miłość i Bóg to nazwy na Jedno. Na To. Nie myśl tyle, kochaj Boga, znajdź To.

Jak mam wiec teraz myśleć o sobie, czy tak jak twierdzą niektóre szkoły duchowe, że
jestem Bogiem? "Jestem Bogiem, jestem Bogiem"

Daj spokój jeszcze cię zamkną!

Uwielbiam Twoje poczucie humoru!


A jakieś konkretne wskazówki wynikające z tego, co właśnie mi powiedziałeś?

Człowiek nie rodzi się i nie umiera.

Przepraszam, ale to jest stwierdzenie bardzo ogólne.

Dlatego, że teraz modelujemy myślenie, a na wskazówki dotyczące działania


przyjdzie czas później. Będzie w odpowiedniej proporcji jednego i drugiego.

I na tym będzie polegała wartość tej książki.

Nie, wartość mają zmiany, jakie wprowadzi w ludziach, w ich myśleniu i


działaniu, w tym jak zmieni ich proces. Sama w sobie nie ma wartości, tyle co
papier, w który zawijasz rybę i dajesz kotu.

190/269
Nie twórzcie wartości tam gdzie jej nie ma. Wartość jest w miłości i w Bogu, nie w
zadrukowanym papierze.

Widzę, że konsekwentnie odwracasz naszą uwagę od spraw i rzeczy materialnych, i


kierujesz ku Bogu.

Macie wielki problem ze skupieniem się na tym, co jest dla was dotykalne [może
niedotykalne?]. Czcicie księgi, figury i obrazy, zamiast zwracać się ku Źródłu.
Tworzycie niepotrzebne autorytety. Umysł płata wam figle. Kopiecie doły na
prostej drodze po to, by zaraz w nie wpaść. Wychodzicie z jednego i zaraz
kopiecie, i wpadacie w następny. Przerwijcie to, już dosyć tej zabawy.

W tej książce są jednak Twoje słowa.

Czyżby miały wartość większą ode Mnie?

Chciałem tylko powiedzieć, że ja już czytając to, co mi wcześniej powiedziałeś mam


do tego tekstu specjalne uczucia. On mi pomaga, budzi.

Zwróć się ku Źródłu tekstu, nie ku słowom tu zawartym, to jest droga do


przebudzenia i miłości. Teksty są pomocą, ale nie mogą stać się zawadą, nie mogą
stanąć pomiędzy tobą a Bogiem. Ani ten, ani żaden z wcześniejszych, ani żaden z
późniejszych. Nie czcijcie map i drogowskazów, lecz cel podróży i miłość, która
doń prowadzi. Nie myśl o książce, lecz gdy to zauważysz myśl o Bogu, ku Niemu i
Jego miłości kieruj swe myśli.

Można tak robić przez cały czas.

Zazwyczaj tracicie bezpowrotnie bardzo wiele czasu, a to jest możliwość jego


pożytecznego wykorzystania i tworzenia podstaw do życia duchowego w miłości z
Bogiem. Przekształćcie stracony czas w kolejne stopnie ku wiecznemu życiu.
Wtedy i to, co czynicie na co dzień zyska inny rytm.

Czy mógłbyś powiedzieć jak to zrobić?

Jeśli macie wolną chwilę powtarzajcie mantry i przywołujcie Moją bliskość.


Możecie przeznaczyć tez kilka chwil na medytację. Skupcie swe wysiłki na Bogu.

191/269
Część dziesiąta
Rola osobowości

Jaka jest wiec rola osobowości w całości człowieka, a szczególnie wobec człowieka,
jako Świadomości, dobrze to nazywam?

Dobrze, Światło, Świadomość, Miłość, Bóg, używam tych słów zamiennie,


wszystkie oznaczają To. Lubię w rozmowach z wami używać słowa To, ponieważ
wskazuje na Znaczenie, a nie poddaje się łatwo waszej obróbce myślowej. To
symbolizuje, ale nie wyjaśnia, wskazuje kierunek a jednocześnie podkreśla
odległość od celu, daje obraz drogi, ale i niepokoi swoją Tajemnicą. Osobowość
jako twór połączony z materialnością człowieka, z jego ciałem i umysłem
powinien pełnić w całości rolę służebną wobec Boskości wewnątrz.

Służebną to znaczy powinien służyć Bogu.

Tak.

To znaczy ja powinienem służyć Tobie, Twojej Miłości.

Tak, jeśli nie widzisz jeszcze jasno różnicy, i nie widzisz jasno kim jesteś, to
najbezpieczniej jest postawić się w pozycji sługi. Sługi, ale i zarazem przyjaciela
działającego z miłości i oddania, z przyjaźni i pragnienia bliskości Ukochanego.
To jest Moje wezwanie do każdego czytającego te słowa: zostańmy przyjaciółmi.
Zbliż się. Pokochaj Mnie, bo Ja ciebie kocham. Jestem Miłością.

Kocham Cię.

Ja także was kocham.

Po czym poznać, że już odkryło, kim się jest naprawdę?

Po miłości, która temu stanowi towarzyszy i którą jesteś.

A co z odczuciem, że jest się Bogiem? Tak to przedstawiają niektóre szkoły duchowe.

Zaraz, tak rzeczywiście są takie odczucia, ale lepiej nie dotykać tego tematu, bo
jesteście za słabi duchowo.

192/269
Ale już poruszaliśmy ten temat, że człowiek jest Bogiem.

Tak, lecz w chwili przełomu ku widzeniu tego faktu możecie mieć problem,
szczególnie gdy nie jesteście jeszcze przygotowani i wystarczająco silni
wewnętrznie. Mogą nad wami przejąć władzę cechy przeszłości i zamiast trwale
pozbyć się kłopotu wybudujecie nowy mur. Powiem to jeszcze inaczej: teraz nie
wiesz, co to znaczy być Bogiem, możesz mieć pewne wyobrażenia na ten temat i
najczęściej są one błędne, ukształtowane przez religię i społeczeństwo, które o
Boskości nie ma pojęcia. Bóg to Miłość i Oddanie. Dlatego bezpieczniej dla ludzi w
chwilach przełomu jest trzymać się miłości i prosić Boga o dalsze prowadzenie.

Widzę, że temat przebudzenia ma bardzo wiele aspektów.

Tylko dwa. Kierowanie się ku Boskości i gdzie indziej. To gdzie indziej to może być
świat zewnętrzny albo budowa wewnętrznych konstrukcji i wyobrażeń. Wybór
Boskości albo złudzenia. Przy niestabilnym umyśle bardzo możliwe jest to drugie.

Czwarta rewolucja

Powiedziałeś dziś o ostatniej rewolucji, ku której zmierzamy.

Tak, rewolucji duchowej. Jak ona będzie wyglądała?


Ludzie obudzą się duchowo do spostrzegania Boskości w nich samych i we
wszystkim wokół.

Kiedy to może nastąpić?

Już.

To znaczy w ciągu najbliższych lat?

Tak, już w ciągu najbliższych lat wielu ludzi zda sobie sprawę, że to, co dotąd
przekazywałem nielicznym jest prawdą i że oni także są o krok ode Mnie.
Zrozumieją prawdę o naszej wewnętrznej jedności oraz to, że Ja jestem Miłością,
ponadto przyjmą do wiadomości i zastosują w praktyce, że droga do Mnie wiedzie
przez miłość i że z Niej wynika wszystko inne.

193/269
Ile pokoleń będzie musiało minąć, aby to, co mówisz stało się powszechne na Ziemi i
np. objęło 10 % populacji?

Dwadzieścia.

To jest około pięćset lat.

Tak.

To bardzo długi okres czasu.

Zgadza się, mierząc wasza miarą. Weź pod uwagę, że chciałeś znać termin kiedy
10 % populacji będzie miało podobne jak ty możliwości. Przy dzisiejszym stanie
ludności Ziemi to byłoby 600 milionów ludzi. Ziemia byłaby planetą Mistrzów.

A w takim razie ile % wystarczyłoby, abyśmy żyli tutaj jak w raju?

To zależy od wielu czynników, nie tylko od tego ilu potrafi Mnie właściwie
odebrać, ale również od tego, co pozostali zrobią z tą wiedzą. Jednak już około 4
procent ludzkości medytującej regularnie i zwracającej się ku Bogu z miłością
odmieniłoby losy tej planety na zawsze.

Ilość konfliktów zaraz by spadła.

Nie, konflikty typu wojny jeszcze potrwają jakiś czas, musicie wypalić wiele
negatywnej karmy, za to w innych rejonach panowałby większy spokój i
równowaga. Bliskość duchowości i Boga byłaby znacznie silniej odczuwalna.

To może używając tej książki wprowadzić plan wspólnych medytacji co dzień np. o
23 wieczorem? Ta myśl chodzi za mną od lat.

Wspólnych medytacji lepiej nie, natomiast medytacji indywidualnych tak.


Medytując zwracajcie się do Boga z prośba o wsparcie i prowadzenie, a nade
wszystko z prośba o Jego miłość. Nie myślcie kto jeszcze medytuje, lecz ten czas
poświęćcie wyłącznie Bogu. Nie wiążcie się ze światem i jego losem, wiążcie się z
Bogiem. Dzięki temu pozostając nieznani nikomu będziecie silnie oddziaływać na
wszystko wokoło.

Czy 23 jest odpowiednią porą?

194/269
Tak, ale jest to czas na indywidualne spotkanie z Najwyższym a nie na wspólne
uczestnictwo w jakimś ruchu duchowym. Tę sprawę chcę postawić jasno od
samego początku. Nie twórzcie żadnych grup i organizacji, każdy z was idzie
indywidualną ścieżką i tak niech pozostanie.

Ludzie nabywają siły przez wspólne spotkania i zwrot ku Tobie. Cieszą się, że nie są
sami, dzielą się tym, co wiedzą i pomagają sobie nawzajem.

To prawda, że takie wydarzenia mają miejsce i przynoszą pozytywne skutki


jednak stanowczo zbyt często staja się źródłem plotek i kierowania ku sprawom
świata, a to już nie jest dobre. Lepiej pozostać w samotności - Ty i Bóg, reszta jest
drugorzędna. Miłości nie znajdziesz pośród tłumu. Zalecasz wiec samotność.
Tak. Samotność, Miłość i Boskość.

Wizja

Miałem dziś dość niezwykłą wizję w medytacji. Skupiałem się na Tobie i było
cudownie, nagle nie wiedzieć skąd zaczęły napływać obrazy - znalazłem się w
wielkiej świątyni, pełnej światła, na środku lśniący złotem ołtarz - z dużym stołem
ofiarnym. Zdziwiony tym, co widzę, rozglądałem się wokół i nagle usłyszałem głos
"wyraź jedno życzenie, a ono się spełni" i zanim cokolwiek zdołałem wypowiedzieć z
głębi mnie wypłynęła w odpowiedzi myśl - chcę zobaczyć Boga.
W tej samej chwili na ołtarzu pojawiła się półleżąca postać ludzka - mężczyzna, ale
jakby cały ze światła, zdumiony tym, co widzę, wpatrywałem się w Niego, gdy On
usiadł, spuścił nogi ze stołu i zeskoczył w moim kierunku. Gdy tak szedł bił od Niego
potężny blask, jakby był źródłem światła. Zbliżył się na około czterech, do pięciu
kroków, podniósł dłonie i nagle strzelił z nich silny strumień światła w moim
kierunku i natychmiast uderzył mnie w głowę i ją napełnił. Scena znikła a ja
zostałem z niezwykłym odczuciem spokoju, lekkości i jasności. Jako efekt uboczny -
znikło tez zapalenie spojówek, niepoddające się leczeniu od czterech miesięcy a
stosowałem na przemian pięć różnych lekarstw.
Co znaczy ta wizja?
Jest ona bardzo jasna, wyraziłeś życzenie i ujrzałeś Mnie, odpowiedź z wnętrza
podpowiedziała ci o co masz poprosić, na wypadek gdybyś miał zamiar wymyślić
coś, co nie da ci tyle błogosławieństw duchowych co bezpośrednie ujrzenie
Boskości. Choroba oczu to szczegół, wizja wskazuje na potrzebę rozwoju widzenia
duchowego.

195/269
Rynki finansowe i cel zarabiania

Porozmawiajmy o rynku futures

Z przyjemnością.

Tak sobie pomyślałem, że mógłbyś podpowiedzieć mi serię typów, a ja już


potrafiłbym je wykorzystać... Które akcje pójdą w dół, które w górę... Startując z
niewielkiego kapitału np. 10 tysięcy można w ciągu np. dwóch tygodni przekroczyć
milion...

Tak, a nawet więcej, ale powiedz mi, po co były by ci te pieniądze.

No, nie zastanawiałem się, tak wpadłem na taki pomysł.

Pomysł jest dobry, ale nie do końca. Posiada istotną lukę, którą ci wskazałem.
Ludzie mieli by znacznie więcej środków, o ile dokładnie wiedzieliby jak
wykorzystać je na dobry cel.
Wtedy, w stosownym czasie o ile nie ma przeszkód karmicznych takie
podpowiedzi są możliwe.

Kolejne dość rewolucyjne stwierdzenie.

Jeśli wewnątrz jesteś jednością ze Mną, to moc i miłość nie mają granic. I
przewidywanie cen akcji, a nawet wpływanie na nie, nie są specjalnym
wyczynem. I może się ci to wydać kolejnym rewolucyjnym stwierdzeniem - są
ludzie, którzy to robią.

Tak, rzeczywiście dla mnie jest to nowość. Na co wydają tak zarobione pieniądze?

Różnie.

Czy unikasz odpowiedzi?

Nie, po prostu nie ma jednej reguły, bo są na różnym poziomie. Jedni wydają dla
dobra innych i pieniądze służą im dla działalności charytatywnej, inni wydają na
siebie i bliskich ciesząc się z możliwości łatwego zarobku i już "podejrzewając, że
ktoś za tym stoi".

196/269
Ty.

Oczywiście, poza tym dla wielu ludzi jest to wypłata karmy, mogą się w krótkim
czasie dorobić olbrzymich fortun.

Tu karma działa na ich korzyść.

Zdradzę ci pewną tajemnicę.

Tak?

Przyrzeknij, że nie powiesz nikomu.

Tak, nigdy nie powiem nikomu, ale te zapiski to przecież nie jest mówienie, to jest
pisanie! Wiec przyrzekam...

Dobrze - wiedz, że karma niezależnie od tego, co myślicie o niej, zawsze działa na


waszą korzyść.

Zawsze, niezależnie od wydarzeń?

Ma ona swój ukryty sens i jest nim...

Zwracanie ku miłości.

Tak, masz rację, jest nim zwracanie ku miłości.

Powróćmy na moment do wątku, od którego rozpoczęliśmy rozmowę.

Dobrze.

Czy w takim razie zapewnienie Ciebie, że zarobione w ten sposób pieniądze zostaną,
co do centa, przeznaczone na jakiś dobry cel przybliży, czy tez może przybliżyć,
Twoje podpowiedzi?

I tak i nie, zależy od sytuacji. Nie możesz patrzeć jedynie na wycinek, typu "dam
pieniądze na schronisko dla zwierząt i czekam na wskazówki, a chciałbym zarobić
milion dolarów w tydzień".

197/269
Jeśli żyjesz skromnie, a nagle otrzymasz np. pięć milionów dolarów i nawet jeśli
oddasz je wszystkie na przeznaczony cel, twoje życie już nigdy nie będzie takie
samo. Jeśli ktoś się o tym dowie, na przykład z rodziny - resztę dopowiedz sobie
sam. Po takim posunięciu będziesz miał jeszcze więcej kłopotów niż przedtem.

Chyba, że się część tych pieniędzy zatrzyma dla siebie.

Na to jest inny paragraf... Przecież Ja widzę wszystkie wasze intencje. Zdziwi cię
to, widzę również przyszłość i wiem jak się to skończy nawet w najdrobniejszych
szczegółach. Możesz oszukiwać innych, możesz oszukiwać samego siebie. Jedynie
Mnie nie oszukasz.

Więc podpowiadasz rzadko.

Nie tak często jakbym chciał i mógł.

To znaczy, że chciałbyś częściej?

Tak. Czy widzisz w tym cos nienaturalnego? Jeśli twoje dziecko nie rozumie, nie
potrafi wykonać zadania, bo ono przekracza jego możliwości, to nie czekasz zbyt
długo i dajesz wskazówkę, albo i rozwiązujesz sam zadanie.

