Vous êtes sur la page 1sur 419

KATHY REICHS

ZAPACH MIERCI
(PRZEKAD: WOJCIECH KALLAS )

SCAN-DAL

Nie mylaam ju o czowieku, ktry wysadzi si w powietrze. Przedtem tak. Teraz go skadaam. Przede mn leay dwa fragmenty czaszki, a trzeci wystawa z wypenionej piaskiem miski z nierdzewnej stali. Klej jeszcze nie wysech na wieo zlepionych fragmentach. Koci wystarczy do potwierdzenia tosamoci. Koroner bdzie zadowolony. Byo pne popoudnie czwartku 2 czerwca 1994 roku. Kiedy zasycha klej, mj umys mia czas na chwil beztroski. Pukanie w drzwi, ktre miao wyrwa mnie z zamylenia, zmieni kurs mojego ycia i rozumienie granic ludzkiej niegodziwoci, miao nadej dopiero za dziesi minut. Z przyjemnoci przygldaam si rzece witego Wawrzyca - ten widok by jedyn zalet mojego ciasnego, zagraconego gabinetu. Obraz wody, szczeglnie pyncej rytmicznie, zawsze mnie jako oywia. Nie dawa zapomnie o Zotym Stawie. I jestem pewna, e Freud miaby tu co do powiedzenia. Mylami byam ju w zbliajcym si weekendzie. Rozwaaam wycieczk do Quebec City, ale nie miaam jasnych planw. Mylaam o zobaczeniu Plains of Abraham, o jedzeniu ma i nalenikw, o kupowaniu byskotek od ulicznych sprzedawcw. Taka wycieczka-ucieczka. Spdziam w Montrealu rok, pracujc jako antropolog sdowy dla caej prowincji, a do tej pory jeszcze tam nie byam, wic taka wycieczka to by chyba dobry pomys. Potrzebne mi byo par dni bez szkieletw, rozkadajcych si cia czy nieboszczykw wieo wydobytych z rzeki. Pomysy zawsze przychodziy mi atwo, gorzej z wprowadzaniem ich w ycie. Przewanie pozwalam rzeczom toczy si ich wasnym torem. Moe to sposb na to, eby nie zbzikowa w pracy. Jestem niezbyt zorganizowana w yciu prywatnym, ale obsesyjna, jeli chodzi o prac. Wiedziaam, e tam stoi, nim zdy zapuka. Chocia jak na czowieka takiej postury, porusza si cicho, nieodmiennie zdradza go zapach starego tytoniu fajkowego. Pierre LaManche by dyrektorem Laboratoire de Medecine Legale ju od prawie dwudziestu lat. Nigdy nie przychodzi do mojego gabinetu w celach towarzyskich, podejrzewaam wic, e nie przynosi najlepszych nowin. Delikatnie zapuka w drzwi kostkami doni. - Temperance? - Rymuje si z France. Nigdy nie uywa zdrobnienia. Moe po prostu nie brzmiao to dobrze dla jego ucha. Moe mia niemie wspomnienia z Arizony. Tylko on nie zwraca si do mnie per Tempe.

- Oui? - Po miesicach spdzonych tutaj byo to ju automatyczne. Przyjedaam do Montrealu uwaajc, e mwi biegle po francusku, ale nie wziam pod uwag Le Franais Quebecois. Uczyam si, ale powoli. - Wanie telefonowano do mnie. - Spojrza na rowy wistek papieru trzymany w rku. Wszystko w jego twarzy ukadao si pionowo, zmarszczki i bruzdy o rnej gbokoci biegy rwnolegle do dugiego, prostego nosa i uszu. Wyglda zupenie jak basset. Bya to twarz, ktra ju w modoci musiaa wyglda na star, a czas tylko czyni rysy twarzy wyraniejszymi. Nie mogam odgadn, ile ma lat. - Dwch pracownikw Hydro-Quebec znalazo dzisiaj jakie koci. - Przyglda si mojej twarzy, na ktrej na prno by szuka oznak zadowolenia. Przenis wzrok z powrotem na rowy wistek. - S blisko miejsca, gdzie zeszego lata znaleziono dawne groby - cign swoim formalnym, poprawnym francuskim. Nigdy nie syszaam, by uywa skrconych form. Albo slangu czy policyjnego argonu. - Bya tam. Pewnie to cig dalszy tego samego. Musz wysa tam kogo, kto stwierdzi, e to rzeczywicie nie jest sprawa dla koronera. Kiedy podnis wzrok znad papierka, zmiana kta padania wiata sprawia, e obice jego twarz bruzdy i zmarszczki wydaway si pogbia, wchaniajc wiato popoudniowego soca tak, jak czarna dziura wchania materi. Na jego twarzy zagoci blady umiech, przesuwajc cztery bruzdy w gr twarzy. - Myli pan, e to znalezisko archeologiczne? - Staraam si wymiga. Wyprawy w teren z pewnoci nie byo w moich niezupenie sprecyzowanych planach. eby wyjecha nastpnego dnia, musiaam odebra rzeczy z pralni chemicznej, zrobi pranie, wstpi do apteki, spakowa si, zmieni olej w samochodzie i wytumaczy Winstonowi, dozorcy budynku, w ktrym mieszkaam, jak ma si opiekowa moim kotem. Pokiwa tylko gow. - Okej.- Wcale nie byo okej. Wrczy mi karteczk. - Chcesz, eby zawiz ci tam radiowz? Popatrzyam na niego, starajc si zawrze w moim spojrzeniu niech i niezadowolenie. - Nie, dzisiaj jestem samochodem. - Przeczytaam adres. Blisko domu. - Znajd to miejsce. Oddali si rwnie cicho, jak si zjawi. Pierre LaManche preferowa gumowe

podeszwy, a kieszenie mia zawsze puste, eby nic w nich nie brzczao czy szelecio. Tak, jak z krokodylem w rzece, o jego pojawieniu i oddaleniu si nie ostrzegay adne dwiki. Niektrym pracownikom dziaao to na nerwy. Woyam do pciennej torby kombinezon i par gumiakw, udzc si, e nie bd mi potrzebne, po czym wziam laptopa, aktwk i zdobiony haftami worek, ktry w tym sezonie peni funkcj torby. Obiecywaam sobie, e nie wrc tu przed poniedziakiem, ale natarczywy glos w mojej gowie przekonywa, e bdzie inaczej.

Kiedy w Montrealu nadchodzi lato, zjawia si z impetem dorwnujcym tancerce rumby: caej w falbankach i jaskrawej bawenie z migajcymi udami i lnic od potu skr. Ta bezwstydna zabawa zaczyna si w czerwcu i trwa do wrzenia. Wszyscy z radoci witaj t por roku i traktuj j z pewn nabonoci. ycie toczy si na ulicach. Po dugiej, surowej zimie pojawiaj si na nich kafejki, rowerzyci i rolkowcy walcz ze sob o miejsce na ciekach rowerowych, jest mnstwo festiwali na wieym powietrzu, a ludzie kbi si na chodnikach. Lato spdza si tu zupenie inaczej, ni w moim rodzinnym stanie Pnocnej Karolinie, gdzie w czasie letnich miesicy ludzie leniwie wyleguj si na leakach, spdzaj czas na tarasach w swoich podmiejskich domach albo w miecie, a bez kalendarza trudno si tam poapa, jaka jest pora roku. Bardziej od surowej zimy zaskoczy mnie ten wybuch wiosny podczas pierwszego roku spdzonego na pnocy i odpdzi ode mnie tsknot, ktra nie opuszczaa mnie podczas dugiej, zimnej i ciemnej zimy. Takie myli przychodziy mi do gowy, kiedy przejedaam pod mostem JacquesCartier i skrcaam na zachd w Yiger. Minam browar Molson, ktry rozciga si wzdu rzeki po mojej lewej stronie, po czym wie biurowca Radio-Canada, mylc o ludziach w niej uwizionych: rezydentach przemysowych pasiek, ktrzy na pewno podobnie jak ja marzyli o wyrwaniu si std. Wyobraziam sobie, jak zza szklanych prostoktw obserwuj wiato soneczne, tsknic do jachtw, rowerw i teniswek i spogldaj na zegarki, czujc atmosfer czerwca. Odkrciam szyb i wczyam radio. - Aujourd'hui je vois la vie avec les yeux du coeur. - Odruchowo tumaczyam w mylach: Dzisiaj patrz na ycie oczyma mego serca". To piewa Gerry Boulet. Dobrze go pamitaam: energiczny mczyzna z czarnymi oczyma i kosmykami wosw okalajcymi

jego twarz, kochajcy sw muzyk ponad wszystko, zmary w wieku czterdziestu czterech lat. Stare groby nasuny si same. Kady antropolog sdowy zajmuje si takimi przypadkami. Starymi komi wygrzebanymi z ziemi przez psy, wykopanymi przez budowniczych, wymytymi po wiosennych powodziach czy znalezionymi przez grabarzy. Biuro koronera sprawuje kontrol nad mierci w prowincji Quebec. Jeli umrzesz w niewaciwy sposb, bez opieki lekarza, nie w ku, to koroner chce wiedzie, dlaczego. Jeli twoja mier moe za sob pocign inne ofiary, koroner chce to take wiedzie. Koroner da wyjanie w przypadku gwatownej, niespodziewanej bd przedwczesnej mierci. Ale osoby nie yjce od dawna go nie interesuj. Chocia ich mier moga woa o pomst do nieba albo zwiastowa nadchodzc epidemi, ich gosy ucichy na zbyt dugo. Takie znaleziska przekazuje si archeologom. Teraz te si na to zanosi. Niestety. Jechaam slalomem przez zatoczone centrum miasta i ju po pitnastu minutach dotaram pod adres, ktry poda mi LaManche. Le Grand Seminaire. Bdc resztk rozlegych posiadoci Kocioa katolickiego, Le Grand Seminaire zajmuje spory kawaek ziemi w sercu Montrealu. Centre-ville. Centrum. Niedaleko do mnie. Maa, miejska twierdza pozostaje zielon wysp w morzu betonowych drapaczy chmur i jest niemym wiadectwem minionej potgi tej instytucji. Kamienne mury i liczne baszty otaczaj ponure, szare zamki, zadbane trawniki i zdziczae ju nie zabudowane dziaki. W czasach wietnoci kocioa tysice rodzin przysyao tu swoich synw, aby stali si ksimi. Cigle jeszcze tutaj napywaj, ale teraz jest ich niewielu. Wiksze budynki s teraz wynajmowane, a miejscowa szkoa i instytucje nieco si zewiecczyy - w programach nauczania internet i faks zajy miejsce witych ksig i dysput teologicznych. Moe to dobra metafora wspczesnego spoeczestwa. Jestemy zbyt zajci komunikowaniem si ze sob, eby jeszcze si zajmowa wszechmocnym architektem. Zatrzymaam si w uliczce naprzeciw terenw seminarium i spojrzaam na wschd, na tereny lece wzdu Sherbrooke, w kierunku budynkw wynajmowanych teraz przez Le College de Montreal. Nie zauwayam nic nietypowego. Wystawiam okie za okno i spojrzaam w drug stron. Zakurzony, gorcy metal oparzy mi skr po wewntrznej stronie ramienia. Cofnam wic szybko rk, jak krab, ktrego dgnito kijkiem. Byli tam. Skontrastowany ze redniowieczn, kamienn wie w tle, sta biaoniebieski radiowz z napisem POLICE-COMMUNAUTE URBAINE DE MONTREAL wymalowanym na boku samochodu. Blokowa zachodni wjazd na teren seminarium. Tu przed radiowozem staa szara ciarwka Hydro-Quebecu. Wystaway z niej drabiny i sprzt,

wygldajce na aparatur stacji kosmicznej. Obok ciarwki sta umundurowany policjant i rozmawia z dwoma ludmi w roboczych kombinezonach. Skrciam w lewo i wjechaam na pas Sherbrooke prowadzcy na zachd. Ulyo mi, kiedy nie zauwayam adnych dziennikarzy. W Montrealu spotkanie z pras jest podwjnie uciliwe, bo gazety i programy telewizyjne ukazuj si po francusku i angielsku. Wystarczy, e jestem napastowana w jednym jzyku, eby zachowywa si niezbyt elegancko, a kiedy atakuje si mnie na dwch frontach, potrafi by naprawd obcesowa. LaManche mia racj. Byam tutaj zeszego lata. Pamitaam tamt spraw - koci wykopano podczas naprawy wodocigu. Wasno kocielna. Stary cmentarz. Pochwek w trumnach. Zostawi archeologom. Sprawa zamknita. Jak dobrze pjdzie, dzisiejszy raport niczym si nie bdzie rni. Kiedy wcisnam si moj mazd przed ciarwk i zaparkowaam, trzech mczyzn przestao rozmawia i spojrzeli w moj stron. Gdy wysiadaam z samochodu, policjant zawaha si, jakby si nad czym zastanawiajc, po czym ruszy w moj stron. Nie umiecha si. Byo pitnacie po czwartej i na pewno jego zmiana ju si skoczya i nie powinno go tu by. Hm, mnie te nie. - Bdzie pani musiaa pojecha dalej. Tu nie wolno parkowa. Kiedy mwi, gestykulowa rkoma, wskazujc kierunek, gdzie powinnam pojecha. Wyobraziam sobie, jak tym samym gestem wyjmuje muchy z saatki ziemniaczanej. - Jestem doktor Brennan - wyjaniam, zatrzaskujc drzwi samochodu. - Z Laboratoire de Medecine Legale. - To pani przysa koroner? - Powiedzia to takim tonem, e przy nim gos przesuchujcego oficera KGB brzmiaby umie. - Tak. Jestem anthropologiste judiciaire. - Mwiam powoli, jak nauczyciel w drugiej klasie podstawwki. - Zajmuj si ekshumacjami i szkieletami. Rozumiem, e wasze znalezisko podpada pod obie te kategorie? Podaam mu moj legitymacj. Na maym, mosinym prostokcie nad kieszeni jego koszuli widnia napis: Konstabl Groulx. Spojrza na zdjcie, a potem na mnie. Mj wygld chyba go nie przekona. Miaam zamiar przez cay dzie pracowa nad rekonstrukcj czaszki, wic ubraam si roboczo - w wytarte, brzowe dinsy, bawenian koszul i teniswki, rkawy podwinam do okcia i nie miaam skarpetek. Wikszo moich wosw bya spita u gry, ale reszta, przegrywajc walk z grawitacj, opadaa mi na twarz i szyj. Twarz usiana bya zaschnitymi plamkami

kleju. Musiaam wyglda bardziej na matk w rednim wieku, ktra przerwaa prac przy tapetowaniu mieszkania, ni na antropologa sdowego. Dugo przyglda si mojej legitymacji, po czym odda mi j bez sowa komentarza. Wyranie nie tego si spodziewa. - Widzia pan szcztki? - spytaam. - Nie. Ja tylko zabezpieczam teren. - Wskaza rk na dwch mczyzn, ktrzy przerwali rozmow i przypatrywali si nam. - To oni to znaleli. Ja o tym zameldowaem. Zaprowadz pani. Zastanawiaam si, czy konstabl Groulx potrafiby skleci zdanie zoone. Kolejnym gestem ponownie wskaza na robotnikw. - Bd mia oko na pani samochd. Pokiwaam gow, ale on ju si odwraca. Pracownicy Hydro w milczeniu patrzyli, jak si do nich zbliam. Obaj mieli na gowach grube okulary przeciwsoneczne i kiedy ktry z nich ruszy gow, w szkach odbijao si wiato popoudniowego soca. Obaj mieli te identycznie zakrzywione wsy w ksztacie odwrconej litery U. Ten stojcy z lewej wyglda na starszego. By szczupym, smagym mczyzn o spojrzeniu teriera. Rozglda si nerwowo dokoa, co chwil przenosi wzrok z jednej rzeczy na drug, z jednego czowieka na drugiego, jak pszczoa to nurkujca, to wysuwajca si z kwiatu ponii. Raz po raz widrowa mnie oczyma, ale ju po chwili je odwraca, jakby si obawia, e kontakt wzrokowy moe go skoni do zrobienia rzeczy, ktrych pniej bdzie aowa. Przestpowa z nogi na nog i raz po raz prostowa si i znowu garbi. Jego kolega by duo postawniejszym mczyzn z ogorza twarz i wosami spitymi w dug, gadk kitk. Umiechn si, kiedy byam ju blisko, ukazujc miejsca, gdzie kiedy byy zby. Podejrzewaam, e on bdzie bardziej rozmownym z tej dwjki. - Bonjour. Comment ca va? - Zaczam od francuskiego odpowiednika Dzie dobry. Jak leci?" - Bien. Bien. - Jednoczesne kiwnicie gw. Dobrze. Dobrze. Przedstawiam si i spytaam, czy to oni zameldowali, e znaleli koci. Kolejne kiwnicia. - Niech mi panowie powiedz o tym co wicej. - Mwic to, wycignam z plecaczka notatnik, otworzyam go i wczyam dugopis. Umiechnam si zachcajco. Czowiek z kitk mwi chtnie i szybko, jak dzieci wypuszczone na dug przerw. By podniecony caym zdarzeniem. Mwi po francusku z bardzo silnym akcentem - sowa

zleway si i nie wymawia kocwek - tak, jak to robi mieszkacy Quebecu mieszkajcy w grze rzeki. Musiaam uwanie go sucha. - Obcinalimy gazie, to jeden z naszych obowizkw. - Wskaza na znajdujce si nad naszymi gowami linie wysokiego napicia, po czym powid wzrokiem po ziemi. Musimy dba o to, eby nic nie haczyo o linie. Pokiwaam gow. - Kiedy wszedem do tego wykopu tam - odwrci si i wskaza w stron pasa drzew cigncych si wzdu budynkw - poczuem jaki dziwny zapach. - Przerwa, nie odrywajc oczu od drzew. Cay czas mia wycignit rk, a jego palec wskazujcy przecina powietrze. - Dziwny? Odwrci si. - Hm, nie taki mocno dziwny... - Przerwa i zacz przygryza doln warg, kiedy w swoim sowniku mentalnym szuka odpowiedniego sowa. - Zapach mierci - powiedzia. Rozumie pani? Czekaam, by rozwin. - Wie pani, taki jak wtedy, kiedy jakie zwierz gdzie wpeznie i umrze... - Kiedy to mwi, wzdrygn si nieznacznie, po czym spojrza na mnie, oczekujc przytaknicia. Wiedziaam a za dobrze. Z odorem mierci jestem za pan brat. Ponownie pokiwaam gow. - Tak wanie mylaem. e jaki pies albo szop zdech. Wic zaczem grzeba grabiami w gstwinie w miejscu, gdzie zapach by naprawd silny. I rzeczywicie, znalazem troch koci. - Kolejne wzdrygnicie. - Aha. - Zaczynaam czu si nieswojo. Stare groby nie mierdz. - Wic przywoaem do siebie Gila... - Spojrza na starszego czowieka, oczekujc potwierdzenia. Gil wpatrywa si w ziemi. - I obaj zaczlimy przekopywa licie i w ogle. To, co znalelimy, zupenie mi nie wyglda na szopa czy krlika... - Kiedy to powiedzia, splt rce na piersiach, spuci brod i zacz koysa si na pitach. - A to dlaczego? - Koci s za due. - Zwin jzyk w rurk, po czym wepchn go w jedno z miejsc po zbach. Koniuszek jzyka pojawia si i znika midzy jego zbami, jak robak szukajcy wiata dziennego. - Co jeszcze?

- A niby co? - Robak si schowa. - Znalaz pan co obok koci? - Tak. I tu wanie co nie gra. - Wycign rce, pokazujc nimi rozmiary. - To wszystko byo w duym, plastikowym worku i... - Wzdrygn si, ustawi rce domi do gry i nie dokoczy zdania. - I? - Czuam si coraz bardziej nieswojo. - Une uentouse. - Rzuci to szybko, bdc jednoczenie skrpowanym i podnieconym. Gil musia by duchem ze mn, jego obawy na pewno dorwnyway moim. Oderwa wzrok od ziemi i nerwowo wodzi oczami wok. - Co? - spytaam, mylc, e moe le zrozumiaam to sowo. - Une ventouse. Przetykaczka. Taka do azienki. - Pokaza, jak jej si uywa. Pochylony do przodu, chwyci rkoma za niewidoczny uchwyt i porusza rkoma w gr i w d. Ta makabryczna scenka bya tak nie na miejscu, e a wstrzsajca. Gilowi wyrwao si Sacre...", po czym ponownie utkwi wzrok w ziemi. Przygldaam mu si. Co rzeczywicie nie grao. Skoczyam notowa i zamknam notes. - Czy w wykopie jest mokro? - Zupenie nie miaam ochoty zakada gumiakw i kombinezonu, jeli nie byo to konieczne. - Nie - odpar ten z kitk i ponownie spojrza na Gila, oczekujc przytaknicia. Gil potrzsn gow, nie odrywajc oczu od ziemi. - No dobra - powiedziaam. - Chodmy. - Miaam nadziej, e wygldaam na spokojniejsz, ni si naprawd czuam. Czowiek z kitk ruszy przez traw w stron lasku. Powoli schodzilimy w d parowu, a im bliej bylimy dna, tym wicej byo krzakw i drzew. Zagbiam si w gstwinie, praw rk chwytajc wiksze gazie, ktre dla mnie odgina, po czym przekazywaam je Gilowi. Pomimo tego gazki haczyy o moje wosy. Miejsce pachniao mokr ziemi, traw i gnijcymi limi. wiato soneczne z trudem przebijao si przez korony drzew, wic ziemia wydawaa si by pokryta plamami wygldajcymi jak kawaki z ukadanki puzzle. Gdzieniegdzie, pochyy promie soca znalaz jednak przesmyk i dotyka ziemi, a w jego wietle wida byo unoszce si drobinki pyu. Owady kbiy si wok mojej twarzy i syszaam ich bzyczenie, a pezajce robaki oblepiay moje kostki. Na dnie parowu mczyzna stan, eby zorientowa si, gdzie jest, po czym skrci w prawo. Ruszyam za nim, odganiajc si od komarw, rk odgarniajc roliny, przechodzc ze zmruonymi oczyma przez chmury muszek kbicych si przede mn. Czasami ktra

leciaa prosto na rogwk. Kropelki potu gromadziy si na moich ustach i przylepiay kosmyki nie upitych wosw do czoa i szyi. Niepotrzebnie si martwiam moim strojem i fryzur. Pitnacie metrw od ciaa ju nie potrzebowaam przewodnika. Z zapachem wilgotnego lasu miesza si zapach mierci, ktrego nie mona byo z niczym pomyli. Odr rozkadajcego si ciaa jest jedyny w swoim rodzaju. Wisia w ciepym, popoudniowym powietrzu, saby, ale wyrany. Z kadym krokiem sodkawy, cuchncy zapach przybiera na sile, jego intensywno narastaa jak brzczenie szaraczy, a w kocu przesta si miesza z innymi zapachami i przymi wszystkie. Aromaty mchu, ziemi, iglakw i powietrza ustpiy miejsca odorowi gnijcego ciaa. Gil zatrzyma si w pewnej odlegoci. Sam zapach mu wystarcza. Nie potrzebowa przyglda si ciau ponownie. Trzy metry dalej zatrzyma si modszy mczyzna, odwrci si i bez sowa wskaza za may wzgrek czciowo przykryty limi i szcztkami rolin. Gono bzyczc, muchy zataczay krgi, jak pracownicy uniwersytetu wok darmowego szwedzkiego stou. Na widok tego mj odek si skurczy, a w gowie odezwa si gos: Wiedziaam, e tak bdzie". Z narastajcym we mnie przeraeniem pooyam plecak u stp drzewa, wycignam par rkawiczek chirurgicznych i zaczam ostronie przedziera si przez listowie. Zbliywszy si do wzgrka, zauwayam miejsce, z ktrego mczyzna zgrabi rolinno. To co ujrzaam, potwierdzao moje obawy. Z ziemi i lici wystawaa klawiatura eber, ktrych koce zakrzywiay si ku grze tworzc jakby szkielet embrionalnego statku. Schyliam si, eby si lepiej przyjrze. Niezadowolone muchy gono bzyczay, a ich niebiesko-zielone ciaa mieniy si w socu. Gdy odgarnam przysaniajce ebra szcztki rolin, okazao si, e spaja je fragment krgosupa. Wziam gboki oddech, zaoyam lateksowe rkawiczki i zaczam rkoma zdejmowa martwe licie i wyschnite igy. Kiedy odsoniam krgosup, w wietle soca zauwayam kbowisko wystraszonych ukw, ktre zaczy odlatywa. Robaki

wyswobadzay si ze zbitej masy i w popiechu, jeden po drugim, znikay pod krgami. Ignorujc insekty, cay czas usuwaam przykrywajce ciao warstwy. Pracujc ostronie, powoli oczyciam przestrze mniej wicej metra kwadratowego. Ju po niecaych dziesiciu minutach zobaczyam to, co odkryli Gil i jego kolega. Odgarniajc wosy z twarzy odzian w rkawiczk doni, odchyliam si do tylu i patrzyam na wyaniajcy si obraz.

Przygldaam si czciowo ju zamienionemu w szkielet tuowiowi, klatce piersiowej, krgosupowi i miednicy, cigle jeszcze poczonym wyschnitymi miniami i wizadami. W odrnieniu od mzgu i organw wewntrznych, ktre z pomoc bakterii i robactwa szybko si rozkadaj, czasami w cigu paru tygodni, tkanka czna jest nader wytrzymaa i potrafi spina stawy caymi miesicami, a nawet latami. Widziaam resztki brzowej i wysuszonej tkanki przylegajcej do koci klatki piersiowej i tuowia. Kiedy tak siedziaam w kucki, syszc bzyczenie much i widzc plamki wiata na liciach otaczajcych mnie drzew, nie miaam adnych wtpliwoci co do dwch rzeczy. Tuw by ludzki i lea tutaj od niedawna. Wiedziaam rwnie, e jego znalezienie si w tym miejscu nie byo przypadkiem. Ofiara zostaa zabita i porzucona. Resztki ciaa leay na plastikowym worku, takim, jakich si powszechnie uywa w kuchni na mieci. Teraz worek by rozdarty, ale przypuszczaam, e uyto go do przetransportowania ciaa. Nie byo ani gowy, ani koczyn, a w pobliu nie byo wida adnych rzeczy osobistych czy przedmiotw. Oprcz jednego. Koci miednicy obejmoway azienkow przetykaczk. Jej drewniana rczka wystawaa z nich jakby to byy pooone do gry nogami lody na patyku, a cz z czerwonej gumy mocno przylegaa w miejscu otworu dolnego koci miednicy. Pozycja przetykaczki sugerowaa to, e umieszczono j tam specjalnie. Pomimo e myl ta bya do przeraajca, byam pewna, e si nie myliam. Wstaam i rozejrzaam si wok. Kolana protestoway przeciwko gwatownej zmianie pozycji. Z dowiadczenia wiedziaam, e godne zwierzta mog roznosi fragmenty ciaa na imponujc odlego. Psy czsto je chowaj w pltaninie krzakw i niskiej rolinnoci, a zwierzta yjce w norach wcigaj mae koci i zby do swoich jam. Strzepaam ziemi z rk, po czym dokadnie rozejrzaam si wok, szukajc tras, ktrymi zwierzta mogy si przemieszcza. Bzyczay muchy, a z oddalonego o setki kilometrw Sherbrooke dobieg mnie teraz odgos klaksonu. Wspomnienia innych lasw, innych grobw i innych koci przebiegay przez mj umys, jakby to byy nie powizane ze sob obrazki ze starych filmw. Staam zupenie nieruchomo, zmysy miaam wyostrzone i szukaam. W kocu wyczuam raczej ni zauwayam pewn nieregularno w otaczajcej mnie gstwinie. Jak promie soneczny odbijajcy si od lustra, wraenie mino, nim neuronom w moim mzgu udao si stworzy jaki obraz. Prawie niezauwaalny bysk skoni mnie do obrcenia gowy. Nic. Staam sztywno, nie majc pewnoci, czy naprawd co widziaam. Przesunam rk po twarzy,

eby odpdzi insekty, i zauwayam, e robi si chodniej. Cholera. Nie przestawaam si rozglda. Lekki powiew wiatru unis moje wilgotne wosy z czoa i poruszy licie. Wtedy znowu to wyczuam. Miaam niejasne wraenie, e wiato soneczne si od czego odbija. Zrobiam kilka krokw, nie bdc pewna, gdzie to byo, i zatrzymaam si, kad komrk mego ciaa starajc si rozszyfrowa gr wiata i cienia. Nic. Oczywicie, e nic, gupia. Tam nie moe niczego by. Nie ma much. I wtedy to zauwayam. Wiatr powia delikatnie poruszajc licie, przez co natychmiast zmieni si ukad wiata i co wpado mi w oko. Nie byam pewna, ale wstrzymujc oddech z wraenia podeszam bliej i spojrzaam na d. Nie zdziwio mnie to, co zobaczyam. Ot to, pomylaam. Z dziury midzy korzeniami tej topoli wyziera rg drugiego plastikowego worka. Wianek jaskrw otacza zarwno topol, jak i worek, tworzyy gsty dywan, a jego macki giny w otaczajcych je chwastach. Jaskrawote kwiaty wyglday, jakby pochodziy z ilustracji Beatrbc Potter - soczyste, wiee pki ostro kontrastoway z tym, co wiedziaam, e ley schowane w worku. Podeszam do drzewa. Pod moimi nogami szeleciy licie i trzaskay gazki. Podpierajc si jedn rk, drug odgarnam tyle ziemi, eby mc porzdnie chwyci worek; zapaam go mocno i pocignam delikatnie. Ani drgn. Owinam koniec worka wok rki, pocignam mocniej i poczuam, e si rusza. Czuam, e zawarto worka ma swoj mas. Insekty kbiy si wok mojej twarzy. Pot spywa mi po plecach. Serce walio mi jak gitara basowa podczas koncertu zespou heavy metalowego. Szarpnam jeszcze raz i udao mi si uwolni worek. Odcignam go kawaek, eby zajrze do rodka. A moe tylko chciaam przesun go dalej, eby nie by zbyt blisko kwiatw pani Potter. Cokolwiek byo w rodku, wayo niemao, a byam prawie pewna, co znajd w rodku. I miaam racj. Kiedy rozwizaam kocwki plastiku, do moich nozdrzy doszed intensywny zapach gnicia. Rozwaram brzegi worka i zajrzaam do rodka. Spojrzaa na mnie ludzka twarz. Dlatego, e bya schowana przed robactwem, ktre przyspiesza proces rozkadu, ciao nie byo jeszcze zupenie rozoone, ale upa i wilgo ju naruszyy rysy twarzy, zamieniajc j w pomiertn mask sabo przypominajc osob, ktr kiedy bya. Dwoje oczu, wyschnitych i skurczonych, wyzierao spod przymknitych powiek. Sprasowany nos by przekrzywiony w jedn stron i lea pasko na zapadnitym policzku. Wargi si skurczyy, zapewniajc zestawowi idealnych zbw umiech na wieki. Skra bya niczym wicej ni chorobliwie blad, bia, wilgotn, cienk powok dopasowan

do znajdujcych si pod ni koci. Wszystko to otaczaa gstwina lepkich, rudych, krconych wosw, matowych kosmykw przylepionych do gowy tym, co wycieko z zamienionego w ciecz mzgu. Wstrznita, zamknam worek. Przypominajc sobie o pracownikach Hydro, spojrzaam w miejsce, gdzie ich zostawiam. Modszy przyglda mi si uwanie. Jego kolega sta nieco dalej, przygarbiony, rce trzyma gboko w kieszeniach spodni. Zdjam rkawiczki, minam ich i wyszam z lasku, kierujc si w stron radiowozu. Nic nie mwili, ale syszaam ich kroki i chrzst podoa tuz za sob. Konstabl Groulx sta oparty o mask. Patrzy, jak si zbliam, ale nie zmieni pozycji. Zdarzao mi si pracowa z przyjaniej nastawionymi ludmi. - Mog skorzysta z radia? - Te mog by oscha. Odepchn si od samochodu dwoma rkoma i obszed go. Stan po stronie kierowcy, przez otwarte okno wycign mikrofon i spojrza na mnie pytajco. - Zabjstwo - powiedziaam. Wyglda na zdziwionego; poaowa szybko tego i rzuci do mikrofonu: - Section des homicides. Po chwili zwyczajnych zakce i szumw, przebi si gos detektywa: Claudel". Gos wydawa si poirytowany. Konstabl Groulx poda mi mikrofon. Przedstawiam si i powiedziaam, gdzie jestem. - Mam tutaj zabjstwo - wyjaniam. - Prawdopodobnie porzucono ciao. Prawdopodobnie kobiece. Prawdopodobnie obcito gow. Lepiej tu kogo od razu przylijcie. Zapada duga chwila ciszy. Nikt nie jest zachwycony takimi wieciami. - Pardon? Powtrzyam wszystko, proszc Claudela, eby przekaza te wiadomoci Pierre'owi LaManche, kiedy bdzie dzwoni do kostnicy. Tym razem nie bdzie nic dla archeologw. Oddaam mikrofon Groubcowi, ktry przysuchiwa si kademu mojemu sowu. Przypomniaam mu, eby spisa dokadne zeznania robotnikw. Wyglda jak czowiek, ktrego wanie skazano na jakie dziesi do dwudziestu lat. Wiedzia, e przez jaki czas nigdzie si nie urwie. Nie wspczuam mu zbytnio. Ja te nie bd spaa w Quebec City w ten weekend. W rzeczywistoci, kiedy jechaam do mojego blisko pooonego mieszkania, podejrzewaam, e przez duszy czas nikt si nie wypi. Jak si pniej okazao, miaam

racj. Nie zdawaam sobie tylko sprawy z rozmiarw horroru, ktremu mielimy stawi czoo.

2
Kolejny dzie zacz si rwnie sonecznie i ciepo, jak poprzedni, co normalnie wprawioby mnie w dobry humor. Jestem kobiet, ktrej nastrj zaley od pogody - podnosi si i spada razem z barometrem. Ale tego dnia pogoda miaa nie mie adnego znaczenia. O dziewitej rano byam ju w sali numer 4, jednej z sal, w ktrych przeprowadza si autopsje. Jest to najmniejsze i najlepiej wentylowane pomieszczenie w Laboratoire de Medecine Legale. Czsto tu pracuj, bo wikszo przypadkw, ktrymi si zajmuj jest, delikatnie mwic, nie najlepiej zachowana. Ale wentylacja nie zawsze jest stuprocentowo skuteczna. Nic nie jest. Wiatraki i rodki dezynfekcyjne nigdy zupenie nie wygrywaj walki z zapachem dojrzaej mierci. Blask nierdzewnej stali w tej antyseptycznej sali nigdy do koca nie wymazuje z umysu obrazu ludzkich cia. Resztki znalezione przy Le Grand Seminaire zdecydowanie kwalifikoway si do pokoju numer 4. Po pospiesznej kolacji zjedzonej poprzedniego wieczora, pojechaam z powrotem do lasku i dalej zajmowalimy si miejscem, w ktrym znaleziono zwoki. Koci byy w kostnicy ju o wp do dziesitej wieczorem. Teraz leay w worku na wzku stojcym koo mnie. Przypadek numer 26704 by omawiany na porannym spotkaniu pracownikw. Zgodnie z normaln procedur, ciao powierzono jednemu z piciu patologw pracujcych w laboratorium. Poniewa zwoki byy w duej mierze ju tylko szkieletem, a resztki mikkich tkanek byy w zdecydowanie zbyt posunitym stadium rozkadu, eby mona je podda standardowej autopsji, mnie powierzono to zadanie. Jeden z technikw od autopsji zadzwoni rano, e jest chory, przez co mielimy za mao rk do pracy. Jak na zo. To bya pracowita noc: samobjstwo nastolatka, ciaa dwojga starszych ludzi odkryte w ich domu i ofiara poaru samochodu, okropnie poparzona. Cztery autopsje. Powiedziaam, e mog pracowa sama. Byam ubrana w zielony kitel chirurgiczny, plastikowe gogle i lateksowe rkawiczki. Przygotowujc si, zdyam ju oczyci i sfotografowa gow. Jeszcze tego ranka zrobi jej rentgena, potem wygotuj w celu usunicia zepsutych resztek ciaa i pozostaoci mzgu po to, ebym moga dokadnie zbada czaszk. Drobiazgowo zbadaam wosy, szukajc w nich nitek albo ladw jakich innych substancji. Kiedy rozdzielaam pozlepiane, wilgotne kosmyki, nie mogam przesta wyobraa sobie tego, jak ofiara po raz ostatni rozczesywaa wosy. Zastanawiaam si, czy robic to bya zadowolona, sfrustrowana czy moe zobojtniaa. Dzie dobrych wosw.

Dzie nieadnych wosw. Dzie martwych wosw. Odpdzajc od siebie te myli, woyam prbk wosw do torebki i wysaam j na gr, do biologii, eby przyjrzeli si temu pod mikroskopem. Przetykaczk i plastikowe worki rwnie przekazano Laboratoire de Medecine Legale, gdzie sprawdz je pod ktem odciskw palcw, wydzielin cielesnych i innych niewidocznych goym okiem znakw mogcych ujawni co dotyczcego zabjcy bd ofiary. Pomimo naszych wczorajszych trzygodzinnych poszukiwa, kiedy to na czworakach przerzucalimy ziemi, przeczesywalimy licie i traw, przesuwalimy kamienie i pnie drzew, nic wicej nie znalelimy. Szukalimy a do zmierzchu, ale bez rezultatu. adnych ubra. adnych butw. adnej biuterii. adnych rzeczy osobistych. Specjalny zesp mia pojecha tam dzisiaj, eby sprbowa co wykopa i jeszcze raz dokadnie przeczesa teren, ale nie wierzyam, e co znajd. Nie bd miaa do dyspozycji metek ubra, zamkw byskawicznych czy klamer, adnych rozdar czy dziur w ubraniach, ktre by potwierdzay wyniki moich bada. Porzucono ciao goe i okaleczone i pozbawiono je wszelkich wizi z yciem. Podeszam do worka, eby wyj z niego reszt jego przeraajcej zawartoci, gotowa do rozpoczcia wstpnych ogldzin. Pniej koczyny i tuw zostan wyczyszczone, a ja przeprowadz szczegow analiz wszystkich koci. Znalelimy prawie cay szkielet. Zabjca uatwi nam zadanie. Podobnie jak z tuowiem i gow, umieci albo umiecia, rce i nogi w osobnych workach. W sumie byo ich cztery. Bardzo schludnie. Zapakowane i wyrzucone jak mieci z zeszego tygodnia. Zdusiam w sobie gniew i zmusiam si, eby si skoncentrowa. Wyjmowaam po kolei fragmenty ciaa i ukadaam je w porzdku anatomicznym na ustawionym na rodku sali stole z nierdzewnej stali, na ktrym przeprowadza si autopsje. Najpierw przeniosam tuw i umieciam go na rodku, piersiami do gry. Trzyma si cakiem dobrze. W odrnieniu od worka, w ktrym bya gowa, te zawierajce inne czci ciaa nie byy tak szczelnie zamknite. Tuw by w najgorszym stanie, koci trzymay si razem tylko dziki cienkim paskom wyschnitych mini i wizade. Zauwayam, e brakuje najwyszych krgw, i miaam nadziej, e znajd je przy gowie. Poza maymi kawaeczkami, po organach wewntrznych ju od dawna nie byo ladu. Potem uoyam rce po bokach, a nogi pod spodem. Koczyny nie byy wystawione na soce i nie byy tak wyschnite jak klatka piersiowa i brzuch, wic zachoway si na nich spore czci nadgniych tkanek. Staraam si ignorowa ruszajc si warstw bladej ci,

ktra powolnie, jak fale odpywaa z powierzchni koczyn, kiedy wycigaam je z worka. Larwy opuszczaj ciao, kiedy zostaje ono wystawione na wiato. Spyway ze zwok na st i ze stou na podog powolnym, ale nieprzerwanym strumieniem. Bladote ziarnka ryu wiy si koo moich stp. Staraam si ich nie depta. Nigdy tak naprawd do nich si nie przyzwyczaiam. Signam po desk z klipem i zaczam wypenia formularz. Nazwisko: Inconnue. Nieznane. Data autopsji: 3 czerwca 1994. Prowadzcy dochodzenie: Luc Claudel, Michel Charbonneau, Section des homicides, CUM. Wydzia zabjstw, Montreal Urban Community Police. Dopisaam jeszcze numer policyjnego raportu, numer z kostnicy i numer Laboratoire de Medecine Legale, czyli LML i jak zwykle ogarna mnie fala gniewu z powodu aroganckiej obojtnoci systemu. Gwatowna mier nie pozwala na prywatno. Odziera czowieka z godnoci w rwnym stopniu, jak zrobi to jego morderca. Ciao cay czas jest przekazywane, badane i obfotografowywane i po kadej czynnoci przyporzdkowuje mu si kolejne liczby. Ofiara staje si czci materiau dowodowego, czym na pokaz dla policji, patologw, biegych, prawnikw i, w kocu, sdziw. Numeruje si je. Fotografuje. Pobiera prbki. Zawiesza identyfikator na duym palcu u nogi. Pomimo e jestem aktywn jednostk w caej tej procedurze, nigdy nie mog zaakceptowa bezosobowoci tego systemu. Ma to w sobie co z pldrowania i to na najbardziej osobistym poziomie. Ja przynajmniej nadawaabym ofiarom imi. Anonimowa mier nie staaby si kolejn pozycj na licie upokorze, ktre on lub ona musi znosi. Wybraam formularz z tych znajdujcych si na desce z klipem. Inaczej ni zwykle, zostawi sobie sporzdzenie szczegowego inwentarza wszystkich koci na pniej. Na razie detektywi chcieli tylko zna podstawowe dane: pe, wiek i ras. Z ustaleniem rasy nie byo praktycznie adnych problemw. Wosy byy rude, a pozostaoci skry jasne. Procesy rozkadu, jednake, potrafi robi rne rzeczy. Dokadnym zbadaniem szkieletu zajm si po jego wyczyszczeniu. Jak na razie, wszystko wskazywao na to, e to przedstawiciel biaej rasy. Ju wczeniej podejrzewaam, e ofiara jest kobiet. Rysy twarzy byy delikatne, a budowa ciaa drobna. Dugie wosy o niczym nie wiadczyy. Spojrzaam na miednic. Przewracajc j na bok, zauwayam, e rowek pod koci biodrow jest szeroki i pytki. Obrciam j tak, eby widzie koci onowe, t cz pooon z przodu, gdzie czy si lewa i prawa cz miednicy. Wygicie wyznaczone przez

ich doln granic tworzyo szeroki uk. Delikatne wzniesione krawdzie przecinay przd wszystkich koci onowych, tworzc wyrane trjkty w ich niej pooonych rogach. Typowe cechy kobiece. Pniej wykonam pomiary i wprowadz je do komputera, ktry przeprowadzi ich analiz, ale i tak nie miaam wtpliwoci, e chodzi o kobiet. Wanie zawijaam okolic onow w wilgotn szmat, kiedy wystraszy mnie dwik telefonu. Przedtem nie zdawaam sobie sprawy, jak tu cicho. Albo jaka byam spita. Podeszam do biurka, kluczc midzy larwami jak dziecko grajce w klasy. - Doktor Brennan - powiedziaam, wcigajc gogle na czubek gowy, po czym je zdjam i rzuciam na krzeso. Dugopisem strciam jedn larw z blatu. - Claudel - przedstawi si glos. Jeden z dwch detektyww, ktrym powierzono t spraw. Spojrzaam na cienny zegar: dziesita czterdzieci. Pniej, ni mylaam. Nic wicej nie powiedzia. Wyranie zakada, e jego nazwisko byo wystarczajc wiadomoci. - Pracuj teraz nad ni - podaam rwnie sucho. Usyszaam jaki metaliczny, chropowaty dwik. - Powin... - Elle? - przerwa. Kobieta? - Tak. - Patrzyam, jak kolejna larwa zwija si w pksiyc, po czym powtarza ten sam manewr, tym razem zwijajc si w drug stron. Niele. - Biaa? - Tak. - Wiek? - Za jak godzin powinnam panu to okreli w przyblieniu. Wyobraziam sobie, jak patrzy na zegarek. - Okej. Zjawi si po lunchu. - Trzask suchawki. To byo stwierdzenie, nie proba. Wyranie nie miao dla niego znaczenia, czy ten termin mi pasuje. Odoyam suchawk i wrciam do damy lecej na stole. Podniosam desk z klipem i przeoyam formularz na nastpn stron. Wiek. Na pewno dorosa kobieta. Ju wczeniej sprawdziam jej usta. Zby mdroci byy w peni wyksztacone. Dokadnie obejrzaam ramiona w miejscu, gdzie zostay oddzielone od tuowia. Kocwki obu koci ramienia rwnie byy w peni wyksztacone. Nie zauwayam granicy midzy trzonem koci a nasad. Spojrzaam na nogi. Nasada koci udowej te bya zupenie uformowana, i na prawej, i na lewej nodze. Co w tych rozerwanych stawach nie dawao mi spokoju. I to co wicej, ni zwyka

w takich przypadkach reakcja na niegodziwo. Ale byo to niejasne uczucie, sama dokadnie nie wiedziaam, o co chodzi. Kiedy opuciam lew nog z powrotem na st, czuam si tak, jakbym miaa w brzuchu bry lodu. Powrcio uczucie przeraenia, ktre mnie opanowao wtedy w lesie. Zdusiam je w sobie i zmusiam si, eby zaj si tym, czym powinnam. Wiekiem. Ustaleniem wieku. Poprawnie oszacowany wiek moe doprowadzi do ustalenia tosamoci ofiary. Dopki nie poznamy nazwiska, nic innego nie bdzie waniejsze. Rozciam skalpelem ciao, eby odsoni staw kolanowy i okie. Odchodzio atwo. Take tutaj dugie koci byy w peni rozwinite. Sprawdz to jeszcze na zdjciu rentgenowskim, ale wiedziaam, e to oznacza, i wzrost koci dobieg koca. W stawach nie dostrzegam adnych ladw chorobowych ani zmian artretycznych. Dorosa, ale moda. Zgadzao si to z moj wczeniejsz obserwacj dotyczc zbw - nie byo na nich ladw zuycia. Ale chciaam by dokadniejsza. Claudel bdzie tego oczekiwa. Przyjrzaam si obu obojczykom w miejscu, gdzie stykaj si z mostkiem u podna garda. Chocia prawy by zerwany, paszczyzna stawu bya otoczona zakrzep wyschnit chrzstk i wizadami. Noyczkami obciam tyle twardej tkanki, ile mi si udao, po czym owinam ko w mokr szmat. Ponownie skoncentrowaam si na miednicy. Zdjam z niej szmat i, uywajc znowu skalpela, zaczam delikatnie piowa chrzstk czc z przodu obie poowy. Namoczenie jej rozmikczyo j i atwiej byo j przeci, ale czynno i tak bya czasochonna i uciliwa. Nie chciaam ryzykowa zniszczenia tego, co znajdowao si pod spodem. Kiedy koci onowe byy w kocu rozdzielone, przeciam kilka paskw wyschnitych mini czcych z tyu miednic z dolnym kocem krgosupa, po czym j wycignam, podeszam do zlewu i zanurzyam jej cz onow w wodzie. Potem wrciam do ciaa i odwinam szmat z obojczyka. Znowu wyciam tyle tkanki, ile si dao, po czym napeniam plastikowy pojemnik wod, oparam go o klatk piersiow i wcisnam do niego kocwk obojczyka. Rzuciam okiem na cienny zegar. 12:25. Odeszam od stou, cignam rkawiczki i wyprostowaam si. Powoli. Miaam wraenie, jakby na moim krgosupie odbywa si trening zespou futbolu amerykaskiego. Oparam rce na biodrach i rozcignam si, wyginajc si do tyu i obracajc grnymi partiami ciaa. Tak naprawd to nie umierzao blu, ale te nie bolao. Ostatnio krgosup czsto mi dokucza, a trzy godziny schylania si nad stoem do autopsji potgoway bl. Nie przyjmowaam do wiadomoci, e moe mie to

co wsplnego z wiekiem. Niedawne odkrycie, e potrzebuj okularw do czytania i e zamiast 57 kilogramw wa 60, te nie byy wynikiem starzenia si. Nic nie byo. Odwrciam si i zobaczyam Daniela, jednego z technikw od autopsji, patrzcego na mnie zza drzwi. Tik zmarszczy mu grn warg, a jego oczy natychmiast si zamkny. Gwatownym ruchem przenis cay ciar ciaa na jedn nog, a drug lekko unis. Wyglda jak brodziec, przeczekujcy fal. - Kiedy chcesz, ebym zrobi radiografi? - spyta. Okulary siedziay nisko na jego nosie i wygldao to tak, jakby nie patrzy przez nie, tylko ponad nimi. - Powinnam skoczy do trzeciej - odparam, wrzucajc rkawiczki do zbiornika na odpady biologiczne. Nagle uwiadomiam sobie, jaka jestem godna. Moja poranna kawa staa na biurku - bya zimna i nawet nie napoczta. Zupenie o niej zapomniaam. - Okej. - Cofn si, odwrci i znikn w korytarzu. Odoyam gogle na biurko, wycignam z jednej z szuflad rolk biaego papieru, rozwinam go i przykryam nim ciao. Po umyciu rk wrciam do swojego biura na pitym pitrze, przebraam si i wyszam na lunch. Rzadko mi si to zdarzao, ale dzisiaj potrzebowaam wiata sonecznego.

Claudel dotrzyma sowa. Kiedy wrciam o wp do drugiej, ju by w moim gabinecie. Siedzia naprzeciw mojego biurka i bardzo uwanie przyglda si

zrekonstruowanej czaszce lecej na stole. Kiedy mnie usysza, odwrci gow, ale nic nie powiedzia. Powiesiam kurtk na drzwiach, przeszam koo niego i usiadam na swoim krzele. - Bonjour, monsieur. Claudel. Comment ca va? - Umiechnam si do niego zza biurka. - Bonjour - odpar krtko. Wyranie nie interesowao go, jak si miewam. Nie ma sprawy. Czekaam. Nie poddam si jego urokowi. Skoroszyt lea przed nim na biurku. Pooy na nim rk i spojrza na mnie. Jego oblicze kojarzyo si z papug. Mia ostre rysy twarzy, w ktrej centralne miejsce zajmowa przypominajcy dzib nos. Jego broda, usta i czubek nosa ukaday si w seri skierowanych ku doowi liter V. Kiedy si umiecha, co zdarzao si rzadko, V jego ust robio si ostrzejsze, a wargi uwypuklay si, zamiast si zwa. Westchn. By wobec mnie bardzo cierpliwy. Nie pracowaam przedtem z

Claudelem, ale wiedziaam, jak si cieszy reputacj. Uwaa siebie za niezwykle inteligentnego czowieka. - Mam kilka nazwisk - powiedzia. - Prawdopodobnych ofiar. Wszyscy z mojej listy zaginli w cigu ostatnich szeciu miesicy. Ju wczeniej rozmawialimy o tym, ile czasu mogo upyn od mierci. Badania, ktre przeprowadziam rano, nie zmieniy mojej opinii. Byam pewna, e umara najwyej trzy miesice temu. To by znaczyo, e morderstwo popeniono w marcu albo pniej. Zimy s mrone w Quebecu, uprzykrzaj ycie ywym, ale s askawe dla umarych. Zamarznite ciaa nie rozkadaj si. Nie przycigaj te robactwa. Gdyby porzucono ciao zeszej jesieni, przed nadejciem zimy, byyby w nim lady dziaalnoci robactwa. Obecno pancerzykw i larw wskazaaby na obecno robactwa ju jesieni. Nie byo nic takiego. Biorc pod uwag to, e wiosna bya ciepa, mnogo robakw i stopie rozkadu ciaa jednoznacznie wskazyway na to, e od morderstwa upyny trzy miesice, a moe i mniej. Obecno tkanki cznej i praktycznie zupeny brak trzewi i mzgu te wskazyway na to, e mier nastpia pod koniec zimy albo wczesn wiosn. Odchyliam si i spojrzaam na niego wyczekujco. Te potrafi by szczwana. Otworzy skoroszyt i zacz przeglda jego zawarto. Czekaam. Wybra jeden z formularzy i zacz czyta. - Myriam Weider. - Zamilk, kiedy oczyma przebiega po informacjach zapisanych na formularzu. - Znikna 4 kwietnia 1994. - Chwila ciszy. - Kobieta. Biaa. - Dusza chwila ciszy. - Data urodzenia: 6 wrzenia 1948. Oboje liczylimy w mylach: czterdzieci pi lat. - Moliwe - powiedziaam, gestem pokazujc, eby kontynuowa. Pooy formularz na biurku i zacz czyta nastpny. - Solange Leger. O jej zaginiciu powiadomi m... - Przerwa, starajc si odczyta dat. - 2 maja 1994. Kobieta. Biaa. Data urodzenia: 17 sierpnia 1928. - Nie. - Potrzsnam gow. - Za stara. Umieci formularz na dnie skoroszytu i wybra nastpny. - Isabelle Gagnon. Po raz ostatni widziano j l kwietnia 1994. Kobieta. Biaa. Data urodzenia: 15 stycznia 1971. - Dwadziecia trzy lata. Tak. - Powoli pokiwaam gow. - Moliwe. Kartka powdrowaa na biurko. - Suzanne St. Pierre. Kobieta. Zagina 9 marca 1994. - Jego wargi drgay, kiedy

czyta. - Nie wrcia ze szkoy. - Zamilk, samemu obliczajc jej wiek. - Szesnastolatka. Jezu Chryste... Znowu potrzsnam gow. - Zbyt moda. To nie jest dziecko. Zmarszczy brwi i wycign ostatni formularz. - Evelyn Fontaine. Kobieta. Trzydzieci sze lat. Po raz ostatni widziano j w Sept Iles 28 marca. Aha, to Indianka. - Wtpliwe - odparam. Nie sdziam, eby resztki zwok naleay do Indianki. - To tyle - powiedzia. Na biurku leay dwa formularze. Myriam Weider, wiek czterdzieci pi lat, i Isabelle Gagnon, wiek dwadziecia trzy lata. Moe jedna z nich leaa na dole, w sali nr 4. Claudel spojrza na mnie. Jego uniesione brwi utworzyy jeszcze jedno V, ale to byo zwrcone ku grze. - A ile ona miaa lat? - spyta, silnie akcentujc czasownik i swoj cierpliwo. - Zejdmy na d i zobaczmy. - Dziki temu chocia na chwil soce zagoci w twoim dniu, dodaam w myli. Zachowywaam si maostkowo, ale nic nie mogam na to poradzi. Wiedziaam, e Claudel syn z tego, i unika wchodzenia do sali, w ktrej przeprowadzano autopsje, i w ten sposb chciaam sprawi, eby si poczu nieswojo. Przez chwil wyglda na znajdujcego si w potrzasku. Rozkoszowaam si malujcym si na jego twarzy skrpowaniem. Zdjam z haka na drzwiach laboratoryjny kitel, wyszam na korytarz, podeszam do windy i woyam klucz, eby j otworzy. Kiedy zjedalimy na d, nic nie mwi. Wyglda jak czowiek udajcy si na badanie prostaty. Claudel rzadko jedzi t wind. Zatrzymywaa si tylko w kostnicy.

Ciao leao nieruszone. Zaoyam rkawiczki i zdjam arkusz biaego papieru. Ktem oka widziaam Claudela stojcego w drzwiach. Wszed do sali tylko tyle, by mc powiedzie, e w niej by. Jego oczy bdziy po metalowych stoach, przeszklonych szafach wypenionych czystymi plastikowymi pojemnikami, wiszcej wadze; patrzy wszdzie, tylko nie na ciao. Ju widziaam takie zachowanie. Fotografie byy niegrone. Krew i skrzepy byy gdzie indziej. Byy odlege. Rekonesans na miejscu zbrodni by niczym innym, jak wiczeniem klinicznym. adnych problemw. Wystarczy je dokadnie obejrze i rozwiza zagadk. Ale wystarczy umieci ciao na stole do autopsji i wszystko dramatycznie si

zmienia. Claudel stara si nada swojej twarzy spokojny i obojtny wyraz. Wyjam koci onowe z wody i delikatnie je rozdzieliam. Sond zdrapywaam krawdzie skrzepu, ktry pokrywa praw paszczyzn koci onowej. Stopniowo zacz schodzi i w kocu odszed zupenie. Na znajdujcej si pod nim koci wida byo gbokie rowki i wypukoci ukadajce si na jej powierzchni w poziome linie. Srebrny odcie twardej koci czciowo wyznacza jej granice, tworzc delikatn i miejscami przerywan obwdk wok koci onowej. Powtrzyam z lew. Byo dokadnie tak samo. Claudel nie rusza si od drzwi. Zaniosam miednic pod Luxolamp, przycignam rami lampy do siebie i wczyam j. Ko znalaza si pod ostrym wiatem. Przez okrge szko powikszajce wida byo szczegy, niewidoczne goym okiem. Spojrzaam na najwyej pooone wygicie koci biodrowej i zobaczyam to, czego si spodziewaam. - Monsieur Claudel - powiedziaam, nie podnoszc wzroku. - Niech pan na to spojrzy. Stan za mn, a ja odsunam si, eby mu nie zasania. Wskazaam na nieregularno na grnej granicy koci biodrowej. Grzebie biodrowy nie by jeszcze w peni wyksztacony, kiedy nastpia mier. Pooyam miednic. Cay czas na ni patrzy, ale jej nie dotkn. Podeszam do ciaa, eby przyjrze si obojczykowi, bdc pewna, co znajd. Wyjam z wody kocwk czc si z mostkiem i zaczam usuwa tkank. Kiedy mogam ju zobaczy powierzchni stawu, gestem przywoaam do siebie Claudela. Bez sowa wskazaam na kocwk koci. Bya rozszczepiona, podobnie jak ko onowa. May dysk koci tkwi w rodku, a jego brzegi byy wyrane i nie zronite. - No i? - Na jego czole wida byo krople potu. Swoj nerwowo pokrywa nonszalancj. - Jest moda. Prawdopodobnie ledwo po dwudziestce. Mogabym wytumaczy, jak mona z koci odczyta wiek, ale podejrzewaam, e nie byby wdzicznym suchaczem, wic po prostu czekaam. Fragmenty chrzstki przylepiy si do moich odzianych w rkawiczki rk, ktre trzymaam z dala od siebie, domi do gry, jak uliczny ebrak. Claudel te trzyma si z dala, tak, jakby to robi majc przed sob chorego z wirusem Ebola. Nie oderwa ode mnie wzroku, ale byo wida, e pogry si w mylach, kiedy przeglda dane, dopasowujc je. - Gagnon. - To byo stwierdzenie, nie pytanie. Pokiwaam gow. Isabelle Gagnon. Dwudziestotrzylatka. - Zwrc si do koronera, eby wydoby od dentysty jej kart - powiedzia.

Ponownie pokiwaam gow. Dziaa na mnie jak pachta na byka. - Przyczyna mierci? - spyta. - Nic nie rzuca si w oczy - odparam. - Moe bd w stanie powiedzie co wicej, jak zobacz zdjcie rentgenowskie. Moe zobacz te co na kociach po ich wyczyszczeniu. Po usyszeniu tej opinii opuci mnie, nie mwic nawet do widzenia. Spodziewaam si tego. Byam rwnie zadowolona z tego, e wyszed, jak on sam. Zdjam rkawiczki i wyrzuciam je. Wychodzc, wetknam gow do duej sali autopsyjnej i oznajmiam Danielowi, e na dzisiaj skoczyam z tym przypadkiem. Poprosiam go, eby zrobi zdjcie caego ciaa i czaszki, tomogramy i z boku. Na grze zatrzymaam si przy laboratorium histologicznym i powiedziaam szefowi technikw, e mona wygotowa ciao, ostrzegajc go, eby by szczeglnie ostrony, bo jest w czciach. Nie byo to konieczne. Nikt nie potrafi wyczyci ciaa tak, jak Denis. Za dwa dni bd miaa szkielet, czysty i nie zniszczony. Reszt popoudnia spdziam z posklejan czaszk. Pomimo e nie bya caa, wystarczyo materiau, eby potwierdzi tosamo jej waciciela. Nie bdzie ju kierowa cysternami z propanem. Wracajc do domu, miaam podobne zowieszcze przeczucia, jak wtedy w parowie. Przez cay dzie skupiajc si na pracy, odpychaam je od siebie. Zabijaam obawy, powicajc ca swoj energi na ustalenie tosamoci ofiary i na zoenie z kawakw tego kierowcy ciarwki. W czasie lunchu moj uwag zajmoway gobie w parku. Odkrywanie kolejnoci dziobania byo wystarczajco pasjonujcym zajciem, eby nie myle o czym innym. Szare gobie byy pierwsze w kolejnoci. Brzowe plamki wydaway si by drugie. Czarne nki wyranie byy gdzie pod koniec listy. Teraz mogam si rozluni. Pomyle. Pomartwi si. Zaczo si, jak tylko wjechaam do garau i wyczyam radio. Koniec muzyki, pocztek niepokoju. Nie, upomniaam sam siebie. Pniej. Po kolacji. Weszam do mieszkania i usyszaam uspokajajcy pisk systemu alarmowego. Zostawiam walizk w przedpokoju, zamknam drzwi i poszam do libaskiej restauracji mieszczcej si na rogu, gdzie zamwiam Shish Taouk, i do tego talerz Shawarma. Wanie dlatego uwaam, e mieszkanie w centrum jest idealne - w promieniu kilkudziesiciu metrw s restauracje serwujce potrawy praktycznie z caego wiata. Tylko czy moja waga...? Eeee. Kiedy czekaam na zamwienie, czytaam menu w barze. Homos. Taboule. Feuilles de vignes. Niech bdzie bogosawiona globalna wioska. Libaczycy przerzucili si na

francuskie jedzenie! Na pce zawieszonej po lewej stronie kasy stay butelki czerwonego wina. Moja bro z wyboru. Kiedy spojrzaam na nie chyba ju tysiczny raz, poczuam pokus. Przypomniaam sobie zapach i smak cierpkiego wina na jzyku. Przypomniaam sobie ciepo, ktre rozlaoby si po moich trzewiach i zaczoby przesuwa si ku grze i dalej, wzniecajc po drodze ogniska dobrego samopoczucia. Ogniska wadzy. Wigoru. Poczucia

niezwycienia. Pomylaam, e mog z niego skorzysta od razu. Niby tak. Kogo ja jednak oszukuj? Nie skoczyoby si na tym... Jakie to byy stadia? Najpierw staabym si kuloodporna, a potem niewidzialna. Czy na odwrt? Niewane. Zapdziabym si za daleko i skoczyoby si zaamaniem. Ukojenie byoby krtkotrwae, a cena wysoka. Nie wypiam ani kropli od szeciu lat. Wziam swoje jedzenie do domu i zjadam je w towarzystwie Birdiego i zespou baseballowego Montreal Expos. On spa na moich kolanach, zwinity w kbek. Tamci przegrali z druyn Cubsw dwoma okreniami. Nikt nie wspomina tutaj o morderstwie. Doceniaam to. Wziam gorc, dug kpiel i pooyam si do ka o wp do jedenastej. Lec sama w ciemnoci i ciszy, duej ju nie mogam dusi w sobie tej myli. Jak oszalae komrki, rosa i nabieraa siy, w kocu przebijajc si do mojej wiadomoci, jakby nalegajc na to, eby koniecznie si ni zaj. Kolejne zabjstwo. Kolejna kobieta, ktra w kawakach trafia do kostnicy. Wyobraziam j sobie bardzo dokadnie, przypomniaam sobie uczucia, ktre mi towarzyszyy, kiedy badaam jej koci. Chantale Trottier. Wiek: szesnacie lat. Uduszona, pobita, skrcona o gow i powiartowana. Niecay rok temu przybya naga i zapakowana w plastikowe worki na mieci. Chciaam ju zasn, ale mj umys nie da si wyczy. Leaam, a gry si wypitrzay, pyty kontynentalne si przemieszczay. W kocu zasnam, a te dwa sowa koatay si po mojej gowie. Nie bd mi daway spokoju przez cay weekend. Seryjne morderstwo.

3
Gabby przez megafon ogaszaa mj lot. Miaam ogromn walizk i idc do samolotu nie mogam si z ni upora. Inni pasaerowie byli poirytowani, ale nikt mi nie pomg. Zauwayam, e Katy wychyla si z pierwszego rzdu w pierwszej klasie, eby na mnie spojrze. Bya w sukience, ktr dla niej kupiymy na ceremoni ukoczenia szkoy redniej. Z zielonego jedwabiu. Pniej mi powiedziaa, e jej si nie podoba i e auje swojego wyboru. Wolaaby kwiecisty wzr. Dlaczego bya w ni ubrana? Dlaczego Gabby bya na lotnisku, skoro powinna by na uniwersytecie? Jej gos dobiegajcy z gonikw stawa si coraz goniejszy i charczcy. Usiadam. Byo dwadziecia po sidmej. Poniedziaek rano. Krawdzie aluzji byy jasno owietlone, ale niewiele wiata wpadao do pokoju. Cay czas syszaam gos Gabby. - ...ale wiedziaam, e ci pniej nie zapi. Widz, e wstajesz wczeniej, ni mylaam. No dobra, co do... Odebraam telefon. - Halo. - Staraam si robi wraenie mniej otpiaej, ni rzeczywicie byam. Gos urwa si w p zdania. - Temp? To ty? Przytaknam. - Obudziam ci? - Tak. - Byo za wczenie na byskotliw odpowied. - Przepraszam. Mam zadzwoni pniej? - Nie, nie. Ju wstaam. Oparam si pokusie, eby powiedzie, e i tak musiaam wsta, eby odebra telefon. - Ruszaj tyek z ka, sonko. Kto rano wstaje... Suchaj, jeli chodzi o dzisiejszy wieczr. Moemy z tego zrobi si... - Przerwa jej natarczywy pisk. - Poczekaj. Musiaam zapomnie wyczy automatyczn sekretark. Pooyam suchawk i poszam do duego pokoju. Migao czerwone wiateko. Wziam do rki przenon suchawk, wrciam do sypialni i odoyam suchawk na wideki. - OK. - Byam ju zupenie rozbudzona i zaczam marzy o kawie. Skierowaam si do kuchni. - Dzwoni w sprawie dzisiejszego wieczoru. - W jej gosie czu byo zirytowanie. Nie mogam jej wini - usiowaa skoczy jedno zdanie od jakich piciu minut.

- Przepraszam, Gabby. Przez cay weekend czytaam prac magistersk jakiego studenta i wczoraj pno si pooyam. Naprawd gboko spaam. Nawet nie syszaam telefonu. - To byo dziwne, nawet dla mnie. - O co chodzi? - O dzisiejszy wieczr. Hm, moemy przeoy spotkanie na sidm trzydzieci zamiast sidmej? Moja praca sprawia, e jestem bardziej nerwowa ni wierszcz zamknity w klatce z jaszczurk. - Jasne. Nie ma sprawy. Dla mnie tak chyba te bdzie wygodniej. - Przytrzymujc telefon ramieniem, signam do szafki po soik z ziarnami kawy i woyam trzy yki do mynka. - Wpa po ciebie? - spytaa. - Albo odwrotnie. Mog prowadzi, jak chcesz. Gdzie pjdziemy? - Zastanawiaam si, czy nie wczy mynka, ale zdecydowaam si tego nie robi. Ju i tak wydawaa si nieco poirytowana. Milczaa. Oczyma wyobrani widziaam, jak bawi si swoim kolczykiem w nosie, kiedy si zastanawia. Dzisiaj mg to by nawet jaki wiek. Na pocztku nie mogam si do tego przyzwyczai i miaam problemy z koncentracj, gdy rozmawiaam z Gabby. Skupiaam si na kolczyku, zastanawiaam, jak bolesne jest przekucie nosa. Teraz ju nie zwracaam na to najmniejszej uwagi. - Wieczorem powinno by adnie - odpara. - Moe pjdziemy zje gdzie pod chmurk? Na Prince Arthur albo St. Denis? - Super - powiedziaam. - W takim razie nie ma powodu, eby tu przyjedaa. Podjad po ciebie koo wp do smej. Pomyl o jakim nowym miejscu. Mam ochot na co egzotycznego. Chocia z Gabby mogo to by ryzykowne, tak zwykle robiymy. Znaa miasto duo lepiej ni ja, wic to przewanie ona wybieraa restauracj. - Okej. A plus tard. - A plus tard - odparam. Byam zdziwiona i troch mi ulyo. Normalnie nie moga skoczy rozmowy. Czsto musiaam wymyla jakie wymwki, eby si wyrwa. Telefon zawsze by dla nas swego rodzaju koem ratunkowym. Gabby kojarzy mi si z telefonem, jak nikt inny. Ten zwyczaj wyksztaci si w pocztkowych stadiach naszej znajomoci. Kiedy byymy jeszcze studentkami, rozmowy w jaki dziwny sposb przynosiy mi ulg, wyrywajc mnie ze stanu melancholii, ktrej tak czsto padaam ofiar w tamtych latach. Po tym, jak w kocu nakarmiam, wykpaam i pooyam do eczka moj crk

Katy, godzinami wisiaam na telefonie, rozmawiajc z Gabby, dzielc si moim podnieceniem z powodu nowo odkrytej ksiki, dyskutujc o naszych zajciach, profesorach, studentach i czasami o niczym konkretnym. To bya jedyna osoda, na ktr pozwalaymy sobie w czasach, kiedy nasze ycie nie byo takie sodkie. Chocia teraz rozmawiamy rzadziej, mechanizm prawie si nie zmieni w cigu lat, ktre upyny od tamtego czasu. Razem czy osobno, dzielimy si swoimi radociami i pomagamy sobie w smutku. To Gabby pomoga mi przetrzyma kuracj odwykow na spotkaniach w klubie AA, gdy potrzeba napicia si nie dawaa mi spokoju od rana do wieczora, trzsam si i cay czas si pociam. To do mnie dzwoni Gabby, rozbawiona i pena nadziei, kiedy mio pojawia si w jej yciu, a potem znowu, samotna i zrozpaczona, kiedy znika. Kawa si zaparzya i postawiam j na szklanym stoliku w jadalni. Przez gow przebiegay mi wspomnienia zwizane z Gabby. Zawsze si umiechaam, kiedy o niej mylaam. Gabby na seminarium magisterskim. Gabby na wykopaliskach. Gabby w akcji, z czerwon chust zarzucon na ramiona i koyszcymi si dredami, kiedy wzrusza ziemi kielni. Majc ponad metr osiemdziesit wzrostu, szybko zrozumiaa, e nie bdzie tradycyjn piknoci. Nie staraa si odchudza ani opala. Nie golia si pod pachami, ng te nie. Gabby to bya Gabby. Gabrielle Macaulay z Trois-Rivieres w Quebecu. Jej matka bya Francuzk, ojciec Anglikiem. Przyjaniymy si w czasie studiw. Ona nienawidzia antropologii fizycznej, cierpiaa na zajciach, ktre ja uwielbiaam. Ja miaam tak samo z jej ulubion etnologi. Gdy skoczyymy studia, ja pojechaam do Pnocnej Karoliny, a ona wrcia do Quebecu. Rzadko widywaymy si przez te lata, ale dziki telefonowi cay czas byymy sobie bliskie. To przede wszystkim dziki Gabby zaproponowano mi profesur na McGill w 1990 r. Podczas tego wanie roku zaczam pracowa na p etatu w laboratorium i nawet po powrocie do Pnocnej Karoliny, nie zrezygnowaam z tej posady - jedziam na pnoc co sze tygodni, tak jak tego wymagaa moja praca. A w tym roku wziam urlop na karoliskiej uczelni i pracowaam w Montrealu ju na penym etacie. Tskniam do przebywania z Gabby i cieszyam si z odnowienia naszej przyjani. Mj wzrok przykuo migajce wiateko automatycznej sekretarki. Kto musia dzwoni przed Gabby. Nastawiam j tak, eby si wczaa po czterech sygnaach, chyba e ju wczeniej co si nagrao. Wtedy wczaa si po pierwszym. Zastanawiajc si nad tym, jak mogam przespa cztery sygnay i ca wiadomo, podeszam do niej i przycisnam

guzik. Kaseta si przewina i wczya. Cisza, a potem kliknicie. Nastpnie krtki pisk i gos Gabby To tylko pomyka. To dobrze. Wczyam przewijanie do tyu i poszam si ubra do pracy.

Laboratorium medyczno-prawne mieci si w budynku znanym jako QPP albo SQ, w zalenoci od preferencji jzykowych. Dla anglojzycznych jest to Quebec Provincional Police, a dla francuskojzycznych - La Surete du Quebec. Laboratoire de Medecine Legale, podobne do laboratorium medycyny sdowej w Stanach, mieci si na tym samym pitrze co Laboratoire de Sciences Judiciares, centralne laboratorium dla prowincji. Razem, LML i LSJ tworz jednostk znan jako La Direction de l'expertise Judiciaire - DEJ. Czwarte i najwysze trzy pitra budynku zajmuje wizienie. Kostnica i pomieszczenia do przeprowadzania autopsji mieszcz si w piwnicy. Policja prowincji zajmuje pozostaych osiem piter. Ma to swoje zalety. Wszyscy jestemy razem. Jeli potrzebna mi jest analiza wkien albo prbki gleby, przechodz przez korytarz i jestem na miejscu. Ma to te wady - jestemy atwo osigalni. Prowadzcy ledztwo z ramienia SQ czy miejscowi detektywi, eby dostarczy nam dowody albo dokumenty, musz przejecha tylko kilka piter wind. Na przykad tego dnia rano. Claudel czeka przed drzwiami mojego biura, kiedy przyjechaam. Trzyma w rku ma, brzow kopert i nieustannie stuka jej krawdzi w otwart do. Powiedzie, e wyglda na pobudzonego, to tak, jakby urzec, e Gandhi wyglda na godnego. - Mam kart od dentysty - powiedzia tonem powitania. Trzyma kopert jak prezenter w czasie ceremonii wrczania nagrd Akademii Filmowej. - Sam si po ni pofatygowaem... - Przeczyta nabazgrolone na kopercie nazwisko. - Do doktora Nguyen. Ma gabinet w Rosemont. Bybym tutaj wczeniej, ale gociu ma naprawd tp sekretark. - Kawy? - spytaam. Chocia nigdy nie spotkaam sekretarki doktora Nguyena, solidaryzowaam si z ni. Wiedziaam, e nie miaa miego poranka. Otworzy usta, eby przyj albo odrzuci propozycj. Nie wiem, ktre. W tym wanie momencie zza rogu wyoni si Marc Bergeron. Najwyraniej niewiadomy naszej obecnoci, przeszed energicznym krokiem obok rzdu byszczcych, czarnych drzwi biurowych i zatrzyma si kawaek od moich. Zgi jedn nog i opar na udzie walizk. Przypomnia mi si styl urawia z Karate Kid. Bdc w tej pozycji, otworzy walizk, poszpera w rodku i wycign klucze.

- Marc? Wystraszy si. Jednym ruchem zatrzasn walizk, chwyci j w rk, ktr natychmiast opuci. - Bien fait - zauwayam, powstrzymujc umiech. - Merci. - Spojrza na Caudela i na mnie. W lewej rce trzyma walizk, a w prawej klucze. Marc Bergeron by niewtpliwie dziwnie wygldajcym czowiekiem. Mia na karku blisko szedziesitk, a moe i nieco wicej. By wysoki, kocisty i lekko przygarbiony, zgity do przodu, jakby wiecznie gotowy na przyjcie ciosu w brzuch. Jego bujne, krcone, siwe wosy wyrastay mu gdzie dopiero od poowy gowy. Dziki czuprynie mia grubo ponad metr dziewidziesit wzrostu. A jego metalowe okulary zawsze byy tuste i pokryte warstw kurzu. Czsto mruy oczy, jakby stara si czyta drobne litery na jakim kwitku. Wyglda bardziej jak dzieo awangardowego twrcy postaci ludzkich ni dentysta sdowy. - Monsieur Claudel dosta od dentysty Gagnon jej kart - powiedziaam, wskazujc na detektywa. Claudel unis kopert, jakby na potwierdzenie. Oczy za poplamionymi szkami ani drgny. Bergeron patrzy na mnie obojtnie. Wyglda teraz jak wysoki, zakopotany mlecz z cienk, dug odyg i gstwin biaego puchu. Uwiadomiam sobie, e on w ogle nie wie nic o tej sprawie. Bergeron by jednym ze specjalistw zatrudnianych na cz etatu przez LML, z ktrymi konsultowano si w celu uzyskania specjalistycznej analizy z rnych dziedzin. Neuropatologii. Radiologii. Mikrobiologii. Dentystyki. Przychodzi do laboratorium tylko w pitki. Reszt czasu powica pacjentom w swoim prywatnym gabinecie. Nie byo go tutaj w zeszym tygodniu. Streciam mu spraw. - W zeszy czwartek robotnicy znaleli jakie koci na terenie Le Grand Seminaire. Pierre LaManche podejrzewa, e to kolejny stary cmentarz i wysa mnie tam. Ale myli si... Postawi walizk na ziemi i sucha uwanie. - Znalazam czci powiartowanego ciaa, ktre zapakowano w plastikowe worki i porzucono, prawdopodobnie w cigu ostatnich dwch miesicy. Jest to kobieta, biaa, prawdopodobnie ledwo przekroczya dwudziestk. Claudel coraz gwatowniej stuka kopert. Nagle przesta i wymownie spojrza na zegarek. Odchrzkn.

Bergeron spojrza na niego, potem znowu na mnie. Cignam swoj relacj: - Monsieur Claudel i ja zawzilimy krg prawdopodobnych ofiar i chyba znamy jej tosamo. Zgadza si z tym, co wydedukowaam z materiau kostnego. Czas jej zaginicia take pasuje. Monsieur Claudel sam przywiz kart od jej dentysty. To niejaki doktor Nguyen z Rosemont. Znasz go? Bergeron potrzsn gow i wycign swoj dug, kocist rk. - Bon - powiedzia. - Niech mi j pan da. Zobacz, co tu mamy. Czy Denis zrobi ju rentgena? - Daniel si tym zaj - odparam. - Powinno ju lee na twoim biurku. Otworzy drzwi od swojego gabinetu. Claudel wszed za nim do rodka. Przez otwarte drzwi zauwayam lec na biurku ma, brzow kopert. Bergeron podnis j i sprawdzi numer sprawy. Z miejsca, gdzie staam, widziaam, jak Claudel przemierza pokj, jak monarcha wybierajcy miejsce, w ktrym raczy zasi. - Moe pan do mnie zadzwoni za godzin, monsieur Claudel - odezwa si nagle Bergeron. Detektyw zastyg w p kroku. Chcia chyba jeszcze co powiedzie, ale w kocu zacisn tylko wargi w cienk lini, poprawi mankiety i wyszed. Ju drugi raz w cigu dziesiciu minut powstrzymaam si od umiechu. Bergeron w adnym razie nie tolerowa tego, eby prowadzcy ledztwo lcza nad nim i zaglda mu przez rami, kiedy pracuje. Claudel wanie si tego dowiedzia. A po chwili wychuda twarz Bergerona ponownie pokazaa si w drzwiach. - Wejdziesz? - spyta. - Jasne - odparam. - Chcesz kaw? Od kiedy przyszam do pracy, jeszcze nie wypiam ani jednej. Czsto przynosilimy j dla siebie nawzajem - na przemian wybieralimy si do maej kuchni mieszczcej si w drugim skrzydle budynku. - Z chci. - Wygrzeba swj kubek i poda mi go. - No to zabieram si do roboty... Poszam po swj kubek i potem z obydwoma ruszyam korytarzem. Cieszyam si, e mnie do siebie zaprosi. Czsto zajmowalimy si tymi samymi przypadkami, rozoonymi ciaami, spalonymi albo zmumifikowanymi, czasami samymi szkieletami, zmarymi, ktrych tosamoci nie mona byo ustali normalnymi metodami. Uwaaam, e dobrze nam si wsppracuje. Wygldao na to, e on te. Kiedy wrciam, dwa zestawy maych czarnych kwadratw leay na specjalnej

lampie. Kade zdjcie ukazywao fragment szczki, na bardzo ciemnym tle wida byo jasne zby. Przypomniaam sobie te zby tak, jak je zobaczyam wtedy w lesie i to, e ich nieskazitelno ywo kontrastowaa z przeraajcym kontekstem. Teraz wyglday inaczej. Wysterylizowano je. Tworzyy rwniutki rzdek i byy gotowe do tego, eby im si dokadnie przyjrze. Owietlone znajome ksztaty koron, korzeni i kanaw miay rne odcienie szaroci i bieli, Bergeron zacz od uoenia radiografw przedmiertnych po prawej stronie, a pomiertnych po lewej. Jego dugie, kociste palce namierzay na kadym zdjciu nieznaczn wypuko i, jedno po drugim, ukaday je wypukoci do gry. Kiedy skoczy, kady przedmiertny radiograf lea koo swojego pomiertnego odpowiednika. Porwnywa oba zestawy, szukajc rozbienoci. Wszystko si zgadzao, j W adnej grupie zdj nie brakowao ani jednego zba. Wszystkie korzenie byy w idealnym stanie. Zakrzywienia zbw i ich zarys by dokadnie taki sam na radiografach po lewej i po prawej stronie. Ale najbardziej rzucay si w oczy biae kulki, ktre oznaczay plomby. Ich ksztaty na zdjciach przedmiertnych w najdrobniejszych szczegach pokryway si z widocznymi na zdjciach wykonanych przez Daniela. Po przyjrzeniu si rentgenom, co wydawao si trwa w nieskoczono, Bergeron wybra jeden kwadrat z prawej strony, naoy go na odpowiadajce mu zdjcie zrobione po mierci i odwrci lamp tak, ebym moga spojrze. Nieregularne ksztaty zbw trzonowych dokadnie si pokryway. Obrci si na krzele i spojrza na mnie. - C'est positif - zawyrokowa, odchylajc si i opierajc okie na stole. Nieoficjalnie, oczywicie, do czasu, a skocz analiz danych zapisanych w karcie. - Sign po kaw. Czekao go jeszcze uciliwe porwnanie danych z karty ofiary i jeszcze bardziej szczegowa analiza zdj rentgenowskich, ale nie mia wtpliwoci. To bya Isabelle Gagnon. Cieszyam si, e to nie ja bd musiaa poinformowa o tym jej rodzicw. Ma. Kochanka. Syna. Czasem byam wiadkiem takich spotka. Widziaam reakcj. Bagalny wyraz oczu. Powiedzcie, e to pomyka. Zy sen. Niech to ju si skoczy. Powiedzcie, e tak nie jest. Potem - zrozumienie. W uamku sekundy wiat zmienia si na zawsze. - Dzikuj, e od razu si tym zaje, Marc - powiedziaam. - I dzikuj za wstpn diagnoz. - Chciabym, eby wszystkie przypadki byy takie atwe.

Wzi yka kawy, skrzywi si i potrzsn gow. - Chcesz, ebym przekazaa to Claudelowi? - Usiowaam zamaskowa niesmak w moim gosie. Wyranie mi si nie udao. Umiechn si ze zrozumieniem. - Nie wtpi, e dasz sobie rad z monsieur Claudelem. - Powinnam - odparam. - Ale tak naprawd to jemu trzeba tresera. Kiedy wracaam do swojego gabinetu, jeszcze syszaam jego miech.

Moja babcia zawsze mi powtarzaa, e w kadym jest dobro. Jak postarasz si je znale - mawiaa z tym swoim silnym akcentem - to znajdziesz. Kady ma jakie zalety". Babciu, nigdy nie spotkaa Claudela. Zalet Claudela bya punktualno. Wrci po pidziesiciu minutach. Zza ciany syszaam jego gos, kiedy rozmawia z Bergeronem. Kilkakrotnie wymieniano moje nazwisko, kiedy Bergeron kierowa go do mnie. Intonacja Claudela wiadczya o poirytowaniu. Chcia usysze opini od niego, a bdzie musia znowu do mnie przyj. Zjawi si kilka sekund pniej. Jego twarz bya nieprzenikniona. adne z nas nie zaczo od powitania. Sta tylko w drzwiach. - To pewne - powiedziaam. - Gagnon. Zmarszczy brwi, ale widziaam wzbierajce w jego oczach podniecenie. Mia ofiar. Teraz mg zacz ledztwo. Zastanawiaam si, czy w ogle by poruszony, czy by to dla niego po prostu problem do rozwizania. Znale zego czowieka. Przechytrzy morderc. Syszaam ju wymiany artw i dowcipw nad zmasakrowanymi ciaami ofiar. Dla niektrych by to sposb na uporanie si z okruciestwem przemocy, bariera majca chroni przed rodziennym obcowaniem z ofiarami zabjstw. Grobowy humor. Schowa przeraenie pod mask mskiej pyszakowatoci. U niektrych byo to jednak co wicej. Podejrzewaam, e Claudel nalea do tej grupy. Przygldaam mu si przez kilka sekund. Na korytarzu zadzwoni telefon. Pomimo e naprawd nie lubiam tego faceta, musz przyzna, e zaleao mi na jego dobrej o mnie opinii. Chciaam zyska jego aprobat. Chciaam, eby mnie lubi. Chciaam, eby oni wszyscy mnie akceptowali, ebym naleaa do ich kasty. Przez gow przemkn mi wizerunek doktor Lentz, pani psycholog, ktra mwia kiedy na wykadzie: Tempe, jeste dzieckiem alkoholika. Szukasz zainteresowania i uwagi,

ktrych on ci nie okazywa. Szukasz akceptacji tatusia, wic starasz si kademu przypodoba". Dziki niej dotaro to do mnie, ale nie udao jej si mnie z tego wyleczy. Musiaam si z tym upora sama. Czasami przesadzaam i niektrzy uwaali, e jestem upierdliwa. Z Claudelem tak jednak nie byo. Uwiadomiam sobie, e unikam konfrontacji. Wziam gboki oddech i zaczam mwi, starannie dobierajc sowa. - Monsieur Caudel, czy rozwaa pan tak moliwo, e to morderstwo jest powizane z innymi, ktre wydarzyy si w cigu ostatnich dwch lat? Jego twarz zastyga, wargi cofny si tak gboko, e byy prawie niewidoczne. Zza konierzyka zacza wyania si czerwona plama, ktra rosa, ogarniajc powoli szyj i twarz. Odezwa si lodowatym tonem. - Na przykad jakich? - Ani drgn przy tym. - Na przykad Chantale Trottier - cignam. - Zamordowano j w padzierniku dziewidziesitego trzeciego. Zostaa powiartowana, skrcona o gow i wybebeszona. Spojrzaam mu prosto w twarz. - To, co z niej zostao, znaleziono w plastikowych workach na mieci. Podnis obie rce na wysoko ust, splt je i zacz puka palcami w wargi. Jego idealnie dobrane zote spinki do mankietw nienagannie skrojonej koszuli zabrzczay cicho. Spojrza mi prosto w oczy. - Miss Brennan - powiedzia, wyranie akcentujc angielski kwalifikator. - Powinna pani skoncentrowa si raczej na tym, w czym jest pani specjalistk. Myl, e udaoby si nam samym zauway jakiekolwiek powizania midzy zbrodniami popenianymi na terenie znajdujcym si pod nasz jurysdykcj. Te morderstwa nie maj ze sob nic wsplnego. Ignorujc krytyk, nie dawaam za wygran. - Obie ofiary to kobiety. Obydwie zamordowano w cigu ostatnich dwch lat. Na obu ciaach stwierdzono lady okaleczenia czy prby... Tak starannie wypracowane opanowanie nie wytrzymao i wybuchn

niepowstrzymanym gniewem. - Do cholery! - wypali. - Co pani pie... Jego usta nady si, eby wyrzuci to mao grzeczne sowo, ale zdy si powstrzyma w ostatnim momencie. Udao mu si nieco uspokoi, chocia wida byo, e wiele go to kosztowao. - Czy zawsze pani tak wyolbrzymia?

- Niech pan si nad tym zastanowi - rzuciam chodno. Caa trzsam si z wciekoci, kiedy wstaam, eby zamkn za nim drzwi.

4
Powinno by przyjemnie siedzie w saunie i poci si. Odreagowa. O to mi wanie chodzio. Par kilometrw na StairMasterze, rundka na siowni, a pniej bogie lenistwo. Jak wszystko tego dnia, sala gimnastyczna te mnie jednak rozczarowaa. Wysiek fizyczny rozadowa troch nagromadzonego we mnie gniewu, ale cay czas czuam si pobudzona. Wiedziaam, e Claudel to dupek. Chodzc po StairMasterze wyzywaam go w rytm krokw. Dupek. Palant. Kretyn. Dwusylabowe sprawdzay si najlepiej. Do takiego wanie doszam wniosku, ale niewiele wicej. Na jaki czas zajo to moje myli, ale teraz, kiedy ju troch ochonam, nie mogam przesta myle o morderstwach. Isabelle Gagnon. Chantale Trottier. Obracaam w mylach te nazwiska, jak ziarnka grochu na talerzu. Podniosam nieco rcznik i zaczam, chwila po chwili, przypomina sobie wydarzenia dzisiejszego dnia. Kiedy Caudel wyszed, poszam do Denisa spyta, kiedy bdzie gotowy szkielet Gagnon. Chciaam obejrze go bardzo dokadnie, eby sprawdzi, czy nie ma na nim jakich ladw obrae. Pkni. Gbokich ran. Czegokolwiek. Co w sposobie, w jaki powiartowano ciao, nie dawao mi spokoju. Chciaam si dobrze przyjrze ladom naci. Byy jednak jakie problemy z aparatur do odkaania. Koci miay by gotowe dopiero nastpnego dnia. Poszam wic do centralnego archiwum i wycignam skoroszyt z dokumentami dotyczcymi Trottier. Cae popoudnie spdziam potem lczc nad raportami policyjnymi, wynikami autopsji, raportem toksykologicznym i zdjciami. Co bkao si po obrzeach komrek mojej pamici nie dajc mi spokoju, co, co kazao mi myle, e te dwie sprawy s powizane. Jaki zapomniany szczeg na granicy wiadomoci czy obie ofiary w sposb, ktrego nie rozumiaam. Jakie wspomnienie, do ktrego chwilowo nie miaam dostpu, mwio mi, e nie chodzi tylko o okaleczenie (i zapakowanie w worki). Chciaam znale zwizek. Poprawiam rcznik i wytaram pot z twarzy. Skra na koniuszkach moich palcw bya pomarszczona. Oprcz tego, wszdzie byam gadka jak jedwab. Byam zdecydowanie krtkodystansowcem. Nie wytrzymywaam gorca duej ni dwadziecia minut, niezalenie od przypisywanych saunie korzyci zdrowotnych. Jeszcze pi. Chantale Trottier zabito niecay rok temu, jesieni tego roku, kiedy zaczam pracowa w laboratorium na cay etat. Miaa szesnacie lat. Na swoim biurku rozoyam zdjcia z jej autopsji, chocia i tak ich nie potrzebowaam. Pamitaam j bardzo wyranie, w

najdrobniejszych szczegach pamitaam te dzie, kiedy trafia do kostnicy. 22 padziernika, tego popoudnia, kiedy byo przyjcie z ostrygami. By to pitek i wikszo personelu wysza z pracy szybciej, eby napi si piwa i rozkoszowa si oprnianiem skrzynek Malpequesa, co jest tutaj jesienn tradycj. W tumie kbicym si w pokoju konferencyjnym zauwayam LaManche'a rozmawiajcego przez telefon. Rk zasania jedno ucho, eby si odgrodzi od haasu panujcego na przyjciu. Obserwowaam go. Gdy odoy suchawk, omit spojrzeniem sal. Zauwaywszy mnie, jedn rk gestem pokaza mi, ebym spotkaa si z nim w holu. Kiedy namierzy Bergerona, a ten zwrci na niego uwag, przekaza t sam wiadomo. W windzie, pi minut pniej, wyjani, o co chodzi. Wanie przywieziono mod dziewczyn. Ciao nosio lady mocnego pobicia i byo powiartowane. Nie byo szans na wizualne zidentyfikowanie ofiary. Chcia, eby Bergeron rzuci okiem na zby. A ja miaabym przyjrze si naciciom na kociach. Nastrj w sali do autopsji silnie kontrastowa z atmosfer wesooci na grze. Dwch detektyww z SQ stao z dala, kiedy umundurowany policjant z sekcji tosamoci robi zdjcia. Technik w ciszy ukada resztki ciaa. Detektywi nic nie mwili. Nie byo kawaw ani normalnego w takich sytuacjach dowcipkowania. Cisz mci tylko trzask migawki, kiedy fotograf uwiecznia lece na stole do autopsji wiadectwo okruciestwa. To, co z niej ocalao, zostao zoone w ciao. Sze krwawych kawakw uoono waciwie pod wzgldem anatomicznym, ale nie wszystkie Kty dokadnie si zgadzay, przez co martwa dziewczyna wygldaa jak naturalnej wielkoci plastikowa lalka, ktre projektowano specjalnie tak, eby mona je byo wygina pod nieprawdopodobnymi ktami. Efekt by icie makabryczny. Jej gowa bya obcita tu pod brod, a przecite minie byy koloru jaskrawoczerwonych kwiatw maku. Blada skra odchodzia nieco w miejscach, gdzie ciao byo poszarpane, jakby unikaa kontaktu ze wieym, surowym misem. Jej oczy byy na wp otwarte, a pod praw dziurk od nosa wida byo cieniutk struk krwi. Dugie i jasne wosy byy mokre i przylepione do gowy, Tuw zosta rozcity w talii. Rce byy zgite w okciach i leay na brzuchu w takiej pozycji, jak w trumnach, tylko palce nie byy splecione. Prawa rka bya czciowo odcita, a koce kremowych cigien wystaway jak przerwany kabel. Jej zabjcy bardziej si powiodo z lew rk. Technik pooy j obok gowy, leaa zupenie osobno, palce byy zacinite, jak odna zwinitego w kbek pajka.

Jej klatka piersiowa bya otwarta wzdu krgosupa, od garda po brzuch, a obwise piersi rozleway si na obie jej strony, ich ciar rozszerza szpar midzy dwoma czciami rozcitego ciaa. Dolna cz tuowia cigna si od talii po kolana. Dolne kawaki jej ng leay koo siebie pod miejscami, gdzie normalnie byy poczone z reszt ciaa. Oddzielone od staww kolanowych leay ze stopami na pask rozoonymi w dwie strony - due palce skierowane byy na zewntrz. Czujc ukucie blu, zauwayam, e jej palce u ng byy pomalowane na bardzo delikatny odcie ru. Ten drobiazg tak mn wstrzsn, e chciaam j przykry i wrzasn na wszystkich obecnych, eby zostawili j w spokoju. zimiast tego jednak, tylko staam i patrzyam, czekajc na swoj kolej, eby podej bliej. Cigle jeszcze kiedy zamykam oczy, widz wyranie ostre krawdzie licznych ran na jej gowie, dowd na to, e uderzano j wielokrotnie tpym przedmiotem. W najdrobniejszych szczegach pamitam siniaki na szyi. z atwoci mog przypomnie sobie jej przekrwione oczy, malutkie, krwawe lady po pkniciach delikatnych naczy krwiononych. Spowodowane przez niesychane cinienie w yach szyjnych, s klasycznym objawem uduszenia. Zrobio mi si niedobrze, kiedy zastanawiaam si, co jeszcze jej si przydarzyo, tej kobiecie-dziecku, o ktrego rozwj tak dbano, karmic j masem orzechowym, zbirkami zuchw, letnimi obozami i szkk niedzieln. al mi byo tych lat, ktrych nie bdzie moga przey, tych zaj, w ktrych nie bdzie moga uczestniczy, i tych wypijanych ukradkiem piw. Uwaamy siebie za cywilizowane plemi, my, mieszkacy Ameryki Pnocnej ostatniej dekady drugiego milenium. Obiecalimy jej siedemdziesit lat ycia, a pozwolilimy jej przey tylko szesnacie. Odpdzajc wspomnienia tej bolesnej autopsji, wytaram pot z twarzy i potrzsnam gow, potrzsajc przemoczonymi wosami raz do przodu, a raz do tyu. Wizerunek ofiary by w moich mylach nieco rozmyty i ju nie potrafiam powiedzie, co naprawd pamitaam z przeszoci, a co widziaam na dokadnych zdjciach dzisiaj po poudniu. Tak jak w yciu. Od dawna podejrzewaam, e wiele moich wspomnie z dziecistwa pochodzi w gruncie rzeczy ze starych zdj, e s one zbieranin fotograficznych uj, mozaik utrwalonych na celuloidzie obrazw przeksztaconych w pamitan rzeczywisto. Urok Kodaka. Moe i lepiej wspomina przeszo w ten sposb. Rzadko utrwalamy na zdjciach smutne wydarzenia. Otworzyy si drzwi i do sauny wesza jaka kobieta. Umiechna si i skina do

mnie gow, po czym po mojej lewej stronie starannie rozoya na awce rcznik. Jej uda miay konsystencj yjcych w morzu gbek. Wziam swj rcznik i poszam pod prysznic. Birdie czeka, kiedy przyjechaam do domu. Patrzy na mnie z holu, a jego biaa sylwetka odbijaa si delikatnie od czarnej, marmurowej podogi. Wyglda na rozdranionego. Czy koty mog czu co takiego? Pewnie przenosiam wasne emocje na kota. Zajrzaam do jego miseczki i zobaczyam, e mleka jest mao, ale co jeszcze zostao. Czujc si winna, i tak j napeniam. Birdie dobrze znis przeprowadzk. Jego potrzeby byy proste. Moja osoba, paczka kociego przysmaku i sen. Takie wymagania nie maj nic wsplnego z granicami, bo miejsce ich zaspokajania nie gra roli. Miaam jeszcze godzin do spotkania z Gabby, wic wycignam si na sofie. Wysiek i sauna robiy swoje, wic czuam si tak, jakby waniejsze grupy moich mini wziy sobie wolne. Ale wyczerpanie ma te zalety. Czuam si fizycznie, jeli nie psychicznie, rozluniona. I jak zwykle w takich sytuacjach, miaam ochot si napi. Pokj by rozwietlony popoudniowym socem, chocia nieco stumionym przez wykrochmalone mulinowe zasony zakrywajce wszystkie okna. To wanie to najbardziej lubi w tym mieszkaniu. wiato soneczne zmieszane z pastelowymi kolorami sprawia, e pokj wydaje si przestronny, co dziaa na mnie bardzo kojco. W wiecie penym napi, jest to moja oaza spokoju. Mieszkanie mieci si na parterze budynku w ksztacie litery U, w rodku ktrej mieci si dziedziniec. Zajmuje wiksz cz jednego skrzyda i przez to nie ssiaduje bezporednio z adnym innym. Z jednej strony duego pokoju s przeszklone drzwi balkonowe wychodzce na ogrd na dziedzicu. Drugie drzwi, znajdujce si naprzeciw tamtych, prowadz do mojego maego, prywatnego ogrodu. To rzadko w miecie - trawa i kwiaty w samym sercu Centre-ville. A ja hoduj nawet troch zi w tym ogrdku. Na pocztku zastanawiaam si, czy dobrze bd si czua, mieszkajc sama. Nigdy wczeniej tego nie robiam. Z domu wyjechaam do college'u, po czym wyszam za Pete'a, wychowywaam Katy, nigdy nie byam sama sobie pani. Niepotrzebnie si martwiam. Uwielbiam mieszka sama. Pograam si w stanie porednim midzy snem a jaw, z ktrego wyrwa mnie jednak telefon. Z cik gow po przerwanej drzemce, podniosam suchawk. Uraczono mnie mechanicznym gosem proponujcym sprzeda miejsca na cmentarzu. - Merde - przeklam, spuszczajc nogi i wstajc z kanapy. To jest minus mieszkania samemu. Mwi do siebie.

Inn wad jest to, e nie mam przy sobie crki. Zadzwoniam do niej, ona podniosa suchawk ju po pierwszym sygnale. - Och, mamo, tak si ciesz, e zadzwonia! Jak si czujesz? Teraz nie mog rozmawia, bo mam kogo na drugiej linii, ale moe zadzwoni do ciebie za chwil? Umiechnam si. Katy. Zawsze bez tchu i robica sto rzeczy naraz. - Pewnie, skarbie. Nie mam nic wanego, chciaam ci tylko usysze. Wieczorem id z Gabby na kolacj. Moe jutro? - Super. Ucauj j bardzo mocno ode mnie. Aha, dostaam pitk z francuskiego, jeli to ci chodzi po gowie. - Nie miaam wtpliwoci, e tak bdzie - odparam, miejc si. - Porozmawiamy jutro.

Dwadziecia minut pniej zaparkowaam pod budynkiem, w ktrym mieszka Gabby. Jakim cudem byo wolne miejsce dokadnie naprzeciw jej drzwi wejciowych. Wyczyam silnik i wysiadam. Gabby mieszka na Carre St. Louis, uroczym, maym placu wcinitym midzy rue St. Laurent a rue St. Denis. Okrgy park jest otoczony stojcymi w rzdach domami o bardzo wymylnych ksztatach. Peno na nich drewnianych zdobie, reliktw wieku fantazji w architekturze. Ich waciciele pomalowali je w barwy tczy i ozdobili dziedzice bujnymi bukietami letnich kwiatw, przez co wyglday jak z filmw animowanych Disneya. Jest co ze spenionego kaprysu w tej oazie zieleni, poczynajc od pooonej w rodku fontanny, wyrastajcej z basenu jak ogromny tulipan, po niski pot z kutego elaza otaczajcy cay park. Siga zaledwie troszk ponad kolana, a jego frywolne szpice i zawijasy odgraniczaj ziele placu od otaczajcych go piernikowych domw. Wyglda na to, e ludzie epoki wiktoriaskiej tak pruderyjni w sprawach seksu, potrafili by swawolni projektujc budynki. W jaki sposb mnie to pocieszao, bo potwierdzao, e w yciu jednak panuje rwnowaga. Rzuciam okiem na dom Gabby. Stoi po pnocnej stronie parku i jest trzecim budynkiem od rue Henri-Julien. Katy jego wygld skwitowaaby okreleniem nieprzyzwoita przesada", ktrego to uywaa do krytykowania sukienek mijajcych nas kobiet podczas naszych dorocznych, wiosennych zakupw. Wydaje si, e architekt nie mg si nasyci, a przystroi dom wszystkimi fantazyjnymi ozdobami, jakie tylko zna. Jest to trzypitrowy budynek z brzowej cegy. Nisze pitra wybrzuszaj si

ogromnymi oknami w wykuszu, a city dach wieczy szecioktna wieyczka, ktra pokryta jest maymi owalnymi pytkami uoonymi jak uski na ogonie rusaki. Wok niej jest romantyczny balkon ograniczony balustrad z kutego elaza. Okna s w stylu arabskim, ich dolne czci znacz kty proste, natomiast grne rozdymaj si w uki. Starannie rzebione ramy wszystkich okien i drzwi pomalowane s na delikatny odcie koloru lawendy. Na dole, na lewo od wykuszu, elazne schody wspinaj si od parteru do pooonej na poziomie drugiego pitra werandy. Ptle i zawijasy jej balustrady s w podobnym stylu, co te ogrodzenia parku. By pocztek czerwca i w ogromnych skrzynkach zawieszonych wzdu werandy kwity kwiaty. Musiaa ju na mnie czeka. Nim zdyam przej przez ulic, zasona drgna i po chwili otworzyy si drzwi. Pomachaa mi, zamkna drzwi na klucz i sprawdzia, czy s zamknite, gwatownie szarpic za klamk. Kiedy szybko schodzia po elaznych schodach, jej duga sukienka nadymaa si jak agiel na silnym wietrze. Usyszaam j, kiedy si zbliya. Gabby lubi rzeczy, ktre byszcz i brzcz. Tego wieczora jej kostk zdobia bransoleta, na ktrej zawieszone byy mae, srebrne dzwoneczki. Kademu jej krokowi towarzyszyo brzczenie. Bya ubrana w stylu, jaki w szkole redniej okrelaam mianem Nouveau Ashram. Zawsze si tak ubieraa. - Jak leci? - W porzdku - rzuciam wymijajco. Ju w momencie, w ktrym to mwiam, wiedziaam, e to nieprawda. Ale nie miaam ochoty rozmawia o morderstwach, Claudelu, straconym weekendzie w Quebec City, moim maestwie ani o niczym innym, co ostatnio spdzao mi sen z powiek. - A u ciebie? - Bien. Poruszaa gow na boki i jej dredy troch przyklapny. Bien. Pas bien. Zupenie tak jak dawniej. Ale nie do koca. Zauwayam, e zachowuje si podobnie, jak ja. Ona te co ukrywaa, ale wyranie nie chciaa prowadzi adnych powanych rozmw. Czujc si nieco przygnbiona, ale podejrzewajc, e mj nastrj si poprawi, nic nie powiedziaam i udawaam, e wszystko jest w porzdku. - No to gdzie idziemy zje? Nie zmieniaam tematu, bo przecie jeszcze o niczym nie zaczymy rozmawia. - A na co masz ochot? Ju si nad tym zastanawiaam. Przewanie decyduj si na co, wyobraajc sobie

jedzenie na talerzu przede mn. Pod tym wzgldem jestem zdecydowanie wzrokowcem. Wydaje mi si, e jeli chodzi o jedzenie, decyduje wygld dania, a nie menu. Dzisiaj miaam ochot na co czerwonego i cikiego. - Pjdziemy do woskiej? - Okej. - Zastanowia si. - Moe Vivaldi na Prince Arthur? Tam na pewno usidziemy na dworze. - Idealnie. I nie bd ju musiaa rusza samochodu. Przeszymy przez plac, idc pod dorodnymi drzewami liciastymi, ktre gruj nad trawnikiem. Starsi ludzie siedzieli na awkach, rozmawiajc w grupach, przygldajc si innym. Kobieta w czepku karmia gobie, wycigajc kawaki chleba z torebki, strofujc je jak niesforne i haaliwe dzieci. Para policjantw sza jedn z alejek przecinajcych park, ich zaoone z tyu rce tworzyy dokadnie takie same litery V. Co jaki czas zatrzymywali si, eby wymieni z kim par sw, zada kilka pyta czy odpowiedzie na jakie kliwe uwagi. Minlimy kamienn altan stojc w zachodniej czci placu. Zauwayam wyraz Vespasian" i zastanawiaam si, po raz kolejny, dlaczego nad wejciem wyrzebiono nazwisko cesarza rzymskiego. Opuciymy plac, skrciymy w rue Laval i przeszymy midzy rzdem kamiennych supw znaczcych wejcie w rue Prince Arthur. Przez cay ten czas nic nie mwiymy. Byo to dziwne. Gabby nigdy nie bya taka spokojna czy pasywna. Przewanie miaa mnstwo planw i pomysw. Dzisiaj natychmiast zgodzia si na moj propozycj. Dyskretnie obserwowaam j ktem oka. Wodzia wzrokiem po twarzach przechodniw, obgryzajc jednoczenie paznokie u kciuka. Wydawao si, e uwanie przyglda si ludziom. Wygldaa na nerwow i tak, jakby czego szukaa na zatoczonych chodnikach. Wieczr by ciepy, a powietrze wilgotne. Ulica Prince Arthur bya zakorkowana. Ludzie kbili si i chodzili we wszystkie strony. Okna i drzwi restauracji byy pootwierane, a stoliki stay chaotycznie, jakby kto planowa ustawi je w porzdku pniej. Mczyni w bawenianych koszulach i kobiety z odsonitymi ramionami rozmawiali i miali si pod jaskrawymi parasolami. Inni stali w kolejkach, czekajc na miejsce. Stanam w kolejce przed Vivaldim, a Gabby posza na rg kupi butelk wina. Kiedy w kocu usiadymy, Gabby zamwia fettucine alfredo. Ja poprosiam o veal picatta i spaghetti. Chocia daam si skusi cytrynie, przynajmniej czciowo pozostaam wierna czerwieni. Kiedy czekaymy na saatki, sczyam Perriera. Rozmawiaymy troch,

ruszaymy ustami, wydobywaymy z siebie sowa, ale tak naprawd nic sobie nie powiedziaymy. Wikszo czasu po prostu siedziaymy. Nie byo to swobodne milczenie starych przyjaci, ale krpujca cisza. Znaam zmienne nastroje Gabby, jak wasne cykle miesiczne. Wyczuwaam jakie napicie w jej zachowaniu. Unikaa mojego wzroku. Jej oczy niespokojnie rozglday si wok, tak jak w parku, jakby czego szukay. Bya wyranie rozkojarzona. Czsto sigaa po swj kieliszek wina. Za kadym razem, jak go podnosia, Chianti nabierao wspaniaego odcienia czerwieni i pono w wieczornym wietle jak zachodzce soce w Karolinie. Wiedziaam, jak interpretowa jej zachowanie. Pia za duo, eby zabi w sobie niepokj. Alkohol, opium ludzi z kopotami. Wiedziaam, bo sama tego prbowaam. Kostki lodu w moim Perrierze topiy si powoli. Patrzyam, jak plasterek cytryny zmienia pozycj. Spada z jednej kostki na nisz z cichym sykiem. - Gabby, co si dzieje? Pytanie j wystraszyo. - Dzieje? Zamiaa si nerwowo i odgarna dreda z twarzy. Z jej oczu nic nie mona byo wyczyta. Widzc, e nie chce o tym mwi, wybraam neutralny temat. Powie mi, jak bdzie gotowa. A moe jestem tchrzem. Cen, ktr moe przyj zapaci za wzajemn blisko, moe by jej utrata. - Masz jakie wiadomoci od kogo z Northwestern? Poznaymy si jako studentki w latach siedemdziesitych. Byam ju wtedy on. I matk. Katy jeszcze nie chodzia do szkoy. Wtedy zazdrociam Gabby i innym ich wolnoci. Brakowao mi caonocnych imprez, ktre tak zbliaj ludzi, i zaj z filozofii wczenie rano. Byam w ich wieku, ale yam w innym wiecie. Tylko z Gabby naprawd si zyam. Do tej pory waciwie nie wiem, dlaczego. Rnimy si od siebie wygldem tak, jak to tylko moliwe. Przynajmniej wtedy tak byo. Moe dlatego, e Gabby lubia Pete'a albo przynajmniej udawaa, e go lubi. Wspomnienie: Pete ubrany jak onierz na parad otoczony przez dzieci-kwiaty, po trawie i tanim piwie. Nie znosi imprez, na ktre chodziam, i maskowa swoje ze samopoczucie zachowujc si arogancko i pogardliwie. Tylko Gabby zadaa sobie trud, eby si do niego przebi. Tylko z kilkoma znajomymi ze studiw nie straciam kontaktu. Byli teraz rozproszeni po caych Stanach, wikszo z nich pracowaa na uniwersytetach i w muzeach. Gabby lepiej

udawao si utrzymywa wizi ze starymi znajomymi. A moe to oni si z ni kontaktowali. - Joe odzywa si od czasu do czasu. Uczy w jakiej dziurze w Iowa, chyba. Albo w Idaho. - Geografia Stanw nigdy nie bya mocn stron Gabby. - Tak? - Staraam si j zachci. - A Verns sprzedaje nieruchomoci w Las Vegas. Kilka miesicy temu przyjecha tu na swego rodzaju konferencj. Nie ma nic wsplnego z antropologi i jest z tego powodu bardzo zadowolony. Upia yk. - Ale cay czas ma tak sam fryzur. Tym razem jej miech zabrzmia szczerze. Rozlunio j albo wino, albo mj urok osobisty. - A, i dostaam e-maila od Jenny. Planuje znowu zaj si prac naukow. Wiesz, e wysza za jakiego kretyna i zrezygnowaa ze staego zatrudnienia w Rutgers, eby pojecha za nim na Floryd?! Gabby przewanie walia prosto z mostu. - Mao tego, dostaa propozycj pracy przy jakiej organizacji i wypruwa z siebie flaki, eby zaatwi dla nich korzystny kredyt. Kolejny yk. - I jej to odpowiada! A co u Pete'a? Pytanie byo jak niespodziewany cios. Zawsze unikaam mwienia o moim nieudanym maestwie. Czuam si tak, jakbym miaa zaoon blokad na rozprawianie na ten temat, a zniesienie jej w jaki sposb przyczynioby si do koniecznoci zweryfikowania mojego postrzegania caej tej sprawy. Jakby sam akt ukadania sw w cig, formowania zda mg przedstawi rzeczywisto w takim wietle, e nie byabym jeszcze gotowa stawi jej czoa. Gabby bya jedn z nielicznych osb, ktrym w ogle mwiam co na ten temat. - W porzdku. Rozmawiamy ze sob. - Ludzie si zmieniaj... - Tak. Przyniesiono saatki i przez jaki czas skupiymy si na dobieraniu sosw i mieleniu pieprzu. Kiedy podniosam wzrok, siedziaa zupenie nieruchomo z widelcem penym saaty zawieszonym nad talerzem. Znowu bya nieobecna, chocia tym razem wydawaa si by pogrona w mylach i nie rozgldaa si wok. Sprbowaam z innej strony. - Powiedz mi, jak ci idzie praca. - Nadziaam na widelec czarn oliwk.

- e co? A, praca. Dobrze. Naprawd dobrze. W kocu udao mi si zdoby ich zaufanie i niektre zaczy si naprawd otwiera. Wzia ks saatki. - Gabby, wiem, e ju mi to tumaczya, ale zrb to jeszcze raz. Ja jestem specjalistk od ludzkiego ciaa. Jaki jest dokadnie cel twoich bada? Rozemiaa si, syszc rozrnienie na antropologw fizycznych i kulturowych. Nasza grupa bya nieliczna, ale zrnicowana: niektrzy studiowali etnologi, a niektrzy jzykoznawstwo, archeologi i antropologi fizyczn. Wiedziaam rwnie mao o dekonstrukcjonizmie, jak ona o mitochondrialnym DNA. - Pamitasz te teksty etnograficzne, ktre kaza nam czyta Ray? Yanomamo, Semai i Nuer? Hm, to czym si zajmuj jest podobne. Staramy si opisa wiat prostytutek przez drobiazgow obserwacj i wywiady z informatorami. Praca w terenie. Blisko badanych i bardzo osobista. - Wzia kolejny ks saatki. - Kim one s? Skd pochodz? Jak trafiaj do fachu? Co robi codziennie? Na kim i na czym mog polega? Jak si wpasowuj w oficjaln gospodark? Jak siebie postrzegaj? Gdzie... - Rozumiem. Moe to wino zaczo dziaa, a moe trafiam na jej konika. Zacza si oywia. Chocia ju si ciemniao, widziaam, e jej twarz jest zarumieniona. Jej oczy byszczay od wiata latarni. A moe od alkoholu. - Spoeczestwo po prostu spisao te kobiety na straty. Nikt tak naprawd si nimi nie interesuje, moe oprcz tych, ktrzy w jaki sposb czuj si przez nie zagroeni i chc, eby znikny. Pokiwaam gow, kiedy rwnoczenie unosiymy widelce do ust. - Wikszo ludzi myli, e dziewczyny si sprzedaj, bo kiedy si nad nimi zncano albo dlatego, e s do tego zmuszone czy co w tym stylu. Tak naprawd wiele z nich robi to po prostu dla pienidzy. Z ograniczonymi umiejtnociami na rynku pracy nie maj szans zarobi inaczej na przyzwoite ycie i one sobie dobrze z tego zdaj spraw. Decyduj si na to, eby przez kilka lat si sprzedawa, bo wanie w ten sposb mog zarobi najwicej pienidzy. Krcenie tykiem jest bardziej opacalne, ni podawanie hamburgerw. Znowu saatka. - I, jak kade inne rodowisko, tworz specyficzn podkultur. Interesuj mnie wizi, ktre tworz, sposb, w jaki postrzegaj rzeczywisto i od kogo mog si spodziewa pomocy w razie potrzeby, tego typu sprawy.

Kelner zjawi si z naszymi daniami gwnymi. - A co z mczyznami, ktrzy korzystaj z ich usug? - Co? - Wygldao na to, e pytanie j zdenerwowao. - Co z facetami, ktrzy tam chodz. Musz by wanym skadnikiem lego wszystkiego. Z nimi te rozmawiasz? - Nawinam spaghetti na widelec. - Ja... Tak, z niektrymi. - Zacza si jka, wyranie wytrcona z rwnowagi. Po chwili powiedziaa: - O mnie ju dosy. Temp. Powiedz, nad czym pracujesz. Jakie ciekawe sprawy? - Patrzya w swj talerz. Zmiana tematu bya tak gwatowna, e nie upilnowaam si i odpowiedziaam bez chwili namysu. - Te morderstwa nie daj mi spokoju. - Natychmiast poaowaam, e to powiedziaam. - Jakie morderstwa? - Powiedziaa to stumionym, nieswoim gosem. - W czwartek odkrylimy do nieprzyjemn spraw. - Nie mwiam dalej. Gabby nigdy nie chciaa sucha o mojej pracy. - O? - Wzia sobie jeszcze kawaek chleba. Staraa si by uprzejma. Opowiedziaa mi co o swojej pracy, a teraz wysucha o mojej. - Tak. To dziwne, ale prasa niespecjalnie si tym zainteresowaa. Jej ciao znaleziono w pobliu Sherbrooke w zeszym tygodniu. Kiedy j do nas przywieli, nie znalimy jej tosamoci. Wyglda na to, e zamordowano j w kwietniu. - Brzmi zupenie jak inne twoje przypadki. Wic co ci gryzie? Wyprostowaam si i spojrzaam na ni, zastanawiajc si, czy naprawd chc si w to zagbia. Moe lepiej to z siebie wyrzuci. Lepiej dla kogo? Dla mnie? Nikomu innemu nie mogabym o tym powiedzie. Czy ona naprawd chce tego sucha? - Ofiara zostaa okaleczona. Potem ciao powiartowano i porzucono w parowie w lesie. Przygldaa mi si, nic nie mwic. - Wydaje mi si, e zbrodni popeniono w podobny sposb jak inn, ktr si kiedy zajmowaam. - To znaczy? - Widz takie same - staraam si znale waciwe okrelenie - elementy w obu przypadkach. - Jakie? - Signa po kieliszek.

- lady brutalnego bicia, znieksztacone ciao. - Ale to do czsto spotykane, prawda? Kiedy ofiarami s kobiety? Wal nas w gow, dusz, a potem tn na kawaki? Kurs Mskiej Przemocy - Tak - przyznaam. - A w tym ostatnim przypadku nawet nie znam przyczyny mierci, bo ciao byo w stanie daleko posunitego rozkadu. Gabby wyranie czua si nieswojo. Moe nie powinnam o tym mwi. - Co jeszcze? - Wzia kieliszek do rki, ale si nie napia. - Okaleczenie. Powiartowanie ciaa. I usunicie niektrych czci. I... - zamilkam, bo pomylaam o przetykaczce. Cigle nie wiedziaam, co ona miaa znaczy. - Wic mylisz, e to ten sam sukinsyn zaatwi obie? - Tak. Tak myl. Ale nie udao mi si o tym przekona kretyna, ktry prowadzi ledztwo. On w ogle nie chce tego przyj do wiadomoci. - Moe te morderstwa popeni jeden z tych zbokw, ktrzy podniecaj si dopiero, jak wybebesz komu flaki? Odpowiedziaam, nie podnoszc wzroku. - Tak. - I mylisz, e znowu to zrobi? Jej aksamitnie brzmicy gos ponownie sta si ostry. Odoyam widelec i spojrzaam na ni. Wpatrywaa si we mnie uporczywie, gow miaa lekko pochylon do przodu, a jej palce kurczowo obejmoway nk kieliszka. Kieliszek dra, a wino lekko si koysao. - Gabby, przepraszam. Nie powinnam o tym mwi. Gabby, dobrze si czujesz? Wyprostowaa si i zdecydowanym ruchem odstawia kieliszek. Dopiero po chwili go pucia. Nie spuszczaa ze mnie wzroku. Przywoaam kelnera. - Chcesz kaw? Pokiwaa gow. Skoczyymy je i teraz rozkoszowaymy si cannoli i cappucino. Wygldao na to, e odzyskaa dobry humor, bo miaymy si i kpiymy sobie z samych siebie w czasach studenckich w Erze Wodnika, kiedy to nosiymy proste, dugie wosy, dinsy nisko na biodrach, oczywicie dzwony, rcznie farbowane koszule i naleaymy do generacji, ktra w jednakowy sposb demonstrowaa swj nonkonformizm. Kiedy szymy wzdu Prince Arthur, Gabby wrcia do morderstw. - Jaki to mgby by typ faceta? Jej pytanie mnie zaskoczyo.

