Vous êtes sur la page 1sur 53

Tumor Mzgowicz

Dramat w trzech aktach z prologiem

1920

powicone Pani Zofii i Tadeuszowi eleskim

WSTP TEORETYCZNY
Jest faktem nieraz stwierdzonym, e teatr powsta z religijnych misteriw. Tak byo w staroytnej Grecji i procesowi powstania greckiej tragedii odpowiadaj pocztki nowoytnego teatru na przeomie wiekw rednich. Niekoniecznie jednak wraenie artystyczne musi by zwizane z wyrazem uczu religijnych jako takich. Moe ono by wynikiem kontemplacji samej formy, niezalenie od tego, czy tre yciowa danego dziea bdzie miaa bezporedni zwizek z metafizycznymi przeyciami, czy nie. Teatr, wskutek tego, e elementami jego s dziaania istot ywych, straci powoli charakter religijny, a tre istotna, formalna, zredukowana zostaa do rodka pomocniczego w celu symbolicznego lub realnego spotgowanego przedstawienia ycia i zwizanych z nim problemw. Istot sztuki w ogle jest bezporednio dana jedno osobowoci, czyli to, co nazywamy uczuciem metafizycznym, wyraona w konstrukcji jakichkolwiek elementw, a wic: barw, dwikw, sw lub dziaa. Malarstwo i muzyka posiadaj elementy jednorodne. Poezja, oprcz wartoci dwikowych i monoci wywoywania obrazw wzrokowych, operuje jeszcze pojciami, ktrych znaczenia s wedug nas rwnie dobrym materiaem artystycznym jak kada czysta jako. W teatrze doczaj si do tego jeszcze dziaania, jakichkolwiek zreszt, istnie poszczeglnych. Poezja wic i teatr s w przeciwiestwie do sztuk prostych: malarstwa i muzyki, sztukami zoonymi. Kade dzieo sztuki malarskiej posiada oprcz czysto formalnych wartoci: kompozycji, harmonii barw i ujcia formy, tre przedmiotow, ktra pochodzi z tego, e uczucie metafizyczne, oglnie jedno i to samo u wszystkich istnie poszczeglnych, polaryzuje si w psychice danego osobnika, stwarzajc sobie indywidualn form, tym bardziej oderwan, jako czysta konstrukcja, im wicej skondensowan jest osobisto stwarzajcego j indywiduum. W istocie artystycznej twrczoci tkwi wic pewna immanentna sprzeczno. Tym, czym wiat przedmiotw i wyobrae jest w malarstwie, tym jest wiat uczu w muzyce i tym samym jest sfera sensu pojciowego w poezji i sensu dziaa w teatrze. Jeli uznamy tre formaln, tzn. konstrukcj sam dla siebie, dziea sztuki za jego istot, nie powinny nas ju obchodzi nieistotne, a tym niemniej konieczne elementy samego procesu tworzenia, majce tylko zwizek poredni z dzieem ju dokonanym. W tym owietleniu deformacja wiata zewntrznego w malarstwie, nietrzymanie si logiki uczu w muzyce, bezsens yciowy i logiczny w poezji i na scenie - nie powinny nas oburza. Przeamanie pewnych nieistotnych naroww dotyczcych yciowej strony dzie sztuki roztwiera wedug nas zupenie nowe horyzonty formalnych moliwoci, zwizanych przewanie z kwesti kompozycji. Pewna fantastyczno psychologii i dziaa w przeciwiestwie do fantastycznoci zewntrznej: smokw, czarownic itp. stworw, odpowiadajca deformowaniu wiata zewntrznego, jest tym, co moe da nowe moliwoci formalne w teatrze. Oczywicie, denia tego rodzaju musz by istotne, tzn. nieprogramowe. Programowe wykrzywianie ksztatw normalnych, programowy bezsens w poezji czy w teatrze jest zjawiskiem niezmiernie smutnym. Deformacja dla deformacji, bezsens dla bezsensu, nieusprawiedliwiony w wymiarach czysto formalnych, jest czym godnym najsroszego potpienia. Czy pewne dewiacje od utartego szablonu w sztukach niniejszych usprawiedliwiaj si w ten sposb, jest kwesti eksperymentu. Teoretycznie jest to moliwe i przypuszczamy, e jeli nie te sztuki, to inne, innych autorw moe, udowodni kiedy suszno tych twierdze. Oczywicie dla jednych moe si to wyda miesznym, innych moe oburzy. O ile ktokolwiek zabawi si przy tym szczerze, w zupenie nieistotny wedug nas sposb, bdziemy

si tylko cieszy ze wzgldu na rzadko miechu w naszych ponurych czasach. O ile kto si oburzy w gbi duszy bez zbyt silnych manifestacji zewntrznych - trudno - wszystkich zadowoli jest absolutn niemoliwoci. Coraz mniej jednak jest ludzi, ktrzy pkaj ze miechu na widok kwadratowych ydek Picassa lub zatykaj z oburzeniem uszy suchajc baletu Strawiskiego. Przypuszczamy w zasadzie, nie przesdzajc bynajmniej wartoci formalnej sztuk niniejszych, e do czysto zewntrznej, z yciowego punktu widzenia moe groteskowej i potwornawej ,,treci", mona si przy dobrej woli zupenie dobrze przystosowa. Jeszcze jedno: oprcz kwestii erotycznych treci sztuk s pewne fantazje na temat przewrotu w matematyce i fizyce w Tumorze Mzgowiczu, na temat psychiatrii w Pentemychos. Przeycia bandy zdegenerowanych byych ludzi, na tle mechanizujcego si ycia, stanowi tre Macieja Korbowy. Filozoficzne dywagacje i problemy zwizane z absolutnym nienasyceniem yciowym s wplatane w Multiflakopulu, w Pragmatystach, drukowanych, niestety bez korekty, w trzecim zeszycie ,,Zdroju" z r. 1920, w Nowym Wyzwoleniu, w Bziku tropikalnym (napisanym na wspk z pani Eugeni Borkowsk), dalej w sztukach pt. ONI, Mitosz, czyli W sidach BEZTROSKI, Filozofowie i Cierpitnicy, czyli Ladaczyni z Ekbatany, W maym dworku, Niepodlego trjktw, Straszliwy wychowawca i Metafizyka dwugowego cielcia. Fantazjami na temat matematyki i psychiatrii nie chcielibymy obrazi ani jednych, ani drugich uczonych, podobnie jak pogldami na tzw. ,,mio", kwestie spoeczne i nadnaturalne zjawiska nie chcielibymy obrazi erotomanw, spoecznikw i spirytystw. S to tylko preteksty dla pewnych kombinacji formalnych. Uywajc terminu analogicznego do pojcia ,,napicia kierunkowego", wprowadzonego przez nas do teorii malarstwa, chodzi o nadanie pewnym masom wypadkw w czasie pewnego ,,napicia dynamicznego". To jest znaczenie formalne tzw. ,,treci" poematw i sztuk teatralnych. Zaznaczamy, e ,,pogldom" wypowiadanym przez osobistoci w sztukach tych nie przypisujemy adnego obiektywnego znaczenia.

PRZEDMOWA
Nie zaszkodzi, ale te niewiele pomoe par sw przedmowy. Tumor Mzgowicz powsta, jak to z samej nazwy dramatu w sposb oczywisty wynika, z tumoru na mzgu. Pierwsza lepsza patologia mzgu lub rozmowa z uczciwym lekarzem da o kwestii tumorw naleyte wyjanienie. Nazwiska pochodz z fantazji, z ycia i z dzie innych autorw. Fantazje na temat wspczesnego przewrotu w fizyce i matematyce nie powinny obraa uczonych, s one tylko pretekstem dla pewnych ,,napi dynamicznych". Co do literatury uytej przy pisaniu mona z czystym sumieniem wyliczy dziea nastpujce:

Trzy pomaraczowe popularne dziea H. Poincarego. Allgemeine Theorie der unendlichen Mengen Arthura Schoenfliessa. Zasada sprzecznoci w wietle nowszych bada Bertranda Russella dra Leona Chwistka. Juliusz Cezar Williama Shakespeare' a. Allmayer's Folly Josepha Conrada. Nietota >Tadeusza Miciskiego. W mroku gwiazd tego autora. Wasne dziea pomiertne treci filozoficznej i wasne eksploracje (ju nie dziea) w tropikalnych i subtropikalnych okolicach. Blisze wyjanienia teoretyczne co do istoty sztuki teatralnej w ogle patrz (uwanie): Wstp do teorii Czystej Formy w teatrze przez samego autora w ,,Skamandrze".

S. I. W. 23 lutego 1920 r.

OSOBY

Tumor Mzgowicz - matematyk bardzo sawny, niskiego pochodzenia. Lat 40. ROZHULANTYNA Bazylwna, z ksit Baar-ukowiczw Zakaspijskich. Primo voto: Romanowa hrabina Krzeczborska, secundo voto: Tumorowa Mzgowiczowa. Lat 36. On - olbrzym zbudowany jak tur. Bawole czoo ze spadajc blond grzyw zmierzwionych wosw. Wspaniale ubrany. W klapie czerwona wsteczka. Przez gors wida lent zielon jakiego wschodniego orderu. Garnitur szary, z najlepszego kortu, i te pbuciki. Oczy niebieskie, jasne. Krtko przystrzyony powy ws. Zreszt ogolony. Ona - wspaniale rozwinita bruneta z meszkiem. Czarne pomieniste oczy. Troch wschodnia. Wciekle rasowa i pontna. Balantyna Fermor - panna. (Right Honorable Miss Fermor.) Crka Henryka Fermor, VI Earla of Ballantrae. Lat 32. Pikna, majestatyczna blondynka; zdrowa, rasowa i bardzo pontna. Profesor Alfred Green z M.C.G.O. (Em. Si. Di. Eu., Mathematical Central and General Office.) Blondyn w binoklach. Typ bardzo angielski. Lat 42. Wygolony zupenie. Jzef Mzgowicz - chytry chop, lat 75. Czerstwy jak rzepa. Nic niepodobny do Tumora. (Tumor jest podobny do matki.) Sukmana, dugie lakierowane buty. Brunet siwawy. Orli nos. Ibissa (Izia) hrabianka Krzeczborska - crka Rozhulantyny i Romana Krzeczborskiego. Lat 18. Ruda, oczy niebieskie. Bardzo rasowa i wciekle wprost pontna, demoniczna dziewczynka. Podobna jak dwie krople wody do ojca. Alfred Mzgowicz - lat 16. Syn pierworodny Tumora z trzeciego maestwa jego z Rozhulantyn. Wykapany ojciec. Ubrany w kostium sportowy, szarorowy. Maurycy Mzgowicz - lat 14. Nastpny numer w kolekcji modych Mzgowiczw. Bardzo podobny do matki. Ubrany w kostium sportowy szarobury. Konierz wykadany. Malinowy krawat La Valiere. Irena Mzgowiczwna - lat 23. Crka Tumora z drugiego maestwa. Nieadna, bardzo inteligentna brunetka o troch semickim typie. Lord Arthur Persville - czwarty syn ksicia Osmond (przyszy Duke of Osmond, Marquis of Broken Hill, Viscount of Durisdeer, Master of Takoomba-Falls), najwikszy demon z Central and General Mathematical Office i najwikszy z bezkarnych zbrodniarzy: tak zwany ,,King of Hells", krl piekie i szulerni - (amfibologia liczby mnogiej od Hell). Lat 33. Najtszy geometra na kuli ziemskiej. Ucze Hilberta. Krl mody. Ubrany w kostium akietowy i cylinder, laska w rku. Twarz modziecza niezwykej piknoci. Ogolony, oczy czarne. Silny brunet, co midzy prawdziwym lordem a typem z karnych kolonii. Ruchy wytworne. Oczy nigdy si nie miej, podczas gdy przelicznie zarysowane pene usta, osadzone w delikatnych, lecz potwornej siy szczkach, maj umiech trzyletniej dziewczynki. Poza tym

jest to czowiek (o ile czowiekiem nazwa go mona) wzbudzajcy najpiekielniejsz zazdro i zawi na caym globie. Ksi Tengah - Malaj bardzo pikny, syn Rady Timoru, Patakula. Lat 23. Bkitny turban, czerwony sarong. Kriss u boku. Stary Rada Patakulo - stary Malaj z siw brod, lat 60. Przepaska na biodrach. Kapitan Fitz-Gerald - wygolony wilk morski. Komendant krownika ,,Prince Arthur". Malaje ze stray - ubrani jak Tengah, z lancami. Dwaj inni - w czerwonych turbanach z lancami. Tum Malajw. Dwu biaych ludzi - w khakowych ubraniach i hemach. Szeciu ludzi z zaogi krownika. Ubrani biao po marynarsku. Dwaj agenci Greena - bezosobowe istoty. Czterech tragarzy - w niebieskich fartuchach. Zupenie bezosobowe postacie z brodami. Izydor Mzgowicz - w pieluchach.