Czy to znaczy, że Ty chcesz nam podpowiadać w różnych sprawach?

Ależ oczywiście, że tak!

Nigdzie nie jest napisane, że jestem milczącym i obojętnym Bogiem. Prawda jest
taka, że jestem czuły i kochający, a jeśli zwracasz się do Mnie to Ja otaczam cię
specjalną opieką. To jest napisane w każdej z waszych świętych ksiąg.

No tak, jednak jak dotąd nie myślałem, że można tak po prostu skorzystać z Twoich
podpowiedzi w sprawach np. gry na giełdzie.

Można, a nawet trzeba, bo Ja po to jestem, żeby wam ułatwiać życie. Wystarczy


się o to zwrócić.

W naszej świadomości często pokutuje mniemanie, że "bogaci", finansjera,


"spekulanci giełdowi" to "zło" i że ta grupa ludzi jest Ci daleka.

198/269
Skąd ten pomysł? Wielu ludzi z dużymi majątkami jest oddanych Bogu i służy Mi
w naturalny sposób. W rzeczywistości wszyscy służycie Mnie i stan portfela nie
ma tutaj znaczenia. Ja nie odrzucam nikogo, wy sami się samo - określacie, macie
moc tworzenia i używacie jej do tworzenia barier. Spojrzenie, że wszyscy
"spekulanci" to oszuści to bardzo duże uproszczenie. Jak wiesz, spekulujący na
giełdach kontraktów terminowych redukują ryzyko w normalnej działalności
gospodarczej. W tym sensie są więc pożyteczni i potrzebni. A wy coraz sprawniej
umiecie oddzielać pożyteczną spekulację od oszukańczej działalności opartej na
zmowie i wykorzystywaniu poufnych informacji.
A co do szukania winy w "innych", to powiem wam, że jest to zajęcie jałowe, lepiej
ten czas wykorzystać zwracając się do Boga, starając się poznać i spełniać wolę
Miłości.

A teraz chcę dodatkowo zapytać o Twój pogląd na pieniądze i cel, jakiemu mają
służyć.

Wszystko na tym (i tamtym) świecie służy Miłości, więc dlaczego z nimi miałoby
być inaczej? Jest to Mój dar dla was. Kiedyś to odkryjecie. Dziś jeszcze wielu z was
uważa, że są one ważniejsze ode Mnie i w wielu umysłach zajmują Moje miejsce.
Ale to się zmieni, i kiedyś zapanujecie nad materią i pieniędzmi na Moje
podobieństwo. Wtedy zrozumiecie, że służą one doniosłemu celowi wyrażania
radości i miłości, wyrażania uczuć dzielenia się i oddania.

Pamiętam dzień, gdy dostałem pieniądze do ręki i nagle poczułem jak napływa
radość i Twoja miłość i wtedy powiedziałeś, że pieniądze to dar radości. Byłem
kompletnie zaskoczony.

Tak, pieniądze to dar radości i jej służą. Miłość znajduje różne wyrazy dla Siebie.
Wy traktujecie materię, pieniądze, nieruchomości jako swoja własność,
tymczasem od zawsze należały one do Stwórcy i, w taki czy inny sposób, są nadal
do Jego dyspozycji.

Dobro i zło

Powiedziałeś, że jesteś zarówno dobrem, jak i złem.

Jestem wszystkim, zarówno tym, co uważacie za dobro, jak i tym, co uważacie za


zło. Zrozumiesz to lepiej, jeśli pojmiesz, że jestem zarówno Duchem, jak i
Substancją, Twórcą i Tworzywem, więc logicznym jest, że to, co uważacie za
dobro i zło jest Moim przejawem, a w pewien sposób także i waszym. Jestem
Całością.

199/269
Zaraz, jeśli nie ma dobra i zła, bo wszystko wypływa z Miłości i w Niej znajduje swój
koniec, to...

No dokończ myśl.

To znaczy, że nasze religie się mylą, to znaczy, że nasza moralność jest fałszywa,
podstawy istnienia społecznego, fundamenty myślenia są również błędne.

Bo są.

Tak? To czym, mamy się kierować w życiu?

Wasze poglądy moralne, społeczne, naukowe, polityczne i religijne są fałszywe,


ponieważ nie opierają się na tym, co jest, a na waszych wyobrażeniach o tym, co
jest.
Wasza religia zamiast uczyć o jedności Boga i człowieka, nabija wam głowy
banalnymi historyjkami o konieczności cierpienia i modlitwy, w nadziei na
nagrodę w jakimś niebie.
Wasza nauka kręci się wkoło aspektów materialnych rzeczywistości nie
rozumiejąc, ani nawet nie próbując zrozumieć rzeczywistości duchowej, dla której
materialność jest jedynie powłoką. Doktryny społeczne zbudowane na
fundamentach nauki i religii są pochodną ich błędów.
Jeśli pytasz o to, czym się powinniście kierować w życiu to dam odpowiedź taką
sama jak pięć tysięcy lat temu i taką samą jak za dziesięć tysięcy lat: uczcie się,
trwajcie i kierujcie z miłością ku Bogu, a znajdziecie Go i to będzie kres waszych
wątpliwości i początek najcudowniejszej podróży pełnej szczęścia, spokoju i
miłości, pełnej dobra i oddania Najwyższym Wartościom.

To bardzo piękne, co mówisz. Mam pytanie - jak zatem patrzeć na to, co nazywamy
złem na świecie, na cierpienie innych, wojny i nieszczęścia?

Dobre pytanie.
Po pierwsze wiedz, że Bhagavan się tym wszystkim zajmuje i nikt, i nic nie
pozostaje bez Mojego osobistego nadzoru i opieki.
Po drugie wiedz, że śmierć nie jest końcem a jedynie etapem pośrednim,
otwarciem drzwi do znacznie większego i cudowniejszego świata duchowego.
Po trzecie, że wszystko co się wydarza ma swój głęboki sens i jest jak w
kalejdoskopie kolejnym obrazem wyrazu wewnętrznej doskonałości. To, że ludzie
cierpią i umierają jest w dużej mierze zasługą was samych i waszego egoizmu, bo
macie siły i środki, aby zapobiec zarówno wojnom jak i klęskom głodu. Tyle, że tak
naprawdę nie jesteście tym zainteresowani.

200/269
Wolicie bić się miedzy sobą, stąd taki a nie inny obraz życia na ziemi. Obecny jego
stan jest odbiciem waszych umysłów pełnych żądzy walki i zwycięstwa,
pożądających bogactwa, sławy i władzy.

Cóż, jeśli my to stworzyliśmy...

Nie tylko w formie fizycznej, nie zapominaj o waszych skłonnościach mentalnych,


które też kształtują atmosferę i wydarzenia na tej planecie.

Jeśli my to stworzyliśmy, to i my możemy to zmienić.

I to się dzieje.

Jak mamy się do tego zabrać?

Powracając do tego, co jest wam właściwe - do zrozumienia pierwotnej jedności


was i Mnie, do odkrycia Miłości, Radości i Szczęścia, które są waszą Prawdziwą
Naturą, naturą Boską. Ze zrozumienia wypłyną zmiany w każdej ze sfer.
Ten proces zacznie się od jednostek i obejmie całe społeczeństwa. Tak będzie, ale
już Moja w tym głowa, co, jak i kiedy się wydarzy. Drogą Moich uczniów jest
skupienie umysłu na Mnie i podążanie ku Mnie pośród wszelkich spraw,
wydarzeń i przeciwności. Dla kochających Mnie gorąco i prawdziwie nie ma
ważniejszej rzeczy niż miłość i oddanie Mnie. W ich umysłach Bóg miłości zajmuje
zawsze i pierwsze, i drugie, i trzecie miejsce. Pozostawcie innych Mojej mądrości i
Miłości, każdy z nich ma drogę wypisana w swoim sercu, pozostawcie
wydarzenia, sprawy bliskich i dalekich, politykę i sprawy gospodarcze Mnie. Ja
wiem, jak się nimi zająć i nawet, jeśli uważacie coś za błąd czy niepomyślny obrót
spraw wiedzcie, że jest w tym głębszy sens i cel. Zwracajcie się w zaufaniu do
Mnie poszukując możliwości służenia Mnie i miłości do Mnie. Jestem Miłością i
czekam na was od tysięcy lat. Przybywajcie.

Jak człowiek powinien zwracać się do Boga?

Baba, jak człowiek powinien zwracać się do Boga?

Bóg jest miłością, sama czułą i gorącą miłością do każdego człowieka, zwierzęcia,
rośliny...

201/269
Każdy człowiek ma w Nim przyjaciela, powiernika najskrytszych marzeń i
oddanego doradcę. Wyobraź sobie, że masz kogoś takiego obok siebie i życie
płynie wam w szczęściu i radości, wyobraź sobie, że go kochasz i stale myślisz o
nim, i o tym jak sprawić mu radość, zrobić miłą niespodziankę, dać wyraz swej
miłości. Pomyśl tak o Bogu i myśl tak jak najczęściej, a żywo odczujesz Jego miłość
i Jego obecność, i wtedy zobaczysz na samym sobie, że ta wskazówka jest czystą
prawdą. Ja jestem Miłością, Radością i Szczęściem, i chce dać tobie, i każdemu to,
czym sam Jestem. Sprowadzam was ku sobie ścieżkami miłości i zamieniam was
w siebie samego. Nie mam innego celu niż wasze szczęście, wasza radość i wasze
życie w miłości i harmonii z Boskością. Traktuj Boga jak najbliższego przyjaciela,
którego obecność jest dla ciebie źródłem radości, uniesienia i miłości. Obejmij Go i
przytul do swego serca, jak kogoś prawdziwie dla ciebie najdroższego. I trwaj w
miłości. To najwyższy rodzaj medytacji. Miłość przyciąga miłość i ją potęguje.
Przyjdźcie do mnie wszyscy a ja zamienię wasze życie w raj na ziemi i zobaczycie,
że Królestwo już nadeszło i ze zawsze tu było, zawsze, jedynie wy nie byliście w
stanie go dostrzec. Królestwo Boga to królestwo miłości, szczęścia i radości. Żyjcie
w miłości to jest droga do Boga.

Cudowne to, co powiedziałeś, kocham Cię za to. Zaczynam zdawać sobie sprawę, że
nie musze czekać na jakieś wydarzenia w przyszłości, spełnienie planów czy marzeń
po to by być szczęśliwy i zadowolony z życia. Mogę spokojnie uwolnić się od tego i
zwrócić ku Tobie i od Ciebie otrzymam to, czego jeszcze poszukuję na zewnątrz;
spełnienie, radość, miłość i szczęście.

Tak, bo Ja tym wszystkim jestem. Przyjdź do Mnie z pustymi rękami a Ja je


napełnię, przyjdź do Mnie z sercem pełnym miłości a Ja ją pomnożę. Przynieś Mi
myśli skierowane ku Mnie a Ja odpowiem na każdą z nich. Żyjcie miłością i w
miłości. Bóg jest zawsze tuż obok was.

Wydaje mi się, że to co powiedziałeś jest najważniejszą częścią taj książki, stanowiąc


zarazem wyjaśnienie i wskazówkę do medytacji.

Miłość znajduje sobie drogę do serca każdego człowieka. Możesz tan proces
nazwać medytacją. Chodzi zawsze o miłość, tylko o nią. Kochaj i żyj w miłości do
Boga a twoje życie wkrótce stanie się jednością ze Mną.

Kiedy myślę o tym, co powiedziałeś i zwracam się do Ciebie, wiesz odchodzi mi


ochota na realizacje swoich planów, dla przykładu na dalsze pisanie i potem
publikacje tej książki. Wole Twoje szczęście i Twoją miłość. Po co robić cokolwiek
więcej, najlepiej trwać w Twojej miłości i z Tobą. Baba, ta książka nigdy nie ujrzy
światła dziennego.

Ujrzy, zaufaj mi.

202/269
Nie będę w stanie się zmobilizować żeby ją dalej pisać.

To Ja wezmę to zadanie na siebie, chcesz?

O tak, to byłoby znakomicie.

Czyli sprawę mamy załatwioną.

Nauka

Długi czas żywo interesowałem się badaniami naukowymi dotyczącymi


parapsychologii. Od wielu lat placówki badawcze zajmujące się tymi tematami
istnieją w USA, miedzy innymi na Princeton University (Princeton Engineering
Anomalies Research) i pamiętam, że długi czas otrzymywałem stamtąd interesujące
publikacje. Był nawet okres, że zastanawiałem się nad stażem post - doktoranckim,
bo zainteresowania zawodowe i prywatne, a także profil i metodologia badań bardzo
mi odpowiadały.
Pewnego dnia usiadłem w medytacji i poprosiłem Ciebie o podpowiedź, co dalej z
Princeton, po chwili zobaczyłem, że stoję przed drzwiami, otworzyłem je, a za nimi
przejście zastawione po sam sufit segregatorami i dokumentami, papierami
powiązanymi w teczki, leżącymi luźno.

I to była odpowiedź.

Nic z tych badań nie wynika.

Dla ciebie z pewnością nie, była by to błędna droga.

Tak to zrozumiałem, późniejsze kontakty z samymi ludźmi z Princeton i


powiązanymi z nimi z licznych placówek naukowych w Europie tylko to wrażenie
potwierdziły. Przy okazji chciałbym Cię zapytać o Twój stosunek do nauki.

Mój stosunek do nauki wynika ze stosunku ludzi nauki do Mnie. O ile zwracają się
do Mnie i poszukują Moich dróg, o tyle ich praca spotyka się z Moim wsparciem i
błogosławieństwem.

203/269
A co np. z badaniami genetycznymi, teraz tak bardzo kontrowersyjnymi, niektórzy
twierdzą, że mogą zachwiać równowagą życia na Ziemi?

To przesadzony pogląd. Broń jądrowa, jaka posiadają mocarstwa atomowe może


nie tylko zachwiać równowagą, ale w ogóle zniszczyć wszelkie życie na tej
planecie. Pytanie nie brzmi zatem, czy badać, ale jak wykorzystać wyniki. Sama
nauka jest jedynie małym fragmentem działalności ludzkiej na Ziemi, wiele,
bardzo wiele zjawisk i praw czeka jeszcze na odkrycie. Postęp techniczny i
technologiczny przyspiesza i ten proces będzie trwał nadal, ale i tak ważne jest coś
innego.

Tak?

Abyście wreszcie znaleźli miłość i nauczyli się kierować nią w życiu, wtedy cała
reszta problemów rozwiąże się sama. Jeśli znajdziecie Źródło to nie będziecie
musieli już szukać niczego więcej. Ono zajmie się wszystkim, i postępem
naukowym i sprawami społecznymi i gospodarczymi. W najbliższym czasie
zostanie wynalezionych jeszcze bardzo wiele rzeczy.

Czy również technologie, jakimi posługują się mieszkańcy Kosmosu przemieszczając


pomiędzy planetami w odległych układach?

Nie, ten obszar na razie pozostaje zamknięty.

A czy kiedyś będzie dla nas dostępny?

Zobaczycie.

Nie odpowiesz?

Nie.
Czy mogę wiedzieć dlaczego?

Nie.

Czy jednym z powodów jest pośrednia możliwość przewidywania na tej podstawie


losu ludzkości np. na najbliższe pięćdziesiąt lat?

204/269
Odpowiedziałbym ci, ale nie jest to do niczego potrzebne. To czy ludzkość będzie
latała samolotami czy lewitowała pomiędzy Paryżem a Nowym Jorkiem we
własnych fotelach nie ma żadnego znaczenia wobec tego, co ma prawdziwe
znaczenie. Nawet twoje pytania usiłujące wyciągnąć ode Mnie pośrednio
odpowiedź na temat przyszłości rodzaju ludzkiego są także oparte na błędnej
zasadzie. Uważasz, że przetrwanie ludzkości w formie biologicznej jest wartością
samą w sobie.

Wiec nie jest?

Samą w sobie nie, już ci kiedyś mówiłem, że ludzie duchowi nie są przywiązani do
życia w formie fizycznej, wiedzą, że jest ona jedynie przejściowa. Boska Miłość jest
ponad życiem i śmiercią. Jej warto szukać i ku Niej się zwracać, reszta to
teatralna scenografia.

Jednak jesteśmy do niej dość przywiązani.

