Vous êtes sur la page 1sur 178

TERRY PRATCHETT

Dysk

Spotkaem kiedy sztygara, mia on kawaek wgla, wewntrz ktrego znajdowa si zoty suweren z 1909 roku. Widziaem skamielin amonitu rozdeptan czyim butem. W piwnicy Muzeum Historii Naturalnej maj pokj, ktry zawsze jest starannie zamknity. S tam rne ciekawostki, jak tyranozaur z zegarkiem na rk albo czaszka neandertalczyka z trzema zotymi plombami. I co pan na to? doktor Carl Untermond The Overcrowded Eden

1
Naturalnie dzie by nieprzyzwoicie liczny - zupenie jak z reklamwki Kompanii, a poniewa chwilowo okna gabinetu wychodziy na poronit palmami lagun, widok z nich te by przeliczny: na bkitne fale zaamujce si o zewntrzn raf i bia pla pen pokruszonych koralowcw i innych muszli. Tyle e adna reklamwka nie pokazaaby upiornego kaduba warstwiarki. To by akurat mniejszy model, przeznaczony dla wysp i atoli do pitnastu kilometrw, zamocowany na pontonach. Gdy Kin jej si przygldaa, wyplua kolejny metr play. Swoj drog ciekawe, kto by operatorem, bo plaa miaa genialny ksztat. Ten, kto potrafi pooy jaw ten sposb, i to od razu z muszlami, zasugiwa na lepsze zajcie. Chyba e by to jeden z tych milczkowatych maniakw, dobrych jedynie w robieniu wysp. Czasami si tacy trafiali - nie nadawa si jeden z drugim do niczego, ale jeli mia moliwo wej na budow zaraz po wulkanologach, to skomplikowane archipelagi robi jak marzenie. - Joel? - wywoaa inyniera rejonu. - Kto jest na BCF3? - Dzidybry, Kin. - Nad biurkiem pojawia si opalona twarz. - Czekaj no, sprawdz... aha! Dobry jest, nie? - Jest. - To Hendry. Obiekt pliku raportw na twoim biurku. Wiesz, ten, co wsadzi skamieniaego dino w... - Czytaam. Joel bez trudu rozpozna jej ton i westchn wymownie. - Nicol Plante, jego mikserka, te musiaa bra w tym udzia - wyjani. Przestawiem ich na wyspy, bo tu, przy koralach, s mniejsze moliwoci, eby... - Wiem. - Kin si zamylia. - Przylij go. J te. Zawsze jak si zbliamy do koca, ludzie zaczynaj si wygupia. - To si nazywa modo. Wszyscy przez to przechodzilimy, pamitasz? Ja zrobiem par butw w pokadzie wgla. Przyznaj, e mao pomysowe, ale na nic lepszego nie wpadem. - Chcesz powiedzie, ebym si go nie czepiaa? -upewnia si. Niepisan zasad byo, e kady moe raz sprbowa czego nieortodoksyjnego. Po to byy sprawdzacze. Jak dotd znajdowali wszystkie efekty

takich pomysw, a gdyby nawet jaki przeoczyli, mona byo spokojnie polega na przyszych paleontologach, e zatuszuj wszystko, co im nie bdzie pasowao do teorii. Kopot w tym, e zawsze mg si zdarzy wyjtek od reguy... - Jest dobry - powtrzy Joel. - Niedugo bdzie doskonay. Tylko nie urwij mu jaj, dobrze? Kin nie skomentowaa proby. Par minut pniej ryk za oknem ucich, a po chwili jeden z autosekretarzy pojawi si w drzwiach, prowadzc... krpego blondyna o skrze koloru gotowanego raka i chud, ys panienk ledwie e penoletni. Oboje stanli, osypujc na dywan koralowy py i przygldajc si siedzcej za biurkiem Kin z mieszanin strachu i wyzwania. - Siadajcie - zagaia. - Chcecie co do picia? Wygldacie na odwodnionych... mylaam, e kabiny maj klimatyzacj... Parka spojrzaa po sobie. - Maj - przyznao dziewcz. - Ale Frane lubi czu, co robi. - Jego wola - mrukna Kin. - Lodwka to to okrge, co wisi wanie za wami. Czstujcie si. Oboje podskoczyli, gdy lodwka delikatnie trcia ich w plecy, wyjli z niej jakie soki i usiedli, umiechajc si nerwowo. Nie ulegao wtpliwoci, e bali si Kin, co j dziwnie peszyo, cho byo zrozumiae. Oboje pochodzili z kolonii, i to tak wieych, e ledwie skay zdyy tam okrzepn, podczas gdy ona pochodzia z Ziemi. I to nie z Nowej, Caej, Starej, Rzeczywistej czy Najlepszej Ziemi, ale po prostu z Ziemi, czyli z kolebki ludzkoci, jak to skromnie zaznaczay podrczniki do historii. A na dodatek miaa na czole podwjny znak stulecia, czyli co, o czym jedynie syszeli, zanim zostali pracownikami John Company. Poza tym bya ich szefem. I moga ich wyla w kadej chwili. Lodwka dostojnie poszybowaa do swej alkowy, zataczajc po drodze zgrabny uk wok zupenie pustego kawaka pokoju przy drzwiach. Kin przyjrzaa si jej podejrzliwie i uznaa, e trzeba bdzie wezwa mechanika. Oboje siedli ostronie w antygrawitacyjnych fotelach, jakich nie posiadaa wikszo kolonii. Kin przyjrzaa si parze surowo i wczya zapis. - Wiecie, dlaczego tu jestecie - owiadczya. - Czytalicie przepisy, jeli macie cho szczypt zdrowego rozsdku, ale mam obowizek przypomnie wam, e moecie albo zgodzi si z moj decyzj, jako przedstawiciela firmy na sektor, albo

zdecydowa si na oficjalne przesuchanie przed komisj w siedzibie Kompanii. Co wybieracie? - Pani - odparo dziewcz. - On umie mwi? - zainteresowaa si Kin. - Wolimy by sdzeni przez pani - zabasowa chopak. - To nie jest sd, a ja nie wydaj wyrokw. - Kin potrzsna gow. - Jeli nie zgodzicie si z moj decyzj, zawsze moecie odej z firmy. Naturalnie, jeli wczeniej was nie zwolni. Prawd mwic, byo to wyjcie czysto teoretyczne -na kade wolne miejsce czekaa duga kolejka kandydatw; nikt dobrowolnie nie rezygnowa z zatrudnienia w Kompanii. - Dobrze. Wasza decyzja zostaa zarejestrowana. Oboje obsugiwalicie warstwiark BYN674 juliusa biecego roku standardowego na kontynencie Y? Otrzymalicie dokadny plan i rysunki tego, co macie wykona? - Si zgadza - przyzna Hendry. Kin nacisna przycisk i jedna ze cian zmienia si w ekran, na ktrym ukazaa si szara skaa. Wznosia si tam wysoka na kilometr ciana warstw, przypominajca kanapk pana Boga. Odczono od niej warstwiark, tote jeli nie sidzie za jej sterami naprawd dobry operator, geolodzy tej planety znajd niewytumaczalny uskok. Obraz znieruchomia mniej wicej w poowie wysokoci zbocza i zacz si powiksza, ukazujc fragment stopionej ciany, do ktrej przymocowano platform. Stojcy na niej robotnicy w tych kaskach odsunli si, poza jednym, ktry trzyma przy Eksponacie A calwk i umiecha si, mimo prb zachowania powagi. - Plezjozaur - odezwaa si Kin. - W niewaciwej warstwie, ale to akurat najmniejszy problem. Kamera ukazaa na wp odkryty szkielet, ogniskujc si na prostokcie nad jego bem. Gdy obraz si wyostrzy, wida byo, e dinozaur trzyma plakat z napisem. - Skoczcie z prbami nuklearnymi" - przeczytaa Kin, starajc si nie okaza podziwu: zaprogramowanie tego dowcipu musiao zaj par tygodni, i to cikiej pracy, w wolnym czasie. - Jak si dowiedzielicie? - spytaa niespodziewanie dziewczyna. Odpowiedz bya prosta: w kad warstwiark wbudowany by czujnik, na tak wanie okoliczno, to jednak by oficjalny sekret firmy. W przeciwnym razie z

dziesiciokilometrowego wylotu mogy wyj takie cuda, e dinozaur pacyfista to przy nich drobiazg. Co gorsza, ciekawostki w stylu mamuta z protez suchow pozostayby w skaach dopty, dopki nie odnalazby ich jaki radosny naukowiec. Prdzej czy pniej kady operator warstwiarki prbowa czego takiego, bo kady, majcy odrobin talentu czu si z pocztku jak krl, a zabicie klina przyszym paleontologom stawao si pokus nie do opanowania. Czasami Kompania ich wyrzucaa, a czasami promowaa. - Bo jestem wiedm - poinformowaa j zwile Kin. - Czyli, jak rozumiem, przyznajecie si? - Nooo - przytakn Hendry. - Aaa... a mog prosi o zagodzenie kary? Zanim Kin zdya si odezwa, zaskoczona zasobem jego sownictwa, wyj z kieszeni zaczytan ksik. Przekartkowa j, a znalaz to, czego szuka, i odchrzkn. - To... to napisa jeden z autorytetw w dziedzinie inynierii planetarnej... Mog przeczyta? - Prosz uprzejmie. - No wic...! ...na koniec planeta nie jest wiatem. Planeta to skalista kula, wiat to czterowymiarowe cudo. Na wiecie musz by tajemnicze gry, bezdenne jeziora pene prehistorycznych potworw czy dziwne lady na niegu albo ruiny w puszczy, albo dzwony pod powierzchni morza, echo w dolinach i miasta ze zota. Tak jak jdro planety jest niezbdne do jej istnienia, tak bez takich tajemnic nie wyksztaci si w czowieku ciekawo". Zapada cisza. - Mister Hendry, czy ja tam moe napisaam co o pacyfistycznych dinozaurach? - spytaa ostronie Kin. - Nie, ale.. - Zajmujemy si budow planet, nie terraformingiem ju istniejcych: to mog robi roboty. Budujemy miejsca, w ktrych ludzka wyobrania musi znale stay punkt zaczepienia, i nie bdziemy tego psuli faszywymi skamielinami. Prosz pamita o spindlach. Zamy, e miejscowi kolonici okazaliby si do nich podobni, wwczas wasz dino doprowadziby je do obdu, jeli nie zabi. Trzy miesice zawieszenia w obowizkach subowych. Pani take, Miss Plante, i nie chc wiedzie, dlaczego bya pani uprzejma pomaga temu pgwkowi. Moecie odej. - Kin wyczya zapis i dodaa: - A wy dokd? To bya cz oficjalna. Teraz moemy

porozmawia spokojnie. Hendry nie by taki tpy, jakiego gra - w jego oczach pojawi si bysk nadziei, tote Kin od razu wykonaa na nim egzekucj: - Trzy miesice przymusowych wakacji was nie min, eby nie byo adnych wtpliwoci - uwiadomia obojgu. - Taki jest oficjalny werdykt i nawet gdybym chciaa, nic na to nie poradz. - Do tego czasu skoczylibymy prac. - Hendry by szczerze oburzony. - Inni j skocz. I niech pan wreszcie przestanie si ba. Kady w kocu ulega takiej pokusie. Spytajcie Joela Chengea o buty w wglu, to wam si humor poprawi. Jak wida, nie zrujnoway mu kariery. - A co pani zrobia? - spyta niespodziewanie. - Co prosz? - Powiedziaa pani, e kady zrobi co takiego, jak mymy prbowali. Chopak spojrza na ni spode ba. - To co pani zrobia? - Zbudowaam acuch grski w ksztacie swoich inicjaw. - O rany! - Musieli jeszcze raz ka p kontynentu. Prawie mnie wylali. - A teraz jest pani Secexec i... - Te moesz do tego doj. Jeszcze par lat i pozwol ci zrobi samodzielnie jak asteroid dla milionera. Pozwolisz, e dam ci dwie rady: nie spieprz jej i nigdy, pod adnym pozorem nie cytuj nikomu jego wasnych sw w swojej obronie. Ja, ma si rozumie, jestem wcieleniem dobroci i zrozumienia, ale znam takich, ktrzy na pocztek kazaliby ci zje t ksik, kartka po kartce. Dobra, teraz moecie ju i. To rzeczywicie bdzie pracowity dzie. Oboje prawie wybiegli z gabinetu, zostawiajc koralowy lad, ktry przeciy zamykajce si za nimi drzwi. Kin spogldaa na nie przez chwil, umiechna si i wrcia do pracy, co tym razem oznaczao sprawdzenie oglnych wymogw, jakie powinien spenia archipelag TY. A przy okazji zrobia rachunek sumienia. Kin Arad - wiek dwiecie dziesi lat, uciliwy niczym wieczysty upie. W jej wypadku wcale nie taki uciliwy, cho ludzie nigdy nie byli przewidziani do tak dugiego istnienia. W tym skutecznie pomagaa chirurgia pamiciowa. Na czole miaa zoty dysk, przysugujcy wielowiekowym. Budzi szacunek, a jej oszczdza zakopotania - nie kada kobieta bywa zachwycona, gdy zaczynaj uwodzi kto w

wieku jej prawnuczka do sidmej potgi. Z drugiej strony nie wszystkie kobiety nosiy dysk, choby z przeciwnego powodu... Teraz miaa cer cakowicie czarn, podobnie jak i peruk - z jakich dziwnych powodw wosy naprawd rzadko wytrzymyway duej ni pierwsze stulecie. Ubieraa si w obszerny, czarny kombinezon. Bya starsza ni dwadziecia dziewi zbudowanych wiatw, z ktrych czternacie sama pomoga zbudowa. Zamna siedem razy w rozmaitych okolicznociach i z rozmaitych powodw - raz nawet pod wpywem mioci. Z mami spotykaa si od czasu do czasu, na pamitk dawnych chwil. Z gniazda w cianie ostronie wysun si odkurzacz i zabra do oczyszczania dywanu z pokadu piasku. Kin, sama nie wiedzc dlaczego, rozejrzaa si powoli, nasuchujc. Pojawi si mczyzna. W jednej sekundzie koo szafki byo powietrze, w nastpnej opiera si o ni jaki mczyzna. Widzc jej osupienie, umiechn si lekko i ukoni. - Kim pan jest, do cholery? - zdumiaa si, sigajc po interkom. Mczyzna okaza si szybszy - dugim susem znalaz si przy biurku i zapa j za nadgarstek. Uprzejmie i stanowczo. Umiechna si ponuro i nie wstajc, poczstowaa go fachowym lewym prostym, wzmocnionym piercionkami. Zanim otar krew z oczu, spogldaa ju na z gry, znad stunnera. - Nie rb nic agresywnego - poradzia. - Nawet nie oddychaj nachalnie. - Wielce nieortodoksyjna kobieta - oceni, masujc podbrdek. Odkurzacz zebra si na odwag i szturchn go w kolano. - Kim jeste? - Nazywam si Jago Jalo. Ty jeste Kin Arad? Naturalnie, e... - Jak si tu dostae? Zamiast odpowiedzi odwrci si i znikn. Kin odruchowo pocigna za spust. Okrgy kawaek dywanu zrobi wump. - Pudo! - poinformowa j gos z drugiego koca pokoju. Wump. - Przyznaj, e zachowaem si nieco nachalnie, gdyby jednak odoya ten samopa... Wump. - Moemy oboje na tym skorzysta. Nie chciaaby wiedzie, jak by niewidzialn? Kin zawahaa si i niechtnie opucia bro. Go pojawi si ponownie - gowa i tuw stay si widoczne, jakby si

odwiny z niewidzialnoci, nogi wyskoczyy z niej gwatownie. - Sprytne - ocenia. - Jak znikniesz jeszcze raz, ustawi stunner na szerokie pole raenia i spryskam cay pokj. A poza tym gratulacje. Udao ci si wzbudzi moje zainteresowanie, a to nie jest atwe. Mczyzna usiad. Kim ocenia go na uczciw pidziesitk, ale mg mie i sto lat wicej. Nie mia natomiast dwustu - ci, ktrzy osignli ten wiek, poruszali si ze specyficzn gracj, ktrej mu brakowao. Wyglda, jakby od lat nie spa - by blady, ysy i mia podkrone, zaczerwienione oczy. I twarz, ktr si natych miast zapomina. Nawet ubranie mia szare. - Mog zapali? - spyta, sigajc do kieszeni. - Co?! - Zapaa bro. - A zapal sobie, co chcesz. Byleby mi gabinetu nie spali. Nie spuszczajc wzroku ze stunnera, go wsun w usta ty waeczek i zapali go. Potem wyj go z ust i wydmuchn dym. Kin uznaa, e ma do czynienia z niebezpiecznym maniakiem. - Mog ci co powiedzie o teleportacji - owiadczy. - Ja tobie te: jest niemoliwa - odpara zrezygnowana. Gdyby nie to, e potrafi stawa si niewidzialny, uznaaby go za kolejnego oszusta z gatunku kup pan ceg". - O lotach w kosmos te tak mwili. Z Goddarda te si wymiewali: mwili, e jest gupi. - To mwiono take o caej masie rzeczywistych durni - przypomniaa, pomijajc chwilowo kwesti, kim jest ten cay Goddard. - Chcesz mi pokaza teleporter? - Owszem. - Ale nie tu. - Nie tu. Tu jest to - machn rk i lewe rami przestao by widoczne. Mona to nazwa paszczem niewidkiem. - A mona go zobaczy? Jalo skin gow i wycign ku niej pust do. Kin dotkna... czego. W dotyku przypominao to zgrzebn, wknist materi. Wydawao jej si, e widoczne przez ni jej wasne palce s jakby rozmazane. - Zakrzywia wiato - wyjani, wycigajc owo co z jej palcw. - Trzeba uwaa, eby go w szafie nie zadzia, wic ma powierzchni kontroln. Widzisz?

Zauwaya jedynie cienk, pomarszczon lini powyginan w rne strony i obramowujc nico. - Zgrabne - przyznaa - ale dlaczego ja? I w ogle dlaczego? - Bo jeste Kin Arad, autorka Cigego tworzenia. Bo wiesz wszystko o spindlach, a ja sdz, e to wanie ich rkodzieo. Znalazem to i ca mas innych rzeczy. Interesujcych. Kin przygldaa mu si dug chwil, nie zmieniajc wyrazu twarzy, w kocu powiedziaa: - Mam ochot na wiee powietrze. Jade ju niadanie? - Troch mi si to wszystko poprzestawiao w czasie podry, ale chyba pora na obiad.

Prywatne laboratorium Kin, przez ni sam pilotowane, okryo niski budynek biurowy i skierowao si na pnoc, ku kontynentowi W. Po drodze starannie ominli warstwiark Hendryego, ktr nowy operator ukada wanie zewntrzny piercie raf. Przy tej okazji mogli zobaczy wielk czasz kolektora na dachu maszyny. Jego wntrze byo jedwabicie czarne. - Dlaczego? - spyta Jalo, gdy wyrwnaa kurs. - Bo energia przesyana jest z kolektorw orbitalnych, zgranych z odbiornikiem w warstwiarce. Gdybymy przelecieli przez wizk, nie zostaby z nas nawet popi. - A co by byo, gdyby zgranie si rozjechao i wizka nie trafia w kolektor? - Nie wiem - przyznaa po namyle. - Na pewno nie znalelibymy ladu po operatorze. Przelecieli Cige tworzenie. Ale wtedy napisanie tej ksiki wydawao jej si dobrym pomysem. Poza tym nudzia si jak rzadko - sprbowaa ju wszystkiego, co jej wpado do gowy, zaja si wic w kocu pisaniem ksiki. To byo akurat najatwiejsze - wicej kopotw sprawiao nauczenie si, jak si robi papier, i wynajcie robotw do zbudowania maszyny drukarskiej. W kocu to wanie bya pierwsza od czterystu lat wydrukowana ksika. Ale za to gdy bya gotowa, staa si Wydarzeniem. Osobnym wydarzeniem staa si tre. Co prawda nie bya niczym nad archipelagiem i stadem wieo wypuszczonych ze zbiornikowca delfinw, ktre prboway dogoni cie maszyny na falach. Przeklte

odkrywczym, ale w jaki sposb Kin udao si przedstawi aktualny stan rozwoju geologii, co wywoao sporo kontrowersji. Niedawno dotary do niej informacje, e ksika staa si nawet podstaw kilku kultw religijnych. Drug spraw, ktra nie dawaa Kin spokoju, bya niemono zidentyfikowania akcentu towarzysza: mwi poprawnie, jak kto, kto nauczy si jzyka w teorii, ale nie mia okazji uywa go w praktyce. Jego ubranie z kolei mogo zosta wykonane na przynajmniej tuzinie planet. Nie wyglda na szaleca, ale tak to bywa z szalecami. - A wic czytae moj ksik - zagaia, przerywajc cisz. - A jest kto, kto nie czyta? - Wyglda na to, e nie. - Przeczytaem j, lecc tutaj. Nieza, ale nie oczekuj komplementw: czytaem lepsze. Z niesmakiem stwierdzia, e si czerwieni. - Jaki oczytany - mrukna zgryliwie. - Owszem, przeczytaem par tysicy ksiek-stwierdzi spokojnie. Wczya autopilota i odwrcia si, by go wyranie widzie. - Przypadkiem wiem, e nie ma nawet kilkuset ksiek - oznajmia. Wszystkie stare biblioteki zostay zniszczone! - Nie chciaem ci urazi... - Kto... - Autor nie musi produkowa papieru - przerwa jej, niespodziewanie zmieniajc temat. - Dawniej istnieli wydawcy, ktrzy zajmowali si wszystkim. Autor musia tylko napisa tre. - Dawniej?! Ile ty waciwie masz lat? - Dokadnie to nie wiem - przyzna niechtnie. - Bo kilka razy zmienialicie kalendarz. Wychodzi mi, e okoo tysica stu lat plus minus dziesi. - Wtedy nie istniaa chirurgia genetyczna - stwierdzia Kin oskarycielsko. Nikt nie moe by tak stary! - Ale istniay sondy Terminus - odpar cicho. Przelecieli nad wulkaniczn wysp. Z gwnego krateru unosiy si oboczki dymu, najwyraniej technicy sprawdzali palenisko. Kin spogldaa na wulkan nie widzcymi oczyma i bezgonie poruszaa wargami. - Jalo! - powiedziaa w kocu. - Tak mi co znajomo brzmiao! Zaraz... ale

sondy Terminus byy tak zbudowane, e nie mogy wrci! Umiechn si bez ladu rozbawienia. - Zgadza si. Byem ochotnikiem, wszyscy zreszt bylimy. A statki rzeczywicie nie mogy wrci. - Wiem, widziaam na filmie. Czyste szalestwo. - Tak - przyzna spokojnie - ale trzeba to ocenia na tle tamtych czasw. Wtedy wydawao si, e to ma sens. A mj statek rzeczywicie nie wrci... ale ja wrciem.

Ritz znajdowa si w nieoficjalnym miecie. Powstao ono wok pierwszej Liny, ktra bdzie take ostatni przy ewakuacji ekipy budowlanej. Ju zreszt zaczto jego demonta - poszczeglne segmenty, zaczynajc od najmniej potrzebnych, byy holowane wzdu drutu do czekajcych na orbicie transportowcw. Za miesic znikn ostatnie, wraz z ostatnimi pracownikami firmy. Naturalnie po pooeniu ostatniej zaspy nienej i wypuszczeniu ostatnich koliberkw. Rozmow, ktr prowadzili w ogrodzie na dachu restauracji, zagusza wic huk startujcych i ldujcych tych holownikw - Lina zakotwiczona bya zaledwie o dwa kilometry std, a magazynw do wywiezienia byo sporo, tote dopki holownik z doczepionym acuszkiem budynkw nie znikn w cirrusie, trudno byo rozmawia. Kin zamwia framusha, pieczony garb wielbda i dodatki. Jalo, gdy ju w skupieniu przestudiowa menu, z niedowierzaniem zamwi omlet z jaj dodo. Teraz wyglda, jakby ciko tego aowa. Kin spogldaa na niego, ale widziaa przypominajcy dzwon ksztat sondy z niewielk kulist kabin na czubku. Przypomniaa sobie te, jak pokrtne argumenty doprowadziy do powstania statkw typu Terminus. Rozumowanie wygldao mniej wicej tak: Lepiej wysya w kosmos ludzi ni maszyny, bo w nie znanych sytuacjach czowiek potrafi ocenia i podejmowa decyzje, a maszyny gupiej. Do rutynowych, przewidywalnych dziaa nadaj si doskonale. Z drugiej strony, bardziej opaca si wysa maszyny, poniewa nie oddychaj i nie musz wraca: wystarczy, by przesay zebrane informacje. Czowiek za oddycha i to zoliwie przez cay czas. A to jest kosztowne. Natomiast gdyby wysa czowieka bez moliwoci powrotu, koszty tego, e oddycha, byyby do przyjcia.

- To co w misce to seler? - Jalo przerwa jej rozmylania. - Pdy snaggkuoota, tylko nie jedz tego, bo trujce. Suchaj, dugo mam tu siedzie i czeka? Gadaj wreszcie o spindlach! - O spindlach to wiem tyle, ile przeczytaem, a wikszo z tego ty napisaa. To niebieskie da si zje? - Znalaze artefakt spindli? Jak dotd odkryto dziewi miejsc, w ktrych przebyway, i wrak ich statku. Znaleziono w nich midzy innymi prototyp warstwiarki i drobiazgi dotyczce chirurgii genetycznej. Trudno si wic dziwi, e paleontologia cieszya si wikszym wziciem ni budownictwo. - Znalazem ich wiat. - Skd wiesz, e ich? Jalo zaryzykowa niebieskie, o ktre pyta, i owiadczy: - Bo jest paski. Po gbszym zastanowieniu Kin musiaa przyzna, e jest to moliwe. Spindle nie byy bogami, ale skutecznie mogy ich zastpowa. Do chwili pojawienia si oryginaw, ma si rozumie. Prawdopodobnie pochodziy z planety o niewielkiej sile przycigania, gdy zachowane mumie miay trzy metry wzrostu przy wadze dziewidziesiciu funtw. Na planetach o przyciganiu takim jak ziemskie nosiy egzoszkielety, by przy pierwszym kroku nie zmieni si w kupk skomplikowanie poamanego nieszczcia, niezdolnego do ruchu. Miay dugie trby, donie o dwch kciukach, pomaraczowo-purpurow skr i stopy niczym cyrkowi klowni. Nie miay za to mzgu, a waciwie ich cae ciao byo mzgiem. No i nikt, jak dotd, nie znalaz u nich adnego brzucha. Zupenie nie wyglday jak bogowie. Znay podstawow transmutacj, ale nie potrafiy podrowa z prdkociami naddwikowymi. By moe miay pcie, ale egzobiologom nigdy nie udao si stwierdzi, skd si bior mae spindle. Wysyay wiadomoci, modulujc czstotliwo wodoru w spektrum najbliszej gwiazdy. Byy telepatami i cierpiay na klaustrofobi nawet nie budoway domw. Ich statki kosmiczne byy... niewiarygodne. yy niemal wiecznie i dla rozrywki odwiedzay planety o zredukowanej atmosferze. Wprowadziy do ekosystemu zmutowane algi albo dodaway planecie zbyt duy ksiyc czy wymuszay rozwj jakiej formy ycia. Inaczej mwic: bray Wenusy i robiy z nich Ziemie. Jeli przyjo si do wiadomoci, e spindle po prostu nie s ludmi, to ich postpowanie miao sens. Przynajmniej dla ludzi. No i cay czas

miay powane problemy z przeludnieniem. Powane, ma si rozumie, dla spindli. Pewnego dnia dobray si do jdra jakiej planety i znalazy tam co okropnego. Okropnego, ma si rozumie, dla spindli. W cigu nastpnych dwch tysicy lat, w miar jak rozchodzia si informacja o tym, co znalazy, wymary z powodu uraonej dumy. Dziao si to czterysta milionw lat temu. Holownik zjecha po Linie, wyjc silniczkami hamujcymi. Operatorzy odczali adunki na wysokoci kilku tysicy mil, wysyajc je dalej jednostopniowymi rakietami, dla zmniejszenia obcienia Liny i zwikszenia szybkoci zaadunku. Holownik, ju znacznie ciszej, skierowa si ku rejonowi zaadunkowemu, a Kin przyjrzaa si Jaowi, podejrzliwie mruc oczy. - Paski - powtrzya. - Jak dysk Andersena? - Moe. A co to jest dysk Andersena? - Nikt tego nigdy nie zrobi, ale gdyby wzi wszystkie planety systemu i zbi je w dysk o rednicy tego systemu, zostawiajc naturalnie dziur na soce, i wyoy spd neutronium dla uzyskania waciwego przycigania, to... - Sodka godzino! Moecie wykorzystywa neutronium? Kin zaskoczona potrzsna gow. - Jak powiedziaam: nikt nigdy czego takiego nie zbudowa. Ani nie znalaz. Chyba e ty to wanie zrobie? - To musiaby by strasznie may ukad planetarny, bo ten wiat ma ze trzynacie tysicy mil rednicy. Popatrzyli na siebie wyczekujco i w kocu Kin zadaa od dawna oczekiwane pytanie: - Gdzie? - Nigdy go beze mnie nie znajdziesz. - I sdzisz, e zrobiy go spindle? - Tam s rzeczy, w ktre nie uwierzyaby za milion lat. - Intrygujesz mnie. Ile chcesz? W odpowiedzi wycign z kieszeni gar banknotw o nominale dziesiciu tysicy Dni kady. Pojedynczy banknot by rwnowartoci prawie dwudziestu omiu lat przeduenia ycia, jeliby zosta zrealizowany w kasie Kompanii. Pienidze Kompanii byy najmocniejsze we wszechwiecie - mona byo kupi za nie przyszo. Nie spuszczajc wzroku z Kin, Jalo przywoa najbliszego robokelnera i

wsun banknoty do jego spalarki. Kin z najwyszym wysikiem opanowaa si na widok tego marnotrawstwa, ale nikt nie przekroczy setki, jeli kierowa si odruchami. Ingerujc, tylko by si oparzya. - Jak... - chrypna i odchrzkna - to si nazywa gest. Naturalnie, faszywe. Poda jej banknot matuzalemowy, czyli o najwyszym nominale, ze sowami: - Dwiecie siedemdziesit lat w prezencie. Wzia zoto-biay arkusik plastyku, zastanawiajc si, jakim cudem nie dr jej donie. Wzr by prosty, ale oprcz niego istniao sto dziewidziesit dziewi sposobw na sprawdzenie autentycznoci. Poza tym nikt nie podrabia pienidzy Kompanii, jako e szeroko rozpropagowano informacj, e kady, kto by sprbowa, spdziby owe sfaszowane lata w specjalnym zakadzie Kompanii w naprawd pomysowy, a raczej nieprzyjemny sposb. A raczej sposoby. - Dawniej nazwano by mnie nieprzyzwoicie bogatym - odezwa si Jalo. - Albo martwym. - Zapominasz, e byem pilotem Terminusa. Nikt z nas nie wierzy tak do koca w nieuchronno mierci. I jak dotd jestem ywym dowodem tej wiary. Zapewniani ci, e banknot jest autentyczny, moesz go sprawdza, na ile chcesz sposobw. To nie ja jestem do kupienia: przybyem tu, eby ciebie wynaj. Za trzydzieci dni wracam na... na paski wiat z powodw, ktre bd oczywiste, jak go zobaczysz. Zamierzam spdzi tam mniej ni rok, a zapat bdzie wiedza. Odpowiedzi na naprawd wiele pyta... Banknot moesz zatrzyma, nawet jeli nie przyjmiesz mojej propozycji. Moesz go sobie oprawi w ramki... albo zatrzyma na staro. I znikn jak demon najczystszej rasy. Gdy Kin signa przez st, jej donie znalazy jedynie powietrze.

Zarzdzia sprawdzanie promw, ale nie przydao si naturalnie na nic. Co prawda nawet kto niewidzialny nie mg przelizn si koo czujnikw przy bramkach wejciowych, ale przecie nie musia. Wystarczyo, e kupi bilet na inne nazwisko i legalnie wszed wraz z innymi pasaerami. Promy towarowe mona byo spokojnie wykluczy, jako e nie miay przedziaw cinieniowych.

2
Wiadomo zjawia si dwadziecia pi dni pniej wraz z pierwsz fal kolonistw. Lina gwna zostaa wczeniej zwinita przez satelit i zaadowana na transportowiec, kosmetycznych, a na caej planecie wyprawki pozostao na zaledwie kilka zespow puszcza, koczcych antypodach. Tropikalna

rozcigajca si wok pagrka, na ktrym staa Kin, pozbawiona bya ladw jakiejkolwiek ludzkiej obecnoci, cho osiem tysicy mil pod jej stopami ostatnia ekipa zwijaa ostatni Lin, zaadowujc j na ostatni transportowiec, ktry wyglda niczym dwunastomilowy szkielet statku kosmicznego z wielkim silnikiem. Mimo e wygldao to na zamieszanie, bya to planowa ewakuacja. Na samym kocu nastpowao zatarcie ladw na wyspie. Reklamwka firmy, ktr kiedy ogldaa, pokazywaa ostatniego z ekipy, wiszcego o par stp nad ziemi na Linie i zamiatajcego wasne lady na piasku. Nie bya to ma si rozumie prawda, ale te nie byo w tym duo przesady. Musiaa obiektywnie przyzna, e to dobra planeta - lepsza ni Ziemia, chocia ostatnio wszyscy twierdzili, e na Ziemi si poprawia. Ludno liczya prawie trzy czwarte miliarda i nie byo tam wielu robotw. O wiele lepiej ni w czasach jej dziecistwa. Co prawda wikszoci wspomnie z tego okresu stopniowo si pozbya, ale zostawia sobie kilka. Najdawniejsze wci wywoywao niemie skojarzenia. Staa na wzgrzu i spogldaa na mroczniejc rwnin, owietlan promieniami zachodzcego soca i czciowo zamglon. Przyprowadzia j matka i obie stay w niewielkim tumie stanowicym ludno prawie poowy kontynentu. eby lepiej widziaa, robot wzi j na barana. Mia poznaczony spawami korpus i nalea do klasy smej. Obserwowali taniec do melodii wygrywanej przez skrzypka. Skrzypek by czowiekiem, tancerze robotami, tote nie mylili kroku. Tyle rozmaitych zaj wypeniao czas nielicznym ludziom, e nie mieli gowy do tacw, ale bya to tradycja, do ktrej kiedy, gdy bdzie ich wicej, ludzie powrc; chwilowo podtrzymyway j roboty, skaczc w takt wygrywanej przez skrzypka melodii. Wanie wtedy moda Kin Arad zdecydowaa, e ludzie nie powinni zosta wymarym gatunkiem. A niewiele do tego brakowao. Prawd mwic, gdyby nie droidy, tak wanie by si stao.

Wwczas podja decyzj o zatrudnieniu si w Kompanii... Pierwszy szybowiec transportowy przemkn nad drzewami i osiad ciko na trawie. Zwolni na drzewie, okrci si ostro i znieruchomia. Po paru minutach otworzyy si drzwi przedziau pasaerskiego: wyszed z nich mczyzna i wykopyrtn si jak dugi. Kin spokojnie obserwowaa, jak zbiera si do pionu. Z szybowca wysiado, ju bez ekscesw, dwch nastpnych mczyzn i trzy kobiety. I dopiero w tym momencie dostrzegli j. A byo na co popatrze. Skr miaa srebrn, wosy czarne z neonowymi pasmami. Do tego czerwon peleryn z adunkami elektrostatycznymi, dziki ktrym powiewaa majestatycznie mimo cakowitego braku wiatru. Uznaa, e kolonistom przybywajcym na now planet naley si co efektownego. Pewnie ju sobie spisali konstytucj rojc si od wolnoci wszelakiej maci, tote powinni by przywitani dostojnie. Na rzeczywisto bd mieli a za duo czasu. Na traw opaday kolejne szybowce, uwaniej omijajc drzewa, a mczyzna, ktry pierwszy wysiad, wspi si do niej na szczyt wzgrza. Mia pioniersk brod i by blady jak mga na cmentarzu. Srebrny dysk na jego czole poyskiwa w promieniach wschodzcego soca. Dotar do niej ani troch nie zmczony, co wskazywao na autokontrol, typow dla wielowiekowych, i umiecha si, ukazujc spiowane na ostro zby. - Kin Arad? - Bjorn Chang? - Dotarlimy - oznajmi, jakby nie byo wida. - Dziesi tysicy... Dobre powietrze zrobilicie, co tak pachnie? - Puszcza. Grzyby, rozkadajce si pumy i purpura z kwiatw ukrytych orchidei. - Opowiadasz?! C, i tak sami sprawdzimy. Rozemiaa si radonie. - Przyznaj, e mnie zaskoczye. Spodziewaam si jakiego modzieca potykajcego si o wasn szczk... - ...z projektem konstytucji w garci- dokoczy. -Jakiego pgwka w stylu szefa kolonistw z Landsheer. Syszaa o Landsheer? - Widziaam film. - A wiesz, e oni stracili tydzie na ktnie, jakiego rodzaju rzdw chc? A

potem wybudowali koci. No, a potem ju bya zima. Byem na pnocnym kontynencie zim. Ostre je robicie. Kin powoli ruszya w d zbocza. - Nie chcielimy, eby umarli - powiedziaa cicho. - Mieli pen informacj o warunkach klimatycznych i przyblione daty zmian pr roku. - Ale nie powiedzielicie im, e wszechwiat jest niesprawiedliwy. Byli za modzi, eby sta si odpowiednio paranoidalni. - A ty? - Ja?! Doszedem do etapu, e podejrzewam samego siebie o ch zrobienia mi krzywdy. Dlatego oni mnie wynajli: poniewa mani sto dziewidziesit lat i nie zamierzam umiera, bd obserwowa pogod z uporem godnym lepszej sprawy, pywa tylko tam, gdzie pytko, i jad wycznie to, co bdzie miao doczon kompletn analiz laboratoryjn. Mog te kuca regularnie na okoliczno nisko latajcych meteorytw. Mam picioletni kontrakt i zamierzam go przey. Kin umiechna si - pewno siebie Changa nawet na niej wywara wraenie. Cho z drugiej strony wiedziaa, e tylko w teorii jest to proste. Teoretycznie bowiem im kto stawa si starszy, tym by ostroniejszy i stara si przebywa w pobliu Kompanii, gdzie mg wymieni Dni na kuracj przeduajc ycie. (Gwarantowany przelicznik: dwadziecia cztery godziny dodatkowego ycia za jeden Dzie.) Jedynie Kompania pacia w Dniach i jedynie ona potrafia przedua ycie. Podrczniki do ekonomii dowodziy, e Kompania z wyej wymienionych powodw jest wacicielem wszystkiego i wszystkich. Ale ekonomiczna teoria gosia take prawo ubywajcych powrotw. Chodzio o to, e w wieku dwudziestu lat nikt nie ryzykowa, gdy pracujc dla Kompanii, miao si przed sob wieki ycia, tote szkoda je byo marnowa wariack jazd czy innymi ekscesami. Jak si miao dwiecie lat, nikomu na ostronoci ju nie zaleao. Po trzysetce prawdopodobnie umierao si z nudw, wic eby tego unikn, jedzio si coraz szybciej, wspinao na coraz wysze gry czy wdrowao przez ciemn stron Merkurego. Prdzej czy pniej co si musiao nie uda. mier bya skutecznym i jedynym sposobem na nud. Dlatego wanie Chang zdecydowa si przewodzi niedowiadczonym kolonistom - nie mia do stracenia nic poza nie koczcym si yciem. - Nie budujemy rozrywkowych wiatw - przypomniaa mu. - Ten te bdziecie

musieli podbi. Nad ich gowami przelecia kolejny szybowiec, niknc za drzewami. - Wanie poleciay zapasy, koce i caa reszta - poinformowa j radonie Chang. - Kazaem chopakom z kontroli lotw wyldowa o jakie dziesi mil std. Dzie jest akurat w sam raz na spacer. Zobaczymy, ktra z moich owieczek lezie, nie patrzc. Tu, zdaje si, s jadowite pajki? - S. Co bdziesz robi, gdy skoczysz ten picioletni kontrakt? - Nie wiem. Moe zostan tu Patriarch... Chocia wtpi. Wtedy tu ju bdzie zbyt cywilizowanie, eby byo przyjemnie. - Zbyt cywilizowanie? Nie od razu Rem zbudowano, jakby zapomnia. - Bo nie nadzorowaem tej budowy. Kolonici obserwowali j w milczeniu. Na planecie nie byo chirurgii genetycznej, placwki Kompanii czy dostpnej dugowiecznoci, a mimo to wszyscy byli ochotnikami. Nawet co dziesity nie doyje setki. Ale bd mieli dzieci i w efekcie geny przetrwaj, a warunki tej planety same ju zaatwi kwesti doboru. Inne soce i ksiyc te doo swoje i za tysic lat mieszkacy nadal bd ludmi, ale troch innymi. Tak jak przewiduje Plan. - Tu si poegnamy - powiedziaa, sigajc do torby przy pasie. - Oto gwarancja na pi tysicy lat i akt wasnoci. Chang wsun dokumenty za koszul. - Mylelicie ju, jak j nazwa? - zainteresowaa si Kin. - W gosowaniu wygrao Kingdom. - adne. Proste i wymowne. Moe kiedy tu wrc zobaczy, jak wam leci. Ostatni szybowiec by motorowy i wielokrotnego uytku, w przeciwiestwie do jednorazwek z ekologicznie czystych surowcw, jakimi przywoono pionierw. W otwartych drzwiach czeka robot z logo Kompanii na piersiach, pilnujc statku. - Kiedy ostatni raz poddaa si przedueniu? - spyta niespodziewanie Chang. - Osiem lat temu, a o co chodzi? Chang przysun si bliej, by inni nie mogli go usysze. - Kompania ma kopoty. Moe nasze Dni s policzone. - Kopoty? Autopilot zarejestrowa, e Kin wsiada, odczeka przepisowe trzy sekundy i zamkn drzwi. Przez due tylne okno widziaa spokojnie obserwujcego j Changa,

ktry podszed do samego szybowca i wyj z niego megafon. Wczyy si silniki strumieniowe, gdy dotarli na odpowiedni wysoko, a tum sta si wpierw smug, potem kropk, w kocu zgubi si w dungli. Kin siada prosto i zastanowia si: Kompania bya wacicielem szedziesiciu procent nieskoczonoci; to jakie kopoty?!