- Mam na myli, czy jaki dziwak? Normalny? Rzucaby si w oczy? Moja dezorientacja irytowaa j. - Rozpoznaaby sukinsyna na niedzielnym pikniku przed kocioem? - Morderc? - Tak. - Nie wiem. Nie dawaa za wygran. - Miaby rwno pod sufitem? - Tak sdz. Jeli jedna osoba zabia te dwie kobiety, a tego nie jestem pewna, Gab, to on musi by dobrze zorganizowany. Robi plany. Wielu seryjnym mordercom dugo udaje si wszystkich mami, nim ich zapi. Ale nie jestem psychologiem. To tylko spekulacje. Doszymy do samochodu i przekrciam kluczyk w drzwiach. Nagle niespodziewanie chwycia mnie za rk. - Poka ci wystaw. Nie wiedziaam, o czym mwi. Znowu si zamyliam. -Yyy... - Dzielnic rozpusty. Miejsce, gdzie pracuj. Pojedmy tam, to poka ci dziewczyny. Spojrzaam na ni, kiedy znalaza si w snopie wiata rzucanym przez przejedajcy samochd. Jej twarz wygldaa dziwnie w zmieniajcym si wietle. Wdrowao po niej, jak promie latarki, uwypuklajc pewne cechy, a zacierajc inne. Do przystania na jej propozycj przekona mnie jej zapa. Zerknam na zegarek: dwunasta osiemnacie. - Okej. - Tak na prawd wcale nie byo okej. Jutro bdzie sabo. Ale wygldao na to, e bardzo jej na tym zaley, wic nie miaam serca jej odmwi. Wcisna si do samochodu i przesuna siedzenie tak daleko do tyu, jak si dao. Dziki temu miaa troch wicej miejsca na nogi, ale nie dosy. Jechaymy przez par minut w milczeniu. Suchajc jej wskazwek, pojechaam kilka kwartaw na zachd, po czym skrciam w St, Urbain. Objechaymy najbardziej wysunity na wschd kawaek getta McGill, chaotycznej mieszaniny tanich kwater studenckich, wieowcw i odrestaurowanych budynkw z brzowej cegy. Po jakim czasie skrciam w lewo na rue Ste. Catherine. Za nami leao serce Montrealu. W lusterku majaczyy sylwetki Complexe Desjardins i Place des Artes, ktre jakby ze sob rywalizoway. Pod nimi wida byo Complexe Guy-Favreau i Palais des Congres. W Montrealu reprezentacyjna architektura centrum szybko przechodzi w ndzn zabudow wschodniej czci miasta. Rue Ste. Catherine jest wiadkiem caej tej

rnorodnoci. Zaczyna si w zamonej dzielnicy Westmount, przecina Centre-ville, skrca na wschd w stron Boulevard St. Laurent i Main, ktre dzieli miasto na cz wschodni i zachodni. Przy ulicy Ste. Catherine stoj hotele Forum, Eaton's i Spectrum. W centrum przy niej wanie stoj drapacze chmur, hotele, teatry i centra handlowe. Ale za St. Laurent nie ma ju biurowcw i komfortowych budynkw mieszkalnych, centrw konferencyjnych i butikw, restauracji i barw dla samotnych. Od tego miejsca okolica naley do punkw i prostytutek. Ich rejon cignie si na wschd, od Main do dzielnicy homoseksualistw. Oprcz nich s tam jeszcze handlarze narkotykw i skinheadzi. Turyci i mieszkacy przedmie przyjedaj tu tylko pogapi si na dzielnic i unikaj kontaktu wzrokowego z jej mieszkacami. Ogldaj drug stron rzeczywistoci i tylko utwierdzaj si w przekonaniu, e nale do innego wiata. Ich wizyty s z reguy krtkie. Byymy ju prawie przy St. Laurent, gdy Gabby pokazaa, e powinnam zatrzyma si po prawej stronie. Znalazam wolne miejsce przed La Boutique du Sex i wyczyam silnik. Po drugiej stronie ulicy, przed hotelem Granada, staa grupa kobiet. Nad wejciem do hotelu by napis CHAMBRES TOURISTIOUES, ale wtpliwe, eby jacy turyci korzystali z tych pokojw, - Zobacz tam - powiedziaa. - To Monique. Monique miaa na sobie kozaki z czerwonego winylu sigajce do p uda. Czarna obcisa spdniczka nacignita do granic wytrzymaoci z trudem zakrywaa jej poladki. Widziaam przez ni zarys jej majtek i wybrzuszenie w miejscu, gdzie koczya si biaa bluzka z poliestru. Plastikowe kolczyki sigay jej do ramion - byy plamkami arwiastego ru na tle niesychanie czarnych wosw. Wygldaa jak karykatura prostytutki. - A to jest Candy. Wskazaa mod kobiet w tych szortach i kowbojskich butach. Miaa tak silny makija, e w porwnaniu z ni nawet klown prezentowaby si blado. Bya bardzo moda. Gdyby nie papieros i bazeska twarz, mogaby by moj crk. - Czy one uywaj prawdziwych imion? - Miaam wraenie, e pasuj do ich profesji. - Nie wiem. A ty by uywaa? Po chwili wskazaa na dziewczyn w czarnych teniswkach i krtkich spodenkach. - To Poirette. - Ile ma lat? - Byam wzburzona. - Mwi, e osiemnacie. Pewnie naprawd ma pitnacie. Odchyliam si i pooyam rce na kierownicy Kiedy pokazywaa mi je wszystkie po

kolei, wymieniajc ich imiona, nie mogam przesta myle o gibonach. Jak te mae mapy, kobiety stay w rwnych od siebie odlegociach, dzielc przestrze na swoje dokadnie wytyczone terytoria. Kada pracowaa na swoim terenie, nie wpuszczajc na innych ze swojej pci, starajc si zwabi partnera. Uwodzicielskie pozy, zaczepki i obraliwe uwagi naleay do rytuau zalotw, w stylu sapiens. W tym przypadku jednak, nie chodzio o reprodukcj. Uwiadomiam sobie, e Gabby przestaa mwi. Skoczya wyliczank.Odwrciam si, eby na ni spojrze. Bya zwrcona twarz w moj stron, ale patrzya za mnie, wpatrujc si w co za moim oknem. By moe za moim wiatem. - Jedmy. Powiedziaa to tak cicho, e ledwie j usyszaam. - Co...? - Jed! Jej ostry ton wprawi mnie w zdumienie. Ju miaam odparowa, ale wyraz jej oczu sprawi, e nic nie powiedziaam. Znowu jechaymy w ciszy. Gabby wygldaa na gboko zamylon, jakby psychicznie znajdowaa si na innej planecie. Kiedy jednak zatrzymaam si pod jej domem, zaskoczya mnie innym pytaniem. - Czy s gwacone? Zaczam przypomina sobie nasz rozmow. Beznadziejna sprawa. Przegapiam kolejn szans na wycignicie z niej tego, co j trapi. - Kto? - spytaam. - Te kobiety. Prostytutki? Ofiary morderstw? - Jakie kobiety? Przez kilka sekund nie odpowiadaa. - Mam ju tak dosy tego gwna! Nim zdyam zareagowa, wysiada z samochodu i bya ju na schodach. Dopiero po chwili uderzyo mnie to, z jak gwatownoci to zrobia.

5
Przez nastpne dwa tygodnie Gabby si do mnie nie odezwaa. Rwnie Claudel nie zaszczyci mnie telefonem. Nie informowa mnie o niczym. To od Pierre'a LaManche'a dowiedziaam si czego o yciu Isabelle Gagnon. Mieszkaa ze swoim bratem i jego kochankiem w St. Edouard, okolicy zamieszkaej przez robotnikw, pooonej na pnocny wschd od Centre-ville. Pracowaa w butiku dla kochankw, maym sklepie bardzo blisko ulicy St. Denis specjalizujcym si w ubraniach zaprojektowanych dla obu pci i rnych innych gadetach. Nazywa si Une Tranche de Vie. Kawaek ycia. To brat, ktry by piekarzem, wymyli nazw. Kiedy teraz mylaam o tej nazwie i o stanie, w jakim znaleziono jego siostr, robio mi si niedobrze. Isabelle zagina w pitek, l kwietnia. Wedug jej brata regularnie bywaa w niektrych barach na St. Denis i dzie wczeniej wrcia pno. Wydawao mu si, e sysza, jak wraca koo drugiej nad ranem, ale nie sprawdzi godziny. On i jego kochanek wyszli nastpnego dnia wczenie rano do pracy. Ssiad widzia Isabelle tego dnia o pierwszej po poudniu. Spodziewano si Isabelle w butiku o czwartej. Nie zjawia si. To, co z niej zostao, znaleziono dziewi tygodni pniej w La Grande Seminaire. Miaa dwadziecia trzy lata. LaManche zajrza do mojego gabinetu pewnego popoudnia, eby dowiedzie si, czy skoczyam przeprowadzanie analiz. - Czaszka jest pknita w wielu miejscach - powiedziaam. - Trzeba byo si sporo napracowa, eby zoy j do kupy. - Oui. Podniosam czaszk z okrgej podstawki z korka. - Ofiar uderzono przynajmniej trzykrotnie. To jest pierwsze. Wskazaam na may krater w ksztacie spodka. Kilka koncentrycznych okrgw rozchodzio si od epicentrum, jak na tarczy strzelniczej. - Pierwszy cios nie by wystarczajco silny, eby zgruchota jej czaszk. Spowodowa tylko zewntrzne wgniecenie i pknicie. Potem uderzy j tutaj. Wskazaam na rodek wzorka linii pkni, przypominajcego wybuchajc gwiazd. Gdzieniegdzie linie poczone byy biegncymi prostopadle do nich ladami pkni, razem tworzc jakby pajczyn. - To uderzenie byo znacznie mocniejsze i spowodowao powane zdruzgotanie koci. Czaszka pka.

Zoenie jej fragmentw zajo dugie godziny. Na brzegach kawakw wida byo lady kleju. Sucha i zapamitywa, a jego oczy przenosiy si nieustannie z czaszki na mnie. Wpatrywa si we mnie tak intensywnie, e wydawao si, jakby oczyma tworzy w powietrzu tunel. - Potem uderzy j tutaj. Pokazaam na dugie pknicie biegnce od innego miejsca, gdzie wzr przypomina wybuchajc gwiazd, a do ramienia tego, ktre pokazaam mu przedtem. Druga linia dobiegaa do pierwszej i urywaa si, tworzc wzr taki, jak skrzyowanie w ksztacie litery T na drodze. - Ten cios by pniejszy. Nowe pknicia zatrzymuj si na poprzednich. Nowe linie nie przekraczaj starszych, wic to musiao by ostatnie. - Oui. - Uderzano prawdopodobnie z tyu i nieco z prawej strony. - Oui. Czsto mi to robi. Brak pyta i maomwno wcale nie oznaczay, e go to nie interesuje. Czy, e nie rozumie. Nic nie umykao uwagi Pierre'a LaManchea. Wtpi, czy kiedykolwiek potrzebowa powtrnego wyjanienia. Odpowiadajc monosylabami stara si drug stron zmusi do spjnej wypowiedzi. Bya to swego rodzaju praktyka przed wystpieniami przed aw przysigych. Brnam dalej. - Kiedy uderzy czaszk, zachowuje si ona jak balon. Przez uamek sekundy ko wgniata si do rodka w miejscu uderzenia i po chwili wybrzusza si po przeciwnej stronie. Wic uszkodzenia nie ograniczaj si tylko do miejsca, gdzie zadano cios. Spojrzaam na niego, eby zobaczy, czy mnie sucha. Sucha. - Z powodu takiej a nie innej konstrukcji czaszki, siy wzbudzone niespodziewanym uderzeniem rozchodz si okrelonymi drogami. Mona przewidzie, czy ko si wgniecie, czy pknie. Wskazaam na czoo. - Na przykad, cios wymierzony tutaj moe skoczy si zniszczeniem oczodow albo koci twarzy. Wskazaam na ty czaszki. - Uderzenie tutaj czsto powoduje pknicie podstawy czaszki od jednej strony do drugiej. Pokiwa gow.

- W tym przypadku s dwa zdgruzgotania koci i jedno wklnicie tylnej czci prawej koci ciemieniowej. Jest kilka liniowych pkni, ktre zaczynaj si po przeciwnej stronie czaszki i biegn do uszkodzenia na prawej koci ciemieniowej. To wanie wskazuje na to, e uderzono j od tyu z prawej strony. - Trzy razy - odezwa si. - Trzy razy - potwierdziam. - Czy to j zabio? - Wiedzia, jaka bdzie moja odpowied. - Mogo. Nie mog jednoznacznie tego stwierdzi. - A jakie inne lady ewentualnej przyczyny mierci? - adnych kul, adnych ladw dgnicia, adnych innych pkni. S jakie dziwne nacicia na krgach, ale nie jestem pewna, o czym one wiadcz. - Moe s wynikiem wiartowania? Potrzsnam gow. - Nie sdz. Nie s we waciwym miejscu. Odoyam czaszk na podstawk. - Powiartowano j bardzo starannie. Nie byo to tak, e po prostu odrba koczyny. Zrobi to dokadnie w stawach. Pamitasz przypadek Gagne'a? Albo Valencii? Zastanawia si przez chwil, po czym wykona niespotykan dla niego ilo ruchw przechyli gow na praw stron, a potem na lew, jak pies syszcy szelest celofanu. - Gagne'a przywieli tu, hm, moe jakie dwa lata temu - przypomniaam. - By owinity w kilka warstw kocw obwizanych tam do zaklejania paczek. Mia odpiowane nogi, ktre zapakowano osobno. Wtedy przywiodo to mi na myl staroytnych Egipcjan. Przed mumifikacj usuwali organy wewntrzne i konserwowali je. Potem trzewia pakowano i umieszczano obok ciaa. Zabjcy Gagne'a zrobili to samo z jego nogami. - A, oui. Przypominam sobie. - Nogi Gagne'a odpiowano pod kolanami. Tak samo jak Valencii. Jego rce i nogi ucito kilkanacie centymetrw nad albo pod stawami. Valencia z zachannoci chcia oszuka porednika, ktry sprzeda mu narkotyki. Przywieziono go do nas w torbie. - W obu przypadkach odcito koczyny w najbardziej dogodnych do tego miejscach. W tym przypadku gociu profesjonalnie rozdzieli stawy. Spjrz. Pokazaam mu schemat. Na standardowym rysunku autopsyjnym wskazaam mu

miejsca, w ktrych przecito ciao. Jedna kreska biega przez gardo. Inne rozcinay stawy ramienia, bioder i kolan, - Odci gow na wysokoci szstego krgu szyjnego. Rce w stawie barkowym, nogi w biodrach, a dolne czci koczyn w stawie kolanowym. Wziam do rki lew opatk. - Widzisz, jak nacicia okraj jam panewkow? Przyglda si ladom, seriom rwnolegych bruzd okrajcych powierzchni stawu. - To samo z nog. - Zamieniam opatk na miednic. - Spjrz na panewk udow. Trafi dokadnie w staw. LaManche dokadnie oglda gbok jam, w ktr wchodzi koniec koci udowej. Na jej ciankach byo wiele wyobie. W milczeniu wziam do rki miednic i podaam mu ko udow. Wok jej szyjki byy pary rwnolegych naci. Dugo przyglda si koci, po czym odoy j na st. - Inaczej zrobi tylko z rkoma, po prostu przeci ko. Pokazaam mu ko promieniow. - Dziwne. - Tak. - Co jest bardziej typowe: zrobi to w ten sposb, czy tak jak reszt? - Tak jak reszt. Przewanie chodzi o to, eby poci ciao w taki sposb, eby si go atwiej pozby, wic robisz to, jak najszybciej si da. Bierzesz pi i do roboty. Ten facet zada sobie troch trudu. - Hm. Co to znaczy? Ju wczeniej duo si nad tym zastanawiaam. - Nie wiem. Przez chwil oboje milczelimy. - Rodzina chce ciao, eby je pogrzeba. Bd stara si to odwlec tak dugo, jak si da, ale upewnij si, e masz dobre zdjcia i wszystko, czego trzeba na wypadek, gdyby ten gociu mia mie proces. - Chc pobra dwa albo trzy kawaki koci z tymi naciciami. Obejrz je pod mikroskopem, eby zobaczy, czy uda mi si ustali, jakiego rodzaju narzdzia uyto. Starannie dobieraam nastpne sowa i przygldaam mu si bacznie, eby zobaczy jego reakcj. - Jeli znajd co wyranego, chciaabym porwna te nacicia z tymi, ktre

znalazam w innym przypadku. Kciki jego ust ledwo zauwaalnie drgny. Nie wiedziaam, czy to oznaka rozbawienia czy irytacji. A moe w ogle to tylko moja wyobrania. Troch czasu mino, nim odpowiedzia. - Tak. Monsieur Claudel wspomina o tym. - Spojrza prosto na mnie. - Powiedz mi, dlaczego mylisz, e te dwa przypadki s ze sob powizane. Skrtowo wymieniam podobiestwa czce przypadki Trottier i Gagnon. Uderzenia pak. Powiartowanie ciaa po mierci. Wykorzystanie plastikowych workw. Porzucenie w ustronnym miejscu. - Czy oba przypadki prowadzia CUM? - Gagnon tak. Trottier SQ. Znaleziono j w St. Jerome. Jak w wielu innych miastach, take w Montrealu zakres jurysdykcji poszczeglnych si policyjnych potrafi by dziwny. Miasto ley na wyspie pooonej na rodku rzeki witego Wawrzyca. Policja Communaute Urbaine de Montreal zajmuje si morderstwami, ktre wydarzyy si na wyspie. Poza wysp, sprawy prowadz funkcjonariusze z miejscowych wydziaw policji albo z Surete du Quebec. Z koordynacj rnie bywa. Po chwili milczenia odezwa si. - Pan Claudel potrafi by... - Zawaha si. - Trudny. Moesz zaczyna porwnywanie. Daj mi zna, jeli bdziesz czego potrzebowaa.

Jeszcze w tym samym tygodniu zrobiam zdjcia ladw naci pod mikroskopem, pod rnymi ktami, powikszeniami i ze zrnicowan intensywnoci owietlenia. Miaam nadziej, e dziki temu bdzie dokadnie wida wewntrzn struktur ladw. Pobraam te mae fragmenty koci z powierzchni kilku rnych staww. Chciaam je obejrze pod mikroskopem elektronowym. Przez nastpne dwa tygodnie miaam jednak mnstwo roboty z innymi komi. W jakim parku na uboczu, bawice si dzieci znalazy czciowo ubrany szkielet. Na play przy La St. Louis znaleziono ciao w zaawansowanym stopniu rozkadu. Podczas sprztania nowo kupionego domu jaka para znalaza skrzyni pen ludzkich czaszek pokrytych woskiem, krwi i pirami. Wszystkie te znaleziska trafiy do mnie. Przypuszczano, e ciao znalezione na brzegu La St. Louis naleao do dentelmena, ktry zgin podczas niefortunnego wypadku zeszej jesieni, kiedy to jego rywalowi nie spodobao si to, e zaj si przemytem papierosw. Wanie skadaam jego czaszk, kiedy

zadzwoni telefon. Spodziewaam si tego, ale nie tak wczenie. Kiedy suchaam, serce bio mi szybko i miaam wraenie, e krew pod mostkiem musuje, jak woda sodowa po wstrzniciu butelk. Zrobio mi si strasznie gorco. - Nie yje od co najwyej szeciu godzin - mwi LaManche. - Myl, e powinna rzuci na ni okiem.

6
Margaret Adkins miaa dwadziecia cztery lata. Mieszkaa z mczyzn, ktrego uwaaa za ma, i ich szecioletnim synkiem na osiedlu tu pod Stadionem Olimpijskim. Miaa spotka si z siostr o wp do jedenastej tego ranka, eby pj z ni na zakupy i wsplny lunch. Nie dotara. Nie odbieraa te telefonw po rozmowie z mem o dziesitej. Nie moga. Zamordowano j midzy jego telefonem a poudniem, kiedy to siostra znalaza jej ciao. Stao si to cztery godziny temu. To wszystko, co wiedzielimy. Claudel cigle by na miejscu zbrodni. Jego partner, Michel Charbonneau siedzia na jednym z plastikowych krzese stojcych rzdem pod jedn zc cian duej sali prosektoryjnej. LaManche wrci z miejsca zbrodni nieca godzin wczeniej, a ciao przybyo zaledwie kilka minut przed nim. Autopsja ju trwaa, kiedy przyjechaam. Od razu zrozumiaam, e dzisiejszego wieczora wszyscy zostaniemy w pracy duo duej, ni zwykle. Leaa twarz skierowan w d, rce miaa wycignite wzdu bokw, a donie skierowane ku grze, palce byy nieco przykurczone. Ju usunito papierowe worki, w ktre zawinito donie na miejscu zbrodni. Przygldano si jej paznokciom u rk i pobierano z nich prbki. Bya naga i skra wygldaa matowo na tle byszczcej nierdzewnej stali. Na plecach wida byo mae kka w miejscach, gdzie na stole prosektoryjnym byy dziurki odpywowe. Gdzieniegdzie przyczepi si do niej pojedynczy wos, na zawsze ju odseparowany od bujnej gstwiny krconych wosw na jej gowie. Ty gowy by lekko znieksztacony, jak to bywa na nieproporcjonalnych, dziecicych rysunkach. Spod wosw wypywaa krew i mieszaa si z wod, ktrej uywano do mycia ciaa, tworzc pod nim przezroczyst, czerwon kau. Jej garnitur, stanik, majtki, buty i skarpetki byy rozoone na ssiednim stole prosektoryjnym. Byy nasczone krwi i w powietrzu wisia intensywny, metaliczny zapach. Lecy obok worek zawiera elastyczny pasek i podpask. Daniel robi zdjcia polaroidem. Kwadraty z biaymi obwdkami leay na biurku obok Charbonneau, a wyaniajce si na nich ksztaty rniy si ostroci. Charbonneau przyglda si im po kolei, po czym odkada je skrupulatnie na miejsce, z ktrego je wzi. Kiedy je oglda, przygryza doln warg. Umundurowany funkcjonariusz z sekcji tosamoci robi zdjcia Nikonem z lamp byskow. Kiedy obchodzi st, Lisa, najkrcej pracujcy u nas technik od autopsji, ustawia

starowiecki parawan za ciaem. Pomalowana metalowa rama i poszarpany biay materia naleay do czasw, kiedy uywano takich sprztw w salach szpitalnych, eby odgrodzi pacjentw podczas zabiegw wymagajcych intymnoci. W prosektorium taki parawan bardzo razi. Zastanawiaam si, czyj intymno usiuj nim chroni. Margaret Adkins on ju nie by potrzebny. Po kilku zdjciach fotograf zszed ze stoka i spojrza pytajco na LaManchea. Patolog zbliy si do ciaa i wskaza na zadrapanie z tyu lewego ramienia. - Zrobie to? Lisa wycigna rk z prostoktn kartk i umiecia j po lewej stronie zadrapania. By na niej numer LML, numer prosektoryjny i data: 23 lipca 1994. I Daniel, i fotograf zrobili zblienia. Suchajc wskazwek LaManche'a, Lisa golia wosy wok ran na gowie, co pewien czas spryskujc j wod. W sumie byo pi ran. Wszystkie byy poszarpane na kocach, wskazujc na uderzenie tpym narzdziem. La-Manche zmierzy je i sporzdzi rysunki, po czym one te zostay utrwalone przez aparaty. W kocu LaManche powiedzia: - Z tej strony ju powinno wystarczy. Prosz j odwrci. Lisa zrobia krok do przodu, na chwil zasaniajc mi widok. Przesuna ciao do lewej krawdzi stou, obkrcia je nieco i przycisna lewe rami do brzucha. Potem razem z Danielem przewrcili ciao na plecy. Usyszaam stumiony dwik, kiedy gowa uderzya w nierdzewn stal. Lisa uniosa gow, podoya pod szyj gumowy blok i wycofaa si. To, co zobaczyam, sprawio, e krew zacza we mnie bulgota, jakby z gwatownie poruszonej butelki wody sodowej znajdujcej si w moich piersiach zdjto palec zakrywajcy otwr i pozwolono trysn gejzerowi strachu. Margaret Adkins bya rozcita od mostka po biodra. Poszarpana szpara zaczynajca si tu pod mostkiem odsaniaa rne kolory i ksztaty jej pokaleczonych wntrznoci. W miejscach, gdzie nacicie byo najgbsze, a organy wewntrzne przesunite, widziaam byszczc tkank wok jej krgosupa, Przeniosam wzrok wyej, eby nie patrzy ju wicej na to okropiestwo. Ale tam te nie miaam znale wytchnienia. Jej gowa bya lekko przechylona i ukazywaa twarz przywodzc na myl chochlika, z zadartym nosem i stosunkowo ostr brod. Miaa wysokie policzki gsto usiane piegami. Po mierci, malutkie, brzowe plamki bardzo ostro kontrastoway z otaczajc je biel. Ta kobieta wygldaa jak Pipi Langstrumpf z krtkimi,

brzowymi wosami. Ale mae usta elfa si nie umiechay. Byy szeroko rozwarte i wystawaa z nich odcita pier, a brodawka spoczywaa na delikatnej dolnej wardze. Podniosam wzrok i napotkaam spojrzenie LaManche'a. Rwnolege do oczu zmarszczki wydaway si by gbsze, ni zwykle. Napita dolna powieka sprawiaa, e skra tu pod jego oczyma lekko drgaa. Widziaam w nich smutek, a by moe i co wicej. LaManche nic nie powiedzia i kontynuowa autopsj. Cay czas przenosi uwag z ciaa na swj notatnik i z powrotem. Zapisywa informacje o wszystkich ranach, zaznaczajc ich pozycj i rozmiary, nie pomija najdrobniejszych nawet ranek i uszkodze. Kiedy pracowa, ciao byo obfotografowywane z przodu tak samo, jak przedtem z tyu. Czekalimy. Charbonneau pali papierosa. Po jakim czasie, ktry wydawa si wiecznoci, LaManche skoczy zewntrzne ogldziny. - Bon. Zabierzcie j na radiografi. Zdj rkawiczki i usiad przy biurku, pochylajc si nad swoim notatnikiem, jak starszy czowiek nad swoj kolekcj znaczkw. Lisa i Daniel podjechali wzkiem na praw stron stou prosektoryjnego. Z niesychan zrcznoci i profesjonalnym stoicyzmem, przenieli ciao i zawieli je na zdjcia rentgenowskie. Cicho wstaam i usiadam na krzele obok Charbonneau. Unis si lekko, kiwajc mi gow i umiechajc si do mnie, zacign si gboko dymem i zgasi papierosa. - Doktor Brennan, jak si pani miewa? Charbonneau zawsze zaczyna rozmow ze mn tym typowo angielskim zwrotem. Mwi jzykiem bdcym dziwn mieszanin Quebecois i slangu poudniowych stanw, co brao si std, e spdzi dziecistwo w Chicutimi i dwa lata na polach naftowych we wschodnim Texasie. - Dobrze. A pan? - Nie mog narzeka. - Wzruszy ramionami tak, jak to tylko potrafi francuskojzyczni mieszkacy Quebecu - ramiona mia zgarbione, a donie skierowane ku grze. Mia te szerok, przyjazn twarz i kujce, siwe wosy, ktre zawsze przywodziy mi na myl zawilca. By postawnym mczyzn, jego szyja bya szczeglnie szeroka i dlatego konierzyk zawsze ciasno j opina. Jego krawaty, moe bya to prba zamaskowania tej przypadoci, zawsze albo podwijay si i przesuway na boki, albo wze rozlunia si i

znajdowa pod pierwszym guzikiem jego koszuli. Polunia je wczenie rano, prawdopodobnie po to, eby to, co nieuniknione, wygldao na celowy zabieg. A moe po prostu chcia, eby byo mu wygodnie. W przeciwiestwie do wikszoci detektyww z CUM, nie stara si codziennie olniewa wsppracownikw strojem. A moe i tak. Dzisiaj by ubrany w bladot koszul, poliestrowe spodnie i stonowan, sportow marynark. Krawat by brzowy. - Widziaa pani fotki z balu? - spyta, sigajc po lec na biurku brzow kopert. - Jeszcze nie. Wyj plik zdj zrobionych polaroidem i poda mi je. - To s tylko pomocnicze ujcia, ktre przyjechay razem z ciaem. Pokiwaam gow i zaczam je przeglda. Charbonneau bacznie mnie obserwowa. Moe mia nadziej, e skrzywi si widzc te okropiestwa i bdzie mg powiedzie Claudelowi, e wymikam. A moe by po prostu szczerze zainteresowany moj reakcj, Zdjcia byy uoone w porzdku chronologicznym, przedstawiay po kolei miejsca, ktre widziaa ekipa. Na pierwszym bya wska ulica, a po obu jej stronach stay stare, ale zadbane budynki, z ktrych kady liczy trzy kondygnacje. Z kadej strony rwnolege rzdy drzew wyrastay tu przy krawnikach. Ich pnie znikay w maych kwadratach ziemi, otoczonych cementem. Przed budynkami byy mae, prostoktne trawniki, oddzielone od siebie krtkimi, uoonymi z pytek podejciami, prowadzcymi do stromych, metalowych schodw. Gdzieniegdzie chodnik by zatarasowany dziecicymi rowerkami z dodatkowymi kkami z tyu. Nastpnych kilka uj pokazywao teren wok jednego z budynkw z czerwonej cegy. Moj uwag przycigny szczegy. Na plakietkach wiszcych na dwch parach drzwi na pierwszym pitrze widniay numery 1407 i 1409. Przed domem kto posadzi kwiaty pod jednym z okien na parterze. Zauwayam trzy rosnce obok siebie zapomniane nagietki. Ich due, te kwiaty byy przyschnite i chyliy si ku ziemi tworzc identyczne uki - samotne, przywoane do ycia i zapomniane roliny. O zardzewiay, metalowy pot, otaczajcy may trawnik przed budynkiem, sta oparty rower. Z trawy wyrastaa przearta rdz tabliczka, ale bya pochylona tak nisko ku ziemi, jakby chciaa ukry to, co na niej napisano: A vendre. Na sprzeda. Pomimo widocznych prb uczynienia budynku niepowtarzalnym, wyglda tak samo, jak wszystkie inne na ulicy. Takie same schody, taki sam balkon, takie same podwjne drzwi, takie same zasony. Zastanawiaam si, dlaczego akurat ten? Dlaczego tragedia rozegraa si

w tym mieszkaniu? Dlaczego nie pod numerem 1405? Albo po drugiej stronie ulicy? Albo gdzie kawaek dalej? Kade nastpne zdjcie przybliao mnie do miejsca tragedii - podobnie jak pod mikroskopem mona byo uzyskiwa coraz wiksze powikszenia. Caa seria ukazywaa wntrze mieszkania i teraz te to wanie drobiazgi przycigay moj uwag. Mae pokoje. Tanie meble. Nieodczny telewizor. Duy pokj. Jadalnia. Sypialnia chopca, a na jej cianach plakaty hokeistw. Ksika na pojedynczym ku: Jak dziaa wiat. Kolejne ukucie blu. Wtpi, eby ta ksika moga wyjani to, co si stao. Margaret Adkins lubia niebieski. Wszystkie drzwi i kady kawaek drewna pomalowany by na ywy odcie niebieskiego. W kocu, ofiara. Ciao leao w maym pokoiku na lewo od wejcia. Prowadziy z niego drzwi do drugiej sypialni i do kuchni. Przez otwarte drzwi kuchenne wida byo st i zestaw plastikowych podstawek. W ciasnym pomieszczeniu, w ktrym zmara Adkins, by tylko telewizor, kanapa i szafka. Jej ciao leao na rodku. Leaa na plecach z szeroko rozoonymi nogami. Bya kompletnie ubrana, tylko marynarka od jej garnituru przykrywaa twarz. Bezwadne, zgite w okciach rce zwizane nad gow. Poza numer trzy - tu wysza jak wieo upieczona balerina na swoim pierwszym wystpie. Rozcicie na piersiach wygldao krwawo i wida byo surowe miso, tylko czciowo zamaskowane ciemniejcym skrzepem, ktry otacza ciao i wydawa si pokrywa wszystko. Szkaratny kwadrat znaczy miejsce, gdzie kiedy bya jej pier. Jego granice wyznaczay nachodzce na siebie dugie linie, przecinajce si w rogach pod ktem prostym. Rana przypominaa mi lady trepanacji, jakie widziaam na czaszkach staroytnych Majw. Ale to okaleczenie nie miao na celu zagodzenia blu ofiary ani uwolnienia domniemanych duchw z jej ciaa. Jeli rzeczywicie uwolniono jakiegokolwiek uwizionego ducha, to na pewno nie jej. Margaret Adkins bya tylko narzdziem w rkach jakiego czowieka, ktrego pokrcona, umczona dusza szukaa wytchnienia. Spodnie byy cignite na wysokoci kolan, a guma w pasie maksymalnie naprona. Spomidzy jej ng wypywaa struk krew i tworzya pod ni kau. Umara w teniswkach i skarpetkach. Bez sowa schowaam zdjcia do koperty i podaam j Charbonneau. - Przykre, co? - spyta. Zdj jak drobin z dolnej wargi, przyjrza jej si i odrzuci. - Tak.

- Dupkowi si wydaje, e jest jakim cholernym chirurgiem. Pieprzonym kowbojem. Potrzsn gow. Wanie miaam odpowiedzie, kiedy wrci Daniel ze zdjciami i zacz je przyczepia do specjalnej lampy na rentgeny wiszcej na cianie. Kady arkusz wydawa dwik podobny do odlegego grzmotu, kiedy odgina si w jego rkach. Ogldalimy je w okrelonej kolejnoci, od lewej do prawej - od gowy, po stopy. Na zdjciach czaszki zrobionych od przodu i z boku wida byo liczne pknicia. Barki, ramiona i ebra byy normalne. Wszystko byo w normie, dopki nie dotarlimy do zdj brzucha i miednicy. Kady to od razu zauway. - Cholera jasna - powiedzia Charbonneau. - Chryste. - Skurwiel. May ludzki ksztat wyziera z gbin brzucha MargaretAdkins. Wszyscy si w niego wpatrywalimy, w milczeniu. Byo tylko jedno wyjanienie. Figurka musiaa zosta wepchnita przez pochw gboko w trzewia i to z wystarczajc si, eby zupenie nie bya widoczna z zewntrz. Widzc to, poczuam si tak, jakby gorcy pogrzebacz przebija mi trzewia. Odruchowo chwyciam si za brzuch, a serce zaczo mi bi jak oszalae. Spojrzaam na zdjcie. Skupiam si na figurce. Obramowana szerokimi komi miednicy, sylwetka mocno kontrastowaa z organami, w ktrych tkwia. Otoczona szarym odcieniem wntrznoci, wyrana, biaa figurka miaa jedn nog uniesion do gry i wycignite ramiona. Wygldaa na figurk religijn, jej gowa bya spuszczona, tak jak w statuetkach przedstawiajcych paleolityczne piknoci. Przez kilka minut nikt si nie odzywa. W sali panowaa absolutna cisza. - Widziaem takie - odezwa si w kocu Daniel. Gwatownym ruchem umieci swoje okulary ponownie na nasadzie nosa. Jego twarz przebieg skurcz, jakby na gumowej zabawce. - To nasza pani czegotam. Wiecie. Dziewica. Maryja. Wszyscy przygldalimy si nieprzezroczystemu ksztatowi na zdjciu. W jaki sposb wydawa si czyni ca zbrodni powaniejsz, bardziej plugaw. - Ten skurwysyn to naprawd zwichnity typ - powiedzia Charbonneau. Chwilowo emocje wziy gr nad wypracowan nonszalancj detektywa z wydziau zabjstw. Zdziwia mnie gwatowno jego reakcji. Nie byam tylko pewna, czy zbulwersowao go tak okruciestwo tego czynu, czy raczej to, e sprofanowano religijn wito. Jak wikszoci francuskojzycznych mieszkacw Quebecu, dziecistwo Charbonneau

niewtpliwie musiao by zdominowane przez tradycyjne, katolickie wartoci i z pewnoci kocielne dogmaty miay znaczny wpyw na jego ycie. Chocia wielu z nas odrzuca pniej wiar, pozostaje w nas gboki szacunek dla jej symboli. Czowiek sam nie nosi adnych symboli religijnych, ale nie odway si ich tkn. Rozumiaam to. Co prawda, tutaj jest inne miasto, w ktrym mwi si innym jzykiem, ale przecie ja nale do tego samego plemienia. Trudno wyzby si atawistycznych uczu. Znowu przez dusz chwil nikt nic nie mwi. W kocu odezwa si LaManche, starannie dobierajc sowa. Nie wie-dziaam, czy w peni zdaje sobie spraw z implikacji, jakie nioso za sob to, co widzielimy. Nie byam pewna, czyja sama w peni je sobie uwiadamiam. Chocia powiedzia to agodniej, ni ja bym to zrobia, to jednak dokadnie wyrazi moje myli. - Monsieur Charbonneau, wydaje mi si, e pan i pana partner powinnicie si spotka ze mn i z doktor Brennan. Jak zapewne zdaje pan sobie spraw, jest par niepokojcych szczegw w tym przypadku, jak i w kilku innych... Zamilk na chwil, eby do wszystkich to dotaro; rwnie po to, eby skonsultowa si ze swoim umysowym kalendarzykiem. - Wyniki autopsji bd mia dzisiaj wieczorem. Jutro jest dzie wolny. Czy poniedziaek rano bdzie panu pasowa? Detektyw spojrza na niego, a pniej na mnie. Jego twarz bya neutralna. Nie wiedziaam, czy zrozumia to, co chcia powiedzie LaManche, czy po prostu nie wiedzia nic o innych przypadkach. Claudel by zdolny do tego, eby nie podzieli si moimi spostrzeeniami ze swoim partnerem. Nawet jeli rzeczywicie tak byo, Charbonneau i tak nie mg przyzna si do niewiedzy. - No. Chyba tak. Zobacz, co si da zrobi. LaManche nie odrywa swych smutnych oczu od Charbonneau. Czeka. - No dobrze, dobrze. Przyjdziemy tutaj. A teraz lepiej bdzie, jak ju rusz tyek i zaczn szuka tego gnoja. Jeli pojawi si Claudel, niech pan mu powie, e bd w komendzie koo smej. By wzburzony. Wyranie nie przypada mu do gustu koncepcja LaManche'a. Wida byo, e zanosi si na dusz rozmow z jego partnerem. LaManche ponownie zabra si do autopsji, jeszcze nim drzwi zdyy zamkn si za Charbonneau. Reszta bya czyst rutyn. Klatk piersiow otwarto naciciem w ksztacie litery Y. Usunito z niej organy wewntrzne, zwaono je, przekrojono i zbadano. Ustalono

pozycj figurki, oceniono i opisano rany wewntrzne. Daniel skalpelem przeci skr na koronie gowy, cign twarz w d, a reszt podnis do gry i uywajc specjalnej piy pobra kawaek szczytu czaszki. Cofnam si o krok i wstrzymaam oddech, kiedy zawya pia i poczuam zapach palonej koci. Struktura mzgu bya normalna. Gdzieniegdzie na jego powierzchni wida byo galaretowate bryki, ktre wyglday jak meduzy na gadkiej, szarej kuli. Skrzepy podskrne powstae po uderzeniach w gow. Wiedziaam, jakie bd gwne punkty raportu LaManche'a. Ofiara bya zdrow, mod kobiet bez adnych anomalii czy oznak choroby. Potem napisze, e tego dnia kto uderza j pak z tak si, e pka jej czaszka, podobnie jak naczynia krwionone w mzgu, powodujc krwotok. Oprawca uderzy j przynajmniej pi razy. Potem wcisn figurk w jej pochw, rozci jej ciao i odci pier. Kiedy mylaam o tym, co przesza, przebieg mnie dreszcz. Rany pochwy przesdziy o jej mierci. Jej rozerwane ciao musiao bardzo silnie krwawi. Figurk musiano w ni wcisn, kiedy jej serce jeszcze bio. Kiedy jeszcze ya. - ...powiedz Danielowi, czego potrzebujesz, Temperance. Nie suchaam. Gos LaManche'a przywoa mnie do teraniejszoci. Ju skoczy i sugerowa, ebym pobraa fragmenty koci. Mostek i ebra usunito ju na pocztku autopsji, wic powiedziaam Danielowi, eby je wysa na gr do wymoczenia i wyczyszczenia. Podeszam do ciaa i zajrzaam w jam piersiow. Byo wida kilka maych, wijcych si naci na krgach niedaleko odka. Wyglday jak szlaczek szczelin w twardej tkance chronicej krgosup. - Chc mie krgi gdzie odtd dotd. ebra te. - Wskazaam na fragment z naciciami. - Wylij to Denisowi. Powiedz mu, eby je wymoczy, ale adnego gotowania. I wyjmuj je bardzo ostronie. Nie dotykaj ich adnym ostrzem. Sucha z wycignitymi przed siebie rkoma w rkawiczkach. Porusza nosem i grn warg, kiedy usiowa poprawi sobie okulary. Co chwil kiwa gow. Kiedy skoczyam mwi, spojrza na LaManche'a. - Potem zamkn? - spyta. - Tak - odpar LaManche. Daniel zabra si do pracy. Wyjmie cz koci, potem woy organy wewntrzne do rodka i zamknie tuw. Na koniec doprowadzi twarz do porzdku i zszyje z reszt w miejscu, gdzie skra zostaa przecita. Oprcz szww w ksztacie litery Y, Margaret Adkins bdzie wygldaa tak, jakby nikt jej nie rusza. Bdzie moga zosta pogrzebana.

Wrciam do swojego gabinetu i zdecydowaam si troch ochon przed pojechaniem do domu. Pite pitro byo zupenie puste. Obrciam krzeso, pooyam nogi na parapecie i spojrzaam przez okno na mj rzeczny wiat. Na moim brzegu sta kompleks Miron, przypominajcy budowl z klockw lego - wymylne szare budynki poczone poziom, stalow konstrukcj. Za fabryk cementu, nieco dalej w gr rzeki powoli pyna d, ktrej wiata byy ledwo widoczne w gstniejcym mroku. W budynku byo zupenie cicho, ale ta martwa cisza nie pozwalaa mi si rozluni. Moje myli byy rwnie mroczne, jak rzeka. Przez chwil zastanawiaam si, czy kto mi si przyglda z fabryki, kto, kto jest rwnie samotny i rwnie zdenerwowany przebywaniem po godzinach w pustym budynku, w ktrym cisza a dzwoni w uszach. le spaam i byam na nogach ju od wp do sidmej. Powinnam by zmczona, ale zamiast tego byam oywiona. Zapaam si na tym, e bezwiednie bawiam si swoj praw brwi, by to nerwowy tik, ktry niesychanie drani mojego ma. Pomimo e caymi latami zwraca mi na to uwag, i tak si nie odzwyczaiam. Separacja ma swoje dobre strony. Mog si teraz do woli szarpa nerwowo za brwi. Pete. Nasz ostatni wsplnie spdzony rok. Twarz Katy, kiedy powiedzielimy jej, e si rozstajemy. Mylelimy, e nie powinno to by zbyt bolesne, bo przecie uczya si i mieszkaa poza domem. Jak bardzo si mylilimy. Widzc jej zy, prawie zdecydowaam si zmieni swoj decyzj... Wrcia Margaret Adkins, jej przykurczone palce. Rce, ktrymi malowaa drzwi na niebiesko. Wieszaa plakaty syna. A morderca. Czy teraz te na kogo polowa? Czy rozkoszowa si tym, co dzisiaj zrobi? Czy jego dza krwi zostaa zaspokojona, czy potrzeba zabijania tylko si wzmoga po tym, co zrobi? Zadzwoni telefon. Jego gony sygna przywoa mnie do rzeczywistoci z tego prywatnego wiata, w ktrym si znajdowaam. Tak mnie wystraszy, e a podskoczyam i potrciam okciem stojak z dugopisami i pisakami, ktre rozsypay si po biurku. - Doktor Bren... - Tempe. Och, dziki Bogu! Dzwoniam do ciebie do domu, ale ci nie zastaam. Oczywicie. - Zamiaa si nerwowo. - Pomylaam, e i tak sprbuj pod tym numerem, chocia nie wierzyam, e ci tu znajd. Poznawaam jej gos, ale byo w nim co takiego, czego nigdy wczeniej w nim nie syszaam. Brzmia jako zbyt wysoko i mia dziwn intonacj. Mwia szybko i jakby bya

zdyszana. Minie brzucha cigny mi si ju po raz kolejny tego dnia. - Gabby, nie odzywaa si przez trzy tygodnie. Dlaczego nie...? - Nie mogam. Byam czym... zajta. Tempe, potrzebuj pomocy. Dobieg mnie chrobot i drapanie, kiedy przekadaa suchawk z jednej rki do drugiej. W tle syszaam szum miasta - stumione gosy i metaliczne dwiki. Oczyma wyobrani widziaam, jak stoi wystraszona w budce telefonicznej i rozglda si wok niespokojnie. - Gdzie jeste? - Wybraam jeden z dugopisw lecych na biurku zaczam nim obraca. - Jestem w restauracji. La Belle Province. To na rogu Ste. Catherine i St. Laurent. Przyjed po mnie. Temp. Nie mog wyj na dwr. Grzechot stal si bardziej wyrany. Robia si coraz bardziej nerwowa. - Gabby, miaam tutaj dzisiaj bardzo ciki dzie. Jeste blisko swojego mieszkania. Nie mogaby... - On mnie zabije! Ju nie mog nad tym zapanowa. Mylaam, e bd moga, ale nie mog. Nie mog ju go duej osania. Musz chroni siebie. On nie ma racji. Jest niebezpieczny. On jest... completement fou! Mwia coraz bardziej piskliwym gosem, wiadczcym o rosncej w niej histerii. Nagle urwaa i po chwili przesza na francuski. Przestaam obraca w rku dugopis i spojrzaam na zegarek - 9:15. Cholera. - No, dobra. Bd za kwadrans. Wypatruj mnie. Przejad przez Ste. Catherine. Serce bio mi bardzo szybko, a rce mi si trzsy. Zamknam gabinet na klucz i praktycznie pobiegam do samochodu, na nogach jak z waty. Czuam si tak, jakbym wypia osiem filianek kawy.

7
W czasie jazdy moje uczucia zmieniay si jak w kalejdoskopie. Soce ju zaszo, ale miasto byo jasno owietlone. Okna mieszka we wschodniej czci miasta, otaczajcej budynek SQ migotay w oddali, a gdzieniegdzie letni noc rozwietlaa te rozedrgana, niebieska powiata telewizorw. Ludzie siedzieli na balkonach i werandach, gromadzili si na krzesach, eby obejrze kocowe akty letniego wieczoru. Rozmawiali popijajc zimne napoje, cieszc si, e parny, upalny dzie zastpi oywczy, wieczorny chd. Patrzyam na nich z zawici, bo chciaam po prostu pojecha do domu, zje z Birdie kanapk z tuczykiem i pj spa. Chciaam, eby Gabby dobrze si czua, ale chciaam te, by pojechaa takswk do domu. Z przeraeniem mylaam o zajmowaniu si rozhisteryzowan Gabby. Ulyo mi, kiedy zadzwonia. Baam si o ni. Jednak byam te poirytowana, e musz jecha do Main. Nagromadzenie sprzecznych emocji nie dziaao korzystnie. Pojechaam do St. Laurent przez Rene Levesque i skrciam w prawo, zostawiajc za plecami Chinatown. Powoli w dzielnicy ruch zaczyna wygasa, ostatni sprzedawcy pakowali skrzynki i wcigali reklamy do rodka. Main byo przede mn, cigno si na pnoc od Chinatown, wzdu Boulevard St. Laurent. Main jest gsto zabudowan dzielnic sklepikw, barw i tanich kafejek, a St. Laurent jest jej gwn handlow arteri. Od niej odchodzi mnstwo wskich, spokojnych uliczek ciasnych i tanich mieszka. Chocia czu tu francusk atmosfer, Main zawsze byo wielokulturow mozaik, przestrzeni, gdzie jzyki i rne grupy etniczne koegzystuj ze sob, ale si nie mieszaj, jak poszczeglne zapachy, ktre dobywaj si z niezliczonych sklepw i piekarni. Wosi, Portugalczycy, Grecy, Polacy i Chiczycy gnied si w swoich enklawach wzdu St. Laurent, ktra od portu wspina si ku grze. Kiedy Main byo miejscem, gdzie masowo przybywali imigranci, skuszeni tanimi domami i poprawiajc samopoczucie bliskoci rodakw. Osiedlali si tutaj, eby sta si Kanadyjczykami. Kada grupa nowo przybyych najpierw trzymaa si razem, eby si nie zagubi w nowej rzeczywistoci i potrafi stawi czoa obcej kulturze. Niektrzy nauczyli si francuskiego i angielskiego i dobrze im si powodzio, a inni zostali dlatego, e czuli si bezpiecznie na znajomym gruncie albo ju nie starczao im si, eby jeszcze raz prbowa szczcia gdzie indziej. Dzisiaj do tego zbiorowiska tradycjonalistw i nieudacznikw

doczyli jeszcze rnego rodzaju wykolejecy, cwaniacy, bezradni, ktrych odrzucio spoeczestwo, i ci, ktrzy na nich eruj. Ludzie spoza dzielnicy przyjedaj do Main w poszukiwaniu wielu rzeczy: okazji do nader korzystnych zakupw, tanich kolacji, narkotykw, alkoholu i seksu. Przyjedaj tutaj, eby kupowa, gapi si, mia, ale nie osiedlaj si tutaj. Ulica Ste. Catherine jest poudniow granic Main. Tutaj wanie skrciam w prawo i zaparkowaam przy krawniku tu obok miejsca, gdzie siedziaymy z Gabby prawie trzy tygodnie wczeniej. Nie byo jeszcze tak pno, jak ostatnio, kiedy tu przyjechaymy, i prostytutki dopiero zaczynay zajmowa swoje terytoria. Gangw motocyklowych te jeszcze nie byo. Gabby musiaa obserwowa ulic, bo kiedy spojrzaam w lusterko, bya ju w poowie ulicy. Biega przyciskajc swoj torebk do piersi. Chocia nie bya tak przeraona, eby biec w panice, od razu byo wida, e si boi. Biega tak, jak biegaj doroli, ktrzy ju dawno zapomnieli, z jak lekkoci biegali bdc dziemi - jej dugie nogi lekko uginay si w kolanach, gow miaa spuszczon, a torebka koysaa si w rytm jej nieporadnych krokw, jakby bya na szczudach. Obesza samochd, wsiada i dug chwil siedziaa z zamknitymi oczyma, a jej klatka piersiowa unosia si rytmicznie. Wida byo, e za wszelk cen stara si uspokoi i zaciska kurczowo rce, eby si nie trzsy. Nigdy jej nie widziaam w takim stanie i przestraszyam si. Gabby zawsze miaa skonnoci do dramatyzowania, kiedy przechodzia swoje rozliczne kryzysy, zarwno prawdziwe, jak i wyimaginowane, ale wczeniej nigdy nic nie doprowadzio j do takiego stanu, Przez jaki czas nic nie mwiam. Chocia wieczr by ciepy, poczuam chd, a mj oddech sta si pytki i nieregularny. Na ulicy ryczay klaksony, i a jaka prostytutka staraa si zainteresowa sob kierowc mijajcego j samochodu. W wieczornym powietrzu jej gos to wznosi si, to opada przywodzc na myl ptle i spirale zataczane przez spadajcy samolot-zabawk. - Jedmy. Powiedziaa to tak, cicho, e ledwo j usyszaam. Deja vu. - Zechcesz mi powiedzie, co si dzieje? - spytaam. Podniosa rk, jakby w gecie obrony przed reprymend. Trzsa si, wic z powrotem pooya j na piersiach. Czuam strach. Jej ciao byo ciepe, pachniao drzewem sandaowym i potem.

- Powiem ci. Powiem. Daj mi tylko chwilk wytchn. - Nie przeginaj, Gabby - odezwaam si ostrzejszym tonem, ni zamierzaam. - Przepraszam, ale pojedmy ju std, do cholery - rzeka, spuszczajc gow i ukrywajc j w doniach. No dobra, bdzie tak, jak ona chce. Musi si uspokoi i powiedzie mi, jak ju bdzie gotowa. Ale wtedy mi powie. - Do domu? - spytaam. Pokiwaa gow, cay czas zasaniajc twarz rkoma. Wczyam silnik i ruszyam w stron Carre St. Louis. Kiedy dojechaam pod jej dom, nic jeszcze z siebie nie wydusia. Chocia oddech jej si uspokoi, rce cigle dray. Cay czas je nerwowo splataa i rozplataa w jakim dziwnym tacu paniki, reyserowanym przez przeraenie przedstawieniu. Zaparkowaam i wyczyam silnik, obawiajc si tego, co miao nastpi. Pocieszaam i suyam Gabby rad w sprawach zdrowotnych, jej konfliktach z rodzicami, sprawach naukowych, sprawach wiary, samoakceptacji i mioci. Zawsze byo to dla mnie wycieczajce. I zawsze, kiedy spotykaam si z ni nastpnym razem, bya wesoa, spokojna i zupenie nie pamitaa o zaamaniu. Nie chodzi o to, ebym jej nie wspczua, ale ju wielokrotnie przerabiaam to z Gabby. Pamitam ci, w ktrej, jak si okazao, nie bya. Skradziony portfel, ktry znalaz si pod poduszkami na kanapie. Niemniej jednak jej zachowanie nie dawao mi spokoju. Pomimo e bardzo chciaam by sama, nie mona jej byo zostawi samej. - Chcesz spdzi noc u mnie? Nie odpowiedziaa. Po drugiej stronie placu jaki mczyzna, przygotowujcy si do snu na awce, ukada sobie tumoczek pod gow. Milczaa tak dugo, e pomylaam, i chyba nie usyszaa. Odwrciam si w jej stron, eby powtrzy pytanie, ale zauwayam, e wpatruje si we mnie intensywnie. Ju nie trzsa si nerwowo, tylko siedziaa wyprostowana, zupenie nieruchomo, lekko pochylona do przodu i ledwo dotykajc oparcia. Jedn rk trzymaa na kolanach, a drug, zacinit w pi, przyciskaa do ust. Mruya oczy, a skra pod nimi ledwo zauwaalnie drgaa. Wygldaa tak, jakby nad czym si intensywnie zastanawiaa, rozwaajc rne moliwoci i co z nich moe wynikn. Naga zmiana w jej zachowaniu bya denerwujca. - Musisz myle, e zwariowaam. - Bya zupenie spokojna, a jej gos niski i opanowany. - Jestem zdezorientowana. - Nie wyznaam, co naprawd myl.

- Tak. Mona to tak uj. Powiedziaa to z autoironicznym umieszkiem, powoli potrzsajc gow. Dredy jej oklapy. - Chyba naprawd mi odbio w tej knajpie. Czekaam na cig dalszy. Gdzie blisko trzasny drzwi od samochodu. Po parku nis si niski, melancholijny dwik saksofonu. W oddali zawya syrena karetki. Lato w miecie. W ciemnoci czuam raczej, ni widziaam, e Gabby spucia ze mnie wzrok i utkwia go gdzie z boku. Tak jakby jechaa do mnie, ale skrcia w ostatniej chwili. Jak soczewka w aparacie, jej oczy zakomodoway si na czym znajdujcym si za mn i wygldao na to, e znowu si zamkna. Ponownie zacza co rozwaa, przebiegaa w mylach rne warianty i zastanawiaa si, jak si zachowa. - Poradz sobie - powiedziaa, chwytajc walizk i torebk i wycigajc rk w stron klamki. - Naprawd bardzo ci dzikuj, e po mnie przyjechaa. Zdecydowaa si unika rozmowy. Moe dlatego, e byam zmczona, a moe zestresowana kilkoma ostatnimi dniami. Niezalenie, co byo przyczyn, nie wytrzymaam. - Zaczekaj chwil! - wybuchnam. - Chc wiedzie, co si dzieje! Godzin temu mwia, e kto chce ci zabi! Wybiegasz z restauracji i pdzisz przez ulic, trzsc si i dyszc, jakby ci goni Kuba Rozpruwacz! Nie moesz zapa oddechu, a rce trzs ci si tak, jakby bya podczona do prdu, a teraz chcesz sobie po prostu std wyj bez adnych wyjanie, mwic tylko Wielkie dziki za podwiezienie"?! Nigdy jeszcze nie byam na ni taka wcieka. Mwiam podniesionym gosem i dyszaam. Czuam pulsujc krew w lewej skroni. Wybuch mojego gniewu sprawi, e zastyga. Zrobia due oczy, ktre wyglday jak oczy ani zowione przez dugie wiata. Przejecha jaki samochd, owietlajc jej twarz najpierw biaym, a potem czerwonym wiatem, w ktrym jej oczy wyglday na jeszcze wiksze. Czekaa chwil, a jej profil by zupenie nieruchomy na tle letniego nieba. Potem, jakby otwarto zawr, jej ciao zaczo si rozlunia. Pucia klamk, spucia torebk na podog i usiada wygodnie. Znowu pogrya si w mylach, ponownie co rozwaajc. By moe zastanawiaa si, od czego zacz, a moe po prostu staraa si znale jaki inny sposb, eby wybrn z tej sytuacji. Czekaam. W kocu wzia gboki oddech, a jej ramiona nieco si wyprostoway. Zdecydowaa

si na co. Jak tylko zacza mwi, zorientowaam si, co zamierza zrobi. Powie mi co nieco, ale nie za duo. Starannie dobieraa sowa, kroczc po trudnym i niepewnym gruncie swoich uczu. Oparam si o drzwi i przygotowaam do wysuchania jej. - Pracowaam ostatnio z... niecodziennymi ludmi. Pomylaam, e to mao precyzyjne, ale nie odzywaam si. - To znaczy, wiem, e to brzmi banalnie. Ale nie chodzi mi tutaj o zwyczajnych ludzi ulicy. Z nimi potrafi sobie radzi. Nie chciaa nazywa rzeczy po imieniu, - Jeli znasz graczy, nauczysz si obowizujcych tam regu i argonu, to nie ma adnych problemw. Jak wszdzie. Trzeba zobaczy, jak ci ludzie si zachowuj i uwaa, eby ich nie wkurza. Zasady s cakiem proste: Nie wchod nikomu w drog, nie pozwl dziewczynie straci przez ciebie okazji zarobienia kasy, nie rozmawiaj z glinami. Poza nietypowymi godzinami pracy, nie ma z tym adnych problemw. A w dodatku, teraz dziewczyny ju mnie znaj. Wiedz, e nie stanowi dla nich zagroenia... Zamilka. Nie wiedziaam, czy znowu zdecydowaa si milcze, czy po prostu zastanawiaa si, o czym teraz mwi. Postanowiam j pocign za jzyk. - Jedna z nich ci grozi? Gabby zawsze przywizywaa du wag do etyki, wlec podejrzewaam, e stara si chroni swojego informatora. - Dziewczyny? Nie. Nie. One s w porzdku. Z nimi nie ma adnych problemw. Myl, e one w jaki sposb lubi moje towarzystwo. Potrafi by rwnie sprona jak one. Super. Ju wiemy, co nie jest jej problemem. Dryam dalej. - Jak unikasz tego, eby nie brali ci za jedn z nich? - A, nawet nie prbuj. Po prostu jako si z nimi zlewam. Inaczej zaprzepaciabym szans na to, eby wycisn z nich tyle, ile bym chciaa. Dziewczyny wiedz, e nie odwalam numerw, wic one po prostu, nie wiem, jako mnie toleruj... Nie zadaam pytania, ktre samo cisno si na usta. - Jeli jaki facet mnie zaczepia, po prostu mwi, e akurat nie pracuj, Wikszo z nich jedzie dalej. Zamilka na chwil i znowu bila si z mylami, zastanawiajc si, co mi powiedzie, co zachowa dla siebie, a co mie w odwodzie, na wypadek, gdybym zacza si dopytywa. Bawia si frdzlem przy swojej torebce. Z placu dobiego szczekanie psa. Byam pewna, e

Gabby ochrania kogo albo co, ale tym razem nie przyciskaam jej. - Wikszo z nich - kontynuowaa. - Ale ostatnio jeden facet zrobi si natrtny. Chwila ciszy. - Kim on jest? Znowu cisza. - Nie wiem, ale gociu mnie naprawd przeraa. Nie jest dziwkarzem, niedokadnie, ale lubi towarzystwo prostytutek. Myl, e dziewczyny nie zwracaj na niego specjalnej uwagi. Ale on wie bardzo duo o ulicy i nie mia nic przeciwko rozmowie ze mn, wic zrobiam z nim wywiad. Zamilka znowu. - Ostatnio zacz mnie ledzi. Na pocztku nie zdawaam sobie z tego sprawy, ale potem zaczam go widywa w najrniejszych miejscach. Czasami jest w metrze, kiedy wracam do domu wieczorem albo tutaj, na placu. Raz widziaam go koo Concordii, przed budynkiem biblioteki, gdzie mam swj gabinet. Czasami widz go za sob, na chodniku, idcego w tym samym kierunku, co ja. W zeszym tygodniu byam na St. Laurent, kiedy go zobaczyam. Chciaam sam siebie przekona, e to tylko moja wyobrania, wic sprawdziam go. Kiedy zwalniaam, on te. Przyspieszaam, on te. Staraam si go zgubi, wic weszam do cukierni. Kiedy z niej wyszam, sta po drugiej stronie ulicy i udawa, e oglda co na wystawie. - Jeste pewna, e to zawsze ten sam go? - Bez dwch zda. Zapanowa duga, napita cisza. Przeczekaam j. - To jeszcze nie wszystko... Wlepia wzrok w rce, ktre ponownie byy ciasno splecione. - Ostatnio zacz wygadywa naprawd dziwne rzeczy. Staraam si go unika, ale dzisiaj wieczorem zjawi si w restauracji. Wyglda na to, jakby mnie gociu cigle namierza... Niewane, znowu zacz to, co zawsze. Zadawa mi mnstwo najrniejszych oblenych pyta. Zamylia si. Po chwili zwrcia si do mnie, jakby znalaza odpowied, ktrej przedtem nie dostrzegaa. Jej gos by zaprawiony lekkim zdziwieniem. - To chodzi o jego oczy, Tempe. Jego oczy s takie dziwne! S czarne i nieugite, jak mii, a biaka s cale rowe i peno w nich plamek krwi. Nie wiem, czy jest chory, czy moe wiecznie skacowany, czy co. Nigdy w yciu nie widziaam takich oczu. Jak je widzisz, to

czujesz, e chciaaby si zapa pod ziemi, byle si schowa. Tempe, ja nie wyrabiam! Chyba za duo mylaam o naszej ostatniej rozmowie i o tym schizolu, ktry wiartuje kobiety, i to mi si z nim skojarzyo. Nie wiedziaam, co powiedzie. W ciemnoci nie widziaam jej twarzy, ale jzyk ciaa by jednoznaczny - baa si. Siedziaa sztywna, skulona i przyciskaa torebk do piersi, jakby dla ochrony. - Co jeszcze wiesz o tym facecie? - Niewiele. - A co dziewczyny o nim myl? - Ignoruj go. - Czy kiedykolwiek ci grozi? - Nie. Nie bezporednio, - Czy kiedykolwiek by agresywny, straci panowanie nad sob? - Nie. - pa? - Nie wiem. - Wiesz, kim on jest albo gdzie mieszka? - Nie. S rzeczy, o ktre nie pytamy. To niepisana zasada, milczca umowa, ktrej kady tam przestrzega. Znowu zapada cisza i obie mylaymy o tym, co mi wanie powiedziaa. Przygldaam si przejedajcemu niespiesznie po chodniku rowerzycie. Jego kask wydawa si pulsowa, kiedy znalaz si pod latarni, bo przez chwil odbija wiato, a potem znowu znika w ciemnoci. Przejecha koo mnie, po czym powoli odjecha w noc i tylko migoczce wiato jego roweru przypominao o tym, e tdy przejeda. Wczao si i wyczao. Wczao i wyczao. Mylaam o tym, co powiedziaa Gabby, zastanawiajc si, czy to moja wina. Czy to ja wzbudziam w niej strach mwic o swoim wasnym zboczecu, czy naprawd trafia na psychopat? Czy przesadza, mwic o kilku zupenie niegronych zbiegach okolicznoci, czy naprawd jest zagroona? Czy powinnam zostawi rzeczy ich wasnemu biegowi? Czy powinnam co zrobi? Czy to sprawa dla policji? Jak zwykle w takich sytuacjach, mj umys si zaptli. Siedziaymy przez jaki czas, suchajc odgosw dochodzcych z parku i wdychajc zapachy letniej nocy, a kada z nas bya pogrona w swoich mylach. Chwila milczenia

uspokoia nas nieco. W kocu Gabby potrzsna gow, spucia torebk na kolana i opara si wygodnie o siedzenie. Chocia w ciemnoci nie byo wida rysw jej twarzy, czuam, e zasza w niej zmiana. Kiedy si odezwaa, jej gos by silniejszy i pewniejszy. - Wiem, e przesadzam, wyolbrzymiam. To pewnie jaki dziwak, ktry chce mnie wyprowadzi z rwnowagi. A ja mu na to pozwalam. Pozwalam temu skurwielowi sob manipulowa. - Czy ty przypadkiem nie spotykasz zbyt wielu tych dziwakw", jak to ich okrelasz... - Tak. Moi rozmwcy w wikszoci rzeczywicie nie s typem ministrantw. Zamiaa si smutno. - A dlaczego mylisz, e ten facet jest inny od tamtych? Zacza si nad tym zastanawia, obgryzajc jednoczenie paznokie u kciuka. - Hm, trudno to wyrazi sowami. Jest jaka... granica, ktra dzieli niegronych dziwakw od pomylecw. Trudno j wyznaczy, ale czuje si, kiedy kto j przekroczy. Moe to instynkt, ktry si we mnie tam wyksztaci... W tym interesie, jeli kobieta czuje si przez kogo zagroona, nie pjdzie x nim. Kada zwraca uwag na co innego, ale wszystkie na podstawie obserwacji oceniaj, czy facet jest dla nich niebezpieczny. Czasem s to oczy, czasem jakie dziwne proby. Helen nie idzie z adnym facetem w kowbojskich butach. Znowu wyczya si na chwil, eby z sob pokonferowa. - Myl, e po prostu daam si ponie przez t ca gadanin o seryjnych mordercach i dewiantach seksualnych. Kolejna chwila zastanowienia. Staraam si ukradkiem spojrze na zegarek. - Ten facet po prostu chce mnie zaszokowa. Chwila ciszy. Przekonywaa sam siebie, eby ju nic nie mwi. - Co za dupek. Albo wrcz przeciwnie. Z kad chwil jej gos zdradza wzbierajc w niej zo. - Do cholery, Tempe, nie pozwol temu wypierdkowi, eby si podnieca, mwic sprone rzeczy i pokazujc mi te wszystkie oblene zdjcia. Powiem mu, eby je sobie wsadzi gboko w dup. Odwrcia si i pooya rk na mojej. - Przepraszam, e przywlekam ci tutaj. Jestem beznadziejna! Wybaczysz mi?

Wpatrywaam si w ni w milczeniu. Znowu zdziwia mnie gwatowna zmiana jej stanu emocjonalnego. Jak moga by przeraona, rzeczowa, wcieka, a potem prosi o wybaczenie, i to wszystko w cigu zaledwie p godziny? Byam zbyt zmczona i byo zbyt pno, ebym moga si nad tym zastanawia. - Gabby, jest ju pno. Porozmawiajmy o tym jutro. Oczywicie, e nie jestem na ciebie za. Po prostu si ciesz, e ju dosza do siebie. Naprawd chc, eby si u mnie przespaa. Zawsze bdziesz mile widzianym gociem. Pochylia si w moj stron i obja mnie. - Dziki, ale ju nic mi nie bdzie. Zadzwoni do ciebie, obiecuj. Patrzyam, jak wchodzi po schodach, a sukienka unosi si wok niej jak mga. Po chwili znikna w purpurowych drzwiach i midzy autem a domem byo ju cicho i pusto. Siedziaam sama, otoczona ciemnoci i delikatnym zapachem drzewa sandaowego. Cho nic si nie poruszyo, na chwil moje serce przeszy chd, ale ju po chwili znikn, jakby to by tylko cie. Przez ca drog do domu mj umys przebiegay najrniejsze myli. Czy Gabby tworzy po prostu kolejny melodramat? Czy naprawd jest w niebezpieczestwie? Czy byo co, o czym mi nie powiedziaa? Czy ten mczyzna moe by naprawd niebezpieczny? Czy moe wykiekowao ziarno paranoi, ktre w niej zasiaam, mwic o tych morderstwach? Czy powinnam zawiadomi policj? Postanowiam nie pozwoli, eby zawadna mn obawa o bezpieczestwo Gabby. Kiedy znalazam si w domu, skorzystaam z dziecicego rytuau, ktry sprawdza si, kiedy jestem spita albo zbyt pobudzona - napuciam wody do wanny i dodaam do niej soli zioowych. Wczyam pyt Leonarda Cohena na cay regulator i kiedy si moczyam, on piewa mi o przyszoci. Ssiedzi bd musieli to wytrzyma. Po wyjciu z wanny, zadzwoniam do Katy, ale odpowiedziaa mi tylko automatyczna sekretarka. Potem podzieliam si mlekiem i ciastkami z Birdiem, ktry wola mleko, postawiam naczynia na blacie i powlokam si do ka. Niepokj niezupenie mnie opuci. Sen nie nadchodzi i przez jaki czas i leaam w ku, patrzc na cienie na suficie i walczc ze sob, eby nie zadzwoni do Pete'a, na co przysza mi naga ochota. Nienawidziam siebie za to. e potrzebowaam go w takich sytuacjach, e pragnam jego siy, kiedy byam zdenerwowana. Poprzysigam sobie, e zerw z tym zwyczajem. W kocu pogryam si we nie, jak w wirze, ktry wyssa ze mnie myli o Peterze,

Katy, Gabby i o morderstwach. Dobrze si stao. Dziki temu miaam si przetrwa nastpny dzie.

8
Spaam twardo do pitnacie po dziewitej nastpnego ranka. Przewanie nic mog sobie dugo pospa, ale akurat by pitek, 14 czerwca, dzie St. Jean Baptiste'a, La Fete Nationale du Quebec i rozkoszowaam si sodkim lenistwem, dozwolonym w takich dniach. wito w. Jana Chrzciciela jest najwaniejszym witem w prowincji, wic prawie wszystko jest zamknite i tego ranka nie znajd pod drzwiami wydania Gazette, wic zrobiam kaw, po czym poszam do sklepu na rogu po jak inn gazet. Dzie by soneczny, a powietrze przejrzyste, wiat promieniowa yciem. Przedmioty i ich cienie wida byo bardzo wyranie, mnogoci odcieni zaskakiway kolory cegie i drewna, metalu i farb, trawy i kwiatw. Niebo byo rozwietlone i nie byo na nim nawet ladu chmur, jego kolor przypomina mi niebieski z obrazkw witych z mojego dziecistwa, ten fantastyczny, delikatny niebieskozielonawy odcie. Jestem przekonana, e podobaby si witemu Janowi. Powietrze poranka byo ciepe i aksamitne, a w dodatku unosi si w nim niebiaski zapach kwitncych petunii, wiszcych w skrzynkach pod oknami. Przez cay ostatni tydzie wzrastaa temperatura, powoli, ale bez przerwy i kady dzie by cieplejszy od poprzedniego. Na dzisiaj przepowiadano trzydzieci dwa stopnie Celsjusza. Szybko sobie przeliczyam mniej wicej osiemdziesit dziewi stopni Farrenheita. Rzeka oblewajca wysp, na ktrej pooony jest Montreal, zapewnia sta, wysok wilgotno powietrza. Hurra! Bdzie taki dzie, jak w Karolinie: upalny i wilgotny. Dorastaam na poudniu, wic uwielbiam tak pogod. Kupiam Le Journal de Montreal. Najwikszy francuskojzyczny dziennik w Ameryce" nie by taki drobiazgowy, jak angielskojzyczny Gazette ukaza si w dzie wolny od pracy. Wracajc do domu, rzuciam okiem na pierwsz stron. Nagwek by wypisany omiocentymetrowymi literami w kolorze nieba: BONNE FETE QUEBEC! Pomylaam o paradzie i koncertach, ktre odbd si w Par Maisonneuve, o morzu potu i piwa, ktre spynie dzisiejszego dnia, i o politycznej i przepaci dzielcej mieszkacw Quebecu. Perspektywa jesiennych wyborw podminowywaa atmosfer i ci dcy do utworzenia z Quebecu niepodlegego pastwa ywili nadziej, e nastpi to wanie w tym roku. Koszulki i plakaty ju krzyczay: L'an prochain mon pays! Za rok mj wasny kraj! Mam nadziej, e przemoc nie splami tego dnia. Wrciwszy do domu, nalaam sobie kawy, przygotowaam miseczk musli i rozpostaram gazet na stole w jadalni. Jestem uzaleniona od wiadomoci. Ju po kilku dniach bez gazety, kiedy to zaspokajam ciekawo informacjami telewizyjnymi o jedenastej,

musz mie kontakt ze sowem pisanym. Gdy podruj, to po przyjedzie najpierw znajduj CNN, a dopiero potem zaczynam si rozpakowywa. W cigu tygodnia jestem zbyt zajta uczeniem albo prac w laboratorium, eby mc czyta, wic nieodcznie towarzysz mi gosy z Serwisw porannych" i O wszystkim po trochu" i wiem, e jak nadejdzie weekend, to sobie odbij. Nie mog pi, nienawidz dymu papierosowego, a przez ostatni rok moje ycie seksualne te pozostawiao wiele do yczenia, wic w sobotnie ranki urzdzaam sobie gazetowe orgie, godzinami czytajc o najbahszych szczegach. Nie chodzi o to, e w gazetach s jakie nowe wiadomoci. Nie ma. Zdaj sobie z tego spraw. Jest tak, jak z kulami w bilardzie - zawsze gra si tymi samymi. Cay czas powtarzaj si te same zdarzenia. Trzsienie ziemi. Zamach stanu. Wojna handlowa. Branie zakadnikw. Ja po prostu musz wiedzie, ktre kule s w grze danego dnia. Le Journal zawsze publikuje krtkie artykuy i jest w nim duo zdj. Chocia nie jest to mj ulubiony The Christian Science Monitor, jako ujdzie. Birdie znal ju moje nawyki i ulokowa si na krzele obok. Nigdy nie jestem pewna, czy pragnie mojego towarzystwa, czy resztek po musli. Wypry grzbiet, pooy si z podcignitymi pod siebie rwno apami i wlepi we mnie swoje okrge, te oczy, jakby szuka rozwizania jakiej kociej tajemnicy. Kiedy czytaam, czuam jego spojrzenie na policzku. Znalazam to na drugiej stronie, midzy artykuem o uduszonym ksidzu a relacj z Mistrzostw wiata w pice nonej,

ZNALEZIONO ZAMORDOWAN I OKALECZON KOBIET Wczoraj po poudniu w domu we wschodniej czci miasta znaleziono ciao zamordowanej i brutalnie zmasakrowanej dwudziestoczteroletniej kobiety. Ofiara,

zidentyfikowana jako Margaret Adkins, bya matk dziesicioletniego chopca. Wiadomo, e Mme Adkins jeszcze ya o dziesitej rano, kiedy to rozmawiaa z mem przez telefon. Jej brutalnie pobite i okaleczone ciao znalaza jej siostra okoo poudnia. Wedug policji CUM, nie byo ladw wamania i nie wiadomo, jak napastnik dosta si do domu. Autopsj w Laboratoire de Medecine Legale przeprowadzi doktor Pierre LaManche. Amerykanka doktor Temperance Brennan, antropolog sdowy i ekspert w dziedzinie uszkodze koci, bada obecnie szkielet ofiary, eby ustali, czy s na nim lady noa...

Na reszt artykuu skadaa si mieszanka spekulacji dotyczcych ostatnich godzin ycia ofiary, kilku informacji o jej yciu, chwytajcej za serce relacji z reakcji bliskich na jej mier i obietnicy, e policja robi wszystko, co w jej mocy, eby uj morderc. Artykuowi towarzyszyo kilka zdj, ukazujcych gwne osoby dramatu. Na fotografiach o rnych odcieniach szaroci wida byo mieszkanie, schody, policjantw i pracownikw prosektorium pchajcych wzek z ciaem zamknitym w worku. Ssiedzi stojcy wzdu chodnika, za policyjn tam, ich ciekawo widoczna na ziarnistym, czarnobialym zdjciu. Wrd ludzi za tam rozpoznaam Claudela, ktry sta ze wzniesion rk, jak u dyrygenta szkolnego zespou w liceum. Okrge zdjcie przedstawiao zblienie Margaret Adkins, bya to nieostra, ale przyjemniejsza wersja twarzy, ktr widziaam na stole prosektoryjnym. Inna fotografia pokazywaa starsz kobiet z rozjanionymi, krconymi wosami, przylegajcymi ciasno do jej gowy, i maego chopca w krtkich spodniach i koszulka z napisem Expos. W rodku sta brodaty mczyzna w okularach z metalowymi oprawkami i obejmowa ich w opiekuczym gecie - trzyma rce na ich ramionach. Wszyscy troje patrzyli ze strony gazety ze smutkiem i zakopotaniem w oczach, tak charakterystycznym dla ludzi, ktrych dotkna brutalna zbrodnia. By to wygld, ktry znaam a za dobrze. Podpis identyfikowa ich jako matk, syna i faktycznego ma ofiary. Byam skonsternowana, patrzc na trzecie zdjcie: to ja w czasie ekshumacji. Znaam je. Zrobione w 1992 roku i trzymane w odwodzie. Czsto wydobywano je z kartoteki i publikowano. Byam, jak zwykle przedstawiana jako ...une anthropologiste americaine". - Cholera! Birdie gwatownie ruszy ogonem i spojrza na mnie z dezaprobat. Nie obchodzio mnie to. Poprzysigam sobie, eby przez cay weekend nie mysle o morderstwach, a teraz z tego nici. Powinnam bya wiedzie, e w dzisiejszej gazecie znajdzie si artyku dotyczcy ostatniej zbrodni. Dopiam resztk zimnej kawy i zadzwoniam do Gabby. Brak odpowiedzi. Chocia mogo by tysic powodw, dla ktrych nie byo jej w domu, to te mnie wyprowadzio z rwnowagi. Poszam do sypialni, eby si przebra do Tai Chi. Grupa normalnie spotykaa si we wtorkowe wieczory, ale z powodu wolnego dnia przegosowano, eby spotka si dodatkowo dzisiaj. Nie byam pewna, czy mam ochot i, ale artyku i nieobecno Gabby uatwiy podjcie decyzji. Przynajmniej przez godzin albo dwie bd miaa spokojny umys.

Znowu si pomyliam. Ptorej godziny gaskania ptaka", pynnego machania rkoma" i igy na dnie morza" nie wprawiy mnie w witeczny nastrj. Byam tak rozproszona, e przez cae zajcia nie mogam si zsynchronizowa z innymi, a wychodzc czuam si jeszcze gorzej, ni przed przyjciem. Jadc do domu, wczyam radio, zdecydowana pokierowa swoimi mylami tak, jak pastuch troszczy si o swoje stado - karmi frywolne, a opdza si od makabrycznych. Za wszelk cen chciaam jeszcze uratowa . weekend. ...zostaa zabita wczoraj midzy dziesit a dwunast. Mme Adkins bya umwiona ze swoj siostr, ale nie stawia si na spotkanie. Ciao znaleziono przy Desjardins 6327. Policja nie znalaza adnych ladw wamania i podejrzewa, e Mme Adkins moga zna napastnika". Wiedziaam, e powinnam zmieni stacj. Zamiast tego jednak pozwoliam da si zahipnotyzowa gosowi. Wiadomoci wydobyway na powierzchni tylko to, co jedynie chwilowo zostao wypchnite z mojej wiadomoci. Moja frustracja powrcia ze zdwojon si i wiedziaam na pewno, e szans na dobry nastrj podczas tego dugiego weekendu zostay ju na dobre zaprzepaszczone. ...wynikw autopsji nie ujawniono. Policja przeczesuje wschodnie dzielnice Montrealu, przepytujc wszystkich, ktrzy znali ofiar. Ta zbrodnia jest dwudziestym szstym zabjstwem popenionym w tym roku na terenach podlegych CUM. Policja prosi wszystkich posiadajcych jakie informacje mogce okaza si pomocne w ledztwie o telefon do wydziau zabjstw pod numer 555-2052". Bezwiednie podjam decyzj, eby pojecha do laboratorium. Moje rce kieroway, a nogi obsugiway peday. W niecae dwadziecia minut byam na miejscu, ale cay czas nie bardzo wiedziaam, czemu ma suy ta wiizyta. W budynku SQ zamiast normalnego rwetesu, panowaa cisza i byo w nim tylko kilku pechowcw. Stranicy przygldali mi si podejrzliwie, ale nic nie powiedzieli. Moe chodzio im o moj kitk i dres, ale rwnie dobrze mogli by po prostu niezadowoleni z tego, e peni sub w wito. Nie obchodzio mnie to. Skrzyda, w ktrych mieciy si LML i LSJ, byy zupenie opuszczone. Puste biura wydaway si odpoczywa, przygotowujc si na wznowienie aktywnoci po dugim, upalnym weekendzie. Mj gabinet zastaam w takim stanie, w jakim go zostawiam, dugopisy i pisaki cigle leay w nieadzie na biurku. Kiedy je podniosam, moje oczy bkay si po nie dokoczonych raportach, nie skatalogowanych slajdach i bdcymi w

trakcie badaniach nad szwami szczkowymi. Puste oczodoy moich rozlicznych czaszek patrzyy na mnie tpo. Cigle nie wiedziaam, po co ja tu waciwie przyjechaam i co miaam zamiar robi. Czuam si spita i nie w nastroju. Ponownie pomylaam o doktor Lentz. To ona uzmysowia mi to, e jestem uzaleniona od alkoholu i to, e coraz bardziej oddalaam si od Pete'a. Delikatnie, ale nieustpliwie jej sowa odsaniay strupy, pod ktrymi kryy si moje prawdziwe uczucia. Tempe - mawiaa. - Czy ty zawsze musisz sama wszystkiego dopilnowa? Czy nikomu innemu nie mona zaufa?" Moe miaa racj. Moe rzeczywicie staraam si uciec przed poczuem winy, ktre zawsze mnie gnbio, gdy nie mogam rozwiza jakiego problemu. Moe po prostu unikaam bezczynnoci i poczucia nieprzystosowania, ktre jej towarzyszyo. Przekonywaam siebie, e ledztwo w sprawie morderstwa nie naley do moich obowizkw, e to na detektywach z wy-ilziau zabjstw ciy odpowiedzialno i e moim zadaniem jest suenie im moimi technicznymi umiejtnociami. ajaam si za to, e znalazam si tutaj tylko dlatego, e nie miaam nic innego do roboty. Nie pomagao. Chocia widziaam, e moje argumenty nie s pozbawione logiki, kiedy skoczyam zbiera dugopisy i pisaki, cay czas byam przewiadczona, e musz co zrobi. To przewiadczenie cay czas mnie nkao, tak, jak chomik nieustannie podgryza marchewk. Nie mogam pozby si wraenia, e umkn mi jaki drobiazg, ktry mia ogromne znaczenie w tych kilku przypadkach, ale jeszcze nie rozumiaam, jaki. Musiaam co zrobi. Wyjam skoroszyt z szafki, gdzie trzymam dane dotyczce starych spraw, i jeden ze stosu, na ktrym le dokumenty dotyczce biecych spraw. Pooyam je obok dossier Adkins. Trzy te skoroszyty. Trzy kobiety. Trzy kobiety pozbawione ycia i okaleczone z psychopatycznym okruciestwem. Trottier. Gagnon. Adkins. Kobiety te mieszkay daleko od siebie, pochodziy z rnych rodowisk, byy w rnym wieku i rniy si od siebie wygldem, ale nie mogam si pozby przekonania, e ta sama rka zarna wszystkie trzy. Claudel dostrzega tylko rnice. Ja musiaam znale jaki , zwizek, co, co go przekona, e si myli. Wyrwaam kartk papieru w lini, narysowaam na niej prowizoryczn tabel i w nagwkach kolumn wpisaam kategorie, ktre uwaaam za mogce by pomocne. Wiek. Rasa. Kolor i dugo wosw. Kolor oczu. Wzrost. Strj, w jakim ostatnio je widziano. Stan cywilny. Jzyk. Grupa etniczna/religia. Miejsce/rodzaj mieszkania. Miejsce/rodzaj

zatrudnienia. Data i godzina i mierci. Co zrobiono z ciaem po mierci. Miejsce znalezienia

ciaa. Zaczam od Chantale Trottier, ale szybko zdaam sobie spraw, e w dokumentach, ktre posiadam nie znajd wszystkich potrzebnych mi danych. Chciaam przejrze pene raporty policyjne i zdjcia z miejsc zbrodni. Spjrzaam na zegarek - za pitnacie druga. Sprawa Trottier bya prowadzona przez SQ, wic zdecydowaam si zjecha na pierwsze pitro. Sdziam, e w sali wydziau zabjstw bdzie raczej pustawo, wic moe to odpowiedni moment, eby poprosi o to, co chc. Miaam racj. Przestronna sala bya prawie pusta, a przy wikszoci szarych, metalowych biurek nikogo nie byo. Po drugiej stronie sali przebywao tylko trzech mczyzn. Dwch siedziao naprzeciwko siebie przy ssiednich biurkach, na ktrych leay stosy skoroszytw i stay stojaki, ktre a kipiay od papierw. Wysoki i chudy mczyzna z zapadnitymi policzkami i z wosami koloru rcznie polerowanej cyny, siedzia odchylony na krzele, a skrzyowane w kostkach nogi trzyma na biurku. Nazywa si Andrew Ryan. Mwi po francusku twardo i z akcentem typowym dla anglojzycznych mieszkacw Quebecu, wymachujc w powietrzu dugopisem. Jego marynarka bya przewieszona przez oparcie krzesa, a jej rkawy koysay si w rytm wymachujcej dugopisem rki. Ten widok przypomina mi straakw w remizie, rozlunionych, ale w kadej chwili gotowych do akcji. Partner Ryana siedzia po przeciwnej stronie biurka i patrzy na niego. Gow mia przekrzywion w jedn stron, jak kanarek przygldajcy si twarzy na zewntrz klatki. By niski i dobrze zbudowany, chocia jego ciao zaczynao ju gdzieniegdzie si zaokrgla, jak to bywa w rednim wieku. Swoj nienagann opalenizn musia zawdzicza wizytom w solarium, a jego gste, czarne wosy byy modnie ostrzyone i starannie uczesane. Wyglda jak przyszy aktor na planie zdjciowym filmu reklamowego. Podejrzewaam, e nawet jego wsami zajmowa si jaki profesjonalny fryzjer. Na drewnianej tabliczce stojcej na jego biurku widnia napis Jean Bertrand. Trzeci mczyzna, siedzcy na krawdzi biurka Bertranda, przysuchiwa si artobliwej rozmowie, przygldajc si frdzlom na swoich woskich mokasynach. Kiedy go zobaczyam, zrzeda mi mina. - ...jak koza srajca ulem. Jednoczenie wybuchnli miechem. Ich gosy byy chrapliwe i dudnice, co jest chyba typowe, kiedy mczyni miej si z seksistowskich dowcipw. Claudel spojrza na zegarek.

Bez paranoi, Brennan, powiedziaam sobie. We si w gar. Odchrzknam i zaczam kluczy przez labirynt biurek. Trio zamilko i wszyscy zwrcili si w moj stron. Kiedy detektywi SQ mnie rozpoznali, wstali i umiechnli si. Claudel nie. Nawet nie prbujc pokry swojego niezadowolenia, zgi i spuci nog, po czym ponownie wlepi wzrok we frdzel, odwracajc oczy tylko po to, eby spojrze na zegarek. - Doktor Brennan? Jak si pani miewa? - spyta Ryan, wycigajc do mnie rk. Bya pani ostatnio w Stanach? - Od kilku miesicy nie. - Jego ucisk by mocny. - Ju od jakiego czasu chciaem spyta, czy kiedy pani tam jedzie, zabiera pani ze sob kaasznikowa? - Nie, trzymamy je tylko w domu. Nabite. Byam przyzwyczajona do ich dowcipw na temat przemocy w Stanach. - A czy maj tam ju toalety w domach? - spyta Bertrand. Jego ulubionym tematem byo Poudnie. - W co wikszych hotelach - odparam. Z nich trzech tylko Ryan wyglda na zaenowanego. Kiedy Andrew Ryan nie by wymarzonym kandydatem na detektywa wydziau zabjstw w SQ. Urodzony w Nowej Szkocji, by jedynym synem pary Irlandczykw. Oboje byli lekarzami wyksztaconymi w Londynie i przyjechali do Kanady, znajc tylko angielski. Oczekiwali, e syn zrobi karier, wic, cierpic z powodu wasnej nieznajomoci francuskiego, poprzysigli sobie, e ich syn nauczy si tego jzyka. Ju podczas pierwszych lat na uniwersytecie w St. Francis Xavier, rzeczy zaczy i nie po ich myli. Skuszony yciem na krawdzi, Ryan popad w kopoty z alkoholem i lekami. Rzadko bywa w kampusie, bo zdecydowanie bardziej odpowiadaa mu atmosfera ciemnych, mierdzcych piwem nor odwiedzanych przez czonkw gangw motocyklowych i handlarzy narkotykw. Zaznajomi si z miejscow policj i jego orgie alkoholowe czsto koczyy si na pododze celi w kauy wasnych wymiocin. A pewnego wieczora trafi do szpitala St. Martha po tym, jak jaki uzaleniony od kokainy narkoman dgn go w szyj, o mao co nie rozcinajc mu ttnicy szyjnej. Podobnie jak z nawrconymi chrzecijanami, jego zmiana bya szybka i pena. Cay czas pocigao go ycie na marginesie, wic po prostu przeszed na drug stron barykady. Skoczy studia z zakresu kryminologii, zoy podanie o prac w SQ, dosta j i tak doszed do stopnia porucznika.

Czas spdzony na ulicy okaza si bardzo pomocny. Pomimo e zazwyczaj by uprzejmy i delikatny, Ryan cieszy si reputacj awanturnika, ktry zna mtw od podszewki i potrafi sobie z nimi radzi. Nigdy z nim nie wsppracowaam. Wszystkiego tego dowiedziaam si od jego kolegw. Nigdy nie syszaam krytycznej uwagi o Andrew Ryanie. - Co pani dzisiaj tutaj robi? - spyta. Wycign swoje dugie rami w stron okna. Powinna pani bawi si razem z innymi. Zauwayam cienk blizn wystajc spod konierzyka i pnc si do gry wzdu szyi. Bya gadka i byszczca, jak w z lateksu. - Chyba nie bardzo mam z kim. A nie bardzo wiem, co ze sob zrobi, kiedy wszystkie sklepy s pozamykane. Powiedziaam to, odgarniajc z czoa grzywk. Uwiadomiam sobie, e jestem w dresie, i poczuam si nieswojo, widzc ich nienagannie skrojone ubrania. Wszyscy trzej wygldali jak z reklamy Pana". Bertrand wyszed zza biurka i wycign do mnie rk, kiwajc gow i umiechajc si. Ucisnam j. Claudel cay czas nie patrzy na mnie. By mi tutaj potrzebny jak ropna angina. - Zastanawiaam si, czy mogabym rzuci okiem na dane dotyczce pewnej sprawy z zeszego roku. Chantale Trottier. Zostaa zamordowana w padzierniku 93-ego. Jej ciao znaleziono w St. Jerome. Bertrand strzeli palcami i wycelowa jednego we mnie. - Tak. Pamitam t spraw. Dziewczyn znaleziono na mietnisku. Cigle nie zapalimy sukinsyna, ktry j zaatwi. Ktem oka zauwayam, e Claudel spojrza na Ryana. Chocia ledwo ruszy oczyma, wzbudzi tym moj ciekawo. Podejrzewaam, e Claudel nie przyszed tutaj w celach towarzyskich i byam pewna, e rozmawiali o wczorajszym morderstwie. Ciekawio mnie, czy rozmawiali te o Gagnon i Trottier. - Jasne - odpar Ryan, umiechajc si sztywno. - Niech pani wemie, co jest pani potrzebne. Myli pani, e znajdzie tam co, co przegapilimy? Sign po papierosy i wytrzsn jednego. Woy go do ust i wycign paczk w moj stron. Potrzsnam gow. - Nie, nie. Nie o to chodzi - odparam. - U siebie na grze mam dwa przypadki, ktre uporczywie przypominaj mi o Trottier. Tak naprawd wcale nie wiem, czego szukam. Chc tylko przejrze zdjcia i moe raport z miejsca zbrodni.

- Tak, znam to uczucie - powiedzia, wydmuchujc dym z boku ust. Nawet jeli wiedzia, e ktry z moich przypadkw jest tym, ktrym zajmuje si Claudel, to nie da tego po sobie pozna. - Czasami trzeba po prostu zda si na instynkt. A o co chodzi? - Wydaje jej si, e grasuje psychopata, ktry ma na sumieniu wszystkie morderstwa od czasw wampira z Rostowa. Powiedzia to matowym gosem i zauwayam, e znowu wpatruje si w swoje frdzle. Jego usta prawie si nie poruszay, kiedy mwi. Wydawao mi si, e nie prbowa ukry pogardy. Odwrciam si od niego i zignorowaam go. Ryan umiechn si do Claudela. - Daj spokj, Luc, wyluzuj si, nigdy nie zaszkodzi jeszcze raz sprawdzi. Jeli bra pod uwag to, ile czasu ju mino od tamtej zbrodni, to nie wykazalimy si rewelacyjnym tempem. Claudel achn si i potrzsn gow. Ponownie spojrza na zegarek. Potem zwrci si do mnie. - A o czym pani myli? Nim zdyam odpowiedzie, gwatownie otworzyy si drzwi i Michel Charbonneau wpad z impetem do sali. Ruszy podekscytowany w nasz stron, kluczc midzy biurkami, wymachujc jakim papierem w lewej rce. - Mamy go - powiedzia. - Mamy skurwiela! By czerwony na twarzy i ciko oddycha. - Czas najwyszy - rzek Claudel. - Niech no rzuc okiem. Odzywa si do Charbonneau tak, jakby to by chopiec na posyki, ale by tak niecierpliwy, e nie zwraca najmniejszej uwagi na zachowanie choby pozorw kurtuazji. Charbonneau zmarszczy brwi, ale poda kartk Claudelowi. Trzej mczyni pochylili si nad ni, ich gowy byy bardzo blisko siebie, jak aktorw sprawdzajcych tekst sztuki. Stali odwrceni do Charbonneau plecami. - Ten pgwek uy jej karty bankowej godzin po tym, jak j zaatwi. Wyranie gociowi nie do byo rozrywki jak na jeden dzie, bo poszed do bankomatu na rogu, eby wycign troch kasy. Tylko, e to nie jest miejsce dla biedakw, wic zainstalowali kamer skierowan na bankomat. Nabraa transakcj i, voila, mamy prezent od Kodaka! Skin gow w stron odbitki. - Przystojniak to raczej z niego nie jest, co? Wybraem si tam dzisiaj z tym zdjciem, ale pracujcy na nocnej zmianie sprzedawca nie zna nazwiska tego gocia. Wydaje mu si

jednak, e zna jego twarz z widzenia. Powiedzia, ebymy pogadali z facetem, ktry go zmienia o dziewitej. Wyglda na to, e nasz gociu jest tam staym klientem. - Cholera jasna - rzuci Bertrand. Ryan w milczeniu wpatrywa si w zdjcie. Wysoki i chudy, sta zgarbiony nad swoim niszym partnerem. - Skoro to jest ten kutas - powiedzia Claudel, przygldajc si jego wizerunkowi dobierzmy mu si do skry. - Chc jecha z wami. Zapomnieli o mnie. Wszyscy czterej odwrcili si w moj stron, detektywi SQ byli nieco rozbawieni i ciekawi, co bdzie dalej. - C'est impossible - zastrzeg Claudel, jako jedyny w tej chwili uywajcy francuskiego. Twarz mu zesztywniaa, a pod policzkami uwypukliy si minie. W jego oczach nie byo umiechu. Chce pojedyneku, niech ma. - Sierancie detektywie Claudel - zaczam po francusku, bardzo starannie dobierajc sowa. - Wydaje mi si, e widz wyrane podobiestwa czce kilka ofiar zabjstw, ktrych ciaa badaam. Skoro tak jest, by moe to jeden czowiek, psychopata, jak go pan okrela, stoi za tymi wszystkimi i zbrodniami. Moe mam racj, a moe si myl. Czy naprawd chce pan wzi na siebie odpowiedzialno za odrzucenie tej moliwoci i ryzykowanie ycia kolejnych Bogu ducha winnych ofiar? Byam uprzejma, ale stanowcza. Ja rwnie nie byam rozbawiona. - Do diaba, Luc, niech pojedzie z nami - odezwa si Charbonneau - Przepytamy tylko kilku ludzi, - No dalej, i tak musimy zapa tego faceta, niezalenie od tego, czy z ni, czy bez niej - wtrci si Ryan. Claudel nic nie powiedzia. Wycign klucze, woy zdjcie do kiesze i szybkim krokiem ruszy w stron drzwi. - No to spadamy - doda Charbonneau. Miaam przeczucie, e zanosi si na kolejny dugi dzie.

9
Dotarcie na miejsce nie byo atwe. Kiedy Charbonneau przedziera si na zachd wzdu De Maisonneuve, siedziaam z tyu i wygldaam przez okno, nic zwracajc uwagi na trzeszczce radio. Popoudnie byo niezwykle parne. Kiedy brnlimy przez miasto, widziaam fale gorcego powietrza wznoszce si z chodnika. Montreal by ogarnity patriotycznym ferworem. Lilijki byy wszdzie, wisiay w oknach i na balkonach, zdobiy koszulki, czapki, krtkie spodnie, a nawet twarze, mnstwo byo flag i plakatw z ich wizerunkiem. Od Centreville na wschd, a do Main, spocony tum wypenia ulice, blokujc ruch, jak pytki krwi w ttnicy. Po ulicach we wszystkich kierunkach rozlewa si wielotysiczny, biao-niebieski tum. Chocia na pierwszy rzut oka mogo si wydawa, e nie przemieszcza si w adnym konkretnym kierunku, to jednak rozgorczkowana ciba para na pnoc, w stron Sherbrooke i parady. Punki szy rami w rami z matkami pchajcymi przed sob wzki z dziemi. Uczestnicy i fantazyjne samochody z tancerzami ruszyy z St. Urbain o drugiej i przedzieray si powoli wzdu Sherbrooke na wschd. W tej chwili znajdoway si dokadnie przed nami. Oprcz szumu klimatyzacji syszaam mnstwo miechu i z rzadka kawaki piosenek. Ju doszo do jakich bjek. Kiedy stalimy na wiatach na Amherst, widziaam, jak jaki obwie popchn swoj dziewczyn na mur. Mia wosy koloru niemytych zbw, krtkie i sterczce na czubku gowy, a dugie z tyu. Jego biaa skra miaa delikatny, zielonkawy odcie. Odjechalimy, wic nie moglimy zobaczy, jak si rozwinie sytuacja, a ja przez chwil jeszcze przed oczyma miaam wystraszon twarz dziewczyny na tle piersi nagiej kobiety. Miaa przymruone oczy i usta w ksztacie litery O, a za jej plecami wisia plakat reklamujcy wystaw Tamary de Lempickiej w Musee ile Beaux Arts. Une femme libre" krzycza. Wolna kobieta". Kolejny ironiczny prztyczek w nos od ycia. Mam nadziej, e dupek nie bdzie si dzisiaj zbyt dobrze bawi. Moe skoczy si to dla niego opatrunkiem. Charbonneau zwrci si do Claudela. - Niech no jeszcze raz rzuc okiem na to zdjcie. Claudel wycign je z kieszeni. Charbonneau zacz je oglda, odrywajc wzrok od drogi. - Nie wyglda najlepiej, nie? - powiedzia, nie zwracajc si do nikogo konkretnie. Bez sowa poda mi zdjcie do tyu. Wpatrywaam si w t czarno-bia fotografi, zblienie ze stop-klatki. Wida byo, e kamera wisiaa wysoko i z prawej strony bankomatu. Zdjcie przedstawiao rozmyt, msk

sylwetk z odwrcon twarz, skupion na wkadaniu bd wyjmowaniu karty z bankomatu. Jego krtkie, z przodu rzadkie wosy zakryway czoo grzywk. Czubek gowy by prawie ysy, co stara si zasoni, zaczesujc jak najwicej dugich wosw z lewej na praw stron. Moja ulubiona mska fryzura. Mniej wicej rwnie atrakcyjna, jak kpielwki. Oczu strzegy krzaczaste brwi, a uszy sterczay mu jak patki na bratkach. Jego skra bya trupio blada. Ubrany by w kraciast koszul i spodnie, ktre wyglday na strj roboczy. Ziarnisto fotografii i ostry kt, z ktrego i zrobiono zdjcie, nie pozwalay na dostrzeenie innych szczegw. Musiaam przyzna racj Charbonneau. Nie wyglda najlepiej. Szarak. Oddaam zdjcie, nic nie mwic. W Quebecu maymi, dugo otwartymi sklepikami s depanneury. S wszdzie, gdzie na osonitej powierzchni zmieci si kilka pek i lodwka. Rozsiane po caym miecie, depanneury utrzymuj si ze sprzeday podstawowych produktw spoywczych, nabiau i alkoholu. S w kadej dzielnicy, jak woskowate naczynia krwionone dochodz wszdzie i zaspokajaj potrzeby okolicznych mieszkacw i niezbyt zamonych turystw. Zawsze mona w nich dosta mleko, papierosy, piwo i tanie wino - wybr towarw jest dostosowany do wymogw dzielnicy. Daleko im do elegancji i nie ma przy nich miejsc do parkowania. W tych o najwyszym standardzie mona czasami znale bankomat. Wanie do jednego z takich jechalimy. - Rue Berger? - spyta Charbonneau Claudela. - Oui. Skrca na poudnie od Ste. Catherine. Przejed Ren Levesque 3 do St. Dominique, a potem jed znowu na pnoc. Lepiej tak, bo tam jest straszna pltanina jednokierunkowych, Charbonneau skrci w lewo i powoli przesuwa si na poudnie. By niecierpliwy i uporczywie wciska gaz, chocia co chwil musia hamowa, przez co samochd rzucao raz do przodu, a raz do tyu. Czuam lekkie mdoci, wic skoncentrowaam si na tym, co dziao si w butikach, bistrach ! i przed ceglanymi budynkami L'Univeriste du Quebec, ktre stay wzdu St. Denis. - Sacre bleu! - Ca-lice! - psioczy Charbonneau, kiedy zielona toyota kombi zajechaa mu drog. - A masz, draniu - dorzuci, kiedy przyhamowa i delikatnie uderzy toyot w zderzak. - Zobaczcie sami, co za brudas. Claudel nie zwraca na niego uwagi, wyranie by przyzwyczajony do dzikiej jazdy swojego partnera. Pomylaam o aviomarinie, ale nic nie powiedziaam.

W kocu dotarlimy do Ren Levesque i skrcilimy na zachd, po czym ruszylimy na pnoc, eby wjecha na St. Dominique. Zawrcilimy na Ste. Catherine i znowu znalazam si w Main, niecay kwarta od dziewczyn Gabby. Berger jest jedn z szachownicy bocznych uliczek wcinitych midzy St. Laurent i St. Denis. Mielimy j dokadnie przed sob. Charbonneau skrci za rogiem i zaparkowa przy krawniku przed Depanneur Berger. Wypowiay szyld nad drzwiami obiecywa biere et vin". Niezbyt czyste okna przykryway wyblake od soca plakaty reklamowe, a przytrzymujca je tama bya poka i tak stara, e odklejaa si od powierzchni. Na parapecie poniej leao duo martwych much, te, ktre zmary pniej, byy na wierzchu. Metalowe kraty chroniy szyby. Dwch staruszkw siedziao na krzesach po obu stronach wejcia. - Gociu nazywa si Halevi - powiedzia Charbonneau, sprawdzajc to w notatniku. Pewnie nie bdzie mia zbyt wiele do powiedzenia. - Nigdy nie maj. Moe mu si poprawi pami, jak go troch przyciniemy - odpar Caudel, zatrzaskujc drzwi od samochodu. Staruszkowie przygldali si nam w milczeniu. Kiedy weszlimy, zadwicza wisiorek z mosinych dzwoneczkw. W rodku byo gorco, pachniao kurzem, przyprawami i starymi kartonami. Dwa rzdy pek, opierajcych si o siebie plecami, biegy przez cay sklep, Iworzc gwn alej w rodku i dwie boczne. Na zakurzonych pkach leay starzejce si puszki i rne pakowane towary. W stojcej po przeciwlegej stronie sklepu, w prawym rogu zamraarce stay ogromne soje orzechw, suszony groszek i mka. W jednym z ktw leaa zbieranina przywidych warzyw. Lodwka bya reliktem przeszoci i ju nie chodzia. Wzdu lewej ciany stay lodwki z winem i piwem. W jednej stojcej z tyu i otwartej, przysonitej plastikiem, eby zapobiec uciekaniu zimna, leao mleko, oliwki i ser feta. Po jej prawej stronie, w przeciwlegym rogu, sta bankomat. Oprcz tego, sklep wyglda tak, jakby go nie odnawiano od czasw, kiedy Alaska zostaa przyczona do Stanw. Lada z kas znajdowaa si tu na lewo od drzwi wejciowych. Siedzia za ni pan Halevi i rozmawia zapalczywie przez telefon komrkowy. Cay czas przesuwa rk po swojej ysej gowie, gest wyranie odziedziczony po czasach, kiedy jeszcze mia wosy. Na plakietce wiszcej na kasie widnia napis goszcy UMIECHNIJ SI. BG CI KOCHA.

Halevi wyranie nie wzi sobie do serca tej rady. Twarz mia czerwon i by wyranie poirytowany. Stanam z boku i przygldaam mu si. Claudel zatrzyma si przy ladzie, dokadnie naprzeciw niego i odchrzkn. Halevi wysun ku niemu otwart do i pokiwa gow w gecie mwicym chwileczk". Wtedy Claudel wycign swoj odznak i pokiwa gow. Halevi nagle si zmiesza, powiedzia co szybko w hindi i rozczy si. Jego oczy, ogromne za grubymi szkami okularw, przeniosy si z Claudela na Charbonneau i z powrotem. - Tak? - powiedzia. - Pan jest Bipin Halevi? - spyta po angielsku Charbonneau. - Tak. Charbonneau pooy zdjcie na ladzie. - Niech pan si przyjrzy. Zna pan tego faceta? Halevi odwrci zdjcie w swoj stron i pochyli si nad nim, rozdygotanymi palcami przytrzymujc rogi. By nerwowy i bardzo stara si nam przypodoba, a przynajmniej sprawia wraenie, e jest skory do wsppracy. Wielu wacicieli depanneurw sprzedaje papierosy z przemytu albo inne czarnorynkowe towary, wic wizyty policji s tu rwnie czste, jak rewizje ksig podatkowych. - Nie sposb pozna czowieka na czym takim. Czy to z kamery? Policjanci byli ju tu wczeniej. Co ten czowiek zrobi? Mwi piewnym angielskim, z intonacj typow dla mieszkacw pnocnych Indii. - Nie orientuje si pan, kim on jest? - spyta Charbonneau, ignorujc pytania. Halevi wzruszy ramionami. - Moich klientw nie pyta si o takie rzeczy. Poza tym, zdjcie jest zbyt niewyrane. I nie wida twarzy. Poprawi si na stoku. Uspokaja si troch, bo zrozumia, e nic od niego nie chc i e ma to co wsplnego z kamer bezpieczestwa, ktr ju wczeniej skonfiskowaa policja. - Mieszka gdzie w okolicy? - spyta Claudel. - Mwi wam, e nie wiem. - A moe chocia sabo przypomina panu kogo, kto tu przychodzi? Halevi spojrza na zdjcie. - By moe. Moe, tak. Ale nie jestem pewien. Chciabym by pomocny. Hmm... To moe by czowiek, ktrego widziaem. Charbonneau przewidrowa go wzrokiem, pewnie mylc to samo, co ja. Czy Halevi

stara si tylko by pomocny, czy naprawd rozpoznaje czowieka ze zdjcia? - Kto to? - Ja... Nie znam go. To tylko klient. Halevi wyglda na zakopotanego. - Czy ten facet przychodzi tu o staej porze? Czy przychodzi z tej samej strony? Czy kupuje te same rzeczy? - Claudel zaczyna si irytowa. - Mwiem ju. Naprawd nie wiem. Nie zwrciem na niego uwagi. Pilnuj interesu. Ten facet wyglda jak wielu innych... - Do ktrej otwarty jest ten sklep? - Do drugiej. - Przychodzi w nocy? - By moe. Charbonneau notowa w skrzanym notatniku. Jak na razie, duo nie napisa. - Pracowa pan wczoraj po poudniu? Halevi pokiwa gow. - By tok, bo to by dzie przedwiteczny, nie? Moe ludzie myleli, e dzisiaj nie otworz sklepu... - Widzia pan, jak ten facet wchodzi? Halevi ponownie zacz si przyglda zdjciu, obydwie rce przesun po gowie, po czym energicznie podrapa si w miejsce, gdzie mia jeszcze troch wosw. Wypuci powietrze i unis rce w gecie bezradnoci. Charbonneau wsun zdjcie do notatnika i go zamkn. Pooy swoj wizytwk na ladzie. - Jeli co si panu przypomni, Halevi, niech pan do nas zadzwoni. Dzikujemy za pana czas. - Pewnie, pewnie - powiedzia, a jego twarz rozpogodzia si po raz pierwszy od chwili, kiedy zobaczy odznak. - Zadzwoni. - Pewnie, pewnie - powtrzy Claudel, kiedy znalelimy si na zewntrz. - Ten gad zadzwoni, jak Matka Teresa zernie Saddama Husseina. - Pracuje jako sprzedawca. Ma chili zamiast mzgu - doda Charbonneau. Kiedy ruszylimy w stron samochodu, obejrzaam si za siebie. Dwch staruszkw cigle siedziao po obu stronach wejcia. Wygldali na wronitych w to miejsce, jak kamienne psy przed wejciem do wityni buddyjskiej.

- Niech mi pan da na chwil to zdjcie - powiedziaam do Charbonneau. Zdziwi si, ale wyj je. Claudel otworzy w tym czasie drzwi od samochodu i buchno z niego gorce powietrze, jak z pieca hutniczego. Pooy rami na drzwiach, opar nog o samochd i przyglda mi si. Kiedy przechodziam z powrotem przez ulic, powiedzia co do Charbonneau. Na szczcie, nie usyszaam, co. Podeszam do starszego czowieka po prawej stronie. By ubrany w czerwone, sportowe szorty, lekk bluz bez rkaww i teniswki. Jego kociste nogi znaczyy liczne ylaki, ktre wyglday jakby ziemista, blada skra bya nacignita na popltane spaghetti. Mia zapade, bezzbne usta. Z kcika ust zwisa mu papieros. Z nieskrywan ciekawoci patrzy, jak si zbliam. - Bonjour - powiedziaam. - Hej - rzuci, pochylajc si do przodu, eby odlepi swoje spocone plecy od oparcia kolawego krzesa. Albo sysza, jak rozmawiamy, albo rozpozna mj akcent. - Upalny dzie - odezwaam si po angielsku. - Bywao gorzej. - Kiedy mwi, papieros podskakiwa mu w ustach. - Mieszka pan gdzie tutaj? Wycign chude rami w stron St. Laurent. - Mog pana o co spyta? Zaoy nog na nog i pokiwa gow, Wrczyam mu zdjcie. - Widzia pan kiedy tego czowieka? Trzyma zdjcie w wycignitej lewej rce, a praw osania je od soca. Dym snu si po jego twarzy. Przyglda si fotografii tak dugo, e pomylaam, i moe si zdrzemn. Patrzyam na biao-szarego kota, ktrego sier gdzieniegdzie znaczyy nieregularne, brzowe plamy. Przeszed pod jego krzesem, obszed budynek i znikn za rogiem. Drugi staruszek pooy obie rce na kolanach i podnis si wzdychajc. Jego skra kiedy musiaa by jasna, ale teraz wygldaa, jakby siedzia na tym krzele od stu dwudziestu lat. Poprawi szelki, pasek przytrzymujcy jego robocze spodnie i powoli do nas podszed. Rondo jego meksykaskiego kapelusza zrwnao si z ramionami jego znajomego, po czym spojrza na zdjcie. W kocu staruszek z nogami jak spaghetti oddal mi zdjcie. - Rodzona matka by go nie poznaa. Zdjcie jest do dupy. Drugi staruszek by innego zdania. - Mieszka gdzie tam - powiedzia, wskazujc pokym palcem na stojcy kawaek

dalej budynek z brzowej cegy. Mwi z tak silnym miejscowym akcentem, e ledwo go rozumiaam. On te nie mia ani zbw, ani protezy i kiedy mwi, jego broda wydawaa si siga nosa. Kiedy zamilk, wskazaam najpierw na zdjcie, a potem na budynek, ktry mi pokaza. Pokiwa gow. - Soment? Czsto? - spytaam. - Mmm, oui - odpar, unoszc brwi i ramiona, wysuwajc doln warg i poruszajc rkoma z domi raz skierowanymi ku grze, a raz w d. Czsto. Tak sobie. Drugi staruszek potrzsn gow i achn si zniesmaczony. Pokazaam Claudelowi i Charbonneau, eby do mnie podeszli, i powiedziaam im, co oznajmi staruszek. Claudel patrzy na mnie jak na uciliw much, ktr trzeba tolerowa. Spojrzaam mu w oczy, prowokujc go, eby co powiedzia. Wiedzia, e powinni byli przepyta tych ludzi. Bez komentarza, Charbonneau odwrci si i wypyta obu staruszkw. Claudel i ja stalimy, przysuchujc si. Bardzo szybko mwili po francusku. Strasznie przecigali samogoski i poykali kocwki, wic mao co zrozumiaam z ich rozmowy. Ale gesty i mowa ciaa byy jednoznaczne. Czowiek w szelkach mwi, e mieszka kawaek dalej, a ten drugi zaprzecza. W kocu Charbonneau odwrci si w nasz stron. Skin gow w kierunku samochodu, pokazujc gestem, ebym ja i Claudel poszli za nim. Kiedy przechodzilimy przez ulic, czuam na sobie dwie pary przekrwionych oczu widrujcych moje plecy.

10
Upierajc si o samochd, Charbonneau wytrzsn jednego papierosa i zapali go. Jego ciao byo napite jak struna. Przez chwil milcza i wyglda jakby porzdkowa to, co powiedzia mu staruszek. W kocu zacz mwi, jego zacinite w prost lini wargi prawie si nie ruszay. - Co o tym mylicie? - spyta. - Co jak co, ale na pewno spdzaj tutaj duo czasu - rzuciam. Czuam, jak pod bluz po moich plecach spywa kropelka potu. - Moe by z nimi naprawd trudno doj do adu - zauway Claudel. - A moe rzeczywicie widzieli sukinsyna - rzek Charbonneau. Zacign si gboko, po czym strzsn popi rodkowym palcem. - Nie byli zbyt zgodni co do szczegw - odparowa Claudel. - Tak - przytakn Charbonneau. - Ale, jak widzielimy, gociu nie jest charakterystyczny, a tego rodzaju mutanty przewanie nie rzucaj si w oczy. - A dziadek numer dwa by pewny swego - dodaam. Claudel achn si. - Ci gocie mog by pewni tylko tego, gdzie jest sklep z winem i bank krwi. To pewnie jedyne dwie instytucje, ktre potrafi znale. Charbonneau wzi ostatniego macha, upuci niedopaek i zgasi go butem. - Moe nic z tego nie bdzie, ale rwnie dobrze on tam moe by. Ja nie chc ryzykowa. Uwaam, e powinnimy si rozejrze i zaaresztowa, jeli go znajdziemy. Claudel ponownie wzruszy ramionami. - Okej. Ale nie zamierzam si naraa. Zadzwoni po wsparcie. Z uniesionymi brwiami, ledwo zauwaalnie kiwn w moj stron i spojrza ponownie na Charbonneau. - Ona mi nie przeszkadza - powiedzia Charbonneau. Potrzsajc gow, Claudel obszed samochd i wsiad po stronie pasaera. Przez szyb widziaam, jak siga po mikrofon. Charbonneau zwrci si do mnie. - Niech pani bdzie czujna - rzek. - Jeli co si zacznie dzia, niech si pani rzuca na ziemi. Doceniam to, e nie powiedzia mi, e mam niczego nie rusza. Po niecaej minucie z samochodu wyoni si Claudel.

- Allons-y- powiedzia. Jedmy. Usiadam z tyu, a dwch detektyww z przodu. Charbonneau wczy silnik i ruszylimy powoli wzdu ulicy. Claudel odwrci si do mnie. - Niech pani niczego tam nie rusza. Jeli to facet, ktrego szukamy, nie chcemy, eby co poszo nie tak. - Sprbuj - powiedziaam, starajc si, eby nie byo sycha sarkazmu w moim gosie. - Jestem z tych bez testosteronu, wic czasem mam kopoty z zapamitywaniem takich rzeczy. Gono wypuci powietrze z ust i wyprostowa si. Jestem pewna, e gdyby mia publiczno, to by si gupawo umiechn i przekrci oczyma. Charbonneau zatrzyma si przy krawniku i wszyscy popatrzylimy na budynek. Obok niego byy nie zabudowane dziaki. Pokruszony cement i wir porastay chwasty i wszdzie walay si potuczone butelki, stare opony i inne odpadki, ktre normalnie spotyka si na nie zabudowanym terenach miejskich. Na murze stojcym naprzeciwko pustej dziaki kto namalowa spraya. Bya na nim koza z karabinami maszynowymi zawieszonymi na jej uszach. W ustach trzymaa ludzki szkielet. Zastanawiaam si, czy ktokolwiek poza artyst wiedzia, o co chodzi. - Staruszek nie widzia go dzisiaj - powiedzia Charbonneau, stukajc palcami w kierownic. - O ktrej zajli stanowisko? - spyta Claudel. - O dziesitej - odpar Charbonneau. Spojrza na zegarek, a ja i Claudel zrobilimy to samo. Paww byby z siebie dumny: dziesi po trzeciej. - Moe facet ma zwyczaj dugo spa - podsun Charbonneau. - A moe jest zmczony po swoim wczorajszym wypadzie... - A moe wcale go tu nie ma i tych dwch klownw zrywa teraz boki ze miechu. - Moe. Zauwayam grup dziewczyn przechodzcych przez nie zabudowany plac. Trzymay si wzajemnie za ramiona w gecie przyjani typowym dla nastolatkw. Szy pord chwastw, a kolory ich krtkich spodni tworzyy rzdy flag Quebecu. Wszystkie miay wosy splecione w ciasne warkocze i pomalowane na jaskrawoniebiesko. Kiedy patrzyam, jak si trcaj i miej w ten upalny dzie, mylaam, jak atwo jakiemu szalecowi na zawsze zgasi dobre nastroje tych modych dziewczt. Zdusiam wzbierajc we mnie lal gniewu. Czy to moliwe, e siedzimy niecae dziesi metrw od takiego potwora?

W tym momencie niebiesko-biay radiowz cicho wlizn si za nas. Charbonneau wysiad i zacz rozmawia z funkcjonariuszami. Po chwili wrci. - Zabezpiecz ty - powiedzia, kiwajc w stron radiowozu. W jego gosie czu byo zdenerwowanie i ani ladu sarkazmu. - Allons-y. Kiedy otworzyam drzwi, Claudel rozchyli usta, eby co powiedzie, ale si rozmyli i ruszy w stron budynku. Ja i Charbonneau poszlimy za nim. Zauwayam, e rozpi marynark, a jego prawa rka, lekko zgita w okciu, bya sztywna. By przygotowany do szybkiej reakcji. Zastanawiaam si, na co? Z budynkiem z czerwonej cegy od dawna nie ssiadowa ju aden inny. mieci pokryway przylege dziaki, na ktrych bezadnie leay due betonowe bloki, jak gazy narzutowe po wycofaniu si lodowca. Przerdzewiay i chylcy si ku ziemi plot bieg wzdu poudniowej strony budynku. Koza zwrcona bya na zachd. Trzy pary pooonych blisko siebie, bardzo starych, biaych drzwi wychodziy na poziomie ulicy Berger. Wylano przed nimi troch asfaltu, ktry prowadzi do krawnika. Kiedy by to pomalowany na czerwono chodnik, ale teraz mia kolor zaschnitej krwi. W oknie przy trzecich drzwiach na zniszczonej i zszarzaej zasonie wisiaa przekrzywiona, rcznie wypisana tabliczka. Przez brudne okno ledwo byam w stanie przeczyta napis - Chambres d louer, #1". Pokoje do wynajcia. Claudel postawi jedn nog na progu i wdusi wyszy z dwch przyciskw znajdujcych si koo framugi drzwi. adnej odpowiedzi. Zadzwoni ponownie, a potem, po chwili, uderzy w drzwi rk. - Cholera was wzia! - zaskrzecza nagle, niemal tu przy moim uchu czyj gos. Na ten dwik, serce skoczyo mi do garda. Odwrciam si i zobaczyam, e gos dobiega z okna, od ktrego dzielio mnie jakie pitnacie centymetrw. Wyranie poirytowana i naburmuszona twarz spogldaa na nas zza firanki. - Co wy wyrabiacie? Jak zniszczycie te drzwi, trou de cul, to za nie zapacicie. - Policja - powiedzia Claudel, nie zwracajc uwagi na wyzwanie nas od dupkw. - Tak? Pokacie mi odznak. Claudel przystawi j do firanki. Zbliya si do niej twarz i zobaczyam, e naley ona do kobiety. Nalan i wisk twarz otaczaa delikatna, zielonkawa chustka, zwizana na czubku gowy w mocny supe. Jej koce sterczay do gry i podskakiway jak uszy z szyfonu. Oprcz braku rogw i czterdziestu kilogramw nadwagi, wszystko w niej przypominao koz. - No i? - Kocwki chustki poruszay si, kiedy przenosia wzrok z Claudela na

Charbonneau, a z niego na mnie. Zdecydowaa, e z caej trjki jestem najmniej grona, wic wycelowaa kocwki chustki we mnie. - Chcielibymy zada pani kilka pyta - powiedziaam i natychmiast poczuam, e powiedziaam to dokadnie tak, jak wyrecytowaby rasowy policjant z jakiego serialu. Po francusku to zdanie byo rwnie wywiechtane jak po angielsku. - Chodzi o Jean-Marca? - Naprawd nie powinnimy rozmawia na ulicy - dodaam rwnie grzecznie, zastanawiajc si, kim jest Jean-Marc. Twarz zawahaa si i znikna. Po chwili usyszelimy szczk przekrcanych zamkw i w otwartych drzwiach ukazaa si ogromna kobieta ubrana w prost sukienk z tego poliestru. Pod pachami i na mostku wida byo plamy potu, ktry w fadach jej szyi miesza si z brudem. Przytrzymaa dla nas drzwi, po czym odwrcia si, niepewnym krokiem przesza przez wski przedpokj i znikna w drzwiach po lewej stronie. Ruszylimy za ni gsiego, Claudel szed pierwszy, a ja ostatnia. W przedpokoju unosi si zapach kapusty i starego tuszczu. W rodku byo przynajmniej trzydzieci pi stopni. Jej ciasne mieszkanie mierdziao kocimi odchodami i zastawione byo ciemnymi, cikimi meblami, masowo produkowanymi w latach dwudziestych i trzydziestych. Podejrzewaam, e nie zmieniono na nich obi od czasu kupna. Jasny chodnik z winylu lea po przektnej dywanu, taniej imitacji perskiego, lecego w duym pokoju. Gdzie si nie spojrzao, walay si mieci. Kobieta dowloka si do grubo obitego krzesa i opada na nie ciko. Metalowy stolik na telewizor zachwia si i z grzechotem spada z niego puszka po dietetycznej pepsi. Kobieta usadowia si wygodnie i nerwowo wyjrzaa za okno. Zastanawiaam si, czy kogo si spodziewa, czy po prostu jest niepocieszona, e nie moe siedzie w oknie. Podaam jej zdjcie. Spojrzaa na nie, oczy przybray ksztat larw, przeciskajcych si pomidzy jej grubymi powiekami. Przeniosa wzrok na nas troje i uwiadomia sobie, e znajduje si w gorszej sytuacji, ni my. Stalimy i patrzylimy na ni z gry. Podniosa gow i larwy po kolei nas lustroway. Jej wojowniczo ustpia miejsca ostronoci. - Mamy przyjemno z...? - zacz Claudel. - Marie-Eve Rochon. O co w ogle chodzi? Czy Jean-Marie ma jakie kopoty? - Jest pani dozorczyni? - Zbieram czynsz w imieniu waciciela - odpara. Chocia nie byo wiele miejsca,

przesuna si na krzele, ktre a zatrzeszczao. - Zna go pani? - spyta Claudel, wskazujc na zdjcie. - I tak, i nie. Mieszka tutaj, ale go nie znam. - Gdzie? - Pod numerem 6. Pierwsze wejcie, pokj na parterze - powiedziaa, wymachujc rk. Obwise, gruzowate ciao zatrzso si jak galareta. - Jak si nazywa? Zastanawiaa si przez chwil, bezwiednie bawic si kocwk chustki. Zauwayam, e kropla potu nabrzmiaa do masy krytycznej, pka i zacza cieka po jej twarzy. - St. Jacques. Oczywicie oni przewanie nie podaj swoich prawdziwych nazwisk. Charbonneau notowa. - Jak dugo tu mieszka? - Moe z rok. Jak na tutaj, to bardzo dugo. Wikszo z nich to wczdzy. Oczywicie, rzadko kiedy go widz. Moe przychodzi i wychodzi. Nie interesuje mnie to. Spucia oczy i zamkna usta, bo rwnie dobrze jak my wiedziaa, e spdza wikszo czasu w oknie. - Nie pytam go o nic. - Wie pani, gdzie on chodzi? Wypucia gono powietrze i powoli pokiwaa przeczco gow. - Miewa goci? - Ju wam powiedziaam, e rzadko go widuj. - Zamilka na chwil. Nie przestawaa si bawi chustk, ktra ju przesuna si w prawo, wic uszy nie znajdoway ju si na rodku gowy. - Chyba zawsze jest sam. Charbonneau rozejrza si wok. - Inne mieszkania s takie same? - Moje jest najwiksze. - Kciki jej ust zesztywniay i bardzo nieznacznie uniosa brod. Pomimo takiego baaganu, byo z czego czu si dumnym. - Inne s zdewastowane. Niektre to tylko taki pokj z przenon kuchenk i toalet. - Jest teraz w domu? Kobieta wzruszya ramionami. - Musimy z nim porozmawia. Pani pjdzie z nami. - Charbonneau zamkn notatnik, - Moi? - zdziwia si. - Moe bdziemy musieli dosta si do jego mieszkania. Pochylia si i potara rkoma uda. Jej oczy zrobiy si wiksze, a nozdrza wydaway

si rozszerza. - Nie mog tego zrobi. To byoby naruszenie jego prywatnoci. Musielibycie mie nakaz rewizji czy co takiego. Charbonneau przypili j wzrokiem do krzesa i nic nie mwi. Claudel gono westchn, jakby by znudzony i rozczarowany. Patrzyam, jak kropla wody cieka po puszce pepsi. Wszyscy milczeli i nikt si nie rusza. - No dobrze, dobrze, ale bdzie na was. Przenoszc ciar z jednego poladka na drugi, wysuwajc bardziej to lewy, to prawy, zacza si przesuwa, a podwijajca si sukienka odsaniaa coraz wiksze poacie jej marmurowego ciaa. Sposb, w jaki to robia, przypomina d, ktra co chwil zmienia kurs i pynie zygzakami. Kiedy jej rodek i cikoci znalaz si wreszcie na krawdzi krzesa, opara rce na porczach i podniosa si. Podesza do biurka stojcego po drugiej stronie pokoju i zacza grzeba w szufladzie. Ju po chwili wycigna jaki klucz i sprawdzia, co jest napisane na przyczepionym do niego kawaku materiau. Zadowolona, wycigna go w stron Charbonneau. - Dzikuj, madame. Sprawdzimy, w jakim stanie znajduje si pani wasno. Kiedy ruszylimy w stron wyjcia, nie potrafia powstrzyma ciekawoci. - Hej, a co ten facet zrobi? - Oddamy pani klucz, kiedy bdziemy wracali - odpar Claudel. Wychodzc, ponownie czulimy spojrzenia na plecach.