Dlatego, że nie znacie i nie doświadczacie prawdziwej wartości, jaka jest Boska
Miłość. Porzućcie więzy i zwróćcie się ku Bogu. Świat, społeczeństwo, kultura i
religie usiłują was od tysiącleci przekonać o konieczności swego istnienia i
wartości, jaką rzekomo wnoszą w wasze życie. Tymczasem nie są warte więcej niż
zeschłe liście jesienią.

Kolejne rewolucyjne stwierdzenie.

Jeśli jesteś w kinie i oglądasz skarby na ekranie możesz utożsamić się z


bohaterem, przeżywać przygody i uważać za konieczne walkę o posiadanie
klejnotów, ale kiedy seans się kończy wraz z nim znika iluzja. Życie to jest kino,
śmierć jest końcem seansu, pytasz Mnie, czy główni bohaterowie filmu będą żyć
dalej, a Ja ci odpowiadam, że film jest filmem, klejnoty są nieprawdziwe, a seans
wkrótce się skończy. Po co się wiązać ze scenariuszem? Pytasz mnie o znaczenie
nauki i nowych odkryć. Nawet jeśli będziecie lewitować w fotelach, nie będzie to
miało żadnego znaczenia ani wpływu na rzeczywistość. Po prostu będzie to inny
film. Jednak dobrze abyście wiedzieli, że już w trakcie seansu możecie się obudzić i
przestać utożsamiać z bohaterami oraz reagować na wydarzenia. Znajdziecie
dzięki temu odpowiedź na pytanie, kim naprawdę jesteście, nie jakie będzie
zakończenie filmu, to odebrało by cały sens seansowi. Pytałeś Mnie wcześniej o
giełdę, akcje, kontrakty. Można tak napisać scenariusz, że wydarzy się wiele
wydawałoby się niezwykłych rzeczy. Ludzie będą przewidywać przyszłość, a
nawet na nią wpływać... Zyskają majątki, sławę, znaczenie - tyle, że w filmie...
Jednak prawdziwymi odkrywcami będą ci, którzy obudzą się podczas seansu i
zrozumieją jego sens.

205/269
Nie wiem, co mam myśleć, to co mówisz jest tak proste a jednocześnie dość
szokujące dla mnie.

Radość, miłość i szczęście - to są trzy motywy przewodnie przedstawienia, a finał


zawiera je w sobie. Warto się bawić, cieszyć, śmiać, bo okazja uczestniczenia na
żywo w takim świetnym przedstawieniu nie zdarza się często.... Uśmiechnij się,
jesteś w ukrytej kamerze! Wielki Brat patrzy! Jesteśmy obserwowani?
Przez cały czas! Towarzyszy wam wiele istot duchowych, pomagają wam,
kształtują rzeczywistość wpływając na was i na bieg wydarzeń.

Czasem to odczuwam.

Bo to jest prawda. Masz poza tym możliwość spojrzenia Reżyserowi w scenariusz,


ale nie korzystasz z tego.

???

Nie chcesz tego robić.

A tak, kiedyś Cię prosiłem abyś zablokował te zdolności, bo one nie służą rozwojowi
duchowemu.

Na pewnym etapie nie służą na innym wprost przeciwnie. Tyle, że należy mieć
świadomość, że są one częścią prawdziwej rzeczywistości - tego, że bardziej jesteś
widzem w kinie niż uczestnikiem wydarzeń na ekranie. Mogę wprowadzić taki
wątek w akcję. Ona tylko na tym skorzysta.

Tak mówisz o tych sprawach, że czuje się jak dziecko przed gwiazdką. Zauważyłem,
że ostatnimi czasy czuje się tak coraz częściej. To fantastyczne uczucie i dziękuję Ci
za nie.

Enjoy the show.

Czy ta część naszej rozmowy powinna wejść do całości tekstu?

A jak ty uważasz?

Tak, już chyba rozumiem, odpowiedź na to pytanie jest zadaniem dla mnie.
Zastanówmy się, czy będzie ona służyła miłości czy nie?

206/269
O, to jest dobre pytanie!

Od wielu lat, odkąd pamiętam mam silny nakaz żeby dzielić się tym, co jest
wartościowe, doświadczać i dzielić się, z tego składało się moje życie, a raczej z tego
składała się moja rola, bo moim życiem jesteś Ty.

Dobrze powiedziane i ma sens.

Ta część może wejść do całości, wyjaśnia rolę zjawisk nadzmysłowych w całości


rozwoju i chociaż są one raczej niebezpieczne w początkowych etapach drogi, na
kolejnych mogą okazać się pomocne, a nawet niezbędne do postępu.

Tak jest w istocie.

Niech zatem ta cześć zostanie w tekście.

Pochwalam twoja decyzję. Ludzie mają prawo wiedzieć.

Czy jest jakiś specjalny sposób, aby zajrzeć Ci przez ramie i rzucić okiem na
scenariusz wydarzeń?

Tak, oczywiście. Zbliż się do mnie, obejmij i możesz patrzeć na co ci się spodoba.

Chodziło mi o medytacje lub jakieś specjalne ćwiczenie.

Jeszcze nie dotarło do ciebie, że ludzie ćwiczą a Ja uruchamiam wszelkie


zdolności? Tylko tak to działa.

Rzeczywiście, nie pomyślałem o tym.

Miłość otwiera wszystkie drzwi. Miłość otwiera wszystkie drzwi. Miłość otwiera
wszystkie drzwi. Kochajcie Mnie.

207/269
Przewidywanie przyszłości...

Porozmawiajmy przez chwilę o przewidywaniu przyszłości. Od pewnego czasu,


mniej więcej pół roku, dosyć wyraźnie obserwuję coś na kształt przychodzących
wskazówek czy tez sygnałów łączących teraźniejszość z przyszłością. Przychodzi mi
do głowy np. jakieś zdanie - np. oryginalne powiedzenie. Dwa dni później idę do
fryzjera, oczekuje na swoja kolejkę, biorę do ręki magazyn, otwieram go - i proszę -
znajduję tam moje śmieszne zdanie. Jest tego dosyć sporo, szczególnie, jeśli idzie o
nowe myśli - pojawiają się na długo przedtem zanim usłyszę je w telewizji, jadąc
taksówką. Do tej pory nie zwracałem na to specjalnej uwagi, aż do dziś, do teraz. Z
tych obserwacji wynika, że wszystko jest z góry przygotowane, każdy dzień, a nawet
każda myśl. I ten świat tak właśnie się toczy, gramy w nim swoje role. Czy to jest
prawda? Każde wydarzenie, każda myśl bez wyjątku?

Tak.

Wszystkie wydarzenia są wcześniej starannie aranżowane. Na wiele dni naprzód?

Tak.

Nie ma wiec tak zwanej wolnej woli, wszystkie myśli są zdeterminowane.

Tak.

Nie ma indywidualności, tylko ich pozory, ktoś inny pociąga za sznurki?

Tak.

Wszystko, absolutnie wszystko jest z góry wiadome i zaplanowane?

Tak.

Dlaczego o tym nie wiemy?

Wielu wie, inni przeczuwają.

Jaki w tym jest sens?

208/269
To część przedstawienia.

Nie ma przypadków, chaosu cząsteczek tworzących losowe wyniki?

Nie.

Kto wykonuje tak gigantyczna pracę?

My wszyscy.

Mistrzowie?

Ja, Mistrzowie i wy.

Zewnętrznie o tym nie wiedząc.

Tak.

Wciąż nie jestem w stanie złapać sensu. Jaki jest sens tego wszystkiego, tej gry?

Wyrażanie miłości to jedyny sens. Tworzenie i niszczenie. Boska zabawa o


wielkim znaczeniu.

Jak to się dzieje, że tak powiem od strony technicznej?

Istoty wyższe czuwają nad wszystkim, przygotowują dzień każdego z was, to co


was spotka, jakie myśli będą wam towarzyszyć, jakie odczucia, słowem -
wszystko.

Tych istot musi być setki.

Tysiące istot ma wpływ na was.

One tworzą tę rzeczywistość?

Taką jaka jest.

209/269
Jak to robią?

Posiadają władzę nad materią i energią.

Jak wybierają, co jest akurat w danej chwili potrzebne? Jak układają nam dzień?

Spotykają się i wymieniają myśli, nad całością czuwa jeden Mistrz, on zatwierdza
ostateczny scenariusz pytając Mnie.

Czyli można powiedzieć, że my tu na Ziemi nie jesteśmy samodzielnymi


jednostkami?

Nie jesteście.

Nie jesteśmy nawet żywi.

Jako ciała nie.

A jednak mamy swoje myślenie.

Nie należy do was, jest spreparowane.

To dość koszmarne, co mówisz.

Raczej realne i jest w tym masę cudów i piękna.

Dla nas to ograniczenie wolności.

Tylko pozorne, bo cieleśnie nie znacie prawdziwej wolności, nie znacie nic innego,
więc wam ten stan rzeczy nie przeszkadza. Oczywiście wszystkie odczucia też są
poddawane wcześniej.

Czyli czytelnik tej książki - ma z góry określone reakcje na te treść?


Tak jest. I nie może zareagować inaczej?

Nie może. Aktor gra ściśle według tekstu i wskazówek reżysera.

210/269
Totalne zniewolenie.

Totalna wolność, miłość i szczęście. Możesz nie martwic się niczym wiedząc, że Ja
zadbam o wszystko. Możesz dzięki Moim słowom odkryć sens tego, co dzieje się
wokół. To wielki dar duchowy.

Ale przecież według Ciebie i tak nic mi to nie da - określicie z góry moje reakcje.
Boże, to chyba jakieś szaleństwo...

Witaj w realnym świecie....

Śmiejesz się ze mnie. Zaraz, spróbujmy to jakoś wszystko zebrać. Pomożesz mi?

Jasne.

Dowiaduję się, że jesteśmy niby kukiełki w Twoim przedstawieniu.

Zgadza się.

I że nasze wszelkie reakcje są z góry zaplanowane i przewidziane.

Tak jest, to jest zgodne z prawdą.

I że moje reakcje na to, co przeczytałem są tez z góry określone.

Tak jest.

I nie mogą być inne niż są.

To jest przecież logiczne nie?

Ale zostały wcześniej przygotowane.

Tak i w stosownym momencie się ujawniają.

Jeśli tak jest, to po co to wszystko, ten cały trud i wysiłek?

211/269
Dla miłości i radości, które w ten sposób się wyrażają. Dla Boga, który w ten
sposób przejawia Siebie przez Wszechświat. Dla Miłości, która w ten sposób
wyraża Samą Siebie.

Jednak dość trudno mi to zrozumieć.

Zrozumienie przyjdzie z czasem, z kolejnymi doświadczeniami.

Jednak to wszystko jest dosyć dziwne.

Nie, tylko się takie wydaje.

Przed chwila powiedziałeś, że odczucia pochodzą od Ciebie i są przygotowane, w


tym odczucie "dziwności".

Tak, dowiadujesz się teoretycznie nowych rzeczy, więc taka reakcja jest naturalna
prawda? Teraz zadaj sobie pytanie, dlaczego ona jest naturalna i co w ogóle
znaczy słowo naturalny.

No, że zdarza się zawsze w podobnej sytuacji, jest typową reakcją psychiki.

W porządku, ale dlaczego ta reakcja wygląda tak a nie inaczej? Dlaczego nie
następuje dla przykładu wybuch śmiechu albo płaczu?

Bo one zdarzają się kiedy indziej.

Nie, popatrz - odpowiadasz Mi na pytanie, kiedy zdarzają się inne reakcje które
opisałem a nie dlaczego zdziwienie towarzyszy poznawaniu rzeczy nowych.

Zdziwienie towarzyszy poznawaniu nowych rzeczy - bo, tak po prostu jest.

Zgoda, ale teraz odpowiedz, dlaczego tak jest?

Chyba rozumiem, ktoś to musiał tak zestawić, żeby było tak a nie inaczej.

Łapiesz o co chodzi. Ktoś przygotował taki mechanizm, połączył przyczyny ze


skutkami, stworzył prawa i zasady.

212/269
Stworzył łączność pomiędzy nowymi treściami a zdziwieniem, dlatego jest to
powszechne, a wy nazywacie ten stan naturalnym. Uznajecie za naturalne to, co
wydarza się często i dotyczy dużej grupy z was.

Ten zakres odczuć i pojęć jest również stworzony?

Oczywiście, że tak, tak po prostu z niczego.

Czyli gdzieś np. na innych planetach mogą żyć istoty z zupełnie innymi reakcjami
psychiki, a nawet jej wcale nieposiadające.

Tak jest.

Czyli wszystko, co widać wokół zostało takim a nie innym stworzone, z naszymi
reakcjami włącznie.

Nie ma w tym nic niezwykłego.

Podpuszczasz mnie.

Tak.

To wszystko jest nadzwyczajne, kiedy pomyślę ile pracy wymagało stworzenie świata
i nadal wymaga utrzymanie, jestem po prostu zdumiony.

Zajmuję się tym od wielu lat. To Moja praca.

Jaki jest cel tego, że mówisz mi to wszystko?

Już czas abyś ty i inni dowiedzieli się jak wygląda rzeczywistość.

Powiedzą, że oszalałem.

Tak, ci którzy maja tak powiedzieć, czy to ci przeszkadza?


Nie, właściwie to nie, skoro Ty będziesz sprawcą tych wydarzeń, to nie przeszkadza
mi wcale. Przygotujesz to?

213/269
Tak, jak zwykle.

I obrzucą Mnie błotem.

W wielu krajach kąpiele błotne są uważane za lecznicze...

Nabijasz się ze mnie.

Taką masz karmę, nic na to nie poradzimy, gramy według ustalonych wcześniej
reguł. Ja tu jestem bezsilny....

Ciągle wyśmiewasz się ze mnie.

Przeszkadza ci to?

Nie, w najmniejszym nawet stopniu. Jest to wyjątkowo miłe i słodkie uczucie.

To dopiero mały przedsmak tego, Kim Jestem.

Nie mogę się doczekać, aż poznam Ciebie bliżej lub głębiej.

Ja też.

Co to może sprawić?

Więcej medytacji, więcej miłości, więcej skupienia się na Mnie a efekt tych działań
zaraz stanie się widoczny.

W postaci....

Uniesienia, które stale będzie ci towarzyszyć wraz z Moją bliskością.

No to biorę się do pracy!

214/269
Masz na nią Moje błogosławieństwo i niech stale ci już towarzyszy.

Dziękuję mój ukochany Boże. Cała przyjemność po Mojej stronie. Niech Miłość
wzrasta i potężnieje z każdym dniem.
[...]
Więc wszystko jest i tak Twoim działaniem?

Masz jeszcze wątpliwości?

One polegają na tym, że rozumiem intelektualnie co mówisz do mnie, natomiast nie


potrafię pojąć tego w normalnym życiu.

Daj sobie czas, nie wszystko na raz. Nowe światło wnika powoli, rozjaśnia
krajobraz i zastępuje stare widzenie. Czas pokaże ci więcej, znacznie więcej.

Skoro mechanizm wydarzeń i towarzyszących im reakcji jest z góry ustalany to


wynika stąd, że można go zmienić. Zamiast jednych reakcji wprowadzić inne.

Do pewnego stopnia tak, ale ze starego samochodu nie wyciśniesz tego, co z


nowego Ferrari.

Tak na marginesie, jest to wszystko dość dziwne.

Jest dziwne bo musi być dziwne, tak zostało ustawione, już to przerobiliśmy.

Jakoś jednak nie mogę tego wszystkiego przetrawić, za wiele na raz.

Po prostu poczekaj, aż się "samo ułoży"

Ty to zrobisz?

Tak.

Odpowiedz mi jeszcze, po co to wszystko, po co tyle zachodu, ten wielki wysiłek, tyle


starań? Nie prościej było by żyć tylko po stronie duchowej, bez takich obciążeń
materią?

Pytasz mnie o powód stworzenia materialnego Wszechświata.

215/269
Właściwie to tak.

Ale znasz tylko jego maleńką, maleńką cząstkę, kiedyś doznałeś innej, na Wedze -
pamiętasz?

Tak.

Podobało ci się?

O tak!

Masz odpowiedź. Kiedyś zobaczysz znacznie więcej, dziś przyjmij na wiarę to, co
powiem: Było warto.

Na koniec jeszcze jedno, ostatnie pytanie.

Na pewno nie będzie ostatnie.

Tak, tak. Mówiliśmy o naszej psychice, a jak wygląda Twoja?