Wyprzedzili soce i wyldowali na niewielkiej, piaszczystej wysepce otoczonej fosforyzujcym morzem. W blasku ksiyca wygldaa na idealnie bia. Bya tu zakotwiczona ostatnia Lina, a na piasku czekaa niewielka kapsua, o ktr opiera si mczyzna. - Joel! - Cze, Kin - umiechn si jak neandertalczyk. - Mylaam, e zostae szefem sektora na Cifradorze. - Rozmyliem si. Wsiadaj. Robot! - Massa? - Przyczep szybowiec i jedziemy. - Ju robi, Massa! - I przesta gada jak niewolnik, bo ci gos odcz! Wspili si do niewielkiej kabiny, siadajc po obu stronach szybu, w ktrym poruszaa si Lina. Joel Cheng westchn i uruchomi napd. Lekko szarpno i ruszyli w gr. - Jestem tu obserwatorem - wyjani. - A co ci si stao? - Kin miaa wraenie, e z wszechwiata wanie odpado dno. - A nic mi si nie stao. Tak midzy nami to ten pomys cakiem mi si podoba. A tobie? - Jako nie mog sobie... - Kin przerwaa nagle. Doskonale bowiem sobie wyobrazia go zahibernowanego na pokadzie satelity krcego po najwyszej orbicie wok planety i nigdy si nie zbliajcego. Automaty utrzymyway jego ciao w gotowoci do wybudzenia si i obserwoway powierzchni planety, by zrobi to we waciwym momencie. Czyli gdy zauwa uycie energii atomowej i loty kosmiczne. Najlepiej zimn reakcj i lot pozasystemowy.

Niektre planety na pierwszym miejscu stawiay loty kosmiczne, majc nadziej na szybsze rozpoznanie i dopuszczenie do midzygwiezdnej spoecznoci, ale na dusz met to si nikomu nie udao. Nawet wewntrzsystemowe loty stanowiy szczyt piramidy opierajcej si na takich podstawach, jak na przykad nowoczesne rolnictwo. Nikt nie moe regularnie lata na Ksiyc, nie jedzc wpierw do syta. Joel wybra na konsolecie menu i powierzchnia zmienia si w zastawiony st. Widzc jej zaskoczon min, umiechn si szeroko. Joel w ogle czsto si umiecha, gwnie dlatego, eby ludzie przestali si go ba. Jakim dziwnym zbiegiem okolicznoci wybiy u niego paleolityczne geny i wyglda raczej przeraajco. Za to gdy si umiechn, wszystko janiao - tak musiao wyglda spotkanie Czowieka z Rozumem. We dwjk mieli ponad czterysta lat i nie musieli duo mwi, by si dobrze zrozumie. - Znajomo wyglda... - ocenia, przygldajc si posikowi. - To byo sto trzydzieci lat temu, jak bylimy maestwem... na Tynewaldzie. Tam panowaa ta szalona religia... Ikar Powstay! Przepraszam... a ty nawet pamitae, co jedlimy. To naprawd romantyczne. - Prawd mwic, musiaem sprawdzi - przyzna, nalewajc wino. - Tylko nie zapisaem kolejnoci: bya moj pit on? - Trzeci. Ty bye moim pitym mem. Wybuchnli miechem. - To byy trzy szczliwe lata, Kin. - Dwa. - Niech bdzie dwa. Pamitasz na Plershoorr jak... - Nie zagaduj mnie. Dlaczego zostae obserwatorem? Temperatura spadla na eb na szyj. Za oknami King-dom z krajobrazu zmienia si w dysk, owietlony promieniami sonecznymi na rwniku. - Bo na samym przeduaniu nie poyj tak dugo jak obserwator. Bo mio jest popatrze, jak si rozwija nowy wiat, i jestem ciekaw, co niesie przyszo. To tak jak odwiedza nowy wszechwiat... - Moe by przesta pieprzy? - zaproponowaa uprzejmie. - Znam ci, zapomniae? Nigdy nie zauwayam, eby si nudzi. Jeli dobrze pamitam, dwa lata uczye si, jak zrobi drewniane koo. Mwie, e nie spoczniesz, dopki si wszystkiego nie nauczysz. Ostatnio, zdaje si, chciae si nauczy odlewa mied i

zamierzae napisa kompletn monografi o pornografii robotw. Jeszcze jej nie napisae. - Dobra. Chowam si, bo jestem tchrzem. Wystarczy? Tu si niedugo zaczn dzia rne rzeczy i zdecydowaem, e najlepiej bdzie przeczeka je w lodwce. - Jakie rzeczy? - Kopoty. - Ko... Chang mwi to samo. - Rozmawiaem z nim wczoraj, gdy byli na orbicie. Te chce przeczeka burz. - O czym ty do diaba mwisz?! - Kompania dokadnie sprawdzia banknot, ktry im wysaa po wizycie tego Jala. - Faszywy? - To by wszystko wyjaniao. On w pewien sposb jest autentyczny, tyle e nie jest naszej produkcji. Numery i kody nie s waciwe, bo jeszcze nie zostay wykorzystane, ale gdyby nie to, jest jak najbardziej prawdziwy. A to znaczy, e istnieje sposb podrabiania, nie, raczej duplikowania pienidzy Kompanii. Pomyl, jakie mog by nastpstwa, Kin. Pomylaa i wnioski nie byy wesoe. Banknoty byy tak zabezpieczone, e niemoliwoci byo je sfaszowa kade faszerstwo musiao by powieleniem. A jednodniowego banknotu nie dao si powieli nawet warstwiark, poniewa Kompania bya wacicielem wszystkich maszyn tego typu, a jedno z zabezpiecze banknotu uruchamiao program niszczcy ca wielokilometrow machin. Nikt nie mg duplikowa tych pienidzy. Ale gdyby potrafi to zrobi... Wielowiekowi ucierpieliby na tym pierwsi. Jeli pienidze Kompanii przestayby by wiarygodne - gdyby na przykad na rynku znalazo si ich dziesi czy dwadziecia razy wicej, Kompania przestaaby istnie, gdy podstaw jej majtku bya wiarygodno- najtwardsza waluta. Chirurgia genetyczna powstrzymywaa proces umierania i bez przeduania, ktre kupoway Dni, mona byo y, ale czowiek si starza. W efekcie miao si do czynienia z niemiertelnymi sklerotykami. Tote nic dziwnego, e kady z nich kombinowa, jak mg - Joel zapa tak form niemiertelnoci, jak potrafi znale, Chang zaszy si tam, gdzie krach bdzie najmniej odczuwalny. Mniej rozsdni

prawdopodobnie robili rwnie sensowne rzeczy jak przechadzka w prni bez skafandra. A takich jak ona musiao ju by miliony. Co prawda narzekali, e wszystko ju jedli i ycie staje si coraz bardziej bezbarwne, ale nikt z nich nie zamieniby si z ludmi, ktrzy woleli mie dzieci zamiast dugowiecznoci. ycie wci byo sodkie, a mier pozostawaa zagadk. Jak zwykle tym, czego czowiek najbardziej si obawia, bya staro. - Szukali go? - spytaa. - Wszdzie. Wiadomo tylko, e by na Ziemi, bo wszystkie dane o programie Terminus zostay skasowane z archiwum Muzeum Kosmicznego. - Wic nic o nim nie wiemy? - Nic. Dlatego radz ci znale jak dziur i przeczeka. Kompania przynajmniej w jednej sprawie miaa racj: te planety dugo wytrzymaj. - Jeden czowiek nie moe spowodowa upadku cywilizacji! - Tak? A gdzie tak jest napisane? - Joel rozluni si. - Ten paszcz... rzeczywicie jest niewidzialny? - Jeli spogldasz na niego w okrelony sposb, to, co jest za nim, wyglda na rozmyte, ale nie zauwaysz tego, jeli nie wiesz, na co zwrci uwag. - Uyteczny drobiazg w szpiegostwie, szkoda e nikt si w to od dawna nie bawi. Wtpi, abymy mogli co takiego zrobi. Potrzebna byaby naprawd wysoko rozwinita technika, wwczas niewidzialno nie na wiele si przydaje, bo mona ci wykry na sto rnych sposobw. - Te si nad tym zastanawiaam - przyznaa Kin. - No i teleportacja... wszystkie teorie twierdz zgodnie, e to niemoliwe. Podwjny efekt Wasbilea daje j prawie dokadnie, tak samo jak prawie mona zbudowa perpetuum mobile. Satelita, z ktrego spuszczono Lin, sta si ju jasn gwiazd. - Chciabym go spotka - westchn Joel. - Czytaem o sondach Terminus, jak byem gwniarzem. A kiedy byem na Nowej Ziemi, odwiedziem farm Ripa Van LeVinea. To on wyldowa na tej planecie i znalaz... - Wiem, co znalaz - przerwaa mu Kin. Mimo jej tonu kontynuowa beztrosko: - Kilka lat temu ogldaem nagrania T-4 i T-6, ktre nadal lec. Ta fundacja z Nowej Ziemi co dziesi lat wysya statki, uywajc migotliwego przyspieszenia...

- Wiem, jak to si robi - przerwaa mu ponownie. - ...Statek zyskiwa przyspieszenie, nurkujc w soce Nowej Ziemi, potem skaka z powrotem par milionw lat, ponownie nurkowa, skaka itd., a wyskakiwa kilkaset lat wietlnych o par mil od ktrej z sond. Terminus 4 nie zacz zwalnia na pmetku, a Termi6 wskutek awarii prymitywnego komputera lecia ku gwiedzie, ktrej w ogle nie ma. Gdyby sprawy pozostawiono zwykemu biegowi, piloci przestaliby si rozkada par wiekw temu, jako e hibernacja w chwili ich startu bya na naprawd prymitywnym poziomie. Ale maszyny wymieniano po kawaku, dodajc rozmaite unowoczenienia w miar rozwoju techniki. Byo to upiornie drogie, trudne i pracochonne. Znacznie wygodniej byoby ewakuowa pilotw i zapewni im ycie w luksusie, ale Rip Van LeVine, ktry po tysicletniej podry wyldowa na planecie skolonizowanej trzysta lat wczeniej, dziki nowemu rodzajowi napdu (zwanego Gdzieniebdziem) dorobi si znacznego majtku, nim popeni samobjstwo. Zaoy fundacj majc na celu zrobienie wszystkiego co moliwe dla ostatnich dwch pilotw - oprcz obudzenia ich - i wynaj wystarczajco dobrych prawnikw, by tego dopilnowali. - Pierwsze, o czym Kompania pomylaa, to obudzi pilota T-4 i spyta o Jala: trenowali wszyscy razem, to musi go zna. O mao nie wywoao to powstania na No wej Ziemi, tak e propozycja upada. - A tobie jak si ten pomys podoba? - W ogle, a bo co? - Bo mnie te nie.

Kin pozostaa na satelicie, dopki Joel nie skoczy ostatnich przygotowa i nie przerwa acucha molekularnego Liny. Kingdom naprawd zostao pozostawione samo sobie. Odleciaa, nim zacz si przygotowywa do hibernacji. Jej statek przycumowany by do satelity, a teoretycznie rzecz biorc, bya na urlopie, dopki nie doczya do reszty ekipy na Trenchert, gdzie oczyszczono ju atmosfer i wzmocniono jdro. Od miesicy planowaa wstpi po drodze do Momremonn-Spitz, by obejrze nowe wykopalisko spindli, gdzie - jak gosi plotka -znaleziono kolejn, sprawn warstwiark. Teraz ju nie wydawao jej si to istotne. Zamkna za sob wewntrzne drzwi luzy i usyszaa:

- Witamy pani na pokadzie, ko zacielone, paliwa pene baki. Przygotowa kpiel? - Uhm. - Kurs mamy obliczony. Mamy odlicza? - Podarujemy sobie cz oficjaln - zdecydowaa Kin. - Przygotuj kpiel. O tym, e s w drodze, wiadczyo jedynie lekkie zafalowanie wody. - Zgrabnie ci poszo - pochwalia, gdy wpojono jej uprzejmo dla maszyn. - Dzikuj. Pi godzin i trzy minuty do flickoveru. Kin starannie namydlia rami i po chwili odezwaa si: - Statek? - Tak, prosz pani? - Gdzie my waciwie lecimy?! Bo nie przypominani sobie, ebym ci wydawaa jakie polecenia. - Lecimy na Kung, zgodnie z pani poleceniem, askawie wydanym trzysta trzydzieci osiem godzin temu. Kin powstaa niczym dobrze namydlona Wenus Anadyomene z piany morskiej, cho znacznie szybciej, i biegiem dopada fotela pilota, znaczc bbelkami lad przez p statku. - Powtrz no to polecenie - powiedziaa dziwnie cicho, gotowa natychmiast uruchomi poczenie ze stacj. Joel jeszcze do koca si nie zamrozi, bo trwao to adnych par godzin, a gdyby nawet, to mona go byo bez trudu odmrozi. A tylko stacja miaa wystarczajco silny nadajnik, by poczy si z siedzib Kompanii. Caa sprawa mierdziaa robot Jaga. Na ekranie wywietlio si krtkie i jasne polecenie, poprzedzone kodem statku, a zakoczone jej wasnym. Nadano je z powierzchni planety, gdy trway tam jeszcze prace wykoczeniowe i dziaao kilkanacie nadajnikw. Na kocu widniao zdanie: Paski wiat. Jeste ciekawsk osbk, Kin Arad. Jeli mnie oszukasz, wiecznie bdziesz si zastanawia, czego si nie dowiedziaa". Opucia do, nie wywoujc stacji. Nie mona zbudowa paskiego wiata. Podobnie jak nie mona wrci, pilotujc sond Ter-minus. I podrobi banknotu Kompanii. - Statek?

- Tak? - Lecimy na Kung. I otwrz poczenie do mojego gabinetu. - Zrobione, prosz pani. To co robia byo ze. Prawdopodobnie byo te gupie. I prawie na pewno skoczy si wylaniem z pracy. Ale nie miaa ochoty wiecznie zastanawia si, czego nie zobaczya.

Czas wypenio jej przypomnienie sobie podstawowego kungijskiego i odwieenie informacji o samej planecie. Wyszo na to, e dorobili si Liny, ale nikomu jako nie przyszo do gowy zakaza ldowa na samej planecie. Na Kung zreszt niewiele rzeczy byo zabronionych. Morderstwa te nie byy. Bya to obecnie jedyna planeta w znanej przestrzeni, gdzie statki mogy ldowa, uywajc pokadowych silnikw. Zreszt czy to byo wane? Mieszkacy planety potrzebowali twardej waluty, a poniewa Kung w zasadzie nie produkowa niczego, co ludzie mogliby wykorzysta (nie liczc szerokiej gamy chorb zblionych do zapalenia puc), robili co w ich mocy, by przycign turystw. Byo bowiem naprawd duo rzeczy, ktre chcieli mie... Kin bya ju na powierzchni Kung i najbardziej zapamitaa deszcz. Kungijski posiada czterdzieci dwa rne okrelenia deszczu, ale i tak adne nie oddawao potopu lejcego si z nieba przez pidziesit pi minut kadej godziny. Planeta miaa niewielk grawitacj. Nie byo na niej gr, bo cho sporo ich wyroso, latajce w powietrzu oceany wody niesione wiatrem skutecznie je zniweloway. aosne resztki najczciej zmieniy si w wyspy. Zalewane niesamowicie silnymi przypywami powodowanymi przez przeronity ksiyc. Caoci dopeniao nie dajce zbyt wiele ciepa soce i rolinno: albo grzybowata, pospiesznie owocujca podczas odpywu, albo pozbawiona zudze podwodna. To, e w takich warunkach pojawiali si turyci, byo kolejn niezgbion zagadk wszechwiata. A pojawiali si, mimo e cay czas musieli nosi kamizelki ratunkowe na okoliczno przypyww. Rybacy, mionicy mgie, mykofile i optani wanderjachrem studenci biologii. Co si tyczyo samych kungw... Wyczya czytnik i siada wygodniej. Nastpnie przeprowadzia ze sob nastpujc rozmow: Powinna zawiadomi Kompani. Jest jeszcze na to czas".

Wiesz, co si stanie: on moe jest wariat, ale idiota na pewno nie i bdzie si czego takiego spodziewa. Poza tym Kung nie jest wiatem ludzi i Kompania ma tu niewiele do powiedzenia. Wylinie si, odleci i tyle go bdziesz widziaa". Masz obowizki: nie moesz pozwoli, eby kto tak niebezpieczny lata samopas tylko dlatego, e chcesz zaspokoi wasn ciekawo". A dlaczego nie?"

3
Kin Arad bya wbrew pozorom cakiem majtn osob - Kompania pacia w Dniach, ale poniewa w dzie pracy mona byo zarobi wicej ni jeden Dzie, nadwyk czasu mona byo zamienia na tradycyjne waluty. Chwilowo na jej koncie znajdowao si trzysta szedziesit osiem lat, pi tygodni i dwa dni oraz sto osiemdziesit tysicy kredytw - a kredyt to kredyt. Poza tym kredyty miay oparcie w Dniach, gdy najrzadszych nawet pierwiastkw byo od dawna pod dostatkiem. Poniewa podstaw dziaania kadej warstwiarki, podobnie zreszt jak garkotuka, by transmiter, mogy one wytworzy wszystko, tote jedynie dugowieczno bya wymienialna na pienidze. Kin moga kupi sobie ycie, czego nie byli w stanie zrobi Salomon, Hughes czy Cloritty. A wic bya bogata. Z rozmyla wyrwa j bipek alarmu. Na ekranie dziobowym wida byo soce Kingdom niczym czarny, otoczony pomieniami dysk, gdy czujniki od dawna byy pod wraeniem jego jasnoci. Kin ju wczeniej wyczya komputerowi pokadowemu modu gosowy, gdy najbardziej w lotach kosmicznych nie lubia odliczania przed skokiem w Gdzieniebd. Przypominao to odliczanie do egzekucji. Jeli komputer mia racj - a nie syszaa, by kiedykolwiek byo inaczej - statek skaka, gdy tylko osign odpowiedni szybko i znajdowa si tam, gdzie powinien. Jeli... (par sekund niewakoci i przelotna agonia desperacji. Z braku lepszego okrelenia nazywano to kacem duszy. Wychodzio na to, e co w ludzkim umyle odmawiao podrowania z prdkoci wiksz [jak eksperymentalnie sprawdzono] ni 0,7 roku wietlnego na sekund. Tote kady, nawet najkrtszy skok przez Gdzieniebd powodowa okres czarnej melancholii)... ...na ekranie dziobowym pojawi si czerwony karze -soce planety Kung. Teoria gosia, e jest may. To kamstwo. Z odlegoci czterech milionw mil by olbrzymi. Kung widoczny by jako czarny dysk na jego tle, jako e porusza si niemal w grnych warstwach atmosfery czerwonego kara. Kin umiechna si. Powierzchni planety cay czas spowijaa warstwa chmur, a jej mieszkacy i tak byli szaleni. Jak zwariowan religi zdoaliby wymyli, gdyby zobaczyli niebo?!

Trzy godziny pniej przycumowaa do grnej stacji Linii Kung. Satelita przyozdobiony by w typowym stylu kungijskim - dominoway barwy szaro-brzowo-purpurowa z dodatkiem zawaowej czerwieni. adnych wadz imigracyjnych nie byo - mieszkacy Kung serdecznie witali przestpcw i przemytnikw. Jedni i drudzy byli bogaci. Stacja czca monomolekularn Lin z powierzchni planety jest oknem na galaktyk kadego cywilizowanego wiata. Powinno si na niej roi od robotw, szpiegw, dziesiciookich obcych, handlarzy dziww i tajemnych proszkw, po ktrych ludzie szaleli i rozmawiali z Bogiem. Wystarczyo tu dosta mocniejszego kopa i uciekao si przyciganiu. Krtko rzecz ujmujc, by to przedsionek do gwiazd. Przynajmniej w teorii. Tu bya praktyka, a Kung nie byo najlepszym miejscem do handlu. Kungowie skaczcy po korytarzach byli rzeczywicie barwni, ale wygldali normalnie. Co prawda samobieny odkurzacz w jednym z korytarzy obsugiwa mackowaty ehft, ale jeli by on szpiegiem Federacji Galaktycznej, to by te mistrzem przebrania. Zgodnie z rozkadem lotw wywieszonym w korytarzu nastpny prom na powierzchni odlatywa za godzin. Po chwili poszukiwa Kin znalaza bar z oknem wychodzcym na terminal promw. Nazywa si Pod Rozbitym Bbnem". - Dlaczego? - spytaa kunga za barem. - Bo si nie da na nim gra - odpar, spogldajc na ni ze znudzeniem oczami wielkoci spodkw. - Pani sobie winszuje? - Mylaam, e nie macie poczucia humoru. - Bo nie mamy. Z Ziemi? - Z Ziemi. - Ktrej? Mam stryja-brata na Prawdziwej Zie... - Z oryginalnej - przerwaa mu ostro. Barman przyjrza si jej uwanie, sign pod kontuar i wyj kaset wygldajc nieprzyjemnie znajomo. - Tak mi si wydawao, e twarz znajoma - oznajmi tryumfalnie. - Ledwie zobaczyem, tak mi si wydawao... to naturalnie parszywe holo, ale mimo wszystko... mogaby j pani zadedykowa, Miss Arad? - Umiechn si upiornie. Odpowiedziaa, szczerzc si jak najwdziczniej, i wyja kaset z przekadem swojej ksiki z jego mokrej czteropalczastej doni. - Naturalnie, jak rozumiem to dla twojego siostrzeca Sama - mrukna

zoliwie. Kung spojrza na ni zaskoczony. - Nie mam siostrzeca Sama. Ale chciaem j dedykowa synowi-bratu Brtkltcowi. Skd pani wiedziaa? - Magia - westchna Kin. Po dedykacji wzia drinka i przeniosa si pod okno, prbujc nie sysze barmana z duym oywieniem gadajcego z kim przez interkom. Nagle kto stan koo jej stolika. Obejrzaa si i spojrzaa w gr. By to kung. Czowiek na takiego z zasady spoglda pod gr, gdy rednio wysoki osobnik liczy siedem stp wzrostu, zwieczonych czerwonym ni to piropuszem, ni to grzebieniem z czego przypominajcego wosy. Twarz prawie w caoci wypeniay oczy wielkoci spodkw. Stojcy mia je w dwch trzecich przymknite, gdy barman na cze Kin wczy pene owietlenie lokalu. Niej znajdowao si szkieletowate ciao z potnymi miniami wygldajcymi jak paciorki na drucie i charakterystyczn wypukoci midzy ramionami kryjc trzecie oko. Posta ubrana bya w kombinezon - majstersztyk sztuki krawieckiej, jak zreszt kady ubir noszony przez kunga i sigajcy wyej pasa. Kungowie bowiem mieli po cztery rce. Cao bya umiechnita. Sprawiao to upiorne wraenie, bo umiech kunga skada si z czerwonego pksiyca i przypominajcych harf strun liny. - Nazywani si Marco Farfarer - przedstawi si. -I jak ci to pomoe przesta si gapi, to jestem naturalizowan istot ludzk. Tylko ci si wydaje, e widzisz kunga: nie pozwl, by mj niezbyt przyjemny wygld wpywa na twoj wiadomo. - Naturalizowana... - wykrztusia Kin i opanowaa si z wyranym trudem. Przepraszam, to przez drug par rk. - Przydatna. - Przybysz schyli si i spyta z wyranie bagiennym powiewem: Paski wiat? Usiad i oboje przyjrzeli si sobie uwanie, szukajc dowodw czy innych poszlak na obliczu drugiego. - Skd wiesz? - spytaa w kocu Kin. - Magia. Rozpoznaem ci oczywicie, bo mi si twoja ksika podobaa. Wiedziaem, e Kin Arad pracuje dla Kompanii, a nie spodziewaem si tutaj ci znale. Nie wygldasz, jakby si tu dobrze czua. Przypomniaem sobie, e z miesic temu byem na Ehftni i nie mogem znale statku, eby stamtd odlecie... byem dopiero trzecim z najlepszych dalekodystansowych pilotw w okolicy... wtedy

podszed do mnie pewien mczyzna, ktry... - Chyba wiem, o kogo chodzi. - Opowiedzia mi co nieco i zoy pewne propozycje. Co tobie zaoferowa? - Midzy innymi paszcz-niewidk. Kung wytrzeszczy oczy, co byo denerwujcym przeyciem dla ogldajcego. - Mnie zaoferowa niewielki mieszek ze zwierzcej skry, ktry zrobi midzy innymi to tu - i wyoy na blat asortyment walut. Byy wrd nich banknoty stu- i tysic dniowe, ceramiczny ehftnicki walec o nominale stu czterdziestu czterech pjumw, gruby plik kredytw, kilkaset tokenw Gwiezdnej Jaskini i karta komputerowa. - Niektre natychmiast spieniyem w ehftnickim kantorze. Przyjli je bez wahania, co najlepiej dowodzi ich prawdziwoci. Wiesz o tym, jeli kiedykolwiek robia z nimi jakiekolwiek interesy. Karta jest najprawdopodobniej kluczem do autobanku, chyba na Ehftni. Byy jeszcze ehftnickie dolary, ale potrzebowaem do gwatownie gotwki - doda wyjaniajco. Kin trcia paznokciem walec i obserwowaa, jak toczy si po stole. - I to wszystko wyprodukowaa skrzana torba? - spytaa cicho. - Raczej torebka, bo miecia si w doni. Mylaem, e on te jest z Kompanii. Chcia kupi moje usugi. - Jako pilota? - Mog pilotowa wszystko, co lata, i to nawet bez tamy z matryc. Jestem najlepszy... a ci czego chc? Do stou zbliy si barman, niechtnie cignc za sob duy, kudaty dzwon podskakujcy na jedynej nodze. Na grze dzwon mia przypit skrzyneczk autotumacza. - To Zielony-przechodzcy-w-indygo - przedstawi go barman. - Jest ehftem i gwnym specjalist sanitarnym stacji. - Mio pozna - odpara Kin. Ehft wycign skd przezroczyste pudo i podsun jej pod nos, czemu towarzyszyo podejrzliwe syknicie Marca. - Voila! Regardez! - zawy gonik autotumacza. - Ziemski! Mylcy! Pytanie! Siedzcy w pudle czarny ptak przyjrza si kaprawo Kin i wrci do czyszczenia pir. - Ulego si wczoraj nie wiadomo skd - wyjani kung-barman. -

Powiedziaem mu, e to zwierz z Ziemi. Ptak. Tylko e on gada. Sprawdzilimy w Atlasie istot rozumnych, ale tam by tylko jeden latajcy i na pewno nie on. - To wyglda jak przeronity kruk. - Kin wzia pudo i przyjrzaa mu si z namysem. - Rozumiem, w czym problem: chcecie wiedzie, czy go aresztowa, czy zniszczy. Tak w ogle to skd on si tu wzi? - Puzzle! - Nie wiemy. Powiedziaem, e si ulg. Kierowana impulsem otworzya pudo. Kruk wskoczy na brzeg cieki i przyjrza si jej przychylniej. - Jest niegrony - ocenia. - To pewnie czyja maskotka. - Ma... co? - Mentalny symbiont - warkn Marco. - Ludzie to wariaci. Ehfb przysun si niepewnie ku Kin i niemiao wycign ku niej mack z grubym zwojem dziwnie i kunsztownie powizanego sznurka. Zrezygnowana rozpoznaa ehftnick ksik dotykow. - Jak mu powiedziaem, kim jeste, to poszed a do swojej kapsuy po twoj ksik - wyjani z zadowoleniem waciciela barman. - Chce eby... Kin ju zawizywaa osobisty wze na pocztku zwoju. - Rozumie! Nie! Si! - pisn autotumacz. - Dla! Szczeniak! Nalee! Krewny! - On mwi... - Zrozumiaam - przerwaa mu zniechcona. - Jalo! - krzykn niespodziewanie kruk. - Zabierz to. - Barman wcisn pudo w objcia dwch ramion Marca. - Moe go nakarmi albo zje, albo si z nim kocha czy nauczy go piewa. Obojtne, co tam ludzie wyczyniaj z makatkami. - Maskotkami - poprawi go Marco, biorc klatk-pudo; wygldao, e nie ma alternatywy. I oboje poszli w stron terminalu pionowego. - Wariat? - zaproponowa spogldajcy w lad za nim ehft. - Ludzie teraz rzdz wszechwiatem- stwierdzi ponuro kung. - Jeli to wariactwo, to chciabym go troch. Zauwaye, jak ludzie chodz? Jakby wszechwiat do nich nalea. Ehft zastanowi si gboko - porwnywanie metody przemieszczania si nie wymagajcej macek z wasn zawsze strasznie go mczyo. - Nie! - odpar w kocu.

Na promie byo niewielu pasaerw i po chwilowym przecieniu przy starcie opuszcza si rwno i bez-wstrzsowo wzdu Liny. - Przynajmniej mam tubylca za przewodnika - odezwaa si Kin, szczerzc zby, by pokaza, e to art: ten kung przynajmniej wiedzia, co to takiego dowcip. - W tej kwestii miaem nadziej, e to ty mi pomoesz. Nigdy w yciu tam nie byem. Czasami przylatywaem na stacj, ale nigdy nie postawiem nogi na powierzchni. - Chcesz mi powiedzie, e nigdy ci nie korcio, eby obejrze swoj planet? - Jak swoj? Urodziem si na Ziemi! Marco wyj z torby kapciuch, z niego fajk w kolorze starej koci, nabi j i zapali, dymic co si zowie. - Co tak mierdzi? - Kin zmarszczya nos. - Tyto. Konkretnie Cutty Peerless VI. Zaopatruje mnie w t mark pewien czowiek z Londynu. W Anglii naturalnie. - Sprawia ci to przyjemno?- upewnia si, przekrzykujc klimatyzacj, ktra energicznie zabraa si do dziea, szumic zawzicie. Marco wyj fajk z ust i obejrza j z namysem. - Prawd mwic to nie - przyzna - ale jest historycznie zadowalajce. Mog zada ci pytanie? - Nie krpuj si. - Czy czujesz co do kungw? Seksualnie, mam na myli? Kin spojrzaa na jego szare oczy, plamist skr i ugryza si w jzyk. Syszaa pewne plotki... i musiaa przyzna, e wbrew wygldowi Marco dosownie promieniowa mskoci niczym bolesny wzwd prcia. Kungowie byli bardzo konkretnie spolaryzowani na pci bez psychicznych subtelnoci, jakie trapiy czsto ludzi. Syszaa, e dla niektrych ludzkich kobiet msko kunga bya niczym magnes dla opika. - Nie czuj i nie poczuj przez najblisze tysic lat - poinformowaa go rzeczowo. - Moesz mnie nazwa staromodn, jeli ci si podoba. - Chwaa bogu - odsapn z ulg. - Mam nadziej, e ci nie obraziem? - Na pewno nie powanie. A dlaczego... no, spytae? - Nie uwierzyaby, jakbym ci opowiedzia, co widziaem i przeyem z modymi kobietami czeszcymi si na freffr, ubierajcymi si zgodnie z najnowsz kungijsk mod i lubicymi muzyk tleng. Kiedy graem na pianinie w nocnym klubie, musiaem

na noc barykadowa okna i drzwi, a i tak dwie mode... Rozumiem naturalnie, e jeste kosmopolityczn kobiet, ale kiedy musiaem krzesem spacyfikowa on ambasadora Nowej Ziemi, wic sama rozumiesz. Kruk w przezroczystej klatce oywi si nieco. - Co robimy, jak Jalo si z nami skontaktuje? - spytaa Kin. - Jak to co? - Marco omal nie upuci fajki. - Lecimy na paski wiat, a co niby mamy robi?

Gdy wyldowali, by przypyw, tote hamulce aerodynamiczne promu szybko przestay dymi. By unikn kopotw z zalaniem ldowiska, pyt i dworzec zbudowano na tratwach unoszcych si na powierzchni. Wok podobnie zakotwiczonych do wbitych w dno pali znajdoway si inne budowle miejskie, gwnie uplecione z sitowia. Pora bya wczesna i niewielu mieszkacw wiosowao po ulicach, ale i tak wygldao to na regaty gollumw. Po chwili wrci Marco, cignc niskiego i najwyraniej przestraszonego kunga. - On mwi, e zosta wynajty jako nasz przewodnik - owiadczy. - Niezbyt dramatyczne, prawda? Tubylec poprowadzi ich ku odziom przycumowanym do tratwy, ku turystycznemu speedsterowi ludzkiej konstrukcji, ktrego cztery baloniaste koa cakiem skutecznie robiy za pywaki. Kin zaja tylne siedzenie. Bya przemoczona do suchej nitki. Tutejszy deszcz mia niezwyke wrcz waciwoci penetracyjne. Marco siad za sterami, wpierw umieszczajc obok siebie przewodnika, i uruchomi silnik. Ruszyli w fontannach wody, zrywajc cum. Marco prowadzi jakby od niechcenia, z trzema ramionami nonszalancko przerzuconymi przez oparcie fotela. Cztery ramiona byy rzadkoci - przed rewolucj rzdzca kungijska arystokracja uywaa technik mitogenetycznych, by wpywa na rozwijajcy si zarodek, tworzc w ten sposb kast wojownikw. Cztery ramiona oznaczay wojownika. Kin sprbowaa uprzejmoci: - Skd masz koszule szyte na miar? - Tradycja rodzinna- odpar, nie odwracajc si. -Zawsze jeden mody przeznaczany by na wojownika, tym razem wyszo na mnie, ale... pamitasz zerwanie Liny w pidziesitym smym?

- Kady pamita. Ziemia przez miesic bya odcita od reszty Galaktyki przyznaa z niesmakiem. - Jakim lunatykom udao si wysadzi oba terminale rwnoczenie. - Wanie. Moi rodzice naleeli do personelu ambasady w New Stavanger. Zanim zaoono now Lin, moja matka zacza rodzi. A kungowie wierzyli, e umys nowo narodzonego dziecka jest otwarty na przyjcie najbliszej bezcielesnej duszy... - Prawd mwic, mojego ojca od samobjstwa powstrzyma attache kulturalny rasy shand, z ktrym jad obiad. Mia nadziej, e bdzie przy mnie pierwszy, ale nie zdy. Wic wystpili dla mnie o ludzkie papiery, znaleli dom u starszej pary w Meksyku i opucili Ziemi. Koniec historii. A dlaczego jeste ysa? Kin odruchowo dotkna peruki. - Uhm... Wiek. Wosy i lata nie id w parze. - Aha. - Marco uwanie obserwowa horyzont. - Zawsze uwaaem, e takich rzeczy nie naley si wstydzi, a ty? Przedarli si przez na wp zatopione rowy i flotyll wiosek, a utknli w jakich krzakach. Marco zakl i przeczy napd na jazd. Teraz panujca rolinno bya bez szans. Kilka opuszczonych ryb pospiesznie podskoczyo za opadajcym morzem - na Kung duej yo tylko to, co mogo y w wodzie. Rodzaj rolinnoci i stopie wzniesienia terenu wskazyway, e znaleli si w obszarze zalewanym co najwyej na godzin w cigu dwudziestu, a po dalszych wskazwkach przewodnika wyjechali na wiecznie suchy kawa ki. Ludzie zmieniliby j natychmiast w pole uprawne i zakultywowali. Kungowie traktowali j jak pustyni. Przejechali przez gra. Przed nimi znajdowaa si okrga dolina, oczywicie z jeziorem porodku. W jego centrum koysa si agodnie statek kosmiczny wygldajcy niczym ciastko z dziur w rodku. - To Neutrino General Motors, przeznaczony do ldowa i startw planetarnych, wyposaony w krawdziowy motor fuzyjny, hamulec spindli, trzydzieci cztery kabiny i dodatkowe gadety do wyboru - oceni Marco, zapalajc fajk. Lataem kiedy takim, wewntrzne systemy nie s najlepsze. Zosta opracowany, by sprosta zapotrzebowaniu, ktre nigdy si nie pojawio. - Ma jakie uzbrojenie? - spytaa sabo Kin. - Jalo! - wrzasn kruk.

- Wolabym nie znale si przy dyszy jego silnika -stwierdzi Marco. Przewodnik z przeraeniem przyglda si jego fajce. - Poza tym ma bardzo obszern adowni: mona tam zmieci duo dziwnych rzeczy - doda. - Moesz sobie wybra. Ledwie wysiedli, podchodzc do otwartej luzy, przewodnik ile mocy w silniku zawrci i odjecha. - Wyglda na to, e wydosta si std mona, jedynie odlatujc - ocenia Kin. Ciekawe, co go tak przerazio? - Ja - poinformowa j rzeczowo Marco, poruszajc si bezszelestnie. Nagle sykn i zamar w wyjciowej pozycji bojowej. Korytarzem ku luzie zbliaa si posta, ktrej widok uruchomi Kin pami gatunkow. Ta za nakazywaa odszuka wysokie drzewo i wspi si na nie. Natychmiast. Albo jeszcze szybciej. To, co zbliao si w ich stron, organicznie przystosowane byo do rwania pazurami i szarpania kami. Kin spacyfikowaa spnion pami gatunkow i wyszczerzya si uprzejmie. Shand ledwie mg si wyprostowa w korytarzu, nie dotykajc niewielkimi uszkami sufitu, co oznaczao, e korytarz ma trzy metry wysokoci. Zwyczajem swej rasy sta jednak na ugitych kolanach i nieco przygarbiony, jak zawsze gdy znajdowa si w artefaktach innych ras, zupenie jakby si ba, e przez przypadek kogo zje. On, a raczej ona bya rwnie szeroka jak wysoka, co take byo typowe, oraz miaa potne rce zakoczone zrogowaciaymi kostkami na doniach, mogcymi w razie koniecznoci spenia funkcj drugiej pary ng. Cao wygldaa niczym inteligentny niedwied o lornetkowym spojrzeniu, wysoko sklepionej czaszce i paru morsach wrd przodkw. Shandy miay bowiem imponujc par kw pierwotnie uywanych do odrywania miczakw z dna zamarzajcych oceanw. Teraz byy bezuytecznym przeytkiem, wic rzebiono je we wzory oznaczajce pozycj spoeczn zajmowan przez danego osobnika. Trba za... - Skocya si patse? - wyseplenia z nagan przybya. W rzebach na kach byo co dziwnie znajomego. Na wszelki wypadek Kin wsadzia sobie dwa palce w kciki ust dla podobnego efektu akustycznego i powiedziaa uprzejmie po shandyjsku: - Jestem Krewna-Sucha-Prawie-Do-Cna, a kung to May-wariat-dojdziedaleko. Witani ci jak najtuciej, przedstawicielko Dolnej Conwexi Rejonu Delty

Moraine, o ile si bardzo nie myl. - Gratuluj ci opanowania mowy. Moje imi ma pidziesit sze sylab, ale moesz mi mwi Silver. Te si wybieracie na paski wiat? Ten kung jest niebezpieczny? Bo wyglda na nerwowego. - Myl, e to dlatego, e nie rozumie shandyjskiego, chocia oni wszyscy s nerwowi. Pewnie przez te nage pywy. Tak w ogle uwaa si za czowieka, ale nie naciskaj go w tej sprawie. - O czym gadacie? - spyta podejrzliwie Marco. Nim dotarli na pokad obserwacyjny prowadzeni przez Silver, osignli kompromis: Silver rozumiaa wsplny, ale nie mwia nim z uwagi na ky, tote Kin i Marco rozmawiali w tym jzyku, natomiast Kin tumaczya mu jej wypowiedzi z shandyjskiego. Przy okazji i pewnym wysiku translatorskim wyszo, e Silver jest socjologiem, historykiem porwnawczym, lingwist i pasterzem. - Wszystko razem? - zdziwi si kung. - Kiedy znaam jednego shanda, ktry by dwigowym, biochemikiem i owc wydr - uwiadomia go Kin. - Dotaram tu wczoraj - wyjania Silver. - Pracowaam nad przediquatycznym, kiedy ten czowiek... - Znamy go - przerwaa jej Kin. - Co ci zaoferowa? - Nie rozumiem. - Przynta. eby lecie z nim do paskiego wiata? - A, rozumiem. Nic. A powinien? Po przetumaczeniu Marco spojrza na ni dziwnie, parskn i ruszy na zwiedzanie adowni. - Twoje nazwisko brzmi znajomo - zauwaya Silver. - Napisaam ksik Cige tworzenie. - Doprawdy? - Silver umiechna si uprzejmie. Marco znikn, wic przespaceroway si po czci mieszkalnej. Z kadym krokiem Kin robio si mniej przyjemnie - to naprawd by dziwny statek. Po pierwsze, zosta przerobiony: zostawiono cztery kabiny mieszkalne, reszt zajmowa olbrzymi zbiornik paliwa. Po drugie, statek zosta zaprojektowany jako zabawka bogatego idioty, bo tylko kto taki (albo szpieg) uywa statku mogcego samodzielnie startowa i ldowa na planetach, a w dodatku lata w kosmosie. No bo tak: kada uyteczna planeta miaa Lin, a eby dosta si na grn stacj innej Liny, potrzebne byo hermetyczne pudo z silnikami wysokoci i matryca

Gdzieniebdzia. Istniaa co prawda grupa wyspecjalizowanych handlarzy i biur turystycznych posiadajca statki przystosowane do lotw wewntrz ukadowych. Istniay te jednostki mogce lata w razie koniecznoci na trasie powierzchnia-orbita i z powrotem. Ale nikt nie potrzebowa statku mogcego robi to wszystko. A ten mg. I to zaczynao Kin podnieca. Liny i matryce podzieliy przestrze na przerwy midzy identycznie zaprojektowanymi stacjami, z ktrych droga prowadzia tylko w d. Ten statek by zdecydowanie inny. By te wyposaony w najwikszy model garkotuka, jaki w yciu widziaa. Mg on wytworzy wszystko: od thermidora z homara do trocin. By w stanie produkowa nawet proteiny, przyswajane przez shandy. Izba chorych nie przyniosaby wstydu sporemu miastu, a lodwka bya tak zaopatrzona, e Kin opada szczka. Silver nie bardzo rozumiaa dlaczego. - Miso, ryby, licie, nic nadzwyczajnego: zwyczajne ludzkie jedzenie. Kin wskazaa garkotuka mruczcego do siebie zalotnie. - Syszaa, eby to kiedykolwiek si zepsuo? - spytaa. - Gdyby si psuy, ludzie nigdy nie wpuciliby nas do kosmosu - odpara rzeczowo Silver. - To po co marnowa miejsce i paliwo na przewoenie tego miecia? e o lodwce nie wspomn. Gdyby by nerwowy, zabraby jedzenie dla ciebie... ano tak! zapomniaam, e on jest stary. - Stary? - Stary na tyle, by nie ufa maszynom i mie wymagania co do produkowanego przez nie jedzenia. Zawarto tej lodwki musiaa kosztowa majtek. - Wyjanij, prosz, co rozumiesz przez stary" - upara si Silver. Gdy Kin skoczya wyjania, zdaa sobie spraw, e tamta przyglda si jej agodnie mwic - dziwnie. - Wy, ludzie, musicie mie fioa na punkcie kosmosu - ocenia. Do pomieszczenia bezszelestnie wszed Marco, trzsc si z wciekoci. - Co to jest za statek? - spyta bez wstpw. - W adowni jest do broni, eby przestrzeli na wylot planet! - Rcznej pewnie te nie brakuje - mrukna Kin. Zacza bardzo szybko myle. - Nie brakuje. Jak zgada?