PROLOG

ywych jaszczurw napitnowane mordy Ggaj w rud przestrze bezimiennej planety. Pokarbowane w mk nadistnie, Pozbkowane w niemowlce fadki, Pofadowane w starcze uzbienia, ywych mordercw aobne sztylety, Obrzmiaych serc podaniem gnane, Dobiegaj do tamtej mety: Do wzowego punktu hyperbolicznej komety. W starczych uzbie klawikordy Pcham sowa zmiadone, rozkwaszone arem. Pado potwora, utuczone na rozstaju, Wyera ppek sobie i maym ptaszkom widruje otwory w tczowych skrzydekach. Znam to dobrze. I tak dobrze jest. Widma na przeczach wiata gest Umierza mk zidiociaych tumw. Modziutkie wabi si wieszcze Wrd krzeww pachncych i cienistych tumw, Ona (kto?) woa za cian: jeszcze!! Na bezpowrotnej, miertelnej lubiey. Tukc ciao o koci z wywrcon wstecz szczk, Zby pomienne spoza wgw szczerzy I dubic pelikana dzibkiem, W jaskini, ktr opanoway ich cienie, Tych tumw cienie, spatroszonych nadbydlc mk, Rozpiera wodn otcha fajansowym kubkiem. Ja wiem, e kami i e nad miech konstrukcja prawdy tylko wysza, Babilonow, skrcon wie wera si w ciemnoci. Babel, Jezabel i angielska Mabel, Co czyta Bibli na mdym podwieczorku, Gdy naszej gwiazdy grzmica fotosfera Parska wybuchem poncego gazu. Wodr si pali i Helium powiewa. Owietla przestrze poredniego mroku. Wieczr i wit przemierza starzec bez brody I na przeczy ostatecznych poj Manometr wiata na Nico nastawia. By nim czy te pozosta sob, W metabydlcym, rokokowym stroju, I gzi si dalej na gwarnych pastwiskach. Oto problemat godny kamstw Cezara. Zuyte zby miaml jeszcze pokarm Przeuty dawno przez podwjny worek, Ktrym si szczyci dumna Pasifae. Elektron niaczy w magnetycznym polu

lepy wzrok widma wstrzymany w swej drodze. Wzgldno przestrzeni wszystkie linie zgina, A lepiec lie bezbarwne przedmioty. Duch jak za czysty bezjakociowym rzyga wci fluidem... Ludzko, bstw dawnych obmierza maszyna, Nad dawnym Tybrem spitrza dz wymioty, W tygrysie fady, w pylniki kkolu. (Marabut stoi gdzie na jednej nodze.) Zuyte wszystko, sw miazga nie cieknie I nie spowija grozy dawnych diabw. Oni si korz przed wyplut pestk, Tybald si boi Kainw i Ablw. W uciskach stong zaklta pantera, Jej centki wiec rowe i dumne. Przez traw peznie cudowna hetera, Miadc swym brzuchem sowa zbyt rozumne. Uchyl zasony, bo na scen wchodzi, Z tumorem w mzgu, sam Tumor Mzgowicz. Co nas to wszystko waciwie obchodzi? Zmacerowany - cepem - spacerowicz.

AKT PIERWSZY

SCENA PIERWSZA

Pokj dziecinny na pitrze domu Rozhulantyny. Tumor Mzgowicz siedzi sam w fotelu. Na dywanie mnstwo zabawek dziecinnych. Olbrzymia butla benzyny stoi w rogu na prawo. Urzdzenie pokoju jest szczytem nowoczesnej higieny. Wszystko biae jak nieg. Soce wpada przez due okna na lewo i na prawo. Jasno jest i ciepo. W gbi czarna tablica do zada. Na lewo od niej drzwi wprost widowni. Drugie drzwi na lewo.

MZGOWICZ Rypi ca par. Bary bior si z sob za bary, wrastaj w siebie i w pryskach ognia strzsaj pyki w zawiatowej burzy. Przeklta kultura! (wali pici w porcz) Kto kae mi udawa? Czytaem wczoraj cay ich nowy program. Po prostu rzyga si chce. Vomito negro. Wchodzi Izia. Czarna, krtka sukienka. Aurowe poczochy. Pantofelki z czerwonymi pomponami.

IZIA Mama pyta, czy panu czego nie potrzeba.

MZGOWICZ Trzeba mi byka, rydwanu, bezbrzenych pl i twoich niebieskich oczu, Iziu. Powiedz mamie, e jest jak Pasifae. Zzielenieje z zazdroci. A tak okropnie jest skomplikowana, e chyba pkn w tym caym wirze, ktry wytwarzacie.

IZIA Niech pan si uspokoi. Ja wiem wiele - o wiele wicej ni mama i pan nawet. Wychodzi. Mzgowicz wstaje i nakrca zegarek.

MZGOWICZ Przeklta kultura. Nie ma we mnie ani krzty artysty, ani tyle! (pokazuje to na palcu) jednak wmawiaj mi to wszyscy: ach, co za talent! ach, co za geniusz! Gdyby cho ona jedna moga tego nie myle. Wszystkie moje dzieci s tak podobne do mnie, e to mnie wprosi przeraa, e nie znalaza si kobieta, ktra by miaa si zdradzi mnie. Wchodzi ojciec Mzgowicza w sukmanie i w dugich butach.

JZEF MZGOWICZ stary, ale rzewy jeszcze chop; barczysty jak syn; mwi z chopskim biadkaniem Jeste niezwyciony, syneczku.

MZGOWICZ Papa zawsze peen jest konceptw. Taki stary, a taki gupi, (deklamuje) Dnem mojej duszy Jest pierwotna mciwo, A moim herbem Jest soczysta larwa. Zdbiaych koni lawiny I oficerw zasmucone miny, Nad losem dawno, dawno zagasych kurtyzan. (mwi) Oprcz tego, e jestem sob, mgbym by: kelnerem, oficerem albo kurtyzan. Gdybym by kobiet, straszliw bybym rozpustnic.

JZEF MZGOWICZ Jaki przepikny jeste, syneczku. (podnosi z ziemi lalk i cauje j) Taka bya moja maleka, kiedy umara. Taka bya twoja siostrzyczka, Anzelma.

MZGOWICZ deklamuje Robaki wkrcaj si w oczy W ciemnej, rozmikej przeroczy. Jak noem ostrym Chciabym przeci sob Zazdrosn o szybko przestrze.

Wa ciary, o jakich nie myla aden Cezar wiata, A wszystko ulata jak wata. I lekkie mi jest wszystko jak pajczy puszek, Jak jaki may, niepozorny duszek, Z innej planety zaduszek. Napudrowaem twarz moj wielkoci I kuka jestem ohydna. Takiego wstrtu do siebie jak ja Nie mia nikt od wiatw pocztku.

JZEF MZGOWICZ saniajc si Ach, jaki liczny jeste, syneczku! Chod, pjdziemy do karczmy.

MZGOWICZ z rozpacz Ach! Id ojciec sam. Dzi jeszcze mam napisa statut nowej Akademii Nauk. A tu jeszcze przysali mi tylko co korekt pracy o funkcjach nadskoczonych. Ale ojciec to nawet algebry nie zna. Rzucaj groch o cian. Daje ojcu papier, ktry wycign z kieszeni.

JZEF MZGOWICZ wkada okrge okulary i czyta ,,Uber transfinite Funktionen im alef - dimensionalen Raume, Professor Tumor von Mzgowicz." (mwi) O, jake mdrym jeste, syneczku! I tylko za to tak ci uszlachcili. (z alem) Miaem sen. Widziaem ciebie jako bstwo w jakiej wityni wschodniej. Nie poznae mnie i miae si z czego niewiadomego. A mnie wyrzuci str, taki may, stary i saby jak mucha. A twarz mia tak jak nasz Burek, tylko ludzk.

MZGOWICZ chowajc korekt do kieszeni Na nic nigdy nie miaem czasu, nawet na mio. Lecz czyme jest mio dla mnie? Dzieci moje rosn. Syn niedugo zda matur, crka ju wcale niele cakuje rwnania rniczkowe, a ja nie mog nawet odpocz. Gdybym cho by religijnym. ,,Aber mir, keine Marter ist erspart", jak mwi Franz Jzef.

Jzef Mzgowicz kiwa gow i zabiera si do wyjcia. We drzwiach spotyka si z Rozhulantyn ubran w jasnozielony baachon.

ROZHULANTYNA Mwiam, Jzefie, ebycie si szanowali. A on znowu chodzi!

JZEF MZGOWICZ E - nieche ju ta ostatnia para wyjdzie ze ranie w ludzkim towarzystwie. A janie pani zdrowa?

ROZHULANTYNA Jak byk parowy. (mieje si. Jzef wychodzi. Rozhulantyna smutnieje gwatownie i zblia si do Mzgowicza) Co ci jest? Tumor! Ty mnie nie kochasz?

MZGOWICZ podnosi lalk i oglda j Wiesz przecie wszystko. Jestem cham, ostatnie bydl. Pamitam i nie mog zapomnie. Rozwaliem ci cay kredens i musiaa si wstydzi za mnie przed nimi. Ale nie upi si nie mogem.

ROZHULANTYNA Nie myl o tym. Ju wszystko naprawione. Chciaabym mc co miesic rodzi, eby takich jak ty byo wicej. Jak wysp na Oceanie Spokojnym chciaabym mie i eby ty tam by i tylko nasze dzieci. Wszystko takie chopy morowe jak ty, wszystko matematyki jeden w drugiego. W rodku byaby Akademia i ty jeden, pan wszystkich soc, krl liczb, ksi Nieskoczonoci, szach wiata absolutnych idei, rozparty w caym wszechwiecie jak w fotelu, siedziaby potny jak...

MZGOWICZ Przesta - dawi si moj potg jak piguk zbyt wielk dla paszczy wieloryba.

ROZHULANTYNA

Nie kochasz mnie. Chcesz, eby Izydor przyszed na wiat z krzywymi nogami i z oczami na skroniach?

MZGOWICZ gwatownie obejmujc j Nie, nie! Nie mw tak. Kocham ci, strasznie ci kocham (nagle flaczeje). Tylko nie mog zapomnie, e jeste ksiniczk. Jest w tym cos absolutnego. Do spojrze na twoj nog. (ROZHULANTYNA oglda nogi, po czym patrzy na niego badawczo.) Gdyby ojciec twj, knia Bazyli, mg ci widzie w objciach takiego chama, umarby ze wstydu po raz drugi. Mwi ci: jest w tym co absolutnego, w caej kwestii rasy. C mi pomoe caa wiedza? (ciska korekt o cian) Nie mog si urodzi po raz drugi.