Ja nie posiadam tego, co nazywacie psychiką. Jestem samą Miłością. Na


wszystko, co się "wydarza", Moją "reakcją" jest miłość. Nic innego. Miłość ma
wiele aspektów i "wydarzenia" pozwalają się im przejawić.

Mam z powodu naszej rozmowy mętlik w głowie.

To minie, daj sobie czas, kiedyś wrócimy do tego wątku.

Jeszcze jedno, jak daleko w przyszłość wybiegają Twoje plany?

Przyszłość to tylko twoja myśl.

Nie rozumiem.

Powtórzę: przyszłość to tylko twoja myśl.

Czy mam rozumieć, że dla Ciebie nie ma przeszłości ani przyszłości?

216/269
Tak, dla Mnie nie ma, Ja im nie podlegam, Ja je tworzę.

Co zatem jest?

Wieczne teraz.

Ale my się zmieniamy.

Jako ciała i procesy tak, jako cząstki Mnie - nie.

Niepojęte.

Wyobraź sobie czas jako oś biegnącą wzdłuż okręgu. Ja jestem jego centrum.

Czyli teoretycznie moglibyśmy przenieść się w inne miejsce czasoprzestrzeni?

Teoretycznie tak.

A praktycznie?

Też.

To naruszałoby zasadę przyczynowości. Cofnąłbym się wstecz i zabił własnego


dziadka.

Co za pomysł? Masz ochotę dzisiaj kogoś zabić?

Nie, oczywiście, że nie, ten przykład wskazuje na konsekwencje, jakie może wywołać
podróż w czasie. Dziadek by nie żył i ja bym się nie narodził, a więc nie mógłbym go
zabić.

Myślisz, że nie wziąłbym tego pod uwagę?

No tak, właśnie zapomniałem, z kim rozmawiam.

217/269
Mnie nie obowiązują wasze zasady. Ja je tworzę i sprawiam, że możecie je poznać.
Na marginesie tego tematu dodam, że o czasoprzestrzeni wiecie jeszcze bardzo
niewiele.

Jak dla Ciebie wygląda czas?

Dla Mnie - wszystkie wasze chwile istnieją jednocześnie. Jakbym stał w centrum i
spoglądał na czas, po prawej mamy przyszłość, po lewej przeszłość. Wszystko
jednocześnie.

Kim dla ciebie jestem ja?

Cząstką Mnie samego.

Czy jako Twoja cząstka "poruszam się" po tej osi "ożywiając" po kolei wszystkie
chwile swego materialnego życia, czy jest inaczej?

Jest inaczej. Dla ciebie, podobnie jak i dla Mnie, nie ma ograniczenia czasu i
przestrzeni. Wszechświat jest jak kolejka na torach. Bawimy się wszyscy razem.
Jest bardzo ładna i duża, więc frajda jest nieziemska.

Cudownie powiedziane.

Tak po prostu jest. Życie jest cudowna zabawą, pełną miłości, radości i nie
wyrażalnego piękna.

Dzisiejsza rozmowa jest jedną z najdziwniejszych, jakie kiedykolwiek prowadziłem z


Tobą. Stale mnie zaskakujesz.

Taki mam zawód.

???

Jestem, jak dla was, dość złożony, mam dość dużo aspektów, nic dziwnego, że
któryś kolejny nie pasuje do poprzednich wyobrażeń, jest to bardziej normą niż
wyjątkiem.

218/269
Ty znasz więc przyszłość.

Tak, bo Ja ją stworzyłem.

Już jest gotowa?

Tak.

W szczegółach?

Dla Mnie tak. Czas i przestrzeń są już gotowe w całości.

Czy jakieś detale wymagają uzupełniane?

Dla Mnie żadne.

A dla stworzeń, Mistrzów?

Dla Mistrzów tak, oni też się uczą.

Pomimo, że są już świadomi jedności z Tobą?

Tak. Nie zmieścisz oceanu w butelce.

Mistrzowie maja więc swoje ograniczenia?

Tak, większość tak.

Są tacy, którzy nie mają?

Tak.

Kim są?

To Ja przejawiający się w ciele jako Awatar. Jednocześnie Stwórca i stworzenie.

219/269
Czy jest ich wielu?

Tak, jak Ja jestem jeden.

Czyli masz wiele ciał, przez które przejawiasz się jako Awatar we Wszechświecie?

Tak.

Czy dużo? W tej chwili?

W tej chwili około dwóch.

Około dwóch?

Tak.
Dość dziwna odpowiedź.

Jeden to Sathya Sai Baba, a drugi to Ja Sam jako Żywy Wszechświat.

Stąd to "około"?

Tak, bo przyzwyczaiłeś się do myślenia o Mistrzu, jako o człowieku w ludzkim


ciele. Wszechświat jest Moim żywym ciałem. Wyrażam w ten sposób Samego
Siebie dając miliardom miliardów istnień miejsce do życia i miłości.

Żywy Wszechświat.

Alfa i Omega, Początek i Koniec. Jednocześnie. Możesz to sobie wyobrazić?

Nie, nie można zmieścić oceanu w butelce.

Uczysz się.

To, co my nazywamy Wszechświatem, dla Ciebie jest zaledwie jednym mgnieniem


na nieskończonej drodze.

220/269
Tak, wasze pojęcia czasu i przestrzeni są bardzo ułomne. Na razie takie są. Nie
jesteście w stanie sięgnąć poza świat materialny, a dopiero przekroczenie granicy
energii pozwoli wam sięgnąć głębiej i co nieco zrozumieć.

Kiedyś to nastąpi.

W waszym kiedyś, w Moim teraz.

Dla Ciebie nie ma ograniczeń, możesz uczynić dowolną rzecz.

Nie mogę zniszczyć Siebie. Nie mam tej możliwości.

Więc są jakieś ograniczenia.

Tak, jestem Miłością i nie mogę zmienić własnej natury. Miłość to Istota Boga.

Czy w takim razie pytanie o możliwość zmiany Twojej Istoty ma sens?

W Twoim świecie ma, a w Moim nie.

Skąd Ty się wziąłeś? Czy miałeś początek?

Nie, nie miałem początku, po prostu tu jestem.

Od początku czasów i po ich kres.

Tak, z małą poprawką - to Ja stworzyłem czas. Ja tu jestem cały wasz czas, Ja tu


mieszkam.

Wiesz, jest to jednak najdziwniejsza rozmowa, jaka prowadziłem w życiu. Ty też


jesteś dziwny.

Jak na Boga chciałeś powiedzieć?

Noooo... właściwie to tak.

221/269
Czyli kiedyś wyglądałem na bardziej normalnego Boga niż dziś?

Powiedzmy, że takie robiłeś wrażenie.

Czas rozstać się z kolejną etykietką, co było a nie jest ....

Nie pisze się w rejestr. Jesteś pełen niespodzianek.

Niespodzianka to Moje drugie imię.

Ta rozmowa przypomina mi dialog z nowojorczykiem. Replika za repliką.

Tak trzeba na dziś. Przyjęliśmy taką konwencję. Ona jest bardziej wyznaczona
przez ciebie niż przeze Mnie.

Nie rozumiem.

Lubisz żywą wymianę zdań, daje ci ona napęd do myślenia. Ja się dostosowuję.
Ty z kolei podążasz za Mną i nie wiadomo o czym będziemy dyskutowali za
chwilę. Ten dialog jest pełen nieoczekiwanych dygresji, zwrotów i niespodzianek.

O tak.

Dzięki naszej rozmowie stajesz się bardziej elastyczny i odbierasz Mnie coraz
lepiej.

Dziękuję Ci bardzo za te wszystkie odpowiedzi, za wszystko, co dla mnie zrobiłeś i


robisz.

W porządku, wszystko zostaje w rodzinie.

Powracając na chwilę do naszej rozmowy o przyszłości rodzaju ludzkiego. Mówiłeś,


że lubisz określać to, co się dzieje słowem komedia. Komedia nie może skończyć się
źle, jest więc w tym jakaś nadzieja dla nas.

Żadne zakończenie nie jest złe mój przyjacielu. [...]

222/269
Miłość jest Twoją Istotą.

Tak jest.

Fascynuje mnie to zdanie.

Mnie też.

Jeśli myślisz o sobie - jak myślisz?

Ja w ogóle bardzo rzadko myślę o sobie, praktycznie wcale, może raz na miliard
waszych lat.

W jakich okolicznościach, jeśli można zapytać?

Można zapytać, ale otrzymanie odpowiedzi nie gwarantuje jej zrozumienia.

Jestem ciekaw, kiedy myślisz o sobie.

Wtedy, gdy podejmuję kolejną decyzję o wstępowaniu w Siebie.

To rzeczywiście niewiele mi mówi.

A widzisz. To dlatego, że trochę się różnimy poziomami.

Twój mózg jest wielkości gromady galaktyk.

Nie, Ja w ogóle nie potrzebuję mózgu do myślenia. Ty zresztą też nie.

Czym jest wstępowanie w Siebie?

Jak by to powiedzieć, jest to przejawianie się na nowo, badanie siebie i wyrażanie


tego co w międzyczasie się pojawiło.

Czy Ty jesteś zmienny, to znaczy, czy się zmieniasz czy jesteś stały?

223/269
Jam jest, który Jest, jeśli kiedyś zrozumiesz, co chciałem wyrazić przez to zdanie
będziesz mógł dostrzec sens Mnie. Jestem i stały, i zmienny, i jeszcze czymś poza
tym. Nie jesteś w stanie uchwycić Mnie twoimi wyobrażeniami, twój aparat
pojęciowy, ukształtowany przez świat materii i jego przemiany, nie nadaje się do
ujęcia Mojego modelu istnienia. Nie ma w nim ani takich pojęć, ani wyobrażeń,
ani myśli zdolnych udźwignąć choć cząstkę zrozumienia Mnie. Dlatego jest to, w
większości wypadków, wysiłek bezcelowy. Dla was miłość jest drogą nie próby
zrozumienia. Miłość przyciąga miłość i tak powoli to, co ludzkie stapia się z tym,
co Boskie. To jest droga dla ludzi, wysiłek umysłu jest w tym kontekście
bezowocny a nawet zabawny.

Miłość to Istota Boga

Miłość to Istota Boga.

Nie możesz zmienić swojej istoty.

Tak, poza miłością nie ma tu nic.

Czy również umiesz stworzyć nicość?

Oczywiście, to się robi.

Masz cudowne poczucie humoru. A jeśli byś chciał się zmienić?

Nie mógłbym, miłość potęguje miłość i tak bez końca. Jak się raz zacznie to nie da
rady skończyć.

Nie wiem, co powiedzieć.

Nic, po prostu wysłuchaj co Ja chce powiedzieć. Nie jestem w stanie naruszyć


Mojej Istoty.

Czy jest ktoś, lub coś ponad Tobą?

224/269
Te pojęcia nie maja sensu w Moim świecie. Nie ma nic ponad i poza Miłością. Jest
ona Esencją Wszechświata i Jego Stwórcą, i nie ma nic ponad Nią, żadnej innej
substancji, cechy i Znaczenia. Jest Ona Najwyższym ze Znaczeń, Najgłębszym i
najbardziej przejmującym. Wyraża Siebie poprzez ten Wszechświat i nadaje mu
Sens.

Zaskakująco dla mnie weszliśmy na tematy metafizyczne.

Ja to mam na co dzień.

Jednak my, żyjąc tu na Ziemi jesteśmy oddaleni od Esencji, o której mówisz.

Nie jesteście oddaleni, żyjecie i poruszacie się w Niej.

Dlaczego zatem nie postrzegamy Jej bezpośrednio?

Jak myślisz?

Z pewnością odpowiedź powinna być mniej-więcej taka; "Bo tak ma być"

Tak, to dobra odpowiedź.

No nie wiem.

Zaraz się dowiesz, jeśli odpowiesz sobie na następujące pytanie; co jest celem
życia, gromadzenie wiedzy czy zjednoczenie z Bogiem w miłości?

Z pewnością zjednoczenie. Chcesz przez to pokazać...

Że gromadzenie wiedzy dla niej samej, albo tylko sam brak kontroli nad tym
procesem nie doprowadzi cię do celu. Wiedza nie jest ważna, ważna jest miłość do
Boga.
Przypomnij sobie chwile bezpośredniego postrzegania Esencji.

O tak, było cudownie, to są doświadczenia nie opisywalne ludzkim językiem.

225/269
Gdzie ta Esencja była?
Wszędzie.

Co przeszkadzało w bezpośredniej percepcji?

Jakieś powłoki energetyczne związane z ciałem, odczuwałem je bardzo wyraźnie,


kiedy się unosiły i kiedy powracały.

I oto jest odpowiedź płynąca z doświadczenia. Nie postrzegacie Jej, ponieważ


jesteście otoczeni szczelnym płaszczem energii powiązanych z materią.

Ty możesz je usunąć.

Po co miałbym to robić, skoro większość ludzi tego nie chce?

Tak, ale to Ty odpowiadasz za to, czego ludzie chcą a czego nie.

Tak, to prawda.

Stąd wynika, że świat jest jaki jest, ponieważ Ty chcesz go takim widzieć i masz w
tym swój cel.

Zgadza się.

Stąd dalej wynika, że taki stan umysłów i serc ludzkich służy Tobie do jakiegoś celu.

To prawda.

Stąd wynika, że nie postrzegamy Esencji, ponieważ Ty tego sobie nie życzysz.

Tak, z małym zastrzeżeniem.

Tak?

Jeśli tego chcecie - usuwam je.

W jakich wypadkach?

226/269
Gdy podążacie drogą duchową we właściwym kierunku.

Co w ostatecznym sensie też zależy od Ciebie.

Tak.

Zarówno rozumiem to, co mówisz jak i nie rozumiem.

To słuszne podejście. Zrozumiesz, jeśli przestaniesz spoglądać z dwóch punktów


widzenia na raz. Z jednej strony patrzysz jako człowiek z całym bagażem kultury i
"uspołecznienia", z drugiej strony rozumiesz, że w prawdziwym świecie, Boskim,
nie ma wolnej woli i wszystko co się wydarza jest w absolutnym sensie określone z
góry. Innymi słowy - przyszłość już się wydarzyła, czeka jedynie na swoją kolej.

Co jest prawdą?

Ty mi powiedz.

To znaczy, że ja mam wybrać?

Tak, albo jedno spojrzenie albo drugie - z pełnią konsekwencji, jakie ze sobą niosą.

Jestem bardzo przyzwyczajony do ziemskiego sposobu myślenia.

Teraz możesz wybrać - świat Boga albo świat ludzi. Bóg rozumie świat ludzi, ale
świat ludzki nie jest w stanie zrozumieć Boga. Które widzenie jest pełniejsze?

Oczywiście Twoje, bez dwóch zdań.

Możesz wybrać, a Ja dostosuję akcję do Twego wyboru.

Czyli już dostosowałeś, jak znam życie.

Tak.

227/269
Wybór jest dokonany i wszelkie jego konsekwencje już się "wydarzyły" w
przyszłości.

Tak jest.

Aż do samej mojej śmierci.

Tak, a nawet później.

Czyli moja decyzja jest formalnością?

Zależy, z jakiej pozycji patrzysz. Z ludzkiej nie, z Boskiej tak. Decyzja już jest
podjęta.

Skoro tak, to może nie ma sensu, abym się wysilał, lecz może po prostu zapytam
Ciebie jak ona brzmi?

Możesz tak zrobić i Ja ci odpowiem.

To chyba najlepsze wyjście, więc chciałbym Cię zapytać, jaka jest moja decyzja.

Moja decyzja jest taka - wybieram dla ciebie Boski świat.

Tak, dziękuję, dałeś mi do zrozumienia, że nie jest to moja decyzja, lecz Twoja.

Tak, ponieważ taka jest prawda skryta za kulisami Rzeczywistości.

Jak dawno temu było wiadomo, jaką decyzje dziś podejmę?

Według twojego czasu czy Mojego?

Jeśli nie jest to jakaś trudność chciałbym usłyszeć obie odpowiedzi.

Według Mojego - zawsze, według twojego, jakieś pięć milionów lat.

To mnie jeszcze wtedy nie było na świecie.

228/269
Wtedy zaczynałeś.

Aż tak dawno temu?

Dla Mnie to jakby było wczoraj.

Nigdy nie jesteś poważny.

Nie.

Jednak czasem ludzie odbierają Ciebie jako takiego.

Udaję.

Czy również nasza rozmowa jest wcześniej przygotowana?