- Nie zgadywaam, powinnam tylko si tego znacznie wczeniej domyli. Silver, znalaza jak wiadomo od Jala, jak tu przybya? - Kung-przewodnik mwi, e mamy czeka. Dlaczego? - Marco, tu gdzie musz by kombinezony kosmiczne. Gdy si w nie ubierzemy, zdoasz uruchomi procedur awaryjnej ewakuacji? - Na planecie? Statek imploduje. Musz wystartowa i wznie si powyej... - To automatyczny Clipe kalibru .0003. Jak skoczycie na mnie rwnoczenie, moe wszystkich nie trafi, ale nie wiecie, od kogo zaczn - gos nalea do Jala. Sam Jalo sta w drzwiach, trzymajc w doni pistolet z nonszalancj wskazujc na wpraw w uyciu. Kin przypomniaa sobie, co moe zrobi strumie igie z takiej broni, i zdecydowaa si pozosta naprawd nieruchomo. Zerkna na Silver. Ta nie patrzya na Jalo, tylko na kunga. Marco sta na ugitych nogach. Rce trzyma lekko zgite z dala od ciaa niczym dawni rewolwerowcy i sycza cicho. - Powiedz temu czemu, e jak zaatakuje, bd strzela! - ostrzeg Jalo. Powiedz mu! - Wiesz, e ci rozumie - odpara chodno Kin. - Tu zaraz bdzie pobojowisko - dodaa Silver po shandyjsku. - Nikt nie grozi kungowi bezkarnie. - Marco prawnie jest czowiekiem - odpara Kin we wsplnym. - To mnie wanie zmylio - warkn Jalo. - Kazaem tej agencji komputerowej na Prawdziwej Ziemi wybra trzy osoby speniajce okrelone warunki. Podali mi was, tylko, durnie, nawet si nie zajknli, e dwie z tych trzech osb nie s ludmi. - Ale musieli poda planety, na ktrych si urodzilimy - zauwaya Kin. - Co z tego? aba urodzi si na Ziemi, a niedwied na statku orbitujcym wok Shand. Czy nikt tu nie zwraca uwagi na ras? Podurnielicie do reszty?! Prawnie czowiek! Te idiotyzm. Nie rusza si. - Tak si zastanawiaam, gdzie jeste... powinnam poszuka fragmentu niewyranego korytarza... zodzieju. - Przykre, ale prawdziwe - umiechn si krzywo. - Postpuj zupenie jak twoja Kompania uywajca kradzionych maszyn i techniki, jak na przykad Liny. - Nieprawda - obruszya si Kin. - Kompania administruje nimi dla wsplnego dobra. - Doskonale. Profity tej podry przeznaczymy dla mojego oglnego dobra. Znaem LeVinea i reszt, trenowalimy razem. Co mi si naley od

przyszych pokole i mam zamiar sobie to wypaci. Co maego i czarnego pojawio si zza zakrtu korytarza za jego plecami. Kin przypomniaa sobie, e Marco - jako zdeklarowany czowiek - zabra si do oswajania kruka. Wanie zbliaa si pora karmienia. - Potrzebuj pomocy - doda Jalo. - Masz mieszek-faszerza, mao ci? - Z tym, co na nas czeka, moemy stworzy wasn Kompani. - Jalo wyj z kieszeni tam nawigacyjn. - Wszystko jest tutaj! - Folaapym mofi pes pistoletu- wyartykuowaa z trudem Silver. - To niemie. Kruk podfrun, wyldowa Jaowi na ramieniu i wrzasn przeraliwie prosto do jego ucha... ...strumie igie wbi si w sufit z cichym wistem... ...a Marco poruszy si tak szybko, e pozostali zauwayli to, gdy siedzia okrakiem na powalonym Jalu, trzymajc w jednej doni pistolet, a trzy pozostae w gotowoci do rozwalenia mu czaszki... ...nagle mrugn, rozejrza si i pochyli nad Jem. - Nie yje - stwierdzi zdumiony. - A nawet mu nie przyoyem. Kin uklka przy lecym. - Umar, zanim go dopade - pocieszya kunga. Widziaa, jak natychmiast po wrzasku kruka twarz Jala zrobia si trupioblada. Upad, zanim Marco znalaz si przy nim.

4
Jalo by wystarczajco wieym nieboszczykiem, by warto byo go zapakowa do pokadowego medyka, ktry naturalnie natychmiast rozjarzy si wszystkimi czerwonymi lampkami. Kin sprawdzia diagnoz: popkane naczynia, naderwane organy, uszkodzenie mzgu... kiedy dotr na jak ludzk planet, czeka go co najmniej sze miesicy zbiornika rezurekcyjnego. - Zawa? - zasugerowaa Silver. - I to solidny - dodaa Kin. - Szczciarz. Zapada cisza. Kin odwrcia si i stwierdzia, e Silver przyglda jej si, nic nie rozumiejc. - Moemy to naprawi - wyjania. - Za to gdyby Marco dorwa go ywego, nie byoby co woy do zbiornika. On mu grozi. - Kungowie s paranoidalni - zgodzia si Silver. -Ale ten zachowuje si take jak czowiek. - Widziaa, jak si porusza? To pozycja bojowa, cho mg sobie z tego nie zdawa sprawy. On nie zna znaczenia sowa strach". Tak jak kady kung. - Aha. - Silver najwyraniej z czego si ucieszya. - P czowiek, p kung. Ja wiem, co to jest strach, i teraz jestem po prostu przeraona. - Wiem. Widz. (Przerwao jej kilka sekund zawrotu gowy i wieczno desperacji.) Gdy wrcia jej zdolno widzenia, zauwaya, e statek spowija mga pena lodowcw. Tak to przynajmniej wygldao przez okno. Oraz e wanie przesta wy alarm. I e gdzie znikno przyciganie. Silver, nieprzytomna, unosia si w pobliu tego, co dotd byo sufitem. Zreasumujmy... statek unosi si w jeziorze, a teraz unosi si w przestrzeni otoczony przez zamarznite powietrze i spory kawaek jeziora. Na Kung musiaa by nieza burza po tym, jak kilka hektarw szeciennych powietrza i wody znikno otoczone polem wytworzonym podczas skoku w Gdzieniebd. Poniewa jej wrodzony geniusz czu si nieco stamszony w niewakoci, popyna, nieco si przy tym obijajc, do sterowni. Tam zastaa Marca pochylonego nad gwn konsolet niczym gigantyczny pajk i nawrzeszczaa mu do ucha. Jedynym skutkiem byo to, e odwrci j ku ekranowi zajmujcemu ca cian.

To, co tam zobaczya, skutecznie odebrao jej mow. Po chwili odszukaa Silver zajt opatrywaniem rany citej na gowie i klnc zawzicie w kilku jzykach, cigna j, eby te sobie popatrzya. Gdy film si skoczy, pucili go jeszcze raz. - Wsadziem jego tam do komputera nawigacyjnego - wyjani Mar co. - Film te tam by. - Pu go jeszcze raz, chc sprawdzi par szczegw - odezwaa si Kin. - Jako obrazu jest wyjtkowo dobra - oceni Marco. - Musi by: mia by transmitowany przez kilkadziesit parsekw... - Fszpaszam - odezwaa si niespodziewanie Silver i zabraa si do odkrcania sobie kw. Kin przygldaa si temu na poy z przeraeniem, na poy z fascynacj widziaa co prawda shandy bez kw, ale byy to albo dzieci, albo kryminalici. Silver uoya ky w skrzanym pudeku i owiadczya: - eby by dobrym lingwist, trzeba by przygotowanym na powicenia. - Jej wsplny mia idealny akcent. - Jednak zanim podjam decyzj, dugo si zastanawiaam. Ale nie o to mi chodzi. Marco Farfarer, czy uwaasz mnie za osobnika nerwowego albo atwo poddajcego si nastrojom? - Nie. A dlaczego? - Bo chciaam ci powiedzie, e jak jeszcze raz zrobisz podobny numer, to ci zabij. - A i tak uwaaam, e jest to niemoliwe - dodaa Kin z pospieszn dyplomacj. Marco przyjrza si im uwanie. - To nie jest niemoliwe, tylko ryzykowne i nielegalne - wyjani starannie. Jak si le wystartuje, to mona skoczy w jdrze najbliszej gwiazdy. Jeli natomiast chodzi o twoje... owiadczenie, Silver, to przyjem je do wiadomoci. Oboje powanie skinli gowami, wic Kin postanowia przej inicjatyw. - Zaatwione - ocenia promiennie. - Teraz film. Po kolejnym pokazie nie ulegao wtpliwoci, e albo film jest prawdziwy, albo Jalo by mistrzem od efektw specjalnych. Mg pokazywa rejony polarne Nowej Ziemi albo dowolny obszar Serendipity. Na pewno nie by to Njal czy Milkgaard, bo na tych planetach nie ma ptakw, a jedno z dugich uj pokazywao ich klucz ze sporej odlegoci. Dopiero gdy Silver daa maksymalne powikszenie, okazao si, e to nie ptaki: koskie by, czarne uski i

skrzaste skrzyda jako cao nigdy nie istniay, ale Kin znaa ich nazw z ziemskich legend - smoki. Leciay sobie nad morskim brzegiem i jeli fale s tam normalnej wielkoci, to wychodzio, e kady liczy sobie z kilometr dugoci. Poza tym byy dalekie panoramy czego, co wygldao jak miasta, i kilka zachodw soca, w tym jeden z powietrza. No i kilkanacie widokw rozgwiedonego nieba. - Wrmy do tego powietrznego zachodu soca - zaproponowaa Kin. - Co tu si nie zgadza...? - Horyzont - oznajmi Marco. Rzeczywicie by dziwnie spaszczony. Ale co jeszcze nie pasowao w tym obrazie... - Gdyby nie, to mgby to by dowolny ludzki wiat -ocenia Silver. - Zabawne - dodaa Kin. - Jalo mwi o paskiej Ziemi, a nie o paskim wiecie... - To akurat mnie nie zaskakuje: ludzie byli jedyn ras houbic prymitywn koncepcj paskiego wiata - Marco przewin film do widokw gwiazd. - Jak mi nie wierzysz, moesz sprawdzi. Kungowie wierzyli, e yj we wntrzu kuli, a shandy miay dwa soca, ktre od pocztku uczyy je podstaw kosmologii. Kin sprawdzia to potem w pokadowej bibliotece i okazao si, e Marco ma racj. Ale dowodzio to jedynie, e ludzie byli gupawi i nader egocentryczni. Obcy wiedzieli o tym od dawna. - Dokadnie jak to wyglda, bdziemy mogli oceni, gdy tam dolecimy - doda Marco. - Stop! Co masz na myli, mwic: kiedy dolecimy? -ockna si Kin. - To, e ju jestemy w drodze. Ten jk przed chwil to byo zaadowanie matrycy. - A dokadnie gdzie jestemy teraz? - P miliona kilometrw od powierzchni Kung. - Zawracaj! Ja nigdzie nie lec! Wysiadam! - owiadczya Kin. - A co konkretnie planujesz? Kin musiaa przyzna, e pytanie j zaskoczyo. - Och... powinnimy go zawie do kliniki - powiedziaa w kocu. - Moemy poczeka i... no... - Urwaa, bo nawet w jej uszach zabrzmiao to gupio. - Mamy kurs, statek i czas - podsumowa Marco. -W sarkofagu nic mu nie

bdzie. Jeli nie polecimy, zaraz bdziemy si musieli tumaczy, a Kompania i tak bdzie miaa do ciebie pretensje, e nie zgosia si do nich natychmiast. Kin spojrzaa na Silver, ale ta tylko skina gow i dodaa: - Nie chciaabym straci takiej okazji. - Posuchajcie! Ten lot z Jem wydawa si dobrym pomysem, ale teraz nie mamy pojcia, na co si porywamy. Po prostu prbuj by inteligentnie ostrona, to wszystko. - I to by byo na tyle, jeli chodzi o synn mapi ciekawo - oceni Marco, spogldajc wymownie na Silver. - eby nie wdawa si w detale typu... - Poszalelicie! Oboje! Marco wzruszy ramionami, co przy podwjnym ich zestawie wygldao szczeglnie malowniczo, i odwin si z fotela pilota, czyli - mwic mniej poetycznie -wsta. - Dobra. Jak si upierasz, to odwie nas z powrotem. Kin opada na fotel i opucia ekran na wygodn dla siebie wysoko, po czym rozejrzaa si po pkolistej tablicy rozdzielczej. Kilka wskanikw wygldao znajomo - prawie rozpoznaa kontrolki klimatyzacji i temperatury. Reszta bya jednym wielkim bezsensem - zawsze lataa inteligentniejszymi statkami. - Nie umiem go pilotowa! - owiadczya. -1 dobrze o tym wiesz! - Mio, e ty te o tym wiesz. - Marco spojrza na zegarek. - Moe bycie si tak zdrzemny?

Kin leaa i mylaa, bo sen jako si nie zjawia. Gwnie o stereotypach i o obcych. Kungowie byli paranoidalni, dni krwi i przesdni. Shandy spokojne, dne krwi i okazjonalnie ludoercze. A wedug obu tych ras ludzie byli dni krwi, dumni i lubili niepotrzebne ryzyko. Wszyscy uwaali, e ehfty byy zabawne, a nikt nie mia pojcia, co ehfty sdziy o pozostaych. Prawda - raz si zdarzyo, e czterech kungw dostao si na pokad ludzkiego statku i nim ostatniego zabito, zdoali utuc trzydziestu piciu czonkw zaogi. Fakt, e przy jakich dyplomatyczno-oficjalnych okazjach shandy z wielk pomp zjaday ludzi. I co z tego? Nie mona tego oceni, dopki nie potrafi si myle tak jak obcy. A nikt nie umie myle jak przedstawiciel innej inteligentnej rasy. Wszyscy sdz, e to przedstawiciele tej samej, tylko przebrani, bo inaczej

wspycie byoby niemoliwe. Kady ma co prawda wiadomo, e inne rasy wyksztaciy si na innych planetach i musz by inne, ale jest to wiadomo bardziej teoretycznej natury... Nagle siada, nasuchujc... statek pomrukiwa do siebie i by to jedyny syszalny dwik. To, co nie dawao jej spokoju, wanie przebio si do wiadomoci. Musiaa to sprawdzi, nie tracc nawet czasu na ubieranie si...

Dziesi minut pniej wesza do sterowni, w ktrej Marco wci sta na stanowisku. - Marco? Odruchowo podskoczy, odepchn ekran i odwrci si wykrzywiony w umiechu. - Wszystko przebiega zgodnie z planem. Co tam masz? Plastykow abstrakcj? - To klatka kruka. Jest z bioplastyku, ktry topi si w temperaturze powyej tysica stopni. Znalazam j w luzie - odpara, podajc mu bezksztatn mas. Marco obrci j w doniach i wzruszy ramionami. - Te ptaki s inteligentne? - Moe s, ale na pewno nie maj palnikw pod ogonami. Przez chwil oboje w milczeniu przygldali si stopionej klatce. - Jalo mg to zrobi... - zaproponowa niepewnie Marco. - Nie mg. By tak jak my zaskoczony widokiem ptaka. - Powiedziaabym, e nawet bardziej. Nie lubi takich tajemnic. Widziae ostatnio kruka? - Od mierci Jala nie. - Marco przechyli si i wczy alarm. Na caym statku zawyy syreny i rozdzwoniy si dzwonki - po czterdziestu sekundach do sterowni wpada Silver, jeszcze przysypana niegiem wypeniajcym jej jam sypialn. Wyhamowaa, widzc, e oboje jej si przygldaj, i warkna pytajco: - To ma by jaki ludzki art? Czym prdzej powiedzieli jej, o co chodzi. - Rzeczywicie dziwne - zgodzia si Silver. - Powinnimy chyba przeszuka statek... Marco westchn i wygosi dusz przemow na temat maych schowkw,

jakie znajduj si na kadym statku kosmicznym, oraz poda malownicze szczegy, co moe nastpi, gdy co maego, pierzastego i zdeterminowanego dostanie si do przewodu wentylacyjnego albo zapacze w kable. - No dobra - podsumowaa Kin. - To co robimy? - Wy wracacie do swoich kabin, sprawdzacie je dokadnie i uszczelniacie drzwi. Ja wypuszcz powietrze z reszty statku, tworzc podcinienie. Standardowa procedura deratyzacyjna. - Zabijesz go - zauwaya rzeczowo Kin. - No to co?

Czekajc na zakoczenie caej procedury, Marco przelotnie zastanowi si, skd si w ogle wzi ten cay kruk, ale potem skoncentrowa si na czym znacznie istotniejszym. Mianowicie na tym, czy ktra ze wsptowarzyszek podry zauwaya, e gwizdn martwemu Jaowi magiczny mieszek. Tak na wszelki wypadek...

Silver po przeszukaniach (z zerowym zreszt wynikiem) swej kabiny, zreszt zupenie zamarznitej, powicia si rozwaaniom, czy ktrekolwiek z pozostaych zauwayo, jak zabiera mieszek ze schowka Marca i wkada do wasnego. eby potem mc go w spokoju zbada...

Kin po przetrzniciu kabiny pooya si wygodnie, obserwujc pulsujce, czerwone wiato nad drzwiami, oznaczajce, e na korytarzu nie ma powietrza, i czujc przelotn sympati dla kruka. A potem skupia si na rozwaeniu, czy kto dostrzeg, e zabraa mieszek z kryjwki Silver i wyrzucia do zsypu podczas skoku w Gdzieniebd. Teraz mieszek, o ile jeszcze istnia, lecia sobie prosto do kraca wszechwiata napdzany cigym strumieniem banknotw.

W czterech miejscach w kadubie rozmieszczone byy luzy powietrzne zamontowane zgodnie z przepisami bezpieczestwa, by podczas nagej dekompresji

czonkowie zaogi mieli wiksze szans ratunku, ni gdyby mieli do dyspozycji tylko kombinezony kosmiczne. Pomys sprawdzi si ju wielokrotnie. Nad kad zajt luz powinno byska due, czerwone wiato, by ekipa ratunkowa nie musiaa traci czasu na sprawdzanie. Teraz jedno byskao, tyle e nikt nie zwraca na nie uwagi. Wewntrz by kruk kurczowo trzymajcy si obuap drka przy wlocie powietrza i mylcy o przetrwaniu.

W jakiej nudnej chwili, w ktre obfituj wszelkie podre, Silver zayczya sobie w pokadowej bibliotece egzemplarza ksiki Kin Arad. Okazao si, e egzemplarza nie ma, jest natomiast streszczenie z Przegldu Literackiego Dziesiciu wiatw" poprzedzone stu szedziesicioma linijkami tekstu dotyczcego udziau autorki w ponownym odkryciu zasad produkcji papieru. Streszczenie zaczynao si nastpujco: Gwnym osigniciem autorki jest zebranie kilkunastu odkry archeologicznych, paleontologicznych i astronomicznych w jedn spjn teori. Teraz atwo powiedzie, e teoria ta bya od dawna oczywista. Wanie ta oczywisto powodowaa cakowite jej ukrycie. Jedynie konstruktor planet przyzwyczajony do syntetycznego mylenia i bdcy jednostk wybitnie oczytan mg j odkry". A teoria bya taka: Byy sobie spindle. Telepaci tak telepatyczni, e na jednej planecie nie mogo ich przebywa wicej ni tysic rwnoczenie, bo wywoyway mentalny haas nie do wytrzymania. Pozostawiy po sobie biblioteki i urzdzenia, dziki ktrym wiadomo, e byy w stanie przeksztaca planety, dostosowujc je do wasnych potrzeb. Wiadomo te, e potrzeboway duo przestrzeni do ycia i mylenia i e byy dumne. Ich dum szlag trafi, gdy na planecie Bery pod pmilionow warstw granitu odkryy pozostaoci warstwiarki wheelerw. Okazao si, e wbrew temu, o czym byy gboko przekonane, wcale nie byy pierwszymi panami Stworzenia - wheelerzy wyprzedzili ich o jakie p miliarda lat. Szok by taki, e spindle przestay si rozmnaa. Wikszo tego, co jest znane, zawdzicza si wrakowi statku spindli, ktry zosta przechwycony w ziemskim systemie sonecznym. By on jakby latajc bibliotek, dziki czemu niewiele ucierpia po wielokrotnym trafieniu przez meteoryty. Mia

sto mil rednicy i zaog zoon z trzech spindli. Wikszo powierzchni tworzya pusta przestrze niezbdna do mylenia i ycia czonkw zaogi. A inne rasy uwaaj, e maj problemy z przeludnieniem... Wheelerzy wygldali jak krzemowe pkule wyposaone w trzy naturalne koa. Przynajmniej nic wicej nie ocalao, lecz pod granitem dao si znale pozostaoci ich miast, tote powoli poznano ich cywilizacj. Mieli zapisy dotyczce jeszcze wczeniejszej rasy zwanej paleotechami. Mieli oni tworzy gwiazdy Typu II razem z ukadami planetarnymi. Jedn z ich specjalnoci byo wywoywanie supernowych, by stworzy cikie pierwiastki. Dlaczego? A dlaczego nie? Paleotechw nie byo atwo zrozumie (Kin Arad udzielia cakiem zadowalajcej odpowiedzi na pytanie, dlaczego tworzyli gwiazdy: Bo mogli"). Pewnego razu statek, ktry wypad z Gdzieniebdzia w wyniku uszkodze, odnalaz martwego paleotecha w mao znanym rejonie Galaktyki. Martwego wedug obecnie przyjtych zasad (Kin Arad zauwaya susznie, e mogli y wedug innej skali czasowej i to, co nam wydaje si martwym truchem, w realiach czasu metagalaktycznego moe by cakiem wawym organizmem). W kadym razie by to cienkocienny walec liczcy p miliona mil. Legendy wheelerw mwi o gadkim, wypolerowanym wiecie zawierajcym zapis caej historii paleotechw wraz z legendami dotyczcymi poprzedzajcej ich rasy chtonw, budujcych pono gwiazdy z materii kosmicznej, oraz jeszcze wczeniejszych RIME, ktrzy wytwarzali wodr jako efekt przemiany materii... Wniosek: Rasy powstaj i zmieniaj wszechwiat, dostosowujc go do swych potrzeb, po czym wymieraj. Pojawiaj si inne rasy, ktre take zmieniaj zastany wszechwiat wedug wasnego gustu i rwnie wymieraj. Itd., itp., cdn. I tak od samego pocztku, gdy bya nico. Proces cigego tworzenia jest tym, dziki czemu istnieje wszechwiat, nigdy bowiem nie byo czego takiego jak naturalny wszechwiat. (Kin Arad nie wytrzymaa kiedy podczas dyskusji, gdy jeden z mwcw krytykowa ras spindli, poniewa manipuloway one planetami i ich stanem. Odpara, e gdyby tego nie robiy, to Ziemia wci byaby mieszank pynnych ska i cikich chmur. Oprcz tego, e umoliwiy powstanie na niej ycia i zaopatrzyy w solidny ksiyc, to jeszcze day ludziom przeszo. To dziki ich programowaniu warstwiarki pooyy liczc kilkaset metrw gruboci warstw zawierajc skamieliny istot, ktre nigdy nie istniay, jak ichtiozaury, trylobity czy kreda. Moe nie czuy si normalnie

bez takiej warstwy, podobnie jak gdy w promieniu pidziesiciu mil by inny przedstawiciel ich rasy, a moe miay takie poczucie humoru. Prywatnie Kin uwaaa, e bya to dla nich forma sztuki. Tym ciekawsza, e nie przewidziana do ogldania przez nikogo.)

Przeduajc si podr Kin wykorzystaa na zwiedzenie adowni. I bya pod wraeniem. Gdyby Marco skierowa si na planet kierowan przez chwiejny rzd, broni byo do na zwycisk wojn domow, poczynajc od kompletnego systemu rakietowego, koczc na jakim rcznym samopale strzelajcym zaostrzonymi drewnianymi kulami.

Statek - nie zoyo im si dotd nazwa go w aden sposb - wyszed z Gdzieniebdzia. Po chwili Marco odpry si i przesta zwisa nad kontrolkami: nie przywitaa ich adna salwa. W ogle nic ich nie przywitao. W pobliu nie byo nawet gwiazdy. - Jestemy nadal na granicy poznanej przestrzeni - oceni Marco. - Ten bkitny olbrzym to Dagda Secundus. Jestemy od niego o jakie p roku wietlnego. - Ciekawe, po co tu si zjawilimy - zastanowia si Kin. - Gwiazda tego typu nie powinna w ogle mie planet, a co dopiero takich przyjemnych i sonecznych. - Komputer szuka - mrukn ponuro Marco. - Iga i siano. Znajdziemy moe jak zamarznit ska ruszajc si po orbicie z oszaamiajc prdkoci dwudziestu wzw. - A tymczasem mona by co zje - zaproponowaa Silver. Kade z nich zaprogramowao garkotuka na to, na co miao ochot, i z gotowymi daniami wrcili do sterowni. - Poczekamy z godzin - zaproponowaa Kin. - Chocia nie wiem po co... ten obszar zosta ju zbadany, wtpi, eby zwiad kosmiczny przeoczy co tak oczywistego jak planeta. - Wtpi, eby dokadnie szukali - dodaa Silver. Na chwil znowu wszystko stano dba, gdy komputer przestawi statek o kilka milionw mil, by zmierzy paralaks.

- Dotarlimy tu zgodnie z tam Jala - odezwa si Marco. - Nie chciabym... Przerwa mu brzczyk komputera i skoczy ku przyrzdom. Przy maksymalnym powikszeniu na ekranie byo wida ma, niewyran pkul. Wszyscy przyjrzeli si jej z lekkim zaskoczeniem. - Planeta - ocenia Kin. - Raczej jasno owietlona, jak na odlego od soca - doda Marco. - Pokryta lodem czy co? Silver odchrzkna przepraszajco. - Nie jestem astronomem, ale co tu jest nie tak. - Nie ld? To moe Helium IV - zaproponowa Marco. - Nie zrozumiae mnie. Owietlona pkula powinna by skierowana w stron gwiazdy, prawda? Teraz wszyscy przyjrzeli si planecie z nowym zainteresowaniem. - Jasny szlag, ona ma racj! - wykrzykn Marco. -To p miliarda mil, powinienem dotrze tam jednym skokiem... Przez moment jego cztery donie unosiy si nad pulpitem. I opady.

Spadao na nich niebo. W kocu Marco, jak zahipnotyzowany, przekrci statek i pod nimi rozpostara si paska Ziemia niczym talerz peen kontynentw. Albo moneta rzucona przez niezdecydowanego boga. Znajdowali si moe z dwadziecia tysicy mil nad jej powierzchni, lecc nieco po skosie, mieli wic przed oczyma doskonale widoczn map czarnych ldw i srebrzystych mrz momentami przesonitych przez owietlone blaskiem ksiyca chmury. Z jednej strony dysku, na jego skraju, znajdowaa si czapa polarna... Kin zauwaya ksiyc dopiero po chwili, gdy nie byo adnego rda tego blasku. No i byy te gwiazdy - konkretnie midzy powierzchni planety, a statkiem. Owal prawie przezroczystej kuli pogrony by w cieniu. Marco objani wyniki pomiarw. - Dysk znajduje si wewntrz przezroczystej kuli o rednicy szesnastu tysicy mil, na ktrej zewntrznej powierzchni s umocowane gwiazdy. Jedna strona krawdzi dysku nagle pojaniaa zielonym ogniem, ktry otoczy

po chwili cao, tak e wygldaa jak dziura w przestrzeni otoczona zielonymi pomieniami. Potem pojawi si tam janiejszy punkt i wzeszo soce. Jedno z urzdze owiadczyo, e jest to zewntrzny reaktor fuzyjny. A wyglda jak soce. Zielony kolor wzi si std, e Ziemi na dysku otacza ocean spadajcy poza krawd w liczcym trzydzieci pi tysicy mil wodospadzie. Soce przewitujce przez otaczajcy powierzchni wodospad - nic dziwnego, e Jalo sfiksowa. Na wit pierwsza zareagowaa Silver: zachichotaa. - Nazwa to pask Ziemi, prawda? - spytaa. Kin przyjrzaa si dokadniej - prawda, nie byo Nowego wiata, ale Europa z czci Azji i Afryki byy jak najbardziej na miejscu. To faktycznie wygldao jak Ziemia. I byo paskie. Marco umieci statek na szybkiej orbicie i przez trzy godziny nikt nie opuci sterowni. Nawet Silver zrezygnowaa z pory karmienia, zaspokajajc ciekawo. Obserwowali wodospad przy maksymalnym powikszeniu. Woda spadaa okoo piset mil, nim zmieniaa si w par, ale sam dysk mia tylko pi mil gruboci - od spodu by czarny niczym przestrze i cakowicie paski. - Ludzie wierzyli, e wiat jest paski i oparty na grzbietach czterech soni odezwaa si niespodziewanie Silver. - Tak? - zdziwia si uprzejmie Kin. - A na czym stoj sonie? - Na olbrzymim wiu pyncym przez przestrze. Kin sprbowaa przetrawi ten pomys, ale nie bardzo jej si to udao. - Gupie. Czym on niby miaby oddycha? - A skd ja mam wiedzie?! To mit twojej rasy, nie mojej. - Bardziej mnie interesuje, jakim cudem ta woda cay czas leje si poza krawd, a wci jest jej pod dostatkiem. - Pewnie w parze ukryty jest molekularny przetak -oznajmi Marco, nie unoszc gowy znad ekranw. - Wodocigi to pestka... - Molekularne co? - zdziwia si Kin. - Przetak... no, sito! Waniejsze jest co innego: gdzie s mieszkacy? To przecie sztuczny twr. - Nikt nie prbowa nawiza z nami cznoci? - A jak ci si wydaje po mojej reakcji? - Zakadam, e nie prbowa. Moe to i dobrze, biorc pod uwag ten arsena

w adowni. - Cay czas bior go pod uwag i za kadym razem mam wraenie, e kto zdolny do zbudowania czego takiego nie przejmowaby si nim, nawet gdyby adownia bya trzy razy wiksza. - Moe mieszkacy nie yj - zasugerowaa Silver. Kin i Marco spojrzeli po sobie tpawo. - Nieprawdopodobne - oceni Marco. - Bardziej moliwe, e przeszli ju etap ohydnej fizycznej egzystencji i choby w tej chwili zajmuj si czym tak sympatycz nym jak pieprzenie niezgbionego. - To ktrego dnia czeka ich szok- skomentowaa Kin. - Ta paranoja wymaga niezej energii, eby dziaa. Orbita soca jest niewaciwa, morza tylko cudem jeszcze nie s puste. Po co im wasne gwiazdy, skoro wok jest masa prawdziwych... - To ostatnie akurat jest logiczne - przerwa jej Marco. - Wyglda na to, e ta kula jest przezroczysta jedynie z zewntrz. Dla nich nie jest przezroczysta, tylko nie pytaj mnie dlaczego. - Ldujemy? - zainteresowaa si Silver. - Jak? - spytaa Kin. - Bez problemu - skrzywi si Marco. - W przezroczystej kuli jest dziura o rednicy osiemdziesiciu metrw. Przelecielimy nad ni ostatnim razem. - Co?! - Bya zajta ogldaniem wodospadu, a nie wydao mi si to a tak wane, eby ci przerywa. Najwyraniej mieszkacy s na etapie podry kosmicznych.

5
Dwadziecia minut pniej statek znieruchomia nad dziur. Miaa nieco eliptyczny ksztat i stopione brzegi - zupenie jak przy ostronym uyciu pokadowego napdu fuzyjnego albo lasera geologicznego. Kin co prawda nie wiedziaa, czy sondy Terminus byy wyposaone w lasery geologiczne, ale wydawao si to wysoce prawdopodobne. - Znajdujemy si wysoko nad atmosfer - oznajmi Marco i doda: - mam nadziej, e uytkownicy nie wciekli si za dziur w niebie. - Moemy zaproponowa im odszkodowanie - podsuna Silver. Kin prawie potraktowaa to jako art, zastanawiajc si, dlaczego kto zamkn si w ten sposb przed wszechwiatem. Jeli nie byli kompletnymi paranoika-mi, takie postpowanie nie miao sensu. A gdyby nimi nie byli z pocztku, to stali si tacy na pewno. - Nie! - owiadczya nagle. - Szalecy nie zdoaliby zbudowa czego takiego. - Wyglda jak Ziemia, a Ziemianie s szaleni - zauwaya Silver. Przypuszczam, e ludzie nie bawili si w sekretne budowanie wiatw? - Nie... - zacza Kin stanowczo i zauwaya, w jaki sposb pozostaa dwjka jej si przyglda. - ...nie wiem. Przyznaj, e wyglda, jakby si bawili. - W rzeczy samej - przytakn Marco. - Wanie - zgodzia si Silver. - Teraz nie oddycha i nie miota si! - poleci Marco. - Powinnimy si przecisn, ale prawie na styk. Przelecieli, a raczej wpadli przez dziur, majc ledwie metry przestrzeni midzy kadubem a brzegami otworu, przy wtrze wycia wszystkich moliwych czujnikw zblieniowych. Czujniki wci wyy, gdy Kin zauwaya na ekranie pdzcy ku nim obiekt. Obiekt uderzy w adowni, dziurawic kadub i wywracajc niebo do gry nogami. Drzwi awaryjne zatrzasny si z oskotem, a sterownia z szarpniciem oddzielia si od reszty kaduba, stajc si samodzielnym statkiem, a raczej kapsu ratunkow wyposaon we wasny napd i yroskopy. Zniszczenia, jakim uleg statek, byy niczym w porwnaniu z tym, co spotkao napastnika - przesta on bowiem istnie.

Bkitnozielone odamki rozprysny si po niebie, a gdy Kin zebraa si z podogi, ekrany migotay niczym wielobarwny py. Wewntrzne drzwi luzy awaryjnej otworzyy si i wpad przez nie Marco, zdejmujc hem skafandra, co zajmowao mu dwie rce. W trzeciej ciska karabin laserowy, a w czwartej ostronie trzyma dugi, szklany odamek. - Tylko mi nie mw, e kto rzuci w nas butelk -powitaa go Kin. - Butelk moe nie, za to nader celnie - warkn. -Reszta statku to wrak: nie mamy napdu, a zawarto adowni lata sobie spokojnie wok wraku. Dziaaj systemy awaryjne i prawdopodobnie udaoby mi si zamontowa jaki napd podwietlny. - A wic nie wszystko stracone - ocenia Silver. - Tyle e powrt do domu potrwaby ze dwa tysice lat. Nawet ten karabin jest gwno wart, bo Jalo trzyma zasilacze w osobnym pudle, tak jak je zapakowa jaki gupek w fabryce. - A wic ldujemy na dysku - podsumowaa Kin. - Wanie si zastanawiaem, ktra z was wpadnie na to pierwsza. Tylko bdzie to podr w jedn stron. Nie wystartujemy tym pudem. - Co waciwie nas trafio? - zaciekawia si Silver. -Wydawao mi si, e widziaam kul jakiej dziesiciometrowej rednicy... - Obawiam si, e wiem, co to byo - wymamrotaa cicho Kin. - Cakiem skuteczna bro - oceni Marco. - Co prawda nie bardzo rozumiem, dlaczego ulega cakowitemu zniszczeniu, ale skutecznie zaatwia sprawny statek kosmiczny. Zanim wyldujemy, chciabym oblecie to jeszcze raz. Na wszelki wypadek. Silver chrzkna cicho i znaczco. - A co bdziemy jedli? - spytaa uprzejmie. Kilka godzin cikiej harwki zajo im wydostanie garkotuka z leniwie obracajcego si wraku. Poniewa Kin si upara, przy okazji wycignli te sarkofag z Jem i podczyli do awaryjnego zasilania. Garkotuk mia wasne rdo energii, zgodnie z przepisami zreszt. Powd by prosty - nikt nie chciaby spdza swych ostatnich dni w ciemnym wraku, po ktrym krci si godny shand. Nowa orbita prowadzia w pobliu ksiyca, ktry ju nie wieci i z powierzchni by najwyraniej niewidoczny. Kiedy znaleli si bliej, zobaczyli, e

jedna jego pkula jest czarna. - Fazy - domylia si Kin. - Jak si nim pokrci, to mona uzyska rne fazy ksiyca. - A kto krci? - zainteresowa si Marco. - Pojcia nie mam! Ten, kto chcia, eby to wygldao jak Ziemia. I nie patrzcie tak na mnie: przysigam, e tego nie zbudowali ludzie. Wygosia duszy wykad na temat rnych astronomicznych sztucznoci, jak piercienne wiaty, dyski, sfery Dysona czy tunele soneczne, koczc nastpujc uwag: - One nie dziaaj. A raczej dziaaj krtko, bo s zbyt wraliwe na uszkodzenia i wymagaj cigej opieki technicznej. Zbyt wiele moe si w nich zepsu. Kompania buduje planety, bo s trwae i nie wymagaj napraw. A wcale nie s tanie. I jestem te pewna, e nie zbudoway go spindle. Dla nich planety byy wane: musiay czu mocny grunt pod nogami i otwart przestrze nad gow. Gdyby miay y w takich warunkach, byskawicznie by powarioway. A na dodatek one wymary co najmniej czterysta milionw lat temu, a to nie miao prawa wytrzyma poowy tego czasu. Tam, wewntrz, musi by kupa maszynerii, eby to wszystko dziaao, a maszyny si zuywaj. - Na dole s miasta, i to we waciwych miejscach - zauway Marco i zmieni temat. - Dobra, Kin, bo ci w kocu jzyk w pity ucieknie. Co w nas trafio? - Ta dziura bya na ekliptyce? - spytaa zamiast odpowiedzi. Marco zaj si na kilka sekund komputerem. - Bya - oznajmi. - Ale soce znajdowao si duo poniej nas. - Mielimy autentycznego pecha: trafia w nas planeta. - Te tak mylaam - przytakna ponuro Silver -tylko wolaam si nie odzywa, ebycie mnie nie uznali za gupi. - Planeta? - zdumia si Marco. - Planeta wyldowaa na statku? - Wiem, e przewanie jest na odwrt, ale chyba zaczynam rozumie zasady dziaania tego ukadu. - Kin spowaniaa. - Jest faszywe niebo, wic musz te by faszywe planety. Ich orbity to dopiero musi by co! Jeli naprawd to z powierzchni ma wyglda tak jak z Ziemi, to musz chwilami lata zygzakiem. - Myliem si - przyzna niespodziewanie Marco. - Powinnimy wraca, gdy bya moliwo, majc do dyspozycji sarkofag i czuwajc na zmiany. Dwa tysice lat to wcale nie tak dugo. Nie wiem, ktra firma polecia mnie Jaowi, ale powinni mu

odda pienidze: nie nadaj si do tej roboty. - Nie am si, widoki s naprawd adne - pocieszya go Kin. Przelecieli pod dyskiem, ponownie majc okazj obejrze zielonkawe soce przewitujce przez wodospad. A potem znowu co w nich rbno. Tym razem to nie bya planeta. By to statek, ktrego wikszo pozostaa na resztkach rufowej anteny. Zauwayli to dopiero, gdy Marco wytumi wariacki korkocig, w jaki wpadli po trafieniu. Tym razem na kadub wysza Kin w kombinezonie. - Marco? - spytaa niepewnie po przyjrzeniu si zamarznitemu wrakowi. - Sysz ci gono i wyranie. - Mielimy anten. - Domyliem si ju. Poza tym tracimy powietrze. Widzisz przeciek? - Tu wszdzie jest peno mgy, ale sprbuj poszuka. Usyszeli tupot cikich butw po kadubie, a potem nastpia naprawd duga cisza. I to pomimo gorczkowych wrzaskw Marca do mikrofonu. Gdy Kin odezwaa si wreszcie, mwia dziwnie wolno. - To by statek... nie, ze sowo... d, to bya aglowa, d do pywania po wodzie. Odruchowo spojrzaa w gr, na oglnoplanetarny wodospad... Maszt by zamany, wikszo poszycia wyrwana, ale pozostao do trzymajcych si kupy szcztkw powizanych linami, by mona byo dostrzec, e w odzi kto by. A raczej jego pozostaoci. - Marco? - Sucham? - d miaa pasaera. - Humanoid? - Najpierw spad w przepa, potem znalaz si w prni, a na koniec zderzy si z nami, to uwaasz, e jak wyglda? To, co widz, wyglda jak efekt wybuchu granatu w kostnicy - warkna Kin ponuro, pomimo i nie by to pierwszy zabity, jakiego w yciu widziaa. Prawd mwic, widziaa ich sporo, ale wci nie moga si przyzwyczai. Wielowiekowi czsto wybierali gwatown mier: a to skok bez spadochronu, a to

spacer przed wanie otwartym wybiegiem sklonowanych soni, a to nurkowanie w konwerter warstwiarki... no, przy tym ostatnim pomyle zostawa jedynie dziwny wzorek na akurat kadzionej warstwie geologicznej. Przyklkna i przyjrzaa si temu, co pozostao: zamarznita szmata, ale z dobrego materiau o porzdnym splocie. A w niej... abstrakcja organicznej natury. Silver przeanalizowaa potem prbki i ogosia, e pasaer odzi by na tyle czowiekiem, e mg Kin mwi per ciociu". Kin nie bya tym zaskoczona - prawd mwic, byaby zaskoczona innym wynikiem analizy, sama nie wiedziaa dlaczego. Zimno jej si tylko robio na myl, e wypyn on poza krawd wasnego wiata... Wszyscy wiedzieli, e wiat ten jest paski. e zawsze by paski. A mimo to zawsze musia si znale kto, kto wymiewa stare prawdy, bo wiedzia lepiej i by na tyle gupi, e prbowa to udowodni. Piramidalnie si myli.

Z ponurych rozmyla Kin wyrwa spr, jaki wybuch, o kombinezony prniowe. Skafandrw byo pi, z czego dwa wielkoci Silver, a jeden z pozostaych by niesprawny, przynajmniej sprawia takie wraenie. - Musimy wzi garkotuka - upara si Silver. - Wy moe znajdziecie co jadalnego, mnie to otruje na pewno. - To lepiej j zaprogramowa, eby przygotowaa worek suchych racji zaproponowa Marco. - Wygodnie nosi, a kombinezon si przyda. - Worek koncentratw nie potrafi analizowa jedzenia i produkowa odziey. Jeli nie bdziemy mieli wyjcia, to urzdzenie zapewni nam minimum niezbdne do przeycia - sprzeciwia si Silver. - Wydaje mi si, e ona ma racj - dodaa Kin. - To nam zablokuje i zuyje zapas energii caego kombinezonu! - No to co? Lepszy nie strzelajcy karabin laserowy?! - parskna Silver. Przez chwil spogldali na siebie z Markiem wymownie, a raczej wciekle, tote Kin czym prdzej dodaa: - Bierzemy garkotuka, dla Silver gd to powana sprawa. Marco wzruszy ramionami i zabra z szafki narzdzia. Udao im si upcha urzdzenie w najwikszy kombinezon i poutyka wok termokoce, a potem Marco zaj si fotelem pilota. Po rozebraniu go i wybebeszeniu sta si szczliwym posiadaczem pasa metalu o tncym brzegu i plastykowej

rkojeci, czyli - miecza domowej produkcji. Kin, obserwujc go z gotowym rkodzieem, zastanawiaa si, czy jest to efekt ludzkiego ducha walki, czy gupiej brawury kunga. Marco zauway jej wzrok i wyjani: - To nie po to, eby inni mnie si bali, tylko ebym ja si przesta ba. Jestemy gotowi? - Tak. Marco zaprogramowa autopilota na dziesiciominutowy postj o kilkaset mil od wodospadu, wszyscy nacignli kombinezony i ruszyli w przestrze. Zapasowy kombinezon Silver cigna na monomolekularnej Linie. Kin obejrzaa si, gdy statek odlecia, po czym zwrcia si ponownie ku powierzchni i olbrzymiej cianie wody. Z morza w pobliu krawdzi wystawao kilka niewielkich wysepek owietlonych promieniami zachodzcego soca, ale nigdzie nie byo wida wiate maego choby miasta...