ROZHULANTYNA obejmujc go Mj jedyny, mj Tumorku najukochaszy - e te ty tego nie rozumiesz. Wanie w tym jest wszystko, cay urok piekielny. Dlatego opuciam Krzeczborskiego. Nie cierpi tych demiaristos. Przeklte snoby. Jeste potwornym chamem i jak czuj moj krew, piekielnego zaiste bkitu, jak czy si z twoj purpurow, chamsk juch, jak tworzymy razem t ras fioletowych pbogw, jak myl o tym, to chce mi si rozprysn ze szczcia w jak magm nie z tego wiata. (Twarz Mzgowicza rozjania si w dzikim tryumfie. Wchodzi Alfred Mzgowie z.) Patrz! Oto on, mj fetysz. Fred - chod, niech ci uciskam..

MZGOWICZ do Alfreda Czy rozwizae zadania?

ALFRED caujc matk mwi cichym gosem Tak jest, papusiu. Utrudniem sobie problemat metod Whiteheada. Ten potworny starzec umie z najprostszego zagadnienia uczyni co dowolnie trudnego.

MZGOWICZ Szanuj tego mdrca. Pamitaj, e byem jego uczniem.

ROZHULANTYNA patrzc na nich z zachwytem Ja chyba nie przeyj tego szczcia. Och czemu, czemu nie mog by krliczyc!

MZGOWICZ ponuro Pamitaj o biaej krliczycy, ktra do mierci rodzia marengowate koty. Raz jeden tylko zdradzia swego biaego ma. Alfred zanadto mi przypomina Krzeczborskiego.

ROZHULANTYNA mieje si, gadzc Mzgowicza po gowie Biedna mzgownica! Liczby wyjady ci ca szar materi, Tumorze!

MZGOWICZ ryczy Prosz nie artowa z mego nazwiska! Jest dosy znane na caym wiecie. Tupie nogami i przewraca oczami w dzikim szale. Alfred podchodzi do tablicy i zaczyna pisa na niej kred. Wida olbrzymie caki i zawie symbole. Rozhulantyna klka i zaczyna budowa co z klockw. Mzgowicz stoi na miejscu. Uspokaja si i zamyla si gboko. Wbiega lzia i modszy Mzgowicz: Maurycy.

MAURYCY arystokratycznie wymawiajc wyrazy i silnie grasejujc Bo papu to pisze wiersze tylko dla rwnowagi ducha, jak mu liczby ju wszystkimi porami przenikaj do duszy. Izia jest poetk naprawd. Wydrukowali jej wierszyk w naszej dziecinnej futurystycznej gazetce. Iziu, zadeklamuj.

IZIA deklamuje By may zarodek w cienistej oddali, Kto trci przypadkiem, kto spojrza ukradkiem I liczna wysza dziecina. Najprzd ochrzcili, potem nazwali, Nazwali j Ylajali. By may koteczek, zielony kbeczek Zjad na niadanie w oddali. Kto trci ukradkiem, kto spojrza przypadkiem, Potem okropnie pakali. W dziecinnej ksieczce, w dziewczcej teczce Powstaa nowa rycina. W cienistej oddali kto ujrza przypadkiem, Jak kotka poara Ylajali. Czy to si nio, czy te tak byo Na prno by zgadywali. Czy to rycina sama powstaa,

Czy sen si zbudzi z rysunku, Nie zgadby nawet zielony kbuszek. Nie zgada nawet Ylajali.

MZGOWICZ ponuro, krtko Za duo sensu.

ALFRED odchodzc od tablicy To wszystko na nic. Ojciec jest zdrajca. Ojciec kocha si w Izi. Mama o tym pacze po nocach. Ja nie chc.

MZGOWICZ krzyczy Czy ty oszala!

MAURYCY wskazujc na ojca Tak, ja wiem. To on chodzi po nocach i wyje. On jest wariat. Rozhulantyna zrywa si..

ROZHULANTYNA Tumorze! IZIA klaszcze w donie z zachwytu i podskakuje Oberwaa si lawina.

MZGOWICZ odchodzc od zmysw Wciekn si! Jak oni mi!

ALFRED

Zupenie zwyka historia. Jutro bdzie w gazetach may artykulik pt. ,,Zdemaskowanie oszusta".

ROZHULANTYNA wybucha nagym miechem Rozkrca si stara mzgownica, rozkrca!

MZGOWICZ z alem Tak byo dobrze i tak si wszystko popsuo, (do Izi) To ty, arystokratyczny demonku! Zawsze mwiem, eby wytpi Krzeczborskich, e inaczej nie damy rady.

ROZHULANTYNA do dzieci Cicho! Uspokjcie si. Jeszcze czas jest wszystko odwrci. (gronie do Alfreda, hipnotyzujc go) Tego wcale nie byo! Rozumiesz? (rodkowymi drzwiami wchodzi Jzef z jakim nieznanym panem w binoklach.) Za pno!

IZIA Dzie dobry, Jzefie. Kog to przywleklicie ze sob?

JZEF Ano, szuka Janie Pani. Mwi, powiada, e jest go pierwszej klasy.

NIEZNAJOMY Jestem zaiste gociem i zdaje si, e w por przybywam. Alfred podchodzi do Nieznajomego.

ALFRED do Nieznajomego Nie wa si pan wtrca do spraw naszych prywatnych.

ROZHULANTYNA niespokojnie Dzieci, cicho! To jest tylko moja sprawa prywatna. Tak si boj o Izydora. Wyjdcie wszyscy. Musz zosta z nim sama.

MZGOWICZ ponuro Z kim? z Izydorem? (do Izi) Mwiem, e za duo jest sensu w tym wszystkim. Wychodzi na lewo. Maurycy i Alfred chc go zatrzyma. On im si wyrywa i ucieka.

NIEZNAJOMY Jeszcze chwila, a bdzie za pno. Wynalazem ratunek ostateczny.

MAURYCY Nie wierz panu. My ju wszystko to przeszlimy My si krcimy w miejscu a do zupenego zawrotu gowy. My ju nie moemy wicej.

ALFRED Tak! to s wszystko maski dla nich, dla czonkw Akademii, ale z nami jest bardzo le.

IZIA pada na kolana przed matk Oddal tego pana. Mamusiu, oddal go!

ROZHULANTYNA stanowczo i agodnie Nie, Iziu. Teraz si musimy zdecydowa. Przemawia przez ciebie zepsuta krew Krzeczborskich.

NIEZNAJOMY twardo, do Rozhulantyny Musisz pani wybiera midzy nim a crk. Cay wszechwiat w was tylko jest wpatrzony. On nie moe zmienia obowizujcej matematyki tylko dla fantazji tej dzierlatki. On moe wszystko. Ja znam ju ten dowd, ktrym on przekona nawet samego Whiteheada. Wszystko zaczo si od alefw: gdzie wchodzi w gr aktualna nieskoczono, tam jego wszechmoc jest zupena. Ale dla caej kultury, w imieniu wszystkich dotychczasowych ideaw ludzkoci, musimy to powstrzyma.

ALFRED zaczyna si orientowa Moryc, sta w drzwiach.

Maurycy staje w drzwiach rodkowych. Rozhulantyna nie wie, co robi. Wida w jej ruchach i twarzy potworn walk ze sob.

ROZHULANTYNA krzyczy z nagl decyzj Tumorze! Ratunku!

NIEZNAJOMY wyjmujc kart z pugilaresu To nic nie pomoe. Jestem profesor Green z Em. Si. Di. Eu., z Mathematical Central and General Office. Green, Alfred Green. Izia jednym ruchem jest przy drzwiach. Rozhulantyna pada zemdlona, krzyczc: ,,Green". Moryc apie Izi, Alfred szepce co na ucho Greenowi.

GREEN gono Tam s moi agenci. (Izia wyrywa si Maurycemu i rzuca si do drzwi. Wpada dwch agentw, ktrzy api Izi. Jzef cay czas pka ze miechu, zanoszc si jednoczenie starczym flegmiastym kaszlem, teraz a zapia z zachwytu. Na to wpada z lewej strony Tumor Mzgowicz i staje jak wryty. Green krzyczy do agentw) Na automobil z ni i jazda na pit szybko! (Agenci z szalon szybkoci okrcaj gow Izi czerwon chustk i wybiegaj, trzymajc Izi na rkach, przez drzwi rodkowe. Tumor przeskakuje przez lec Rozhulantyn i rzuca si do drzwi. Zastpuje mu drog Green. Green gronie, ale z uszanowaniem) Panie profesorze! Ani kroku dalej. Alfred i Maurycy z dwch stron podchodz do ojca, czajc si jak koty.

JZEF krzyczy, szczujc ich Pyf!!! Obaj chopcy rzucaj si na ojca, starajc si skrpowa mu rce w ty. Green rzuca si z przodu, chwyta go za gardo i stara si zatrzyma. Nieruchoma i niema scena, jak Ursus z bykiem w ,,Quo vadis" Sienkiewicza. Trwa to bardzo dugo. Milczenie przerywane sapaniem zmagajcych si. Jzef decyduje si i jak drapieny sp bez skrzyde podpeza do Mzgowicza, apie go za nogi w kolanach i powala na ziemi. Wszyscy w milczeniu krpuj Mzgowicza chustkami, acuszkami od zegarkw. Green lin, ktr mia przygotowan. Mzgowicz ryczy krtko, po czym bezwolnie poddaje si. Mzgowicz ley skrpowany. Wszyscy siedz na ziemi, dyszc ciko

GREEN spokojnie Speniem mj obowizek.

JZEF z politowaniem Widzisz, syneczku, na co ci przyszo. A mwiem zawsze: nie przecigaj nitki, bo pknie.

ALFRED wstajc Nie bya to nitka, lecz gumka.

MAURYCY b. arystokratycznie Mam wraenie, e papusiowi nieskoczono paruje ze wszystkich wosw. Zblia si do matki. Rozhulantyna budzi si z omdlenia.

ROZHULANTYNA To jest sen jaki okropny. Green wstaje i patrzy na zegarek.

MZGOWICZ lec bez ruchu Kt zwyciy moj myl ostatni? Jestem niezwyciony. Moecie mnie uwizi. Bd milcza, tylko zostawcie mi papier i owek. Ostatni poemat musi by skoczony.

ROZHULANTYNA do Greena Gdzie Izia? Wstaje, otrzepujc si.

GREEN Sacred blue, jak mwi Francuzi. Gdybym sam to wiedzia. Stao si to tak szybko, e nie zdyem wyda im rozkazw.

ROZHULANTYNA nagle wesoo, jakby wszystko jej si w gowie rozjanio A moe to jest jedynym rozwizaniem! Moe tak wanie trzeba.

MZGOWICZ obojtnie A moe? Kt to moe wiedzie? Wchodzi Balantyna Fermor ubrana w kostium do gry w golfa. Rozhulantyna rzuca si na jej spotkanie.

ROZHULANTYNA Szczcie, e przysza. Czy widzisz, co za katastrofa? A mi si mia chce z tego, tak jest to dzikie jakie i nieprawdopodobne.

MZGOWICZ deklamuje. Wszyscy suchaj skamieniali Nad zrbem planety, Pord gwiezdnej nocy, Szereg alefw w nieskoczono peznie. I nieskoczono unieskoczoniona

Zamiera w sobie, przez siebie zdradzona. Kby Tytanw i rogate widma Sypi gwiazd roje W wydarte otchanie. Myl w wasne wtpia zapucia szpony I gryzie siebie w swej wasnej otchani, Lecz myl ta czyja? Samo si nie myli? Tak jak grzmi samo i samo si byska. Punkt si rozpry w n-wymiarw przestrze I przestrze klapa Jak przekuty balon. Dech wyszed cay. Tak nico dyszy Sama wasn pustk I kade co gnbi w czasie, ktry stan. Hop! Szklank piwa!

