Vous êtes sur la page 1sur 13

Nie jest to lektura enneagramowa, ale daje trochę do myslenia, bo Czwórki,

jak wynika z moich doświadczeń, mają duże problemy ze zdroworozsądkowym


kochaniem siebie. Nie narzucam, można olać, nie zgadzać się z Manuelem,
zarzucając mu np. naiwność, hurraoptymizm, ale …..lepiej lub gorzej
odzwierciedla problem, z którym musicie się zmierzyć, mądrą
samoakceptacją…
Wasz Zielony smok

BOB MANDEL
TERAPIA OTWARTEGO SERCA

Kochaj siebie bez względu na wszystko

W IDZIAŁEŚ GO NA ULICY - SILNEGO , ŚMIAŁEGO , SAMODZIELNEGO . Bije od niego pewność


siebie i zdecydowanie, które zawsze podziwiałeś, może nawet mu zazdrościłeś. Nie jest
sztuczny. Idzie wyprostowany, otwarty, gotów na wyzwanie chwili. Jego zaufanie do życia
sprawia, że wątpliwości i lęki nie mają u niego racji bytu. Jest pełen spokoju, choć kipi
witalnością. Jego ciało jest odprężone, choć w żadnym razie ospałe. Oczy są błyszczące, a
uśmiech autentyczny. Oto człowiek, który pozostaje w zgodzie ze swoją przeszłością, wie,
dokąd zmierza, i cieszy się tym, gdzie się znajduje. Kim jest? Czy mógłby być tobą?
Kluczem otwierającym twój bezgraniczny potencjał jest miłość. Tylko ona wyzwala cię,
tylko ona uzdrawia - a zaczyna się od ciebie samego. Nie ma sensu szukać poza sobą tego,
czego nie daliśmy sobie sami. Miłość zaczyna się w naszym własnym pokoju! Nigdy nie
znajdziesz dla siebie doskonałej dziewczyn}' czy chłopaka, nie mówiąc już o małżonku,
jeśli sam nie jesteś dla siebie doskonałym partnerem.
Często słyszę, jak ludzie mówią: „Nie cierpię siebie za to, że jestem taki";
„Nienawidzę siebie za to, co zrobiłam"; „Nienawidzę siebie za to, co powiedziałem".
Nienawidzenie siebie za to, że nie jesteś taki, jakim pragnąłbyś być, hamuje proces
rozwoju. Nienawiść jest destrukcyjna. Bez względu na to, co pomyślisz, powiesz czy
zrobisz, zawsze zasługujesz na swoją miłość i szacunek. Możesz odrobić swoje życiowe
lekcje bez nienawidzenia siebie za swoje „problemy".
W miarę jak pokonujesz poczucie winy, zaczynasz odczuwać, że zasługujesz na dużo
więcej. Gdy coraz bardziej postrzegasz ten świat w kategoriach nagrody, a nie kary,
uświadamiasz sobie, że musi być w tobie coś cudownego, skoro znalazłeś się w tak
niewiarygodnym ogrodzie zabaw, zwanym życiem. Gdy otwiera się twoje serce, zaczynasz
doświadczać bezbrzeżnego oceanu miłości, który jest do twojej dyspozycji, i nagle
zaczynasz doceniać, jak nadzwyczajne jest to, że żyjesz. Wielu z nas traktuje życie jako
oczywistość, rzadko przystając, aby zauważyć, że póki jesteśmy żywi, dysponujemy
najcenniejszym darem wszechświata - samym życiem. Z tego daru wywodzą się wszelkie
pozostałe; nie zamienilibyśmy go na wszystkie pieniądze świata.
Pomyśl o tym przez moment: już w tej chwili posiadasz coś, co jest dla ciebie warte
więcej niż wszystkie bogactwa świata!
Postawa wdzięczności za fakt własnego życia jest pierwszym składnikiem w
przepisie na poczucie własnej wartości. Im większą łączność czujesz ze swoim
wyborem, aby żyć, tym bardziej wybór ten wydaje ci się prawidłowy. Jak znakomity
masz gust! Życie, cóż za wspaniały wybór! Jest jasne, że wybierasz życie, dopóki nie
wybierzesz śmierci. Twoja wola życia jest silniejsza od dążenia do śmierci. Jak
cudownie.
Naprawdę nie można dać innym więcej miłości, niż daje się sobie, ani otrzymać jej
więcej od innych, niż otrzymuje się od siebie. Ty sam jesteś źródłem miłości w swoim
życiu. Ludzie, których spotykasz, w doskonały sposób zawsze odzwierciedlają to, co
czujesz i myślisz o sobie.
Jeśli wciąż kurczowo trzymasz się myśli, że gdzieś jest ktoś -rycerz w lśniącej zbroi
czy gładkolica dama, która cię porwie i uniesie ku niebiosom, rozwiązując wszystkie
twoje problemy, lepiej o tym zapomnij. Takie romantyczne poszukiwanie jest fikcją -
beznadziejnym dążeniem do spełnienia fantazji, tęsknotą do odtworzenia pępowiny,
znalezienia doskonałego zastępcy rodziców. „Gdzieś tam" nie ma wyśnionej Jej ani
Jego. Jesteś tylko Ty. Ty sam stań się doskonałym partnerem dla siebie. To ty jesteś
idealnym Nim czy idealną Nią. Tylko ty możesz wypełnić pustkę w sobie, nikt inny.
Poza tym, jeśli ktoś pokocha cię bardziej niż ty sam, będziesz go odpychał, unikał albo
uważał, że kłamie. Albo też będziesz wysilał się, by zapracować na miłość, na którą, jak
sądzisz, nie zasługujesz.
A jeśli to ty kochasz kogoś bardziej, niż on siebie, odrzuci cię lub będzie się starał,
abyś ty go odrzucił. Albo będziesz próbował go zmienić, co będzie ci miał za złe.
Albo zmieni się dla ciebie, a potem cię opuści.
Bezinteresowna miłość, jak miłość bliźniego, rozpoczyna się od siebie samego. Nie
możesz przynieść innym miłości, której nie umiałeś przynieść sobie. Zacznij od
uprzejmości wobec siebie. Zacznij od zauważenia siebie.
Zanurz się we własnej doskonałości! W pewnym sensie twoja tożsamość jest funkcją
dwóch statków mijających się w nocy. Tyle, że jeden z nich nie płynie. Jest już na miejscu -
to twoje stałe, niezmienne, doskonałe ja. To cząstka ciebie, która jest świadoma, że już
wiesz, bezstronny obserwator, koronny świadek, cząstka, która stwierdza: „O, znowu to
robisz", ale nie osądza. Drugi statek jest w drodze, przechodzi sztormy, omija góry
lodowe, koryguje kurs, szuka celu. Jesteś obu tymi statkami: jednym - niezmiennym i
perfekcyjnym, i drugim - podległym zmianom i niedoskonałym. Jedna część jest twarda jak
skała, druga jest wodą nieustannie omywającą skałę. Kluczem do życia jest pamięć o
doskonałym, kochającym rdzeniu siebie, akceptacja zmieniającej się, niedoskonałej powłoki
i nauczenie się, jak zmieniać kurs na środku rzeki, gdy odkrywasz, że płyniesz przeciw
nurtowi.