Korytarz w pierwszym wejciu by dokadnie taki sam, jak ten, z ktrego wanie wyszlimy. Po lewej i po prawej stronie byy drzwi, a na kocu strome schody prowadziy na wysze pitro. Numer 6 widnia na pierwszych drzwiach po lewej stronie. W budynku panowaa niesychana duchota i niepokojca cisza. Charbonneau stan po lewej stronie, a ja i Claudel po prawej. Obaj mieli rozpite marynarki, a Claudel pooy rk na kolbie swojej subowej broni. Zapuka do drzwi. adnej reakcji. Zapuka po raz drugi. Znowu nic. Detektywi wymienili spojrzenia i Claudel pokiwa gow. Kciki jego ust byy zacinite, co wykrzywiao jego twarz jeszcze bardziej ni zwykle. Charbonneau woy klucz do zamka i pchn drzwi. Zastyg i czeka, suchajc jak osiadaj drobiny kurzu. Nic. - St. Jacques?

Cisza. - Monsieur St. Jacques? Znowu nic. Charbonneau wycign w moj stron otwart do. Zostaam na zewntrz, kiedy detektywi weszli do rodka. Po chwili, z bijcym sercem, podyam za nimi. W pokoju byo mao mebli. Naprzeciw wejcia, w lewym kcie, na pokrgej metalowej porczy, na przerdzewiaych kkach wisiaa rowa, plastikowa zasona, oddzielajc kawaek pokoju, gdzie znajdowaa si prowizoryczna azienka. Pod zason zauwayam d komody i kilka rur, ktre prawdopodobnie prowadziy do zlewu. Byy przearte rdz i pokryte grub warstw jakich zielonych organizmw. Na prawo od zasony, na cianie naprzeciwko wejcia zamontowany by blat, na ktrym staa maa, przenona kuchenka, kilka plastikowych kubkw i leaa zbieranina nie pasujcych do siebie talerzy i garnkw. Przed zason stao rozgrzebane ko, zajmujce ca dugo lewej ciany. Przy prawej sta sklecony ze sklejki st. Jego nogi stanowiy dwa kozy do cicia drewna - na obu byy dobrze widoczne piecztki stwierdzajce, e s one wasnoci miasta Montreal. Powierzchnia stou bya zasa stosami ksiek i papierami. Nad nim, na cianie wisiay mapy, zdjcia i gazetowe artykuy, tworzc swoisty kola, cigncy si tylko na dugo stou. Sta przy nim metalowy leak. Jedyne okno znajdowao si na prawo od drzwi wejciowych i byo przysonite zason z tego samego materiau, ktry widzielimy u madame Rochon. Z dziury w suficie zwisay dwie goe arwki. - Przytulne gniazdko - zauway Charbonneau. - Tak. Urzdzone ze smakiem. Ja bym jeszcze przystroi tamto miejsce na grze jakimi liszajami i kosmykiem wosw Burta Reynoidsa. Claudel podszed do azienki", wyj z kieszeni dugopis i ostronie uchyli nim zason. - Ministerstwo Obrony moe chcie pobra prbki. To moe si okaza rewelacyjn broni biologiczn. - Opuci zason i podszed do stou. - Nawet tutaj nie ma tego sukinsyna - powiedzia Charbonneau, czubkiem buta unoszc krawd koca na ko. Przygldaam si sprztom kuchennym stojcym na blacie. Dwa kufle do piwa. Wgnieciony rondel z zaschnit skorup niejasno przypominajc spaghetti. Skamieniay nadgryziony kawaek tego sera w porcelanowej miseczce. Kubek z Burger Kinga. Kilka

celofanowych opakowa sonych krakersw. Uderzyo mnie to, kiedy pochyliam si nad przenon kuchenk. Bijce od niej ciepo zmrozio mi krew w yach i odwrciam si do Charbonneau. - Jest tutaj! Powiedziaam to dokadnie w chwili, kiedy z prawej strony pokoju gwatownie otworzyy si drzwi. Uderzyy Claudela, wytrcajc go z rwnowagi i przyciskajc jego praw rk i rami do ciany. Zgita wp mska sylwetka rzucia si w stron otwartych drzwi wejciowych. Syszaam charczcy oddech tego mczyzny. W dzikim pdzie do drzwi, uciekinier na chwil podnis gow i dwoje mtnych, ciemnych oczu, spogldajcych spod pomaraczowego daszka czapki, napotkao mj wzrok. W tym uamku sekundy dostrzegam w jego oczach straci przeraonego zwierzcia. Nic wicej. Potem ju go nie byo. Claudel odzyska rwnowag, wycign pistolet i wybieg pokoju. , Charbonneau rzuci si za nim. Niewiele mylc, przyczyam si do pocigu.

11
Kiedy wypadam na ulic, olepio mnie soce. Zmruyam oczy, eby zlokalizowa Charbonneau i Claudela. Parada ju si skoczya i tumy ludzi wracay po Sherbrooke. Zauwayam Claudela okciami torujcego sobie drog przez cib. Jego twarz bya czerwona i skrzywiona, kiedy przeciska si przez gszcz lepkich cia. Charbonneau by tu za nim. W wyprostowanej rce trzyma swoj odznak, ktr wywija jak dutem. Tum nie przestawa si bawi, ludzie w ogle nie zauwayli, e dzieje si co nadzwyczajnego. Puszysta blondynka siedziaa na barana na swoim chopaku, gow miaa odchylon do tylu, a wyrzucone wysoko do gry rce wymachiway butelk Molsona. Pijany mczyzna owinity we flag Quebecu, jak Superman w swj strj, zawiesi si na lampie. Chcia, eby ludzie przyczyli si do niego i piewali Queebec pour les Quebecois!" Odkryam, e teraz gosy byy ju zachrypnite, czego wczeniej nie dao si zauway. Skrciam na nie zabudowan dziak, wspiam si na kawa betonu stanam na palcach, eby rozejrze si po tumie. St. Jacquesa, jeli to by on, nigdzie nie byo wida. Mia nad nami przewag, bo by na znanym sobie terenie, co musia zreszt skrztnie wykorzystywa. Zauwayam, e jeden z policjantw, ktrzy zabezpieczali tyy, odoy suchawk i przyczy si do pocigu. Przez radio wezwa posiki, ale wydawao mi si, e radiowz i tak nie ma adnych szans znale kogo w takim tumie. On i jego partner okciami torowali sobie drog do skrzyowania Berger z Ste. Catherine, ale byli daleko w tyle za Claudelem i Charbonneau. Wtedy zauwayam pomaraczow baseballwk. Bya przed Charbonneau, ktry skrci na wschd, na Ste. Catherine, ale nie mg widzie czapki w gstej cibie. St. Jacques kierowa si na zachd. Ledwo jednak zdyam go zauway, a ju znikn w tumie. Machaam rkoma, eby zwrci na siebie uwag, ale bezskutecznie. Straciam Claudela z oczu, a aden z dwch policjantw mnie nie widzia. Niewiele mylc, zeskoczyam z bloku i wmieszaam si w tum. Zapach potu, olejkw do opalania i starego piwa sczy si zewszd, tworzc wok mnie jakby bbel ludzkiego smogu. Pochyliam gow i zaczam do bezpardonowo przebija si przez tum w stron St. Jacquesa. Nie miaam odznaki, ktra tumaczyaby moj bezwzgldno, wic rozpychaam si okciami i potrcaam ludzi, nie patrzc im w oczy. Przewanie ludzie podchodzili do tego z humorem, ale niektrzy rzucali za mn przeklestwa. Wikszo

jednoznacznie odnosia si do mojej pci. Ponad gstwin otaczajcych mnie gw, staraam si wypatrzy czapk St. Jacquesa, ale okazao si to niemoliwe. Zaczam przemieszcza si w stron miejsca, gdzie go widziaam, przedzierajc si przez tum, jak lodoamacz na rzece Sw. Wawrzyca, Prawie si udao. Byam ju blisko Ste. Catherine, kiedy mocno zapano mnie z tyu. Rka wielkoci rakiety do tenisa zacisna si na moim gardle i co gwatownie pocigno moj kitk w d. Broda wyskoczya mi do gry i poczuam albo usyszaam, e co strzykno mi w szyi. Rka pocigna mnie do tyu i rozpaszczya na klatce piersiowej jakiego robotnika o posturze yeti Czuam ciepo jego ciaa i pot wsikajcy w moje wosy i plecy. Jaka twarz zbliya si do mojego ucha i poczuam zapach stchego wina, dymu papierosowego i starych chipsw. - Ej, cizio, co ty, kurwa, wyrabiasz? Nie mogabym odpowiedzie, nawet jakbym chciaa. To chyba jeszcze bardziej go rozwcieczyo, wic puci moje wosy i szyj, pooy obie rce na moich plecach i gwatownie, mocno mnie popchn. Gowa poleciaa mi do przodu, jak wystrzelona z katapulty, a pchnicie byo tak silne, e wpadam na kobiet w bardzo krtkich spodniach i butach na szpilkach. Krzykna i ludzie wok nas rozstpili si. Wyrzuciam rce, prbujc w ten sposb odzyska rwnowag, ale byo ju za pno. Przewrciam si, uderzajc si mocno o czyje kolano. Kiedy upadam na chodnik, przejechaam jeszcze kawaek po nim, zdrapujc sobie skr z policzka i czoa, ale prawie natychmiast odruchowo osoniam gow ramionami. Czuam w uszach pulsujc krew. Czuam, e kawaek wiru z nawierzchni chodnika wbi mi si w prawy policzek i wiedziaam, e zdaram sobie skr. Kiedy usiowaam rkoma odepchn si od chodnika, ciko stpn na nie jaki but, miadc mi palce. Nie widziaam nic oprcz kolan, ng i stp, kiedy tum przewala si nade mn. Ludzie w ogle wydawali si mnie nie zauwaa - do momentu, kiedy mieli si ju o mnie potkn. Przewrciam si na bok i ponownie sprbowaam si podnie, chocia na czworaki, ale niezamierzone ciosy przechodzcych stp i ng nie pozwalay mi si wyprostowa. Nikt si nie zatrzyma, eby mnie osoni albo pomc. Potem usyszaam rozelony gos i poczuam, e tum nieco si cofa. Wok mnie zrobio si nieco przestrzeni i koo mojej twarzy pokazaa si jaka rka, jej palce popdzay mnie niecierpliwym gestem. Chwyciam j i podniosam si, z radoci witajc promienie soca i tlen.

Rka naleaa do Claudela. Kiedy powoli i z blem stawaam na nogi, drug, wycignit rk powstrzymywa napierajcy tum. Widziaam, e rusza ustami, ale zupenie nie rozumiaam, co mwi. Jak zwykle, wydawa si poirytowany. Mimo tego, nigdy nie wyglda tak dobrze. Skoczy mwi przyjrza mi si dokadnie. Zauway poszarpan ran na prawym kolanie, start skr na okciach. Jego oczy spoczy na moim prawym policzku. Tu te skra bya starta i krwawiam, prawy policzek zaczyna puchn, a oko robio si coraz mniejsze. Puci moj rk, wycign z kieszeni chustk i gestem wskaza na moj twarz. Kiedy sigaam po chustk rka mi si trzsa. Staram z twarzy krew i wir, zoyam chustk wp, po czym czyst stron przyoyam j do policzka. Claudel pochyli si w moj stron i krzykn mi do ucha. - Niech si pani trzyma blisko mnie! Pokiwaam gow. Zacz przepycha si w zachodni stron Berger, gdzie tum nie by tak gsty, jak tutaj. Ruszyam za nim na nogach jak z gumy. Po chwili skrci zacz przedziera si w kierunku samochodu. Rzuciam si do przodu chwyciam go za rami. Zatrzyma si i spojrza na mnie pytajco. Gwatownie potrzsnam gow, a jego brwi na chwil przestay tworzy normalne dla niego V i teraz wyglda ywcem jak Stan Laurent!. - On jest tam! - krzyknam, wskazujc w przeciwn stron. - Widziaam go. Mczyzna w komicznym przebraniu przecisn si koo mnie. Jad akurat loda i czerwone krople kapice z topniejcego stoka ciekay po jego brzuchu. Wygldao to jak rozbryzgana krew. Claudel zmarszczy brwi. - Idzie pani do samochodu - rzuci nakazujco. - Widziaam go, na Ste. Catherine! - powtrzyam, mylc, e moe nie sysza. Przed Les Foufounes Electriques! Bieg w stron St. Laurent! - Nawet ja syszaam w swoim gosie histeri. Zwrcio to jego uwag. Waha si chwil, oceniajc moje rany na policzku i koczynach. - Dobrze si pani czuje? - Tak. - Pjdzie pani do samochodu? - Tak!

Odwrci si, eby ruszy do auta, - Niech pan poczeka. - Jedn po drugiej, uniosam swoje trzsce si nogi nad zardzewiaym, metalowym drutem rozcignitym na wysokoci kolan, odgradzajcym niezagospodarowan dziak od ulicy, podeszam do jakiego innego bloku betonu i weszam na niego. Rozgldaam si po morzu gw, szukajc pomaraczowej baseballwki, ale bez rezultatu. Kiedy wodziam wzrokiem po tumie, Claudel co chwila na mnie spoglda niecierpliwie, patrzc to na skrzyowanie, to na mnie. Przypomina mi psa zaprzgowego czekajcego na wystrza. W kocu potrzsnam gow i rozoyam rce. - Niech pan idzie. Jeszcze si rozejrz. Rozpychajc si okciami, ruszy wzdu niezagospodarowanej dziaki w stron, ktr mu wskazaam. Tum na Ste. Catherine by wikszy, ni kiedykolwiek przedtem i ju po chwili jego gowa znikna mi z oczu. Wydawao si, e tum go wchon, jak grupa antycia znajdujcych i otaczajcych obce biako. W jednej chwili by jednostk, a w nastpnej ju tylko anonimow kropk w masie ludzkiej. Wypatrywaam tak dugo, a zaczam widzie nieostro, ale pomimo tego, e za wszelk cen staraam si namierzy Charbonneau albo St. Jacquesa, i tak mi si nie udao. Za St. Urbain zauwayam radiowz przebijajcy si przez tum. Mia wczon syren, migotao czerwone i niebieskie wiato, ale rozbawieni ludzie ignorowali to, wic samochd pez bardzo powoli. W pewnym momencie migno mi przed oczyma co pomaraczowego, ale okazao si, e by to tygrys z ogonem i w teniswkach na grubej podeszwie. Chwil pniej kobieta z tygrysi gow w rku przesza koo mnie, popijajc piwo. Soce prayo niemiosiernie, a mnie strasznie bolaa gowa. Czuam, jak na startym policzku zastyga mi strup. Cay czas przeszukiwaam oczyma tum. Nie dawaam za wygran a do momentu, kiedy wrcili Charbonneau i Claudel. Ale wiedziaam, e caa ta sytuacja zakrawaa na fars. wity Jan sprzyja naszemu zbiegowi i udao mu si uciec.

Godzin pniej zebralimy si przy samochodzie. Obydwaj detektywi zdjli marynarki i krawaty, po czym pooyli je na tylnych siedzeniach. Na ich twarzach lniy krople potu spywajce za konierzyki koszul. Koszule na plecach i pod pachami mieli kompletnie przemoczone, a twarz Charbonneau przybraa kolor malinowej tarty. Z przodu wosy mia zmierzwione i przypomina mi niechlujnie ostrzyonego sznaucera. Moja bluza wisiaa na mnie sztywno, a spodnie od dresu byy tak mokre, jakbym je woya na siebie od

razu po wyjciu z pralki. Nasze oddechy powoli si uspokoiy i kilkanacie razy powtarzalimy kurwa", a kady mia w tym swj udzia. - Merde - rzuci Claudel. Bya to delikatniejsza wersja. Charbonneau schyli si i z marynarki lecej w samochodzie wycign paczk playersw. Przysiad na zderzaku, zapali papierosa i kcikiem ust wypuci dym. - Sukinsyn porusza si w tumie, jak karaluch w gwnie. - Zna okolic - powiedziaam, powstrzymujc si od obejrzenia rany na policzku. -To mu pomaga. Pali przez chwil w milczeniu. - Myli pani, e to ten facet od bankomatu? - Nie mam zielonego pojcia. Nie widziaam jego twarzy. Claudel achn si, po czym wycign z kieszeni chusteczk i zacz wyciera pot z karku. Spojrzaam na niego moim zdrowym okiem. - Zdoa go pan zidentyfikowa? Kolejne achnicie. Widziaam, jak potrzsa gow i moje postanowienie, eby trzyma jzyk za zbami, nie wytrzymao prby. - Traktuje mnie pan, jakbym bya opniona w rozwoju, monsieur Claudel, i zaczyna mnie pan wkurza. Umiechn si ironicznie. - Jak tam pani twarz? - spyta. - Wspaniale! - rzuciam zza zacinitych zbw. - W moim wieku darmowe zabiegi kosmetyczne to nie lada gratka. - Nastpnym razem, jak bdzie miaa pani ochot na bawienie si w policjantk, prosz nie liczy na to, e bd pani zdrapywa z chodnika. - Nastpnym razem niech pan lepiej przeszuka mieszkanie podejrzanego, to nie bd musiaa si bawi. - Krew pulsowaa mi w skroniach, a pici zaciskaam tak mocno, e paznokcie wpijay mi si w donie. - No dobra. Dajcie se na luz - powiedzia Charbonneau, wyrzucajc niedopaek wysoko w gr. - Chodmy przetrzsn jego mieszkanie. Odwrci si do policjantw, ktrzy stali obok w milczeniu. - Wezwijcie ekip.

- Zaatwione - rzek wyszy i ruszy w stron radiowozu. Reszta z nas w milczeniu skierowaa si za Charbonneau do budynku z czerwonej cegy i ponownie weszlimy na korytarz. Drugi policjant czeka na zewntrz.

Pod nasz nieobecno kto zamkn drzwi zewntrzne, ale te prowadzce do numeru 6 byy cigle otwarte. Weszlimy do pokoju i zajlimy te same pozycje, co przedtem, jak aktorzy w sztuce suchajcy polece reysera. Ruszyam w gb pokoju. Kuchenka teraz bya ju zimna, a spaghetti nie zrobio si bardziej apetyczne. Na krawdzi patelni krcia si mucha, co skojarzyo mi si z duo bardziej przeraajcymi resztkami, ktre mg porzuci mieszkajcy tu czowiek. Nic si nie zmienio. Podeszam do drzwi w przeciwlegym prawym rogu pokoju. Na pododze leay kawaki gipsu, ktre odpady, kiedy klamka z du si uderzya w cian. Drzwi byy uchylone i wida byo przez nie drewniane schody prowadzce na nisze pitro. Na pocztku by jeden stopie wychodzcy na podest, po czym schody skrcay pod ktem prostym w prawo i giny w ciemnoci. Wzdu tylnej ciany, na pododze podestu sta rzd puszek. Na wysokoci oczu, z drewna sterczay zardzewiae haki. Na lewej cianie zauwayam wcznik wiata, skd wystaway kbice si goe druty, jak robactwo i w skrzyni z jedzeniem, Charbonneau przyczy si do mnie i dugopisem uchyli szerzej drzwi. Wskazaam na gniazdko, a on pirem nadusi przycisk. Gdzie w dole zapalia si arwka, owietlajc pierwszy stopie. Wsuchiwalimy si w ciemno, ale panowaa tam zupena cisza. Claudel stan za nami. Charbonneau zszed na podest, zatrzyma si na chwil, po czym zacz i powoli schodzi w d. Ruszyam za nim, czujc jak kady schodek ugina si i pode mn. Pokaleczone nogi trzsy si pode mn, jakbym wanie skoczya maraton, ale powstrzymaam si od dotykania cian. Zejcie byo wskie i przed sob widziaam tylko ramiona Charbonneau. Na dole powietrze byo wilgotne i zatche. Policzek piek mnie, jakby by z lawy, wic chd przynis mi ulg. Rozejrzaam si wok. Bya to normalna piwnica, o powierzchni mniej wicej poowy budynku. Tylna ciana bya zbudowana z

niewykoczonych ulowych blokw i musiaa zosta postawiona, eby przedzieli kiedy wiksze pomieszczenie. Z przodu, po prawej stronie staa metalowa balia, a przy niej drewniana aweczka. Odchodziy od niej paty rowej farby. Pod ni leao kilka szczotek,

ktrych wosie byo poke i spowite pajczynami. Na cianie wisia starannie zwinity czarny w ogrodowy. Ogromny piec wypenia przestrze po prawej stronie. Wystajce z niego metalowe rury wyglday jak konary dbu. Wok podstawy pieca leao mnstwo mieci. W sabym wietle zauwayam poamane ramki do zdj, koa rowerowe, powyginane i poskrcane krzesa ogrodowe, puste puszki po farbach i komod. Rupiecie wyglday jak ofiara zoona bogowi druidw. Na rodku pomieszczenia wisiaa goa arwka i emitowaa mniej wicej jeden wat wiata. To byo wszystko. Reszta piwnicy bya pusta. - Skurwysyn musia czeka na samej grze - powiedzia Charbonneau, patrzc w gr schodw, opierajc rce na biodrach. - Madame tusta moga nas uprzedzi, e gociu ma tu swoj kryjwk - zauway Claudel, grzebic w stosie rupieci czubkiem buta. - Idealna dla Salmana Rushdiego. Zaimponowao mi jego literackie odniesienie, ale postanowiam jednak ponownie trzyma jzyk za zbami i tylko obserwowa rozwj wypadkw, wic nic nie powiedziaam. Zaczynay mnie bole nogi i co byo mocno nie tak z moj szyj. - Skurwiel mg nas zaatwi zza tych drzwi. Charbonneau i ja nie odpowiedzielimy. Pomylelimy o tym samym. Charbonneau opuci rce, podszed do schodw i zacz wchodzi na gr. Ruszyam za nim, czujc si jakbym bya jego giermkiem. Kiedy znalazam si w pokoju, uderzya mnie fala gorcego powietrza. Podeszam do prowizorycznego stou i zaczam przyglda si kolaowi zdobicemu cian nad nim. W rodku by duy plan Montrealu, otoczony wycinkami z gazet i magazynw. Po prawej stronie wisiay standardowe pornograficzne zdjcia, potomstwo Playboya i Hustlera. Spoglday z nich mode kobiety, ktrych ciaa byy nienaturalnie powyginane: albo byy zupenie nagie, albo odziane nader skpo. Niektre miay nadte usta, inne byy w zachcajcych pozach, jeszcze inne udaway orgazm. adna z modelek nie bya specjalnie przekonywajca. Autor kolau mia eklektyczne gusta. Nie wida byo adnych preferencji co do budowy ciaa, rasy czy koloru wosw. Zauwayam, e krawdzie wszystkich zdj byy starannie przycite. Wszystkie byy umieszczone w jednakowej odlegoci od ssiednich i przytwierdzone pinezkami. Wycite z gazety artykuy zajmoway miejsce po lewej stronie planu. Wikszo pochodzia z prasy francuskiej, chocia byo te kilka po angielsku. Zauwayam, e

wszystkim angielskim towarzyszyy zdjcia. Pochyliam si i przeczytaam par zda o pracach wykopaliskowych w jakim kociele w Drummindville. Przeniosam wzrok na artyku o porwaniu w Senneville, a potem moje oczy spoczy na reklamie Videodrome'u, ktry by rzekomo najwikszym dystrybutorem filmw pornograficznych w Kanadzie. Byo zdjcie ze striptizu w Allo Police, na ktrym wida byo Babette" skrpowan acuchami i przystrojon skrzanymi podwizkami. Jaki inny wycinek dotyczy wamania w St.-Paul-du-Nord, gdzie wamywacz z koszul nocnych ofiary zrobi kuk, wielokrotnie przedziurawi j noem i zostawi na jej ku. Potem zauwayam co, co ponownie zmrozio mi krew w yach. W swojej kolekcji St. Jacques starannie wyci i przytwierdzi pinezkami blisko siebie trzy artykuy. Kady z nich opisywa seryjnego morderc. W odrnieniu od innych, te wycinki wyglday na kserwki. Pierwszy po wicony by Leopoldowi Dionowi, Potworowi z Pont Rouge". Wiosn 1963 roku policja znalaza go w jego domu razem z czterema ciaami modych mczyzn. Wszyscy zostali uduszeni. Drugi opisywa wyczyny Wayne'a Clifforda Bodena, ktry dusi i gwaci kobiety w Montrealu i Calgary od 1969 roku. Kiedy aresztowano go w 1971, mia na koncie cztery ofiary. Na marginesie wycinka kto napisa Bili l'etrangleur". Trzeci artyku dotyczy kariery Williama Deana Christensona, alias Billa l'etranguleur, Rozpruwacza z Montrealu. Zabi, skrci o gow i powiartowa dwie kobiety na pocztku lat osiemdziesitych. - Spjrzcie na to. - Nie zwracaam si konkretnie do adnego z nich. Pomimo panujcej w pokoju duchoty, czuam chd na caym ciele. Charbonneau stan za mn - Oh, baby, baby - zaintonowa matowym gosem, kiedy zauway zdjcia po prawej stronie planu. - Te detale s nieze. - Tutaj - powiedziaam, wskazujc na artykuy. - Niech pan lepiej spojrzy na te. Claudel przyczy si do nas i obaj mczyni bez sowa wodzili oczyma po wycinkach. Czu byo od nich zapach potu, wypranej baweny i wody po goleniu. Z ulicy dobieg mnie kobiecy gos woajcy Sophie i zastanawiaam si przez chwil, czy wzywa psa czy dziecko. - Kurwa ma - wycedzi Charbonneau, kiedy zrozumia, czego dotycz artykuy. - To nie znaczy, e to on jest Charlie Mansonem - achn si ironicznie Claudel. - Nie. Pewnie pracuje nad doktoratem.

Po raz pierwszy wydao mi si, e usyszaam nutk poirytowania w gosie Charbonneau. - Gociu mg mie zudzenia co do wasnej wielkoci - cign Claudel. - Moe ledzi poczynania braci Menendez i mu zaimponowali. Moe wydaje mu si, e jest Dudleyem Sprawiedliwym i chce walczy ze zem. Moe doskonali swj francuski i woli to, ni Rozmwki". Skd do cholery mam wiedzie? Ale to nie czyni z niego Kuby Rozpruwacza. - Rzuci okiem w stron drzwi. - Gdzie do diaba jest ekipa... Sukinsyn, pomylaam, ale nic nie powiedziaam. Charbonneau i ja skoncentrowalimy si na blacie. Leaa na nim sterta opartych o cian gazet. Charbonneau przerzuca je, dugopisem unoszc na brzegach kartki, a potem pozwala im opa na miejsce. Na stercie byy tylko drobne ogoszenia, w wikszoci pochodzce z La Presse i Gazette. - Moe ropuch szuka pracy - powiedzia Claudel sardonicznie. - Albo jakiego dobrego wzoru na swoj reklam... - Co to byo to pod spodem? - Migno mi co tego, kiedy na chwil uniesione byy kartki lece na dnie sterty. Charbonneau wcisn dugopis w spoczywajce na dnie papiery i podnis je do gry, przechylajc ca stert w stron ciany. Lea pod ni ty notatnik. Zastanawiaam si przez chwil, czy detektywi mieli obowizkowe zajcia z umiejtnoci manipulowania dugopisem. Pozwoli gazetom ponownie opa na blat, wcisn dugopis z drugiej strony sterty i popycha z tyu notatnik, wysuwajc go powoli spod przygniatajcych go gazet. By to notatnik z tego papieru w linie, ulubiony typ adwokatw. Zauwaylimy, e grna strona bya czciowo zapisana. Przytrzymujc stert grzbietem doni, Charbonneau w kocu wypchn spod niej cay notatnik. Wraenie, jakie zrobiy na mnie artykuy o seryjnych mordercach, nie umywao si do dreszcza, ktry mnie przeszy, kiedy zobaczyam, co jest napisane na tym papierze. Strach, ktry dawiam w sobie, uwolni si ze straszliw moc i chwyci mnie za gardo. Isabelle Gagnon. Margaret Adkins. Ich nazwiska skoczyy mi do oczu. Stanowiy cz listy skadajcej si z siedmiu nazwisk, ktre byy wypisane pod sob wzdu krawdzi notatnika. Byy fragmentem nierwno nakrelonej tabelki, ktra wygldaa jak niechlujny formularz, podobny do tych uywanych przez ksigowych. Zawieraa dane osobiste kadej z wpisanych na list osb. Tabelka bya te podobna do zestawienia, ktre sama sporzdziam,

ale ja nie znaam pozostaych piciu nazwisk. W pierwszym supku byy adresy, a w drugim numery telefonw. Nastpny zawiera krtkie notki dotyczce miejsca zamieszkania. Mszk. z/bez - wejcia z zewntrz, aptmnt, I p.; dom z/bez ogrdka. W kolejnym supku za niektrymi nazwiskami znajdoway si grupy liter, a przy innych byo puste miejsce. Spojrzaam na dane dotyczce Adkins. M. S. Te skrty co mi mwiy. Zamknam oczy i zaczam przebiega w mylach sowa klucze. Trafiam na stopie pokrewiestwa. - To s ludzie, z ktrymi oni yj - powiedziaam. - Spjrzcie na Adkins. M. Syn. - Tak. Przy Gagnon jest Br i Fc. Brat i facet - powiedzia Charbonneau. - Co znaczy Za? - spyta Claudel odnonie ostatniego supka. St. Jacques napisa te dwie litery za niektrymi nazwiskami, a za innymi byo pusto. Nikt nie potrafi odpowiedzie. Charbonneau odchyli pierwsz stron i wszyscy zamilkli, czytajc kolejne notatki. Strona bya podzielona na dwie czci - na grze byo napisane jedno nazwisko, a na rodku drugie. Pod kadym zanotowano co w supkach. Ten po lewej stronie zatytuowany by Data", a nastpne dwa W" i Poza". Puste miejsca wypenione byy datami i godzinami. - Jezu Chryste, on je ledzi. Wybra je i tropi, jakby to byy jakie cholerne przepirki czy co takiego - wybuchn Charbonneau. Claudel nie odzywa si. - Ten zboczony skurwysyn polowa na kobiety - powtrzy Charbonneau, jakby powtrzenie uatwiao zrozumienie. Albo utrudniao. - To jest jaki jego autorski projekt - zauwayam mikko. - Jeszcze go nie zoy. - Co? - spyta Claudel. - Adkins i Gagnon nie yj. Od niedawna. Kim s inni ludzie z tej listy? - Cholera. - Gdzie jest ekipa? - Claudel podszed do drzwi i znikn w korytarzu. Syszaam, jak przeklina policjantw. Przeniosam wzrok na cian. Nie chciaam ju dzisiaj myle o licie. Byo mi strasznie duszno, byam wyczerpana, obolaa i nie sprawiao mi satysfakcji to, e prawdopodobnie miaam racj czc te sprawy i e bdziemy razem pracowa. e nawet Claudel bdzie bra w tym udzia. Spojrzaam na plan, eby przesta myle o morderstwach. By duy i w najdrobniejszych szczegach ukazywa wysp, rzek i porozrzucane osiedla lece poza

wysp. Zaznaczona kolorem rowym zabudowa bya poprzecinana maymi, biaymi ulicami, poczonymi z czerwonymi arteriami i grubymi, niebieskimi autostradami. Gdzieniegdzie byy zielone plamy parkw, pl golfowych i cmentarzy, pomaraczowe instytucji publicznych, bladoczerwone centrw handlowych i szare oznaczajce tereny przemysowe. Znalazam wzrokiem Centre-ville i pochyliam si nad map, eby znale moj uliczk. Bya bardzo krtka i kiedy jej szukaam, zrozumiaam, dlaczego takswkarze maj tyle problemw ze znalezieniem mojego adresu. Obiecaam sobie, e w przyszoci bd bardziej wyrozumiaa. A przynajmniej bd dawaa szczegowe wskazwki, jak do mnie dojecha. Znalazam miejsce, gdzie Sherbrooke przecina Guy i zorientowaam si, e jestem ju za daleko. To wanie wtedy po raz trzeci tego popoudnia doznaam szoku. Mj palec zatrzyma si przy Atwater, tu obok wieloboku oznaczajcego Le Grand Seminaire. Mj wzrok przycign may znak narysowany dugopisem w poudniowozachodniej czci wieloboku - byo to kko z liter X w rodku. Znajdowao si blisko miejsca, gdzie znaleziono ciao Isabelle Gagnon. Z bijcym szybko sercem przeniosam wzrok na wschd, eby znale Stadion Olimpijski. - Monsieur Charbonneau, niech pan na to spojrzy - powiedziaam spitym i drcym gosem. Zbliy si. - Gdzie jest stadion? Dotkn go swoim dugopisem i spojrza na mnie. - Gdzie jest mieszkanie Margaret Adkins? Zawaha si, pochyli si nad planem i wskaza na ulic biegnc na poudnie od Parc Maisonneuve. Jego rka zastyga, kiedy oboje zauwaylimy malutki znak. Bya to litera X w kku. - Gdzie mieszkaa Chantale Trottier? - Na Ste. Anne-de-Bellevue. To daleko. Oboje spojrzelimy na plan. - Przeszukajmy go systematycznie, kawaek po kawaku - zasugerowaam. - Ja zaczn od lewego grnego rogu i bd si posuwaa na d, a pan moe zacz od prawego dolnego i posuwa si do gry. On pierwszy to znalaz. Trzeci X. Znak znajdowa si na poudniowym brzegu rzeki, koo St. Lambert. Nie sysza o adnych zabjstwach w tej dzielnicy. Claudel te nie. Przygldalimy si planowi jeszcze przez dziesi minut, ale nie znalelimy kolejnego X-a. Wanie zaczynalimy przeszukiwa plan po raz drugi, kiedy przed domem

zatrzymaa si furgonetka-laboratorium. - Gdzie wy, kurwa, bylicie? - spyta Claudel, kiedy Weszli do pokoju z metalowymi walizkami. - Byo tak, jakbymy przejedali samochodem przez Woodstock - powiedzia Pierre Gilbert. - Tylko troch mniej bota. - Jego owaln twarz otaczaa gsta broda i krcone wosy, ktre przywodziy na myl rzymskiego boka. Nigdy nie wiedziaam, ktrego. - Co my tu mamy? - Pamitasz dziewczyn zamordowan na Desjardins? mie, ktry podprowadzi jej kart kredytow, nazywa t nor swoim domem - powiedzia Caudel. - Chyba. Gestem wskaza na pokj, - Nada temu lokum niepowtarzaln atmosfer. - No to zabierajmy si do roboty - rzek Gilbert umiechajc si. Krcone wosy przylegay mu do mokrego od potu czoa. - Zacznijmy od odciskw. - Jest tu te piwnica. - No trudno. - adne problemy nie mogy chyba zrazi Gilberta. - Claude, moe zajmiesz si piwnic? A ty, Marcie, zacznij od tamtego blatu... Marcie wesza w gb pokoju, wyja kanisterek ze swojej metalowej walizki i zacza pdzelkiem pokrywa blat czarnym proszkiem. Jej kolega po fachu ruszy na d. Pierre zaoy lateksowe rkawiczki i zacz zdejmowa gazety ze stou, po czym wkada je do duego, plastikowego worka. To wanie wtedy przeyam ostatni szok tego dnia. - Qu' est-ce que c'est? - spyta, podnoszc may kwadrat z mniej wicej poowy sterty. Przyglda si mu przez dusz chwil. - C'est toi? Zdziwiam si, widzc, e patrzy na mnie. Bez sowa podeszam do niego i spojrzaam na to, co znalaz. Zdenerwowaam si, kiedy zobaczyam swoje, dobrze mi znane dinsy, bluz z napisem Irlandia ponad wszystko" i gogle. W swej odzianej w rkawiczk rce Pierre trzyma zdjcie, ktre ukazao si w dzisiejszym Le Journal. Po raz drugi tego dnia widziaam siebie na zdjciu z ekshumacji przeprowadzonej dwa lata temu. Zdjcie zostao wycite i wyrwnane rwnie starannie, jak te wiszce na cianie. Rnio si tylko w jednym. Wok mojej postaci dugopisem zakrelono okrg, a na piersiach widnia duy X.

12
Przespaam wikszo weekendu. W sobot rano usiowaam wsta, ale skoczyo si na prbie. Nogi mi dray, a kiedy obracaam gow, szyj i podstaw czaszki przeszywa niemiosierny bl. Moja twarz pokryta bya grubym strupem, a prawe oko wygldao jak zgnia czerwona liwka. Weekend wypenio mi jedzenie zup, aspiryny i lekarstw. Cae dnie drzemaam na kanapie, ledzc kolejne wydania wiadomoci. Wieczorami zasypiaam o dziewitej. Do poniedziaku walcy w mojej czaszce mot si uspokoi. Mogam sztywno chodzi i lekko obraca gow. Wstaam wczenie, wziam prysznic i byam w pracy ju o wp do dziewitej. Czekay na mnie trzy wiadomoci. Zignorowaam je jednak i najpierw zadzwoniam do Gabby, ale wczya si automatyczna sekretarka. Wtedy zrobiam sobie kaw rozpuszczaln i przejrzaam kartki zabrane z dziupli z wiadomociami dla mnie informoway, kto do mnie dzwoni. Pierwsza wiadomo bya od jakiego detektywa z Verdun, druga od Andrew Ryana, a trzecia od jakiego dziennikarza. Odrzuciam ostatni i postanowiam zaatwi tamte dwie przez telefon. Nie dzwoni ani Charbonneau, ani Claudel. Gabby te nie. Wykrciam numer do sali inspektorw CUM i powiedziaam, e chciaabym rozmawia z Charbonneau. Po chwili odpowiedziano mi, e go nie ma. Claudela te nie byo. Zostawiam im wiadomo, zastanawiajc si, czy ju wyjechali, czy moe jeszcze nie zaczli dzisiaj pracowa. Potem zadzwoniam do Andrew Ryana, ale byo zajte. Skoro nie udao mi si z nim poczy, pomylaam, e wpadn do niego osobicie. Moe Ryan porozmawia ze mn na temat Trottier. Pojechaam wind na pierwsze pitro i poszam do sali inspektorw. Byo w niej duo wicej ludzi, ni kiedy byam tam po raz ostatni. Kiedy szam do biurka Ryana, czuam na sobie liczne spojrzenia, co wprawio mnie w lekkie zakopotanie. Wyranie musieli wiedzie o tym, co si dziao w pitek. - Doktor Brennan - zawoa Ryan radonie, wstajc z krzesa i wycigajc do mnie rk. Na jego pocigej twarzy zagoci umiech, kiedy zobaczy strup na moim prawym policzku. - Wyprbowuje pani nowy odcie pudru? - Tak. Purpurowy cement. Prosto z bruku. Dzwoni pan do mnie?

Przez chwil wyglda na zmieszanego. - A, tak. Wygrzebaem akta Trottier. Moe pani na nie rzuci okiem, jeli pani chce. Pochyli si i rozoy skoroszyty lece na jego biurku w wachlarz. Wybra jeden i wrczy mi go dokadnie w momencie, w ktrym jego partner wszed do sali. Bertrand ruszy w nasz stron. By ubrany w jasnoszar, jednolit sportow marynark, dopasowan do nieco ciemniejszych, szarych spodni, czarn koszul i biao-czarny, kwiecisty krawat. Gdyby nie opalenizna, wygldaby dokadnie jak mczyzna z telewizji z lat pidziesitych. - Doktor Brennan, jak leci? - Super. - H, niezy makija. Ale pani zaatwi. - Od chodnika nie mona chyba oczekiwa lepszych efektw - odparam, rozgldajc si wok za miejscem, gdzie mogabym rozoy dokumenty dotyczce Trottier. Mogabym... - Gestem wskazaam na puste biurko. - Jasne. Oni ju skoczyli. Usiadam i zaczam przeglda zawarto skoroszytu, ogldaam zdjcia, raporty z miejsca zbrodni, sprawozdania z przesucha i wywiadw. Wszystko o Chantale Trottier. Ogldajc zdjcia czuam si, jakbym chodzia boso po gorcym asfalcie. Uczucie blu powracao, jakby si to stao wczoraj, i musiaam raz po raz odwraca wzrok, eby da sobie wytchnienie od przeszywajcego mnie blu. 16 padziernika 1993 roku szesnastoletnia dziewczyna wstaa z ociganiem, wyprasowaa swoj bluzk, po czym spdzia godzin na myciu wosw i strojeniu si. Odmwia zjedzenia niadania, ktre przygotowaa dla niej matka, i wysza ze swojego domu na przedmieciu, eby razem z przyjacimi pojecha kolejk do szkoy. Bya ubrana w jednolit bluz i podkolanwki, a podrczniki miaa w plecaczku. Rozmawiaa i chichotaa ze znajomymi, lunch zjada po lekcji matematyki. Pod koniec dnia znikna. Trzydzieci godzin pniej jej powiartowane ciao znaleziono w plastikowych workach na mieci szedziesit kilometrw od domu. Na biurko pad cie, wic podniosam gow. Bertrand trzyma w rkach dwa kubki kawy. Na tym, ktry mi poda, by napis W poniedziaek zaczynam si odchudza". Z wdzicznoci wycignam rk i chwyciam go. - Co interesujcego? - Niewiele. - Wziam yk. - Miaa szesnacie lat. Znaleziono j w St. Jerome. - No i...

- Gagnon miaa dwadziecia trzy. Znaleziono j w Centre-ville. Te w plastikowych workach. Przechyli gow. - Adkins miaa dwadziecia cztery, znaleziono j w domu, niedaleko stadionu. - Nie bya powiartowana. - Nie, ale bya rozcita i okaleczona. Moe mordercy kto przerwa. Moe mia mniej czasu. Pocign yk kawy, gono siorbic. Kiedy oderwa kubek od ust, na jego wsach byszczay mlecznobrzowe kropelki. - I Gagnon, i Adkins byy na licie St. Jacquesa. - Przypuszczaam, e teraz ju wszyscy o tym wiedz. Nie pomyliam si. - Tak,ale media nic na ten temat nie pisay. Facet wyci z Allo Police i Photo Police artykuy na temat ich obu. Ze zdjciami. Moe to po prostu Bwyrodnialec, ktry karmi si takimi rzeczami. - Moe. - Wziam kolejny yk. Tak naprawd nie wierzyam w tak moliwo. - Czy nie mia u siebie caej masy wycinkw? - Tak - odezwa si zza naszych plecw Ryan. - Skurwiel mia wycinki na temat najrniejszych dziwnych rzeczy. Francoeur, czy nie zajmowae si tymi sprawami z kukami, kiedy pracowae we wamaniach? - Pytanie to byo skierowane do niskiego, grubego mczyzny z byszczcymi, brzowymi wosami, jedzcego snickersa cztery biurka dalej. Francoeur odoy baton i kiwajc gow, zacz oblizywa palce. Jego okulary bez oprawek odbijay wiato, kiedy kiwa gow. - Mm. Mhm. Byy dwa przypadki. - Linicie. - Dziwna sprawa. - Linicie. - Ten wir wamywa si do domu, buszowa po sypialni, robi kuk z szlafroka albo piamy, z czego, co naleao do pani domu. Wypycha j, potem ubiera w jej bielizn, po czym kad na ku i rozcina. Pewnie mu od tego staje bardziej, ni przy maturze z matmy. - Linicie. Jeszcze jedno. - Potem zabiera stamtd sw godn poaowania dup. Nawet nic nie wynosi. - Znaleziono sperm? - Nie. Pewnie wierzy w bezpieczny seks. - Czym ci? - Prawdopodobnie noem, ale nie znalelimy go. Musia go przynosi ze sob. Francoeur odwin kawaek opakowania i ugryz ponownie snickersa. - Jak si dostawa do domu?

- Przez okno w sypialni. - Odpowiedzi towarzyszy widok zmielonych orzeszkw i karmelu. - Kiedy? - W nocy, przewanie. - Gdzie odstawia te swoje szopki? Francoeur przez chwil powoli przeuwa snickersa, po czym paznokciem duego palca usun z zba trzonowego kawaek orzeszka. Przyjrza mu si i odrzuci. - Jedn na St. Calixte, a drug chyba na St. Hubert. Ostatni jego wyczyn, o ktrym pisali w artykule znalezionym u tego waszego gocia, by chyba ze dwa tygodnie temu na St. Paul-du-Nord. - Jego grna warga wyda si, kiedy przejeda jzykiem po kach. - Wydaje mi si, e jedn spraw zajmowali si gocie z CUM. Poza tym niejasno pamitam, e jaki rok temu kto od nich do mnie dzwoni... Chwila przerwy. - Znajd go, ale ten czubek nie jest teraz najwaniejszy. Nikomu nie robi krzywdy i niczego nie kradnie. Po prostu lubi tanie i osobliwe randki, Francoeur zgnit opakowanie od snickersa i wrzuci je do kosza stojcego przy jego biurku. Potem doda: - Syszaem, e mieszkanka St. Paul-du-Nord nie wniosa skargi. - Tak - przytakn Ryan. - Te sprawy s rwnie przyjemne, jak przeprowadzanie lobotomii scyzorykiem, - Nasz bohater pewnie powiesi sobie artyku, bo podnieca go czytanie o wamywaniu si do cudzych sypialni. Mia te artyku o tej dziewczynie z Senneville, a wiemy na pewno, e to nie on j porwa. Okazao si, e to ojciec ukrywa j przez cay czas. - Francoeur odchyli si na krzele. - Moe po prostu identyfikuje si z podobnym do niego zboczecem. Suchaam tej wymiany zda, nawet nie patrzc na biorcych w niej udzia. Zaczam si wpatrywa w duy plan miasta wiszcy za gow Francoeura. By podobny do tego, ktry widziaam w mieszkaniu przy ulicy Belger, ale mia troch inn skal, eby zmieciy si na nim wschodnie i zachodnie przedmiecia lece poza wysp Montreal. Rozmowa powoli rozprzestrzeniaa si na caa sal, prowokujc wspominanie licznych anegdot o Tomciu Podgldaczu i innych zboczecach seksualnych. Kiedy wymieniano uwagi i arty, wstaam i podeszam do planu, eby mu si lepiej przyjrze, majc nadziej, e nie zwrc na siebie niczyjej uwagi. Ogldaam plan, stosujc t sam metod, ktr praktykowalimy z Charbonneau w pitek, starajc si namierzy X-y. Wzdrygnam

si, syszc gos Ryana. - O czym pani myli? - spyta. Z peczki wiszcej pod planem wziam pudeko szpilek. Gwk kadeja stanowia dua, jaskrawa kulka. Wybraam czerwon i wpiam j w poudniowo-zachodni krawd Le Grand Seminaire. - Gagnon - powiedziaam. Potem umieciam jedn pod Stadionem Olimpijskim. - Adkins. Trzecia powdrowaa w lewy grny rg mapy, blisko szerokiego zakola rzeki znanego jako Lac des Deux-Montagnes. - Trottier. Wyspa, na ktrej ley Montreal, ma ksztat stopy, ktrej kostka znajduje si na pnocnym zachodzie, pita na poudniu, a palce skierowane s na pnocny wschd. Dwie szpilki znaczyy stop tu nad podeszw, jedna w picie Centre-ville, a druga bardziej na wschd, w poowie wysokoci palcw. Trzecia znaczya kostk, zachodni krawd wyspy. Nie byo wida adnej rzucajcej si w oczy prawidowoci. - St. Jacques zaznaczy t i t - powiedziaam, wskazujc najpierw na jedn ze szpilek w centrum, a potem na drug na East Endzie. Przeczesywaam wzrokiem poudniowy brzeg wyspy, przeliznam oczy po Victoria Bridge i znalazam si na St. Lambert, po czym zaczam opuszcza si na poudnie. Kiedy znalazam nazwy ulic, ktre pamitaam z pitku, wziam czwart szpilk i wpiam j w miejsce lece za rzek, obok pity stopy. Na planie zrobi si jeszcze wikszy baagan. Ryan wpatrywa si we mnie pytajcym wzrokiem. - Tu by jego trzeci X - powiedziaam. - Co tam jest? - A jak pan myli? - spytaam. - Nie mam bladego pojcia. Moe jego zmary pies Azor. - Spojrza na zegarek. Przepraszam, ale mamy to... - Nie sdzi pan, e dobrze byoby si tam rozejrze? Wpatrywa si we mnie przez dusz chwil, nim odpowiedzia. Jego oczy byy promiennie niebieskie i zdziwiam si, e wczeniej tego nie zauwayam. Potrzsn gow. - To nie brzmi zbyt zachcajco. Nie ma wystarczajcych podstaw. Jak na razie pani

teoria dotyczca mordercy jest bardziej dziurawa, ni trasa Trans-Canada. Niech je pani czym wypeni. Niech pani znajdzie co jeszcze albo niech pani powie Claudelowi, eby wysa tam grup z SQ. Jak na razie, to nie jest nasza sprawa. Bertrand dawa mu znaki, wskazujc najpierw na zegarek, a potem kciukiem na drzwi. Ryan spojrza na swojego partnera, pokiwa gow, po czym ponownie przenis wzrok na mnie. Nie odzywaam si. Oczyma penetrowaam jego twarz, szukajc jakiej znaku zachty. Nawet jeli byo tam co takiego, to ja tego nie dostrzegam. - Musz spada. Niech pani zostawi skoroszyt na moim biurku, kiedy pani skoczy. - Dobra. - I... mhm... I niech pani na siebie uwaa. - Sucham? - Syszaem, co tam znalelicie. Ten skurwiel moe by bardziej niebezpieczny, ni przecitny zboczuch. - Woy rk do kieszeni, wycign z niej kawaek papieru i napisa co szybko na nim. - Przewanie mona mnie zapa pod tym numerem. Prosz miao dzwoni, jeli bdzie pani potrzebowaa pomocy...

Dziesi minut pniej siedziaam przy swoim biurku, sfrustrowana i rozkojarzona. Usiowaam zaj si czym innym, ale nie mogam si skoncentrowa. Za kadym razem, kiedy z jakiego biura w korytarzu dobiega mnir dwik telefonu, sigaam po swj, majc nadziej, e to Claudel albo Charbonneau. Pitnacie po dziesitej zadzwoniam do nich ponownie. Jaki gos powiedzia: - Chwileczk. Potem usyszaam: - Claudel. - Tu doktor Brennan - powiedziaam. Cisza jak makiem zasia. - Oui. - Dosta pan moj wiadomo? - Oui. Ju wiedziaam, e bdzie rwnie skory do wsppracy ze mn, jak pirat sprzedajcy lewe pyty z urzdem podatkowym. - Zastanawiaam si wanie, czego wam si udao dowiedzie na temat St. Jacquesa?

achn si. - St. Jacquesa? A, tego. Ju kojarz. Chocia czuam nieprzepart ch, eby wyrwa mu jzyk, pomylaam, ze trzeba si wykaza nie lada taktem w radzeniu sobie z impertynenckimi detektywami - to podstawowa zasada. - Myli pan, e to nie jest jego prawdziwe nazwisko? - Jeli to jego prawdziwe nazwisko, to ja jestem Margaret Thatcher. - No to co ustalilicie? Znowu zamilk na chwil i oczyma wyobrani widziaam, jak zwraca twarz do sufitu, zastanawiajc si, jak mnie najlepiej spawi. - Powiem pani, co ustalilimy. Nic. Nie znalelimy zupenie nic. adnej okrwawionej broni. adnych filmw. adnych bezadnych wyzna na papierze. adnych czci ciaa na pamitk. Zero. - A odciski? - adnych, ktre nadawayby si do wykorzystania, - Jakie rzeczy osobiste? - Gociu y w do spartaskich warunkach. Nie mia specjalnego zamiowania do dekoracji. adnych rzeczy osobistych. adnych ubra. A, tak, jedna piama i stara gumowa rkawiczka. Brudny koc. I tyle. - Dlaczego rkawiczka? - Moe ba si, e sobie zniszczy paznokcie. - A co macie konkretnego? - Sama pani widziaa. Kolekcja zdj z serii Panienko Poka Mi Swoj Cip, plan miasta, gazety, wycinki na cianie, lista. A, jeszcze jakie spaghetti. - Nic wicej? - Nic. - adnych przyborw toaletowych? rodkw czystoci? - Nada. Zastanawiaam si nad tym przez chwil. - Nie wyglda na to, eby on tam naprawd mieszka. - Jeli tak, to jest z niego najbrudniejszy skurwysyn, jakiego mona sobie wyobrazi. Nie myje zbw ani si nie goli. Ani ladu myda. Albo szamponu. Czy nawet dentonici... Rozwaaam to przez chwil, nim spytaam:

- Co pan o tym myli? - Moe skunks uywa tego miejsca jako kryjwki, w ktrej zajmuje si swoimi hobby - zbrodniami i porno. Moe jego onie nie podobaj si jego upodobania artystyczne. Moe ona nie pozwala mu w domu trzepa konia. Skd mam wiedzie? - A co z list? - Sprawdzamy nazwiska i adresy. - S jakie z St. Lambert? Kolejna chwila ciszy. - Nie. - A moe jakie informacje o tym, jak mg wej w posiadanie karty kredytowej Margaret Adkins? Tym razem zamilk na duej i czu byo, e jego cierpliwo jest na wyczerpaniu. - Doktor Brennan, dlaczego nie zajmie si pani swoj dziak i pozwoli nam apa mordercw? - A on nim jest? - Nie mogam si powstrzyma. - e co? - To on jest morderc? W suchawce rozleg si cigy sygna.

Reszt poranka spdziam oceniajc czyj wiek, pe i wzrost na podstawie koci okciowej. Ko znalazy dzieci bawice si koo Pointe-aux-Tremblea i prawdopodobnie pochodzia z jakiego starego cmentarza. Pitnacie po dwunastej poszam na gr po dietetyczn col. Przyniosam j ze sob do gabinetu, zamknam drzwi, po czym wyjam swoj kanapk i brzoskwini. Okrciam si na krzele, eby mie widok na rzek, i pozwoliam mylom bka si bez celu. Jak rakieta Patriot, natychmiast skieroway si na Claudela. Cigle nie traktowa powanie moliwoci, e to wszystko sprawka seryjnego mordercy. Moe ma racj? Moe podobiestwa to tylko zbieg okolicz noci? Moe znajduj pomidzy nimi zwizki, ktre naprawd nie istniej? Moe St. Jacques jest po prostu maniakiem interesujcym si zbrodniami? Mogo tak by. Producenci filmowi i wydawcy zbijaj przecie cigle krocie na tym ogranym temacie. Moe to nie on jest morderc, moe po prostu za znacza miejsca zbrodni i prowadzi tylko jak tajemnicz gr. Moe znalaz kart kredytow Margaret Adkins. Moe ukrad j przed jej mierci i nic zdya zauway,

e jej nie ma i tego zgosi. Moe. Moe. Moe. Nie. Co tu nie gra. Nawet jeli to nie St. Jacques, to gdzie tam i tak by kto odpowiedzialny za kilka morderstw. Przynajmniej niektre zbrodnie byy ze sob powizane. Nie chciaam czeka na kolejne powiartowane ciao, ktre dowiedzie, e mam racj. Co zrobi, eby przekona Claudela, e nie jestem kretynk z wybuja wyobrani? Nie podobao mu si, e chc wtargn na jego terytorium, uwaa, e wykraczam poza swoje kompetencje. Powiedzia, ebym zaja si swoj prac. Ryan te tak uwaa. Co on powiedzia? e dziury. e za mao. No to trzeba znale mocniejsze dowody na poparcie tego, e morderstwa s powizane. - Dobra, Claudel, sukinsynu, wanie tego ci dostarcz. Powiedziaam to na gos, gwatownie prostujc si na krzele i wrzucajc pestk po brzoskwini do kosza. I tak zrobi. Co jest moj specjalnoci? Grzebanie si w ciaach. Ogldanie koci. A wic...

13
W laboratorium histologii poprosiam Denisa, eby wycign dane dotyczce spraw o numerach 25906-93 i 26704-94. Uprztnam st po prawej stronie mikroskopu i pooyam na nim swj notatnik i dugopis. Wycigneam dwie tubki polysiloksanu winylu i umieciam je koo maej szpachelki, i kredowego papieru i elektronicznej suwmiarki mierzcej z dokadnoci do tysicznej czci cala. Denis na brzegu stou pooy dwa kartonowe pudeka, jedno due i jedno mae. Obydwa byy starannie zamknite i opisane. Zdjam pokrywk wikszego pudeka, wyjam z niego fragmenty szkieletu Isabelle Gagnon i rozoyam je na prawej czci stou. Potem otworzyam mniejsze pudeko. Chocia ciao Chantale Trottier zostao zwrcone rodzinie i pochowane, zachowano fragmenty koci jako materia dowodowy, co jest normaln procedur w przypadku zabjstw, w ktrych doszo do uszkodzenia albo okaleczenia szkieletu. Wyjam szesnacie woreczkw i rozoyam je po lewej stronie stou. Na kadym z nich byo napisane, z jakiej koci i z ktrej strony ciaa pochodzi dany fragment. Prawy nadgarstek. Lewy nadgarstek. Prawe kolano. Lewe kolano. Krgi piersiowe i ldwiowe. Wyjmowaam zawarto po kolei z wszystkich workw i ukadaam je w porzdku anatomicznym. Dwa kawaki koci udowej znalazy si koo fragmentw strzaki i piszczeli, tworzc staw kolanowy. Kady nadgarstek reprezentoway szeciocalowe czci koci promieniowej i okciowej. Brzegi koci odpiowywanych w czasie autopsji byy wyranie poszarpane. Nie da si pomyli tych ladw z tymi pozostawionymi przez morderc. Przysunam do siebie szalk, otworzyam jedn z tubek i wycisnam na grny arkusz jaskrawoniebiesk nitk dentystycznego materiau do odleww. Potem koo niej z drugiej tubki wycisnam troch biaej masy. Wybraam jedn z koci ramienia Trottier, pooyam j przed sob i chwyciam szpachelk. Zaczam energicznie miesza niebieski katalizator z bia podstaw, a zrobia si z nich jednolita masa. Zdrapaam j do plastikowej strzykawki, po czym wycisnam j, tak jakbym dekorowaa tort, dokadnie pokrywajc ni powierzchni stawu. Odoyam pierwsz ko, wyczyciam szpachelk i strzykawk, oderwaam zuyty arkusz i zaczam robi to samo z nastpn koci. Kiedy masa zastygaa na kolejnych kociach, zdejmowaam j, zapisywaam numer sprawy, jakiej koci jest odlewem, stron ciaa i dat, po czym kadam zastygnity odlew obok odpowiadajcej jej koci. Powtarzaam

ca procedur, a koo wszystkich koci leay odlewy. Zajo mi to ponad dwie godziny. Nastpnie usiadam przy mikroskopie. Nastawiam odpowiednie powikszenie i ustawiam wiato szczelinowe pod odpowiednim ktem do paszczyzny ogldania. Zaczam od prawej koci udowej Isabelle Gagnon. Przygldaam si dokadnie najdrobniejszym nawet zadrapaniom i naciciom uwidocznionym na odlewach, ktre wanie wykonaam. Wygldao na to, e nacicia s dwojakiego rodzaju. Na wszystkich kociach ramion byo kilka bruzd biegncych rwnolegle do powierzchni staww. cianki tych rowkw byy proste i stykay si ze swoim dnem pod ktem prostym. Wikszo tych naci miaa dugo niecaej jednej czwartej a szeroko piciu setnych cala. Na kociach ng znajdoway si podobne obienia. lady drugiego rodzaju miay ksztat litery V, byy wsze i nie miay cianek oraz pooonego pod ktem prostym do nich podoa rowka, tak jak w poprzednich. Nacicia w ksztacie V biegy rwnolegle do bruzd znajdujcych si na kocach dugich koci, ale tylko one znaczyy panewki stawu biodrowego i krgi. Na diagramie zaznaczaam sobie dokadn pozycj wszystkich naci, zapisywaam ich dugo, szeroko i, w wypadku bruzd, gboko. Potem przygldaam si kademu rowkowi i odpowiadajcemu mu odlewowi z gry i w przekroju. Dziki odlewom mogam zobaczy najdrobniejsze szczegy. ktrych bym nie dostrzega, patrzc bezporednio na bruzdy. Na trjwymiarowych negatywach widoczne byy malutkie wybrzuszenia, wyobienia i zadrapania cianek i dna bruzd. Przypominao to ogldanie mapy plastycznej - wyspy, tarasy i wwozy kadej bruzdy odbite w jaskrawoniebieskim plastiku. Koczyny oddzielono w stawach, pozostawiajc dugie koci w nienaruszonym stanie. Z jednym wyjtkiem. Koci przedramienia zostay przecite tu nad nadgarstkami. Przygldajc si przecitym kociom promieniowej i okciowej, zanotowaam obecno i pozycj nierwnoci wynikych z przecinania koci i bardzo dokadnie obejrzaam w przekroju powierzchni kadego nacicia. Kiedy skoczyam z Gagnon, zrobiam to samo z Trottier. W tym czasie Denis spyta tylko, czy moe ju co odoy na miejsce. a ja przytaknam, nie zwracajc uwagi na pytanie. Nie zauwayam, e w laboratorium kto jeszcze si pojawi. - Co pani tu jeszcze robi? O mao co nie upuciam krgu, ktry wanie wyjmowaam spod mikroskopu. - Jezu Chryste! Niech pan tego nie robi na przyszo! - Niech pani nie wariuje. Po prostu zobaczyem wiato i pomylaem, e zajrz, czy

Denis moe po godzinach kroi co interesujcego. - Ktra jest godzina? - Zebraam inne krgi szyjne i schowaam je do worka. Andrew Ryan spojrza na zegarek. - Za dwadziecia szsta. - Patrzy, jak wkadam worki do mniejszego pudeka i zamykam je. - Znalaza pani co przydatnego? - Tak. Stuknam kilka razy w pokrywk, eby znalaza si na swoim miejscu, i podniosam koci miednicy Isabelle Gagnon. - Claudel nie przywizuje zbytniej wagi do tych naci na kociach. Nie wiedziaam, czy powinnam mu o tym mwi. Woyam koci miednicy do wikszego pudeka. - On myli, e wszystkie piy s takie same... - dodaam jednak. Woyam dwie opatki do pudeka i signam po koci ramion. - Pan te tak uwaa? - Cholera, sam nie wiem. - To pan jest przedstawicielem pci specjalizujcej si w stolarce, budowaniu i takich sprawach. Co pan wie o piach? - Nie przestawaam chowa koci do pudeka. - e tn rzeczy. - Dobrze. Jakie rzeczy? - Drewno. Krzaki. Metal. - Zamilk na chwil. - Koci. - Jak? - Jak? - No wanie. Jak. Zastanawia si przez chwil. - Zbkami. Zbki przemieszczaj si w t i z powrotem i przecinaj co trzeba. - A co z piami tarczowymi? - One si krc wok. - Czy kroj to, co si piuje, na kawaki, czy wchodz w to jak duto? - O co pani chodzi? - Czy zbki s ostro zakoczone, czy pasko? Czy przecinaj to, co si piuje, czy rozdzieraj go? - A... - I czy tn, kiedy pia przemieszcza si do przodu, czy kiedy do tyu?

- O co pani chodzi? - Powiedzia pan, e zbki przemieszczaj si raz do przodu, a raz do tyu. Chodzi mi o to, czy tn z przodu, czy z tyu? Kiedy pi si pcha, czy kiedy si j cignie? - A... - Czy s zaprojektowane, eby ci wzdu sojw, czy w poprzek? - To ma jakie znaczenie? - W jakiej odlegoci od siebie s zbki? Czy s w rwnych odstpach? Ile ich jest na ostrzu piy? Jaki maj ksztat? Pod jakim s ktem? Czy ich krawdzie s kwadratowe, czy ostre? Jak s ustawione w stosunku do ostrza piy? Jakiego rodzaju...? - Dobrze, ju dobrze, rozumiem. To niech mi pani co powie o tych piach... Kiedy mwiam, schowaam reszt koci Isabelle Gagnon do pudeka i stuknam par razy przykrywk. - Na pewno s setki rnych rodzajw pi. I to nie tylko piy rczne, Niektre s napdzane si mini, a inne dziaaj na elektryczno lub gaz. Niektre dziaaj bez przerwy, inne z przerwami, w jednych wykorzystuje si tarcz obrotow, a inne ruszaj si do przodu i do tyu. Piy s projektowane do cicia rnych materiaw i do cicia ich na wiele sposobw. Nawet jeli ograniczymy si tylko do pi rcznych, ktre nas interesuj w tym przypadku, rni si one pod wzgldem rozmiarw ostrza i wielkoci, typu i odstpw midzy zbkami... Spojrzaam na niego, eby sprawdzi, czy mnie jeszcze sucha. Sucha, a jego oczy byy tak niebieskie, jak pomie na kuchence gazowej. - Wszystko, co tu powiedziaam, sprowadza si do tego, e piy zostawiaj charakterystyczne lady na materiaach, ktre przecinaj, na przykad na kociach. Rowki, ktre zostawiaj, rni si pod wzgldem szerokoci, a na ich ciankach i dnie s charakterystyczne dla danej piy wzorki. - Wic jeli ma si ko, to mona dokadnie okreli, jak pi zostaa i przecita? - Nie. Ale mona z bardzo duym prawdopodobiestwem okreli, jaki rodzaj piy zostawi dany lad. Strawi to. - Skd pani wie, e w tym przypadku chodzi o pi rczn? - Piy nie napdzane si mini zostawiaj raczej jednorodne lady. Podobne zadrapania w naciciach i rowki powtarzaj si. Koci s przecinane przewanie w jednej paszczynie i nie wida ladw przecinania w wielu kierunkach, jak to si dzieje w

przypadku pi rcznych. - Zastanawiaam si przez chwil. - Dlatego, e nie trzeba marnowa wasnej energii, ludzie uywajcy pi mechanicznych czsto zostawiaj kilka falstartw. I to w dodatku gbsze falstarty. Poza tym, dlatego e piy mechaniczne s cisze, a czasami dlatego, e osoba, ktra ich uywa, dociska przecinany przedmiot, zostawiaj one bardziej poszarpane lady w miejscach przeci, kiedy ko w kocu pka. - A co w przypadku, kiedy kto naprawd silny uywa piy rcznej? - Trafna uwaga. Indywidualne umiejtnoci i sia mog by wanym czynnikiem, ale piy mechaniczne czsto zostawiaj zadrapania, kiedy zaczynaj ci, bo pia jest ju w ruchu, kiedy styka si z koci. Wyraniej te wida odupania na kawakach koci, kiedy pia wychodzi z koci. - Ponownie si zamyliam, ale tym razem on rwnie si nie odzywa. Wiksza moc przy pile mechanicznej czsto pozostawia do gadk powierzchni w miejscu przecicia, co przewanie si nie zdarza przy piach rcznych. Zaczerpnam powietrza. Poczeka jeszcze chwil, eby si upewni, e skoczyam. - Co to s falstarty? - Kiedy pia po raz pierwszy wchodzi w ko, tworzy rowek albo nacicie. Jak pia zagbia si w ko, ten rowek staje si coraz gbszy i z czasem formuje si w ten sposb dno. Mona to porwna do okopw. Jeli ostrze wyskoczy albo zostanie wycignite, nim przetnie ca ko, lad, ktry pozostaje, to wanie co, co si nazywa falstartem. A falstart jest cennym rdem informacji. Z jego szerokoci mona odczyta grubo ostrza piy i rozstawienie zbkw. Falstart ma te charakterystyczny ksztat, kiedy go oglda w przekroju, a zbki ostrza mog zostawia lady na jego ciankach. - A co si dzieje, kiedy pia przechodzi prosto przez ko? - Jeli ko jest przecita za jednym razem, to i tak mona zobaczy cz dna nacicia, ale wtedy tylko w miejscu, gdzie zaczto piowa i na koci s poszarpane lady. To jest bardzo charakterystyczne miejsce. Poza tym, mog zostawa pojedyncze lady po zbkach na powierzchni przecicia. Wygrzebaam ponownie ko promieniow Gagnon, znalazam czciowy falstart w miejscu, gdzie zaczto piowa i owietliam go. - Prosz, niech pan na to spojrzy. Pochyli si i przytkn oczy do binokulara, a rkoma nastawi sobie ostro. - Tak. Widz go. - Niech pan spojrzy na dno nacicia. Co pan widzi? - Wybrzuszenia,

- Wanie. Te wybrzuszenia to wysepki materiau kostnego. Pokazuj e zbki zostay ustawione pod rnymi ktami wzgldem ostrza piy. Takie ustawienie powoduje zjawisko, ktre si nazywa dryfowaniem ostrza", Podnis wzrok znad mikroskopu i spojrza na mnie zmieszany. Binokular odcisn na jego skrze dwa kka i wyglda jak pywak z ciasnymi okularami. - Kiedy pierwszy zbek wcina si w ko, stara si ustawi w jednej paszczynie z caym ostrzem. Stara si znale pooenie rodkowe, a ostrze za nim poda. Kiedy nastpny zbek wchodzi w ko, stara si zrobi to samo, ale w momencie pierwszego kontaktu moe by wychylony w przeciwn stron. Ostrze wtedy dostosowuje si do nowych warunkw. Tak dzieje si za kadym razem, kiedy kolejny zbek wchodzi w ko, wic siy dziaajce na ostrze cigle si zmieniaj. W wyniku tego, zbki cay czas przemieszczaj si w naciciu. Im dalej od siebie rozstawione s zbki, tym wiksze odchylenia. Bardzo szeroki rozstaw sprawia, e powierzchnia cicia nie jest rwna. To s wanie wysepki materiau kostnego. Wybrzuszenia. - Wic to one informuj o tym, e zbki byy ustawione pod rnym ktem. - Tak naprawd mwi jeszcze wicej. Skoro kierunek przemieszczania si kadego zbka zmienia si w momencie, kiedy nastpny zbek wchodzi w ko, odlego midzy widocznymi zmianami kierunku wcinania si zbkw informuje te o tym, w jakich s od siebie odstpach. Skoro wysepki pokazuj najwiksze odchylenia zbkw wobec paszczyzny ostrza, odlego od jednej wysepki do drugiej jest rwna odlegoci pomidzy zbkami. Pozwoli pan, e poka panu co jeszcze. Wycignam spod mikroskopu ko promieniow i zastpiam j okciow. Uoyam j tak, e owietlona zostaa powierzchnia koca koci w miejscu przecicia od strony nadgarstka. - Widzi pan te faliste linie na powierzchni cicia? - Tak. Wyglda jak tara pralnicza, tylko wygita. - To si nazywa harmonijka. Chodzce w boki ostrze zostawia te szczyty i doliny na ciankach nacicia, tak jak na jego dnie zostawia wysepki ma teriau kostnego. Szczyty i wysepki odpowiadaj maksymalnym wychyleniom ostrza, a doliny na dnie rowka wyznaczaj punkty, w ktrych ostrze znajdowao si najbliej rodka paszczyzny cicia. - I mona zmierzy te szczyty i doliny, tak jak wysepki? - Dokadnie. - A dlaczego nie wida nic gbiej w naciciu?

- Dryfowanie przewanie wystpuje tylko na pocztku i na kocu procesu cicia, kiedy ostrze nie jest jeszcze zanurzone w koci. - Brzmi sensownie. - Podnis wzrok. Odcinite okulary ponownie pojawiy si na jego twarzy. - A moe pani co powiedzie o kierunku? - Ruchu piy czy o paszczynie cicia? - A jaka jest rnica? - Kierunek ruchu piy jest uzaleniony od tego, czy ostrze tnie przesuwajc si do przodu, czy cofajc si. Wikszo pi produkowanych na Zachodzie tnie przesuwajc ostrze do przodu. Niektre japoskie piy odwrotnie. Niektre mog dziaa w obie strony. Paszczyzn cicia wyznacza kierunek, w jakim pia przechodzi przez ko. - Mona to stwierdzi? - Tak. - To co pani znalaza? - spyta przecierajc oczy, starajc si jednoczenie na mnie patrze. Nie spieszyam si z odpowiedzi i masowaam swoje krgi krzyowe. Po chwili signam po notatnik i przerzucaam zapiski, wybierajc tylko wane fragmenty. - Na kociach Isabelle Gagnon jest cakiem sporo falstartw. Nacicia maj szeroko okoo jednej setnej cala, a na ich dnach s przewanie jakie wgbienia. S te harmonijki i wysepki materiau kostnego. Obie wartoci mona wymierzy. - Przewrciam kartk. Kawaek koci zosta odupany przy wyciganiu piy... Czeka na cig dalszy. Nie odzywaam si, wic spyta: - Co to wszystko znaczy? - Chyba mamy do czynienia z pi rczn ze zmiennym rozstawieniem zbkw, prawdopodobnie typu 10 ZNC. - ZNC? - Zbkw na cal. Innymi sowy, odlego midzy zbkami wynosi mniej wicej jedn dziesit cala. Zbki s typu dutowego, a pia tnie, kiedy ostrze przesuwa si do przodu. - Rozumiem. - Dryfowanie ostrza jest bardzo wyranie widoczne i jest duo odupa powstaych przy wyciganiu piy, ale ostrze i tak cio wydajnie. Myl, e mamy tu do czynienia z pi zaprojektowan tak, jak ogromna pia do metalu. Wysepki wskazuj na to, e rozstaw musi by do szeroki, eby unikn haczenia.

- I to wszystko pozwala stwierdzi, e... Byam prawie pewna, e wiem, co wykonao nacicia, ale jeszcze nie chciaam si dzieli moim odkryciem. - Nim wycign ostateczny wniosek, chciaabym jeszcze z kim porozmawia. - Ma pani co jeszcze? Przewrciam kartki z powrotem na pierwsz stron i podsumowaam to, co powiedziaam. - Falstarty s na przednich powierzchniach dugich koci. W miejscach odupa, s te na tylnych powierzchniach. To znaczy, e ciao prawdopodobnie leao na plecach, kiedy je przepiowywano. Rce odcito w ramionach, a donie odpiowano. Nogi oddzielono w biodrach i przepiowano staw kolanowy. Gow odcito na wysokoci pitego krgu szyjnego. Rozcicie tuowia byo bardzo gbokie, bo sigao a do krgosupa. Potrzsn gow. - Gociu wyranie ma talent do obsugiwania piy. - To jest bardziej skomplikowane. - Bardziej skomplikowane? - Uywa te noa. Ustawiam w innej pozycji ko okciow i nastawiam ostro, - Niech pan spojrzy jeszcze raz. Pochyli si nad mikroskopem i nie mogam nie zauway jego szczupego, ksztatnego tyeczka. Jezu, Brennan... - Nie musi pan tak mocno dociska oczu do binokulara. Rozluni nieco ramiona i przestpi z nogi na nog. - Widzi pan nacicia, o ktrych mwilimy? - Hm. - A teraz niech pan spojrzy w lewo. Widzi pan wski rowek? Przez chwil nic nie mwi, kiedy nastawia ostro. - Wyglda bardziej na klin. Nie jest kwadratowe. Nie jest takie szerokie. - No wanie. To jest zrobione noem. Wyprostowa si. Z okularami. - lady po nou maj okrelony wzr. Zdecydowana wikszo z nich biegnie rwnolegle do falstartw, a niektre nawet je przecinaj. Poza tym na stawie biodrowym i krgosupie s tylko takie lady. - Co znaczy?

- Niektre lady po nou s nad ladami po pile, a niektre pod, wic robiono nacicia raz przed, a raz po piowaniu. Podejrzewam, e przecina ciao noem, rozcina stawy pi, po czym koczy robot noem, moe przecina minie i cigna, ktre cigle jeszcze spajay koci. Oprcz nadgarstkw, wszdzie przecina dokadnie w stawach. Z jakiego powodu odci donie nad nadgarstkami, przepiowujc koci. Pokiwa gow. - Skrci Isabelle Gagnon o gow i otworzy jej tuw przy pomocy samego noa. Na krgach nie ma ladw po pile. Przez chwil oboje milczelimy, zastanawiajc si nad tym. Chciaam, eby wszystko do niego dobrze dotaro, nim powiem reszt. - Przyjrzaam si te Trottier. Spojrza na mnie swoimi lnicymi oczyma. Na jego kocistej twarzy malowao si napicie, jakby przygotowywa si na to, co mu oznajmi. - lady s identyczne. Przekn lin i wzi gboki oddech. Potem zacz mwi bardzo cichym gosem. - W yach tego gocia musi pyn freon... Ryan odepchn si od blatu dokadnie w momencie, kiedy w drzwiach pojawia si gowa stra. Oboje odwrcilimy si, eby na niego spojrze. Mczyzna widzc nasze powane twarze natychmiast si oddali. Oczy Ryana ponownie spoczy na moich. Minie jego szczki zacisny si. - Niech pani o tym poinformuje Caudela. Chyba rzeczywicie pani co ma. - Najpierw chciaabym sprawdzi jeszcze kilka rzeczy. Potem poinformuj Kapitana Przyjemniaczka. Wyszed, nie mwic do widzenia", a ja skoczyam chowanie koci. Zostawiam pudeka na stole i wychodzc zamknam laboratorium na klucz. Kiedy przechodziam przez gwny hol przy wejciu do budynku, zauwayam, e na zegarze wiszcym nad windami jest 6:30. Za oknami w gstniejcym mroku migotay ju wiata. Znowu byam w budynku tylko ja i sprztaczki. Wiedziaam, e jest ju za pno, eby zrobi cokolwiek z tego, co sobie zaplanowaam, ale i tak zdecydowaam si sprbowa. Minam swj gabinet i doszam wzdu korytarza a do ostatnich drzwi po prawej stronie. Na maej tabliczce by napis Informatique", a pod nim wypisano starannie mniejszymi literami Lucie Dumont. Trzeba byo na to dugo czeka, ale w kocu LML i LSJ zostay podczone do sieci.

Pen komputeryzacj osignito jesieni '93 roku i nieustannie przenoszono ca dokumentacj na banki danych. By ju moliwy dostp do danych dotyczcych biecych spraw - raporty z wszystkich wydziaw byy zgrupowane w duych plikach. Sprawy z lat ubiegych byy stopniowo przenoszone do bazy danych. L'Expertise Judiciaire wkroczyo z hukiem w er komputerw, a Lucie Dumont sprawowaa nad wszystkim piecz. Jej drzwi byy zamknite. Zapukaam, wiedzc, e pukanie pozostania bez odpowiedzi. O wp do sidmej nie byo tu ju nawet Lucie Dumont. Poszam do swojego biura powczc nogami, wycignam spis czonkw Amerykaskich Biegych Sdowych i znalazam nazwisko, ktrego szukalam. Rzuciam okiem na zegarek i dokonaam szybkich oblicze. Tam bdzie dopiero za dwadziecia pita. Czy za dwadziecia szsta? W ktrej strefie czasowej bya Oklahoma, w strefie czasu grskiego, czy centralnego? - Do diaba - powiedziaam, wystukujc kierunkowy i numer telefonu. Kto podnis suchawk i poprosiam Aarona Calverta. Odpowiedziano mi przyjaznym, nosowym gosem, e rozmawiam z operatorem nocnego serwisu, ale z przyjemnoci przeka wiadomo. Podaam swoje nazwisko i i numer telefonu, ale cay czas nie wiedziaam, z jak stref czasow si poczyam. Nic nie szo po mojej myli. Siedziaam chwil nieruchomo, przeklinajc siebie w duchu za to, e nie pomylaam o tym wczeniej tego dnia. Potem, nie zniechcona, ponownie signam po suchawk. Zadzwoniam do Gabby, ale jej nie byo. Nie odezwaa si nawet automatyczna sekretarka. Sprbowaam jeszcze zapa j w jej gabinecie na uniwersytecie i wysuchaam czterech sygnaw. Kiedy ju miaam si rozczy, kto z sekretariatu wydziau podnis suchawk. Nie, nie widzieli jej. Nie, nie odbieraa poczty od kilku dni. Nie, nie ma w tym nic dziwnego, jest lato. Podzikowaam i odoyam suchawk. - Trzecia prba spalona - powiedziaam na gos. Nie ma Lucy. Nie ma Aarona. Nie ma Gabby. Na Boga, Gabby, gdzie jeste? Nie pozwoliam sobie zastanawia si nad tym. Stukaam dugopisem w notatnik. - Pika poza boiskiem. Postukaam jeszcze kilkakrotnie. - Nie wykorzystana sytuacja - dodaam, nie zwracajc uwagi na to, e metafora nie ma sensu. Stuk. Stuk. - Dyskwalifikacja. Odchyliam si. Wczaam i wyczaam dugopis, a w kocu pozwoliam mu

wystrzeli w gr. - Drugi wadliwy serwis. Zapaam dugopis i ponownie go wystrzeliam. - Faul. Znowu go posaam w powietrze. - Czas zmieni strategi. Zapaam. Wystrzeliam. - Czas przygotowa si na atak przeciwnika. Zapaam dugopis i trzymaam go w rce. Trzeba si zaprze. Spojrzaam na dugopis. Zaprze si. No wanie. - Okej - powiedziaam, odpychajc krzeso od biurka i chwytajc torebk. Przewiesiam j przez rami i wyczyam wiato. - A niech ci, Claudel!

14
Kiedy dotaram do mazdy, usiowaam sobie przypomnie ten monolog zlepiony z terminologii sportowej. Bez powodzenia. Bysk geniuszu min. I oczekiwanie na to, co sobie zaplanowaam na wieczr, czynio mnie zbyt spit, ebym bya w stanie twrczo myle. Pojechaam prosto do domu, zatrzymujc si tylko po drodze przy Kojaxie, eby kupi suflaki. Kiedy weszam do domu, zignorowaam oskarycielskie spojrzenie Birdiego i skierowaam si prosto do lodwki po dietetyczn col. Postawiam j na stole obok zatuszczonej torebki zawierajcej mj obiad i rzuciam okiem na automatyczn sekretark. Odwzajemnia moje spojrzenie, bez sowa i nie migoczc. Gabby nie dzwonia. Ogarniao mnie wzrastajce poczucie niepokoju - podobnie jak serce dyrygenta pochonitego muzyk, moje bio w rytmie prestissimo. Poszam do sypialni i zaczam buszowa w szafce nocnej. To, czego szukaam leao zagrzebane w trzeciej szufladzie. Wziam to do jadalni, rozoyam na stole, po czym otworzyam col i wyjam zawarto torebki. Bez szans. Widok tustego ryu i rozgotowanej woowiny sprawi, e mj odek gwatownie si skurczy, jak dotknity krab. Signam po kawaek pity. Teraz ju z atwoci znalazam na planie moj ulic i przeledziam tras prowadzc z Centre-ville przez rzek na poudniow stron, do St. Lambert. Znalazszy okolic, ktrej szukaam, rozoyam map St. Lambert i Longeuil. Prbowaam przekn jeszcze troch suflakw, kiedy ogldaam map, ale mj odek nie zmieni zdania. Nadal nie by skonny do przyjmowania czegokolwiek. Birdie przyczoga si na odlego jakich dziesiciu centymetrw od mnie. - Uyj sobie - powiedziaam, podtykajc mu aluminiowy pojemnik Wyglda na zadziwionego. Zawaha si, po czym ruszy w jego stron. Zaczynajc mrucze ju chwil wczeniej. W szafie stojcej w przedpokoju znalazam latark, par rkawiczek do pracy w ogrodzie i rodek owadobjczy w sprayu. Wrzuciam to wszystko do plecaka, razem z map, papierem i notatnikiem. Przebraam si w bluz, dinsy i teniswki, po czym splotam wosy w ciasny warkocz. Przyszo mi jeszcze do gowy, eby wzi koszul flanelow, wic j te wepchnam do plecaka. Na kartce lecej koo telefonu przy ku napisaam: Pojechaam sprawdzi trzeciego X-a - St. Lambert". Zerknam na zegarek. Za pitnacie sma. Dopisaam jeszcze dat i godzin, po czym pooyam kartk na stole w jadalni.

Prawdopodobnie niepotrzebnie, ale gdybym wpada w tarapaty, przynajmniej zostanie po mnie jaki lad. Przerzuciam plecak przez rami i wystukaam numer systemu alarmowego, ale rosnce podniecenie sprawio, e si pomyliam i musiaam zacz od pocztku. Kiedy za drugim razem, te mi si nie udao, opuciam rk, zamknam oczy i wyrecytowaam: Krl Karol kupi krlowej Karolinie korale koloru koralowego". eby uspokoi umys, wystarczy powtrzy co trywialnego. Nauczyam si tego w szkole redniej i, jak zawsze, tym razem te zadziaao. Pomogo mi zapanowa nad sob. Bezbdnie wystukaam kod i wyszam z domu. Wyjechaam z garau, objechaam wok kwarta i ruszyam Ste. Catherine na wschd, a do De la Montagne, skd przebiam si na poudnie do Victoria Bridge, jednego z trzech mostw czcych wysp Montreal z poudniowym brzegiem rzeki witego Wawrzyca. Niegrone oboki widoczne na niebie po poudniu, zaczynay wyglda coraz groniej. W oddali, na horyzoncie zowieszczo kbiy si oowiane chmury, przez co rzeka wygldaa szaro i mrocznie. W grze rzeki widziaam Ile Notre-Dame i Ile Ste Helene i czcy je efektownym ukiem most Jacques-Cartier. Wysepki wyglday ponuro w gstniejcym mroku. ycie musiao na nich kwitn w czasie Expo '67, ale teraz byy spokojne, upione i ciche jak miejsce, w ktrym w odlegej przeszoci kwita jaka cywilizacja. W dole rzeki ley Ile des Soeurs. Wyspa Sistr. Kiedy bya wasnoci kocioa, ale z czasem przeksztacia si w dzielnic yuppie, oaz ekskluzywnych apartamentw, pl golfowych, kortw tenisowych i basenw, poczona z reszt miasta mostem Champlain. Migoczce wiata drapaczy chmur jakby wspzawodniczyy z odlegymi byskawicami. Kiedy dotaram na poudniowy brzeg, zjechaam na Sir Wilfred Laurier Boulevard. W czasie, gdy przejedaam przez most, powietrze w gstniejcym mroku nabrao, niesamowitej, zielonawej barwy. Zatrzymaam samochd, eby obejrze plan. Przy pomocy ciemnozielonej plamki, oznaczajcej park i pola golfowe St. Lambert, ustaliam swoje pooenie, po czym odoyam plan na siedzenie obok mnie. Wczaam bieg, gdy niebo przecia byskawica. Wiatr si wzmg i na przedniej szybie zaczy rozpryskiwa si pierwsze krople deszczu. Wlokam si przez niesamowit, gstniejc ciemno, zwalniajc przed kadym skrzyowaniem, eby pochyli si do przodu i przyjrze si znakom. Jechaam tras, ktr uoyam sobie w gowie, skrcajc raz w lewo, raz w prawo, znowu dwa razy w lewo...

Po kolejnych dziesiciu minutach zwolniam i wjechaam na parking. Moje serce wydawao dwiki podobne do odgosw pieczki pingpongowej w czasie ostrej gry. Wytaram wilgotne donie w spodnie i rozejrzaam si wokoo Na niebie gromadzio si coraz wicej chmur i byo ju prawie zupenie ciemno. Przejedaam przez dzielnice mieszkaniowe zabudowane niskimi bungalowami, stojcymi wzdu ulic wysadzonych drzewami, ale teraz byam ju na granicy opuszczonych terenw przemysowych, ktre na planie wyglday jak may, szary rogalik. Niewtpliwie byam sama. Po prawej stronie ulicy sta rzd opustoszaych magazynw, owietlonych tylko jedn dziaajc latarni. Budynki znajdujce si najbliej latarni oblane byy niesamowitym wiatem, jak rekwizyty teatralne w czasie prby, ale ksztaty ssiadujcych z nimi budowli giny w mroku, a ostatni spowijao nieprzenikniona ciemno. Na niektrych byy znaki agencji nieruchomoci, oferujce je do sprzeday bd wynajmu. Na innych nie byo tablic, jakby ich waciciele dali ju za wygran. Okna byy powybijane, a place parkingowe popkane i zamiecone najrniejszymi odpadkami. Cao robia takie wraenie, jakby pochodzia z czarno-biaego filmu o Londynie w czasie wojny. Widok na lewo by rwnie ponury. Nie byo tam zupenie nic. Egipskie ciemnoci. To wanie na miejscu oznaczajcym t pust przestrze na planie, St. Jacques umieci swojego trzeciego X-a. Miaam nadziej, e zastan tu cmentarz albo may park. Cholera. Oparam rce na kierownicy i wlepiaam wzrok w ciemno. Co teraz? Naprawd przedtem tego nie przemylaam. Byskawica przecia niebo i przez chwil na ulicy zrobio si jasno. Co wyleciao z ciemnoci i uderzyo w przedni szyb. A podskoczyam z wraenia i jknam. Stworzenie przez chwil rzucao si spazmatycznie na siebie, tworzc swoisty tatua, po czym odleciao w ciemno - jak kierowca ktry na chwil straci panowanie nad samochodem. Uspokj si, Brennan. Gboki oddech. Byam caa rozdygotana, Signam po plecak, zaoyam flanelow koszul, woyam rkawiczki do tylnej kieszeni, a latark za pas. Nie wziam notatnika i papieru. Nie bdziesz tu chyba nic notowa, powiedziaam sobie. Powietrze pachniao deszczem na mokrym cemencie. Wiatr przegania mieci z miejsca na miejsce, a gdzieniegdzie unoszone w gr kawaki papieru i licie wiroway, jakby znalazy si w centrum maego cyklonu, eby po chwili opa na ziemi i zacz taniec od

nowa. Wiatr rozwiewa mi wosy i szarpa ubranie, a dolna cz koszuli trzepotaa jak pranie na lince. Wcisnam koszul w spodnie i wziam latark do rki. Trzsa si. Owietlajc drog przed sob, przeszam przez ulic, po czym weszam na krawnik i znalazam si na trawniku. Miaam jednak racj. Zardzewia elazny pot o wysokoci mniej wicej metra osiemdziesit bieg wzdu dziaki. Po drugiej stronie potu wida byo gstwin drzew i krzakw, zdziczay las, ktry si gwatownie urywa w miejscu, gdzie ograniczao go elazne ogrodzenie. Skierowaam latark prosto przed siebie, starajc si zajrze za drzewa, ale nie mogam zobaczy, jak powierzchni zajmuj ani co ley za nimi. Kiedy szam wzdu ogrodzenia, wiszcymi nade mn gaziami drzew targa wiatr, a ich cienie taczyy w maej, tej plamie wiata rzucanego przez latark. Spaday na nie krople deszczu, ale niektrym udawao si przebi przez korony drzew i uderzay mnie w twarz. Ulewa bya niedaleko. Albo obniajca si temperatura, albo wrogie otoczenie sprawiao, e caa si trzsam. Pewnie i to, i to. Przeklinaam siebie w duchu za to, e wziam ten spray do obrony, a nie pomylaam o kurtce. Po kilkudziesiciu metrach teren gwatownie si obniy. Owietliam latark co, co wygldao na podjazd albo drog dojazdow prowadzc do miejsca, gdzie w cianie drzew bya przerwa. Przy pocie byo w tym miejscu kilka furtek zamknitych acuchami i kdkami na szyfr. Wygldao jednak na to, e ten wjazd nie by od dawna uywany. Na wirowej drodze rosy wysokie chwasty, a pas mieci, ktry lea wzdu caego potu, by nienaruszony rwnie przy bramie. Skierowaam wiato latarki w to miejsce, ale byo wida tylko kilka metrw w gb. To tak, jakby prbowa owietli hal przemysow jedn zapak. Posuwaam si powoli wzdu potu jeszcze jakie pidziesit metrw, a doszam do rogu. Droga cigna mi si w nieskoczono. Stanam i rozgldaam si wok. Ulica, wzdu ktrej szam, koczya si skrzyowaniem w ksztacie litery T. Spojrzaam na krzyujc si z ni ulic, ktra bya rwnie ciemna i pusta jak ta, ktr przyszam. Widziaam tylko asfalt i biegnc wzdu niego metalow siatk. Domyliam si, e kiedy by to parking jakiej fabryki albo magazynu. Ogrodzony plac owietlaa pojedyncza arwka wiszca na prowizorycznym ramieniu przybitym do supa telefonicznego. Bya osonita metalowym kloszem i owietlaa teren w promieniu kilku metrw. mieci szeleciy na pustym chodniku, a gdzieniegdzie widziaam zarys jakiej budki czy szopy na narzdzia. Wytyam such. Kakofonia. Wiatr. Krople deszczu. Dalekie grzmoty. Moje dudnice serce. Zza ogrodzenia dobiegaa wystarczajca ilo wiata, ebym widziaa swoje

trzsce si rce. No dobra, Brennan, zbesztaam siebie, we si w gar. Nic wartociowego nie przychodzi atwo. - Hm. Niezy tekst - powiedziaam gono. Mj gos brzmia dziwnie, by przytumiony, jakby noc poykaa sowa, nim zdyy dotrze do moich uszu. Odwrciam si w stron potu. Kawaek dalej, ogrodzenie ukiem cinao rg i skrcao ostro w lewo, biegnc rwnolegle do ulicy, do ktrej wanie doszam. Ruszyam wzdu niego. Trzy metry dalej metalowe ogrodzenie zastpi kamienny mur. Zrobiam kilka krokw do tyu i owietliam go. Mur by szarawy, wysoki na jakie dwa i p metra i zakoczony barier wystajcych z niego na dziesi centymetrw kamieni. Z tego co widziaam w ciemnoci, wydawao mi si, e bieg wzdu caej ulicy, a mniej wicej w poowie jego dugoci bya w nim przerwa. Wygldao na to, e wanie tam byo wejcie na teren posesji. Szam wzdu muru, pod ktrym wala si przemoczony papier, potuczone szko i aluminiowe pojemniki. Co chwil moje nogi deptay rne przedmioty, ktrych nie chciao mi si nawet identyfikowa. Po pidziesiciu metrach ciana ponownie ustpia miejsca zardzewiaej, metalowej siatce. Byo jeszcze kilka furtek, zabezpieczonych tak samo, jak te przy bocznym wejciu.Kiedy zbliyam latark, eby si przyjrze acuchowi i kdce, zobaczyam, e jego metalowe ogniwa byszcz. acuch wyglda na nowy. Wcisnam latark za pas i gwatownie szarpnam za acuch. Nie ustpi. Sprbowaam jeszcze raz, ale z takim samym rezultatem. Cofnam si kilka krokw, wyjam latark i zaczam powoli owietla ni prty. Wanie wtedy co chwycio mnie za nog. Kiedy skuliam si i szarpneam, upuciam latark. Oczyma wyobrani widziaam czerwone lepia i te zby. Okazao si, e moja rka dotkna plastikowego worka. - Cholera - powiedziaam. Kiedy uwalniaam si z worka, czuam straszn sucho w ustach, a rce trzsy mi si jeszcze bardziej, ni przedtem - Napadnita i pobita przez reklamwk, W kocu zdjam worek, ktry natychmiast odlecia z wiatrem. Syszaam, jak trzepocze, kiedy rkoma szukaam latarki. Zgasa, kiedy spada na ziemi. Znalazam j, ale nie chciaa dziaa. Najpierw zupenie. Stuknam ni o wntrze doni i wtedy arwka si zapalia, jednak na bardzo krtko. Stuknam jeszcze raz i wiato ponownie rozbyso, ale

byo jakie sabe i niepewne. Nie wierzyam, e jeszcze dugo bdzie mi suy. Staam przez chwil w ciemnoci, zastanawiajc si, co robi. Czy naprawd chc si dalej w to pakowa? Co ja waciwie chc osign? Gorca kpiel w domu wydawaa si duo lepszym pomysem na spdzanie czasu Zamknam oczy i skupiam si na dwikach, starajc si wyowi jakie odgosy ludzkiej aktywnoci. Pniej, kiedy wielokrotnie wracaam myl do tego momentu, zastanawiaam si, czy czego nie przegapiam. Chrzstu opon na wirze. Skrzypienia zawiasw. Warkotu silnika. Moe suchaam nieuwanie, a moe wzbierajcy na sile wiatr by w zmowie, w kadym razie nic nie usyszaam. Wziam gboki oddech, wyprostowaam si i spojrzaam w ciemno panujc za ogrodzeniem. Dawno temu byam w Egipcie w grobie w Dolinie Krlw, kiedy wysiado wiato. Pamitam, jak staam w tamtym ciasnym pomieszczeniu, pogrona nie w zwyczajnych ciemnociach, ale w miejscu zupenie pozbawionym wiata. Czuam si tak, jakby to by koniec wiata. Kiedy staraam si dostrzec co za potem, tamto uczucie powrcio. Co kryo mroczniejsze tajemnice? Grb faraona czy ciemno za murem? X co oznacza. To co jest w rodku. Ruszaj. Zawrciam do rogu i wzdu siatki doszam do bocznego wejcia. Jak otworzy zamek? Owietlaam latark metalowe prty, szukajc odpowiedzi na to pytanie, kiedy byskawica owietlia wszystko wok, jak lampa byskowa. W powietrzu unosi si zapach ozonu, a ja czuam mrowienie na gowie i rkach. Wtedy wanie zobaczyam znak po prawej stronie bramy. W wietle byskawicy wyglda jak maa, metalowa tabliczka przytwierdzona do prtw. Chocia bya stara i zardzewiaa, napis by wyrany. Entree interdite. Wstp wzbroniony. Skierowaam na niego latark i staraam si przeczyta mniejsze litery pod napisem. Co de Montreal. Wygldao jak Archidiakon. Archidiakon Montrealu? By kto taki? Skupiam wzrok na malutkim kku widocznym pod napisem. Delikatnie zdrapaam kciukiem troch rdzy. Zacz wyania si znak, przypominajcy grn cz herbu, ktry wydawa mi si znajomy. Po chwili olnio mnie. Achdiocese. Archidiecezja Montrealu. Oczywicie. Bya to wasno kocioa, pewnie opuszczony klasztor. Cay Quebec by nimi usiany. No dobra, Brennan, jeste katoliczk. Chronion na terenie nalecym do kocioa. Graj defensywnie. Skd mi si bior te sportowe skojarzenia? Przypywaj razem z

ogromnymi ilociami adrenaliny wpuszczanej w mj krwiobieg. W nastpnej chwili czuam ju tylko paraliujcy strach, potem znowu adrenalin i tak w kko. Woyam latark w dinsy, po czym zapaam acuch praw rk, a lew chwyciam prt i ju miaam szarpn, kiedy zorientowaam si, e acuch nie stawia adnego oporu. Ogniwo po ogniwie, przelizgiwa si midzy kratami i owija si wok mojej rki, jak w na gazi. Zdjam rk z prta zaczam obydwoma rkoma przyciga do siebie ten acuch. Nie puci zupenie, bo kdka zaklinowaa si midzy prtami. Spojrzaam na ni z niedowierzaniem. Kdka bya zaczepiona o ostatnie ogniwo, ale nie bya zamknita. Zdjam j, przecignam reszt acucha midzy prtami i przygldaam si i kdce, i acuchowi. Kiedy zdejmowaam acuch, wiatr przycich i zapanowaa niepokojca cisza, ktra a dudnia mi w uszach. Przewiesiam acuch przez praw cz bramy i pocignam lew do siebie. Byo tak cicho, e zawiasy wydaway si gono krzycze. aden inny dwik nie mci ciszy. Nie byo sycha adnych ab. adnych wierszczy. adnych gwizdkw pocigw w oddali. Jakby wszechwiat wstrzyma oddech, czekajc na kolejny atak burzy. Brama otworzya si opornie. Weszam do rodka, zamykajc j za sob. Ruszyam wzdu drogi, a moje buty cicho chrzciy na wirze. Owietlaam latark drog przed sob i gstwin po obu jej stronach. Po dziesiciu metrach zatrzymaam si i skierowaam promie wiata w gr. Pltanina zowieszczo nieruchomych gazi tworzya nad moj gow ukowate sklepienie. Ele mele dudki, czowieczek malutki. Super. Zaczam myle o dziecicych rymowankach. Byam tak spita, e a si trzsam i czuam w sobie dosy energii, eby odmalowa cay Pentagon. Sypiesz si, Brennan, upomniaam siebie. Pomyl o Claudelu. Nie. Pomyl o Gagnon i Trottier, i Adkins. Obrciam si w prawo i skierowaam promie latarki tak daleko, jak tylko siga, i pozwoliam mu zatrzyma si na chwil po kolei na kadym drzewie stojcym wzdu drogi. Wyglday jak nie koczca si procesja. Kiedy owietliam drzewa po lewej stronie, wydawao mi si, e jakie dziesi metrw dalej zauwayam przerw w gstwinie. Cay czas owietlajc to miejsce, ruszyam powoli do przodu. To, co wydawao si by wyomem, wcale nim nie byo. Rzd drzew nie by przerwany, ale to miejsce wygldao jako inaczej. Potem zrozumiaam. To nie chodzio o drzewa, tylko o krzaki. Zarola byy rzadkie i gdzieniegdzie przewitywaa spod nich ziemia, a pncza wyglday nader mizernie w porwnaniu do innych w pobliu. Wygldao to jak wykarczowane miejsce, ktre zaczeo

ponownie zarasta. Pdy s modsze, pomylaam. wiesze. Powieciam wok latark. Karowata rolinno wydawaa si tworzy wski pasek, wijcy si wrd drzew, jak strumie. Albo cieka. Zacisnam rk na latarce i ruszyam Kiedy zrobiam pierwszy krok, rozszalaa si burza. Sipic mawk zastpia prawdziwa ulewa i drzewa zaczy si koysa, ich gazie unosiy si do gry i spaday w d, jakby to byo tysic latawcw Niebo przecinay byskawice, ktrym po chwili towarzyszyy grzmoty, i tak w kko, jak gonice si nawzajem demony. Trzask. Gdzie jeste? Bum. Tutaj. Zerwa si wcieky wiatr, ciskajcy krople deszczu we wszystkie strony Woda zmoczya mi ubranie i przylepia wosy do gowy. ciekaa mi po twarzy, rozmazujc obraz i bolenie kujc mnie w ran na policzku. Mrugajc oczyma, wcisnam wosy za uszy i przejechaam rk po oczach. Wycignam koniec koszuli ze spodni i owinam w niego latark, eby woda nie dostaa si do rodka. Skuliam ramiona i szam dalej po ciece, nie majc pojcia, co si kryje poza trzymetrowym okrgiem mojego sabego wiata. Kierowaam latark to w prawo, to w lewo, pozwalajc jej muska drzewa po obu stronach, jak psu na smyczy, ktry wszc, zygzakiem posuwa si przed siebie. Po jakich pitnastu metrach, zobaczyam to. Kiedy zastanawiaam si nad tym pniej, zrozumiaam, e kiedy to zauwayam, mj mzg w uamku sekundy skojarzy bodziec wzrokowy z ju wczeniej nabytym dowiadczeniem. W jaki sposb wiedziaam, co widz, nim rzeczywicie moje zmysy zapercypoway to, co zobaczyam. Kiedy si zbliyam i promie wyowi to z otaczajcej ciemnoci, w peni do mnie dotaro. Poczuam zawarto odka w ustach. W rozedrganym wietle zobaczyam brzowy, plastikowy worek na mieci wyzierajcy spod bota i lici. Z jednej strony by skrcony i zawizany w supe. Wze wystawa z ziemi, jak lew morski wypywajcy na powierzchni, eby zaczerpn powietrza. Patrzyam jak deszcz smaga worek i otaczajce go boto. Woda bombardowaa ziemi wok pytko zakopanego worka, zamieniajc j w boto i powoli, ale konsekwentnie odsaniajc d. Im wicej worka byo wida, tym wiksz sabo czuam w kolanach. Byskawica wyrwaa mnie z odrtwienia. Podeszam, a raczej podbiegam w podskokach do worka i pochyliam si, eby si mu przyjrze. Schowaam latark do

dinsw, po czym chwyciam worek za wze i pocignam. Tkwi w ziemi cigle zbyt gboko, eby mona go ruszy. Sprbowaam rozwiza supe, ale palce lizgay mi si po plastiku. Nie dawa si rozwiza. Przystawiam nos do worka i wcignam powietrze. Boto i plastik. adnego innego zapachu. Kciukiem zrobiam w worku ma dziur i ponownie wcignam powietrze nosem. Chocia smrd by saby, to rozpoznawalny. By to sodkawy, przykry zapach gnijcego ciaa i mokrych koci. Nim zdyam si zdecydowa, czy ucieka, czy da si ponie atakowi wciekoci, trzasna gazka i wyczuam, e co si za mn rusza. Kiedy staraam si uskoczy na bok, byskawica przeszya moj gow, wysyajc mnie z powrotem do grobu tamtego faraona.

15
Nie byam tak skacowana od bardzo dawna. Jak zwykle czuam si zbyt fatalnie, eby wiele pamita. Kiedy si ruszaam, harpuny blu przeszyway mi mzg, zmuszajc do pozostania w bezruchu. Wiedziaam, e jeeli otworz oczy, to zwymiotuj. Mj odek te buntowa si przeciwko prbom poruszania si, ale przecie musiaam wsta. Najgorsze byo to, e byo mi niewyobraalnie zimno. Byam przemarznita do koci. Zaczam si strasznie trz i pomylaam, e potrzebuj jeszcze jeden koc. Usiadam z przymknitymi oczyma. Bl w gowie by tak przeszywajcy, e w ustach zebrao mi si troch ci. Schyliam gow i czekaam, a nudnoci min. Cigle nie mogam otworzy oczu, wic wypluam na lew rk, a praw poszukaam szlafroka. Chocia trzsam si i pkaa mi gowa, zaczam zdawa sobie spraw, e nie jestem w swoim ku. Moja prawa rka natrafia na gazki i licie. Wtedy otworzyam oczy, nie byo rady. Siedziaam w lesie. Miaam przemoczone ubrania i byam przykryta botem. Na ziemi wok mnie leao duo gazek i lici, a powietrze nasczone byo zapachem gleby i rolinnoci, ktra stanie si gleb. Nad sob widziaam pltanin gazi, ich ciemne, pajcze palce na tle ciemnego aksamitu nieba. Za koronami drzew migotay miliony gwiazd. Pami zacza dziaa. Burza. Brama. cieka. Ale jak to si stao, e tu le? To, co czuam, to nie by aden kac, najwyej jaka parodia. Przejechaam na prb rk po tyle gowy. Wyczuam pod wosami guz wielkoci cytryny. Super. Znokautowana dwukrotnie w cigu jednego tygodnia. Wikszo bokserw rzadziej obrywa. Ale jak to si stao? Potknam si i upadam? Uderzy mnie konar jakiego drzewa? Burza zrobia wiele zamieszania, ale nie byo koo mnie adnych duych gazi. Nie pamitaam i mao mnie to obchodzio. Chciaam po prostu ju i. Walczc z mdociami, na czworakach zaczam szuka latarki. Znalazam j. Bya do poowy zagrzebana w bocie, wic wytaram j i wczyam Ku mojemu zdziwieniu, dziaaa. Skupiajc ca uwag na swoich trzscych si nogach, wstaam i znowu fajerwerki eksplodoway w mojej gowie. Oparam si rk o drewno i zaczo mi si zbiera na wymioty. Poczuam w ustach smak ci, a wraz z nim do gowy przychodziy mi kolejne pytania. Kiedy jadam? Wczoraj wieczorem? Dzi wieczorem? Ktra jest godzina? Od jak

dawna tu jestem? Burza si skoczya i pojawiy si gwiazdy. I cigle jeszcze bya noc. I byam przemarznita do koci. To wszystko, co wiedziaam. Kiedy skurcze odka si skoczyy, wyprostowaam si powoli i owietliam latark teren wok siebie, szukajc cieki. Widok promyka wiata taczcego po cice przywoa kolejne wspomnienie. Zakopany worek. Wraz z tym wspomnieniem pojawi si strach. Zacisnam rk na latarce i wykonaam peny obrt, eby upewni si, e nikogo za mn nie ma. A co do worka, gdzie on by? Powoli wracaa mi pami, ale cigle jeszcze fragmentaryczna. Oczyma wyobrani widziaam ten worek, ale nie mogam go zlokalizowa na ziemi. Przeszukaam otaczajc mnie rolinno, szukajc miejsca pochwku Gow przeszywa mi bl i cay czas miaam mdoci, ale odek by ju pusty i suche, wstrzsajce mn odruchy wymiotne sprawiay, e bolay mnie boki, a oczy zawiy. Cay czas staam, opierajc si o drzewo, i czekaam, a odek si uspokoi. Dochodzio mnie brzczenie chrzszczy rozgrzewajcych si przed pierwszym po burzy wystpem. Miaam wraenie, e ich muzyka to wir, ktry kto wtacza w moje uszy, a nastpnie szoruje nim mj mzg. Kiedy w kocu znalazam, okazao si, e worek lea zaledwie trzy metry ode mnie. Trzsc si tak bardzo, e z trudem udawao mi si trzyma latark w miar nieruchomo, zobaczyam go. Lea w takiej samej pozycji, jak to zapamitaam, ale wicej plastiku byo odsonite. Otoczony by wypenion wod deszczow fos, a i na samym pomarszczonym worku gdzieniegdzie uformoway si mae kaue. Nie bdc w stanie wygrzeba worka, po prostu staam i si w niego wpatrywaam. Wiedziaam, e trzeba profesjonalnie przeszuka to miejsce, ale obawiaam si, e zanim specjalna ekipa si tu zjawi, kto moe co zmieni albo usun szcztki. Chciao mi si paka z frustracji. A, to jest naprawd wietny pomys, Brennan. Pacz. Moe kto przyjdzie i ci uratuje... Staam, trzsc si z zimna i Bg wie jeszcze czego i staraam si skupi, ale komrki mzgowe nie byy skonne do wsppracy, zatrzaskujc drzwi i odmawiajc wszelkich kontaktw. Kontakt. Telefon. To dotaro. Namierzyam krawd zaronitej cieki i ruszyam w stron wyjcia z lasu. Przynajmniej miaam tak nadziej. Nie pamitaam drogi w tamt stron i miaam mocno

niejasne wyobraenie o tym, jak std wyj. Poczucie orientacji znikno razem z pamici krtkotrwa. Nagle bez ostrzeenia zgasa latarka i znalazam si w prawie zupenej ciemnoci, rozpraszanej tylko sabym wiatem gwiazd. Potrzsanie latark nie przynioso rezultatu, podobnie jak przeklinanie jej. - Cholera! - Przynajmniej prbowaam. Wytyam such, starajc si zlokalizowa jaki dwik, ktry pomgby mi znale waciwy kierunek. Syszaam jednak tylko chrzszcze, ze wszystkich stron. Zewszd brzczenie. Nic z tego nie bdzie. Prbowaam odrni cienie niskiej rolinnoci od cieniw wyszej i powlokam si w stron, w ktr zwrcona bya moja gowa. Plan rwnie dobry, jak kady inny. Niewidoczne gazie haczyy moje wosy i ubranie, a liany i pncza krpoway mi nogi. Nie jeste na ciece, Brennan. Robi si coraz gciej. Zastanawiaam si, w ktr stron si skierowa, kiedy si poliznam. Upadam do przodu, ldujc twardo na rkach i jednym kolanie. Stopy miaam uwizione, a wyrzucone do przodu kolano byo wcinite w co, co wydawao si by sypk ziemi. Latarka wypada mi z rki i oya, kiedy uderzya w ziemi. Potoczya si kawaek i teraz bya skierowana w moj stron. Dobywa si z niej promie dziwnego, tego wiata. Spojrzaam na nogi i zobaczyam, e zanurzone s w jakiej ciemnej i ciasnej przestrzeni. Z sercem na ramieniu, ruchem wahadowym, jak krab na play, zaczam czoga si w stron wiata. Skierowaam latark na miejsce, w ktrym upadam, i zobaczyam may krater. Zion wie ziemi i wyglda jak niezagojona rana. Wok doka leaa sypka ziemia, tworzca jakby malutki wa. Owietliam wntrze krateru. Nie by duy, mia z szedziesit centymetrw rednicy i metr gbokoci. Potykajc si, postawiam nog zbyt blisko jamy i osuno si do niej troch ziemi. Zupenie jak przy wysypywaniu musli z pudeka, pomylaam. Ju chwil wczeniej, kiedy si przewrciam, musiaam wsypa troch do rodka. Przygldaam si, jak ziemia zbiera si w may kopczyk na dnie jamy Co mi tu nie pasowao. Potem zrozumiaam. Ziemia bya prawie zupenie sucha. Nawet mj otpiay mzg wiedzia, co to znaczy. Ta jama bya albo przykryta, albo wykopana ju po deszczu. Przeszy mnie ciarki i zaczam pociera ramiona rkoma, eby zrobio mi si cieplej. Cay czas byam przemoczona, a burza zostawia po sobie zimne powietrze. Ruchy ramion wcale mnie nie rozgrzay, a latarka nie owietlaa jamy. Spuciam rce i poprawiam latark. Dlaczego kto miaby...

Prawdziwe pytanie przedaro si z hukiem do mojej wiadomoci i mj odek gwatownie si cisn. Kto? Kto przyszed tutaj wykopa albo oprni t dziur? Czy on, albo ona, jest tutaj teraz? Ta myl pobudzia mnie do dziaania. Okrciam si o 360 stopni, owietlajc teren wok siebie. Bl przeszy moj gow, a serce zaczo mi bi trzy razy szybciej. Nie wiem, co spodziewaam si zobaczy. Wciekego dobermana z pian na ustach? Normana Batesa z matk? Hannibala Lectera? A moe sawnego kpiarza George'a Burnsa? adne z nich si nie pojawio. Byam sam wrd drzew, pnczy i sabego wiata gwiazd. Tym, co zobaczyam w niespokojnym promieniu latarki, bya cieka. Zostawiam wiey d i utykajc podeszam z powrotem do na wp zakopanego worka. Nogami nagarnam lici, eby go zamaskowa. Ten prowizoryczny kamufla nie zmyliby osoby, ktra go tu przyniosa, ale by moe ukryje worek przed przypadkowym okiem. Kiedy uznaam, e worek jest wystarczajco schowany, wyjam z kieszeni mj obronny spray i pooyam go na pobliskim drzewie, w miejscu, gdzie rozwidlay si gazie, eby oznaczy miejsce. Ruszyam ciek, ale cay czas potykaam si o pncza i korzenie i z trudem trzymaam si na nogach. Przemieszczaam si bardzo powoli, bo w nogach w ogle nie miaam czucia, jakby je znieczulono do zabiegu. W miejscu, gdzie cieka krzyowaa si ze wirow drog, umieciam po jednej rkawicy w rozwidleniach pobliskich drzew i ruszyam w strony bramy. Byo mi niedobrze i byam wyczerpana, a do tego baam si, e przegapi wyjcie. Ju niedugo poziom adrenaliny spadnie i wtedy si zaami. Kiedy nadejdzie ten moment, chciaabym ju by gdzie indziej. Moja stara mazda staa tam, gdzie j zostawiam. Nie patrzc ani na lewo, ani na prawo, zataczajc si, przeszam przez ulic, nie mylc o tym, kto moe na mnie czeka. Prawie bez czucia, wkadaam rk do kolejnych kieszeni, starajc si trafi na klucze. Kiedy je znalazam, przeklam siebie w duchu za to, e nosz ich tak wiele na jednym kku. Trzsam si, klam, dwukrotnie upuciam klucze, wygrzebaam kluczyki od samochodu, otworzyam drzwi i usiadam za kierownic. Zamknam drzwi, oparam rce na kierownicy, a na nich gow. Czuam, e potrzebuj snu, eby uciec od rzeczywistoci. Wiedziaam, e nie wolno ulec mi tej pokusie. Gdzie tam moe kto by, obserwowa mnie i zastanawia si nad tym, co zrobi. Kolejnym bdem, przypomniaam sobie, kiedy opaday mi powieki, byoby pozostanie na miejscu choby przez chwil.

Fragmenty myli przebiegay mi chaotycznie przez gow. Ponownie pojawi si George Burns ze swoim credo: Zawsze mnie interesuje przyszo. Mam zamiar spdzi w niej reszt ycia". Wyprostowaam si gwatownie i opuciam rce na kolana. Ukucie blu pomogo rozjani mi umys. Nie zwymiotowaam. To by ju postp. - Jeli chcesz mie przyszo, lepiej zbieraj dup w troki, Brennan. Mj gos dudni w maej, zamknitej przestrzeni, ale on te pomg mi wrci do teraniejszoci. Wczyam silnik i na zegarze na tablicy rozdzielczej rozbysy zielone cyfry. 2:15. O ktrej wyszam? Cay czas si trzsc, podkrciam ciepo, chocia wcale nie byam pewna, czy to co pomoe. Uczucie chodu tylko po czci miao swe rdo w wietrze i zimnym, nocnym powietrzu. W mojej duszy panowa inny chd, ktrego nie sposb ogrza gorcym powietrzem. Ruszyam, nie patrzc do tyu.