GREEN Zaraz, profesorze. Dobrze, e nie sysz tych wierszy w Em. Si. Di. Eu. Wyobraam sobie, jakie by miny porobili.

MZGOWICZ Pure nonsense, my dear Alfred. Czy nareszcie dostan piwa? Co za szkoda, e Izia nie usyszaa tego wiersza. (do Maurycego) Czy i teraz, idioto, nie uwaasz mnie za poet?

ALFRED do Maurycego Nie mw nic do papusia.

BALANTYNA do Greena Sprowad wicej ludzi, profesorze. Trzeba go zawie zaraz do wizienia. (Green wychodzi.) A wy, dzieci, idcie si przej. Dzie jest cudowny. Taka wiosna w powietrzu. Puszki zieleni si na drzewach. Widziaam nawet dwa motyle, cytrynki, ktre zbudzone ciepem opuciy swe larwy i robiy amane kka w przesyconym zapachami powietrzu. Nie wiedz, nieszczliwe, e kwiatw jeszcze nie ma i e czeka je mier godowa. Twarze chopcw si rozjaniaj. Rozhulantyna cauje ich w gowy.

ROZHULANTYNA Tak, idcie przej si. Masz racj, Balantynko. Ty i ja jestemy jak te cytrynki, o ktrych mwia.

MZGOWICZ ironicznie A ja jestem ten kwiat, co si nie rozwin jeszcze. Ale rozwin si jeszcze. Nie bjcie si. Chopcy wychodz.

JZEF A to ja, prosz aski Janie Pani, ich odprowadz.

ROZHULANTYNA Tak, dobrze. Idcie, Jzefie, a potem przyjdcie do nas na obiad. Bdzie wasza ulubiona kasza. (Jzef wychodzi, nisko si kaniajc. Wchodzi Green z czterema tragarzami w bkitnych bluzach, ktrzy bior Mzgowicza i wychodz. Green wychodzi za nimi. Rozhulantyna rzuca si do Balantyny Fermor z nagym niepokojem. Bagalnie) Powiedz mi, co to znaczy? Zaklinam ci, nie mcz mnie ju duej. Na wszystko ci prosz, powiedz mi.

BALANTYNA uspokajajco Po prostu znarowilicie si do pewnych poj. Izia ma z was najwicej prawdziwej intuicji przyszoci.

ROZHULANTYNA z rozpacz Biedna, biedna Izia! Wpatruje si z blem przed siebie.

AKT DRUGI

Rzecz dzieje si na wyspie Timor (Archipelag Sundzki). Brzeg morza. W oddali czerwona skaa wyspy Amak Ganong. Na lewo palmy i krzewy pokryte olbrzymimi purpurowymi kwiatami. Na prawo palisada ze strzelnicami i wejcie do malajskiego kampongu. Godzina wp do szstej rano. Czarna noc. Wschodzi Canopus. Ksiyca sierp, jak dka, kocami do gry zwrcony, ledwie wieci. U wrt palisady dwch Malajw w czerwonych sarongach i bkitnych turbanach z lancami. Stoj nieruchomo na stray. Na rodku sceny dwa leaki cejloskie (colombo style) nogami ku widowni. Z kampongu wchodzi Tumor Mzgowicz w biaym tropikalnym kostiumie, niosc prawie na rku omdlewajc Izie Krzeczborsk, rwnie biao ubran. Malaje prosternuj si przed nimi, potem wstaj.

MZGOWICZ Tak, wic to bydl Green zakocha si w tobie. Oni tak zawsze w Em. Si. Di. Eu. Rano abstrakcja i czysta wielo jako taka. Od obiadu, gdy ju ykn swoje whisky and soda, to maj czas do rana popeni najdziksze rzeczy. Jake nienawidz Europy. Ja, cham, bydl zupenie pierwotne, nie mog znie ju tej mdej demokracji.

IZIA Kocham pana. Jeste teraz ksiciem prawdziwym, jak z bajki. Mzgowicz kadzie j na cejloskim leaku, sam rozwala si na drugim, ktry trzeszczy pod jego ciarem. Nogi zarzuca na porcze.

MZGOWICZ Wszystko to jest komedia. Nie mam nic poczucia rzeczywistoci, bo nie mam tego we krwi. Udawa wadc tych bydlt! Ten Anak Agong, Syn Nieba, ktrego pokonaem, ten by wadc naprawd! A! Marmelad z niego zrobi! Pekeflejsz! To bydl lepiej jest urodzone ode mnie. Jego praszczur siedzi na wulkanie, patrz, Iziu, o tam, gdzie wznosi si Gunung Malapa. Wskazuje na widowni. Czerwony blask na chwil zalewa scen od strony widowni i sycha huk daleki. Gunung Malapa wybucha.

IZIA

Ty sam wyszede z tego wulkanu. Tajemnica jest niedocieczona. Chciaabym dzi bi Malajw rzgami z rattanu. Chciaabym, aby ty bi mnie, jak prawdziwy wadca. A jednoczenie chciaabym ci trzyma w klatce, karmi surowym misem i uywa tylko tak, jak si uywa rnych domowych bydltek. Zostawia ci na chwil najwyszej, bestialskiej, okrutnej rozkoszy. Mzgowicz podrzuca si z wciekoci na leaku, zgrzyta zbami i porykuje.

MZGOWICZ Milcz! Sam demon nieskoczonoci rozrywa mj stalowy czerep. Nie prowokuj mnie do czego strasznego. Nie mog si tob nasyci. Jeste wta jak kalbion i nika jak pajczynka, a mczysz mnie potwornie. Pamitaj, e mam teraz wadz wiksz ni wszystkie Greeny.

IZIA Lubi, jak budzi si w panu hipopotam. Kto lepiej jest urodzony: pan czy pierwszy lepszy hippo?

MZGOWICZ tarza si po leaku i ryczy A! Niech tylko Green dostanie si w moje rce. Ju ja go urzdz: po malajsku, na zimno.

IZIA Nie potrafi pan. Na to trzeba mie ras. Nie zdoa go pan nawet pomczy, panie profesorze. Uniesie pana zaraz zwyka szewska pasja, ta, ktr tak kocham, ktrej si tak boj i ktr tak pogardzam. I to daje mi t niezwycion rozkosz ujarzmiania siebie, ciebie i caego wiata. Chciaabym by jeszcze mniejsz: by moskitem i pi twoj krew przez cieniutk rurk, nalec do mego ciaa, a ty eby rycza z wciekoci.

MZGOWICZ wstaje z leaka i z zacinitymi piciami zblia si do Izi O! Gdybym mg ci najprzd zrniczkowa, zbada kad nieskoczonostk twojej przekltej, rudej krwi, kady element twojej pachncej arem biaoci, a potem wzi, stamsi, zcakowa i nareszcie poj, czym jest ta piekielna sia nieuchwytnoci, ktra mnie spala, a do ostatniego wkna mojego chamskiego misa.

IZIA Pamitaj, e gdybym nie uwioda Greena, gniby teraz w wizieniu.

MZGOWICZ nadludzkim wysikiem opanowuje si i siada na leaku profilem do widowni, zwrcony twarz do Izi. Mwi spokojnie, syczcym gosem. Co byo midzy wami? Jak moga jemu odda to, co byo tylko moj wasnoci.

IZIA Wasno!! I to mwi wielki Mzgowicz, Tumor I, Anak Agong, wadca Timoru i adoptowany syn ziejcej ogniem gry. Ordynarna scena zazdroci! (Mzgowicz ryczy i bije si piciami po kolanach.) Stary jeste. Nudny profesor. Co mnie obchodz wasze gupie alefy. Twoja wasno! Jak ty miesz? eby cho by poeta. Darowaabym ci poow twojej dzikiej siy. To, co Mory nawet potrafi jednym sowem, ty musisz na to zuy cae gry zwykej bydlcej energii. Wasnoci czyj jest to, co si samemu bierze i trzyma, a nie ochapy przypadkiem wydarte z Mathematical Office. Moja nieskoczono nie jest symbolem. Jestem jak prawdziwa Astarte. Gdybym przysza na wiat wczeniej, byabym krlow naprawd, a nie komediantk na jakiej gupiej wyspie. To ty mnie odda Greenowi. Ten matematyczny przyrzd by pierwszym moim kochankiem; nie mog bowiem uwaa za kochankw twoich szeciu synw. Postpie jak alfons! Szkoda, e Izydora, o ktrym tyle si teraz u was mwi, nie mogam mie w swojej kolekcji. Mzgowicz wstaje i krzyczy na Malajw. Robi si wit gwatowny, czerwone chmury przecigaj po niebie. W rannym powiewie palmy chwiej si. W oddali wybucha wulkan. Krwawe byski owietlaj krajobraz i sycha huk stumiony. Malaje podbiegaj z nastawionymi lancami. Izia ley nieruchomo z zamknitymi oczami.

MZGOWICZ ryczy Bierzcie j! Kujcie! Kaffiry, psie syny! Malaje zamierzaj si, czekajc komendy ostatecznej. Mzgowicz wpatrzony w Izi zastyg w nieruchomym zachwycie. Jasny blask soca zalewa nagle scen i sycha wrzask tysica papug. Mzgowicz pada na kolana przed Izi, ktra przeciga si rozkosznie na leaku, rozchylajc usta. Powoli podnosi si, patrzc jasnymi oczami w soneczne przestrzenie nieba. Malaje padaj na kolana.

IZIA

Gdyby uwierzy sam w siebie. Gdyby ci przeklty twj mzg, co ci rozpiera twj bawoli eb, nie przeszkodzi uwierzy, e jeste naprawd synem ognistej gry, gdyby by cho troch poet, byabym twoj na zawsze. Teraz nie wiem. Kto wynalaz to potworne sowo: metafizyczny ppek? Ach, tak, to Alfred, twj pierworodny metys, bkitnobury. To jest wyrazem wszystkiego. Zabilicie prawdziw pikno ycia, a mierci nie uczynilicie mniej ohydn. Moesz mnie nawet zabi. Wol lance tych bydlt ni n sawnego chirurga. Tylko tobie, twoim mdrym apom, nie dam si wicej dotkn mego ciaa. (Papugi krzycz jak optane. Przepywa malajska d z pomaraczowym prostoktnym aglem. Mzgowicz przesuwa rk po bie.) Przyniecie hem biaemu rady, psie syny. Przepalisz sobie mzgownic, profesorze. Malaje biegn do kampongu.

MZGOWICZ Teraz naprawd diabli mnie bior. Czuj nienasycenie tak potworne, e mzg mi w kasz gorc zamienia. Tak kasz, jak jadem kiedy w mojej chaupie. To jest wanie straszne: ta przepa, ktra dzieli mnie, cywilizowanego chopa, od tych dzikich. Mao tej caej komedii. Jestem zwykym awanturnikiem, a w gruncie rzeczy mdym demokrat - nic wicej. Wszystkie problemy Tumora, Tumor's Problems, wszystkie funkcje ponadskoczone s absolutnie niczym. (Malaje przynosz biay hem tropikalny i kapelusz Izi i z objawami najgbszej czci wkadaj hem na gow Mzgowicza.) Ale odegram moj rol do koca. (do Malajw) Zawoa tu Anak Agonga. (Malaje biegn na lewo.) Teraz przezwyci md demokracj definitywnie. Bd najprzd wadc okrutnym i gronym, a potem zaprowadz socjalizm zupeny. Niech si zgotuj te bydlta w ich wasnym sosie. Na lewo wrd krzakw zbieraj si tumy Malajw. Wida tylko pierwsze szeregi. W oddali sycha grzmot i soce przybiera rudy kolor. Izia pogrona w marzeniu. Pauza. Dwch biaych w hemach i khakowych ubraniach wprowadza z lewej strony starego Rad Patakula. Za nimi idzie dwch Malajw w czerwonych sarongach i czerwonych turbanach. Rada z siw brod ma tylko przepask na biodrach. Malaje ustawiaj leak na prawo. Mzgowicz siada na leaku. Do Izi zblia si Mody Malaj niezwykej piknoci i szepcze jej co na ucho.