By-pass 15
Profil wartości własnej
U góry kartki papieru napisz: „Jestem..." i wymień wszystkie cechy —
pozytywne i negatywne - które ko|arzq ci się ze sobą. Zapełnij całq stronę, nie
przejmując się tym, czy są prawdziwe, czy nie. Kiedy skończysz, podkreśl te
cechy, które uznajesz za pozytywne. Patrzysz na profil obecnego stanu swojego
poczucia własnej wartości. „Negatywne" cechy są tym, co powinieneś sobie
wybaczyć lub odmienić przez wprowadzanie nowych myśli.

Pierwszym krokiem do poczucia własnej wartości jest akceptacja siebie.


Zaakceptowanie siebie z całą pozorną wieloznacznością oraz sprzecznościami i
pozwolenie sobie na to, by byd tym, kim jesteś, bez osądzania - stwarza kontekst do
bezinteresownej miłości innych.
Drugim krokiem jest szacunek do siebie. Szanowanie siebie -gdziekolwiek jesteś w
życiu i jakiekolwiek wydają się być twoje pozorne ograniczenia - może stać się
trampoliną do kwantowych skoków rozwoju.
Szacunek do siebie może otworzyć drzwi boskiej intuicji. Być może
niewystarczająco sobie ufasz. Może starasz się, by inni ludzie dawali ci wskazówki, jak
żyć. Ponieważ jednak nie masz zaufania do siebie, nie możesz go też rozciągnąć na
innych. Jesteś uwięziony między swoją bezradnością i brakiem zaufania, wiedząc, że
dopóki możesz polegać na intuicji, zawsze będziesz podejrzliwy wobec innych, mimo
że tak usilnie szukasz ich porady!
Nie miej sobie za złe, źe poglądy innych podajesz w wątpliwość. Nie każdy jest w pełni
wiarygodny, a ty prawdopodobnie odbierasz tylko wątpliwości tych osób wobec samych
siebie. Na różnych ludziach można polegać w różnych sprawach. Jednym z kluczy do
powodzenia w relacjach z innymi jest wiedza o tym, komu ufać w czym i kiedy. Wie to
większość ludzi biznesu, którzy odnieśli sukces.
Być może sądzisz, że powinieneś zawsze wszystkim ufać. Nonsens! Wyrazem
bezpieczeństwa i roztropności jest ograniczone zaufanie. Paranoja w niewielkich
dawkach może być zdrowa.
Aby kochać, nie musisz być naiwny. Prawdziwa miłość nigdy nie jest ślepa. Widzi
prawdę i ją wypowiada, wiedząc, że prawda zawsze nas wyzwala, nawet kiedy brzmi:
„Nie ufam ci". Ilekroć mówisz prawdę, służysz swojemu poczuciu własnej wartości
oraz pożytkowi innych, bez względu na to, co się wydaje. Ufaj prawdzie każdej chwili!
„Nie, dziękuję" - jest reakcją pełną miłości. Udzielanie i przyjmowanie odmowy
często może stwarzać konflikt dla serca. Ale nie musi. Dobry przyjaciel zawsze umie
zaakceptować „nie". Powiedzenie „tak", kiedy uważasz „nie", jest zdradą siebie i
powoduje gwałtowny spadek poczucia własnej wartości. Często strach przez po
wiedzeniem „nie" jest strachem przed urażeniem kogoś. Chcesz uchronić tę osobę przed
bólem. Poczucie winy sprawia, że zamykasz serce i albo twój głos brzmi gniewnie, gdy
mówisz „nie", albo też mówisz „tak", by później tego żałować.
Tymczasem można powiedzieć „nie" popierając to energią miłości. Ludzie tak
naprawdę nie chcą, żebyś potakiwał, kiedy wolisz zaprzeczyć. Jest to zachowanie
pozbawione szacunku do nich. Kiedy tak postępujesz, odbierają sprzeczny sygnał, co
sprawia, że są zdezorientowani i czują się nieswojo.
Oczywiście ty też musisz się nauczyć przyjmować „nie". Być może jednym z twoich
motywów, by przytakiwać innym, jest chęć, by chronić się przed wszystkimi „nie",
które boisz się usłyszeć. Wydaje się jednak, że dla każdego istnieje pewien krytyczny
poziom odrzucenia i kiedy jesteśmy odrzucani wystarczająco często, sami przestajemy
się dalej odrzucać, a wówczas i inni zaczynają nas pełniej akceptować. Wszelkie
odrzucenie jest akceptacją w przebraniu!
Większość ludzi nigdy nie dotarła do krytycznego dla siebie poziomu odrzucenia,
gdyż żyją oni w takim lęku i beznadziejności. że z rzadka ryzykują zadanie sobie
pytania, czego pragną. Powstrzymują siebie pod pozorem, że w ten sposób się chronią,
jednak jedynym, co faktycznie chronią, jest ich strach. Aby pokonać strach przed
odrzuceniem, trzeba wytworzyć u siebie nawyk zwracania się
Oto, czego chcemy. Jeśli w odpowiedzi usłyszysz „nie", zlokalizuj i uwolnij
negatywną myśl, z którą ten ktoś się zgadza. Odrób swoją lekcję i przejdź do następnego
pytania. Każdy notujący sukcesy handlowiec powie, że tak właśnie należy postępować.
Kiedy poczucie własnej wartości oddzielisz od reakcji innych ludzi na ciebie, będziesz
na dobrej drodze, by osiągnąć to, czego pragniesz.