Nikt nie widzia, jak ze statku tu przed odlotem wypad pity, jak najbardziej sprawny kombinezon i nad si natychmiast niczym balon. Siedzcy w hemie kruk przyjrza si uwanie kontrolkom - kombinezony sterowane byy jzykiem i podbrdkiem, a pomylane tak, by mogy przemierzy cay system soneczny i wyldowa na planecie. Kruk po namyle dziobn ostronie w jeden z guzikw. Skafander ruszy do przodu. Kruk poobserwowa go chwil uwanie i sprbowa innego guzika...

wit by wilgotny i niemrawy - pomimo termokoca Kin obudzia si mokra. Noc bya duga, a wysepka, na ktrej si znajdowali, bya w pobliu krawdzi i nie wystarczyaby do utrzymania jednego nie pywajcego drapienika. Marco cakiem susznie zauway, e na dysku moe by mnstwo pywajcych drapienikw, wic trzyma wart. Kung w razie potrzeby mg nie spa kilka tygodni. Kin po dugiej walce wewntrznej zdecydowaa nie wspomina mu o stunnerze ukrytym w kieszeni skafandra. Nigdy nie wiadomo, kiedy taka niespodzianka moe si przyda... Marco przysn, gdy wzeszo ju soce, i lea pod kapicym krzewem niczym

pozbawione szkieletu i bezadnie rzucone na kup ciao. Poprzez rzednc mg Kin dostrzega Silver siedzc na samotnym skalnym szczycie po stronie wodospadu i z braku lepszego zajcia wdrapaa si tam, i siada obok na wygrzanym przez soce kamieniu. Widok by zaskakujcy - skaa wznosia si pord lasku podejrzanie przypominajcego jesionowo-klonowy. Za nim soce odbijao si w srebrzystozielonym morzu, dalej bya krawd nieco przykryta mg, ale spienione wody wida byo wyranie. A dalej... Silver zdoaa zapa j w ostatnim momencie. Gdy Kin odzyskaa rwnowag, ostronie odsuna si od skraju, by nie siedzie nad sam przepaci. - Jak ty tu moesz spokojnie siedzie? - spytaa z niedowierzaniem. - A czego mam si ba? Na statku, kiedy od wiecznoci dzieli ci ledwie metr kaduba, te bya spokojna. - To co innego. Tu za plecami nic nie ma. Silver niespodziewanie zacza wszy. - Ld - oznajmia. - Czuj ld. Mog ci co powiedzie o promieniach sonecznych? Kin odruchowo spojrzaa na soce, mruc oczy-wygldao waciwie i wiecio waciwie, cho pami podpowiadaa jej, e jest wielkoci asteroidy. - Prosz uprzejmie. Zobaczymy, czego nie wiem. - Zauwayam pole lodowe przy krawdzi i to mnie zastanowio. W pobliu s bowiem wyspy pene rolin. Przy niewielkiej odlegoci midzy rwnikiem a obrzeami dysku te ostatnie na pnocy i poudniu powinny by zamarznite, a rejon rwnika spalony na popi. Dlaczego tak si nie stao? Kin potara w zamyleniu podbrdek - Silver mwia o jednym z podstawowych i uniwersalnych praw matematycznych, wedug ktrego jeli soce jest oddalone osiem tysicy mil od rwnika w poudnie, to znajduje si take o jedenacie tysicy mil od miejsc, ktre z braku lepszego okrelenia mona nazwa biegunami. Co prawda nie mona twierdzi, e soce porusza si po orbicie - poruszao si niczym zdalnie sterowany pojazd, ale to akurat w niczym nie zmieniao anomalii temperaturowej. Jeliby zastosowa odpowiedniki ziemskich stref, to bieguny byy oddalone od soca jak Wotan, rwnik za znajdowa si tam gdzie Wenus. - Soczewkowate pole siowe? - powiedziaa niepewnie. - Mog uwierzy

prawie we wszystko... przecie soce regularnie musi mie zmienian tras przelotu. - Dlaczego? - eby byy pory roku. - A... pory. Tak, ludzie wymagaj pr roku. - Silver... - Taak... to dobre powietrze. - Silver znowu zacza wszy. - Przesta krci. Jeste przekonana, e to my zbudowaliny to wszystko. - Prawda. Dyskutowalimy o tym z kungiem i doszlimy do tego wanie wniosku. - To moe sobie co wyjanimy, dobrze?! Ludzie moe s szaleni, ale nie gupi, a ten dysk jako przykad planety jest rwnie sensowny co gumowy klucz. eby funkcjonowa, potrzebuje cigle duych iloci energii. A poza tym nikt majcy szczypt zdrowego rozsdku nie powierzaby przyszoci mieszkacw sztucznemu soneczku i faszywym gwiazdom. Dlaczego nie umiecili dysku na orbicie normalnej gwiazdy? Moliwoci mieli, a zamiast tego zbudowali takie kalectwo w samym rodku galaktycznej pustki. Ten wiat odpowiada wyobraeniom ograniczonego redniowiecznego mnicha. To nie ludzie. - Ten na odzi by czowiekiem. Kin mylaa o tym dugo i intensywnie i co przyszo jej do gowy w czasie snu, ale i tak zawahaa si przed odpowiedzi. - Nie wiem... mogli porwa grup ludzi w epoce prehistorycznej. Albo gdzie zdarzya si rwnolega ewolucja... Za bya na wasn ignorancj, a jeszcze bardziej na Silver za dyplomatyczne przemilczenie dziur w jej argumentacji. Gdyby teraz kto zaproponowa jej powrt na Ziemi, opluaby go. Teraz miaa zbyt wiele pyta bez odpowiedzi i to byo najwaniejsze. - Jalo mwi co o teleportacji - postanowia zmieni temat. - Ciekawe, czy w ten wanie sposb dostarczaj wod z powrotem do oceanu. Marco wdrapa si do nich, trzsc si z entuzjazmu -by to zupenie inny Marco ni cyniczny i humorzasty pilot statku kosmicznego. - Musimy zacz planowa - oznajmi. - Ty ju zaplanowae - poprawia go Kin. - Najwaniejsze jest skontaktowanie si z wadcami dysku. - Marco zignorowa jej sarkazm albo te go nie zauway.

- Zmienie zdanie? - Gos Silver dobieg gdzie z gry: okazao si, e stoi wyprostowana i zawzicie wszy. - Podsumowaem fakty, cho nie byo to przyjemne. Statku nie damy rady naprawi. Oni musz mie takie moliwoci albo dysponowa statkiem, ktry bdziemy mogli wynaj. Jalo jako wrci, nie? Chyba e chcecie tu doy swoich dni? - Wtpi, eby mieszkacy dysku mogli nam pomc - sprzeciwia si Silver. Nie wykrylimy adnych rde energii ani linii przesyowych. Nikt nam nie przeszkadza w ldowaniu. To wspiera moj teori, e cofnli si do barbarzystwa. - Wspiera? - spytaa Kin. - Zblia si statek - oznajmia zamiast odpowiedzi Silver. - Po ksztacie sdzc, podejrzewaabym wycieczkowy jacht przedstawicieli zaawansowanej cywilizacji. Oboje pobiegli na szczyt. Marco dziki serii skokw znalaz si tam pierwszy. - Gdzie on? Kin ledwie moga dostrzec punkcik na oceanie. - Statek wiosowy, po dwanacie wiose na burcie. -Silver lekko zmruya oczy. - Ma maszt, ale agiel jest zwinity. I mierdzi. Zaoga, ma si rozumie. Jeli utrzyma dotychczasowy kurs, minie nas o mil na pnoc. - I spadnie? - upewnia si Kin. - Musieli znale sposb na wodospad. - Marco by pewien swoich sw. Prd nie wydaje si zbyt silny... Kin przypomniaa sobie pozostaoci po samotnym eglarzu... - Wiedz, e pyn ku wodospadowi, ale nie maj pojcia, co to jest w rzeczywistoci - powiedziaa cicho. Silver skina potakujco i dodaa: - mierdz, bo si boj. Zmieniaj kurs na t wysp... na dziobie stoi jeden i patrzy na wodospad. Informacja poderwaa Marca na nogi. - Musimy si przygotowa - sykn. - Za mn! - Pogna w d przy wtrze osypujcych si kamykw. Kin spojrzaa wpierw na stojc niczym pomnik Silver, potem na d. Teraz moga dostrzec zaog wiosujc jak szalecy. Wydawao jej si nawet, e syszy okrzyki. - Nie sdz, eby im si udao... - Bo si nie uda - potwierdzia Silver. - Zobacz, jak prd ich obraca.

- To moe by test. Dla nas, nie dla nich... wiesz, dopiero co si zjawilimy i... - Mj nos mwi, e nie - przerwaa jej Silver. Kin si zamylia - dyskusja z trzystu pidziesicioma milionami komrek zapachowych nie miaa sensu. Wntrze odzi widziaa ju cakiem wyranie - niewysoki, brodaty mczyzna biega midzy wiolarzami, zachcajc ich do wikszego wysiku. Jedynym efektem byo to, e d staa w miejscu. - Ahem - zasugerowaa Silver. - Jak duga jest ta Lina, na ktrej holowaa zapasowy kombinezon? - Standardowa tysic piset metrw - odpara Silver i dodaa: - Mona na niej uwiza planet. - Naturalnie istnieje moliwo, e popeniamy wanie duy bd - dodaa Kin, ruszajc w d stoku ku zagajnikowi. Silver podya j ej ladem. - Brzuch mwi, e nie popeniamy - powiedziaa po chwili. Kin umiechna si mimo woli - shandy miay cakiem inn lokalizacj rda emocji.

Kin, w samym pasie antygrawitacyjnym zdjtym ze skafandra, poleciaa, by cign Lin za ptl sporzdzon z innego ni reszta materiau. - Uwaam to za nadzwyczaj gupie - przypomnia jej gos Marca w suchawce. - Moe - zgodzia si. - Ale pamitaj, e to ja widziaam resztki rozbitej odzi. Przez chwil w jednym uchu syszaa wiatr, w drugim szum fali nonej. W kocu Marco poleci: - Skieruj kamer na d! Wiolarze dostrzegli j - w efekcie wikszo przestaa wiosowa i jak zahipnotyzowana wpatrywaa si w ni, trzymajc si kurczowo wiose. d miaa okoo dwudziestu piciu metrw dugoci i wrzecionowaty ksztat. Silver przesadzia -jej budowniczy cakiem niele zna si na hydrodynamice. Zaopatrzona bya w maszt umieszczony na rdokrciu, ale agiel by zwinity. Przestrze midzy wiolarzami wypeniay rozmaite pakunki i dzbany. Kin wycelowaa w rudobrodego na dziobie, obniya lot i wyhamowaa na wysokoci jego zaskoczonej twarzy. Zarzucia ptl na dzib i wrzasna na Silver. Lina wyskoczya z wody, wyprya si jak struna.

- Zmu ich do wiosowania! - polecia rudemu, machajc desperacko rkoma. Wyspa! Rudy popatrzy na ni, na jej wycignit do wskazujc wysp, na Lin i skoczy midzy wiolarzy, ryczc jak optany. Jeden z nich podnis si i zacz co mwi, na co rudy zapa jaki lecy na pokadzie drg, zdzieli go przez eb i zacign do wiosa. Kin poderwaa si w gr, ocenia sytuacj: d ju zostawiaa lad, niczym motorwka. Zadowolona obniya lot i skierowaa si ku wyspie. A potem dalej, szukajc Silver. Znalaza j szybko, jako e nic oprcz shanda w skafandrze nie unosio si w powietrzu. Skafander mg unie noszcego przy dziesiciu G, a Silver waya spokojnie piset funtw. cznie dawao to niez si cigu, nakierowan tym razem jedynie na przycignicie odzi do wyspy. - Lina dziwnie zacza szarpa - poinformowaa j Silver. Kin spojrzaa w d - przez zagajnik biega przecinka, najwyraniej drzewo byo zbyt sabe jako kotwica. Teraz Lina zaczepiona bya o ska, ktra bya znacznie wytrzymalsza na przecinanie. - Wszystko w porzdku - zapewnia Silver. - Przecilimy po prostu kilka drzew... Ju niedaleko... Tak... Stop!... Stop! d wjechaa na pla i zatrzymaa si midzy drzewami przy wtrze pkajcych drzew. Cz wiolarzy wypada na piasek. - Wycignlimy j na pla - rzucia Kin do mikrofonu i skierowaa si ku odzi. - Jeli maj resztki wyobrani, powinni caowa ziemi - skomentowaa Silver. - Mam nadziej, e Marco ma na tyle wyobrani, eby si nie pokazywa mrukna w odpowiedzi Kin. - Syszaem! - chrupno w goniczku. - I chciabym zdecydowanie odci si od tego caego przedsiwzicia. Kin obniya lot. Przypomniaa sobie co, co kiedy usyszaa: niezalenie od bekotu rozmaitych naukowcw, nikt nigdy nie nauczy si jzyka innej cywilizacji, podsuchujc j ej czno. Zawsze koczyo si na osobistym kontakcie, na wskazywaniu paluchem i rysowaniu kek na piasku... Kek na piasku?... Jakich kek na jakim piasku?!

No dobrze: na wskazywaniu paluchem...

Znacznie pniej odszukaa Silver i Marca siedzcych na polanie w lasku. Silver siedziaa w pobliu garkotuka i paaszowaa jak szaroczerwon brej z plastykowej miski. Marco lea na brzuchu i przez licie obserwowa obozowisko na play - pono tam ognisko, na ktrym eglarze co pitrasili. Silver przerwaa posiek i wystukaa co na klawiaturze garkotuka. - Ju jadam - poinformowaa j Kin. - Co zoone z ziarna i suszonej ryby. Nie widzielicie? - Dlatego wanie zaprogramowaam emetyk dla ciebie. - Zjada to bez podstawowej choby analizy! - doda potpiajco Marco. ycie ci obrzydo?! - Musimy zyska ich zaufanie. - Kin rzucia Silver kawaek ryby. - Wypij t cholern mikstur, a ty zrb analiz tego suszu. Jedzenie produkowane przez te urzdzenia zawsze smakuje jak przeute, wic jeli tutejsze nie okae si trujce, wol tubylcz kuchni. Wypia rowy pyn podany przez Silver i udaa si na drug stron polany, gdzie w ciszy i spokoju odczekaa, a specyfik zacznie dziaa. A gdy zadziaa, wymiotowaa krtko acz treciwie. Silver zaprogramowaa spokojnie kubek kawy i poczekaa na wynik analizy. Garkotuk po kilkunastu sekundach wystawi jzor zielonego plastyku. Silver oddara go i starannie przeczytaa. - Wysoka zawarto przyswajalnych protein i witamin oraz niewielki procent wglowodorw pochodzcych z procesu suszenia, w duych ilociach rakotwrczych. Nietrujce - zawyrokowaa po chwili. - Wspaniale - mrukna Kin, apic kubek. - To po co rzygaam. Chyba na duej przesza mi ochota na ryby... prawd mwic, nie mog nawet na nie patrze... No nic. Jestecie ciekawi, czego si dowiedziaam? Z tego, co zrozumiaam, ten niewysoki rudzielec nazywa si Leiv Eiriksson. Silver zgrabnie wrzucia plastykowy jzor w otwr zaadunkowy garkotuka. - Albo jest to zadziwiajcy zbieg okolicznoci, albo co innego - oznajmia rzeczowo. - Co niby jest zdumiewajce? - Marco zaprzesta obserwacji. - Zbadaa ich

bro? - Maj miecze, noe i topory z elaza niskiej jakoci, rcznie obrabianego wyjania Kin. - Ostrza szybko si tpi. Ale najwiksz ich broni jest ich statek. Mwi ci co okrelenie poszycie klinkierowe"? Marco przytakn bez sowa. - To dobrze, bo mnie nic nie mwi. Statki s szybkie, zwrotne i wytrzymae. Uywajc statkw i z pomoc mieczy, rzdz wiksz czci mrz i znaczn czci ldw. Czasami zajmuj si piractwem, ale posiadaj rozwinity system prawny. I s szaleczo odwani. Tysicmilowy rejs jest czym zupenie zwyczajnym. - Dowiedziaa si tego wszystkiego, nie znajc ich jzyka? - spyta z niedowierzaniem Mar co. - Dowiedziaam si tylko jego nazwiska, i to tylko dlatego, e ju je wczeniej syszaam. Reszt sobie przypomniaam. - Kin spojrzaa na Silver, ktra przytakna. - W roku trzysta dwudziestym i drugim" - zaintonowaa Silver nagle. Eiriksson wypyn na ocean dugi". - Strasznie poetyckie - prychn Marco. - Tumacza prosz! - Wychowae si w Meksyku, wic nie moesz o tym wiedzie, bo oni strasznie snobistycznie podchodz do historii - wyjania Kin. - Leiv Eiriksson okoo trzysta lat po bitwie o Haelcor odkry Vinlandi. Bitwa o Haelcor bya kocem trzeciego i ostatniego Imperium Remeskiego, a jego koniec oznacza wielkie migracje. Tym bardziej, e Turcy zaczli znw prze na zachd i pnoc. Ojciec Leiva, Eirick, by sprytny, a poniewa odkryta przez niego Grenlandia wcale nie okazaa si tak zielona, jak si spodziewa, pokada nadziej w synu, ktry z pierwszej podry przywiz due iloci dziwnych owocw i zb. Metod abiego skoku pozakadali kolonie wzdu wschodniego wybrzea Morza Tykera i dalej Dugim Fiordem do Mrz rodkowych. Krajobraz tam by niczym z ich snw, tote nazwali te wyspy Valhalla. Poniewa rolnictwo byo ich wtrnym zajciem, przede wszystkim byli wojownikami, napotkani tubylcy nie mieli szans. Kogo nie zdoali przechytrzy, tego pobili; tak to trwao, dopki nie natknli si na Konfederacj Objibwa, z ktr si dogadali i podpisali traktaty. Teraz ju wsplnie migrowali i czyli si z autochtonami. Teoretycznie to wanie powinno spowodowa ich koniec, gdy adna z grup nie miaa wymaganej przez podrczniki dynamiki spoecznej, dziki ktrej pono powstao Imperium Remeskie. Przybysze powinni sta si kolejnym tubylczym plemieniem, tyle e o jasnych wosach i bkitnych oczach. Teorie okazay si

bdne: co w obu rasach zaiskrzyo, a do dyspozycji mieli duy i bogaty kontynent i mnstwo czasu. Krtko rzecz ujmujc, w trzysta lat po Leivie koo Gibraltaru pojawia si potna flota. Wikszo okrtw stanowiy aglowce, ale byo te kilka nieduych, szybkich, ktre mogy pyn pod wiatr. agle zdobi Wielki Orze Valhalli na pasiastym tle w barwach nieba, niegu i krwi. Bitwa bya krtka, bo tylko jedna strona dysponowaa dziaami, i zakoczya dwustuletni okres stagnacji, w jakiej pogrona bya Europa. - Zrozumiaem! - ucieszy si Marco. - Ten rudy kurdupel by wan figur w historii Ziemi. Tylko to nie jest Ziemia... - Ale wyglda jak Ziemia. Co prawda tylko jak wymylona Ziemia, ale zawsze przypomniaa Kin. - Powanie sugerujesz... - Powiem ci, co sugeruj: e oboje macie jednak racj i ten wiat zbudowali ludzie, cho pojcia nie mam dlaczego. - Musiayby istnie zapisy... - zacza Silver. - Nie w wypadku gdyby Kompanii zaleao na ich znikniciu! To byo jedyne sensowne wyjanienie: Kompania zbudowaa ten artefakt w tajemnicy, a Jalo by agentem, ktry mia ich tu sprowadzi. Powodw, dla ktrych zbudowano dysk, Kin si domylaa, cho jej si nie podobay, ale dlaczego ich tu cignito, i to w tak kopotliwy sposb, pozostawao wci zagadk. Wyjanienie byo logiczne, czego nie da si powiedzie o adnym innym, poczynajc od tajemniczych obcych. Musieliby by naprawd tajemniczy... - Zewszd co nam grozi - oceni Marco entuzjastycznie. - Musimy cay czas nosi pasy i proponuj, ebymy jak najszybciej przemieszczali si ku centrum tutejszej cywilizacji. Tylko tam moemy znale jakie informacje o pochodzeniu dysku. - W takim razie transport czeka na play - dodaa Kin. - Nie wiem, na jak dugo starczy energii w skafandrach, a te jednostki s doskonae do morskich podry. - Jeszcze mog okaza si wrogo nastawieni - ostrzeg Marco. - Jak obejrz ciebie i Silver? - zdziwia si Kin. Prawda bya taka, e zaprezentowanie obcych nastrczao pewien problem. Kin rozwizaa go, udajc si do obozu nago. Po wczeniejszym wystpie w roli bogini askawoci bya pewna, e eglarze prdzej zgwaciliby aligatora. Zgodnie z oczekiwaniami Leiv podbieg do niej i upn na kolana. By niszy

ni pozostali, ale bysk w jego oczach mwi wyranie, dlaczego wszyscy go suchali -widocznie pierwszy w okolicy wpad na to, e celne walenie po nerkach i kopanie poniej pasa jest najskuteczniejsze w umacnianiu autorytetu przywdcy. Poczua wdziczno do samej siebie za zabranie stunnera, ktry dzierya w prawej doni. - Zaraz bdziesz mia niecodzienn okazj do poznania nowych przyjaci powiedziaa sodko. - W t sag nikt ci nie uwierzy... Silver, wychod! Silver pojawia si w uczciwej odlegoci, powoli przedzierajc si przez zarola. A i tak kilku dotd spokojnie siedzcych wstao i zaczo oddala si w przeciwnym kierunku. Gdy si zbliya i pozostali dostrzegli jej ky, cz z nich ruszya ladem towarzyszy, tyle e znacznie energiczniej. Tumic miech, Kin podesza do niej i ucisna jej ogromn ap. - Przesta si umiecha! - warkna cicho przez zacinite zby. - Myflaam, sze to ich uspokoi. - Na tobie to nie wyglda uspokajajco, tylko godnie. Leiva wmurowao w piasek, tote podprowadzia Silver do niego i uja go za rk. - Klknij i paszcz si - mrukna. Silver wykonaa polecenie, co oywio nieco Leiva. Po chwili wytonego kojarzenia omieli si na tyle, e szturchn j leciutko w rami. - Dobry chopiec! - Kin umiechna si szeroko. Odskoczy.

6
Nim zdy zwia, Kin przystpia do drugiej fazy spotkania zapoznawczego zacza gwizda Mrs.Widgerys Lodger. Silver zacza taczy, skaczc niezgrabnie po piasku z min wskazujc na zaawansowane obrzydzenie do samej siebie. Ale trzymaa rytm, a Kin, ktra wczeniej widziaa j poruszajc si pynnie niczym olej, wiedziaa, e udawanie kosztuje j sporo wysiku. Bya pena podziwu dla jej niezgrabnoci. Ale niezgrabne jest mieszne. A mieszne nie jest grone. eglarze, dotd oddalajcy si ruchem jednostajnie przyspieszonym, zaczli wraca. Kin przestaa gwizda, a Silver sapna z ulg i przestaa wznieca fontanny piasku. - Zdaa - pochwalia j Kin. - Mao brakuje, eby zaczli ci karmi kostkami cukru w nagrod. Odpocznij, tylko prosz ci, nie ziewaj! Marco! Zapytany sykn potwierdzajco i wyszed z krzakw. W szarym kombinezonie i pelerynie z przerobionego termokoca wyglda prawie jak czowiek. Prawda, zagodzony i brzydki jak nieszczcie, o zbyt wielkich oczach, zbyt dugim nosie i karnacji barwy stroju, ale czowiek. I do tego rudy. O tym, e nie byy to prawdziwe wosy, eglarze nie wiedzieli, ale skutecznie rekompensoway oczy i nos. Obserwowali go z obaw, jednak aden nie uciek. Jeden nawet podszed do Leiva i warkn co, wycigajc krtki miecz. Doprowadzio to do chwilowego zamieszania, ktre skoczyo si tym, e mczyzna lea na piasku, a jego miecz dwadziecia krokw dalej. Leiv przesta mu wykrca rk i kopn midzy nogi. Lecy zawy, a Marco unis si z bojowego przykuca. - Najwyszy czas zwodowa d - zdecydowaa Kin. Silver podesza do wbitej w pla jednostki i napara ramieniem na dzib. Przez chwil nic si nie dziao, a potem d zjechaa po play prosto do wody. Kin uja Leiva za rami i poprowadzia go w jej kierunku. Uczy si szybko: po trzech krokach zrozumia, o co chodzi. Po chwili wszyscy byli na pokadzie, garkotuk mrucza cicho do siebie w pobliu masztu, a wszyscy jak urzeczeni wpatrywali si w Silver unoszc si nad falami na drugim kocu przymocowanej do dziobu Liny. Zanim wypynli z martwej strefy i poczuli prd, d prua fale niczym

migacz.

Podr upamitniy dwa wydarzenia. Pierwsze zaczo si od tego, e Marco dosta do rki rg z jak sodkawo pachnc substancj. Powcha j podejrzliwie, zmierzy wzrokiem Leiva, ktry wrczy mu naczynie, i wla cz zawartoci do analizatora w garkotuku. - Hmm... jaka odmiana pynnej glukozy... co o tym sdzisz, Kin? - A co sdzi garkotuk? - e spoywcze. Moe to jaki rodzaj napoju regeneracyjnego? Wypi poow, cmokn, zamia si cicho i wypi reszt. A potem zaprogramowa garkotuka na produkcj mikstury. Kiedy zaoga przestaa z nabonym podziwem traktowa jednorazowe kubki plastykowe, zaja si z entuzjazmem ich oprnianiem. Robili to z tak sam szybkoci, z jak garkotuk je napenia. W krtkim czasie rozlegy si spontaniczne piewy, a wiosa co rusz si ze sob zderzay, poniewa wiolarze tracili rytm. W kocu Kin, widzc bagalny wzrok Leiva, wyczya garkotuka. Z niezgrania wiolarzy skorzystaa Silver majca ochot sprbowa swych si w tej materii - siada na rodku, zapaa wioso w kad do i zabraa si do ro boty. Reszta wiolarzy stopniowo zaprzestaa wiosowania, ale nie miao to najmniejszego wpywu na szybko poruszania si odzi. Dopki wiosa nie pky. Drugie zaczo si od odwiedzin Marca u Kin, siedzcej na rufie w skrzanym namiocie i popijajcej w zamyleniu martini. - Chc pogada - zacz. - A gowa ci ju nie pka? - Tylko upie. Ten napj musia mie jakie zanieczyszczenia... Lepiej bdzie, jak go nie rusz... przez godzin, albo co koo tego. Chodzi zreszt nie o to, tylko o to - wyj z torby przy pasie zwinity arkusz plastyku i rozpostar go: byo to zdjcie powierzchni dysku. - Kazaem to komputerowi zdrukowa, zanim opucilimy statek. - Dlaczego wczeniej mi go nie pokazae? - Bo nie chciaem ci zachca do zwariowanych wypraw badawczych. Teraz i tak ju jest za pno wic... Przyjrzyj si i powiedz mi, czego brak? - Caej masy rzeczy i sam dobrze o tym wiesz. Nie ma Valhalli, dlatego Leiv znalaz wodospad. Nie ma Brazylii, Ocean Pokojowy jest may i okrgy...

- A teraz sprawd, czy czego nie przybyo. Kin sprawdzia. - Nie wiem, chyba nie... Dwustawowy kciuk kunga wskaza co w centrum zdjcia. - Chmury nieco rozmazuj ksztat, ale tego tu na pewno nie powinno by. Nie do, e na Morzu Karaibskim nie ma duych wysp, to na pewno nie ma idealnie okrgych wysp. W dodatku znajdujcych si w geograficznym rodku caego wiata. - I co z tego? - Jak to co?! To anomalia: jeli gdzie moemy znale cywilizacj techniczn, to tylko tam. Ci tu to barbarzycy, inteligentni, ale gdzie im do lotw kosmicznych?! Przyjrza si uwanie Kin i doda: - Obawiasz si, e to artefakt Kompanii? Przytakna bez sowa. - Jest taka stara kungijska opowie - powiedzia niespodziewanie Marco gosem przypominajcym prdy w lotnych piaskach. - O pewnym lordzie, ktry kaza wybudowa wysok wie. Gdy bya gotowa, zwoa mdrych kungw i oznajmi, e da farm ostrygow i synne pola kelpu na Tchppch temu, kto okreli jej wysoko, uywajc wycznie barometru. Ci, ktrym si to nie uda, zostan zesani na suche tereny, jak nakazuje obyczaj postpowania z przemdrzaymi. Mdrzy prbowali, ale udao im si okreli wysoko jedynie z dokadnoci do paru chetolw. Uznano to za niewystarczajce i zesano ich na suchoci... - Lubi ludowe mdroci, ale nie sdzisz, e... - A tu pewnego dnia - zaguszy j Marco - zjawi si u lorda najmdrzejszy kung, ktry nie przyj wyzwania. W tym czasie za odwiedzi z barometrem budowniczego wiey i w zamian za barometr, ktry by naprawd adny, uzyska od niego informacj o dokadnej wysokoci wiey... Wok pociemniao, a chwil pniej w otworze namiotu pojawia si gowa Silver. - Fszepaszam, sze pszeszkacam, ale mosze to fas zainteesuje... Wyszli na pokad, gdzie zastali niecodzienny widok -nikt nie wiosowa, za to wszyscy wpatrywali si w niebo. Zrobili wic to samo. W grze wida byo trzy punkciki poruszajce si zupenie jak odrzutowce. - Smugi kondensacyjne - odezwa si Marco. - Najwyraniej Oni zaczli nas szuka. Nie bdziemy musieli si trudzi i robi im prezentw... - Co widzisz, Silver? - spytaa Kin. - Wygldaj jak latajce jaszczury. Napd zda si tajemniczy, ale wkrtce

powinnimy wiedzie wicej, bo szybko trac wysoko. Leiv pocign Kin za rk. Na pokadzie zaoga metodycznie wyrzucaa za burt wiosa i pakunki i kolejno skakaa do wody. Leiv desperacko prbowa co jej powiedzie, ale dopiero po chwili znalaz waciwe sowo: - Ogie? - zasugerowa i nagym pchniciem posa j w d. Nim wysza z szoku, zadziaa instynkt samozachowawczy: po kilku desperackich miotniciach jej minie przejy kontrol i wynurzya si, parskajc. Zapaa si jakiego porcznego wiosa i spojrzaa w niebo. Punkty wykonay szeroki uk i da si sysze odlegy huk towarzyszcy przekraczaniu bariery dwiku. Marco i Silver pozostali na odzi. Po chwili trzy jaszczurowate ksztaty z przypominajcymi nietoperze skrzydami przemkny nad falami, okrajc d w pewnej odlegoci. Teraz wyranie dao si zauway ostre pazury i dym smucy si z ich nozdrzy. Odleciay na pnoc, nabray wysokoci i zawrciy. Gdyby to byy samoloty, Kin byaby pewna, e przygotowuj si do nalotu bombowego. Gdy pierwszy smok zacz nurkowa w stron odzi, Leiv pooy jej do na gowie i zdecydowanym ruchem wepchn j pod powierzchni. Kin wynurzya si wcieka, ale zarejestrowaa, e woda jest cieplejsza, a z odzi unosi si dym. Tu obok odzi pojawi si wodny pagrek i wyprysn z niego Marco, klnc i apic powietrze rwnoczenie. Silniejszy plusk w pobliu oznacza powrt z gbin Silver. - Co si stao? - sapna Kin. - Unosi si nad pokadem i zia ogniem - odpara Silver. - A adna pieprzona jaszczurka nie bdzie si tak wobec mnie zachowywa! wrzasn Marco i popyn ku osmolonemu kadubowi. Wdrapa si na pokad, gdy drugi smok obniy lot. Silver z cichym pluskiem skierowaa si ku zielonym gbinom. Pywajcy wok Kin jknli zgodnym chrem - pierwszy raz zobaczyli kunga bez ubrania. Wszystkimi grnymi koczynami zapa za wioso, co powstrzymao atak- smok znieruchomia nad wod poza zasigiem tej zaimprowizowanej broni i nabra powietrza. Nie zdy ju zrobi wydechu, bo z wody wystrzelio nagle co duego i zapao go za tylne apy. Przez sekund smok i Silver tak wisieli, po czym smocze skrzyda zoyy si z trzaskiem i oba stworzenia runy do morza, czemu

towarzyszy dziwny syk. Trzeci smok musia by najbardziej rozgarnity, co zreszt potwierdzaoby regu - najinteligentniejsi walcz na samym kocu. Co prawda za pno ju byo, by zrezygnowa z nurkowania, ale zdoa z niego wyj na wysokoci masztu, hamujc rozpostartymi skrzydami niczym spadochronami. Marco wrzasn i gdy smok przelatywa nad jego gow, skoczy, a poniewa wczeniej zdy woy pas, bez wikszego trudu zdoa go teraz dosi. Smok skrci, prbujc odzyska rwnowag, wrzasn i rzuci si wyej. Po drugiej stronie odzi co si nagle zakotowao, na powierzchni pojawio si smocze skrzydo, a kadub statku przechyli si gwatownie, gdy wdrapywaa si na Silver. Pywajcy koo Kin powitali ten widok okrzykami i popynli do dymicej jeszcze lekko odzi. Wysoko w grze pierwszy z atakujcych i ostatni ocalay z trjki rykn dononie i pospiesznie odlecia na wschd, dziki czemu Kin dostrzega jego system napdowy. Skrzyda bowiem nie nadaway si do szybkiego lotu z uwagi na niezgrabno i palno. Do szybkiego lotu smok zwija je na grzbiecie, wyciga eb pod brzuchem i wydycha gwatownie strug tego pomienia. Z gry co spado. By to smoczy eb. W lad za nim powoli spyna na rozpostartych skrzydach reszta, szybujc po spirali. Na grzbiecie wci siedzia Marco, zawzicie dgajc noem. Gdy martwy smok z lekkim pluskiem osiad na falach, rozlegy si wiwaty. Szybko jednak zmieniy si w pene zoci pomruki, gdy Silver upara si wcign na pokad swojego, jeszcze ywego smoka. Zaoga pospiesznie odsuna si pod przeciwleg burt, dajc Kin otwarte pole do obserwacji. Smok niemrawo porusza skrzydami, ociekajc wod, a w pewnym momencie unis eb i kichn. Dwa strumienie ciepej wody trafiy Kin w nogi. Marco z pomoc swych czterech ramion dosta si na pokad i unis zakrwawiony n, czemu caa zaoga przygldaa si z nabonym prawie podziwem. Krew miaa czarn barw, grzebie kunga krwawoczerwon. Marco zawy: - Refteg! Vmal refteg Pelc! Silver odkrcia ky i skrzywia si wymownie: - Przypomnij mi co jaki czas, e on jest oficjalnie czowiekiem zaproponowaa. - Bo co rusz zapominam.

- Przypomn. A co zamierzasz zrobi z tym? Jeden z eglarzy doby miecza i poda go Silver rkojeci do przodu, ale zosta zignorowany. - Jest martwy, ale mamy ciao. Bardzo mnie ciekawi, jak istota organiczna moe zia ogniem - oznajmia Silver, zapaa smoka za szyj i pocigna ku rufie. Do Kin podszed dumny i napuszony Marco. - Zatryumfowaem! - krzykn dononie. - Tak, Marco. - Wypowiedzieli nam wojn! Wysali smoki! Tylko mnie nie wzili pod uwag! - Tak, Marco. - A mimo wszystko pokonaem ich! - Nagle rozejrza si przytomniej i mina mu zrzeda. - Uwaasz mnie za szalonego kunga, prawda? - Przez grzeczno nie... - Jestem dumny z tego, e jestem czowiekiem! Pamitaj o tym. A co do reszty... to, e jest si paranoikiem, nie znaczy, e Oni nie prbuj ci dosta. Kin spogldaa w lad za nim, gdy podchodzi do zaogi, bojc si wszystkiego oprcz fizycznego niebezpieczestwa. By tak samo ludzki jak tygrys. Silver tymczasem obejrzaa garkotuka - maszyna nie bya uszkodzona, ale plastykowa obudowa... nigdy ju nie bdzie sob. Gdy wiolarze wrcili do wiose, Kin wyja ze skafandra zestaw narzdzi i zabraa si do badania smoczego cierwa. Zestaw by nieduy, ale wszechstronny. Kosmonauci pozostawieni samym sobie na obcych planetach musieli dziki niemu przey lata. Kilku przeyo. Zacza od skalpela. Chwil pniej signa po multiduto. Po duszej chwili zaja si montaem wibropiy. Optaczy wizg, jaki wydawao narzdzie, prbujc przeci uski, wywoywa bl zbw, ale zapara si i go nie wyczya. Dopki nie pk brzeszczot. Wstaa, podesza do wiosujcych na zmian Silver i Marca i kucna midzy nimi. - Smoki maj napd odrzutowy - oznajmia. - Szyje maj wyoone jak gbczast, lekk substancj przypominajc galaret. Mimo uycia lasera nawet si nie rozgrzaa. - A reszta? - spyta Marco.

- To, co tu trzymam, to bya wibropia. Producent twierdzi, e powinna przeci stal kadubow. - Ale nic nie mwi o naftopdnych istotach ywych - dodaa Silver. - A co na to geiger? - Nic, dopki nie wsadziam go w szyj. Wtedy mu si skala skoczya. To ywy reaktor atomowy, nie smok. I nie mwcie mi, e powsta w wyniku ewolucji, i to jeszcze na planecie typu Ziemi. To sztuczny twr organicznej budowy i tam, skd przyby, znajduj si budowniczowie dysku! - rodek dysku - powiedziaa z namysem Silver, opierajc si nonszalancko o wioso, i na widok gupiej miny Kin dodaa: - Mam pewne zdolnoci lingwistyczne. Rozmawiaam z zaog, przynajmniej z bardziej rozgarnitymi. Czasami widuje si na niebie smoki, w tych rejonach przybywaj ze wschodu, ale jeli d pynie na poudnie, to lec one z pnocnego wschodu. Logiczny jest wniosek, e ich siedziba znajduje si gdzie w rodkowej czci planety. Czego si tak gapisz? - Bo Marco te chce si dosta w t okolic. I chce im da barometr... jak sdz.

Nastpnego ranka znaleli si na nieco wzburzonym morzu, ktre uspokoio si dopiero, gdy wpynli w spory fiord pord biaych gr. Na kocu fiordu znajdowaa si osada zoona z kamiennych, krytych darni budowli, za ktr rozcigay si mizerne ki. Mieszkacy, widzc okrt, rzucili si do pomostu, ale odbiegli jeszcze szybciej, gdy z pokadu zeskoczya Silver i samodzielnie wepchna d na pla. Zaoga przygldaa si temu, nie ruszajc si z miejsca, za to radonie szczerzc szczerbate zbiska. Na dziobie przywizany by eb smoka o szklistych i nieco zezujcych lepiach. Leiv zaprowadzi ich do budowli o wysokim sklepieniu. Kin zastanawiaa si, co te si stao z Grendelem. Naturalnie Grendel by obok, machajc nadmiarem ramion i ypic podejrzliwie na tum, jak zwykle w poszukiwaniu zamachowcw. Gdy jej wzrok przyzwyczai si do pmroku panujcego wewntrz, dostrzega otwarte palenisko, na ktrym tli si ogie, i siedzcego na prostym taborecie starego mczyzn ze sztywno wysunit do przodu nog. By rudowosy i rudobrody. Na widok Leiva wsta i objli si tak namitnie, jakby istniaa szansa, e ktry mimo wszystko sprbuje dziabn drugiego. W kocu Leiv przemwi.

Bya to duga opowie. Potem wyprowadzi starego na zewntrz, pokazujc mu eb martwego smoka i przedstawiajc Silver, Marca i Kin. Stary par razy obkutyka Marca, ktry spoglda na spode ba, a potem umiechn si do Kin w sposb jednoznacznie wyraajcy horyzontalne pragnienia. Omieleni tym wrcili inni mieszkacy osady. Na samym za kocu zjawili si dwaj mczyni w czarnych sukniach. Jeden z nich przyglda si Marcowi z obaw i zawzicie recytowa co pgosem. Silver obrcia si byskawicznie. I odpowiedziaa w tym samym jzyku. Od tego momentu tumaczeniem zajmowaa si Silver.

- Ten jzyk to acina, jzyk Remeskiego Imperium -wyjania Silver. - Tyle e oni na Reme mwi Roma. Kim zastanowia si. - Romulus i Remus - powiedziaa w kocu. - Zaoyciele Reme. Znasz t legend? - Chyba spotkaam j w jakiej antologii folkloru. - Wychodzi na to, e na dysku przywilej nazwania miasta wygra Remus. Co jeszcze powiedzieli? - Ca mas bzdur o demonach, jak to zwykle u dzikusw. Syszaa kiedy sowo troll"? Powtarzaj je, patrzc na Marca. I drug mas plotek o bogach. Jak sdz. Kin rozejrzaa si ponownie - otaczali j albo prawdziwi barbarzycy, albo doskonali aktorzy, w co nie bardzo moga uwierzy. Moe bogami zwano tu budowniczych dysku? - Wypytaj dokadniej o tych bogw - polecia. Nastpia dusza dyskusja z czstym wskazywaniem w niebo, co Leiv i jego ojciec uwanie obserwowali. W kocu Silver odsapna i zwrcia si do Kin: - Zobaczymy, czy zrozumiaam wszystko waciwie. Bogw jest tu zatrzsienie, ale najwaniejszy nazywa si Christos. Jego najwyszy kapan mieszka w Romie. Jest te jaki inny bg, ktry stworzy ten wiat w sze dni. Spodziewajc si twojej reakcji, spytaam o szczegy. Ten bg stwrca mia pomocnikw, pomniejsze skrzydlate bstwa. W tworzeniu braa te udzia posta zwana Saitan, z opisu agitator. Oprcz tego caa masa typowych bogw.