MZGOWICZ do Rady Patakulo: ja, Tumor I, wadca Timoru, syn Nieba i Ognistej Gry (wulkan krwawo byska na tle ciemniejcego, burzliwego nieba), ja jestem ten, ktry ma prawo stopi was w jedn miazg, wysuszy morze i zgasi t gr, co mnie porodzia. (Ciemnoci burzliwe coraz wiksze. Byska si i grzmi coraz silniej. Wskazuje na Rad) Wasz dawny wadca jest tylko cieniem cienia wobec mojej biaej potgi.

IZIA przerywajc rozmow z Modym Malajem

le deklamujesz, profesorze! Malaje szepcz midzy sob. Mzgowicz miesza si.

JEDEN Z DWCH MALAJW ZE STRAY PRZY KAMPONGU w niebieskim turbanie Widziaem. On si przed ni ukorzy. Nasze lance zaczarowane nie mogy spa na jej ciao.

DRUGI MALAJ To jest nowe bstwo biaych. Rka z lanc skamieniaa mi, gdym chcia j uderzy. Biay Rada odda jej cze nadziemsk.

MZGOWICZ wstaje; ostatnim wysikiem stara si opanowa. Wyjmuje rewolwer i strzela w starego Rad, ktry wali si na ziemi; krzyczy Boy! Lemonsuash!! (pauza; mwi dalej spokojnie) Ja, Tumor I, wadca Timoru, jestem jedynym panem tej ziemi. Bstwa innego nie ma. (Mody Malaj, ktry wylecia z kampongu, podaje mu na tacy limoniad; do biaych w khakowych strojach) Dajcie j tutaj. Wskazuje na Izi. Izia podchodzi do niego i przez chwil patrz sobie w oczy. Straszliwa byskawica rozwietla krajobraz i grzmot wali si z chmur na ziemi.

IZIA wybucha niepowstrzymanym miechem Tumek! Stary kabotynie. Czy moesz myle, e mnie wemiesz na tak sztuczk? Ty stara rozbyczona wydro!

MZGOWICZ z rezygnacj, patrzc na ni z zupenym poddaniem si Jestem bezsilny! Iziu, Iziu, czyme jest caa matematyka i absolutna wiedza wobec jednego kwadratowego centymetra twojej skry. Och! Gdybym mg by artyst! Mody Malaj zblia si do nich z wowym umiechem.

MODY MALAJ

Biay Rado! Oddaj mi twoje bstwo! Wulkan si w niej kocha. Odkd wesza na nasz wysp, Gunung Malapa dry cay i oddycha ogniem. Od wiekw nie by ju tak zy. Jestem synem Patakula i prawowiernym panem, i prawnukiem podziemnego ognia. Polubi j jak siostr, a czci bd tak, jak dotd czciem naszych bogw w zawiatowej Jednoci Bytu.

MZGOWICZ wcieky Porozumieli si. Przeklci arystokraci. Tylko jedna sztuka jest przezwycieniem problemu rasy. Nie myl, Iziu, e nie kocham matki twej. Ale dla ciebie tylko speniem t ohydn zbrodni. (do Modego Malaja) Nie znasz jej, ksi Tengah. To nie jest adne bstwo. To jest zwyka znudzona biaa koza. Czeka ci straszna kara za splugawienie ognia gr, jeli wemiesz j za on.

KSI TENGAH To ty jej nie znasz, biay Rado. Ty patrzysz na wszystko przez twoj okropn mdro, ktra zakrya ci prawdziw pikno duszy, morza i gr. Ty zabi ojca mego, nie bdc jego wrogiem. Czy moe by co ohydniejszego!

MZGOWICZ Skd wie o tym ten kolorowy mydek?

IZIA Zabie tego starca, aby mnie zaimponowa. Mnie! O, jake pogardzam tob, biedny belfrze od aktualnej nieskoczonoci. Pd dalej twoich wyrodkw z moj biedn mam, ktr oszukae, ale nie wa si wchodzi do mojej wityni. Burza przechodzi stronami. Ciemnoci rozpraszaj si powoli. Znudzeni widowiskiem Malaje rozchodz si powoli, unoszc trupa Patakula.

MZGOWICZ z rozpacz O, jakie to wszystko pospolite i marne! Nie wiem, czy jestem ultracywilizowanym czowiekiem, czy tylko zwykym bydlciem, ktre udaje bezpirego dwunoga. A! Szkoda, e tu nie ma Greena. Tam w Em. Si. Di. Eu. mog jeszcze zrobi wraenie. Tam mog im pokaza t klas liczb, ktr oznaczyem perskimi cyframi. Ale ilo alfabetw jest skoczona. Te liczby, moje wasne, nazw tumorami. Tumor I nie bdzie wadc marnej

wysepki, bdzie pierwsz liczb tego potwornego szeregu, ktry wywrci im mzgi jak stare rkawiczki.

IZIA do Tumora Mzgowicza Jednak w pewnym sensie masz co w sobie wielkiego. (obejmuje Ksicia Tengah) Ale kocham tylko tego, prawdziwego potomka ognistej gry.

KSI TENGAH w dzikim zachwycie Jeli przez mier ojca posiadem mio bstwa, bd bogosawiony, biay Rado! Cauje j w usta. Mzgowicz zrzuca hem tropikalny i wyciera spocone wosy.

MZGOWICZ z coraz wiksz rozpacz Co robi, co teraz robi? Nie mam miejsca na wiecie. Jestem i nie ma mnie. Nieskoczono wyara mi wntrznoci. Gdybym mg cho jeden wierszyk napisa. O! Co za nieludzka mczarnia! (do Izi) Czy mylisz, e ten dzikus kocha ci? On widzi w tobie tylko poetk. Zawrcia mu gow gupimi wierszykami.

IZIA deklamuje W czarnym, bezdusznym arze Spocone cielsko dusi mnie i gnbi. Tak bstwo nieznane mnie karze Za czyny wietlistych gobi. Gobki biae, marzenia dziewczynki Na mokrej trawie zwakonione winki. Ty jeden, a ich jest tysice. Chciaabym cia mie tyle, ile myli, A kade ciao by kochankw miao Tyle, co liczb jest choby w alef-zero. O, otcha niedosina sweczka: dopiero, O, karki rozbyczone, korzce si i gnce. Chciaabym czarne, przepalone dze W bkitne zawrze miesice. Zawrze na wieki wizienia wrzecidze, Ktre zbudowa na bezdroach wiata Jaki zwyciski tytaniczny bg: Dla chorych diabw, przewrotnych aniow Szpital wariatw, za ktrego prg

Nie przejdzie mdrzec ani ksi liczb. Tam ju na wieki odda si czarnemu, Ktrego gra zrodzia ognista, I tam pozosta - biaa jako glista, Pozosta wiern bstwu nieznanemu. W przepiknej mapy uciskach si miota, Suchajc ciszy midzygwiezdnych ech, Patrze na mki i krew czarn opa, W bebechy krwawe puszcza zimny miech. Kwicze z rozkoszy i rozkosz t kopa, A pki nie przyjdzie ostateczny zdech. I by niewinn i czyst dziewczynk, Rowy jzyk sodk zwila link.

MZGOWICZ opanowa si zupenie Moesz to umieci w dziecinnym futurystycznym pisemku, ktre redaguje Mory. Ale na mnie niestety nie robi to ju wraenia.

IZIA wydyma pogardliwie usta, uchylajc si Ksiciu Tengah, ktry chce j dalej caowa Jeszcze co lepszego ci poka. Ten czarny ma jaki dziwny zapach. Ni to spleniaa bielizna, ni to suszone grzyby. O, jakie ycie jest okropne! Czemu prawdziwi ludzie s tylko dzikimi zwierztami, czemu zapach ich jest wstrtny dla naszych zepsutych nozdrzy?

MZGOWICZ mieje si bestialsko, tryumfujco A widzisz, europejska gsko: kultura zwycia.

IZIA To jest twj tryumf. Ten czarny idiota jest wprost wstrtny. Wykrcia mi si sprynka.

KSI TENGAH nie rozumie dobrze, co si dzieje; do Izi Co mwisz, crko ksiyca?

MZGOWICZ z ironi

Ona otwiera ci skarbiec swojej kultury na ocie. Zaraz si dowiesz wszystkiego, synu ojca, ktrego ukatrupiem sam nie wiem po co. IZIA smutnie Niestety, wiesz dobrze. Wszystko si skoczyo. Nie wiem, komu odda resztki dni moich. Ten czarny ksi to bya moja ostatnia nadzieja.

MZGOWICZ niespokojnie A ja?

IZIA Och, pan, panie profesorze, bdzie sobie dalej ksiciem liczb, alefw, tumorw n-tej klasy i innych tym podobnych stworw. Straciam to, co mi dawao si w stosunku do ciebie, profesorze. Twoja crka zastpi mnie dla ciebie zupenie. Taka zdolna dziewczynka! Tengah patrzy na nich z wzrastajcym zdumieniem, nie rozumiejc nic zupenie.

MZGOWICZ Wiesz, e i mnie wykrcio si wszystko. Tak mi si zdaje przynajmniej. Dobrze, e nie zwariowaem dotd. Ciekawy jestem, co by Alfred powiedzia, gdyby mg widzie moje ostatnie przeycia. Nie Alfred Green oczywicie, tylko mj pierworodny zatraceniec.

KSI TENGAH do Izi Jedyna moja, moje bstwo. Czemu nie widzisz mnie, czemu mnie odpychasz? Czy twoje biae ciao nie chce by ofiar podziemnego ognia? Jestem sam jak ognista gra. Chcesz, to ci spal jednym moim oddechem.

IZIA Twj oddech nie pachnie siark, tylko surowym misem, ksi. Nikt jeszcze nie spali nikogo przy pomocy surowego misa.

MZGOWICZ do Ksicia Tengah

Mwiem ci, czarnoty bydlaku, e to jest zwyka biaa gska. Masz teraz prawd z ust, ktre caowae przed chwil z najwysz mioci. Ksi Tengah chwieje si.

KSI TENGAH z rozpacz Zdradziem siebie. Straszliwe s kamstwa biaych, straszliwym jest jad ich dusz, zatrutych mdroci. Sowa ich s bardziej zabjcze ni nasze miecze, a bro ich silniejsza od witoci naszych bstw. Biay Rado Nie zabijam ci, bo nie chc, by twoja poda krew splamia mj miecz, przeznaczony dla prawdziwych, godnych mnie wrogw. (wydobywa kriss z pochwy i przebija si) Przeklta bd, biaa glisto, dla ktrej zdradziem wszystko, co byo mi wite. Umiera.

IZIA Nareszcie pozbyam si tego kolorowego gacha.

MZGOWICZ patrzy na ni z zimnym zachwytem Iziu! Jeste cudowna. Gdyby nie ten szalony upa i nowy pomys n-tej klasy tumorw, nie wiem, czy nie zakochabym si w tobie na nowo. Waciwie jeste jedyn kobiet, ktra... Wpada dwch Malajw w bkitnych turbanach. Padaj na twarz przed Izi. Mzgowicz okazuje niezadowolenie.