By-pass 16
Weź czystą kartkę papieru. U góry napisz: „Pragnę siebie pochwalić za..." i
sporządź listę co najmniej 25 czynników, w związku z którymi chciałbyś siebie
wyróżnić. Nie poddawaj się zażenowaniu i skromności. Pozwól sobie przez
moment śpiewać hymn pochwalny na własny temat. Pamiętaj: cokolwiek
stworzyłeś w przeszłości, ty byłeś tego twórcą; zasługujesz na to, by docenić
swoją kreatywność bez względu na wszystko inne.
Pamiętam, kiedy sam postanowiłem przebrnąć przez krytyczny punkt odrzucenia. Zawsze
czułem, że nie jestem dość dobry. Byłem też nałogowo uzależniony od odrzucenia. To była moja
ulubiona metoda torturowania siebie bólem poczucia własnej nieodpowie-dniości. Niekiedy
próbowałem odrzucić nałóg, nie prosząc o to, czego chciałem - chroniłem się w ten sposób przed
porażką, ale jednocześnie traciłem coś wartościowego po drodze. Pewnego dnia jesienią 1976
roku przyjaciel zasugerował mi, że może w zbyt małym stopniu doświadczyłem odrzucenia. Ta
pokraczna myśl trafiła w sedno. Zacząłem myśleć o tym, że istnieje krytyczny poziom odrzuce-
nia, do którego jeszcze nie dotarłem, i że jeśli doświadczę wystarczająco często odmowy, zobaczę,
iż nie ma w tym niczego, co dotyczy mnie osobiście, i zacznę bardziej siebie akceptować. W
każdym razie koncepcja ta zaintrygowała mnie i postanowiłem ją wypróbować wykonując mały
eksperyment: wyjdę na Piątą Aleję w Nowym Jorku i będę się oświadczał każdej pięknej
kobiecie, którą zobaczę, aż przebrnę przez swój strach przed odrzuceniem.
Pamiętam pierwsze podejście. Zbliżała się piękna blondynka -prawdziwa Farrah Fawcett.
Moje ciało trzęsło się jak galareta, ale pomyślałem: „U licha, musisz kiedyś zacząć", i stanąłem
naprzeciw niej, zatrzymując ją w pół kroku.
„Przepraszam - powiedziałem niepewnym głosem. Spojrzeliśmy na siebie, ja dostrzegałem
każdą niespokojną myśl przebiegającą jej przez głowę. Dosłownie widziałem siebie przez jej
oczy. - Czy dzisiejszy wieczór masz zajęty?" Zaśmiała się raz, potem drugi. A potem głośno
przełknęła ślinę i obeszła mnie półkolem, jakbym był jakimś meblem zagradzającym jej drogę.
Byłem zdruzgotany, totalnie unicestwiony. Słaniając się, podszedłem do witryny sklepu, by
zebrać się w garść. Łzy ciekły mi po policzkach. Ciało dostało praktycznie konwulsji. Jakie
interesujące! Nieznana mi kobieta powiedziała „nie", a ja rozsypałem się w proch.
Oczywiście nie miałem zamiaru ulec po jednym nokaucie, bez względu na to, jak czułem się
upokorzony. Byłem zdeterminowany, by stanąć na nogi, zebrać siły i stoczyć całą walkę.
Spędziłem na rogu cały dzień i dwa następne. Zaczepiłem chyba ze sto kobiet - za każdym
razem nokaut, proszę zauważyć. Niektóre po prostu mnie stratowały. Inne dały kilka
kuksańców, klepnęły niczym Muham-mad Ali, i oddaliły się tanecznym krokiem. Kilka, niewiele
- no, jedną - rzuciłem na sznury ringu, ale potem pojawił się mąż.
Jednak o dziwo, po pierwszych siedemdziesięciu paru odmowach zacząłem się czuć
inaczej. Na początku ilekroć słyszałem „nie", oznaczało to jakby koniec świata. Ale po pewnym
czasie nie bolało już tak bardzo. Może oczekiwałem najgorszego, więc mniejsze było
rozczarowanie, ale sądzę, że zaszło coś więcej.
Te wszystkie kobiety mówiące do mnie „nie" - widziałem, że naprawdę mówiły „tak". To
znaczy ja byłem tym, który mówił „nie". To ja mówiłem: „Bob, jesteś do niczego. Kobiety,
których chcesz, zawsze ci odmawiają". To były moje myśli o sobie. Te kobiety mnie nie odrzucały,
tylko w jakiś niepojęty sposób zgadzały się z moją oceną siebie. Doszło do sytuacji, kiedy
jedna powiedziała „nie", a ja niczego nie poczułem w swoim ciele - tj. niczego negatywnego.
Uśmiechnąłem się i podziękowałem jej, szczerze. Dostrzegłem całkowitą doskonałość tego „nie".
Strach przed sukcesem jest znacznie większy od strachu przed porażką.
Kiedy zaczęły mówić „tak", opadł mnie nowy rodzaj przerażenia - przerażenia przed
rzeczywistym otrzymaniem tego, czego zawsze unikałem. Nauczyłem się, że strach przed
porażką, mimo że przemożny, jest w rzeczywistości znacznie bardziej bezpieczny od strachu
przed sukcesem. Możliwe, że jesteśmy przyzwyczajeni do porażek, poświęceń i
kompromisów. Znamy to! Wiemy, że można je przeżyć. Sukces tymczasem jest terytorium
obcym, niezbadanym. Pamiętam, kiedy pierwszy raz w życiu dostałem pokaźną sumę
pieniędzy. Ktoś podawał mi czek, a moja dłoń wilgotniała od potu, ciało drgało, serce
waliło, jakbym znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. „Czy naprawdę mogę to
przyjąć? - zastanawiałem się. - Czy nie pociągnie to jakiejś surowej kary? Czy zasługuję na
to? Co pomyślą moi rodzice?" Trzymając czek i płacząc przypomniałem sobie słowa matki, że
żyje po to tylko, by zobaczyć mój sukces. „Czy teraz umrze? - myślałem. -Boże, czy ja to
wszystko wytrzymam?" Przed oczami błysnął mi obraz samobójstwa.