Przesuwaam mydo po piersiach, wielokrotnie zataczajc nim kka wok kadej z nich. Chciaam, eby sodko pachnca piana oczycia mnie z wydarze nocy. Zwrciam twarz w stron rozpryskujcej si z prysznica wody, ktra bolenie smagaa moj gow i spywaa po ciele. Woda niedugo zrobi si zimna. Staam pod prysznicem ju od dwudziestu minut, starajc si pozby uczucia zimna i uciszy gosy w mojej gowie. Gorco, unoszca si para i zapach jaminu powinny rozluni moje minie, mnie sam i przynie ulg w blu. Ale tak si nie stao. Przez cay czas nasuchiwaam dwikw spoza mojego prostoktu pary. Czekaam na dwik telefonu. Bojc si, e przegapi telefon Ryana, przyniosam ze sob suchawk do azienki. Zadzwoniam na komisariat, jak tylko znalazam si w domu, nawet przed zdjciem z siebie przemoczonych ubra. Dyurujca policjantka odniosa si do mojej proby sceptycznie, nie chciaa budzi detektywa w rdku nocy. Stanowczo odmwia mi podania domowego numeru telefonu Ryna, a zostawiam jego wizytwk w pracy. Stojc na rodku duego pokoju z pkajc z blu gow, trzsc si i czujc, e odek przygotowuje si do kolejnej ofensywy, nie byam w nastroju do dyskusji. Moje sowa i ton, jakim je powiedziaam, przekonay j. Przeprosz jutro. To byo p godziny temu. Czuam ty gowy. Guz cigle tam by. Miaam, wraenie,

e pod moimi mokrymi wosami mam jajko na twardo, bardzo wraliwe na dotyk. Nim weszam pod prysznic, zrobiam to, co mi zalecano w innych sytuacjach, kiedy uderzono mnie w gow. Obejrzaam swoje renice, odwrciam mocno gow w prawo i w lewo i uszczypnam si kilkakrotnie w rce i stopy, eby sprawdzi czucie. Wszystko wydawao si na miejscu i dziaao raczej bez zarzutu. Jeli miaam wstrzs mzgu, to musia by lekki. Wyczyam wod i wyszam spod prysznica. Telefon lea tam, gdzie go pooyam, milczcy i obojtny. Cholera. Gdzie on jest? Wytaram si i wliznam w swj znoszony stary, aksamitny szlafrok i zawinam wosy w rcznik. Sprawdziam automatyczn sekretark, eby mie absolutn pewno, i nie przegapiam telefonu. Nie palio si czerwone wiateko. Cholera. Odkadajc suchawk na miejsce, sprawdziam, czy dziaa. Cigy sygna. Oczywicie, e dziaa. Byam po prostu podniecona. Pooyam si na kanapie i postawiam telefon na stoliku. Na pewno wkrtce zadzwoni. Nie ma sensu ka si do ka. Zamknam oczy, chcc troch odpocz przed przygotowaniem sobie czego do jedzenia. Ale zimno, stres, zmczenie i cios w gow sprawiy, e ogarna i powalia mnie taka fala wyczerpania, e natychmiast pogryam si w gbokim, acz niespokojnym nie. Nie byo tej przyjemnej fazy przejciowej midzy snem a jaw, po prostu straciam wiadomo. Staam na zewntrz potu i patrzyam, jak kto kopie ogromn opat. Za kadym razem, kiedy opata wyaniaa si z ziemi, roio si od szczurw. Kiedy spojrzaam na d, szczury byy wszdzie. Musiaam je cay czas kopa, eby nie wchodziy na moje stopy. Posta z opat bya widoczna jak za mg, ale kiedy si odwrcia, zobaczyam, e to Pete. Wskaza na mnie i co powiedzia, ale nie wiedziaam, co. Zacz do mnie krzycze i przywoywa mnie gestem. Jego usta byy okrgym, czarnym kkiem, ktre robio si coraz wiksze, wchaniao jego twarz, zamieniajc j w przeraliw mask klowna. Szczury przebiegay po moich stopach. Jeden cign gow Isabelle i Gangnon. Jego zby kurczowo zaciskay si na jej wosach, kiedy targa j przez trawnik. Prbowaam ucieka, ale nogi odmwiy mi posuszestwa. Zapadam si w ziemi i staam w grobie, a wok mnie pojawiao si coraz wicej piasku. Z gry spogldali na mnie Charbonneau i Claudel. Usiowaam mwi, ale nie dobyway si z moich ust adne sowa. Chciaam, eby mnie wydostali Wycignam do nich rce, ale oni nie zwracali na mnie uwagi.

Potem doczya do nich jaka inna posta - mczyzna w dugich szatach i dziwacznej czapce. Spojrza na mnie i spyta, czy byam bierzmowana. Nie mogam odpowiedzie. Wtedy on powiedzia, e znajduj si na terenie nalecym do kocioa i e nie mog tu zosta. Powiedzia te, e tylko ci, ktrzy pracuj na rzecz kocioa, mog znajdowa si na jego terenie. Jego sutanna trzepotaa na wietrze i baam si, e jego czapka spadnie do grobu. Stara si przytrzymywa swj ornat jedn rk, a drug wystukiwa numer na telefonie komrkowym. Telefon zacz dzwoni, ale on to ignorowa. Dzwoni i dzwoni... Mj telefon na stoliku te. W kocu zrozumiaam, e to nie ten sam, co w moim nie. Na wp przytomna, signam po suchawk. - Mm. Mhm - powiedziaam ochrypym gosem. - Brennan? Anglojzyczny. Szorstki. Znajomy. Staraam si oprzytomnie. - Tak? - Spojrzaam na nadgarstek. Nie byo zegarka. - Mwi Ryan. Lepiej, eby to byo co wanego. - Ktra jest godzina? - Nie miaam pojcia, czy spaam pi minut czy pi godzin. Na tym polega chyba starzenie si. - Pitnacie po czwartej. - To prosz o sekund... Odoyam suczawk i powlokam si do azienki. Przemyam twarz zimn wod i zabulgotaam, potem podskoczyam jeszcze w miejscu. Wracajc do telefonu, poprawiam turban. Nie chciaam potgowa jego rozdranienia, kac mu czeka, ale jeszcze bardziej nie chciaam charcze ani si plta. Lepiej powici minutk, eby oprzytomnie. - No dobra, ju jestem. Przepraszam. - W czym problem? - Hm. Pojechaam dzi wieczorem do St. Lambert - zaczam. Chciaam powiedzie mu wystarczajco duo, ale nie wdawa si w szczegy kwadrans po czwartej. - Znalazam miejsce, ktre St. Jacques zaznaczy X-em. Jest to jaki opuszczony teren kocielny. - I odszukali mnie o czwartej rano, ebym to usysza? - Znalazam ciao. Jest w daleko posunitym stanie rozkadu. Sdzc po zapachu, prawdopodobnie zostao z niego niewiele wicej, ni szkielet, Musimy tam pojecha natychmiast, eby kto si na nie nie nadzia albo miejscowe psy nie miay kocielnej kolacji... Wziam oddech i czekaam.

- Czy ci czasem nie pojebao, kobieto? Nie byam pewna, czy odnosio si to do tego, co znalazam, czy do tego, e pojechaam tam sama. Skoro prawdopodobnie mia racj co do drugiej moliwoci, odpowiedziaam na pierwsz. - Umiem rozpozna ciao, kiedy jakie znajd. Zamilk na dugo, po czym spyta: - Zakopane czy na powierzchni? - Zakopane, ale bardzo pytko. Kawaek, ktry widziaam, by odsonity, a deszcz tylko pogarsza spraw. - A nie jest to przypadkiem jaki pieprzony stary cmentarz? - Ciao jest w plastikowym worku. - Jak Gagnon. I Trottier. Tego nic musiaam mwi. - Cholera. - Usyszaam trzask zapaki i po chwili dugi wydech, co i znaczyo, e zapali papierosa. - Moe podjedziemy tam teraz, razem? - Nie ma mowy. Syszaam, jak zaciga si papierosem. - I co to ma znaczy to razem"? Przecie ty masz reputacj wolnego strzelca, Brennan! Mnie nie tak atwo zwie! Twoje olewajce podejcie do Claudela moe by dobre dla niego, ale nie ze mn te numery. Nastpnym razem, jak ci si zbierze na wycieczki na miejsce zbrodni, wczeniej popytaj czy kto z wydziau zabjstw nie ma ochoty si przyczy. Pomimo e jestemy zajci, cigle jeszcze znajdujemy czas w takich przypadkach. Nie spodziewaam si wdzicznoci, ale nie byam przygotowana na tak wybuchow odpowied. Zaczynao mnie to zoci, co wzmacniao bl w mojej gowie. Czekaam, ale nie byo cigu dalszego. - No to dziki za tak szybki odzew... - Nie ma sprawy. - Gdzie ci zlokalizowali? - Gdyby mj mzg funkcjonowa normalnie, nigdy nie zadaabym tego pytania. Poaowaam natychmiast. Po chwili milczenia odpar: - U przyjaciki. Dobry ruch, Brennan. Nic dziwnego, e by rozdraniony.

- Myl, e kto tam by dzisiejszego wieczora. - Co? - Kiedy przygldaam si ciau, wydawao mi si, e co usyszaam, a potem przyjam taki cios w gow, e straciam przytomno. Mnstwo rzeczy latao w powietrzu, bo bya potworna burza, wic nie mog by pewa... - Jeste ranna? - Nie. Znowu milczenie. Prawie syszaam, jak myli. - Wyl kogo, eby zabezpieczyli to miejsce do rana. Potem wyl tam ekip. Czy psy te mamy zabra? - Widziaam tylko jeden worek, ale musi by ich wicej. Poza tym, wyglda, jakby kto jeszcze co tam kopal, wic to chyba dobry pomys. Czekaam na odpowied. Nie doczekaam si. - O ktrej mam by gotowa? - spytaam. - Doktor Brennan nie bdzie tam potrzebna. To jest prawdziwe zabjstwo, wic zajmie si nim wydzia zabjstw, to nie jest adna Sierant Anderson" dla maolatw. Teraz byam ju wcieka. Krew pulsowaa mi w skroniach, a dokadnie midzy nimi, gboko w mzgu, czuam ywy ogie. - Ta teoria jest bardziej dziurawa ni trasa Trans-Canada" - wypaliam. - Trzeba by znale co jeszcze". To s twoje sowa, Ryan. No wic znalazam. I mog ciebie tam zawie. Poza tym w tym przypadku wchodzi w gr szkielet. Koci. To moja dziaka, chyba si nie myl... W suchawce zalega tak duga cisza, e ju mylaam, i odoy suchawk. Czekaam. - Podjad o smej. - Bd gotowa. - Brennan? - No? - Moe powinna sobie sprawi kask. Rozczy si.

16
Ryan dotrzyma sowa i ju za pitnacie dziewita zatrzymalimy si za furgonetk ekipy. Staa nawet nie trzy metry od miejsca, gdzie zaparkowaam wczoraj. Ale by to zupenie inny wiat od tego, ktry odwiedziam poprzedniej nocy. wiecio soce i ulica kipiaa yciem. Samochody i radiowozy stay wzdu krawnikw po obu stronach i przynajmniej dwudziestu ludzi w kombinezonach i cywilnych rozprawiao w grupkach. Gdzieniegdzie widziaam ludzi DEJ, SQ i policjantw z St. Lambert. Kady z nich ubrany by w inny mundur i zdobiy ich rne odznaki. Cae to zgromadzenie przypominao mi stado rnych ptakw, ktre czasem tworz spontaniczny zlot, peen jazgotu i wiergotania, gdzie kady ptak obwieszca swj gatunek kolorem upierzenia i paskami na skrzydach. Kobieta z du torb na ramieniu i mody mczyzna obwieszony aparatami palili papierosy, opierajc si na masce biaego chevy. Jeszcze inny gatunek - prasa. Kawaek dalej, na trawniku przylegajcym do ogrodzenia zdyszany owczarek niemiecki obwchiwa mczyzn w granatowym kombinezonie. Pies co chwil wypuszcza si na krtki zwiad, trzymajc nos nisko przy ziemi, eby po chwili wrci do tresera, merdajc ogonem i z bem uniesionym do gry. Wydawa si niecierpliwi, jakby chcia ju i i by zdezorientowany zwok. - Caa zaoga ju jest - odezwa si Ryan, wyczajc silnik i odpinajc pasy. Nie przeprosi za to, e by niegrzeczny przez telefon, a ja tego nie oczekiwaam. Nikt nie jest w najlepszej formie o czwartej nad ranem. By bardzo serdeczny przez ca drog, prawie radosny, pokazywa mi miejsca, gdzie miay miejsce jakie wydarzenia i opowiada anegdoty o grabieach i upodleniu. Jak z wojny. Tutaj, w tym domu, jaka kobieta spraa ma patelni, a potem zawzia si na nas. Tam, w tym Poulet Kentucky Frites, znalelimy nagiego mczyzn w szybie wentylacyjnym. Typowa policyjna gadka. Zastanawiaam si, czy ich orientacja w terenie bardziej opieraa si na miejscach operacji policyjnych wymienianych w raportach, ni na nazwach rzek, ulic i numerach budynkw, ktrych to uywa reszta ludzi. Ryan namierzy Bertranda i ruszy w jego stron. Sta w grupce zoonej z funkcjonariusza SQ, Pierre'a LaManche'a i szczupego blondyna w okularach

przeciwsonecznych. Ruszyam za nim przez ulic, szukajc wzrokiem Claudela albo Charbonneau. Chocia oficjalnie bya to impreza SQ, mylaam, e mog tu by. Wszyscy

inni wydawali si krci. Nie widziaam jednak adnego z tych dwch. Kiedy podeszlimy bliej, od razu zauwayam, e mczyzna w okularach jest podniecony. Mia niespokojne rce, ktre cigle szarpay brzeg rzadkich wsw, spadajcych mu na grn warg. Jego palce nieustannie przesuway kilka woskw, ale ju po chwili ukaday je z powrotem na miejscu. Zauwayam, e jego skra bya specyficznie ziemista i nieskazitelna, bezbarwna i dziwnie gadka. By ubrany w wojskow kurtk i czarne wysokie buty. Mg mie rwnie dobrze dwadziecia pi, co szedziesit pi lat. Poczuam na sobie wzrok LaManche'a, kiedy doczylimy do grupki. Skin gow, ale nic nie powiedzia. Zaczynaam mie wtpliwoci. To ja wyreyserowaam to przedstawienie, sprowadziam tutaj tych wszystkich ludzi. Co bdzie, jeli nic nie znaleli? Co, jeli kto usun worek? Co, jeli to zwoki, jakiego pieprzonego cmentarza"? Wczorajsza noc bya ciemna, a ja byam podkrcona. Jaki udzia miaa moja wyobrania? Czuam, jak kurczy mi si odek. Bertrand przywita nas. Jak zwykle, wyglda na nisk, krp wersj modela prezentujcego msk mod. Na ekshumacj wybra ziemiste kolory, ekologicznie poprawne brzy i bee, bez wtpienia barwione naturalnie. Ryan i ja skinlimy gow tym, ktrych znalimy, po czym zwrcilimy si do mczyzny w okularach przeciwsonecznych. Bertrand nas przedstawi. - Andy Ryan. Pani doktor. Ojciec Poirier. Reprezentuje diecezj. - Archidiecezj. - Ksidz wybaczy. Archidiecezj. Dlatego, e ten teren naley do kocioa. - Bertrand wskaza kciukiem w stron ogrodzenia za nim. - Tempe Brennan - powiedziaam, wycigajc do niego rk. Ojciec Poirier spojrza na mnie zza swoich ciemnych okularw i te wycign rk, ciskajc moj sabo i bez werwy. Gdyby ocenia ludzi po uciskach doni, dostaby trzy minus. Jego palce byy zimne i bezwadne, jak marchewki zbyt dugo przetrzymywane w lodwce. Kiedy puci moj do, z trudem oparam si pokusie wytarcia jej o dinsy. Powtrzy ten sam rytua z Ryanem, z ktrego twarzy nic nie mona byo odczyta. Wesoo gdzie znikna, a zastpia j cakowita powaga. Przeczy si na funkcj policjant". Poirier wyglda tak, jakby chcia co powiedzie, ale widzc twarz Ryana, zmieni zdanie i zacisn wargi w wsk kresk -. Chocia nikt nic nie powiedzia, sam si

zorientowa, e teraz dowodzcym jest Ryan. - Czy kto ju tam by? - spyta Ryan. - Nikt. Cambronne przyjecha tu koo pitej rano - wyjani Bertrand wskazujc na umundurowanego funkcjonariusza po swojej prawej stronie. - Nikt nie wchodzi ani nie wychodzi. Ojciec poda nam, e tylko dwch ludzi ma dostp na ten teren, on sam i dozorca. Ojciec ma ponad osiemdziesit lat i pracuje tutaj od czasw, kiedy za spraw Mamie Eisenhower grzywki stay si modne. - Zabrzmiao to troch komicznie, ale jako przeszo w uszach duchownego. - Brama nie moga by otwarta - odezwa si Poirier, ponownie przenoszc na mnie swoje okulary. - Sprawdzam j za kadym razem, kiedy tu jestem. - To znaczy kiedy? - spyta Ryan. Okulary skieroway si na Ryana. Byy nieruchome przez cae trzy sekundy, nim odpowiedzia. - Przynajmniej raz w tygodniu. Koci czuje si odpowiedzialny za wszystkie swoje posiadoci. Nie jestemy tyl... - Co to za miejsce? Znowu chwila ciszy. - Le Monastere St. Bernard. Zamknite od 1983 roku. Koci doszed do wniosku, e liczba zakonnikw nie gwarantowaa cigoci jego istnienia. Dziwio mnie to, e mwi o kociele, jak o ywym stworzeniu, bycie majcym wol i uczucia. Po francusku te mwi jako dziwnie, jego wymwa rnia si od tej, do ktrej zdyam si ju przyzwyczai. Nie by rodowitym mieszkacem Quebecu, ale nie potrafiam przypisa jego akcentowi miejsca, skd musia pochodzi. Nie bya to lekko gardowa wymowa spotykana we Francji, ktr mieszkacy Ameryki Pnocnej nazywaj akcentem paryskim Podejrzewaam, e jest Belgiem albo Szwajcarem. - Co tu si mieci? - pyta dalej Ryan. Znowu chwila milczenia, jakby fale dwikowe musiay przeby dug drog, nim dotr do receptorw. - Teraz ju nic. Ksidz westchn. Moe wspomina lepsze czasy, kiedy koci i klasztory kwity. Moe zbiera myli, bo skadajc wyjanienia policji, chcia wyraa si precyzyjnie. Okulary przeciwsoneczne ukryway jego oczy. Dziwny jak na ksidza, szczeglnie z t swoj nienagann cer, skrzan kurtk i strojem motocyklisty.

- Teraz przychodz tu czasem rzuci okiem na posiado - cign - Dozorca dba o wszystko. - To znaczy o co? - Ryan robi notatki w notesie. - Piec, rury. Odgarnia nieg. Mieszkamy w miejscu o bardzo surowym klimacie. Poirier zatoczy krg jedn ze swoich chudych rk, jakby chcia ni ogarn ca prowincj. Okna. Czasami chopcy rzucaj kamieniami. - Spojrza na mnie. - Drzwi i bramy. Upewnia si, e s zamknite. - Kiedy ostatni raz sprawdza ojciec kdki? - W niedziel o szstej wieczorem. Wszystkie byy w porzdku. Jego natychmiastowa i dokadna odpowied mnie zdziwia. Nie musia si nad ni zastanawia. Moe Bertrand ju wczeniej zada mu to pytanie, a moe Poirier po prostu si go spodziewa, ale szybko reakcji wskazywaa na to, e odpowied mia przygotowan. - Nie zauway ojciec nic niezwyczajnego? - Rien. - Nic. - Kiedy ten dozorca... Jak on si nazywa? - Monsieur Roy. - Kiedy przychodzi? - Przychodzi w pitki, chyba e jest co konkretnego do zrobienia. Ryan milcza, ale nie spuszcza z niego wzroku. Usysza wic: - Na przykad uprztnicie niegu albo naprawienie okna. - Ojcze Poirier, myl, e detektyw Bertrand ju ojca pyta o miejsca pochwku na terenie posiadoci? Chwila ciszy. - Nie. Nie. Tu nie ma adnych grobw. - Potrzsn energicznie gow, przez co przesuny mu si okulary. Jedna rczka uwolnia si zza ucha i oprawki przechyliy si pod ktem dwudziestu stopni. Skojarzy mi si przy tym ruchu z tankowcem wchodzcym do portu. - To by klasztor, zawsze klasztor. Nikogo si tutaj nie grzebie. Ale zadzwoniem do naszej archiwistki i poprosiem, eby sprawdzia w dokumentach. Aby mie absolutn pewno. - Kiedy mwi, podnis obie rce do skroni i poprawi okulary, starannie je prostujc. - Wie ojciec, dlaczego tu jestemy? Poirier pokiwa gow i okulary ponownie si poruszyy. Ju mia co powiedzie, ale

zmieni zdanie. - No dobra - powiedzia Ryan, zamykajc notes i chowajc go do kieszeni. - Teraz sucham, jak si mamy do tego zabra? - zwrci si do mnie. - Moe najpierw was tam wprowadz i poka, co znalazam. Jak ju wemiemy to z sob, mona sprowadzi psa i zobaczy, czy znajdzie co jeszcze... - Miaam nadziej, e mj gos nie odzwierciedla mojego stanu ducha. Cholera. Co si stanie, jeli tam nic nie bdzie? - Zgoda. Ryan podszed do mczyzny w kombinezonie. Owczarek podskoczy w jego stron i zacz nosem trca mu rk, eby zwrci na siebie uwag, Kiedy Ryan rozmawia z treserem, gaska psa po gowie. Po chwili wrci do nas i zaprowadzi ca grup do bramy. Gdy tak szlimy, dyskretnie rozgldaam si na boki, szukajc jakich znakw potwierdzajcych to, e byam tutaj poprzedniej nocy. Nie zauwayam adnych. Czekalimy przed bram, podczas gdy Poirier wycign z kieszeni kko z ogromn iloci kluczy i wybra jeden z nich. Chwyci kdk i szarpn ni mocno, pokazujc, e trzyma. Kdka zabrzczaa cicho w porannym powietrzu, a na ziemi spad prysznic rdzy. Czy to ja zatrzasnam j kilka go dzin wczeniej? Nie pamitaam. Poirier przekrci kluczyk, otworzy kdk i pchn bram. Zaskrzeczaa cicho. Nie by to skrzypicy, metaliczny dwik, ktry pamitaam. Odsun si, eby zrobi dla mnie miejsce. Wszyscy czekali. LaManche cigle si nie odzywa. Poprawiam plecak, przeszam obok ksidza i ruszyam pierwsza. W przejrzystym, delikatnym wietle poranka, las wyglda przyjanie, a nie zowieszczo. Promienie soca przewiecay przez korony drzew liciastych i iglakw, a powietrze przesycone byo zapachem ywicy. By to zapach, ktry przywoywa na myl domki letniskowe i letnie obozy, a nie zwoki i nocne cienie. Szam powoli, przygldajc si bacznie kademu drzewu, szukaam wszdzie poamanych gazi, porwanej rolinnoci, wzruszonej gleby, czegokolwiek wiadczcego o ludzkiej bytnoci. Szczeglnie mojej. Z kadym krokiem wzrasta we mnie niepokj, serce bio mi coraz szybciej. A co, jeli to nie ja nie zamknam bram? Co, jeli kto by tu po mnie? Co tu si dziao, kiedy pojechaam? Czuam si tak, jakbym nigdy w tym miejscu nie bya, ale znaa je z ksiki albo ze zdj, ktre ogldaam. Staraam si okreli na podstawie czasu i odlegoci od bramy, gdzie powinna by cieka. Ale miaam ze przeczucia. Moje wspomnienia byy porwane i niejasne,

jak czciowo zapamitany sen. Waniejsze wydarzenia pamitaam wyranie, ale szczegy dotyczce kolejnoci i czasu byy rozmyte. Modliam si, eby zobaczy jak wskazwk. I ta modlitwa zostaa wysuchana - rkawiczki. Zapomniaam o nich. Po lewej stronie drogi na poziomie oczu z rozwidlenia drzewa spozieray na mnie trzy biae palce. Tak! Rozejrzaam si po pobliskich drzewach. Druga rkawiczka leaa w niszy maego klonu, jaki metr dwadziecia nad ziemi. Bysn mi widok samej siebie, trzscej si, szukajcej po omacku miejsca do umieszczenia rkawiczek. Wysoko oceniam to, e w ogle o tym pomylaam, ale swoj pami nisko. Mylaam, e pooyam je wyej. Moe, jak Alicja, dowiadczyam w tym lesie zmiany rozmiarw ciaa. Skrciam pomidzy drzewa na co, co z trudem mona by uzna za ciek. Bya ledwo widoczna w gstwinie i gdyby nie rkawiczki, mogabym j przegapi. W wietle dnia cieka rnia si od otaczajcego j terenu tylko tym, e miaa inn nawierzchni rolinno porastajca j po obu stronach bya tylko nieco bardziej gsta. Na wskim pasku roliny nie byy spltane. Chwasty i mae krzaki wyrastay osobno, pozwalajc zobaczy i chropowat cik z lici i ziemi, na ktrej rosy. To wszystko. Pomylaam o puzzlach, ktrymi bawiam si bdc dzieckiem. Babcia i ja lczaymy nad kawakami ukadanki, szukajc odpowiedniego, koncentrujc si na najsubtelniejszych nawet rnicach kolorw poszczeglnych puzzli. Powodzenie zaleao od dostrzeenia ledwo zauwaalnych rnic w odcieniach i strukturze kawakw. Jak do diaba udao mi si wypatrzy t ciek w ciemnoci? Syszaam za sob szeleszczce licie i trzeszczce gazki. Nie pokazaam im rkawiczek, chcc zaimponowa moj orientacj w terenie. Brennan, przewodnik. Kilka metrw dalej zauwayam moj puszk rodka owadobjczego w sprayu. Trudno byo jej nie zauway. Jaskrawopomaraczowa zakrtka wiecia jak robaczek witojaski w liciach. A oto i mj zakamuflowany kopczyk. Pod biaym dbem wida byo lekkie wybrzuszenie pokryte limi i otoczone go ziemi. Na ziemi widziaam lady po moich palcach, ktrymi zgarniaam licie tak, eby ukry plastik. Rezultaty tej pracy pozostawiay wiele do yczenia, ale wtedy wydawao mi si, e tak wanie powinnam zrobi. Mam ju spore dowiadczenie w odkrywaniu cia. Wikszo zwok znajduje si dlatego, e dostao si od kogo cynk albo przez szczliwy zbieg okolicznoci. Informatorzy wydaj swoich wsplnikw. Podniecone dzieci pokazuj swoje znalezisko. Strasznie mierdziao, wic zaczlimy tu grzeba i znalelimy to! Czuam si dziwnie, jak takie

wanie dziecko. - Tam. - Wskazaam na liciasty wzgrek. - Na pewno? - spyta Ryan. Tylko na niego spojrzaam. Inni si nie odzywali. Zdjam plecak i wyjam z niego kolejn par ogrodowych rkawic. Idc w stron kopczyka, ostronie stawiaam stopy, eby jak najmniej zmieni. Byo to absurdalne, jeli wzi pod uwag, jak si tu miotaam poprzedniej nocy, ale w sytuacjach oficjalnych trzeba umie wykaza si profesjonalizmem. Przykucnam i odgarnam troch lici, odsaniajc may fragment worka. Wikszo cigle tkwia gboko w ziemi, a nieregularne ksztaty sugeroway, e jego zawarto cay czas bya w rodku. Worek wyglda tak, jakby go nikt nie rusza. Kiedy si odwrciam, w moj stron szed ju Poirier. Ryan odezwa si do Cambronne'a. - No to strzelmy kilka fotek do katalogu. Doczyam do innych i czekaam w milczeniu, kiedy Cambronne odprawia swj rytua. Wypakowa sprzt, wypeni jaki kwestionariusz, po czym sfotografowa kopczyk z rnych odlegoci i pod rnym ktem. W kocu opuci aparat i wycofa si. Ryan odwrci si wtedy do LaManche'a. - Panie doktorze? LaManche przemwi po raz pierwszy od mojego przyjazdu. - Temperance? Wycignam z plecaka szpachl i podeszam do wzgrka. Odgarnam reszt lici, ostronie odsaniajc jak najwicej worka. Wyglda tak, jak go pamitaam z poprzedniej nocy. Widziaam nawet ma dziurk, ktr zrobiam paznokciem kciuka. Szpachl wygarniaam ziemi przylegajc do worka najpierw do gry, a potem na zewntrz, powoli odsaniajc coraz wicej worka. Ziemia miaa zapach starej i zbutwiaej, jakby w jej ziarnkach bya maleka czstka wszystkiego, czym ywia si od czasw, kiedy uwolnia si spod miertelnego ucisku lodowca. Z ulicy dochodziy odgosy ludzi podnieconych obecnoci tylu policjantw, ale w miejscu, gdzie pracowaam, syszaam tylko ptaki, owady i szpachl wygarniajc ziemi. Wiatr koysa gaziami, ale nie tak gwatownie jak poprzedniej nocy, kiedy to bohaterami spektaklu byli wojownicy Masajw, rzucajcy si do przodu i atakujcy przeciwnika w wyimaginowanej bitwie. Poranne przedstawienie byo wobec tamtego dziecinn igraszk. Cienie kady si na worku i na powanych twarzach grupki ludzi obserwujcych jego

wyanianie si. Przypatrywaam si ksztatom przesuwajcym si po worku - wyglday jak kontury lalek za pciennym ekranem w szkolnym przedstawieniu. W cigu pitnastu minut w miejscu kopczyka by ju d i wida byo ponad poow worka. Podejrzewaam, e koci musiay si poprzesuwa, kiedy proces rozkadu zaszed ju wystarczajco daleko, eby zwolni je z ich funkcji anatomicznych. Jeli w ogle byy tam koci. Doszam do wniosku, e odsoniam ju dosy worka, eby mc go wycign, wic odoyam szpachl, chwyciam za skrcony plastik i zaczam powoli cign. Ani drgn. Tak jak zeszej nocy. Czy pod ziemi by kto trzymajcy worek z drugiej strony, zmuszajc mnie do makabrycznej gry w przeciganie liny? Cambronne robi zdjcia, kiedy kopaam, a teraz sta za mn, przygotowany do utrwalenia na bonie chwili wycignicia worka. Do gowy przyszo mi zdanie: Utrwala sceny z naszego ycia. I mierci, pomylaam. Przejechaam rkawiczkami wzdu dinsw, zapaam worek najniej jak mogam i gwatownie szarpnam. Ruszy si. Ziemia nie chciaa atwo odda swojego skarbu, ale co drgno. Czuam, e worek lekko si przesun, a razem z nim to, co byo w rodku. Wziam oddech i pocignam jeszcze raz, mocniej. Chciaam wydoby worek, nie rozrywajc go. Podnis si, ale po chwili wrci na swoje miejsce. Zaparam si nogami, jeszcze raz szarpnam i mj przeciwnik spod ziemi wypad z gry. Worek wyranie si przesun. Poprawiam ucisk na skrconym plastiku i, cofajc si centymetr za centymetrem, wycignam worek z dou. Kiedy by ju prawie na zewntrz, puciam go i cofnam si. Zwyczajny worek na mieci, jaki mona znale w kuchniach i garaach w caej Ameryce Pnocnej. Nienaruszony. Wypchany. Nie by ciki. To nie by dobry znak, a moe by? Czy wolaabym znale szcztki czyjego psa i skompromitowa si, czy raczej szcztki ludzkiego ciaa i dowie swego? Cambronne zabra si do roboty. Umieci koo worka tabliczk z danymi dotyczcymi miejsca i czasu znaleziska i wykona seri zdj. Zdjam jedn rkawiczk i wygrzebaam z kieszeni swj szwajcarski n wojskowy. Kiedy Cambronne skoczy, uklkam przy worku. Rce lekko mi si trzsy, ale w kocu utkwiam paznokie kciuka w pytkim, ukowatym wgbieniu ostrza i wyjam je. Gdy pady na nie promienie soca, nierdzewna stal rozbysa. Wybraam miejsce do nacicia blisko dna worka. Czuam na sobie pi par oczu.

Spojrzaam na LaManche'a. Wyraz jego twarzy zmienia si, kiedy przesuway si po niej cienie. Zastanawiaam si, jak moje ponure oblicze wyglda w tym wietle. LaManche skin i przycisnam n. Nim stal przebia plastik, moja rka zatrzymaa si na dwik niewyobraalnego wrcz skowytu. Wszyscy go usyszelimy, ale to Bertrand zwerbalizowa nasz myl. - O co tam, kurwa, chodzi? - powiedzia.

17
Nagle kakofoni dwikw wybuch nieopisany haas. Wcieke szczekanie psa mieszao si z podnieconymi i podniesionymi gosami ludzkimi. Zewszd sycha byo krzyki, krtkie i urywane, ale zbyt niewyrane, eby mona rozpozna sowa. Wrzawa dochodzia z terenu klasztoru, gdzie z naszej lewej strony. W pierwszej chwili pomylaam, e wrci nocny myliwy i e wszystkie gliny z caej prowincji, a przynajmniej jeden owczarek niemiecki, gonili go. Spojrzaam na Ryana i innych. Tak jak i ja, zamarli. Nawet Poirier przesta szarpa wsy i sta nieruchomo z rk przyklejon do grnej wargi. Czar prys, kiedy usyszelimy przybliajcy si odgos ciaa przedzierajcego si na olep przez gstwin. W tym samym momencie wszystkie gowy si odwrciy, jakby zostay wprawione w ruch jednym przyciskiem. Gdzie spomidzy drzew dobieg krzyk. - Ryan? Jeste tam? - Tutaj. Odwrcilimy si w stron, z ktrej dochodzi gos. - Sacre bleu. - Znowu trzask gazi i chrzst. - A niech to. Funkcjonariusz SQ wszed w pole widzenia, odgarniajc rkoma gazie i gono mamroczc. Jego muskularna twarz bya czerwona i gono oddycha. Pot zbiera si w kropelkach na jego brwiach i przylepia nieliczne wosy do prawie ysej gowy. Kiedy nas zauway, pooy rce na kolanach i pochyli si, eby zapa oddech. Widziaam zadrapania w miejscach, gdzie gazki obtary jego ysin. Po chwili gwatownie si wyprostowa i wystrzeli kciukiem w stron, i skd przyszed. Chrapliwym, przerywanym gosem, brzmicym jakby powietrze przechodzio przez zapchany filtr, powiedzia: - Lepiej tam id, Ryan. Pies zachowuje si jak pun, ktry trafi na trefny towar. Ktem oka zauwayam, e rka Poiriera gwatownie podskoczya do czoa, a po chwili opada na piersi. Znowu przywoano znak krzya. - Co? - Brwi Ryana uniosy si ze zdziwienia. - DeSalvo zacz go oprowadza po terenie, tak jak kazae, a ten sukinsyn zacz okra wanie to miejsce i szczeka, jakby uzna, e Adoll Hitler i caa przeklta niemiecka armia jest tutaj zakopana. - Zamilk na chwil. - Posuchaj sam! - I?

- I??? Biedaczek zerwie sobie struny gosowe. Jeli nie pjdziesz tam natychmiast, wejdzie we wasn dup. Zdusiam umiech, bo wyobraziam to sobie. - Powstrzymaj go jeszcze troch. Daj mu sztuczn ko albo naszprycuj valium, jeli bdzie trzeba. Najpierw musimy tutaj co skoczy. - Spojrza na zegarek. - Wr tu po mnie za dziesi minut. Policjant wzruszy ramionami, puci ga, ktr trzyma, i odwrci si, eby odej. - A, Piquot. Nalana twarz odwrcia si. - Tu jest cieka. - Jak ja si powicam - sykn Piquot i zacz przedziera si przez gstwin do cieki, ktr wskaza mu Ryan. Byam przekonana, e zgubi j najdalej po piciu metrach. - I Piquot... - cign Ryan. Twarz ponownie zwrcia si do niego. - Nie pozwl psu czegokolwiek ruszy. Zwrci si ponownie do mnie. - Czekasz na urodziny, Brennan? Kiedy rozciam worek wzdu, jeszcze syszelimy Piquota idcego przez gszcz. Smrd nie uwolni si z worka i nie powali mnie, tak jak z Isabelle Gagnon. Rozprzestrzenia si powoli, robi si coraz bardziej wyrany. Mj nos rozpozna zapach rozkadajcych si rolin i ziemi i domieszk czego innego. Nie by to cuchncy zapach gnicia, ale jaka bardziej pierwotna wo. Zapach mwicy o przemijaniu, o pocztkach i wymieraniu, o nieustajcym cyklu mierci i narodzin. Znaam ten zapach. Wskazywa na to, e w worku jest co martwego, ale ju od duszego czasu. eby tylko nie by to pies albo jele, mylaam, kiedy rkoma w rkawiczkach poszerzaam nacicie. Rce znowu mi si trzsy, wic drga te plastik. Tak, zmieniam zdanie, niech to bdzie pies albo jele. Ryan, Bertrand i LaManche podeszli bliej, kiedy otwieraam worek. Poirier sta w miejscu nieruchomo, jak kamie grobowy. Najpierw zobaczyam opatk. Nie ca, ale wystarczyo, eby wykluczy, e jest to trofeum myliwego albo zwierz domowe. Spojrzaam na Ryana. Widziaam drgajce kciki jego oczu i zacinite minie uchwy. - To czowiek.

Rka Poiriera ponownie powdrowaa do czoa. Ryan sign po swj notes i przewrci kartk. - Co mamy? - spyta. Powiedzia to gosem ostrym, jak n, ktrego, wanie uyam. Delikatnie przesuwaam koci. - ebra... opatki... obojczyki... krgi - wymieniaam. - Chyba wszystkie s ze rdpiersia. - Mostek - dodaam po chwili, znajdujc t ko. Szperaam wrd pozostaych koci, szukajc innych czci ciaa. Reszta przygldaa si w milczeniu. Kiedy signam na ty worka, duy, brzowy pajk przebieg po mojej doni i w gr rki. Widziaam jego oczy na supkach, malutkie peryskopy szukajce przyczyny zakcajcej jego spokj. Czuam jego wochate nogi - byy lekkie i delikatne, przypominay dotyk jedwabnej chusteczki na rku. Wzdrygnam si, wyrzucajc pajka w powietrze. - To tyle - powiedziaam, prostujc si i cofajc. Kolana zaprotestoway. - Grna cz tuowia. Brak rk. Czuam ciarki na skrze, ale pajk nie mia z tym nic wsplnego. Odziane rce trzymaam wzdu ciaa. Nie cieszyo mnie to, e miaam racj, tylko byam odrtwiaa, jak kto w szoku. Czujca cz mojej osoby wyczya si i wywiesia kartk, e posza na lunch. Znowu si to stao, pomylaam. Kolejny martwy czowiek. Gdzie na wolnoci grasuje potwr. Ryan pisa w notesie. cigna na jego karku byy nabrzmiae. - Co teraz? - jkn cicho Poirier. - Teraz znajdziemy reszt - rzekam. Cambronne przygotowywa si do kolejnych zdj, kiedy usyszelimy, e wraca Piquot. Znowu nie przyszed ciek. Doczy do nas, spojrza na koci i sykn jakie przeklestwo. Ryan zwrci si do Bertranda. - Moesz tu pokierowa wszystkim, kiedy zajmiemy si psem? Bertrand skin. Jego ciao byo sztywne, jak otaczajce nas iglaki. - Zapakujmy to, co mamy, a potem chopcy z ekipy mog sprawdzi cay teren. Przyl ich. Zostawilimy Bertranda i Cambronne i ruszylimy za Piquotem w kierunku szczekania. Zwierz zachowywao si, jakby byo doprowadzone do szau.

Trzy godziny pniej siedziaam na trawie, analizujc zawarto czterech workw na

ciaa. Soce stao wysoko i prayo moje ramiona, ale zupenie nie radzio sobie z uczuciem przenikliwego chodu, ktry czuam w sobie. Pi metrw ode mnie, koo tresera lea pies, z gow opart na ogromnych, brzowych apach. By to dla niego emocjonujcy ranek. Trenowane tak, eby reagowa na zapach rozoonego bd rozkadajcego si ciaa, psy potrafi znale ukryte zwoki z tak sam skutecznoci, jak urzdzenia na podczerwie wykrywaj ciepo. Nawet gdy gnijce ciao zostanie ju usunite, psy potrafi zlokalizowa to miejsce. S one ogarami mierci. Ten pies dobrze si spisa, namierzajc jeszcze trzy miejsca, w ktrych zakopane byy szcztki. Za kadym razem ywioowo obwieszcza swoje znalezisko, szczekajc, skaczc i szaleczo krcc si wok danego miejsca. Zastanawiaam si, czy wszystkie psy wytrenowane do znajdowania cia podchodz do swojej pracy z rwn pasj. Na wykopanie, posegregowanie i zapakowanie szcztkw potrzeba byo dwch godzin. Najpierw wstpnie kataloguje si znaleziska, a potem sporzdza dokadn list, w ktrej wymienia si kady fragment koci. Rzuciam okiem na psa. Wyglda na rwnie zmczonego, jak ja. Ruszay si tylko jego oczy - czekoladowe kule obracajce si jak miski radarw. Przenosi wzrok z jednej rzeczy na drug, nie ruszajc gow. Pies mia prawo by wyczerpany, zreszt ja te. Gdy w kocu podnis gow, w polu widzenia pojawi si zwisajcy, drcy, dugi i cienki jzyk. Ja nie wystawiam swojego i ponownie pochyliam si nad list. - Ile? Nie syszaam, jak podchodzi, ale znaam gos. Zebraam si w sobie. - Bonjour, monsieur Claudel. Comment ca va? - Ile? - powtrzy. - Jedno - powiedziaam, nie podnoszc nawet wzroku. - Brakuje czego? Dokoczyam pisa i spojrzaam na niego. Sta na szeroko rozstawionych nogach i zdejmowa foli z kanapki. Na ramieniu wisiaa marynarka. Jak Bertrand, Claudel preferowa naturalne materiay, wic by ubrany w bawenian koszul i spodnie, a do tego pcienn marynark. Wszystko byo utrzymane w zielonej tonacji, a jedynym kontrastujcym z caoci urozmaiceniem by wzr na krawacie. Gdzieniegdzie bya na nim plamka koloru mandarynki. - Moe mi pani powiedzie, z czym mamy do czynienia? - Gestykulowa chlebem z

kiebas. - Tak. - Tak? Nie upyno jeszcze trzydzieci sekund od jego pojawienia si, a ju miaam ochot wyrwa t kanapk z rki i wepchn mu j do nosa albo jakiegokolwiek innego otworu. Claudel nie wzbudza we mnie pozytywnych wibracji, nawet kiedy byam wypoczta i rozluniona. A przecie tego ranka nie byam. Jak ten pies, miaam dosy. Nie znajdowaam w sobie dosy energii ani ochoty na gierki. - Mamy cz ludzkiego szkieletu. Prawie nie ma na nim mikkich tkanek. Ciao zostao powiartowane, schowane do workw i zakopane w czterech rnych miejscach, tam. - Wskazaam na teren klasztoru. - Wczoraj w nocy znalazam jeden worek. Rano pies wytropi pozostae trzy. Ugryz kanapk i wpatrywa si w kierunku drzew. - Czego brakuje? - Sowa byy znieksztacone przez kawaki szynki i sera. Patrzyam na niego nic nie mwic, zastanawiajc si, dlaczego tak bardzo rozdranio mnie rutynowe pytanie. Chodzio o jego styl bycia. Przypomniaam sobie moj ostatni rozmow z Claudelem. Pozbd si zudze. To jest wanie Claudel. Ten czowiek jest gadem. Spodziewaj si pogardy i arogancji. Wie, e miaa racj. Musia ju o wszystkim sysze. Nie bdzie mg powiedzie A nie mwiem". Musi mu to bardzo doskwiera. To wystarczy. Niech tak bdzie. Nie odpowiadaam, wic przenis wzrok na mnie. - Czego brakuje? - Tak. Odoyam kwestionariusz dotyczcy szkieletu, ktry wypeniaam, i spojrzaam mu prosto w oczy. Zmruy je i wrci do przeuwania. Zastanawiaam si przez krtk chwil, dlaczego nie ma okularw przeciwsonecznych. - Gowy. Przesta przeuwa. - Sucham? - Brakuje gowy. - Gdzie ona jest? - Monsieur Claudel, gdybym to wiedziaa, to by jej nie brakowao. Zauwayam, e minie szczki nabrzmiay, ale po chwili si rozluniy - nie miao to nic wsplnego z

przeuwaniem. - Co jeszcze? - Niby co? - Czego jeszcze brakuje? - Niczego wanego. Jego umys przeuwa to, co mu powiedziaam, a jego szczki kanapk. Kiedy to robi, gnit foli, w ktr przedtem owinity by chleb, tworzc z niej kulk. Schowa j do kieszeni i wytar kciki ust palcem wskazujcym. - Spodziewam si, e nie ma pani nic wicej do powiedzenia? - Byo to raczej stwierdzenie, ni pytanie. - Kiedy zbadam... - Tak. - Odwrci si i odszed. Klnc cicho, zapiam oba worki na ciaa. Syszc odgos zamka, pies poderwa gow. Jego oczy ledziy mnie, kiedy wkadaam notatnik do plecaka i przechodziam przez drog. Podeszam do pracownika prosektorium, ktrego talia miaa szeroko dtki i powiedziaam, e skoczyam i e szcztki mona zaadowa i e potem powinny na mnie czeka. Kawaek dalej na ulicy widziaam Ryana i Bertranda rozmawiajcych z Claudelem i Charbonneau. SQ kontaktuje si z CUM. Moja paranoja kazaa mi by podejrzliw wobec tego faktu. Co Claudel im mwi? Co lekcewacego na mj temat? Wikszo gliniarzy ma rwnie okrelone poczucie terytorium jak wyjce - s zazdroni o swj teren, pilnuj swoich dochodze i chc sucha tylko swoich wasnych rozkazw. Claudel by gorszy, ni inni, ale dlaczego odnosi si tak pogardliwie akurat do mnie? Daj sobie spokj, Brennan. To skurwiel, a ty pokonaa go na jego wasnym podwrku. Na pewno nie jeste jego ulubienic. Przesta zamartwia si uczuciami i zacznij myle o pracy. W gruncie rzeczy, jeli chodzi o twoje przypadki, jeste rwnie zaborcza, jak oni. Rozmowa urwaa si, kiedy podeszam bliej. Ich zachowanie sprawio, e nie odezwaam si tak ostro, jak zamierzaam, ale ukryam swoje rozczarowanie. - Jak tam, pani doktor! - rzuci Charbonneau. Skinam gow i umiechnam si w jego stron. - To na czym stoimy? - spytaam. - Twj szef pojecha jak godzin temu - odezwa si Ryan. - witobliwy ojciec

rwnie. Ekipa ju koczy. - Znaleli co? Potrzsn gow. - Wykrywacz metalu na co trafi? - Piszczy przy kadym otwieraczu od puszek. - Gos Ryana zdradza rozdranienie. Dugo ju si tu zasiedzielimy. A jak ty stoisz? - Ja ju skoczyam. Powiedziaam chopakom z prosektorium, e mog adowa. - Claudel mwi, e nie znalelicie gowy. - Zgadza si. Brakuje czaszki, szczk i czterech pierwszych krgw szyjnych. - To znaczy? - To znaczy, e ofiar skrcono o gow i e morderca schowa j sobie. Mg j zakopa gdzie tutaj, ale w innym miejscu, jak to zrobi z pozostaymi czciami ciaa. Leay cakiem daleko od siebie. - Wic gdzie tam jest jeszcze jeden worek? - Moe. Albo pozby si go gdzie indziej. - Na przykad gdzie? - Wrzuci do rzeki, ubikacji albo spali w swoim piecu. Skd do diaba mam wiedzie? - Dlaczego miaby to robi? - spyta Bertrand. - Moe po to, eby nie dao si zidentyfikowa zwok. - A da si? - Prawdopodobnie. Ale duo atwiej zidentyfikowa ciao, majc zby i dane z kartoteki dentysty ofiary. Poza tym, zostawi jednak rce. - Wic? - Jeli ciao okalecza si po to, eby utrudni identyfikacj, przewanie zabiera si te rce. Spojrza na mnie obojtnie. - Mona zdj odciski z cia w stanie daleko posunitego rozkadu, ale pod warunkiem, e zachowao si na nim troch skry. Kiedy udao mi si zdj odciski z mumii majcej pi tysicy lat. - Udao si je powiza z jak spraw? - spyta Claudel matowym gosem. - Gocia nie byo w kartotece - odparam rwnie apatycznie. - Ale tu s same koci - zauway Bertrand.

- Morderca o tym nie wie. Nie mg mie pewnoci, kiedy ciao zostanie odnalezione. - Jak z Gagnon, pomylaam. Tylko e to ciao zakopa. Zamilkam na chwil i wyobraziam sobie morderc przemierzajcego ciemny las, chowajcego w paru miejscach worki i ich przeraajc zawarto. Poci gdzie ofiar, zapakowa do worka zakrwawione kawaki i przywiz je tutaj samochodem? Czy zaparkowa tam, gdzie ja, czy moe w jaki sposb mg wjecha na teren klasztoru? Czy najpierw wykopa doy, planujc lokalizacj dla kadego z nich? Czy po prostu wzi ze sob worki z czciami ciaa i po kolei kopa d, wracajc do samochodu czterokrotnie? Czy powiartowanie byo paniczn prb zatarcia ladw po zbrodni w afekcie, czy i morderstwo, i okaleczenie zostao popenione z zimn krwi? Przysza mi do gowy odraajca myl. Czy by tutaj ze mn zeszej nocy? Wracaj do teraniejszoci. - Albo... Wszyscy spojrzeli na mnie. - ...cigle j ma. - Cigle j ma? - achn si pogardliwie Claudel. - Cholera - rzuci Ryan. - Jak kiedy ten psychol Dahmer? - zauway Charbonneau. Wzruszyam ramionami. - Lepiej jeszcze raz przejdmy si na spacer z psem - zaproponowa Ryan. - On przecie nawet nie by w pobliu szcztkw, ktre mamy, a ju je wyczu. - To dobry pomys - przyznaam. - Bdzie szczliwy. - A moemy popatrze? - spyta Charbonneau. Claudel przeszy go wzrokiem. - Nie sdz, on nie lubi podgldaczy - odparam. - Pjd po psiaka. Spotkamy si przy bramie. Kiedy odchodziam, usyszaam To suka" powiedziane typowym dla Claudela nosowym tonem. Na pewno odnosio si to do zwierzcia, wytumaczyam sobie. Kiedy si zbliaam, pies wsta i zacz macha powoli ogonem. Spojrza na mczyzn w niebieskim kombinezonie, oczekujc pozwolenia na zblienie si do nieznajomej. Zauwayam napis DeSalvo" wydrukowany na kombinezonie. - Piesek gotowy na kolejn rundk? - spytaam, wycigajc rk, doni w d, w stron psa.

DeSalvo ledwo zauwaalnie skin i zwierz wyskoczyo do przodu wsadzio mi niemal swj wilgotny pysk w rk. - To suka. Ma na imi Margot - wyjani wymawiajc imi psa po francusku. Mwi niskim, monotonnym gosem i porusza si z typowym dla ludzi spdzajcych duo czasu ze zwierztami brakiem popiechu i mikkoci ruchw. Mia ciemn, poryt gbokimi zmarszczkami twarz, ktre rozchodziy si z kcikw obojga oczu. Wyglda na czowieka, ktry spdzi wikszo ycia na otwartym powietrzu. - Mwi do niej po francusku czy po angielsku? - Jest dwujzyczna. - Cze, Margot - rzekam, przyklkajc na jedn nog, aby podrapa j za uchem. Przepraszam, e wziam ci za faceta. Fajny dzie, co? Ogon Margot zacz rusza si szybciej. Kiedy wstaam, odskoczya do tyu, zrobia peny obrt, po czym zastyga, przygldajc si uwanie mojej twarzy. Przechylaa gow z jednej strony na drug, a bruzda midzy jej oczyma to pojawiaa si, to znikaa. - Tempe Brennan - powiedziaam, wycigajc rk do DeSalvo. Przyczepi jeden koniec smyczy Margot do pasa na swojej talii i chwyci drugi rk. Wtedy dopiero wycign do mnie rk. T drug, woln. W dotyku bya twarda i chropowata, jak hartowana stal. Jego ucisk by bezdyskusyjnie na pitk. - David DeSalvo. - Podejrzewamy, ze moe tam by co jeszcze, Dave. Margot jest gotowa na jeszcze jedn rund? -Niech pani na ni spojrzy. Syszc swoje imi, Margot postawia uszy, zgia przednie apy, schylia gow, biodra trzymajc cay czas wysoko, po czym rzucia si do przodu, kilkakrotnie podskakujc. Nie odrywaa oczu od twarzy DeSalvo. - Okej. Gdzie szukalicie do tej pory? - Obeszlimy zygzakiem cay teren, oprcz tego miejsca, gdzie pracowalicie. - Jest moliwo, e co przegapia? - Eee, nie dzisiaj. - Potrzsn gow. - Warunki s idealne. Temperatura w sam raz, jest adnie i wilgotno po deszczu. Do tego lekki wietrzyk. A Margot jest w szczytowej formie. Trcaa nosem jego kolano i zostaa nagrodzona gaskaniem. - Margot rzadko kiedy co przegapi. Trenowano j tylko do wykrywania zapachu cia, wic nie rozprasza j nic innego.

Jak psy tropice, psy trenowane do znajdowania zwok ucz si poda za okrelonymi woniami. W ich przypadku to zapach mierci. Pamitam spotkanie na Akademii, kiedy prezenter rozdawa prbki z woni rozkadajcych si zwok w butelkach. Rasowa gnilizna. A z kolei znajomy mi trener dysponowa wyrwanymi zbami, wyspionymi od swojego dentysty, ktre pniej starzay si u niego, lec w plastikowych fiolkach. - Margot jest chyba najlepsza ze wszystkich, z ktrymi pracowaem. Jeli co tam jeszcze jest, wyczuje to. Spojrzaam na ni. Nie miaam wtpliwoci. - No dobra. Wemy j na to pierwsze miejsce. DeSalvo przypi wolny koniec smyczy do obroy Margot, ktra ruszya przed nami w stron bramy, gdzie czekao czterech detektyww. Poszlimy teraz ju znan tras, Margot na przedzie, napinajc smycz. Z nosem przy ziemi, obwchiwaa szpary i szczeliny, tak jak robi to promie mojej latarki. Czasami zatrzymywaa si, apczywie wdychaa powietrze, po czym gwatownie je wypuszczaa, unoszc licie wok swojego ba. Usatysfakcjonowana, ruszaa dalej. Zatrzymalimy si w miejscu, gdzie cieka wchodzia w las. - To jest cz, ktrej nie zrobilimy. - DeSalvo wskaza mniej wicej w stron miejsca naszego pierwszego znaleziska. - Zatocz z ni koo, eby bya pod wiatr. Wtedy lepiej wszy. Myli, e co ma. Zdam si na ni. - Czy bdziemy jej przeszkadza, jeli si tam pokrcimy? - spytaam. - Niee. Dla niej wydajecie tak wo, na ktr ma w ogle nie reagowa. Pies i trener poszli jeszcze ze trzy metry wzdu drogi, po czym zniknli w lesie. Detektywi i ja ruszylimy ciek. Teraz bya ju lepiej widoczna, bo zostaa ugnieciona przez ludzi. W gruncie rzeczy miejsce, w ktrym zakopany by worek, waciwie mona by ju nazwa polank. Rolinno bya zdeptana, a niektre z wiszcych nad gowami gazi zostay przycite. Ze rodka wyziera porzucony d, ciemny i pusty, ktry wyglda jak spldrowany grb. By duo wikszy, ni przedtem, a otaczajca go ziemia bya sypka i poorana. Z jednej strony dou znajdowa si kopczyk ziemi - stoek ze spadzistymi stokami i citym szczytem, a skadajce si na niego ziarnka byy zaskakujco jednolite. Utworzya go ziemia, ktr przerzucalimy przez sita. Po niecaych piciu minutach usyszelimy szczekanie. - On jest za nami? - spyta Claudel.

- Ona - poprawiam. Otworzy usta, ale prawie natychmiast je zamkn. Zauwayam ma y pulsujc na jego skroni. Ryan zmrozi mnie wzrokiem. No dobra, moe rzeczywicie go prowokowaam. W milczeniu ruszylimy z powrotem po ciece. Margot i DeSalvo byli gdzie po lewej stronie. Sycha byo szelest lici i ju po niecaej minucie pojawili si w polu widzenia. Ciao Margot byo napite jak struna skrzypiec, minie ramion wybrzuszone, a klatka piersiowa napieraa na skrzan uprz. eb trzymaa wysoko, rzucajc nim to w lewo, to w prawo, wcigajc nosem powietrze ze wszystkich stron. Jej nozdrza drgay gorczkowo. Nagle zatrzymaa si i zesztywniala, nastawia uszy, ktrych koniuszki dray. Gdzie z jej wntrza zaczy dobiega dwiki, najpierw sabe, ale systematycznie przybieray na sile; byo to na wp skomlenie, na wp warczenie, brzmiao to jak zawodzenie aobnika w jakim pierwotnym rytuale. Kiedy dwik narasta, czuam jak wosy je mi si na karku i po moim ciele rozlewa si chd. DeSalvo sign rk w d i spuci psa ze smyczy. Przez chwil Margot ani drgna, jakby siebie w czym utwierdzajc i zastanawiajc si, w ktr stron ruszy. Potem wystrzelia. - Co si, kurwa... - zacz Claudel. - Gdzie do... - rzuci Ryan. - A niech ci! - doda Charbonneau. Spodziewalimy si, e wyczua miejsce za nami, gdzie by zakopany pierwszy worek. Zamiast tego, przecia ciek i wdara si w drzewa. Obserwowalimy w milczeniu. Dwa metry dalej zatrzymaa si, spucia eb i kilkakrotnie wcigna powietrze. Wydychajc je gwatownie, przesuna si nieco w lewo i powtrzya ten sam manewr. Jej ciao byo sztywne, a wszystkie minie napite. Kiedy si jej przygldaam, przez gow przelatyway mi rne obrazy. Bieg przez ciemno. Ciki upadek. Byskawica przecinajca niebo. Pusty d. Ponownie skupiam swoj uwag na Margot. Zatrzymaa si pod jakim iglakiem i caym swoim jestestwem skupia si na ziemi lecej przed ni, Spucia eb i wcigna powietrze. Potem, jakby bya wiedziona jakim dzikim instynktem, sier zjeya jej si wzdu krgosupa, a minie zaczy drga. Margot uniosa nos wysoko do gry, wypucia powietrze i wpada w sza. Rzucaa si do przodu i do tyu, warczc i rozgrzebujc apami ziemi przed sob, a ogon tylko miga midzy nogami.

- Margot! Ici! - rozkaza DeSalvo. Przedar si przez gazie, chwyci j za uprz i odcign od miejsca, ktre wzbudzio w niej takie oywienie Nie musiaam patrze. Wiedziaam, co znalaza. I czego nie znalaza. Pamitaam wpatrywanie si w such ziemi i pusty d. Zosta wykopany po to, eby w nim co zakopa czy eby z niego co wyj? Teraz ju wiedziaam. Margot szczekaa i warczaa na d, w jaki wpadam poprzedniej nocy. By cigle pusty, ale jej nos powiedzia mi, co w nim byo.

18
Plaa. Przewalajce si fale. Brodce muskajce wod swoimi chudymi nogami. Pelikany szybujce jak papierowe samoloty, a potem zwijajce skrzyda, eby zanurkowa w wod. W mylach znalazam si w Karolinie. Czuam sonawy zapach bagien, sonawy zapach wodnego pyu wiejcego od oceanu, mokrego piasku, ryb lecych na play i schncych wodorostw. Hatteras. Ocracoke i Bald Beach na pnocy. Pawley's, Sullivan's i Kiawah na poudniu. Chciaam by w domu, a na ktrej wyspie, nie miao adnego znaczenia. Chciaam oglda karowate palmy i odzie do pooww krewetek, a nie powiartowane kobiety i czci ciaa. Otworzyam oczy i ujrzaam gobie na pomniku Normana Bethune'a. Niebo szarzao, resztki ru i ci ustpoway miejsca nadchodzcej ciemnoci. Migotanie ulicznych latarni i neonw sklepowych zwiastowao nadejcie wieczoru. Z trzech stron przeleway si samochody - czterokoowe, zmotoryzowane stado niechtnie rozdzielao si, eby objecha may trjkt zieleni przy Guy i De Maisonneuve. Siedziaam na awce koo mczyzny w swetrze. Wosy, ani blond, ani siwe, spyway mu na ramiona. Podwietlane z tyu przez przejedajce samochody, tworzyy wok jego gowy jakby aureol z delikatnych, szklanych wkien. Oczy, majce kolor pranego tysic razy drelichu, byy otoczone czerwon obwdk, a w kcikach ust wida byo te skrzepy, przy ktrych duba bladymi, biaymi palcami. Z acucha, ktry nosi na szyi zwisa metalowy krzy wielkoci mojej doni. Wrciam do domu pnym popoudniem, wczyam automatyczn sekretark i poszam spa. Duchy ludzi, ktrych znam, mieszay si z nieznajomymi sylwetkami w bezadnym korowodzie postaci. Ryan zagoni Gabby do opuszczonego budynku. Pete i Claudel kopali d w ogrodzie przy moim domu. Katy leaa na brzowym, plastikowym worku na tarasie domku na play, palc swoj skr i odmawiajc uycia olejku. Gronie wygldajcy czowiek ledzi mnie na St. Laurent. Budziam si kilkakrotnie, ale wstaam dopiero o smej wieczorem. Bolaa mnie gowa i umieraam z godu. Na cianie, przy ktrej miaam ustawiony telefon, pulsowao czerwone wiato - czerwone, czerwone, czerwone, przerwa; czerwone, czerwone, czerwone, przerwa. Trzy wiadomoci. Dowlokam si do automatycznej sekretarki i wcisnam play". Pete rozwaa propozycj od firmy prawniczej z San Diego. Super. Katy mylaa o przerwaniu nauki. Wspaniale. Kto trzeci odwiesi suchawk. Przynajmniej obyo si bez

zych wiadomoci. Gabby cay czas nie daje znaku ycia. Rewelacja. Dwudziestominutowa rozmowa z Katy nie poprawia mi nastroju. Bya uprzejma, ale wymijajca. W kocu na dusz chwil zapada cisza i potem ona powiedziaa: Pogadamy pniej". I wyczya si. Zamknam wtedy oczy i staam zupenie nieruchomo. Przypomniaa mi si trzynastoletnia Katy. Jej twarz przyklejona do konia i jasne wosy mieszajce si z ciemn grzyw. Z Pete'em pojechalimy odwiedzi j na koloniach. Kiedy nas zobaczya, twarz jej pojaniaa i porzucia konia, eby zarzuci mi rce na szyje. Wtedy byymy sobie takie bliskie. Gdzie podziaa si ta zayo? Dlaczego bya nieszczliwa? Dlaczego chciaa rzuci szko? Czy to przez rozwd? Czy to wina moja i Pete'a? Czujc si niedobr matk, zadzwoniam do Gabby. Brak odpowiedzi Przypomniao mi si, e kiedy Gabby znikna na dziesi dni. Szalaam z niepokoju. Okazao si, e zaszya si w jakim ustroniu, by odkry swoj prawdziw natur. Moe nie mogam jej zapa dlatego, e ponownie staraa si zapa kontakt z sam sob. Dwa panadole ukoiy bl gowy, a danie firmowe w restauracji Singapur zaspokoio mj gd. Nic nie mogo jednak ukoi mojego niezadowolenia Ani gobie, ani obcy ludzie siedzcy na awkach w parku nie byli w stanie oderwa mnie od mylenia cigle o tych samych rzeczach. W mojej gowie pytania zderzay si i odbijay jak samochodziki w wesoym miasteczku. Kim by ten morderca? Jak wybiera ofiary? Czy one go znay? Czy zdobywa ich zaufanie, wgryza si w ich ycie rodzinne? Adkins zabito w domu. A Trottier i Gagnon? Gdzie? We wczeniej ustalonym miejscu? Miejscu wybranym na pozbawienie ycia i powiartowanie? Jak morderca si przemieszcza? Czy to by St. Jacques? Patrzyam na gobie, ale ich nie widziaam. Wyobraaam sobie ofiary, wyobraaam sobie ich strach. Chantale Trottier miaa zaledwie szesnacie lat. Grozi jej noem? Kiedy dowiedziaa si, e umrze? Czy bagaa go o to, eby jej nie krzywdzi? Bagaa o ycie? Kolejne wspomnienie Katy. Katy innych rodzicw... Czuam empati a do blu. Skoncentrowaam si na teraniejszoci. Rano, badanie w pracowni znalezionych koci. Potem kontakt z Claudelem. I kontrola gojenia si strupw na mojej twarzy. A w gowie Katy wyranie aspirujca do kariery fanki NBA. Bo chyba nic z tego, co jej mwiam, nie byo jej w stanie od tego odwie. Zwaszcza gdy Pete wymyka si nam na Wybrzee. Byam podekscytowana jak Madonna, cho mnie nic nie zwiastowao wybawienia. I gdzie do diabla jest Gabby? - To jest to - powiedziaam nagle, wystraszajc gobie i mczyzn siedzcego koo mnie. Wiedziaam, co mog zrobi.

Wrciam do domu, weszam prosto do garau i pojechaam na St. Louis Square. Zaparkowaam na Henri-Julien i skrciam za rogiem, eby znale si koo mieszkania Gabby. Czasami budynek, w ktrym mieszkaa, przywodzi mi na myl wymarzony dom Barbie. Dzisiaj wyglda jak wyjty z Lewisa Carrolla. Nawet mi si to spodobao. Jedna arwka owietlaa purpurow werand, rzucajc cienie petunii na balustrad. Okna-lustra spozieray na mnie ponuro. Alicji nie ma w domu" - powiedziay. Zadzwoniam pod numer 3. Nic. Zadzwoniam znowu. Cisza. Zadzwoniam pod l, potem pod 2 i 4. adnej odpowiedzi. Kraina czarw zamkna si na noc. Okrajc park, wypatrywaam samochodu Gabby. Nie byo go. Bez planu, pojechaam na poudnie, a potem na wschd w stron Main. Po dwudziestu frustrujcych minutach szukania miejsca do zaparkowania, zostawiam samochd na jednej z nieutwardzonych uliczek odchodzcych od St. Laurent. Peno byo na niej spaszczonych puszek po piwie i unosi si zapach stchlego moczu. Oprcz tego walao si tam mnstwo mieci, a zza cegie po lewej stronie dobiegaa muzyka z szafy grajcej. Byo to jedno z tych miejsc, gdzie a prosio si o posiadanie szeroko reklamowanego urzdzenia do ochrony samochodw - blokady na kierownic. Nie miaam jej, wic zawierzyam swoj mazd patronowi parkujcych i ju po chwili zmieszaam si z tumem. Jak deszczowy las rwnikowy, Main zamieszkuj rne gatunki, wsplnoty yjce na tym samym terenie, ale zajmujce inne nisze. Niektre grupy s aktywne w czasie dnia, a inne tylko i wycznie noc. Od witu do zmierzchu, Main jest krain dostawcw i sklepikarzy, dzieci w wieku szkolnym i gospody domowych. Zewszd sycha harmider handlu i zabaw. Nie ma nieprzyjemnych zapachw, a odnonie towarw, mona tu kupi wiee ryby w Waldman's, wdzone miso w Schwartz's, jabka i truskawki w Warshaw's, wypieki w La Boulangerie Polonaise. Kiedy cienie si wyduaj, zapalaj si latarnie uliczne i wiata barw. Po zamkniciu sklepw otwieraj si tawerny i kina pornograficzne i tum, okupujcy za dnia chodniki, ustpuje miejsca innym stworzeniom. Niektre s niegrone - turyci i studenci, ktrzy przyjedaj tutaj, eby si napi taniego alkoholu i zabawi. Inne okazy s bardziej toksyczne - to alfonsi, dilerzy, prostytutki i narkomani. Korzystajcy i wykorzystywani, drapieniki i ofiary w acuchu pokarmowym ludzkiej ndzy. O jedenastej pitnacie nocna zmiana ju w peni przeja kontrol. Na ulicach byo toczno, a tanie bary i bistra pkay w szwach. Poszam do Ste. Catherine i stanam na rogu,

majc za plecami La Belle Province. To chyba dobre miejsce, eby zacz. Wchodzc, minam automat telefoniczny, z ktrego spanikowana Gabby wtedy do mnie dzwonia. Restauracj wypenia zapach Pine-Sol, tuszczu i przypalonej cebuli. Byo za pno na kolacj, ale jeszcze za wczenie na picie. Tylko cztery boksy byy zajte. Para z identycznymi irokezami na gowach wpatrywaa si w siebie ponuro znad w poowie zjedzonych porcji chili. Ich najeone kolce miay dokadnie ten sam odcie nasyconej czerni, jakby kupili farb na spk. Skry, ktre mieli na sobie, byy tak licznie ponabijane wiekami, e starczyoby ich dla trzech motocyklistw. Kobieta o ramionach szerokoci standardowego owka i natapirowanych, platynowych wosach nudzia si w boksie w gbi sali, palc papierosa i pijc kaw. Bya ubrana w obcis czerwon bluzk bez ramion i to, co moja mama nazwaaby getrami. Pewnie miaa taki wyraz twarzy od czasw, kiedy rzucia nauk, eby pomaga w czasie wojny. Kiedy na ni patrzyam, wysczya resztk kawy, zacigna si gboko papierosem i zgasia go na maej, okrgej, metalowej podstawce, ktra penia funkcj popielniczki. Jej wymalowane oczy apatycznie wodziy po sali, nie szukajc chyba niczego konkretnego, ale z czystej rutyny. Jej twarz pozbawiona bya blasku i miaa wyraz typowy dla kogo, kto spdzi dugie lata na ulicy. Nie bdc ju w stanie konkurowa z modymi, prawdopodobnie specjalizowaa si w szybkich numerach gdzie w bocznych uliczkach i robieniu lodw na tylnych siedzeniach samochodu. Romantyczne uniesienie pno w nocy za okazyjn cen. Podcigna bluzk wyej na swoj kocist klatk, wzia rachunek i podesza do lady. Pracowita Rosie znowu wychodzi na ulic. Trzech modych mczyzn byo w boksie koo drzwi. Jeden lea rozcignity na stole z gow opart na ramieniu, a druga rka zwisaa bezwadnie i znikaa pomidzy kolanami. Wszyscy trzej byli ubrani w bluzy, obcite, krtkie spodnie i baseballwki. Dwch miao daszki skierowane do tyu. Trzeci, przekornie lekcewac mod, mia czapk mocno wcinita na czoo, daszkiem do przodu. Dwch siedzcych prosto pochaniao cheeseburgery, w ogle nie interesujc si ich towarzyszem. Wygldali na mniej wicej szesnacie lat. Ostatni klientk bya jaka zakonnica. Nie byo Gabby. Wyszam z restauracji i rozejrzaam si po Ste. Catherine. Napywali motocyklici i po obu stronach wschodniej czci ulicy wida byo duo stojcych rwnolegle do

krawnika harleyw i yamah. Ich waciciele siedzieli na nich okrakiem albo stali w grupkach, rozmawiajc i popijajc. Chocia wieczr by ciepy, ubrani byli w skry i wysokie buty. Ich kobiety siedziay za nimi albo rozmawiay w grupkach midzy sob. Przypominao mi to koniec podstawwki. Ale te kobiety same wybray wiat i przemocy i mskiej dominacji. Jak u pawianw, samice w stadzie byy spdzane razem i kontrolowane. Nawet gorzej. Byy sprzedawane i wymieniane, pokrywane, tatuowano je i przypalano, bito i zabijano. A mimo to zostaway. Jeli bya to dla nich zmiana na lepsze, to trudno sobie wyobrazi, co przeszy przedtem. Spojrzaam na zachodni cz St. Laurent. Natychmiast zobaczyam to, czego szukaam. Dwie prostytutki stay przed hotelem Granada, palc papierosy i starajc si zainteresowa sob przechodniw. Rozpoznaam Poirette, ale nie byam pewna co do tej drugiej. Przezwyciyam impuls, eby da sobie z tym spokj i pojecha do domu. Co bdzie jeli okae si, e le dobraam strj? Zaoyam koszul flanelow, dinsy i sanday, majc nadziej, e takie ubranie bdzie neutralne, ale nie byam pewna. Nigdy przedtem nie miaam do czynienia z tak prac w terenie. We si w gar, Brennan, przesta si miga. No ju, ruszaj swj aosny tyek. Najgorsze, co ci moe spotka, to to, e ci zwyzywaj. Nie bdzie to pierwszy raz. Ruszyam wzdu ulicy i stanam przed dwiema kobietami. - Bonjour. - Mj gos dra, jakby by odtwarzany z pogniecionej tamy. Byam zirytowana na siebie sam, wic odkaszlnam, starajc si to zamaskowa. Dwie kobiety przestay rozmawia i zaczy mi si przyglda jak jakiemu rzadkiemu insektowi albo czemu znalezionemu w dziurce od nosa. adna si nie odezwaa. Ich twarze byy tpe i pozbawione emocji. Poirette przeniosa ciar ciaa z jednej nogi na drug, wypinajc jedno biodro ku grze. Miaa na sobie te same czarne, wysokie buty, co wtedy, kiedy j widziaam pierwszy raz. Trzymajc jedn zgit rk na wysokoci talii i opierajc o ni okie drugiej, patrzya na mnie bez wyrazu. Wzia dugiego macha z papierosa, gboko zacigna si dymem, po czym wyda doln warg i wypucia go do gry pod duym cinieniem. Na tle pulsujcego wiata neonu hotelu, dym wyglda jak mgieka. Migajcy neon owietla jej kakaow skr czerwonym i niebieskim wiatem. Bez sowa, jej ciemne oczy przestay przyglda si mojej

twarzy i przeniosa wzrok na ludzi przelewajcych si po chodniku. - Czego chcesz, skarbie? Gos tej drugiej ulicznicy by niski i charczcy, a midzy poszczeglnymi dwikami byy bardzo dugie przerwy. Zwrcia si do mnie po angielsku z intonacj przywodzc na myl hiacynty i cyprysowe bagniska, francuski argon Luizjany z jej bluesowymi zespoami i brzczenie cykad w agodne, letnie noce. Bya starsza ni Poirette. - Jestem przyjacik Gabrielle Macaulay. Prbuj j znale. Potrzsna gow. Nie wiedziaam, czy chodzio jej o to, e nie zna Gabby, czy e nie chce odpowiedzie. - Jest antropologiem. Pracuje tutaj... - Wszystkie tu pracujemy, sonko. Poirette achna si i przestpia z nogi na nog. Spojrzaam na ni. Bya ubrana w spodenki i stanik z byszczcego, czarnego winylu. Ona na pewno zna Gabby. Bya jedn z kobiet, ktre ogldaymy tamtej nocy. Gabby mi j pokazaa. Z bliska wygldaa nawet na jeszcze modsz. Skupiam si na jej towarzyszce. - Gabby jest postawn kobiet - cignam. - Mniej wicej w moim wieku. Ma... szukaam odpowiedniego okrelenia koloru - czerwonawe dredy... Zupena obojtno. - I kolczyk w nosie. Waliam gow w mur. - Od jakiego czasu nie mog si z ni skontaktowa. Wydaje mi si, e ma zepsuty telefon, a troch si o ni martwi. Na pewno wszystkie musicie j zna... Przecigaam samogoski, nadajc kolejnym sowom bardziej poudniowe brzmienie. Miaam nadziej, e pokazujc, i pochodz z tych samych okolic co ona, uda mi si j skoni do wsppracy. Cry poudniowych stanw czcie si. Luizjana wzruszya ramionami. By to typowy mikki, francuski, uniwersalny gest, tyle e w wersji uywanej przez francuskojzyczn ludno Luizjany - wicej pracy ramion, mniej doni. To bya caa odpowied na prb powoania si na wsplne pochodzenie z poudnia Stanw. To donikd nie prowadzi. Zaczynaam rozumie, o co chodzio Gabby. W Main nie zadaje si pyta.

- Jeli j spotkacie, czy moecie powiedzie, e szuka jej Tempe? - To poudniowe imi, skarbie? Wsuna dugi, czerwony paznokie we wosy i jego koniuszkiem podrapaa si w gow. Na jej wosach byo tyle lakieru, e fryzura wytrzymaaby huragan. Ruszay si, jakby byy jedn mas, co sprawiao wraenie, e jej gowa zmienia ksztat. - Niezupenie. Moe wiecie, gdzie jeszcze mogabym si rozejrze? Kolejne wzruszenie ramion. Przestaa si drapa i zacza przyglda si paznokciowi. Z tylnej kieszeni wycignam wizytwk. - Jeli przyjdzie wam co do gowy, to moecie mnie zapa pod tym numerem. Kiedy odchodziam, zauwayam, e Poirette wyciga rk do tej drugiej po wizytwk.

Prby nawizania kontaktu z kilkoma innymi spacerujcymi wzdu Ste. Catherine kobietami skoczyy si bardzo podobnie. Ich reakcj bya albo obojtno, albo pogarda, nieodmiennie podszyte podejrzliwoci i nieufnoci. adnych informacji. Jeli Gabby tu kiedy bywaa, nikt si do tego nie przyznawa. Chodziam od baru do baru, przemierzajc podrzdne lokale, ulubione miejsca ludzi yjcych w nocy. Wszystkie byy takie same, jakby stanowiy dzieo tego samego, niezbyt utalentowanego dekoratora wntrz. Sufity byy niskie, a ciany z ulowych blokw. ciany wszystkich lokali zdobiy rysunki wykonane fluoryzujcymi farbami albo pokrywaa je imitacja bambusa czy tanie drewno. W rodku byo wilgotno i ciemno, mierdziao starym piwem, dymem i ludzkim potem. W lepszych, podogi byy czyste, a toalety spukiwane. W niektrych barach byy podesty, na ktrych wyginay si i wiy striptizerki, ich zby i skpe kostiumy byszczay purpurowo w czarnym wietle, a na ich twarzach malowaa si nuda. Mczyni w koszulach bez rkaww i z ciemnym zarostem na twarzach popijali piwo z butelek i ogldali tancerki. Imitacje eleganckich kobiet sczyy tanie wino albo soki udajce drinki i umiechay si do przechodzcych mczyzn, majc nadziej na numerek. Chocia staray si by uwodzicielskie, przewanie wyglday na zmczone. Najsmutniejsze wraenie sprawiay kobiety w wieku granicznym tego handlu ciaem, te wanie przekraczajce linie mety i startu. Byy bolenie mode, a cz z nich cigle wygldaa jeszcze bardzo zdrowo. Niektre przychodziy po to, eby si zabawi i szybko zarobi kas, inne uciekay ze swoich prywatnych piekie w domu. W ich opowieciach

nieodmiennie przewija si gwny temat. Puszcza si tak dugo, a si duo zarobi, a potem prowadzi przyzwoite ycie. Poszukiwaczki przygd i uciekinierki, przyjeday autobusami z Ste. Therese i Val d'Or, z Valleyfieid i Pointe-du-Lac. Przyjeday z lnicymi wosami i wieymi twarzami, pewne wasnej niemoralnoci, pewne tego, e potrafi pokierowa swoj przyszoci. Traw i kok traktoway jako rozrywk. Nigdy nie potrafiy si w por zorientowa, e s to ju pierwsze szczeble drabiny desperacji, docierao to do nich dopiero wtedy, kiedy zaszy ju zbyt wysoko i nie potrafiy zej, tylko spa. Byy te takie, ktrym udao si zestarze. Tylko naprawd sprytne i wyjtkowo silne potrafiy si dorobi i wyj z interesu. Chorowite i sabe umieray. Te o mocnych ciaach, ale o sabej woli wytrzymyway. Wiedziay, jaka je czeka przyszo i akceptoway j. Umr na ulicy, bo nie znaj innego ycia. Albo dlatego, e wystarczajco kochay albo bay si jakiego mczyzny, eby si sprzedawa tylko po to, by mu kupi towar. Albo dlatego, e potrze boway jedzenia i miejsca, gdzie mogyby spa. Apelowaam do tych przystpujcych albo opuszczajcych profesj. Unikaam kobiet w rednim wieku, zatwardziaych i wiedzcych, jak y na ulicy, ktre umiay rzdzi na swoim terytorium tak, jak z kolei alfonsi potrafili rzdzi nimi. By moe mode, naiwne i zbuntowane albo stare, sterane i zuyte byy bardziej otwarte. Wcale nie. W kadym kolejnym barze odwracay si ode mnie, pozwalajc moim pytaniom rozpyn si w zadymionym powietrzu. Zmowa milczenia wydawaa si by elazn zasad. Obcy nie maj dostpu. Pitnacie po trzeciej miaam ju dosy. Moje wosy i ubrania przesiknite byy dymem z papierosw i jointw, a buty mierdziay piwem. Wypiam tyle sprite'a, e mogabym pobudzi Kalahari do ycia, a w kcikach oczu miaam mnstwo drobinek wiru. Po wyjciu z kolejnego baru i odlepieniu si od kolejnego natrta, zrezygnowaam.

19
Powietrze miao konsystencj rosy. Znad rzeki podnosia si mga i w wietle latar mae kropelki migotay jak klejnoty. Rozkoszowaam si chodem i wilgoci powietrza. Kujcy bl midzy szyj a opatkami uwiadomi mi, e przez kilka ostatnich godzin byam spita, struta i gotowa do ucieczki. Moe i byam. Jeli tak, to napicie tylko czciowo wywoane byo moimi poszukiwaniami Gabby. Podchodzenie do prostytutek bardzo szybko stao si rutyn. Ich odmowy te. Opdzanie si od krccych si wok i dotykajcych mnie mczyzn bardzo szybko stao si odruchowe. To walka z sam sob mnie tak wyczerpywaa. Spdziam cztery godziny walczc ze starym kochankiem, od ktrego nigdy nie bd wolna. Przez ca noc musiaam opiera si pokusie - brzowawemu blaskowi whisky z lodem, bursztynowemu piwu wlewanemu z butelek w garda. Czuam zapach mojego oblubieca i widziaam jego blask w oczach wok siebie. Kiedy go kochaam. Do diaba, cigle go kocham. Ale jego czar przerodziby si w destrukcj. W moim przypadku kady przelotny flirt przerodziby si w niszczcy zwizek o sile, ktrej nie mogabym si oprze. Wic porzuciam go, przechodzc powoli przez dwanacie rnych stadiw. I trzymaam si z dala. Bylimy ju kochankami, wic nigdy nie bdzie mogo by midzy nami przyjani. Dzisiejszej nocy prawie wpadlimy w swoje objcia. Oddychaam gboko. Unoszcy si w powietrzu zapach by mieszanin oleju silnikowego, mokrego cementu i fermentujcych drody z browaru Molson. Ste. Catherine bya prawie pusta. Staruszek w kanadyjce i flanelowej koszuli z kapturem spa przed sklepem, a obok niego lea brudny kundel. Inny czowiek grzeba w mieciach po drugiej stronie ulicy. By moe w Main jest nawet trzecia zmiana. Zniechcona i wyczerpana, szam w stron St. Laurent. Prbowaam. Jeli Gabby jest w tarapatach, te kobiety nie pomog mi si z ni skontaktowa. Ten klub jest tak samo zamknity jak liga baseballowa. Minam My Kinh. Tablica nad oknem reklamowaa KUCHNIA WIETNAMSKA i obiecywaa, e lokal jest czynny ca dob. Bez specjalnego zainteresowania zajrzaam do rodka przez brudn szyb, po czym si zatrzymaam. W boksie w gbi siedziaa towarzyszka Poirette, jej wosy cigle uoone sztywno tworzyy to-rowaw pagod. Przygldaam jej si przez chwil. Zanurzya pieroek w czerwono-winiowym sosie, po czym podniosa go do ust i

polizaa koniuszek. Po chwili zacza przyglda si pierokowi, eby potem przednimi zbami obgry kawaek ciasta. Ponownie go zanurzya i nie spieszc si powtrzya manewr. Zastanawiaam si, jak dugo ju si zajmuje tym pierokiem. Nie. Tak. Jest zbyt pno. Cholera. Ostatnia prba. Pchnam drzwi i weszam do rodka. - Cze. Syszc mj gos, jej gowa podskoczya. Najpierw wygldaa na zakopotan, ale ju po chwili na jej twarzy zagoci wyraz ulgi, kiedy w kocu mnie rozpoznaa. - Cze, skarbie. Cigle nie w domu? - Wrcia do swojego pieroka. - Mog si dosi? - Nie krpuj si. Nie zabierasz mi klientw, sonko, nie mam nic do ciebie. Wliznam si do boksu. Bya starsza, ni mylaam, miaa pod czterdziestk, a moe wanie j przekroczya. Chocia skra na szyi i czole bya jdrna i nie miaa workw pod oczyma, w ostrym, jarzeniowym wietle widziaam delikatne zmarszczki rozchodzce si promienicie od kcikw ust i jej podbrdek te ju zaczyna traci ksztat. Kelner przynis menu i zamwiam Soupe Tonqinoise. Nie byam godna, ale chciaam mie pretekst, eby zosta. - Znalaza swoj przyjacik, skarbie? - Signa po kaw i zaklekotay plastikowe bransoletki na jej rku. Zauwayam szare linie blizn po wewntrznej stronie okcia. - Nie. Milczaymy przez chwil, kiedy Azjata, mniej wicej pitnastoletni chopiec przynis wod i plastikow podstawk. - Jestem Tempe Brennan. - Pamitam. Jewel Tambeaux moe i duo si pieprzy, kochana, ale gupia nie jest. Polizaa pieroek. - Pani Tambeaux... - Mw mi Jewel, skarbie. - Jewel, przez ostatnie cztery godziny usiowaam si dowiedzie, czy moja przyjacika jest caa i zdrowa, a nikt nie chce nawet przyzna, e w ogle o niej sysza. Gabby przychodzia tutaj od lat, wic jestem pewna, e wiedz, o kogo mi chodzi. - Moe i wiedz, skarbie. Ale nie maj zielonego pojcia, dlaczego si o ni pytasz. Odoya pieroek i popia kaw, cicho siorbic. - Daam wam swoj wizytwk. Nie ukrywam, kim jestem. Zmierzya mnie

stanowczym wzrokiem. Dobiegajcy od niej zapach taniej wody koloskiej, dymu i niemytych wosw wypenia may boks. Na konierzyku jej bluzki wida byo lady makijau. - No to kim ty jeste, Kobieto z Wizytwk, na ktrej wydrukowali Tempe Brennan"? Jeste glin? Zbierasz jakie informacje? Kto ma z tob na pieku? - Kiedy mwia, pucia filiank i wycigna jeden ze swoich dugich, czerwonych szponw w moj stron, podkrelajc, e kad moliwo bierze pod uwag. - Czy wygldam na tak, ktra mogaby stanowi zagroenie dla Gabby? - Wszystko, co miejscowe wiedz, skarbie, to to, e przychodzisz tu w koszuli od Charlotte Hornets, sandaach yuppie i zadajesz mnstwo pyta, starajc si z kogo co wycign. Nie jeste cizi na sprzeda i nie szukasz kraku. Nikt nie wie, jak ci zaklasyfikowa. Kelner przynis mi zup. Siedziaymy w milczeniu, kiedy wyciskaam sok z cytryny i ma, chisk yeczk dodawaam ostrej papryki. Jedzc, patrzyam, jak Jewel podgryza swj pieroek. Postanowiam zagra skruszon. - Chyba zupenie le si do tego zabraam. Spojrzaa na mnie swoimi orzechowymi oczyma. Zacza jej si odkleja jedna sztuczna rzsa, zawina si do gry i wygldaa jak stonoga podnoszca si, eby sprawdzi temperatur powietrza. Spucia wzrok, odoya resztk pieroka i przysuna kaw bliej siebie. - Masz racj - dodaam. - Nie powinnam tak po prostu podchodzi do ludzi i zadawa im pyta. Chodzi o to, e po prostu martwi si o Gabby. Dzwoniam do niej. Potem pojechaam. Dzwoniam te na jej uniwersytet. Wyglda na to, e nikt nie wie, gdzie ona jest. To do niej niepodobne. Wypiam yk zupy. Bya smaczniejsza, ni si spodziewaam. - A co ta twoja przyjacika Gabby robi? - Jest antropologiem. Bada ludzi. Interesuje j ycie tutaj. - Przechodzi inicjacj w Main. Zamiaa si do siebie, uwanie obserwujc moj reakcj na aluzj do dokona pani socjolog Margaret Mead. Nie zareagowaam, ale zaczam si zgadza, e Jewel Tambeaux ma eb na karku. Wyczuam, e mnie sprawdza i czuam si jak na egzaminie. - Moe nie chce, eby j teraz znaleziono. Moecie sign po testy przed wami.

- Moe. - To w czym problem? Moecie wzi do rki dugopis. - Kiedy ostatni raz j spotkaam, wydawaa si by bardzo zmartwiona. Prawie przestraszona. - Zmartwiona czym, sonko? Jestecie gotowi? - Mylaa, e ledzi j jaki facet. Mwia, e jaki dziwny. - Tutaj a si roi od takich, skarbie. No dobrze, zaczynajcie... Opowiedziaam jej ca histori. Kiedy suchaa, mieszaa fusy w filiance, intensywnie wpatrujc si w brzowo-czarn ciecz. Kiedy skoczyam, ona nie przerwaa zabawy z fusami, jakby oceniajc moj odpowied. Potem gestem poprosia kelnera, eby ponownie napeni jej filiank. Czekaam, eby dowiedzie si, jak dostan ocen. - Nie wiem, jak on si nazywa, ale prawie na pewno wiem, o kim mwisz. Chudy kole, ma mentalno bakterii. Jest dziwny, jak najbardziej, i to, co mu doskwiera, to musi by co powanego. Ale nie sdz, eby by niebezpieczny. Wtpi, czy potrafi przeczyta napis na keczupie. Zdaam. - Wikszo z nas go unika. - Dlaczego? - Mwi ci tylko to, co powtarzaj na ulicy, bo ja sama z nim nie chodz. Jak widz tego faceta, to przechodz mnie ciarki, jakbym widziaa tarzajcego si w bocie aligatora. Zrobia grymas i lekko wzruszya ramionami. - Plotka niesie, e ma specyficzne potrzeby. - Specyficzne? Postawia filiank na stole i spojrzaa na mnie, oceniajc. - Paci, ale nie chce si pieprzy. Odcedziam troch makaronu z zupy i czekaam. - Dziewczyna o imieniu Julie chodzi z nim. adna inna nie. Ona jest mniej wicej tak inteligentna, jak fasola, ale to ju inna sprawa. Powiedziaa mi, e za kadym razem jest tak samo. Wchodz do pokoju, nasz bohater wyciga papierow torebk, w ktrej jest koszula nocna. Nic specjalnie wymylnego, koronkowa. Patrzy jak ona j wkada, a potem mwi, eby si pooya na ku. Niby nic wielkiego. Potem jedn rk gadzi koszul nocn, a

drug bawi si swoj pak. Cakiem szybko robi si sztywny, jak szyb naftowy, i wytryska, sapic i jczc, jakby si wcieli w jakie inne stworzenie. Potem kae jej zdj koszul, dzikuje jej, paci i wychodzi. Julie uwaa, e to atwy zarobek. - Dlaczego mylisz, e to wanie ten facet nie daje spokoju mojej przyjacice? - Pewnego razu, kiedy wpycha koszul babci z powrotem do torby, Julie zauwaya rkoje duego, starego noa. Mwi mu, jeli chcesz wicej i cipek, kowboju, musisz pozby si noa. A on jej, e to jego miecz prawoci czy co takiego. Potem nadaje o nou i swojej duszy, i o rwnowadze ekologicznej, i temu podobne bzdury. Cholernie j wystraszy. - I? Znowu wzruszya ramionami. - Cigle si tu krci? - Nie widziaam go od jakiego czasu, ale to nic nie znaczy. Nigdy nie widywaam go regularnie. Pojawia si i znika. - Rozmawiaa z nim kiedy? - Wszystkie z nim rozmawiaymy, licznotko. Kiedy si zjawia, jest jak syfilis, upierdliwy, i nie mona si go atwo pozby. To wanie std wiem, u ma mentalno karalucha. - Widziaa go kiedy z Gabby? - Wysiorbaam jeszcze troch zupy. Odchylia si i rozemiaa. - Sprytne podejcie, sonko. -Gdzie mog go znale? - Skd mam do diaba wiedzie. Wystarczy poczeka wystarczajco dugo, a na pewno si zjawi. - A Julie? - Tutaj jest strefa wolnego handlu, skarbie, ludzie przychodz i odchodz. Nie prowadz rejestru. - Widziaa j ostatnio? Zastanawiaa si przez chwil. - Ju mwiam, e nie mog powiedzie. Przygldaam si na zmian: makaronowi lecemu na dnie miseczki i Jewel. Minimalnie uniosa powiek i zerkna na mnie. Uda mi si co jeszcze wycign? Sprbowaam. - By moe gdzie tutaj krci si seryjny morderca, Jewel. Kto, kto morduje kobiety,

a potem je wiartuje... Jej twarz ani drgna. Po prostu na mnie spojrzaa, jak kamienny gargulec. Albo nie zrozumiaa, albo ju przestaa reagowa na przemoc i bl, nawet mier. A moe nosia mask, starajc si ukry strach zbyt prawdziwy, eby mona go byo wyrazi sowami. Podejrzewaam, e raczej to drugie. - Jewel, czy moja przyjacika jest w niebezpieczestwie? Nasze oczy spotkay si. - Przyjacika, skarbie?

Jadc samochodem do domu, pozwoliam mylom dryfowa i prawie nie zwracaam uwagi na kierowanie. De Maisonneuve bya opustoszaa, tylko lampy uliczne stay na posterunkach. Nagle w tylnym lusterku pojawiy si wiata samochodu i zaczy szybko si do mnie zblia. Przeciam Peel i zjechaam na prawo, eby przepuci samochd. wiata byy jednak cay czas za mn. Ponownie wjechaam na lewy pas. Kierowca zrobi to samo i wczy dugie wiata. - Dupek. Przyspieszyam. Samochd cay czas jecha bardzo blisko mnie. Chwila strachu. Moe to nie jest po prostu pijak. Spojrzaam w lusterko, chcc zobaczy kierowc, ale widziaam tylko sylwetk. Du. Mczyzna? Nie wiedziaam. wiata mnie olepiay i nie potrafiam zidentyfikowa samochodu. Rce lizgay mi si na kierownicy, kiedy przecinaam Guy, skrcaam w lewo i ponownie w lewo, objedajc kwarta i ignorujc czerwone wiato. Pdem przejechaam moj ulic i zanurkowaam w podziemny gara pod blokiem. Poczekaam, a elektroniczna brama si zamknie, po czym wybiegam stamtd z przygotowanym kluczem, nasuchujc, czy nie sycha krokw. Nikt za mn nie szed. Na pierwszym pitrze wyjrzaam przez okno. Po drugiej stronie ulicy, przy krawniku czai si samochd. Mia zapalone wiata, a kierowca by tylko czarn sylwetk w sabym wietle przed witem. To ten sam samochd? Nie miaam pewnoci. Zaczynam si sypa? P godziny pniej leaam na ku patrzc, jak czarne niebo blednie i staje si szare. Birdie przystawi pyszczek do mojego kolana i mrucza. Byam tak wyczerpana, e

zdaram z siebie ubranie i rzuciam si na ko, pomijajc przygotowania. Zupenie to do mnie niepodobne. Przewanie za nic nie odpuszczam zbom i makijaowi. Tej nocy miaam to w nosie.

20
W rod wywo z mojego bloku mieci. Przespaam odgosy mieciarki. Przespaam trcajcego mnie Birdiego. Przespaam trzy telefony. Obudziam si pitnacie po dziesitej. Bolaa mnie gowa i czuam si ociaa. Zdecydowanie nie nadawaam ju si na caodobowe imprezy. Dranio mnie to, e zarwanie nocy kosztowao mnie tak wiele. Moje wosy, skra, a nawet poduszka i przecierado mierdziay dymem. Wepchnam do pralki pociel i ubrania, ktre miaam na sobie wczoraj, po czym wziam dugi, pienisty prysznic. Wanie rozsmarowywaam maso orzechowe na czerstwym croissancie, kiedy zadzwoni telefon. - Temperance? - To by LaManche. - Tak. - Prbowaem ci zapa. Spojrzaam na automatyczn sekretark. Trzy wiadomoci, - Przepraszam. - Oui. Zobaczymy ci dzisiaj? Ju wydzwania monsieur Ryan. - Bd w cigu godziny. - Bon. Przesuchaam wiadomoci. Strapiona studentka. LaManche. Rozczono si. Nie czuam si na siach stawi czoa problemom studentw, wic zadzwoniam do Gabby. Bez odpowiedzi. Wykrciam do Katy, ale wczya si jej automatyczna sekretarka. - Prosz zostawi krtk wiadomo, tak jak ta - zaszczebiotaa radonie. Zostawiam, raczej mao radonie.

Po dwudziestu minutach byam ju w pracy. Wcisnam torebk do szuflady, zignorowaam rowe karteczki porozrzucane po stole i od razu udaam si na d do prosektorium. Zmarli przybywaj najpierw do kostnicy. Tutaj ich dane s wprowadzane do komputera, a ciaa przechowywane w odpowiednio niskich temperaturach do czasu, kiedy zostan przypisane jakiemu patologowi z LML. Kolor podogi wskazuje na to, komu podlega sprawa. Kostnica wychodzi prosto na prosektorium, gdzie czerwona podoga

kostnicy ustpuje miejsca szarej. Kostnica podlega koronerowi, a LML sprawuje piecz nad prosektorium. Czerwona podoga - koroner. Szara podoga - LML. Ja przeprowadzam wstpne ogldziny w jednej z czterech sal prosektoryjnych. Pniej koci posya si na gr do laboratorium histologii, eby je dokadnie wyczycili. LaManche robi nacicie w ksztacie litery Y na klatce piersiowej jakiego niemowlaka. Dziewczynki. Jej drobne ramiona spoczyway na gumowym oparciu, a rce leay wycignite na boki. Spojrzaam na LaManche'a. - Secouee - powiedzia tylko. Wstrznity. Po przeciwnej stronie sali Nathalie Ayers pochylaa si nad innym stoem prosektoryjnym i inn autopsj - Lisa unosia mostek modego mczyzny. Spod czupryny rudych wosw wyzieray wytrzeszczone czerwone, opuchnite oczy i wida byo ma, czarn dziurk w jego prawej skroni. Samobjstwo. Nathalie bya nowym patologiem w LML i jeszcze nie zajmowaa si zabjstwami. Daniel odoy skalpel, ktry ostrzy. - Potrzebujesz koci z St. Lambert? - S'il vous plait. Pod czwrk? Skin i znikn w kostnicy. Autopsja szkieletu trwaa kilka godzin i potwierdzia moje pierwsze wraenie, e szcztki pochodziy od jednego osobnika, biaej kobiety w wieku mniej wicej trzydziestu lat. Chocia zostao mao mikkiej tkanki, koci byy w dobrym stanie i zachowao si w nich troch tuszczw. Nie ya od dwch do piciu lat. Jedyn niespodziank by nie zronity uk jej pitego krgu ldwiowego. Bez gowy trudno bdzie ustali jej tosamo. Poprosiam Daniela, eby dostarczy koci do laboratorium histologicz nego, umyam si i poszam na gr. Pojawio si wicej rowych karteczek. Zadzwoniam do Ryana i streciam wyniki autopsji. Ju sprawdza po licyjne raporty o zaginionych osobach z St. Lambert. Jeden z telefonw by od Aarona Calverta z Norman w Okahomie. Wczoraj. Kiedy wykrciam jego numer, miodowy gos powiedzia, e nie ma go przy biurku. Zapewnia mnie, e jest jej niewypowiedzianie przykro i e przekae wiadomo. Profesjonalnie uprzejma. Odoyam inne wiadomoci na bok i poszam spotka si z Lucy Dumont. Biuro Lucy byo zastawione terminalami, monitorami, drukarkami i wszelkiego rodzaju sprztem komputerowym. Kable pnce si po cianach znikay w suficie albo

pozlepiane kilka naraz biegy wzdu podogi. Szafki i pki uginay si pod stosami wydrukw, ktre zgodnie z prawami fizyki ciyy ku pododze. Biurko Lucy stao naprzeciw drzwi, a na podkowie utworzonej w rodku pokoju ze stow staa wikszo komputerowego sprztu. Siedziaa na obrotowym krzele na kkach i pracowaa przy rnych stanowiskach, odpychajc si od podogi nogami w teniswkach. Dla mnie Lucy to zarys tyu jej gowy na tle zielonej powiaty monitora. Rzadko widywaam jej twarz. Dzisiaj przy podkowie siedziao piciu Japoczykw w eleganckich garniturach. Otaczali Lucy, trzymajc rce blisko przy sobie, kiwajc powanie gow, kiedy pokazywaa im co na terminalu i wyjaniaa, o co chodzi. Przeklinajc siebie za wybranie niewaciwego momentu, poszam do pracowni histologicznej. Z kostnicy dostarczono ju szkielet z St. Lambert, wic zabraam si do badania naci, t sam metod, ktrej uywaam z Trottier i Gagnon. Opisaam, zmierzyam i naniosam na wykres pooenie kadego ladu i wykonaam odlewy falstartw. Tak jak na wczeniej badanych kociach, malutkie wyobienia i rowki sugeroway, e uywano noa i piy. Pod mikroskopem wida byo podobiestwa w strukturze naci, a koci przecito prawie dokadnie w tych samych miejscach, co w poprzednich przypadkach. Rce kobiety przepiowano w nadgarstkach, a inne czci ciaa rozdzielono w stawach. Jej brzuch rozcito noem wzdu krgosupa, tak gboko, e widoczne byy lady na krgach. Chocia brakowao czaszki i grnych koci szyi, lady na krgach szyjnych wskazyway na to, e obcito jej gow na wysokoci poowy garda. Facet by konsekwentny. Zapakowaam koci, zebraam notatki i wrciam do swojego gabinetu, zbaczajc po drodze, eby zobaczy, czy Lucy jest jeszcze zajta. Nigdzie nie byo wida ani jej, ani japoskich garniturw. Przy jej terminalu zostawiam karteczk z prob o wizyt. Moe bdzie mi wdziczna za pretekst do wyrwania si na chwil. Podczas mojej nieobecnoci dzwoni Calvert. Normalne. Kiedy wykrciam jego numer, w drzwiach stana Lucy, z ciasno splecionymi przed sob rkoma. - Zostawia mi wiadomo, Brennan? - spytaa, posyajc mi przelotny umiech. Bya chuda jak zupa w schronisku dla bezdomnych, a obcite na jea wosy uwydatniay jej pocig czaszk. Brak wosw i blada skra potgoway efekt, jaki robiy jej okulary, w ktrych wygldaa jak manekin do zbyt duych oprawek.

- Tak, Lucy. Dzikuj, e wpada - powiedziaam, wstajc, eby uprztn rzeczy z drugiego krzesa. Kiedy wlizna si na krzeso, wcisna obie stopy za nogi krzesa. Jak kot moszczcy si na poduszce. - Musiaa ich oprowadza? Umiechna si niepewnie, a potem spojrzaa pytajco. - Tych panw z Japonii... - dodaam - Tak. S z pracowni medycyny sdowej w Kobe. Wikszo z nich to chemicy. I nawet mnie nie zmczyli. - Nie jestem pewna, czy bdziesz mi moga pomc, ale i tak chc zapyta - zaczam. Utkwia wzrok na stojcych w rzdzie czaszkach, ktre trzymam na pce za moim biurkiem. - Su do celw porwnawczych - wyjaniam. - S prawdziwe? - Tak, s prawdziwe. Podniosa gow i zobaczya znieksztacon siebie w kadym z rowych szkie. Kciki jej ust podskakiway i uspokajay si. Umiechy pojawiay si i znikay jak wiato w le podczonej arwce. Przypomniaa mi si moja latarka w lesie. Wytumaczyam, o co mi chodzi. Kiedy skoczyam, przechylia gow i wlepia wzrok w sufit, jakby tam moga znale odpowied. Namyla si. Suchaam pisku drukarki dochodzcego gdzie z korytarza. - Nie bdzie nic sprzed 1985, tego jestem pewna. - Umiechna si i znowu szybko spowaniaa. - Zdaj sobie spraw, e to do nietypowe, ale moe co si da zrobi - Ville de Quebec, aussi? - Nie. Na razie tylko sprawy prowadzone przez LML. Pokiwaa gow, umiechna si i wysza. Jak na zawoanie, zadzwoni telefon. Ryan. - Nie moga by modsza? - O ile modsza? - Siedemnastolatka. - Nie. - Moe jednak co ci...

- Nie. Cisza, - Mam jeszcze jedn, w wieku szedziesiciu siedmiu. - Ryan, ta kobieta nie bya ani nastolatk, ani staruszk, Kontynuowa z nieustpliwoci zajtego sygnau w suchawce. - A co, jeli miaa jak chorob koci? Czytaem o... - Ryan, miaa midzy dwadziecia pi a trzydzieci pi lat. - No dobrze. - Prawdopodobnie zagina midzy 89 a 92 rokiem. - To ju pamitam. - A. Jeszcze co. Prawdopodobnie miaa dzieci. - Co? - wiadcz o tym lady na kociach onowych. Szukacie czyjej matki. - Dziki. W czasie krtszym, niby mu starczy na wystukanie numeru, telefon znowu zadzwoni. - Ryan, je... - To ja, mamo. - Cze, kochanie, jak si masz? - Dobrze, mamo. - Chwila ciszy. - Jeste za po naszej wczorajszej rozmowie. - Oczywicie, e nie. Katy. Po prostu si o ciebie martwi. Dusza chwila ciszy. - No, to co jeszcze sycha? Zupenie nie rozmawiaymy o tym, co robia tego lata... - Chciaam powiedzie o tylu rzeczach, ale uznaam, e lepiej bdzie da si jej wygada. - Niewiele. W Charlotte jest nudno jak zawsze. Nie ma co robi. Dobrze. Kolejna porcja nastoletniego pesymizmu. Tego wanie mi byo trzeba. Staraam si nie okazywa swojego poirytowania. - A jak tam praca? - W porzdku. Napiwki s wysokie. Wczoraj zarobiam dziewidziesit cztery dolary. - To super. - Duo pracuj. - wietnie.

- Chc rzuci t prac, mamo. Czekaam. Ona te. - Katy, bdziesz potrzebowaa pienidzy na szko. - Katy, nie zmarnuj sobie ycia. - Ju ci mwiam, e nie chc od razu wraca na uniwerek. Planuj zrobi sobie rok przerwy i pj do pracy. Znowu to samo. Wiedziaam, czego mog si spodziewa, wic zdecydowaam si na ofensyw. - Kochanie, ju to przerabiaymy. Jeli nie podoba ci si Uniwersytet w Wirginii, mogaby sprbowa tutaj na McGill. Moe we dobie dwa tygodnie wolnego, przyjed do mnie i rozejrzyj si... - Rozwi to, mamuka. - Moemy z tego zrobi wakacje. Wezm troch urlopu. Mogybymy pojecha do Maritimes i pokrci si par dni po Nowej Szkocji. - Boe. Co ja gadam? Jak niby miaabym to zrobi? Niewane. Moja crka jest na pierwszym miejscu. Nie odpowiadaa. - Nie chodzi o stopnie, prawda? - Nie, nie. Stopnie s w porzdku. - W takim razie nie powinna mie problemw z przeniesieniem si. Mogyby... - Chc jecha do Europy. - Do Europy?! - Do Woch. - Do Woch? Nie musiaam si nad tym dugo zastanawia. - Czy to tam gra Max? - Tak. - Defensywnie. - No i? - No i? - Pac mu duo wicej, ni w Hornetsach. Nic nie powiedziaam. - I daj dom. Nic. - I samochd. Ferrari. Nic.

- Nie musi paci podatkw. - Mwia coraz bardziej wyzywajcym tonem. - To super dla Maxa, Katy. Bdzie uprawia sport, ktry uwielbia, i bd mu za to paci. Ale co z tob? - Max chce, ebym przyjechaa. - Max ma dwadziecia cztery lata i dyplom w garci. Ty masz dziewitnacie i jeste po pierwszym roku. Usyszaa rozdranienie w moim gosie. - Ty wysza za ma, kiedy miaa dziewitnacie lat. - Za m? - Zrobio mi si sabo w odku, - No tak, le mwi? Miaa racj. Ugryzam si w jzyk. Bardzo si o ni niepokoiam, ale wiedziaam, e jestem bezsilna. - Tylko tak powiedziaam. Nie pobieramy si. Siedziaymy i suchaymy ciszy midzy Montrealem a Charlotte, wydawao si, e w nieskoczono. - Katy, pomylisz o przyjedzie tutaj? - Dobrze, - Obiecujesz, e nic nie zrobisz bez rozmowy ze mn? Znowu cisza. - Katy? - Tak, mamo. - Kocham ci, skarbie. - Te ci kocham. - Pozdrw ode mnie ojca. - Dobrze. - Jutro wyl ci jak wiadomo e-mailem, dobrze? - Dobrze. Odoyam suchawk drc rk. Co dalej? atwiej rozgry lady na kociach, ni dzieci. Zrobiam sobie kaw i wystukaam numer. - Z doktorem Calvertem, prosz. - Mogabym wiedzie, kto dzwoni? - Powiedziaam jej. - Chwileczk. - Zaczekaam. - Tempe, jak si masz? Spdzasz wicej czasu przy telefonie, ni pracownik sprzedajcy polisy przez telefon. W kadym razie na pewno trudno si do ciebie dodzwoni. -

Popisa si, przedrzeniajc gosy recepcjonistek i z dziennej, i z nocnej zmiany. - Przepraszam, Aaron. Moja crka chce rzuci studia i wyjecha z koszykarzem wypaliam. - Potrafi przerzuci pik do lewej rki i rzuci za trzy punkty? - Podejrzewam, e tak. - No to pozwl jej jecha. - Bardzo zabawne. - Nie ma nic zabawnego w tym, e kto potrafi lew rk rzuci za trzy punkty. Kasa murowana. - Aaron, mam kolejny przypadek powiartowania. - Ju wczeniej dzwoniam do Aarona, informujc go o takich sprawach. Czsto wymienialimy opinie na temat swoich przypadkw. Usyszaam, e chichocze. - Moe nie macie tam spluw, ale z pewnoci lubicie sobie poci. - Tak. Myl, e ten zwyrodnialec ma wicej ni jedn na sumieniu. Wszystkie s kobietami, poza tym nie wydaj si mie ze sob wiele wsplnego. Oprcz ladw naci. Bd miay kluczowe znaczenie. - Zaatwi wszystkie za jednym razem czy po kolei? - Po kolei. Trawi to przez chwil. - No, nawijaj po kolei... Opisaam, jak wygldao dno i kocwki naci na kociach ramion. Czasami przerywa mi jakim pytaniem albo prosi, ebym mwia wolniej. Oczyma wyobrani widziaam, jak notuje, a jego wysokie, szczupe ciao pochyla si nad jak kartk zadrukowanego papieru, wyszukujc kad, nawet kilkumilimetrow przestrze. Chocia Aaron mia czterdzieci dwa lata, jego pospna twarz i ciemne oczy sprawiay, e wyglda na dziewidziesit. Zawsze tak byo. By rzeczowy i suchy jak Gobi, a serce mia rwnie wielkie. - S jakie naprawd gbokie falstarty? - spyta rzeczowo. - Nie. Raczej powierzchniowe. - Harmonijki s wyrane? - Bardzo. - Mwia, e wida lady dryfowania ostrza w naciciach, tak?

- Hm. Mhm. Tak. - Jeste pewna pomiaru odlegoci midzy zbkami? - Tak. Zadrapania byy wyrane w kilku miejscach. Niektre wysepki take. - Ale przewanie dna byy raczej paskie? - Tak. Idealnie to wida na odlewach. - I odupane fragmenty przy wyjmowaniu ostrza - wymamrota, bardziej do siebie, ni do mnie. - Mnstwo. Milczelimy, a jego umys trawi informacje, ktre mu podaam, rozwaa rne moliwoci. Patrzyam jak ludzie przechodz przed moimi drzwiami. Dzwoniy telefony. Oyway drukarki, zaczynay piszcze i milkny. Okrciam si i wyjrzaam na zewntrz. Samochody przesuway si po mocie Jacques-Cartier, malekie toyoty i fordy. Czas pyn. W kocu usyszaam: - Waciwie to pracuj po omacku, Tempe. Nie wiem, jak ci si udao mnie nakoni, ebym si tym zaj. Ale na to wyszo. Obrciam si z powrotem i oparam okcie na biurku. - Mog si zaoy, e to nie jest pia mechaniczna. Z tego co mwisz, wyglda na to, e uywano jakiej specjalistycznej. Pewnie jakiego rodzaju piy kuchennej. Tak! Klepnam rk w biurko, uniosam zacinit pi i spuciam j gwatownie, tak jak maszynista pocigajcy za dwigni. Rowe karteczki podskoczyy i po chwili opady. Aaron kontynuowa, niewiadomy moich wyczynw. - Nacicia s zbyt szerokie, eby moga to by jaka pia z maymi zbkami czy jaki zbkowany n. Poza tym, wyglda na to, e rozstaw zbkw jest na to zbyt duy. Majc takie ksztaty dna, chyba nie wchodzi w gr aden i rodzaj duych pi. Mwi to oczywicie nie widzc naci, ale wszystko i wskazuje na to, e jest to jaka pia kuchenna, moe do misa, - Jak taka pia wyglda? - Co jak dua pia do metalu. Zbki rozstawione do szeroko, dla bezpieczestwa. To wanie dlatego s takie wysepki w falstartach. Przewanie wida sporo ladw dryfowania, ale ostrze przechodzi przez ko zupenie dobrze i przecina j naprawd gadko. To s bardzo wydajne piki. Mona nimi przeci ko, chrzstk, cigna, cokolwiek, - Co jeszcze wchodzi w gr?

- C, zawsze jest jakie prawdopodobiestwo, e znajdziesz co, co nie pasuje do normalnego wzoru. No wiesz, te piy nie czytaj ksiek. Ale w tej chwili nie przychodzi mi do gowy nic innego, co by pasowao do tego, co mi mwia. - Jeste wspaniay. Dokadnie tak mylaam, ale chciaam to usysze od ciebie. Aaron, nie sposb wyrazi, jak bardzo ci jestem wdziczna. - Och. - Chcesz obejrze zdjcia i odlewy? - Pewnie. - Wyl ci je jutro. Piy byy drug pasj yciow Aarona. Katalogowa opisy i fotografie ladw zostawianych na kociach przez nie i godzinami lcza nad przypadkami, ktre przysyano do jego laboratorium z caego wiata. Zawaha si, jakby chcia jeszcze co doda. Czekajc, zbieraam rowe karteczki. - Mwia, e tylko koci rk zostay przepiowane? - No tak. - Reszt przecina w stawach? - Tak. - Profesjonalnie? - Bardzo. - Hm. Przestaam zbiera karteczki. - A co? - Co co? - Udawa niewinitko. - Kiedy mwisz Hm" w ten sposb, to co znaczy. - Tylko cholernie interesujce skojarzenie... - To znaczy? - Facet uywa piy kuchennej. I tak dobrze sobie radzi z wiartowaniem ciaa, jakby dobrze wiedzia, co robi. Wie, co gdzie jest i jak si do tego zabra. I robi to zawsze w ten sam sposb. - Zgadza si. Te mylaam o tym. Upyno kilka sekund. - Ale odpiowuje tylko rce - dodaam. - Co to ma znaczy? - To jest pytanie dla psychologa, a nie dla specjalisty od pi.

Przyznaam mu racj i zmieniam temat. - Jak si maj twoje dziewczyny? Aaron nigdy si nie oeni i chocia go znam od dwudziestu lat, nigdy go nie widziaam z kobiet. To konie byy jego pierwsz pasj. Dla nich jedzi od Tulsy do Chicago i Louisville, i z powrotem do Oklahomy. - S niele podniecone. Zeszej jesieni kupiem na licytacji ogiera i przywiozem go do nich. Od tego czasu panie zachowuj si jak roczne rebaki. Porozmawialimy chwil o sobie i o wsplnych znajomych i umwilimy si na spotkanie w czasie dorocznego zjazdu Akademii w lutym. - C, powodzenia w przyszpilaniu tego gocia, Tempe. - Dziki. Mj zegarek wskazywa za dwadziecia pit. Po raz kolejny byam wiadkiem, jak na korytarzach i w biurach zrobio si cicho. Kiedy zadzwoni telefon, a podskoczyam. Za duo kawy, pomylaam. Gdy podniosam suchawk i przyoyam j do ucha, cigle jeszcze bio od niej ciepo. - Widziaam ci wczoraj wieczorem. - Gabby? - Nie rb tego wicej, Tempe. - Gabby, gdzie jeste? - Tylko pogorszysz sytuacj. - Do diaba, Gabby, nie baw si ze mn! Gdzie jeste? Co si dzieje? - Zapomnij o tym. Chwilowo nie mog si z tob spotyka. Nie mogam uwierzy, e znowu to robi. Czuam wzbierajcy we mnie gniew. - Trzymaj si z dala, Tempe. Trzymaj si ode mnie z dala. Trzymaj si z dala od mo... Egocentryzm Gabby uwolni nagromadzon we mnie zo. Podsycana arogancj Claudela, barbarzystwem psychopatycznego mordercy i modzieczymi pomysami Katy, wybuchnam niepohamowanym gniewem. - Kim ty, do cholery, sdzisz, e jeste? - wypaliam amicym si gosem. Krzyczaam, ciskajc suchawk tak mocno, e plastik mg pkn.- Zostawi ci w spokoju! Zostawi, nie ma sprawy! Nie wiem, jakie maostkowe gierki prowadzisz, Gabby, ale ju nie ze mn! Wypisuj si! Gra skoczona! Nie chc mie nic wsplnego z twoj schizofreni! Nie dla mnie twoje paranoje! Nie bawi si, powtarzam nie bawi si ju w

Zamaskowanego Mciciela, ktry na kade skinienie przyjdzie wycign ci z tarapatw! Neurony w moim ciele zachowyway si tak, jakby byy pod zbyt wysokim napiciem, jak urzdzenie na 110 woltw podczone do gniazdka na 220. Sapaam i czuam wzbierajce w oczach zy. Temperament Tempe. Co w tym byo. Gabby odpowiedziaa na to rozczajc si. Siedziaam przez chwil nic nie robic i o niczym nie mylc. Krcio mi si w gowie. Potem powoli odoyam suchawk. Zamknam oczy, przebiegam w mylach swj muzyczny repertuar i wybraam. Niech bdzie ta. I niskim, gardowym gosem zanuciam: W wiziennym szpitalu, na zgnitym posaniu...

21
O szstej rano deszcz jednostajnie dudni w moje okno. Czasami wiszcza samochd, wyjedajcy w jak wczesn podr. Po raz trzeci w cigu ostatnich trzech dni widziaam wit, co uwielbiam tak bardzo, jak zapaleni narciarze odwil. Chocia nie mam zwyczaju drzema w cigu dnia, nie lubi te wczenie wstawa. A jednak trzykrotnie w tym tygodniu widziaam wschd soca, dwa razy, kiedy zasypiaam i dzisiaj, kiedy wierciam si i przewracaam z boku na bok po jedenastu godzinach snu, nie czujc si ani senna, ani wypoczta. Kiedy przyjechaam do domu po rozmowie z Gabby, zrobiam sobie wyerk. Tusty, smaony kurczak, ziemniaki puree i sos z torebki, papkowata kolba kukurydzy i nie wypieczony jabecznik. Niech yj kalorie! Potem gorca kpiel i czasochonne usuwanie czci strupa na prawym policzku. Minioperacja nie pomoga. Cigle wida byo, e mnie kto cign po ziemi. Koo sidmej zerknam na transmisj z gry Expos i zasnam przy gosie komentatora. Wczyam swj komputer - niezalenie, czy bya szsta rano czy wieczorem, on by zawsze czujny i gotowy do dziaania. Wysaam Katy wiadomo, dostajc si przez system e-mailowy McGill do serwera na Uniwersytecie w Charlotte. Katy dziki modemowi moe odebra wiadomo na swoim laptopie i odpowiedzie, nie ruszajc si z sypialni. Wiwat Internet! Z ekranu mruga do mnie kursor, uporczywie twierdzc, e kolejny plik przez mnie utworzony jest pusty. Mia racj. Tabela, ktr utworzyam, miaa tylko nagwki kolumn, ale nic wicej. Kiedy utworzyam ten plik? Tego dnia, kiedy bya parada. Ledwo tydzie temu, a miaam wraenie, jakby od tamtego czasu upyny lata. Dzisiaj by trzydziesty. Miny cztery tygodnie od dnia, kiedy znaleziono ciao Isabelle Gagnon, i tydzie, od kiedy zamordowano Margaret Adkins. Co osignlimy od tej pory oprcz odkrycia kolejnego ciaa? Obserwacja mieszkania przy rue Berger nie przyniosa rezultatw - jego lokator nie pojawi si. Niestety. Przeszukanie lokalu te na nic si nie zdao. Nie mielimy adnych poszlak mogcych nam pomc w ustaleniu tosamoci St Jacquesa", nie zidentyfikowalimy te ostatniego znalezionego ciaa. Claudel cigle uwaa, e te sprawy nie s ze sob powizane, a Ryan traktowa mnie jak amatork". Nic, tylko si powiesi.