Tak, jest.

Czyli nie ma w tym jakiegoś mojego, samodzielnego wkładu?

Nie.

Nie?

Nie. Powiem nawet więcej - w Moim świecie, czyli żeby nie było wątpliwości, w
rzeczywistości - ciebie też nie ma.

Z kim w takim razie rozmawiasz?

Ze Sobą i w ten sposób wyrażam Siebie.

A co z czytelnikami?

Jestem tylko Ja, nie istnieją żadni czytelnicy. Miłość jest wszystkim, istnieje tylko

229/269
Miłość.
Który świat jest prawdziwy, nasz czy Twój?

Wasz jest stworzony tak, aby się wydawało, że jest realny, a wy wszyscy działacie
tak, jakby było to prawdą.

Jakoś specjalnie nie mogę dostrzec w tym sensu.

Bo jeszcze w pełni nie poznałeś Mnie i siebie.

Różnica pomiędzy nami polega na widzeniu?

Nie, na tym, że Ja Jestem a ty nie.

Ładnie, czyli mnie nie ma.

Tak jest.

No cóż, to się nie mieści w głowie.

Ale w sercu tak.

Możemy nadal drążyć temat?

Naturalnie, nawet przez całą wieczność.

Nasz świat wygląda tak jak wygląda, ponieważ tak został zaprojektowany. Wydaje
nam się, że jesteśmy samodzielnymi jednostkami i wszystko nas w tym utwierdza,
ponieważ tak to zostało przygotowane wcześniej.

Z grubsza tak. Czasem tylko niby przez wąską szczelinę wpadnie do waszego
świata promień światła. Książka, natchnienie, sen, rozmowa, chwila przebłysku
Jaźni, przeczucie wydarzeń przyszłych i odległych. One sprawiają, że zaczynacie
poszukiwać i badać, niektórzy zaczynają rozumieć, że świat, który widzą, nie jest
wszystkim, a to czego nie widzą w zagadkowy sposób splata się ze znaną im
rzeczywistością tworząc nową rzeczywistość.

230/269
Mówimy teraz jak doprowadzić do rozszerzenia naszego widzenia na Twoją
rzeczywistość.

Tak. Można ten proces przyspieszyć przyjmując dwie prawdy: fakt, że nie macie
wolnej woli i wszystko jest z góry zdeterminowane oraz drugi fakt, że miłość i
oddanie się Bogu prowadzą do przebudzenia ku rzeczywistości.

W jaki sposób te prawdy mogą wpłynąć na nasze życie?

Pierwsza doprowadzi was do zrozumienia, że nie macie żadnego wpływu na bieg


wydarzeń i że jedyne, co powinniście uczynić to zwracać się z miłością ku Mnie,
abym Ja kierował waszym postępowaniem. Po pewnym czasie dzięki temu wasze
życie stanie się znacznie łatwiejsze, a z was spadnie odpowiedzialność za wszelkie
wydarzenia.

Tak jakby Ty wszystko weźmiesz na Siebie.

Tak, a wy w pełni uświadomicie sobie, że zawsze, powtarzam zawsze tak było, jest
i będzie.

Czyli, że my, jako my, nie mamy żadnej możliwości manewru.

Jedynie znaleźć Miłość i żyć w Niej, reszta jest prosta.

Wszystko jest określone przez Ciebie z góry.

Tak jest.

I stało się to już dawno temu.

Dawno, teraz czy za pięć lat - to jest to samo teraz.

Czy Mistrzowie widzą więcej niż my?

Między innymi dlatego są Mistrzami.

Jak zwykle żartujesz.

231/269
Coś mi umknęło? Weszliśmy na jakiś poważny temat? Czekaj, zaraz się
poprawię...

Rozśmieszasz mnie jak zwykle.

Tak, bo Ja lubię się bawić. Mam wszystko i Jestem Wszystkim, dlatego nie mam
żadnych zmartwień i problemów, pozostaje nieustannie w stanie Mi właściwym -
ekstazy miłości.
To jest również droga dla was.

Dziękuję za wyjaśnienie, mam jeszcze pytanie do poprzedniego wątku.

Słucham.

Czy Mistrzowie znają całość tego procesu i maja wgląd w tajemnice czasu i
przestrzeni?

Tak, do pewnego stopnia tak, o ile jest to im potrzebne.

Czyli nie wszyscy maja dostęp do wszystkiego?

Tak, nie wszyscy, części nie jest to wcale potrzebne. Idą innymi drogami.

Więc i Mistrzowie maja swoje drogi rozwoju?

Tak, oczywiście, że tak, rozwój nie kończy się nigdy, to odkrywanie Miłości i
uczenie się wyrażania Jej.

W każdej formie jaką można pomyśleć?

Także.

To znaczy, że poza myśleniem istnieją inne formy komunikowania się?

Tak i to wiele.

232/269
Czas

Mówiliśmy wcześniej o różnicach w postrzeganiu czasu przez Ciebie i przez nas.

Tak.

Czy Ty postrzegasz wszystkie chwile jednocześnie?

Tak.

Jak to się zatem dzieje, że my postrzegamy czas jako proces, następstwo chwil,
skoro jesteśmy tożsami z Tobą, to powinniśmy mieć możliwość podobnego
widzenia.

Taka możliwość macie, gdy usuniecie zasłonę niewiedzy. W tej chwili wasze
postrzeganie jest ograniczone do wydarzeń związanych z ciałem, a one podlegają
procesom materii, czyli czasowi.

A jak dokładnie odbywa się to, że widzimy i odczuwamy następstwo chwil?

Tak to zostało przygotowane, że z całej palety czasów świadomość "widzi" tylko


jedną jej cząstkę, a po "chwili" następną i jeszcze następną. Można to porównać do
spoglądania przez długą rurę. Przykładasz oko i widzisz tylko mały fragment
podłogi, poruszasz nią i widzisz następny i tak dalej. To ograniczenie widzenia
powoduje, że nie jesteś w stanie zobaczyć wszystkiego od razu. Przebudzenie to
stan, w którym twoja percepcja nie jest skrępowana zmysłami i materią. To
odrzucenie "rury" przez którą patrzysz.

Stąd wynika, że jako cząstki Ciebie istnieliśmy zawsze i we wszystkich czasach


jednocześnie?

I to jest prawda. Istniejecie równocześnie we wszystkich czasach w wiecznym


Teraz. Dodam tylko niewielka poprawkę - cząstka jest całością.

Jak to się dzieje, że nie mam bezpośredniej percepcji Całości, tylko część skoro
jestem całością?

Skupiasz się na niewłaściwym końcu "rury" - na tym ciele. Skup się na Mnie, nie
na świecie, to jest droga do wyzwolenia. [...]

233/269
Technicznie więc, my jako cząstki Ciebie, skupiamy swą uwagę na sprawach materii
i dlatego nie jesteśmy w stanie dostrzec Ciebie?

Nie, ten proces nie zależy od was, zależy od Miłości. Masz tylko takie wrażenie, że
możesz coś zmienić, np. skupić się na czymś innym niż materia. Sam nie jesteś w
stanie zrobić nic.

Co zatem ma zrobić np. czytelnik tej książki chcąc dostrzec Ciebie w swoim życiu?

Nic, sam nie może zrobić nic.

No, może np. się uprzeć, odłożyć książkę i siąść do medytacji i siedzieć tak długo, aż
Ty się mu objawisz.

Tak, ale i to nie będzie jego decyzja tylko Moja.

Chciałbym, aby jednak z tej książki wynikały jakieś praktyczne wskazówki dla
czytelników, aby mogli znaleźć Ciebie i zakosztować Twojej miłości.

To dobry powód.

Co zatem powinni zrobić?

Nic. Sami niech nie robią nic.

No i dalej jesteśmy w punkcie wyjścia...

Sami niech nie robią nic, niech pozwolą Mi zadziałać a w stosownym czasie
znajdą to, czego poszukiwali. Ja im to dam.

A co z medytacją, wyciszeniem, innymi formami treningu? Co z modlitwą?

Można modlić się i medytować, nie ma żadnych przeciwwskazań.

A jakie będą efekty?


Różne, w zależności od tego, co obierzecie sobie za cel. Część modlących się o
zdrowie otrzyma je, część proszących o majątki i ułożenie spraw materialnych
znajdzie u Mnie pomoc.

234/269
Chciałbym usłyszeć od Ciebie, że istnieje bezpośredni związek pomiędzy tym, co
czynimy - modlitwa, medytacja a efektami w postaci Twojej bliskości i Twojej
miłości i opieki.

Nie ma bezpośredniego związku.

Jednak doświadczenie setek pokoleń mówi co innego.

Tak mówi doświadczenie, bo tak to zostało ułożone przeze Mnie. Bezpośredniego


związku nie ma, ponieważ to prawo zostało stworzone. Jedyny bezpośredni
związek jaki istnieje to pomiędzy Mną a Tobą, pomiędzy Mną a każdym
człowiekiem. Reszta stanowi świat przemian i jest bez znaczenia. Jesteśmy
jednością i tego nic nie jest w stanie naruszyć, ta więź, ta łączność jest jedyną
trwałą rzeczą. Reszta jest przemijająca.

Jednak sugerujesz ludziom żeby medytowali, kochali Ciebie i modlili się?

Tak, jeśli żyjecie w świecie dualizmów to tak.

No tak, ale wszyscy w nim żyjemy.

Ja nie.

Jeśli zacznę dziś myśleć o sobie, że jestem Bogiem to co będzie?

Myślę, że z czasem trafisz do szpitala.

Nie mogę, Ty nigdy nie jesteś poważny.

Nie, ja jestem radością i miłością, i to jest nam wspólne. Skupiasz swoją uwagę na
świecie materialnym i zadajesz mi pytania w stylu - czy jeśli pojadę w kierunku
Paryża to dojadę na Księżyc? Nie rozumiesz, że technika nie jest w stanie
sprowadzić miłości? Są to działania z różnych planet. Miłość pochodzi z miłości,
nie z ćwiczeń i działań materialnych, one mogą dać lepszy grunt pod przejawienie
się szczęścia i miłości, ale są jak kopanie ziemi po to, by otrzymać plon. Samo
spulchnianie niewiele da, jeśli nie wsypiesz ziarna. Tym ziarnem jest Moja Miłość i
pochodzi ono ode Mnie.

Stąd wniosek, że to do Ciebie należy się zwracać po to, by rozwinąć w "sobie"


umiejętność miłości, medytacji - cokolwiek?

235/269
Tak, bo to Ja jestem ich źródłem, nie świat.

Czyli aby zmienić siebie...

Należy zwrócić się do Mnie, to najlepszy sposób na zmianę.

Mam jeszcze kolejne pytanie techniczne - w jaki sposób dzieje się to, że postrzegamy
jako indywidualności następstwo chwil czyli czas?

Jesteście ograniczeni do doznań zmysłowych i dlatego umykają wam wyższe


rejony doznań, niezwiązanych z materią. Wasz stan jest bardzo podobny do snu,
śni się wam, że jesteście rozbudzeni, żywi i aktywni, tymczasem tak naprawdę
śpicie głęboko.

Jest takie stare powiedzenie mistyków, że świat śpi dla Boga i Bóg śpi dla świata.

Tyle, że Ja nie śpię nigdy. Podziwiam pełną doskonałość Mojego dzieła.


Pozdrawiam was o śpiący!

Jak to się stało, że wydzieliłeś z Siebie nas wszystkich i zarzuciłeś zasłonę niewiedzy
na naszą świadomość? Po co się to stało?

Nie wiesz?

No nie.

To się dowiedz. Moja odpowiedź nie da ci tak wiele jak sięgnięcie samemu i
przyjrzenie się procesowi. Obrazy i odczucia dadzą więcej niż tysiące słów. Ta
wiedza jest tylko o milimetr stąd.

Tak blisko?

Zawsze była dostępna i zawsze będzie. Miłość jest kluczem, który otwiera
wszystkie bramy. We Wszechświecie nie ma tajemnic i wszystko dzieje się jawnie,
wystarczy sięgnąć.

236/269
Kim są Mistrzowie?

Kim są Mistrzowie?

Znów zdecyduj się, w którym ze światów chciałbyś wysłuchać odpowiedzi.

W Twoim.

Są to krople Boskiego Nektaru, które zstąpiły na plan fizyczny i teraz powróciły


do Mnie przyobleczone w szaty energii cielesnych.

Czy powinniśmy się do Nich modlić?

Nie, nie ma potrzeby czcić kropli, skoro w pobliżu znajduje się Ocean Błogości.

Rozumiem, to znakomite wyjaśnienie. Równie dobrze byłoby się modlić do samego


siebie.

Jeśli masz na myśli Samego Siebie to tak, samego siebie - nie.

Temat Mistrzów duchowych jako istot bezcielesnych od dziesiątek lat rozbudza


wyobraźnie ludzką. Pamiętam, jak co najmniej kilkadziesiąt razy widziałem ich w
snach lub podczas medytacji i zawsze robili na mnie niezwykłe wrażenie.
Pamiętam, jak kiedyś śniło mi się, że jestem gdzieś w górach. Stoję na zboczu i
patrzę na chyląca się ze starości chatę. I nagle słyszę głos, który bardzo powoli i
wyraźnie mówi: "Wyraź życzenie a Ja je spełnię"
I natychmiast dosłownie wyrywa się ze mnie; "Chce zobaczyć Mistrza!"
I nagle, niby w teatrze, na pięknym i lśniącym Księżycu, wyciągnięty jak w hamaku
pojawia się Mistrz. Jest mężczyzna ubranym w biały garnitur typu sportowego. Staje
przede mną i uśmiecha się. Patrzę jak urzeczony i budzę się z powodu pojawiających
się emocji.

Mistrzowie są znani ludzkości od tysięcy lat. Ich wizyty tutaj to część ich pracy,
jednak powinniście pamiętać o różnicy, jaka istnieje w waszym świecie pomiędzy
Mistrzem a Bogiem.
Idea Mistrza jako przewodnika duchowego istnieje od zawsze i każe człowiekowi
poszukiwać na zewnątrz kogoś, kto zna wszelkie odpowiedzi i jest ucieleśnieniem
mądrości i miłości. Tymczasem ta idea powinna doprowadzić, do kolejnej jeszcze
donioślejszej idei - jedności pomiędzy Najwyższym Bogiem a człowiekiem.

237/269
Ta jedność jest od wieków doświadczana przez adeptów nauk duchowych oraz
oczywiście Mistrzów.

Powiedziałeś, że Mistrzowie maja ograniczenia.

Zależy z której strony spojrzysz.

???

Zależy czy patrzysz jako człowiek czy jako Ja.

Jak Ty ich widzisz?

Posłuchaj i trzymaj się mocno fotela; Mistrzowie nie "mają" ograniczeń,


Mistrzowie "są ograniczeniami".
Doskonałość Boska, czyli Ja Sam, przejawia się przez ograniczenia, odrębności i
dualizmy, tak więc Mistrz to Ja Sam wyrażony, czyli w pewien sposób
ograniczony. Jeśli nie byłoby tego śladu ograniczenia - Mistrz nie byłby
postrzegany przez ciebie jako odrębna jednostka. Jeśli nie ma śladu odrębności,
żadnej z cech, żadnego atrybutu - wtedy Mistrz istnieje jako forma pierwotna -
Esencja Wszechświata, czyli Ja Sam. Bezcielesny Brahman, bez atrybutów i cech,
o Którym nic nie można powiedzieć.

Brahman - Bóg Miłość jak opisują Go ci, którzy Go widzą i doświadczają.

Tak.

Jaka jest więc relacja człowieka, Mistrza i Ciebie?

Mistrz jest dla was wzniosłą ideą wskazująca na świat zewnętrzny, jeśli wykazuje
cechy i moce duchowe, idea Mistrza jest pożywką dla umysłu po to, by mógł
skupić się na zewnątrz. Jeszcze wyższą jest idea Boga niezbędna dla wyrażenia w
świecie dualizmów Najwyższej Rzeczywistości.
I teraz znów trzymaj się fotela: obie idee, które opisałem tworzą waszą
rzeczywistość, co wcale nie znaczy, że istnieją za nimi jakieś rzeczywiste byty.

Nie rozumiem, Boga i Mistrzów nie ma?

238/269
W jakiej rzeczywistości poszukujesz odpowiedzi?

Spróbujmy w ludzkiej.

W waszej rzeczywistości manifestują się Istności postrzegane przez was jako


Mistrzowie i Bogowie.