Sukces jest największym wyzwaniem dla twojej woli życia!


Ludzie reagują na nas w taki sposób, w jaki my reagujemy na siebie. Spójrzmy prawdzie w
oczy: często lepiej się czujemy z odrzuceniem niż z akceptacją. Jest lepiej znana, jak stary
druh, na którego można liczyć. Być akceptowanym znaczy otrzymywać kochającą energię
w większej ilości niż ta, którą jesteśmy przyzwyczajeni wykorzystywać. Może to powodować,
że wykręcamy się i uchylamy. Szybko opada nas poczucie przytłoczenia, zapadania się w
ruchome piaski.
Lekcja „nieodwzajemnionej" miłości jest bardzo cenna, pod warunkiem, że pozwolisz
sobie ją przyjąć. Jeśli zakochasz się w kimś, kto nie czuje podobnie, masz sposobność
nauczyć się dawania miłości bezinteresownie, bez oczekiwania czegokolwiek w rewanżu.
Kochanie bez wiązania sznurami jest miłością bezwarunkową. Możesz uwolnić się od
stanu potrzeb, uzależnienia i samotności, które nadal kojarzyły ci się z miłością, kiedy
ktoś cię odrzucił.
Odrzucenie jest też okazją, by samemu pełniej kochać siebie. Wszelkie odrzucenie
wspiera cię w pełniejszej samoakceptacji.
Z drugiej strony, kiedy ktoś zakocha się w tobie, a ty nie czujesz tego samego, masz
okazję otrzymywać miłość bez odczuwania zobowiązań. Możesz wyraźnie powiedzieć tej
osobie o swoich uczuciach, a jej pozwolić, by czuła to, co czuje, i odprężyć się. Miłość nie
zawsze musi znaczyć coś ważnego. Miłość nie sprawia, że stajesz się czyimś dłużnikiem.
Swobodne przyjmowanie jej sprawia dawcy przyjemność świadomości, że jego miłość
jest wystarczająco dobra i że dotarła do swego celu.
Mówienie „tak", gdy myślisz „tak", i „nie", gdy myślisz „nie", pogłębia radość w
twoim sercu i jasność w relacjach z ludźmi. Opanowanie elementu dawania w
otrzymywaniu i otrzymywania w dawaniu przywraca uczciwość sercu, eliminując
potrzebę, by prowadzić buchalterię strat i zysków w związku.
Termin „miłość własna" jest w zasadzie pleonazmem, gdyż w pewnym sensie „jaźń"
(ja) jest miłością. Miłość własna jest po prostu doświadczaniem siebie bez przeszkód.
Gdybyś doświadczał siebie bez żadnych osądów, zastrzeżeń czy rozważań, w naturalny
sposób polubiłbyś siebie. Gdybyś przestał porównywać się z innymi i doświadczał
siebie takiego, jakim jesteś, w naturalny sposób polu biłbyś siebie. Gdybyś zaniechał
prób przypodobania się innym w nadziei, że ich aprobata sprawi, iż sam poczujesz się
w porządku, w naturalny sposób polubiłbyś siebie.
To całkowicie naturalne lubić siebie! Miłość siebie nie jest egoizmem. Egoista
nienawidzi się, ale postępuje tak, jakby był Boskim darem dla świata. Egoista jest
szpanerem. Popisuje się, chwali i udaje, że jest tym, kim boi się, że nie jest. Ponieważ
żaden wysiłek nie jest w stanie zniwelować fundamentalnego obrzydzenia sobą, egoizm
jest bezowocny. Teoria jest taka: jeśli tylko będę umiał przechytrzyć ludzi, żeby mnie
pokochali, może uzyskam chwilowe wytchnienie od nienawiści do siebie. Niestety,
pozytywne wzmocnienie jest nic nie warte, kiedy spiszemy siebie na straty.
Zwykle oczekujemy, aby ludzie potwierdzali opinie, które sami mamy o sobie. Jeśli
myślisz w kółko: „Jestem do niczego, jestem do niczego, jestem do niczego", będziesz
automatycznie przyciągał przyjaciół, kolegów w pracy, szefów i partnerów, którzy cię nie
doceniają. Jeżeli twoją fundamentalną oceną siebie jest „jestem do niczego" - jeżeli takie