- Sze dni to za szybko - ocenia Kin. - Kompania potrzebuje sze lat, majc do dyspozycji prefabrykaty. Szczerze mwic, woyabym t histori midzy mity. - Ale jest zadziwiajco prosta i spjna - wskazaa Silver. - W wikszoci mitologii wiat tworzony jest przez jakie bstwo z krwi witego uka, trzustki ojczyma tego bstwa czy innego bohatera. Kin zmarszczya brwi - na Ziemi kwito wiele religii i wyeksportowano ich rwnie wiele co zaimportowano. Praktycznie byo tyle samo ludzkich sekt zajmujcych si skomplikowanymi rytuaami ehftw, co grup przystrojonych w dugie, jaskrawe szaty shandw wdrujcych przy wtrze bbenkw i chralnych pieww po skutych lodem ulicach rodzimej planety. Pracownicy Kompanii mieli wystarczajco duo roboty z budowaniem planet albo nie zawracali sobie gowy takimi byskotkami, albo te decydowali si na co podstawowego i niekontrowersyjnego jak buddyzm czy wicca. W swoim czasie z nudw prbowaa rozmaitych wyzna - wstawaa, klkaa, wspinaa si na gry, piewaa chralnie, recytowaa na golasa, taczya, obracaa si, modlia, wyrzekaa i pocia. Czasami byo to wesoe, czasami odraajce, ale zawsze nierealne i introwertyczne. Ojciec Leiva wygosi dug przemow do jednego z kapanw, ktry z kolei powtrzy j Silver. Ta najpierw rykna miechem, potem przetumaczya: - Chce kupi boski piec z Valhalli. - Co?! - Garkotuka. Mwi, e wie, e w Valhalli wszyscy jedz i pij bez koca, zawsze to wiedzia. Teraz wie, skd maj jedzenie i picie: z takich wanie niebia skich piecw. - Powiedz mu, e nie jest na sprzeda - polecia Kin, wpatrujc si w Eiricka. Eiricka Rauda, zwanego Rudym lub Czerwonym. Na Ziemi, w samym sercu Valhalli, gdzie zbieray si w Dugim Fiordzie wody wszystkich piciu wewntrznych mrz, wznosi si mocno zuyty kopiec. Zwano go Brod Eiricka, gdy wie niosa, e jest to miejsce spoczynku bohatera. Bya to wielka atrakcja turystyczna. Silver odetchna i dodaa: - I chce, ebymy poprawili soce. Widzc min Kin, kapan zacz powoli i wyranie mwi po acinie. Silver symultanicznie tumaczya: - W zimie nastpia wiosna, soce czasami przygasa, a parokrotnie zdarzyo si w nocy, e gwiazdy mrugay. No i... co si stao z jedn z planet...

Kin bez sowa wesza do budynku, w ktrym zostawili garkotuka, zaprogramowaa duy kubek piwa sodowego i wrcia z nim. Wetkna je w donie Eiricka i polecia Silver: - Powiedz mu, e planeta to nasza sprawa. Powiedz mu, e jak tylko poznamy tajemnice tego wiata, postaramy si o now planet i wyregulujemy soce. On co mwi o mrugajcych gwiazdach? - To akurat nie wzbudzio wikszych sensacji, bo spodziewaj si podobnych znakw. Ten Christos urodzi si prawie tysic lat temu i spodziewaj si jego powtrnego przyjcia, a maj temu towarzyszy wanie znaki na niebie. Ale jeli moesz, przyjrzyj si morzu. Kin odwrcia si: nawet tu fale zawzicie waliy o brzeg, a od strony otwartego morza sycha byo ryk burzy. A niebo byo niebieciutkie, bez jednej chmurki czy podmuchu wiatru... - Mwiam, e dysk nie moe by trway - owiadczya z ponur satysfakcj. Chyba wanie wysiado centralne sterowanie pogod. Chocia Eirick nie wyglda na przestraszonego. - On mwi, e widzia sporo bogw, a sysza o znacznie wikszej ich liczbie. Bogowie go nie martwi, pogoda go martwi. Mwi, e jak j naprawimy, da nam duo drewna. - Czego? - Tego, co w okolicy najrzadsze, a wic najcenniejsze -wyjania Silver. Widzisz tu gdzie jakie drzewa? Kin przeczco potrzsna gow. Z tego, co pamitaa, ekspansja mieszkacw pnocy na Ziemi nastpia podczas dugiego okresu ciepa, podczas ktrego nawet wybrzea Grenlandii nadaway si do zamieszkania. A tu w niektre noce migotay gwiazdy...

Marco i Kin zdecydowali si spdzi noc wewntrz olbrzymiej hali, Silver za na chodnym powietrzu obok odzi. Nikt te nie prbowa umieci Kin w pomieszczeniach kobiet - boginie miay wida prawo do fanaberii. Leaa, wpatrujc si w dogasajce ognisko i suchajc zbyt gonego przyboju. Kalectwo robice tu za ksiyc w aden sposb nie mogo powodowa pyww, za zmiany poziomu wd morskich musia by odpowiedzialny jaki mechanizm. Ktry wanie si popsu i

rozregulowa. aowaa, e nie ma sleepsetu - co prawda rano czowiek mia w ustach orzewiajcy smak mapiego moczu, ale rodek dziaa byskawicznie: zasypiao si, nie cierpic z powodu ugniatajcych plecy kamieni, chrapania ssiadw czy braku baranw do liczenia. I nie drczyy nikogo koszmary. W kocu niewygody wygray - wstaa i wysza na zewntrz, mijajc pospiesznie usuwajcego si z drogi wartownika. Na niebie lniy lipne gwiazdy, o czym wiedziaa, ale wci nie moga si nadziwi temu niby-wszechwiatowi. Bya na dysku o rednicy okoo pitnastu tysicy mil, wacym gdzie 5,67 razy 10 21 ton, co oznaczao albo sztuczn grawitacj, albo warstw neutronium na spodzie konstrukcji. Dysk wolno wirowa niczym rzucona moneta na zwolnionych obrotach, a wraz z nim wirowao faszywe soce, podrabiany ksiyc i caa rodzina nieprawdziwych gwiazd. Wiedziaa o tym doskonale, ale patrzc z powierzchni dysku, atwo byo uwierzy, e jest si na Ziemi. Mechaniczny wiat pozbawiony astronomii... albo te majcy wasn, bdc parodi waciwej, i jawnie kpicy z astronomw... wiat, w ktrym odkrywcy ldowali nieodmiennie w wodospadzie, znajdujc jedynie mier. wiat, w ktrym istniay smoki i trolle... Krtko mwic miszmasz. Odszukaa planet w pobliu tego, co z braku lepszego okrelenia trzeba byo nazwa horyzontem, po czym zorientowaa si, e nie moe to by planeta, gdy porusza si zbyt szybko... A zaraz potem owo co dorobio si ognistego ladu i rbno o powierzchni gdzie na wschodzie. Podbiega do rzdu wycignitych na pla odzi, w pobliu ktrych wida byo masywny, oszroniony ksztat. - Silver? - spytaa i skla si w duchu: a niby ile shandw byo na dysku? - A, Kin. Widziaa to, jak sdz? - Co to byo? - Najwikszy fragment naszego statku. Marco powinien by go wysadzi, a nie pozostawi, bo musia w kocu spa na dysk. Pozostaje jedynie mie nadziej, e wyldowa w morzu lub na pustyni. Miaam nadziej, e moe spadnie na spodni stron, ale okazaa si, jak wida, ponna. - To znalelimy doskonay sposb na ogoszenie, e tu jestemy: nie do, e po drodze zniszczylimy planet, to jeszcze spucilimy wacicielom na by wrak statku - podsumowaa Kin.

- Zauwayam jeszcze co, zanim pojawi si statek. Widzisz t planet, nieco w dole? Co to powinno by? - Wenus, ale... - Wanie: nie ma ksiyca. Kin poczua nage podniecenie - twrcy dysku zapomnieli o czym, a to byo co najmniej dziwne. Ksiyc Wenus - Adonis - by prawie rwnie wielki co ziemski Lunar i od zawsze dominowa na porannym lub wieczornym niebie. Dlaczego go tutaj pominito? - Niezy temat na prac o zwizku astronomii i socjologii - zauwaya Silver. Ja na przykad zawsze czuam, e znalelicie si w kosmosie pierwsi, poniewa mielicie cigle przed oczyma przypomnienie, e we wszechwiecie co kry wok czego i orodkiem tego krenia wcale nie jest Ziemia. My mielimy swojego Bliniaka, a kungowie w ogle nie widzieli nieba. Gdyby wasza siostrzana planeta nie miaa ksiyca, wtpi, czy wasza historia byaby a tak nieskomplikowana. Razem patrzyy, jak samotna planeta opada za horyzont. Kin wtulia si w futro Silver, zastanawiajc si, czy garkotuk jest bezpieczny. Chyba tak. Zaoga darzya Marca zdrowym respektem. Silver musiaa te o tym myle, bo spytaa: - Kin, nie pisz? - Unk. - Obiecaj mi, e jeli garkotuk si zepsuje, oguszysz mnie i pozwolisz Marcowi mnie dobi. Kin siada, krzywic si odruchowo. - Nie obiecam. A poza tym czym ci mam oguszy, wrzaskiem? - Masz niewielki stunner przy sobie. Zauwayam go parokrotnie... nauczono mnie obserwowa. A pozwolisz mnie zabi ze strachu przed tym, czym si stan. Mojego strachu. Kin mrukna niewyranie i pogrona w mylach, pooya si na powrt. Rozmylaa konkretnie o shandach: nim wynaleziono garkotuki, przedstawiciele tej rasy mogli opuszcza rodzinn planet jedynie z wasnymi lodwkami. Zdarzyo si wwczas, e ludzki statek przewozi czterech ambasadorw rasy shand na Ziemi i podczas lotu zepsua si chodnia. Ambasadorzy byli istotami cywilizowanymi - zwykle shand pozbawiony jedzenia zmienia si w szalejce zwierz w cigu maksimum czterdziestu omiu godzin. Oni wytrzymali pidziesit sze. Nie przey nikt: ostatnia zabia si, gdy obudzia si z sytego snu i zobaczya, co ley wok niej. Normalny shand tak by nie postpi, ale normalny shand nie jest

szkolony do kosmopolitycznego mylenia. A i tak lina topi w kadym shandzie miliony lat ewolucji, co w poczeniu z brutaln prawd, e shand lubi sobie zje innego osobnika swej rasy, daje efekt niezrozumiay dla ludzi. Jak mona poczy rytualny kanibalizm z rozwinit cywilizacj? One mog. Naleao do tego jeszcze doda Gr, ktrej zasady byy stare, proste i okrutne. Dwa shandy wchodziy z przeciwnych stron do ogrodzonego lasu, od dawna przeznaczonego do tego wanie celu. Obowizyway konkretne przepisy dotyczce broni, a poza tym wszystkie chwyty byy dozwolone. Zwycizca w nagrod mia wielkie arcie. Ciekawo wzia gr nad rozsdkiem i Kin spytaa cicho: - Silver, braa kiedy udzia w Grze? - Trzy razy, kiedy miaam naprawd nieodpart ochot. Dwa razy w domu i raz nielegalnie poza planet. Ostatnia przeciwniczk bya Regius, profesor lingwistyki z Uniwersytetu Gelt. Stanowi obecnie zawarto mojej lodwki, cho przyznaj, e nauka poniosa spor strat. - Przecie macie od dawna garkotuki, dlaczego nadal istnieje Gra? - Teraz to tradycja - Silver wzruszya ramionami. -Robimy to... mona powiedzie, dla sportu, cho to niezbyt trafne sowo, bo chodzi o poczenie odwagi, utosamienie si z przeszoci czy potwierdzenie naszego shandyzmu. Wy uwaacie, e to barbarzystwo. Byo to stwierdzenie, nie pytanie, ale Kin i tak przeczco pokrcia gow. - Wiesz, e w Grze wzio ju udzia sporo ludzi - dodaa Silver. - Pac za to naprawd dobrze, cho nie wiem, co chc udowodni. Jeli wygraj, dostaj jedynie gow przeciwnika do zawieszenia na cianie. To jest barbarzystwo. - A jeli przegraj? - To zwyciski shand dostaje dwch skazanych przestpcw. Kolejny przykad, e obcych nie mona ocenia wedug ludzkich kryteriw, co kady odruchowo robi. Co komu do domu, jak dom nie jego - shandy na swojej planecie mogy robi, co chciay, i nic do tego ludziom. Dalsze rozmylania przerwa jej nagy wrzask, jakim rozbrzmiaa drewniana budowla. Przez otwarte wrota wybieg mczyzna, trzymajc si za bok, przebieg par krokw i zwali si w traw. Kin skoczya odruchowo, dopiero w biegu wycigajc stunner. Potne upnicie za jej plecami wiadczyo, e Silver nie pozostaa bezczynna. Wewntrz hali peno byo walczcych w mroku postaci. Ledwie zdya uskoczy przed brodaczem odzianym w skry, ktry gna na olep. Przestaa mu si

dziwi, gdy zobaczya gonicego za nim potnego chopa z toporem. Wycelowaa i strzelia.

7
Efekt nie by natychmiastowy - obaj przebierali jeszcze par sekund nogami, nim powoli, zasypiajc po drodze, zwalili si na ziemi. Kin ustawia bro na minimaln moc, ale maksymalnie szerok wizk, i pkolistymi ruchami kosia wszystko, co si przed ni ruszao. Przynosio to efekty, dopki nie trafia na odporniejszego od innych - co prawda zacz ni w marszu, ale pad dopiero na ni, rozcigajc j i przygniatajc do ziemi, jako e chop by co si zowie. Przez chwil baa si, e odr zestarzaego potu, smrd le wyprawionych skr i cuchncy oddech j udusz, ale zdoaa si wczeniej uwolni. Przy zderzeniu wypucia stunner. Zacza go gorczkowo szuka, ale kto j uprzedzi - kolejny brodacz w futrze unis ze zdziwieniem stunner, zajrza w luf i zachrapa, walc si na podoe jak koda. Nim zdya dopa broni, z tumultu wyoni si nastpny, biegnc ku niej z uniesionym mieczem. Kin odbia si, kopic w gr, i z ulg usyszaa przeraliwy ryk. Napastnik puci miecz i zwijajc si z blu, pad, z trudem apic powietrze. Wstaa, omal nie wywracajc si przy tym ponownie, gdy podoga zrobia si dziwnie liska, podniosa stunner i rozejrzaa si. To nie bya bitwa, tylko karczemna bjka z uyciem broni siecznej - uczestnicy walili na olep, a w samym rodku zamieszania szala Marco z mieczem w kadej z czterech doni, zwijajc si w unikach. Za nim burcza sobie radonie garkotuk, a powietrze pene byo dziwnego, sodkawolepkiego zapachu. Od wejcia rozleg si wcieky ryk i do rodka wpad pospiesznym kutykiem Eirick, mcc na prawo i lewo kul. A zaraz potem zawali si dach. Czciowo. Jeden z walczcych cofn si prosto na Kin, ktra odruchowo powalia go ciosem pod ucho. Jedna ze cian wpada do rodka, wpuszczajc porann szarwk i na moment masywn, poronit biaym wosem stop. Stopa cofna si natychmiast i nim zaskoczeni kataklizmem podjli na nowo walk, ponownie skoczya na dach, ktry tym razem puci. Jej ryk by ostateczn zacht - kto mg, rzuci si czym prdzej do drzwi. Zapada cisza przerywana jedynie jkami rannych i dziwnym pluskiem. Kin rozejrzaa si i stwierdzia, e stoi po kostki w lepkiej, pienistej cieczy.

Przeniosa wzrok na garkotuka i jej podejrzenia si sprawdziy: z wylotu wypywa tobrzowy wodospad, byskawicznie zwikszajc kau. Marco spojrza na ni, sprbowa z wysikiem zogniskowa szklane oczy, podda si z westchnieniem i zadowolony run na plecy. Zrezygnowana sprbowaa tego, co wypluwaa maszyna - jak si spodziewaa, byo to superpiwo: sodkie i z kopem. Tu i wdzie kaua bya ciemniejsza, rdem zaciekw byli martwi i ranni. Wyczya garkotuka, zaprogramowaa odtrutk i ponownie uruchomia urzdzenie. Po chwili trzymaa w doni kubek niebieskiego mierdzcego pynu. Podesza do kunga, zapaa go za grzebie i szarpna w gr. Ledwie otworzy usta, wlaa w nie pynnym ruchem ca zawarto kubka i pucia nieprzytomnego Marca, pozwalajc mu z pluskiem opa w boto, w jakie zmienio si klepisko. Silver zeskoczya przez dziur w dachu i obie zwiedziy pobojowisko. Garkotuk zosta zaprogramowany na maci i opatrunki, a po namyle take w stymulat regeneracyjny. Tak zaawansowanych lekw nie stosowano zazwyczaj w prymitywnych spoecznociach z obawy przed szokiem kulturowym, ale dysk w ogle by jednym wielkim szokiem kulturowym. Skoczyy opatrywanie ran, gdy Marco da znak ycia - jkn i siad, rozgldajc si wok mtnie. Kin zignorowaa go. - Chopaki Leiva opowiedzieli im o cudownej produkcji piwa - wyjani po chwili. - A potem, jak im zrobiem may pokazik, to chcieli wicej, a potem zaczli si la czym popado. - Pieprzony boski piec - mrukna Kin i wrcia do pracy. Odpowiedziao jej zachrypnite parsknicie z mroku panujcego pod dachem, skd po chwili opado nie zauwaone przez nikogo czarne piro.

W poudnie zebrali si do odlotu, a egna ich wysza caa osada - sporo mczyzn miao nowiutkie, biae blizny, kilku miniaturowe koczyny wyrastajce z zagojonych ju kikutw, ale i tak populacja ulega zmniejszeniu o zabitych w nocnej popijawie. Tym razem garkotuk okaza si a za skuteczny. Eirick wygosi dug przemow, po czym na poegnanie sprezentowa im rzadkie futro i par owczych ptakw.

- Powiedz mu, e nie moemy przyj - powiedziaa pospiesznie Kin. Powiedz mu cokolwiek... e nie moemy mie bagay, jeli mamy naprawi soce. W kocu, do cholery, to niemal prawda! Eirick wysucha dugiej oracji Silver i skin gow ze zrozumieniem. - I powiedz mu, e ja chciaabym mu co da - dodaa Kin. - Dlaczego? - zainteresowa si Marco. - Bo nadal si obawia, e dysk to sprawka Kompanii, i chce przeprosi. Zgadza si? - wyjania Silver, ale Kin j zignorowaa. - Popro go o par kawakw drewna - dodaa wyjaniajco Kin. -1 duo trawy, siana, koci i wszystkiego, co kiedy yo. Do diaba. Zaczynam mwi jak oni! Chodzi mi o mieci organicznego pochodzenia. Ustawili garkotuka na produkcj desek, bo to dawao oszczdnoci na tartaku. Gdy z wylotu wyjechaa pierwsza deska, mieszkacy zamienili si w roboty, znoszc wszystko, co pasowao do opisu, razem z garciami alg wyrzucanymi na brzeg przez fale, dzi poruszajce si jakby byy z oowiu. - Lecimy, ile si da nad ldem - zagaia narad Ka, korzystajc z zajcia ciekawskich tubylcw czym innym. - Jeli wyczerpie si energia skafandrw, nim dolecimy na miejsce, wymienimy zasilacze i Marco albo ja polecimy dalej sami. W ten sposb Silver bdzie zawsze w pobliu garkotuka. - Jestem skonna si zgodzi, bo nie mamy nic do stracenia. Naturalnie powinien lecie Marco, bo ja poradz sobie z napastnikami, a ty z samcami swego gatunku, w najgorszym razie wcigajc ich w seksualne wspzawodnictwo. Marco natomiast najbardziej nadaje si do penetracji rodka dysku. Bya to soniowate delikatna dyplomacja, ale Marco i tak odwrci gow. - Nie nadaj si do niczego - oznajmi rzeczowo. - Pozwoliem da si sprowokowa ludziom. Wstyd. - Wina nie ley wycznie po twojej stronie - pocieszya go Silver. - Miaem przewag liczebn, bo ich byo tylko trzydziestu! Wok garkotuka wzniesiono tymczasem wzbudzajce respekt sterty desek, skoczyli wic narad i wrcili do orodka oglnego zainteresowania. Kin wyczya urzdzenie i zamocowaa na nim pas antygrawitacyjny. Nieco z dala od toku stali obaj kapani Christosa, skandujc cicho po acinie. - O co im chodzi? - zainteresowaa si Kin. - Prosz Christosa, by pozwoli nam naprawi sw planet i soce -

przetumaczya po chwili Silver - albo te pokara nas, jeliby si okazao, tak jak podejrzewaj, e jestemy sugami Saitana. - Mie z ich strony. Poegnaj si w naszym imieniu, dobrze? Silver bya zwiza, tote wystartowali szybko i osada znikna wrd niegu i piany zajmujcych, znacznie wiksze obszary. Zwaszcza e morze oszalao - fale goniy si, ryczay i pryskay pian na wysoko, na ktrej lecieli. Poniewa na dysku zachd to nie kierunek, lecz umowny punkt, trzeba byo go inaczej okreli. Na dysku istniay zatem cztery kierunki: kry w prawo, kry w lewo, do wntrza lub na zewntrz. Lecieli wic do.

Ostronie okryli unoszce si na falach stworzenie, zastanawiajc si, czy jeszcze yje, czy tylko fale powoduj ruchy petw. Kin zdecydowaa si zaryzykowa i obniya lot, podwiadomie spodziewajc si protestw Marca, ale ten milcza od rana. Silver te si nie odezwaa, korzystajc z postoju, by przycign holowanego garkotuka. Nurkujc, Kin miaa wraenie chodu przenikajcego przez dwadziecia pi warstw skafandra, tak lodowato bkitne byo niebo. Stwr pywa stylem grzbietowym, czyli do gry brzuchem, i w wikszoci skada si z ogona gincego na kocu w falach. Silniejsza fala uniosa nieco dugi, podobny do koskiego eb, odsaniajc pusty oczod. Stworzenie musiao by wiekowe, bo nic nie dorasta szybko do takich rozmiarw. Biay brzuch poronity by muszlami i poznaczony bliznami. Wznoszc si, Kin zdecydowaa, e dobrze byoby mie go na stole sekcyjnym - gdyby znalaz si w okolicy stosownie wytrzymay dwig, by go tam dostarczy. - Jest martwe - zameldowaa. - Ma ran, przez ktr mona dk przepyn, i to niedawno zadan. Myl, e naley do tego samego gatunku co ten, ktrego widzielimy rankiem. Tamto byo zbyt daleko na prawo, by chciao im si nadkada drogi. - Na pewno jest martwe - oznajmia, widzc min Silver. - Nie o to chodzi: wanie si zastanawiam, co je zabio. Zdecydowanie wol mie pod nogami stay ld. Im bardziej stay, tym lepszy, to take nie ulegao wtpliwoci. Kin wolaa niebo - w pasach antygrawitacyjnych byo co wzbudzajcego zaufanie znacznie bar-

dziej ni w dysku. Pasy nie psuy si bez ostrzeenia, a dysk mg, i to w kadej chwili. - O par mil std jest wyspa - powiedziaa Silver. - Zwyke, agodne wypitrzenie ska poznaczone ladami ognisk. Wyldujemy? Kin wytya wzrok - daleko w przodzie i nieco z boku dostrzega co, co na pewno nie byo wod. Cho morze byo wyjtkowo spokojne, krtki postj na staym ldzie mia sporo zalet, choby dlatego e skafandry nie byy przewidziane do lotw w zasigu przycigania planetarnego, tote ruch do przodu powodowa pozostawanie w tyle ng. Wskutek cakowitej bezuytecznoci cignite za tuowiem nogi czua jak dwie bryy oowiu i przywrcenie w nich normalnego krenia wydawao si jej dobrym pomysem. - Marco? - spytaa profilaktycznie. Kung unosi si spory kawa z boku, wci pogrony w samooskareniach. W uchu usyszaa najpierw westchnienie, potem gos: - Nie mam uytecznych opinii, ale nie widz te oczywistych zagroe. Polecieli wic ku wyspie. Okazaa si niedua i prawie owalna. Pokryway j niemal suche algi, a najwyszy punkt wystajcy ze trzy metry nad wod by a czarny od ladw po ogniskach. Kin wyldowaa pierwsza i wycigna si jak duga, gdy nogi odmwiy jej posuszestwa. Przed nosem przemaszerowa jej oburzony krab, a potem leciutko wyldowaa w pobliu Silver i zaja si zwijaniem Liny holujcej garkotuka. Zaja si nastpnie zbieraniem alg i pakowaniem ich do wlotu maszyny, podczas gdy Kin masowaa zawzicie nogi, przywracajc w nich krenie. W normalnych warunkach garkotuk zbiera potrzebne do produkcji atomy z powietrza, ale warunki nie byy zwyczajne, a ostatnio wymagali od urzdzenia znacznie wicej ni zwykle, wic bya to rozsdna profilaktyka. Po duszej chwili Silver wrczya jej kubek kawy, zostawiajc sobie solidn mich czego rowego. Prawdopodobnie syntetycznego shanda. - Gdzie Marco? - spytaa Kin, starajc si zignorowa zawarto michy. - Wyczy nadajnik - poinformowaa j Silver. -Wiesz, on ma problemy... - artujesz?! On myli, e jest czowiekiem, wiedzc, e jest kungiem, wic za kadym razem, gdy zachowuje si jak kung, jest mu wstyd. - Kungowie i ludzie to wariaci - ocenia uprzejmie Silver. - A on jest najwikszy. Gdyby si przez chwil zastanowi nad swoj sytuacj, zrozumiaby, e jest ona

niemoliwa logicznie. - Wiem, nie jest fizycznie czowiekiem. - W gosie Kin sycha byo rezygnacj. - Tylko e kungowie wierz, e istota jest zdeterminowana przez... Kin urwaa nagle. A Silver umiechna si zachcajco. - Dalej, bo prawie dosza do sedna. Kung wierzy, e w nowo narodzonego wnika pierwsza wolna dusza, ale Marco teoretycznie jest czowiekiem, a ludzie nie wierz w takie przesdy. Ergo: musi by kungiem, skoro tak uwaa. W uchu Kin rozlego si westchnienie - Marco moe i wyczy nadajnik, ale by wystarczajcym paranoikiem, by nie wycza odbiornika. Kin uniosa gow i dostrzega odlegy ksztat na niebie, ale ktem oka zauwaya, jak Silver mwi bezgonie: Ignoruj go". Tak te zrobia. - Pewnie ludzie Leiva rozpalili te ogniska - zmienia temat. - Musimy by na uczszczanym szlaku. - A zauwaya zmiennoci w strukturze morza? Tylko lepy by nie zauway. Z powierzchni dysku wyleway si stale miliardy ton wody, ktre jako musiay na ni wraca. Zakadajc, e budowniczowie nie byli cudotwrcami i nie parali si magi, woda apana bya pod dyskiem w molekularne sito poczone z teleporterem. Proste, cho niewiarygodne. Odbiorniki teleporterw podczono do pomp umieszczonych na morskim dnie i wszystko funkcjonowao bez wzbudzania podejrze. Dopki funkcjonowao prawidowo. W cigu ostatniej ptorej doby kilkakrotnie przelatywali nad kolistymi poaciami gotujcego si dosownie morza - albo wpompowywano zbyt duo wody, albo nie wszystkie pompy dziaay i funkcjonujce przeciono. - Cigle zapominam, e to tylko wielka maszyna - powiedziaa cicho Kin. - Chyba zbyt ostro oceniasz budowniczych. Jeli nie liczy groby uszkodze, to w takim kosmosie jak ten mona cakiem wygodnie y. Mona tu nawet rozwin nauki. - Pewnie, tylko jakie? Nauka to narzdzie do rozkrcenia wszechwiata, ale tutejsza z zaoenia musi by pokrtna, bo pasowa bdzie wycznie do kosmosu dysku. Sprbuj sobie wyobrazi miejscowego astronoma usiujcego si domyli,

jak wyglda normalny wszechwiat. Nie: dysk jest dobry wycznie dla religii. Silver zaprogramowaa kolejn misk rowego, w ktrego natur Kin wolaa si nie zagbia. Kin zacza si rozbiera. - Mylisz, e to rozsdne? - spytaa Silver. - Prawie na pewno nie. - Kin zachwiaa si lekko, gdy wysp zakoysaa fala. Ale prdzej mnie cholera wemie, ni bez kpieli bd si pocia w skafandrze. Oddaabym adnych par Dni za gorc kpiel. I goa powdrowaa w stron wody. Stana, gdy kolejna fala silniej zakoysaa wysp, omal nie zwalajc jej z ng. Zakoysaa wysp?! Rzucia si ku skafandrowi, gdy Marco zanurkowa, wyjc co po kungijsku. Fala obmya jej stopy, nastpna signa pasa i przewrcia. Przez pian dostrzega Silver i garkotuka startujcych pionowo w gr, a potem przykryy j zielone fale, dokadnie w chwili gdy zapaa skafander. Ktry znowu zacz ciga j w d, obciony zasilaczem i reszt sprztu. Tu obok woda eksplodowaa chmur bbelkw, wrd ktrych przemkn Marco, i po dugiej niczym wieczno sekundzie skafander pocign j gwatowniej, ale tym razem w gr. Z wody wyskoczyli w nastpujcej kolejnoci: Marcoskafander-Kin. W grze czekaa Silver, ale kung nie zwolni - zrobi to dopiero na jakich dwustu metrach i tam te rozegraa si dzika pantomima i w kocu udao im si wsadzi zamarzajc Kin do skafandra. Gdy wczyo si wewntrzne ogrzewanie, Kin tak szczkaa zbami, i nie moga mwi. Kiedy przestaa szczka na tyle, by dao si j zrozumie, wewntrz skafandra panowaa temperatura jak w saunie. - Dzikuj, Marco, sama bym nigdy nie... - Popatrz w d - przerwa jej Marco. Pod powierzchni morza przesuwa si olbrzymi, wyranie widoczny ksztat w o skorupie wielkoci wyspy i bie niczym dom oraz czterech petwiastych odnach. Przez chwil pyn jeszcze pod powierzchni, po czym zacz si leniwie zanurza. - Widziaem, jak si budzi -wyjani Marco. - Zwrciem uwag na regularny ksztat petwy i gdy j obserwowaem, poruszya si. Musi mie zwyczaj wypywania i czekania, a kto wylduje i rozpali ognisko na skorupie, a potem ma duy, zaskoczony posiek.

- Skorupa dugoci co najmniej stu metrw - ocenia Silver. - Zadziwiajce. Podobne okazy istniej na Ziemi? - Na szczcie nie. - Kin ponownie zaszczekaa zbami. - Skoczcie te naukowe pogawdki - przerwa im Marco. - Musimy lecie do najbliszego duego ldu. Silver, popatrz no troch w prawo, gdzie na naszej wysokoci. Ja widz tylko punkcik. Silver wraz ze skafandrem wykonaa zwrot. - Ptak. Czarny. Moe by kruk - powiedziaa zwile. - A, to nie moemy by daleko od ldu - ucieszy si Marco. - Ju si baem, e to smok. Przeczyli pasy na najszybszy ruch w poziomie i ruszyli w trjktnym szyku prowadzonym przez kunga. Nikt tego nie uzgadnia, ale jako tak wyszo, e obie -Kin i Silver - przekazay mu dowdztwo. Po chwili Marco zacz si wznosi. Poszy za jego przykadem, a pod nimi... ...rozwina si panorama dysku. Na poprzedniej wysokoci mona byo jeszcze wierzy, e to normalna kulista planeta, teraz wyranie byo wida dziwaczn map w formie koa. Widoczno ograniczay jedynie chmury. Kin widziaa przeciwlegy skraj dysku - ciemn lini midzy niebem a morzem - i otaczajcy cao wodospad podobny do gigantycznego wa.

Zafascynowana obserwowaa, jak w pobliu brzegw Afryki rodzi si huragan. Widziaa ju z przestrzeni wiele planet, lecz dysk by inny. I wielki - nawet dla niej, przyzwyczajonej do mylenia w skali milionw kilometrw. Wirowa przez kosmos w swym wasnym, prywatnym wszechwiecie i wydawa si may, ale ogldany z wysokoci kilku mil by wielki i rzeczywisty, a to zupenie wystarczao, by gapi si we w niemym urzeczeniu. - Widzicie te koliste zakcenia w oceanie? - odezwa si Marco. - Kin sdzi, e co si popsuo w cyrkulacji wody morskiej - wyjania Silver. - Logiczne. Ale czuj coraz wikszy podziw dla ludzi, ktrzy wypuszczaj si na w maych odziach z drewna i bez moliwoci lotu. - A ja czuj coraz wiksze zdenerwowanie na myl, e mam chodzi po tym dysku. Jest tak cienki i tak sztuczny, e zaczynam pierwszy raz w yciu rozumie, co to takiego zawrt gowy - skomentowaa Silver.

- Ja mam wraenie, e stoj na grzdzie sto piter nad ziemi - zgodzi si Marco. - Zaczynam rozumie, dlaczego spindle lubi mie pod stopami par tysicy mil solidnej planety, jak napisaa Kin. To psychiczna kotwica, jako e podwiadomie boimy si spa na dno wszechwiata. Ciekawe, czy ten strach nie jest pochodn imperatywu spindli? - Mwi si, e pomogli nam w ewolucji, wic to niewykluczone. Co o tym sdzisz, Kin?... Kin? - Eee? Coo? - Suchasz nas? - Przepraszam, zapatrzyam si. Silver, co to za smuga, tam w dole? Tam, gdzie powinna by Europa rodkowa? - Widz. Podejrzewam, e tam wanie uderzy wrak naszego statku. Przyjrzeli si uwaniej, ale z tej odlegoci by to ledwie widoczny lad dymu. - Wyglda na obszar pozbawiony ycia - zauwaya Silver. - Teraz na pewno - mrukna ponuro Kin.

Par mil niej zawzicie machajcy skrzydami kruk te zauway dym. Skupi na nim wzrok i co za jego oczyma klikno.

Ksiyc by w peni, ale dziwnie czerwonawy, jakby brakowao mu energii. Mimo to niele owietla krajobraz, nad ktrym przelatywali - gwnie puszcz, tu i wdzie naznaczon spachetkiem uprawnych pl i wiatami jakiej osady. Gdy znaleli si nad wyjtkowo dugim kawakiem dziewiczej puszczy, Marco zarzdzi przystanek. - Ldujmy - zaproponowaa zmczona Kin. - Najpierw musimy spenetrowa teren! - Przecie pod nami nie ma nic oprcz drzew - warkna Silver i wyldowaa pierwsza, wychodzc ze susznego zaoenia, e najmniej prawdopodobny jest atak drapienika wanie na ni. Poniewa nic jej nie zaatakowao, wyczya skafander, rozpia hem i przez chwil wszya w ciszy. W kocu odwrcia si, pocigna nosem raz jeszcze i

ocenia: - W porzdku: wyczuwam jedynie stary zapach wilkw i dziki, ale daleko. Sdz, e w rzece, o dwie mile ku brzegowi dysku, s te jakie bobry, ale ludzi w okolicy nie ma na pewno. - Jeszcze raz pocigna nosem i dodaa z wahaniem: Jest jeszcze jaka wo, ktrej nie potrafi zidentyfikowa... dziwna... troch insektopodobna... Zdecydowali, e i tak wylduj. Kin ju drzemaa w locie i stacj byo jedynie na tyle koncentracji, by nie upn o zbocze pagrka. Wyczya skafander, rozpia hem i opada w pachnc traw.

Obudzi j Marco, delikatnie wsuwajc w jej donie misk z zup. Oboje z Silver rozpalili ognisko, ktrego pomienie owietlay rosnce o trzydzieci metrw drzewa, otaczajc polan krgiem pokrzepiajcego blasku poyskujcego matowo na obudowie garkotuka. - Doskonale wiem, e to wbrew reguom bezpieczestwa - wyjani Marco, widzc jej zaskoczenie - ale postanowilimy zaryzykowa. Silver pierwsza ma wart, potem twoja kolej, wic lepiej si wypij. - Dziki. Marco... jeli chodzi o t pywajc wysp... - Nie bdziemy o niej mwi. Wikszo czasu i tak bdziemy lecie nad ldem. - Moemy niczego nie znale... - Naturalnie, ale co byoby warte ycie bez podry ku rodkowi? - Bardziej martwi mnie zasilanie skafandrw. Skd moemy by pewni, e energia nie wyczerpie si po drodze? - Znikd. Ale one maj wbudowane zabezpieczenie antyhisteretyczne: jeeli energia opadnie poniej okrelonego poziomu, opuszcz si agodnie na powierzchni ldu. - Albo wody - dodaa Kin. - Albo wody, ale przynajmniej nie spadniesz jak kamie. Wiem, martwi ci, e to twoja Kompania zbudowaa ten wiat. Tylko po co mieliby to robi? - Dlatego e mogli. Albo dlatego e chcieli. - Nie rozumiem. - Kompania moe od dawna budowa smoki czy tworzy ludzi rwnie atwo co

wymare wieloryby. Ma wystarczajc wiedz, lecz nie robimy tego z uwagi na Kodeks. Mogli zbudowa ten dysk, ale nikt nie odwayby si na to w znanej i uczszczanej przestrzeni. Tutaj to zupenie inna sprawa. Marco przyjrza si jej wspczujco. - Silver przekonaa mnie - oznajmi. - Jestem kungiem i ciesz si, e nie jestem ju czowiekiem. Kin zjada zup i pooya si z bogim uczuciem wypeniajcego j ciepa. Marco, pooywszy cztery miecze w zasigu rk, zwin si w kbek. Silver natomiast stana bez ruchu na zboczu pagrka. Widok, jak zawsze, budzcy otuch. Dopty, dopki dziaa garkotuk.

Nie nio si jej nic. Silver obudzia j przed pnoc i beznamitnie obserwowaa ziewnicie, po ktrym Kin omal nie przeskoczya szczka. - Co si wydarzyo? - Godzin temu odezwaa si sowa. - Silver zastanowia si. - Krcio si te w pobliu kilka nietoperzy. Poza tym cisza i spokj. Pooya si, a po chwili donone chrapanie oznajmio Kin, e jest zdana sama na siebie. Ksiyc wci by zbyt czerwony, za to gwiazdy wieciy owym gbokim blaskiem charakterystycznym dla rodka nocy. Trawa, cika od rosy, szelecia cicho w rytm jej krokw, gdy odchodzia od dogasajcego ogniska. Nawet o tak pnej porze wida byo zielonkaw granic midzy dyskiem a niebem lekko podwietlon od dou przez niewidoczne soce. Poza tym czu byo rozdeptany tymianek, a wok latay sobie my. Pniej parokrotnie zastanawiaa si, czy nie zasna na stojco, ale gdy na szczycie wzgrza rozlega si cicha muzyka, wszystko wok wygldao tak samo, nawet zielonkawa granica na umownym zachodzie. A muzyka sprawiaa dziwne wraenie, jakby brzmiaa od zawsze. Bya prowokujca i urokliwa, zupenie jakby mwia o tym, czego nigdy nie byo, a co by powinno. Mona by rzec, i bya to wydestylowana muzyka. Nie budzc towarzyszy, Kin zacza wspina si na wzgrze. W mokrej trawie zostawiaa ciemne lady. Oczyma wyobrani widziaa t muzyk jak co ywego,

opywajcego wzgrze i gincego w ucichym nagle lesie. Powiedziaa sobie, e zawsze przecie moe zawrci, i sza dalej. Dopiero gdy znalaza si w pobliu szczytu, dostrzega elfa siedzcego na poronitym mchem kamieniu. Siedzia podwietlony zielonkaw powiat, ze skrzyowanymi nogami, pochylony i skupiony nad piszczakami. Stana jak wryta, niezdolna do ruchu, mimo e resztki zdrowego rozsdku wyy rozpaczliwie, e to, co siedzi, to olbrzymi insektoid przypominajcy skrzyowanie czowieka z karaluchem, a to, co wyglda jak ostro zakoczone elfie uszy, w rzeczywistoci jest czukami. Muzyka nagle si urwaa. - Nie...- jkna. Trjktna gowa odwrcia si ku niej i przez chwil Kin spogldaa w par wskich, byszczcych oczu bardziej zielonych ni poblask na horyzoncie. Potem rozleg si syk i cichy tupot stp po trawie zakoczony szelestem lici. Noc zamkna si ponownie niczym jedwab.

8
Rankiem wznieli si ponad puszcz, kierujc si ku rodkowi dysku i pozostawiajc smugi kondensacyjne we wznoszcych si znad ziemi mgach. Widoczny na horyzoncie sup dymu przypomina palec ostrzegajcy przed sdem. By te na tyle gsty, e rzuca cie. - Nie wiem jak tubylcw, ale mnie przeraa - stwierdzia Kin. - Powinnimy byli wysadzi statek. - To ich planeta go uszkodzia - przypomnia Mar-co. - Wic to ich problem. Lasy ustpiy polom, wrd ktrych z rzadka pojawiao si co ywego. W kocu dostrzegli czowieka idcego za pugiem cignitym przez woa - wielkoci mrwki. Gdy ich cienie pady na niego, on pad na kolana. Wrd pl biega bita droga prowadzca przez skupisko chat, przez rzek i ponownie znikajca w puszczy. - Nie wyglda na technika planetarnego - ocenia Kin. - Wyglda, jakby mia si wanie zesra ze strachu - uzupeni Marco. - Ale kto zbudowa ten dysk.

niadanie zjedli na wychodzcym na morze urwisku. Marco obserwowa uwanie wod, w kocu spyta: - Kin, gdyby ty to budowaa, jak by zrobia przypyw? - Pod dnem morza umieciabym dodatkowy zbiornik i wypuszczaa wod o okrelonych porach doby. Dlaczego pytasz? - Bo ten przypyw jest cholernie durny: zatopi drzewa do poowy... Co ci si stao?! Co ci zaatakowao? - Owszem. I im szybciej bd moga wzi spokojn, gorc kpiel, tym lepiej! Aha, z mydem! Obowizkowo z mydem, bo od Grenlandii mam sublokatorw. Marco zamruga gwatownie, nic nie rozumiejc. Kin westchna i wyjania: - Wszy. To takie upiornie irytujce pasoyty. Mam gdzie Prawo o Wymarych Gatunkach i przy pierwszej okazji wytuk to cholerstwo do ostatniego! - Aha... a w skafandrze raczej trudno si dobrze podrapa. - W ogle si nie da!

Silver chrzkna znaczco i dodaa: - Te bym nie miaa nic przeciwko duszemu postojowi w celach napraw higienicznych. Marco w kocu zgodzi si na postj w pniejszej porze dnia - gdy Kin zagrozia, e w przeciwnym razie wylduje przy pierwszym budynku wygldajcym na gospod.

- Kierujemy si nad Niemcy - odezwaa si nagle Silver. - To niedobrze. - Dlaczego? - spyta Marco. - Bo to jedno wielkie pole bitewne: Dunowie prcy na poudnie spotkali tam Madziarw dcych na zachd i Turkw pchajcych si wszdzie. A na dodatek Germanie lubili walczy ze wszystkimi. Przynajmniej tak twierdzi historia. - A kto mia lotnictwo? - Przecie to bya prymitywna... - A to by art. Kin swdziao coraz wcieklej - z tsknot spogldaa na przesuwajce si w dole morze, tote pierwsza zauwaya przewrcon d, ale znajdowaa si ona tak daleko z boku, e nie moga dojrze szczegw. I pierwsza te zauwaya rozet - z gry wygldao to tak, jakby na falach rozkwita wodny kwiat o zielonych i obramowanych biel patkach. Gdy obniyli lot, wyranie dao si zauway olbrzymie iloci wody wyskakujce nad powierzchni co par sekund i tworzce wzr kwiatu. Dalej rozchodziy si wysokimi, kontynentalnymi falami przy wtrze rozgonego syku. - Pompa pywowa - oceni Marco i ruszy w dalsz drog.