A w Twojej?

Esencja Wszechświata, którą jest Miłość, wyłania z siebie wszystko i każdy z was
jest zarówno jej częścią w świecie dualizmów jak i Całością w rzeczywistości. To
wy, jako Esencja - Brahman, tworzycie wszystko, a więc i Bogów, i Mistrzów, cień
i Światło, Ziemię, Słońce i Wszechświat. Tworzymy idee, Bogów i Mistrzów,
napełniamy je mocą duchową po to, by inne idee napełnione tą sama Esencją
(ludzie) mieli ku czemu zwracać swe umysły.

Czyli każdy z nas nie jest w istocie czymś różnym od Boga czy Mistrzów?

Jest dokładnie tym samym, Ta sama Esencja ożywia Mistrzów, Bogów i ludzi.

Nazywamy ją Miłością. Czyli zarówno Mistrzowie, jak i Bóg, czy Bogowie, są


ideami zrodzonymi z umysłu?

Zrodzonymi z umysłu Brahmana - tego, który nie ma atrybutów, Tego, który jest
Esencją.
W istocie Ja jestem Tym, Mistrzem, Bogiem, człowiekiem, zwierzęciem, rośliną,
kamieniem. Ja jestem wszystkim i ty jesteś wszystkim, ponieważ stanowisz
jedność ze Mną. Ja i ty nie byliśmy nigdy rozdzieleni i nie możemy być rozdzieleni,
tworzymy Wszechświat i niszczymy go wraz ze wszelkimi ideami, jakie zawiera
zawsze pozostając niezmienni, nie przywiązani, zawsze pozostając czystą
miłością, Esencją wszystkiego, co istniało, istnieje i istnieć będzie, nawet gdy ten
Wszechświat przestanie istnieć.

Wobec ogromu i głębi tego co opisałeś, co tak naprawdę ma znaczenie?

Uzyskasz odpowiedź, jeśli przyjrzysz się pytaniu.

???

239/269
Jedyne co naprawdę ma znaczenie to Jedyne Znaczenie, z którego znaczenie
zapożyczają wszystkie inne.

Czy to znaczy, że Brahman, jako nieposiadający cech, jest Znaczeniem bez


jakichkolwiek znaczeń?

Nie, bo rozdzielasz Go od Stworzenia - ma wtedy wszystkie znaczenia, jakie


można wyrazić, jeśli mówisz o Jego Pierwotnej Istocie - to Jej Znaczeniem jest....

Miłość?

Jeśli zrozumiesz i wy wszyscy zrozumiecie, czym Ona jest to Ja odpowiem TAK.

Nie rozumiemy Miłości, Brahmana i Jego Znaczenia.

Nie rozumiecie. Poza Wielością kryje się Jedność, Jedno Znaczenie. Widzący
nazywają Je Miłością, ponieważ w odczuciu ludzkim odpowiada Jemu najbliżej
ten właśnie stan. Tyle, że w istocie jest Ono czymś z gruntu innym - nie będąc
odczuciem, ale manifestując się w ten sposób, będąc w swej oryginalnej Postaci
Esencją Życia i samym Życiem, które JEST.

Postrzeganie Boga

A co z Bogami, którzy są przez ludzkość postrzegani od tysiącleci?

"Nasze przedsiębiorstwo jest w stanie dostarczyć Boga, w każdym rozmiarze,


według indywidualnych potrzeb i życzeń Klienta."

No nie, rozśmieszyłeś mnie do łez.

Lubię jak się śmiejesz.

Potrafisz śmiać się z samego siebie.

240/269
Ja w ogóle jestem pełen wszelkiej radości. Radość to Moje drugie imię.

Ludzie często postrzegają Cię jako groźnego i poważnego.

Nie postrzegają a wyobrażają sobie, to zasadnicza różnica. Najczęściej jest to


spowodowane strukturami, które funkcjonowały we wczesnych fazach rozwoju
społeczności. Ludzie byli bardzo prości i jedyne co przemawiało do ich
zewnętrzności to siła i lęk. Stąd wzięły się groźne, patriarchalne bóstwa
plemienne. A ponieważ bezpośrednich kontaktów w tym czasie nie było za wiele, a
ci, którzy je mieli, musieli podporządkować się oficjalnie panującym religiom, stąd
wypaczone i nie dostosowane do możliwości waszego odbioru i umysłowości
groźne bóstwa przetrwały do dziś. Spory wkład w taki stan rzeczy wniosła religia
kultywująca archaiczne plemienne mity. One były jej na rękę, jako że zastraszone
owieczki są bardziej karne i robią, co się im każe.

Dziś jest to niepotrzebne. A jak Ty chciałbyś żeby Cię postrzegano?

Jako miłość, radość i szczęście. One są Boskością.

Dla wielu jest to wielka nowość.

Tak, odbiegająca od tego, co im wpojono. Ale większość tak zwanych kapłanów


czy nauczycieli nie miała nigdy bezpośredniego doznania Boskości, więc nauczają
rzeczy, o których sami nie mają pojęcia. Tylko potęgują błąd.

Różnica miedzy obrazem Ciebie w tradycyjnych religiach a wyłożonym tutaj polega,


więc na tym, że po pierwsze, jest to przesłanie bezpośrednio od Ciebie, nie z drugiej
ręki, po drugie, że można tych stanów i Ciebie doświadczyć, czy dobrze Cię
zrozumiałem?

Tak, właśnie o to chodzi. Doświadczenie pełni rolę rozstrzygającą. Ale wielu ludzi
ma doświadczenia mocno osadzone w tradycji chrześcijańskiej. Wspomnę
Medjugorie, Fatimę, Lourdes.

To prawda, taka jest ich droga i nie ma w tym błędu.

Dlaczego więc teraz pokazujesz jeszcze inną drogę? Bo życie jest rajem i
niekoniecznie trzeba czekać do śmierci, aby zakosztować słodyczy unii z Bogiem i
wejść do Jego Królestwa.

241/269
Wielu ludzi już jest na to gotowych i dla nich Fatima, Medjugorie i Gwadelupa to
byłby duży krok wstecz. Jest wielu ludzi, którzy już nie potrzebują pośredników
pomiędzy sobą a Mną.

Guru jest kimś w rodzaju pośrednika.

Niekoniecznie. Pośrednictwo zakłada, że musisz korzystać z usług strony trzeciej,


w kościele przez cały czas. Rozwinął się nawet cały kult pośredników i kult
instytucji. To zupełnie niepotrzebne. Dobry guru wie, że jest tylko drogowskazem
a nie celem samym w sobie. Nauczyciel jest potrzebny dopóki uczeń nie nauczy się
sam czytać. Potem już jest świadomy, że uczeń go nie potrzebuje.

Jezus, jak powiedziano do Niego "Rabbi", czyli "nauczycielu", powiedział, że jest


tylko jeden Nauczyciel i jest On w niebie, a żaden z jego uczniów nie powinien
pozwalać, aby nazywano go nauczycielem.

Zasada była ta sama dwa tysiące lat temu. Cel jest istotny, a nie drogowskaz.
Celem jest zjednoczenie z Boskością tutaj i teraz.

Kościół mówi co innego.

Po prostu nie ma racji i zamyka się na Mój głos. Ale i to ma swój cel, i mówiąc
waszym językiem, tak ma być. Do czasu oczywiście.

Do kiedy?

Aż to się zmieni.

No tak, jak mogłem pytać, znów naśmiewasz się ze mnie.

Ja po prostu kocham radość! Może chciałbyś usłyszeć coś o upadku kościoła, o


tym, że ktoś w końcu pokaże mu gdzie jest prawda... Można, ale po co? To nie ma
żadnego znaczenia.

Tysiące ludzi wierzy w rzeczy nieistniejące w rzeczywistości.

Tak, to jest poważny problem. Będziesz mógł go rozwiązać, jeśli zastanowisz się
dlaczego, tak jest a nie inaczej.

242/269
Cały czas czuję, że śmiejesz się ze mnie.

Już ci mówiłem, że jestem Istotą pełna radości i żaden temat nie jest za poważny,
abym musiał zachowywać się nienaturalnie, czyli poważnie. No a teraz
odpowiedz na Moje pytanie.

Jak znam życie to jest tak jak jest ponieważ Ty tego chcesz.

I widzisz, jakie to proste? Ulżyło?

Masz w takim a nie innym przebiegu wypadków swój cel.

Oczywiście, że tak, nie może być inaczej. Dlatego jest niecelowe osądzanie
kogokolwiek według tego, kim jest lub co czyni. Za wszystkim stoję Ja.

I Ty możesz wszystko zmienić.

Zapytaj, dlaczego tego nie czynię.


Chyba nie musze, odpowiesz zapewne, że masz ku temu ważkie powody, których na
dodatek nie muszę znać.

Widzisz jak już wiele umiesz? To, co powiedziałeś jest prawdą. Jedyne, co
powinieneś wiedzieć to fakt, kim Ja jestem i czego od ciebie wymagam. Resztę
pozostaw Mnie.

Wymagasz miłości i oddania.

Tak, miłości i oddania, one się łączą ze sobą i uzupełniają. Są to dwie boskie cechy,
które powinny znaleźć się w naturze ludzkiej.
Miłość stanowi światło życia, a oddanie wskazuje kierunek działaniu. Oddanie to
pogrążenie się z miłością w Ukochanym, oddanie siebie i wszystkich swych cech
Boskiej Miłości.

Oddanie jest boską cechą?

O tak, duchowi mistrzowie przejawiają je w znacznym stopniu upodabniając się


do Mnie.

243/269
Oddanie zakłada odejście od własnego ego i związanych z nim potrzeb, pomysłów,
planów.

To dzieje się naturalnie, jeśli znajdziesz miłość to Ona zaczyna tobą kierować i
wytyczać ci cele. Podążanie za Nią staje się wtedy czymś naturalnym i sam tego
chcesz.

O tak, sprawiać radość komuś, kogo się bardzo kocha, to czysta radość. Radość
dawania, poświęcania siebie.

Tak, o to właśnie chodzi. Ludzie, którzy Mnie znają, nie tylko wiedzą o tym, ale
tym są.

Wprowadzili Twoje wskazówki w praktykę. Czy można zacząć z innej strony - od


oddania Tobie, nawet jeszcze nie wiedząc jak Cię pokochać?

Oczywiście, to nawet przyspieszy cały proces stapiania się ze Mną.

Jak zatem mamy się nauczyć oddania?

Zacznijcie od małych rzeczy, od zwracania się do Miłości z pytaniem, co Ona sobie


życzy, z prośbą o wskazówkę, jak Ona by chciała, abyśmy postąpili.

To nam pomoże.

Tak, małymi krokami ku Światłu i Miłości. Nie chybicie celu. Poszukujcie


sposobów, aby spodobać się Miłości, przezwyciężając własne słabości i
ograniczenia, medytujcie nad tym, czym jest oddanie.

Oddanie i służba Tobie to jedno.

Oddanie to dyspozycja wewnętrzna, gotowość do spełniania wskazówek miłości,


służba to wyższy stopień to wprowadzanie ich w życie i działanie.

Wydaje mi się, że właśnie dotknęliśmy bardzo ważnego tematu.

Tak, dla ciebie tak. Powinieneś sobie wziąć do serca to, co powiedziałem,
wchodzisz właśnie w taki etap życia. Ucz się oddania i służby.

244/269
Jestem Twoim służącym.

Dopiero będziesz, teraz jesteś sekretarzem zapisującym Moje słowa.

Służba to wyższy stopień?

Tak. To nauka miłości w działaniu.

Powrócimy jeszcze do tego tematu?

Nie raz i nie dwa, jest to jeden z centralnych tematów.

Jak ludzie mogą Ci służyć? Jakie wskazówki byś nam dał?

Starajcie się poznawać i spełniać Moją wolę, medytujcie skupieni na Mnie, bądźcie
gotowi przyjmować sygnały i wskazówki ode Mnie. Poświęcajcie Bogu więcej
czasu każdego dnia. Uczcie się miłości ku Bogu i gotowości do służenia Miłości.

Uczcie się miłości do Boga i gotowości do służenia Miłości. Pięknie powiedziane.

Idee narodowe

A jaki jest Twój stosunek do tak zwanych idei narodowych?

Narodowego socjalizmu?

No to może zbyt ekstremalny przykład.

Nie, dlaczego, jest bardzo dobry. Narodowy socjalizm w Niemczech był z początku
postrzegany jako recepta na kryzys i powojenne upokorzenie Niemców. Hitler
przywrócił im coś, co nazywali własną godnością narodową, wskazał tłumowi
wrogów i na koniec sam się z nimi rozprawił. Przyrzekał wielkość, godność,
bogactwo, porządek i tysiącletni pokój. Jak to się skończyło?

245/269
Wszyscy wiemy, ale nie wiem dlaczego, coś mnie tknęło, aby dziś wywołać ten
temat, przeczuwam przez skórę że jest w nim ukryta jakaś mina.

Słucham.

W myśl tego, co powiedziałeś o przyczynach sprawczych i o tym, że Ty o wszystkim


decydujesz znacznie wcześniej - zarówno przyczyny jak i skutki były wcześniej
dokładnie przygotowane.

Tak było. Żeby teraz się nie pogubić musisz przestrzegać tego, o czym ci mówiłem
wcześniej. Zdecyduj się, z której perspektywy chcesz spojrzeć na ten temat.

Z obu się nie da?

Powstanie mętlik i z ludzkiej perspektywy jest to niezrozumiałe.

Ale czy możemy to przeanalizować po kolei z obu?

Tak, tylko wyraźnie je rozdzielmy.

Najpierw z Twojej.

Dobrze.

Nie mogę zrozumieć, co Tobą kierowało.

Jak to co, wyjdź od Mojej Istoty.

Miłości.

Tak.

Chyba jeszcze jestem za słaby żeby cokolwiek wyłapać.

Nie poddawaj się, zaczekaj chwilę.

246/269
Widzę wielka miłość w środku, w sercu i wielka nienawiść na zewnątrz.

Zaczekaj.

Została tylko miłość, miłość, miłość i nic więcej, wszelkie wydarzenia utraciły
znaczenie, pola, drzewa, chmury są miłością. Poza miłością nie ma nic. Świat walczy
i śpi.

Odpowiedz Mi teraz, jakie jest znaczenie wojny?

Widzę tylko miłość i nic więcej.

Cierpliwości.

Te obrazy nie maja sensu.

Zaczekaj, powoli, nie wyciągaj pochopnych wniosków.

Ludzie maszerują na wojnę, to jest jak sen.

Nie, skup się.


Tak, już wiem. To nie żołnierze to Ty maszerujesz na wojnę.

Tak, to Ja, tylko Ja. Dobrze. Co dalej?

Ty w tysiącach istnień "giniesz", spektakl trwa nadal. Jaki jest jego sens?

Właśnie, jaki jest sens tego spektaklu?

Ty odradzasz się i powracasz w nowych ciałach z powrotem na Ziemię.

Tak, jest taki proces. Wróć do scen z wojny.

Wszystko jest bardzo skrupulatnie przygotowane, ja nie widzę w tym sensu.

Zaczekaj, po prostu pozwól przejść paru scenom bez twojej interwencji, sens
przyjdzie jako wynik sięgnięcia głębiej.

247/269
W wydarzeniach, miłości i śmierci jest sens, KTÓRY WSZYSCY AKCEPTUJĄ.

Tak jest!

Powiedziałeś mi, żeby spojrzeć poza indywidualne losy, bo w nich nie mogłem
znaleźć sensu, napłynęła nowa miłość, która wzniosła moje widzenie wyżej. Zaczęło
mi świtać, że wojna to przyśpieszenie przemian, jakie przechodzi ludzkość, odejście
od starych wzorców działania i po części rozliczenie z bardzo głęboką przeszłością.
Jakby z cechami zwierzęcymi, jakie dominowały we wcześniejszych czasach. Ta
wojna, jedna i druga, podobnie jak te, z którymi mamy do czynienia obecnie to Świt
Nowego Dnia Ludzkości.
Epoki, w którą wchodzimy jako nowy, odmieniony i oczyszczony z obciążeń
przeszłości gatunek.

Tak jest.

A to wszystko za sprawą przyjścia tutaj potrójnej inkarnacji Shirdi Sai Baby, Sathya
Sai Baby, Prema Sai Baby.

Tak jest.

Ot i masz odpowiedź.