I MALAJ Krlowo! d przybia do zatoki Bangaja. Biay wdz idzie tu. Przywieli nowe bstwo.

II MALAJ Wiksza jest i tustsza od ciebie. (spostrzega lecego Ksicia Tengah) Lecz c to? Nasz wdz martwy, przebity wasnym krissem.

I MALAJ

Sam sobie mier zada wedug przepisw przodkw swoich. Obaj korz si przed trupem; robi si zupenie jasno i soce zalewa cay pejza.

II MALAJ Nie mamy ju wadcw. Chyba nowa bogini przywioza nam kogo zza mrz dalekich.

Wstaj i pozostaj w oczekujcej pozie. Mzgowicz dobywa lunet z kieszeni i patrzy midzy krzewy na lewo.

MZGOWICZ patrzc w lunet Poznaj go. ,,Prince Arthur", krownik I klasy. Wysiedli tylko co na brzeg. Sacred blue, Green wysiada z odzi. Balantyna Fermor, kapitan Fitz-Gerald i... Opuszcza lunet. Izia chwyta lunet i patrzy.

IZIA tupie nogami z podniecenia Green tu idzie! Green, Green przyjecha! Balantyna! To pociecha dla ciebie, profesorze. Ona ci tak uwielbia.

MZGOWICZ Ale przecie jestem zbrodniarzem. Zabiem niewinnego czowieka.

IZIA opuszcza lunet Rzeczywicie! Robi sobie skrupuy z powodu jakiego Malaja. Plu na to! Niech yj alefy i tumory. Czyme jest mier wobec aktualnej nieskoczonoci?

MZGOWICZ

Moe masz racj. Nie ma zbrodni. Ilu jest dzi ludzi, ktrzy tylko dlatego maj pretensje do praw czowieka, e chodz na dwch nogach. Jakie jest kryterium dla odrnienia czowieka od bydlcia? Dawniej byo to wiadomym, dzi, w czasach mdej demo... Huk armaty z krownika przerywa mu dalsze sowa.

IZIA To Green waln na wiwat z dwunastocalwki krownika. Takemy si kiedy umwili. Z krzakw wychodzi: Green, Fitz-Gerald, Balantyna Fermor i piciu ludzi zaogi, uzbrojonych od stp do gw.

GREEN Hip! hip! hip! Hurah! Mzgowicz yje! Bra go, chopcy! Kapitanie, daj rozkaz. Bierzemy kraj ten w nasze posiadanie. (Ludzie zaogi rzucaj si na Mzgowicza i krpuj go linami. Izia mieje si, zaenowana bardzo. Do Izi) Pani! Jeste cudown kobiet. My, matematycy, umiemy ceni dziwno ycia. Wszystko jedno, co byo. Przeszo twoja nie istnieje. Istnieje tylko nauka, dla ktrej mona powici wszystko, nawet honor mski. (do Balantyny) Miss Fermor, Right Honourable Miss Fermor, prosz powiadczy wiarogodno moich sw. Kocham pann Krzeczborsk, wyrzekam si wszelkich tajnych sprawek Em. Si. Di. Eu. Powtrz, pani, te sowa jedynej kobiecie, ktra godna jest nosi moje nazwisko, a moe i tytu, o ile Bg miosierny (matematyka a religia to dwie zupenie rne strony tej samej rzeczy) pozwoli mi y duej ni moi kuzyni.

BALANTYNA Iziu! Jestem tu w imieniu twej matki. (do Mzgowicza, ktry ley skrpowany na ziemi) A propos! Rozhulantyna spodzia nareszcie Izydora. Cudowny chopak. Oczy ma prawie na nosie, jak wszyscy Baar-ukowicze. Urodzony matematyk.

MZGOWICZ radonie O, jake wdziczny wam jestem, ecie mi odebrali moj wol. Jestem zatruty wasn si. Po prostu za duo mam woli i dlatego nie mog mie adnej decyzji. Nieskoczono zaktualizowana w dowolnoci zupenej. Och, co za rozkosz jest by uwizionym. Iziu! W imieniu matki jako ojczym daj ci zupen woln wol. Green! Stary draniu! Masz najadniejsz dziewczynk na wiecie. Ona ci kocha...

BALANTYNA przerywa mu A w dodatku nie ma adnego mezaliansu. Alfred jest Green of Greenfield. Jest pitym synem markiza of Fifth Maske-Tower. Oby yli wiecznie jego bracia, ale gdy umr, bdzie parem i najbogatszym czowiekiem w Anglii.

MZGOWICZ z wciekoci Psia krew! Tego nie wiedziaem. Dogs blood! Czemu ja nie jestem niczym podobnym. Z tego punktu wszystko mona zlekceway.

GREEN Jeste Mzgowicz. Tout simplement Mzgowicz. Oddabym ci, mistrzu, dziesi tytuw za to piekielne nazwisko, ktrego nawet wymwi nie potrafi.

BALANTYNA Prawda? Jest w tym nazwisku co jakby zapach prasowiaskich lasw, ulw pszcz dzikich, rozgrzanych socem na kwiecistych polanach, rzek i jezior penych zotych ryb i wodnych duchw. Och, jakie to pikne. Niecie go na okrt. Izydor go czeka. Izydor macha tustymi rczkami i woa niemym jzykiem ojca, ktrego ju uwielbia. (spostrzega trupy Anak Agongw) Wielkie nieba! Mzgowicz narn tu Malajw jak kapusty.

IZIA w objciach Greena Zupenie przypadkiem sta si tu wypadek. Ten mody czarny zgin przez mio do mnie. Ten stary chcia zabi profesora. Zastrzeliam go jak psa. C robi. Kady si ratuje, jak moe.

GREEN nie panujc nad sob Jake ci kocham, Iziu! Jak mona... Tak krtko, tak mao... A potem takie rozstanie. Och, jake ci kocham.

BALANTYNA do majtkw

Bierzcie go, chopcy! A trzymajcie go zdrowo. Bo to najwikszy mzg cywilizowanego wiata. Troch zboczony, bo wszystko, co wielkie, musi by zboczonym i perwersja jest dzi po prostu synonimem wielkoci. Majtkowie bior Mzgowicza i wychodz z Fitz-Geraldem i Balantyn. Green zatyka koek z angielsk flag.

IZIA A jednak al mi czego. Sama nie wiem czego. Zostanie tylko sen. Wspomnienie niebyych nigdy wypadkw. (z nagl decyzj) Green - musz ci powiedzie wszystko: zdradziam ci z Tumorem. Green zwija si w kbek z blu i zazdroci i w teje chwili rozpra si w dzikim podaniu.

GREEN rzucajc si bezwadnie na Izi Kocham ci, kocham ci! Milcz! S chwile tylko, a wszystko jest zudzeniem w nieskoczonych nieskoczonociach bytu.

IZIA poddaje mu si obojtnie A tak byo adnie, tak dziwnie! Jaka szkoda, jaka szkoda... Green niesie j omdla na lewo, w kwieciste krzewy.

AKT TRZECI

Ten sam pokj co w akcie I. Rozhulantyna Krzeczborska secundo voto Mzgowiczowa, ubrana jak w akcie I, chodzi z maym dzieckiem na rkach nucc: aa, a, kotki dwa, szare, bure obydwa.

ROZHULANTYNA Aa, a, kotki dwa, Szare, bure obydwa. Aa, a, kotki trzy, Zjady mzgi szare wszy. Aa, a, kotki cztery, Poszed papa do hetery. Aa, a, kotkw pi, Mama czuje dziwn ch. Aa, a, kotkw sze, Nieskoczono w szklancemie. Aa, a, kotkw siedm, Papa rzek: I love you, madam. Aa, a, panter osiem, Mama rzeka... Wchodzi Mzgowicz.

MZGOWICZ Jake si ma Izydor?

ROZHULANTYNA Izydor ma si dobrze, ale ty, ojcze Mzgowcze, jak si czujecie w naszym zwykym, codziennym yciu?

MZGOWICZ

Nie wiem, jak zawrci z tej drogi cnoty. To jest waniejsze, jak ty si patrzysz na to, e Izia wychodzi za Greena?

ROZHULANTYNA Wiesz, e jestem wolna od rodowych przesdw. Gdy wszyscy trzej jego bracia umr, Izia zrobi wietn parti.

MZGOWICZ Ty nie masz pojcia, czym to jest dla mnie. (wskazuje na Izydora) To jest moje ostatnie dziecko z tob. Izydor ma co w twarzy, co mi uniemoliwia zupenie ch podzenia dalszych Mzgowiczw z tob. (z nag decyzja) Dzi podaem si do rozwodu i dzi jeszcze owiadcz si o rk Miss Fermor.

ROZHULANTYNA obojtnie Nie chc nic. Siedmiu synw starczy. Wszystko jest ju poza mn. I mio chamska, i wszystkie duchowe perwersje. Uszlachetniam rd Mzgowiczw. Alfred moe stara si o crk lorda. Nikt mu nie odmwi.

MZGOWICZ Zapominasz, e ja si mog stara o crk lorda, a nawet by przyjtym. yem sam zatopiony w moich rachunkach. Spodziem nowy wiat. Cantor, Georg Cantor, jest maym dzieckiem wobec moich definicji nieskoczonoci, a Frege i Russell s marnym przelewaniem greckiej pustki w pustk naszych czasw, z ich definicj liczby, wobec tego, co wymyliem dzi rano...

ROZHULANTYNA nie przestaje niaczy ciamkacza Ohydny kompromis. Mwi mi o tym Alfred...

MZGOWICZ Zabij to pierworodne cierwo! On nic nie wie. On chce demaskowa to, czego nie poj. Czy nie rozumiesz tego, e pewne mzgi nie s w stanie poj pewnych rzeczy. Moja logika

jest nie do przezwycienia. Tylko uj w jedno ten szereg rozumowa, na to trzeba ba zaiste przedniego. Ja, ja tylko jeden mam t si. Oni to czuj i dlatego boj si. Wchodzi Green z Izi.

GREEN Profesorze! Twoja teoria zwycia. Miaem dzi biuletyn z Em. Si. Di. Eu. Nawet Whitehead zachwia si.

MZGOWICZ Oni przyjmuj tylko to, co podpada pod ju stworzone kategorie. Samemu pojciu logiki nadalimy inne znaczenie, my: Mzgowicz. Tego nie wytrzymaj te pgwki.

GREEN A jeli zwyciysz, profesorze? Co wtedy? Co pocz z ca mechanik, co pocz z budow maszyn, czym zastpi prawo cienia? Pierwszy przykad naszych czasw, eby dedukcja czysta zwalia wiatopogld majcy kilkaset lat za sob.

MZGOWICZ Czy mylisz, e ja mwi rzeczy ostateczne? Czy moesz myle, e ja mog wobec takich pgwkw, jak ty i twoi koledzy z Em. Si. Di. Eu., powiedzie prawd?

IZIA O, jake jestem szczliwa, e cho dwa miesice kocha si we mnie taki geniusz.

GREEN do Izi Przesta, gupia kuro! (do Mzgowicza) Profesorze! Powiedz mnie jednemu. Powiedz mi, jakim sposobem osigne wzr na n-t klas liczb? Powiedz, czym jest tumor-jeden?

MZGOWICZ

Jeste gupi jak but. Powiem ci i w sekund zapomnisz. Na to trzeba naprawd mzgu tytana. Czy mylisz, e wszystko naprawd jest krzywe i wszystko naprawd jest wspczesne? To s elementarne pytania z transcendentalnej dynamiki, ktrej zastosowaniem dziecinnym wprost jest moja teoria.