Wrciam do tabeli. Zrobiam wicej nagwkw. Cechy fizyczne. Geografia. Warunki mieszkaniowe. Praca. Przyjaciele. Czonkowie rodzin. Daty urodzin. Daty mierci. Daty znalezienia cia. Godziny. Miejsca. Wprowadziam wszystko, co mogo mnie naprowadzi na co czcego te sprawy. Po lewej stronie wpisaam jedno pod drugim cztery nazwiska: Adkins, Gagnon, Trottier, Nieznana". Zastpi j nazwiskiem, kiedy ustalimy tosamo ofiary znalezionej w St. Lambert. O wp do smej zamknam plik, zapakowaam laptopa i byam gotowa do pracy. Na ulicach byy korki, wic zjechaam do tunelu Ville-Marie. Chocia nie byo ju tak wczenie, cigle byo ciemno i ponuro, bo nad miastem wisiay oowiane chmury. Ulice byszczay od wilgoci i wida byo na nich lady hamowania samochodw pokonujcych kolejne metry w czasie porannego szczytu. Moje wycieraczki powtarzay monotonny refren, odgarniajc wod z przedniej szyby, tworzc na niej jakby wachlarz. Pochyliam si do przodu dygajc gow jak sparaliowany w, starajc si znale kawaek przezro czystej szyby midzy strumyczkami wody. Czas na nowe wycieraczki, powiedziaam sobie, wiedzc, e i tak ich dugo jeszcze nie kupi. Dojazd do labo ratorium zaj mi bite p godziny. Chciaam od razu zaj si dokumentami, znale w nich najdrobniejsze nawet szczegy i wprowadzi je do tabeli, ale na biurku leay dwa zlecenia. W miejskim parku znaleziono maego chopca, jego delikatne ciao leao midzy kamieniami na dnie strumienia. LaManche w pozostawionej dla mnie notatce napisa, e ciao jest wysuszone, a organw wewntrznych nie mona rozpozna, ale poza tym zwoki s dobrze zachowane. Chcia, ebym i okrelia wiek niemowlaka. To nie zajmie duo czasu. Spojrzaam na policyjny raport doczony do drugiego zlecenia. Ossements trouve's dans un bois". Koci znalezione w lesie. Z takimi przypadkami miaam do czynienia najczciej. Moe si okaza rwnie dobrze, e s to koci ofiary seryjnego mordercy umiercajcego swe ofiary siekier, jak i zakopanego kota. Zadzwoniam do Denisa i poprosiam o radiografy niemowlaka, po czym zeszam na d obejrze koci. Lisa przyniosa z kostnicy tekturowe pudeko i pooya je na stole. - C'est tout? - C'est tout. -To wszystko. Podaa mi rkawiczki i wyjam z pudeka trzy grudki twardej ziemi. Z kadej bryki wystaway koci. Staraam si rozupa ziemi, ale bya twarda jak cement. - Zrbmy zdjcia i radiografy, a potem w te kawaki do sitka i je namocz. Oddziel

je czym, eby byo wiadomo, ktre koci s z ktrej grudki. Wrc tutaj po spotkaniu. Czterech pozostaych patologw pracujcych w LML codziennie spotyka si z LaManchem, eby zda sprawozdanie z pracy i dosta zlecenia na kolejne autopsje. Kiedy jestem w pracy, te w nich uczestnicz. Gdy dotaram na gr, LaManche, Nathalie Ayers, Jean Pelletier i Marc Bergeron siedzieli ju tam, zgromadzeni wok okrgego stou. Z tablicy obecnoci wiszcej na korytarzu wiedziaam, e Marcel Morin by w sdzie, a Emiy Santangelo wzia dzie urlopu. Wszyscy wstali, eby mnie przepuci i przysunito mi krzeso. Wymienilimy zdawkowe Bonjour i Comment ca va. - Marc, co ci tu sprowadza w czwartek? - spytaam. - Jutro jest wito. Zupenie zapomniaam. Dzie Kanady. - Idziesz na parad? - spyta z kamienn twarz Pelletier. Mwi po francusku z akcentem z prowincjonalnego Quebecu, wic na pocztku naszej znajomoci i wsppracy miaam problemy z rozszyfrowaniem jego sw. Przez dugie miesice w ogle go nie mogam zrozumie i umykay mi jego sarkastyczne uwagi. Teraz, po czterech latach, rozumiaam ju wikszo tego, co mwi. I nie miaam raczej problemw z podaniem za jego mylami. - Chyba t sobie podaruj. - Miaaby okazj da sobie pomalowa twarz w jednej z tych budek. Tak byoby ci atwiej. Wok chichot. - Albo da sobie zrobi tatua. Mniej kopotliwe pniej. - Bardzo zabawne. Udawa niewinitko, unis brwi, ramiona i rozoy rce. O co mi chodzi? Moszczc si z powrotem na krzele, zacisn poke palce na ostatnich czterech centymetrach papierosa bez filtra i zacign si gboko. Kto mi kiedy powiedzia, e Pelletier nigdy w yciu nie wyjecha poza Quebec. Mia szedziesit cztery lata. - S tylko trzy autopsje - zacz LaManche, rozdajc list ze sprawami na dzisiaj. - Przedwiteczny zastj - zauway Pelletier, sigajc po wydruk. Jego sztuczna szczka klekotaa cicho, kiedy mwi. - Ale rozkrci si. - Tak. - LaManche wzi do rki czerwony pisak. - Przynajmniej si ochodzio. Moe to pomoe.

Omwi smutne przypadki tego dnia, podajc dodatkowe informacje na temat kadego z nich. Samobjstwo przy pomocy tlenku wgla. Staruszek znaleziony martwy w swoim ku. Dziecko porzucone w parku. - Samobjstwo wydaje si by proste. - LaManche przebiega oczy ma po policyjnym raporcie. - Biay mczyzna... Wiek: dwadziecia siedem lat... Znaleziony za kierownic w swoim garau... Pusty bak, kluczyk w stacyjce, przekrcony. Pooy na stole kilka zdj z polaroida. Wida byo na nich ciemnoniebieskiego forda stojcego w garau na jeden samochd. Gumowy w, taki, jakich uywa si w suszarkach do ubra, bieg z rury wydechowej do tylnego, prawego okna samochodu. LaManche czyta dalej. - Historia depresji... Note d'adieu. - Spojrza na Nathalie. - Doktor Ayers? Pokiwaa gow i signa po papiery. Na licie czerwonym pisakiem napisa Ay" i wzi do rki inny plik formularzy, - Numer 26742 to biay mczyzna... Wiek: siedemdziesit osiem lat... Cukrzyk pod sta opiek. - Oczy przebiegay po streszczeniu raportu, wybierajc co ciekawsze informacje. - Nie widziano go od kilku dni... Znalaza go siostra... Nie ma ladw przemocy. - Czyta w milczeniu przez kilka sekund. - Ciekawe jest to, e upyno do duo czasu od znalezienia go do chwili, kiedy wezwaa pomoc. Zdaje si, e ta pani w midzyczasie posprztaa nieco w domu. - Podnis wzrok. - Doktor Pelletier? Pelletier wzruszy ramionami i wycign rk. LaManche umieci czerwone Pe" na licie, po czym poda mu formularze, a razem z nimi torebk pen lekarstw sprzedawanych na recept i bez. Pelletier wzi materiay, rzucajc pieprzn uwag, ktra jednak mi umkna. Skoncentrowaam si na pliku zdj z polaroida dotyczcych znalezionego dziecka. Z rnych stron ukazyway pytki strumyk z wskim ukowatym mostkiem nad nim. Drobne ciao leao wrd kamieni, sabe minie byy skurczone, a skra poka jak stary pergamin. Delikatne woski tworzyy obwdk wok jego gowy, unoszc si na wodzie, otaczay te jego blado niebieskie powieki. Palce dziecka byy szeroko rozpostarte, jakby w gecie wzywania pomocy, jakby staray si czego chwyci. Dziecko byo nagie i w poowie wystawao z ciemnozielonego plastikowego worka. Wygldao jak miniaturowy faraon, ktrego pozbyto si po obejrzeniu. Zaczynaam czu gbok niech do plastikowych workw. Odoyam zdjcia na st i suchaam LaManche'a. Skoczy streszczenie i zaznaczy La" na licie. Sam zrobi autopsj, a ja podam przybliony wiek dziecka na podstawie stopnia

rozwoju koci. Bergeron zajmie si zbami. Wszyscy wok kiwali gowami. Nie byo ju o czym rozmawia, wic zebranie si skoczyo. Zrobiam kaw i wrciam do swojego gabinetu. Na biurku leaa dua, brzowa koperta. Otworzyam j i powiesiam pierwsze zdjcia rentgenowskie dziecka na podwietlonej, szklanej skrzynce. Wycignam formularz z szuflady i zaczam badanie. W kadej rce byy tylko dwie koci napistkowe. Niewyksztacone nasady na kocach koci palcw. Spojrzaam na dolne czci rk. Na kociach promieniowych te nie. Skoczyam ogldanie grnej czci ciaa, zaznaczajc na formularzu te elementy koci, ktre ju si wyksztaciy, a zostawiajc puste miejsce przy kociach, ktrych u dziecka jeszcze nie byo. Potem zrobiam to samo z doln czci ciaa, ogldajc j bardzo dokadnie, eby by pewn swoich wnioskw. Kawa wystyga. Dziecko rodzi si z niekompletnym szkieletem. Niektre koci, na przykad napistkowe, po porodzie nie s jeszcze wyksztacone, a pojawiaj si dopiero miesice albo nawet lata pniej. Innym kociom brakuje kykci i grzbietw, ktre s ju w peni uformowane u dorosych osobnikw. Poszczeglne elementy wyksztacaj si w okrelonej kolejnoci, co pozwala na ilo precyzyjne okrelenie wieku bardzo maych dzieci. To yo tylko siedem miesicy. Streciam moje wnioski na jeszcze innym formularzu, woyam wszystkie papiery do tego skoroszytu i pooyam go na stosie, z ktrego wezm go sekretarki. Wrci do mnie razem z raportem napisanym w moim ulubionym kroju czcionki razem ze wszystkimi dodatkowymi materiaami i diagramami, zebranymi i powielonymi. Wygadz te mj francuski. Zoyam LaManche'owi ustny raport, a potem zajam si swoimi brykami. Ziemia si nie rozpucia, ale zmika na tyle, ebym moga wydoby z niej koci. Po kwadransie drapania i poruszania, wydobyam osiem krgw, siedem fragmentw dugich koci i trzy kawaki miednicy. Na wszystkich wida byo lady cicia. P godziny spdziam myjc i porzdkujc je, a potem posprztaam i zrobiam kilka notatek. Idc do gry, poprosiam Lis, eby sfotografowaa niepene szkielety trzech ofiar: dwch jeleni pnocnoamerykaskich i jednego redniej wielkoci psa. Wypeniam kolejny formularz, schowaam do skoroszytu i pooyam na poprzednim. Dziwna sprawa, ale nie jest to chyba zajcie dla biegego sdowego. Lucy zostawia na moim biurku wiadomo. Znalazam j w jej biurze, siedzc plecami do drzwi i spogldajc to na ekran monitora, to na otwarte akta. Pisaa jedn rk, a drug zaznaczaa miejsce, gdzie jest w

aktach, palec wskazujcy przesuwa si powoli z jednej pozycji na drug. - Znalazam twoj wiadomo - powiedziaam. Podniosa palec, stukna jeszcze kilka razy w klawiatur, po czym pooya linijk na dokumencie. Jednym pynnym ruchem obrcia si, odepchna i podjechaa do swojego biurka. - Wygrzebaam to, o co mnie prosia. Mniej wicej. Zacza przeszukiwa stos papierw, potem nastpny, ale po chwili ponownie wrcia do pierwszego, tym razem szukajc wolniej. W kocu wyja plik papierw spitych zszywaczem, przebiega wzrokiem kilka stron, po czym podaa mi go. - Nic sprzed 88 roku. Przekartkowaam strony, troch wystraszona. Jak to moliwe, e jest ich a tyle? - Najpierw wyszukaam przypadki, uywajc wiartowania" jako sowa-klucza. To jest pierwsza lista. Ta duga. Znalazam wszystkich ludzi, ktrzy rzucili si pod pocig albo wpadli pod maszyny i obcio im koczyny. Podejrzewam, e nie o to ci chodzio. Rzeczywicie. To wygldao na list wszystkich spraw, w ktrych rka, noga albo palec zostay powanie uszkodzone w momencie albo nawet tu przed mierci. - Potem dodaam celowe", eby ograniczy liczb spraw do tych, w ktrych powiartowania dokonano celowo. Spojrzaam na ni. - Nie uzyskaam nic. - adnego przypadku? - To nie znaczy, e takich nie byo. - Jak to moliwe? - Wystarczyo nie wprowadzi do komputera tych danych. Przez ostatnie dwa lata mielimy tutaj specjalny fundusz przeznaczony na zatrudnianie ludzi na niepene etaty, eby jak najszybciej umiecili dane historyczne w komputerach. - Westchna z rezygnacj i potrzsna gow. - Ministerstwo ocigao si z komputeryzacj przez lata, a teraz chc zrobi wszystko z dnia na dzie. Niewane. W kadym razie ludzie wprowadzajcy dane podaj standardowy zasb informacji: data urodzenia, data mierci, przyczyna mierci i tak dalej. Ale kiedy trafi na co dziwnego, na co, co zdarza si rzadko, waciwie wszystko zaley od nich samych. Oni decyduj, co wpisa... - I kto mg nie uy hasa: powiartowanie. - Wanie. Kto moe to nazwa amputacj, a kto inny rozczonkowaniem.

Przewanie uywaj tych samych terminw, co patolog w swoim raporcie. Rwnie dobrze mog to wprowadzi jako pocicie albo przepiowanie. Ponownie spojrzaam na listy, kompletnie zniechcona. - Sprawdziam pod wszystkimi tymi nazwami. Bez rezultatw. To tyle si okazao z mojego pomysu. - Kiedy szukaam pod Okaleczenie", wysza kolejna duga lista. - Czekaa, kiedy przewracaam strony. - Gorzej ni z powiartowaniem... Potem sprbowaam jeszcze Rozczonkowanie" w poczeniu z pomiertne", eby zawzi pole poszukiwa i wybra przypadki, w ktrych... - Podniosa rce do gry, zgia palce i poruszaa nimi, jakby co apaa, jakby miaa to sowo na kocu jzyka - ...nastpio to po mierci. Podniosam wzrok z nadziej. - Wyszukao jeden przypadek: faceta z odrbanym czonkiem. - Komputer wzi ci dosownie. - Te to odkryam? - No dobrze. Co dalej? - Potem sprbowaam Okaleczenie" razem z pomiertne" i... - Signa na biurko i pokazaa ostatni wydruk. - Bango! Tak mwicie? - Bingo. - Bingo! Bo myl, e chyba o to ci wanie chodzi. Moesz co nieco pomin, na przykad te przypadki z lekarstwami, kiedy uywali kwasw. - Wskazaa na kilka przekrelonych owkiem linijek. - Te pewnie ci nie interesuj. Pokiwaam gow, ale myli byy ju zaabsorbowane tylko t list. Dwanacie przypadkw. Przekrelia trzy z nich. - Myl jednak, e niektre z innych list te mog ci zainteresowa. Ledwo j syszaam. Oczyma wodziam po wykazie, ale ju po chwili wpatrywaam si tylko w szste z kolei nazwisko. Przebieg mnie dreszcz niepokoju. Chciaam wrci do swojego gabinetu. - Lucie, wietnie si spisaa - powiedziaam. - Nie byam pewna, czy w ogle co z tego wyjdzie. - Jest tu co, co ci si przyda? - Tak. Tak myl - odparam, starajc si, eby mj gos brzmia zwyczajnie. - Chcesz, ebym sprowadzia tutaj dane dotyczce tych przypadkw? - Nie. Dziki. Przejrz te listy, a potem wolaabym wygrzeba kompletn dokumentacj. - ebym si pomylia w tym przypadku, modliam si.

- Bien sur. Zdja okulary i zacza czyci szka doem swetra. Bez nich wygldaa, jakby jej czego brakowao, jako nie tak, jakby lepiec przerzuci si na szka kontaktowe. - Chciaabym wiedzie, jak si sprawy maj - powiedziaa, a rowe prostokty ponownie ju spoczyway na nasadzie nosa. - Oczywicie. Powiem ci, jak tylko co si ruszy. Odchodzc, syszaam jak kka jej krzesa sun po wyoonej pytkami pododze. Kiedy znalazam si w swoim gabinecie, pooyam wydruk na biurku i spojrzaam na list. Jedno nazwisko przykuwao moj uwag - Francine Morisette-Champoux. Francine Morisette-Champoux. Zupenie o niej zapomniaam. Uspokj si, powiedziaam sobie. Nie wycigaj pochopnych wnioskw. Zmusiam si do przejrzenia innych nazwisk. Byli tam Gagne i Valencia, para handlarzy narkotykw, ktrzy nie mieli nosa do interesw. Bya te Chantale Trottier. Rozpoznaam nazwisko studentki z Hondurasu, ktrej m przystawi pistolet do twarzy i pocign spust. Przewiz j potem z Ohio do Quebecu, odci rce i porzuci ciao, praktycznie bez gowy, w prowincjonalnym parku. W poegnalnym gecie wyci jej na piersiach swoje inicjay. O pozostaych czterech przypadkach wczeniej nie syszaam. Miay miejsce przed 1990 rokiem, czyli zanim zaczam tutaj pracowa. Poszam do archiwum i wziam dokumenty dotyczce tych spraw, Morisette-Champoux te. Uoyam skoroszyty wedug numeracji LML byy wic w porzdku

chronologicznym. Bd pracowaa systematycznie, zdecydowaam. Natychmiast jednak zamaam to postanowienie i signam po skoroszyt MorisetteChampoux. Jego zawarto sprawia, e niepokj narasta we mnie w zastraszajcym tempie.

22
Francine Morisette-Champoux zostaa pobita i zastrzelona w styczniu 1993 roku. Tego ranka ssiad widzia j na spacerze z jej maym spanielem koo dziesitej. Dwie godziny pniej jej m odkry ciao w kuchni ich domu. Pies by w duym pokoju. Jego gowy nigdy nie odnaleziono. Pamitaam t spraw, chocia sama nie braam udziau w dochodzeniu. Tamtej zimy przylatywaam samolotem z poudnia na jeden tydzie co sze tygodni. Pete i ja cigle si kcilimy, wic zdecydowaam si spdzi cae lato 93-ego roku w Quebecu, majc nadziej, e trzymiesiczna separacja pomoe oywi nasze maestwo. Tak. Brutalno napadu na Morisetter Champoux zaszokowaa mnie wtedy i cigle jeszcze szokuje. Zdjcia z miejsca zbrodni sprawiy, e wszystko mi si dokadnie przypomniao. Leaa pod maym, drewnianym stoem, wystajc spod niego w poowie, jej rce i nogi byy szeroko rozpostarte, a biae, baweniane majtki nacignite midzy kolanami. Otaczaa j ogromna kaua krwi, ktra przykrywaa fragment geometrycznego wzoru linoleum. Ciemne plamy pokryway ciany i szafki. Nogi przewrconego krzesa, ktre nie zmiecio si kadrze, wydaway si na ni wskazywa. Tutaj jeste. Na tle karmazynowego ta jej ciao wygldao trupio blado. Na brzuchu jasna kreska gruboci owka tworzya ptl, wygldajc jak radosny umiech tu nad jej onem. Zostaa rozcita od tej blizny a do mostka. Z nacicia wystaway jej wntrznoci. Rkoje kuchennego noa bya ledwo widoczna na wierzchoku trjkta utworzonego przez jej nogi. Ptora metra od niej, midzy blatem a zlewem leaa jej prawa rka. Miaa czterdzieci siedem lat. - Jezu - wyszeptaam cicho. Czytaam raport z autopsji, kiedy w drzwiach stan Charbonneau. Zauwayam, e nie jest w najlepszym nastroju. Oczy mia przekrwione i nawet si nie przywita. Wszed, nie pytajc o pozwolenie i usiad na krzele stojcym po drugiej stronie biurka. Patrzc na niego przez chwil poczuam, e co straciam. Posuwisty krok, swoboda ruchw i sama jego wielko poruszya we mnie co, czego mylaam, e ju si pozbyam. Albo kto mnie tego pozbawi. Przez chwilk widziaam przed sob siedzcego Pete'a i zaczam myle o przeszoci. C za rodkiem odurzajcym byo jego ciao. Nigdy nie wiedziaam, czy to

chodzio o jego rozmiary czy o swobod, z jak nim porusza. Moe to bya jego fascynacja mn. To wydawao si szczere. Nigdy nie miaam go dosy. Miaam rne fantazje erotyczne, naprawd wietne, ale od momentu, kiedy zobaczyam go stojcego na deszczu przed bibliotek wydziau prawa, zawsze pojawia si w nich Pete. Mogabym teraz jak wykorzysta, pomylaam. Chryste, Brennan. We si w gar. Otrzsnam si i wrciam do teraniejszoci. Czekaam, a Charbonneau zacznie. Wpatrywa si w swoje rce. - Mj partner potrafi by kawaem sukinsyna - odezwa si w kocu. - Ale to nie jest zy facet. Nie odpowiedziaam. Zauwayam przy jego spodniach rcznie przyszyte lamwki i zastanawiaam si, czy sam to zrobi. - On po prostu.... ma swoje przyzwyczajenia. Nie lubi zmian. - Tak. Nie patrzy mi w oczy. Czuam si nieswojo, - No i? - zachciam go. Odchyli si do tyu i zacz obgryza paznokie u kciuka, cay czas unikajc kontaktu wzrokowego. Z radia w korytarzu dobiega wanie jaki rzewny kawaek o Helenie. - Mwi, e ma zamiar zoy skarg. - Opuci obie rce i przenis wzrok na okno. - Skarg? - Staraam si mwi matowym gosem. - Do ministra. I do dyrektora. I LaManche'a. Nawet sprawdza pani przeszo zawodow. - A co si nie podoba monsieur Claudelowi? - Zachowaj spokj. - Mwi, e przekracza pani swoje kompetencje. e miesza si pani do rzeczy, ktre nie s pani spraw. e utrudnia mu to ledztwo. - Mruy oczy przed socem. Czuam, jak tej mi minie brzucha i jak fala gorca ogarnia moje ciao. - I co dalej. - Matowo. - Uwaa, e jest pani... - Szuka odpowiedniego sowa, bez wtpienia odpowiednika dla tego, jakiego uy Claudel. - e pani przesadza. - A co to ma waciwie znaczy? Cigle unika kontaktu wzrokowego. - Mwi, e chce pani zrobi ze sprawy Gagnon co wicej, ni tam naprawd jest, e widzi pani rne rzeczy, ktrych tak naprawd tam nie ma. Mwi, e chce pani ze zwykego morderstwa zrobi jak ekstrawaganck zbrodni w amerykaskim stylu.

- A dlaczego prbuj to robi? - spytaam lekko drcym gosem. - Cholera, pani Brennan, to nie jest mj pomys. Nie wiem. Pierwszy raz nasze oczy spotkay si. Wyglda mizernie. Byo oczywiste, e nie mia najmniejszej ochoty tu by. Patrzyam na niego niewidzcym wzrokiem i to tylko po to, eby nie da sob zawadn fali adrenaliny, ktra zacza kry w moich yach. Wiedziaam, czego mona si spodziewa po formalnej skardze, co moe sprowokowa i wiedziaam, e nie byoby to nic dobrego. Rozpatrywaam takie skargi, kiedy byam czonkiem komisji do spraw etyki. Niezalenie od rezultatu dochodzenia, zawsze byo to nieprzyjemne. adne z nas si nie odzywao. - Heleno, jeste gwiazd m. Oszalej bez twoich ust i rk - zawodzio radio. Nie zabijaj posaca, powiedziaam sobie. Spuciam oczy na akta lece na biurku. Ciao o mlecznym kolorze skry uwiecznione na tuzinie byszczcych prostoktw. Przez chwil przygldaam si zdjciom, a potem spojrzaam na Charbonneau. Nie chciaam jeszcze porusza tego tematu, jeszcze nie czuam si gotowa, ale Claudel nie dawa mi wyboru. Co tam. Gorzej ju by nie moe. - Pamita pan kobiet o nazwisku Francine Morisette-Champoux? - Morisette-Champoux. - Powtrzy nazwisko kilkakrotnie, przeszukujc swoje mentalne archiwa. - To byo kilka lat temu, co? - Prawie dwa. Stycze 1993. - Podaam mu zdjcia. Zerkn na nie i pokiwa gow, rozpoznajc je. - Tak, pamitam. I co? - Niech pan pomyli, Charbonneau. Co tak naprawd przypomina pan sobie z tej sprawy? - Nie zapalimy wypierdka, ktry to zrobi. - Co jeszcze? - Brennan, nie chce mi pani chyba powiedzie, e t spraw te trzeba czy z tamtymi? Jeszcze raz obejrza zdjcia i stopniowo kiwanie gow przeksztacao si w potrzsanie. - Nie ma szans. Zostaa zastrzelona. Nie pasuje. Inna metoda popenienia zbrodni. - Sukinsyn rozci j i odci jej rk. - Bya za stara. Miaa czterdzieci siedem lat, jak pamitam. Posaam mu lodowate

spojrzenie. - Mam na myli e starsza ni inne - wymamrota, czerwienic si. - Morderca Morisette-Champoux wbi jej n w pochw. Wedug policyjnego raportu, bardzo mocno krwawia. Daam mu czas na przetrawienie tego. - Cigle jeszcze ya. Pokiwa gow. Nie musiaam tumaczy, e rana zadana po mierci prawie nie krwawi, bo serce ju nie przepompowuje krwi i nie ma cinienia. Francine MorisetteChampoux krwawia obficie. - W przypadku Margaret Adkins bya to metalowa statuetka. Te jeszcze ya. Cicho signam za siebie i wziam skoroszyt z aktami Gagnon. Wycignam zdjcia z miejsca zbrodni i rozoyam je przed nim. Zobaczylimy tuw lecy na plastikowym worku, gdzieniegdzie owietlony promieniami popoudniowego soca. Nic nie ruszono, odgarnito tylko licie. Przetykaczka leaa na swoim miejscu, jej czerwona, gumowa cz bya przycinita do koci miednicy, a rczka sterczaa w stron poszarpanej szyi. - Wydaje mi si, e morderca Gagnon wbi w ni t przetykaczk z tak si, e przebia jej brzuch i dosza do przepony. Przez duszy czas uwanie przyglda si zdjciom. - Wszystkie trzy zbrodnie zostay popenione wedug tego samego schematu - nie dawaam za wygran. - Silne przebicie ciaa jakim narzdziem, kiedy ofiara cigle jeszcze ya. Okaleczenie ciaa po mierci. Czy to zbieg okolicznoci, monsieur Charbonneau? Ilu sadystw chcemy szuka, monsieur Charbonneau? Przejecha rk po swoich krtko ostrzyonych wosach, po czym zacz stuka palcami w porcz krzesa. - Dlaczego wczeniej nam tego pani nie powiedziaa? - Zwizek ze spraw Morisette-Champoux uwiadomiam sobie dopiero dzisiaj. A wydawao mi si, e sprawy tylko Adkins i Gagnon to troch za mao. - A co Ryan o tym myli? - Nie mwiam mu. Niewiadomie przebiegaam palcami po strupie na moim policzku. Cigle wygldaam jakbym zostaa zdyskwalifikowana w meczu bokserskim. - Cholera - rzuci pod nosem. - Co?

- Chyba zaczynam si z pani zgadza. Claudel wyrwie mi za to jaja. - Znowu zacz stuka. - Co jeszcze? - lady piy i sposb powiartowania ciaa s prawie identyczne w przypadku Gagnon i Trottier. - Tak. Ryan nam mwi. - I jest jeszcze niezidentyfikowana ofiara z St. Lambert. - Pita? - W liczeniu jest pan biegy. - Dziki. - Znw zaj si stukaniem. - Wie ju pani, kim ona jest? Potrzsnam gow. - Ryan nad tym pracuje. Przecign misist rk po twarzy. Kostki doni byy pokryte kpkami gstych, siwych wosw, miniaturow wersj wosw na gowie. - A co myli pani o metodzie wyboru ofiar? Uniosam rce domi do gry. - Wszystkie to kobiety. - Genialne. A wiek? - Od szesnastu lat do czterdziestu siedmiu. - Budowa ciaa? - Rnorodna. - Miejsca zbrodni? - Wszdzie. - To dlaczego ten zbok je wybra? Moe ze wzgldu na wygld? Na buty, ktre nosiy? Na miejsce, gdzie robiy zakupy? Odpowiedziaam milczeniem. - Znalaza pani cokolwiek, co czy te pi kobiet? - Jaki skurwiel je brutalnie pobi, a potem zabi. - Zgadza si. - Pochyli si do przodu, opar rce na kolanach, zgarbi si i gboko westchn. - Claudel bdzie zia ywym ogniem. Kiedy wyszed, zadzwoniam do Ryana. Nie byo ani jego, ani Bertranda, wic zostawiam wiadomo. Przejrzaam take pozostae akta, ale nie znalazam tam nic interesujcego. Dwch handlarzy narkotykw zaatwionych i pocitych pi przez swoich byych wsplnikw.

Mczyzna zabity przez swojego bratanka, pocity pi mechaniczn, a potem schowany do zamraarki w piwnicy. Dopiero kiedy wysiada elektryczno, ciao zwrcio uwag reszty rodziny. Kobiecy tuw w torbie hokejowej wyrzucony na brzeg, gow i rce znaleziono w dole rzeki. Skazano ma. Zamknam ostatni skoroszyt i uwiadomiam sobie, e umieram z godu - 13:50. Nic dziwnego. W barze na smym pitrze kupiam kanapk z szynk i serem i dietetyczn col, po czym wrciam do swojego gabinetu, rozkazujc sobie zrobi przerw. Ignorujc rozkaz, ponownie zadzwoniam do Ryana. Cigle go nie byo. Jednak bdzie przerwa. Ugryzam kanapk i pozwoliam mylom dryfowa. Gabby. Nie. Wyczona z gry. Claudel. Weto. St. Jacques. Nieosigalny. Katy. Jak mog j przekona? Teraz nie ma adnych szans. Z braku wyboru, przyszed mi do gowy Pete i poczuam znajomy skurcz w odku. Przypomniao mi si mrowienie skry, pulsujca krew i ciepa wilgo pomidzy nogami. Tak, to bya namitno. Po prostu jeste niewyyta, Brennan. Drugi raz ugryzam kanapk. Inny Pete. Noce pene gniewu. Ktnie. Kolacje w samotnoci. Zimny caun wrogoci zabijajcy podanie. Wziam yk coli. Dlaczego tak czsto myl o Peterze? Gdybymy mogli tak zacz jeszcze raz od pocztku... Dzikuj, panie Lennon. Terapia relaksacyjna nie pomagaa. Zaczam ponownie czyta wydruk, ktry dostaam od Lucy, starajc si nie kapn na niego musztard. Jeszcze raz przejrzaam list na trzeciej kartce, usiujc przeczyta nazwiska, ktre Lucy wykrelia, ale lady owka na to nie pozwalay. Z ciekawoci zmazaam je gumk i przeczytaam. Byy tam dwa przypadki, w ktrych woono ciaa do beczek i zalano je kwasem. Nowa metoda zaatwiania porachunkw midzy handlarzami narkotykw. Trzecia sprawa mnie zaintrygowaa. Jej numer LML wskazywa na rok 1990 i na to, e Pelletier by patologiem, ktry si zajmowa tym przypadkiem. Nie byo nazwiska koronera. W rubryce nazwisko" byo napisane Singe. Rubryki data urodzin", data autopsji" i przyczyna mierci" byy puste. Haso okaleczenie/pomiertne" sprawio, e i ten przypadek znalaz si na komputerowej licie Lucy. Skoczyam kanapk, po czym poszam do centralnego archiwum i znalazam odpowiednie akta. W skoroszycie byy tylko trzy dokumenty: raport policyjny, jednostronicowa opinia patologa i koperta ze zdjciami. Przekartkowaam zdjcia, przeczytaam raport i poszam poszuka Pelletiera. - Masz chwilk? - powiedziaam do jego zgarbionych plecw.

Odwrci si od mikroskopu, trzymajc okulary w jednej rce, a dugopis w drugiej. - Wejd, wejd - odpar, zakadajc okulary. W moim gabinecie byo okno, a w jego duo miejsca. Przeszed przez pomieszczenie, gestem wskazujc na jedno z dwch krzese stojcych koo niskiego stou przed jego biurkiem. Sign do kieszeni kitla, wyj z niej paczk DuMaurierw i wycign je w moj stron. Potrzsnam gow. Ten rytua powtarza si ju z tysic razy. Wiedzia, e nie pal, ale zawsze proponowa. Podobnie jak Claudel, Pelletier mia swoje przyzwyczajenia. - W czym mog ci pomc? - spyta zapalajc. - Interesuje mnie jeden z twoich dawnych przypadkw. Z 1990 roku. - Oh, Mon Dieu, czy bd jeszcze pamita tak odleg przeszo? Czasami ledwo jestem w stanie sobie przypomnie swj adres. - Pochyli si do przodu, cign usta i spojrza konspiracyjnie. - Zapisuj go na pudekach od zapaek, na wszelki wypadek. Oboje si rozemialimy. - Nie przesadzajmy. Myl, e pamitasz wszystko, co chcesz pamita. Wzruszy ramionami i pokiwa gow na boki, udajc niewinitko. - I tak przyniosam dokumenty. - Uniosam do gry skoroszyt i otworzyam go. - W raporcie policyjnym napisano, e szcztki znaleziono w torbie na tyach dworca autobusowego Voyageur. Jaki wczga j otworzy, mylc, e moe znajdzie jej waciciela. - Z pewnoci - zauway Pelletier. - Jest tylu uczciwych wczgw, e powinni zaoy jak swoj organizacj. - I tak nie spodoba mu si aromat. Powiedzia... - Przebiegam oczyma raport, eby zacytowa jego sowa. - Zapach Szatana unis si z torby i owia moj dusz". Koniec cytatu. - Poeta. Podoba mi si to - stwierdzi Pelletier. - Ciekawe, co by powiedzia o moich gaciach. Zignorowaam t uwag i czytaam dalej. - Zanis torb dozorcy, ktry zadzwoni na policj. Znaleli troch czci ciaa zawinitych w co w rodzaju obrusa. - A, oui. Pamitam t spraw - powiedzia, wycigajc w moj stron poky palec. Przeraajce. Straszne. - Palec wyglda rzeczywicie okropnie. - Niby co? - Ten przypadek mapy z dworca.

- Wic dobrze zrozumiaam ten raport? Unis pytajco brwi, - To naprawd bya mapa? Ponuro pokiwa gow. - Kapucynka. - Dlaczego tu trafia? - Bo bya troch sztywna. - Genialnie. - Kady jest tutaj dowcipnisiem. - Ale dlaczego koroner mia z tym co wsplnego? Wyraz mojej twarzy musia go skoni do udzielenia rzeczowej odpowiedzi. - Cokolwiek tam byo, byo to co maego, a kto obdar to ze skry i poci. Do diaba, to mogo by cokolwiek. Gliny mylay, e to mg by pd albo noworodek, wic przysali go do nas. - Byo co dziwnego w tej sprawie? - Sama nie bardzo wiedziaam, czego szukam. - Eee. Po prostu kolejna pokrojona mapa. - Kciki jego ust uniosy si nieznacznie. - Moe i tak. - No to inaczej spytamy. - A byo co dziwnego w sposobie, w jaki zostaa pokrojona? - Nie za bardzo. Wszystkie przypadki powiartowanych map s takie same. To prowadzio donikd. - Czy dowiedzielicie si, czyja to bya mapa? - A wiesz, e tak. Gazety opublikoway komunikat i zadzwoni jaki facet z uniwersytetu. - Z naszego? - Tak, tak sdz. Biolog albo zoolog czy co takiego. Anglojzyczny... A, poczekaj... Podszed do szuflady biurka, pogrzeba w niej i wycign plik wizytwek spitych gumk. cign recepturk, przejrza wizytwki i poda mi jedn. - To on. Spotkaem go, kiedy przyszed zidentyfikowa denata. Na wizytwce byo nazwisko - Parker T. Bailey, Professeur de Biologie, Universite du Quebec a Montreal, adres e-mailowy, numery telefonu i faksu i adres. - Co powiedzia? - spytaam. - e trzyma mapy na uniwersytecie, potrzebne mu s do bada. Ktrego dnia przyszed i stwierdzi, e ma jedn sztuk mniej. - Kto j ukrad?

- Ukrad? Uwolni? Sama ucieka? Kto wie? Naczelny zdezerterowa. - Wic przeczyta w gazecie o martwej mapie i zadzwoni tutaj? - C'est ca. - Co si z ni stao? - Z map? Pokiwaam gow. - Wydalimy j... - Wskaza gestem na wizytwk. - Doktorowi Baileyowt - dokoczyam. - Oui. Nie miaa krewnych. Przynajmniej nie w Quebecu. - Jego usta nawet nie drgny. - Rozumiem. Ponownie spojrzaam na wizytwk. Na nic ci si to nie przyda, mwia mi lewa pkula, ale w tym samym momencie usyszaam swoje pytanie: - Mog zatrzyma t wizytwk? - Oczywicie. Przez reszt popoudnia wyszukiwaam szczegy z czterech zestaww dokumentw i wprowadzaam je do tabeli, ktr utworzyam. Kolor wosw. Oczu. Skry. Wzrost. Religia. Imiona. Daty. Miejsca. Znaki zodiaku. Wszystko, co moe si przyda. Uparcie wygrzebywaam dane, majc zamiar pniej szuka elementw wsplnych. A moe mylaam, e wszystko wyjani si samo, e powizane ze sob informacje bd lgn do siebie jak neuropeptydy do receptorw. A moe po prostu potrzebowaam jakiego mechanicznego zajcia, eby zaabsorbowa czym swj umys, mentalnej ukadanki puzzle, dajcej przynajmniej wraenie posuwania si do przodu ze spraw. Pitnacie po czwartej znowu zadzwoniam do Ryana. Chocia nie byo go przy biurku, operatorce wydawao si, e gdzie go widziaa i niechtnie zacza poszukiwania. Gdy czekaam, moje oczy spoczy na dokumentach dotyczcych sprawy z map. Byam znudzona, wic wycignam fotografie. Byy dwa rodzaje - kilka zdj z polaroida, a reszta klasyczne, dziesi na pitnacie centymetrw. Odezwaa si operatorka i powiedziaa mi, e Ryana nie ma w adnym z pokojw, do ktrych dzwonia. Tak, westchnienie, sprawdzi w pokoju, gdzie si pija kaw. Przejrzaam zdjcia z polaroidu, bez wtpienia zrobione, kiedy szcztki przywieziono do kostnicy. Byy na nich fotografie purpurowo-czarnej torby z nylonu, zapitej i rozpitej na tej wersji z rozpit, w torbie wida byo zawinitko. Kilka kolejnych zdj przedstawiao

to zawinitko lece na stole do autopsji, przed i po rozpakowaniu. Na pozostaych szeciu uwieczniono czci ciaa. Notatka w rubryce na formularzu tosamoci potwierdzaa, e denat by rzeczywicie malutki, niniejszy ni

dziewiciomiesiczny pd albo noworodek. Procesy gnilne byy cakiem zaawansowane. Ciao zaczo ju czernie i byo wymazane czym, co wygldao jak zjeczaa tapioka. Wydawao mi si, e rozpoznaj gow, tuw i koczyny. Poza tym, zupenie nic. Zdjcia zrobiono ze zbyt duej odlegoci i nie byo wida szczegw. Obracaam kilka z nich, patrzc na nie pod bardziej dogodnym ktem, ale i tak niewiele mona byo zobaczy. Operatorka przemwia stanowczym gosem. Ryana nie ma. Musz sprbowa jutro. Nie daam jej okazji do wypowiedzenia argumentu, ktry ju miaa w zanadrzu, tylko zostawiam kolejn wiadomo i rozczyam si. Zblienia, o wymiarach dziesi na pitnacie, zrobiono po oczyszczeniu mapy. Szczegy, ktrych nie byo na polaroidach, tutaj byy dobrze widoczne. Drobne ciao zostao obdarte ze skry i rozcite w stawach. Fotograf, prawdopodobnie Denis, uoy kawaki w porzdku anatomicznym, po czym dokadnie obfotografowa kady po kolei. Kiedy przegldaam zdjcia, nie mogam nie zauway, e pocite kawaki wyglday troch jak krlik, ktry wkrtce znajdzie si w zupie. Nie pasowa tylko jeden szczeg. Pite zdjcie przedstawiao drobn rk koczc i si czterema palcami i schowanym w delikatnej doni kciukiem. Ostatnie dwa zdjcia ukazyway gow. Bez skry i wosw, wygldaa jako pierwotnie, jak pd odcity od ppowiny, nagi i bezbronny. Czaszka bya wielkoci mandarynki. Chocia twarz bya paska i antropoidalna, nie trzeba by pogromczyni lww i mionikiem safari, eby zauway, e nie by to przedstawiciel naczelnych czekoksztatnych. Uzbienie byo pene, wszystkie zby trzonowe na miejscu i reszta te. Policzyam. W kadej wiartce byy trzy zby przedtrzonowe. Mapa pochodzia z Ameryki Poudniowej. To tylko jeszcze jedna sprawa, ktrej bohaterem s zwierzta, powiedziaam sobie, chowajc zdjcia do koperty. Czasami si takie zdarzaj, bo komu si wydaje, e szcztki s ludzkie. Obdarte ze skry apy niedwiedzia porzucone przez myliwych, winie i kozy zabite na miso, a wzgardzone kawaki porzucone przy drodze, okaleczone psy i koty wrzucone do rzeki. Nieczuo gatunku ludzkiego zawsze mnie wprawiaa w zdumienie. Nigdy si do tego nie przyzwyczaiam. Wic dlaczego ta sprawa nie dawaa mi spokoju? Jeszcze raz spojrzaam na due

zdjcia. No dobra. Map pocito. Powana sprawa. Ale tak samo si dzieje z mnstwem zwierzt, ktre do nas trafiaj. Jaki dupek pewnie mia radoch, kiedy j drczy i zabija. Moe to by jaki student, wkurzony za ocen. Zatrzymaam si przy pitym zdjciu i wlepiam w nie oczy. Po raz kolejny stay mi minie brzucha. Przez chwil wpatrywaam si w zdjcie, a potem signam po telefon.

23
Nie ma nic bardziej pustego, ni szkoa po skoczonych lekcjach. Tak wanie sobie wyobraam ewentualne konsekwencje wybuchu bomby neutronowej. wiata si pal. Woda tryska z fontann. Dzwonki dzwoni zgodnie z planem. Monitory komputerw emituj tajemnicz powiat. Nie ma ludzi. Nie ma nikogo gaszcego pragnienie, pieszcego do klasy i nie sycha stukotu klawiatur. Milczenie katakumb. Siedziaam na krzele przed gabinetem Parkera Baileya na Universite du Quebec a Montreal - UQAM. Po wyjciu z laboratorium wiczyam ju na sali gimnastycznej, zrobiam zakupy w Provigo i zjadam cienki makaron z sosem ze limakw. By zupenie niezy jak na pospieszny posiek. Nawet Birdie by zachwycony. Teraz jednak nie mogam ju spokojnie usiedzie, j Powiedzie, e na wydziale biologii panowaa cisza to tak jakby powiedzie, e kwarki s mae. Wszystkie drzwi na korytarzu byy zamknite. Przestudiowaam tablice ogosze, przeczytaam ogoszenia na tablicach dotyczcych studiw podyplomowych, wszystkie komunikaty o planowanych wyjazdach w teren, oferty komputeropisania i korepetycji, ogoszenia zapowiadajce gocinne wykady. Dwukrotnie. Po raz tysiczny spojrzaam na zegarek - 9:12 wieczorem. Niech to. Ju powinien tu by. Koczy zajcia o dziewitej. Przynajmniej tak mi powiedziaa sekretarka. Wstaam i zaczam spacerowa. Ci, ktrzy czekaj, musz spacerowa - 9:14, Cholera. O 9:30 daam sobie spokj. Kiedy przerzuciam torebk przez rami, usyszaam, e gdzie otwieraj si drzwi. Nie widziaam, gdzie. Po chwili zza rogu wyoni si szybko idcy mczyzna z ogromnym stosem ksiek. Cay czas poprawia chwyt, eby nie spady ksiki. Jego sweter wyglda tak, jakby opuci Irlandi przed godem ziemniaczanym. Oceniam wiek mczyzny na koo czterdziestki. Kiedy mnie zauway, zatrzyma si, ale twarz pozostaa nieporuszona. Zaczam si przedstawia i wtedy ze stosu zelizn si notatnik. Oboje si po niego schylilimy. Nie byo to dobre posunicie z jego strony. Wikszo ksiek ze stosu powdrowaa na podog, rozsypujc si na niej jak konfetti w Sylwestra. Przez kilka minut zbieralimy je i ponownie ukadalimy w stos, po czym otworzy swj gabinet i pooy ksiki na biurku. - Przepraszam - rzuci po francusku z silnym akcentem. - Ja... - Nie ma sprawy - odpowiedziaam po angielsku. - Musiaam pana wystraszy. - Tak. Nie. Powinienem by przenie ksiki w dwch rzutach. Czsto mi si to

zdarza. - Po angielsku nie mwi z amerykaskim akcentem. - To ksiki o metodologii pracy w laboratorium? - Tak. Wanie miaem zajcia z metodologii etologii. By skpany we wszystkich odcieniach promieni zachodzcego soca. Mia skr powleczon delikatnym rem, malinowe policzki, a wosy koloru waniliowego wafla. Wsy i rzsy byy bursztynowe. Wyglda na czowieka, ktry si nie opala, tylko spala. - Brzmi intrygujco. - Chciabym, eby oni tak myleli. Czym mog... - Jestem Tempe Brennan - zaczam, sigajc do torebki i wycigajc wizytwk. Paska sekretarka powiedziaa, e teraz uda mi si pana zapa. Kiedy czyta wizytwk, wytumaczyam mu cel swojej wizyty. - Tak, pamitam. Byem bardzo niezadowolony, e straciem t map. Naprawd mnie to wkurzyo. - Nagle zaproponowa: - Moe pani usidzie? Nie czekajc na odpowied, zacz zdejmowa rzeczy z zielonego, plastikowego krzesa i ukada je na stosie na pododze. Ukradkiem rozejrzaam si wok. W porwnaniu z jego malutekim gabinetem, mj wyglda jak poczekalnia dworcowa. Tam, gdzie nie byo pek z ksikami, wszdzie na cianach wisiay zdjcia zwierzt. Cierniki. Perliczka. Wyjce. Guce. Nawet mrwkojad. Nie pominito adnego poziomu z taksonomii Linneusza. Pomieszczenie przypominao mi biuro impresaria, w ktrym jak trofea porozwieszano zdjcia sawnych ludzi. Tylko e na tych zdjciach nie byo autografw, Oboje usiedlimy, on za biurkiem, opierajc nogi na otwartej szufladzie, a ja na dopiero co zwolnionym krzele dla goci, - Tak. Naprawd mnie to wkurzyo - powtrzy, po czym nagle zmieni temat. - Jest pani antropologiem. - Mm. Hm. - Zajmuje si pani naczelnymi? - Nie. Kiedy tak, ale ostatnio nie. Wykadam na wydziale antropologii na Uniwersytecie w Charlotte. Zdarza mi si mie cykl wykadw na temat biologii i zachowania naczelnych, ale tak naprawd ju si tym nie zajmuj. Mam zbyt duo pracy z antropologi sdow i ekspertyzami. - No tak. - Pomacha wizytwk. - W czym si pani specjalizowaa w naczelnych? Zastanawiaam si, kto kogo przesuchuje. - Interesowaam si osteoporoz, szczeglnie zwizkiem midzy zachowaniami

spoecznymi a procesem chorobowym. Pracowalimy na zwierztach, przewanie rezusach, manipulowalimy grupami zwierzt, tworzylimy sytuacje stresowe, a potem ledzilimy postpujc degeneracj koci. - A czy kto pracuje w warunkach naturalnych? - Tylko w grupach zwierzt zamieszkujcych wyspy. - Mmm? - Bursztynowe brwi uniosy si z zainteresowaniem. - Na Cayo Santiago w Puerto Rico. Przez jaki czas miaam zajcia terenowe na wyspie Morgan, lecej u wybrzey Poudniowej Karoliny. - Zajmowaa si pani rezusami? - Tak. Doktorze Bailey, moe mi pan powiedzie co o mapie, ktra znikna z pana wydziau? Zignorowa moje niezbyt pynne przejcie. - Jak to si stao, e z bada nad kocem map przesza pani do zwok? - Zajmuj si biologi koci. To obejmuje obie dziedziny. - Tak. To prawda. - I co z t map? - Mapa... Niewiele mog pani powiedzie. - Potar jednym butem o drugi, pochyli si do przodu i strzepa co ze spodni. - Przyszedem ktrego dnia i zastaem pust klatk. Mylelimy, e moe kto nie zamkn klatki i Alsa, tak miaa na imi, uwolnia si. One to potrafi, wie pani. Bya bardzo przebiega i miaa fenomenalnie zrczne rce. Naprawd zadziwiajce. Zreszt niewane. Przeszukalimy cay budynek, powiadomilimy ochron uniwersytetu, zrobilimy wszystko, co byo mona, ale nie udao nam si jej znale. Potem trafiem na artyku w gazecie. Reszt pani zna. - Co z ni robilicie? - W gruncie rzeczy ja nie zajmowaem si Als. Pracowaa nad ni studentka pitego roku. Mnie interesuj zwierzce systemy porozumiewania si, szczeglnie, cho nie wycznie, te, w ktrych gwn rol odgrywaj feromony i inne sygnay wchowe... Zmiana intonacji i pojawienie si argonu kazay mi si domyla, e ju niejednokrotnie wygasza ten monolog. Zacz tym charakterystycznym tonem, poczynajc od Ja zajmuj si..." - typowym dla naukowcw, ktrzy mwi co do laikw. Trzeba wtedy przeczeka wedle zasady MZK: Mw Zrozumiale Kretynie. Ten typ dyskursu zarezerwowany jest na koktajle, spotkania dobroczynne, rozmowy wstpne i inne tego typu okolicznoci. Wszyscy naukowcy maj co takiego. Wysuchaam go cierpliwie.

- Co badaa? - Wystarczy o tobie. Na jego twarzy zagoci kwany umiech i potrzsn gow. - Jzyk. Nauka jzyka u naczelnych w Nowym wiecie. To wanie od tego pochodzi jej imi. L/Apprentissage de la Langue du Singe Americain. ALSA. Marie-Lise miaa by odpowiedzi Quebecu na Penny Patterson, a Alsa miaa by KoKo

poudniowoamerykaskich map. Machn pirem nad gow, achn si drwico, po czym gwatownie spuci rk. Opada ciko na biurko. Przygldaam si jego twarzy. Wyglda albo na zmczonego, albo na zniechconego, nie wiedziaam ktre. - Marie-Lise? - Moja studentka. - I co, wszystko szo dobrze? - Kto wie? Tak naprawd nie miaa dosy czasu. Mapa znikna po piciu miesicach od rozpoczcia bada. - Znowu ten kwany umiech. - A Marie- Lise wkrtce po niej. - Przerwaa studia? Pokiwa gow. - Wie pan dlaczego? Dugo milcza, nim odpowiedzia.

- Marie-Lise bya dobr studentk. Z pewnoci musiaaby od nowa zacz swoj prac magistersk, ale jestem pewien, e poradziaby sobie. Uwielbiaa to, czym si zajmowaa. Tak, bya zaamana, kiedy zabito Als, ale to chyba nie by powd. - A jak pan myli, jaki by powd? Rysowa mae trjkty na jednej z ksiek. Nie bd go popdza, - Miaa chopaka. Non stop jej tru, e cae dnie przesiaduje na uniwersytecie. Namawia j, eby przerwaa studia. Rozmawiaa o tym ze mn tylko raz, moe dwa razy, ale wydaje mi si, e udao mu si j przekona. Spotkaem go na dwch imprezach wydziaowych. Wydawa mi si naprawd dziwny. - Dlaczego? - Po prostu... Nie wiem, by odludkiem. Cyniczny. Konfliktowy. Grubiaski. Jakby nigdy nie potrafi opanowa podstawowych... umiejtnoci. Zawsze przypomina mi map Harlowa. Rozumie pani? Jakby by wychowywany w odosobnieniu i nigdy nie nauczy si y z innymi. Niezalenie, co sic do niego mwio, przewraca oczyma i gupio si umiecha. Boe, jak ja te go nienawidziem...

- Podejrzewa go pan? e to moe on zabi Als, eby uniemoliwi Marie-Lise prac, eby j skoni do przerwania studiw? Milcza, wic wywnioskowaam, e kiedy o tym myla. Potem powiedzia: - By wtedy rzekomo w Toronto. - Mg to potwierdzi? - Marie-Lise mu wierzya. Pniej ju nie drylimy tego tematu. Bya zbyt przygnbiona. Zreszt po co? Alsa nie ya. Nie bardzo wiedziaam, jak zada nastpne pytanie. - Czy kiedykolwiek czyta pan notatki Marie-Lise, kiedy zajmowaa si Als? Przesta gryzmoli i spojrza na mnie ostro. - O co pani chodzi? - Czy jest moliwo, e staraa si co zatuszowa? e miaa jaki powd, eby storpedowa badania? - Nie. W adnym razie. - W jego gosie nie byo cienia wtpliwoci. W oczach tak. - Utrzymuje z panem kontakt? - Nie. - Czy to normalne? - Niektrzy studenci si odzywaj, inni nie. - Trjkty pokryway coraz wiksz przestrze. Zmieniam taktyk. - Kto jeszcze mia dostp do tego... To jest laboratorium, tak? - Tak, ale mae. Tutaj, w kampusie trzymamy bardzo mao zwierzt. Po prostu nie mamy miejsca. Wie pani, kady gatunek musi by w osobnym pomieszczeniu... - Naprawd? - Tak. KKOZ ma specjalne wytyczne co do temperatury pomieszczenia, jego wielkoci, poywienia i mnstwa innych najrniejszych parametrw. - KKOZ? - Kanadyjski Komitet Ochrony Zwierzt. Publikuj przewodnik dotyczcy opieki i wykorzystywania zwierzt do eksperymentw. To taka nasza biblia. Kady wykonujcy badania na zwierztach musi si do niej dostosowa. Naukowcy. Hodowcy. Przemys. Mwi si tam take o zdrowiu i bezpieczestwie personelu pracujcego ze zwierztami. - A co ze rodkami ostronoci?

- A, tak. Wytyczne s bardzo szczegowe. - Jakie rodki ostronoci podejmowalicie? - Teraz pracuj nad ciernikami. To ryby. Okrci si na krzele i wskaza dugopisem na zdjcie ryby na cianie. - One nie s zbyt wymagajce. Niektrzy moi koledzy trzymaj szczury laboratoryjne. One te nie s. Walczcy o prawa zwierzt przewanie nie krusz kopii o ryby i gryzonie. Na jego twarzy pojawi si umiech, ktry niewtpliwie zagwarantowaby mu zoty medal na mistrzostwach wiata kwanych umiechw. - Oprcz szczurw, Alsa bya tutaj jedynym ssakiem, wic rodki bezpieczestwa nie byy takie surowe. Miaa swj wasny pokoik, ktry zamykalimy. Oczywicie zamykalimy te jej klatk. I drzwi wejciowe do laboratorium... Zamilk. - Mylaem ju o tym wczeniej. Nie pamitam, kto ostatni wychodzi z laboratorium tamtego wieczora. Pamitam, e nie miaem wieczorem zaj, wic chyba nie siedziaem tu do pna. Pewnie jaki student pitego roku robi obchd. Sekretarka nie sprawdza, czy tamte drzwi s zamknite, chyba e wydam jej takie polecenie. Znowu zamilk. - Podejrzewam, e kto z zewntrz mg si tam dosta. Nie byoby specjalnych problemw, jeli kto zostawiby nie zamknite drzwi. Nie na wszystkich studentach mona polega. - A co z klatk? - Klatka to na pewno nie by aden problem. Bya zamykana tylko na kdk. Nie znalelimy jej potem. Podejrzewam, e moga zosta przecita. Staraam si delikatnie zagai nastpny temat. - Czy odnaleziono brakujce czci? - Brakujce czci? - Als... - Teraz ja szukaam waciwego sowa. MZK.- Pocito. W zawinitku, w ktrym j znaleziono, nie byo wszystkich czci. Mylaam, e moe co znalazo si tutaj. - Co na przykad? Czego brakowao? - Jego pastelowa twarz zdradzaa zaintrygowanie. - Jej prawej rki, doktorze Bailey. Odcito j w nadgarstku. Nie byo jej w torbie, w ktrej j znaleli. Nie byo powodu, eby mu mwi o kobietach, ktre ostatnio potraktowano w ten

sam sposb, o prawdziwych powodach mojej wizyty. Milcza. Splt rce za gow, odchyli si na krzele i zacz wpatrywa si w jaki punkt nade mn. Malinowy kolor jego policzkw teraz ju by bliszy kolorowi rabarbaru. Mae radio z zegarkiem mruczao cicho na szafce. Po duszej chwili przerwaam cisz. - Patrzc z perspektywy, jak panu si wydaje, co si waciwie stao? Nie odpowiedzia od razu. Po chwili, kiedy mylaam, e ju w ogle nie odpowie, odpar: - Myl, e zrobi to prawdopodobnie jeden z mutantw, od ktrych a roi si ten d kloaczny, ktrym jest tutejszy kampus. Mylaam, e skoczy. Zacz gbiej oddycha. Potem doda co jeszcze, prawie szeptem. Nie dosyszaam. - Sucham? - spytaam. - Marie-Lise zasugiwaa na co lepszego. Uwaaam, e to dziwna uwaga. Alsa przecie te, pomylaam, ale ugryzam si w jzyk. Bez ostrzeenia rozleg si gony dzwonek, przeszywajc dreszczem kad komrk mojego ciaa. Spojrzaam na zegarek - punkt dziesita. Uniknwszy odpowiedzi na pytanie, dlaczego interesuje mnie zabita przed czterema laty mapa, podzikowaam mu za jego czas i poprosiam, eby do mnie zadzwoni, jeli mu si co przypomni. Kiedy wychodziam, uparcie wpatrywa si w jaki punkt nad moj gow. Podejrzewaam, e tak naprawd cofa si w czasie, a nie skupia na jakim punkcie w przestrzeni.

Nie znaam okolicy zbyt dobrze, wic zaparkowaam w tej samej uliczce, co wtedy, kiedy wczyam si po Main. Trzymaj si tego, co sprawdzone. Od tamtej nocy mylaam o tym wydarzeniu jako o Wielkim Szukaniu Gabby. Byo to zaledwie dwa dni temu, ale ja miaam wraenie, e upyny lata. Dzisiejszy wieczr by chodniejszy i cigle sipi rzadki deszcz. Zapiam kurtk i ruszyam w stron samochodu. Po opuszczeniu uniwersytetu szam na pnoc ulic St. Denis, mijajc liczne wytworne butiki i bistra. Chocia St. Denis ley tylko kilka kwartaw na wschd od St. Laurent, s to dwa kompletnie rne wiaty. St. Denis odwiedzaj modzi i zamoni - w poszukiwaniu sukienki, srebrnych kolczykw, partnera czy niezobowizujcego seksu. Ulica

marze. Spotyka si takie w wikszoci miast. W Montrealu s dwie: Crescent dla Anglikw i St. Denis dla Francuzw. Kiedy czekaam na wiatach przy De Maisonneuve, mylaam o Alsie. Bailey pewnie mia racj. Dworzec autobusowy miaam przed sob po prawej stronie. Ktokolwiek j zabi, nie pofatygowa si daleko, eby pozby si ciaa. Wskazuje to na kogo miejscowego. Zauwayam mod par wynurzajc si ze stacji metra Berri-UQAM. Biegli przez deszcz, lgnc do siebie, jak skarpetki dopiero co wyjte z suszarki. Mg to te by kto mieszkajcy dalej. Jasne, Brennan, porywasz map, jedziesz metrem do domu, zabijasz j, tniesz, adujesz si z ni znowu do metra i porzucasz na dworcu autobusowym. wietnie rozumujesz. Zapalio si zielone wiato. Minam St. Denis i szam na zachd po De Maisonneuve, cay czas mylc o rozmowie z Bailey'em. Co w jego zachowaniu nie dawao mi spokoju. Czy chodzio o to, e okazywa zbyt wiele uczucia dla studentki? Zbyt mao dla mapy? Dlaczego wydawa si taki - jaki? - sceptycznie nastawiony do bada z udziaem Alsy? Dlaczego nie wiedzia nic o rce? Czy Pelletier nie powiedzia mi, e Bailey oglda zwoki? Czy nie zauwayby brakujcej rki? Pozwolono mu zabra ciao i wzi je z laboratorium... - Cholera - powiedziaam na gos, w mylach walc si w czoo. Jaki mczyzna w kombinezonie obrci si, eby na mnie spojrze - wyranie zauway, e nie zachowuj si zupenie normalnie. Nie mia ani koszuli, ani butw, a obydwoma rkoma obejmowa torb z zakupami, z ktrej ukonie sterczay urwane papierowe uchwyty. Umiechnam si, eby go uspokoi, ale on ju ruszy, potrzsaniem gowy dajc wyraz zadziwieniu nad tym, co stao si z ludzkoci i wszechwiatem. Jeste zupenie jak Columbo, zganiam siebie. Nawet nie spytaa tego Baileya, co zrobi z ciaem! Dobra robota. Zganiwszy siebie, postanowiam si poprawi i zje hot doga. Wiedziaam, e i tak nie zasn, wic ten pomys nie by najgorszy. W ten sposb bd moga zrzuci win na jedzenie. Weszam do Chien Chaud na St. Dominique, zamwiam hot doga z ketchupem, majonezem, frytkami i dietetyczn col. Nie ma coli, jest pepsi" - wyali mi si kole zza lady, z gstymi, czarnymi wosami i silnym akcentem. Nie bd si przez to chlasta, uznaam. Jadam w biao-czerwonym plastikowym boksie, kontemplujc odlace od ciany plakaty reklamujce biura podry. Przydaoby mi si, mylaam patrzc na zbyt bkitne

niebo i olepiajco biae budynki na wyspach Paros, Santoryn i Mykonos. Dobrze by mi to zrobio. Na mokrym chodniku zaczynao by toczno od samochodw. Main zaczynao si rozkrca. Przyszed jaki mczyzna i zacz gono rozmawia z czarnowosym, chyba po grecku. Mia mokre ubranie przesiknite zapachem dymu, tuszczu i jakiej przyprawy, ktrej nie znaam. W jego gstych wosach lniy kropelki wody. Kiedy rzuciam na niego okiem, umiechn si do mnie, unis jedn krzaczast brew i powoli przejecha jzykiem po grnej wardze Rwnie dobrze mgby mi pokaza swoje hemoroidy. Dostosowujc si do jego poziomu, pokazaam mu rodkowy palec i zaczam patrze za okno. Za oknem, po ktrym spyway strumyczki wody, widziaam rzd sklepw po drugiej stronie ulicy, ciemnych i cichych w przedwiteczny wieczr. La Cordonnerie la Fleur. Dlaczego szewc nazwa swj sklep Kwiat"? La Boulangerie Nan. Zastanawiaam si, czy to nazwa piekarni, nazwisko waciciela czy po prostu reklama indyjskiego chleba. Przez okna widziaam puste pki czekajce na ranek. Czy piekarze pracuj w wita pastwowe? La Boucherie St. Dominique. W oknach wisiay nazwy sprzedawanych tam specjaw. Lapin frais. Boeuf. Agneau. Poulet. Saucisse. wiee krliki. Woowina. Cielcina. Kurczaki. Kiebasa. A z map nic. Wystarczy. Spadaj std. Zmiam serwetk i pooyam j na papierowej tacce po hot dogu. Dla takich wanie rzeczy zabijamy drzewa. Dooyam puszk po pepsi, wrzuciam wszystko do kosza i wyszam. Samochd sta tam, gdzie go zostawiam i by nienaruszony. Kiedy jechaam, moje myli ponownie zaprztay morderstwa. Kady ruch wycieraczek przynosi nowy obraz. Obcita rka Alsy. Chlap. Rka Morisette-Champoux na kuchennej pododze. Chlap. cigna Chantale Trottier. Chlap. Rwno przycite koci ramion. Chlap. Czy to zawsze bya ta sama rka? Nie pamitaam. Bd musiaa sprawdzi. Nie brakowao adnej ludzkiej rki. Czy to tylko zbieg okolicznoci? Moe Claudel mia racj? Moe zaczynam wirowa? Moe porywacz Alsy zbiera zwierzce apy? Moe on jest po prostu nadgorliwym mionikiem Poego? A moe to kobieta? Pitnacie po jedenastej dotaram do garau. Czuam zmczenie nawet w szpiku kostnym. Byam na nogach ju od osiemnastu godzin. aden hot dog nie powstrzyma mnie przed szybkim zaniciem.

Birdie na mnie nie czeka. Tak, jak to robi zawsze, kiedy by sam, zwin si w kbek na maym, drewnianym fotelu bujanym stojcym koo kominka. Zerkn tylko, kiedy weszam, mrugajc do mnie swoimi okrgymi, tymi oczyma. - Cze, Bird, jak ci si dzi yo? - Zamruczaam, drapic go pod brod. - Czy co jest w stanie sprawi, by nie spa tak cigle? Zamkn oczy i wypry szyj albo chcc pokaza swoje niezadowolenie, albo starajc si maksymalnie wykorzysta moje pieszczoty. Kiedy cofnam rk, ziewn szeroko, ponownie pooy gow na apach i przyglda si mi spod cikich powiek. Poszam do sypialni, wiedzc, e w kocu i tak przyjdzie. Odpiam spinki do wosw, rzuciam ubrania na podog, zdjam narzut i zwaliam si na ko. Natychmiast zapadam w mocny, pozbawiony snw sen. Nie byo adnych zjaw, adnych mrocych krew w yach scen. W pewnym momencie poczuam na nodze ciepy ciar i zrozumiaam, e to Birdie, ale spaam dalej, pogrona w czarnej prni. Potem nagle serce zaczo wali mi jak motem i otworzyam szeroko oczy. Byam zupenie rozbudzona, czuam silny niepokj, ale nie wiedziaam dlaczego. Przejcie byo tak nagle, e musiaam mie chwil na to, by doj do siebie. W pokoju panoway egipskie ciemnoci. Zegarek wskazywa pierwsz dwadziecia siedem. Birdiego nie byo. Leaam w ciemnoci, wstrzymujc oddech, nasuchujc i starajc si zrozumie. Dlaczego moje ciao tak gwatownie zareagowao? Czy co usyszaam? Co wykry mj osobisty radar? Jaki receptor przesa sygna. Czy Birdie co sysza? Gdzie on jest? Nie mia zwyczaju wczy si gdzie po nocach. Rozluniam minie i wytyam such. Syszaam tylko serce dudnice w mojej piersi. W domu panowaa zowieszcza cisza. Potem to usyszaam. Mikkie uderzenie, a po nim saby metaliczny brzk. Czekaam zesztywniaa, nie oddychajc. Dziesi. Pitnacie. Dwadziecia sekund. Na zegarze zmienia si cyfra. Potem, kiedy ju mylaam, e to tylko moja wyobrania, usyszaam to znowu. Uderzenie. Brzk. Zacisnam zby trzonowe z si imada, a rce zwinam w pici. Czy kto jest w mieszkaniu? Przyzwyczaiam si do normalnych dwikw tego miejsca. Ten by inny, by akustycznym intruzem. Nie znaam go. Cicho odsunam kodr i spuciam nogi z ka. Bogosawic si w duchu za wczorajsze niedbalstwo, signam po bluz i dinsy i zaoyam je na siebie. Ruszyam ukradkiem przez dywan. Zatrzymaam si przy drzwiach, eby si rozejrze za jak potencjaln broni.

Niczego takiego nie zauwayam. Nie byo ksiyca, ale wiato latarni ulicznej sczyo si przez okno w drugiej sypialni i spowijao cz przedpokoju sab powiat. Ukradkiem minam azienk i zbliaam si do przedpokoju, skd prowadziy drzwi do ogrodu. Co kilka krokw zatrzymywaam si i nasuchiwaam, wstrzymujc oddech i majc cay czas szeroko otwarte oczy. Koo wejcia do kuchni ponownie usyszaam ten dwik. Uderzenie. Brzk. Dochodzi gdzie z okolicy drzwi balkonowych. Skrciam w prawo do kuchni i spojrzaam w stron drzwi balkonowych, skd wida byo wewntrzny dziedziniec budynku. Nic si nie ruszao. Cicho przeklinajc swoj awersj do broni, rozejrzaam si po kuchni za jak sztuk. Arsena to nie by. Cicho przesunam drc rk wzdu ciany, chcc wyczu wieszak na noe. Wybraam n do chleba, oplotam rczk palcami, skierowaam ostrze ku grze i wyprostowaam rk. Powoli, badajc grunt bosymi stopami, ruszyam na palcach tak daleko, eby mc zajrze do duego pokoju. Byo tam rwnie ciemno jak w sypialni i kuchni. W mroku udao mi si zauway Birdiego. Siedzia ponad metr od drzwi i wpatrywa si uporczywie w co za szyb. Koniuszek jego ogona koysa si nerwowo z lewa na prawo. Wyglda na tak napitego, jak uk przed strzaem. Usyszaam kolejne uderzenie-brzk, serce przestao mi bi i wstrzymaam oddech. Dwik dobieg z zewntrz. Birdie podnis uszy. Zrobiam pi niepewnych krokw i znalazam si koo niego. Odruchowo wycignam rk, eby pogaska go po gowie. Nie spodziewajc si dotknicia, wystrzeli jak strzaa i przemkn po pokoju z tak prdkoci, e jego pazury zostawiy lady na dywanie. W mroku wyglday jak mae, czarne przecinki. Jeli mona by powiedzie, e koty krzycz, to Birdie wanie to zrobi. Jego ucieczka zupenie mnie rozoya. Przez chwil byam sparaliowana, wronita w podog, jak posg w ziemi na Wyspie Wielkanocnej. Zrb tak, jak kot i wyno si std! Odezwa si we mnie strwoony gos. Zrobiam krok do tyu. Uderzenie. Brzk. Zatrzymaam si, ciskajc n i, tak si, jakby to bya lina ratunkowa. Cisza. Ciemno. Da-dum. Da-dum. Suchaam bicia swojego serca, starajc si znale w mzgu jak cz bdc jeszcze w stanie jasno myle. Jeli kto jest w mieszkaniu, dotaro do mnie, to musi by za tob. Droga ucieczki prowadzi przed ciebie, a nie do tyu. Ale jeli kto jest na zewntrz, nie otwieraj mu drogi do rodka. Da-dum. Da-dum.

Haas dochodzi z zewntrz, upieraam si. To, co sysza Birdie, jest na zewntrz. Da-dum. Da-dum. Rozejrzyj si. Przycinij si do ciany obok drzwi prowadzcych na dziedziniec i odchyl zasony tylko tyle, eby wyjrze na zewntrz. Moe zobaczysz jaki ksztat w ciemnoci. Logiczne. Uzbrojona w n kuchenny, odlepiam jedn nog od dywanu i powoli ruszyam do przodu, a dotaram do ciany. Oddychajc gboko, odcignam nieco zason. Ksztaty i cienie na dziedzicu byy sabe, ale dao si je rozpozna. Drzewo, awka, troch krzakw. Nie wida adnego ruchu, oprcz gazi smaganych wiatrem. Staam nieruchomo przez dug chwil. Nic si nie zmienio. Podeszam do rodka zasony i sprawdziam klamk drzwi. Zamknite. Trzymajc n w pogotowiu, plecami ocierajc si o cian, przesuwaam si w stron drzwi wejciowych. W stron systemu alarmowego. wiateko si palio, wskazujc, e nikt nie dosta si do mieszkania! Powodowana impulsem, nacisnam przycisk prbny. Pisk przeci cisz i pomimo e si go spodziewaam i tak podskoczyam. Rka odskoczya mi do gry, przygotowujc n do ataku. Gupia! powiedziaa mi dziaajca cz mzgu. Alarm dziaa i nikogo nie ma w domu! Niczego nie otworzono! Nikt nie wszed.

Wic jest na zewntrz! odpowiedziaam, cay czas rozdygotana. By moe, przyzna mzg, wic nie jest jeszcze tak le. Zapal jakie wiata, poka, e co si dzieje w mieszkaniu i kady sp si std ulotni. Staraam si przekn lin, ale usta byy zbyt suche. Zdobyam si na odwag i wczyam wiato w przedpokoju, a po chwili wszystkie inne midzy przedpokojem a sypialni. Nigdzie ani ladu intruzw. Kiedy usiadam na brzegu ka, trzymajc w rku n, znowu to usyszaam. Stumione uderzenie, brzk. Wzdrygnam si, prawie si ranic. Omielona przewiadczeniem, e w mieszkaniu nikogo nie ma, pomylaam: W porzdku, sukinsynu, tylko si rusz, to zadzwoni po gliny. Wrciam do drzwi balkonowych wychodzcych na boczny dziedziniec, tym razem szam szybko. Ten pokj cigle by nie owietlony, wic jeszcze raz odchyliam brzeg zasony i wyjrzaam na zewntrz, mielej ni przedtem Wszystko wygldao tak samo. Niejasno znajome ksztaty, niektre poruszane przez

wiatr. Uderzenie, brzk! Wzdrygnam si odruchowo, a potem pomylaam: Ten dwik nie dobiega od drzwi, tylko skd dalej. Przypomniaam sobie o reflektorze na bocznym dziedzicu i ruszyam si, eby znale wcznik. Nie czas, by myle o tym, e ssiedzi si zdenerwuj. Wczyam wiato i wrciam do zasony. Reflektor nie by silny, ale w jego wietle wystarczajco wyranie wida byo dziedziniec. Deszcz przesta pada, ale zerwa si wiatr. W snopie wiata taczya delikatna mgieka. Nasuchiwaam przez chwil. Nic. Kilkakrotnie przebiegam wzrokiem przestrze w polu widzenia. Nic. Zuchwale wyczyam alarm, otworzyam drzwi balkonowe i wytknam gow na zewntrz. Po lewej stronie, koo muru sta czarny, dorodny wierk, ale aden obcy ksztat nie czai si w jego gaziach. Uderzenie. Brzk. Nowa fala strachu. Bramka. Te odgosy wydaje bramka. Spojrzaam na ni wanie w momencie, kiedy wracaa na miejsce. Patrzyam jak wiatr ni porusza, na tyle, na ile pozwala zamykajcy j rygiel. Uderzenie. Brzk. Czujc si upokorzona, wyszam na dziedziniec i podeszam do bramki. Dlaczego nigdy wczeniej nie odkryam tego dwiku? Potem ponownie si wzdrygnam. Znikna kdka. Czy to Winston zapomnia j zaoy i zamkn bram po skoszeniu trawy za ni? Na pewno. Dopchnam silnie bram i przesunam rygiel tak daleko, jak si dao, i odwrciam si w stron drzwi. Wtedy usyszaam inny dwik, cichszy i stumiony. Spojrzaam w stron, z ktrej dobieg, i zobaczyam w swoim zielniku jaki obcy przedmiot. Jak dynia nabita na patyk, wystawa z ziemi. To wiatr poruszajcy t plastikow pacht powodowa cichy szelest. Tkno mnie przeraajce przeczucie. Nie wiedzc, dlaczego to wiem, czuam, co jest pod plastikow pacht. Nogi mi si trzsy, kiedy szam przez traw. W kocu szarpnam plastik. Widok sprowokowa mdoci i odwrciam si, eby zwymiotowa. Wytaram rk usta, a potem rzuciam si do domu, zatrzasnam drzwi i zamknam je, po czym ponownie uruchomiam system alarmowy. Wyszperaam numer, chwiejnym krokiem podeszam do telefonu i zmusiam si, eby wystuka waciwe cyfry. Podniesiono suchawk przy czwartym sygnale.

- Przyjed tutaj, prosz. Od razu! - Brennan? - Zachrypnity. - Co si k...? - Natychmiast, Ryan! Ju!

24
Galon herbaty pniej leaam zwinita na bujanym fotelu Birdiego, patrzc tpo na Ryana. Prowadzi ju trzeci rozmow, tym razem osobist, mwic komu, e troch mu to zajmie. Sdzc po tym co mwi, jego rozmwca nie by zachwycony. Trudno. Histeria popaca. Ryan przyjecha w niecae dwadziecia minut. Przeszuka mieszkanie i dziedziniec, po czym zadzwoni do CUM, eby przysali radiowz do obserwacji budynku. Potem Ryan woy worek i jego mroc krew w yach zawarto do wikszego worka, zaklei go i pooy na pododze w rogu w jadalni. Powiedzia, e zabierze go do kostnicy. Ekipa miaa przyjecha do mnie rano. Bylimy w duym pokoju, ja siedziaam i sczyam herbat, a Ryan przechadza si i mwi. Nie wiedziaam, co dziaao na mnie bardziej uspokajajco: gorca herbata czy Ryan. Prawdopodobnie nie herbata. Tak naprawd, to potrzebowaam alkoholu. Sama dokadnie nie wiedziaam jakiego. Ten pomys kusi mnie coraz bardziej. Tak naprawd, chciaam si napi rnych rzeczy. Oprni butelk do dna. Zapomnij o tym, Brennan. Zakrtka jest na miejscu i tak pozostanie. Popijaam herbat i przygldaam si Ryanowi. Mia na sobie dinsy i wypowia koszul. Dobry wybr. Odcienie niebieskiego nadaway jego oczom blask jak w podkolorowywanym starym filmie. Skoczy rozmawia przez telefon, ale cay czas nie zwalnia tempa. - Ju chyba wszystko zaatwiem - powiedzia, rzucajc telefon na kanap i przecigajc rk po twarzy. Mia potargane wosy i wyglda na zmczonego. Ale przecie ja te nie wygldaam jak Claudia Schiffer. Co teraz? zastanawiaam si. - Jestem ci wdziczna, e przyjechae - powiedziaam. - Przepraszam, e przereagowaam. - Ju to raz mwiam, ale powtrzyam znowu. - Nie. Wcale nie przereagowaa. - Przewanie nie... - Nie ma sprawy. Dorwiemy tego wira. - Mogam po prostu... Pochyli si do przodu i opar okcie na kolanach. Niebieskie lasery schwytay moje oczy i nie mogam si od nich uwolni. Na jednej rzsie mia kawaeczek bandau, ktry

wyglda jak drobinka pyku przylepiona do supka. - Brennan, to nie s arty. Gdzie tam jest facet, ktry jest jakim psychicznym mutantem. Jego umys ma jak skaz. On jest jak szczury, ktre ryj tunele pod stosami mieci i przemykaj po rurach kanalizacyjnych w tym miecie. To drapienik. Facet jest pokrcony, a teraz wcign ciebie w jakie swoje chore plany. Ale zrobi bd i my go znajdziemy, a potem zgnieciemy. Tak si postpuje z robactwem. Zawzito, z jak to powiedzia, zaskoczya mnie. Nie wiedziaam, jak zareagowa. Zwracanie uwagi na skomplikowane metafory, ktrych uy, nie byoby mdrym posuniciem. Moje milczenie wzi za sceptycyzm. - Mwi powanie, Brennan. Ten dupek ma papk zamiast mzgu. A to znaczy, e nie moesz ju odstawia swoich wyczynw. Jego uwaga wzburzya mnie, a niewiele mi byo trzeba. Czuam si bezbronna, niesamodzielna i nienawidziam siebie za to, wic na nim wyadowaam swoj frustracj. - Wyczynw? - rzuciam pogardliwie. - Cholera, Brennan, nie chodzi mi o dzisiejsz noc. Oboje wiedzielimy, o co mu chodzio. Mia racj, co tylko wzmogo moje poirytowanie i sprawio, e staam si jeszcze bardziej rozdraniona. Zamieszaam wystyg ju herbat i siedziaam cicho. - To zwierz najwyraniej ciebie obserwowao - nadawa dalej z uporem mota pneumatycznego. - Wie, gdzie mieszkasz. Wie, jak si dosta do rodka... - Tak naprawd, nie dosta si do rodka. - Przecie pod twoimi cholernymi oknami podrzuci ludzk gow! - Wiem! - krzyknam, tracc nad sob panowanie. Spojrzaam w kt jadalni. Leao tam znalezisko z ogrodu, ciche i nieruchome, obiekt oczekujcy na przebadanie. Mgby by czymkolwiek. Pik do siatkwki. Globusem. Melonem. Okrgy przedmiot w byszczcym, czarnym worku wyglda zupenie niegronie w plastiku, w ktrym umieci go Ryan. Wpatrywaam si w worek i przez gow przebiegay mi wspomnienia jego przeraajcej zawartoci. Ujrzaam czaszk wznoszc si na mizernej, patykowatej szyi. Ujrzaam puste oczodoy i byskajce rem usta kontrastujce z biaym szkliwem nielicznych zbw. Wyobraziam sobie, jak intruz wyamuje kdk i miao wchodzi na

dziedziniec, eby zostawi swoje mroce krew w yach memento. - Wiem - powtrzyam. - Masz racj. Bd musiaa by ostroniejsza. Znowu zamieszaam herbat, szukajc odpowiedzi w fusach. - Chcesz herbaty? - Nie, dzikuj. - Wsta. - Sprawdz, czy ju przyjechali. Znikn za drzwiami, a ja zrobiam sobie kolejny kubek herbaty. Cigle jeszcze byam w kuchni, kiedy wrci. - Jeden wz stoi w alejce po drugiej stronie ulicy. Bdzie jeszcze jeden, od tyu. Porozmawiam z nimi, kiedy bd wychodzi. Nikomu nie powinno uda si niepostrzeenie zbliy do budynku. - Dziki. - Wziam yk i oparam si na blacie. Wycign paczk DuMaurierw i unis brew w moj stron. - Jasne. Nienawidziam dymu w mieszkaniu. Ale przecie on na pewno nie chcia tutaj by. ycie to zawieranie kompromisw. Pomylaam, eby znale popielniczk, ale daam sobie spokj. W milczeniu pali papierosa, a ja piam herbat, opierajc si o blat. Oboje bylimy pogreni w mylach. Brzczaa lodwka. - Wiesz, to wcale nie czaszka mnie tak przerazia. Do czaszek jestem przyzwyczajona. Tylko to byo takie... tak nie na miejscu. - Rozumiem. - Wiem, e to bana, ale czuj, e drastycznie naruszono moj prywatno. Jakby jaki obcy stwr wtargn na mj teren, powszy i poszed sobie, kiedy ju straci zainteresowanie. Z bezradnoci mocno cisnam kubek - szczerze nienawidziam tego uczucia. Czuam si te gupio. Niewtpliwie Ryan musia ju wielokrotnie wysuchiwa podobnych komentarzy. Nawet jeli tak byo, to i tak nie mwi nic na ten temat. - Mylisz, e to St. Jacques? Spojrza na mnie, po czym strzepa popi do zlewu. Odchyli si do tyu i oparty o blat zacign si gboko. Jego nogi sigay do lodwki. - Nie wiem. Do cholery, przecie my nawet nie mamy pewnoci, kogo sposzylimy. St. Jacques to prawdopodobnie jego ksywa. Niezalenie kto korzysta z tamtej nory i tak pewnie tam nie mieszka. Wyglda na to, e jego ssiadka widziaa go tylko dwa razy. Tydzie prowadzilimy obserwacj te go miejsca i przez ten czas nikt tam nie wchodzi ani nie wychodzi.

Hmmmm. Zacignicie si, wydech. yk drinka. - W swojej kolekcji mia moje zdjcie. Wyci je i zaznaczy X-em. - No. - Bd ze mn szczery. Milcza przez chwil, po czym powiedzia: - Ja bym stawia na niego. Zbieg okolicznoci wydaje si zbyt nieprawdopodobny. Zdawaam sobie z tego spraw, ale wcale nie chciaam tego usysze. Co wicej, w ogle nie chciaam si zastanawia, co z tego wynika. Wskazaam gestem na czaszk. - Z ciaa, ktre znalelimy w St. Lambert? - C, to twoja specjalno. Wzi ostatniego macha, zgasi papierosa pod wod z kranu i rozejrza si za jakim miejscem, eby pooy niedopaek. Odepchnam blat i otworzyam szafk z workiem na mieci. Kiedy si prostowa, pooyam rk na jego przedramieniu. - Ryan, mylisz, e zwariowaam? Mylisz, e przypuszczenie, e to seryjny morderca to tylko wytwr mojej wyobrani? Wyprostowa si i wbi we mnie wzrok. - Nie wiem. Po prostu nie wiem. Moe masz racj. Cztery martwe kobiety w cigu dwch lat, z ktrych wszystkie powiartowano albo rozcito, albo i to, i to. Moe pita. Moe s jakie podobiestwa w metodzie okaleczenia. Poza tym wciskanie przedmiotw w ciaa. Ale to wszystko. Jak na razie, nie ma adnych innych podobiestw. Moe sprawy s powizane. A moe nie. Moe kry brygada sadystw, ktrzy dziaaj niezalenie od siebie. Moe to St. Jacques zaatwi je wszystkie. A moe on po prostu lubi zbiera historie o wyczynach innych. Moe to jedna osoba, ale wcale nie on. Moe wanie teraz snuje plany dotyczce swojego kolejnego wyczynu. Moe ten sukinsyn wanie podrzuci czaszk pod twoim domem, a moe to wcale nie on. Nie wiem. Ale wiem, e jaki chory dupek dzisiejszej nocy umieci czaszk w twoich petuniach. Suchaj, nie chc, eby ryzykowaa. Chc, eby mi daa sowo, ze bdziesz ostrona. adnych kolejnych wypadw. Znowu ten ojcowski ton. - To bya pietruszka. - Co? - Powiedzia to bardzo ostro, eby zniechci mnie do dowcipkowania. - To w takim razie chcesz, ebym co robia? - Na razie, adnych tajemniczych wycieczek. - Wskaza palcem na worek. - I powiesz mi, kto tam jest. Spojrza na zegarek.

- Jezu. Pitnacie po trzeciej. Nie jestem ci ju potrzebny? - Nie. Dziki, e przyjechae. - Nie ma sprawy. Jeszcze raz sprawdzi telefon i system alarmowy, wzi plastikowy worek, po czym wypuciam go frontowym wejciem. Kiedy patrzyam, jak si oddala, nie mogam nie zauway, e oprcz oczu, dinsy korzystnie uwydatniay co jeszcze. Brennan! Za duo herbaty. Albo za mao czego innego.

Dokadnie o czwartej dwadziecia siedem znowu zacz si koszmar. Najpierw mylaam, e mi si ni, e po prostu odtwarzam wczeniejsze wydarzenia. Ale w gruncie rzeczy, to ja tak naprawd nie zasnam. Leaam na ku, starajc si rozluni i zebra swoje myli. Ale dwik, ktry usyszaam, by bez wtpienia prawdziwy. Wiedziaam, co to za dwik i co to znaczy. Pisk systemu alarmowego oznacza, e otworzono ktre drzwi albo okno. Intruz wrci i dosta si do rodka. Serce zaczo wali mi jak motem i poczuam, e wraca strach, najpierw duszcy i paraliujcy, po chwili jednak wyzwoli fal adrenaliny, co mnie natychmiast oprzytomnio, ale nadal nie bardzo wiedziaam, jak si zachowa. Co robi? Walczy? Ucieka? Moje palce zacisny si na krawdzi koca. Byam kompletnie zdezorientowana. Jak mu si udao przedosta koo radiowozw? W ktrym jest pokoju? N! By na kuchennym blacie! Leaam sztywno, rozwaajc rne moliwoci. Ryan sprawdzi telefony, ale chciaam spa spokojnie, wic wyczyam z gniazdka ten stojcy w sypialni. Czy zdoam znale kabel, namierzy ma trjktn wtyczk i zadzwoni, nim zostan zatakowana? Ryan mwi, e gdzie stoj radiowozy? Jeli otworzyabym okno od sypialni i zaczabym krzycze, czy policjanci by mnie usyszeli i zdyli zareagowa na czas? Nasuchiwaam jakich symptomw ruchu w panujcej wok mnie ciemnoci. Wanie! Ciche planicie. W przedpokoju? Wstrzymaam oddech. Siekaczami przygryzam doln warg. Chrobot na marmurowej posadzce. Blisko przedpokoju. Czy to moe by Birdie? Nie, ten dwik wywoao co znacznie ciszego. Znowu! Delikatne drapanie, jakby o cian, a nie o podog. Zbyt wysoko jak dla kota. Przez gow przebiego mi wspomnienie z Afryki. Nocna jazda w Ambn seli. Lampart, zastygy w wiatach reflektorw dipa, przykucnity, z napn; onymi miniami, wcigajcy nocne powietrze przez nos, bezgonie zbli;i jacy si

do niczego nie podejrzewajcej gazeli. Czy mj przeladowca by podobnie jak on panem ciemnoci, ktry zmierza w stron mojej sypialni? Odcina mi drogi odwrotu? Co on robi? Dlaczego wrci? Co powinnam zrobi? Na pewno co! Nie le tutaj i nie czekaj. Zrb co! Telefon! Sprbuj zadzwoni. Za oknami s przecie policyjne radiowozy. Dyurujcy policjant si z nimi skontaktuje. Czy uda mi si dosign do telefonu, nie zdradzajc swojej pozycji? Czy tak naprawd ma to jakie znaczenie? Powoli uniosam kodr i uoyam si pasko na plecach. Szelest pocieli wydawa mi si gony jak grzmot. Co ponownie podrapao cian. Goniej. Bliej. Jakby intruz zrobi si pewniejszy siebie, jakby mniej ju mu zaleao na ostronoci. Z zesztywniaymi miniami i napitymi cignami zaczam powolutku przesuwa si na lew stron ka. Panujce w pokoju egipskie ciemnoci utrudniay mi orientacj. Dlaczego zacignam zason? Dlaczego odczyam ten telefon, eby pospa chwil duej? Gupia. Gupia. Gupia. Znajd kabel, znajd wtyczk i w ciemnoci wystukaj 911. Sporzdziam w mylach inwentarz rzeczy znajdujcych si na szafce nocnej i wytyczyam drog, ktr powinna wybra moja rka. Bd musiaa zsun si na podog, eby dosign mikrofonu w telefonie. Kiedy ju byam po lewej stronie ka, uniosam si na okciach. Usiowaam przebi oczyma ciemnoci, ale udao mi si tylko namierzy drzwi prowadzce do sypialni. Byy sabo podwietlone z tyu jakim urzdzeniem z arzc si tarcz. W drzwiach nie byo wida adnej sylwetki. Zachcona tym, spuciam lew nog z ka i zaczam j bardzo powoli opuszcza ku pododze. Wtedy w drzwiach mign cie i moja noga zastyga w p drogi, a wszystkie minie zesztywniay mi ze strachu. To ju koniec, pomylaam. W swoim wasnym ku. Sama. Przed domem czterech gliniarzy, niewiadomych niczego. Przed oczyma stany mi tamte cztery kobiety, ich koci, ich twarze, ich wypatroszone ciaa. Przetykaczka. Figurka. Nie! krzykn gos w mojej gowie. Nie ja. Prosz. Nie ja. Ile razy zd krzykn, nim si na mnie rzuci? Nim uciszy krzyki jednym pocigniciem ostrza po moim gardle? Czy wystarczy, eby zaalarmowa policjantw na zewntrz? Moje oczy szaleczo miotay si w t i z powrotem, jak lepia zwierzcia w potrzasku. Ciemna masa wypenia przestrze za szyb w drzwiach. Ludzka sylwetka. Leaam niema, nieruchoma, nie bdc nawet w stanie doby z siebie swoich ostatnich

krzykw. Sylwetka zawahaa si, jakby niepewna swojego nastpnego ruchu. Bya zbyt rozmazana, eby mona zobaczy jakie szczegy. Widziaam tylko posta w drzwiach. Jedynych drzwiach. Boe! Dlaczego nie trzymam w domu pistoletu? Mino kilka strasznie dugich sekund. Moe tamten nie widzi zarysu mojego ciaa na brzegu ka. Moe stamtd pokj wyglda na pusty. Czy mia latark? Czy wczy wiato? Mj umys wyrwa si z paraliu. Czego uczyli na lekcjach samoobrony? Biegnij, jeli moesz. Nie mog. Jeli jeste przyparta do muru, walcz, aby wygra. Gry. Kuj palcami. Kop. Zra go! Zasada numer jeden: Nie pozwl mu znale si na tobie! Zasada numer dwa: Nie daj mu si zaskoczy. Tak. Zaskocz go. Gdyby udao mi si dosta do ktrych drzwi wyjciowych, gliny z samochodu mogyby mnie uratowa. Moja lewa noga bya ju na pododze. Cay czas lec na plecach, praw nog te zaczam przesuwa ku krawdzi ka, milimetr po milimetrze, okrcajc si na poladkach. Obie nogi miaam ju na ziemi, kiedy sylwetka wykonaa gwatowny ruch i olepio mnie wiato. Moja rka natychmiast powdrowaa do oczu i rzuciam si do przodu, desperacko prbujc odepchn intruza na bok i uciec z sypialni. Moja prawa noga zapltaa si w przecieradle i jak duga rozoyam si na dywanie. Szybko przeturlaam si na lewo i podniosam si na czworaki, starajc si znale twarz do atakujcego. Zasada numer trzy: Nigdy nie odwracaj si plecami. Posta staa cay czas po drugiej stronie pokoju, trzymajc rk na wczniku wiata. Dopiero teraz miaa twarz. Twarz zdradzajc jakie wewntrzne cierpienie, przyczyn ktrego mogam tylko si domyla. Twarz, ktr znaam. Wyraz mojej wasnej twarzy zmienia si jak w kalejdoskopie. Przeraenie. Rozpoznanie. Zmieszanie. Nasze oczy spotkay si i dugo si w siebie wpatrywaymy. adna z nas si nie ruszya. adna nic nie mwia. Wpatrywaymy si w siebie uporczywie. Krzyknam. - Cholera, Gabby! Ty gupia suko! Co ty wyprawiasz? Co Ja ci zrobiam? Ty suko! Ty cholerna suko! Usiadam na pitach, pooyam rce na uda i nawet nie prbowaam powstrzyma ez spywajcych mi po twarzy i szlochu wstrzsajcego ciaem.

25
Koysaam si, szlochajc i krzyczc. Mwiam bezadnie, a w poczeniu ze szlochem, moje sowa brzmiay zupenie niespjnie. Wiedziaam, e to mj gos, ale nie miaam siy, eby go powstrzyma. Niezrozumiay bekot dobywa si z moich ust, a ja koysaam si, szlochaam i krzyczaam. Szybko szlochanie wygrao z krzykami i zredukowane zostao do stumionego chlipania. Po raz ostatni wzdrygnam si spazmatycznie, przestaam si koysa i przeniosam uwag na Gabby. Ona te pakaa. Staa przy drzwiach, jedn rk zaciskaa kurczowo na gniazdku, a drug przyciskaa do piersi. Jej palce to si zaciskay, to rozluniay. Jej pier opadaa ciko za kadym razem, kiedy nabieraa powietrza, a zy spyway jej po twarzy. Kwilia cicho i w ogle si nie ruszaa, jeeli nie liczy tej jednej drcej rki. - Gabby? - Zaama mi si gos i wyszo -by?". Skina sztywno gow, a okalajce jej blad twarz dredy a podskoczyy, i Zacza cicho chlipa, jakby staraa si powstrzyma zy. Wygldao na to, e nie bya w stanie mwi. - Jezu Chryste, Gabby! Zwariowaa? - wyszeptaam, bdc ju w stanie jako tako nad sob zapanowa. - Co ty tu robisz? Dlaczego nie zadzwonia? Chyba zastanawiaa si nad drugim pytaniem, ale prbowaa odpowiedzie na pierwsze. - Musiaam... z tob porozmawia. Po prostu wpatrywaam si w ni. Staraam si znale t kobiet przez, trzy tygodnie. Unikaa mnie. Byo wp do pitej rano, a ona po prostu wamaa si do mojego mieszkania i sprawia, e postarzaam si przynajmniej o dziesi lat. - Jak tu wesza? - Cigle mam klucze. - Znowu apczywie apaa oddech, ale tym razem ju ciszej i wolniej. - Od zeszego lata. Zdja rk z gniazdka i pokazaa klucz wiszcy na maym acuszku. Czuam wzrastajcy we mnie gniew, ale wyczerpanie wzio gr. - Nie teraz, Gabby. - Tempe, ja... Posaam je spojrzenie, ktre miao j zmrozi. W odpowiedzi spojrzaa na mnie

pytajco, nie rozumiejc. - Tempe, nie mog i do domu. Jej oczy byy ciemne i okrge, a ciao spite. Wygldaa jak antylopa odcita od stada i zapdzona w lepy zauek. Ogromna antylopa, niemniej jednak przeraona. Bez sowa wstaam, z szafy w przedpokoju wyjam rcznik i pociel i pooyam je na ku dla goci. - Porozmawiamy rano, Gabby. - Tempe, ja... - Rano. Kiedy zasypiaam, wydawao mi si, e sysz, jak wystukuje jaki numer. Nie miao to znaczenia. Jutro.

rzeczywicie rozmawiaymy. Caymi godzinami. Nad miseczkami z patkami

kukurydzianymi i talerzami spaghetti. Sczc ogromne iloci cappucino. Rozmawiaymy zwinite w kbek na kanapie i w czasie dugich spacerw po Ste. Catherine. To by weekend sw, wikszo z nich wylewaa si Gabby. Najpierw byam przekonana, e po prostu si rozkleia. W niedziela wieczorem nie byam ju taka pewna. Ekipa zjawia si pnym rankiem w sobot. Z uprzejmoci najpierw zadzwonili, przyjechali bez fanfar i pracowali szybko i wydajnie. Przyjli obecno Gabby jako rzecz normaln. Wsparcie przyjaciki po przeraajcej nocy. Powiedziaam Gabby, e kto wtargn do ogrodu, ale nie wspomniaam o gowie. Miaa dosy swoich zmartwie. Ekipa odjechaa, egnajc mnie podnoszcymi na duchu sowami: - Niech si pani nie martwi, doktor Brennan. Zapiemy sukinsyna. Wszystko bdzie dobrze. Sytuacja Gabby bya rwnie nieprzyjemna jak moja. Jej byy informator zacz j ledzi. By wszdzie. Czasami widywaa go na awce w parku. Niekiedy ledzi j na ulicach. W nocy krci si przy St. Laurent. Chocia teraz nie zgadzaa si z nim rozmawia, i tak cay czas koo niej si krci. Trzyma si z dala, ale nigdy nie spuszcza z niej oka. Podejrzewaa, e dwa razy by w jej mieszkaniu. Kiedy spytaam: Gabby, jeste pewna?", tak naprawd miaam na myli: Gabby, zaczynasz si sypa?" - Zabra co? - Nie. Przynajmniej tak sdz. W kadym razie nic nie zauwayam. Ale Jestem

pewna, e grzeba w moich rzeczach. Wiesz, po czym to pozna. Niczego nie brakuje, ale wszystko jest troszk inaczej. Jakby poprzesuwane. - Dlaczego nie odpowiadaa na moje telefony? - Przestaam odbiera telefony. Dzwoni kilkanacie razy na dzie. a jak podnosiam suchawk, to cisza. To samo z automatyczn sekretark. Mnstwo rozcze. Po prostu przestaam jej uywa. - Dlaczego do mnie nie zadzwonia? - I co miaabym powiedzie? Jestem ledzona? Zrobiam z siebie ofiar? Nie potrafi sobie da rady z wasnym yciem? Podejrzewam, e gdybym go zacza traktowa jak larw, ktr jest, to przestaby si mn interesowa Odwaliby si i w poczwark przeksztaciby si ju gdzie indziej... Jej oczy zdradzay udrczenie. - Poza tym wiedziaam, co by powiedziaa. Sypiesz si, Gabby. Pozwalasz, eby twoje paranoje przejmoway nad tob kontrol, Gabby. Potrzebu jesz pomocy, Gabby... Poczuam wyrzuty sumienia, kiedy przypomniaam sobie, jak zakoczyam nasz ostatni rozmow telefoniczn. Miaa racj. - Moga zadzwoni na policj. Daliby ci ochron. - Ju kiedy to mwiam, zupenie w to nie wierzyam. - Niby tak. Opowiedziaa mi o pitkowej nocy. - Wrciam do domu koo wp do czwartej nad ranem i byam pewna, e kto by w mieszkaniu. Wykorzystaam stary sposb - przecignam nitk przez zamek. C, kiedy zobaczyam, e jej nie ma, zdenerwowaam si. Byam w cakiem niezym humorze, bo przez cay wieczr nie widziaam paza. Poza tym, dopiero co zmieniam zamki, wic po raz pierwszy od kilku miesicy nie baam si o mieszkanie. Kiedy zobaczyam nitk na ziemi, po prostu wymikam. Nie mogam uwierzy, e znowu tam by. Nie wiedziaam, czy jest cigle w rodku i wcale nie chciaam tego sprawdza. Uciekam i przyjechaam tutaj... Kawaek po kawaku, opowiadaa o minionych trzech tygodniach, mwic o incydentach, ktre wanie jej si przypominay. Z czasem, w cigu weekendu, kiedy dowiadywaam si coraz wicej, ukadaam sobie poszczeglne epizody w porzdku chronologicznym. Chocia przeladujcy j mczyzna ani razu nie zachowa si otwarcie agresywnie, jego poczynania jasno wskazyway na to, e robi si coraz mielszy. Kiedy nadesza niedziela zaczam ba si razem z ni.

Zdecydowaymy, e na razie zostanie u mnie, cho nie byam pewna, na jak ocen pod wzgldem bezpieczestwa zasuguje moje mieszkanie. W sobot wieczorem zadzwoni Ryan, eby mi powiedzie, e radiowz bdzie przed domem do poniedziaku. Kiwaam im gow, kiedy wychodziymy na nasze spacery. Gabby mylaa, e s tam z powodu wtargnicia do ogrodu. Nie wyprowadzaam jej z bdu. Musiaam wzmacnia jej wieo odzyskane poczucie bezpieczestwa, a nie je burzy. Sugerowaam, eby poinformowa policj o jej przeladowcy, ale ona uparcie odmawiaa, bojc si, e wcignicie ich w to mogoby skompromitowa jej dziewczyny. Podejrzewaam, e obawiaa si straci ich zaufanie i dostp do nich. Niechtnie, ale zgodziam si. W poniedziaek zostawiam j i poszam do pracy. Miaa zamiar wzi troch rzeczy ze swojego mieszkania. Zgodzia si nie pokazywa w Main przez jaki czas i zdecydowaa si troch czasu powici na pisanie. Do tego potrzebowaa swojego laptopa i notatek. Kiedy weszam do swojego gabinetu, byo po dziewitej. Ryan ju dzwoni. Na kartce kto nabazgra: Mam nazwisko. AR". Kiedy do niego zadzwoniam, nie zastaam go, wic poszam do laboratorium histologii, eby dowiedzie si czego o souvenirze z mojego ogrodu. Czaszka suszya si na blacie, oczyszczona i oznaczona, a brak mikkiej i kanki wyeliminowa konieczno gotowania. Z pustymi oczodoami i starannie wypisanym numerem LML, wygldaa jak tysic innych czaszek. Wpatrywaam si w ni, przypominajc sobie, jakie wywoaa we mnie przeraenie Trzy dni wczeniej. - Lokalizacja. Lokalizacja. Lokalizacja - powtarzaam do pustego laboratorium. - Sucham? Nie syszaam, kiedy wszed Denis. - Co, co mi kiedy powiedzia facet od nieruchomoci. - Oui? - Nasza reakcja czsto zaley nie tyle od tego, co to jest, a raczej gdzie jest. Wyglda na zdezorientowanego. - Niewane. Pobrae prbki gleby, nim j umye? - Oui. - Podnis do gry dwie mae, plastikowe fiolki. - Dajmy je zbada specjalistom. Pokiwa gow.

- Zrobiono rentgeny? - Oui. Wanie wrczyem doktorowi Bergeronowi panoramiczne zdjcia szczk i reszty. - Jest tutaj w poniedziaek? - Jedzie na dwutygodniowe wakacje, wic przyszed skoczy jakie sprawozdania. - No to mamy szczcie. - Umieciam czaszk w plastikowej tubie - Ryan myli, e zna nazwisko. - O, oui? - Jego brwi strzeliy w gr. - Musia wsta dzisiaj razem z ptakami. Wiadomo przyjli w czasie nocnej zmiany. - Nazwisko do szkieletu z St. Lambert czy tego twojego kumpla? Wskaza na czaszk. Wyranie wieci ju si rozniosy. - Moe ma oba. Dam ci zna. Ruszyam do swojego gabinetu, wstpujc po drodze do Bergerona. Rozmawia ju z Ryanem. Detektyw stwierdzi, e jaka zaginiona osoba wydaje si pasowa, wic poprosi o mandat du coroner", eby mc uzyska wgld do przedmiertnych danych dotyczcych ofiary i e ju tu jedzie. - Wiadomo co o niej? - Rien. - Nic. - Skocz z czaszk przed lunchem. Jeli bdzie ci potrzebna, po prostu przyjd.

Nastpne dwie godziny spdziam oznaczajc ras, pe i wiek czaszki. Analizowaam cechy koci twarzy i puszki mzgowej, zrobiam pomiary i przepuciam dane przez komputer. Zgadzalimy si. Bya to czaszka biaej kobiety. Jak szkielet z St. Lambert. Okrelenie wieku byo frustrujce. Mogam wnioskowa tylko ze stopnia zronicia szww czaszkowych, co jest sposobem okrelania wieku nie budzcym zaufania. Komputer nie mg si na nic przyda. Oceniam, w w momencie mierci moga mie od niecaych trzydziestu lat do mniej wicej trzydziestu piciu. Moe czterdzieci. Znowu podobnie jak w przypadku koci z St. Lambert. Szukaam innych zbienoci. Wielko ciaa. Sia wizade miniowych, Stopie zmian artretycznych. Stan koci. Stopie ich zachowania. Wszystko si zgadzao. Byam przekonana, e jest to gowa, ktrej brakowao w szkielecie znalezionym w Monastere St. Bernard, ale potrzebowaam dowodw. Przewrciam czaszk do gry nogami, eby przyjrze si jej podstawie.

Na koci potylicznej, blisko miejsca, gdzie czaszka czy si z krgosu- j pem, zauwayam kilka naci. W przekroju miay ksztat litery V i biegy i z gry na d, wzdu obwodu koci. Pod Luxolamp wyglday podobnie do ladw, ktre widziaam na dugich kociach. Chciaam mie pewno. Zaniosam czaszk z powrotem do laboratorium histologii, umieciam j blisko mikroskopu i wyjam pozbawiony gowy szkielet. Wziam szsty krg szyjny, pooyam go pod mikroskopem i ponownie uwanie przyjrzaam si naciciom, ktre opisaam tydzie wczeniej. Potem zijam si czaszk i skoncentrowaam si na naciciach znaczcych jej ty l podstaw. lady byy identyczne, a rozmiary przekrojw pasoway do siebie idealnie. - Grace Damas. Wyczyam wiato i odwrciam si w stron, z ktrej dobiega gos. - Oui? - Grace Damas - powtrzy Bergeron. - Wiek trzydzieci dwa lata. Wedug Ryana zagina w lutym 92 roku. Zaczam liczy. Dwa lata i cztery miesice. - To si zgadza. Mamy co jeszcze? - Waciwie to nie pytaem. Ryan mwi, e zajrzy tu po lunchu. Teraz najmuje si czym innym. - Czy powiedziae mu, e to ona? - Jeszcze nie. Dopiero co skoczyem. - Spojrza na koci. - Masz co? - Pasuj. Chc zobaczy, co gocie od ladw maj do powiedzenia na temat prbek gleby. Moe uda nam si czego dowiedzie dziki pykom. Ale ja nie mam wtpliwoci. Nawet lady naci s takie same. auj, e nie mam grnych krgw szyjnych, ale one i tak nie s decydujce. Grace Damas. Przez cay lunch chodzio mi to nazwisko po gowie. Grace Damas. Numer pity. Czy aby na pewno? Ile ich jeszcze znajdziemy? Wszystkie nazwiska miaam wyryte w pamici, jak znaki wypalone na zadzie jawek. Morisette-Champoux. Trottier. Gagnon. Adkins. A teraz kolejna.Damas. O wp do drugiej do mojego gabinetu wszed Ryan. Bergeron ju potwierdzi tosamo ofiary. Powiedziaam mu, e jest to czaszka od szkieletu, ktry znalelimy. - Co o niej wiesz? - spytaam. - Miaa trzydzieci dwa lata. Trjk dzieci.

- Chryste. - Dobra matka. Wierna ona. Aktywna w kociele. - Rzuci okiem na swoje notatki. Mieszkaa w St. Demetrius, koo Hutchinson. Blisko Avenue du Parc i Fairmont. Pewnego dnia wysaa dzieci do szkoy. Od tamtego czasu nikt jej wicej nie widzia. - M? - Chyba czysty. - Jaki przyjaciel? Wzruszy ramionami. - To bardzo tradycyjna grecka rodzina. Uwaaj, e jak si o czym nie mwi, to problem nie istnieje. Bya dobr dziewczyn. ya dla ma. W duym pokoju wystawili jej otarzyk. - Znowu wzruszy ramionami. - Moe bya wit. A moe nie. Nie dowiemy si tego od rodziny. Rozmawia si z nimi jak ze cian. Wspomnisz co o niewiernoci, a oni chowaj gowy i si zamykaj. Powiedziaam mu o ladach naci. - Takie same jak u Trottier. I u Gagnon. - Hm. - Odcito rce. Tak jak u Morisette-Champoux i Gagnon. I jedn u Trottier. - Hm. Kiedy wyszed, wczyam komputer i otworzyam plik ze swoj tabel. Skasowaam Nieznana" z kolumny z nazwiskami i wpisaam Grace Damas, po czym wprowadziam skpe informacje, ktre poda mi Ryan. W osobnym pliku streciam wszystko to, co wiedziaam o kadej z kobiet, wpisujc je w kolejnoci, w jakiej zginy. Grace Damas znikna w lutym 1992 roku. Miaa trzydzieci dwa lata, bya matk i matk trjki dzieci. Mieszkaa w bliskiej pnocno-wschodniej czci miasta, w okolicy znanej jako Parc Extension. Jej ciao powiartowano i zakopano w pytkim grobie na terenie klasztoru St. Bernard w St. Lambert, gdzie znaleziono je w czerwcu 1994 roku. Jej gowa znalaza si w moim ogrodzie kilka dni pniej. Przyczyna mierci nie bya znana. Francine Morisette-Champoux zostaa pobita i zastrzelona w styczniu 1993 roku. Miaa czterdzieci siedem lat. Jej ciao znaleziono godzin po zbrodni, na poudnie od Centre-ville, w mieszkaniu, w ktrym mieszkaa ze swoim mem. Zabjca rozci jej brzuch, odci praw rk i wbi n w pochw. Chantale Trottier znikna w padzierniku 1993 roku. Miaa szesnacie lat. Mieszkaa z matk poza wysp, blisko Ste. Anne-de-Bellevue. Zostaa pobita, uduszona i

powiartowana, jej praw rk czciowo odcito, a lew zupenie. Ciao znaleziono dwa dni pniej w St. Jerome. Isabelle Gagnon znikna w kwietniu 1994 roku. Mieszkaa z bratem w St. Edouard. W czerwcu tego roku znaleziono jej powiartowane ciao na terenach Le Grand Seminaire w Centre-ville. Chocia nie mona byo ustali przyczyny mierci, lady na kociach wskazuj na to, e zostaa powiartowana, a jej brzuch rozcity. Odcito jej rce, a zabjca w pochw wepchn jej przetykaczk. Miaa dwadziecia trzy lata. Margaret Adkins zostaa zabita 23 czerwca, nieco ponad tydzie temu. Miaa dwadziecia cztery lata, jednego syna i mieszkaa z mczyzn, ktrego uwaaa za ma. Bito j a do mierci. Rozcito brzuch, odcito jedn pier, ktr wcinito jej w usta. W pochw wepchnito metalow figurk. Claudel mia racj. Modus operandi w tych zbrodniach nie jest taki sam. Wszystkie byy bite, ale Morisette-Champoux zostaa te zastrzelona. Trottier uduszono. Adkins zabito pak. Cholera, przecie nawet nie znamy przyczyny mierci Damas i Gagnon. Wielokrotnie mylaam o tym, co zrobiono kadej z nich. Byy wariacje, ale by te wsplny trzon. Sadystyczne okruciestwo i okaleczanie. To musiaa by sprawka jednej osoby. Jednego potwora. Damas, Gagnon i Trottier zostay powiartowane i porzucone w plastikowych workach. Ich brzuchy rozcito. U Gagnon i Trottier obcito rce. MorisetteChampoux te zostaa pocita i pozbawiona rki, ale nie powiartowano jej. Adkins, Gagnon i Morisette-Champoux wcinito w narzdy pciowe obcy przedmiot. Innym nie. Odcito pier Adkins. adnej innej z kobiet nie okaleczono w ten sposb. A moe tak? Nie mona nic powiedzie o Damas i Gagnon, bo nie zostao z nich wystarczajco wiele. Wpatrywaam si w ekran. To musi by tutaj, powiedziaam sobie. Dlaczego tego nie widz? Co czy te sprawy? Dlaczego akurat te kobiety? Byy w rnym wieku. To nie o to chodzi. Wszystkie s biae. Te co, w kocu to Kanada. Francuskojzyczne. Anglojzyczne. Matki. Panny. Konkubina. Wybierz jaka inn kategori. Sprbujmy geografi. Wyjam plan i zaznaczyam na nim miejsca, gdzie znaleziono ciaa. Wydawao mi si to jeszcze bardziej bezcelowe, ni kiedy robiam to z Ryanem. Teraz byo ju pi rozrzuconych punktw. Zaznaczyam te miejsca ich zamieszkania. Pinezki wyglday jak plamy farby naniesione na ptno przez jakiego malarza abstrakcjonist. Nie byo wida adnej prawidowoci w ich rozrzuceniu na planie. Czego si spodziewaa, Brennan, strzaki wskazujcej na mieszkanie przy Sherbrooke? Daj sobie spokj z miejscami. Sprbuj pod wzgldem czasu.

Spojrzaam na daty. Damas bya pierwsza. Wczesny 1992 rok. Obliczyam w mylach. Jedenacie miesicy midzy Damas a Morisette-Champoux. Dziewi miesicy pniej, Trottier. Sze miesicy do Gagnon. Dwa miesice midzy Gagnon a Adkins. Odstpy si zmniejszay. Albo zabjca robi si coraz bardziej miay, albo jego dza krwi przybiera na sile. Serce bio mi mocno, kiedy rozwaaam Implikacje tego wyliczenia. Od mierci Margaret Adkins min ponad tydzie.

26
Czuam si winiem w swojej wasnej skrze. Byam zaniepokojona i sfrustrowana. Wizje rodzce si w mojej gowie nie daway mi spokoju, ale nie mogam si ich pozby. Patrzyam jak za oknem taczy na wietrze papierek od cukierka, unoszcy si do gry przy porywach wiatru. Tym papierkiem jeste ty, Brennan, besztaam si. Nie panujesz nad, swoim yciem, a ju tym bardziej nad yciem kogo innego. Nie ma nic na St. Jacquesa. Nic na temat tego, kto podrzuci czaszk w twoim ogrodzie. wir nie dajcy spokoju Gabby cigle gdzie tam yje. Claudel pewnie przy gotowuje skarg na ciebie. Twoja crka chce rzuci studia. W dodatku w twojej gowie yje pi martwych kobiet, a sdzc po wnioskach, do ktrych dosza, niedugo bdzie ich sze albo siedem. Spojrzaam na zegarek - 2:15 po poudniu. Nie mogam ju wytrzyma w swoim gabinecie ani chwili duej. Musiaam co zrobi. Ale co? Rzuciam okiem na raport Ryana. W mojej gowie zacz rodzi si pewien pomys. Bd wciekli, powiedziaam sobie. Tak. Sprawdziam raport. Adres tam by. Zjechaam w d tabeli na ekranie komputera. Wszystkie tam byy, numery telefonw te. Lepiej by zrobia, gdyby posza na sal gimnastyczn i tam pozbya si frustracji. Tak. Prowadzenie dochodzenia na wasn rk nie uatwi ci ycia z Claudelem. Nie. Moesz straci poparcie Ryana. To prawda. Trudna sprawa. Wydrukowaam dane bdce na ekranie, wybraam jeden z numerw i zadzwoniam. Mczyzna podnis suchawk przy trzecim sygnale. By zdziwiony, ale zgodzi si ze mn spotka. Wziam torebk i uciekam na letnie soce. Znowu byo upalnie, powietrze byo tak gste od wilgoci, e mona by w nim wypisa palcem swoje inicjay. Mgieka zaamywaa promienie soneczne, tworzc wszdzie wok jakby peleryn. Jechaam w stron domu, w ktrym z mem mieszkaa MorisetteChampoux. Pado na ni, bo do jej mieszkania byo niedaleko. Mieszkaa blisko Centre-ville,

niecae dziesi minut od mojego mieszkania. Jeli nic z tego nie wyjdzie, c, bd ju w drodze do domu. Znalazam adres i zatrzymaam si. Po obu stronach ulicy stay domy z brzowej cegy, kady mia elazny balkon, podziemny gara i jaskrawo pomalowane drzwi. W odrnieniu od wikszoci osiedli w Montrealu, to nie miao swojej nazwy. Realizacja projektw majcych na celu odrodzenie miasta przeksztacia cz terenw nalecych niegdy do Canadian National. Nieuytki i szopy na narzdzia ustpiy miejsca domom, grillowym ucztom w ogrodach i pomidorom. Bya to zadbana dzielnica zamieszkiwana przez klas redni, ale nie miaa szczcia do lokalizacji. Bya zbyt blisko od serca miasta, eby uzna j za prawdziwe przedmiecie, ale o ciut za daleko, eby znale si w modnym centrum. Nie bya ani stara, ani nowa. Bya funkcjonalna i wygodna, ale brakowao jej renomy. Zadzwoniam i czekaam. W gorcym powietrzu unosi si delikatny zapach wieo skoszonej trawy i gnijcych odpadkw. Dwa domy dalej z rozpryskiwacza opadaa ukiem woda na malutki trawnik. Wczya si klimatyzacja i zacza konkurowa z jednostajnym sykiem rozpryskiwacza. Kiedy otworzy drzwi, przyszo mi do gowy wyronite dziecko Gerbera. By ysiejcym blondynem, a pokrywajce rodek gowy wosy skrcay si w loki opadajce mu na czoo. Jego policzki i broda byy zaokrglone i nalane, a nos krtki i zadarty. By postawnym mczyzn, jeszcze nie grubym, ale wyranie zmierzajcym w tym kierunku. Chocia byo bardzo gorco, ubrany by w dinsy i flanelow koszul. Jak stary hippis. - Monsieur Champoux, jestem... Szeroko otworzy drzwi i cofn si o krok, nie zwracajc najmniejszej uwagi na legitymacj, ktr mu pokazywaam. Ruszyam za nim wskim przedpokojem do wskiego salonu. Pokrywajce jedn ze cian akwaria nadaway pokojowi nieco nieziemski wygld. Po drugiej stronie pokoju zauwayam blat, na ktrym peno byo maych sieci, pudeek z jedzeniem i innych rybnych gadetw. Drzwi z aluzjami midzy szybami wychodziy na kuchni. Zobaczyam zajmujcy rodek kuchni blat i odwrciam wzrok. Monsieur Champoux zrobi miejsce na sofie i gestem poleci mi usi. Sam usiad na regulowanym krzele. - Monsieur Champoux - zaczam znowu. - Jestem doktor Brennan z Laboratoire de Medecine Legale. Urwaam, majc nadziej, e uda mi si unikn dalszych wyjanie dotyczcych

szczegw mojej roli w ledztwie. Tak naprawd bya ona adna - Znalelicie co? Ja... To byo tak dawno temu, e ju w ogle nie po zwalam sobie o tym myle. - Mwi do wyoonej parkietem podogi. - Od mierci Francine mino ju ptora roku, a od was nie miaem ju adnej wiadomoci od ponad roku. Zastanawiaam si, jak mu pasowaam do was". - Odpowiadaem na tak wiele pyta, rozmawiaem z tyloma ludmi Z koronerem. Z glinami. Z pras. Wynajem nawet prywatnego detektywa Naprawd zaleao mi na zapaniu tego faceta. Ale wszystko na nic. Nigdy nie znaleli poszlak. Mona okreli czas jej zgonu co do godziny, wie pani? Koroner powiedzia, e bya jeszcze ciepa. Ten maniak zabija moj on, wychodzi i znika bez ladu. - Potrzsn gow z niedowierzaniem. - Czy w kocu co macie? W jego oczach wida byo mieszanin udrki i nadziei. Poczuam straszne wyrzuty sumienia. - Nie, monsieur Champoux, tak naprawd to nie. - Oprcz tego, e by moe jeszcze cztery kobiety pady ofiar tego samego zwierzcia. - Chciaabym tylko porozmawia z panem o kilku szczegach, eby sprawdzi, czy czego nie przeoczylimy. Wyraz nadziei ustpi miejsca rezygnacji. Odchyli si na krzele, i czeka. - Paska ona bya specjalist od ywienia? Pokiwa gow. - Gdzie pracowaa? - Waciwie, to wszdzie. Pensj paci jej MAS, ale danego dnia moga by gdziekolwiek. - MAS? - Ministere des Affaires Sociales. - Duo jedzia? - Jej praca polegaa na doradztwie spdzielniom produkujcym ywno, przewanie grupom imigrantw, radzia im, jak kupowa towary. Pomagaa tym gociom ze wsplnych kuchni, uczya ich, jak przyrzdza potni wy, ktre lubi tak, eby byo jednoczenie tanio, ale i zdrowo. Pomagaa im kupowa produkty, miso i w ogle. Przewanie hurtem. Cay czas odwiedzaa te kuchnie, eby mie pewno, e s odpowiednio prowadzone. - Gdzie byy te wsplne kuchnie? - Wszdzie. Parc Extension. Cte des Neiges. St. Henri. Littie Burgundy. - Jak dugo pracowaa dla MAS?

- Jakie sze, moe siedem lat. Przedtem pracowaa w Montreal Genera. Tam miaa duo lepsze godziny pracy. - Lubia swoj prac? - O, tak. Uwielbiaa j. - Powiedzia to z trudem. - Nie miaa staych godzin pracy? - Nie, no miaa. Pracowaa cay czas. Rankami. Wieczorami. Take w weekendy. Zawsze byy jakie problemy i to Francine je rozwizywaa. - Minie uchwy to napinay si, to rozluniay. - Czy midzy panem a pask on dochodzio do nieporozumie w zwizku z jej prac? Zamilk na chwil, a potem powiedzia: - Chciaem j czciej widywa. Wolaem, eby cay czas pracowaa w szpitalu. - Czym pan si zajmuje, panie Champoux? - Jestem inynierem. Buduj rne rzeczy. Tylko w dzisiejszych czasach mao kto chce jeszcze co budowa. - Umiechn si smutno i przechyli gow na bok. - Zwolniono mnie, w kocu... - Przykro mi. Wie pan, dokd sza paska ona tego dnia, kiedy j zamordowano? Potrzsn gow. - Prawie si nie widzielimy w tamtym tygodniu. W jednej z tych ich kuchni wybuch poar i spdzaa tam cae dnie i noce. Moe tam jechaa, a moe jechaa do jakiej innej kuchni. Z tego, co wiem, nie prowadzia adnego notatnika czy dziennika. Nie znaleziono niczego takiego w jej biurze, a ja tutaj te nigdy niczego takiego nie widziaem. Mwia, e miaa zamiar obci sobie wosy. Cholera, moe wanie jechaa do fryzjera... Spojrza na mnie udrczonymi oczyma. - Wie pani, jak ja si czuje? Nie wiem nawet, jakie moja ona miaa plany na dzie, w ktrym zmara. W tle cicho szumiaa krca w akwariach woda. - Czy mwia o czym niezwyczajnym? O jakich dziwnych telefonach? O obcym czowieku, ktry przyszed do domu? - Przysza mi do gowy Gabby. - O kim na ulicy? Znowu potrzsn gow. - A powiedziaaby panu? - Najprawdopodobniej tak, gdybymy rozmawiali ze sob. Przez tamtych ostatnich kilka dni naprawd bylimy bardzo zajci.