jest pierwotne prawo, rządzące tobą - kiedy ktoś mówi, że jesteś do niczego, po cichu
rozpromieniasz się, (mimo że się dąsasz). Paradoksalnie, czujesz się zadowolony. Wiesz,
że zawsze miałeś rację. Twoje najgorsze podejrzenie o sobie sprawdziło się i jakaś część
ciebie oddycha z ulgą. Z drugiej zaś strony, jeśli pojawiają się ludzie, którzy mówią, że
jesteś mistrzem, do akcji wkracza algorytm negacji. „Akurat! - myślisz. - Albo kłamią, żeby
mi poprawić humor, albo sami nie są zbyt mocni. A już na pewno niezbyt
spostrzegawczy." Gdyby twój umysł przyjął wyrażone przez nich uznanie, musiałbyś sam
przyznać przed sobą, że nie miałeś racji. Ale ty wiesz, że masz rację! Jesteś do niczego.
Całe twoje życie jest żywym dowodem własnej bezwartościowości.
Jeśli jednak doceniasz siebie, będziesz przyciągał ludzi, którzy potwierdzają tę opinię.
Tylko para ludzi, którzy bezinteresownie kochają siebie samych, jest w sytuacji, w
której mogą zacząć kochać się nawzajem. Im bardziej kochasz siebie, tym więcej masz
miłości, którą możesz dzielić się z innymi! Podczas moich seminariów dotyczących
prosperity zawsze pytam słuchaczy: „Ile jesteście dla siebie warci?" Wielu z nich
pytanie to wprawia w zdumienie. Jest to tak jednoznaczne połączenie miłości i finansów,
dwu obszarów, w których wielu ludzi odczuwa niedostatek. Ile jesteś dla siebie wart? Jak
praca, którą wykonujesz, czy produkt, który sprzedajesz, ma być wartościowa, jeśli ty,
wykonawca, nie cenisz siebie?
Wielu z nas było wychowanych w przekonaniu, że lepiej być pozbawionym „ja" niż
samolubnym, lepiej usuwać się w cień niż afirmować. Wyrzeczenie się siebie - często
cenne jako forma oczyszczającej dyscypliny - może rodzić niebezpieczeństwo, jeśli prze-
mieni się w obsesję wynikającą z przeświadczenia, że coś w nas jest nie w porządku.
Umartwianie się wynikające z poczucia winy jest karą, bez względu na to jak sprytnie
zakamuflowaną! Prawda jest taka, że każda służba zaczyna się od własnego „ja" i
wszelka służba właśnie jemu służy. Jeśli masz pasję pomagania ludzkości, będziesz w
takim stopniu skuteczny, w jakim czujesz, że masz coś cennego do zaoferowania planecie.
Jedynie przez pielęgnację swego „ja" - a nic nie pielęgnuje tak jak bezwarunkowa miłość
- zdobywamy zdolność służenia innym. Służba oparta na wysokim poczuciu własnej
wartości jest podwójnie owocna, gdyż przyczynia się do dobrobytu innych, a
jednocześnie uzupełnia twoje zasoby miłości. Jeśli odmawiasz sobie miłości, zstępujesz
w otchłań męczeństwa, dając i poświęcając tak długo, aż w końcu nie zostaje już nic do
ofiarowania. Pełne wyczerpanie!
Miej jasność, czego naprawdę chcesz w życiu. Ludzie często narzekają, że nie
otrzymują tego, czego pragną, ale kiedy zapytasz ich, co to jest, odpowiadają: „Nie
wiem". Niezdefiniowanie własnych celów jest wyraźnym zaproszeniem, by
podświadomy umysł manifestował się w dowolny sposób. Dużo z tego, co nazywamy
„płynięciem z prądem", jest wymówką, by nie brać odpowiedzialności za prośbę o to,
czego chcemy. Jeśli bierzesz odpowiedzialność za tworzenie swojego życia i
wyeliminujesz negatywne postawy, urzeczywistnisz w życiu swoje prawdziwe
pragnienia.
Ważne jest, by, tak jak ludziom, umieć też odmawiać temu, czego nie chcemy w
życiu. Tak wielu z nas ma nawyk przystawania na kompromisy. Notorycznie zgadzamy
się na to, czego nie chcemy, a potem dziwimy się, że sprawy nie toczą się po naszej