GREEN Powiedz tylko definicj swka ,,naprawd", profesorze. Nic wicej. Powiedz, jak definiujesz ,,albo" i ,,oprcz", te dwa sowa tylko. Pada przed Mzgowiczem na kolana.

MZGOWICZ ponuro Pomiertne wydanie moich dzie obejmie i ten problemat. Tymczasem mog ci tylko powiedzie tyle: ty albo ja. Izia, ta ndzna Izia, ktrej jeste niewolnikiem i ktra zdradza ci ze wszystkimi ,,stewardami" podczas oficjalnych wycieczek, nie mwic ju o czonkach Em. Si. Di. Eu., jest wykadnikiem mojej ostatniej myli. Poznaj j dobrze, przyszy markizie of Fifth Maske-Tower. W niej jest tajemnica tosamoci dwch swek: ,,albo" i ,,oprcz". Poznaem to w tej chwili, gdy zabijaem starego Patakula.

GREEN na kolanach Mw! Zdaje si, e zaczynam rozumie.

MZGOWICZ Czy mylisz, e ja to rozumiem? Moje ostatnie myli bd tak trudne, jak s trudne do odcyfrowania egipskie gazy z figurkami. Ale czy znajdzie si taki Champollion logiki, tej siy mzgu czowiek, ktry odcyfruje te myli i zamieni je w symbolizm zrozumiay dla wszystkich?

GREEN Ja nim bd.

MZGOWICZ

Ty, poczciwy idioto? (mieje si dziko) Ty, ktry nie masz dzy prawdy, tylko marzysz o wszechwiatowym matematycznym szantau! Rozhulantyna niaczy z coraz wiksz pasj Izydora.

ROZHULANTYNA Oni to rozstrzygn. Nasze dzieci. W nich jest caa przyszo.

MZGOWICZ Mylisz si, dziecko. Nastpne pokolenie musi z tego zrezygnowa. To tylko my, kulturalne chamy, mamy t dzik si. Za lat dwadziecia chamw o mzgach bawou, a tak subtelnych jak odczucia histerycznej ksiniczki, nie bdzie ju wcale. Do tego dy caa nasza zachodnia demokracja. To jest to, czemu sprzeciwia si wspaniay ruch zniszczenia, ktremu oddaje si Wschd.

GREEN wstajc Tumor Mzgowicz -jako zwyky wszechwiatowy maniak pastwowego socjalizmu. Co za upadek!

MZGOWICZ Mylisz si, idioto! Cofnicie kultury. Oto, czego mnie nauczyo wadanie wysp Timor. Wiesz, e zamordowaem tam czowieka, a drugi przeze mnie sam skona dobrowolnie. Czy wiesz, czym to byo dla mnie? Izia pada przed nim na kolana.

IZIA Tumorze! Jeste jedynym wielkim czowiekiem, jakiego znaam.

ROZHULANTYNA Wstyd si, Iziu! Przy matce.

MZGOWICZ do ony Twj najukochaszy Izydor bdzie stworem, ktrego wstydzi si bd wszyscy jego przodkowie: bydlca rasa Mzgowiczw na rwni z mongolskimi chanami, z samym Wielkim Dyngisem na czele. Precz mi z oczu, przeklta suko! Ja jestem panem wiata!!

ROZHULANTYNA Ach, wic tak? Wic wszystko, co zrobiam, jest na nic? Wic ja mam by kopan jeszcze za moje upokorzenie? Wic ty miesz obraa to, co jest we mnie najwitsze? Masz! Podwjny komediancie! Rzuca si do okna na prawo i wyrzuca przez nie Izydora Mzgowicza w pieluchach, po czym staje zwrcona twarz do widowni z wyrazem zupenego obdu. Chwil trwa straszne napicie jej twarzy w wyrazie zwierzcego blu. Po czym pada na ziemi i wyje dziko, jak wilczyca.

GREEN Ale, pani profesorowo! Tak nie mona. To jest zupena dzicz.

IZIA Mamo! Nawet ja, ja lubi rzeczy potworne, ale to; och, ja tego nie wytrzymam! Zanosi si od paczu.

MZGOWICZ A ja jestem zupenie obojtny. Przecita zostaa ppowina, ktra czya mnie z dziemi. Jeszcze jedna zbrodnia staje si przeze mnie.

GREEN Uwielbiam ci, profesorze. Jeste tytanem. Mimowolny wspaniay czyn!! Czy moe by co rozkoszniejszego!

IZIA do Greena Ach, wic ty jeste tak sabym, Alfredzie? Ty moesz korzy si przed t star kuk? Byam wiadkiem jego zbrodni. Poal si Boe. Mimowolne zbrodnie yciowego niedogi. Zakamary duszy ukazane w wietle ponadskoczonej etyki. On ma sumienie, ten zgalaretowany potwr. On cierpi przy tym. Czy tego nie widzisz, Alfredzie? Czy jest co podlejszego nad wyrzut sumienia?

GREEN Tego, przyznaj si, nie miaem nigdy. Po najstraszniejszych orgiach w Em. Si. Di. Eu. czuem si doskonale. Zabijalimy mae dziewczynki z plebsu w sposb niesychanie okrutny...

ROZHULANTYNA zakrywajc mu usta rkami Ty przebrzydy paskudniku! To ty wywoae t ohydn rozmow. Przez ciebie zabiam biednego Izydora... Wchodzi Jzef Mzgowicz z gazet w rku. Za nim dwch tragarzy w niebieskich fartuchach wnosi pokrwawione pieluchy ze zmiadonym Izydorem Mzgowiczem.

JZEF MZGOWICZ Dopraszam si aski. A to przecie o moim syneczku pisz tak w gazetach. Bohater! Myliciel! Geniusz myli i geniusz czynu. A gdzie to ta wyspa? A czy to prawda, e on ogosi si synem gry ognistej? Oj, syneczku, le, e si zapar twego prawowitego ojca, i kara ci nie minie.

MZGOWICZ zawstydzony bardzo Bo papa, bo ojciec, (jka si) bo, do stu tysicy diabw, precz z tym szpargaem! Wyrywa mu gazet i ciska o cian. Wchodzi Irena Mzgowiczwna w czarnej sukience.

IRENA Ojcze! ja ci wyzwol z tych ostatnich wizw. Nie chc adnej mioci. Ja wiem wszystko.

MZGOWICZ wzruszony do gbi Zapomniaem, e mam jeszcze crk. Irenko! Ty jedna przy mnie zostaniesz.

IRENA obejmuje go mocno i cauje w czoo z niezmiern czuoci Tak, ojcze! Porzu t okropn robot. Moesz ogosi to po mierci. Ja wiem. Alfred nie rozumie nic. On ci tylko podglda. On jest bardzo zdolny, ale tylko do pewnej granicy. Ja znam go dobrze. Ja mu daam podstawy teorii czystej wieloci, (do Greena) Green! Jak pan miesz zaprzta ten wielki umys ca t baliwerni? Czy wycie powariowali wszyscy w tym waszym przekltym Em. Si. Di. Eu.?

GREEN kania si unienie Ja wiem te do wiele. Pani jest bardzo zdolna, panno Ireno, ale pani nie wie, e on stworzy klas liczb oznaczonych perskimi znakami i teraz ma sformuowa dowd, e liczno pewnej wieloci jest wysza od wszystkich, jemu tylko i szatanowi znanych, wieloci. Nawet omieli si nazwa to: jest to tumor-jeden. Irena ze zgroz spoglda na ojca, po czym bierze z rk tragarzy pokrwawione pieluchy i przyciska je do piersi.

IRENA Biedny, biedny Izydor!

JZEF MZGOWICZ Nawet dziecku biednemu nie darowali, psie pary.

IRENA do Jzefa Dziadziu! Chodmy std. Tu wprost nie mona oddycha. Jake strasznie zazdroszcz Leibnizowi. On by takie dziecko jak ten biedny trupek. Bierze Jzefa pod rk i wychodzi, trzymajc pieluchy pod lew pach; za nimi wychodz tragarze. Rozhulantyna odzyskuje rwnowag ducha i poprawia sobie sukni. Powoli z matki i wilczycy staje si znw kochank.

ROZHULANTYNA Teraz ci przesilili, ojcze Mzgowcze. Teraz ju chyba nie dasz rady. Nawet Ira ci opucia i rodzony papo-czowiek zwia jak kamfora.

GREEN Ja jeszcze jestem. Ja z nim zostan.

MZGOWICZ Ty ndzny krabie, ty podpatrywaczu niepojtych myli, ty psychiczny utrzymanku zwyrodniaej dzierlatki! Wol pj na wygnanie i suy za er Diakoni z wyspy Timor ni tobie zawierzy myl cho jedn. On myli, e wie co, bo wymwi wyraz: tumor-jeden. To nie s zaklcia dla zdobycia skarbu, na to trzeba mie gow na krgosupie, a nie klatk na rnokolorowe ptaszki. Ty zakuty mylowy gaganiarzu! Ty pudermantlu, ty lokaju skurtyzaniaej nieskoczonoci! Nagle sabnie i siada na ziemi. Wchodzi Balantyna Fermor w rowej sukni i olbrzymim kapeluszu z czarnym, kolosalnym pirem. Rozhulantyna rzuca si do niej.

ROZHULANTYNA Balantynko! zabiam Izydora! Czy ty rozumiesz, co si stao? Biedny, may Izydor rozbity na bruku przeze mnie. To on mnie do tego zmusi! Ten potwr, ten cham - Mzgowicz.

BALANTYNA spokojnie Ani ci nie zmusi, ani ty nie zabia Izydora. Dawno ju, prawie od urodzenia, widziaam w nim straszne skonnoci. A nade wszystko skonno do ohydnych chorb. Mwi mi o tym Jzef. Poczciwy stary. Bardzo przejty jest swoj rol.

IZIA ktra dotd pilnie porzdkowaa zabawki Ta musi zepsu kad najskromniejsz nawet potworno. Wszystko dla niej jest jasne i proste jak rwnania cakowe. To dobre dla Ireny. Mwi wam, e ona wrci tu za chwil.

GREEN

Przesta, ach, przesta. Zdaje mi si, e burza duchw przelatuje mi przez gow. Toncym w morzu mierci za ycia nie odmawia si ostatnich ycze. Iziu! Czuj, e mi si wymykasz. Tak liska jest twoja maa duszyczka jak gromada lizieni.

IZIA Musz ci odmwi ujcia we mnie tego, co jest czyst igraszk sw. Stworzyam taki may wiatek z okruchw rnych swek, niebacznie przez was mwionych. Taki malutki wiatek, ale za to tak bardzo mj.

BALANTYNA z ironi Ach, jakie to wzruszajce. Nie mw tak dalej, bo czuj, e zy mi staj w oczach. Wchodzi Alfred i Maurycy Mzgowiczowie. Mzgowicz wstaje z ziemi.

ALFRED wycigajc gazet z kieszeni Suchajcie! I ty, mamo. Tylko bagam ci, wytrzymaj t wiadomo...

ROZHULANTYNA bagalnie do Alfreda Oszczd mnie... Ju nie mog.

IZIA stara si j uspokoi Mateczko. Nic ju si sta nie moe. To by sen. Wemiemy ci do nas z Alfredem. Green! Prawda? Nie odmwisz mi tego?

GREEN zimno Pod pewnymi warunkami.

ALFRED czyta

Tytu jest: ,,Potworny kompromis. Znany filar wspczesnej matematycznej wiedzy, sir Tumor Mzgowicz, niedawno mianowany dziedzicznym baronetem Queenslandu, zdobywca wyspy Timor i twrca nowej konstytucji Malajw w III dystrykcie morskim, pad ofiar swojej wasnej saboci..."