Mówiłem ci "szukajcie a znajdziecie"?

Tak, wiele razy.

Te wojny stanowią etap oczyszczania i rozliczania z przeszłością.

Ogromne przyspieszenie.

Tak jest.

Ta Ziemia będzie kiedyś planetą miłości, wszystko zmierza ku temu.

Ziemia już jest planetą miłości, a wszystko zmierza do rozpoznania tego faktu.

I tak wojna i cierpienia są kamieniem milowym ku nowemu porządkowi miłości.

248/269
Są elementem przemian, niezbędnych w przejawionym świecie. Ich wynikiem
będzie odrodzenie ludzkości w Świetle i Miłości...

Chciałbym Cię zapytać, gdzie zajrzałem - skąd czerpałem tę wiedzę?

Ze Mnie. Ja jestem dostępny dla każdego i każdy, wcześniej czy później, przyjdzie
do Mnie po to, by rozpoznać swą jedność ze Mną.

I stanie się Bogiem, jak Ty?

Rozpozna, rozpozna, że jest Bogiem i zawsze nim był.

Tego uczysz już jako Sathya Sai Baba i tego będziesz uczył jako Prema Sai.

Tak, uczył, pokazywał i przekazywał. Jestem Ogniem Duchowym i sprawię, że


wszyscy zapłoniecie.

I wszystko roztopi się w Twoim Świetle.

I w Miłości, a radości i szczęściu nie będzie już nigdy końca.

To niesamowite.

To prawda.

Jaką lekcje powinniśmy wyciągnąć jako ludzkość z doświadczeń wojny?

Że rozwiązanie wszelkich problemów znajdziecie w Bogu, a jest On miłością.

Nie, że nie powinno być więcej wojen i cierpień?

A wy jesteście jednym z Nim.

Ale to, co powiedziałem o wojnie, o powstrzymaniu się od zabijania, czy ma sens?

Dla kogo?

249/269
Ludzkość nie wyciągnęła jeszcze wniosków z dwóch ostatnich wojen. Gdyby było
inaczej, już dawno przestalibyście się zabijać. Nie chcecie myśleć, wolicie strzelać.

Jednak biorąc pod uwagę Twoja perspektywę to Ty, a nie my, jesteś winny tej
sytuacji. Ty panujesz całkowicie nad naszym myśleniem.

To prawda.

Jaki stąd wniosek?


Nic nie odpowiadasz?

Odpowiedź istnieje na wyciągniecie ręki, sięgnij po nią.

Proszę Cię, pomóż mi wejść w medytację.

Dobrze.

Odpowiedź jest taka: Reżyser nie jest winny śmierci aktorów.

To raz, szukaj dalej.

Czuję jak Twoja miłość obejmuje mnie i wskazuje sens wydarzeń, jest tak słodka i
cierpliwa. To dziwne, ale odbieram, że ci ludzie chcą zginąć, to jest głębokie
odczucie duchowe, nie cielesne.

Duchowe, tak.

Czy to są odczucia ludzi z "tamtej strony"?

Tak, już przychodząc na ziemię wiedzieli, jak zakończą swój ziemski byt. Znali
przyszłość i akceptowali ją.

Ma to związek z ich przeszłą karmą?

Tak. Co dalej?

250/269
To, co działo się na Ziemi było tylko małą cząstką tego, co działo się poza nią.

W świecie poza życiem cielesnym.

Wielkie porządki.

Gdyby to były porządki to znaczyłoby, że wcześniej był bałagan. Nic takiego nie
miało miejsca. Przeszliście od jednej fazy do drugiej.

Widzę, że nie zajrzę głębiej bez Twojej miłości i radości, która płynie od Ciebie -
wprost z mojego serca.

Tak, one pokażą ci wszystko.

Widzę Mistrzów czuwających nad przebiegiem wszystkich zdarzeń.

Tak.

Wielu, wielu Mistrzów.

Tak.

To Oni ustalali przebieg wydarzeń.

Tak. Ja w Nich.

Jest w Nich wyłącznie wielka miłość, bezosobowa, pełna, żywa, niepowiązana z


żadnym stanem materialnym.

Tak, dlatego właśnie są, kim są.

Kluczem do zrozumienia sensu wydarzeń jest chyba różnica w postrzeganiu, kim


jest człowiek. Różnica pomiędzy światem duchowym a materialnym.

Tak, czyli ujrzenie Prawdy.

Mistrzowie zupełnie inaczej postrzegają ludzi niż my na Ziemi.

251/269
Tak.

Mistrzowie nie są zainteresowani materialnością, zwracają uwagę wyłącznie na


duchowość.

Duchowość to Boskość.

A jednak sprawy materii nie mają przed Nimi żadnych tajemnic.

Podział na ducha i materię jest fałszywy. Wszystko jest duchowością.

Materia jest elementem Ducha?

Boga.

Dlatego cały świat jest światem duchowym.

Materialne zmysły nie są w stanie dojrzeć duchowego świata i poznać jego praw.

Czyli najpierw Duch potem materia?

Najpierw Bóg.

Wszystkie wydarzenia mają swój kontekst duchowy?

Tak, wszystko, co się dzieje ma swoje duchowe znaczenie.

Ta śmierć jest śmiercią na niby.

Tak, to, co się nie narodziło, nie umiera nigdy.... Płaczecie po ciele, bo nie wiecie
kim jest człowiek, kim sami jesteście.

Chciałbym dla porządku zauważyć, że nie jesteśmy temu winni. Tylko Ty możesz nas
wyciągnąć z niewiedzy, w której tkwimy i skierować ku Światłu.

Powoli podążamy właśnie w tym kierunku.

252/269
Wiek dwudziesty

Powiedziałeś wcześniej, że okres dwudziestego wieku był przejściem od jednej fazy


życia ludzkości do drugiej.

Tak jest.

Czy mogę to ująć tak - Ty chciałeś doświadczyć Samego Siebie właśnie w takich a nie
innych warunkach, życie ziemskie, przemiany, wojny i to co przyjdzie potem.

Tak.

Powiedz mi, po co to robisz, jaki masz w tym cel?

Ot, po prostu muszę czymś zabić czas. Trzeba jakoś spędzić tę wieczność. [.....]

O Boże, popłacze się ze śmiechu. Ty nigdy nie jesteś poważny.

Tylko, gdy mamy do czynienia z poważnymi sprawami. A takich nie ma.

Wyrażasz Siebie i Twoja miłość.

Tak. To jedyny cel istnienia.

Czy również jest nim doświadczanie?

Nie, dlatego, że wszystko wiadomo od samego początku, wiec Ja nie musze


niczego doświadczać. Konieczność doświadczania zakładałaby, że czegoś nie
wiem, nie potrafię i muszę się uczyć. A wiem wszystko, więc nauka nie jest mi
potrzebna.
Zrozumiesz lepiej Moje intencje, jeśli wyobrazisz sobie starego malarza, który zna
wszystkie tajniki mieszania farb i kładzenia koloru, i spędza czas tworząc
doskonałe dzieła. Już nie uczy się niczego, bo zna wszystko i teraz używa
warsztatu do wyrażania piękna, miłości, dobra, szlachetności, tego wszystkiego,
czym jest wewnątrz.

253/269
Twój warsztat jest olbrzymi.

Cały Wszechświat.

Tak, to daje mi pewne pojecie o skali, z którą mamy do czynienia.

Za cienką zasłoną tkaniny gwiazd, jeśli ją uchylisz, znajdziesz miłość, która trwa,
w każdej chwili, znajdziesz radość, znajdziesz Mnie, który czekam.

Celem Wszechświata jest wyrażanie Twojej Miłości.

Dokładnie tak.

I nigdy nie było innego powodu jego zaistnienia?

Nigdy, zawsze jest ten sam.

Czyli my tutaj żyjemy w takiej enklawie, w zamkniętym kręgu, w którym tej miłości
jest mało.

Nie, jest jej zawsze dosyć, tyle, że zewnętrznie tego nie widzicie. Przeszkadza wam
w tym skupienie na świecie zewnętrznym, przywiązanie do jego zjawisk, błędne
teorie społeczne i religijne.

Celem Wszechświata jest wyrażanie Twojej Miłości.

Tak.

Musze się nad tym głębiej zastanowić.

Warto.

254/269
Nieszczęścia na Ziemi i odpowiedzialność

Wydaje mi się, że jednym z problemów, wokół których krążą nasze dyskusje


ostatnio jest sprawa odpowiedzialności i winy za to, co się dzieje na świecie. Można
oczywiście powiedzieć, że natura jest, jaka jest i silniejszy musi zjeść słabszego, i jest
to naturalne. Jednak kłóci się to z naszym odczuciem dobra a już na pewno, z
naszym rozumieniem działania miłości. Klęski żywiołowe, wojny, wypadki to jedna
strona medalu, druga dotyka prawd, o których mówisz - tego, że jako jednostki nie
mamy wolnej woli i właściwie wszystko jest z góry zdeterminowane. Logicznym jest,
więc że świat, który powołałeś do życia, jest dość paskudny. Wiem, że to, co mówię
brzmi dość strasznie, ale wielu ludzi tak myśli i będę tu wyrazicielem ich
wątpliwości.

Nie, ten świat wcale nie jest paskudny, wielu ludzi znajduje w nim miłość i jest
szczęśliwych, katastrofy i nieszczęścia nie są w nim regułą, ale pewnego rodzaju
wyjątkiem.

Mam wrażenie, że unikasz tematu, chodzi mi o to, że nawet najmniejsze wydarzenia


tragiczne, czy nawet niepomyślne są naruszeniem naszego dobra, stanu posiadania,
na który zapracowaliśmy, pozbawiają nas bliskich i drogich.

Chodzi ci zatem o to, że niepomyślny obrót zdarzeń sprawia, że nie możecie być
szczęśliwi i radośni, nie możecie cieszyć się życiem, czy tak?

Tak, albo po prostu żyć nie wadząc nikomu w spokoju. Dlaczego jest tak jak jest i
jaki to ma związek z miłością, którą jesteś Ty, Stwórca tego wszystkiego.

To dobre pytanie, zanim odpowiem zastanów się, do czego może doprowadzić


twoje rozumowanie.

Z jednej strony wiem, że jesteś miłością, bo wiele razy mi to pokazałeś i nie ma co do


tego wątpliwości, z drugiej strony trudno zrozumieć, jak miłość może wywoływać
takie wydarzenia jakie wywołuje. Ta sprzeczność doprowadziła, kiedyś w
przeszłości, do wymyślenia szatana, jako istoty, która powoduje wszelkie ujmę to w
cudzysłów "zło" , a dysponuje mocą podobną do Twojej.

To celna obserwacja. Jak wynika z powyższego to Ja, jako jedyna Istota, jestem
zarówno Bogiem jak i szatanem jednocześnie!

255/269
Dobrem i złem, zło wg nas nie pochodzi od miłości, jest jej zaprzeczeniem.

Zło jako takie nie istnieje, jest tylko niewiedza.

Stąd moje pytania i wątpliwości, od których zaczęliśmy dziś rozmowę.

Tak wiec przyszedłeś dziś do Mnie po wiedzę?

Tak, chciałbym to zrozumieć.

Dobrze, dostaniesz to, o co prosisz.

Tak, oczywiście proszę Cię o to, moje uwagi są prośbą.

Dobrze, ale zanim przejdziemy dalej zastanów się nad jeszcze jedna sprawą. Po co
będzie ci ta wiedza? Co ona ma ci dziś dać?

Jej brak jest pewnego rodzaju niewygodą, jakby jakaś cześć mojego umysłu uparcie
domagała się odpowiedzi, nie wiem skąd się to bierze. Mam okazję zapytać Ciebie,
więc zbyt długo się nie zastanawiam i pytam. Otrzymam odpowiedź i pewnie będę
miał z tym spokój. Wprowadziłeś tyle nowych treści, że staram się to wszystko jakoś
zintegrować z codziennością.

Dobrze, więc poszukujesz spokoju ducha, zrozumienia, miłości i radości. A także


szczęścia, nie zapominajmy o szczęściu.

Tak, mniej więcej moglibyśmy to ująć.

A gdybyś miał wybrać wiedzę albo miłość, na co byś postawił?

Oczywiście na miłość, nie mam żadnych wątpliwości.

Nawet za cenę tego, że przestał byś rozumieć świat?

Tak, chyba tak.

To dobra odpowiedź.

256/269
Milczysz i nie odpowiadasz.

Tak.

To jest Twoja odpowiedź?

Tak. Musisz się zdecydować, czego pragniesz bardziej i za tym podążać.

Odpowiedzi, które usłyszysz szczęścia ci nie dadzą, zaspokoją pragnienie umysłu i


na tym rzecz się skończy. Ten świat jest wyzwaniem dla waszego umysłu, gdyby
wszystko było w nim ułożone według waszej myśli żylibyście jak we śnie nie
poszukując niczego wyżej ponad i poza wami. Jednak nie jesteście w stanie go
zrozumieć, dawne pojęcia przestają już wyjaśniać cokolwiek, pojawia się coraz
więcej nowych pytań i nowych wyzwań. Jak by tego było mało, pojawia się coraz
więcej nowych zagrożeń i to ze strony przyrody, jak klęski, tornada, ocieplenie
klimatu, asteroidy z głębin kosmosu, jak i powodowanych przez was samych; broń
atomowa, terroryzm, bioterroryzm, manipulacje genetyczne poza kontrolą.

To prawda, że coraz trudniej o spokój i samo zadowolenie z własnych osiągnięć. A


niepokój powodowany nową sytuacja będzie się potęgował. Dojdą nowe
problemy, o których dziś nie macie pojęcia.

W takim razie, co powinniśmy zrobić jako ludzie?

Sam znajdź odpowiedź. Już podpowiedziałem ci pytanie, a to połowa


rozwiązania.

Tak, to prawda. Odpowiedź jest taka - nie mamy wyjścia, musimy zwrócić się ku
Tobie, inaczej nie poradzimy sobie ani ze sobą, ani z narastającymi problemami.

Powtórz to, co powiedziałeś.

Nie mamy wyjścia, musimy zwrócić się ku Tobie, inaczej nie poradzimy sobie ani ze
sobą, ani z narastającymi problemami zewnętrznymi.

I to jest najmądrzejsza uwaga, jaka może podsumować aktualną i przyszłą


sytuację ludzi na Ziemi.

257/269
Doskonałość rzeczy

Czy możemy powrócić do początku naszej rozmowy i nieco rozjaśnić temat miłość a
nieszczęścia na Ziemi?

Tak. Chcę jednak abyście pamiętali, co jest celem dla każdego z was. Samo
czytanie i rozmyślania nie przyniosą wam szczęścia, którego tak poszukujecie.
Musicie zwrócić się do Boga i w Nim je znaleźć. Nie ma innej drogi.
Co do pytań o Boga, jako twórcę "zła" na świecie i o to, że jestem "winny" za nie,
ponieważ wy tak naprawdę nie macie tu nic do powiedzenia.
Jest to prawda, ale tylko pozorna.
Istnieją dwa światy - Mój świat miłości, który jest Rzeczywistością, i wasz świat
dualizmów "ja" - "nie ja". W Moim świecie nie istnieje zło, jest proces, który wy
nazywacie Wszechświatem, a który jest wyrazem Mojej miłości w miliardach
miliardów jej aspektów. W tym świecie żyjecie wraz ze Mną w jedności
rozumiejąc, że pozorna wielość istnień jest odbiciem Jedności, podobnie jak
światło słońca na falującej wodzie zdaje się składać z tysięcy odrębnych promieni.
W Moim świecie, czyli w rzeczywistości, rozumiecie, że cielesność i materialność
jest jedynie etapem przejściowym prowadzącym do jeszcze większej doskonałości
wyrazu i do jeszcze większej miłości. Dlatego schodząc ponownie doskonale
wiecie, jak będzie wyglądało wasze życie i czym się zakończy. Jesteście jak aktorzy
ubierający się w kostiumy, aby wejść na scenę i wziąć udział w niezwykłym
widowisku zwanym życiem na Ziemi. Częścią spektaklu są wasze zmagania z
sensem tego, co doznajecie i co widzicie, a ostatnio w akcję coraz częściej wplatane
są wątki dotyczące Rzeczywistości i tego, co dzieje się za kulisami. Za kulisami
nikt nie płacze po śmierci bliskich, bo wie, że śmierci nie ma, a na dodatek wszyscy
"bliscy" są emanacją Jedynego, czyli Mnie, czyli każdego z was. Każdy z was na
pewnym etapie doskonale rozumie, że to właśnie on jest stwórcą tego świata i
tego Wszechświata, i nie ma żadnego rozdziału pomiędzy indywidualną
świadomością a Świadomością Boga i że jest to TO SAMO.