myśli. Podejmujesz pracę, której tak naprawdę nie chcesz, obawiając się, że nic lepszego
się nie trafi, albo wchodzisz w związek, którego do końca nie pragniesz, myśląc, że
lepsze to niż nic, by potem, po upływie lat, znaleźć się w sidłach kompromisów,
przepełniony żalem i goryczą.
Powiedzenie „nie" temu, czego nie chcesz, otwiera przestrzeń dla tego, czego chcesz.
Ludzie często podsycają swoją zazdrość, bo brakuje im poczucia własnej wartości, by
prosić o to, czego faktycznie chcą. Ktoś zgadza się na „otwartą" formę związku
erotycznego, gdyż boi się, że w przeciwnym razie całkowicie utraci partnera. Myśli:
„Wolę mieć go (ją) połowicznie, niż być sam!" Jeśli wiedziałbyś, że zasługujesz na
czyjeś wyłączne oddanie, nigdy nie mógłbyś tak pomyśleć. Kochać partnera, bardziej niż
kochasz siebie, jest prawdziwą zbrodnią serca. Stwarzasz więc niepokój, zwany
zazdrością, aby przyswoić sobie podstawową lekcję poczucia własnej wartości:
„Zasługujesz na całą miłość, jakiej pragniesz!"
Zazdrość to obserwowanie, jak ktoś, czyjej uwagi, jak sądzisz, potrzebujesz, poświęca
ją komuś czy czemuś innemu. Jest to również społecznie akceptowany sposób
doznawania wielu pierwotnych uczuć, które w normalnych warunkach nie wypływają
na powierzchnię. W tym sensie zazdrość stwarza wielką okazję do uzdrowienia (w
niektórych przypadkach „czyn w afekcie" jest nawet wybaczalny).
U fundamentów zazdrości leżą dwie pierwotne myśli: „Źródło miłości jest poza mną"
i „Miłość jest towarem deficytowym". Jeśli źródłem miłości jest twój partner i brakuje ci
jej, konstatacja, że partner kocha też kogoś innego, choćby całkiem niewinnie, może
wprawić cię w pierwotną panikę - kryzys o randze życia i śmierci, w którym ponownie
przeżywasz lęk separacji związany z przecięciem pępowiny. Zazdrość zawiera w sobie
każdą emocję. Kompletnie wyrywa cię z teraźniejszości w mroczny rejon niewiedzy,
pod-progowych wspomnień i lękowych fantazji o przyszłości. Zazdrość jest najlepszą
emocjonalną kolejką górską na świecie!
Kiedy ogarnie cię napad zazdrości, możesz zrobić kilka rzeczy. Po pierwsze, nie
potępiaj siebie za to. Ludzie bywają tak speszeni swoją zazdrością, że często kłamią i
pod jej wpływem obniżają, a nie podnoszą poczucie własnej wartości. Pozwól swojej
zazdrości istnieć! Pracuj z afirmacjami własnej wartości, podanymi na końcu rozdziału.
Poddaj się rebirthingowi. Jeżeli zgodziłeś się, by twój partner był z kimś czy czymś innym
(możesz być zazdrosny o jego czy jej pracę, przyjaźnie, hobby), nie dąsaj się i nie
rozczulaj nad sobą. Pamiętaj, że sam jesteś źródłem - i masz moc stworzenia - alterna-
tywnych form przyjemności i miłości w swoim życiu. Jeśli twoja wściekłość wzbiera,
boksuj poduszki, rzucaj butelkami o ścianę, znajdź kreatywny surogat winowajcy. Jeśli
musisz płakać, płacz.
Poza tym dobrze przyjrzyj się, która część twojego umysłu stworzyła tę sytuację, tak
byś nie musiał jej powtarzać. Czy to wzorzec rywalizacji między rodzeństwem w
dzieciństwie, kiedy z siostrą walczyłaś o uwagę ojca? Czy może odgrywasz swój strach
przed utratą, by uwolnić się od bólu z powodu rozwodu rodziców? A może to
uzależnienie od trójkątów, wyraźny znak tłumionych lub nierozwiązanych uczuć
kazirodczych?
Mówiąc „kazirodcze" mam na myśli cząstkę ciebie, która twierdzi, że musisz wejść
między dwójkę ludzi, aby uzyskać miłość, której pragniesz. Często w dzieciństwie, nawet w