Sprbowaam z innej strony. - To byo w styczniu. Zimno. Drzwi i okna z pewnoci byy zamknite. Czy paska ona miaa zwyczaj przekrca w nich zamek? - Tak. Nigdy nie lubia tutaj mieszka, nie podobao jej si to, e mieszka przy samej ulicy. Namwiem j, eby kupi ten dom, ale ona wolaa wieowce z systemami alarmowymi albo strami. Krci si tutaj cakiem sporo podejrzanych typw i zawsze czua si troch nerwowo. Dlatego wanie mielimy si przeprowadzi. Lubia wiksz przestrze i may ogrdek z domem, ale tak naprawd nigdy nie przyzwyczaia si do mieszkania tutaj. Jej praca wizaa si z bywaniem w rnych nieprzyjaznych dzielnicach, wic kiedy wracaa do domu, chciaa si czu bezpieczna. Nietykalna. Tak mwia. Nietykalna. Rozumie pani? Tak. O tak. - Kiedy po raz ostatni widzia pan swoj on, monsieur Champoux? Wzi gboki oddech i wypuci powietrze. - Zostaa zamordowana w czwartek. Poprzedniego dnia pracowaa do pna w noc, z powodu tego poaru, wic kiedy wrcia do domu, byem ju w ku. Spuci gow i znowu zacz mwi do parkietu. Na jego policzkach pojawiy si rumiece. - Przysza do ka po caym dniu pracy i chciaa mi opowiedzie, gdzie bya i co robia. Nie chciaem tego sucha. Widziaam, jak pod koszul jego pier wznosi si i opada. - Nastpnego dnia wstaem wczenie i wyszedem. Nawet nie powiedziaem jej do widzenia. Siedzielimy przez chwil w milczeniu. - Tak byo i nic na to nie poradz. Nie przysuguje mi jeszcze jedna prba. - Podnis oczy i zacz wpatrywa si w turkus akwariw. - Zazdrociem jej tego, e pracowaa, a ja nie mogem, wic byem dla niej oschy. Teraz musz z tym y. Nim zdyam pomyle o odpowiedzi, jego napita twarz zwrcia si w moj stron i przemwi bardziej zdecydowanym ni wczeniej gosem. - Poszedem spotka si z moim szwagrem. Mia dla mnie jakie propozycje pracy. Byem u niego cay ranek, potem trafi... Wrciem do domu koo poudnia. Ona bya ju nieywa. Sprawdzili wiarygodno mojego alibi. - Monsieur Champoux, ja nie sugeruj, e pan... - Wydaje mi si, e nasza rozmowa donikd nie prowadzi. Przerabiamy po raz n-ty to

samo. Wsta. Mj czas si skoczy. - Przepraszam, e wzbudzam w panu bolesne wspomnienia. Przyglda mi si w milczeniu, po czym ruszy w stron przedpokoju. Poszam za nim. - Dzikuj za paski czas, monsieur Champoux. - Podaam mu swoj wizytwk. Jeli pniej by si co panu przypomniao, prosz do mnie zadzwoni. Pokiwa gow. Jego twarz bya twarz czowieka dowiadczonego nieszczciem, ktry nie potrafi zapomnie, e jego ostatnie sowa i czyny wobec ony, ktr kocha, byy maostkowe i e zdecydowanie nie byo to waciwe poegnanie. Czy w ogle jest jakie waciwe poegnanie? Kiedy wyszam, czuam na swoich plecach jego wzrok. Pomimo upau, wewntrz czuam chd. Szybko podeszam do samochodu. Rozmowa z Champoux bardzo mnie poruszya. Kiedy jechaam do domu, zadawaam sobie niezliczone pytania. Jakie miaam prawo wywleka na wiato dzienne bl tego czowieka? Przypomniaam sobie oczy Champoux. By w nich taki smutek. Czy ja go wywoaam? Nie. To nie ja byam architektem tego domu udrki. Champoux cierpia z powodu wyrzutw sumienia, na ktre sam sobie zapracowa. Ale co waciwie sobie wyrzuca? To, e zrani on? Nie. To nie ten typ czowieka. Wyrzuca sobie, e j ignorowa. To, e pozwala jej myle, e jest niewana. Do tego to si sprowadza. Na dzie przed jej mierci odmwi rozmowy, odwrci si do niej plecami i poszed spa. Rano nie powiedzia jej do widzenia. Teraz ju nigdy tego nie zrobi. Skrciam na pnoc w St. Marc i jechaam w cieniu limaka. Czy moje pytania zdadz si na co wicej, czy tylko odwie bolesne wspomnienia i jeszcze raz otworz nie do koca zablinione rany? Czy naprawd mog co zdziaa, jeli caej armii profesjonalistw si nie udao? A moe ja po prostu zaatwiam prywatne sprawy, chc zakasowa Claudela? - Nie! Walnam w kierownic otwart doni. Nie, do cholery, pomylaam. To nie o to chodzi. Tylko ja jestem przekonana, e mamy do czynienia z seryjnym morderc, ktry znowu zabije. Jeli mog zapobiec kolejnej

mierci, musz dokopa si do wikszej iloci faktw. Wyjechaam z cienia na soce. Zamiast jednak skrci na wschd, w stron domu, przejechaam przez Ste. Catherine, zawrciam na rue ilu Fort i tak znalazam si na 20 West. Wyjedaam z miasta, stukajc niecierpliwie w kierownic. Byo wp do czwartej i Turcot Interchange by ju mocno przypchany. Wybraam nie odpowiedni moment.

Czterdzieci pi minut pniej zastaam Genevieve Trottier wyrywajc chwasty spord pomidorw rosncych za wyblakym, zielonym domem w ktrym mieszkaa razem z crk. Podniosa wzrok, kiedy zatrzymaam si na podjedzie i przygldaa mi si, kiedy przechodziam przez trawnik. - Oui? - Spytaa przyjanie, siedzc na pitach i spogldajc na mnie. Miaa na sobie jaskrawote szorty i bluzk odsaniajc brzuch, zbyt du na jej mae piersi. Pot lni na jej ciele i przylepia wosy do twarzy. Bya modsza, ni si spodziewaam. Kiedy wyjaniam, kim jestem i dlaczego tu jestem, przyjazne nastawienie zastpi smutek. Zawahaa si, odoya rydel, po czym wstaa i otrzepaa ziemi z rk. W powietrzu wok nas wisia intensywny zapach pomidorw - Lepiej wejdmy do rodka - rzeka spuszczajc oczy. Podobnie jak Champoux nie pytaa mnie, jakie mam prawo zadawa jej pytania. Ruszya przez ogrd, a ja za ni, z blem mylc o rozmowie, ktra nas czekaa. Zawizana na wze bluzka zwisaa luno na jej wystajcych krgach. dba trawy przylegay jej do stp i z tyu ng. Jej kuchnia lnia w popoudniowym socu, porcelana i drewniane powierzchnie zdradzay lata troskliwej opieki. Wzdu okien z tymi firankami stay doniczki z fikusami. Na szafkach i szufladach byy te uchwyty. - Zrobiam lemoniad - oznajmia, rkoma ju zabierajc si do nalewania. Czua si pewnie w sprawdzonych sytuacjach. - Dzikuj. Napij si z przyjemnoci. Siedziaam przy wypolerowanym stole i patrzyam, jak wyuskuje kostki lodu z plastikowej tacki, wkada je do szklanek i dodaje lemoniady. Przyniosa napj i usiada naprzeciw mnie, unikajc mojego wzroku. - Ciko mi mwi o Chantale - powiedziaa wpatrujc si w swoj lemoniad. - Rozumiem i szczerze pani wspczuj straty. Jak si pani czuje?

- W niektre dni jest atwiej ni w inne. Zaoya rce i staa, a jej chude ramiona uniosy si pod bluzk. - Przysza mi pani co powiedzie? - Niestety nie, madame Trottier. Nawet nie mam jakich konkretnych pyta, ktre chciaabym pani zada. Pomylaam, e moe przypomniaa pani sobie co, co wczeniej nie wydawao si pani wane? Nie odrywaa oczu od lemoniady. Na dworze zaszczeka pies. - Czy przyszo pani co do gowy, od kiedy ostatni raz pani rozmawiaa z detektywami? Jaki szczeg dotyczcy dnia, ktrego znikna Chantale? adnej odpowiedzi. Powietrze w kuchni byo gorce i cikie od wilgoci. Delikatnie pachniao cytrynowym pynem do mycia podg. - Wiem, e to dla pani straszne, ale jeli mamy mie jak nadziej na nalezienie zabjcy pani crki, potrzebujemy pani pomocy. Czy co nie dawao pani spokoju? Mylaa pani o czym? - Pokciymy si. Znowu to samo. Zbyt ostro obesza si z crk. Chciaa cofn sowa, krych uya, i zastpi niektre innymi. - Nie chciaa je. Uwaaa, e tyje. Wiedziaam o tym z raportu. - Nie bya gruba. Powinna bya j pani widzie. Bya pikna. Miaa dopiero szesnacie lat... Jej oczy w kocu spotkay moje. Z kadego oka wylaa si jedna za i spyna po policzkach. - Jak w tej piosence... - Tak mi przykro - powiedziaam tak mikko, jak umiaam. Przez okno czuam zapach skpanego w promieniach soca geranium. - Czy Chantale bya nieszczliwa z jakiego powodu? Jej palce zacisny si wok szklanki. - To wanie jest najgorsze. Bya takim pogodnym dzieckiem. Zawsze bya szczliwa. Zawsze pena ycia, a kipiaa od najrniejszych planw. Nawet mj rozwd nie wydawa si jej zbytnio martwi. Nie przechodzia z tego powodu adnego kryzysu. Czy to prawda, czy znieksztacone przez czas fantazje? Wiedziaam, e pastwo Trottier rozwiedli si, kiedy Chantale miaa dziewi lat. Jej ojciec mieszka gdzie w centrum.

- Czy moe mi pani powiedzie co o tych kilku ostatnich tygodniach? Czy Chantale w jakikolwiek sposb zmienia swoje zwyczaje? Czy miaa jakie dziwne telefony? Zaprzyjania si z kim? Jej gowa ruszaa si powoli w przeczcym gecie. Nie. - Miaa trudnoci z nawizywaniem przyjani? Nie. - Miaa pani jakie zastrzeenia wobec jakich jej przyjaci? Nie. - Miaa chopaka? Nie. - Chodzia na randki? Nie. - Miaa problemy w szkole? Nie. Za metoda przesuchiwania. Musz sprawi, eby to wiadek mwi a nie ja. - A ten dzie? Ten dzie, kiedy Chantale znikna? Spojrzaa na mnie, ale z jej oczu nie mona byo nic wyczyta. - Moe mi pani powiedzie, co si wydarzyo tego dnia? Wzia yk lemoniady, przekna z namysem i odstawia szklank na st. Z namysem. - Wstaymy koo szstej. Zrobiam niadanie. - Tak mocno ciska, i szklank, e baam si, i pknie. - Chantale wysza do szkoy. Z przyjaciel mi jedzili tam kolejk, bo szkoa jest w Centre-ville. Mwi, e bya na wszystkich lekcjach. A potem nie... Podmuch wiatru zmarszczy firank wiszc na oknie. - Nie wrcia do domu. - Czy miaa tego dnia jakie specjalne plany? - Nie. - Czy normalnie wracaa do domu prosto po lekcjach? - Przewanie. - Czy spodziewaa si pani jej powrotu do domu tamtego dnia? - Nie. Miaa si spotka z ojcem. - Czsto si z nim spotykaa? - Tak. Dlaczego musz odpowiada na te pytania? To bez sensu. Ju to wszystko powiedziaam detektywom. Dlaczego musz w kko powtarza to samo? Na nic si to nie

zda. Wtedy si nie zdao, to teraz te nic z tego nic i bdzie. Jej oczy przewidroway mnie i prawie czuam jej cierpienie. - Wie pani co? Przez cay ten czas, kiedy wypeniaam formularze osb zaginionych i odpowiadaam na pytania, Chantale bya ju nieywa. Leaa porozrzucana w kawakach. Sztywna. Spucia gow i jej szczupe ramiona wzdrygny si. Miaa racj. Nic nie mielimy. Poruszaam si po omacku. Uczya si zapomnie o swoim blu, sadzi pomidory i y, a ja si nad ni pastwiam i zmuszaam do ekshumacji. Bd ludzka. Wyno si. - No dobrze, pani Trottier. Skoro pani nie pamita wicej szczegw. to pewnie znaczy, e nie s one wane. Zostawiam moj wizytwk z prob tak, jak przedtem. Niech pani zadzwoni, jak si pani co przypomni. Bardzo wtpiam, e zadzwoni.

Drzwi Gabby byy zamknite, kiedy przyjechaam do domu, a w jej pokoju byo cicho. Pomylaam, eby zajrze do rodka, ale oparam si pokusie. Potrafi by bardzo wraliwa na punkcie swojej prywatnoci. Pooyam si do ka i usiowaam czyta, ale w gowie cay czas syszaam sowa Genevieve Trottier. Deja mort. Ju nieywa. Champoux uy tego samego sformuowania. Tak. Ju nieywa. Pi razy. Taka bya smutna prawda. Podobnie jak Champoux, ja te miaam swoje myli, ktre nie chciay lee spokojnie w mojej gowie.

27
Obudziy mnie poranne wiadomoci. 5 lipca. Nawet nie zauwayam, e by Dzie Niepodlegoci. Nie zjadam tradycyjnej szarlotki. Nie byo Gwiadzistego sztandaru". Ani jednego ognia sztucznego. Jako przygnbia mnie ta myl. Kady Amerykanin wszdzie na wiecie, czwartego lipca powinien jako uczci. Ja pozwoliam sobie sta si kanadyjskim obserwatorem kultury amerykaskiej. Postanowiam wic, e gdy jaki nasz amerykaski zesp przyjedzie tu na mecz, pjd na stadion mu kibicowa. Wziam prysznic, zrobiam kaw i tosty, po czym przerzuciam Gazette. Nie koczca si dyskusja o secesji. Co by si stao z gospodark? Z autochtonami? Z anglojzycznymi mieszkacami? Cz ogoszeniowa jasno wiadczya o obawach zwizanych z referendum. Wszyscy sprzedaj, a nikt nie chce kupi. Moe powinnam wrci do Stanw. Co ja tu waciwie robi? Brennan. Do tego. Jeste nie w sosie, bo musisz zabra samochd do warsztatu. To prawda. Nienawidz zaatwiania rnych spraw. Tych drobiazgw, bez ktrych nie mona funkcjonowa w technologicznie zaawansowanym kraju pod koniec drugiego tysiclecia. Paszport. Prawo jazdy. Pozwolenie na prac. Podatek dochodowy. Szczepionka przeciw wcieklinie. Pranie chemiczne. Wizyta u dentysty. Badanie cytologiczne. Moja metoda: odkada tak dugo, a si da. Dzisiaj samochd musi trafi do przegldu. Jeli chodzi o podejcie do samochodu, to jestem cr Ameryki. Jak go nie mam, czuj si nieswojo, skrpowana i czego mi brakuje. Jak zdoam uciec w razie inwazji? A jak bd miaa ochot wyj wczeniej z przyjcia albo zosta tak dugo, e metro ju nie bdzie kursowao? Pojecha na wie? Przewie stolik? Musz mie cztery kka. Ale nie jestem bawochwalc. Chc samochodu, ktry zapali, kiedy przekrc kluczyk w stacyjce, dowiezie mnie, gdzie chc, bdzie to robi przynajmniej przez dziesi lat i nie bdzie trzeba si z nim specjalnie cacka. Z pokoju Gabby nadal nie dochodz adne dwiki. Musz by dla niej mia. Spakowaam manatki i wyszam. O dziewitej samochd by w warsztacie, a ja w metrze. Godziny rannego szczytu ju miny i kolejka bya stosunkowo pusta. Byam znudzona, wic wodziam wzrokiem po reklamach. Zobacz przedstawienie w Le Theatre St. Denis. Podnie swoje kwalifikacje w Le College O'Sullivan. Kupuj dinsy w Guess, perfumy Chanel w La Baie, ubrania u Benettona. Potem oczy powdroway do planu metra. Kolorowe linie przecinay si jak srebrne

kreski na gwnej pycie komputera, biae kropki znaczyy stacje. Moja trasa biega wzdu zielonej linii od Guy-Concordia do Papineau. Pomaraczowa linia okraa gr, z pnocy na poudnie po jej wschodniej stronie, potem przez jaki czas ze wschodu na zachd pod zielon lini, po czym w zachodniej czci miasta znowu z pnocy na poudnie. ta linia nurkowaa pod rzek i wynurzaa si na Ile Ste. Helen i na Longueuil na poudniowym brzegu. Dua kropka. Duy punkt przesiadkowy. Pocig stukota cicho, jadc przez swj podziemny tunel. Policzyam, za ile przystankw musz wysi. Siedem kropek. Zachowanie nerwicowe, Brennan. Moe chcesz umy rce? Oczy wdroway na pnoc po pomaraczowej linii, a ja wyobraaam sobie zmieniajcy si krajobraz miasta. Berri-UQAM. Sherbrooke. Mount Royal. W kocu, JeanTalon. Isabelle Gagnon mieszkaa w tej dzielnicy. O? Poszukaam wzrokiem dzielnicy, w ktrej mieszkaa Margaret Adkins. Zielona linia. Jaka stacja? Pie IX. Policzyam ilo stacji od Berri-UQAM. Sze na wschd. A ile do Gagnon? Z powrotem na pomaraczow lini. Sze. Delikatne woski zaczy swdzie mnie na karku. Morisette-Champoux. Stacja Georges-Vanier. Pomaraczowa linia. Sze stacji na zachd od Berri-UQAM. Jezu. Trottier? Nie. Metro nie jedzi do Ste. Anne-de-Bellevue. Damas? Par Extension. Blisko stacji Laurier i Rosemont. Trzecia i czwarta stacja od Berri-UQAM. Wpatrywaam si w plan. Trzy ofiary mieszkay dokadnie sze stacji od BerriUQAM. Zbieg okolicznoci? - Papineau - obwieci mechaniczny gos. Wziam swoje rzeczy i wyskoczyam na peron.

Dziesi minut pniej, kiedy otwieraam swj gabinet, usyszaam telefon. - Doktor Brennan. - Co ty do diaba wyprawiasz, Brennan? - Dzie dobry, Ryan. W czym mog ci pomc? - Claudel chce mi wyrwa jaja z twojego powodu. Mwi, e odwiedzasz rodziny ofiar

i zadajesz im pytania. Czeka, ebym co powiedziaa, ale ja milczaam. - Brennan, broniem ci, bo ciebie szanuj. Ale teraz widz, co si kroi. Twoje wcibianie nosa moe si naprawd le skoczy. - Zadaam kilka pyta. To nie jest nielegalne. - Nie zrobiam nic, eby zaagodzi jego gniew. - Nic nikomu nie powiedziaa. adnej koordynacji. Po prostu posza i zapukaa do drzwi. - Syszaam wcigane przez nos powietrze. Sdzc po odgosach, jego nozdrza byy cinite. - Najpierw zadzwoniam. - Nie bya to do koca prawda w przypadku Genevieve Trottier. - Nie prowadzisz ledztwa. - Zgodzili si ze mn spotka. - Bierzesz siebie za Philipa Marlowe'a. To nie twoja dziaka. - Oczytany z ciebie detektyw. - Boe, Brennan, wkurzasz mnie! W tle syszaam normalne haasy sali detektyww. - Posuchaj. - Ju by opanowany. - Nie zrozum mnie le. Myl, e jeste godna zaufania. Ale to nie jest gra. Ci ludzie zasuguj na co lepszego. - Jego sowa byy twarde jak granit. - Tak. - Ja si zajmuj spraw Trottier. - A co dokadnie robi si w twojej sprawie? - Bren... - A co z innymi? Jak id ledztwa? - Rozkrciam si. -Te dochodzenia tak naprawd nikogo teraz zbytnio nie interesuj, Ryan. Francine Morisette-Champoux zabito ponad ptora roku temu. Od mierci Trottier upyno osiem miesicy. Mam to dziwne przewiadczenie, e ktokolwiek je zabi, powinien zosta zatrzymany i zamknity. Wic si tym interesuj. Zadaj par pyta. I co si dzieje? Mwi mi, ebym si odwalia. A dlatego, za Claudel uwaa, e tylko przeszkadzam, tymi sprawami bdzie si zajmowa coraz mniej ludzi, a w kocu w ogle wszyscy o nich zapomn. Znowu. - Nie powiedziaem ci, eby si odwalia. - To co chcesz mi powiedzie, Ryan?

- Rozumiem, e Caudel chce twojej gowy. A ty chcesz wyrwa mu jaja. Pewnie chciabym zrobi to samo, gdyby przypar mnie do muru. Ja tylko nie chc, eby mi spapraa dochodzenie. - A to co ma znaczy? Odpowiedzia dopiero po duszym czasie. - Nie chodzi o to, e nie chc twojego zaangaowania. Chc tylko, eby priorytety w tym dochodzeniu byy jasno okrelone. Przez dusz chwil oboje milczelimy. Z obu kocw linii sczy si gniew. - Wydaje mi si, e co znalazam. - Co? - Tego si nie spodziewa. - Moe mam co, co czy te sprawy. - O co ci chodzi? - Jego gos by ju nieco mniej nerwowy. Wcale dokadnie nie wiedziaam, o co mi chodzi. Moe po prostu chciaam go zbi z tropu. - Spotkajmy si na lunchu. - Lepiej, eby to byo co sensownego, Brennan. - Chwila ciszy. - Spotkajmy si u Antoine'a w poudnie. Szczliwym trafem nie miaam adnych nowych spraw, wic mogam od razu zabra si do roboty. Jak dotd, nic si nie skadao w sensown cao. Moe metro jest elementem czcym te sprawy. Uruchomiam komputer i otworzyam plik z tabel, eby sprawdzi adresy. Tak. Nie pomyliam si co do stacji, przy ktrych mieszkay zamordowane kobiety. Wygrzebaam plan i zaznaczyam na nim stacje, tak jak razem z Ryanem zrobilimy to z domami ofiar. Trzy pinezki tworzyy trjkt, w centrum ktrego byo Berri-UOAM. Morisette-Champoux, Gagnon i Adkins mieszkay w odlegoci szeciu stacji od Berri-UOAM, ktra znajdowaa si bardzo blisko mieszkania St. Jacquesa. Czy to moe by to? Wsid w kolejk na Berri-UOAM. Wybierz ofiar spord wysiadajcych sze stacji dalej. Czy nie czytaam ju gdzie o tego rodzaju zachowaniach? Moe pojawi si obsesja na punkcie jakiego koloru. Cyfry. Serii uczynkw. Wybierz jak metod. Nic nie zmieniaj. Panuj nad sytuacj. Czy szczegowe planowanie zbrodni nie jest czym charakterystycznym dla seryjnych mordercw? Moe nasz klient posun si o krok dalej? Czy moe by seryjnym morderc z jakim syndromem zaburze, w zachowaniu, ktre w jaki sposb tumacz sposb popeniania zbrodni?

Ale w takim razie co z Trottier i Damas? Ich przypadki nie pasuj. To nie moe by takie proste. Wpatrywaam si w plan, chcc, eby zmaterializowaa si na nim odpowied. Miaam silniejsze ni kiedykolwiek wraenie, e co bka si na obrzeach mojej wiadomoci. Ale co? Ledwo usyszaam pukanie. - Doktor Brennan? W drzwiach staa Lucie Dumont. To wystarczyo. Zrozumiaam. - Alsa! Zupenie zapomniaam o tej mapce. Mj wybuch wystraszy Lucy. Wzdrygna si, o mao co nie wypuszczane z rki wydruku. - Mam wrci pniej? Ju szukaam wydrukw, ktre Lucie dala mi wczeniej. Tak. Oczywicie. Dworzec autobusowy. Przecie jest usytuowany tu obok stacji Berri-UQAM. Zaznaczyam Als. Jej pinezka znalaza si dokadnie w centrum trjkta. To to? Mapa? Czy ona wie ze sob te sprawy? Jeli tak, to jak? Rwnie bdc ofiar? Eksperymentem? Alsa zgina dwa lata przed Grace Damas. Czy o takiej prawidowoci te gdzie ju nie czytaam? e fantazje podgldanie przez nastolatkw czasami prowadz do torturowania zwierzt, gwatw i morderstw? Czy Dahmer nie nazywa tego stopniow eskalacj? Westchnam i wyprostowaam si na krzele. Ryan nie byby zachwycony, gdybym chciaa mu podsuwa tego typu spekulacje. Opuciam gabinet i pobiegam do centralnego archiwum. Lucie ju nie byo. Przeprosz j pniej. Ostatnio czsto to robiam. Wrciam do biurka. W skoroszycie Damas byo niewiele oprcz mojego raportu. Otworzyam skoroszyt Adkins i przekartkowaam zawarto. Studiowaam dotyczce jej materiay tak czsto, e ju powoli zaczynay wyglda na materiay archiwalne. Nic nie zaskoczyo. Przejrzaam Gagnon. Morisette-Champoux. Trottier. Przez godzin lczaam nad dokumentami. Znowu babcina ukadanka puzzli. Pomieszane fragmenty informacji. Wcho je i pozwl umysowi si nad nimi gowi i czy je z sob. To wanie z czeniem nie szo najlepiej. Czas na kaw. Przyniosam j sobie do gabinetu, razem z porannym Journalem. Sczyam kaw i

czytaam. Morderstwa prawie cay czas zaprztay moje myli. Wiadomoci byy prawie takie same, jak w angielskojzycznej Gazette, ale wstpniaki bardzo si rniy. Jak Hugh MacLennan, ten od Powrotu sfinksa", to nazywa? Dwie Samotnoci? Wyprostowaam si. Znowu si pojawio. To podprogowe swdzenia Miaam kawaki, ale nie udawao mi si ich dopasowa. No dobra, Brennan. Bd systematyczna. To uczucie pojawio si dzisiaj. Co robia do tej pory? Niewiele. Czytaa gazet. Zostawia samochd w warsztacie. Jechaa metrem. Przejrzaa dokumenty, Alsa? Mj umys nie by usatysfakcjonowany. Chodzi o co wicej. Samochd? Nic. Gazeta? Moe. Ponownie j przekartkowaam. Te same historie. Te same wstpniaki. Ogoszenia. Zastygam. Ogoszenia. Gdzie ja widziaam ogoszenia? Stosy ogosze, W pokoju St. Jacquesa. Powoli przegldaam ogoszenia. Praca. Rzeczy znalezione. Sprzeda garay. Zwierzta domowe. Nieruchomoci, Nieruchomoci? Nieruchomoci! Wziam skoroszyt Adkins i wycignam zdjcia. Tak. By tam. Przechylony, zardzewiay znak, ledwo widoczny w zapuszczonym ogrodzie. A Vendre. Kto sprzedawa mieszkanie w budynku, w ktrym mieszkaa Margaret Adkins. No i? Pomyl, Champoux. Co on mwi? Nie podobao jej si tam. Dlatego mielimy si wyprowadzi. Co takiego mwi... Signam po telefon. Nikt nie odebra. A co z Gagnon? Czy jej brat nie wynajmowa mieszkania? Moe waciciel chcia sprzeda budynek. Sprawdziam na zdjciach. Nie ma znaku. Niech to. Jeszcze raz zadzwoniam do Champoux. Cay czas nikt nie odbiera. Wystukaam numer Genevieve Trottier. Podniesiono suchawk przy drugim sygnale.

- Bonjour. - Radosnym gosem, - Madame Trottier? - Oui. - Zaciekawienie. - Mwi doktor Brennan. Rozmawiaymy wczoraj. - Oui. - Strach. - Czy mogabym pani zada jedno pytanie? - Oui. - Rezygnacja. - Czy pastwa dom by w ogoszeniach, kiedy znikna Chantale? - Pardonnez-moi? - Czy chciaa pani sprzeda swj dom w padzierniku zeszego roku? - Kto pani co takiego powiedzia? - Nikt. Po prostu jestem ciekawa. - Nie. Nie. Mieszkam tutaj, od kiedy rozwiodam si z mem. Nie mam zamiaru si std wyprowadza. Chantale... ja... to by nasz dom. - Dzikuj pani, madame Trottier. Przepraszam za kopot. - Ponownie naruszyam jej kruch rwnowag emocjonaln. To donikd nie prowadzi. Moe to zupenie idiotyczny pomys. Ponownie zadzwoniam do Champoux. Kiedy ju miaam si rozczy, odezwa si mski gos: - Oui. - Monsieur Champoux? - Un instant. - Oui. - Inny mski gos. - Monsieur Champoux? - Oui. Wyjaniam, kim jestem i zadaam pytanie. Tak, mieli zamiar sprzeda dom. Zajmowaa si tym agencja ReMax. Kiedy jego ona zostaa zabita, wycofa ofert sprzeday. Tak, wydaje mu si, e byy ogoszenia w gazetach, ale nie jest pewien. Podzikowaam mu i odoyam suchawk. Dwie na pi. Moe co w tym jest. Moe St. Jacques korzysta z ogosze. Zadzwoniam do ekipy zajmujcej si odciskami palcw i ladami. Materiay dotyczce mieszkania przy Berger Street byy w archiwum wydziau wama. Rzuciam okiem na zegarek - za pitnacie dwunasta. Czas na spotkanie z Ryanem. Niech poczeka. Musz znale co wicej. Raz jeszcze rozoyam przed sob zdjcia Gagnon i przygldaam im si uwanie po

kolei. Tym razem to zauwayam. Wziam do rki szko powikszajce i ustawiam je w takiej odlegoci, eby ten przedmiot by dobrze widoczny. Pochyliam si bardziej, ruszajc szkem to w jedn, to w drug stron, eby mie pewno. - Niech to. Schowaam zdjcia do koperty, woyam j do mojej torebki i prawie biegiem ruszyam do restauracji. Le Paradis Tropique jest dokadnie po przektnej od budynku SQ. Jedzenie jest pode, obsuga wolna, ale w poudnie ta maa restauracja zawsze jest zatoczona, gwnie z powodu ywioowego temperamentu jej waciciela. Anotoine'a Janviera. Dzisiejsze powitanie byo typowe. - A, madame, dobrze si pani dzisiaj czuje? Tak! Tak si ciesz, e pani widz. Ju tak dawno pani tu nie byo... Jego czarn twarz wykrzywi grymas udawanej dezaprobaty, - Tak, Antoine, byam ostatnio bardzo zajta. - To prawda, ale i tak i potrawy kuchni karaibskiej nie bd stanowi mojej codziennej diety. - C, takie ycie, pracuje pani zbyt ciko. Ale dzisiaj mam smaczn ryb. wie. Dopiero co zabit. Krople oceanu jeszcze spywaj po jej grzbiecie. Zje j pani i poczuje si pani lepiej. Mam dla pani pikny stolik, Najlepszy w lokalu. Pani przyjaciele ju tam s... Przyjaciele? Kto jeszcze? - Niech pani pozwoli. Prosz za mn. W rodku musiaa by z setka ludzi, poccych si i jedzcych pod jaskrawymi parasolami. Kluczc pomidzy stolikami, doszam za Antoine'em na podest, znajdujcy si po przeciwnej stronie sali. Ryan siedzia przed sztuczn framug okienn, po bokach ktrej wisiay te zasony, zawizane do tyu, eby odsoni namalowany na cianie zachd soca. Nad jego gow wolno obraca si podwieszony pod sufitem wentylator. Rozmawia z mczyzn w pciennej, sportowej marynarce. Chocia by zwrcony do mnie plecami, rozpoznaam go po jeyku i nienagannym stroju. - Brennan. - Ryan unis si na krzele. Kiedy zauway wyraz mojej twarzy, jego oczy zwyy si ostrzegawczo. Tylko spokj, mwiy. - Cze, Ryan. - Postaram si, ale mam nadziej, e by jaki powd, dla ktrego go tu przywloke. Claudel nie podnis si i skin mi gow. Usiadam koo Ryana. Zjawia si ona Antoine'a i po wymianie uprzejmoci detektywi zamwili piwo. Ja poprosiam o dietetyczn col.

- No. Wic jaki to przeom? - Claudel nie mia sobie rwnych w wywyszaniu si. - Moe najpierw zamwimy? - Ryan dyplomata. Wymienilimy z Ryanem uwagi na temat pogody. Zgodzilimy si, e jest ciepo. Kiedy wrcia Janine, zamwiam specja rybny, a detektywi jamajskie smakoyki. Zaczynaam czu si obco. - No. To do czego dosza? - Ryan arbiter. - Metro. - Metro? - To zostawia nam tylko cztery miliony ludzi - usyszaam. - Dwa, jeli wemiemy pod uwag tylko mczyzn. - Pozwl jej mwi, Luc. - Co z tym metrem? - Francine Morisette-Champoux mieszkaa sze stacji od Berri-UQAM. - No, to ju co mamy. Ryan spojrza na niego wzrokiem, ktry by przeci szko. - Isabelle Gagnon te. I Margaret Adkins. - Hm. Claudel milcza. - Trottier mieszkaa za daleko. - Tak. A Damas za blisko. - Mieszkanie St. Jacquesa jest niedaleko Berri-UQAM. Przez chwil jedlimy w ciszy. Ryba bya sucha, a frytki i brudny ry tuste. Trudno o wiksze mistrzostwo. - To moe by bardziej skomplikowane, ni tylko stacje metra. - Oo? - Francine Morisette-Champoux i jej m chcieli sprzeda dom. Przez ReMax. Nikt si nie odezwa. - Przed budynkiem, w ktrym mieszkaa Margaret Adkins, te by znak o sprzeday. ReMaxa. Czekali na cig dalszy, ale ja nic nie mwiam. Signam do torebki, wycignam z niej zdjcia Gagnon i pooyam jedno z nich na stole. Claudel nabi na widelec fig. Ryan wzi do rki zdjcie, przyjrza mu si, po czym spojrza na mnie pytajco. Podaam mu szko powikszajce i wskazaam na przedmiot ledwo widoczny przy lewej

krawdzi zdjcia. Przyglda mu si przez dusz chwil, i potem bez sowa wycign zdjcie i lup ponad stoem. Claudel wytar rce, zbi serwetk w kulk i rzuci j na talerz. Wzi zdjcie i zrobi to samo, co Ryan. Kiedy rozpozna przedmiot, nabrzmiay mu minie uchwy. Przez dusz chwil wpatrywa si w zdjcie, nic nie mwic. - Ssiad? - spyta Ryan. - Na to wyglda. - ReMax? - Wydaje mi si, e tak. Wida tylko R" i cz e". Moemy powikszy zdjcie. - atwo to bdzie sprawdzi. Usiowano sprzeda dom ledwo cztery miesice temu. Przy takiej gospodarce, jak tu mamy, pewnie nadal prbuj - Ryan ju co notowa. - A co z Damas? - Nie wiem. - Wolaam nie zawraca gowy rodzinie ofiary. Nie powiedziaam tego. - A Trottier? - Nie. Rozmawiaam z matk Chantale. Nie sprzedawaa domu. Nigdy nie by zgoszony w adnej agencji. - Moe ojciec. Oboje spojrzelimy na Claudela. Patrzy na mnie. Tym razem w jego gosie nie byo czu pogardy. - Co? - To Ryan. - Spdzaa duo czasu u swojego ojca. Moe on chcia sprzeda swoje mieszkanie.Aprobata? - Sprawdz. - Znowu co zapisa, - Sza do niego tego dnia, kiedy zostaa zabita - powiedziaam. - Bywaa u niego czsto, praktycznie w kadym tygodniu. - Mentorski ton, ale bez pogardy. To ju postp. - W Westmount. W apartamencie za miliard dolcw przy Barat, tu obok Sherbrooke. Staraam si to sobie umiejscowi. Tu koo granicy Centre-ville. Niedaleko od mojego mieszkania. - W okolicach Forum? - Zgadza si. - Jaka to stacja metra? - Na pewno Atwater. To niedaleko stamtd,

Jak tylko weszam do biura, wycignam plan, znalazam stacj Atwater i policzyam stacje do Berri-UQAM. Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Pi. Sze. Telefon zadzwoni w momencie, kiedy wanie sigaam po suchawk

28
Apartament Roberta Trottier by oferowany do sprzeday od ptora roku. - Podejrzewam, e przy takich cenach troch to musi potrwa. - Nie mam pojcia, Ryan. Nigdy tam nie byam. - Ja widziaem w telewizji. - ReMax? - Royal LePage. - Biuro nieruchomoci dawao ogoszenia? - Trottier sdzi, e tak. Sprawdzamy to. - Jest znak przed budynkiem? - Tak. - A Damas? - spytaam. Ona, jej m i trjka dzieci mieszkali z jego rodzicami. Starsi pastwo Damas s wacicielami swojego domu od niepamitnych czasw. I zapewne umr w nim. Zastanawiaam si chwil nad tym. - Czym zajmowaa si Grace Damas? - Wychowywaa dzieci. Robia te na szydeku ozdobne serwetki dla kocioa. Czasem podapaa gdzie jak robot na p etatu. Przygotuj si na to, co ci powiem. Kiedy pracowaa u rzenika. - Idealnie. - Kto zarn rzeniczk? - A m? - Jest czysty. On jest kierowc ciarwki. - Chwila ciszy. - Tak jak przedtem jego ojciec. Cisza. - Mylisz, e ma to jakie znaczenie? - Metro czy sprzeda nieruchomoci? - Jedno albo drugie. -. Cholera, Brennan, nie wiem. - Znowu cisza. - Podsu mi jaki scenariusz. Ju od jakiego czasu staraam si jaki skleci. - No dobrze. St. Jacques czyta ogoszenia o sprzeday nieruchomoci i wybiera jaki adres. Potem obserwuje to miejsce, a sobie upatrzy ofiar. ledzi j, czeka na sprzyjajce okolicznoci. A potem puapka... - A co metro ma z tym wsplnego? Pomyl.

- Dla niego to jest sport. On jest myliwym, ona jest ofiar. Ta kryjwka na Berger Street jest dla zmyki. Ogoszenie traktuje jak przynt, namierza kobiet, po czym zabija. Poluje tylko w okrelonych okolicach. - Szsta stacja. - Masz lepszy pomys? - Ale dlaczego ogoszenia o sprzeday nieruchomoci? - Dlaczego? Bo samotna kobieta w domu to atwy cel. Dochodzi do wniosku, e skoro chce sprzeda dom czy mieszkanie, to bdzie tam, eby pokaza je zainteresowanym. Moe najpierw dzwoni. Ogoszenie daje mu pretekst do wejcia. - Dlaczego sze? - Nie wiem. Gociu jest stuknity. Wspaniale, Brennan. - Musi, cholera, bardzo dobrze zna miasto. Trawilimy to przez chwil. - Moe jest pracownikiem metra? - Takswkarzem? - Moe pracuje w gazowni, zakadzie energetycznym albo czym takim? - A moe jest glin? Na chwil zalega pena napicia cisza. - Brennan, nie s... - Nie. - A co z Trottier i Damas? One nie pasuj. - Nie. Cisza. - Gagnon znaleziono w Centre-ville, Damas w St. Lambert, Trottier w St. Jerome. Jeli nasz klient codziennie dojeda do pracy autobusem albo metrem, to jak sobie z tym radzi? - Nie wiem, Ryan. Ale w trzech przypadkach na pi mamy i ogoszenia, i stacje metra. Przyjrzyj si St. Jacquesowi czy innemu, ktry jest tym szczurem. Ma nor dokadnie przy Berri-UOAM i zbiera ogoszenia prasowe. Warto nad tym popracowa. - No. - Mona by zacz od kolekcji St. Jacquesa, zobaczy, co gociu zbiera. - No.

Przysza mi do gowy jeszcze jedna myl. - A co z ustaleniem profilu psychologicznego? Mamy ju dosy, eby sprbowa, - To bardzo modne. - Moe si okaza pomocne. Czytaam w jego mylach. - Claudel nie musi o tym wiedzie. Mog si nieoficjalnie rozejrze, dowiedzie si, czy warto si tym zajmowa. Mamy miejsca zbrodni w przypadku Morisette-Champoux i Adkins, a okolicznoci mierci i sposb pozbycia si ciaa w reszcie przypadkw. Myl, e mog co z tego wycign. - Gocie z Ouantico? - Tak. achn si. - No. S tak zawaleni robot, e oddzwoni do ciebie pewnie na przeomie wiekw. - Znam tam kogo. - Nie wtpi. - Westchnienie. - Dlaczego nie. Ale jak na razie niech to bdzie tylko zapytanie. Nie zobowizuj nas do niczego. Zlecenie bdzie musiao wyj od Claudela albo ode mnie. Minut pniej wystukiwaam kierunkowy Virginii. Powiedziaam, e chciaabym rozmawia z Johnem Samuelem Dobzhanskym i czekaam. Pan Dobzhansky by nieuchwytny. Zostawiam wiadomo. Sprbowaam skontaktowa si z Parkerem Baileyem. Znowu sekretarka i znowu wiadomo. Zadzwoniam do Gabby spyta, gdzie ma zamiar zje kolacj. Mj gos poprosi mnie o zostawienie wiadomoci. Zadzwoniam do Katy. Wiadomo. Czy nikt ju nie moe usiedzie w jednym miejscu? Reszt popoudnia powiciam korespondencji i pisaniu opinii o studentach, czekajc na telefon. Chciaam porozmawia z Dobzhanskym. Chciaam porozmawia z Baileyem. W mojej gowie tyka zegar, przez co trudno mi byo si skoncentrowa. Odliczanie. Ile jeszcze czasu do kolejnej ofiary? Przy piciu poddaam si i poszam do domu.

W mieszkaniu byo cicho. Ani Birdiego, ani Gabby. - Gab? - Moe drzemie.

Drzwi od pokoju gocinnego byy cigle zamknite. Birdie spa na moim ku. - Wy dwoje to nie macie czasem za lekko... - Pogaskaam go po gowie. - Uuu. Czas wymy twoj kuwet. - Wyranie czu byo smrd. - Przepraszam, Bird, ale mam zbyt wiele spraw na gowie. Nie przytakn. - Gdzie jest Gabby? Tpe spojrzenie. Wypry si. Wyczyciam mu kuwet. Birdie musia zauway, bo od razu zaatwi potrzeb, spor cz wprost na podog. - Daj spokj, Birdie. Staraj si trafia do kuwety. Gabby nie jest najschludniejszym kompanem, ale ty ze swojej strony moesz si zachowywa przyzwoicie. - Spojrzaam na jej bezadnie porozrzucane kosmetyki. - Troch i tak posprztaa... Wziam sobie dietetyczn col i przebraam si w krtkie spodnie. Zjemy kolacj w domu? Kogo ja oszukuj. Przecie i tak pjdziemy gdzie zje. Automatyczna sekretarka mrugaa. Jedna wiadomo. Ode mnie. Dzwoniam koo pierwszej. Czy Gabby nie syszaa? Zignorowaa? Moe wyczya telefon. Moe le si czuje. Moe jej tu nie ma. Podeszam pod jej drzwi. - Gab? Zapukaam cicho. - Gabby? Mocniej. Otworzyam drzwi i zajrzaam do rodka. Typowy dla Gabby baagan. Biuteria. Papiery. Ksiki. Wszdzie ubrania. Przewieszony przez krzeso stanik. Zajrzaam do szafy. Buty i sanday w bezadnym stosie. Pord tego wszystkiego, starannie pocielone ko. Zwrciam na nie uwag, bo w ogle nie pasowao do panujcego wok baaganu, - Suka. Birdie przelizn si koo moich ng. - Czy ona w ogle tutaj bya zeszej nocy? Spojrza na mnie, wskoczy na ko, zatoczy dwa kka i w kocu si uoy. Uoyam si koo niego, a w brzuchu poczuam znajom sabo. - Znowu to zrobia, Bird. Rozszerzy palce i zacz si liza.

- Nawet nie zostawia wiadomoci. Birdie skoncentrowa si na miejscach midzy palcami. - Nie bd o tym myle. - Poszam wyj naczynia ze zmywarki. Dziesi minut pniej uspokoiam si na tyle, eby do niej zadzwoni. Nikt nie odbiera. Oczywicie. Zadzwoniam na uniwersytet. Nikt nie odbiera. Poszam do kuchni. Otworzyam lodwk. Zamknam j. Kolacja? Znowu j otworzyam. Dietetyczna cola. Weszam do duego pokoju, postawiam now col obok puszki poprzedniej, wczyam telewizj, poskakaam po kanaach i wybraam komedi, ktrej i tak nie bd oglda. Mylaam o Gabby, o morderstwach, o czaszce w moim ogrodzie i tak w kko, nie bdc w stanie skupi si na serialu. Intonacja dialogw i tumiony miech stanowiy zaledwie to dla kbicych si w mojej gowie myli. Zo na Gabby. Wyrzuty, e pozwoliam si wykorzysta. Uczucie smutku, e ona tak si zachowuje. Strach o jej bezpieczestwo. Strach, e bdzie nastpna ofiara. Frustracja z powodu wasnej bezradnoci. Czuam si emocjonalnie posiniaczona, ale nie mogam przesta siebie bi. Nie wiem, ile czasu tak spdziam, gdy zadzwoni telefon, uwalniajc adrenalin z tych miejsc, niezalenie gdzie to jest, gdzie rezyduje, kiedy ma urlop. Gabby! - Halo. - Z Tempe Brennan prosz. - Mski gos. Znajomy jak moje dziecistwo na rodkowym Zachodzie. - J.S.! Boe, jak si ciesz, e ci sysz! John Samuel Dobzhansky. Moja pierwsza mio. Spotkalimy si na obozie letnim. Romans przetrwa tamto lato i nastpne, kwit a do naszego pierwszego roku studiw. Ja pojechaam na poudnie, a J.S. na pnoc. Wybraam antropologi i spotkaam Pete'a. On studiowa psychologi, oeni si i rozwid. Dwukrotnie. Wiele lat pniej spotkalimy si w Akademii. J.S. specjalizuje si w zabjstwach na tle seksualnym. - Czujesz jeszcze ten klimat obozowego lata? - spyta. - W sercach, ktre splata - skoczyam linijk z obozowej piosenki. Oboje si rozemialimy. - Nie byem pewien, czy bdziesz zadowolona, e dzwoni do ciebie do domu, ale zostawia numer, wic stwierdziem, e zaryzykuj. - Ciesz si, e dzwonisz. Dzikuj. - Dzikuj. Dzikuj. - Chc wykorzysta twj mzg w jednej sprawie, ktr tutaj mamy. Jeli mona?

- Tempe, jak moesz mnie tak rozczarowywa? - Udawa zranionego. Podczas spotka Akademii jedlimy razem kolacj i na pocztku wyranie na co si zanosio. Czy powinnimy odgrzewa modziecz pasj? Czy uczucie cigle jeszcze trwao? Nic nie zostao powiedziane i za zgod obu stron skoczyo si na niczym. Lepiej zostawi przeszo w spokoju. - A co z t pani, o ktrej mwie mi w zeszym roku? - Nic z tego. - Przykro mi. J.S., a tu mamy kilka morderstw, ktre wydaj si powizane. Jeli powiem ci w skrcie, jak si sprawy maj, czy wyrazisz swoj opini o ewentualnym seryjnym mordercy? - Mog wyrazi opini na dowolny temat. - To byo jedno z naszych ulubionych powiedzonek. Opisaam miejsca zbrodni w przypadku Adkins i Morisette-Champoux i w zarysie opisaam, co zrobiono ofiarom. Opisaam, w jakich okolicznociach i gdzie znaleziono inne ciaa i jak zostay okaleczone. Potem dodaam i jeszcze moje teorie dotyczce metra i ogosze prasowych. - Mam kopoty, eby przekona gliny, i te sprawy s powizane. Cay czas utrzymuj, e nie ma tu prawidowoci. Do pewnego stopnia maj racj. Wszystkie ofiary s do siebie niepodobne, jedna zostaa zastrzelona, a inne nie. Mieszkay w rnych punktach miasta. To si nie trzyma kupy. - No. No. Zwolnij troch. W ogle le do tego podchodzisz. Przede wszystkim, wikszo tego, co opisaa, dotyczy modus operandi. - Tak. - Podobiestwa w sposobie dziaania mog by przydatne, nie zrozum mnie le, ale rozbienoci s niesychanie czsto spotykane. Przestpca moe zakneblowa albo zwiza ofiar kablem telefonicznym w jednym miejscu, a na drugie moe przynie wasny sznur. Moe dgn noem albo poci jedn ofiar, a zastrzeli albo udusi inn, moe jedn okra, a drug nie. Kiedy robiem profil gocia, ktry przy kadej zbrodni uywa innej broni. Jeste tam jeszcze? - Tak. - U przestpcy nigdy nie jest to czym niezmiennym. Tak, jak w kadej innej sprawie, czowiek si uczy. Ci gocie im wicej praktykuj, tym s lepsi. Ucz si, co si sprawdza, a co nie. Cigle udoskonalaj swoj technik. Oczywicie, niektrzy s w tym lepsi ni inni.

- Pocieszajce. - Poza tym, jest mnstwo nieprzewidzianych wydarze, ktre mog wpywa na to, jak si zachowa przestpca, nawet jeli mia nie wiadomo jak dopracowany plan. Na przykad dzwoni telefon. Zjawia si ssiad. Pka kabel. Musi improwizowa. - Rozumiem. - Nie zrozum mnie le. Prawidowoci s wtedy przydatne i my to wykorzystujemy. Ale odstpstwa od reguy niewiele znacz. - Co ty wykorzystujesz? - Rytua. - Rytua? - Niektrzy moi koledzy nazywaj to podpisem albo wizytwk, a mona to zaobserwowa tylko w niektrych miejscach zbrodni. Wikszo przestpcw ma jaki modus operandi, bo skoro plan zadziaa dwa razy, czuj si pewnie i s przekonani, e zmniejsza to prawdopodobiestwo ich zapania. Ale w przypadku brutalnych, wielokrotnych przestpcw trzeba wzi pod uwag co jeszcze. S to ludzie napdzani gniewem. Tkwica w nich nienawi kae im snu fantazje na temat przemocy i w kocu wcielaj te fantazje w ycie. Ale przemoc nie wystarcza. Wyksztacaj rytuay suce wyraaniu gniewu. To wanie te rytuay ich zdradzaj. - Jakiego to rodzaju s te rytuay? - Przewanie wi si z potrzeb panowania nad sytuacj, moe upokarzaniem ofiary. Rozumiesz, tak naprawd to nie ofiara jest wana. Jej wiek, jej wygld mog by nieistotne. Kluczowa jest potrzeba rozadowania gniewu. Pracowaem kiedy nad gociem, ktrego ofiary byy w wieku od siedmiu do osiemdziesiciu jeden lat. - Wic czego by szuka? - Jak spotyka swoj ofiar? Czy natychmiast j atakuje? Czy najpierw z ni rozmawia? Jak j kontroluje po tym, jak ju nawiza kontakt? Czy wykorzystuje j seksualnie? Czy robi to przed, czy po zabiciu jej? Czy torturuje ofiar? Czy okalecza ciao? Czy zostawia co na miejscu zbrodni? Czy co zabiera? - Ale czy te rzeczy nie mog rwnie wynika z jakich nieprzewidzianych okolicznoci? - Oczywicie, e tak. Ale najwaniejsze jest to, e stanowi to cz wcielania w ycie jego fantazji, jego rytuau rozadowywania gniewu, a nie robi tego tylko po to, eby ocali tyek.

- To jak mylisz? Czy to, co ci opisaam, ma swj podpis? - Mam ci powiedzie tak nieoficjalnie? - Oczywicie. - Jak najbardziej. - Naprawd? - Zaczam robi notatki. - Dabym sobie gow uci. - Twoja gowa jest bezpieczna, J.S. Mylisz, e to jest sadysta seksualny? Usyszaam grzechotanie, kiedy na chwil przeczy telefon na drug lini. - Sadyci seksualni podniecaj si widzc bl swojej ofiary. Oni nie chc po prostu zabi, oni chc, eby ich ofiara cierpiaa. I - to jest kluczowe - stanowi to dla nich podniet seksualn. - No wic? - Niektre przesanki wskazuj, e tak. Ci gocie czsto praktykuj umieszczanie przedmiotw w pochwie czy odbycie. Czy wasze ofiary yy, kiedy to robi? - Przynajmniej jedna. Trudno powiedzie z dwiema innymi, bo ich ciaa byy ju w zbyt daleko posunitym stopniu rozkadu. - Wyglda, e sadyzm seksualny jest tutaj jedn z moliwoci. I tak po zostaje pytanie: czy zabjca by seksualnie podniecony tym, co robi? Na to nie mogam odpowiedzie. Na adnej z ofiar nie znaleziono nasienia. Powiedziaam mu to. - To wane, ale sadyzmu seksualnego nie mona wykluczy. Miaem kiedy przypadek gocia, ktry masturbowa si w doni ofiary, po czym j odci i zmieli w robocie kuchennym. W adnym miejscu zbrodni nie znaleziono nasienia. - Jak go dopadlicie? - Kiedy le wybra ofiar. - Trzy z tych kobiet zostay powiartowane. To wiemy na pewno. - To jest pewna prawidowo, ale nie jest to dowd na sadyzm seksualny. Chyba, e zrobiono to przed mierci ofiary. Seryjni mordercy, niezalenie od tego, czy s tymi sadystami czy nie, s bardzo przebiegli. Bardzo drobiazgowo planuj swoje zbrodnie. Pomiertne okaleczenie wcale nie znaczy, e mamy do czynienia ze zbrodni na tle seksualnym czy sadyzmem. Niektrzy wiartuj ciao po to, eby byo je atwiej ukry, - A co z okaleczaniem? Rce? - Odpowied jest ta sama. Jest to pewna prawidowo, wicej ni samo zabicie, ale

moe rwnie dobrze by i nie by na tle seksualnym. Czasami to tylko metoda wykazania, e ofiara jest bezsilna. Jednak tutaj widz pewne wskazwki. Powiedziaa, e zabjca nie zna ofiar. Zostay bestialsko pobite. Trzem wcinito jakie przedmioty, prawdopodobnie przed mierci. To charakterystyczna kombinacja. Pisaam jak szalona. - Sprawd, czy te przedmioty zostay przyniesione na miejsce zbrodni, czy ju tam byy. To moe by cz podpisu tego gocia - lepiej wiedzie, czy to zaplanowa, czy by okrutny, bo nadarzya si okazja, Zanotowaam to i oznaczyam gwiazdk. - Jakie s inne cechy charakterystyczne sadyzmu seksualnego? - Prawidowoci w sposobie dziaania. Wykorzystanie pretekstu, eby nawiza kontakt. Potrzeba kontrolowania i upokarzania ofiary. Nadmierne okruciestwo. Podniecenie seksualne czerpane ze strachu i blu ofiary. Zachowywanie pamitek po ofiarze... - Co byo ostatnie? - Pisaam tak szybko, e rka mi drtwiaa. - Pamitki. Souveniry. - Jakiego rodzaju souveniry? - Przedmioty z miejsca zbrodni, czci garderoby ofiary, biuteria, takie rzeczy. - Wycinki z gazet? - Sadyci seksualni uwielbiaj o sobie czyta. - Gromadz takie rzeczy? - Plany, dzienniki, kalendarze, rysunki, co tylko moesz wymyli. Niektrzy maj nawet kasety. Fantazja to nie tylko akt zabijania. ledzenie ofiary przedtem i odgrywanie zbrodni potem moe stanowi bardzo wan cz tej podniecajcej gry. - Jeli tak dobrze potrafi unika zapania, dlaczego mieliby trzyma takie rzeczy? Nie jest to ryzykowne? - Wikszo z nich myli, e gruj nad glinami. e s zbyt sprytni, eby da si zapa. - A co z czciami ciaa? - Z czciami ciaa? - Zachowuj je? Chwila ciszy. - Nie zdarza si to czsto, ale czasami tak. - A co mylisz o pomyle z metrem i ogoszeniami?

- Fantazje, ktre wcielaj w ycie ci gocie, potrafi by naprawd wysublimowane i bardzo specyficzne. Dla niektrych kluczowe jest miejsce, gdzie popeniaj zbrodni, czy to, e zdarzenia nastpuj po sobie w okrelonej kolejnoci. Niektrzy potrzebuj okrelonych reakcji ofiary, wic pisz scenariusze, zmuszaj ofiar do mwienia okrelonych rzeczy, do zachowywania si w okrelony sposb, do zakadania okrelonych ubra. Ale, Tempe, to nie s zachowania typowe tylko dla sadystw seksualnych. To jest charakterystyczne dla rnego rodzaju zaburze osobowoci. Nie mona tego rozpatrywa tylko pod ktem sadyzmu seksualnego. Trzeba szuka tego podpisu, tej wizytwki, ktr zostawia tylko nasz zabjca. Tak mona go zapa, niezalenie od tego, jak sklasyfikuj go psychiatrzy. Uywanie metra i gazet moe by kluczowe dla fantazji waszego klienta. - No to, opierajc si na tym, co ci powiedziaam, co mylisz? Zamilk na dusz chwil i syszaam wolno wypuszczane powietrze. - Wydaje mi si, e macie tam do czynienia z naprawd nieciekawym typem, Tempe. Niesamowita agresja. Skrajna brutalno. Jeli to miaby by St. Jacques, to moje powane wtpliwoci budzi uywanie przez niego karty kredytowej ofiary. Albo jest niewyobraalnie gupi, a na to nie wyglda, albo z jakiego powodu robi si nieostrony. Moe nagy kryzys finansowy. Albo robi si coraz bardziej miay. Czaszka w twoim ogrodzie to sygna. Przesa wiadomo. Moe to jawne urganie. Ale jest te moliwo, e na jakim poziomie chce zosta zapany. Nie podoba mi si to, co mwisz o twoim udziale w tej sprawie. A wyglda na to, e rzeczywicie zostaa w to wcignita! Twoje zdjcie. Czaszka. Opierajc si na tym, co mi powiedziaa, wyglda na to, e szydzi z ciebie. Powiedziaam mu o nocy koo klasztoru i o samochodzie, ktry siedzia mi na ogonie. - Chryste, Tempe, jeli ten gociu zabra si za ciebie, nie igraj z nim. On jest niebezpieczny. - No to jeli on by wtedy na terenie klasztoru, to dlaczego mnie nie zabi? - Tak jak mwiem wczeniej. Pewnie go tam zaskoczya albo nie by przygotowany do tego, eby zabi w sposb, jaki lubi. Nie panowa nad sytuacj. Moe nie mia swoich przyborw. Moe fakt, e stracia przytomno, pozbawi go kopa, ktrego dostarcza mu widok strachu ofiary. - Nie byo rytuau mierci. - Wanie tak. Pogawdzilimy jeszcze troch, o rnych miejscach, starych przyjacioach, o tych czasach, kiedy morderstwa nie byy jeszcze czci naszego ycia. Kiedy skoczylimy

rozmawia, byo ju po smej. Odchyliam si do tyu, wyprostowaam rce i nogi i pooyam si bezwadnie. Leaam tak przez jaki czas, jak szmaciana lalka, wspominajc przeszo. W kocu zmg mnie gd, wic poszam do kuchni, podgrzaam porcj lasagnii i zmusiam si do zjedzenia jej. Kolejn godzin spdziam na odtwarzaniu z notatek tego, co mi powiedzia J.S. Cay czas przychodziy mi do gowy jego ostatnie sowa. - Odstpy robi si coraz krtsze. Tak, to wiedziaam, - Podnosi stawk. To te wiedziaam. - By moe teraz ty jeste na celowniku. O dziesitej poszam do ka. Leaam w ciemnoci, wpatrujc si w sufit. Czuam si samotna i al mi byo samej siebie. Dlaczego nosiam brzemi mierci tych kobiet? Czy graam istotn rol w fantazjach jakiego psychopaty? Dlaczego nikt nie traktuje mnie powanie? Dlaczego si starzej, dlaczego jem odgrzewane mroonki na kolacj przed wczon telewizj, ktrej i tak nie ogldam? Kiedy Birdie umoci si w moim kolanie, ten delikatny kontakt wyzwoli zy, ktre powstrzymywaam od rozmowy z J.S. Wypakiwaam si w powok poduszki, ktr kupilimy z Pete'em w Charlotte. A waciwie, to ja wybraam i kupiam, a on czeka wtedy zniecierpliwiony. Dlaczego moje maestwo byo porak? Dlaczego sypiam sama? Dlaczego Katy jest taka niezadowolona? Dlaczego moja najlepsza przyjacika znowu lekceway moje uczucia? Gdzie ona jest? Nie. Nie bd o tym myle. Nie wiem, jak dugo tak leaam, czujc pustk swojego ycia, nasuchujc odgosw klucza Gabby w zamku.

29
Nastpnego ranka streciam Ryanowi moj rozmow z J.S. Min tydzie. I nic. Byo cay czas upalnie. W cigu dnia pracowaam nad komi. Szcztki znalezione w pojemniku do oczyszczania ciekw w Cancun okazay si by turyst zaginionym dziewi lat wczeniej. Koci wygrzebane przez psy, przed zabjstwem popenionym tpym narzdziem, byy nastoletni dziewczyn. Ze zwok znalezionych w pojemniku (odcite rce, twarz okaleczona nie do poznania) dao si wywnioskowa, e jest to ciao biaego mczyzny midzy trzydziestym pitym a czterdziestym rokiem ycia. Nocami chodziam na festiwal jazzowy i wasaam si po zatoczonych Ste. Catherine i Jeanne-Mance. Syszaam Peruwiaczykw, ich muzyka bya mieszanin drewnianych instrumentw i lasw deszczowych. Wczyam si midzy Place des Arts a Complexe Desjardins, cieszc si dwikami saksofonw, gitar i letnimi nocami. Dixieland. Fusion. R&B. Calypso. Postanowiam nie szuka Gabby. Stwierdziam, e nie mog bra na siebie cudzych strachw. Suchaam muzyki z Senegalu, Cape Verde, Rio i Nowego Jorku i, na chwil, zapomniaam. O tych piciu. Potem, w czwartek, dostaam telefon. LaManche. Spotkanie we wtorek. Wane. Prosz przyj. Zjawiam si, nie wiedzc, czego si spodziewa, a na pewno nie spodziewaam si tego, co zastaam. Koo LaManche'a siedzieli Ryan, Bertrand, Claudel, Charbonneau i dwch detektyww z St. Lambert. Kierownik laboratorium, Stefan Patineau, siedzia na kocu stou, a prokurator po jego prawej stronie. Kiedy weszam, wstali jak jeden m, sprawiajc, e o mao co nie zasabam z niepokoju. Ucisnam rk Patineau i prokuratorowi. Inni skinli mi gow, zachowujc neutralny wyraz twarzy. Chciaam wyczyta co z oczu Ryana, ale nie patrzy na mnie. Kiedy usiadam na jedynym wolnym krzele, rce miaam wilgotne, a w brzuchu czuam znajom sabo. Czy to spotkanie zostao zwoane, eby dyskutowa na mj temat? eby przyjrze si oskareniom wysunitym przez Claudela? Patineau nie traci czasu. Specjalna brygada jest w trakcie organizacji Moliwo, e mamy do czynienia z seryjnym morderc, bdzie rozpatrywana ze wszystkich moliwych stron, we wszystkich podejrzanych sprawach bdzie prowadzone dochodzenie, kada poszlaka bezwzgldnie sprawdzana. Znani policji przestpcy seksualni bd zatrzymani i przesuchani. Szeciu obecnych tu detektyww bdzie zajmowa si tylko i wycznie t

spraw, Ryan bdzie koordynatorem. Ja bd nadal zajmowa si swoj prac, ale bd rwnie niejako z urzdu czonkiem zespou. Na dole wygospodarowano miejsce, dokumenty i wszystkie potrzebne materiay s ju tam przenoszone. Branych pod uwag jest siedem spraw. Pierwsze zebranie brygady specjalnej odbdzie si dzi po poudniu. Bdziemy informowa monsieur Gauvreau i prokuratur o wszelkich postpach w ledztwie. Tak po prostu. I tyle. Wrciam do swojego gabinetu bardziej zadziwiona, ni podniesiona na duchu. Dlaczego? Kto? Przez prawie miesic staraam si wszystkich przekona, e mamy do czynienia z seryjnym morderc. C si takiego nagle wydarzyo, e przyjto t wersj? I siedem spraw? Jakie s te dwie pozostae? Po co si pyta, Brennan? I tak si dowiesz. I rzeczywicie, dowiedziaam si. O wp do drugiej weszam do duej sali na drugim pitrze. Na rodku stay koo siebie cztery stoy, a wzdu jednej ze cian znalazy si tablice z dykty i przenone, szkolne tablice. Detektywi stali w grupce z tyu sali, jak kupujcy w budce na targach. Przygldali si tablicy z dykty, na ktrej wisiay znajome plany Montrealu i metra z wystajcymi z nich kolorowymi pinezkami. Obok stao siedem tablic, a na grze kadej z nich wisiao nazwisko kobiety i zdjcie. Pi z nich znaam rwnie dobrze jak wasn rodzin, ale dwch pozostaych nie. Claudel zaszczyci mnie kontaktem wzrokowym przez jakie p sekundy, a inni powitali mnie serdecznie. Wymienilimy uwagi o pogodzie, po czym podeszlimy do stou. Ryan rozda kademu formularze, biorc je ze stosu lecego na rodku stou, po czym od razu przeszed do rzeczy. - Wszyscy wiecie, dlaczego tu jestecie i wszyscy znacie si na swojej pracy. Chc tylko, eby nie byo wtpliwoci w kilku sprawach. Spojrza po naszych twarzach, po czym wskaza gestem na stos skoroszytw. - Chc, eby kady przejrza te dokumenty. Przery si przez nie i strawi wszystko, co tam jest. Wprowadzamy dane do komputera, ale zajmuje to duo czasu, wic jak na razie bdziemy pracowa tradycyjnie. Jeli uwaacie, e co jest wane w sprawie ktrej z ofiar, cokolwiek, powinno si to znale na tablicy. Kiwanie gowami. - Dzisiaj dostaniemy zaktualizowan list zboczecw. Podzielcie j midzy siebie, przycinijcie tych goci, zobaczcie, co porabiali. - Przewanie kisz si we wasnym sosie. - To by Charbonneau. - Moe wanie kto ma ju dosy tej nudy i chce si rozerwa w niekonwencjonalny

sposb. Ryan spojrza na nas po kolei. - Jest absolutnie niezbdne, ebymy pracowali jako zesp. adnych jednostek. adnych bohaterw. Rozmawia. Wymienia informacje. Wymienia pomysy. W ten sposb namierzymy tego sukinsyna. - Jeli jest jeden. - To Claudel. - Jeli nie, Luc, oczycimy cae miasto i zapiemy ca zgraj sukinsynw. Wyjdzie to tylko na zdrowie. Claudel spuci kciki ust i szybkimi ruchami narysowa na swojej podkadce kilka krtkich linii. - Bardzo wan spraw jest te bezpieczestwo - cign Ryan. - adnych przeciekw. - Patineau ogosi powstanie naszego kka? - Charbonneau. - Nie. W pewnym sensie pracujemy tajnie. - Jak ludzie usysz o seryjnym mordercy, to padnie im na mzg. Dziwne, e jeszcze si nie dowiedzieli. - Znowu Charbonneau. - Jak wida prasa nie zauwaya zwizku midzy morderstwami. Nie pytajcie mnie, dlaczego. Patineau chce, eby na razie zostao tak, jak jest. Potem moe si to zmieni. - Prasa ma pami komara. - Bertrand. - Eee, mwisz o poziomie inteligencji. - Co ty, komarom by nie dorwnali. - No dobra, dobra. Zaczynamy. Oto na czym stoimy. Ryan streci kad spraw. Suchaam w milczeniu, jak przedstawia moje pomysy, czasami nawet uywajc tych sformuowa, co ja, a reszta notuje na formularzach. Pojawiy si nawet niektre uwagi Dobzhanskyego, ale przekazane przez mnie. Okaleczenie. Penetracja narzdw pciowych. Ogoszenia o sprzeday i

nieruchomoci. Stacje metra. Wic jednak kto sucha. Co wicej, kto to nawet sprawdza. Sklep misny, w ktrym pracowaa kiedy Grace Damas, by bardzo blisko St. Laurent. Blisko mieszkania St. Jacquesa. Blisko stacji metra Berri-UQAM. Pasowao. Czyli zgadza si w czterech przypadkach na pi. To to przewayo szal. To i J.S. Po naszej rozmowie Ryan przekona Patineau, eby wysa oficjalne zlecenie do Quantico. J.S. zgodzi si uzna przypadki z Montrealu za sprawa pierwszorzdnej wagi. Niezliczona ilo faksw dostarczya mu danych, ktrych potrzebowa, i Patinaeu otrzyma

psychologiczny profil mordercy trzy dni pniej. Zadziaao. Patineau zdecydowa si dziaa. Voila. Brygada specjalna. Ulyo mi, ale czuam si te zlekcewaona. Wykorzystali moj prac, ale, pozwolili mi si niepokoi. Kiedy wchodziam na tamto zebranie, obawiaam si krytyki swojej osoby, a nie milczcej aprobaty dla dobrze wykonanej roboty. I tak dobrze si stao. Uspokoiam gos, eby zamaskowa gniew. - I czego kae nam szuka Quantico? Ryan wyj ze stosu cienki skoroszyt, otworzy go i zacz czyta. - Mczyzna. Biay. Francuskojzyczny. Prawdopodobnie wyksztacenie nie wysze ni rednie. Prawdopodobnie ma na koncie NPSy... - C'est quoi, fa? - Bertrand. - Nieprzyjemne przestpstwa seksualne. Podgldactwo. Obsceniczne telefony. Obnaanie si. - Drobne przyjemnostki. - Claudel. - Lalkarz. - Bertrand. Claudel i Charbonneau achnli si. - Cholera. - Claudel. - Mj pacjent. - Charbonneau. - Kto to jest lalkarz? - Kettiering z St. Lambert, - To paz, ktry wamuje si do mieszka po to, eby wypcha kobiec piam, zrobi z niej lalk czy kuk i j potem poci. Rozpracowuj gocia ju od piciu lat. Ryan cign dalej, wybierajc niektre sformuowania z raportu. - Drobiazgowo planuje zbrodnie. Prawdopodobnie ucieka si do podstepu, eby zbliy si do ofiary. By moe temu su nieruchomoci. Prawdopodobnie onaty... - Pourquoi? - Rosseau z St. Lambert. - Chodzio o kryjwk. Nie moe sprowadza ofiar do oneczki. - Albo mamusi. - Claudel. Cig dalszy raportu. - Prawdopodobnie najpierw wybiera i przygotowuje odosobnione miejsca. - Ta nora? - Kettiering, St. Lambert. - Ee, Gilbert spryska j ca Lummolem. Gdyby bya tam jaka krew, wszystko by si wydao. - Charbonneau. Raport.

- Przesadna przemoc i okruciestwo sugeruj skrajn agresj. Moliwe, e chodzi o zemst. Moliwe, e ma sadystyczne fantazje zwizane z dominacj, upokorzeniem, blem. Moliwe to religijne. - Pourquoi, ca? - Rousseau. - Figurka, porzucanie cia. Trottier i Damas zostawiono na terenach kocielnych. Przez czas jaki nikt si nie odzywa. cienny zegar bzycza cicho. Z korytarza dobieg stukot zbliajcych si wysokich obcasw, ale po chwili si oddali. Piro Claudela przesuwao si krtkimi, nerwowymi ruchami. - Beaucoup de moliwe" et prawdopodobnie". - Claudel. Uparta negacja teorii, e zabjca jest jeden, rozdrania mnie. - Jest te moliwe i prawdopodobne, e wkrtce bdziemy mieli nastpne morderstwo - wypaliam. Twarz Claudela przybraa swj normalny, nieprzenikniony wyraz. Spuci oczy na podkadk, na ktrej mia formularz. Bruzdy midzy brwiami pogbiy si, ale nic nie powiedzia. Bzyczenie. - Czy doktor Dobzhansky przedstawia jak dugoterminow prognoz? - spytaam, ju troch spokojniejsza. - Krtkoterminow. - To powiedzia Ryan grobowym gosem i wrci do raportu. Przesanki wskazuj na utrat kontroli. Robi si coraz mielszy. Odstpy midzy zbrodniami s coraz krtsze. - Zamkn skoroszyt i pooy go na rodku stou. - Zabije znowu. Znowu cisza. W kocu Ryan spojrza na zegarek. Wszyscy zrobilimy to samo, jak roboty na linii produkcyjnej. - No. To zabieramy si do tych dokumentw. Jak macie co, czego w nich nie ma, to doda. Luc, Michel, sprawa Gautier bya prowadzona przez CUM, wic moecie mie co wicej na jej temat. Charbonneau i Claudel przytaknli. - Pitre bya w gestii SQ. Sprawdz j dokadnie. Inne s wiesze, wic dokumenty powinny by raczej kompletne. Jako e pi ostatnich przypadkw znaam a za dobrze, zabraam si za Pitre i Gautier. Ich sprawy tocz si od 88 i 89 roku. Na wp nagie, mocno rozoone ciao Constance Pitre znaleziono w opuszczonymi

domu w Khanawake, indiaskim rezerwacie lecym w gr rzeki od Montrealu. MarieClaude Gautier znaleziono za stacj metra Vendome, gdzie mona si przesi na pocigi jedce na zachodnie przedmiecia miasta. Obie kobiety zostay bestialsko pobite i podernito im garda. Gautier miaa dwadziecia osiem lat, a Pitre trzydzieci dwa. Obie byy pannami. Obie mieszkay same. Przesuchiwano zwyczajnych podejrzanych, prowadzono standardowe dochodzenie. W obu przypadkach ledztwo utkno w martwym punkcie. Trzy godziny studiowaam dokumenty, ktre, w porwnaniu z tymi, jakimi zajmowaam si ostatnio, byy raczej skpe. Obie kobiety byy prostytutkami. Czy to z tego powodu szybko umorzono ledztwo? Wykorzystywane za ycia, ignorowane po mierci? Baba z wozu, koniom lej? Nie pozwoliam sobie rozwodzi si nad tym. Obejrzaam zdjcia obu ofiar. Miay inne twarze, ale w jaki niepokojcy sposb podobne. Niesychanie blade, obfity makija, zimne, tpe spojrzenie. Wyraz ich twarzy przypomnia mi noc spdzon w Main, gdzie z bliska miaam okazj przyjrze si nocnej klienteli. Rezygnacja. Desperacja. Tam widziaam to na ywo. Teraz patrzyam na martw natur. Rozoyam na stole zdjcia z miejsc zbrodni i tak wiedzc, czego si spodziewa. Pitre: ogrdek, sypialnia, ciao. Gautier: stacja, krzaki, ciao. Gowa Pitre bya prawie odcita. Gardo Gautier te byo podernite, a jej prawe oko zostao zamienione w spczniaa miazg. Skrajne bestialstwo tych zbrodni sprawio, e zostay wcignite do naszego ledztwa. Przeczytaam raporty z autopsji, toksykologiczny i policyjne. Przeczytaam uwanie zapis z kadego przesuchania i streszczenia prowadzcych ledztwo. Dowiedziaam si najdrobniejszych szczegw dotyczcych ycia i mierci ofiar. Wszystkie dane, ktre wycigaam z dokumentw, wnosiam do sporzdzonej naprdce tabeli. Niewiele jednak tego byo. Syszaam innych, krccych si wok mnie, szuranie krzese, wymieniane arciki, ale nie zwracaam na to wszystko uwagi. Kiedy w kocu zamknam skoroszyty, byo ju po pitej. Zosta tylko Ryan. Podniosam wzrok i zobaczyam, e mi si przyglda. - Chcesz zobaczy The Gypsies? - Sucham? - Syszaem, e lubisz jazz.

- Tak, ale festiwal ju si skoczy, Ryan. - Od kogo to syszae? Skd? Czy to zaproszenie na randk? - Festiwal tak. Ale miasto bawi si dalej. Les Gitantes daj koncert w Old Port. wietny zesp. - Wiesz co, Ryan, chyba nie - odparam, ale powanie zastanawiaam si nad jego propozycj. Mylaam ju od jakiego czasu. Dlatego odmwiam. Nie teraz. Jak si skoczy ledztwo. Jak zwierz znajdzie si w klatce. - Trudno. - Elektryzujce oczy. - Ale je musisz... To prawda. Kolejny plastikowy obiad, jedzony samotnie, nie by kuszc perspektyw. Nie. Nie moesz da Claudelowi nawet podstaw do zarzutw o niewaciwe zachowanie. - To chyba nie jest najle... - Moemy przedyskutowa twoje spostrzeenia na temat morderstw, kiedy bdziemy poyka pizz. - Czyli spotkanie subowe. - Certainement. Bzyczenie. Czy ja chciaam rozmawia o morderstwach? Oczywicie, e tak. Co mi nie pasowao z tymi dwoma nowymi. Co wicej, bardzo mnie interesowaa brygada specjalna. Ryan przedstawi nam wersj oficjaln, ale jak to naprawd byo? Moe powinnam wiedzie, kto pociga za sznurki? Kogo unika? Bzyczenie. Czy inni jeszcze by si zastanawiali? Oczywicie, e nie. - Dobrze, Ryan. Gdzie chcesz i? Wzruszy ramionami. - Do Angela? Blisko mojego mieszkania. Przypomnia mi si telefon o czwartej rano w zeszym miesicu, gdy by z przyjacik". Odbija ci, Brennan. Facet chce je pizz. Wie, e moesz zaparkowa samochd w domu. - A tobie tam odpowiada? - Jest po drodze. Dokd. Nie spytaam. - Okej. No to spotkamy si tam za - spojrzaam na zegarek - p godziny, co?

Wstpiam do domu, daam je Birdiemu i unikaam luster. Nie uczesaam si. Nie upudrowaam. Spotkanie subowe. Pitnacie po szstej Ryan popija zimne piwo, a ja dietetyczn col, kiedy czekalimy na veggie supreme. Bez koziego sera na jego poowie. - Robisz bd. - Nie lubi go. - Bardzo powany bd. - Nie przekonasz mnie. Przez chwil gawdzilimy o tym i owym, a potem zmieniam temat. - Powiedz mi co o tych dwch sprawach. Dlaczego Pitre i Gautier? - Patineau poleci mi wycign wszystkie nie rozwizane sprawy prowadzone przez SQ, ktre s w jaki sposb podobne do naszych. Do 85 roku. Waciwie to chodzio o zbienoci w metodzie popeniania zbrodni, na ktre zwracaa uwag. Kobiety, bestialstwo, okaleczanie. Claudel przeszuka sprawy prowadzone przez CUM. Miejscowe komisariaty poproszono o to samo. Jak na razie, mamy te dwa. - Szukamy tylko w granicach prowincji? - Niezupenie... Musielimy przewra, bo przysza kelnerka. Pokroia i podaa nam pizze. Ryan zamwi jeszcze jedno piwo. Ja nic, troch z alem. Twoja wina, Brennan. - Nawet nie wa si myle o sprbowaniu mojej poowy. - Nie lubi tego sera. - Napi si. - Wiesz, co jedz kozy? Wiedziaam, ale siedziaam cicho. - Co masz na myli mwic niezupenie"? - Na pocztku Patineau zleci wyszukanie spraw z samego Montrealu i okolic. Kiedy przyszed profil z Quantico, rozesa opis naszych spraw do Kanadyjskiej Krlewskiej Policji Konnej, eby sprawdzi, czy maj podobne przypadki w swoich kartotekach. - I? - Zero. Wyglda na to, e nasz miejscowy klient. Przez chwil jedlimy w milczeniu. W kocu spyta: - A co ty o tym mylisz? Zastanawiaam si przez chwil. - Przegldaam te nowe dokumenty tylko przez trzy godziny, ale wydaje mi si, e te kobiety jako nie pasuj.

- Bo s dziwkami? - To te, ale co jeszcze. Morderstwa byy brutalne, nie ma dwch zda, ale s zbyt... Przez cae popoudnie staraam si znale sowo odpowiadajce moim odczuciom, ale nie udao mi si. Upuciam kawaek pizzy na talerz i przygldaam si, jak pomidor i karczoch spywaj z wilgotnego ciasta. - ...niechlujne. - Niechlujne? - Niechlujne. - Jezu, Brennan, czego ty chcesz? Widziaa mieszkanie Adkins? Albo MorisetteChampoux? Wygldao w nich tak, jak po bitwie pod Wounded Tree. - Knee. - Co? - Knee. To byo Wounded Knee. - Ta z Indianami? Kiwnam gow. - Nie chodzi mi o krew. Miejsca, gdzie zamordowano Pitre i Gautier wyglday, jak... - Znowu szukaam odpowiedniego sowa. - Jako chaotycznie. Jakby niczego nie planowano. W innych przypadkach ma si wraenie, e gociu dokadnie wiedzia, co robi. Wszed do ich mieszka. Przynis wasn bro. Zabra j ze sob. Nigdzie nie znaleziono narzdzia zbrodni, prawda? Pokiwa gow. - W przypadku Gautier znaleli n. - Ale adnych odciskw. To moe sugerowa planowanie. - Bya zima. Facet pewnie mia rkawiczki. Zakrciam col w szklance. - Ciaa wygldaj tak, jakby je po prostu porzucono. W popiechu. Gautier leaa twarz do ziemi. Pitre leaa na boku, jej ubrania byy porwane, spodnie na kostkach. Zerknij jeszcze raz na zdjcia Morisette-Champoux i Adkins. Ciaa wygldaj prawie tak, jakby pozoway. Obie leay na plecach z rozoonymi nogami i uoonymi rkoma. Jak lalki. Albo baleriny. Chryste, Adkins wygldaa, jakby j cito z ng, kiedy robia piruet. Ich ubrania nie byy porwane, tylko starannie rozpite. Tak jakby chcia pokaza, co im zrobi... Ryan milcza.

Zjawia si kelnerka, chcc usysze, e nam smakowao. Co jeszcze? Tylko rachunek. - Po prostu jako mi te dwie sprawy nie pasuj do innych. Oczywicie mog si miertelnie myli. - Tego wanie mamy si dowiedzie. Ryan wzi rachunek, podnoszc rk w gecie nie dyskutuj". - Ja pac. Ty postawisz nastpnym razem. Uciszy moje protesty wycigajc rk. Dotkn mojej grnej wargi. Potem powoli powid palcem wskazujcym wok kcika moich ust i pogrozi mi nim. - Uparta kozo - powiedzia. Czerwone mrwki nie zdoayby tak rozpali mojej twarzy.

Wrciam do pustego mieszkania. Nie zdziwiam si. Ale zaczynaam si martwi o Gabby i miaam nadziej, e si pojawi. Przede wszystkim po to, eby usysze ode mnie, e ma si spakowa. Pooyam si na kanapie i wczyam gr Expos. Martinez wanie trafi pik w uderzajcego. Sprawozdawca szala. Nastpcy trafionego zrzeda mina. Ogldaam tak dugo, a gos sprawozdawcy sta si tylko szumem, ktry zaguszyy kbice si w mojej gowie myli. Czy Pitre i Gautier maj cos wsplnego z pozostaymi morderstwami? Co znaczy Khanawake? Pitre bya Indiank z plemienia Mohawkw. Wszystkie inne byy biae. Cztery lata temu Indianie zablokowali Mercier Bridge, zamieniajc ycie dojedajcych do pracy w pieko. Relacje midzy rezerwatem a jego ssiadami ochodziy si. Czy ma to jakie znaczenie? Gautier i Pitre byy prostytutkami. Pitre bya zatrzymywana kilkakrotnie adna z innych ofiar nie bya notowana. Czy to co znaczy? Jeli ofiary wybierano na chybi trafi, jakie byoby prawdopodobiestwo, e dwie z nich s prostytutkami? Czy miejsca, w ktrych zamordowano Morisette-Champoux i Adkins, zdradzay lady wiadczce o premedytacji? Moe staranne uoenie cia tak naprawd tylko wytwr mojej wyobrani? Moe to by czysty przypadek? Czy byo te to religijne? Akurat nad tym w ogle si nie zastanawiaam Jeli tak, jakie to ma znaczenie? W kocu pogryam si w niespokojnym nie. Byam w Main. Gabby przywoywaa mnie gestem z grnego okna jakiego

opuszczonego hotelu. Pokj za ni by sabo owietlony i widziaam ruszajce si w nim sylwetki. Chciaam przej przez ulic i pj do niej, ale kiedy si tylko ruszaam, kobiety stojce przed hotelem rzucay we mnie kamieniami. Byy wcieke. Koo twarzy Gabby pojawia si jaka inna, podwietlona od tyu. Bya to Constance Pitre. Staraa si zaoy co na gow Gabby, swego rodzaju szlafrok. Gabby opieraa si i zacza gwatowniej do mnie gestykulowa. Dostaam kamieniem w brzuch, co natychmiast sprowadzio mnie do teraniejszoci. Birdie sta na moim brzuchu, ogon mia w pozycji do ldowania. a oczy wlepione w moj twarz. - Dziki. Zepchnam go i usiadam. - Co to miao znaczy, Bird? Moje sny nie s specjalnie wymylne. Moja podwiadomo karmi si wydarzeniami ostatnich dni i zwraca mi je, czasami w formie amigwek. Niekiedy czuj si jak Krl Artur, sfrustrowany tajemniczymi odpowiedziami Merlina. Po prostu mi powiedz! Pomyl, Arturze. Pomyl! Rzucanie kamieniami. Oczywiste: Pika Martineza. Gabby. Oczywiste: Czsto o niej myl. Main. Prostytutki. Pitre. Pitre usiujca ubra Gabby. Gabby przywoujca mnie na pomoc... Poczuam narastajcy strach. Prostytutki. Pitre i Gautier byy prostytutkami. Pitre i Gautier nie yj. Gabby pracuje z prostytutkami. Gabby naprzykrza si jaki facet. Gabby znikna. Moe tu jest jaki zwizek? Moe jest w tarapatach? Nie. Ona ciebie wykorzystaa, Brennan. Czsto to robi. Zawsze dajesz si nabra. Strach nie mala. A co z facetem, ktry jej depcze po pitach? Wygldaa na szczerze przeraon. Znikna. Nawet nie zostawia kartki. Dziki. Musz i. A tu nic. To chyba przesada, nawet w przypadku Gabby? Strach narasta. - No dobrze, doktor Macaulay, sprawdmy to. Poszam do pokoju gocinnego i rozejrzaam si. Od czego zacz? Ju wczeniej zebraam jej rzeczy i rzuciam je na stos na dnie szafy. Odrzucao mnie od szperania w nich. mieci. To wydawao si mniej narusza jej prywatno. Postawiam kosz na papiery na biurku. Chusteczki. Papierki od cukierkw. Folia aluminiowa. Paragon z Limite. Wydruk z bankomatu. Trzy kulki zgniecionego papieru.

Rozprostowaam t kulk. Pismo Gabby na papierze w linie. Przykro mi, ale nie mog si tym zaj. Nigdy bym sobie nie wybaczya, gdyby..." Urywao si w tym miejscu. Czy to wiadomo dla mnie? Rozprostowaam drug t kulk: Nie ugn si napastowaniu. Jeste jak natrt i musisz..." Znowu przerwaa. Albo przerwano jej. Co staraa si napisa? Do kogo? Trzecia kulka bya biaa i wiksza. Kiedy j rozprostowaam, sparaliowa mnie strach i natychmiast znikny wszystkie negatywne myli o Gabby,, ktrych ostatnio nie unikaam. Trzymaam kartk w drcych rkach i wpatrywaam si w ni. Zobaczyam rysunek wykonany owkiem, gwn postaci bya wyranie kobieta, jej piersi i pe byy odwzorowane w najdrobniejszych szczegach. Tuw, ramiona i nogi byy do kolawo zarysowane, a twarz bya tylko owalem z ledwo zarysowanymi szczegami. Brzuch kobiety by otwarty, wychodziy z niego organy wewntrzne otaczajce kobiec sylwetk. W lewym, dolnym rogu kto napisa nieznanym mi charakterem pisma: Znam kady twj ruch. Kady twj krok. Nie tnij mnie".

30
Poczuam zimno na caym ciele. O, Boe, Gabby W co ty si wpakowaa? Gdzie jeste? Spojrzaam na baagan wok siebie. Czy by to zwyczajny dla Gabby baagan, czy rezultat ucieczki w panice? Ponownie przeczytaam niedokoczone listy. Do kogo byy pisane? Do mnie? Do ledzcego j mczyzny? Nigdy bym sobie nie wybaczya, gdyby co? Co musi natrt? Spojrzaam na rysunek i poczuam mniej wicej to samo, co wtedy, kiedy patrzyam na zdjcia rentgenowskie Margaret Adkins. Ogarny mnie ze przeczucia. Nie. Nie Gabby. Uspokj si, Brennan. Pomyl! Telefon. Zadzwoniam do mieszkania i biura Gabby. Automatyczna sekretarka. Poczta gosowa. Niech bdzie bogosawiony wiek elektroniki. Pomyl... Gdzie mieszkaj jej rodzice? Trois-Rivieres? 411. Jest tylko jeden Macaulay. Neal. Gos starej kobiety. Mwicy po francusku. Tak mio ciebie sysze. Tyle czasu mino. Jak si miewasz? Nie, nie rozmawiali z Gabriel od kilku tygodni. Nie, to normalne. Modzi ludzie, tacy zajci. Czy co si stao? Zapewnienia, e nie. Obietnice, e niedugo ich odwiedz. Co teraz? Nie znaam adnych tutejszych przyjaci Gabby. Ryan? Nie. On nie jest twoim opiekunem. A poza tym, co by mu powiedziaa? Zwolnij. Zastanw si... Poszam po dietetyczn col. Moe przereagowuj? Wrciam do pokoju gocinnego i jeszcze raz obejrzaam rysunek. Przereagowuj? Do diaba, ja przesadzam w drug stron! Sprawdziam numer, signam po suchawk i wystukaam go. - Halo. - Cze J.S., tu Tempe. - Staraam si mwi spokojnym gosem. - Dobry Boe. Dwa telefony w cigu jednego tygodnia. Przyznaj si. Nie moesz si beze mnie obej. - Ju min ponad tydzie. - Jak kto dzwoni do mnie czciej ni raz w miesicu, nieodmiennie inirrpretuj to jako nieokieznane uczucie.

- J.S., ja... Wyczu drenie w moim gosie i zmieni zachowanie, artobliwo ustpia miejsca szczerej trosce. - Dobrze si czujesz, Tempe? O co chodzi? - O te przypadki, o ktrych ci mwiam w zeszym tygodniu. - Co si stao? Zrobiem profil tego gocia, od razu. Mam nadziej, e zdaj sobie spraw, e to twoja zasuga. Dostali mj raport? - Tak. W gruncie rzeczy to ty masz zasug na koncie. Zdecydowali si utworzy brygad specjaln. Z tym wszystko idzie dobrze. Nie bardzo wiedziaam, jak wyrazi mj niepokj o Gabby, nie chciaam i ujnowa naszej przyjani. - Mog zada ci jeszcze kilka pyta? Jeszcze co mnie interesuje i nie bardzo wiem, od... - Po co w ogle pytasz, Brennan? Wal. Od czego zacz? Powinnam przygotowa list. W mojej gowie panowa podobny stan, jak w pokoju Gabby, myli i obrazy byy w kompletnym bezadzie. - Chodzi o co innego. - Tak. Ju mwia. - Chyba interesuje mnie, kogo nazywasz nieprzyjemnymi przestpcami seksualnymi... - Rozumiem. - Czy wchodz w to takie rzeczy, jak ledzenie jakiej kobiety, dzwonienie do niej, ale bez robienia czego otwarcie agresywnego? - Moe tak by. Zacznij od rysunku. - Ostatnim razem powiedziae mi, e brutalni przestpcy czsto prowadz swego rodzaju kartotek. Na przykad maj kasety i rysunki... - Zgadza si. - A nieprzyjemni przestpcy? - Co ci nieprzyjemni? - Czy robi rysunki i takie rzeczy? - Jest to moliwe. - Czy tre takiego rysunku moe wiadczy o tym, jak brutalny moe by jego autor? - Niekoniecznie. Dla jednego rysunek moe by swego rodzaju zaworem

bezpieczestwa, sposobem odreagowania bez prawdziwej przemoc Dla innego z kolei, moe by to co, co daje mu impuls do dziaania. Albo jest to ch odwieenia tego, co ju zrobi. Super. - Znalazam rysunek kobiety z rozcitym brzuchem i jej wntrznociami wok niej. Co to moe znaczy? - Venus z Milo nie ma ramion. G.I. Joe nie ma fiuta. O czym to wiadczy? e to sztuka? Cenzura? Dewiacja seksualna? Trudno odpowiedzie tak bez ta. Cisza. Co powinnam mu wyjani? - Czy ten rysunek pochodzi z galerii St. Jacquesa? - spyta. - Nie. - Znalazam go w mietniku w moim pokoju gocinnym. - Mwie, e przestpcy czsto staj si coraz bardziej brutalni, tak? - Tak. Najpierw mog zajmowa si tylko podgldaniem albo wydzwania z obscenicznymi tekstami. Niektrzy na tym kocz, a inni stawiaj czoa ambitniejszym wyzwaniom: obnaaj si, ledz, a nawet wamuj si do mieszka. Jeszcze innym, to cigle nie wystarcza, posuwaj si do gwatw, a nawet morderstw, - Wic niektrzy sadyci seksualni wcale nie musz by od razu agresywni? - Znowu wyjedasz z tymi sadystami seksualnymi. Ale odpowiadajc na pytanie, tak. Niektrzy gocie odgrywaj swoje fantazje na inne sposoby, Jedni wykorzystuj przedmioty albo zwierzta, drudzy znajduj wyrozumae partnerki... - Wyrozumiae partnerki? - Partnerki, ktre pozwalaj na wszystko, czego wymaga jaka fantazja. Podporzdkowanie, upokorzenie, nawet bl. Moe by to ona, dziewczyna czy kto, komu paci. - Prostytutka? - Jasne. Wikszo prostytutek zgadza si odgrywa pewne role, s jednak granice. - Czy to rozadowuje agresywne tendencje? - Moe, jeli kobieta wsppracuje. To samo dotyczy ony czy dziewczyny. Czsto zdarza si, e zaczyna si dzia le, kiedy wyrozumiaa partnerka ma ju dosy. Bya swego rodzaju workiem treningowym, a potem zrywa i moe nawet grozi, e wygada. Gociu si wcieka, zabijaj i zauwaa, e mu si to podoba. Wic prbuje z nastpn. Nie dawao mi spokoju co, co powiedzia. - Wrmy jeszcze do czego na chwil. Jakiego rodzaju przedmioty wchodz w gr? - Zdjcia, lalki, ubrania. Co si da. Miaem tu kiedy gocia, ktry wyywa si na

powikszonej do naturalnych wymiarw fotografii czarnoskrego komika Flipa Wilsona w damskim przebraniu. - I dao si to wyjani? - Gboka nienawi do czarnych, gejw i kobiet. Ten Flip Wilson zaatwia mu wszystko za jednym razem, wic gociu wyywa si na nim, kiedy sobie wali konia. - Niby proste. W tle syszaam Upiora w operze. - J.S., jeli facet to robi, na przykad wykorzystuje zdjcia albo uywa lalki, czy to znaczy, e najprawdopodobniej nie zabije? - By moe, ale kto wie, co moe zmieni jego upodobania i sprawi, e przekroczy t granic. Jednego dnia wiskie zdjcia wystarczaj, a nastpnego ju nie. - Czy gociu moe robi i to, i to? - Co i to, i to? - Zachowywa si raz tak, a raz tak. Niektre ofiary zabija, a niektre tylko ledzi i napastowa? - Pewnie. Trzeba pamita o tym, e zachowanie ofiary moe wszystko zmieni. Gociu moe si poczu uraony albo odrzucony przez ni. Ona moe mwi nie to, co powinna, obrci si w lewo, zamiast w prawo. Ona nawet nie musi wiedzie. Nie zapominaj o tym, e wikszo seryjnych mordercw nigdy wczeniej nie spotkao swoich ofiar. Ale te kobiety s odtwrczyniami gwnych rl w ich fantazjach. Moe te widzie jedn kobiet w danej roli, a dla drugiej wymyli co innego. Kocha si z on, a potem wychodzi zabi. Jednej nieznajomej wyznacza rol ofiary, a innej przyjaciki. - Wic jak ju kto zacznie zabija, to i tak moe przesta i czasami wraca do swoich wczeniejszych, mniej agresywnych sposobw rozadowywania si? - Jest to moliwe. - Wic kto, kto na oko jest tylko upierdliwy, moe by w gruncie rzeczy duo bardziej niebezpieczny? - Jak najbardziej. - Kto, kto dzwoni do swojej ofiary, ledzi j, wysya jej krwawe rysunki niekoniecznie jest kim niegronym pomimo tego, e trzyma si z dala. - Mwisz o St. Jacquesie, prawda? Tak to wygldao? - A pasuje ci to do niego?

- Po prostu mylaem, e rozmawiamy o nim. W kadym razie o typie, ktry utrzymywa t rezydencj, ktr przeszukalicie. Otwrz umysu oczy, niech fantazja wkroczy... - J.S., to... to jest bardziej osobiste. - O czym ty mwisz? Powiedziaam mu. O Gabby O jej strachu. O tym, w jaki sposb zniknea z mojego mieszkania. O moim gniewie, a pniej strachu. - Cholera, Brennan, jak ci si udaje pakowa w takie rzeczy? Z tego, co powiedziaa o tym facecie, to nie wyglda to wszystko kolorowo. Natrt Gabby moe by albo nie by St. Jacquesem, ale jest to moliwe. ledzi kobiety. St Jacques ledzi kobiety. Robi rysunki wypatroszonych kobiet, ma niezupenie normalne ycie seksualne i nosi przy sobie n. St. Jacques, czy kto tam jest tym zwierzciem, zabija kobiety, po czym je wiartuje albo okalecza. Co o tym mylisz? Odwr twarz od dnia, co w jaskrosci tylko trwa... - Kiedy pierwszy raz zauwaya tego faceta? - spyta J.S. - Nie wiem. - Przed czy po tym jak to wszystko si zaczo? - Nie wiem. - A co o nim wiesz? - Niewiele. Zadaje si z prostytutkami, paci za seks, a potem odgrywa scenk z koszul nocn. Nosi ze sob n. Wikszo kobiet unika go. - Dobrze ci to brzmi? - Tempe, chc, eby o tym powiadomia goci, z ktrymi pracujesz. Niech si tym zajm. Mwisz, e Gabby jest nieprzewidywalna, wic pewnie skoczy si na strachu. Moe po prostu wyjechaa. Ale to twoja przyjacika. Groono tobie. Ta czaszka. Facet, ktry jecha za tob... - Moe. - Gabby mieszkaa u ciebie. Znikna. To upowania do tego, eby si za ni rozejrze. - Jasne. A Claudel od razu si rzuci, eby przyskrzyni tego koszularza. - Koszularza? Chyba ostatnio za duo czasu spdzasz z glinami. Zamilkam. Skd mi si to wzio? Oczywicie. Od lalkarza. - Mamy tutaj wira, ktry wamuje si do mieszka, wypycha koszule nocne, robic z

nich co w rodzaju duej kuky, po czym tnie je noem i wychodzi. I tak ju od lat. Nazywaj go lalkarzem. - Jeli to robi od lat, to nie moe by taki wirnity... - Chodzi mi o to, e wypycha bielizn. Wtedy wyglda to jak kuka. Co we mnie zaiskrzyo. Albo lalka. Przytul mnie. Dotknij mnie... J.S. co powiedzia, ale mj umys pracowa na przyspieszonych obrotach. Lalka. Bielizna. N. Prostytutka o imieniu Julie, ktra odwala numery z koszul nocn. Rysunek zwok z napisem Nie tnij mnie". Artykuy prasowe znalezione w pokoju przy Berger Street, jeden o wamaniu i zrobionej z wypchanego szlafroka lalce, jeden z moim zdjciem, starannie wycity i oznaczony X-em. Czaszka szczerzca zby z krzakw pod moim domem. Twarz Gabby o czwartej nad ranem, kiedy byam absolutnie przeraona. Baagan w sypialni. Niech muzyka nocy w nas tworzy si... - Musz koczy, J.S. - Tempe, obiecaj mi, e zrobisz to, co ci powiedziaem. Moe to pudo, ale moe natrt Gabby jest tym zwyrodnialcem, ktry mia gniazdko na Berger Street. Moe by zabjc. Jeli tak, to jeste w niebezpieczestwie. Przeszkadzasz mu, wic stanowisz dla niego zagroenie. Mia twoje zdjcie. By moe to on podrzuci czaszk Grace Damas w twoim ogrodzie. Wie, kim jeste. Wie, gdzie jeste... Nie syszaam J.S. W mylach byam ju w akcji.

Przejechanie przez Centre-ville, dojechanie do Main i znalezienie miejsca, w ktrym zawsze parkowaam, zajo p godziny. Gdy przechodziam nad wycignitymi nogami wczgi ruszajcego gow w rytm przyguszonych dwikw dobiegajcych zza ciany, umiechn si, podnis rk i pomacha ni, po czym rozprostowa palce i wycign do w moj stron. Woyam rk do kieszeni i daam mu monet. Moe popilnuje mojego samochodu. Musiaam przeciska si w tumie najrniejszych amatorw nocnego ycia, od ktrych teraz si roio w Main. ebracy, prostytutki, narkomani i turyci. Kbiy si grupki wyluzowanych akwizytorw i urzdasw. Dla jednych by to wiat zabawy, a dla innych pozbawiona uroku, smutna rzeczywisto. St. Laurent zapraszao wszystkich. W odrnieniu od mojej poprzedniej bytnoci tutaj, tym razem miaam plan. Przeciskaam si w stron Ste. Catherine, majc nadziej znale Jewel Tambeaux. Nie byo

to takie atwe. Chocia jak zwykle przed hotelem Granada toczya si gromadka kobiet, Jewel wrd nich nie byo. Przeszam przez ulic i przyjrzaam si kobietom. adna nie signa po kamie. Uznaam to za dobry znak. Co teraz? Po ostatnich dowiadczeniach z tymi damami, wiedziaam, czego nie robi. Nie wiedziaam jednak, jak si powinnam zachowywa. Mam zasad, ktra do tej pory sprawdzaa si w yciu. Kiedy masz wtpliwoci, nic nie rb. Jeli nie jeste pewna, nie kupuj czego, nie komentuj, nie zobowizuj si do niczego. Sied cicho. Odejcie od tej zasady przewanie le si koczyo. Czerwon sukienk z falbankami. Zaciek dysput o kreacjonizmie. Ostrzegawczym listem od rektora. Tym razem nie odstpowaam od swojej zasady. Znalazam betonowy blok, zrzuciam z niego kawaki szka i usiadam na nim. Siedziaam trzymajc kolana razem i czekaam, patrzc na Granad, Czekaam i czekaam. Przez jaki czas opera mydlana toczca si na moich oczach bya nawet intrygujca. Szybko mina pnoc, zrobia si pierwsza. Potem druga. Ten film by o uwodzeniu i wykorzystywaniu. Smutek modoci. Modelki. Moda na panie. Bawiam si z sob, wymylajc zabawne tytuy. O trzeciej i to mnie ju przestao bawi. Byam zmczona, zniechcona i znudzona. Wiedziaam, e prowadzenie obserwacji to adna rewelacja, ale nie byam przygotowana na to, e jest to a tak zamulajce. Wypiam tyle kawy, e mona by ni wypeni akwarium, wyliczaam sobie najrniejsze rzeczy, skomponowaam kilka listw, ktrych nigdy nie napisz, i bawiam si starajc odgadn, jakie historie yciowe maj liczni przewijajcy si przed moimi oczyma mieszkacy Quebecu. Prostytutki i ich klienci pojawiali si i znikali, ale nie byo pord nich Jewel Tambeaux. Wstaam i rozprostowaam si, rozwayam nawet rozmasowanie mojego

znieczulonego tyka, ale zrezygnowaam z tego pomysu. Nastpnym razem, adnego betonu. Nastpnym razem adnego siedzenia i wypatrywania prostytutki, ktra moe by w Saskatoon. Kiedy ruszyam ju w stron samochodu, po drugiej stronie ulicy przy krawniku zatrzyma si biay, duy pontiac. Wyonia si z niego jaskrawo pomaraczowa czupryna, a za ni znajoma twarz i bluzka. Jewel Tambeaux trzasna drzwiami pontiaca, schylia si, woya gow do samochodu przez otwarte okno i powiedziaa co do kierowcy. Chwil pniej samochd szybko odjecha, a Jewel przyczya si do dwch kobiet siedzcych na schodach hotelu. W

wietle migajcego neonu wyglday jak

trzy gospodynie domowe rozmawiajce na

werandzie w podmiejskim domku. Ich miech nis si w nocnym powietrzu. Po chwili Jewel wstaa, podcigna nieco swoj byszczc mini i ruszya w kurs. Main zaczynao si zwija, owcw mocnych wrae ju nie byo, zaczynali si natomiast pojawia zbieracze odpadkw. Jewel sza powoli, koyszc biodrami. Przeszam przez ulic i znalazam si za ni. - Jewel? Odwrcia si, umiechna i na jej twarzy pojawi si pytajcy wyraz. Nie mnie si spodziewaa. Jej oczy przebiegy po mojej twarzy, zakopotane i rozczarowane. Czekaam, a mnie rozpozna. - Margaret Mead... Umiechnam si. - Tempe Brennan. - Zbierasz materiay do ksiki? - Rk wykonaa taki gest, jakby wypisywaa tytu. Dupa na obcasach, czyli moje ycie wrd prostytutek". - Powiedziaa to z akcentem typowym dla poudnia Stanw. Rozemiaam si. - Pewnie by si dobrze sprzedawaa. Mog si z tob przej? Wzruszya ramionami, wypucia powietrze, po czym si odwrcia i ponownie zacza koysa biodrami. Zrwnaam si z ni. - Cigle szukasz swojej przyjaciki, chere? - Tak naprawd, to chciaam znale ciebie. Nie spodziewaam si, e zjawisz si tak pno. - Przedszkole jest jeszcze czynne, sonko. Trzeba si uwija, eby si utrzyma w interesie. - Widz. Przez chwil szymy nic nie mwic, stawiaam teniswki w rytm metalicznego stukotu jej szpilek. - Ju nie prbuj szuka Gabby. Myl, e ona nie chce by znaleziona. Jaki tydzie temu zjawia si u mnie, a potem znowu znikna. Uznaam, e jak przyjdzie, to bdzie i ju... Obserwowaam jej reakcj. Jewel wzruszya ramionami i nic nie powiedziaa. Kiedy szymy, jej lakierowane wosy raz znajdoway si w cieniu, a raz byy w peni owietlone. Gdzieniegdzie wyczay si neony, bo zamykano ostatnie knajpy, a wraz z nimi odr stchego piwa i dymu papierosowego.

- Chodzi o to, e chciaabym porozmawia z Julie. Jewel zatrzymaa si i odwrcia do mnie. Jej twarz zdradzaa odrtwienie, jakby bya ju zupenie zmczona noc. yciem. Z dekoltu bluzki wycigna paczk playersw, zapalia jednego i wydmuchna dym do gry. - Moe powinna i do domu, zotko. - Dlaczego tak mwisz? - Cay czas cigasz zabjcw, prawda, sonko? Jewel Tambeaux bya nie w ciemi bita. - Jestem przekonana, e jeden gdzie tu si krci. - I mylisz, e to kowboj, z ktrym zabawia si Julie? - Najpierw chciaabym z nim porozmawia. Wzia macha, strcia popi dugim, czerwonym paznokciem, po czym przygldaa si iskierkom uderzajcym w chodnik. - Ju ostatnio mwiam ci, e ten go ma mu zamiast mzgu i osobowo kijanki, ale wtpi, eby kogo zabi. - Wiesz, kim on jest? - spytaam. - Nie. Takich kretynw rzadko si widuje. W ogle sobie nimi nie zawracam gowy. - Powiedziaa, e ten gociu to typ spod ciemnej gwiazdy. - Tutaj w ogle nie ma zbyt wielu porzdnych, sonko. - Krci si tu ostatnio? Przygldaa si mi, a potem zacza zastanawia si nad czym, przypominajc sobie jak sytuacj albo myl, ale co to byo, mogam tylko zgadywa. Wyranie nic przyjemnego. - Tak. Widziaam go. Czekaam. Wzia macha i patrzya na wolno przejedajcy samochd. - Ale nie widziaam ostatnio Julie. Wzia kolejnego macha, zamkna oczy, wstrzymaa dym w pucach, po czym wydmuchna go do gry. - Ani twojej przyjaciki Gabby. Otworzya si. Powinnam j przycisn? - Mylisz, e udaoby mi si go znale. - Szczerze mwic, sonko, podejrzewam, e bez mapy nie znalazaby wasnego tyka. Mio wiedzie, e jest si szanowanym.

Jewel wzia ostatniego macha, rzucia niedopaek i zdeptaa go butem. - No dobra, Margaret Mead. Znajdmy tego kowboja.

31
Teraz, kiedy Jewel sza w konkretne miejsce, stukot jej szpilek by duo szybszy. Nie wiedziaam, gdzie mnie prowadzi, ale z pewnoci w miejsce ciekawsze, ni mj betonowy punkt obserwacyjny. Szymy wzdu Ste. Catherine przez chwil, po czym przeszymy przez nie zabudowan dziak. Brzoskwiniowa czupryna Jewel szybko przecinaa ciemno, a ja szam za ni potykajc si od czasu do czasu, kroczc po kawakach asfaltu, aluminiowych puszkach, potuczonym szkle i martwych rolinach. Jak udawao jej si i tak szybko w szpilkach? Wyszymy po drugiej stronie dziaki, skrciymy w jak uliczk i po chwili weszymy do niskiego, drewnianego budynku, na ktrym nie byo adnego napisu. Okna byy zamalowane na czarno, a sznury boonarodzeniowych wiate stanowiy jedyne rdo wiata, spowijajc wntrze czerwonaw powiat, podobn do tej, jak czasem mona spotka na wystawach nocnych zwierzt. Zastanawiaam si, czy o to wanie chodzio. eby wzbudzi w klientach ch do zabawy pno w noc? Dyskretnie rozejrzaam si wok siebie. Moje oczy nie musiay si dugo przystosowywa, bo wiata byo prawie tyle samo co na zewntrz. eby utrzyma cao w witecznym klimacie, dekorator zdecydowa si na sosnowe pyty na cianach i czerwony plastik na wysokich krzesach, a na dodatek okrasi wszystko reklamami piwa. Wzdu jednej ciany stay boksy z ciemnego drewna, a przy drugiej skrzynki z piwem. Chocia bar by prawie pusty, powietrze byo gste od dymu papierosowego, taniego alkoholu, wymiocin, potu i trawy. Doszam do wniosku, e moe nie doceniaam mojego kawaka betonu. Jewel i barman pozdrowili si skinieniem gowy. Mia skr koloru stojcej cay dzie kawy i krzaczaste brwi. Przyglda si spod nich naszym ruchom. Jewel powoli przechodzia przez bar, patrzc na wszystkie twarze z pozornym brakiem zainteresowania. Jaki starszy mczyzna siedzcy na krzele w rogu krzykn do niej, unoszc piwo i gestami zapraszajc j do siebie. Posaa mu pocaunek. Pokaza jej palec. Kiedy przechodziymy koo pierwszego boksu, wycigna si z niego rka i chwycia Jewel za nadgarstek. Drug rk Jewel odcigna j, z powrotem na st. - obek ju zamknity, kochanie. Schowaam rce do kieszeni i wlepiam wzrok w plecy Jewel.

Przy trzecim boksie Jewel si zatrzymaa, splota rce i powoli potrzsnea gow. - Mon Dieu - powiedziaa, cmokajc. Jedyna osoba siedzca w boksie wpatrywaa si w szklank wodnistej brzowej cieczy. okcie miaa oparte na stole, a zacinite w pici donie wpijay jej si w policzki. Widziaam tylko czubek jej gowy. Lnice, brzowe wosy z nierwnym przedziakiem na rodku spaday bezwadnie po obu stronach twarzy. Biae plamki znaczyy przedziaek. - Julie - odezwaa Jewel. Twarz ani drgna. Jewel ponownie cmokna, po czym wesza do boksu, a ja za ni, cieszc si, e jestem osonita. St lepi si od czego, czego nawet nie chciaam prbowa identyfikowa. Jewel opara okie o jego krawd i natychmiast gwatownie wycofaa rk. Wycigna papierosa, zapalia go i wydmuchna dym w gr. - Julie - powtrzya ostrzejszym gosem. Julie wcigna powietrze i uniosa brod. - Julie? - Dziewczyna powtrzya swoje imi. Jej gos brzmia tak, jakby j wyrwano ze snu. Serce zaczo bi mi szybciej i przygryzam zbami doln warg. O Boe. Patrzyam na twarz nie starsz ni pitnacie lat. Bya zlepkiem rnych odcieni szaroci. Trupio blada skra, popkane wargi, mtne i tpe podkrone oczy wyglday tak, jakby ich wacicielka dawno nie widziaa wiata sonecznego. Julie spogldaa na nas bez wyrazu, jakby jej mzg potrzebowa duo czasu, eby nas zwizualizowa - wyranie poznawanie twarzy to trudne zadanie. Po chwili spytaa: - Poczstujesz mnie, Jewel? Wycigna przez st trzsc si rk. W sabym wietle jej skra po wewntrznej stronie okcia wygldaa na purpurow. Mae punkciki znaczyy yy po wewntrznej stronie nadgarstka. Jewel zapalia playera i podaa go jej. Julie gboko si zacigna, przytrzymaa dym i wydmuchna go do gry w ten sam sposb, co Jewel. - Tak. O, tak - powiedziaa. Kawaeczek bibuki od papierosa przylgn jej do dolnej wargi. Znowu si zacigna, z zamknitymi oczyma, kompletnie pochonita rytuaem

palenia. Czekaymy. Robienie dwch rzeczy na raz przekraczao moliwoci Julie. Jewel spojrzaa na mnie. Z jej oczu nie dao si nic wyczyta. Pozwoliam jej prowadzi rozmow. - Julie, kochanie, pracowaa? - Troch. Dziewczyna pocigna kolejnego dugiego macha i wypucia przez nos dwie smugi dymu. Patrzyymy, jak te srebrne chmury rozpraszaj si w czerwonawym wietle. Jewel i ja siedziaymy cicho, kiedy Julie palia. Nie zastanawiaa jej nasza obecno tutaj. Wygldao na to, e w ogle niewiele j zastanawiao. Po chwili skoczya, spetowaa i spojrzaa na nas. Wygldaa tak, jakby si zastanawiaa, jak korzy moe przynie jej nasza obecno tutaj. - Nic dzisiaj nie jadam - powiedziaa. Podobnie jak oczy, jej gos by matowy i znuony. Rzuciam okiem na Jewel. Wzruszya ramionami i wycigna kolejnego papierosa. Rozejrzaam si. Nigdzie nie byo karty da. Ani tablicy. - Maj tu hamburgery. - Masz ochot na hamburgera? - Ile mam przy sobie gotwki? - Banco je dobrze przyrzdza. - Okej. Wychylia si z boksu i krzykna do barmana. - Banco. Mog prosi hamburgera? Z serem? - Jej gos brzmia, jakby miaa sze lat. - Kredyt ci si skoczy, Jules. - Ja pac - powiedziaam wychylajc gow z boksu. Banco sta ze splecionymi na piersiach rkoma, opierajc si o zlew. Jego ramiona wyglday jak gazie baobabu. - Jednego? - Odepchn si. Spojrzaam na Jewel. Potrzsna gow. -Tak. Schowaam gow do boksu. Julie wcisna si w kt, luno trzymajc szklank w dwch rkach. Miaa opadnit uchw i jej usta byy lekko rozchylone. Na dolnej wardze cigle tkwi kawaek papieru. Chciaam go zdj, ale ona chyba w ogle nie wiedziaa, e go ma. Doszed nas pisk mikrofalwki, a po chwili jednostajny szum. Jewel zapalia kolejnego papierosa.

Po chwili mikrofalwka wydaa cztery piski i zjawi si Banco z parujcym hamburgerem owinitym w celofan. Pooy go przed Julie, po czym spojrza na mnie i na Jewel. Zamwiam wod gazowan. Jewel potrzsna gow. Julie przedara celofan, po czym podniosa grn cz buki, eby zobaczy, co jest w rodku. Usatysfakcjonowana, ugryza j. Kiedy Banco przynis moj wod, ukradkiem spojrzaam na zegarek. Dwadziecia po trzeciej. Pomylaam, e Jewel ju si chyba wicej nie odezwie. - Gdzie pracowaa, sonko? - Nigdzie specjalnie. - Pado midzy ksami hamburgera. - Nie widywaam ci ostatnio. - Byam chora. - Teraz ju si lepiej czujesz? - Hm. - Pracujesz w Main? - Troch, - Cay czas obsugujesz tego kolesia z szlafroczkiem? - Gosem jak gdyby nigdy nic. - Kogo? - Przejechaa jzykiem po brzegu hamburgera, jak dziecko po lodzie. - Faceta z noem. - Noem?- Nieobecnie. - No wiesz, chere, ten facet, co lubi bawi si swoim joystickiem, kiedy ty pozujesz mu w piamie jego mamy... Julie zacza wolniej przeuwa, a w kocu w ogle przestaa, ale nie odpowiedziaa. Jej twarz wygldaa jak kit - bya gadka, szara i bez wyrazu. Jewel zastukaa paznokciami o st. - No, kochanie, przyspieszmy to troch. Wiesz, o kim mwi? Julie przekna, podniosa wzrok, po czym znowu skoncentrowaa si na hamburgerze. - A o co z nim chodzi? - Po kolejnym ksie. - Zastanawiaam si, czy cigle si tu krci. - Kim ona jest? - Niewyranie. - To Tempe Brennan. Jest przyjacik doktor Macaulay. Znasz j, prawda, chere? - Co nie tak z tym facetem, Jewel? Zaapa syfa czy AIDS, czy co? Dlaczego o niego pytasz?

Rozmowa z ni bya jak gra we flirt. Jak pojawiay si odpowiedzi, to zupenie przypadkowe, nie odpowiaday na konkretne pytania. - Nie, skarbie, tylko si zastanawiaam, czy cay czas tu przychodzi. Julie spojrzaa mi w oczy. Nie byo wida w nich niepokoju. - Pracujesz z ni? - spytaa mnie. Jej broda byszczaa od tuszczu. - Co w tym rodzaju - odpowiedziaa za mnie Jewel. - Chciaaby porozmawia z tym facetem. - O czym? - O niczym specjalnym - odpara Jewel. - Jest guchoniema czy co? Dlaczego sama nie mwi? Ju miaam co powiedzie, ale Jewel gestem kazaa mi siedzie cicho. Wygldao na to, e Julie i tak nie spodziewaa si odpowiedzi. Zjada resztk hamburgera i zacza powoli oblizywa palce. W kocu powiedziaa: - O co chodzi z tym facetem? Jezu, on te o niej mwi. Strach zelektryzowa kady nerw w moim ciele. - O kim mwi? - wypaliam. Julie przygldaa mi si ze spuszczon uchw i na wp otwartymi ustami. Kiedy nie mwia i nie jada, wygldaa, jakby nie bya w stanie albo nie chciaa trzyma zamknitych ust. Midzy zbami dolnej szczki widziaam drobiny jedzenia. - Dlaczego chcesz aresztowa tego faceta? - spytaa. - Aresztowa go? - To jedyny stay klient, ktrego mam. - Jej nie chodzi o to, eby kogokolwiek aresztowa, ona chciaaby z nim tylko porozmawia. - To Jewel. Julie napia si. Sprbowaam jeszcze raz. - O co ci chodzio, kiedy powiedziaa, e on te o niej mwi? O kim mi mwi, Julie? Wyraz zdziwienia zagoci na jej twarzy, jakby ju zapomniaa, co powiedziaa. - O kim mwi twj stay klient, Julie? - Gos Jewel zaczyna zdradza znuenie. - No wiesz, o tej starszej babce, co si tam czasem krci, ta przy koci, z kolczykiem w nosie i dziwnymi wosami. - Umiecia kosmyk swoich prostych wosw za uchem. - Ale ona jest sympatyczna. Par razy kupia mi pczki. To o niej mwia, nie? Zignorowaam ostrzegawcze spojrzenie Jewel.

- Co o niej mwi? - By na ni o co wkurzony czy co takiego. Nie wiem. Nie sucham tego palanta. Tylko si z nimi pieprz i trzymam uszy i usta na kdk. Tak jest lepiej. - Ale ten facet to twj stay klient. - Co w tym stylu. - Przychodzi o okrelonej godzinie? - Nie mogam si powstrzyma. Jewel zrobia gest mwicy: OK, rad sobie sama", - O co tu chodzi, Jewel? Dlaczego ona mnie o to wszystko pyta? - Jej gos ponownie brzmia jak gos dziecka. - Tempe chce z nim porozmawia. To wszystko. - Nie potrzeba mi do szczcia, eby gocia przymknli. To palant, ale zawsze stay dochd, a bardzo mi jest potrzebna kasa. - Wiem, sonko. Julie potrzsna swoj szklank i odstawia j na st. Unikaa mojego wzroku. - I nie zamierzam przesta go obsugiwa. Gwno mnie obchodzi, co mwi. Jest dziwny, no i co z tego, przecie mnie nie zabije czy co, nie? Cholera, przecie nawet nie musz si z nim pieprzy. A co innego miaabym robi w czwartki? Zapisa si na jakie kursy? Chodzi do opery? Jeli nie ja go obsu, to jaka inna dziwka to zrobi. Po raz pierwszy byo wida u niej jakie emocje. Nastoletnia buta kontrastowaa z wczeniej prezentowan obojtnoci. Byo mi jej al. Ale baam si o Gabby, wic nie mogam popuci. - Widziaa ostatnio Gabby? - Staraam si mwi mikkim gosem. - Co? - Doktor Macaulay. Widziaa j ostatnio? Zmarszczki midzy jej oczyma pogbiy si, przez co skojarzya mi si z Margo, chocia pasterka niewtpliwie miaa lepsz pami krtkoterminow. - Starsza kobieta z kolczykiem w nosie - powiedziaa Jewel, akcentujc jej wiek. - A. - Julie zamkna usta, ale ju po chwili znowu si rozchyliy. - Nie. Byam troch chora, Zachowaj spokj, Brennan. Masz ju prawie wystarczajc ilo informacji. - Ju si lepiej czujesz? - spytaam. Wzruszya ramionami. - Bdziesz zdrowa?