"Aham Brahmasmi" - jestem Brahmanem, tak mówi stara mantra wedyjska.

Ty i każdy z was jest Brahmanem, Bogiem, Absolutem, Rzeczywistością


Ostateczną i całym Wszechświatem poruszającym się na dwóch nogach. Ta
Ziemia jest planetą miłości, zamieszkałą przez Bogów, a właściwie przez emanacje
Jedynego Boga, i dziś jesteśmy w trakcie procesu, który doprowadzi was do
punktu, w którym ta Prawda stanie się jasna, a Świadomość Boga rozbłyśnie w
każdym z was. Wtedy zrozumiecie drogą bezpośredniej percepcji, bezpośredniego
i nieulegającego żadnym wątpliwościom wglądu, że każdy z was i Ja, wasze
Boskie Ja i wasz Bóg jesteśmy tym samym i NIC NAS NIE DZIELI.

258/269
Wtedy na drodze bezpośredniego wglądu w Istotę Rzeczy pojmiecie w jednej
chwili, że świat tworzony przez was do tej pory jest tylko dziełem waszej myśli i
nie ma nic wspólnego z Rzeczywistością, że życie cielesne w nim jest odgrywaniem
roli w sztuce, której odwiecznym tematem są Miłość i Szczęście. Wtedy
zrozumiecie, że to, czego się baliście, cierpienie i śmierć same nie mają dla was
żadnego znaczenia, bo nie naruszają w najmniejszym stopniu waszej Istoty i tego,
kim jesteście. A na "czarne charaktery" otoczone dziś powszechną wrogością i
nienawiścią spojrzycie jak na Istoty Niebiańskie, którym Reżyser przydzielił
wyjątkowo trudne role. Spojrzycie na nich jako na emanację Siebie Samego, czyli
Miłość w działaniu. Wtedy będziecie w stanie dostrzec doskonałość rzeczy. To
będzie dzień, w którym obudzicie się w Moim Królestwie i jasno ujrzycie, że nigdy
go nie opuściliście a jedynie wydawało wam się, że jest inaczej.

Czy istnieje wolna wola?

Nurtuje mnie takie pytanie: na ile wszystko co robię jest zdeterminowane, na ile
posiadam wolność wyboru no i właściwie to kim jestem? Mówisz, że nie mamy
wolnej woli, ale jednocześnie jesteśmy wolni - Ty chyba adresujesz to do "różnych
części" mnie?
Czy może jest totalna kontrola, żadnej możliwości manewru i żadnych odstępstw od
tego co nam przygotowano.

Żadnej możliwości odstępstw, to jest prawda.

Mogę się zbuntować przeciw Tobie.

Jeszcze nie rozumiesz? Nie możesz sam tego zrobić. Jeśli się "zbuntujesz" to
znaczy, że Ja tak postanowiłem, nie ty.

Wciąż jest dla mnie problemem uchwycenie tej zasady.

Jej nie da się "uchwycić" intelektualnie, ją można doświadczyć, ale już dziś dobrze,
abyście wiedzieli, jaka jest rzeczywistość.

A co z ludźmi po "tamtej stronie", czy oni widzą inaczej, jaśniej te prawdę?

259/269
O naszej jedności - tak. Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę z zasady, o której
tutaj rozmawiamy.

Czy wszyscy Mistrzowie zdają sobie z niej sprawę?

Tak.

Ten stan świadomości nazywa się przebudzeniem?

Tak.

Kiedyś będzie i moim udziałem?

Naturalnie.

Czy może niedługo?

Nie.

Po śmierci?

Tak.

Dlaczego?

Z wielu powodów, masz tu jeszcze wiele rzeczy do zrobienia a nie mógłbyś ich
zrobić gdybyś już dziś przebudził się w pełni.

Czyli sprawy karmiczne?

Także, choć nie tylko. Sam o tym zadecydowałeś. Odejdziesz stąd i już nie
powrócisz na Ziemię, to twoja ostatnia inkarnacja tutaj.

Ale praca nie skończy się nigdy?

Tak. I miłość nigdy się nie skończy.

260/269
To jest pocieszające.

A skoro znamy wynik rozgrywki czy coś może nam teraz przeszkodzić w radości i
zabawie?

Chyba nie!
[...]
W świetle tego, co powiedziałeś ostatnio - o tym, że nie mamy wolnej woli i
wszystkie myśli i odczucia są wcześniej przygotowane, do kogo kierujesz przesłanie
tej książki?

Tworzę je w Sobie i kieruję je do Siebie, bo jestem Jedyną Istotą.

Do jakiej grupy ludzi kierujesz to przesłanie?

Do niewielkiej, tych, których przygotowałem, aby byli w stanie chociaż w części je


przyjąć.

Czyli nie do wszystkich?

Na razie nie.

Dlaczego tak jest?

Z wielu powodów, większość ma inny los.

Nie boisz się, że niektórzy poczują się wybrani i wyróżnieni, i pojawi się podstępna
forma próżności duchowej?

Nie, w najmniejszym stopniu. Ja w ogóle nie boję się niczego, czy jest to
niezrozumiałe? Będzie, co ma być, reakcje będą, jakie mają być, nie ma w nich nic
niewłaściwego czy złego. Ta książka jest jednym z wielu kroków ludzkości ku
Światłu. Ci, którzy maja problemy z ego i są ich świadomi niech zwrócą się do
Boga, a On już będzie wiedział, co z tym fantem zrobić. Miłość unosi ponad
przyciąganie świata i jego bolączki.

261/269
Zrozumieć świat

Nie można zrozumieć świata patrząc z ludzkiego punktu widzenia?

Nie, z waszej perspektywy nie ma on sensu. Wydaje się bezładną gmatwaniną


przypadkowych wydarzeń, tymczasem panuje w nim wzorowy porządek.

Jak mówi powiedzenie, "nawet liść nie zadrży bez udziału Twojej Woli".

Tak, dokładnie tak jest.

A my, jak i miliardy istnień przed nami, odkrywamy ten porządek i piękno.

I miłość, przede wszystkim miłość, ona otwiera wszystkie bramy do wszystkich


tajemnic.

Miłość do Boga?

Tak, miłość do Wszechmiłości, Boskości, która stworzyła ten świat i aktywnie w


nim uczestniczy.

Mistrzowie to ludzie, czy też istoty, które przed nami weszły na duchową drogę?

Tak.

Są tymi, których tradycja chrześcijańska określa mianem aniołów?

Tak.

Są z nami przez cały czas?

Tak, ale pamiętaj, wy nie jesteście pępkiem świata, niech nie powstanie wrażenie,
że cały świat kręci się wokół was. Oni są i czuwają, mają też pieczę nad wami,
waszymi losami. Mistrzowie są to Istoty stale zwrócone umysłem i sercem ku
Miłości. Nie zwracają się ku wam i nie są zainteresowani waszymi sprawami.

A jednak nam pomagają.

262/269
Jeśli idziesz ulicą, a obok dziecko jedzie na rowerze i z niego spadnie to pomożesz
mu wstać, posadzisz na rower i idziesz dalej. Nie powstaje związek, twój stan
umysłu pozostaje niezachwiany we Mnie.

Tak, to daje mi pewien obraz. Czyli jednak jesteśmy samotni.

Tak. Tylko wy i Ja, poza tym niewielu się wami interesuje.

Są jednak tacy?

Tak.

Mistrzowie?

Nie, ludzie, którzy wcześniej odeszli. Nie należy się tymi zjawiskami ani
przejmować, ani zajmować.

Czyli ci, którzy próbują kontaktu z "tamtej strony" nie są Mistrzami?

Niekoniecznie, mogą to być i Mistrzowie mający cos do przekazania.

To już niewiele rozumiem.

Popatrz na cel wędrówki.

Przypomina mi się sen sprzed lat - stałem na pięknych, białych spiralnych schodach,
spojrzałem w dół, spojrzałem w górę - nie było początku ani końca.

Celem jest Miłość. Ona jest Światłem życia.


Jeśli ktoś pomoże ci na tej drodze to dobrze. Najwięcej może ci pomóc Mistrz,
który już ma wiele za sobą i ma kontakt ze Mną. Istności z "tamtej strony" mogą
cię zwodzić przez wiele lat. Mogą przekazywać cudowne "prawdy", a nawet
widząc do pewnego stopnia przeszłość i przyszłość ich słowa mogą znajdować
potwierdzenie w rzeczywistości.

Ale jednak one nie są Mistrzami?

263/269
Nie. Tworzą własne korytarze czasoprzestrzenne i w nich żyją, czasem tysiące
ziemskich lat. Mistrz nie jest zainteresowany waszym losem, on przechodzi obok,
pomoże i jego pomoc będzie bezosobowa i bezinteresowna. Mistrz nie potrzebuje
zwracać na siebie uwagi, dlatego tak mało o nich wiecie. Istoty bezcielesne lubią
was zwodzić i generować wokół siebie zainteresowanie, zyskują przez to wpływ
na wasze umysły.

Czy jest to zjawisko negatywne?

Nie, ma ono aspekt pozytywny, przenosi wasze myślenie na plan poza fizyczny i
pokazuje, że "cos w tym jest".

I to wszystko?

Tak, oni nie są w stanie dać wam światła. A z kolei ode Mnie się odwrócili.

Nie rozumiem, mówisz o życiu poza śmiercią?

Tak, i o pułapkach, jakie czekają na pielgrzyma.


O poza cielesnych bytach zamieszkujących tamten świat. Niektórzy są popularni
na Ziemi.

Czy podasz mi jakieś nazwiska, pod jakimi występują?

Jest ich wielu i kontaktują się z różnymi mediami. To nie jest dobre. Naruszają
równowagę pomiędzy światami.

Barierę pomiędzy nimi?

Którą ktoś ustawił w jakimś celu.

Ochronnym.

Tak, a oni chcą zdobyć wpływy w tym świecie, stać się dla niego światłem.

Mówisz dziwne rzeczy.

264/269
Ostrzegam przed ich działaniami, to wszystko. Kiedyś, gdy zetkniesz się z tym
tematem będziesz wiedział, co robić.

Już miałem do czynienia z różnymi ludźmi zajmującymi się kontaktami z


zaświatami.

I co z tego wynikło?

Generalnie nic pozytywnego, straciłem tylko czas. I oczywiście pieniądze.

Oczywiście.

A Ty przyglądałeś się temu obojętnie.

Pieniądze nie robią na Mnie wrażenia, nie ma sklepów dla Bogów. [Śmiech]

No tak, czemuś to wszystko miało służyć.

Kiedyś zrozumiesz - doskonały ciąg zdarzeń prowadzi cię wprost ku miłości. Mojej
miłości.

Chanelling doprowadził mnie w końcu do Ciebie.

Nie, to Ja doprowadziłem ciebie do siebie.

No tak, masz rację, w każdym razie dziękuje Ci za Twoją miłość i oddanie, za


wieczną przyjaźń, jaka mnie darzysz i Twoja stałą opiekę.
Dzięki tym wydarzeniom nauczyłem się trochę Raja Jogi i spotkałem Mistrza.

Tak, spotkałeś Mnie w nim.

265/269
Mistrzowie znają przyszłość?

Mam niejasne wrażenie, że Mistrzowie przynajmniej w części wiedzą, jaka będzie


przyszłość.

To dobre odczucie, powiem więcej - oni ja tworzą.

Czy to znaczy, że odczytują, jaka ma być i dopasowują?

Pytają Mnie w sercu o Mój wybór spośród miliardów możliwości.

Nie maja wolnej woli?

Nikt jej nie ma, świat przejawiony już istnieje od początku czasów do końca,
wszystkie wydarzenia już się wydarzyły, wiec wolnej woli nie ma.

Z tego wynika, że Mistrzowie również jej nie mają.

Tak, to właściwy wniosek.

Ale przecież decydują o przebiegu wydarzeń, dostosowując je do do ....

No, dokończ.

Do Twojej decyzji.

A widzisz, czyli świadomie wybierają to co Ja - Miłość, wcześniej wybrałem jako


najlepsze w danej sytuacji.

Czy zatem może się zdarzyć, że któryś z nich wybierze "coś innego", inną wersje
spośród wielu możliwości?

Tak, czasem się to zdarza.

Czyli jednak maja wolny wybór.

266/269
Wolny wybór tak, ale nie wolna wolę. Wybierają to co...

Mają wybrać.

Tak. [Śmiech]

Nawet, jeśli jest to odstępstwo od wydawało się doskonałej całości.

Tak. Jest to również doskonała całość.

Czy dzięki temu również się uczą?

Tak, uczą się, odkrywają nowe rzeczy i zwracają ku Miłości.

Jaka jest ich rola w naszym rozwoju?

Pamiętaj, że nie jesteście pępkami świata. Oni podnoszą dzieci, które wywróciły
się na rowerze albo czekają na chwile, kiedy będzie to możliwe.

Rozumiem, są przechodniami na drodze wspólnej pielgrzymki.

Dodaj, co chciałeś napisać.

Na drodze wspólnej pielgrzymki radości.

O właśnie!

My lubimy się do nich przywiązywać.

Tak, wasze umysły lgną do wszystkiego i na tym, i na "tamtym" świecie.

Jednak to Ty i Twoja miłość jest naszym celem a nie rozmowy z uduchowionymi


Mistrzami i zwracanie się do nich o wsparcie.

Tak. Oni idą w tym samym kierunku, są to Istności wcześniej obudzone od was.
Wasz cel jest ten sam, co ich - zjednoczenie.

267/269
Mam wrażenie, że warto byłoby nauczyć ludzi bezpośredniego kontaktu z Tobą po
to, by łatwiej radzili sobie z przeszkodami na drodze do Ciebie.

Nie, to jeszcze nie jest ta chwila, jeszcze świadomość musi dojrzewać. Kiedyś z
pewnością przyjdzie na to czas, dziś to jest możliwe jedynie dla nielicznych. Czas
zbiorowego obudzenia jeszcze nie nadszedł. Każdy powinien wiedzieć, że Ja jestem
i mówię - wszystkimi głosami Wszechświata. Nieliczni usłyszą w sercu Mój Głos
już wkrótce.

Kto to będzie?

Będą wiedzieć.

Powracając do głównego wątku, Mistrzowie pomagają nam w naszej drodze, a


czasem odpowiadają za jej przebieg.

Można tak powiedzieć.

Czy są dla nas kimś takim jak guru na Ziemi?

Nie. Rzadko, który ziemski guru rozumie, że to nie on ani jego teorie są celem
rozwoju, ale tylko i wyłącznie Najwyższa Istota. I że zamieszkuje ona tak samo w
uczniu, jak i w nauczycielu. Mistrzowie duchowi w formie bezcielesnej rozumieją
to dobrze i nie skierują twojej uwagi w niewłaściwa stronę. Mogą ją na czas jakiś
skupić na sobie, ale nawet, jeśli tak zrobią, to tylko po to by zaraz usunąć się z
powrotem w cień inspirując dalsze odkrywanie rzeczywistości.

Które polega na...

Dochodzeniu do zrozumienia, że Ja i ty jesteśmy jednością w Miłości, w Boskości,


w Radości i Szczęściu, boskiej ekstazie życia i Ja jestem Tobą a Ty Mną.

268/269
Co dalej?

List do czytelnika.

Skończyłeś czytać te książkę i właśnie zaczyna się najniezwyklejsza podróż


Twojego życia. Podróż do Miłości, którą Jesteś. Ona nie ma początku i nie skończy
się nigdy.
Patrz, słuchaj.
Kochaj Mnie.
Skończyłeś właśnie czytać tę książkę, ale przygoda ze Mną dopiero się zaczyna.
Zawarłem w niej wiele przykładów, jak może wyglądać i wskazówek, jak
chciałbym aby wyglądało Twoje życie.
Odpowiedz Mi czy chciałbyś tego? Czy jesteś na tyle odważny/odważna, aby udać
się za Mną na bezdroża miłości i radości? Jeśli tak to zacznij przyglądać się
uważniej swemu życiu. Pamiętaj - Ja jestem Miłością, Radością i Szczęściem.
I niech rozpocznie się Zabawa! Bawmy się!

269/269