okresie życia płodowego, nasi rodzice doświadczają pewnej separacji w swym związku ze
względu na naszą obecność. Oczywiście jest to skutek ich sposobu myślenia, ale przez
miłość do nich mogłeś przejąć poczucie winy. Ponieważ zaś poczucie winy powoduje, że
powtarzamy to, czemu jesteśmy winni, dopóki tego nie odpracujemy, możesz
podświadomie odsuwać swego partnera, gdyż czujesz, że nie zasługujesz na to, aby być z
nim (nią) bliżej, niż byli ze sobą twoi rodzice. Możesz myśleć tak: „Moja miłość wywołuje
separację; dlatego nie zasługuję na nią". Trudno jest w pełni związać się z partnerem, kiedy
jest się uzależnionym od takiego poczucia winy. Im bardziej intymny staje się twój kontakt
z kimś, tym bardziej chcesz po cichu sabotować związek.
Pamiętam sytuacje, kiedy moja partnerka była zazdrosna, a ja odmawiałem przyjęcia
jakiejkolwiek odpowiedzialności za to. „To jej problem - myślałem - jej braku poczucia
bezpieczeństwa, niskiego poczucia wartości." Był to czas w moim życiu, kiedy brałem
tylko połowiczną, a nie pełną odpowiedzialność za swoje związki. Ale kiedy te sytuacje
zazdrości uparcie powtarzały się, musiałem przyznać - ku wielkiemu niezadowoleniu
ego - że jest w mojej świadomości jakiś nieznany czynnik, który przyczynia się do tego
zamieszania. Przeprowadziłem wewnętrzne dochodzenie: „Powodem, z którego chcę,
aby moja partnerka była zazdrosna, jest..." i zadziwiło mnie to, co odkryłem. W głębi
uważałem, że kobieta nie kocha do końca, jeśli nie jest zaborcza i zazdrosna.
Przypomniałem sobie, jak matka czytała moje listy miłosne i podsłuchiwała rozmowy
telefoniczne, gdy byłem nastolatkiem. Umysł mi podpowiadał, że kobieta musi
postępować jak moja matka, jeśli naprawdę mnie kocha. Już samo dostrzeżenie tego
wzorca uczyniło wiele dla wyjaśnienia, a w końcu wyeliminowania niemal całej
zazdrości z mojego życia.
Nie ma znaczenia, czy to ty, czy twój partner czuje zazdrość. Oboje tworzycie tę sytuację.
Kiedy twój partner jest zazdrosny, może to się stać dla ciebie mocnym sygnałem,
przypominającym ci własne priorytety. Być może twój statek zboczył z kursu. Może
reżyserujesz wzorzec opuszczenia, zemsty albo kazirodztwa? Zazdrość partnera może
być „kuksańcem", potrzebnym, byś przeszedł od nieświadomego zachowania do
świadomego wyboru.
Zazdrość jest cudowną, (choć szaloną) sposobnością dla obojga partnerów, by podnieśli
swoje poczucie własnej wartości i zdobyli jasność w kwestii, czego chcą. Zasługujesz na
pełną uwagę swojego partnera. Jeżeli partner nie chce dać ci tego, czego ty oczekujesz,
być może musisz wybrać między uzależnieniem od bolesnego wzorca a relaqą, której
naprawdę pragniesz. Pamiętaj, że nigdy nie tracisz czegoś, co wspiera twoje najwyższe
dobro.
Im większe jest twoje poczucie własnej wartości, tym więcej masz siły, by w decyzjach
kierować się swoim najwyższym dobrem.
Jeśli czujesz się w głębi duszy samotny czy pusty, kurczowe trzymanie się kochającej
osoby nie rozproszy tych uczuć, choć może, dostarczyć chwilowej ulgi. Droga przez
samotność musi być pokonana przez ciebie - samego. Tylko ty możesz przecinać więzy,
grzebać przeszłość i odzyskiwać osobistą moc. Tylko ty możesz mówić „żegnaj".
Kiedy bycie samemu staje się bardziej darem niż torturą, wiesz, że twoje szczęście
nie jest przez nikogo uwarunkowane. Wówczas możesz wybierać związki, które
automatycznie odzwierciedlają miłość, jaką znalazłeś w sobie.