Pokiwaa gow. - Chcesz co jeszcze? Potrzsna gow. - Mieszkasz blisko? Nie chciaam jej wykorzystywa w ten sposb, ale potrzebowaam jeszcze troch danych. - U Marcelli. Wiesz, Jewel, na St. Dominique? Wiele z nas tam pi. - Nie patrzya na mnie. Tak. Mam, czego potrzebowaam. Albo bd miaa, ju niedugo. Hamburger, alkohol i cokolwiek jeszcze wzia wyranie zaczy dziaa na Julie. Oywienie ponownie zastpia apatia. Wcisna si w rg boksu. Jej oczy wyglday jak ciemne kka na szarej twarzy mima. Zamkna je i wzia gboki oddech, nadymajc swoj kocist klatk piersiow pod bawenian bluzk. Wygldaa na wyczerpan. Nagle witeczna powiata znikna. Jasne, jarzeniowe wiato wypenio bar, a Banco dononym gosem oznajmi, e zaraz zamyka. Kilku pozostaych jeszcze klientw ruszyo w stron drzwi, wydajc z siebie pomruki niezadowolenia. Jewel schowaa playersy do bluzki i pokazaa, e musimy i. Rzuciam okiem na zegarek - czwarta rano. Spojrzaam na Julie i poczucie winy, ktre dawiam w sobie przez cay wieczr, ujawnio si z pen si. W jasnym wietle Julie wygldaa prawie jak trup, jak kto wolno zmierzajcy w stron mierci. Chciaam obj j ramionami i przytrzyma chwil. Chciaam j zabra do Beaconsfieid albo do Dorval, albo do North Hatley, gdzie jadaaby w fast foodach, chodzia na tace i zamawiaa dinsy z katalogu Land's End. Ale wiedziaam, e tak si nie stanie. Wiedziaam, jak przyszo ma przed sob Julie i e prdzej czy pniej znajdzie si w piwnicy w Parthenais. Zapaciam rachunek i wyszymy z baru. Poranne powietrze byo wilgotne i chodne i unosiy si w nim zapachy rzeki i browaru. - Dobranoc paniom - rzucia Jewel. - Tylko eby wam si teraz nie zebrao na tace... Pomachaa nam, odwrcia si i szybko ruszya uliczk. Bez sowa Julie posza w drug stron. Perspektywa domu i ka przycigaa mnie jak magnes, ale musiaam jeszcze czego si dowiedzie. Staam w miejscu i patrzyam, jak Julie odchodzi. Byam przekonana, e atwo j bdzie dogoni. Pomyliam si. Kiedy spojrzaam po raz drugi, znikaa ju za rogiem i

musiaam biec, eby jej nie zgubi. Sza zygzakami, przecinaa puste dziaki i uliczki, eby doj do zdewastowanego domu na St. Dominique, gdzie wesza na schody, wygrzebaa klucz i znikna za zielonymi drzwiami, z ktrych odchodzia farba. Patrzyam jak jeszcze przez chwil po trzaniciu drzwi koysze si wiszca na nich postrzpiona zasona. No dobra, Brennan. Czas spa. Dwadziecia minut pniej byam ju w domu. Pod kodr, z Birdiem na kolanie, wymyliam plan. atwo byo zdecydowa, czego nie robi. Nie dzwoni do Ryana. Nie wystraszy Julie. Nie zdradzi si przed tym kretynem z noem. Zobaczy, czy to St. Jacques. Dowiedzie si, gdzie mieszka. Albo gdzie ma teraz kryjwk. Dowiedzie si czego konkretnego. Wtedy sprowadzi policjantw. Prosz, chopcy. Przeszukajcie to miejsce, Brzmiao tak atwo,

32
Przebrnam przez rod, czujc si naprawd wycieczona. Nie miaam zamiaru jecha do laboratorium, ale zadzwoni LaManche, e potrzebuje raportu. Skoro ju si tam znalazam, postanowiam zosta. Przegldaam stare sprawy, wybierajc te, ktrych Denis moe si pozby, ale byam niemrawa i podraniona. Bardzo nie lubi tego robi, wic odkadaam to caymi miesicami. Byam zajta do czwartej po poudniu. Potem wrciam do domu, zjadam wczesn kolacj, wziam dug kpiel i wskoczyam do ka ju o smej. Kiedy obudziam si w czwartek, wiato soneczne wypeniao sypialni i wiedziaam, e jest pno. Przecignam si, przewrciam na drugi bok i spojrzaam na zegar. Dwadziecia pi po dziesitej. Dobrze. Odespaam zalegoci. Pierwszy Punkt Planu. Nie wychodz dzisiaj do pracy. Nie spieszyam si ze wstawaniem. Zastanawiaam si, co dzisiaj robi. Od chwili, kiedy tylko otworzyam oczy, czuam si naadowana, jak maratoczyk przed biegiem. Chciaam narzuci sobie tempo. Opanowanie, Brennan. Niech to bdzie inteligentny bieg. Poszam do kuchni, zrobiam kaw i zaczam czyta Gazette. Tysice ludzi uciekaj przed wojn w Rwandzie. Partia Quebecois pana Parizeau prowadzi o dziesi punktw z Liberaami premiera Johnsona. Druyna Expos stracia pierwsze miejsce we wschodniej lidze. Robotnicy pracuj w doroczne wito budowlacw. To nie arty. Nigdy nie rozumiaam, jaki to geniusz je wymyli. W kraju, w ktrym pogoda pozwala na budowanie przez cztery, pi miesicy, prace ustaj na dwa tygodnie lipca i wtedy pracownicy jad na wakacje. Genialny pomys. Zrobiam sobie jeszcze jedn kaw i skoczyam gazet. Jak na razie idzie niele. Czas na Punkt Drugi. Zajcie si czym nie absorbujcym umysu. Wskoczyam w szorty, bluz i poszam na sal gimnastyczn. P godziny na StairMasterze i rundka na siowni. Potem Provigo, gdzie nakupiam tyle rzeczy, e mogabym nakarmi cay Montreal. Po powrocie do domu zajam si zamiataniem, wycieraniem kurzy, polerowaniem i odkurzaniem. W pewnym momencie rozwaaam wyczyszczenie lodwki, ale odrzuciam ten pomys jako zbyt ekstremalny. O sidmej uznaam, e amok robienia porzdkw min. Cae mieszkanie trcio rodkami czystoci i cytrynow past do podg, st w jadalni pokryty by schncymi swetrami, a czystej bielizny miaam chyba na miesic. Ja z kolei wygldaam i pachniaam, jakbym tygodniami mieszkaa pod namiotem. Byam gotowa do wyjcia.

Dzie by niezwykle parny i zanosio si na to, e wieczr nie przyniesie ulgi. Przebraam si w inne krtkie spodnie i bluz, do czego zaoyam par starych Nike'w. Idealnie. Miaam wygld nie profesjonalistki, tylko kogo przeczesujcego Main w poszukiwaniu narkotykw albo kompana na wieczr, albo obu. Kiedy jechaam przez St. Laurent, przebiegaam w mylach Plan. Znale Julie. ledzi Julie. Znale Faceta od Szlafroczka. ledzi Go. Nie Da Si Zauway. Procizna. Przejechaam przez Ste. Catherine, przygldajc si chodnikom po obu stronach. Kilka kobiet ju otworzyo interes przy Granadzie, ale nie byo wi- . da Julie. Nie spodziewaam si jej tak wczenie. Daam sobie duo czasu, eby dotrze na miejsce. Pierwsza przeszkoda pojawia si, kiedy skrciam w znan mi ju uliczk. Jak duch zmaterializowaa si postawna kobieta i zacza mi wygraa. Miaa chyba z ton makijau na twarzy i szyj bullteriera. Chocia nie syszaam wszystkich jej sw, nie miaam wtpliwoci, co mi chce zakomunikowa. Wycofaam si i odjechaam poszuka innego miejsca do zaparkowania. Znalazam je sze kwartaw na pnoc, na wskiej uliczce z niskimi domami. A e lato byo w peni, widowni te miaam tu niez. Oczy mczyzn ledziy mnie z balkonw i werand. Rozmowy ucichy, a puszki piwa spoczy na spoconych kolanach. Czy byli nieprzyjanie nastawieni? Ciekawi? Obojtni? Zaintrygowani? Oddaliam si natychmiast, wic nikt nawet nie zdy zagada. Zamknam samochd i wawym krokiem doszam do koca kwartau. Moe reagowaam zbyt nerwowo, ale nie chciaam, eby co mi pokrzyowao plany. Odetchnam z ulg, kiedy skrciam za rg i zmieszaam si z ludmi na St. Laurent. Na zegarze w Le Bon Deli byo pitnacie po smej. Cholera. O tej godzinie chciaam ju by na miejscu. Czy powinnam zmieni Plan? A co bdzie, jeli jej ju nie znajd? Na wysokoci skrzyowania z Ste. Catherine, przeszam przez St. Laurent i ponownie przyjrzaam si grupce przed Granad. Nie byo Julie. Czy ona w ogle tu przyjdzie? Ktrdy? Cholera. Dlaczego nie przyszam wczeniej? Teraz nie czas na niezdecydowanie. Czym prdzej ruszyam na wschd, przygldajc si twarzom po obu stronach ulicy, ale tum gstnia, wic wcale nie miaam pewnoci, e jej nie minam. Skrciam na pnoc przy nie zabudowanej dziace, idc t sam drog, co dwie noce wczeniej z Jewel. Zawahaam si przy barze, ale po szam dalej, stawiajc na to, e Julie nie zaczyna tak wczenie. Kilka minut pniej staam zgarbiona pod supem telefonicznym na kocu St.

Dominique. Na ulicy nikogo nie byo i panowaa cisza. Budynek, w ktrym mieszkaa Julie, nie zdradza adnych oznak ycia, w oknach byo ciemno, wiato na werandzie nie palio si, a farba odchodzia patami w wilgotnym powietrzu zmierzchu. Widok ten przywodzi mi na myl zdjcia Wie Milczenia, ktre kiedy widziaam. S to platformy budowane przez indyjsk sekt Parsi, na ktrych kad oni swoich zmarych, eby spy wyczyciy koci. Pomimo upau, wzdrygnam si. Czas si wlk. Widoki nuyy. Staruszka sza powoli w gr ulicy, cignc za sob wzek zaadowany szmatami. Z trudem cigna swj dzisiejszy, up po nierwnym chodniku, ale ju po chwili znikna za rogiem. Klekot i skrzeczenie jej wzka najpierw przycicho, a w kocu zupenie ustao. aden inny dwik nie mci ciszy panujcej na ulicy. Spojrzaam na zegarek - sma czterdzieci. Zrobio si zupenie ciemno. Ile czasu powinnam czeka? A jeli ju wysza? Mam zadzwoni do jej drzwi? Cholera. Dlaczego nie wycignam od niej godziny? Ju teraz byo wida niedoskonaoci Planu. Znowu mino troch czasu. Moe minuta. Ju zaczam rozwaa odejcie, kiedy w pokoju na pitrze zapalio si wiato. Niedugo potem pojawia si Julie, ubrana w krtk bluzk, spdniczk mini i kozaki za kolana. Jej twarz, brzuch i uda stanowiy biae plamy w mroku spowijajcym werand. Schowaam si za supem. Przez chwil si wahaa - staa z podniesion brod i rkoma splecionymi na brzuchu. Wygldaa, jakby sprawdzaa, jaki jest ten wieczr. Po chwili zesza po schodach i ruszya szybkim krokiem w stron Ste. Catherine. Ja skrycie za ni, chcc mie j cay czas na oku. Na rogu zdziwia mnie, skrcajc w lewo, czyli oddalajc si od Main. Nie umwia si przed Granad? Dokd ona idzie? Sprawnie przedzieraa si przez tum, w ogle nie zwracajc uwagi na pokrzykiwania kociaku" i gwizdanie mczyzn. Frdzle jej kozakw koysay si rytmicznie. Musiaam si spry, eby za ni nady. Im dalej na wschd szymy, tym tum robi si rzadszy, a w kocu w ogle nie byo ju toku. W odpowiedzi na to, zwikszyam dystans midzy nami, ale chyba nie byo to konieczne. Julie wygldaa tak, jakby nie interesowali j inni przechodnie i para przed siebie prosto do celu.

Nie tylko zrobio si puciej na ulicach, ale te zmieni si klimat okolicy. Teraz dzieliymy Ste. Catherine z dandysami z supermodnymi fryzurami, wysportowanymi ciaami w bluzkach i dinsach pomalowanych sprayami, z parami tej samej pci, a czasami zdarzali si i transwestyci. Weszymy na teren gejw.

Idc za Julie, mijaam kawiarnie, ksigarnie i restauracje oferuje strawy z rnych stron wiata. W kocu skrcia na pnoc, a potem na wschd, w lep uliczk magazynw i zapuszczonych drewnianych budynkw, z ktrych wiele miao okna zasonite arkuszami metalu. Niektre byy wyranie wyremontowane na biura i sklepy, do wysokoci pierwszego pitra, ale i tak wyglday, jakby od lat nie byo tam adnych klientw. Wzdu krawnikw po obu stronach ulicy walay si papiery, puszki i butelki. Miejsce to wygldao jak dekoracja do kolejnego odcinka serialu o wojnie gangw. Julie podesza prosto do bramy w poowie kwartau. Otworzya drzwi z brudn szyb i metalowymi ozdobami, powiedziaa co i znikna w rodku. Przez szyb, po prawej stronie zauwayam owietlon reklam piwa. Ona te bya osonita metalow siatk. Napis nad drzwiami ogasza skromnie: BIERE ET VIN. Co teraz? Czy byo to miejsce schadzek z prywatnym pokojem na grze albo z tyu? Czy by to tylko bar, w ktrym si spotykaj i wyjd z niego razem? Dla moich potrzeb musi to by tylko bar. Jeli wyszliby osobno po zaatwieniu interesw. Wielki Plan wziby w eb. Nie wiedziaabym, jakiego mczyzn ledzi. Nie mogam tak po prostu sta przed wejciem i czeka. W ciemnociach panujcych na ulicy zauwayam jeszcze ciemniejsze miejsce. Uliczka? Przeszam koo piwiarni, do ktrej wesza Julie, i po przektnej skierowaam si ku ciemnej plamie. Byo to przejcie midzy opuszczonym zakadem fryzjerskim a magazynem, szerokie na ponad pl metra i ciemne jak krypta. Z bijcym sercem wliznam si do rodka i przywaram do ciany, chowajc si za zamanym i pokym supem w biao-czerwone paski, ktry wystawa z chodnika. Mino kilka minut. Powietrze byo cikie i panowaa martwa cisza, ktr mci tylko mj oddech. Nagle usyszaam szelest i podskoczyam. Nie byam sama. Ju miaam rzuci si do ucieczki, kiedy jaka ciemna masa wystrzelia spod mieci lecych koo moich ng i skierowaa si na tyy przejcia. Poczuam ucisk w piersiach i ponownie przebieg mnie zimny dreszcz, pomimo upau. Wyluzuj si, Brennan. To tylko gryzo. No, Julie! Jakby w odpowiedzi, pojawia si Julie, a za ni mczyzna w ciemnej bluzie, z napisem L'Universite de Montreal na piersiach. Lewym ramieniem przytrzymywa papierow torebk. Serce zaczo mi bi jeszcze szybciej. Czy to on? Czy to jest ta sam.i twarz, co na zdjciu zrobionym koo bankomatu? Czy to uciekinier z Bergcr Street? Wysilaam si, eby

zobaczy jego rysy, ale byo zbyt ciemno i by zbyt daleko. Czy rozpoznaabym St. Jacquesa, nawet gdybym moga mu si dobrze przyjrze? Wtpliwe. Zdjcie byo zbyt nieostre, a mczyzna w mieszkaniu przemkn zbyt szybko. Obydwoje patrzyli prosto przed siebie i nie dotykali si ani nie rozmawiali. Jak wracajce do domu gobie, szli t sam tras, co przed chwil ja Julie, zmieniajc j dopiero na Ste. Catherine, gdzie ruszyli na poudnie, zamiast skrci na zachd. Skrcili jeszcze kilka razy, kluczc po ulicach penych zaniedbanych domw i opuszczonych sklepw, ulicach, ktre byy ciemne i szczerze nieprzyjazne. Trzymaam si p kwartau z tyu, wiadoma kadego chrobotu i trzasku, bojc si, e mnie zauwa. Nie miaam adnej osony. Gdyby si odwrcili i zobaczyli mnie, nie miaabym adnego pretekstu, adnych wystaw sklepowych, ktre mogabym oglda, adnych bram, w ktre mogabym wej, niczego, za czym mogabym si schowa, ani dosownie, ani w przenoni. Wtedy mogabym jedynie i dalej i mie nadziej, ze byoby gdzie skrci, nim Julie by mnie rozpoznaa. Nie obejrzeli si za siebie. Przechodzilimy przez pltanin uliczek i podjazdw, a kada nastpa bya bardziej opustoszaa od poprzedniej. W pewnym momencie z przeciwnej strony nadeszo dwch mczyzn, gono si kcc. Miaam nadziej, e Julie i jej klient nie obejrz si za nimi. Nie zrobili tego. Cay czas szli przed siebie i zniknli za kolejnym rogiem. Przyspieszyam, obawiajc si, e zgubi ich w cigu tych kilku sekund, gdy byli poza zasigiem wzroku. Moje obawy sprawdziy si. Kiedy skrciam, nie byo ich. Ulica bya pusta i cicha. Cholera! Spojrzaam na budynki po obu stronach, przygldajc si po kolei wszystkim metalowym schodom, wszystkim wejciom. Nic. Ani ladu. Niech to! Pdziam po chodniku, wcieka na siebie, e ich zgubiam. Byam w poowie drogi do nastpnego rogu, kiedy otworzyy si jakie drzwi i stay klient Julie wyszed na zardzewiay, metalowy balkon kilka metrw po mojej prawej stronie. Sta odwrcony do mnie plecami, na wysokoci moich ramion, ale bluza wygldaa na t sam. Zastygam w p kroku, nie bdc w stanie ani jasno myle, ani nic zrobi. Mczyzna odchrzkn i po chwili wyplu flegm daleko na chodnik. Ponis grzbiet rki do ust, potem wszed do rodka i zamkn drzwi, niewiadomy mojej obecnoci. Staam tak, jak przedtem, nogi miaam jak z gumy i nie byam w stanie si ruszy. wietne posunicie, Brennan. Spanikuj i spaprz spraw! Moe wysa sygna wietlny

i wczy syren? Budynek, w ktrym znikn, wyglda na jedyny w rzdzie, ktry jako tako si trzyma. Gdyby go zburzy, runby cay rzd. Tabliczka na nim oznajmiaa: LE ST. VITUS i oferowaa CHAMBRES TOURISTIQUES. Pokoje dla turystw. Zgadza si. Czy byo to jego mieszkanie, czy tylko miejscem schadzek? Przygotowaam si na dalsze czekanie. Znowu zaczam si rozglda za miejsce, w ktrym mogabym si schowa. I znowu zauwayam co, co wygldao jak wnka, po drugiej stronie ulicy. Przeszam przez ulic i okazao si, e si nie pomyliam. Moe szybko si ucz. Moe po prostu miaam szczcie. Wstrzymaam oddech i wliznam si w ciemno mojej nowej kryjwki. Czuam si tak, jakbym znalaza si w pojemniku na mieci. Powietrze byo ciepe i cikie, mierdziao moczem i gnijcymi odpadkami. Staam w ciasnej przestrzeni, przestpujc z nogi na nog. Wspomnienie pajkw skierowanych brzuchami ku grze i karaluchw, gniedcych si w supie, przy ktrym staam kilkanacie minut wczeniej, powstrzymywao mnie przed oparciem si o cian. Siedzenie w ogle nie wchodzio w gr. Czas wlk si. Nie spuszczaam oczu z budynku, ale mylami byam bardzo daleko. Mylaam o Katy. Mylaam o Gabby. Mylaam o St. Vitusie. witym Wicie. Kim to on by? I jak by si czu, wiedzc, e w miejscu nazwanym jego imieniem mieci si taka nora? A czy wity Wit nie jest nazw choroby? Czy te pomyli mi si ze witym Elmem? Mylaam rwnie o St. Jacquesie. Zdjcie zrobione przy bankomacie byo tak sabej jakoci, e twarz pozostawaa w cieniu. Tamten staruszek mia racj. Rodzona matka nie poznaaby go na tym zdjciu. Poza tym mg zmieni fryzur, zapuci brod i zacz nosi okulary. Inkowie zbudowali sie drg. Hannibal przekroczy Alpy. Seti zasiad na tronie. A nikt nie wszed ani nie wyszed z St. Vitus. Staraam si nie myle, co si odbywa w jednym z pokojw. Miaam nadziej, e facet jest szybki Gdyby nie by, to by trafi si naprawd rzadki okaz, Brennan. W mojej kryjwce nie byo przewiewu, a ciany z cegy cigle utrzymyway ciepo nagromadzone w cigu upalnego dnia. Koszula zrobia si wilgotna i lgna mi do skry. Gowa te bya spocona i czasami kropelka potu spywaa mi po szyi albo po twarzy. Przestpowaam z nogi na nog, obserwowaam i mylaam. Powietrze byo strasznie duszne. Niebo migotao i cicho szumiao. Kosmiczny szum, nic wicej. Od czasu do czasu

samochd owietli ulic, aby po chwili znikn i ponownie pogry j w ciemnoci. Zaczynaam mie dosy upau, zapachu i ciasnej przestrzeni. Midzy oczyma czuam tpy bl, a w gardle zaczynaam czu przedwymiotne skurcze. Pomylaam o tym, eby std pj. Przykucnam. Nagle co nade mn zamajaczyo! W gowie zaczy kbi mi si najrniejsze myli. Czy to przejcie dokd prowadzi? Gupia! Nie sprawdziam ewentualnej drogi ucieczki! Jaki mczyzna wyszed na ulic, grzebic przy czym na wysokoci pasa. Spojrzaam na przejcie za sob, ale byo tam kompletnie ciemno. Byam w puapce! Potem byo jak w eksperymencie z fizyki, z dziaajcymi na siebie siami o takiej samej wartoci i przeciwnym zwrocie. Wyprostowaam si i zachwiaam na zdrtwiaych nogach. Mczyzna te zatoczy si do tyu, a na jego twarzy pojawi si wyraz skrajnego zdziwienia. Zauwayam, e jest Azjat, chocia w ciemnoci wida byo tylko jego ole zby i zaskoczone oczy. Przywaram do ciany, w rwnym stopniu dla wsparcia, co dla osony. Posa mi spojrzenie pene zdziwienia, potrzsn gow jakby zakopotany, po czym koyszc si na nogach ruszy wzdu ulicy, wciskajc koszul do spodni i zapinajc zamek. Przez chwil po prostu staam w miejscu, uspokajajc omoczce nieprzytomnie serce. To wczga, ktry chcia si tylko wyprni. I ju sobie poszed. A co by byo, gdyby to by St. Jacques? Dobrze, e nie by. Nie zostawia sobie drogi ucieczki. Zachowujesz si jak kretynka. Dasz si zaraz zabi. To by tylko wczga. Id do domu. J.S. ma racj. Zostaw to glinom. Oni sobie z tym nie poradz. To nie jest twj problem. Ale Gabby, tak. Pewnie jest w Ste. Adele. Kiedy tam u niej byam. Uspokoiwszy si nieco, wznowiam obserwacj. Znowu pomylaam o patronie tego przybytku. I skojarzyam. Taniec witego Wita. Szeroko rozpowszechniony w szesnastym wieku. Ludzie robili si nerwowi i draliwi, a ich koczyny zaczynay swdzie. Myleli, e to jaki rodzaj histerii i oddawali si w opiek witego. W takim razie co ze witym Elmo?

Ogie? Tak! Ognie witego Elma. Miao to chyba co wsplnego z ziarnem zaraonym sporyszem... Zdaje si, e po tym te ludzie wariowali. Potem mylaam o miastach, do ktrych chciaabym pojecha. Abilene. Bangkok. Chittagong. Zawsze podobaa mi si ta nazwa, Chittagong. Moe pojad do Bangladeszu. Doszam do litery D, kiedy Julie wysza z St. Vitusa i spokojnym krokiem ruszya po ulicy. Ja czekaam. Ju mi nie bya potrzebna. Nie musiaam dugo czeka. Moja ofiara te wysza. Daam mu odej na jakie p kwartau, po czym ruszyam za nim. Jego ruchy przypominay mi szperajcego w mieciach szczura. Szed powoli przed siebie, zgarbiony, ze spuszczon gow, przyciskajc torebk do piersi. Kiedy za nim szam, porwnywaam jego sylwetk do tej, ktr widziaam uciekajc z pokoju przy Berger Street. Z tego, co pamitaam, nie za bardzo do siebie pasoway, ale St. Jacques by zbyt szybki, a jego pojawienie zbyt niespodziewane. To moe by on, ale ja po prostu nie zdyam mu si wtedy dobrze przyjrze. Ten facet z pewnoci nie rusza si szybko. Trzeci raz w cigu trzech godzin kluczyam po labiryncie nie owietlonych, bocznych ulic, podajc za ofiar tak blisko, jak miaam. Modliam si o to, eby nie wstpi do kolejnej piwiarni. Nie miaam ju ochoty na dalsz obserwacj. Niepotrzebnie si martwiam. Po chwili kluczenia w pltaninie bocznych ulic i uliczek, mczyzna skrci po raz ostatni i wszed prosto do budynku z szarego kamienia z ukiem nad wejciem. Ten dom wyglda jak setki innych, ktre mijaam tego wieczora, chocia by nieco mniej zapuszczony, kamie troch mniej brudny, a przerdzewiaym schodom prowadzcym do drzwi nie a tak bardzo trzeba byo farby. Szybko wspi si po schodach, czemu towarzyszyy gone, metaliczne dwiki jego krokw, po czym znikn w drzwiach zdobionych rzebionymi ornamentami. Prawie natychmiast na drugim pitrze zapalio si wiato, ukazujc na wp otwarte okno i nieruchomo wiszce zasony. Za nimi wida byo ciemn sylwetk ruszajc si po pokoju. Przeszam przez ulic i czekaam. Tym razem nie odkryam adnego przejcia. Przez chwil sylwetka ruszaa si to do przodu, to do tyu, po czym znikna. Czekaam. To on, Brennan. Wyno si std. Moe kogo odwiedza. Moe co zostawia. Masz go. Ruszaj ju.

Spojrzaam na zegarek - dwadziecia po jedenastej. Jeszcze wczenie. Jeszcze dziesi minut. Nie trwao to nawet tyle. Sylwetka pojawia si ponownie, uniosa okno maksymalnie do gry i znikna. Potem w pokoju zgaso wiato. Czas spa! Czekaam jeszcze pi minut, eby si upewni, e nikt nie wychodzi z budynku i ju nie musiaam wicej siebie przekonywa. Ryan i chopaki mog go std cign. Zapisaam adres i zaczam kluczy w stron samochodu, majc nadziej, e uda mi si go znale. Powietrze byo cigle cikie, a upa rwnie uciliwy jak po poudniu. Licie i zasony wisiay nieruchomo, jakby je wyprano i powieszono, eby wyschy. Neony St. Laurent migotay nad szczytami ciemnych budynkw, owietlajc labirynt ulic, ktrymi przemykaam. Na zegarze w tablicy rozdzielczej bya pnoc, kiedy wjechaam do garau. Idzie mi coraz lepiej. Jestem w domu przed witem. Najpierw nie zarejestrowaam haasu. Byam ju przy wyjciu z garau i wybieraam klucz, by w kocu dotar do mojej wiadomoci. Stanam, eby posucha. Wysoki pisk dobiega zza moich plecw, gdzie koo gwnego wjazdu. Kiedy szam w tamt stron, starajc si namierzy jego rdo, dwik zrobi si czystszy i sta si ostrym, pulsujcym piskiem. Gdy podeszam bliej, zobaczyam, e dobiega on z drzwi po prawej stronie rampy. Chocia drzwi wyglday na zamknite, zamek nie by i dlatego wczy si alarm. Popchnam, a potem pocignam za metalowy uchwyt, dokadnie zamykajc drzwi. Pisk gwatownie si urwa i w garau zapanowaa gucha cisza. Zapamitaam, by powiedzie Winstonowi o tym, e co si zepsuo. Po kilku godzinach spdzonych w gorcych i brudnych kryjwkach, czuam, e w mieszkaniu jest chodno i rzeko. Przez chwil staam w przedpokoju, pozwalajc zimnemu powietrzu schodzi moj rozgrzan skr. Birdie zacz ociera si o moj nog, wyprajc kark i mruczc na powitanie. Spojrzaam na niego. Delikatne, biae woski przylgny do moich spoconych ng. Pogaskaam go po gowie, daam mu je i sprawdziam wiadomoci na automatycznej sekretarce. Jedna pusta. Poszam pod prysznic. Kiedy namydlaam si i spukiwaam, przypominaam sobie wydarzenia dzisiejszego wieczora. Co zdoaam osign? Teraz wiedziaam, gdzie mieszka schizol lubicy bielizn. Przynajmniej zaoyam, e to on, bo dzisiaj by czwartek. I co z tego? Przecie moe nie mie nic wsplnego z morderstwami.

Ale jako nie mogam siebie do tego przekona. Dlaczego? Dlaczego mylaam, e ten facet jest w to zamieszany? Dlaczego uwaaam, e moim zadaniem jest go namierzy? Dlaczego baam si o Gabby? Przecie Julie ma si dobrze. Po wyjciu spod prysznica cay czas byam podkrcona i wiedziaam, e nie zasn, wic wyjam z lodwki kawaek brie, tomme de chevre de savoie i nalaam sobie lemoniady. Zawinam si w kodr, wycignam na kanapie, obraam pomaracz i zjadam j z serem. Nie mogam si skupi na dowcipach synnego showmana. Znowu zaczam rozmyla. Dlaczego spdziam cztery godziny z pajkami i szczurami, eby szpiegowa jakiego faceta, ktry lubi ubiera dziwki w bielizn? Dlaczego nie zostawi tego glinom? Cay czas to wracao. Dlaczego po prostu nie powiedziaam Ryanowi tego, co wiem i nie poprosiam go, eby przycisn tego faceta? Bo to sprawa osobista. Ale nie tak, jak sobie wmawiaam. To nie chodzi tylko o czaszk w ogrodzie, o napa na moje czy Gabby bezpieczestwo. Co innego sprawiao, e te sprawy stay si moj obsesj, co gbszego i bardziej przejmujcego. W cigu nastpnej godziny, krok po kroczku, przyznaam si sama przed sob, jakie byy prawdziwe powody moich poczyna. Prawda bya taka, e ostatnio przeraaam siebie sam. Codziennie ogldaam jak gwatown mier. Jak kobiet zabit przez jakiego mczyzn i wrzucon do rzeki, wyrzucon na wysypisko czy porzucon w lesie. Poamane koci jakiego dziecka odkryte w pudeku, kanale czy plastikowym worku. Dzie po dniu czyciam je, badaam i stawiaam diagnoz. Pisaam raporty. Skadaam zeznania. I czasami nic nie czuam. Profesjonalny dystans. Kliniczny brak zainteresowania. Ogldaam mier za czsto, ze zbyt bliska i baam si, e zaczyna dla mnie traci swoje gbokie znaczenie. Wiedziaam, e nie mog cierpie z powodu czowieka, ktrym kiedy byy wszystkie ze zwok, z ktrymi miaam do czynienia. To by bardzo szybko wyczerpao moje emocjonalne rezerwy. Pewna ilo profesjonalnego dystansu bya niezbdna, eby mc wykonywa prac, ale nie do tego stopnia, eby wyzu si z wszelkich uczu. mier tych kobiet co we mnie poruszya. Bola mnie ich strach, ich bl, ich bezradno wobec szalestwa. Czuam gniew, wcieko i potrzeby zapania zwierzcia odpowiedzialnego za t jatk. Wspczuam tym kobietom i moja reakcja na ich mier bya jak koo ratunkowe dla moich uczu. Dla mojego czowieczestwa i umiejtnoci cieszenia si yciem. Wspczuam i byam wdziczna za to uczucie. To dlatego traktowaam to jak spraw osobist. To dlatego nic mnie nie powstrzyma. To dlatego przeszukiwaam teren klasztoru, lasek, bary i tylne uliczki Main. Przekonam

Ryana, eby si tym zaj. Rozgryz klienta Julie. Znajd Gabby. Moe to jest powizane. Moe nie. Niewane. Tak czy inaczej, znajd sukinsyna odpowiedzialnego za rozlew kobiecej krwi i pomog go zamkn. Na dobre.

33
Nadanie ledztwu tempa okazao si trudniejsze, ni mylaam. Po czci z mojego powodu. O wp do szstej pitkowego popoudnia bolaa mnie gowa i brzuch od i niezliczonej iloci wypitych kaw z automatu. Godzinami dyskutowalimy o aktach. Nikt nie mia niczego specjalnie nowego do powiedzenia, wic powtarzalimy w kko te same rzeczy, przekopujc si przez morze informacji, desperacko starajc si znale co nowego. Niewiele z tego wyszo. Bertrand rozpracowywa sprawy pod ktem nieruchomoci. Morisette-Champoux i Adkins zgosiy swoje oferty w ReMaxie. Ssiadka Gagnon te. Jest to dua firma, trzy biura, trzech osobno dziaajcych agentw. aden z nich nie pamita ofiar ani nawet ich mieszka. Ojciec Trottier skorzysta z usug Royale Lepage. Byy chopak Pitre by punem, ktry zabi prostytutk w Winnipeg. Moe bdzie z tego jaki przeom. A moe nic. Tak sdzi Claudel. Przesuchania znanych przestpcw seksualnych byy w toku, niczego jednak jak dotd nie wniosy. Niestety. Zespoy umundurowanych policjantw przeczesyway okolice wok mieszka Morisette-Champoux i Adkins. Zero. Nie bardzo mielimy na czym si wyy, wic wyywalimy si na sobie. Panowa ponury nastrj i zapasy cierpliwoci byy na wyczerpaniu, wic czekaam na waciwy moment, eby powiedzie, co miaam do powiedzenia. Suchali uprzejmie, kiedy im mwiam, jak wyglda sytuacja Gabby i o nocy w samochodzie. Opisaam rysunek, moj rozmow z J.S. i efekty obserwacji Julie. Kiedy skoczyam, nikt nic nie powiedzia. Siedem kobiet spogldao niemo z przenonych tablic. Piro Claudela znaczyo skomplikowane wzory i sieci. By cichy i przytumiony przez cae popoudnie, jakby duchem znajdowa si zupenie gdzie indziej. Moje sprawozdanie sprawio, e zrobi si jeszcze bardziej ponury. Dwiki wydawane przez duy, elektroniczny zegar wypeniay sal. Bzzzzz. - Ale nie wiadomo, czy to ten sam mie, ktrego gonilimy na Berger? - To by Bertrand. Potrzsnam gow. Bzzzzzz. - Ja jestem za tym, eby przymkn ciot. - To Ketterling.

- Za co? - Ryan. Bzzzzzz. - Moemy po prostu sprawdzi, jak gociu znosi stres. -To Charbonneau. - Jeli jest tym, ktrego szukamy, to moe si wystraszy. A ostatni rzecz, ktrej bymy sobie yczyli, to eby facet spanikowa i prysn z miasta. - Rousseau. - Nie. Ostatni rzecz, ktrej bymy sobie yczyli, to to, eby wcisn komu plastikowego Chrystusa w szpark. - Znowu Bertrand. - Ten frajer to pewnie zwyczajny onanista. - Albo Kuba Rozpruwacz z odjazdem na punkcie bielizny... Bzzzzz. I tak mniej wicej si to cigno przez duszy czas, raz po francusku, raz po angielsku. W kocu wszyscy zaczli rysowa, jak Claudel. Bzzzzzz. Po jakim czasie cisz przerwa Charbonneau. - Na ile nieobliczalna jest Gabby? Zawahaam si. Jako w wietle dziennym rzeczy przedstawiay si inaczej. Ju raz wysaam tych ludzi w pocig i cigle nie wiemy, czy nie by to pocig za czym, czego nie ma. Claudel spojrza na mnie lodowatym wzrokiem gada i poczuam rosnc sabo w brzuchu. Ten czowiek mn gardzi, chcia mnie zniszczy. Co robi za moimi plecami? Jak daleko posuna si sprawa skargi? A co jeli si myl z Gabby? I wtedy zrobiam co, czego nigdy nie bd w stanie zmieni. Moe tak naprawd w gbi ducha wcale nie mylaam, e co zego mogo si przytrafi Gabby. Zawsze do tej pory ldowaa na czterech apach. Moe po prostu obraam najbezpieczniejsz dla mnie drog. Kto wie? Natychmiastowe dziaanie w sprawie bezpieczestwa mojej przyjaciki nie wydao mi si konieczne. Wycofaam si. - Wczeniej te znikaa. Bzzzzzz. Bzzzzzz. Bzzzzzz. Ryan pierwszy zareagowa. - Tak jak teraz? Bez sowa? Przytaknam. Bzzzzzz. Bzzzzzz.

Bzzzzzz. Twarz Ryana bya ponura, - No, dobra. Dowiedzmy si, jak si facet nazywa i sprawdmy go. Ale i na razie zachowajmy to dla siebie. Dopki czego na niego nie bdziemy mieli, i tak nie dostalibymy nakazu. - Odwrci si do Charbonneau. - Mam racj, Michel? Charbonneau pokiwa gow. Przedyskutowalimy jeszcze par spraw, zebralimy swoje rzeczy i rozeszlimy si.

Kiedy pniej czsto wracaam mylami do tego spotkania, zawsze zastanawiaam si, czy mogam zmieni bieg pniejszych wydarze. Dlaczego nie podniosam krzyku w sprawie Gabby? Czy widok Claudela zmikczy moje postanowienie? Czy powiciam zapa, ktry mi towarzyszy noc wczeniej, W imi profesjonalnej ostronoci? Czy wolaam powici ycie Gabby zamiast naraa swoj karier zawodow? Czy zakrojone na szerok skal poszukiwania rozpoczte tego dnia by co zmieniy? Tego wieczoru poszam do domu i jadam kolacj z mikrofalwki przy telewizji. Wydaje mi si, e to by szwajcarski stek. Kiedy mikrofalwka zapiszczaa, wyjam tack i cignam foli. Staam przez chwil, przygldajc si, jak syntetyczny tuszcz zastyga na syntetycznych ziemniakach puree, czujc jak narasta we mnie uwertura samotnoci i frustracji. Mogam to je w towarzystwie kota i komedii, a wic spdzi kolejn noc na walce z demonami, ale mogam te by dyrygentem wieczornego przedstawienia. - Pieprz to. Maestro...? Wyrzuciam kolacj do mietnika i poszam do Chez Katsura na rue de la Montagne, gdzie uraczyam si sushi i pogadaam o tym i owym ze sprzedawc kartek z Sudbury. Nie przyjam jednak jego zaproszenia, wolaam zaapa si na pny seans Rycerza Krla Artura w Le Faubourg. Byo za dwadziecia jedenasta, kiedy wyszam z kina i wyjechaam ruchomymi schodami do gwnego holu. Byo w nim prawie zupenie pusto, sprzedawcy ju poszli, a ich schowane towary stay zamknite w wzkach. Minam piekarni ciastek, stoisko z lodami, stoisko z japoskimi daniami na wynos. Wszystkie pki i lady zostay pozdejmowane i wcinite za drzwi. Noe i piy wisiay w rwnych rzdkach za pustymi ladami u rzenika. Film by tym, czego mi byo trzeba. Rozdrani mnie tylko zarozumiay, . niefrancuski Lancelot w wykonaniu Richarda Gere'a.

Dobre rozegrane, Brennan. Przydaby si bis. Przeszam przez Ste. Catherine i ruszyam w stron domu. Byo cigle gorco i bardzo wilgotno. Mga spowijaa wiato latar i unosia si nad chodnikiem, jak para nad gorc wann w chodn, zimow noc. Zobaczyam kopert, jak tylko wyszam z holu i skrciam w korytarz prowadzcy do moich drzwi. Leaa midzy klamk a framug. Najpierw pomylaam, e to od Winstona. Moe musi co naprawi i wyczy prd albo wod. Nie. On by przesa zawiadomienie poczt. Skarga na Birdiego? List od Gabby? Nie. W rzeczywistoci to wcale nie by list. W kopercie byy dwa przedmioty, ktre pooyam potem na stole, milczce i budzce groz. Gapiam si na nie, z sercem dudnicym jak oszalae i trzscymi si rkoma, rozumiejc, ale odmawiajc przyjcia do wiadomoci tego, co znacz. Koperta zawieraa plastikow legitymacj. Po lewej stronie plakietki, pod zachodem soca, wypukymi, biaymi literami wypisano nazwisko Gabby, dat urodzenia i numero d'assurance maladie. Jej zdjcie znajdowao si w prawym grnym rogu, miaa puszyste dredy i co srebrnego zwisajcego z kadego ucha. Drugim przedmiotem by piciocentymetrowy kwadrat wycity z duego planu miasta. Plan przedstawia ulice z francuskimi nazwami i tereny zielone w a do blu znajomych barwach. Zaczam szuka jakich charakterystycznych punktw albo nazw, ktre pozwoliyby mi zlokalizowa to miejsca Rue Ste. Helen. Rue Beauchamp. Rue Champlain. Nie znaam tych ulic. Mo e to Montreal, ale rwnie dobrze mnstwo innych miast. Nie mieszkaam w Quebecu wystarczajco dugo, eby wiedzie. Na planie nie byo drg ani innych cech, ktre bym rozpoznaa. Oprcz jednej. Duego czarnego X-a na rodku wycinka. Wpatrywaam si odrtwiaa w tego X-a. Przez gow przebiegay mi straszliwe obrazy, ale odpdzaam je od siebie, odrzucajc jedyny moliwy do przyjcia wniosek. To by blef. Tak jak czaszka w ogrodzie. Ten maniak si mn bawi. Sprawdza, jak bardzo moe mnie przerazi. Nie wiem, jak dugo przygldaam si twarzy Gabby, przypominajc sobie w innych miejscach i okolicznociach. Szczliwa twarz w kapeluszu klowna na przyjciu z okazji trzecich urodzin Katy. Twarz skpana we zach, kiedy mi powiedziaa o tym, e jej brat popeni samobjstwo. W mieszkaniu panowaa cisza, a wszechwiat zamar. Potem ogarna mnie przeraliwa pewno.

To nie by blef. Dobry Boe, dobry Boe, droga Gabby. Jest mi tak bardzo, tak strasznie przykro. Ryan odebra przy trzecim sygnale. - On ma Gabby - wyszeptaam w miar spokojnym gosem, tylko dziki nadludzkiemu wysikowi woli. Kostki na mojej doni zacinitej na suchawce byy zupenie biae. Nie da si zwie. - Kto? - spyta, czujc, e mj gos maskuje przeraenie, i przechodzc od razu do sedna. - Nie wiem. - Gdzie oni s? - Nie... nie wiem. Usyszaam odgos rki przesuwanej po twarzy. - Co masz? Wysucha mnie, nie przerywajc, - Cholera. Chwila ciszy. - OK. Zawioz map do centrali, eby namierzyli to miejsce, a potem wylemy tam ekip. - Ja mog zawie map - powiedziaam. - Myl, e powinna zosta u siebie. I chc, eby policjanci znowu zaczli obserwowa budynek, w ktrym mieszkasz. - To nie ja jestem w niebezpieczestwie - wypaliam. - Ten sukinsyn ma Gabby! Pewnie ju i tak j zabi! Moja maska zacza si sypa. Staraam si opanowa rozdygotane rce. - Brennan, niedobrze mi na myl o twojej przyjacice. Pomgbym jej, na ile to tylko moliwe. Uwierz mi. Ale nie wolno ci traci gowy. Jeli ten psychopata ma tylko jej torebk, ale nie j sam, pewnie nic jej nie jest, niezalenie, gdzie teraz jest. Jeli j ma i pokaza nam, gdzie j znale, zostawi j w takim stanie, w jakim chce, ebymy j znaleli. Nic na to nie poradzimy. Jak na razie, kto umieci kopert w twoich drzwiach, Brennan. Ten sukinsyn by w twoim budynku. Zna twj samochd. Jeli ten facet jest zabjc, to nie zawaha si, eby ty te znalaza si na licie ofiar. Szacunek dla ycia nie jest szczeglnie siln cech jego osobowoci, a wyglda na to, e teraz skoncentrowa si na twoim yciu. Mia racj.

- I nal kogo na faceta, ktrego ledzia. Mwiam powoli i cicho. - Chc, eby zadzwonili do mnie, jak tylko namierz to miejsce. - Ale Bren... - Czy to taki problem? - Spytaam ju nie tak cicho. To byo irracjonalne i wiedziaam o tym, ale Ryan by czuy na rosnc we mnie histeri, a moe to bya wcieko? Moe po prostu nie chcia ze mn dyskutowa. - Nie. Ryan wpad po kopert koo pnocy, a z centrali zadzwonili godzin pniej. Zdjli jeden odcisk z legitymacji. Mj. X oznacza opuszczon dziak w St. Lambert. Godzin pniej zadzwoni do mnie Ryan. Radiowz sprawdzi t dziak i wszystkie okoliczne budynki. Nic nie znaleli. Ryan zorganizowa ekip na rano. Z psami. Wracamy na poudniowy brzeg. - O ktrej jutro? - spytaam drcym gosem. Smutek po stracie Gabby by ju nie do wytrzymania. - Zaatwi ich na sidm. - Szst. - Szst. Podjecha po ciebie? - Dziki. Zawaha si. - By moe nic jej nie jest. - No. Odbbniam wszystkie normalne czynnoci, ktre robi przed snem, chocia i tak wiedziaam, e nie zasn. Zby. Twarz. Krem do rk. Koszul; i nocna. Potem krciam si po pokojach, starajc si nie myle o kobietach z tablic. Zdjciach z miejsc zbrodni. Opisach autopsji. Gabby. Poprawiam zdjcie, przestawiam waz, podniosam paprocha z dywanu Byo mi zimno, wic zaparzyam sobie herbat i skrciam klimatyzacj. Kilka minut pniej wczyam j ponownie. Birdie wycofa si do sypialni, bo mia ju dosy mojego krcenia si bez celu, ale ja nie mogam przesta. Poczucie bezradnoci wobec wiszcego w powietrzu horroru byo nie do zniesienia. Koo drugiej wycignam si na kanapie, zamknam oczy i prbowaam rozluni si. Skoncentrowa si na odgosach nocy. Szumie kompresora od klimatyzacji. Sygnale

karetki. Kapaniu wody z kranw pitro wyej. Wodzie przepywajcej przez rury. Skrzypieniu drewnianych cian. Zaczam myle obrazami. Byo ich mnstwo i przebiegay mi przez gow, krcc si i przewracajc jak fragmenty z serialu o wymarzonym Hollywood. Widziaam otwart klatk piersiow Chantale. Wypatroszony brzuch Morisette-Champoux. Gnijc gow, ktra bya Isabelle Gagnon Odcit rk. Odcit pier lec w trupio bladych wargach. Nieyw map. Figurk. Przetykaczk. N. Nic nie mogam na to poradzi. Ogldaam film o mierci, udrczona my l, e Gabby stanowi cz obsady. Niebo zaczynao blednc, kiedy wstaam, eby si ubra.

34
Soce ledwo wznioso si ponad lini horyzontu, kiedy odkrylimy ciao Gabby. Margo skierowaa prosto do niego, prawie si nie wahajc, kiedy spuszczono j ze smyczy wewntrz ogrodzenia z dykty otaczajcego dziak. Przez chwil wszya, po czym popdzia przez zadrzewiony teren. Szafranowy wit owietla jej sier i kurz wznoszcy si pod jej apami, Grb ukryty by wewntrz walcych si fundamentw domu. By pytki, wykopany szybko, wyranie w popiechu. Standardowy. Ale potem zabjca zada sobie trud, otaczajc miejsce pochwku starannie uoonymi, owalnymi cegami. Teraz jej ciao leao ju na ziemi, zamknite w worku na zwoki. Odgrodzilimy to miejsce kozami do rnicia drzewa i t tam, ale nie byo to konieczne. Wczesna godzina i ogrodzenie z dykty stanowiy wystarczajc ochron. Nie byo adnego gapia, kiedy wykopywalimy ciao i wykonywalimy nasze makabryczne, rutynowe czynnoci. Siedziaam w radiowozie, pijc zimn kaw z plastikowego kubka. Trzeszczao radio, a wok mnie panowao zwyczajne w takich sytuacjach zamieszanie. Przyjechaam, eby wykona swoj robot, eby by profesjonalistk, ale okazao si, e nie byam w stanie. Musz sobie poradzi beze mnie. By moe pniej mj mzg przyjmie do wiadomoci to, czego teraz uparcie nie chcia. Jak na razie byam odrtwiaa, mj mzg te by odrtwiay. Nie chciaam widzie jej w dole, ponownie oglda, jak marmurowe, opuchnite ciao wynurza si spod usuwanej ziemi. Natychmiast rozpoznaabym srebrne kolczyki. Ganesz. Przypomniaam sobie, jak Gabby mwia co o maym soniu. Przyjazny bg. Szczliwy bg. A nie bg blu i mierci. Gdzie bye, Ganeszu? Dlaczego nie ochronie swojej przyjaciki? Dlaczego aden z jej przyjaci jej nie ochroni? Katusze. Przezwyci to. Dokonaam wzrokowej identyfikacji ciaa, po czym Ryan przej dowodzenie. Patrzyam, jak konferowa z Pierrem Gilbertem. Rozmawiali przez chwil, po czym Ryan si odwrci i podszed do mnie. Podnis nogawki spodni i przykucn koo otwartych drzwi samochodu, trzymajc jedn rk na porczy w drzwiach. Chocia byo jeszcze wczenie, temperatura osigna ju dwadziecia siedem stopni i w jego wosach i pod pachami lni pot. - Tak mi przykro - powiedzia. Pokiwaam gow.

- Wiem, jak ci jest ciko. Nie. Nie wiesz. A gono dodaam: - Ciao jest w cakiem niezym stanie, biorc pod uwag upa. - Nie wiemy, od jak dawna tu jest. - Tak. Zapa mnie za rk. Jego do zostawia wilgotny lad na winylowej porczy. - Nie byo ni... - Znalelicie co? - Niewiele. - adnych ladw stp, albo opon, nic na caej tej cholernej dziace? Potrzsn gow. - Odciski butw na cegach? - Wiedziaam, e to gupie pytanie ju w momencie, w ktrym je zadawaam. Nie spuszcza ze mnie oczu. - Nic w dole? - Bya tylko jedna rzecz, Tempe. Leca na jej piersiach. - Waha si przez chwil. Rkawiczka chirurgiczna. - Troch to nieuwane jak na tego faceta. Nigdy wczeniej niczego nie zostawi. Moe bd jakie odciski wewntrz. - Walczyam o panowanie nad sob. - Co jeszcze? - Nie sdz, eby zostaa zabita tutaj, Tempe. Prawdopodobnie skd j przywieziono. - Co to w ogle jest za miejsce? - Zamknita od lat knajpa. Teren sprzedano, wyburzono budynek i wtedy nowy waciciel si przekrci. Dziaka jest ogrodzona od szeciu at. - Kto jest jej wacicielem? - Mam ci poda nazwisko? - Tak, nazwisko - warknam. Zajrza do swojego notatnika. - Facet o nazwisku Bailey. Widziaam, jak za jego plecami dwch sanitariuszy podnosi zwoki Gabby i kadzie je na nosze z kkami, po czym wiezie je do furgonetki koronera. O, Gabby! Tak mi przykro! - Mog ci co przynie? - Krysztaowo niebieskie oczy przyglday si mojej twarzy. - Co?

- Chcesz co do picia? Co do jedzenia? Chcesz jecha do domu? Tak. I nigdy nie wraca. - Nie. Niczego nie chc. Dopiero teraz zauwayam jego rk na swojej. Palce byy szczupe, ale sama do szeroka i kanciasta. Na kostce jego kciuka wida byo pkolist blizn. - Nie poci jej? - Nie. - Dlaczego te cegy? - Nigdy nie byem w stanie zrozumie, jak ci mutanci myl. - To prowokacja, prawda? Chcia, ebymy j znaleli i chcia co w ten sposb zamanifestowa. Nie bdzie adnych odciskw wewntrz rkawiczki. Nic nie powiedzia. - To jest co innego, prawda, Ryan? - Tak. Upa panujcy w samochodzie sprawia, e czuam, jakbym na skrze miaa melas. Wysiadam i uniosam wosy, eby poczu powiew wiatru na szyi. Na prno. Powietrze byo nieruchome. Patrzyam, jak zabezpieczaj worek z ciaem pciennymi paskami i wsuwaj go do furgonetki. Poczuam wzbierajce we mnie zy, ale zdawiam je. - Czy mogam j uratowa, Ryan? - Czy ktokolwiek z nas mg j uratowa? Nie wiem. - Wypuci gboki oddech i mruc oczy spojrza na soce. - Par tygodni temu, moe tak. Ale wczoraj czy przedwczoraj, prawdopodobnie nie. - Odwrci si i spojrza na mnie. - Ale wiem na pewno, e dorwiemy tego skurwiela. On ju jest martwy. Zauwayam idcego w nasz stron Claudela z plastikowym workiem w rku. Przyrzekam sobie, e jak tylko powie do mnie chocia sowo, to oderw mu jego cholerne wargi. Naprawd byam gotowa to zrobi. - Bardzo mi przykro - wymamrota Claudel, nie patrzc mi w oczy. I do Ryana: Waciwie to ju nic tu po nas. Ryan unis brwi. Claudel gow pokaza, e tam". Serce zaczo mi szybciej bi. - Co? Co znalelicie? - Ryan pooy mi rce na ramionach.

Spojrzaam na worek w rku Claudela. Zobaczyam bladot rkawiczk chirurgiczn, pokryt gdzieniegdzie brzowymi plamami. Z rkawiczki wystawa paski przedmiot. Prostokt. Biae obramowanie. Ciemne to. Zdjcie. Rce Ryana mocno cisny mi ramiona. Zadaam mu spojrzeniem pytanie, ju bojc si odpowiedzi. - Pniej si tym zajmiemy. - Pokacie mi to. - Wycignam trzsc si rk. Claudel zawaha si, ale poda mi worek. Wziam go, chwyciam przez plastik palec od rkawiczki i potrzsaam nim delikatnie, a wylizno si z niej zdjcie. Obrciam worek i przez plastik spojrzaam na fotografi. Dwie sylwetki ze splecionymi ramionami i zmierzwionymi wosami, a w tle wysokie fale oceanu. Owadn mn strach. Mj oddech sta si krtki i szybki. Spokojnie. Bd spokojna. Murtle Beach - 1992. Ja. I Katy. Sukinsyn zakopa zdjcie mojej crki razem z zamordowan przyjacik. Nikt nic nie mwi. Patrzyam, jak od strony grobu zblia si Charbonneau. Doczy do nas i spojrza na Ryana, ktry pokiwa gow. Trzej mczyni stali w milczeniu. Nikt nie wiedzia, jak si zachowa, co powiedzie. Nie miaam ochoty na pomaganie im. Charbonneau przerwa cisz. - Chodmy przyskrzyni tego sukinsyna. - Masz nakaz? - To Ryan. - Bertrand si z nami spotka na miejscu. Wystawili nakaz, jak tylko znalelimy... ciao. - Spojrza na mnie, ale natychmiast odwrci wzrok. - Czy nasz klient jest tam teraz? - Nikt nie wchodzi ani nie wychodzi, od kiedy zaczlimy prowadzi obserwacj budynku. Chyba nie powinnimy zwleka. - Nie. Ryan odwrci si do mnie. - Sdzia Tessier uzna, e mamy podstawy, i wystawi nakaz dzi rano, wic przyskrzynimy gocia, ktrego ledzia w czwartek wieczorem. Podrzuc ci... - Nie ma mowy, Ryan. Wchodz w to. - Bre... - Gwoli przypomnienia, wanie zidentyfikowaam swoj najlepsz przyjacik. Trzymaa zdjcie moje i mojej crki. Moe to ten olizy paz, a by moe zabi j jaki inny

psychopata, ale ja mam zamiar si tego dowiedzie i zrobi wszystko, eby przypiec jego godn poaowania dup. Upoluj go z tob albo bez ciebie i twoich przyjemniaczkw. - Mj palec przecina powietrze jak mot pneumatyczny. - No ju! Jedziemy! Oczy mnie pieky, a piersi opaday ciko. Nie pacz. Nie wa si paka. Zdawiam histeri i uspokoiam si. Przez duszy czas nikt si nie odzywa. - Allons-y - powiedzia Claudel. Chodmy.

35
W poudnie temperatura i wilgotno bya tak wysoka, e miasto zamaro. Nic si nie ruszao. Drzewa, ptaki, owady i ludzie starali si wykonywa jak najmniej ruchw powaleni duchot. Wikszoci ludzi w ogle nie byo wida. Jazda wygldaa dokadnie tak samo, jak wtedy w dzie w. Jana Chrzciciela. Pena napicia cisza. Zapach klimatyzowanego potu. Strach w moim odku. Brakowao tylko zgryliwoci Claudela. On i Charbonneau mieli si z nami spotka na miejscu. I ruch na ulicach by inny. W czasie naszej wycieczki na Berger Street przedzieralimy si przez witeczny tum. Dzisiaj migalimy przez puste ulice i dojechalimy pod dom podejrzanego w niecae dwadziecia minut. Kiedy skrcilimy za rg, zobaczyam Bertranda, Charbonneau i Claudela w nieoznakowanym samochodzie, a za nim radiowz Bertranda. Policyjna furgonetka staa przy kocu kwartau. Za kierownic siedzia Gilbert, a technik siedzia oparty o okno. Kiedy ruszylimy w ich stron, trzech detektyww wysiado z samochodu. Ulica wygldaa tak, jak j zapamitaam, chocia w wietle dziennym robia wraenie jeszcze bardziej szarej i zapuszczonej, ni w ciemnociach. Koszula przylegaa mi do wilgotnej od potu skry. - Gdzie s gocie od obserwacji? - spyta Ryan na powitanie. - Pojechali na ty. - Charbonneau. - On tam jest? - adnych ladw aktywnoci, od kiedy przyjechali tu koo pnocy. Moe spa w rodku. - Jest tylne wejcie? Charbonneau pokiwa gow. - Byo obstawione przez ca noc. Mamy radiowozy po obu stronach kwartau i jeden na Martineau. - Gwatownym ruchem wskaza palcem w stron przeciwnej strony ulicy. Jeli kocha jest w rodku, to na pewno nigdzie nie uda mu si wyj. Ryan odwrci si do Bertranda. - Masz nakaz? Bertrand pokiwa gow. - Seguin 1436. Numer 201. Idziemy. - Zrobi gest zapraszajcy do dziaania, jak w teleturniejach.

Stalimy przez chwil w miejscu, oceniajc rozmiary budynku tak, jakby to by przeciwnik, przygotowujc si na bjk i pojmanie. Dwch czarnych chopcw wyonio si zza rogu. Weszli w nasz ulic. Z ogromnego magnetofonu dudni gony rap. Byli ubrani w AirJordansy i spodnie wystarczajco due, eby zmieci w nich ca rodzin. Na ich bluzach byy totemy przemocy, na jednym czaszka z topniejcymi oczyma, a na drugim mier z plaow parasolk. mier na Wakacjach. Wyszy chopiec mia ogolon gow, tylko jej czubek znaczy owal wosw. Drugi mia dredy. Wspomnienie dredw Gabby. Ukucie blu. Pniej. Nie teraz. Otrzsnam si i wrciam do teraniejszoci. Patrzylimy, jak chopcy znikaj, w pobliskim budynku, a razem z nimi rap, kiedy ju zamkny si za nimi drzwi. Ryan spojrza w obie strony, a potem na nas. - Gotowi? - Dobierzmy si do sukinsyna. - To Claudel. - Luc, ty i Michel ochraniacie ty. Jeli bdzie ucieka, przywalcie mu. Claudel zmruy oczy, poruszy gow, jakby chcia co powiedzie, po czym potrzsn ni i gwatownie wypuci powietrze przez nos. Oddali si razem z Charbonneau, ale odwrci si syszc gos Ryana. - Robimy to tak, jak w podrcznikach. - Mia nieugite spojrzenie. - adnych bdw. Detektywi z CUM przeszli przez ulic i zniknli za budynkiem z szarego kamienia. Ryan odwrci si do mnie. - Gotowa? Pokiwaam gow. - To moe by ten facet. - Tak, Ryan, wiem o tym. - Dobrze si czujesz? - Jezu, Ryan... - No to ju. Kiedy wchodzilimy po metalowych schodach, czuam, jak pcznieje we mnie balon strachu. Zewntrzne drzwi nie byy zamknite na zamek. Weszlimy do maego holu z brudn podog wyoon pytkami. Wzdu prawej ciany wisiay skrzynki na listy, a pod nimi leay darmowe gazety. Bertrand sprawdzi kolejne drzwi. Te byy otwarte. - wietnie zabezpieczony - zauway.

Weszlimy do sabo owietlonego korytarza spowitego duchot i zapachem tuszczu do smaenia. Wytarty dywan bieg w stron tyu budynku i w gr schodw, po prawej stronie, co metr zabezpieczony metalowymi paskami. Kto umieci na nim wszy chodnik, kiedy czysty, ale teraz mtny ze staroci i brudu. Dotarlimy na drugie pitro, nasze buty stpay cicho po wytartym dywanie. 201 byo po prawej stronie. Ryan i Bertrand rozstawili si po obu stronach ciemnych, drewnianych drzwi, plecami do ciany, i rozpili marynarki, a ich rce spoczy na broni. Ryan gestem kaza mi stan koo siebie. Przywaram do ciany i poczuam, jak wosy hacz o chropowaty gips. Wziam gboki oddech, wdychajc zarazki i kurz. Czuam zapach potu Ryana. Ryan pokiwa gow do Bertranda. Niepokj cisn mi gardo. Bertrand zapuka. adnej reakcji. Znowu zapuka. Bez odpowiedzi. Ryan i Bertrand znieruchomieli. Mj oddech sta si szybszy. - Policja. Otwiera. W gbi korytarza cicho otworzyy si drzwi. Zza nich, otwartych na dugo acucha, wyjrzay oczy. Bertrand zapuka mocniej - pi dudnicych ciosw w dusznej ciszy. I cisza. Potem usyszelimy: - Monsieur Tanguay n'est pas id. Nasze gowy zwrciy si w stron, skd dobiega gos. By mikki i wysoki i dochodzi z przeciwnej strony korytarza. Ryan nakaza gestem Bertrandowi, eby si nie rusza, a my przeszlimy na drug stron korytarza. Obserwowaa nas para oczu. Za grubymi szkami wida byo powikszone tczwki. Oczy znajdoway si na wysokoci zaledwie metra dwadziecia i w miar jak si zblialimy, patrzyy pod coraz ostrzejszym ktem. Oczy przeniosy si z Ryana na mnie i z powrotem na niego, szukajc najmniej gronego miejsca, na ktrym by zawiesi wzrok. Ryan przykucn, eby znale si na ich poziomie.

- Bonjour - powiedzia. - Cze. - Comment a va? - Ca va. Dziecko czekao. Nie wiedziaam, czy to chopiec czy dziewczynka. - Czy twoja mama jest w domu? Potrzsno gow. - A tata? - Nie. - A kto inny? - Kim jestecie? Dobrze, dzieciaku. Nie mwi si nic obcym. - Policja. - Ryan pokaza mu odznak. Oczy zrobiy si jeszcze wiksze. - Mog j wzi do rki? Ryan poda odznak przez uchylone drzwi. Dziecko przygldao jej si uwanie, po czym oddao j. - Szukacie monsieur Tanguaya? - Tak. - Dlaczego? - Chcemy zada mu kilka pyta. Znasz monsieur Tanguaya? Dziecko pokiwao gow i nic wicej. - Jak masz na imi? - Mathieu. - Chopiec, - Kiedy twoja mama wrci do domu, Mathieu? - Mieszkam z babci. Ryan przenis ciar ciaa z jednej nogi na drug i podoga gono zaskrzypiaa. Opuci jedno kolano na podog, postawi okie na drugim, opar brod na kostkach doni i spojrza na Mathieu. - Ile masz lat, Mathieu? - Sze. - Od jak dawna tu mieszkasz? Dziecko wygldao na zakopotane, jakby nigdy nie przyszo mu do gowy, e mona

mieszka gdzie indziej. - Od zawsze. - Znasz monsieur Tanguaya? Mathieu pokiwa gow. - Od jak dawna tu mieszka? Wzruszy ramionami. - Kiedy wrci twoja babcia? - Sprzta u ludzi. - Chwila ciszy. - W soboty. - Mathieu przewrci oczyma i przygryz doln warg. - Chwileczk. - Znikn w mieszkaniu i wrci po niecaej minucie. - O wp do czwartej. - Kur... A niech to - rzuci Ryan, prostujc si. Odezwa si do mnie spitym gosem, odrobink goniejszym od szeptu. - Ten dupek moe by w rodku, a my tu mamy dziecko bez opieki. Mathieu patrzy jak godny kot na zapdzonego w kt szczura, ani na chwil nie spuszczajc oczu z twarzy Ryana. - Nie ma tutaj monsieur Tanguaya. - Jeste pewien? - Ryan ponownie przykucn. - Wyjecha. - Dokd? Kolejny raz wzruszy ramionami. Pulchny palec pchn okulary wyej na nasad nosa. - Skd wiesz, e wyjecha? - Opiekuj si jego rybkami. - Umiech wielkoci Mississippi rozwietli jego twarz. Ma skalary i anioy morskie, i piranie. - S fantastyczne! - Powiedzia: Fantastiue! Wspaniale sowo. Jego odpowiednik w jakimkolwiek jzyku nie moe si z nim rwna. - Kiedy wrci monsieur Tanguay? Wzruszy ramionami. - Czy to te babcia zapisaa w kalendarzu? - spytaam. Dziecko spojrzao na mnie zdziwione, po czym znikno, tak jak chwil wczeniej. - Jakim kalendarzu? - spyta Ryan spogldajc na mnie z dou. - Musz mie kalendarz. Poszed sprawdzi, kiedy nie by pewien. o ktrej babcia wrci dzisiaj do domu. Mathieu wrci. - Nie.

Ryan wsta. - I co teraz? - Jeli dzieciak ma racj, to wejdziemy do rodka i przeszukamy jego mieszkanie. Teraz mamy jego nazwisko, wic namierzymy monsieur Tanguaya. Moe babcia wie, dokd pojecha. Jeli nie, to i tak zgarniemy go, jak tylko si tu pojawi. Ryan spojrza na Bertranda i wskaza na drzwi. Kolejnych pi uderze. adnej reakcji. - Wyway? - spyta Bertrand. - Monsieur Tanguayowi si to nie spodoba. Wszyscy spojrzelimy na chopca. Ryan po raz trzeci przykucn. - Strasznie si wkurza, jak si zrobi co nie tak - powiedzia Mathieu. - Musimy poszuka czego w mieszkaniu monsieur Tanguaya - wyjani Ryan. - Nie spodoba mu si, jak wywaycie jego drzwi. Ukucnam koo Ryana. - Mathieu, czy masz rybki monsieur Tanguaya w swoim mieszkaniu? Potrzsn gow. - Masz klucz od mieszkania monsieur Tanguaya? Mathieu pokiwa gow. - Moesz nas tam wpuci? - Nie. - Dlaczego nie? - Nie mog wychodzi, kiedy babci nie ma w domu. - To dobrze, Mathieu. Babcia chce, eby by w domu, bo uwaa, e wtedy jeste bezpieczny. Ma racj, a z ciebie dobry chopiec, e jej suchasz. Umiech Mississippi ponownie rozla si na pnoc. - Moe wic na kilka minut poyczymy od ciebie ten klucz? To bardzo wana sprawa, a masz racj, e nie powinnimy wywaa drzwi. - Hmm, tak chyba bdzie najlepiej - odpar. - Skoro jestecie z policji. Mathieu znikn z pola widzenia i wrci z kluczem. Zacisn usta i spojrza prosto na mnie, kiedy wycign klucz przez szpar w drzwiach. - Tylko nie wywaajcie drzwi monsieur Tanguaya.

- Bdziemy bardzo ostroni, - I nie wchodcie do kuchni. Nie wolno. Absolutnie nie wolno wchodzi do kuchni. - Zamknij drzwi i sied w domu, Mathieu. Zapukam, kiedy skoczymy Nie otwieraj drzwi, dopki nie usyszysz mojego pukania. Maa twarz z powag skina, po czym znikna za drzwiami. Wrcilimy do Bertranda, ktry ponownie zapuka i krzykn. Zapada chwila niezrcznej ciszy, po czym Ryan pokiwa gow i wsunam klucz do zamka. Drzwi otworzyy si bezporednio na may salon, pomalowany na rne odcienie koloru kasztanowego. Po dwch stronach stay pki sigajce od podogi do sufitu, a pozostae dwie ciany byy z drewna, ciemniaego od wieloletniego lakierowania. Pomarszczony, czerwony aksamit zakrywa cz okien, a za nim wisiay zszarzae firanki, ktre prawie wcale nie przepuszczay wiata sonecznego. Stalimy zupenie nieruchomo, nasuchujc i zagldajc do nieowietlonego pokoju. Jedynym dwikiem, ktry syszaam, byo ciche bzyczenie, nieregularne, jak prd w zepsutej instalacji. Bzzt Bzzzzt. Bzt. Bzt. Dochodzi zza podwjnych drzwi znajdujcych si przed nami, po lewej stronie. Oprcz tego, w mieszkaniu panowaa miertelna cisza. Zy dobr przymiotnika, Brennan. Rozejrzaam si i z ciemnoci zaczy wyania si kontury mebli, wygldajcych na stare i zniszczone. rodek pokoju zajmowa rzebiony, drewniany st i krzesa do kompletu. We wnce przy wejciu staa stara, zapadajc si kanapa, przykryta meksykask narzut. Naprzeciw, drewniana skrzynia suya za stojak do telewizora Sony Trinitron. Po pokoju porozstawiane byy mae, drewniane stoy i szafki. Niektre byy cakiem adne, podobne do tych, jakie czasami udawao mi si znale na pchlich targach. Wtpi, czy ktrykolwiek z tych, ktre teraz ogldaam, by wyszukanym i okazyjnie kupionym sprztem przeznaczonym do renowacji. Wyglday, jakby stay w tym mieszkaniu od lat, ignorowane i nie doceniane przez kolejnych najemcw. Na pododze lea stary indyjski dywan. I kwiaty. Wszdzie. Byy poupychane po ktach, stay wzdu listew i wisiay na hakach. Zaniedbywanie mebli waciciel nadrabia trosk o kwiaty. Roliny spyway z pek przybitych do cian i stay na parapetach, stoach, blatach i pkach. - Wyglda jak pieprzony ogrd botaniczny - zauway Bertrand. I pachnie, pomylaam. Powietrze wypenia zapach stchlizny, mieszanina grzyba, lici i wilgotnej ziemi.

Z boku od drzwi wejciowych, krtki korytarz prowadzi do zamknitych drzwi. Ryan nakaza mi si wycofa, tym samym gestem, ktrego uy przedtem w holu, po czym z ugitymi kolanami i przykurczonymi ramionami, opierajc si plecami o gips, zacz przesuwa si wzdu ciany. Znalaz si przy drzwiach, zatrzyma si, po czym mocno kopn w drewno. Drzwi otworzyy si, odbiy si od ciany, cofny si troch i zastygy w poowie otwarte. Nasuchiwaam odgosw ruchu, a serce walio mi w rytm nieregularnego bzyczenia. Bzzzzzzt. Bzt. Bzt. Bzzzzt. Da dum dum dum. Da dum. Da dum dum. Nieziemska powiata sczya si zza na wp otwartych drzwi. Towarzyszy jej cichy gulgot. - Znalazem ryby - powiedzia Ryan, przechodzc przez prg. Wczy wiato dugopisem i w pokoju zapanowaa jasno. Typowa sypialnia. Pojedyncze ko, narzuta w indiaskie wzorki. Stolik nocny, lampa, budzik, inhalator do nosa. Serwantka, adnego lustra. Z tyu maa azienka. Jedno okno. Cikie kotary zasaniay cian z cegie. Jedynymi niezwykymi rzeczami byy akwaria na tylnej cianie. Mathieu mia racj, byy fantastyczne. Plamy niebieskiego, kanarkowego i biao-czarne paski wyaniay si i choway w rowych i biaych koralowcach i w listowiu w kadym odcieniu zieleni, jaki tylko mona sobie wyobrazi. Kady may ekosystem by owietlony niebieskawym wiatem i koysany sonat wznoszcego si tlenu. Patrzyam jak zahipnotyzowana, czujc, e w mojej gowie rodzi si jaka myl. Co j pobudzio. Co? Ryby? A co dalej? Ryan krci si wok mnie, eby dugopisem odcign zason prysznica, otworzy szafk na lekarstwa, poszpera w jedzeniu i sieciach otaczajcych akwaria. Przez chusteczk otwiera szuflady serwantki, po czym dugopisem odgarnia bielizn, skarpety, koszule i swetry. Daruj sobie te ryby, Brennan. Niezalenie, jaka myl bkaa si po mojej gowie, bya rwnie ulotna jak bbelki tlenu w akwariach, wznoszce si na powierzchni tylko po to, eby znikn. - Masz co? Potrzsn gow. - Nic oczywistego. Nie chc wkurzy goci z ekipy, wic sprawdzam tylko pobienie. Zajrzyjmy do innych pomieszcze i wpucimy wtedy Gilberta. Jest jasne, e Tanguaya tu nie

ma. Zapiemy go, ale na razie moemy rwnie dobrze sprawdzi, co tu ma. W salonie Bertrand uwanie oglda telewizor. - Najnowszej generacji - powiedzia. - Gociu lubi swoje cacko. - I pewnie regularnie oglda podwodny wiat kapitana Cousteau - rzek Ryan nieobecnym gosem. Jego ciao byo spite, a oczyma wodzi po otaczajcej nas ciemnoci. Dzisiaj nikt nas nie zaskoczy. Podeszam do pek z ksikami. Zakres tematw by zadziwiajcy i, jak telewizor, ksiki wyglday na nowe. Przebiegam wzrokiem po tytuach. Ekologia. Ichtiologia. Ornitologia. Psychologia. Seks. Mnstwo z nauk cisych, ale facet mia eklektyczne gusta. Buddyzm. Scjentologia. Archeologia. Sztuka maoryska. Sztuka rzebienia drewna Kwakitlw. Samurajowie. Artefakty dotyczce drugiej wojny wiatowej. Kanibalizm. Na pkach stay setki ksiek w mikkich okadkach, midzy innymi wspczesne powieci, po francusku i po angielsku. Byo wielu moich ulubiecw. Vonnegut. Irving. McMurtry. Ale wikszo stanowiy powieci kryminalne. Brutalni mordercy. Niepoczytalni tropiciele. Okrutni psychopaci. Bezduszne miasta. Mogabym zacytowa teksty z okadek, nawet ich nie czytajc. Bya te caa pka ksiek powicona yciom seryjnych i masowych mordercw. Manson. Bundy. Ramirez. Boden. - Mam wraenie, e Tanguay i St. Jacques maj podobne gusta literackie zauwayam. - To cierwo pewnie jest St. Jacquesem - rzek Bertrand. - Nie, ten facet myje zby - odpar Ryan. - No. Kiedy jest Tanguayem. - Jeli on to czyta, to jego zainteresowania s niezwykle szerokie - po wiedziaam. - I jest dwujzyczny. - Ponownie spojrzaam na jego kolekcj - I cholernie zorganizowany. - Kim ty jeste, czowieku? - odezwa si Bertrand. - Spjrzcie na to. Podeszli do mnie. - Wszystko jest uoone tematycznie i alfabetycznie. - Wskazaam na kilka pek. Potem, wewntrz poszczeglnych dziaw, wedug autora, alfabetycznie. I wedug daty publikacji przy tym samym autorze. - To nie kady tak robi? Ryan i ja spojrzelimy na niego. Bertrand nie by typem mola ksikowego. - Spjrz, jak kada ksika stoi rwniutko wzdu krawdzi pki.

- To samo robi z gaciami i skarpetkami. Musi uywa ekierki, eby je ukada powiedzia Ryan. Ryan wyrazi moje myli. - Pasuje do profilu. - Moe trzyma ksiki tylko na pokaz. Chce, eby jego znajomi mieli go za intelektualist - rzuci Bertrand. - Nie sdz - odparam. - Nie s zakurzone. Poza tym spjrz na cienkie, te karteczki. Nie tylko czyta te ksiki, ale jeszcze zaznacza niektre miejsca, eby do nich wrci. Zwrmy na to uwag Gilbertowi i jego komandosom, eby nie pogubili tych karteczek. Mog si przyda. - Powiem im, eby przykryli ksiki, nim zaczn sypa proszkiem. - Mamy tu co jeszcze o monsieur Tanguayu. Spojrzeli na pki. - Czyta rne dziwne rzeczy - odezwa si Bertrand. - Oprcz kryminaw, co go najbardziej interesuje? - spytaam. - Spjrzcie na najwysz pk. Spojrzeli. - Cholera - rzuci Ryan. - Anatomia Graya. Podrcznik anatomii praktycznej Cunninghama. Kolorowy atlas ludzkiej anatomii. Podrcznik sekcji anatomicznej. Medyczne ilustracje ciaa ludzkiego. Chryste, spjrzcie na to. - Zasady chirurgii Sabistona. Ma tego wicej, ni biblioteka szkoy medycznej. Wyglda na to, e bardzo go pasjonuje, co ciao ma w rodku. - Tak, i to nie tylko pobienie. Ten paz jest chyba bardzo drobiazgowy. Ryan sign po krtkofalwk. - Przylij tu Gilberta i jego supermenw. Powiem ludziom zabezpieczajcym tyy, eby zeszli na d i rozgldali si za Panem Fiutem. Nie chcielibymy go wystraszy, kiedy si tu zjawi. Chryste, Claudel jest ju pewnie niele wkurzony. Ryan mwi do krtkofalwki, a Bertrand nie przestawa wodzi oczyma po tytuach za moimi plecami. Bzt. Bzzzzzzt. Bzzt. Bzt. - Hej, tu mam co dla ciebie. - Wyj co przez chusteczk. - Wyglda na to, e jest tutaj tylko ten jeden... Pooy na stole jeden tom American Anthropologist. Lipiec 1993. Nie musiaam go otwiera. Znaam jedn pozycj ze spisu treci. Prawdziwa bomba - powiedziaa o niej. -

Praca, ktra zapewni mi promocj na stanowisko profesora zwyczajnego!" Artyku Gabby. Widok AA uderzy mnie jak smagnicie biczem. Chciaam si stamtd wynie. Chciaam znale si na powrt w tamtej sonecznej sobocie, kiedy byam bezpieczna, nikt nie by martwy, a moja najlepsza przyjacika dzwoniaby, eby umwi si na kolacj, Woda. Zimna woda moe ci ocali, Brennan. Podeszam chwiejnie do podwjnych drzwi i otworzyam jedn cz nog, szukajc kuchni. BZZZZZZT. BZZZZZZT. BZT. BZZZZZZT. BZT. W pomieszczeniu nie byo okna. Elektroniczny zegar po prawej stronie wydawa jasn, pomaraczow powiat. W panujcym mroku widziaam dwa biae ksztaty i jeszcze jedno blade pasmo na poziomie talii. Doszam do wniosku, e to lodwka, kuchenka i zlew. Do diaba z procedur. Odrni moje odciski palcw. Z grzbietem rki przycinitym do ust, dowlokam si do zlewu i spryskaam sobie twarz zimn wod. Kiedy wyprostowaam si i odwrciam, w drzwiach sta Ryan. - Wszystko w porzdku - powiedziaam. Muchy latay po kuchni jak oszalae, poruszone naszym nagym wtargniciem. BZZT. BZT. BZZZZT. - Mitusa? - Wycign w moj stron opakowanie dropsw. - Dziki. - Wziam jednego. - To przez upa. - Tutaj jest jak w piekarniku. Mucha uderzya w jego policzek. - Co si, ku... - Machn rk w powietrzu. - Co on tu wyprawia? Ryan i ja zauwaylimy je w tej samej chwili. Dwa brzowe przedmioty leay na blacie, a papierowe rczniki, na ktrych wysychay, znaczy krg tuszczu. Wok nich taczyy muchy, ldujc i zrywajc si do lotu w nerwowym podnieceniu. Po lewej stronie leaa rkawiczka chirurgiczna, dokadnie taka sama jak ta, ktr dopiero co odkopalimy. Podeszlimy bliej, prowokujc muchy do szaleczego lotu. Popatrzyam na obie pomarszczone masy i przypomniay mi si karaluchy i pajki na wyschnitych i staych nogach. Te znaleziska jednak nie miay nic wsplnego z tamtymi. Od razu wiedziaam, czym s, chocia podobne widziaam tylko na zdjciach. - To apy. - Co? - apy jakiego zwierzcia.

- Jeste pewna? - Przewr jedn na drug stron. Zrobi to. Dugopisem. - Wida kocwki koci dolnych koczyn. - Co on z nimi robi? - Skd mam do diaba wiedzie, Ryan? - Pomylaam o Alsie. - Chryste. - Sprawd w lodwce. - O Jezu. Mae ciao byo w rodku, obdarte ze skry i zawinite w przezroczysty plastik. Byo ich wicej. - Co to? - Jakie mae ssaki. Bez skry nie mog powiedzie, jakie. Na pewno nie s to konie. - Dziki, Brennan. Przyszed do nas Bertrand. - Co macie? - Martwe zwierzta. - Gos Ryana zdradza zmczenie. - I kolejn rkawiczk. - Moe gociu lubi zjada potrcone przez samochody zwierzta - powiedzia Bertrand. - Moe. I moe robi abaury do lamp z ludzi. To tyle. Trzeba zaplombowa to miejsce. Chc, eby skonfiskowa absolutnie wszystko. Zapakowa do workw jego sztuce, t jatk, zapakowa wszystko z tej cholernej lodwki. Chc, eby zdrapano nalot z tego kibla i eby cae miejsce spryska Luminolem. Gdzie, do cholery, jest Gilbert? Ryan podszed do telefonu wiszcego na cianie po lewej stronie drzwi. - Poczekaj. Jest tam przycisk redial"? - spytaam. Ryan pokiwa gow. - Nacinij go. - Pewnie poczymy si z jego ksidzem. Albo babci. Ryan nacisn guzik. Wysuchalimy krtkiej melodii, a po chwili czterech sygnaw. Potem odezwa si gos i balon strachu, ktry pcznia we mnie przez cay dzie, dotar do mojej gowy i pk z hukiem. - Veuillez laissez votre nom et numero de telephone. Je vais vous rappelez le plutt possible. Merci. Prosz zostawi swoje nazwisko i numer telefonu, a oddzwoni tak szybko, jak to bdzie moliwe. Dziki. Mwia Tempe.

36
Kiedy usyszaam wasny gos, poczuam si tak, jakbym dostaa cios w gow. Nogi si pode mn ugiy, a mj oddech sta si szybki i nieregularny Ryan podprowadzi mnie do krzesa, przynis wod i nie zadawa adnych pyta. Nie mam pojcia, jak dugo tam siedziaam, czujc tylko pustk. W kocu, powoli doszam do siebie i zaczam si zastanawia. Dzwoni do mnie. Dlaczego? Kiedy? Patrzyam, jak Gilbert zakada gumowe rkawiczki i przejeda rk po wntrzu mietnika. Wycign co stamtd i wrzuci do zlewu. Stara si dotrze do mnie? Czy do Gabby? Co mia zamiar powiedzie? Czy w ogle mia zamiar co mwi, czy chcia tylko sprawdzi, czy jestem u siebie? Fotograf przechodzi z pokoju do pokoju, a jego flesz byska w tym mrocznym mieszkaniu jak wietliki. Puste wiadomoci. To jego sprawka? Technik w gumowych rkawiczkach i kombinezonie obwizywa ksiki tam i chowa je do workw, oznaczajc kady z nich, a potem podpisywa si na pieczci. Inny rozprowadza pdzelkiem biay proszek po czerwono-czarnym lakierze pek. Trzeci oprnia lodwk, wyjmowa paczki owinite brzowym papierem i wkada je do przenonej chodziarki. Czy umara tutaj, czy to, na co teraz patrzyam, byo jej ostatnim w yciu widokiem? Ryan rozmawia z Charbonneau. W panujcej duchocie docieray do mnie strzpy ich rozmowy. Gdzie jest Claudel? Pojecha. Przycinij dozorc budynku. Dowiedz si o piwnicach, magazynach. We klucze. Charbonneau wyszed i wrci potem z kobiet w rednim wieku ubran w fartuch i teniswki. Ponownie zniknli w towarzystwie czowieka, ktry pakowa ksiki. Ryan wielokrotnie proponowa, e zawiezie mnie do domu. Nic nie mog tutaj zrobi, mwi delikatnie. Wiedziaam to, ale nie mogam wyj. Babcia zjawia si koo czwartej. Nie bya ani wrogo do nas nastawiona, ani skora do wsppracy. Niechtnie podaa opis Tanguaya. Mczyzna. Spokojny. Rzadkie, brzowe wosy. Przecitny pod kadym wzgldem. Opis pasowaby do polowy mczyzn w Ameryce Pnocnej. Nie wiedziaa, gdzie on jest, ani kiedy wrci. Przedtem te wyjeda, ale nigdy na dugo. W ogle zauwaya jego wyjazd tylko dlatego, e Tanguay poprosi Mathieu, eby kar-

mi jego rybki. By miy dla Mathieu i dawa mu pienidze, kiedy opiekowa si jego rybkami. Niewiele wicej o nim wiedziaa, widywaa go rzadko. Wydawao jej si, e pracuje i e ma samochd. Nie bya pewna. Nie obchodzio jej to. Nie chciaa by w to zamieszana. Ekipa przez cae popoudnie i kawa nocy przetrzsaa mieszkanie. Ja nie. O pitej czuam, e musz wyj. Przyjam w kocu propozycj Ryana. Niewiele mwilimy w samochodzie. Ryan powtrzy to, co mwi przez telefon. Miaam siedzie w domu. Mj budynek bdzie obserwowany dwadziecia cztery godziny na dob. adnych nocnych wyj. adnych samotnych wypadw. - Daj mi spokj, Ryan - powiedziaam gosem zdradzajcym mj stan emocjonalny. Przez reszt czasu panowaa niezrczna cisza. Kiedy dojechalimy pod mj dom, Ryan zaparkowa i odwrci si do mnie. Czuam jego wzrok na boku swojej twarzy. - Posuchaj, Brennan. Nie staram ci si naprzykrza. Ten mie tonie. To pewne jak w banku. Chciabym tylko, eby ya i sama moga to zobaczy. Jego troska uja mnie bardziej, ni byam skonna przyzna. Wzili si energicznie do roboty. Rozesano komunikat, e Tanguay jest poszukiwany, do wszystkich gliniarzy w Quebecu, do Ontario Provincional Police, do policji konnej i policji stanowej w Nowym Jorku i Yermont. Ale Quebec jest duy, a jego granice atwo przekroczy. Jest mnstwo miejsc, w ktrych mona si ukry i z ktrych mona uciec. W nastpnych dniach rozwaaam rne moliwoci. Tanguay mg si gdzie ukrywa i czeka na sprzyjajce okolicznoci. Mg by martwy. Mg wyjecha. Seryjni mordercy tak robi. Kiedy wyczuwaj niebezpieczestwo, pakuj manatki i przenosz si gdzie indziej. Niektrych nigdy nie udaje si zapa. Nie. Tego nie przyjmowaam do wiadomoci. W niedziel w ogle nie wyszam z domu. Birdie i ja robilimy to, co Francuzi okrelaj mianem coconer. ylimy jak w kokonie. Nie ubraam si, unikaam radia i telewizji. Nie zniosabym ogldania zdjcia Gabby ani suchania przesadnie dokadnych opisw ofiary i podejrzanego. Wykonaam tylko trzy telefony, najpierw zadzwoniam do Katy, a potem do mojej ciotki w Chicago. Wszystkiego najlepszego, ciociu! Skoczya osiemdziesit cztery lata. Niele. Wiedziaam, e Katy jest w Charlotte, chciaam si tylko upewni. Nikt nie odbiera. Oczywicie. Cholerna odlego. Nie. Bogosawiona odlego. Nie chciaam, eby moja crka bya tutaj, gdzie ten potwr mia w rkach jej zdjcie. Nigdy si nie dowie, co znalazam.

Ostatni telefon by do matki Gabby. Bya pod wpywem rodkw uspokajajcych i nie moga podej do telefonu. Rozmawiaam z panem Macaulay. Zakadajc, e nie potrzebuj ju ciaa, pogrzeb odbdzie si w czwartek. Przez jaki czas siedziaam szlochajc, a moje ciao koysao si jakby w rytm metronomu. Demony mieszkajce w mojej krwi domagay si alkoholu. Przyjemno-bl, taka prosta zasada. Nakarm nas. Omam nas. Uga pragnienie. Ale nie zrobiam tego. To byoby atwe. Przegraa set do zera, wic czas ucisn rk przeciwnikowi, zrelaksowa si i napi si piwa. Tylko, e to nie tenis. Gdybym przegraa t gr, zaprzepaciabym swoj karier, straciabym przyjaci i szacunek dla samej siebie. Cholera, waciwie to moga bym pozwoli zaatwi mnie St.

Jacquesowi/Tanguayowi. Nie poddam si. Nie butelce i nie maniakowi. Jestem to winna Gabby. Wic byam trzewa i czekaam, szczerze pragnc, eby Gabby porozmawiaa ze mn i utwierdzia mnie w tym, eby nie pi. Czsto wygldaam przez okno, eby si upewni, e policjanci s na miejscu.

W poniedziaek koo wp do dwunastej zadzwoni Ryan. LaManche skoczy autopsj. Przyczyna mierci: uduszenie. Chocia ciao ju zaczo si rozkada, znalaz gbok bruzd na szyi Gabby. Nad i pod ni, skr znaczyy zadrapania i rowki. Naczynia krwionone w tkance garda nosiy lady setek maych krwotokw. Ryan zamilk. Wyobraziam sobie Gabby desperacko walczc o oddech, o ycie. Przesta. Dziki Bogu, e znalelimy j tak szybko. Nie byabym w stanie stawi czoa Gabby na moim stole do autopsji. Bl wywoany jej strat i tak by nie do zniesienia. - ...bya zamana. Poza tym to, czego uywa, miao ogniwa albo ptelki czy co takiego, bo zostawio spiralne lady na skrze. - Zostaa zgwacona? - Nie by w stanie powiedzie, procesy gnilne zaszy za daleko. Nie znalaz adnych ladw spermy. - Czas mierci? - LaManche uwaa, e co najmniej pi dni. Wiemy, e maksimum to dziesi. - Szeroki przedzia. - Biorc pod uwag upa i to, e nie bya gboko zakopana, ciao powinno by w gorszym stanie.

O, Boe. Wcale nie musiaa umrze tego dnia, kiedy znikna. - Przeszukalicie jej mieszkanie? - Nikt jej nie widzia, ale bya chyba tam. - A co z Tanguayem? - Zdziwisz si. Facet jest nauczycielem. W maej szkole na jakiej wyspie na zachodzie... - Usyszaam szelest przewracanego papieru. - St. Isidor. Uczy tam od 1991 roku. Ma dwadziecia osiem lat. Kawaler. W podaniu o prac w rubryce krewni" napisa brak". Sprawdzamy to. Mieszka na Seguin od 91 roku. Wacicielce mieszkania wydaje si, e przedtem by gdzie w Stanach. - Odciski? - Mnstwo. Sprawdzilimy je, ale nie mamy takich w kartotece. Dzisiaj rano wysalimy je na poudnie. - A wewntrz rkawiczki? - Przynajmniej dwa wyrane i rozmazany lad doni. Obraz Gabby. Plastikowy worek. Inna rkawiczka. Zapisaam jedno sowo. Rkawiczka. - Ma tytu naukowy? - Studiowa w Bishops. Bertrand jest wanie teraz w Lennoxville. Claudel prbuje wycign jakie informacje od kogo w St. Isidor, ale jak na razie nie mia zbyt wiele szczcia. Str ma koo setki, a nikogo innego tam nie ma. Szkoa jest zamknita na lato. - Czy w jego mieszkaniu znaleziono jakie nazwiska? - adnych. adnych zdj. adnego notesu z adresami. adnych listw. Facet musi by odludkiem. Przez dusz chwil panowaa Cisza, kiedy mylelimy o tym, co powiedzia. Potem Ryan doda: - Moe to tumaczy jego niecodzienne hobby. - Zwierzta? - To te. I kolekcj sztucw. - Sztucw? - Ten paz mia wicej noy, ni chirurg ortopeda. W wikszoci s to narzdzia chirurgiczne. Noe. Brzytwy. Skalpele. Trzyma je pod kiem. Mia tam te pudeko rkawiczek chirurgicznych. Oryginalne. - Samotnik zbzikowany na punkcie noy. Super. - I standardowa galeria porno. Mocno zuyta.

- Co jeszcze? - Gociu ma samochd. - Znowu szelest. - Ford probe z 1987 roku. Nie ma go nigdzie w pobliu jego mieszkania. Szukaj go. Mamy jego zdjcie z prawa jazdy i rano je te rozesalimy. - I? - Pozwol ci samej wycign wnioski, ale wydaje mi si, e babcia miaa racj. Nie rzuca si w oczy. A moe po prostu na zdjciu nie wyglda imponujco. - Czy to moe by St. Jacques? - Moe. Ale rwnie dobrze facet, ktry sprzedaje hot dogi na rue St. Paul. No chyba, e tamten ma sumiaste wsy... - Tryskasz humorem, Ryan. - Ten gociu nie ma na swoim koncie nawet mandatu za ze parkowanie. By naprawd grzecznym chopcem. - Zgadza si. Naprawd grzeczny chopiec, ktry zbiera noe, pisma porno i tnie na kawaki mae ssaki. Chwila ciszy. - Co to za zwierzta? - Jeszcze nie wiemy. Jaki czowiek z uniwerku ma si tym zaj. Spojrzaam na wyraz, jaki zapisaam, i przeknam z trudem, - S jakie odciski w rkawiczce, ktr znalelimy przy Gabby? - Jej imi z trudem przechodzio mi przez gardo. - Nie. - Czuam, e tak bdzie. - Ja te... W tle syszaam typowy harmider sali detektyww. - Chc ci podrzuci zdjcie z jego prawa jazdy, tak eby wiedziaa, jak wyglda, jeli bdziesz miaa okazj zapozna si z nim osobicie. Wydaje mi si, e lepiej by byo, gdyby cay czas nie oddalaa si zbytnio od domu, dopki nie przyskrzynimy tego sukinsyna. - Zaraz przyjad. Jeli sprawdzili rkawiczki pod wzgldem odciskw, chciaabym podrzuci je na biologi. A potem do Lacrobc. - Myl, e lepiej po... - Nie zgrywaj macho, Ryan. Gboki oddech, wydech. - Ukrywasz co przede mn.

- Brennan, wiesz tyle, co my. - No to bd za p godziny.

W cigu niecaych trzydziestu minut znalazam si w laboratorium. Rkawiczki przesano ju do sekcji biologii. Spojrzaam na zegarek - za dwadziecia pierwsza. Zadzwoniam do pracowni odciskw w centrali CUM, eby spyta, czy mogabym obejrze zdjcia zrobione w mieszkaniu St. Jacquesa na Berger Street. Pora lunchu. Urzdnik, z ktrym rozmawiaam przekae wiadomo. O pierwszej poszam do sekcji biologii. Kobieta z rozwianymi wosami i pulchn twarz boonarodzeniowego anioa potrzsaa szklan fiolk. Dwie lateksowe rkawiczki leay na blacie za ni. - Bonjour, Francoise. - A. Wanie mylaam, e ciebie pewnie dzi zobacz... - W anielskich oczach pojawi si wyraz zatroskania. - Przepraszam, ale nie bardzo wiem, co mam ci powiedzie. - Merci. Nie masz si czym przejmowa. - Skinam gow w stron rkawiczek. Masz co? - Ta jest czysta. Nie ma krwi. - Wskazaa gestem na rkawiczk Gabby. - Teraz wanie zabieram si za t z kuchni. Chcesz mi towarzyszy? - Z chci, dzikuj. - Pobraam prbki z tych brzowych plam i nawodniam je roztworem soli. Obejrzaa ciecz i umiecia fiolk w stojaku na probwki. Potem wzia szklan pipet z dugim, wklsym kocem, potrzymaa j przez chwil nad ogniem, eby j zamkn, i zakrcia nakrtk. - Najpierw zrobi test na krew ludzk. Wyja z lodwki ma buteleczk, otworzya j i woya do niej cienki, cylindryczny czubek innej pipety. Jak komar wysysajcy krew, antyserum zaczo pi si w gr wskiej rurki. Kciukiem zakrya drugi koniec pipety. Potem woya dugi dzib pipety do tej zamknitej nad ogniem, zdja kciuk i pozwolia wyciec antyserum. Kiedy wykonywaa te czynnoci, objaniaa mi wszystko. - Krew rozpoznaje swoje proteiny lub antygeny. Jeli rozpoznaje obce ciaa, nie swoje antygeny, to wtedy stara si je zniszczy przeciwciaami. Niektre przeciwciaa powikszaj obce antygeny, a inne sprawiaj, e tamte gromadz si w jednym miejscu. To gromadzenie

nazywa si reakcj aglutynacyjn. Antyserum tworzy si w zwierzciu, przewanie u krlikw albo i kurczakw, przez wstrzyknicie im krwi innego gatunku. Krew zwierzcia rozpoznaje intruzw i produkuje przeciwciaa, eby si obroni. Wstrzyknicie zwierzciu ludzkiej krwi daje w rezultacie ludzkie antyserum. Wstrzyknicie krwi kozy daje kozie antyserum. Krew konia produkuje koskie antyserum. Ludzkie antyserum prowokuje reakcj aglutynacyjn, kiedy wymiesza si je z ludzk krwi. Patrz. Jeli to jest krew ludzka, to w probwce wytrci si co wyranie widocznego dokadnie w miejscu, w ktrym dojdzie do spotkania roztworu prbki z antyserum. Dla pewnoci, porwnamy to z reakcj z roztworem soli. Wyrzucia pipet do kosza na odpady biologiczne i wzia do rki fiolk zawierajc prbk roztworu Tanguaya. Przy pomocy innej pipety wcigna do niej troch roztworu prbki, wpucia j do antyserum i odstawia pipet na stojak. - Ile to potrwa? - spytaam. - To zaley od mocy antyserum. Od trzech do pitnastu minut. To jest cakiem dobre. Nie powinno trwa duej ni pi, sze minut. Sprawdziymy po piciu. Francoise trzymaa pipety pod Luxolamp, a pod spodem czarny kartonik. Sprawdziymy znowu po dziesiciu. Pitnastu. Nic. Nie pojawi si biay pasek midzy antyserum a roztworem-prbk. Mieszanina bya rwnie przejrzysta, jak kontrolny roztwr soli. - Wic nie jest ludzka. Sprawdmy, czy moe zwierzca. Podesza do lodwki i wyja tack z maymi buteleczkami. - Moesz okreli, jaki dokadnie gatunek wchodzi w gr? - spytaam. - Nie. Przewanie tylko rodzin. Krtorogie. Jeleniowate. Psowate. Spojrzaam na tack. Koo kadej buteleczki wypisana bya nazwa zwierzcia. Koza. Szczur. Ko. Przypomniaam sobie apy z kuchni Tanguaya. - Sprbujmy z psem. Nic. - A moe sprawdzimy co takiego, jak wiewirka albo suse? Zastanowia si przez chwil, po czym signa po buteleczk. - Moe szczur... Po niecaych czterech minutach w probwce utworzya si cienka, gsta, biaa warstwa, nad ni ciecz bya ta, a pod ni przejrzysta.

- Voila - obwiecia Francoise. - Jest to krew zwierzca. Jakiego maego, ssaka, gryzonia, wistaka czy czego takiego. Waciwie nic wicej nie jestem w stanie stwierdzi. Nie wiem, czy to ci w czym pomoe. - Tak - odparam. - Pomoe. Mog zadzwoni? - Bien sur. Wystukaam numer wewntrzny do jednego z pokojw przy tym samym korytarzu. - Lacroix. Przedstawiam si i wyjaniam, czego chc. - Jasne. Potrzebuj dwudziestu minut, wanie kocz badanie. Potwierdziam podpisem, e wziam rkawiczki, wrciam do swojego gabinetu i przez nastpne p godziny sprawdzaam i podpisywaam raporty. Potem ponownie trafiam do korytarza zajmowanego przez biologi i weszam w drzwi, na ktrych widnia napis Incendie et Explosifs. Ogie i rodki wybuchowe. Mczyzna w fartuchu laboratoryjnym sta przed ogromnym urzdzeniem. Napis identyfikowa je jako dyfraktometr rentgenowski. Nie odzywa si i ja take nie a do chwili, kiedy wycign pytk z maym, biaym rozmazem i pooy j na tacy. Potem spojrza na mnie oczyma agodnymi jak u disneyowskiej sarenki. Mia opadajce powieki, a rzsy zakrcay si do gry jak patki stokrotki. - Bonjour, monsieur Lacroix. Comment ca va? - Bien. Bien. Ma je pani? Uniosam rk z dwoma plastikowymi workami. - No, to zaczynajmy. Zaprowadzi mnie do maego pokoju, w ktrym stao urzdzenie wielkoci kserokopiarki, dwa monitory i drukarka. Na cianie wisiaa tablica Mendelejewa. Lacroix pooy worki na blacie i zaoy rkawiczki chirurgiczne. Ostronie wyj po kolei podejrzane rkawiczki, przyjrza im si, po czym pooy kad na worku, z ktrego j wyj. Rkawiczki, ktre mia na sobie, wyglday identycznie jak te lece na blacie. - Najpierw badamy charakterystyk ogln, szczegy zwizane z produkcj. Interesuje nas waga. Gsto. Kolor. Jak wykoczone s brzegi. - Kiedy mwi, cay czas obraca kad z rkawiczek i przyglda si im. - Te dwie wygldaj na cakiem podobne do siebie. Maj tak samo wykoczone brzegi. Widzi pani? Spojrzaam. W miejscu, gdzie rkawiczki si koczyy, zawijay si na zewntrz. - To nie wszystkie takie s?

- Nie. Niektre zawijaj si do rodka, a niektre na zewntrz. Te dwie na zewntrz. No. Teraz zobaczymy, co w nich jest. Zanis rkawiczk Gabby do urzdzenia, odchyli przykrywk i pooy j na pytce w rodku. - Z bardzo maymi prbkami uywam tych uchwytw. - Wskaza na tac maych, plastikowych rurek. - Rozcigam na nich kwadrat warstewki z polipropylenu, po czym kad na niego kawaeczek papieru z klejem z obu stron, eby badany fragment znalaz si na pewno we waciwym miejscu. Teraz nie ma takiej potrzeby. Po prostu woymy ca rkawiczk. Lacroix nacisn guzik i urzdzenie oyo. Pudeko ustawione na supie w rogu zapalio si - na czerwonym tle pojawio si haso: rentgen. wiecia si tablica lampek i przyciskw, ktre informoway o tym, co si dzieje z urzdzeniem. Czerwona: rentgen. Biaa: sie. Pomaraczowa: przykrywka otwarta. Przez chwil Lacroix manipulowa co przy tablicy, po czym opuci przykrywk i usiad na krzele stojcym przed monitorami. - S'il vous plait. - Wskaza na drugie krzeso. Na pierwszym monitorze pojawi si pustynny krajobraz, ziarnista zasona wklsoci i wypukoci z gdzieniegdzie porozrzucanymi gazami i cieniami. Na to naoone byy koncentryczne krgi, dwa najmniejsze i pooone najbardziej centralnie miay ksztat piki do futbolu. Dwie nierwne linie przecinay si pod ktem prostym, tworzc krzy dokadnie w rodku dwch okrgw. Lacroix przesuwa ten obraz, uywajc do tego joysticka. Gazy pojawiay si i znikay z krgw. - To, na co patrzymy, to rkawiczka powikszona osiemdziesit razy. Wybieram teraz miejsce, ktre bdzie zbadane. Za kadym razem urzdzenie bada powierzchni okoo trzystu mikronw, co mniej wicej odpowiada powierzchni wewntrz najmniejszego okrgu. Zawsze chce si skierowa promienie rentgenowskie na najlepsz cz prbki. Pomanipulowa jeszcze chwil joystickiem i wybra fragment powierzchni bez wypukoci. - O tak. Powinno by dobrze. Wdusi przycisk i urzdzenie zaczo szumie. - Teraz tworzymy prni. Zajmie to par minut. Potem bdziemy skanowa. Wtedy pjdzie ju bardzo szybko.

- I to okreli, co jest w rkawiczce? - Oni. Jest to sposb analizy rentgenowskiej. Mikrofluorescencja promieni pozwala stwierdzi, jakie pierwiastki znajduj si w prbce. Szum usta i na prawym monitorze zacz si tworzy wzr. Na dole ekranu pojawio si sporo malutkich, czerwonych kopcw, ktre zaczy rosn na jaskrawoniebieskim tle. W rodku kadego z nich znajdowa si wski, ty pasek. W lewym dolnym rogu by obrazek klawiatury, a na kadym klawiszu by wypisany symbol pierwiastka. Lacroix wpisywa polecenia do komputera i na ekranie pojawiay si litery. Niektre kopce pozostay mae, inne tworzyy wysokie stoki, przypominajce gigantyczne twierdze termitw, ktre widziaam kiedy w Australii. - C'est ca. - To tyle. Lacroix wskaza na stoek po prawej stronie. Wznosi si z dou do samej gry ekranu, a koniec i tak by obcity. Mniejszy supek po jego prawej stronie urs do jednej czwartej jego wysokoci. Oba byy oznaczone Zn. - Cynk. To normalne. Jest we wszystkich takich rkawiczkach. Wskaza na dwa stoki przy lewej krawdzi ekranu. Jeden by niski, a drugi wznosi si na wysoko trzech czwartych ekranu. - Ten niski to magnez. Mg. Wysoki, oznaczony Si to krzem. Po ich prawej stronie podwjny stoek by oznaczony liter S. - Siarka. Stoek Ca siga poowy ekranu. - Cakiem sporo wapnia. Za wapniem bya przerwa, a za ni kilka niskich stokw, ktre w porwnaniu ze szczytem cynku byy tylko niskimi pagrkami. Fe. - Troch elaza. Odchyli si na krzele i streci: - Cakiem popularna mieszanka. Mnstwo cynku, a oprcz niej gwnymi skadnikami s krzem i wap. Wydrukuj to i potem sprawdzimy inne miejsce. Wykonalimy dziesi prb. Wszystkie wykazyway tak sam kombinacj pierwiastkw. - No dobra. W takim razie wemiemy si teraz za t drug rkawiczk. Powtrzylimy procedur z rkawiczk z kuchni Tanguaya. Stoki cynku u siarki byy podobne, ale ta rkawiczka zawieraa wicej wapnia i nie miaa elaza, krzemu, ani magnezu. Niski stoek wskaza na obecno potasu.

Za kad prb wychodzio to samo. - Co to znaczy? - spytaam, wiedzc, jak otrzymam odpowied. - Kady producent robi lateks nieco inn metod. Czasem s rnice midzy rkawiczkami wyprodukowanymi przez jedn firm, ale tylko do pewnego stopnia. - Wic te rkawiczki nie stanowi pary? - Nie zostay nawet wyprodukowane przez jedn firm. Wsta, eby wyj rkawiczk z urzdzenia. Ja zastanawiaam si gorczkowo nad implikacjami wynikw badania. - Czy dyfrakcja promieniami rentgenowskimi dostarczyaby wicej informacji? - To, co zrobilimy, czyli mikrofluorescencja, wykazuje, jakie pierwiastki s obecne w badanym przedmiocie. Dyfrakcja promieniami rentgenowskimi potrafi wykaza jak pierwiastki si cz. Pokazuje struktur chemiczn. Na przykad, dziki mikrofluorescencji moemy si dowiedzie, ze co zawiera sd i chlorek. Dyfrakcja moe nam powiedzie, e skada si z krysztaw chlorku sodu. Upraszczajc, mona powiedzie, e w dyfraktometrze rentgenowskim badana prbka jest obracana i nawietlana promieniami rentgenowskimi. Promienie odbijaj si od krysztaw i sposb, w jaki to robi, pozwala okreli struktur tych krysztaw. Wic ograniczeniem w przypadku dyfrakcji jest to, e mona uywa tej metody tylko z materiaami, ktre maj struktur krystaliczn. Mniej wicej osiemdziesit procent rzeczy, ktre tu dostajemy, ma tak struktur. Niestety, nie lateks. Dyfrakcja pewnie i tak niewiele by dodaa. Te rkawiczki zostay z pewnoci wyprodukowane przez dwie rne firmy. - A co, jeli tylko pochodz z dwch rnych opakowa? Na pewno poszczeglne partie towaru rni si midzy sob? Zamilk na chwil. Potem powiedzia: - Niech pani poczeka. Poka pani co. Znikn w gwnym laboratorium i syszaam, jak rozmawia z technikiem. Wrci ze stosem wydrukw, z ktrych kady skada si z siedmiu albo omiu kartek. Widniay na nich znajome wzorki stokw i supkw. Po kolei ogldalimy rnice midzy kartkami na poszczeglnych wydrukach. - Kady z nich pokazuje kilka testw przeprowadzonych na rkawiczkach wyprodukowanych przez jedn firm, ale powybieranych z rnych partii towaru. Zdarzaj si rnice, ale nigdy nie s tak due, jak w przypadku tych dwch rkawiczek, ktre wanie przebadalimy.

Przejrzaam kilka serii. Wysoko stoka bywaa rna, ale skadniki zawsze byy te same. - A teraz niech pani spojrzy na to. Rozoy kolejne wydruki. Znowu byy drobne rnice, ale skad by taki sam. Wtedy wstrzymaam oddech. Konfiguracja wygldaa znajomo. Spojrzaam na symbole. Zn. Fe. Ca. S. Si. Mg. Wysoka zawarto cynku, krzemu i wapnia. ladowe iloci innych pierwiastkw. Pooyam wydruk z danymi bada rkawiczki Gabby nad tym wydrukiem. Wzr by prawie identyczny. - Monsieur Lacroix, czy te rkawiczki zostay wyprodukowane przez t sam firm? - Tak, tak. O to mi wanie chodzi. Prawdopodobnie pochodz nawet z tego samego opakowania. O ile dobrze pamitam... - W zwizku z jak spraw dosta pan te rkawiczki? - Serce zaczo mi szybciej bi. - Przyszy ledwo kilka tygodni temu. - Spojrza na pocztek wydruku. Numero d'evenement: 327468. - Wprowadz numer do komputera, eby sprawdzi. - Byabym zobowizana. W mgnieniu oka dane zapeniy ekran. Przebiegaam po nich wzrokiem. Numero d'evenement: 327468. Numero de LML: 29427. Instytucja zlecajca: CUM. Prowadzcy ledztwo; L. Claudel i M. Charbonneau. Miejsce znalezienia przedmiotu: 1422 rue Berger. Data znalezienia: 24/06/94. Stara gumowa rkawiczka. Moe gociu obawia si o swoje paznokcie. To sowa Claudela! Sdziam, e chodzio mu o rkawic do prac domowych! St. Jacques mia rkawiczk chirurgiczn. Pasuje do tej, ktr znaleziono w grobie Gabby! Podzikowaam monsieur Lacroix, zebraam wydruki i wyszam. Oddaam rkawiczki do magazynu, a moje myli cay czas kryy wok tego, czego si wanie dowiedziaam. Rkawiczka z kuchni Tanguaya nie pasowaa do tej zakopanej razem z ciaem Gabby. Byy na niej odciski Tanguaya. Plamy na zewntrznej powierzchni byy zwierzc krwi. Rkawiczka znaleziona przy Gabby bya czysta. adnej krwi. adnych odciskw. St. Jacques mia rkawiczk chirurgiczn. Pasowaa do tej znalezionej w grobie Gabby. Czy Bertrand mia racj? Czy Tanguay i St. Jacques to ta sama osoba? Na moim biurku czekaa rowa karteczka. Dzwonili spece od odciskw z CUM. Zdjcia z mieszkania przy Berger Street zostay zarchiwizowane na CD-ROM-ie. Mog je obejrze u nich albo poyczy. Zadzwoniam z prob, e wol to jednak wypoyczy i powiedziaam, e zaraz u nich bd.

Przedzieraam si do CUM, przeklinajc zatoczone w godzinach szczytu ulice i turystw blokujcych okolic Old Port. Zaparkowaam samochd, wbiegam po schodach i w kocu dotaram na trzecie pitro do penicego dyur sieranta. CD-ROM ju czeka. Pokwitowaam jego odbir i zbiegam do samochodu chowajc go do torebki. Przez ca drog do domu spogldaam od czasu do czasu za siebie, wypatrujc Tanguaya. I St. Jacquesa. Nie mogam si powstrzyma.

37
Przyjechaam do domu koo wp do szstej i siedziaam w ciszy mieszkania, zastanawiajc si, co jeszcze mog zrobi. Nic. Ryan mia racj. Tanguay moe gdzie tu by, czeka na sprzyjajce okolicznoci, eby si do mnie dobra. Nie bd mu tego uatwia. Ale musiaam je. I czym si zajmowa. Kiedy wyszam, rozejrzaam si po ulicy. Byli tam. W uliczce, po lewej stronie od pizzerii. Skinam dwm umundurowanym funkcjonariuszom i wskazaam w kierunku Ste. Catherine. Widziaam, e naradzaj si, po czym jeden wysiad. Ulica, na ktrej mieszkam, przecina Ste. Catherine niedaleko od Le Faubourg. Kiedy szam w stron rynku, czuam narastajce zniecierpliwienie idcego za mn gliny. Trudno. Dzie by przepikny. Nie zauwayam tego siedzc w laboratorium. Upa zela, a ogromne, biae chmury pyny po olepiajco niebieskim niebie, rzucajc plamy cienia na dzie i przechodniw. Przyjemnie byo przebywa na wieym powietrzu. Zaczam od warzyw. W La Plantation ciskaam owoce awokado, oceniaam kolor bananw i wybieraam brokuy, brukselki i ziemniaki z koncentracj dorwnujc neurochirurgowi w czasie operacji. Potem bagietka w piekarni. I mus czekoladowy w ciastkarni. U rzenika kupiam troch wieprzowiny, zmielon woowin i tourtiere. - C'est tout? - Nie, co mi tam. Niech pan da jeszcze befsztyk. Taki grubszy. - Rozstawiam kciuk i palec wskazujcy na jakie trzy centymetry. Kiedy patrzyam, jak zdejmuje pi z haka, znowu co zaczo kiekowa w mojej gowie. Staraam si wyuska z tego mrowienia w peni uformowan myl, ale z takim samym rezultatem, jak poprzednio. Pia? Zbyt oczywiste. Kady moe kupi pi do misa. SQ sprawdzio wszystkie sklepy w caej prowincji i nic z tego nie wyniko. Sprzedano tysice takich pi. W takim razie co? Nauczyam si, e usilne prby wydobycia jakiej myli z podwiadomoci pograj j tylko gbiej. Jeli pozwol jej swobodnie dryfowa, to w kocu wypynie na powierzchni. Zapaciam za miso i poszam do domu, wstpujc tylko na chwil do Burger Kinga przy Ste. Catherine. W domu spotkaa mnie naprawd przykra niespodzianka. Kto dzwoni. Przez kilka minut siedziaam na brzegu kanapy, trzymajc kurczowo moje zakupy i gapic si na

mrugajce wiateko. Jedna wiadomo. Czy to Tanguay? Czy co by do mnie mwi, czy usyszaabym tylko cisz, a po chwili cigy sygna? - Histeryzujesz, Brennan. To pewnie Ryan. Wytaram do, signam do telefonu i wcisnam przycisk. To nie by Tanguay. Gorzej. - Cze, mamo. Wysza gdzie si zabawi? Halo? Jeste tam? Odbierz. - Syszaam co, co brzmiao jak jadce samochody, jakby dzwonia z telefonu gdzie na ulicy. - Chyba ciebie nie ma. Waciwie to i tak nie mog rozmawia. Jestem w drodze. Znowu w drodze... Zanucia modny akurat kawaek country. - Niele, co? Niewane, jad ci odwiedzi, mamo. Masz racj. Max jest przygupem. Nie potrzeba mi tego. - Usyszaam gos w tle. - Okej, ju si zbieram - powiedziaa komu, kto tam by. - Suchaj, miaam okazj pojecha do Nowego Jorku. Zaapaam si na darmowy przejazd, wic jad. Mog dojecha za friko a do Montrealu, wic przyjedam. Do zobaczenia wkrtce. Klik. - Nie! Nie przyjedaj tutaj, Katy. Nie! - krzyknam w pustk. Suchaam, jak przewija si tama. Jezu, co za koszmar! Gabby nie yje. Psychopata umieci w jej grobie moje i Katy zdjcie. A teraz Katy jest w drodze tutaj. Krew pulsowaa mi w skroniach. W mojej gowie a zakipiao. Musz j powstrzyma. Jak? Nie wiem, gdzie ona jest. Pete. Kiedy dzwoni jego telefon, przypomniaa mi si pewna sytuacja. Katy w wieku trzech lat. W parku. Rozmawiaam z inn matk, patrzc na Katy, ktra wsypywaa piasek do plastikowych foremek. Nagle upucia opatk i podbiega do hutawki. Wahaa si przez chwil, popatrzya, jak elazny konik unosi si do gry, po czym pobiega do niego z twarz rozpromienion z powodu wiosennej aury i widoku kolorowej grzywy i uzdy, unoszcych si w powietrzu. Wiedziaam, e j uderzy i nic nie mogam na to poradzi. Teraz jest tak samo. Nikt nie odbiera telefonu. Zadzwoniam do biura i sekretarka powiedziaa mi, e wyjecha w interesach. Normalne. Zostawiam wiadomo. Wpatrywaam si w automatyczn sekretark. Zamknam oczy i wziam kilka dugich, gbokich oddechw, zmuszajc serce do zwolnienia tempa uderze. Miaam wraenie, jakby ty mojej gowy znalaz si w imadle i byo mi gorco na caym ciele. - To si nie stanie. Otworzyam oczy i zobaczyam, e Birdie przyglda mi si z drugiego koca pokoju.

- To si nie stanie - powtrzyam do niego. Cay czas si we mnie wpatrywa swoimi nieruchomymi tymi oczyma. - Mog jeszcze co zrobi. Wypry grzbiet, ustawi cztery apy blisko siebie, podwin ogon i usiad, ani na chwil nie odrywajc ode mnie oczu. - Zrobi co. Nie bd po prostu siedzie i czeka, a ta bestia zaatakuje. Nie moj crk. Zaniosam zakupy do kuchni i woyam je do lodwki. Potem wycignam laptopa, wczyam go i weszam do pliku z tabel. Ile to czasu ju mino, od kiedy zaczam j wypenia? Sprawdziam daty, kiedy nad ni pracowaam. Ciao Isabelle Gagnon znaleziono 2 czerwca. Siedem tygodni. Wydawao si, jakby to byo siedem lat. Poszam do gabinetu i wyjam skoroszyty z dokumentami. Moe trud, ktry sobie zadaam robic odbitki, nie pjdzie jednak na darmo. Przez nastpne dwie godziny poddawaam drobiazgowej analizie kade zdjcie, kade nazwisko, kad dat, dosownie kade sowo z kadego przesuchania odnotowanego w raportach policyjnych, ktrymi dysponowaam. Potem zrobiam jeszcze raz to samo. Przeledziam sowo po sowie, majc nadziej, e znajd jaki drobiazg, ktry wczeniej przeoczyam. I za trzecim podejciem znalazam. Czytaam zapis przesuchania, ktre przeprowadzi Ryan z ojcem Grace Damas, kiedy to zauwayam. Tak, jak przed kichniciem, kiedy czowiek czuje, e si zblia, narasta, irytuje, ale nie znajduje ujcia, tak teraz w kocu myl przebia si do mojej wiadomoci. Rzenik. Grace Damas pracowaa u rzenika. Zabjca uywa piy do misa i wiedzia co nieco o anatomii. Tanguay kroi zwierzta. Moe tu jest jaki zwizek. Zaczam przeglda raport, eby znale nazw tego sklepu misnego, ale nie byo. Wystukaam numer, ktry znalazam w dokumentach. Odebra jaki mczyzna. - Pan Damas? - Tak. - Mwi z akcentem. - Jestem doktor Brennan. Pracuj nad ledztwem w sprawie mierci paskiej ony. Mogabym panu zada kilka pyta? - Tak. - Czy kiedy paska ona znikna, pracowaa gdzie poza domem? Chwila ciszy.

Potem: - Tak. W tle syszaam wczony telewizor. - Czy mog zapyta, gdzie? - W piekarni na Fairmont. Le Bon Croissant. Pracowaa tam tylko na p etatu. Nigdy nie miaa caego, bo przecie dzieci i w ogle. Przetrawiam to. Nici z mojego zwizku. - Jak dugo tam pracowaa, panie Damas? - Nie daam po sobie pozna rozczarowania. - Wydaje mi si, e tylko przez kilka miesicy. Grace nigdzie nie pracowaa zbyt dugo. - A gdzie pracowaa przedtem? - Nie dawaam za wygran. - U rzenika. - Jak si nazywa sklep? - Wstrzymaam oddech. - La Boucherie St. Dominique. Jest wasnoci czowieka z naszej parafii. Sklep mieci si na St. Dominique, blisko St. Laurent, wie pani, gdzie to jest? Tak. Wyobraziam sobie deszcz bijcy w szyby sklepu. - Kiedy tam pracowaa? - Mwiam naprawd spokojnym gosem. - Wydaje mi si, e pracowaa tam prawie rok. Przez wikszo dziewidziesitego pierwszego, chyba. Mog to sprawdzi. Myli pani, e to wane? Przedtem nie pytali mnie o daty. - Nie jestem pewna. Panie Damas, czy paska ona kiedykolwiek wspominaa o kim o nazwisku Tanguay? - O kim? - Szorstko. - O niejakim Tanguayu. Gos spikera obieca, e zaraz bdzie cig dalszy, po przerwie na reklamy. Bolaa mnie gowa, a w gardle zaczynaam czu suche drapanie. - Nie. Zaskoczya mnie porywczo, z jak to powiedzia. - Dzikuj. Bardzo mi pan pomg. Dam panu zna, jak bdziemy mieli co nowego. Rozczyam si i zadzwoniam do Ryana. Ju wyszed. Sprawdziam jeszcze w domu. Nikt nie odbiera. Wiedziaam, co musz zrobi. Wykonaam jeden krtki telefon, wziam klucz i wyszam.