Po godzinie przelecieli nad pla, za ktr cigna si szachownica pl, a potem las i mae, prymitywne miasteczko. - Warowni rozpoznaem. - Marco wskaza kwadratow budowl wysok na kilka piter. - Ale co to jest to drewniane? - Podgrzewany basen? - zaproponowaa Kin. - Nie patrz tak na mnie: Remanie mieli gorce anie. - Romanie - poprawia Silver.

Marco mrukn co nieyczliwie i polecia przodem. - Po co ten popiech? - zdziwia si Kin. Zamiast odpowiedzi, wskaza sup dymu robicy wraenie nawet z tej odlegoci. - Silver uwaa, e na dysku lada chwila moe wybuchn masowa histeria. Jak mylisz, co wtedy zrobi z nieznanym, co lata po ich niebie?

Wyldowali w lesie mieszanym, z dala od jakichkolwiek ladw ludzkiej bytnoci, przy strumieniu, ktrego szeroki nurt pyn leniwie midzy niskimi, piaszczystymi brzegami. Kin rozebraa si, ledwie stana na ziemi, ale Silver bya szybsza: zdja skafander, wykopaa du dziur w piasku i zaprogramowaa garkotuka na najmniej skomplikowan funkcj, w wyniku czego z wylotu do dziury trysna ciepa woda. Zaraz potem w dziurze pluskaa si radonie Kin. Nieszczliwy Marco sprawdzi brzeg i znikn na poronitym drzewami stoku. Wypad stamtd po kilku sekundach. - Wynosimy si! - oznajmi kategorycznie. - Tam jest droga! Silver spojrzaa na Kin, wzruszya ramionami i poczapaa midzy drzewa. Wrcia po dobrej chwili. - Jest saby odr ludzi - poinformowaa - ale to leny szlak i w dodatku peno tu rolin. Obie spojrzay nieyczliwie na kunga. - Ludzie go uywaj, a ludzie w tej okolicy maj przy sobie bro. - Prymitywn - dodaa Ka. - Gwnie siekiery. W dodatku chroni nas przesdy. Na twojej planecie s lasy pywowe, prawda? - Jak rozumiem, s. - A jaka byaby reakcja zwykego, prostego kungijskiego chopa, ktry w takim lesie spotkaby obce, przeraajce potwory? - Zaatakowaby je natychmiast i zabi albo sam zgin! - Cholera, fakt - przyznaa z niesmakiem. - Na szczcie ludzie si tak nie zachowuj. Nie ma si wic czego ba. Kiedy skoczya si pluska i my, a trwao to naprawd dugo, zaja si przepierk. Silver natomiast poszukaa w dole strumienia wystarczajco gbokiej jamy, w ktrej panowaa przyjemna lodowata temperatura, i zanurzya si tam z ukontentowaniem. Marco odpry si na tyle, eby obmy stopy. Musia do tego celu

wej do wody, w ktrej nagle co si poruszyo, tote sykn przenikliwie i wyskoczy na pla gotw do walki. Kin obserwowaa go, wytrzeszczajc oczy, po czym szybkim ruchem zapaa powd zamieszania- ma, t abk, i pokazaa mu j bez sowa. Marco przyjrza si obu z uraz i Kin nie wytrzymaa, parskna szczerym miechem. Kung sykn ostrzegawczo, odwrci si i odmaszerowa wzdu brzegu. Kin miaa si serdecznie, dopki nie zabrako jej powietrza. Wiedziaa, e to nieuczciwe, bo kungowie byli pozbawieni poczucia humoru, nawet wychowani na Ziemi. W kocu jednak uspokoia si, wypucia ab i popyna gbiej w d strumienia. Strumie by szeroki, czysty i na tyle leniwy, e rosy w nim te lilie wodne, a gdy zanurkowaa, uciekay przed ni awice rozmaitych ryb. Dryfowaa powoli w zocistobrzowej wodzie pomidzy odygami lilii, poruszajc si jedynie dziki minimalnym ruchom doni i stp i obserwujc czerwone we i mae rybki gonice w pcieniach rzucanych przez rolinno... Wynurzya si w fontannie piany w samym rodku kpy kwiatw, wytrzsajc wod z wosw i uszu. ucznicy byli dobrze wywiczeni: groty omiu strza wycelowanych w ni dygotay tylko troch, co skutecznie przekonao j, by nie nurkowa. Refrakcja czy nie, mieli du szans zrobi jej krzywd nawet pod wod. ucznicy mieli na sobie samodziaowe tuniki jednolitej barwy, kolczugi i przypadkow zbieranin uzbrojenia ochronnego. Wszyscy jednak mieli hemy i przygldali si jej bkitnymi oczyma. - ...i nie rb niczego gupiego! - poleci nagle syszalny w suchawce gos Marca. - Musimy to zaatwi ostronie, bo jest za dua szansa, e ci trafi. Kin powoli rozejrzaa si. Na brzegach nie byo nic ciekawego poza gstymi kpami trzciny. - Podoba mi si to my" - powiedziaa gono. - To nie gap si nachalnie w krzak o purpurowych kwiatach - doradzia suchawka. Zanim zdya odpowiedzie, przez ucznikw przepchn si niski i krpy mczyzna i wyszczerzy si, spogldajc na ni z gry, jako e brzeg by powyej nurtu. Zbudowany by jak mur i mia ceglan barw, zwaszcza jego cera. Wos i ws byy blond, a wyraz oczu przypomnia Kin, e inteligencja nie zacza si wraz z pocztkiem rewolucji przemysowej. Ubrany by w legginsy, spit pasem tunik i czerwony paszcz - cao

wygldaa, jakby wielokrotnie w niej spano, jeli nie gorzej. Do poznaczon odciskami trzyma na rkojeci miecza, w ktr postukiwa z namysem. Ka zrewanowaa si szerokim umiechem. Stojcy zakoczy pojedynek wietrzenia zbw, przyklkn i wycign do niej do. Na brudnych palcach zalniy piercienie wyranie sugerujce, e pierwotnie naleay do kogo innego. I e to pierwotnie byo cakiem niedawno. Kin przyja podan do z najwiksz gracj, na jak j byo sta, i wysza na brzeg. Powitao j ciche acz zgodne westchnienie, obdarzya wic obecnych kolejnym umiechem, po ktrym cofnli si nie wiadomo czemu o dobry metr, i wyja z wosw jak zapltan lilijk. Urok chwili zepsu Cegowaty zwizym komentarzem, ktremu towarzyszyo stosowne spojrzenie i generalny chichot obecnych. - Poczekaj - rozlego si w jej uchu. - Jeli to acina, to Silver powinna tumaczy. - Tego nie musi mi nikt tumaczy - parskna Kin, czstujc widowni kolejnym umiechem z reklamy pasty do zbw, i podesza do Cegowatego. Ten skin gow i jednego ucznika wymioto w krzaki. Reszta posza w jego lady znacznie stateczniej. Wok garkotuka zastali trzech mczyzn; dwch nosio cikie, szare szaty sigajce ziemi, trzeci, znacznie modszy, ubrany by w jaskrawe i cakowicie niepraktyczne rzeczy. Widzc nadchodzcych, caa trjka cofna si od maszyny, jakby ta kopaa prdem. Modzian dostrzeg Kin, powiedzia co i pospiesznie sign za koszul. Wyj stamtd jaki amulet na acuszku i podszed do niej na sztywnych nogach, trzymajc go jak najdalej od siebie jak bro. Gdy stan, Kin dostrzega szkliste oczy i spocone czoo. Wyczua te, e wszyscy spodziewaj si czego po niej, ostronie wic uja wycignity w jej stron amulet. Para w sutannach omal nie zemdlaa, za to Cegowatego a zgio ze miechu. Modzik gapi si na ni, poruszajc bezgonie ustami. Kin uprzejmie przyjrzaa si temu, co trzymaa w doni. By to drewniany krzyyk z czym, co przypominao figurk akrobaty. Oddaa amulet tak uprzejmie jak potrafia. Modzik zapa go kurczowo, rozejrza si i pospieszy w gr zbocza ku traktowi. Szarzy poszli jego ladem i dopiero wwczas Kin zrozumiaa, dlaczego odskoczyli tak gwatownie od garkotuka - prbowali bowiem wsadzi w jego wylot

miecz. - Prbowali zniszczy garkotuka! - sykna. - Dobra, Kin. Jak powiem kucaj, to kucaj. KUCAJ! Co gwizdno jej nad gow i trafio jednego z kapanw midzy oczy. Bez jku zwali si na ziemi jak koda. - Cape illud, fracturor - usyszaa w uchu gos peen zadowolenia. Cegowaty zapa j za rami i ruszy w gr zbocza otoczony ciasnym krgiem ucznikw rozgldajcych si z obaw po lesie. - Co to byo? - spytaa Kin, prbujc ignorowa szyszki, na ktre cigle nadeptywaa. - Silver rzucia kamieniem. - Podziw w gosie Marco by wyranie syszalny, nawet w zminiaturyzowanej wersji dobiegajcej z goniczka. - Niestety, teraz niewiele moemy zrobi. Ich bro jest mieszna, ale sytuacja nie jest tak grona, by ryzykowa powane zranienie ciebie w razie bezporedniej konfrontacji. - e jak? - Nie chciabym, eby sdzia, e kieruje mn co innego ni rozsdna ostrono. - Nie bd sdzia - obiecaa sabo. - Silver chciaaby z tob porozmawia. Przez chwil syszaa jedynie szelesty i stuknicia, po czym rozleg si gos Silver: - Uwaaj, e jeste jakim duchem wodnym, najwyraniej s tu do pospolite. Tylko e powinna zacz wrzeszcze, jak ci pokazali krzy z podobizn Christosa, a tak zabia im klina. Radz ci okry si jak najszybciej, bo oni tu maj jakie sztywne przesdy dotyczce nagoci. Na trakcie czekao wicej zbrojnych i wicej kapanw. Cegowaty dosiad podstawionego wierzchowca i usadzi za sob Kin, nie odzywajc si sowem. Wyda krtk komend i oddzia ruszy. - Tu ponownie Silver, nie rozpaczaj - rozlego si w uchu Kin. - Nie rozpaczam, tylko zaczynam si uczciwie wkurza. - Wrcilimy nad rzek, Marco zajmuje si cuceniem kapana. - W tle rozleg si cienki wrzask, po czym nagle si urwa. - Kin? - Jestem, a niby gdzie mam by? Do Cegowatego podjecha chyba arcykapan, bo na szary habit zarzucony mia paszcz obszyty futrem i wyglda na wanego. Sprawia te wraenie wciekego.

- Wkrtce dowiemy si wicej o nich - obiecaa Silver. - Gdyby tymczasem znalaza si w opaach, moesz naturalnie rozpocz stosunek seksualny z tym, ktry ci wiezie. Nazywaj go Lothar. Kapan w paszczu zacz nagle wrzeszcze, pokazujc, by zawrci, i posyajc Kin zjadliwe spojrzenia. Lothar odpowiada z rzadka i monosylabami dopki niespodziewanie nie przechyli si w siodle i nie zapa wrzeszczcego za habit. W nastpnej chwili prawie unis go do sioda, warkn krtkie zdanie i wyplu kropk. Podniesiony zamilk i zbiela - albo ze strachu, albo ze zoci. - Nadzwyczaj interesujce - ocenia Silver. W tle jej gosu kto cienko i szybko co mwi - Kin wydawao si, e po acinie. - Garkotuk jest powanie uszkodzony? - zainteresowaa si, by podtrzyma rozmow. - Nie, cho gdyby wepchnli miecz jeszcze z centymetr, trafiliby na lini przesyow piciu tysicy kilo-woltw... Marco, jak on jest nieprzytomny, to nic nie powie, wic lepiej by byo, eby tak czsto nie mdla! Opucili las i skierowali si ku centrum dysku midzy bagnami z jednej, a polami uprawnymi z drugiej strony. Przed nimi wznosi si imponujcy sup dymu, ktrego wierzchoek rozwieway dmce na duej wysokoci wiatry. Wkrtce te dostrzegli grup ludzi wdrujc z przeciwka. Na widok zwartego oddziau odbiegli co prawda od drogi, ale zbrojni bez trudu zapali jednego i przyprowadzili Lotharowi do przepytania. Zapany trzs si ze strachu, wic chwil to trwao. Kin natomiast zacza trz si z zimna. - Silver, jak po ichniemu bdzie: Prawie zamarzam"? - spytaa. Silver przetumaczya, Kin stukna Lothara i powtrzya najwyraniej, jak umiaa. Lothar obrci si w siodle i wytrzeszczy oczy, ale po chwili odpi ozdobn zapink przytrzymujc paszcz i poda go jej. Paszcz, agodnie mwic, mierdzia, ale mimo to Kin owina si nim szczelnie. Kapan w paszczu wymamrota co mao yczliwie. - Powiedzia, e wkrtce oboje was ogrzej ognie piekie - przetumaczya Silver. - licznie, gdzie si nie rusz, zawsze zdobywam przyjaci! - Suchaj uwanie: Wasz oddzia skada si z dwch grup. Jedna to kapani Christosa - Stwrcy, ktrzy s przekonani, e ten sup dymu to znak jego powrotu.

Druga to ludzie Lothara, drobnego arystokraty zajmujcego si rozbojem i upiestwem. Wedug naszego informatora jest te synem Saitana. - Ten Saitan ma w okolicy kup krewniakw - zauwaya rzeczowo Kin. - To dziwaczna religia: wszyscy s li, dopki nie udowodni, e s wici. Nasz informator mwi, e kapani spotkali si z Lotharem i poczyli dla urojonej ochrony w drodze, ale ten czasowy sojusz w kadej chwili moe si skoczy. - Chcesz powiedzie, e oficjalnie bg Lothara wrci, a jego wyznawca myli wycznie o grabiey? - Na pewno te o mordach i gwatach. Teraz jedziecie do wityni na nocleg. Wtedy sprbujemy ci odbi. Teraz si wycz, bo mam rannego do opatrzenia... Ci kapani Christosa s albo bardzo gupi, albo bardzo odwani: ten uderzy Marca. Rezultat moesz sobie wyobrazi. - To jakim cudem on jeszcze yje? - Udao mi si przekona Marca, e chwilowo ywy bardziej nam si przyda, wic tylko poama mu rce.

Pnym poudniem dotarli do miasta, ktrego domy o spadzistych dachach otaczay jaki obiekt religijny, zgodnie z tym, co mwia Silver. Dopiero gdy Lothar posa przodem zbrojnych, by mieczami utorowali drog, udao im si przejecha do tego obiektu przez botniste, pene wozw uliczki. Budowl otacza gony tum ubrany w rne odcienie szaroburego. Obsuga przystrojona bya w wite kolory, a kapana w paszczu powitaa z szalecz zgoa radoci, tak energicznie pomagajc mu zsi, e omal nie cignli go z sioda. Lothar przyglda si temu obojtnie. Kin dostrzega, e jego ludzie utworzyli wok pkole, trzymajc w doniach uki i czsto spogldajc w niebo. Gwny kapan, zidentyfikowany przez Silver jako Otto, po krtkiej rozmowie z nowo przybyym ksidzem pogna gdzie i po chwili wrci, prowadzc kogo chyba znacznie witszego, gdy tum rozstpowa si przed nim. Przybysz by barykowaty i mia zaczerwienione oczy, jakby od pewnego czasu cierpia na bezsenno. Na standardowy strj subowy mia narzucony czerwony paszcz wyszywany w zote wzory, na ktrym widniay plamy zaschnitego bota. Ponuro wysucha relacji Ottona, po czym podszed do konia Lothara i przyjrza si Kin. W kocu uszczypn j

w udo. Kin zdecydowaa si nie kopn go w zby. Byo to tyle rozsdne, ile trudne. Lothar zsiad, przyklkn na jedno kolano i z rk na sercu powiedzia co kwiecicie niczym dowiadczony domokrca. - Niewiele mog pomc - rzeka Silver. - acina to taki religijny wsplny, a oni mwi, jeli si nie myl, po starogermasku, ktrego nie znam. Ten gruby to lokalny biskup, a chodzi o to, czy Lothar ci zatrzyma, czy te bdzie musia odda kapanom. - A co z heroiczn misj ratunkow? Wiesz, czowiek si mczy, tak cigle czekajc w napiciu, a z nieba spadn przyjaciele, walc na olep z laserw i... - Miaam zamiar uy twojego stunnera, ale nie ma go w kombinezonie przerwaa jej rzeczowo Silver. -Musiaa go zgubi koo wia, co zaatwia plan A. Plan B te si nie uda, bo zanim Marco zdyby ci porwa w powietrzu, naszpikowaliby go strzaami, tak zawzicie si rozgldaj po niebie. Smokw si boj czy czego innego? - A plan C? Rozlego si westchnienie. - Marco chce wyldowa jako desant i ci kadego, kto mu wejdzie pod miecz. - To niezy plan. - On jest wariat, a to nie jest plan! Na pnocy maj takie okrelenie: berserker. Zostao wymylone specjalnie dla niego! Tymczasem Lothar zamilk, biskup za przyjrza si najpierw jemu, potem Kin, a w kocu skin rk. Kin zsuna si z koskiego grzbietu, tracc przy okazji paszcz, ktry zsun si samodzielnie. Nim go podniosa i woya, w tumie zapada gucha cisza. Biskup da znak Kin, eby posza z nim, po czym poczapa w stron budynku. Gawied postpowaa w milczeniu za nimi. Midzy witymi budynkami dotarli do stratowanego dziedzica, pogronego ju w pmroku. Cz dziedzica znajdowaa si pod dachem. I bya zakratowana. - Chc mnie zamkn, Silver! Gdzie wy, do cholery, jestecie?! - W lasku w pobliu miasta. Krata nie wyglda na zbyt grub, ale mog j uzna za wystarczajco mocn i zrezygnowa z wartownikw. - Nie wyglda...?! Silver, jakim cudem widzisz krat? - Marco jest w tumie za twoimi plecami i zdaje mi na bieco raport. Tylko si

za nim nie rozgldaj! Biskup stan przed rodkow klatk i otworzy drzwi. Gdy Kin zatrzymaa si przed nimi, co j delikatnie dgno w plecy - by to czubek miecza jednego z ucznikw. Wesza do klatki bez zwoki. Zamek by wielki i masywny, ale prymitywny, za to krata zbudowana bya z bali o rednicy szeciu cali. Ciekawe, co oni tu zwykle trzymali? Pytanie byo z gatunku retorycznych, zreszt i tak nie byoby kogo spyta wszyscy sobie poszli, cznie z gawiedzi. W oddali pozostaa jedynie para ucznikw obserwujcych niebo, a po chwili przed klatk pojawi si kapan, wsun przez bale misk ochapw i uciek. Na niebie rozbysy gwiazdy, a od strony ulicy sycha byo skrzyp wozw i okrzyki. - Silver? - spytaa cicho. Przez chwil w uchu panowaa cisza, nim rozleg si gos: - Jestem, Kin. W dodatku znacznie lepiej poinformowana. Nadal dokadnie nie wiadomo, jaki jest twj status. Lothar zdoa ci uratowa od natychmiastowej egzekucji. Dowiedziaam si take, jaka jest aktualna sytuacja na dysku, chcesz usysze? I tak ci nie odbijemy, zanim zrobi si zupenie ciemno: ucznicy na pewno nie widz w mroku tak dobrze jak Marco. - No to mw, moe si pomiej. - Kin powchaa zawarto miski i odstawia j zdecydowanym ruchem. Wygldao i mierdziao tak, jakby ju kogo przyprawio o ostr niestrawno. - Wszystko to jest wielce interesujce: ot mieszkacy s zdania, e albo nastpi powrt Christosa, albo koniec wiata, albo te jedno i drugie. Najpierw niebo pono, czyli wrak naszego statku, i byy na nim dziwne znaki, a teraz ten dym. Przebywajcych w miecie mona podzieli na dwie kategorie: przybyszw, ktrzy spiesz na miejsce wydarzenia, i uciekinierw z jego okolic. - A dlaczego uciekaj? - Bo to strasznie wybredny bg. - Skd to wszystko wiesz? Nastpia cisza i dopiero po chwili Silver zadaa: - Przyrzeknij, e jeli wrcimy, nie zdradzisz systemu zbierania informacji, jaki opracowalimy. Naraziabym si mocno midzyplanetarnemu komitetowi do spraw antropologicznych procedur badawczych. - Przyrzekam - przyrzeka Kin.

- Marco daje w eb obiecujco wygldajcemu obiektowi i przylatuje z nim tutaj. A potem obija go, dopki ten nie powie wszystkiego, o co go pytam. - Skuteczniejsze od rysowania na piasku? - zachichotaa Kin. - Znacznie. Przy wejciu na dziedziniec zaczo si jakie zamieszanie. Mimo pmroku Kin dostrzega grup zbrojnych prowadzcych jak posta - znacznie od nich wysz i poruszajc si skokami. Gdy zbliya si do klatek, okazao si, e ma humanoidalny ksztat, co najmniej trzy metry wzrostu i czarne skrzyda wielkoci szanujcego si przecierada kade. Po zachowaniu sdzc, nie bya zbyt odwana, cho miaa mocno rozwinite muskuy, a Kin wydawao si take, e jest pokryta usk. Na wszelki wypadek odsuna si od przegrody, gdy stworzenie wepchnito do ssiedniej klatki. Wtedy te dostrzega, e przybysz ma par niewielkich rogw i paajce zielone oczy, ktre zwziy si, gdy j dostrzeg. Zbrojni cofnli si po zatrzaniciu drzwi. Stwr eksperymentalnie potrzsn nimi, mrukn zawiedziony i siad w przeciwlegym kcie, obejmujc kolana ramionami. Kilku zbrojnych wrcio, niosc co niewielkiego, ale ostro si wyrywajcego. Kiedy podeszli bliej, Kin dostrzega, e jest to istota tego samego gatunku co widziana noc na wzgrzu - po czci czowiek, po czci zwierz i po czci owad. Gdy jeden z nioscych zwolni chwyt, by otworzy klatk, szamoczcy si stworek gwizdn przeraliwie i chlasn go przez pier grn, zakoczon pazurami koczyn. Mczyzna upad, a istota uwolnia si, kopna drugiego w brzuch odnem zakoczonym kopytem i zatopia zby w ramieniu trzeciego, ale zapano j ponownie, nim przestaa gry. Zraniony podnis si i zdzieli j z pobrotu w eb, czemu towarzyszy specyficzny odgos jak przy rozdeptywaniu uka. Przestaa si szamota i wrzucona do klatki lega nieruchomo na pododze. Zbrojni odeszli od klatek, lecz nie opucili dziedzica, zajli si natomiast rozpaleniem ogniska. - Silver, na dziedzicu jest z tuzin uzbrojonych stranikw - powiedziaa zaniepokojona Kin. - Marco nie ma szans si tu przebi. - Warta jest ze wzgldu na twego towarzysza, a Marco ma plan. Prawd mwic, nawet dwa. Jeli pierwszy si nie powiedzie, chce wysadzi garkotuka. - To nas wszystkich wykoczy i zostawi dziur rednicy mili! - Owszem, ale wygramy, Koniec cytatu z kunga.

Nigdy nie doszo do wojny midzy ludmi i kungami, nie liczc kilku drobnych star na pocztku kontaktw, o ktrych zapomniaa ju i dyplomacja, i historia. By to szczliwy zbieg okolicznoci, gdy kungowie nie znali takich poj jak: podbj, aska, jecy, czy zasady prowadzenia wojny, ludzie natomiast growali nad nimi technik. Marco by skaony zasadami ludzkiego mylenia, ale... - On mwi powanie? - Chyba tak. Myl, e jest miertelnie przeraony. Poza tym mam wasny plan. - Wspaniale, uwielbiam wysuchiwa planw - mrukna Kin, wiadoma, e ssiad nie spuszcza z niej wieccego spojrzenia. - Uoyam noc mow. Kiedy zbliy si do ciebie kapan, wyrecytujesz j. Suchaj uwanie: jeste etiopsk ksiniczk, ocala z napadu na orszak. Pozostaych wybili zbje. dasz uwolnienia jako christerka dewotka. Twj ojciec te jest tej wiary, a poza tym on jest krlem i powanie si fizycznie zdenerwuje, kiedy usyszy, jak ci tu traktuj. - Nieco to pokrtne - ocenia Kin, zastanawiajc si wanie, z czego ssiad ma koci ng, e przy tym wzrocie nie ami si jak patyki. - Kin Arad - odezwa si nagle skrzydlaty. Kin podskoczya. Nic poza ni si nie poruszyo - skrzydlaty demon wci siedzia skulony i cho nie bya pewna, nie wydawao jej si, by poruszy ustami. - Jestem Kin Arad - potwierdzia gono na wszelki wypadek. - Jakie jest twoje dominium? - pado kolejne pytanie w doskonaym wsplnym. - Nie bardzo rozumiem, co masz na myli. - Jestem Sphandor z dominium Agliera. Nie potrafi okreli twego dominium czy te miejsca. - On chyba gada w shandyjskim - odezwaa si Silver. - Mw. Jestemy partnerami w potrzebie? - Ja go sysz we wsplnym - odpara Kin. - I wydaje mi si, e to jaka odmiana telepatii, bo nie porusza ustami, a jak porusza, to niewaciwie. - Nie mamrocz! Mylisz, e nie wiem o stworzeniach, z ktrymi rozmawiasz, uywajc mocy byskawic? To mylcy niedwied i wyprostowana aba o czterech rkach. I urzdzenie przygotowujce jedzenie lepiej, ni potrafi to huictiigraras. - Czytasz w moich mylach?!

- Oczywicie, e czytam, idiotko! Cho to nieatwe: jeste z tego wiata, ale i nie jeste. Nie naleysz te do Bractwa Przekltych, a zapali ci Rozmodleni. - Niech gada - polecia Silver. - Christerzy myl, e jestem duchem wodnym. - Duchy nie potrafi mwi i maj nisk inteligencj, wszyscy o tym wiedz! Podobnie jak to tu! - kopn lecego na pododze stworka, ktry pisn cienko. - Jest ranny. Moemy jako mu pomc? - zainteresowaa si Kin. - A dlaczego mielibymy? To ledwie wie, e yje. Elfy mno si jak muchy w lasach. Uwaasz, e adnie graj, ale robi to bezmylnie: zupenie jak koniki polne. Sdz, e masz co wsplnego z eksplozj, jaka wytrcia mnie trzy dni temu z powietrza. - No tak... widzisz, by taki latajcy dywan i... - Statek kosmiczny wacy trzy tysice ton - zgodzi si Sphandor. - Uderzy z prdkoci czterystu mil na godzin. - Rozumiesz, co znacz te sowa? - Nie, ale ty o nich mylaa. Z powietrza wytrcia mnie fala uderzeniowa i zwizali mnie, bo nie zdyem odlecie. Jeli odzyskam wolno, poobrywani im uszy! Demon musia by z probwki - tego Kin bya pewna: nic takiego nie mogo naturalnie wyewoluowa, tym bardziej e aby by zdolny do lotu, musiaby mie puste wewntrz koci jak ptak, a te nie utrzymayby masy ciaa. Musiaa go o to wypyta, ale pniej. - Chc std uciec - powiedziaa. - Silver. W uchu panowaa cisza. - Ja te, ale jest to niestety niemoliwe. Jutro staniemy przed sdem biskupim i ja na pewno zostan skazany na mier. - Bd tracili czas na sdy, uwaajc, e nadchodzi ich bg? - Wanie to jest dodatkow motywacj wykonywania tego, co uwaaj za swj obowizek, Kin Arad. - A za co ci ska? - Jestem Sphandor! Roznosz artretyzm i reumatyzm, nie mwic o blach krzya. Powoduj zarazy zb i poronienia krw. Mwi, e paskudz rzeki i ciskam ponce kamienie. - A robisz to? - Chyba tak. Na pewno zawsze chciaem.

Kin spojrzaa w stron ogniska - wartownicy rozeszli si, ale wyranie byo wida ich sylwetki - wszyscy zgodnie obserwowali zachodzce soce i inne obszary nieba. - Uwaaj, e moi bracia mnie uwolni - wyjani Sphandor. - Akurat!

9
Kin obserwowaa mimochodem, e jaki kapan wszed na dziedziniec, niosc tac z jedzeniem. Zacza obserwowa uwaniej, gdy podszed do jeden z wartownikw, wzi z tacy misk i nagle zesztywnia, po czym zwali si bezgonie. Trzecia rka trzymajca miecz cofna si pod szat, a do lecego podbiegli inni, zwabieni krzykiem kapana. W krgu uzbrojonych ludzi eksplodowa ywy granat. Dwch wartownikw pado natychmiast, dwch innych zdoao odbiec par krokw, cho w ich piersiach tkwiy ju noe, a w powsta luk wpad Marco, wyjc radonie jak szalona hiena, i zacz szerzy mier i zniszczenie za pomoc broni biaej, kungijskiego digitsju i lepej furii. ucznicy, ktrzy nie przyczyli si do zbiegowiska, zaczli strzela, ale bez rezultatu. Sphandor zachichota. Nie majc ju w pobliu ywego przeciwnika, Marco wznis okrzyk bojowy swej rasy i skierowa si ku najbliszemu ucznikowi. Ten wypuci strza, ktra trafia kunga w pier z tak si, e a si zakoysa. ucznik wci wpatrywa si w strza osupiaym wzrokiem, gdy para silnych doni zapaa go za gardo, a druga rozwalia czaszk. Pozostali na nogach wartownicy zgodnie rzucili bro i pognali ku wyjciu. - Marco! - wrzasna rozpaczliwie Kin. - Klucze! Znajd klucze! Marco spojrza na ni ogupiay, zerkn w gr i uskoczy. Z nieba spyn biay ksztat cigncy za sob garkotuka. Silver wyldowaa leciusieko niczym pirko, Marco za oprzytomnia na tyle, by wyrwa sobie z piersi strza. Oglda j teraz z lekkim zaciekawieniem. - adne - stwierdzi Sphandor. Silver ocenia bale tworzce krat. - Nie lubi niszczy prywatnej wasnoci - sarkna -ale najwaniejszy jest popiech. Cofna si par krokw i z krtkiego rozbiegu staranowaa bale ramieniem. aden nie wytrzyma. Kin przeskoczya przez drewniane szcztki, a Silver wskazaa Sphandora. - Co z nim robimy? - Bagam! - odezwa si demon.

- Wypuszczamy. - Kin woya kombinezon. - Niech sobie roznosi t sraczk czy co tam, gdzie mu si ywnie podoba. - A roznosi? - zainteresowaa si Silver. - Zawsze sdziam, e to zabobon i mit. - Ten tu jest podobno ruchomym nosicielem wszelkich zaraz. - To dlaczego chcesz go wypuci? - Bo moemy si od niego duo dowiedzie. Gdyby miaa skrupuy, to przypominam ci, e Marco wanie wyrn wasnorcznie z dziesiciu chopa, a ty braa udzia w molestowaniu obiektw bada! Silver przemylaa to. Nastpnym kopem z pobrotu rozwalia bale drugiej klatki. - Jak ju by zym, to do koca - podsumowaa zadowolona. Nim demon wydosta si z klatki, Marco pokaza mu wymownie dwa noe gotowe do rzutu. Wok rany na piersiach mia wspomnienie po rowej krwi. By moe martwy ucznik zastanowiby si, co robi, gdyby wiedzia, e kungowie w szale bojowym dosownie pywaj w regeneracyjnych enzymach. Na ludziach zawsze wraenie robi widok ran zasklepiajcych si na przeciwniku w trakcie walki. - Nie ufam mu - warkn Marco. - Silver, ap go! Silver zapaa demona za ogon i drug rk zarzucia mu na szyj wczeniej przygotowan ptl. Nie spotkao si to z jego zrozumieniem. - Ty zawszona, rozkadajca si kupo... - Zamknij si! - poradzi mu Marco, biorc od Silver drugi koniec linki. Wszyscy gotowi? To ruszamy, bo ci tam przestan si wreszcie ba. Caa trjka wzniosa si bez problemw, ale Sphandor ani drgn. Pocignity przez wiszcego pidziesit metrw nad nim Marca wyjani: - Bez rozbiegu nie polec. Kung ruszy do przodu, a demon niej, w lad za nim, da par susw, machajc zawzicie skrzydami, czemu towarzyszya chmura kurzu. Po kolejnym skoku jednak zawis nieruchomo i machajc ile wlezie, unis si dostojnie w powietrze na podobiestwo przeronitej czapli. Kiedy znalaz si na tej samej co pozostali wysokoci, tylko o sto metrw dalej, zapa oburcz link i wrzasn tryumfalnie: - egnajcie, durnie! - I szarpn. Marco w wczonym na pen moc stabilizatorze skafandra nawet nie drgn,

unoszc si na drugim kocu linki. A kiedy zaczai j zwija, adne rozpaczliwe machanie skrzydami nic nie dao. Kung docign go na jakie dwa metry od siebie i spyta cicho: - Podobno umiesz czyta w mylach...? - Ale tylko te goniejsze, panie... - To poczytaj moje. Po chwili Sphandor poszarza ze strachu. Ju nie stawia oporu, gdy Marco pocign go za sob. I tak zreszt lecieli wolno, gdy skrzyda demona dziaay niczym gigantyczne hamulce aerodynamiczne. Ich waciciel szybowa za reszt pijanym kursem i kl ca trjk, a powietrze jczao.

Wichry w grnych warstwach atmosfery rozwiay ju dym, tworzc poszarpany grzyb, i jeli nie liczy dobiegajcych z tyu przeklestw, ktrymi Sphandor sypa jak z. rkawa, panowaa cisza. Marco prowadzi, Silver i Kin leciay w milczeniu nieco z tyu. W kocu co chrypno w suchawkach skafandra Kin. - Tu Silver, nadawaj tylko na czstotliwoci czwartej, to Marco nie bdzie sysza naszej rozmowy. Bo wydaje mi si, e chcesz mi co powiedzie. Kin przeczya si na wskazan czstotliwo. - On ich po prostu zmasakrowa! - wybuchna. -Nie mieli cienia szansy! - Fakt, byo ich tylko dziesiciu na jednego. - Chodzi mi o to, e oni nie spodziewali si kunga! A jemu sprawiao to przyjemno! Widziaa go, zabi nawet uciekajcych, ktrych zdoa dogoni. Ich jedyn win byo to, e znaleli si na jego drodze! To nielu... - Cakowicie - zgodzia si spokojnie Silver. Nim doszo do pierwszego kontaktu ludzi z kungami, czowiek zetkn si ju z ras shandw, ktre - jeli nie liczy Rozgrywki - nie uznaway wojny, a histori rasy ludzkiej traktoway jako niesympatyczny horror. Dlatego te pierwszy statek, jaki wyldowa na planecie kungw by nie uzbrojony. Wyrnicie picioosobowej zaogi przekonao ludzi, e w skali galaktycznej s agodn i miujc pokj ras. Moe byo warto... - Wydaje nam si, e si wzajemnie rozumiemy-odezwaa si Silver. - Razem jemy, handlujemy, mamy przyjaci nalecych do innych ras, ale to wszystko jest

moliwe jedynie dlatego, e nie w peni si rozumiemy. Studiowaa ziemsk histori, sdzisz, e potrafisz zrozumie, jak myla japoski samuraj tysice lat temu? A przecie w porwnaniu z Markiem czy ze mn to twj brat bliniak. Kosmopolita w praktyce oznacza tu tylko galaktycznego turyst, zdolnego porozumiewa si wycznie w najprostszych kwestiach. Pochodzimy z rnych wiatw, rnych rodowisk i rnych kultur. I zawsze tak bdzie. - Jeli ten latajcy rzeczywicie potrafi czyta w mylach, to nic dziwnego, e Marco napdzi mu stracha. - O czym wy tyle czasu gadacie? - na oglnym kanale rozleg si podejrzliwy gos Marca. - O eskiej higienie - odpalia Silver. - Nie powinnimy czasami wyldowa? Przydaoby si przesucha to stworzenie. Racja. Poszukam odpowiedniego miejsca. Przepraszam, e wam przeszkodziem. - W suchawkach klikno i Marco si wyczy. Rozlego si za to co, co mona uzna za chichot shanda. - Jeszcze jedno - powiedziaa Silver, gdy przestaa haasowa. - Kruki to najpopularniejsze ptaki na Ziemi? - Nie bardzo. A dlaczego pytasz? - Bo jeden cigle znajduje si w zasigu wzroku, odkd opucilimy Eiricka. Czasami leci z tyu, czasami obok. - To moe by przypadek. - Kin, czasami lecielimy ponad sto mil na godzin! - I on nam dotrzymywa kroku?! - Tak. Tylko si nie rozgldaj, bo i tak nic nie zauwaysz: trzyma si poza zasigiem ludzkiego wzroku. Zauwayam go par razy przypadkiem, dopiero potem zaczam go obserwowa. Wydaje mi si, e mamy do czynienia z latajcym robotem. - Na statku by kruk - powiedziaa wolno Kin. - Wydosta si z klatki, pamitasz? A wczeniej zjawi si nie wiadomo skd chyba na stacji Linii na Kung. Tylko e zabilimy go prni... - A zabilimy? Przelecieli nad wiosk, w ktrej poruszay si jedynie pomienie jakiej poncej chaupy i Marco przekaza Kin link, by z lotu koszcego sprawdzi zabudowania. Sphandor zawis w powietrzu, ciko machajc skrzydami. Kin miaa

wreszcie okazj przyjrze mu si za dnia. Nie ulegao wtpliwoci - to nie jej si w oczach mio, naprawd demon mia rozmazane brzegi. - Te to widz - odezwaa si Silver. - Jakby by lekko nieostry. Dziwne. Sphandor przyglda im si z wyrzutem. - Chcecie mnie zabi! - zaskomla. - Nie chcemy, jeli nie bdziesz prbowa wyrzdzi nam krzywdy - wyjania Kin. - Ten chudy z rkami jak Kali chce zaraz mnie zabi. - Nie tylko ciebie, on ma takie podejcie do wszechwiata jako caoci pocieszya go Kin. - Nie pozwol mu ci skrzywdzi. - Skoni Beritha, by da ci zoto! Przywoam Tresolay, by uczyni ci jeszcze pikniejsz, a... Marco wyldowa na botnistym poletku, ktre gdyby nie znajdowao si porodku wioski, nigdy nie awansowaoby do miana placu. - Pusto - zameldowa. - Jeli nie liczy trupw. Ldujcie. Sphandora przywizano do supa w czym, co byo wioskow kuni. Kin, korzystajc z okazji, dotkna delikatnie jego skry - demon zdawa si wibrowa niczym yrandol w filharmonii, skra za pokryta usk, w dotyku przypominaa naelektryzowane futro. Zaja si rozwizaniem zagadki wygldu Sphandora, siedzc w cieniu i przygldajc si, jak Silver rozbebesza garkotuka, posikujc si instrukcj obsugi wyjt z jego szuflady.

Kin obudzia si, gdy soce stao ju wysoko, a komponenty garkotuka znalazy si na podjedzie do kuni. Silver do poowy tkwia we wntrznociach urzdzenia. Sphandor podskakiwa niecierpliwie w pobliu, cigle uwizany do supa, i podawa jej narzdzia. W pewnym momencie poda jej lutownic zrobion z miedzianego drutu i stali, rozgrzan w palenisku. Zrobi to, apic za rozgrzany do czerwonoci koniec, po ktry sign midzy biae od aru wgle. W jej wycig nit do wsun w miar chodny koniec. - Wanie zapa rozpalone elazo za cieplejszy koniec - poinformowaa j Kin. Silver spojrzaa na ni tpo, przeniosa wzrok na Sphandora, potem na to, co trzymaa w garci, a w kocu na Kin. Wzruszya ramionami i wrcia do pracy,

sprawiajc wraenie niezwykle zajtej. - Demony z zasady s nieczue na gorco - oznajmia, nie wychylajc si z wntrznoci maszyny. - Co z garkotukiem? - Drobne uszkodzenie, ale znasz zoliwo przedmiotw martwych: trzeba go do poowy rozebra, eby mc doj do potrzebnego przewodu. Prawie skoczyam. Kin wstaa, przecigna si i wysza na plac. Przypomniaa sobie ostatni rozmow i spojrzaa w niebo. - Siedzi na tym kamiennym budynku za tob - poinformowaa j Silver, nie podnoszc gowy. - Mylisz, e to jaki elektroniczny szpieg? - Tak wanie myl. - A gdzie jest Marco? - spytaa Kin, rozgldajc si wok. - Najwyszy czas przesucha tego tam nieostrego. - Protestuj! Silver zabraa si do skadania maszyny, co szo jej znacznie szybciej. Powiedzia, e si rozejrzyodpara, nie przerywajc pracy. Poinformowaam go o kruku. - Szkoda, teraz bdzie kombinowa, jak go zapa. Sphandor moe nam wicej powiedzie... choby o teleportacji. Silver zaoya ostatni panel i przyjrzaa si uwanie demonowi, ktry wyranie skurczy si w sobie. Podesza bliej, wic bezskutecznie prbowa schowa si za sup. W kocu wzia elektroniczn lup znajdujc si w zestawie narzdzi garkotuka i starannie obejrzaa skr przeraonego demona. - Wnioskowanie godne najwyszej pochway - ocenia. - Jak na to wpada, Kin? - On nie ma prawa lata nawet przy tej muskulaturze, a ju na pewno chodzi: powinien mie nogi jak so przy tej wadze. Jeli doda si do tego wibracje i rozmycie brzegw... Silver wyczya elektrolup. Rozmycie jest prawdopodobnie efektem ubocznym rozregulowania teleportera - powiedziaa z namysem. - Zgrabne, musz przyzna. Prawd mwic, Kin, dysk jest niewany: to tylko zabawka, cho grona. Ale to zupenie inna sprawa. To jest co, co ze wszech miar warto byoby mie.

- Te tak sdz. Dlatego naley odszuka Marca!