Zasługujesz na siebie! Zacznij myśleć: „Teraz jestem takim człowiekiem, jakim


zawsze chciałem być!"

Afirmacje podnoszące poczucie własnej wartości

Kocham siebie bez względu na wszystko!


Kocham siebie w obecności innych ludzi.
Moja obecność jest w naturalny sposób przyjemna dla mnie i innych.
Teraz jestem takim człowiekiem, jakim zawsze chciałem być!
Aprobuję moje życie!
Kocham swoje życie!
Zasługuję na to, co najlepsze w życiu!
Kocham siebie za to, że proszę o to, czego chcę, bez względu na odpowiedź
Kocham siebie, kiedy ludzie mówią mi „nie".
Pozostaję bezpieczny, przerastając rodziców.
Mogę przerosnąć rodziców, nie tracąc ich miłości.
Prawda jest taka, że rodzice też chcą dla mnie jak najlepiej.
Chcę odnosić sukcesy, nawet jeśli będzie to oznaczało przypodobywanie się
rodzicom.
Wybaczam sobie porażki odniesione po to, by pokazać rodzicom, że nie mieli
racji.
Pozostaję bezpieczny, przerastając siebie! Ludzie chcą, abym miał to, czego
pragnę.
Im więcej osiągam tego, czego chcę, tym więcej inni osiągają tego, czego chcą.

Mam siłę, by odnosić sukcesy


To, że błędnie wykorzystywałem swoje siły w przeszłości, wcale nie
oznacza, że nie mogę ich teraz prawidłowo spożytkować!
Ufam sobie!
Ufam swojej intuicji!
Jestem dobrym człowiekiem; zasługuję na dobre życie!