W La Boucherie St. Dominique panowa wikszy ruch, ni kiedy go pierwszy raz widziaam. W oknach wisiay te same napisy, ale dzisiaj sklep by owietlony i otwarty. Ludzi byo niewielu. Jaka staruszka przesuwaa si powoli wzdu przeszklonych lad. W wietle jarzeniwki jej twarz robia wraenie sflaczaej. Patrzyam, jak zawraca i wskazuje na krlika. Sztywne, mae ciao przypomniao mi smutn kolekcj Tanguaya. I Als. Poczekaam, a wyjdzie, po czym podeszam do mczyzny stojcego za lad. Mia prostoktn twarz, wydatne koci policzkowe i grube rysy Kontrastoway z ni zadziwiajco chude i ylaste ramiona. Ciemne plamy znaczyy biel jego fartucha - wyglday jak wysuszone patki na obrusie. - Bonjour. - Bonjour. - May ruch dzisiaj wieczorem? - Wieczorami zawsze jest may ruch. - Mwi z takim samym akcentem jak Damas. Syszaam, jak z zaplecza dobiega brzk narzdzi. - Zajmuj si ledztwem w sprawie mierci Grace Damas. - Wycignam legitymacj i podstawiam mu j na chwilk przed oczy. - Chciaabym zada panu kilka pyta. Mczyzna przyglda mi si. Na zapleczu kto co chwil puszcza wod i j zakrca. - Pan jest wacicielem? Skinienie. - I nazywa si...? - Plevritis. - Panie Plevritis, Grace Damas pracowaa tu przez jaki czas prawda - Kto? - Grace Damas. Parafianka z St. Demetrius. Splt chude rce na piersiach. Skin. - Kiedy to byo? - Jakie trzy, cztery lata temu. Nie wiem dokadnie. Przychodz i odchodz. - Czy sama si zwolnia? - Bez wypowiedzenia. - Dlaczego? - Skd mam do diaba wiedzie? Wtedy wszyscy tak robili. - Czy wygldaa na nieszczliw, przygnbion, nerwow?

- A czy ja wygldam jak Zygmunt Freud? - Czy miaa tu jakich przyjaci, kogo, z kim bya szczeglnie blisko? Jego oczy rozpromieniy si i w kcikach ust pojawi si umieszek. - Blisko? - spyta gosem olizym jak wazelina. Wytrzymaam jego spojrzenie, nie umiechajc si. Umiech znikn z twarzy, a oczy zaczy bdzi po sklepie. - Tutaj jestem tylko ja i mj brat. Tu nie ma nikogo, do kogo mona by si zbliy. Wymwi to sowo jak nastolatek w spronym kawale. - Czy odwiedza j tutaj kto szczeglny, kto, kto mg si jej naprzykrza? - Niech pani posucha. Daem jej prac. Powiedziaem, co ma robi, i ona to robia. Nie interesowaem si jej yciem towarzystkim. - Mylaam, e by moe pan zauway... - Grace bya dobr pracownic. Byem wcieky, kiedy zrezygnowaa. Wszyscy zwolnili si w tym samym czasie, miaem n na gardle, wic byem naprawd wkurzony. Przyznaj. Ale nie ywi urazy. Potem, kiedy usyszaam, e zagina, w kociele, wie pani, pomylaem, e wyjechaa. Nie byo to do niej podobne, ale jej stary potrafi by czasami naprawd upierdliwy. Przykro mi, e j zabito. Ale ja naprawd ledwo j pamitam. - Co pan ma na myli mwic upierdliwy"? Jego twarz przybraa kamienny wyraz, nagle, jak opadajca brama luzy. Spuci oczy i podrapa kciukiem co na ladzie. - Bdzie musiaa pani o tym porozmawia z Nikosem. To sprawa rodzinna. Zrozumiaam, o czym mwi wczeniej Ryan. Co teraz? Pomoce wizualne. Signam do torebki i wycignam zdjcie St. Jacquesa. - Widzia pan kiedy tego gocia? Plevritis pochyli si, eby wzi zdjcie. - Kto to jest? - Paski ssiad. Przyglda si twarzy. - Nie jest to zdjcie, ktre wygraoby na konkursie. - Jest zrobione z kamery. - Filmy braci Lumiere te byy, ale tam przynajmniej co byo wida... Nie wiedziaam, co mu odpowiedzie. Jeszcze jednemu mdrali wiata tego. Zauwayam, jednak e jaki cie przemkn po jego twarzy, skurcz, ktry na chwil

zmarszczy jego dolne powieki. - No i co? - Hm... - Wpatrywa si w zdjcie. - Tak? - Ten facet wyglda troch jak jeden obwie, ktry mi kiedy zalaz za skr. Ale moe dlatego, e tymi pytaniami przypomniaa mi go pani. Do diaba, nie wiem. - Pooy zdjcie na ladzie. - Musz zamyka. - Kto? Kto to by? - Niech pani posucha, to jest szmatawe zdjcie. Gociu wyglda na nim jak mnstwo ysiejcych facetw. To wszystko. - Co pan mia na myli mwic, e kto tam panu zalaz za skry Kiedy? - To dlatego byiem taki wkurzony na Grace. Gociu, ktry tu pracowali przed ni, wynis si nie mwic nawet do widzenia, potem Grace rzucia prac, a niedugo po tym, ten wanie facet. On i Grace pracowali na p etatu, ale byli moimi jedynymi pracownikami. Brat by akurat w Stanach i tam tego roku prowadziem ten interes zupenie sam... - Kim on by? - Nazywa si Fortier. Niech si zastanowi. Leo. Leo Fortier. Pamitam, bo mam kuzyna, ktry ma na imi Leo. - Pracowa tutaj wtedy, kiedy Grace Damas? - No tak. Najem go na miejsce faceta, ktry si zwolni, nim Grace zacza tu pracowa. Podzieliem im godziny, bo pomylaem, e jak ktre z nich nie przyjdzie, to bd mia kopoty tylko przez p dnia. A potem oboje si zwolnili. Cholera, wtedy to si zrobio zamieszanie! Fortier pracowa tutaj moe przez rok, moe ptora, potem po prostu przesta przychodzi. Nawet nie odda mi kluczy. Musiaem zaczyna od zera. Nie chc ju nawet o tym mwi... - A co moe mi pan o nim powiedzie? - To atwe pytanie. Nic. Zobaczy ogoszenie na oknie i wszed z ulicy i mwic, e chce si zatrudni na p etatu. Przychodzi wtedy, kiedy go potrzebowaem, wczenie rano na otwarcie sklepu i pnym wieczorem, eby zamkn i posprzta, i mia dowiadczenie w wiartowaniu misa. Okaza si naprawd dobrym pracownikiem. No, niewane, zatrudniem go. W czasie dnia mia jak inn prac. Wyglda na rwnego gocia. By naprawd i spokojny. Robi, co do niego naleao i nigdy nie otwiera ust. Cholera, ja nawet nie wiedziaem, gdzie mieszka.

- Jak ukadao si midzy nim a Grace? - Nie mam zielonego pojcia. Jak ona przychodzia, to jego ju nie byo, a potem, kiedy on przychodzi, to jej ju nie byo. Nie wiem, czy oni w ogle si znali. - I wydaje si panu, e mczyzna z tego zdjcia wyglda jak Fortier? - Jak on i kady inny ysiejcy facet, ktry jest dumny z resztki swoich wosw, - Wie pan, gdzie Frotier jest teraz? Potrzsn gow. - Zna. pan kogo o nazwisku St. Jacques? - Nie. - A Tanguay? - Brzmi jakby pedalsko... Gowa mi pkaa i zaczynao drapa mnie w gardle. Zostawiam swoj wizytwk.

38
Kiedy przyjechaam do domu, zastaam Ryana palcego przed wejciem do mojego domu. Nie marnowa czasu. - Nie sposb przemwi ci do rozsdku, prawda? Nikomu si nie udaje. Zachowujesz si jak duchy z indiaskich tacw. Uwaasz, e jak ubierzesz si w odpowiedni sukienk, odtaczysz taniec, to stajesz si kuloodporna. Jego twarz nabiega krwi, a na skroniach widziaam mae, pulsujce naczynia krwionone. Pomylaam, e w tym momencie komentarz nie byby mdrym posuniciem. - Czyj to by samochd? - Ssiadki. - Ciebie to wszystko bawi, Brennan? Nic nie powiedziaam. Bl rozprzestrzeni si z tyu gowy i obj j ca, a suchy kaszel jasno wskazywa, e mj system immunologiczny bdzie mia goci. - Czy na tej planecie jest kto, kto moe przemwi ci do rozsdku? - Wejdziesz na kaw? - Dlaczego ci si wydaje, e moesz sobie znikn i zostawi innych na lodzie? ycie tych facetw naprawd nie polega na chronieniu twojego tyka, Brennan. Dlaczego do cholery do mnie nie zadzwonia, albo na pager? - Zadzwoniam. - Nie moga poczeka dziesi minut? - Nie wiedziaam, gdzie jeste ani jak dugo ci nie bdzie. Pomylaam, e i tak szybko wrc. No i, do cholery, wrciam. - Moga zostawi wiadomo. - Napisaabym Wojn i pokj, gdybym wiedziaa, e jeste taki przewraliwiony. Wiedziaam, e to nieodpowiedni zarzut. - Przewraliwiony? - Jego gos sta si lodowaty i opanowany. - Pozwl, e ci przypomn. Pi, moe siedem kobiet zostao brutalnie zamordowanych i okaleczonych w tym miecie. Ostatnie morderstwo miao miejsce trzy tygodnie temu. - Liczy na palcach. Jedna z tych kobiet, a waciwie jej cz znalaza si w twoim ogrodzie. Jaki psychol mia twoje zdjcie w swoich pikantnych zbiorach. Facet znikn. Samotnik, ktry zbiera noe i pornografi, chodzi do prostytutek i lubi kroi mae zwierzta na kawaki, dzwoni do twojego mieszkania. ledzi twoj najlepsz przyjacik. Ona ju nie yje. Zostaa zakopana

ze zdjciem twej crki. Ten samotnik te znikn. Po chodniku przechodzia jaka para. Spucili wzrok i przyspieszyli kroku. Byli chyba zaenowani, widzc ktni kochankw. - Ryan, wejd do rodka. Zrobi kaw. - Miaam zachrypnity gos i mwienie zaczynao by bolesne. Podnis rk w gecie poirytowania, z palcami szeroko rozstawionymi, po czym upuci j wzdu ciaa. Oddalam kluczyki ssiadce, podzikowaam za moliwo skorzystania z jej samochodu i weszlimy z Ryanem do mieszkania. - Bezkofeinow czy normaln? Nim zdy odpowiedzie, odezwa si jego pager i oboje a podskoczylimy. - Lepiej ci zrobi bezkofeinowa - stwierdziam. - Wiesz, gdzie jest telefon... Nasuchiwaam, brzczc kubkami i udajc, e nie sucham. - Ryan. - Chwila ciszy. - No. - Chwila ciszy. - Zalewasz. - Dusza chwila ciszy. Kiedy? - Znowu cisza. - Dobrze. Zaraz tam bd. Stan w drzwiach kuchni i si nie rusza. Jego twarz bya spita. Moja temperatura, cinienie krwi i tempo skurczw serca zaczy rosn. Opanuj si. Nalaam dwa kubki kawy, z trudem opanowujc drenie rki. Czekaam, a co powie. - Zapali go. Moja rka zastyga, czajnik zawis w powietrzu. - Tanguaya? Pokiwa gow. Odstawiam czajnik. Powoli wyjam mleko, wlaam troch do swojego kubka i zaproponowaam Ryanowi. Powoli. Potrzsn gow. Odstawiam karton do lodwki. Powoli. Wziam yk. No ju. Mw. - Mw. - Usidmy. Przeszlimy do duego pokoju. - Aresztowali go dwie godziny temu, kiedy jecha na wschd Czterysta Siedemnast. Radiowz SQ zobaczy jego rejestracj i zatrzymali go. - To Tanguay? - Tak. Odciski si zgadzaj. - Jecha do Montrealu? - Na to wyglda. - O co go oskaraj?

- Na razie o posiadanie otwartej butelki alkoholu w jadcym pojedzie. Kretyn by wystarczajco gupi, eby zacz butelk Jim Beama i pooy j na tylnym siedzeniu. Skonfiskowali te troch magazynw porno. Myli, e to o to chodzi. Niech si teraz chopak poci. - Gdzie by? - Utrzymuje, e by w domku letniskowym w Gatineau. Odziedziczonym po ojcu. I podobno owi tam ryby. Chopaki wysyaj ju ekip, eby przetrzsnli ten domek. - Gdzie teraz jest? - W Pathernais. - Jedziesz tam? - Musz. - Wzi gboki oddech, przygotowujc si do starcia. Ja nie miaam ochoty oglda Tanguaya. - Okej. Miaam sucho w ustach, a po moim ciele rozlewaa si ospao. Spokj? Uczucie, ktre od duszego czasu byo dla mnie tylko pustym sowem. - Katy przyjeda - powiedziaam, miejc si nerwowo. - Dlatego... Dlatego wieczorem wyszam z domu. - Twoja crka? Pokiwaam gow. - Nie w czas. - Mylaam, e moe znajd co. Ja... niewane. Przez kilka sekund oboje milczelimy. - Ciesz si, e ju po wszystkim. - Gniew opuci Ryana. Wsta. - Chcesz, ebym wpad, kiedy skocz z nim rozmawia? To moe by pno. Chocia czuam si fatalnie, wiedziaam, e i tak nie zasn, dopki nie bd wiedziaa. Kim by Tanguay? Co znajd w jego domku? Czy Gabby tam zgina? Isabelle Gagnon? Grace Damas? A moe zostay tam zabrane po mierci, tylko po to, eby je powiartowa i zapakowa? - Wpadnij, prosz. Kiedy poszed, uwiadomiam sobie, e zapomniaam mu powiedzie o rkawiczkach. Jeszcze raz zadzwoniam do Pete'a. Chocia Tanguay by w areszcie, cay czas czuam si nieswojo. Nie chciaam, eby Katy znalaza si chociaby w pobliu Montrealu. Moe pojad na poudnie...

Tym razem zapaam go. Katy wyjechaa kilka dni wczeniej. Powiedziaa ojcu, e zaproponowaam jej przyjazd. To bya prawda. I zaakceptowaam jej plany. Niezupenie. Nie bardzo wiedzia, jak tras jedzie. Typowe. Podrowaa z przyjacimi z uniwersytetu. Najpierw miaa jecha do Waszyngtonu, spdzi troch czasu z czyimi rodzicami, potem do Nowego Jorku, eby odwiedzi dom innego przyjaciela czy przyjaciki. I stamtd do Montrealu. Nie widzia w tym nic zego. By pewien, e zadzwoni. Zaczam mwi mu o Gabby i o tym, co si dziao w moim yciu, ale nie mogam. Jeszcze nie. Co tam. Ju po wszystkim. Jak zwykle musia koczy, eby przygotowa si do wyjazdu w delegacj nastpnego dnia wczenie rano, aowa, e nie moemy porozmawia duej. I co w ogle sycha? Czuam si zbyt chora i zmczona, eby wzi kpiel. Przez nastpnych kilka godzin siedziaam zawinita w kodr, trzsc si i wpatrujc w pusty kominek, pragnc, eby by tutaj ze mn kto, kto by mi poda zup, pogaska po czole i powiedzia, e wkrtce wyzdrowiej. Drzemaam i budziam si, miaam porwane sny, a mikroskopijne stworzenia rozmnaay si w mojej krwi. Ryan zjawi si pitnacie po pierwszej. - Jezu, Brennan, strasznie wygldasz. - Dziki. - Owinam si kodr. - Chyba si przezibiam. - To moe pogadamy o tym jutro? - Nie ma mowy. Spojrza na mnie dziwnie, po czym wszed do rodka, rzuci marynark na kanap i usiad. - Nazywa si Jean Pierre Tanguay. Ma dwadziecia osiem lat. Chopak std. Dorasta w Shawinigan. Nie oeni si. Nie ma dzieci. Ma jedn siostr, mieszka w Arkansas. Jego matka umara, kiedy mia dziewi lat. Mia z ni bardzo niezdrowe relacje. Ojciec by budowlacem, waciwie sam wychowa dwjk dzieci. Staruszek zgin w wypadku samochodowym, kiedy Tanguay by w college'u. Wyglda na to, e ciko to przey. Rzuci studia, przez jaki czas mieszka z siostr, a potem krci si troch po Stanach. I teraz uwaga! Kiedy by na poudniu, poczu w sobie powoanie od Boga. Chcia zosta jezuit czy kim takim, ale nie powiodo mu si na rozmowie. Okazuje si, e uwaali, i nie ma osobowoci ksidza. W kadym razie pojawi si znowu w Quebecu, w 1988 roku i udao mu si wrci na studia w Bishops. Zrobi dyplom jakie ptora roku pniej. - Wic jest w tej okolicy od osiemdziesitego smego roku.

- Tak. - To mniej wicej wtedy, kiedy zamordowano Pitre i Gautier. Ryan pokiwa gow. - I od wtedy by tu cay czas. Musiaam przekn, nim spytaam: - Co powiedzia na temat zwierzt? - Twierdzi, e uczy biologii. Sprawdzilimy to. Mwi, e sporzdza eksponaty potrzebne w czasie jego lekcji. Mwi, e gotuje ciaa i wyciga z nich szkielety. - To by wyjaniao ksiki do anatomii. - By moe. - Skd je bierze? - Zbiera z drg potrcone zwierzta. - Chryste, Bertrand mia racj. - Wyobraziam go sobie, jak skrada si po nocach, zdrapuje ciaa i w workach przynosi je do domu. - Pracowa kiedy u rzenika? - Nic na ten temat nie mwi. Dlaczego pytasz? - Co Claudel wycign od ludzi, z ktrymi teraz pracuje? - Nic, czego bymy ju wczeniej nie wiedzieli. Zamknity w sobie, prowadzi lekcje. Nikt tak naprawd go dobrze nie zna. I nie s zachwyceni telefonami pno wieczorem. - Babcia Mathieu opisaa go tak samo. - Siostra mwi, e zawsze by nietowarzyski. Nie pamita, eby kiedykolwiek mia przyjaci. Ale jest dziewi lat starsza. Nie za bardzo pamita go z czasw, kiedy by jeszcze dzieckiem. Ale powiedziaa nam pewien ciekawy drobiazg. - Tak? Ryan umiechn si. - Tanguay jest impotentem. - Sama si do tego przyznaa? - Mylaa, e to moe tumaczy jego aspoeczne nastawienie. Siostrzyczka uwaa, e on jest niegrony, po prostu cierpi dlatego, e ma niskie mniemanie o samym sobie. Ona bardzo dobrze orientuje si w najrniejszych poradnikach. Zna argon. Nie odpowiedziaam. Oczyma wyobrani widziaam fragmenty tekstu z raportw z dwch autopsji. - To si trzyma kupy. Nie znaleziono ladw spermy u Adkins i Morisette-Champoux.

- Bingo. - Jak to si stao, e zosta impotentem? - Kombinacja cech wrodzonych i uszkodzenia ciaa. Urodzi si z jednym jdrem, ktre potem straci w czasie gry w pik. Nieszczliwy wypadek. Inny gracz mia przy sobie dugopis. Tanguay nadzia si na niego swoim jedynym jdrem. egnaj spermatogenezo. - To dlatego jest odludkiem? - Mmm. Moe siostrzyczka ma racj... - Moe to tumaczy fakt, e niespecjalnie mu si ukada z dziewczynami. Przypomniay mi si komentarze Jewel. I Julie. - I z innymi ludmi te nie. - Czy to nie dziwne, e wybra sobie profesj nauczyciela? - Ryan zamyli si. Dlaczego pracowa w miejscu, gdzie trzeba mie do czynienia z tak wieloma ludmi? Jeli naprawd czujesz si nieprzystosowany, dlaczego nie wybra czego mniej stresujcego, czego, gdzie pracuje si samemu? Komputery? Albo jakie laboratorium? - Nie jestem psychologiem, ale tak na oko nauczyciel moe by wyV cier idealnym. Nie wchodzisz w interakcje z rwnymi sobie, no wiesz, z dof rosymi, tylko masz do czynienia z dziemi. To ty tam jeste panem. Ty masz wadz. Twoja klasa to twoje mae krlestwo i dzieci musz robi to, co im kaesz. Nie ma szans, eby si z ciebie wymieway albo kwestionoway twoje polecenia. - Przynajmniej nie otwarcie. - Moe w ten sposb wietnie utrzymuje rwnowag. Zaspokaja potrzeb wadzy i kontroli za dnia, a nocami karmi swe fantazje seksualne. - I to chyba najlepszy moliwy scenariusz - powiedziaam. - Pomyl, jakie to stwarza moliwoci podgldania, a nawet fizycznego kontaktu z tymi dziemi. - Masz racj. Przez chwil siedzielimy w milczeniu. Ryan rozglda si po pokoju tak, j jak to robi w mieszkaniu Tanguaya. Wyglda na wyczerpanego. - Chyba obserwacja mojego domu nie jest konieczna - rzekam. - Tak. - Wsta. Odprowadziam go do drzwi. - I co o nim mylisz, Ryan? Nie odpowiedzia od razu. Potem mwi bardzo ostronie. - Twierdzi, e jest niewinny jak Sierotka Marysia, ale jest cholernie nerwowy. Co ukrywa. Jutro bdziemy wiedzie, co si kryje w jego domku na wsi. Wykorzystamy to i

wypalimy mu prosto w twarz. Zmiknie. Kiedy wyszed, zaaplikowaam sobie kosk dawk rodka przeciw przezibieniu i spaam twardo po raz pierwszy od kilku tygodni. Jeli co mi si nio, to i tak nic nie pamitaam. Nastpnego dnia czuam si lepiej, ale nie na tyle dobrze, eby i do laboratorium. Moe to by tylko wygodny pretekst, ale zostaam w domu. Nie miaam ochoty oglda nikogo poza Birdiem. Czytaam prace magisterskie studentw i odpowiadaam na korespondencj, ktr zaniedbywaam przez wiele tygodni. Ryan zadzwoni koo pierwszej, kiedy wanie wyjmowaam pranie z suszarki. Po jego gosie poznaam, e nie idzie dobrze. - Ekipa przetrzsna jego domek od gry do dou. Nic nie znaleli. Nic, co wskazywaoby, e facet robi co podejrzanego w swej samotni. adnych noy. Pistoletw. Filmw porno. adnych sowenirw po ofiarach, o ktrych wspomina Dobzhansky. adnej biuterii, ubra, czaszek ani czci ciaa. Jedna martwa wiewirka w lodwce. To wszystko. Poza tym, zero. - Jakie lady kopania? - Brak. - Jest tam jaka szopa na narzdzia albo piwnica, gdzie mgby trzyma piy albo stare noe? - S grabie, motyki, drewniane skrzynki, stara pia acuchowa, taczka. Normalne narzdzia ogrodowe. I wystarczajco duo pajkw, eby zasiedli jak ma planet... - Moe jest jaka kryjwka pod domem? - Brennan, nie suchasz, co do ciebie mwi. - A Luminol? - spytaam przygnbiona. - Czysto. - Wycinki z gazet? - Brak. - Czy jest co, co by wskazywao na jaki zwizek tego domku z pokojem przy Berger Street? - Nie. - A z St. Jacquesem? - Nie. - A z Gabby?

- Nie. - A z ktrkolwiek z ofiar? Nie odpowiedzia. - Mylisz, e co on tam robi? - owi ryby i rozmyla o brakujcym Jdrze. - Co teraz? - Bertrand i ja wybieramy si na dug pogawdk z monsieur Tanguayem. Czas wymieni par nazwisk i podgrza atmosfer. Cay czas myl, e si podda. - Mylisz, e to si trzyma kupy? - Moe. Pomys Bertranda nie jest chyba taki zy. Moe Tanguay to jeden z tych z rozdwojeniem jani. Jedna strona to nauczyciel biologii, ktry yje bez zarzutu, owi ryby i zbiera okazy dla swoich uczniw. Druga cz paa nieokieznan nienawici do kobiet i czuje si seksualnie nieprzystosowana, wic podnieca si ledzc kobiety i bijc je a do mierci. Moe te dwie osobowoci s rozdzielone, moe nawet do tego stopnia, e ma drugie mieszkanie, gdzie jego ciemna strona moe wciela swoje fantazje w ycie i podziwia swoje souveniry. Mao tego, moe Tanguay nawet sam nie wie, e jest chory... - Niele. Opowiedziaam mu wreszcie, czego si dowiedziaam od Lacroix. - Dlaczego wczeniej o tym nic nie mwia? - Do trudno ci zapa, Ryan. - Wic Berger Street jest zdecydowanie zamieszane w to wszystko. - Jak ci si wydaje, dlaczego tam nie byo odciskw? - Cholera, Brennan, nie wiem. Moe Tanguay jest po prostu strasznie przebiegy. Jeli ciebie to pocieszy, to Claudel ju gocia uzna za winnego. - Dlaczego? - Niech sam ci powie. Suchaj, musz tam ju i. - Odezwij si pniej. Skoczyam pisa listy i postanowiam zanie je na poczt. Zajrzaam do lodwki. Wieprzowina i woowina nie przydadz si Katy. Umiechnam si, kiedy przypomnia mi si dzie, w ktrym owiadczya, e ju nie bdzie jada misa. Moja czternastoletnia zapalona wegetarianka. Mylaam, e wytrzyma trzy miesice. Trwa to ju ponad pi lat. W pamici uoyam list. Soja. Kieki. Ser. Soki owocowe. adnych napojw gazowanych dla mojej Katy. Jak ja poczam to dziecko?

Drapanie w gardle wrcio i znowu byo mi gorco, wic postanowiam wstpi do sali gimnastycznej. Wykocz tych gnojkw wysikiem fizycznym i par, pomylaam. Zobaczymy, kto zwyciy. wiczenia to nie by jednak dobry pomys. Po dziesiciu minutach na StairMasterze nogi mi si trzsy, a pot spywa po twarzy. Musiaam przerwa. Sauna okazaa si broni obosieczn. Gardo przestao mnie drapa i przestaam czu ucisk na czole i kociach twarzy. Ale kiedy siedziaam w parze, mj umys musia si czym zaj. Pado na Tanguaya. Zastanawiaam si nad tym, co powiedzia Ryan, teori Bertranda, przewidywaniami J.S. i nad tym, co wiedziaam. Co z Tanguayem nie dawao mi spokoju. Kiedy mj umys zacz si rozkrca, czuam, e robi si spita. Rkawiczki! Dlaczego przedtem nie doceniaam ich znaczenia? Czy fizyczne upoledzenie Tanguaya naprawd sprowokowao fantazje seksualne, ktre koczyy si przemoc? Czy naprawd by czowiekiem ogarnitym potrzeb wadzy? Czy zabijanie byo dla niego najpeniejszym sposobem realizacji potrzeby dominacji? Mog si tobie tylko przyglda, ale mog ci te zrani, a nawet zabi? Czy wciela te w ycie swoje fantazje ze zwierztami? Z Julie? W takim razie dlaczego miaby mordowa? Czy normalnie panowa nad swoim wybuchowym temperamentem, a potem nagle ulega potrzebie wyadowania si i robi si brutalny? Czy to, e matka go zaniedbywaa, miao na niego bardzo silny wpyw? A jego kalectwo? Wadliwy chromosom? Czy co innego? I dlaczego Gabby? Nie pasowaa do tej ukadanki. Zna j. Bya jedn z niewielu, ktra w ogle z nim rozmawiaa. Poczuam wzbierajc we mnie fal blu. Tak. Oczywicie, e pasowaa. Sama byam czci tej ukadanki. To ja znalazam Grace Damas. Ja zidentyfikowaam Isabelle Gagnon. To ja si wtrcaam, podwaaam jego wadz. Jego msko. Zabicie Gabby dao ujcie jego wciekoci na mnie i pozwolio mu odzyska poczucie dominacji. Co dalej? Czy to zdjcie znaczyo, e teraz kolej na moj crk? Nauczyciel. Zabjca. Czowiek, ktry lubi owi ryby. Czowiek, ktry lubi okalecza. Po mojej gowie cay czas kryy myli. Zamknam oczy i poczuam uwizione pod powiekami gorco. Jaskrawe kolory przeleway si w t i z powrotem, jak zote rybki w stawie. Nauczyciel. Biologia. owienie ryb. Znowu to podprogowe swdzenie. Ta myl gdzie jest. No, dalej. No. Co? Nauczyciel.

Nauczyciel. No wanie. Od 1991 roku. St. Isidor. Tak. Tak. To wiemy. I co z tego? Moja gowa bya zbyt ociaa, ebym moga myle. I wtedy... CD-ROM. Zupenie o nim zapomniaam. Signam szybko po rcznik. Moe tam co jest.

39
Okropnie si pociam i czuam si strasznie osabiona, ale byam w stanie prowadzi. Przedobrzya z tym fitness clubem, Brennan. Przezibienie masz pewne. Zmniejsz prdko. Nie chcesz, eby ci zatrzymali. Wracasz ju do domu. Znajdziesz to. Musi co tam by. Przejechaam szybko przez Sherbrooke, objechaam kwarta i z impetem wpadam do garau. Drzwi znowu piszczay. Cholera. Dlaczego Winston nie moe tego naprawi? Zaparkowaam samochd i szybko dotaram na gr. Najpierw sprawdz daty... Na pododze przed moimi drzwiami lea plecak. - Cholera. Co teraz? Spojrzaam na plecak. Z czarnej skry. Wyprodukowany przez Coach. Drogi. Prezent od Maxa Ferranti. Prezent dla Katy. Lea przed moimi drzwiami. Serce zamaro mi w piersiach. Katy! Otworzyam drzwi i zawoaam j po imieniu. adnej odpowiedzi. Wystukaam kod alarmu i zawoaam jeszcze raz. Cisza. Biegaam od pokoju do pokoju, szukajc ladw bytnoci mojej crki, wiedzc, e adnych nie znajd. Czy zapomniaa wzi klucza? Gdyby nie zapomniaa, to nie zostawiaby plecaka na korytarzu. Bya tutaj, nie zastaa mnie w domu, zostawia plecak i gdzie posza. Staam w sypialni, trzsc si. Padam ofiar wirusa i strachu. Myl, Brennan. Myl! Prbowaam. Nie byo to atwe. Przyjechaa i nie moga si dosta do rodka. Posza na kaw albo pooglda wystawy sklepw, albo poszuka telefonu. I zadzwoni za chwil. Ale skoro nie ma klucza, to jak przedostaa si przez zewntrzne drzwi i wesza do korytarza prowadzcego do mojego mieszkania? Gara. Musiaa wej przez gara, przez te drzwi, ktre si nie domykaj. Telefon! Pobiegam do duego pokoju. Nie byo adnych nagranych rozmw. Czy, to moe by sprawka Tanguaya? Czy j ma? To niemoliwe. Jest w wizieniu. Nauczyciel jest w wizieniu. Ale to nie on. Nauczyciel to nie on. A moe? Czy to on wynajmowa pokj przy Berger Street? Czy to on zakopa rkawiczk ze zdjciem Katy w grobie Gabby?

Strach wywoa mdoci i poczuam, e zbiera mi si na wymioty. Przeknam, co nie spodobao si mojemu gardu. Sprawd fakty, Brennan. To mogy by dni wolne. Trzscymi si rkoma wczyam komputer. Moje palce ledwo byy w stanie uderza we waciwe klawisze. Tabela pojawia si na ekranie. Daty. Godziny. Francine Morisette-Champoux zostaa zabita w styczniu. Zmara midzy dziesit rano a poudniem. To by czwartek. Isabelle Gagnon znikna w kwietniu, midzy pierwsz a czwart po poudniu. To by pitek. Chantale Trottier zagina w padziernikowe popoudnie. Po raz ostatni widziano j w szkole w Centre-ville, kilometry od wyspy na zachodzie. Byy zabijane i znikay w cigu tygodnia. Za dnia. Wtedy, kiedy odbyway si lekcje. Trottier moga zosta porwana po szkole. Pozostae dwie nie. Podniosam suchawk. Ryana nie byo. Z trzaskiem odoyam suchawk na wideki. Czuam, e moja gowa jest jak z oowiu i z trudem mi si myli. Wystukaam inny numer. - Claudel. - Monsieur Claudel, mwi doktor Brennan. Nie odpowiedzia. - Gdzie jest St. Isidor? Zawaha si i ju mylaam, e nie zamierza mi odpowiedzie. - W Beaconsfield. - To ile std, moe by p godziny od centrum? - Jeli nie ma ruchu. - Wie pan, w jakich godzinach odbywaj si lekcje w szkoach? - O co pani chodzi? - Czy moe mi pan odpowiedzie? - Byam na skraju zaamania. Musia wyczu to w moim gosie. - Mog sprawdzi. - Niech si pan te dowie, czy Tanguay nie pojawi si w szkole w jakie dni, czy dzwoni, e jest chory albo wzi urlop ze wzgldw osobistych, szczeglnie chodzi o dni,

kiedy zabito Morisette-Champoux i Gagnon. Bd to mieli w dokumentach. Potrzebowaliby kogo na zastpstwo, chyba e szkoa bya z jakiego powodu zamknita. - Pojad tam ju... - Teraz. Ja musz to wiedzie teraz! Byam o krok od histerycznego wybuchu. Palcami u ng ciskaam listw. Spraw, ebym nie musiaa podskakiwa. Syszaam, jak mu tniej minie. No, dalej, Claudel. Rozcz si. Wtedy ci dorw. - Oddzwoni. Usiadam na krawdzi ka i wpatrywaam si tpo w kurz unoszcy si w promieniach soca, Ruszaj si. Poszam do azienki i przemyam twarz zimn wod. Potem wyowiam z mojej torebki plastikowy kwadrat i wrciam do komputera. Sprawa zostaa opisana numerem z adresu Berger Street i dat: 94/06/24. Uniosam przykrywk, wyjam CD-ROM, ktry tam by, i woyam nowy. Uruchomiam program umoliwiajcy ogldanie zdj i pojawi si rzdek ikon. Wybraam Album i Otwrz i w oknie pojawia si jedna nazwa. Berger.abm. Kliknam dwa razy i ekran wypeni si trzema rzdami obrazkw. Kady z nich skada si z szeciu zdj mieszkania St. Jacquesa. Na pasku na dole byo napisane, e w albumie znajduje si sto dwadziecia zdj. Kliknam, eby powikszy pierwsze zdjcie. Rue Berger. Drugie i trzecie pokazywao rne ujcia ulicy. Nastpne budynek, z przodu i z tyu. Potem korytarz prowadzcy do mieszkania St. Jacquesa. Obrazy wntrza mieszkania zaczynay si od dwunastego zdjcia. Przegldaam zdjcia, analizujc kady szczeg. Gowa mi pkaa. Minie moich ramion i plecw byy jak druty wysokiego napicia. Znowu znalazam si w tym mieszkaniu. Upalna duchota. Strach. Odr brudu i rozkadu. Przeszukiwaam zdjcie po zdjciu. Czego szukaam? Nie bardzo wiedziaam. Wszystko byo na tych zdjciach. Rozkadwki z Hustlera. Gazety. Plan miasta. Ppitro. Brudna ubikacja. Zatuszczony blat. Kubek Burger Kinga. Miska spaghetti. Zatrzymaam si i wpatrywaam w zdjcie. Plik 102. Tusta, plastikowa miseczka. Tuste, biae krgi zastyge w czerwonej brei. Mucha, przednie koczyny zoone, jak do modlitwy. Pomaraczowy pagrek wyrastajcy i z sosu i makaronu.

Zamrugaam oczyma i pochyliam si do przodu. Czy to moliwe, e widz to, co mi si wydaje, e widz? Tam. Na tym tym kawaku. Serce zaczo mi bi jak oszalae. To niemoliwe. Nie moemy mie a tyle szczcia. Kliknam dwa razy i pojawia si kropkowana linia. Przesunam kursor linia staa si prostoktem, ktrego granice stanowiy drgajce kropki. Nastawiam prostokt dokadnie na pomaraczowy kawaek i zaczam coraz bardziej powiksza ten fragment zdjcia. Podwjnie. Potrjnie. Powikszyam go do wymiarw osiem razy wikszych, ni w rzeczywistoci. Przygldaam si, jak sabo widoczna parabola, ktr wypatrzyam, staa si wygit w uk lini zoon z kropek i kresek. Wycofaam si z powikszenia i obejrzaam dokadnie cay uk. - O Jezu. Uywajc edytora obrazw, zmieniaam jasno i kontrast, zmieniaam odcienie i nasycenie kolorw. Prbowaam te manipulowa kolorami, zmieni kad mikroskopijn plamk koloru na jego przeciwiestwo. Odpowiedni komend uwydatniam krawdzie, wyostrzajc cienk lini na pomaraczowym tle. Odchyliam si do tyu i wpatrywaam si w ekran. Tak. Wziam gboki oddech. Dobry Jezu, to naprawd to. Drc rk signam po telefon. Nagrana na automatyczn sekretark wiadomo poinformowaa mnie, e Bergeron jest cigle na wakacjach. Byam zdana na siebie. Rozwaaam moliwoci. Widziaam kilkakrotnie, jak to robi. Mogabym sprbowa. Musiaam wiedzie. Sprawdziam inny numer. - Centre de Detention Parthenais. - Mwi Tempe Brennan. Czy jest Andrew Ryan? Powinien tam by z winiem o nazwisku Tanguay. - Un instant. Gardez la ligne. Gosy w tle. Szybciej. Szybciej. - Il n'est pas ici. Niech to. Spojrzaam na zegarek. - A Jean Bertrand jest? - Oui. Chwileczk.

Wicej gosw. oskot. - Bertrand. Przedstawiam si i wyjaniam, co znalazam. - Niele. Co na to Bergeron? - Jest na wakacjach a do nastpnego poniedziaku. - Wic pani zdaniem ten ser bdzie idealny? Co jak z tamtymi falstartami, przy pile... A co ja mam tu do roboty? - Znale kawaek pianki, takiej jakiej uywaj do produkcji kubkw jednorazowych i kaza Tanguayowi j nagry. Prosz nie wpycha mu jej zbyt gboko w usta. Potrzebne mi tylko sze przednich zbw. Niech ugryzie od brzegu do brzegu, tak eby zostawi wyrane lady, uk po obu stronach pianki. Potem chc, eby zanis pan t piank na d do Marca Dallaira w fotografii. To jest pokj w gbi, za balistyk. Zrozumia pan wszystko? - Tak. Ale jak mam skoni Tanguaya, eby si na to zgodzi? - To paski problem. Niech pan co wymyli. Jeli on twierdzi, e jest niewinny, powinien by zachwycony. - A skd mam wytrzasn tak piank o szesnastej czterdzieci? - Moe pan uy nawet buki z Big Maca! Nie wiem. Trzeba znale i tyle. Ja musz zapa Dallaira, nim wyjdzie. Niech pan zaczyna! Dallair czeka na wind, kiedy zadzwoniam. Odebra w recepcji. - Chciaabym, eby wywiadczy mi pan przysug. - Oui. - W cigu godziny JeanBertrand przyniesie do paskiego gabinetu odciski zbw. Musz mie ich zdjcie zeskanowane do pliku Tif, ktry chciaabym mie jak najszybciej przesany przez e-maila. Moe pan to zrobi? Milcza przez dusz chwil. W wyobrani widziaam, jak spoglda na zegar znajdujcy si nad wind. - Ma to co wsplnego z Tanguayem? -Tak. - Jasne. Zaczekam, - Niech pan ustawi wiato, eby naprawd jak najwyraniej byo wida lad. I niech pan koniecznie zamieci tam skal, linijk czy co. I prosz, eby zdjcie koniecznie byo w skali jeden do jednego. - Nie ma problemu. Wydaje mi si, e mam gdzie tutaj linijk ABFO.

- Idealnie. - Podaam mu swj adres e-mailowy i poprosiam, eby zadzwoni, kiedy wyle plik. Potem czekaam. Sekundy wloky si w nieskoczono. adnego telefonu. Ani Katy. Wskazwki zegara arzyy si na zielono. Gdy zmieniay pooenie, sycha byo klik, klik, klik. Kiedy zadzwoni telefon, natychmiast go podniosam. - Dallair. - Tak. - Przeknam lin. Przeraliwie bolao mnie gardo. - Wysaem plik jakie pi minut temu. Nazywa si Tang.tif. Jest sklepany, wic bdzie musiaa go pani zdekompresowa. Zaczekam tutaj, a pani to zrobi, eby si upewni, e nie ma problemw. Niech pani tylko przele odpowied. I powodzenia. Podzikowaam mu i odoyam suchawk. Podeszam do komputera i weszam do swojej skrzynki w McGill. Wiadomo Poczta Czeka!!! wiecia si jasno. Nie zwracajc uwagi na inn nie przeczytan poczt, skopiowaam plik, ktry przesa mi Dallair, i zdekompresowaam go. Na ekranie pojawia si uk odcisku zbw, z ktrych kady by wyranie widoczny na biaym tle. Po lewej stronie, poniej odcisku bya linijka ABFO. Wysaam odpowied do Dallaira i wylogowaam si. Wrciam do edytora obrazw, przywoaam Tang.tif i kliknam dwa razy, eby go otworzy. Odcisk zbw Tanguaya wypeni ekran. Obok niego umieciam odcisk zbw z sera z mieszkania na Berger Street. Wtedy powikszyam oba zdjcia, eby mc odczyta z nich jak najwicej informacji. Potem ustawiam jaskrawo, kontrast i nasycenie. W kocu, wykorzystujc edytor obrazw, wyostrzyam krawdzie na odciskach na piance, tak jak wczeniej zrobiam to z serem. Do celw porwnania, ktre chciaam wykona, oba odciski musiay by w tej samej skali. Wycignam cyrkiel i sprawdziam linijk na zdjciu Tanguaya. Odlego midzy ladami wynosi dokadnie milimetr. Dobrze. Zdjcie byo w skali jeden do jednego. W zdjciu z Berger nie byo linijki. Co teraz? Trzeba bdzie wykorzysta co innego. Wr do caego zdjcia. Musi tam by co, czego dugo bdzie znana. Byo. Kubek z Burger Kinga dotykajcy miseczki stojcej obok sera. Wyranie byo na nim wida czerwono-te logo firmy. Idealnie. Pobiegam do kuchni. eby cigle tu jeszcze by! Otworzyam szafk i zaczam grzeba w mieciach pod zlewem.

Tak! Wypukaam fusy po kawie i wziam kubek ze sob do komputera. Kiedy rozsuwaam cyrkiel, dray mi rce. Pionowa kreska w B" z logo mierzya dokadnie cztery milimetry. Wybraam w edytorze komend zmie wielko" i kliknam na krawdzi B" na kubku z rue Berger, przesunam kursor do koca prostej nki litery i ponownie kliknam. Wybrawszy punkty graniczne, kazaam programowi zmieni wielko caego zdjcia tak, eby kreska w B" miaa dokadnie cztery milimetry. W mgnieniu oka zdjcie dostosowao si. Oba zdjcia byy teraz w tej samej skali. Patrzyam na dwa ssiadujce na ekranie komputera obrazy. Na odcisku zostawionym przez Tanguaya wida byo wszystkie zby, po osiem z kadej strony paszczyzny rodkowej. Na serze odcinitych byo tylko pi. Bertrand mia racj. To byo jak falstart. Zby zacisny si, zelizny albo zostay cofnite, po czym odgryzy kawaek, ktrego ju nie byo na zdjciu. Wpatrywaam si we wzr wci. Byam pewna, e jest to odcisk zbw grnej szczki. Wida byo dwie dugie wklsoci po obu stronach paszczyzny rodkowej, pewnie siekacze. Po ich bokach byy dwa podobnie uoone, ale krtsze wyobienia. Dalej, po lewej stronie uku bya maa, okrga wklso, prawdopodobnie po kle. Inne zby si nie odcisny. Przejechaam moimi spoconymi rkoma po bokach koszuli, wygiam plecy w uk i wziam gboki oddech. No, dobra. Ustawienie. Wybraam funkcj Efekt, kliknam na Obr i powoli zaczam manewrowa odciskiem zbw Tanguaya, chcc ustawi go w takiej samej pozycji, w jakiej byy lady na serze. Kliknicie po klikniciu, obracaam siekacze zgodnie z ruchem wskazwek zegara. Do przodu, potem do tyu, potem znowu do przodu, po kilka stopni na raz. Mj niepokj i nieporczno przeduay ca procedur. Zajo mi to mnstwo czasu, ale w kocu byam usatysfakcjonowana. Przednie zby Tanguaya byy w takiej samej pozycji i pod takim samym ktem, jak ich odpowiedniki odcinite w serze. Wrciam do menu podstawowego. Funkcja Pocz. Wybraam zdjcie z serem na aktywn funkcj, a odcisk Tanguaya na nieaktywn. Ustawiam poziom przezroczystoci na 30 procent i lady zgryzu Tanguaya stay si bardziej blade. Kliknam dokadnie w punkcie midzy przednimi zbami Tanguaya i w

odpowiadajcym mu miejscu w uku na serze, zaznaczajc w ten sposb miejsce do naoenia jednego obrazu na drugi. Usatysfakcjonowana, zaktywowaam funkcj Umie i edytor zdj naoy odcisk zbw Tanguaya na odcisk w serze. Zdjcie zbw Tanguaya okazao si by jeszcze zbyt mao przezroczyste. W ogle nie byo wida ladw na serze. Ustawiam poziom przezroczystoci na 75 procent i patrzyam, jak kropki i kreski tworzce piank bledn do eterycznej przezroczystoci. Teraz wyranie widziaam wklsoci i dziury odcinite na serze poprzez lady zbw Tanguaya. Dobry Boe... Natychmiast zrozumiaam, e to nie s odciski zbw tego samego czowieka. Obrbka, ktrej poddaam zdjcia, nie moga zmieni ukadu tych odciskw. Usta, ktre nagryzy piank, nie zostawiy tych ladw w serze. uk zbw Tanguaya by za wski, a krzywa z przodu bya wygita pod zdecydowanie ostrzejszym ktem, ni ta odcinita w serze. Na naoonych na siebie zdjciach wida byo podkow na tle kawaka pokrgu. Bardziej rzucajce si w oczy byo to, e czowiek, ktry nagryz ser w mieszkaniu przy rue Berger, mia nieregularn przerw po prawej stronie normalnej przerwy w paszczynie rodkowej, a ssiadujcy z ni zb wyrasta pod ktem trzydziestu stopni, przez co rzd zbw wyglda jak palisada. Amator sera mia mocno oblamanego siekacza i dziwnie wykrconego trzonowca. Zby Tanguaya byy rwne i nie byo midzy nimi przerw. Jego zgryz nie zdradza adnej z cech widocznych na odciskach w serze. To nie on ugryz ten ser. Albo Tanguay mia gocia na rue Berger, albo mieszkanie przy rue Berger nie ma zupenie nic wsplnego z Tanguayem.

40
Czowiek, ktry korzysta z mieszkania przy rue Berger, kimkolwiek nie by, zabi Gabby. Rkawiczki pasoway do siebie. Byo wysoce prawdopodobne, e Tanguay nie jest tym czowiekiem. To nie jego zby wgryzy si w ser. St. Jacques nie by Tanguayem. - Kim ty do diaba jeste? - Mj zachrypnity gos mci cisz panujc w mieszkaniu. Niepokj o Katy wybuchn we mnie z pen si. Dlaczego si nie odezwaa? Zadzwoniam do Ryana do domu. Nikt nie odbiera. Zadzwoniam do Bertranda. Ju wyszed. Zadzwoniam do sali brygady specjalnej. Nikogo. Wyszam przed dom i przez pot spojrzaam na pizzeri po drugiej stronie ulicy Uliczka bya pusta. Obserwujcych dom policjantw odwoano. Byam zdana na siebie. Przebiegam w mylach rne moliwoci. Co mogam zrobi? Niewiele. Nie mogam wyj z domu. Musiaam by na miejscu, gdyby Katy wrcia. Gdy Katy wrci. Spojrzaam na zegar - 7:10 wieczorem. Dokumenty. Zaj si dokumentami. Co jeszcze mogam zrobi, bdc w mieszkaniu? Mj azyl sta si moim wizieniem. Przebraam si i poszam do kuchni. Chocia miaam zawroty gowy, nie wziam adnego lekarstwa. I bez tego mj umys by zamulony. Rozwal zarazki witamin C. Wyjam z lodwki du puszk zimnego soku pomaraczowego i zaczam rozglda si za otwieraczem. Niech to. Gdzie on jest? Nie miaam cierpliwoci, eby go szuka, wic chwyciam n do misa i zrobiam nim dziur w puszce, eby si dosta do soku. Potem dzbanek. Woda. Zamiesza. I do roboty. Posprztasz pniej. Chwil pniej siedziaam ju szczelnie owinita kodr na kanapie, a chusteczki i sok miaam w zasigu rki. Bawiam si swoimi brwiami, eby trzyma nerwy na wodzy. Damas. Zagbiam si w dokumentach, ponownie odwiedzajc miejsca, nazwiska i daty, ktre ju wczeniej znaam. Monastere St. Bernard. Nikos Damas. Ojciec Poirier. Bertrand po raz drugi przesuchiwa ojca Poirier. Czytaam ponownie jego zeznania, ale miaam powane problemy z koncentracj. Ojczulek waciwie potwierdzi swoje wczeniejsze zeznania. Przejrzaam zapis pierwszej z nim rozmowy, szukajc jakich nazwisk, ktrymi mona by si zainteresowa, jakich poszlak, ktre mogyby okaza si przydatne, i czuam si troch tak, jakbym graa w podchody. Daty zostawiam na pniej. Kto by dozorc? Roy. Emile Roy. Zaczam szuka jego zezna. Nie byo ich tutaj. Przejrzaam wszystkie papiery w skoroszycie i nic. Na pewno kto z nim rozmawia. Nie mogam jednak sobie przypomnie, ebym widziaa raport. Dlaczego

go tutaj nie ma? Siedziaam przez chwil, a mj zachrypnity oddech by jedynym dwikiem we wszechwiecie. Wrcio znajome ju uczucie, e do wiadomoci chce si przebi jaka nie w peni uformowana myl, jak mrowienie zwiastujce migren. Poczucie, e co przegapiam, byo silniejsze ni kiedykolwiek, ale cay czas nie wiedziaam, o co chodzi. Ponownie przejrzaam zeznanie Poiriera. Roy opiekuje si budynkiem i przylegym terenem. Pali w piecu. Odgarnia nieg. Odgarnia nieg? W wieku osiemdziesiciu lat? Dlaczego nie? George Burns to robi. Pokazywali w telewizji. Obrazy z przeszoci przebiegay mi przez gow. Widziaam siebie samotnie siedzc w samochodzie w nocy, zobaczyam koci Grace Damas lece za mn w przesiknitym deszczem lasku. Przypomnia mi si te sen, ktry miaam tamtej nocy. Szczury. Pete. Gowa Isabelle Gagnon. Jej grb. Ksidz. Co on powiedzia? Tylko ci, ktrzy pracowali dla kocioa, mog wej na jego teren. Czy to mogo by to? Czy w ten sposb dosta si na teren klasztoru i La Grand Seminaire? Czy naszym morderc jest kto, kto pracuje dla kocioa? Roy! Jasne, Brennan, osiemdziesicioletni seryjny morderca! Czy powinnam czeka, a odezwie si Ryan? Gdzie on do diaba jest? Drcymi rkoma wycignam ksik telefoniczn. Jeli znajd numer dozorcy, to zadzwoni. W St. Lambert by wymieniony tylko jeden E. Roy. - Oui. - Zachrypnity glos. Bd ostrona. Nie spiesz si. - Monsieur Emile Roy? - Oui. Wytumaczyam, kim jestem i dlaczego dzwoni. Tak, dodzwoniam si do waciwego Emile'a Roya. Spytaam o jego obowizki w klasztorze. Przez duszy czas nic nie mwi. Syszaam charczenie, wdychane i wydychane powietrze, jakby przez otwr u wieloryba. W kocu: - Nie chc straci pracy. Dobrze si opiekuj tym miejscem. - Wiem. Robi pan tam wszystko sam? Usyszaam, jak na chwil przesta oddycha, jakby kamyk zablokowa dopyw powietrza.

- Czasami potrzebuj, eby mi kto troszk pomg. Ich to nic wicej nie kosztuje. Sam za to pac, z mojej pensji. - Prawie skamla. - Kto panu pomaga, monsieur Roy? - Mj bratanek. To dobry chopak. Przewanie on zajmuje si niegiem. Miaem zamiar powiedzie o tym Ojcu, ale... - Jak si nazywa paski bratanek? - Leo. Nie bdzie mia z tego powodu adnych kopotw, prawda? To dobry chopak. Suchawka zacza mi si lizga w rku. - Leo, a dalej? - Fortier. Leo Fortier. To wnuk mojej siostry. Zamilk. Zaczam si mocno poci. Powiedziaam, co trzeba i rozczyam si, mj umys pracowa na przyspieszonych obrotach, a serce walio mi jak motem. Uspokj si. To moe by tylko zbieg okolicznoci. Bycie dozorc i pracownikiem na p etatu u rzenika nie czyni mordercy. Pomyl. Spojrzaam na zegar i signam po telefon. No. Bd tam. Podniosa przy czwartym sygnale. - Lucie Dumont. Tak! - Lucie, trudno uwierzy, e cigle jeszcze tam jeste. - Miaam kopoty z jakim plikiem w programie instalacyjnym. Wanie wychodziam. - Potrzebuj czego. Lucie. To strasznie wane. By moe jeste jedyn osob, ktra moe mi to zaatwi. - Tak? - Chc, eby sprawdzia kogo. Zrb wszystko, co trzeba, eby wycign jak najwicej na temat tego faceta. Moesz to zrobi? - Jest ju pno i chcia... - To jest strasznie wane. Lucie. By moe moja crka jest w niebezpieczestwie. Naprawd musz to mie! Nawet nie prbowaam ukry desperacji. - Mog si poczy z kartotek SQ i zobaczy, czy on tam figuruje. Jestem do tego uprawniona. Co chcesz wiedzie? - Wszystko.

- Co moesz mi o nim powiedzie? - Znam tylko nazwisko. - Co jeszcze? - Nie. - Kto to jest? - Fortier. Leo Portier. - Zadzwoni do ciebie. Gdzie jeste? Podaam jej numer i rozczyam si. Kryam po mieszkaniu, odchodzc od zmysw z niepokoju o Katy. Czy to Portier? Czy jego psychotyczna agresja zwrcia si na mnie, bo mu weszam w drog? Czy zabi moj przyjacik, eby da ujcie nagromadzonej w nim wciekoci? Czy wobec mnie mia takie same plany? Wobec mojej crki? Skd wiedzia o crce? Czy zdjcie moje i Katy ukrad Gabby? Zimny, paraliujcy strach zawadn moj dusz. Miaam najczarniejsze myli w yciu. Wyobraziam sobie ostatnie chwile Gabby, wyobraziam sobie, co musiaa czu. Telefon przerwa moje ponure myli. - Tak! - Mwi Lucie Dumont. - Tak. - Serce walio mi tak mocno, e mylaam, e Lucie je syszy. - Wiesz, ile ma lat ten twj Leo Fortier? - Hm... Trzydzieci, czterdzieci. - Znalazam dwch, data urodzin jednego to 9 wrzenia 1962 roku, i wic liczy sobie trzydzieci dwa lata. Drugi urodzi si 21 kwietnia 1916 roku, to teraz ma ile... siedemdziesit osiem lat. - Interesuje mnie ten trzydziestodwuletni. - Tak mylaam, wic go sprawdziam. Ma grub kartotek. Zaczyna si od sdu dla nieletnich. adnych powaniejszych przestpstw, ale liczne wykroczenia i cige konsultacje psychiatryczne. - Jakie wykroczenia? - Kiedy mia trzynacie lat, zapano go na podgldaniu. - Syszaam jej palce uderzajce w klawiatur. - Wandalizm. Wagary. Kiedy mia pitnacie lat, porwa dziewczyn i przetrzymywa j przez osiemnacie godzin. Nie wniesiono oskarenia. Chcesz, ebym podaa ci wszystko?

- A co mia ostatnio na sumieniu? Klik. Klik. Klik. Oczyma wyobrani widziaam, jak pochyla si w stron monitora, a jej rowe szka odbijaj zielon powiat. - Ostatnio notowany w 1988 roku. Aresztowany za napa. Wyglda na to, e na jakiego krewnego, bo ofiara nosi to samo nazwisko. Nie by w wizieniu. Spdzi sze miesicy w zakadzie Pinel. - Kiedy wyszed? - Chcesz dokadn dat? - A masz? - Wyglda na to, e w listopadzie 1988 roku. Constance Pitre zgina w grudniu 1988. W pokoju byo gorco. Cae moje ciao byo wilgotne od potu. - Czy w kartotece jest nazwisko psychiatry, ktry si nim zajmowa w Pinel? - Jest jakie nazwisko. Doktor M. C. LaPerriere. Nie jest napisane, kto to jest. - Jest tam numer telefonu? Podaa mi go. - Gdzie jest teraz Fortier? - Kartoteka urywa si na 1988 roku. Chcesz ten adres? - Tak. Byam na granicy paczu, kiedy wystukiwaam numer i suchaam sygnau telefonu dzwonicego na pnocnym kracu wyspy Montreal. We si w gar, Brennan. Zastanawiaam si, co powiedzie. - Lhpital Pinel. Puis-je vous aider? - Kobiecy gos. - Z doktor LaPerriere, s'il vous plait. - eby jeszcze tam pracowaa, prosz. - Un instant, s'il vous plait. Tak! Cigle tam pracuje. Kazano mi chwil czeka, a potem powtrzyo si to samo z drugim kobiecym gosem. - Qui est sur la ligne, s'il vous plait? - Doktor Brennan. Znowu chwila ciszy, a potem: - Doktor LaPerriere. - Kobiecy gos, zmczony i niecierpliwy. - Jestem doktor Temperance Brennan - zaczam, walczc, eby nie dra mi gos. Jestem antropologiem sdowym w Laboratoire de Medecine Legale i pracuj nad ledztwem w sprawie serii morderstw, ktre miay miejsce w cigu kilku ostatnich lat w Montrealu. Mamy podstawy, aby podejrzewa, e jeden z waszych byych pacjentw jest w to

zamieszany. - Tak. - Znuona. Opowiedziaam jej o brygadzie specjalnej i spytaam, co moe mi powiedzie o Leo Portierze. - Doktor... Brennan, tak? Doktor Brennan, wie pani, e nie mog rozmawia o historii choroby pacjenta przez telefon. Bez zgody sdu byoby to naruszeniem klauzuli o ochronie danych. Nie daj si wyprowadzi z rwnowagi. Wiedziaa, e otrzymasz tak odpowied. - Oczywicie. I oczywicie bdzie zgoda sdu, ale mamy bardzo piln sytuacj, pani doktor, i nie moemy traci czasu. Na razie zgoda sdu naprawd nie jest konieczna. Gin kobiety, doktor LaPerriere. S brutalnie mordowane, a potem wiartowane. Czowiek, ktry to robi, jest zdolny do skrajnej brutalnoci. Okalecza swoje ofiary. Podejrzewamy, e jest to kto, kto chorobliwie nienawidzi kobiet i kto wystarczajco inteligentny, eby zaplanowa i zrealizowa te morderstwa. I podejrzewamy, e niedugo znowu da o sobie zna. Chrzknam. Moje usta byy wysuszone ze strachu. - Leo Portier jest podejrzanym i musimy wiedzie, czy, wedug pani, w historii choroby Portiera jest co, co mogoby wskazywa, e to rzeczywicie mgby by on? Oczywicie przygotujemy dokumenty uprawniajce nas do dostpu do jego danych chorobowych, ale jeli pani przypomina sobie tego pacjenta, informacje, ktre nam pani teraz dostarczy, mog pomc w tym, eby nie dopuci do kolejnego morderstwa. Staraam si mwi bardzo opanowanym gosem. Nie mogam pozwoli jej usysze strachu w moim gosie. - Ja po prostu nie mog... Niezupenie mi si udawao. - Ja mam dziecko, doktor LaPerriere. A pani? - Sucham? - Znuenie w jej gosie po raz pierwszy ustpio miejsca irytacji. - Chantale Trottier miaa szesnacie lat. Pobi j na mier, po czym poci na kawaki i wyrzuci na wysypisku. - Jezu Chryste. Chocia nigdy nie spotkaam Marie Claude LaPerriere, jej gos zdradza wszystko. Widziaam j oczyma wyobrani: kobieta w rednim wieku, z wyrazem twarzy mwicym o tym, e ju si pozbya zudze co do rzeczywistoci. Pracowaa w ramach systemu, w ktry ju dawno stracia wiar, w systemie, ktrego nie sposb zrozumie, a co dopiero zmieni, bya za pan brat z okruciestwem popadajcego w chorob psychiczn

spoeczestwa. Znaa to wszystko. Ofiary bjek midzy gangami. Nastolatki bez oczu i z krwawicymi nadgarstkami. Dzieci ze ladami blizn po przypalaniu papierosami. Pody pywajce w zakrwawionych muszlach klozetowych. Staruszkowie, zagodzeni i sptani, we wasnych ekskrementach. Kobiety z okaleczonymi twarzami i bagalnym spojrzeniem. Kiedy wierzya, e moe co zmieni. Dowiadczenie rozwiao zudzenia. Ale zoya przysig. Na co? Dla kogo? Teraz dylematy byy jej chlebem powszednim, tak jak kiedy idealizm. Usyszaam, e bierze gboki oddech. - Leo Portier zosta skazany na szeciomiesiczny pobyt w 1988 roku. Przez ten czas byam prowadzcym go psychiatr. - Pamita go pani? - Tak. Czekaam z bijcym sercem. Syszaam, jak otwiera i zamyka zapalniczk, po czym zaciga si gboko. - Leo Portier znalaz si w Pinel, bo pobi swoj babci lamp. - Mwia to powoli, starannie dobierajc sownictwo. - Staruszce zaoyli ponad sto szww. Odmwia wniesienia oskarenia przeciw wnukowi. Kiedy skoczy si przymusowy, szeciomiesiczny pobyt, zalecaam dalsze leczenie. Odmwi... Zamilka na chwil, eby znale odpowiednie sowa. - Leo widzia mier swojej matki, a jego babcia nie zrobia nic, eby jej pomc. To babcia go wychowywaa, wpajajc mu skrajnie negatywny obraz wasnej osoby, co doprowadzio do niemonoci nawizania normalnych wizi midzyludzkich. Babcia Leo zbyt surowo go karaa, ale chronia go przed ponoszeniem odpowiedzialnoci za to, co robi poza domem. Jego poczynania wskazuj, e ju kiedy by nastolatkiem, cierpia na powane zaburzenia psychiczne i mia niesychanie siln potrzeb dominacji. Rozwin w sobie nienaturalne poczucie bezkarnoci i kiedy co nie szo po jego myli albo kiedy mu w czym przeszkadzano, dostawa silnych atakw narcystycznej wciekoci. Potrzeba dominacji, jego dawiona mio i nienawi do babci i wzrastajce osamotnienie w spoeczestwie doprowadzio do tego, e coraz wicej czasu spdza w wiecie swoich fantazji. Wyksztaci te w sobie wszystkie klasyczne mechanizmy obronne. Odrzucenie, represja, projekcja. By skrajnie niedojrzay, zarwno emocjonalnie, jak i spoecznie. - Czy myli pani, e jest zdolny do postpowania w sposb, ktry pani opisaam? Zdziwiam si, jak spokojnie brzmia mj gos. Wewntrznie byam rozdygotana i sparaliowana strachem o crk.

- Kiedy pracowaam z Leo, mia stae fantazje, ktre byy zdecydowanie negatywne. Wiele z nich zawierao przemoc seksualn. Zamilka i usyszaam kolejny gboki oddech, nim dodaa: - Moi zdaniem Leo Fortier jest bardzo niebezpiecznym czowiekiem. - Wie pani, gdzie on teraz mieszka? - Tym razem mj gos zadra. - Nie miaam z nim stycznoci, od kiedy std wyszed. Ju miaam powiedzie do widzenia, kiedy przyszo mi do gowy jeszcze jedno pytanie. - Jak umara matka Leo? - W czasie nielegalnego zabiegu aborcji - odpara.

Kiedy rozczyam si, w mojej gowie zaczo kbi si mnstwo myli. Miaam nazwisko. Leo Fortier pracowa z Grace Damas, mia dostp do terenw kocielnych i by bardzo niebezpieczny. Co teraz? Usyszaam cichy grzmot i zauwayam, e w pokoju si ciemnio. Otworzyam drzwi balkonowe i wyjrzaam. Nad miastem zgromadziy si cikie chmury, spowijajc wieczr w przedwczesnym mroku. Zerwa si wiatr, a powietrze intensywnie pachniao deszczem. Cyprys ju wygina si w t i z powrotem, a na ziemi taczyy licie. Niespodziewanie przysza mi do gowy jedna z moich pierwszych spraw. Nellie Adams, picioletnia dziewczynka, zaginiona. Syszaam o tym w wiadomociach. W dniu, kiedy zgoszono jej zaginicie, zerwaa si gwatowna burza. Tamtej nocy mylaam o niej, lec bezpiecznie w ku. Czy bya akurat na dworzu, sama i przeraona burz? Sze tygodni pniej zidentyfikowaam j na podstawie czaszki i fragmentw eber. Prosz, Katy! Prosz, wracaj ju! Przesta! Zadzwo do Ryana. Na cianie bysno wiato byskawicy. Zamknam drzwi balkonowe na zatrzask i podeszam do lampy. Nie zapalia si. Minutnik, Brennan. Jest nastawiony na sidm. Jest jeszcze za wczenie. Wsunam rk za kanap i wczyam przycisk minutnika. Nic. Nacisnam przycisk na cianie. I nic. Przesuwaam si wzdu ciany, znajdujc drog rkoma i skrciam za rogiem do kuchni. Lampy nie reagoway. Z rosncym zaniepokojeniem przeszam przez przedpokj do sypialni. Zegar by ciemny. Nie ma prdu. Staam chwil w miejscu, starajc si znale wytumaczenie. Czy uderzy piorun? Czy wiatr powali drzewo i jego gazie

zerway przewody? Zdawaam sobie spraw, e w mieszkaniu panowaa nienaturalna cisza, wic zamknam oczy i zaczam nasuchiwa. Po ucichniciu urzdze sycha byo najrniejsze dwiki. Burza na zewntrz. Bicie mojego serca. A potem co jeszcze. Cichy klik. Zamykane drzwi? Birdie? Skd dobieg ten dwik? Z drugiej sypialni? Podeszam do okna w sypialni. Na ulicy paliy si wiata. W mieszkaniach na De Maisonneuve te. Pobiegam z powrotem korytarzem do drzwi prowadzcych na dziedziniec. Przez deszcz widziaam palce si wiata w mieszkaniu mojej ssiadki. To tylko moje mieszkanie! Tylko u mnie nie ma prdu! Potem sobie przypomniaam: system alarmowy nie zapiszcza, kiedy otwieraam drzwi balkonowe. Nie mam alarmu! Rzuciam si do telefonu. Nie byo sygnau.

41
Odoyam suchawk i zaczam rozglda si w panujcych wok mnie ciemnociach. Oczy nie napotkay nic gronego, ale czuam czyj obecno! Moje ciao zaczo si trz, ale po chwili zesztywniaam i zaczam przebiega w mylach rne moliwoci, jak przez tali kart. Nie tra gowy, powiedziaam sobie. Id do drzwi balkonowych i wyjd do ogrodu. Ale furtka od ogrodu jest zamknita, a klucz jest w kuchni. Wyobraziam sobie pot. Czy zdoaabym przez niego przej? Nawet jeli nie, to w ogrodzie byabym przynajmniej na dworzu i kto mgby usysze moje krzyki. Czy kto by usysza? Na dworzu szalaa burza. Wysilaam such, eby wyowi nawet najcichsze dwiki, a serce walio mi w piersiach jak ma o abaur. Myli kbiy mi si w gowie. Pomylaam o MargaretAdkins, o Pitre i innych, o ich podernitych gardach, ich nie widzcych, wytrzeszczonych oczach. Zrb co, Brennan. Rusz si! Nie czekaj, eby sta si jego ofiar! Mj niepokj o Katy utrudnia racjonalne mylenie. A co bdzie, jeli uciekn, a on na ni zaczeka? Nie, pomylaam, on nie bdzie na nic czeka. On musi kontrolowa sytuacj. Zniknie i zaplanuje nastpny raz. Przeknam lin i prawie krzyknam z blu, bo w gardle zupenie mi zascho od choroby i strachu. Postanowiam wybiec, otworzy drzwi balkonowe i wydosta si na deszcz i wolno. Caa zesztywniaa, z napitymi wszystkimi miniami i cignami, rzuciam si do drzwi. W piciu krokach okryam kanap i znalazam si przy nich. Jedn rk pooyam na klamce, a drug przekrcaam zatrzask. Poczuam chd metalu w swoich rozgorczkowanych rkach. Nagle, nie wiadomo skd, na mojej twarzy znalaza si misista rka, pocigna mnie do tyu i przycisna moj czaszk do czego twardego jak beton, zgniatajc mi wargi i wybijajc uchw ze stawu. Twarda rka zakrya mi usta i jaki znajomy zapach wypeni moje nozdrza. Rka bya nienaturalnie gadka i liska. Ktem oka zauwayam bysk metalu i poczuam co zimnego na prawej skroni. Strach by jak biay haas, wypeniajcy mj umys i wypierajcy z niego wszystko oprcz naszych cia. - C, doktor Brennan. Wydaje mi si, e mamy dzi wieczorem randk. Powiedziane to zostao mikkim i niskim gosem, jak wyrecytowane sowa piosenki miosnej. Walczyam, wykrcajc ciao i wymachujc rkoma. Jego ucisk by jak imado. Zdesperowana, wierzgnam i wcignam powietrze.

- Nie, nie. Nie walcz. Dzisiaj wieczorem jeste ze mn. Nie ma nikogo innego na wiecie, tylko my. - Kiedy przycisn mnie do siebie, poczuam ciepo jego ciaa na szyi. Podobnie jak rka, jego ciao byo dziwnie gadkie i zwarte. Ogarna mnie panika. Czuam si bezradna. Nie mogam myle. Nie mogam mwi. Nie wiedziaam, czy baga, walczy, czy stara si przemwi mu do rozsdku. Trzyma moj gow unieruchomion, a jego rka przygniataa moje wargi do jego zbw. Czuam smak krwi w ustach. - Nie masz nic do powiedzenia? No dobra, porozmawiamy pniej. Kiedy mwi, robi co dziwnego ze swoimi wargami, lini je, a potem zasysa do zbw. - Przyniosem ci co. Poczuam, e jego ciao si skrca i zdejmuje mi rk z ust. - Prezent. Usyszaam metaliczny dwik, po czym pocign moj gow do przodu i przesun mi co zimnego po twarzy, a do szyi. Nim zdyam zareagowa, mocno szarpn i nagle w mojej gowie eksplodowaa jasno, zaczam si krztusi i dusi. Wtedy mogam ju tylko lokalizowa rdo blu, obserwujc jego ruchy. Puci mnie, po czym jeszcze raz mocno pocign za acuch, miadc mi gardo, wykrcajc mi szczk i krgosup. Bl by nie do wytrzymania. Wymachiwaam rkoma i apczywie apaam oddech. Okrci mnie, zapa moje rce i owin je innym acuchem. Jednym gwatownym szarpniciem cign acuch, po czym poczy go z acuchem, ktry miaam na szyi, i podnis koce obu wysoko nad swoj gow. W pucach czuam ogie, a mzg baga o powietrze. Walczyam, eby nie straci przytomnoci, a po twarzy ciekay mi zy. - O, bolao? Przepraszam. Poluni acuch, a moje zmasakrowane gardo zaczo apczywie chwyta powietrze. Staam teraz twarz do niego, jego oczy byy zaledwie kilka centymetrw od moich. Z powodu blu mao do mnie docierao. Moga to by jakakolwiek twarz, nawet twarz zwierzcia. Kciki jego ust dray, jakby usyszay sobie tylko znany dowcip. Kocem noa zatoczy okrg wok moich warg. Miaam tak sucho w ustach, e kiedy usiowaam co powiedzie, jzyk przyklei mi si do podniebienia. Przeknam jako lin. - Chci...

- Zamknij si! Zamknij swoj pieprzon gb! Wiem, co by chciaa. Wiem, co o mnie mylisz. Wiem, co wy wszyscy o mnie mylicie. Mylicie, ze jestem jakim genetycznym mutantem, ktrego trzeba wyeliminowa. C, jestem rwnie dobry, jak kady inny. Ja tutaj dowodz. cisn n z tak si, e a zadraa mu rka. Wygldaa trupio blado w panujcych wok ciemnociach. Nabrzmiae kostki byy biae. Rkawiczki chirurgiczne! To ich zapach czuam. Ostrze wpio si mj policzek i poczuam na brodzie ciep struk. Zupenie straciam nadziej. - Nim skocz, bdziesz zdzieraa z siebie majtki, tak bdziesz mnie pragna. Ale to pniej, doktor Brennan. Na razie bdziesz mwi tylko wtedy, kiedy ci ka. Oddycha ciko, a jego biae nozdrza dray. Lewa rka ponownie bawia si acuchem zacinitym na mojej szyi, zawija i odwija jego kka wok doni. - No, teraz mi powiedz. - Znowu by spokojny. - Co sobie mylisz? Jego oczy patrzyy na mnie zimno i bezwzgldnie, jak lepia jakiego mezozoicznego ssaka. - Mylisz, e jestem szalony? Nic nie mwiam. Deszcz dudni w okno za moimi plecami. Szarpn za acuch, przycigajc moj gow blisko swojej. Czuam jego oddech na spoconej twarzy. - Martwisz si o crk? - Co wiesz o mojej crce? - wykrztusiam. - Wiem wszystko o tobie, doktor Brennan. Jego gos ponownie by niski i gboki. Sprawia, e miaam wraenie, e co spronego wpeza mi do ucha. Przeknam bolenie, wiedzc, e musz mwi, nie chcc go prowokowa. Jego nastrj by niestabilny jak hamak w czasie huraganu. - Wiesz, gdzie ona jest? - Moe. Znowu podcign acuch, tym razem powoli, maksymalnie podnoszc moj brod, po czym powoli przejecha noem po moim gardle. Bysno i jego rka podskoczya do gry. - Wystarczajco ciasno? - spyta. - Prosz...- wykrztusiam. Poluni acuch, pozwalajc mi opuci brod. Przeknam i wziam gboki oddech. Gardo mnie palio, a szyja bya posiniaczona i spuchnita. Podniosam rce, eby j pomasowa, ale on pocign w d za drugi acuch. Jego usta ponownie zadray jak u

gryzonia. - Nie masz nic do powiedzenia? Wpatrywa si we mnie czarnymi oczyma ze strasznie duymi renicami. Dolne powieki mu dray, jak wargi. Przeraona, zastanawiaam si, co robiy inne. Co robia Gabby. Unis acuch nad moj gow i zacz coraz bardziej go zacienia, jak dziecko torturujce kotka. Dziecko o morderczych skonnociach. Przypomniaam sobie o Alsie. Co powiedzia J.S? Jak mogabym to wykorzysta? - Prosz, chciaabym z tob porozmawia. Dlaczego nie pjdziemy gdzie na drinka i...? - Suka! Szarpn i acuch zgnit mi gardo. Pomienie ogarny moj gow i szyj. Odruchowo podniosam rce, ale byy zimne i nieprzydatne. - Wielka doktor Brennan przecie nie pije, prawda? Wszyscy o tym wiedz... Przez zy widziaam, e jego wargi skacz dziko ku grze. Zblia si koniec. O, Boe! Pom mi! - Jeste taka, jak wszyscy inni. Mylisz, e jestem gupcem, prawda? Mzg wysya dwie wiadomoci: Uciekaj! Znajd Katy! Trzyma mnie tak, a wiatr zawodzi i deszcz smaga okna. Gdzie daleko usyszaam dwik klaksonu. Zapach jego potu miesza si z moim. Jego szkliste od szalestwa oczy przybliyy si do mojej twarzy. Serce walio mi jak motem. Wtedy jaki dwik zmci panujc w sypialni cisz. Zesztywnia, a jego powieki zamary. W drzwiach pojawi si Birdie i wyda z siebie odgos midzy piskiem a jkiem. Fortier przenis wzrok na biay cie. Zaryzykowaam. Kopnam go midzy nogi, starajc si zawrze w tym ciosie cay przepeniajcy mnie strach i nienawi. Moja noga uderzya go mocno w krocze. Krzykn i zgi si wp. Wyszarpnam mu z rk koce acucha, obrciam si i pobiegam do przedpokoju, gnana przeraeniem i desperacj. Miaam wraenie, e poruszam si na zwolnionych obrotach. Szybko doszed do siebie, a krzyk blu przeksztaci si w ryk wciekoci. - Suko! Byam ju w wskim przedpokoju, o mao co nie potykajc si o cigncy si za mn acuch.

- Jeste martwa, suko! Syszaam go za sob, biegncego przez ciemno, sapicego jak zdesperowane zwierz. - Jeste moja! Nie uciekniesz! Chwiejnym krokiem skrciam za rg, wykrcajc rce, starajc si poluzowa acuch ciskajcy moje nadgarstki. Krew szumiaa mi w uszach. Byam robotem - mj wspczulny ukad nerwowy przej kontrol. - Cipo! Znalaz si midzy mn a drzwiami wejciowymi, zmuszajc mnie do drogi przez kuchni! Byam opanowana jedn myl: dosta si do drzwi balkonowych! Uwolniam praw rk z acucha. - Kurwo! Jeste moja! Po dwch krokach w gb kuchni poczuam potworny bl i pomylaam, e pka mi szyja. Lewa rka wystrzelia mi do gry, a gowa cofna si gwatownie. Zapa koniec acucha obwizanego wok mojej szyi. Poczuam, jak wntrznoci unosz mi si do gry i e znowu odcito mi dopyw powietrza. Woln rk prbowaam zerwa pta z garda, ale im mocniej odcigaam acuch, tym on mocniej go cign. Obrciam si i pocignam, ale acuch tylko wpi si gbiej w szyj. Powoli zacz nawija sobie acuch na do, przycigajc mnie ku sobie. Czuam toczc go wcieko, czuam, e trzsie si na caym ciele. Ogniwo po ogniwie skraca moj smycz. Zaczo mi si krci w gowie i pomylaam, e mdlej. - Zapacisz za to, suko! - sykn. Na twarzy i czubkach palcw czuam mrowienie wywoane brakiem tlenu, a w uszach zaczo mi gucho dzwoni. Pokj zacz si wok mnie zapada. W rodku mojego pola widzenia pojawiy si plamki, ktre po chwili zaczy si zlewa, a w kocu rozprzestrzenia si na boki ju jako gsta, czarna chmura. Przez coraz wiksz chmur zauwayam, jak ceramiczne pytki podogi zaczynaj si ku mnie podnosi, jak na zwolnionym filmie. Widziaam swoje wasne wycigajce si przede mnie rce, kiedy rzuciam si do przodu, jak nierozsdny gospodarz chccy uwolni si od swego pasoyta. Uderzyam brzuchem w blat, a gow w wiszc szafk. Puci acuch, ale natychmiast znalaz si koo mnie. Rozoy nogi i przywar swoim ciaem do mojego, przyciskajc mnie mocno do

blatu. Krawd zmywarki do naczy kua mnie bolenie w lew ko miednicy, ale mogam oddycha. Ciko oddycha i kade wkno jego tkanek byo napite, jak guma procy gotowej do wystrzau. Ponownie chwyci acuch i odcign moj gow do tyu. Wtedy sign do mojego garda i przystawi koniuszek noa pod szczk. Czuam, jak moja ttnica szyjna pulsuje pod zimn stal. Czuam jego oddech na swoim lewym policzku. Trzyma mnie w ten sposb przez ca wieczno, gow do tyu, rce wyprostowane z przodu i bezuyteczne, jak zwoki wiszce na haku. Wydawao mi si, e przygldam si sobie z daleka, jak widz, przeraony, ale nie bdcy w stanie pomc, Pooyam praw rk na blacie, starajc si od niego odepchn, eby poluzowa ucisk acucha na szyi. Wtedy dotknam czego na blacie. Puszka z sokiem pomaraczowym. I n. Moje palce cicho owiny si wok rczki. Jczaam i staraam si szlocha. Odwr jego uwag. - Cicho, suko! Teraz si zabawimy. Lubisz zabawy, prawda? Ostronie obrciam n, krztuszc si gono, eby zaguszy cichy chrobot. Moja rka zadraa, zawahaa si. Wtedy ponownie stany mi przed oczyma te kobiety, to, co z nimi zrobi. Czuam ich przeraenie i ich skrajn desperacj. Zrb to! Adrenalina rozlaa si po mojej piersi i czonkach jak lawa spywajca po zboczu wzgrza. Jeli mam umrze, to nie jak szczur w norze. Umr walczc z wrogiem, na mier i ycie. Mj umys wrci do ycia i poczuam si pani wasnego losu. cisnam n, ostrze skierowaam do gry i wybraam pod jakim ktem go uderzy. Potem odepchnam si, okrciam przez lewe rami i pchnam z ca si wyzwolon przez strach, desperacj i ch zemsty. Czubek noa trafi na ko, zelizn si nieco, po czym zanurzy si w czym mikkim. Jego wczeniejszy okrzyk by niczym w porwnaniu z tym, co teraz wyrwao si z jego garda. Kiedy zatoczy si do tyu, jego lewa rka opada, a prawa przejechaa po moim gardle. Koniec acucha osun si na ziemi, rozluniajc miertelny ucisk. Poczuam tpy bl w gardle, a potem co mokrego. Nie miao to znaczenia. Wszystkim, czego mi byo trzeba, byo powietrze. Oddychaam apczywie, podnoszc rk do szyi, eby poluzowa acuch i czujc co, co wiedziaam, e musi by moj krwi.

Zza plecw dobieg mnie kolejny ryk, wysoki, pierwotny, jak skowyt umierajcego dzikiego zwierzcia. Dyszc i trzymajc si blatu dla podpory, odwrciam si, eby spojrze. Zatacza si do tyu po kuchni, jedn rk mia na twarzy, a drug wycignit przed siebie, starajc si zapa rwnowag. Mia otwarte usta i przeraliwie charcza. Po chwili uderzy w cian i powoli osun si na podog. Wyrzucona do przodu rka zostawia na tapecie wijc si, czarn struk. Przez chwil jego gowa kiwaa si to do przodu, to do tyu, a potem z jego garda wydoby si cichy jk. Rce osuny si, gowa znieruchomiaa. Broda opada w d, a oczy wpatryway si w podog. Staam jak sparaliowana, zdziwiona nag cisz. Sycha byo tylko mj charczcy oddech i jego coraz cichsze skomlenie. Pomimo blu zaczo do mnie dociera wicej bodcw wzrokowych. Zlew. Kuchenka. Lodwka, gucha cisza. Co liskiego pod nogami. Wpatrywaam si w nieruchom mas lec na kuchennej pododze. Nogi mia szeroko rozoone, broda spoczywaa na piersiach, a plecy oparte byy o cian. W panujcym mroku widziaam ciemn ma spywajc po jego piersiach w stron lewej rki. Bysno jak w czasie spawania i w wietle byskawicy zobaczyam swoje dzieo. Jego ciao lnio, wygadzone na uamek sekundy jaskrawoniebiesk bon, ktra je spowia. Na gowie mia niebiesko-czerwon czapk, spaszczajc jego gow i zamieniajc j w bezksztatn mas. Rczka noa sterczaa z jego lewego oka, jak chorgiewka znaczca doek w polu golfowym. Krew spywaa mu po twarzy i gardle, tworzc ciemn plam na jego piersi. Przesta jcze. Zaczam si krztusi i flotylla plamek wpyna ponownie w moje pole widzenia. Kolana ugiy si pode mn, a ja staraam si oprze o blat. Chciaam wzi gbszy oddech i uniosam rce do szyi, eby zdj z niej acuch. Poczuam lisk wilgo. Opuciam jedn rk i spojrzaam na ni. O, tak. Krwawi. Ruszyam w stron drzwi, mylc o Katy, o wezwaniu pomocy, kiedy usyszaam jaki dwik i zastygam w miejscu. Brzk metalowego acucha! Pokj rozbysn biaym wiatem, a potem zrobio si ciemno. Byam zbyt skonana, eby biec, wic odwrciam si. Ciemna sylwetka cicho zbliaa si do mnie. Usyszaam swj gos, zobaczyam tysic plamek i wszystko spowia czarna chmura.

Syreny wyjce w oddali. Gosy. Ucisk w gardle.

Otworzyam oczy. Byo jasno i ruchliwie. Zamajaczya nade mn jaka brya. Rka nacisna co na mojej szyi. Kto? Gdzie? Mj duy pokj. Wspomnienie. Panika. Ze wszystkich si sprbowaam usi. - Attention. Attention. Elle se leve. Rce przycisny mnie delikatnie w d. Potem znajomy gos. Niespodziewany. Nie na miejscu, - Nie ruszaj si. Stracia mnstwo krwi. Karetka jest Ju w drodze. Claudel. - Gdzie ja...? - Wszystko w porzdku. Mamy go. - To, co z niego zostao. - Charbonneau. - Katy? - Po si. Masz nacicie na gardle i po prawej stronie szyi, kiedy ruszasz gow, krwawi. Stracia sporo krwi i nie chcemy, by stracia wicej. - Moja crka? Ich twarze unosiy si nade mn. Bysno i na chwil w tym wietle lampy stali si biali. - Katy? - Serce mi dudnio. Nie mogam oddycha. - Nic jej nie jest. Nie moe si doczeka spotkania. Jest z przyjacimi. - Cholera. - Claudel odszed od kanapy. - Ou est cette ambulance? Wyszed do przedpokoju i z dziwnym wyrazem twarzy spojrza na co na pododze kuchni, a potem na mnie. Wycie syreny stao si goniejsze i wypenio wsk uliczk. Potem kolejn. Zobaczyam za drzwiami balkonowymi pulsujce czerwone i niebieskie wiato. - Spokojnie - powiedzia Charbonneau. - Podjechali. A crk si zaopiekujemy. Ju po wszystkim...

42
Cigle jest jeszcze wyrwa w mojej pamici. S w niej nastpne dwa dni, ale jakie rozmyte i niezsynchronizowane; zamiast nastpujcych po sobie wydarze, jest to niespjny kola obrazw i uczu, ktre pojawiaj si i znikaj. Zegar z cyframi, ktre zawsze byy inne. Bl. Rce szarpice, sprawdzajce, unoszce moje powieki. Gosy. Jasne okno. Ciemne okno. Twarze. Claudel w ostrym wietle jarzeniowym. Jewel Tambeaux na tle biaego, gorcego soca. Ryan w tym wietle lampy, powoli przewracajcy strony. Drzemicy Charbonneau, niebieska, migoczca powiata telewizora na jego twarzy. Miaam w sobie dosy lekarstw, eby upi armi irack, wic trudno mi byo odrni wywoany lekami sen od jawy. Sny i wspomnienia krc si i wiruj jak cyklon wok swojego oka. Bez wzgldu na to, jak czsto usiuj przypomnie sobie, co si wtedy ze mn dziao, nie mog uporzdkowa obrazw. Spjno wrcia w pitek. Otworzyam oczy i w olepiajcym socu zobaczyam pielgniark poprawiajc butelk od kroplwki i wiedziaam, gdzie jestem. Kto po mojej prawej stronie wydawa ciche, przypominajce cmokanie dwiki. Odwrciam gow i przeszy j bl. Rwanie w szyi wskazywao na to, e dalszy ruch nie jest dobrym pomysem. Ryan siedzia na plastikowym krzele i wpisywa co do kieszonkowego kalendarzyka. - Bd ya? - spytaam niewyranym gosem. - Mon dieu. - Umiechn si. Przeknam i powtrzyam pytanie. Czuam, e mam sztywne i opuchnite wargi. Pielgniarka signa do mojego nadgarstka, pooya na nim czubki palcw i zacza patrze na zegarek. - Tak mwi. - Ryan wsun kalendarzyk do kieszeni, wsta i podszed do ka. Wstrzs, zmiadenie prawej strony szyi i okolicy garda w poczeniu z utrat znacznej iloci krwi. Trzydzieci siedem szww, kady zaoony starannie przez renomowanego chirurga plastycznego. Prognoza: bdzie ya. Pielgniarka spojrzaa na niego z dezaprobat. - Dziesi minut - powiedziaa i wysza. Pomimo tego, e byam na rodkach uspokajajcych, nage wspomnienie zasiao we

mnie niepokj. - A Katy? - Wyluzuj si. Za chwil tu przyjdzie. Bya tutaj wczeniej, ale ty bya nieprzytomna. Spojrzaam na niego pytajco. - Zjawia si z przyjacik tu przed tym, nim zabraa ci karetka. To jaka jej znajoma z McGilla. Tamtego popoudnia znalaza si w twoim mieszkaniu bez klucza, ale udao jej si przedosta za zewntrzne drzwi. Wyglda na to, e twoi ssiedzi niespecjalnie zwracaj uwag na bezpieczestwo. - Wsun kciuk za pasek. - Ale nie moga dosta si do twojego mieszkania. Zadzwonia do pracy, ale nie byo ci tam. Wic zostawia plecak, eby wiedziaa, e jest w miecie, i posza spotka si z t swoj znajom. Sayonara, mamo. Miaa zamiar wrci na kolacj, ale rozptaa si burza, wic we dwie twardo siedziay u Hurleya i popijay. Prbowaa dzwoni, ale nie moga si poczy. Kiedy j poznaem, bya mocno rozhisteryzowana, ale udao mi si j uspokoi. Kto z personelu cay czas ma z ni kontakt, eby j na bieco informowa, co si z tob dzieje. Kilkoro ludzi chciao j wzi do siebie do domu, ale wolaa spa u przyjaciki. Przychodzia tutaj codziennie i ju nie moe si doczeka spotkania z tob. Pomimo prb ich powstrzymania, pocieky mi zy ulgi. Ryan poda mi chusteczk i spojrza na mnie z wyrozumieniem. Moja rka wygldaa dziwnie na zielonym, szpitalnym kocu, jakby naleaa do kogo innego. Na nadgarstku miaam plastikow bransolet. Pod paznokciami widziaam mae plamki krwi. Wspomnienia wracay. Byskawice. Rczka noa. - Fortier? - Pniej. - Teraz. - Bl w szyi wzmaga si. Wiedziaam, e nie bd miaa ochoty dugo rozmawia. Poza tym, niedugo wrci przecie nasza Florence Nightingale. - Straci mnstwo krwi, ale wspczesna medycyna ocalia sukinsynowi ycie. Z tego co wiem, to ostrze przejechao po oczodole, ale potem zelizno si na ko sitow, nie uszkadzajc czaszki. Straci oko, ale zatoki oczne powinny by w porzdku. - Widz, e humor ci dopisuje, Ryan. - Dosta si do twojego budynku przez uszkodzone drzwi od garau, po czym otworzy sobie twj zamek. Nikogo nie byo w domu, wic zdezaktywowa system alarmowy, wyczy prd i w kocu te telefon. Potem czeka. Pewnie by w mieszkaniu, kiedy Katy usiowaa si dosta do rodka i zostawia swj plecak.

Kolejny dreszcz niepokoju. Cika rka. Duszca obroa. - Gdzie teraz jest? - Jest tutaj. Prbowaam usi, moje ciao te. Ryan agodnie popchn mnie z powrotem na ko. - Jest pod siln stra, Tempe. Nigdzie si nie wybiera. - To St. Jacques? - spytaam drcym gosem. Chciaam zada jeszcze tysic pyta, ale wiedziaam, e jest ju za pno. Ponownie zaczam osuwa si w jam, w ktrej spdziam ostatnie dwa dni. Wrcia pielgniarka i zmrozia Ryana wzrokiem. Nie pamitam, kiedy wyszed.

Kiedy obudziam si nastpnym razem, Ryan i Claudel rozmawiali cicho koo okna. Na zewntrz byo ciemno. Chwil wczeniej nia mi si Jewel i Julie. - Czy bya tutaj Jewel Tambeaux? Odwrcili si w moj stron. - Przysza w czwartek. - To Ryan. - Fortier? - Ju przenieli go z R-ki na normalny oddzia. - Mwi? - Tak. - Czy to on jest St. Jacquesem? - Tak. - I? - Moe powinnimy z tym zaczeka, a nabierzesz troch si. - Powiedzcie mi. Spojrzeli po sobie i podeszli bliej. Claudel odchrzkn. - Nazywa si Leo Fortier. Ma trzydzieci dwa lata. Mieszka poza wysp z on i dwjk dzieci. Czsto zmienia prac. Nie ma staego zatrudnienia. On i Grace Damas mieli romans w 1991 roku. Poznali si w sklepie misnym, w ktrym oboje pracowali. - La Boucherie St. Dominique. - Oui. - Claudel spojrza na mnie dziwnie. - Co si jednak midzy nimi psuje. Damas grozi mu, e powie wszystko onie, da od kochanka pienidzy. On ma ju tego dosy, wic

umawia si z ni w sklepie po godzinach, zabija j i wiartuje jej ciao. - Ryzykowne. - Waciciel wtedy wyjecha z miasta, wic sklep by zamknity przez dwa tygodnie. Wszystkie narzdzia byy na miejscu. W kadym razie tnie j na kawaki, wywozi ciao do St. Lambert i zakopuje na terenach klasztornych. Wyglda na to, e jego wujek jest strem. Albo staruszek dal mu klucz, albo Fortier sam sobie poradzi. - Emile Roy. - Oui. Znowu to spojrzenie. - To nie wszystko - wtrci si Ryan. - Skorzysta z klasztoru, by zaatwi te Trottier i Gagnon. Zabra je tam, zabi i powiartowa ich ciaa w piwnicy. Posprzta po sobie, eby Roy niczego nie podejrzewa, ale kiedy Gilbert i chopcy dzisiaj rano spryskali piwnic Luminolem, niele wiecia. - W ten sam sposb mia dostp do Le Grand Seminaire - zauwayam. - Tak - przyzna Claudel. - Mwi, e przyszed mu ten pomys do gowy, kiedy ledzi Chantale Trottier Apartament jej ojca jest tu za rogiem, Roy ma w klasztorze tablic, na ktrej wisi duo rnych kluczy kocielnych, starannie opisanych. Fortier po prostu wzi ten, ktry chcia. - Aha. Gilbert ma dla ciebie pi do misa. Mwi, e caa lni... - To znowu Ryan. Musia zobaczy co na mojej twarzy, bo doda: - Kiedy poczujesz si lepiej, sama zobaczysz. - Nie mog si doczeka. - Prbowaam, ale mj posiniaczony mzg znowu zacz usypia. Wesza pielgniarka. - Omawiamy sprawy policyjne - powiedzia Claudel. Splota rce na piersiach i potrzsna gow. - Merde. Szybko wyprowadzia ich z sali, ale po chwili wrcia. Teraz bya z ni Kathy. Przesza przez pokj bez sowa i cisna moje rce. zy wypeniy jej oczy. - Kocham ci, mamo - powiedziaa mikko. Przez chwil po prostu na ni patrzyam i czuam mnstwo kipicych we mnie emocji. Mio. Wdziczno. Bezradno. Kochaam to dziecko, jak adne inne stworzenie na tym wiecie. Bardzo zaleao mi na jej szczciu. Jej bezpieczestwie. Czuam, e zupenie nie jestem w stanie jej tego zapewni. Czuam swoje zy.

- Ja ciebie te kocham, skarbie. Przystawia krzeso i usiada koo mojego ka, nie puszczajc moich rk. Jarzeniowe wiato tworzyo jasne halo wok jej gowy. Odchrzkna. - Mieszkam u Moniki. Dojeda na McGill na letni szko i mieszka w domu. Jej rodzina bardzo si o mnie troszczy. Zamilka na chwil, nie wiedzc, co powiedzie, a czego nie. - Birdie mieszka z nami. Spojrzaa w stron okna, a potem znowu na mnie. - Jedna policjantka rozmawia ze mn dwa razy dziennie i przywozi mnie tutaj, kiedy sobie zaycz. - Pochylia si do przodu i opara przedramiona na ku. - Rzadko nie pisz. - Zamierzam si poprawi. Nerwowy umiech. - Codziennie dzwoni tata, eby si spyta, czy niczego mi nie trzeba i eby zapyta o ciebie. Wina i poczucie straty doczyy do kotujcych si we mnie emocji. - Powiedz mu, e czuj si dobrze. Niepostrzeenie wrcia pielgniarka i stana koo Katy, ktra zrozumiaa, o co chodzi. - Przyjd jutro.

By ranek, kiedy usyszaam cig dalszy historii Fortiera. - Od lat mia na koncie nieprzyjemne przestpstwa seksualne. Jego kartoteka siga 1979 roku. Gdy mia pitnacie lat, przez ptora dnia trzyma jak dziewczyn pod kluczem, ale nie wytoczono mu sprawy. To jego babcia troszczya si o to, eby wyskoki wnuczka nie koczyy si sprawami sdowymi, eby nie by aresztowany. Przewanie wybiera jak kobiet, ledzi j i wiedzia dokadnie, co ona robi. W kocu przyskrzynili go za pobicie w l988... - Za babci. Claudel posa mi kolejne spojrzenie. Zauwayam, e bladofioletowy odcie jego jedwabnego krawata idealnie pasowa do koloru koszuli. - Oui. Opinia wydana przez wyznaczonego przez sd psychiatr okrelaa go jako paranoidalnego i kompulsywnego. - Odwrci si do Ryana: - Co jeszcze napisa tamten psychiatra? Silna agresja, moe by brutalny, szczeglnie wobec kobiet...

- Wic dosta sze miesicy i wyszed. Typowe - stwierdziam. Po tym Claudel po prostu zacz si we mnie intensywnie wpatrywa. Zmruy oczy i wrci do swojej relacji. - Oprcz tej dziewczyny i babci, do tamtej pory Fortier nie mia na sumieniu nic wicej, ni naprzykrzanie si. Ale kiedy zabija Grace Damas, naprawd go to podnieca, wic postanawia zabra si za powaniejsze rzeczy. Wanie wtedy wynajmuje swoj pierwsz kryjwk. Ta na Berger Street to bya tylko jego ostatnia. - Nie chcia dzieli si swoim hobby z on. - To Ryan. - Skd bra pienidze na wynajem, skoro pracowa tylko na p etatu? - Jego ona niele zarabia. Pewnie wyciga kas od niej, wymyla jakie kamstwa. A moe mia inne hobby, o ktrym nie wiemy. Na pewno to odkryjemy. Claudel cign dalej mwic tym swoim matowym, zdystansowanym gosem, ktrym omawia si policyjne przypadki. - W nastpnym roku zabiera si za ledzenie na powanie, zaczyna robi to systematycznie. Z tym metrem tak byo naprawd. Ma co na punkcie szstki. Najpierw jedzie sze przystankw, a potem zaczyna ledzi kobiet, ktra mu odpowiada. Pierwsza ofiara wybrana na chybi trafi to Francine Morisette-Champoux. Nasz pacjent wsiada do metra na Berri-UQAM, wysiada na Georges-Vanier i idzie za ni do domu. Siedzi j przez kilka tygodni, a potem zaczyna dziaa. Przypomniaam sobie jej sowa i poczuam wzbierajcy we mnie gniew. Chciaa si czu bezpieczna. Nietykalna w swoim wasnym domu. Najwiksze kobiece marzenie. Claudel mwi dalej. - Ale samo ledzenie jest zbyt ryzykowne i nie zaspokaja jego potrzeby dominacji. Widzc przy domu Morisette-Champoux znak ogaszajcy, e jest na sprzeda, wpada na pomys, eby to wykorzystywa. Gwarantuje wejcie do mieszkania... - Std Trottier? - Byo mi niedobrze. - Trottier. Tym razem jedzie zielon lini sze stacji i wysiada na Atwater. Chodzi po okolicy, a napotyka znak. Apartament jej ojca. Obserwuje, nie spieszy mu si, widzi, jak Chantale przychodzi i wychodzi. Mwi, e na jej mundurku zauway logo Sacre Coeur, kilka razy nawet poszed do szkoy. Potem zasadzka. - Wtedy mia ju te bezpieczniejsze miejsce do zabijania - doda Ryan. - Klasztor. Idealne miejsce. Jak udao mu si skoni Chantale, eby z nim posza? - Pewnego dnia czeka tak dugo, a si upewni, e jest sama, po czym dzwoni do

drzwi i mwi, e chciaby obejrze apartament. Jest potencjalnym kupcem i... Ale ona go nie wpuszcza. Kilka dni pniej zatrzymuje si koo niej, kiedy wychodzi ze szkoy. C za zbieg okolicznoci. Powiedzia, e ma umwione spotkanie z jej ojcem, ktry si jednak nie pojawi. Chantale wie, jak bardzo zaley jej staruszkowi na sprzeday tego apartamentu, wic zgadza si pj tam z nim. Cig dalszy znamy... Jarzeniwka nade mn bzyczaa cicho. Claudel kontynuowa. - Fortier nie chce ryzykowa umieszczania nastpnego ciaa na terenie klasztoru, wic jedzie z ni a do St. Jerome. Ale tam te mu si nie podoba. Za dugo si jedzie. Co by byo, jeli by zosta zatrzymany? Widzia seminarium i pamita, jaki to klucz. Nastpnym razem wymyla nawet co lepszego. - Gagnon. - Uczy si. - Voila. W tym momencie zjawia si pielgniarka, modsza i delikatniejsza w porwnaniu z t, ktra zajmowaa si mn w cigu tygodnia. Przyjrzaa si mojej karcie chorobowej, dotkna mojej gowy i zmierzya ttno. Pierwszy raz zauwayam, e ju nie mam wenflonu w rce. - Czuje si pani zmczona? - Nie. Dobrze si czuj. - Moe pani dosta jeszcze jedn tabletk przeciwblow, jeli jej pani potrzebuje. - Zobaczmy na razie, jak bdzie bez tego - odparam. Umiechna si i wysza. - A co z Adkins? - On jest mocno podkrcony, kiedy ma mwi o Adkins - odezwa si Ryan. - Nie chce mwi. Tak jakby by dumny ze swoich poprzednich osigni, ale z tego nie. Po korytarzu przejecha wzek z lekarstwami, jego gumowe kka suny cicho po pytkach. Dlaczego metoda zabicia Adkins rni si od innych? Metaliczny glos ponagla kogo, eby zadzwoni pod 237. Dlaczego byo tam tak brudno? Otworzyy si drzwi od windy i po chwili zamkny si z szumem. - Pomylcie o tym - powiedziaam. - Ma mieszkanie na Berger. Jego system dziaa.

Znajduje swoj ofiar, jadc metrem i szukajc znakw na sprzeda", potem ledzi j, a nadarzy si sprzyjajca okazja. Ma bezpieczne miejsce, gdzie moe zabija i bezpieczne miejsce do porzucania cia. Moe to wszystko dziaa zbyt dobrze. Moe ju go tak nie podnieca, wic musi podwyszy sobie poprzeczk. Postanawia pj do domu ofiary, jak to zrobi z Morisette-Champoux... Przypomniaam sobie zdjcia. Rozdarty strj do gimnastyki. Ciemnoczerwona kaua wok ciaa. - Ale robi si nieuwany. Wiemy, e dzwoni wczeniej, eby si umwi z Margaret Adkins. Nie przewidzia tego, e w czasie jego odwiedzin zadzwoni do niej m. Musi zabi j szybko. Musi j szybko poci i okaleczy czym, co ma pod rk. Robi to, ucieka, ale nie sprawia mu to satysfakcji. To nie on jest panem sytuacji. Figurka. Odcita pier. Ryan pokiwa gow. - Brzmi sensownie - przyzna Claudel. - Zabijanie jest ostatnim etapem w jego fantazjach o dominacji. Mog ci zabi i mog da ci y. Mog ukry twoje ciao i mog je zostawi na widoku. Mog zbruka twoj kobieco okaleczajc twoj pier albo pochw. Mog uczyni ci bezbronn odcinajc twoje rce. Ale wtedy dzwoni m, co grozi niemonoci osignicia satysfakcji, o ktrej marzy... - Zepsu zabaw. - To Ryan. - Przed Adkins nigdy nie korzysta z kradzionych przedmiotw. Moe potem uy jej karty kredytowej, eby jednak czu si panem sytuacji. - A moe mia problemy z kas, chcia wcign co przez nos i nie mia na to pienidzy. - Znowu Claudel. - Dziwne. Kiedy mwi o innych, nie zamyka mu si gba, ale przy Adkins milknie jak grb. - Ryan. Przez chwil nikt si nie odzywa. - Pitre i Gautier? - spytaam, unikajc tego, co naprawd chciaam wiedzie. - Twierdzi, e to nie jego sprawka... Ryan i Claudel zaczli szepta co midzy sob. Nie syszaam, co. Poczuam zimny dreszcz rozlewajcy si po mojej klatce piersiowej i tworzce si pytanie. Zlay si, zastygy, ale po chwili jednak nastpia werbalizacja. - A Gabby? Claudel spuci oczy.

Ryan odchrzkn. - Ty miaa... - Co z Gabby? - powtrzyam. Pod powiekami czuam palce zy. Ryan pokiwa gow. - Dlaczego? Nikt si nie odzywa. - Przeze mnie, prawda? Staraam si mwi spokojnym gosem. - Ten debil to wir - odpar Ryan. - Ma fioa na punkcie dominacji. Nie chce si otworzy i mwi o dziecistwie, ale jest w nim tyle nienawici do babki, e trzeba j zdrapywa z zbw, kiedy wychodzisz od niego z celi. Wini j za wszystko. Cay czas mwi, e go zniszczya. Z tego, co wiemy, bya strasznie wadcz kobiet i fanatycznie religijn. Jego poczucie niemocy pewnie bierze si z tego, co tam si midzy nimi dziao. - Co znaczy, e gociu naprawd nie ma szczcia do kobiet i wini za to staruszk doda Claudel. - Co to ma wsplnego z Gabby? Byo wida, e Ryan nie kwapi si do mwienia. - Najpierw Portier zdobywa poczucie panowania nad sytuacj przez podgldanie. Moe obserwowa swoje ofiary, ledzi je, dowiedzie si o nich wszystkiego, a one nawet nie wiedz o jego istnieniu. Prowadzi notatnik, ma wycinki z gazet i fantazjuje sobie. Zalet tego jest to, e nie ma niebezpieczestwa bycia odrzuconym. Ale w kocu przestaje mu to wystarcza. Zabija Damas, zauwaa, e mu si to podoba i decyduje si na wicej. Zaczyna. porywa i zabija swoje ofiary. Wadza absolutna. ycie i mier. To on jest panem sytuacji i nic nie moe go powstrzyma. Wpatrywaam si w ponce, niebieskie tczwki. - Wtedy pojawisz si ty i odkopujesz Isabelle Gagnon. - Jestem dla niego zagroeniem - powiedziaam, podejrzewajc, do czego zmierza. - Jego idealne modus operandi jest zagroone, czuje to. A przyczyn jest doktor Brennan. Moesz zburzy wszystkie jego fantazje, w ktrych to on jest najwaniejszym graczem. Przebiegam w mylach wydarzenia ostatnich szeciu tygodni. - Wykopuj i identyfikuj Isabelle Gagnon na pocztku czerwca. Trzy tygodnie

pniej Portier zabija Margaret Adkins i nastpnego dnia zjawiamy si na Berger Street. Trzy dni potem znajduj szkielet Grace Damas. - Wanie. - Jest wcieky. - Dokadnie. owy to dla niego sposb na rozadowanie pogardy wobec kobiet... - Albo nienawici do babci. - Claudel. - Moe. W kadym razie widzi, e wchodzisz mu w drog. - I jestem kobiet. Ryan sign po papierosa i przypomnia sobie, gdzie urwa. - Poza tym popeni bd. Przy Adkins by nieostrony. Korzystanie z jej karty kredytowej sprawio, e by o krok od zapania. - Wic musi na kogo zwali win. - Ten facet nie potrafi si przyzna, e co spieprzy. I zdecydowanie nie moe pogodzi si z tym, e naprzykrza mu si kobieta. - Ale dlaczego Gabby? Dlaczego nie ja? - Kto wie? Moe byy sprzyjajce okolicznoci? Dogodny czas? Moe wysza z mieszkania przed tob. - Nie sdz - powiedziaam. - Nie ma wtpliwoci, e ledzi mnie od jakiego czasu. To on podrzuci czaszk w moim ogrodzie? Pokiwali gowami. - Mg poczeka i zrobi to, co z innymi. - To jest chory skurwiel. - Claudel. - Z Gabby nie byo tak, jak z innymi. Nie bya to wybrana na chybi trafi nieznajoma. Fortier wiedzia, gdzie mieszkam. Wiedzia, e u mnie wtedy przebywaa... Mwiam bardziej do siebie, ni to Ryana i Claudela. Emocjonalny anewryzm, budowany przez ostatnie kilka tygodni i trzymany w ryzach tylko dziki sile woli, grozi wybuchem. - Zrobi to celowo. Ten psychiczny fiut chcia, ebym wiedziaa. To bya wiadomo, tak jak czaszka. Gos zacz mi si ama, ale nie mogam tego powstrzyma. Przypomniaam sobie kopert pod moimi drzwiami. Okrg z cegie. Spuchnit twarz Gabby z tymi jej malutkimi srebrnymi bokami. Zdjcie mojej crki. Cienka ciana mojego emocjonalnego balonu zostaa przebita i trzy tygodnie

tamszonego alu i napicia natychmiast wydostao si przez otwr, Moje gardo przeci ostry bl, ale krzyknam: - Nie! Nie! Nie! Ty pieprzony sukinsynu! Syszaam, jak Ryan mwi co ostro do Claudela, poczuam jego rce na ramionach, zobaczyam pielgniark, poczuam ukucie. Potem pustka.

43
Ryan przyszed mnie odwiedzi w domu w rod. Ziemia okrcia si ju siedem razy od tamtej piekielnej nocy, wic miaam dosy czasu, eby ustali oficjaln wersj wydarze. Ale byy jeszcze wyrwy w pamici, ktre musiaam wypeni. - Czy Fortier zosta oskarony? - W poniedziaek. Pi oskare pierwszego stopnia. - Pi? - Pitre i Gautier prawdopodobnie nie s powizane. - Powiedz mi co. Skd Claudel wiedzia, e Fortier si tutaj zjawi? - Tak naprawd to nie wiedzia. Z twoich pyta na temat szkoy wywnioskowa, e sprawc nie mg by Tanguay. Sprawdzi, dowiedzia si, e dzieci przychodz do szkoy na sm, a kocz lekcje pitnacie po trzeciej. Tanguay jest nader skrupulatny. Nie opuci ani jednego dnia, od kiedy zacz pracowa w tej szkole, a dni, o ktre pytaa, nie byy wolne. Poza tym dowiedzia si o tych rkawiczkach. Wiedzia, e jeste naraona na niebezpieczestwo, wic ruszy dup i zdecydowa si pojecha obserwowa twoje mieszkanie, dopki nie przyjedzie radiowz. Dojecha tam tu przedtem, nim zgasy wiata. Zadzwoni, ale nie byo sygnau, przeskoczy przez furtk ogrodu i stwierdzi, e drzwi balkonowe s otwarte. Wy dwoje bylicie zbyt zajci sob, eby go usysze. Wybiby pewnie szyb, ale musiaa zwolni zatrzask przy tych drzwiach, kiedy prbowaa uciec... Claudel. Po raz wtry mj wybawiciel. - Wyszo na jaw co nowego? - W samochodzie Fortiera znaleli torb z trzema obroami, paroma noami myliwskimi, pudekiem rkawiczek chirurgicznych i kompletem ubra roboczych. Kiedy mwi, pakowaam si, siedzc na brzegu ka. - Jego zestaw. - Tak. Jestem pewien, e rkawiczka z Berger Street i ta znaleziona przy Gabby bd pochodziy z pudeka znalezionego w samochodzie. Wyobraziam go sobie tamtego wieczora. Gadkie rce w rkawiczkach z biaymi kostkami wieccymi w ciemnoci. - Kiedy jecha si zabawi, zawsze by ubrany w strj do jazdy rowerem i rkawiczki. Nawet na Berger. Wanie dlatego nigdy nic nie znajdowalimy. adnych wosw, adnych wkien, niczego.

- adnej spermy. - O tak. Mia te pudeko prezerwatyw. - Dokadny. Podeszam do szafy, eby wzi moje stare teniswki i wcisnam je do torby. - Dlaczego to robi? - Wtpi, czy kiedykolwiek si dowiemy. Wyglda na to, e babcia trzymaa kontrol nad prysznicami i nie rozpieszczaa go. - To znaczy? - Bya twarda. I fanatyczna. - W sprawach? - Seksu i Boga. Niekoniecznie w tej kolejnoci. - Na przykad? - Robia maemu Leo lewatyw i cigna go do kocioa codziennie rano. eby oczyci jego ciao i dusz. - Codzienna msza i rytualne ablucje. - Rozmawialimy z jej ssiadem, ktry pamita, jak kiedy jako dziecko bawi si na pododze z psem. Stara dewota o mao co nie dostaa zawau, bo sznaucer mia wzwd. Dwa dni pniej znaleziono psin z brzuchem penym trucizny na szczury. - Czy Fortier wiedzia? - Nie mwi na ten temat. Mwi o tym, e kiedy mia siedem lat, zapaa go, jak si onanizowa. Babcia przywizaa wtedy jego nadgarstki do swoich i cigaa go za sob przez trzy dni. Gociu jest naprawd uczulony na punkcie swoich rk. Zastygam w poowie zwijania swetra. - Dlatego rce. - Wanie. Ale to nie wszystko. By te wujek, ksidz, ktry musia przej na wczeniejsz emerytur. Chodzi po domu w szlafroku i prawdopodobnie wykorzystywa dzieciaka. To kolejna sprawa, na temat ktrej nic nie mwi. Sprawdzamy to. - Gdzie jest teraz babka? - Nie yje. Zmara tu przed tym, nim zabi Damas. - To go sprowokowao? - Kto wie. Zaczam przebiera wrd strojw kpielowych, przestaam i wepchnam je wszystkie do torby.

- A co z Tanguayem? Ryan potrzsn gow i dugo wydycha powietrze. - Wyglda na to, e to jeszcze jeden obywatel, ktry ma mocno dziwne preferencje seksualne. Przestaam wybiera skarpetki i spojrzaam na niego. - Jest regularnym wirem, ale prawdopodobnie niegronym. - To znaczy? - By nauczycielem biologii. Zbiera z drg martwe zwierzta, gotowa ciaa i wyciga z nich szkielety. Zbiera dekoracje do klasy. - A apy? - Suszy je do swojej kolekcji ap krgowcw. - Czy to on zabi Als? - Twierdzi, e znalaz j martw na ulicy blisko uniwersytetu i przynis do domu, eby doczy j do swojej kolekcji. Wanie j poci, kiedy przeczyta artyku w Gazette. Przestraszy si, wic woy j do torby i zostawi na dworcu autobusowym. Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy si, jak jej si udao wydosta z laboratorium. - I to Tanguay jest klientem Julie, prawda? - W rzeczy samej. Podnieca si, kiedy kupuje prostytutk i kae jej zaoy koszul nocn matki. I... - Zawaha si. - I? - Przygotuj si na to. To Tanguay by lalkarzem. - Nie. Wamywa si do sypialni? - Wanie. Dlatego a si skrca ze strachu, kiedy go przesuchiwalimy. Myla, e za to go zatrzymalimy. Kretyn sam si z tym wygada. Wyranie kiedy nie mg znale zaspokojenia na ulicy, uywa planu B. - Wamywa si i podnieca czyj piam. - Wanie. To lepsze ni krgle. Co jeszcze mnie zastanawiao. - Telefony? - Plan C. Zadzwo do kobiety, rozcz si i czuj, jak swdz ci genitalia. Zachowanie typowe dla podgldaczy. Mia list numerw. - Jakie teorie na temat tego, skd wzi mj? - Prawdopodobnie od Gabby. Podglda j.

- A rysunek, ktry znalazam u siebie w koszu na mieci? - Tanguay. Interesuje si sztuk ludw pierwotnych. Bya to kopia czego, co widzia w jakiej ksice. Narysowa to po to, eby da Gabby. Chcia poprosi j, eby nie wycinaa go ze swoich bada. Spojrzaam na Ryana. - Lekko ironiczne. Mylaa, e kto j ledzi, a tak naprawd byo ich a dwch. Poczuam, e zy napywaj mi do oczu. Emocjonalny strup zacz ju si tworzy, ale by jeszcze sabo rozwinity. Upynie jeszcze duo czasu, nim bd moga o niej myle. Ryan wsta i przecign si. - Gdzie jest Katy? - spyta, zmieniajc temat. - Posza kupi olejek do opalania. - Zamknam torb i upuciam j na podog. - Jak si miewa? - Na oko dobrze. Opiekuje si mn jak prywatna pielgniarka. Odruchowo podrapaam si po szwach na szyi. - Ale by moe jest bardziej zatroskana, ni to pokazuje. Wie o przemocy, ale to jest przemoc w wiadomociach, w poudniowym Los Angeles, Tel Awiwie i Sarajewie. Zawsze byo to co, co przydarza si innym ludziom. Pete i ja specjalnie nie informowalimy jej o tym, czym si zajmuj, nie wiedziaa o mojej pracy. Teraz to jest blisko i to bardzo osobista sprawa. Jej wiat przewrci si do gry nogami, ale dojdzie do siebie. - A ty? - Ja si czuj dobrze. Naprawd. Stalimy w milczeniu i przygldalimy si sobie nawzajem. Potem sign po marynark i przerzuci j przez rami. - Jedziecie na pla? - Jego udawana obojtno nie bya zupenie przekonywajca. - Mamy zamiar zaliczy tyle pla, ile si da. Nazwaymy nasz wycieczk Wielk Wypraw po Piaskach i Falach". Najpierw jedziemy do Ogonquit, a potem wzdu wybrzea. Cape Cod. Rehobeth. Cape May. Virginia Beach. Naszym jedynym planem jest to, by by w Nags Head pitnastego. Pete to zorganizowa. Ma zamiar tam by. Ryan pooy mi rk na ramieniu. W jego oczach byo wicej ni tylko czyste zawodowe zainteresowanie. - Ale wracasz? Zadawaam sobie to pytanie przez cay tydzie. Wracam? Do czego? Do pracy? Czy

mogabym przej to wszystko jeszcze raz z jakim innym pokrconym psychopat? Do Quebecu? Czy zniosabym docinki Claudela i to, e z jego powodu musiaabym stan przed jak komisj? Co z moim maestwem? Nie byo zwizane z Quebekiem. Jak mam si zachowa wobec Pete? Co bd czua, kiedy si z nim spotkam? Podjam jedn decyzj: nie bd si nad tym teraz zastanawia. Poprzysigam sobie nie wraca do niepewnoci dnia wczorajszego i sprawi, eby przeszo nie kada si cieniem na czasie, ktry mam spdzi z Katy. - Oczywicie - odparam. - Bd musiaa dokoczy raporty, a potem zeznawa. - No tak. Zapada pena napicia cisza. Oboje wiedzielimy, e bya to wymijajca odpowied. Odchrzkn i sign do kieszeni marynarki. - Claudel prosi mnie, ebym ci to przekaza. Wycign brzow kopert z nadrukiem logo CUM w jej lewym grnym rogu. - Dziki. Wcisnam j do kieszeni i odprowadziam go do drzwi. Nie teraz. - Ryan. Odwrci si. - Moesz to robi dzie po dniu, rok po roku i nie straci wiary w gatunek ludzki? Nie odpowiedzia od razu, wydawao si, e wpatruje si w jaki punkt przestrzeni midzy nami. Potem spojrza mi w oczy. - Od czasu do czasu gatunek ludzki wydaje drapienikw, ktrzy eruj na pozostaych. Oni nie nale do gatunku. Oni s mutantami. Moim zdaniem te osobniki nie maj prawa zuywa tlenu. Ale s tutaj, wic pomagam ich wsadzi za kratki, czyli tam, gdzie nie bd mogli szkodzi innym. Sprawiam, eby yo si bezpieczniej ludziom, ktrzy wstaj rano, codziennie chodz do pracy, wychowuj dzieci albo hoduj pomidory czy rybki tropikalne i wieczorem ogldaj mecz w telewizji. To oni s gatunkiem ludzkim. Patrzyam, jak odchodzi, znowu podziwiajc ksztaty wypeniajce jego dinsy. I gow te, pomylaam zamykajc drzwi. Moe kiedy... Powiedziaam to do siebie, umiechajc si. Daj Boe.

Pniej tego wieczora Katy i ja poszymy na lody, po czym wjechaymy na wzgrze. Siedzc na moim ulubionym miejscu widokowym, widziaymy ca dolin, witego Wawrzyca - czarny zarys w oddali i Montreal - migoczc panoram rozcigajc si pod wzgrzem.

Spojrzaam w d z awki, na ktrej siedziaymy, i czuam si jak pasaer dziecicej kolejki. Ale przejadka w kocu si skoczya. By moe przyjad si poegna. Skoczyam loda i wcisnam serwetk do kieszeni. Moja rka natrafia na kopert Claudela. Do diaba, dlaczego nie teraz. Otworzyam j i wyjam rcznie zapisan kartk. Troch dziwne. I nie byo to formalne zaalenie, ktrego si spodziewaam.

Doktor Brennan, Ma pani racj. Nikt nie powinien umiera anonimowo. Dziki pani tych kobiet to nie spotkao. Dziki pani Leo Fortier nie bdzie ju mg bezkarnie mordowa. My jestemy ostatni lini obrony przed nimi, alfonsami, gwacicielami, wyrachowanymi mordercami. Bybym zaszczycony, gdybym mg z pani jeszcze kiedy pracowa... Luc Claudel

Wyej na grze wida byo sabo owietlony krzy, ktry obwieszcza swoje przesanie caej dolinie. Jak to mwi Kojak? Kto ci kocha, skarbie. Ryan i Claudel o tym wiedzieli. I bylimy naprawd ostatni lini obrony. Spojrzaam na miasto w dole. Zosta tu. Kto ci kocha. - A la prochaine - powiedziaam letniej nocy. - Co to znaczy? - spytaa Katy. - Do nastpnego razu. Moja crka wygldaa na zbit z tropu. - Pojedmy ju nad morze.

Centres d'intérêt liés