Znalazy go po duszej chwili w dominujcej nad wiosk kamiennej budowli z kwadratow wie. Marco sta nieruchomo niczym posg w pobliu wejcia, trzymajc w dwch doniach dugie wieczniki. - Co to za miejsce? - spytaa Kin, spogldajc na pogrony w pmroku sufit. - witynia, jak sdz. Zastanawiaem si nad zbadaniem wiey, ma wewntrz schody - odpar nienaturalnie radonie, przygldajc si jej dziwnie. Widok z gry powinien by tego wart i moglibymy zaplanowa cig dalszy dzisiejszej podry bez uywania i tak sabych zasilaczy. - Jak to sabych? Przecie... - Kin zamilka, widzc gwatown gestykulacj wolnych koczyn kunga. - Musimy oszczdza energi! - oznajmi, a echo poszo. - Przyoy palec do ust, nakazujc im milczenie. - Silver, zosta tu - poleci. - Chc pokaza co Kin. Nim zdya si ruszy, powstrzyma j gestem. Sam ruszy, z wpraw operujc lichtarzami tak, e uzyska dwik do zudzenia przypominajcy kroki dwch osb po kamiennej posadzce. Kin bya pewna, e tym razem zwariowa do reszty. Silver natomiast umiechaa si lekko. Marco wrci, wci stukajc wiecami. - Dobra, chodmy na wie - zaproponowa. - Tdy. Wrczy Kin lichtarze i wskaza przeciwlegy koniec korytarza, a sam bezgonie podszed do drzwi i rozpaszczy si na cianie w ich pobliu. - No, to chodmy - powiedziaa sabo Kin, machajc zawzicie lichtarzami. - Wiesz, Marco, dowiedziaymy si czego ciekawego - odezwaa si nagle Silver, z rozbawieniem obserwujc pantomim Kin. - Czego? - spytaa zaraz potem gosem kunga. - Wiesz, e bez skutku prbowano teleportacji jako sposobu transportu? Zdaje si, e na dysku rozwizali ten problem. - Co chcesz przez to powiedzie? - Kin to zauwaya, niech ci opowie. Kin zdecydowaa, e nie ma wyjcia, bo inaczej oboje stwierdz, e zwariowaa. - W teorii teleportacja powinna dziaa - wyjania. -To logiczne rozwinicie

zasady dziaania warstwiarki czy garkotuka. Kompania powicia tej kwestii mnstwo czasu i pienidzy i jak dotd bez efektu. Uda si jedynie mniej wicej dwumilisekundowy teleport, i to z wykorzystaniem olbrzymiej iloci energii, a potem obiekt wrci w to samo miejsce. - Syszaem o tym - stwierdzia Silver gosem kunga. - Zupenie jakby prbowaa rzuci pik przyczepion gum do rki. - Wychodzi na to, e s jakie nie znane nam prawa nakazujce przebywanie obiektom w przewidzianym punkcie czasoprzestrzeni. - A co to ma wsplnego z demonem? - To, e on jest teleportowany okoo stu razy na sekund, dziki czemu moe pozostawa tutaj mimo byskawicznych powrotw tam, czyli w miejsce wysyki. Wanie w ten sposb moe lata: wystarczy, e przesuwaj lekko miejsce teleportacji. Widzi i syszy wszystko, co si tu dzieje, mona go nawet dotkn, ale tak naprawd go tu nie ma. Pojcia nie mam, dlaczego pozostaje przywizany... Kin zamylia si. - W kadej chwili mogli go przecie przesun poza ptl... - W takim razie im szybciej wrcimy... Co wrzasno. Kiedy zdyszane dopady drzwi, Marco czwororcz trzyma czarny opierzony ksztat przygldajcy mu si nieyczliwie par przypominajcych paciorki oczu. - Wanie raczy wlecie - poinformowa je tryumfalnie. - Mona si dowiedzie, co to za cyrk z tymi wiecznikami? - spytaa Kin. Silver najpierw parskna, a potem wyjania z lekkim politowaniem: - Marco wywnioskowa, e robot musi mie bardzo czuy system nasuchowy. Zaoy logicznie, e jeli usyszy, e wszyscy wchodzimy na wie, to poleci za nami. - Jest za ciki na ptaka, musi by robotem - przerwa jej Marco. -Teraz moemy skontaktowa si z kontrolerami dysku i... Urwa, gdy kruk obrci gow o sto osiemdziesit stopni i owiadczy: - To ty, achu, prbowae wyrzuci mnie w pustk! Zaraz si przekonasz, co si przytrafia takim, ktrzy nie szanuj Oczu Boga. Marco otworzy usta, ale zaraz je zamkn z trzaskiem. - Poegnaj si z apami, jeli za pi sekund nadal bdziesz mnie trzymadoda kruk.- Cztery... trzy... dwa... Spomidzy pir zaczo dymi.

- Marco! Donie kunga cofny si gwatownie. Kruk pozosta, gdzie by, unoszc si na cienkim supie pomienia o takiej temperaturze, e popkay kamienne pyty posadzki niczym ld na wiosn. A potem kruka ju nie byo, za to z gry posypay si kawaki dachu. Nad gowami mieli poszarpan dziur, przez ktr dolecia cichncy krzyk: - Poaujecieeee! - Gadaj! - zasugerowa Marco. - Bagam... - Kto kieruje dyskiem? Gdzie ich mona znale? Jak si z nimi skontaktowa? Potrzebujemy dokadnych wskazwek i szczegowej analizy ryzyka. Kin jkna w duchu, podesza do demona i umiechna si zachcajco. - Moe zaczniemy od czego prostszego - zaproponowaa. - Skd pochodzisz, Sphandor. - Zawsze wiedziaem, e pies z blami brzucha przystan koo kody i soce mnie wykluo, pani. Nie pozwl mu si do mnie zbliy! Widz jego myli i... - Nie pozwol mu ci skrzywdzi. - Tak? - prychn Marco. - Ciekawe w jaki sposb? Kin zignorowaa go, podobnie jak jego dwie zabandaowane donie. - Porodku dysku znajduje si wyspa - powiedziaa uprzejmie. - Opowiedz mi o niej, Sphandor. - yj na niej wielkie bestie, o pani. A przynajmniej tak syszaem. Nikt z nas nie moe si tam zbliy z powodu potnego blu i agonii. wiat znika i potem taki nieszczliwiec budzi si w nowym miejscu w agonii. - Jak sysz, prbowae? - Tam jest tylko czarny piasek, pani. I koci statkw. A na rodku wyspy wznosi si miedziana kopua zawierajca straszne rzeczy, ktrych oszuka nie sposb. Kin prbowaa jeszcze z dziesi minut, nim uznaa si za pokonan. - Wierz mu - owiadczya, podchodzc do pozostaych i programujc garkotuka na kubek kawy. - On jest wytworem skomplikowanej technologii - sprzeciwi si Marco. - Jest. Ale jest te przekonany, e jest demonem. To co mam zrobi? Kci si z nim? - Moe jak mu odetn stop, zmieni zdanie? - Marco sign po miecz.

- Nie zmieni - wtrcia Silver, bbnica dotd w zamyleniu o korpus garkotuka. - Przynajmniej nie sdz, eby zmieni. Musimy zaoy, e budowniczowie dysku myl jak ludzie, a ludzie s strasznie przywizani do aski i uczciwej gry, przynajmniej dopki nie koliduje to z ich interesami. Dlatego proponuj go wypuci, zademonstrujemy w ten sposb nasz moraln przewag, udowadniajc, e jestemy miosierni i cywilizowani. Poza tym wtpi, by mg nam si jeszcze na co przyda. Ostatnie zdanie powiedziaa ciszej, odruchowo rozgldajc si za krukami. Marco milcza, Kin przytakna, Silver wic podesza do demona i uwolnia go z wizw. Sphandor przyjrza si uwanie caej trjce wyszed przed kuni. Po chwili wzbi si w niebo, wzbijajc przy tym swoim zwyczajem tuman kurzu, i zawis jakie pitnacie metrw nad ziemi. - Zaigonen tryon (tfgki) berigo hurshim! - I to by byo na tyle, jeli chodzi o wdziczno -skomentowaa Silver. - Rozumiesz, co on mwi? - zdziwia si Kin. - Nie, ale ton mwi sam za siebie. - Asfalago tegeram! Nema! Dwolah narma! Gdziecie s, psie syny, ole podogonia, zawszo... Nieeeee... Przez chwil demon by czarn chmur pen migoccych, niewyranych obrazw, a potem znikn. Powsta nagle dziur z hukiem wypenio powietrze.

Lecieli szybko i wysoko nad lasem citym przez spadajcy wrak. Kolumna dymu rzeda, ale cae niebo byo zacignite, gdy znajdowali si ledwie o par mil od niej. Marco jak zwykle prowadzi, a lecca za nim Kin z zadowoleniem stwierdzia, e mimo dymnej zasony wci widzi. Cho obiektywnie nie bardzo byo si z czego cieszy - w dole rozciga si krajobraz z pieka rodem. Po dobrych piciu minutach lotu w dymie odezwa si Marco: - Nie rozumiem: nie ma ladu promieniowania, a zniszczenia s zbyt wielkie... Silver! Pod nimi pon pijany las, lecz nim Silver zdya odpowiedzie, las znikn razem z ziemi, zupenie jakby przelatywali nad olbrzymim zboczem. - Nic nie widz w tym dymie - poskarya si Silver. - A ty, Marco?

Marco widzia, majc wzrok bardziej przystosowany do nocnej aktywnoci zakl, zwolni, wic zrobiy to samo. Po chwili dryfowali razem, a Marco wci wpat rywa si w d. - Nie wierz - powiedzia w kocu cicho. - Ale sprawdz. W d! - Lec na lepo - ostrzega Silver. - Musisz mn kierowa, ebym nie uderzya o powierzchni. - Nie uderzysz... Opuszczali si do dugo i Kin na serio zacza si ba zderzenia z gruntem, gdy nagle wydostali si z dymu na owietlon blaskiem ksiyca przestrze. Tyle e ksiyc wieci od dou. Utrata rwnowagi zapaa j jak imado. Przestrze nie robia na Kin wraenia, bo wszdzie byo w d i aden kierunek nie mia znaczenia. lizganie si nad powierzchni byo w porzdku, nie rnio si niczym od pilotowania pojazdu. Ale wiszenie nad dziur w wiecie to zupenie inna sprawa. Ksiyc wieci jej pod nogami na kocu tunelu biegncego w d, w d i w d... - Bdzie z pi mil duga, jak sdzisz, Silver? - Gos Marca dobieg z dziwnie duej odlegoci. - I ze dwie szeroka. Co z tob, Kin? - H? - Nadal obniasz lot. Ockna si i wyczya opadanie. Mniej wicej o jakie wier mili na linii jej wzroku znajdowa si poszarpany brzeg dziury usiany skalnymi zomami. Powoli opucia wzrok - poniej byo wicej ska, a potem linia czego metalicznego. I rura, z ktrej wypywaa woda. Kin zacza si histerycznie mia. - Piknie! - wykrztusia. - Nie musimy nigdzie lecie, wystarczy poczeka na ekip remontow. Tylko wiecie, jak to jest z hydraulikami: nigdy ich nie ma, kiedy s naprawd... - Przesta pieprzy! - warkn Marco.- Silver, zajmij si ni! I poszybowa w d tak szybko, e Kin ledwie nadaa za nim wzrokiem... nagle co ni szarpno - okazao si, e bya to Silver odholowujca j znad dziury. Po chwili rozleg si w suchawkach gos Marca: - Ta rura ma trzydzieci metrw rednicy! A woda zbiera si o dwie mile niej w powietrzu, dlatego nie ma tu huraganu czy innych zmian pogodowych: tam jest co

w rodzaju pola grawitacyjnego. Niedugo bdzie tam te nieze jezioro... Opuciem si czterdzieci metrw, wyglda na eksplozj w stacji zasilania. Poprzerywane kable, przewody i takie rne... w rozmaitych kolorach. I co, co wyglda jak tunel techniczny, Silver? - Sysz, wychodzi na to, e wrak trafi na jedno z urzdze pogodowych i spowodowa jego zniszczenie. - Na to wyglda - zgodzi si Marco. - Tu jest caa masa stopionych rzeczy... niewane, tu jest tunel! Prawdziwy, pkolisty tunel z szynami. Cae wntrze dysku to jedna olbrzymia maszyna. Spokojnie zmieci si tutaj statek kosmiczny, ma osiemnacie torw na pododze. Ale jest do poowy zasypany. - Wrak zderzy si z dyskiem pi dni temu - Silver nagle oprzytomniaa. Czyli mieli prawie pi dni na naprawy... Marco, budowniczowie dysku nie yj, nie ma innego wytumaczenia! - Nie widz adnych ladw napraw... - dobiego z dziury. - Wanie. A to nie jest normalne, podobnie jak zachowanie mrz czy cia niebieskich. Co si gdzie powanie zepsuo, i to przed zderzeniem, nie po. W jakim kierunku biegnie ten tunel? I czy jest take po drugiej stronie dziury? - Jest - poinformowa Marco po chwili. - A biegnie prosto od rodka do brzegu. Zastanawiaem si, czy nie lepiej byoby dalej nim polecie... - ...ale wiksze szans w wypadku zagroenia mamy na otwartej przestrzeni. Prawda. Kin ostronie otworzya oczy. Unosia si na szczcie nad ziemi zmasakrowan, spalon i czciowo stopion, ale wci solidn. - Dziki - wykrztusia. - Gupie, prawda? Moi przodkowie zwisali z drzew i nic im nie byo. - Nie ma si czego wstydzi - pocieszya j Silver. -Ja nie lubi na przykad ciemnoci. Kady ma jak fobi. Kin? Co ci jest, bo zblada a strach... Kin nawet nie prbowaa wyda z siebie dwiku. Wycigna tylko rk, pokazujc to, co wyaniao si z dziury za plecami Silver. Owo co wyaniao si z trudem, bo byo za due, a kojarzyo jej si nieodparcie z pomnikiem Tryggvasona jedn z atrakcji turystycznych Valhalli. Na pomnik skaday si wykute w skale i mierzce po kilkaset stp wysokoci gowy czterech prezydentw: Halfdana, Thorbjorna, Weasela Moccasina i Teuhtlile'a. Stworzenie miao trzy by i tylko jeden z nich by ludzki; drugi przypomina abi,

a trzeci jakiego insekta, ale skojarzenie byo jednoznaczne. To by pomnik Tryggvasona. by czyy si w chorobliwie nieprawdopodobny sposb w jedn gow z trzema koronami na szczycie. Pod bami zwiesza si pk pajczych ng redniej dugoci stu metrw kada. Efekt oglny psuo to, e przez straszydo przewiecaa przeciwlega ciana dziury. - Marco! - odezwaa si Silver. - Nie sdz, eby mona si byo czego wicej dowiedzie tu na... - Mino ci co po drodze? - Nie rozumiem. - To unie gow. - O, szlag! Kin prawie si udusia. - Spokojnie - pocieszya j Silver. - Nie bj si. - Czego - chrypna Kin, odzyskujc dar mowy. - Holoprojekcji dobrej do straszenia dzieci? Nie boj si, Silver, po prostu jestem zwyczajnie wcieka! Jeli wrcimy, dopilnuj, eby ten, kto zbudowa dysk, zapaci za to. I nic mnie nie obchodzi, kto to bdzie! Zbudowali to dziwactwo, gdzie ludzie spadaj za krawd wiata, s cigani przez demony i musz by przesdni, by przey! Doprowadz ich do bankructwa, choby to bya ostatnia rzecz w moim yciu. Z wyrwy wystrzeli niczym rakieta Marco, wyhamowujc w samym rodku oka maszkary niczym iskra w mzgu Boga. - Hologram! - ucieszy si nie wiadomo czemu. Ludzka twarz skrzywia si i otworzya usta. Westchnienie odbio si echem nie wiadomo od czego, a ledwie przebrzmiao, niebo rozdara byskawica, trafiajc w garkotuka i niszczc go tak doszcztnie, e spady jedynie krople roztopionego metalu.

O skafander Kin bbniy krople. Teraz lecieli ju na czas - za mniej wicej pidziesit godzin Silver dostanie szau i sprbuje samobjstwa. Ludzie i kungowie mog dugo wytrzymywa bez jedzenia, shandy tego nie potrafi. Wok szalaa burza, ale Marco skierowa si w gr i po krtkim locie znaleli si ponad chmurami na skpanym w promieniach zachodzcego soca niebie.

Samo soce byo daleko z tyu - czerwone, rozgniewane i przesonite chmurami. Sdzc po wygldzie nieba, na caym dysku panowaa za pogoda, a niektre chmury miay zgoa zwariowane ksztaty. - Mamy przed sob ponad tysic mil - Marco wreszcie przesta milcze. - Czyli musimy lecie co najmniej dwadziecia mil na godzin - odpara Kin. Nawet wliczajc kilka krtkich postojw, powinnimy zdy do tej wyspy. - I co? Znajdziemy tam garkotuka? - Kto potrafi zbudowa dysk, powinien by zdolny do skonstruowania tak prostego w sumie urzdzenia. - To dlaczego nie naprawili tej dziury? Albo Eirick i Lothar to potomkowie budowniczych cofnici do barbarzystwa, albo budowniczowie nie yj. - Niech bdzie. Masz lepsze pomysy? Marco tylko co mrukn. Silver leciaa dobr mil za nimi i jedynie od czasu do czasu pomrukiwaa na znak, e si nie wyczya. - Jeli Kompania zbudowaa dysk, to jest szansa, e go znajdziemy powiedziaa niespodziewanie. - Tylko nie protestuj, Kin. To moe by cz polityki, o ktrej nie masz pojcia. Tak na marginesie, z p mili za mn leci kruk. Kin nie odezwaa si, obserwujc przemykajce w dole chmury. Polityka... no tak, to mogo wszystko wyjania...

Spindle, wheelerzy, paleotechy, ckthoni - oni wszyscy zamieszkiwali wszechwiat. Wszechwiat to byli wanie jego mieszkacy. By taki czas, kiedy astrohistorycy sdzili, e wszechwiat to kiedy bya pusta scena albo ptno czekajce na pdzel ycia. Teraz dominowaa teoria, e ycie samo z siebie pojawio si w cigu trzech mikrosekund po pierwotnej eksplozji. Gdyby bowiem tak si nie stao, wszechwiat skadaby si z przypadkowej materii to wanie ycie ukierunkowao jego rozwj. Pierwotnie ycie rezydowao w mgawicach wirujcych czstek, z ktrych powstay gwiazdy, a kada z nich stanowia szkielet jakiego dinozaura jurajskiego wszechwiata. Pniej organizmy ywe stay si mniejsze i inteligentniejsze, cho niektre, jak wheelerzy, stay si take martw gazi ewolucji. Inne, na przykad spindle czy shameleony, byy sukcesem ewolucyjnym - przetrway naprawd dugo. Lecz kada rasa w kocu musi wymrze, dlatego wszechwiat to jedno wielkie cmentarzysko, w

ktrym grobowce wyrastaj z mauzolew - kometa rozwietlajca jakie pogaskie niebo to zmumifikowany korpus naukowca yjcego eony temu. Dlatego polityka Kompanii bya prosta i sprowadzaa si do jednego: uczyni czowieka niemiertelnym. Naturalnie byo to przedsiwzicie czasochonne i zaczo si niedawno, lecz jeli czowiek znalazby si na wystarczajco duej liczbie rozmaitych planet, w efekcie przetrwaby jako rasa. Prawda - byyby to rozmaite rodzaje czowieka, rnice si fizycznie i psychicznie, gdy ksztatowayby si w rozmaitych warunkach, kulturach i rodowiskach, lecz nadal byby to czowiek. I uniknby losu spindli, ktre wymary, gdy niczym si od siebie nie rniy. Wszechwiat nie mg mie naturalnego koca, gdy nie by naturalnym bytem, lecz sum y, ktre go ksztatoway - ludzie wic mogli y wiecznie - dopki yli, dopty wszechwiat musia istnie. Dlaczego nie mieliby chcie? Naleao zachowa odpowiednie banki memw i pomysw - to bya tajemnica sukcesu, a majc do dyspozycji setki planet, mona byo by pewnym rozwoju rnych nauk, dziwnych przekona czy nawet rozmaitych religii, dla ktrych znalazyby si jakie ciche kty. Ziemia bya zjednoczon cywilizacj, i to wanie omal nie doprowadzio do wymarcia rasy ludzkiej. Rozmaito bya jedynym sposobem, by zawsze gdzie by kto przygotowany na dowoln niespodziank jak przyniesie przyszo. By moe mieszkacy paskiego wiata, nawiedzanego przez demony i oddzielonego od innych przepaci z wodospadem, mogli dostarczy nie spotykane nigdzie indziej memy? Kin sprbowaa to wyjani Marcowi. - Co to s memy? - kung zacz od najwaniejszego. - Mentalne geny: pomysy, podejcie do rnych rzeczy, technika. Problem w tym, e te, ktre mog si tutaj wyksztaci, s szkodliwe dla ich nosicieli, choby antropocentryzm...

10
W grze wieci blady, czerwony ksiyc, a Kin co chwil odruchowo sprawdzaa, czy Silver nadal leci t mil za nimi. Leciaa. Na jej miejscu czowiek yby nadziej, e w kocu znajdzie jedzenie, ale ludzie w przeciwiestwie do shandw byli niepoprawnymi optymistami. A poza tym nie mona byo od obcych wymaga ludzkiego mylenia - to, e nauczyli si gra w pokera i mwili po acinie, nie czynio z nich ludzi. A znajc shandy, Kin zastanawiaa si, kiedy Silver sprbuje popeni samobjstwo. Poinformowaa te o tym kunga. - Nic na to nie poradzimy - odpar Marco. - Ju postanowiem, e te nie bd niczego jad, cho lokalne poywienie jest przyswajalne. - Uwaasz, e to poprawi jej samopoczucie? - Raczej nasze, ale nie to mnie chwilowo pochania. Nie chciaem jeszcze o tym mwi... - No, to powiedz. - Spjrz na ekranik na lewym przegubie. Jest tam fluoroscencyjna pomaraczowa linia na zielonym tle. Widzisz? Kin spojrzaa na swj przegub. - Widz. To nie jest linia, tylko kropka. - A powinna by linia. Koczy nam si energia. Przez chwil lecieli w milczeniu, ktre w kocu przerwaa Kin: - Jak dugo? - Okoo szeciu godzin dla nas i godzin mniej dla Silver. To rozwie jeden problem: znajdzie si na ziemi o wiele mil za nami. - Zostan razem z ni. Marco zdawa si nie sysze. - Gdybymy nadal mieli garkotuka, problem rozwizaby si sam, bo do wyspy ju niedaleko. Moglibymy zmusi tubylcw, eby nas tam dostarczyli, i to, zapewniam ci, bez kopotu. Mogoby to nawet by zabawne dowiadczenie. - Po co nam takie dowiadczenie? - Jeli nie znajdziemy budowniczych dysku lub nie zdoamy przekona ich do pomocy, planuj zorganizowa tu imperium. Nie mw mi, e nie przyszo ci to do gowy. Przyszo, Kin musiaa to przyzna. Nie miaa te wtpliwoci, e Marco

postawiby na swoim, obojtne jak by si nazwa - Czyngis Marco, Marco Cezar czy duce Marco. Czterorki wadca absolutny... - Jak sdzisz, ile czasu potrzeba, by osign etap lotw kosmicznych? spyta przyszy wadca. - Gdyby to byo naszym gwnym celem, rzecz jasna. Wiedz mamy. - Nie mamy. Wydaje nam si, e mamy, ale tak na dobr spraw potrafimy jedynie obsugiwa rozmaite urzdzenia, a nie budowa je. Naturalnie statek kosmiczny mona zbudowa w dziesi lat... - Tak szybko?! No, to nie ma... - Jest problem, bo to, o czym mwi, to prymityw napdzany staym paliwem, a jego prdko wystarcza jedynie do staranowania kopuy. Mona go wystrzeli, zrzucajc poza krawd, ale eby nim gdziekolwiek dolecie, potrzebne s wieki! - Wpierw musimy zjednoczy dysk. - Marco by nastawiony entuzjastycznie. To akurat nie jest problemem. Majc piciuset zuchw takich jak chopcy Leiva... - Zostaje Silver. - Kin ostudzia jego zapay. - Poza tym t wysp trzeba najpierw dokadnie sprawdzi. Mimo to musiaa przyzna, e w pewien sposb bya to pocigajca perspektywa, o ktrej na dodatek sporo mylaa, kiedy jeszcze istnia garkotuk. Wykorzystujc go, mogli rzeczywicie podbi dysk i zaj miejsce opuszczone przez jego twrcw. Zakadajc naturalnie, e ich tu rzeczywicie nie ma. Bez garkotuka mogli liczy jedynie na wygodne ycie, co dla niej byo lepszym wyjciem ni dla pozostaej dwjki - byliby zawsze obcymi w obcym wiecie. Ona znalazaby si wrd ludzi, cho naleao wzi pod uwag, e miaa wicej wsplnego z Silver i Markiem ni z band barbarzycw. Nie bya to mia myl. - Skafandry powinny mie do energii, by przelecie przez cay system i wyldowa bezpiecznie na planecie - owiadczya z pretensj. - Ale nie zostay opracowane z myl o liczcym wiele tysicy mil locie wbrew grawitacji, i do tego przy nagych i duych zmianach wysokoci - przypomnia jej Marco. - To stresujce. - e co?! - Jeli masz powane zaalenia, proponuj, eby zgosia si do wytwrcy. Ja ich nie produkuj. - Jak... to by art?!... Sodka godzino!

wit zasta ich nad ppustyni pod bezchmurnym niebem. Przelecieli nad szlakiem karawan, widocznym gwnie dziki poszarpanemu cieniowi na piasku, i stwierdzili, e lekko ich znioso z kursu. Wedug oceny Marca lecieli ku dolinie Tygrysu i Eufratu. - Co oznacza, e jestemy w poudniowo-wschodniej Turcji - doda i rozmarzy si. - A to jest w pobliu Bagdadu... Powinienem chcie zobaczy Bagdad. - Tak? A to dlaczego? - zainteresowaa si Kin. - Jak byem may, moi przybrani rodzice kupili mi ksik z opowieciami o magicznych lampach, genach czy jak im tam i innych podobnych. Zrobia na mnie due wraenie. - Ani mi si wa mwi co o ldowaniu! - ostrzega Kin. - Nawet o tym nie myl! Nad miastem zoonym z biaych budynkw zwieczonych kopuami i otoczonym murem, za ktrym rozbito wiele namiotw, przelecieli jednak bez problemw. Przepywajca przez nie rzeka za miastem miaa zauwaalnie inny kolor i na tyle niski poziom, e mona byo mwi o suszy. Stojce ju wysoko soce powodowao dranice oczy migotanie piasku, ale bya to praktycznie jedyna niedogodno. Mil dalej skafander Silver odmwi dalszej pracy, jeszcze tylko resztk energii agodnie opuci j na powierzchni. Pozostali wyldowali rwnie i caa trjka spotkaa si w cieniu kpy poskrcanych, sodko pachncych drzew. Kin zdja hem i gorco uderzyo j niczym oddech pieka. Byo zdecydowanie zbyt ciepo, wic nic dziwnego, e pola wyglday na spalone, a rzeka przypominaa anemicznego wa ledwie wijcego si wrd spkanych brzegw koryta. - No... - mrukna, nie chcc mwi gono niczego w stylu: I to by byo na tyle". - Jestem zaskoczony - przyzna Marco. - Chcesz powiedzie, e nie masz planu? - Co chcesz przez to powiedzie? - Niewane. - Kin upia yk wody z zapasw skafandra, wiadoma, e trzeba zacz oszczdza. Silver siedziaa wsparta o pie, przygldajc si obojtnie miastu. Za jej plecami soce byo miedzianym nitem na niebie z rozgrzanego elaza.

- Wanie wystartowa samolot - odezwaa si nagle.

By stary, agodnie rzecz ujmujc. Twarz mia pomarszczon niczym zasuszone jabko, ale brod starannie przycit i przyczesan. Jego oczy za nie miay ani biaek, ani wyrazu. Z pewnoci nie wyglda na zaskoczonego. Kin zastanawiaa si, czy nie ma przypadkiem do czynienia z budowniczym dysku, obserwujc, jak rozmawia z Silver ze skrzyowanymi nogami. Co prawda ubrany by ze zwykym barbarzyskim przepychem, ale nie bya arbitrem tutejszej mody. Za to jego pojazd by jak najbardziej nowoczesny, a on wiedzia, jak nim lata. W tej chwili, zoony, mieci si w torbie towarzysza starca, potnego mczyzny ubranego jedynie w przepask biodrow i ponur min. Mczyzna dziery w garci dug, zakrzywion szabl i nie spuszcza wzroku z Marca. Kin przysuna si do kunga i spytaa: - Ciekawe, gdzie ma blaster? I jeszcze jedno: pamitasz pomys Silver, e ja przetrwam na dysku, wykorzystujc seks? - Masz t przewag. - Tym razem nie mam. - Co prosz? - Moemy o tym zapomnie, jeli chodzi o tego z mieczem. To... - wcieka na sam siebie, zaczerwienia si nagle. - Pamitasz moe jeszcze co z tych bani z dziecistwa? Marco mia przez chwil gupi min, po czym skrzywi si. - Aha. To faktycznie szkoda. Cae szczcie, e to rzadko. - W tej okolicy i w tych czasach nie taka znowu rzadko - odpara Kin, odwracajc si ku Silver. - To moe by arabski - powiedziaa Silver, spogldajc na Kin. - Nigdy nie syszaam tego jzyka, znam go tylko w pimie. Sprbowaam aciny, ktr jak sdz rozumie, cho si z tym nie zdradza. Ustaliam jedynie, e chce nasze skafandry. Kin spojrzaa na Marca - mia min do zudzenia przypominajc radosnego ehfta. - Powiedz mu, e s bardzo cenne - poleci. - Powiedz mu, e nie wymienimy ich nawet na jego samolot. I e szybko musimy dotrze na wybrzee.

- Nie da si nabra - zaprotestowaa Kin. - Poza tym skafandry prawie nie maj energii. - To jego problem. Poza tym on o tym nie wie. Mam plan, ale wpierw musz zobaczy, jak si kieruje tym latajcym chodnikiem. Powiedz mu, Silver, e tu jest za gorco, by sensownie rozmawia. To przynajmniej jest najczystsza prawda. Nastpia duga wymiana amanych gestami wypowiedzi, w ktrych najczstsze byy powtrzenia na rnych poziomach irytacji. W kocu stary kiwn gow, wsta i wycign rk. Barczysty postpi krok do przodu i wyj... nazwijmy to... cholera, nazywajc rzecz po imieniu, wyj latajcy dywan, tyle e zrolowany. Kin w kocu przekonaa sam siebie, by tak okreli to, co widziaa, niewane jak zwariowanie by to brzmiao. Dywan mia dwa na trzy metry, geometryczny wzorek w barwach niebieskiej, zielonej i czerwonej i by niezwykle cienki i gitki. Rozoony na ziemi uoy si na nierwnociach zupenie jak zwyczajny kawa materiau. Stary powiedzia sowo i dywan wypry si, wydmuchujc spod siebie troch piasku, i unis si na par cali nad powierzchni. Kin wydao si, e syszy saby szum. Dywan nie zakoysa si, nawet gdy wesza na Silver. Zmiecili si wszyscy, z tym e stary siad na przedzie, osiek z szabl za na kocu. Stary wypowiedzia inne sowo i unieli si bez dwiku. Mona pokry doln powierzchni elastycznymi moduami antygrawitacyjnymi. - Gos Marca prawie nie dra. - Tylko co z zasilaniem? Istniej tak cienkie baterie? Kin mylaa o tym samym, wpatrujc si rwnoczenie ze skupieniem w dywan pod nogami. Skupienie brao si std, e za adne skarby nie miaa zamiaru spojrze poza krawd dywanu. Bardziej poczua, ni zobaczya, jak Marco przysuwa si do niej. - Te si denerwujesz? - spytaa cicho. - Mam wiadomo, e od upadku dziel mnie jedynie milimetry nieznanego i nie sprawdzonego urzdzenia latajcego, jeli o to chodzi. - Skafandry ci nie denerwoway. - Bo maj stuletni gwarancj i produkowane s od dawna. Mylisz, e producent utrzymaby si na rynku, gdyby ktry zawid? - Wtpi, eby z tego mona byo wypa, nawet gdyby kto bardzo chcia odezwaa si niespodziewanie Silver i rbna pici w powietrzu nad brzegiem

dywanu. Rozleg si odgos do zudzenia przypominajcy boksowanie kisielu. - Pole siowe - wyjania. - Sprbujcie sami. Kin ostronie wysuna rk poza krawd dywanu, powolny ruch wpierw przypomina poruszanie si w melasie, a potem usta, napotykajc tward jak skaa, acz niewidzialn przeszkod. Emerytowany Ali Baba odwrci si, umiechn i powiedzia co dugo i niezrozumiale.

Gdy dywan wrci do spokojnego lotu po prostej, duszy czas panowaa na nim gucha cisza. - Silver, powiedz temu lunatykowi, e jeli jeszcze raz sprbuje czego podobnego, to go zabij - przerwa j rzeczowo Marco. Kin z trudem zmusia palce, by przestay kurczowo wpija si w pokryt geometrycznym wzorkiem materi. - Troch dyplomacji - sykna przez zacinite zby. -I delikatnoci! Powiedz mu, e nastpnym razem poami mu osobicie rce i trwale uszkodz w inny sposb! Efektem byy dwie beczki i potrjna ptla. Kontrola gosowa, pkoliste pole ochronne i maniak akrobacji powietrznej na latajcym dywanie - to ciko strawna mieszanka. Dla uspokojenia Kin zacza si zastanawia, jak Marco zamierza ukra dywan. Przelecieli nad paskimi dachami miasta, ktrego mieszkacy toczcy si w ciasnych uliczkach zaszczycali ich jedynie przelotnymi spojrzeniami, nie przerywajc wykonywanych czynnoci. Najwyraniej latajce dywany byy tu na porzdku dziennym. Kierowali si w stron jednego z paacw - biaej, kwadratowej budowli zwieczonej kopu fiankowan dwiema ozdobnymi wieami. Cao otoczona bya te ozdobnym, ale solidnym murem, za ktrym rozciga si ogrd. I to dopiero byo dziwne... - Budynek musi mie wasne rdo wody - powiedziaa gono Kin. - Dlaczego? - zdziwi si Marco. - Bo wszdzie wok jest susza, a ten ogrd w najlepsze si zieleni. - Nie jest to dziwne, jeli stary rzeczywicie jest budowniczym dysku. W co

wtpi. - Ja te - dodaa Silver. - Mimo e steruje dywanem dobrze, a nasze skafandry wzbudziy w nim chciwo, nie podziw. By moe istnieje tu jakie hermetyczne bractwo przekazujce z pokolenia na pokolenie urzdzenia, ktre potrafi obsugiwa, ale budowy czy zasady ich dziaania nie rozumiej. Co jak dzikus doskonale kierujcy samochodem i przekonany, e napdzaj go mae konie zgromadzone pod mask. Ali Baba wyldowa, idealnie wrcz prowadzc dywan przez balkon i ukowato sklepione wejcie do wysokiej komnaty. Dywan zawis o cale nad mozaikow podog i opad agodnie, zmieniajc si w zwyk dekoracj. Gospodarz zeskoczy ze wawo i zaklaska. Nim pozostali zwolnili kurczowe chwyty i rozplatali koczyny, co byo troch czasochonne, szczeglnie w wypadku kunga, do komnaty wszed sucy z rcznikami i misami. - Lepiej, eby to bya czysta woda - warkn Marco. - Bo zamierzam j wypi. Wsadzi gow do najbliszej misy, wywoujc konsternacj wrd suby. Silver zakoczya j, biorc inn mich i po obwchaniu wlewajc jej zawarto w otwarte usta. Kin napia si bardziej kulturalnie, a w tym, co zostao, umya twarz i donie, rozgldajc si przy okazji. Pomieszczenie byo prawie pozbawione mebli, jeli nie liczy niskiego stolika o grubym, krysztaowym blacie i kilku parawanach pod jedn ze cian. Najbardziej przypominao ozdobne pudeko o cianach i posadzce zdobionej geometrycznymi i rolinnymi wzorami. Kiedy skoczya, Ali i suba wyszli. - Woda bya lodowata - oznajmia Silver, rozgldajc si - i pyway w niej krysztaki lodu. Woda z lodem oznacza cywilizacj. - W kadym normalnym miejscu oznaczaaby lodwk - zgodzia si Kin. - Ale tu moe oznacza lodowego demona. Marco stan na dywanie, obejrza go dokadnie i powiedzia sowo. - Pewnie jest zaprogramowany na gos waciciela. -Silver nawet nie odwrcia gowy. Marco zakl i zszed z dywanu. Zza parawanu wymaszerowa Ali, niosc na czerwonej poduszce niewielkie, czarne pudeko. Towarzyszyo mu dwch sucych z dobytymi szablami. Ali spojrza zezem na Silver i powiedzia z trudem par sw po acinie. Zamierza przywoa hm... tego-ktry-mwi-wszystkimi-jzykami -

przetumaczya. - Przynajmniej tak mi si wydaje. Delikatnie pooy poduszk na pododze i otworzy pudeko. Kin zaskoczona obserwowaa, jak wyjmuje niewysoki, pkaty czajniczek do herbaty wykonany ze starego zota. Wytar go rkawem i odstawi. - Nie Dasz Mi Spokoju, Czarnoksiniku? To, co powiedziao te sowa, pojawio si o par stp od gospodarza w chmurze purpurowego dymu i dla Kin stao si oczywiste, dlaczego wygld Marca nie wywar na starym adnego wraenia. Przybysz by ludzkiego wzrostu - albo raczej byby tego wzrostu, sta bowiem zgity prawie wp, opierajc si na pokrytych zot usk i przeronitych rkach sucych za dodatkow par ng. Z karku wyrasta mu pk macek, eb mia dugi i wski, podobny do koskiego i zakoczony par spiczastych uszu, a gb przyozdobion wsami, ktrych koce cigny si po pododze. Midzy uszami znajdowaa si niewielka, stokowata czapeczka. - Wiedzcie Wszyscy em Jest Azrifel, Djinnee Pustyni, Postrach Tysicy I Bicz Milionw - oznajmi piewnie. - I Musz Przyzna Uczciwie, Suga Lampy. Czego Pragniesz Tym Razem, O Panie? Gospodarz wygosi dusz przemow, po ktrej Azrifel obrci si ku Kin i pozostaym i przetumaczy: - Pan Mj Abu Ibn Infra Pozdrawia Was I Wita W Swym Skromnym Domu Oraz Inne Uprzejmoci Prawi. Jeli Chcecie Je, Powiedzcie Stoliczkowi, Wasze yczenie Jest Jego Rozkazem. Tu Jest Wiele Podobnych Sprztw. Kin kucna obok jedynego mebla w pomieszczeniu i przyjrzaa mu si uwaniej. Blat rzeczywicie wyglda jak blok krysztau, ale w jego wntrzu byo jeszcze co, co przypominao smug dymu. Pomylaa, sama nie wiedzc dlaczego, o ogrkach i saatce, ale zaraz przypomniao jej si co innego: cynamonowe lody kupowane w Grnhs Olde Drugge Store w Wonderstrands, ktrych przepisu stary Grnh nie sprzeda programistom garkotuka. Zawsze na czubku miay wini z Treale, a na ich wspomnienie nieodmiennie cieka jej linka. Lody wyoniy si z krysztau, czemu towarzyszyo wraenie spiralnego ruchu i mrona mgieka. Zwyczajowa czarna wisienka bya na miejscu, podobnie jak wizytwka antropomorficznego pingwina w kucharskiej czapie i czarno-biay napis: MROZIMY Z PRZYJEMNOCI.

The Olde Drugge Store, rg Skrale i High, Upperside, Wonderstrands 667548. Tregin Grnh and Siblings, reg". Marco przyjrza si wizytwce i wpatrzy w wirujcy ksztat w blacie. - Nie wiem, jak to zrobia - powiedzia ostronie. -Ja chc Niebieski Talerz, specjalno zakadu pod nazw Henry Horses Kung Food Bar" w Nowym... Zamilk, poniewa na blacie znalaza si cika porcelanowa miska zawierajca co targanego wewntrznymi eksplozjami i pokrytego pomaraczowotym, zapieczonym panierem. - Telepatia - oceni Marco niezbyt pewnie. - Telepatyczny garkotuk... to nie moe by nic innego. Chod, Silver, jestem godny. - Ty jeste godny?! - parskna Silver, zabbnia po blacie i zdecydowaa: Ceremonialny truduc. W krysztale co zawirowao i znikno. Silver zabbnia ponownie. - Wdzony guaracuc z grintzami? - zaproponowaa. Na mgnienie oka pojawi si nad blatem niewyrany ksztat i take znikn. - Dadugi w brinie? Sodkie chaque? Xiqua? Suszone qumqumy? Kin westchna z alem i odsuna lody. - Jaki Problem? - spyta Azrifel. - Stolik nie potrafi stworzy protein przyswajalnych przez shandy - warkna Silver, siadajc ciko i obejmujc kolana domi. - Co To Protein? Abu ibn Infra siad wygodnie z drugiej strony mebla, trzymajc w doni krysztaow szklank jakiego rowawego pynu, ktra wanie si zmaterializowaa, i znw co dugo mwi. - Pan Mj Pragnie Rozmawia O Latajcych Przyodziewkach I Temu Podobnie - przetumaczy Azrifel. - Mj Pan Gratuluje Warn Jako Zbieraczom I Proponuje W Zamian Za Wszystkie Trzy Odzienia Lustro-widzce-wszystko-z-bliska I Dwa Bezdenne Mieszki. Marco i Silver spojrzeli na Kin, tote zabraa gos: - Moe odmy na chwil jego zodziejsk propozycji i wyjanijmy co. Pochodzimy z terenw odlegych i nie w peni rozumiemy, kto to s zbieracze. Co oni

waciwie zbieraj? Abu ibn Infra wysucha tumaczenia ze zmarszczonymi brwiami i wyplu z siebie odpowied. Kin dotd sdzia, e nie da si wyplu kilku dugich zda, ale gospodarzowi nie sprawio to kopotu. - Pan Mj Zaskoczony Jest. Posiadacie Dary Boga, A Nie Wiecie O Zbieraczach. Jak To Moliwe? - Posuchaj, demonku: on moe nie wie, ale ty wiesz. Jeste projekcj tak jak Sphandor, nieprawda? - spytaa sodko Kin. - Obawiam Si, e Zabroniona Jest Mi Odpowied Na To Pytanie W Obecnej Chwili. Mog Za Rzec, e Siedzicie W Gwnie, Bo To Wszystko, Co Wiem. Jeli Sdzicie, e Ujdziecie ywi, To Ogarnia Mnie miech Pusty. - Zatuk to - zaofiarowa si Marco. Wartownicy stojcy za Infr drgnli. - Siadaj! - sykna Kin. - A ty, pozacany cwaniaczku, mw, kto to jest ten cay zbieracz? - Mj Pan Mwi, e To aden Sekret. Sam By Kiedy Skromnym Rybakiem, A Patroszc Ryb, Znalaz W Niej Dar Boga. Mj Pech, e Bya To Lampa, W Kt rej Jestem Uwiziony. Jam Jest Bowiem Azrifel Z Dziewitego Dominium Demonw Przekltych I Mog Znale Wszystko, Nawet Mam Moc, By Z Wami Gada. Taki Ju Mj Dar. Przez Pi Lat Pracowaem Ciko Dla Tej Starej wini Nowobogackiej, Przynoszc Do Tej Rudery Zwanej Paacem Dary Nie Bdce Wasnoci Innych Zbieraczy Albo Te, Ktrych Waciciele Mieli Pecha Posiada Demony Sabsze Ni Ja. Przeszukaem Ci Gbiny Wd I Wntrznoci Wulkanw Oraz... - Stop! - polecia mu Kin. - Latajcy dywan, stolik i te cholerne portfele produkujce pienidze to s dary boga? - W Rzeczy Samej: Dywan Wyzwoliem Z Rk Kupca Z Basry, A Stolik Poronity Muszlami Znalazem Na Dnie Morskim... - I ten twj cay czarnoksinik pojcia nie ma, jak to dziaa, tak? Dla niego to tylko magia? - Azali Nie S One Magiczne? - wyszczerzy si demon. - Tak jak mylaem! - warkn Marco. - Gupi, czarny tubylec nie majcy o niczym pojcia, tak jak caa reszta. Zajm si stranikami, a potem przekonamy go, eby nas zawiz, dokd chcemy. - Poczekaj chwil - sprzeciwia si Kin. - Na co? On wie tylko, jak uywa zabawek, ktre dostarcza mu ta kreatura.