MZGOWICZ ponuro To pisa Green. Przypomnijcie sobie, co mwi tu przed chwil. Lea przede mn na brzuchu jak przed posgiem Izydy. Czy nie jest to ohydne wistwo?

MAURYCY Papu, papu! Suchaj dalej.

ALFRED czyta ,,...ktrej wyrazem jest ostatnia teoria, ogoszona w organie Em. Si. Di. Eu. Unity and Diversity. Teoria ta dotyczy znanego ju tworzenia dowolnej klasy liczb..."

ROZHULANTYNA Green! Jak moge co podobnego uczyni! Wbiega Irena.

IRENA Kamstwo, potworne kamstwo! On chce go wyprbowa. On podmwi Alfreda. Ja wiem wszystko. Tylko co zdradzi was Jzio. Ma gorczk i opowiedzia mi wszystko. Green jest, pody. Uy Izi, aby wywrze wpyw na Alfreda.

MZGOWICZ Przecie to jest drukowane. Wiem, co bdzie dalej. Aby uniemoliwi mi dziaanie, przedstawiono mnie jako czowieka rezygnujcego z nieskoczonego szeregu klas liczbowych. Chc postawi granic klas. Oglnego dowodu jeszcze nie mam. Ale liczno tzw. tumor-jeden jest najwysz licznoci, jaka by moe. Szeregu tumorw nie stworzy nikt, nawet umys nad-skoczony, umys samego Boga.

IRENA pada przed ojcem na kolana Papusiu! Ja nie chc o tym sysze. Cocie wy zrobili z Nieskoczonoci!

MZGOWICZ A wic i ty jeste przeciw mnie. Nie ma ju Mzgw na wiecie. Mylaem, e crka, jedna moja biedna Irusia, mnie uzna. Nie - widocznie wszystkie mki musz przey do koca. Siada na ziemi. Przez chwil bawi si klockami, po czym zaczyna okropnie, rozpaczliwie paka. Prawie wyje w histerycznych kaniach. Wszyscy stoj skamienieli ze zgrozy i boleci.

IZIA obejmuje Mzgowicza, Green zaamuje rce z rozpaczy Teraz ci kocham naprawd. Chciaam tylko raz widzie twoj sabo. Miny czasy ujarzmiania si demonicznych kobiet. Jestem demonem! (zrywa si i pomienistym wzrokiem przeszywa obecnych, a nawet nieobecnych) Jestem kapank Izydy. To ja taczyam naga ze sonecznikiem na czole. To ja ukorzyam lorda Persville, najwikszego demona z Em. Si. Di. Eu. Green! Ndzny flaku, czterdzieci pi razy zdradzony: lord Persville, twrca geometrii, ktr tylko w funkcjach przerywanych, ponadskoczonych, analitycznie przedstawi mona, wi si u ng moich jak zdeptany robak. Ja nie spaam nocami. Pracowaam jak czterdzieci wow parowych. Tumorze! Ja udawaam niewiedz, aby raz ujrze twoj sabo. Wiem wszystko! Znam teori zmiennych w sposb cigy licznoci! (Green wije si w okropnych cierpieniach. Izia znowu obejmuje Tumora) Ja jedna go kocham naprawd. Nie wiecie, co przeszam.

IRENA Poda!

GREEN wyje dziko A! Gadzina!!!

ALFRED A ja! Ojcze, uczye mnie faszywej matematyki. Ta futurystyczna dzierlatka wicej wie ode mnie.

MAURYCY Iziu! Wic twoje wiersze s skamane! Och, ja tego nie przeyj. Balantyna patrzy na to z lodowatym spokojem, trzymajc w rkach szlochajc Rozhulantyn. Maurycy pada na ziemi i plcze niepowstrzymanie

MZGOWICZ odpycha nagym ruchem Izie, ktra wali si na ziemi obok paczcego Maurycego; wstajc, mwi do Izi Precz ode mnie! Nie znam ci i nienawidz. Mylaa, e mnie tym upodlisz, mnie, ojca siedmiu synw i niesychanej iloci crek? Precz, mapo!

ROZHULANTYNA przestaje paka i nagle zanosi si dzikim miechem tryumfu Dobrze jej tak. Niech zginie przeklty rd Krzeczborskich.

MZGOWICZ stoi jak zraniony tur, ktry nie moe upa przez ambicj tylko Jestem sam zupenie. Skd mam t si, nikt si z was nie dowie, a i ja sam niewiele wicej wiem od was.

ROZHULANTYNA Nie bdziesz moim, nie bd niczyim. Ojcze Mzgowcze: jeste naprawd wielkim.

ALFRED z rozpacz I ja tyle czasu uczyem si faszw! Cay mj egzamin z transcendentalnej dynamiki jest pod fars. Ale kt s ci zbrodniarze w Akademii? Kt s ci, (wskazuje na Greena) kt s te kanalie z Em. Si. Di. Eu.? Takich potworw nie nosia jeszcze ziemia na sobie. Och, gdybym mg wydrze mzg mj z czaszki, gdybym mg na nowo to zrozumie! Maurycy uspokaja Izi, ktra podnosi si z umiechem.

MAURYCY wstajc razem z ni

Bdziemy pisa razem wiersze. Wszystko da si jeszcze odrobi.

IZIA Mory, ratuj mnie. Ty jeden moesz. Tylko czy to nie bdzie powtrzeniem wszystkiego, co ju byo raz kiedy?

MAURYCY Nie, Iziu. Pamitasz nasz rozmow na zielonej kanapce wczoraj? Pamitasz, co mi powiedziaa?

IZIA e nieskoczono jest to wywrcona do gry dnem osobowo. To byy pojcia twego ojca. Ja musz to stworzy w formie czystej.

MAURYCY obejmujc j Razem to stworzymy. To jest przeciwwaga dla intelektualnego obdu. Stworzymy licznego, szarego ptaszka, ktry uleci w Nico. Bez adnych tcz i kolorw. Rozumiesz? Ja wiem na to sposb.

MZGOWICZ zimno Sztuczne uproszczenie.

IZIA Nieprawda! Nie wolno panu mwi o sztuce. Ja wierz w geniusz Morysia.

MZGOWICZ wyjmuje notatnik i co zapisuje Mog nie mwi o niczym. Ach! Jak sobie przypomn, e mogem pisa wiersze, zimno mi si robi ze wstydu. Jutro jeszcze oeni si z Balantyn Fermor i wyjedamy do Australii.

Green, ktry bazyliszkowym wzrokiem obserwowa Izi i Morysia, nagle podchodzi do Rozhulantyny.

GREEN Pani! mam dziwne przeczucie, e okrt, ktrym jad moi bracia na wojn, zatonie dzi w nocy. Chcesz pani zaraz zosta markiz of Fifth Maske-Tower - dobrze. Nie - moemy poczeka.

ROZHULANTYNA Ale, panie Alfredzie. Tak zaraz nie mona.

GREEN Dobrze, moemy poczeka. Ale business jest zrobiony. (do Mzgowicza) Panie profesorze! Zapomnijmy o wszystkim. Mog ci uwizi zaraz. Ale wierz, e po tym wszystkim bdziesz pan rozsdnym. Tylko pomiertne wydanie bdzie zawiera dowody ostateczne. Przez powoln dyskusj ludziska oswoj si nareszcie z tym problemem. (smutnie) I ja rwnie, mam nadziej.

MZGOWICZ Stop that nonsense, Alfred. Jeste wcale inteligentnym chopcem. Lepiej powiedz, kiedy odchodzi ,,Eurypides" z Green Star Line i zamw kabin na dwie osoby. Umwiem si z maharad Pendaru na pokera na statku.

GREEN Widz, e czas stan dla pana, panie profesorze, naprawd. ,,Eurypides" odszed dwa tygodnie temu. Dzi odchodzi ,,Eurigona", a Pendar jedzie za dwa tygodnie na ,,Euripontesie". To jest ,,materi faktu". Ciesz si, e Europa odetchnie troch. Zamwi wic kabin?

MZGOWICZ do Balantyny Zgadzasz si za dwa tygodnie?

BALANTYNA pry si w oczekiwaniu nieznanych rozkoszy Naturalnie. Z tob, Tumorze, nawet te dwa tygodnie w Europie bd nadludzk rozkosz. Ale pozwl, e oddam ci si definitywnie na statku dopiero. Chc, aby wrciy dawne nastroje. Fitz-Gerald stara si przecie o mnie. Razem z nim widziaam pierwszy raz Krzy Poudniowy i hipersoce, straszliwego Canopusa. Kiedy wzejdzie po raz pierwszy Canopus, bd twoj. Jake dugo mczyam si dziewictwem! Tylko sport uratowa mnie od Persville'a. Czy wiesz, e ten demon jak mae dziecko baga mnie o lito? Green szepce z Rozhulantyn.

MZGOWICZ do Balantyny Teraz nic mnie to ju nie obchodzi. Na szczcie nie wiesz nic o matematyce. Bdziesz moim ostatnim kompresem na gow, na moj star, biedn mzgownic. Ale kocha ci bd jak modzieniec, jak rozszalay chopczyk. Balantyna opiera si o niego z umiechem; oboje stoj jak posgi.

GREEN Wychowamy ci synw na zdrowych, tgich matematykw, profesorze. Jeden Mory si nie uda. Ale to jest wanie rodzaj ekspiacji.

IZIA Morysia ja bior na siebie. Takiego dekadenta nie byo jeszcze na adnej planecie. W przypadkowoci sztuki on utosami wszystkie absolutne wartoci w malutkim, zamknitym w sobie kku.

ALFRED Ojcze, przebaczam ci wszystko. Bd szczliwy. Znajd sobie jak przyzwoit panienk i zaczn nowe ycie. Mzgowicz nagle apie si za serce

MZGOWICZ niespokojnie

Tak mi dziwnie pusto w piersiach, (krzyczy) Patakulo! Nie patrz tak na mnie! Pada jakby raony gromem. Balantyna wydaje dziki okrzyk trwogi. Wszyscy rzucaj si do Mzgowicz a. Green bada mu puls. Wstaje. Wszyscy czekaj w straszliwym napiciu.

GREEN Nie yje. Ostatni dowd nie bdzie wic znany nikomu.

BALANTYNA rzuca si na trupa Mzgowicza z dzikim miechem. Inni stoj jak wkopani w ziemi I oto speni si mj dziewiczy sen. Idcie na spacer, dzieci. Taka wiosna jest jak wtedy. Zieleni si puszki na modych gazkach i ciepo przenika spowiay bkit i pajcze chmurki na niebie. Idcie i mnie zostawcie z nim sam. (mieje si agodnie i cicho. Green podaje rk Rozhulantynie, Mory Izi, Alfred obejmuje zmarwia z blu Iren i tak po kolei wychodz w milczeniu przez drzwi rodkowe. Balantyna nagle wstaje i rozpra si rozkosznie) Nikt nie wie tego, e ja rwnie zajmowaam si matematyk tylko i znam wszystkie problemy Tumora. (Drzwi na lewo otwieraj si i wchodzi Persville. Podchodzi do Balantyny.) Arthur! Arthur! Moje szczcie, moje ycie, moje wszystko! Balantyna obejmuje go w dzikim szale.

PERSYILLE zimno Teraz jeste moj. Jedziemy do Australii. W tej chwili telefonowaem. Jestem mianowany gocinnym profesorem w Port-Peery. Teraz zastosujemy jego teori do mojej geometrii i stworzymy prawdziw transcendentaln dynamik. Nie t, ktr zajmuj si w Akademii i z ktrej dwa razy obcina si ju Alfred. Prawdziw, kochanko, prawdziw. Balantyna mieje si rozkosznie, nieprzytomna zupenie.

Kurtyna

KONIEC AKTU TRZECIEGO I OSTATNIEGO