- Moe raz bymy sprbowali dyplomacji, zamiast zaraz wali w eb? zaproponowaa Kin i zwrcia si do demona: - Powiedz swemu panu, e nie jestemy zbieraczami i e damy mu te skafandry, jeli przewiezie nas swoim latajcym dywanem na okrg wysp lec na poudniowym wschodzie. Ledwie skoczya mwi, wiedziaa, e powiedziaa co niewaciwego, tylko nie bardzo wiedziaa co. Gdy Infra usysza przekad, poblad niczym wapno. Marco westchn i wsta. - Dyplomacj uznaj za zakoczon - oceni i skoczy. Azrifel te skoczy i w powietrzu w poowie drogi powstaa dynamiczna pltanina zota i szarej zielem zakoczona niewielk eksplozj. Gdy dym si rozwia, demon by na miejscu, Marco za znikn. - Co z nim zrobie? - spytaa Kin. - Dostarczyem Do Bezpiecznego Miejsca. Jest Nie Uszkodzony, Nie Liczc Paru Drobnych Osmale. - Aha. A skafandry s okupem? Abu Infra zabra gos. - Nie, Powiada Mj Pan - wyjani po chwili demon. - Mwi, e Wie Ju, I Pochodzicie Z Innego wiata. By Tu Inny Taki Podrnik Jaki Czas Temu I... - Jago Jalo? - spytaa Kin, zyskujc potwierdzenie w postaci nieyczliwego spojrzenia Infry. - Szalony kretyn! - sykna Silver. - Tak Si Nazywa - potwierdzi Azrifel. - Szaleniec Ten Naduy Gocinnoci I Okrad Mego Pana Z Czci Zbiorw. On Te Chcia Dotrze Na Zakazan Wysp. - Co si z nim stao? - Uciek, Zabierajc Dywan, Bezdenny Mieszek I Paszcz O Niezwykych Waciwociach. Nawet Ja Nie Zdoaem Go Odszuka. Mj Pan Uwaa Jednak, e Nie Wszystko Stracone. - Cierpliwy jest - przyznaa Kin. - A dlaczego tak uwaa? - Bo Wzbogaci Si O Trzy Latajce Ubiory, Par Demonw I Ciebie. Kin rozejrzaa si - na balkonie pojawili si nowi zbrojni ucznicy. Przez moment zastanawiaa si, czy nie zaryzykowa, ale wtpia, by tutejsza suba zdrowia bya skuteczna, a rany po strzaach potrafi by paskudne. W dodatku nie rozwizywaoby to problemu Silver. Wybuchna paczem.

Po krtkiej konferencji midzy Infr a demonem zjawiy si dwie suce i gdy j wyprowadzay (wci w towarzystwie uzbrojonych stranikw), pucia oko do Silver, majc nadziej, e ta zna ten zwyczaj. Nastpnie znalaza si w labiryncie ozdobnych sal, korytarzy, przej i parawanw. Wdrwce towarzyszy nieprzerwany dialog obu niewiast, ale gdy dotarli do kolejnego ukowato sklepionego wejcia, pozostali przy nim wszyscy zbrojni -jeden stan na warcie, reszta gdzie posza. Za drzwiami Kin staa si obiektem zainteresowania grupy szczupych, czarnowosych kobiet w skpych, przezroczystych strojach. Starsza z eskortujcych j niewiast rozgonia jednak szybko to zbiegowisko, za co Kin bya jej wdziczna, przeprosia wic cicho, nim celnym ciosem pozbawia j przytomnoci, po czym pognaa przed siebie. Przebiega przez kilka sporych i przestronnych sal z fontannami, wierkajcymi ptaszkami i znudzonymi kobietami zajmujcymi wygodne, mikkie posania. Te obserwoway j obojtnie, dopki nie wpada na suc z jak tac wtedy podniosy wrzask. Dobiegajce z tyu krzyki wiadczyy, e wartownik zebra si na odwag i wkroczy na zakazany teren haremu. Nie tracc czasu, Kin dopada najbliszego balkonu i wyjrzaa. Na d byo niedaleko, tote wspia si po delikatnej i nawet pod jej ciarem trzeszczcej kracie na dach. By paski jak patelnia i rwnie przytulny w blasku poudniowego soca. Krzyki w dole oznaczay, e stranik dotar na balkon. Kin rozpaszczya si na dachu, majc nadziej, e zmyli tamtego i uda si on na dziedziniec. Niestety, pen napicia cisz przerywao jedynie zbliajce si posapywanie, po czym rozleg si trzask pkajcego drewna, krzyk i odgos, jaki wydaje czowiek, padajc na kamienne pyty ze sporej wysokoci. Kin wstaa i nie spieszc si, podbiega do bliszej wiey. Nie bya to zbyt rozsdna decyzja, ale nic lepszego nie przychodzio jej do gowy. Prowadzio do niej zwieczone ukiem wejcie pozbawione drzwi, a dalej przyjemne, lodowato zimne krcone schody pogrone w miym dla oka pmroku. I pomyle, e na otwartym socu spdzia jedynie sekundy... Schody koczyy si okrgym pomieszczeniem z licznymi, cho pozbawionymi szyb oknami wychodzcymi na wszystkie strony wiata. Z kadego zreszt wida byo miasto. Kin rozejrzaa si po pomieszczeniu i stwierdzia, e

znalaza si w magazynie albo raczej w graciarni. Pod cianami stay zrolowane dywany i pitrzyy si bezadnie sterty jakich pude i skrzy. O trjnogi st wsparta bya brzowa rzeba mniej wicej w stylu rdmorskim. St wyglda na pobojowisko po potnej pijatyce. Pod cian dalej stao kilka mieczy, w tym jeden do poowy wtopiony w kowado. To ostatnie Kin sprawdzia z czystej ciekawoci i niedowiarstwa. Na rodku podogi sta posg konia odlany z jakiego ciemnego metalu. Muskulatur oddano dobrze, ale pozycja bya nienaturalna - sta na czterech nogach z opuszczonym bem, spogldajc w podog niczym zajedony dyszlowy. - Zom - ocenia, prbujc przesun okut skrzyni, by zablokowa ni wylot schodw. Skrzynia okazaa si cisza, ni sdzia, tote Kin tylko siada na niej i nasuchiwaa; na dole panowaa niczym nie zmcona cisza. Gdyby mie jedzenie i picie, mona by tu przey par tygodni. Myl o jedzeniu nie bya mia, o czym natychmiast da jej zna odek, a przecie nie moga nic zje, gdy okazao si, e Silver bdzie moga tylko patrze. I tak w cigu dwch dni przedstawicielka rasy shand zmieni si w godn, szalejc besti. - Marco? - powiedziaa cicho. - Silver? Po pitej prbie odezwa si Marco: - Kin! Gdzie jeste? - Jestem w.... kto jest razem z tob? - Kupa zwierzt: jestemy w zoo! Musisz nas wydosta! - Jestem w jakim skadzie muzealnym na strychu. Musz poczeka do zmroku. Gdzie waciwie jeste? - Gdzie na terenie paacu, tylko lepiej si pospiesz, jestem w jednej klatce z Silver. - A co ona robi? - Miny. - Aha. - Co?! Kin westchna i podesza do okna. - Zrobi, co bd moga - obiecaa i przerwaa poczenie. Kto gdzie w oddali co wykrzykiwa, ale dach by gorcy i pusty. Niebo te, jeli nie liczy jednego czarnego punktu. Cholerne Oko Boga, kimkolwiek by on by. Podesza do sterty mieczy - ledwie zdoaaby unie ktrykolwiek, i to oburcz, wic

nie bardzo nadaway si na bro. Poza tym prawd mwic, nie bardzo wiedziaa, jak zorganizowa i przeprowadzi bohatersk akcj ratownicz- bya w tej kwestii debiutantk. I wiedziaa, e nie ma wyjcia, bo tego wanie po niej oczekiwano. Inteligentne rasy galaktyki traktoway ludzi jako absolutnie szalony element. Cofajc si od okna, potkna si o stolik, z ktrego spad dzbanek, rozlewajc na podog czerwony, mierdzcy octem pyn. Kin metod organoleptyczn dosza do tego, e pynem jest pode wino, i ostronie postawia dzbanek. Wewntrz co zaszumiao. Zajrzaa ostronie do wntrza: poziom wina powoli si podnosi. Odczekaa, a dzban si napeni, wylaa z rozmachem zawartoci z caych si rbna jego dnem o blat. Co sykno, zadymio i zapachniao ozonem. Na podog posypay si fragmenty obwodw drukowanych. - Piknie, piknie - ucieszya si ponuro Kin. - Dopki to nie krasnoludki, to p biedy. Z drugiej strony Kompania nie wierzya w teleportacj... ale to mg by prosty, jednoczynnociowy garkotuk zbierajcy molekuy z powietrza i produkujcy z nich wino. Zdecydowana bya uwierzy we wszystko prcz magii. I krasnoludkw. U dou schodw kto si poruszy. Nie miaa gdzie si ukry. A raczej miaa a za wiele kryjwek, tylko adna nie rokowaa nadziei na przetrzymanie solidniejszej rewizji. Odruchowo zapaa pierwszy z brzegu miecz, gotowa odci pierwsz gow, jaka wysunie si nad podog. Zdecydowaa, e niewielkie drzwiczki w suficie daj lepsze szans obrony. Jeli prowadz na dach, to moe przy okazji dostrzee j kruk... cho nie bardzo wiedziaa, w jaki sposb mogoby jej to pomc.

11
Podesza do posgu konia, wsuna stop w strzemi, a drug postawia na siodle i wycigna si, sigajc do drzwiczek. Ko drgn, co wytrcio Kin z rwnowagi i posadzio j energicznie w siodle. Tak energicznie, e stracia oddech. Nim go odzyskaa, stwierdzia, e nie moe si ruszy, gdy jej nogi znalazy si w objciach wycieanych klamer, ktre wysuny si z koskich bokw i trzymay delikatnie, ale pewnie. Ko odwrci eb o sto osiemdziesit stopni i spojrza na ni jasnymi, podobnymi do owadzich oczyma. - Twoja wola jest rozkazem. Zdanie to Kin starym zwyczajem usyszaa w umyle, nie w uszach. - Niech to szlag! - To s nieprecyzyjne koordynaty. - Jeste robotem? W koniu co klikno i zmienio biegi. - Jestem synnym mechanicznym koniem Ahmeda, ksicia Trebisond. Cakiem wyranie usyszaa kroki na schodach. - Zabierz mnie std! - sykna. - Prosz zapa wodze i pochyli gow, w razie choroby powietrznej prosz skorzysta z pojemnika. Wewntrz konia co omotno, ze zgrzytem przesuny si zbatki i ruszy. Gdy przelatywali przez okno, Kin przytulia si do szyi wierzchowca, by unikn cia ny. Wreszcie byli wolni i galopowali w powietrzu, wznoszc si ku miedzianemu niebu. Dopiero wtedy Kin przyjrzaa si ciskanemu w doni mieczowi - by smolicie czarny i nienaturalnie lekki, ale z braku innego musia wystarczy. Wtpia, by Abu nauczy si obsugiwa skafandry, ktre im zabra, tote jedynym latajcym obiektem, jakiego musiaa si obawia, by dywan. A w razie walki powietrznej zdecydowanie wolaa konia. - Twoje yczenie jest moim rozkazem - odezwa si tene. - Moemy zacz od tego, e opowiesz mi, w jaki sposb latasz - stwierdzia, spogldajc na ogrd, nad ktrym przelatywali. - Zbudowa mnie mag Abanazzard, a latam dziki wykorzystaniu silnika

unoszcego wag, w chwilach krytycznych wymagajcego staej interwencji Djinne imieniem Zolah. - Wiesz, gdzie jest paacowe zoo? - Tak. - To wylduj tam. - Sysz i wykonuj, o Pani. Pogalopowali po coraz cianiejszej i opadajcej spirali. Gdy byli na poziomie paacowego dachu, Kin ktem oka zobaczya uniesione twarze, a potem znaleli si ju wrd pokrytych kurzem drzew, rosncych po obu stronach szerokiej alei i osaniajcych rzdy niskich klatek. Kopyta dotkny gruntu bez wikszych wstrzsw i znaleli si na ziemi. Co skoczyo na prty najbliszej klatki, ale Kin dostrzega tylko zby i skrzyda, gdy przemknli obok. Gwnie zby. - Marco! Odpowiedzia jej jazgot, piski i ryki z wikszoci klatek. - Tutaj! - Kung mia trzy puca i potrafi robi z nich godny uytek. Podjechali ju wolniej do klatki, w ktrej midzy balami gruboci pni poyskiway olbrzymie oczy kunga. Od zewntrz dawao siej otworzy zadziwiajco atwo i cicho. Gdy otwr by wystarczajco szeroki, Marco wyskoczy jak z katapulty. - Daj mi miecz! - poleci. Kin odruchowo posuchaa, nim przyszo jej do gowy, e powinna odmwi, ale byo ju za pno. - Nic lepszego nie byo? - sykn Marco, ogldajc bro. - Jest tpy jak pie. - To si nazywa wdziczno! - parskna wcieka na sam siebie Kin. Powinnam ci tu bya zostawi! Marco zway miecz w doni i przyjrza si z namysem Kin. - Moga to zrobi - przyzna. - Dzikuj, e nie zrobia. Taki miecz te wystarczy. Gdzie zdobya latajcego robota? - Z magazynu czy graciarni na... - Jak si nim steruje? - Sucha polece sownych i... hej, za! Marco usadowi si w siodle, ignorujc j zupenie. - Znasz drog do paacu, czworonony robocie? -spyta. - Tak, Panie.

- To jed tam! Przez chwil stukotay kopyta, po czym ko wraz z jedcem stali si malejcym ksztatem na niebie. Kin poczekaa, a znikn, i zajrzaa do klatki. - Silver? - spytaa cicho. Jasny, kudaty ksztat poruszy si w rogu. - Chod, nie mamy na co czeka. Jak si czujesz? Silver siada. - Gdzie kung? - spytaa niewyranie. - Polecia zarn gospodarza. - A my gdzie si udajemy? - Silver wstaa. - Za nim, chyba e masz lepszy pomys. - Nie mam. Poza tym wszyscy bd zbyt zajci, eby zwrci na nas uwag ocenia Silver. - W tej klatce s jednoroce, a w tamtej syreny. ywi si rybami. - Abu to urodzony zbieracz, eby go pokrcio - mrukna Kin, ruszajc wawo w stron paacu. Po drodze miny bia kopu wielkoci maej wityni, ktra z bliska okazaa si jajem. A raczej jego wikszoci, bo okoo jednej trzeciej zakopane byo w piasku. W jednym miejscu w jaju bya niewielka dziura. - Ptasie? - zainteresowaa si Silver. - A skd mam wiedzie? Ale okruszkw bym mu nie sypaa. O, tam jest drugie... No, niezupenie... To, co w pierwszej chwili wzia za jajo, byo wrakiem adownika nalecego do wyposaenia sondy Terminus. W rzeczywistoci wyglda na mniejszy ni na zdjciach. Kadub znaczyy trzy gbokie bruzdy, jakby co prbowao go zapa w locie, przywodzc na myl lady szponw... C, w kocu co musiao znie to jajeczko, ktre miny. Wntrze adownika byo jedn wielk ruin. - Teraz przynajmniej wiemy, gdzie wyldowa Jalo - odezwaa si Silver, wyrywajc Kin z kontemplacji ladw pazurw. - Nie zazdroszcz mu - oznajmia Kin. - Infra to entuzjasta: niczego nie wyrzuci i nikogo nie wypuci dobrowolnie. Za ich plecami rozleg si tupot. Odwrciy si pospiesznie i zobaczyy lekko zdyszan par zbrojnych z otwartymi gbami. Jeden mia pik i prbowa ni delikatnie dgn Silver. Ta zapaa j za drzewce, wyja mu z rk i walna na odlew kocem drzewca w gow. Potem unieruchomia nogi drugiego, ktry rzuci si

do ucieczki. Przy tej okazji pika pka, zmieniajc si w dug pak. Wywijajc ni, Silver pognaa w stron paacu. Kin posza w jej lady.

Odnalazy Marca, kierujc si w stron najgoniejszych wrzaskw. Na zamkowym podwrzu kbi si tum walczcych, a w samym jego rodku by naturalnie Marco. Walczy rwnoczenie z picioma szermierzami i wygrywa. Jeden z obecnych, nie mogc si dopcha, w pewnej chwili odwrci si i z desperack odwag zaatakowa Silver. Ta wpierw mrugna zaskoczona, a potem poczstowaa go takim prostym, e pad, nie wydawszy dwiku. Przez cay ten czas miecz piewa. Kin syszaa ten zwrot wielokrotnie, traktujc go jako figur poetyck, ale ten miecz naprawd piewa: w dziwny elektroniczny sposb, podkrelany brzkiem cierajcych si gowni i wrzaskami rannych. Marco trzyma go w wycignitej rce, sprawiajc wraenie, jakby chcia znale si jak najdalej od niego, a miecz zdawa si porusza sam, cignc jedynie jego rami. Blok, cicie, kolejny blok innego ostrza, parada, sztych zakoczony upadkiem przeciwnika. Zdawao si, e ostrze przechodzi przez powietrze, lecz ono skakao od ciaa do miecza przeciwnika, pobyskujc bkitnymi wyadowaniami. Silver podesza cicho do dwch nastpnych zbrojnych i dwoma ciosami wyczya ich z walki. Trzech ostatnich przeciwnikw kunga nie mogo uciec, gdy miecz im na to nie pozwoli, ale problem ten zosta rozwizany trzy ciosy i dwa bloki pniej. Na dziedzicu pozostali Marco, Silver, Kin i zabici. Marco zatoczy si i wypuci z doni miecz, ktry Kin czym prdzej podniosa i obejrzaa uwanie. Ostrze powinno by zakrwawione. A byo po prostu czarne, niczym dziura we wszechwiecie wiodca gdzie indziej. - To yje - odezwa si ponuro Marco. - Wiem, e si bdziesz wymiewa, ale... - To zwyczajny miecz o powoce antyciernej i elektronicznym ostrzu, dla ktrego metal jest jedynie przewodnikiem - przerwaa mu Kin. - Musiae widzie podobne urzdzenia, choby noe rzenickie. Zapada chwila wymownej ciszy.

- Naturalnie masz racj - przerwa j Marco. - No, to wynomy si std! - polecia Kin, zrobia w ty zwrot i pobiega ku najbliszym schodom. - A ty gdzie? - krzykn za ni Marco. - Znale gospodarza! - odkrzykna, dodaa w mylach: Przed tob, bo go od rki zabijesz, a on jest nasz jedyn szans". Przebiega przez korytarz i kolejne schody wygldajce znajomo, a potem kolejny korytarzyk i dotara do komnaty, w ktrej spokojnie siedzia Abu ibn Infra. Siedzia ze skrzyowanymi nogami na latajcym dywanie i przyglda si wejciu (czyli Kin) ponad zczonymi palcami. W pobliu czeka Azrifel, poza tym pomieszczenie byo puste. Abu ibn Infra wygosi dugie zdanie. - Dlaczego Twoje Stworzenia Zaatakoway I Pozabijay Moich Ludzi? przetumaczy Azrifel. - Bo spodzieway si lepszego traktowania ni klatka. - Dlaczego? Przybya Z Miejsca Kamcw I Zodziei Z Par Demonw Renegatw I... - To nie s demony - przerwaa mu ostro Kin. - To przedstawiciele inteligentnych ras, odmiennych ni ludzie. Dobra, przejdmy do rzeczy, a konkretnie do latajcego dywanu... - To S Demony. Z przeciwlegego kta pokoju nagle powiao i Kin odwrcia si, akurat na czas, by zobaczy, jak materializuj si tam dwie postaci wygldajce niczym bliniaki Marca, cho poruszajce si nieco dziwacznie. Tak, jakby kto wiedzia, jak wyglda kung, ale nie mia pojcia o jego anatomii. Abu przywoa demony, by sobie z ni poradziy, a kto gdzie wewntrz planety zauway, e kung to idealna forma wojownika. Tylko e wprowadzi bezsensowne poprawki. Kung do walki uywa przewanie krtkiego miecza i niewielkiej tarczy siowej, zostawiajc sobie dwie rce do ulubionego duszenia. Te tutaj w kadej doni miay jak bro, kada inn. Jeden mia nawet morgensterna zwanego czasem Gwiazd Zarann. Oglnie sprawiay wraenie przeronitych kosiarek do trawnikw. Kin przyjrzaa si parze pozbawionych wyrazu - by nie rzec martwych - twarzy i zdecydowaa, e nie bdzie ucieka. Zbieganie po schodach przed nimi nie miao

szans powodzenia. Zamiast tego troch bezradnie uniosa miecz. Co drgno pod jej doni i nagle cae rami ogarn bl, od ktrego zaszczekay zby. Kungopodobne stwory skoczyy ku niej, a miecz oy. Nagle wszystko zaczo si dzia niczym na zwolnionym filmie widzianym w rowej powiacie. Oba demony biegy jak w gstym kisielu i zupenie bez dwiku, a Kin poczua przyjemn nienawi i z zainteresowaniem obserwowaa poczynania miecza. Ten bez oporu i trudu rozci ostrze topora z trzymajcym bro ramieniem skadajcym si z szarego, pozbawionego koci i krwi ciaa, i niejako mimochodem gowni innego miecza. Kin unikiem omina powoli peznc w jej stron wczni i skoczya, ldujc mikko w pobrocie na ugitych nogach. Jeszcze w locie miecz ci jednego z przeciwnikw w kark, a ledwie wyldowaa, zacza zachowywa si jak kosa. Do starcia doczy kto trzeci, cofajc si w czerwonej mgle, i miecz skoczy ku niemu, pocigajc Kin niczym kometa swj ogon. Potem zacza powoli opada ku pododze odlegej o kilka mil. Tylko dlaczego podoga tak j uderzya? Przecie nie miaa prawa...

Kin miaa nieodparte wraenie, e cay jej bok jest wielkim siniakiem. Rami wyo z blu, a rka niedwuznacznie sugerowaa, e przepuszczono j przez snopowizak. Przez kilka bogosawionych sekund moga analizowa te wraenia obiektywnie, spogldajc w zwariowany kalejdoskop, w jaki zamienia si jej gowa. A potem subiektywno j przytoczya. Za sob usyszaa lizg i mikkie upnicie o podog. Mimo blu zdoaa obrci gow na tyle, by dostrzec wpierw szerok smug czerwieni na cianie, a pod ni na pododze rozcignitego Infr. Kin przez pewien czas zadowalaa si chodem podogi, potem dopiero uya lewej rki, ktra tylko bolaa j jak jasna cholera, by przesun do po mozaice i wyduba z zacinitych palcw gospodarza lamp. Przycigna j i poczekaa. Poniewa lampa nie zachowaa si, potara palcem jej powierzchni. - Jestem Azrifel, Niewolnik Lampy - odezwa si znajomy gos. - Twoja Wola Jest Mym Rozkazem. - Sprowad mi doktora - polecia.

Demon znikn przy wtrze niegonego huku.

Pojawi si, trzymajc w objciach sabo wierzgajcego i popiskujcego facecika w czarnej opoczy i z twarz bia jak kreda. - Coo... too? - spytaa sabo Kin. - Johannes Angelego z uniwersytetu w Toledo, doktor nauk... Kin zebraa si w sobie, zapaa lamp i walna ni o podog. Azrifel zawy, doktor te i zemdla. - To ma by prawdziwy lekarz, ty durniu, nie jaki faszywiec - wyjania Kin, silc si na spokj. - Odnie to i sprowad mi uczciwego doktora. To jest skrzynka duga na osiem stp majca na wieku kup lampek i wskanikw. LEKARZ, rozumiesz? Cholera, nawet ywy lekarz moe by w ostatecznoci... I dla dodania wagi swym sowom jeszcze raz cisna lamp o podog. Azrifel zawy i znikn.

Tym razem nie byo go duej, ale gdy si pojawi, okrakiem na nim jecha mczyzna w zielonym kombinezonie Centrum Medycznego Kompanii. W objciach trzyma znajome pudo. Ledwie demon stan, mczyzna zeskoczy z niedba gracj kogo, kto ma nieograniczony dostp do rodkw odmadzajcych. Kin ze zdumieniem stwierdzia, e by to Jen Teremilt, za ktrego omal nie wysza sto czterdzieci lat temu, a potem bl przymi wszystko. cznie ze wspomnieniem, e Jen doszedby wysoko w hierarchii suby medycznej, gdyby nie zgin na Sister, polujc na chaque.

Cho dywan mg spokojnie pomieci ca trjk - Azrifel w lampie nie zajmowa miejsca, a poza ni nic nie way - Marco upar si, by towarzyszy im latajcy ko. - Jestemy gotowi? - spyta, gdy soce jeszcze nie wzeszo, ale niebo barwia ju perowa powiata. Kin, siedzca wraz z Silver na dywanie rozoonym na wyjtkowo chodnym dachu, zadraa lekko.

- Jestemy - odpara, pocierajc lamp. Obok niej pojawi si Azrifel. - No? - spyta. - Czego? - A gdzie uprzejmo?! - zdziwia si Kin. Marco parskn pogardliwie. - Dobra, Tylko Si Nie Irytuj. Mylaem, e Taka Gadka Gadka Odpowiadaa Jemu, A Ty, O Pani, Jeste Bardziej Demokratyczna. Kady Moe Si Pomyli. Kin przypomniaa sobie lekcj etykiety sprzed stu dziewidziesiciu lat: dentelmen to ten, kto zawsze mwi robotowi dzikuj". - Zamy, e daabym ci t lamp - zmienia dyplomatycznie temat. Demon mrugn i zastanowi si. Potem obliza zielonym jzykiem wargi i powiedzia ostronie: - Wyrzucibym J Za Krawd wiata, Pani. I Miabym Wreszcie Spokj. - Doprowad ten dywan do centrum tego wiata, a dam ci lamp - obiecaa Kin, a widzc radosny grymas Azrifela, dodaa: - Widzisz, e kung na latajcym koniu ma magiczny miecz? Dam mu lamp i gdyby zdradzi nas w jakikolwiek sposb, nie wtpi, e uszkodzi on lamp... Demon zadra. - Rozumiem - owiadczy ponuro. - Azali Nie Ma Ju Zaufania Na wiecie? - Nie - odpar rzeczowo Marco. Dywan unis si agodnie i pomkn nad ciemnym o tej porze miastem. Marco pody wierzchem w lad za nim, a Kin, obserwujc mijane w dole budynki, zastanawiaa si nad anomali, na ktr wczeniej nie zwrcia uwagi: Co mogo czyta w ich mylach, czego najlepszym dowodem byy rozmowy z demonami czy produkujcy ywno stolik. Kiedy zadaa lekarza, Azrifel zosta przysany z konkretnym lekarzem, o ktrym pomylaa, ale nie potrafi odnale zwykego automeda. Dlaczego? Demon wci kuca koo niej, a siedzca z przodu Silver wpatrywaa si tpo przed siebie. - Azrifel, dostarcz mi kompletny napd MFTL razem z matryc i ostatni model garkotuka - polecia Kin. miech Marca by wyranie syszalny. - Nie - oznajmi demon. - Odmawiasz?! Zapomniae o lampie? - Nie Odmawiam, Tylko Stwierdzam Fakt.- Azrifel potrzsn gow. - Ostrygi Nie Lataj, Ja Nie Mog Speni Twego yczenia. Jeli Musisz, Zniszcz Lamp. - Jako przesta si sili na anachronizmy - zauway Marco. - Prawda?

Demon zamilk, jakby nasuchujc jakiego wewntrznego gosu. Z bliska take by z lekka rozmazany, niczym trjwymiarowa fotografia w ostrym socu. - Nachronizmw Nie Ma - zgodzi si. - Jalo opuci ten wiat i pojawi si dwiecie lat... wiele, wiele mil std poprawia si Kin. - W jaki sposb? - Nie wiem. - Statek Jala nadal jest na orbicie - przypomnia Marco. - Moglibymy zaadaptowa system podtrzymujcy ycie, wykorzystujc czci z naszego adownika, i wrci do domu. - To za dugo potrwa! - zaprotestowaa Kin. - Moe nie. - A skd wemiesz energi? - Tysic takich latajcych dywanw poczonych brzegami? - A nawigacja? - Mamy trafi w sfer o rednicy pidziesiciu lat wietlnych z odlegoci stu pidziesiciu lat. aden problem. - Piknie. A co z Silver? Odpowiedziaa j ej cisza. Soce, gdy wzeszo, miao zdecydowanie zielonkawy odcie.

Przelecieli nad wysok na p mili burz piaskow mknc przez wioski niczym nieyca. Marco mwi niewiele, a Silver w ogle przestaa si odzywa leaa zwinita w kbek, wpatrujc si w niebo. Przelecieli nad portem zwanym Basra, ktrego ulice pene byy szcztkw rozbitych statkw, a oszalae morze, po zdemolowaniu nabrzey, zabrao si do metodycznego niszczenia budynkw. - Co lni na horyzoncie - odezwaa si Silver. Kin nic nie widziaa, ale nauczona dowiadczeniem, postanowia poczeka.

Dziesi minut pniej dostrzega saby blask prosto przed nimi. Silver poruszya si nagle. - Zostaw mnie! - rozkazaa. - I przylij kunga. Z broni. - Marco... - Syszaem. Zatrzymaj dywan i przesid si na koma.

- Przecie... przecie wiesz, o co jej chodzi. - Jasne. Mam j zabi, jak zacznie szale. - Jak moesz tak obojtnie do tego podchodzi?! - A jak mam podchodzi? Lepszy martwy rozumny ni ywe zwierz. Cakowicie si z ni zgadzam. - A co bdzie potem? Marco zmarszczy brwi. - Odrodzi si na dysku, jak sdz - powiedzia niepewnie. - Lepszy ywy czowiek od martwego sha... - Przesta gada w ten sposb!

Blask bi od wysokiej kopuy wtopionej w skay pokanej wyspy skadajcej si gwnie z czarnego piasku, w ktrym mona byo rozrni czciowo stopione wraki kilku statkw. Okryli j wpierw, nie zbliajc si bardziej ni na mil. Kin dostrzega znajomy czarny ksztat, sfruwajcy z nieba i siadajcy na szczycie byszczcej powierzchni. - To zaatwia spraw! - zdecydowaa. - Marco, lecimy. Odpowiedziao jej zduszone stknicie. Gdy odwrcia si w siodle, zobaczya, e par metrw obok Silver wanie szykuje si do ataku. Jedno rami miaa jasnopomaraczowe od krwi - tam trafio pchnicie miecza, drugim obejmowaa Marca w pasie. Ten dusi j, uywajc dwch rk, a midzy nimi wy miecz, nie mogc wczy si do walki. Dywan wyprzedzi konia i Kin dostrzega wykrzywion wciekle twarz Silver i otwarte, pene liny usta. Zapaa lamp i potara j energicznie. Azrifel stan w powietrzu i przyjrza si z zainteresowaniem walczcym. - Rozdziel ich! - polecia. - Nie. Marco wylizn si z uchwytu, odskoczy i zapa rk Silver w trzy swoje, po czym przerzuci j przez rami, co ledwie mu si udao przy tej rnicy wag. Silver znalaza si poza dywanem, lecz nie spada: wisiaa pod niemoliwym ktem w polu siowym, warczc i miotajc si zaciekle. - Nie?! - Nie Odwa Si Bardziej Zbliy Do Kopuy. - Mam lamp - przypomniaa mu Kin.

- Sugeruj, Aby Jej Nie Uywaa. Marco podnis miecz, Silver za znalaza oparcie w powietrzu i doskoczya ku niemu. W tym momencie oboje zniknli wraz z dywanem. Zaskoczona Kin wpatrywaa si w pust przestrze, pod ktr ryczao morze. Oprcz morza, nieba i kopuy nie byo nic. No i naturalnie wiszcego w powietrzu de mona. - Suchaj no - odezwaa si w kocu. - Co si stanie, jeli wrzuc lamp do wody? Tylko nie yj! - Czasami Ryba Lub Krab Otrze Si O Ni. Ich yczenia S atwe Do Spenienia. - Co si stao z dywanem? - Znikn? - zasugerowa demon. - To sama wiem. Dlaczego? - Tak Dzieje Si Ze Wszystkimi, Ktrzy Za Bardzo Zbli Si Do rodka wiata. - Nic o tym nie mwie. - Nie Pytaa. - Gdzie oni zniknli? - Nigdzie. Oni Po Prostu Zniknli. To Wszystko, Co Wiem. - Zaraz si dowiesz wicej - obiecaa, chowajc lamp w kiesze i dgajc konia pitami. Ruszyli w stron kopuy. Azrifel zajcza. Kin znikna.

Kin ockna si w rubinowym sercu galaktyki. Dotyk informowa j, e ley na paskiej metalowej powierzchni, a inny, stary, cho dotd nie nazwany zmys, i znajduje si wewntrz czego. Budynku albo jaskini. Wok paliy si miliony czerwonych wiateek ukadajcych si w skomplikowane konstelacje niewidocznych cianek odlegych o dziesitki metrw i agodnie przechodzcych w sufit. Na suficie zreszt te byy masy czerwonych punkcikw. Wzory czasami zmieniay si byskawicznie, ale kolor i stopie zoonoci pozostaway te same. Wygldao to niczym wizja pieka neoimpresjonisty. Kin poruszya si. Wywoaa popoch - czerwone wiateka spyny ze cian i zebray si wok

niej. Wstaa i dowiadczalnie tupna. Dowiadczenie byo najwaciwszym okreleniem: naleao postpowa racjonalnie i nie da si zwariowa. Wydawao jej si, e jest przygotowana na wszystko: roboty, lasery, obcych w srebrzystych skafandrach, inteligentne glisty i inne podobne. Na te wiateka nie bya przygotowana, tym bardziej e one niczego poza sob nie owietlay. - Chc si std wydosta! - warkna. Bysno, upno i staa w ukowo sklepionym tunelu, czujc ozon, rozgrzany metal i smar maszynowy. Tunel by jasno owietlony przez pas lamp cigncy si przez ca dugo sufitu, a wzdu cian biegy rury, kable i przewody rnych gruboci i barw. Podoga stanowia liniowy labirynt torw, gdzie z oddali dobiegay stuki i dwiknicia. Powietrze pene byo spieszcych si gdzie elektronw. Wybraa kierunek i ruszya do przodu, starannie omijajc wszystko, co wygldao cho z lekka elektrycznie. Dopiero wtedy zdaa sobie spraw, e znajduje si we wntrznociach maszynerii umoliwiajcej funkcjonowanie tego wszechwiata. Wszystko tu wygldao staro i mechanicznie, co byo trudne do pojcia. Pogrona w podziwie zmieszanym ze zgroz mina alkow wydron w cianie i dopiero wtedy zauwaya w niej jaki ruch. Odruchowo zacza szuka ukrycia, nim dotaro do niej, e postpuje bez sensu. Zbliya si i zajrzaa do wntrza. Rusza si robot, duy i w najbardziej funkcjonalnym ksztacie - kwadratowym. Gmera manipulatorem w niszy w metalowej cianie, ktrej panel osaniajcy lea na pododze. Te by kwadratowy. Manipulator cofn si, trzymajc co maego, czego Kin nie zdya obejrze dokadniej, nim znikno w pojemniku przytwierdzonym do boku robota. Z tego boku, nad pojemnikiem, wysuna si szuflada i tym razem Kin moga si dokadnie przyjrze zawartoci jej wycieanego wntrza. Manipulator przez chwil unosi si niepewnie nad szuflad, potem wybra jeden z obiektw i delikatnie przenis go do niszy. Kin podesza i wycigna z szuflady inny. By wielkoci jajka, na jednym kocu mia setki wystajcych stykw, a wewntrz znajdowaa si pltanina drutw, rurek i siatek. Widziaa ju co podobnego. W muzeum. Bya to lampa elektronowa, czyli co w rodzaju neolitycznego obwodu scalonego. Ta lampa wygldaa na wytwr kogo, kto zada sobie sporo trudu, by udoskonali istniejc technik, ale nigdy nie wynalaz tranzystora. Przypominao to komputery ehftw, ktre nigdy nie odkryy elektroniki, ale potrzeboway komputerw do skomplikowanych operacji religijno-

bankowych. Tote ich komputery skaday si z tysicy wyszkolonych ehftw, z ktrych kady zajmowa si niewielkim fragmentem dziaa matematycznych. A najciekawsze, e to dziaao. Natomiast Kin prdzej walczyaby z wiatrakami, niby uwierzya, e dysk zosta zbudowany przez kogo, kto zatrzyma si w rozwoju technologicznym na etapie lampy elektronowej z termokatod. Robot zainstalowa lamp, zamkn panel i z zadziwiajc szybkoci ruszy dalej tunelem. Kin musiaa dobrze wyciga nogi, by za nim nady. Wiedziaa ju, e nie ma si czego obawia - gdyby chcieli j zabi, to ju by to zrobili. A to oznaczao, e przeyje. Z tym e nie na pewno. Minli innego skrzyniopodobnego robota zajtego lutowaniem. Kin wolaa nie sprawdza, czy lutuje druty, czy obwd drukowany. A potem jej robot dotar do kwadratowej wnki-gniazda i wszed tam tyem, z delikatnoci dzika w rui, po czym wyczy si, uzupeniajc energi. Kin stana i zacza si zastanawia, co zajo jej troch czasu. Tunel, a podejrzewaa, e jest ich wicej -zdawa si nie mie koca, czyli moga nimi wdrowa wiele dni. I umrze. Bya jednakowo alternatywa... Zamylona wrcia do robota lutujcego i z pewnym trudem wyrwaa mu w kocu manipulator, ktrym walia go tak dugo, a znieruchomia i przesta brzcze. Potem cisna manipulator na odsonite obwody. Zaiskrzyo a mio. I czekaa.

Kiedy po paru minutach podjecha may robot naprawczy, przypominajcy samobien pkul, przewrcia go. Obzycza j z wyrzutem. Nastpny mia ksztat kropli, wiele obiektyww i porusza si po szynie pod sufitem. Prbowaa go strci manipulatorem, ale uciek. Teraz wiedzieli, e tu jest, a kto musia naprawia roboty naprawcze. Wystarczyo tylko poczeka.

Po kilku godzinach nadjechao urzdzenie przypominajce czog. Byo pogite i czciowo pozbawione osony, zamiast czci delikatnych manipulatorw miao jedynie kikuty. Najwyraniej czas mu nie suy, jeli by ostatecznym naprawiaczem. Cho z drugiej strony bezporedni wpyw na jego stan mg mie Marco, siedzcy na

kadubie z manipulatorem w kadej doni.

12
- Moe tu nikt nie zajmuje si ludmi, ktrzy przypadkiem dostan si do wntrza dysku - wyrazia przypuszczenie Kin. Marco mrukn co niezrozumiale, nie przerywajc jakiego neolitycznego zajcia zwizanego z zestawem czci wyrwanych z robota i pkolistym robotem naprawczym, ktrego uywa w charakterze motka. - Musi by - odpar zdecydowanie po chwili. - Ten wiat musi si roi od ukrytych szybw wentylacyjnych, odpowietrze, studzienek energetycznych i innych podobnych, a ludzie wlez wszdzie. Poza tym sprowadzili nas, zgadza si? A teraz po chamsku ignoruj. Idziesz? - Dokd? - Gdziekolwiek, gdzie jest kupa kabli i co delikatnego. To jest izolowane. Machn trzymanym w garci kawaem manipulatora przypominajcym przeronit maczug. - Spicie mona robi spokojnie. - A tamto? - Kin wskazaa na kilka poczonych ze sob elementw zakoczonych prymitywnym, acz pokanym ostrzem. - To? - Marco zway swe rkodzieo. - Te si przyda. Bro to bro. - Spodziewasz si moe spotka tu jakiego robota przeciwpiechotnego? Marco profilaktycznie wola nie spoglda jej w oczy. - Robota to nie, ale Silver moemy napotka - wykrztusi wreszcie. - Co, mylisz, e znalaza tu co do jedzenia? Albo masz jakie lepsze pomysy? - Ruszy w gb gwnego tunelu. - Poza tym, gdyby nie zauwaya, te tunele s owietlone doda po paru krokach. - Roboty nie potrzebuj wiata. Kin wzruszya ramionami. Zniszczenie owietlenia byo w tych warunkach rozsdnym posuniciem. Tylko e Marco wyglda na gotowego do rozpieprzenia caego dysku. Wanie ci kable - to nie byo zachowanie majce przycign uwag. To by pocztek wojny Marca ze wszechwiatem. Swoj drog ciekawe, jakie skutki jego dziaanie wywaro na powierzchni? Plag much? Deszcz ab? Wyschnicie mrz? Wymarcie dodo? Ruszya biegiem: Marco spowity w dym i tncy pk kabli szerszy ni on sam w pasie wyglda upiornie, lecz gorsza bya charakterystyczna skokowo" jego ruchw, wiadczca, e dosta szau. Albo przynajmniej obudzi si w nim prawdziwy

kung. Zatrzymaa si gwatownie, gdy ostrze przemkno o cale od jej garda. - Chc si bawi w chowanego? - wychrypia Marco. - Dowiadczenie? eby zobaczy nasze reakcje, co? No, to niech patrz! Kolejny cios wywoa eksplozj jakiego ukadu. - Poka im! Kin cofna si, nie spuszczajc wzroku z ostrza i nagle dojrzaa jaki ruch w prawo od jego prywatnego oboku dymu. Marco dostrzeg wyraz jej twarzy i zawaha si, o uamek sekundy za dugo. Silver skoczya i oboje stali si pltanin koczyn. Prbowaa obj go w ucisku, od ktrego pkay koci, lecz by zbyt zwinny. Prbowaa wyposaon w pazury nog wypru mu flaki, ale razem z reszt kunga byy wyej, sigajc do jej oczu. Trzy rce Marca skupiy si na niej, czwarta za, trzymajca domowej produkcji pik, wykonaa krtki uk i wbia si w jaki kabel przesyowy. Rozleg si dwik przypominajcy start sporego stada szaraczy i na sekund wszyscy znieruchomieli. Silver przypominaa olbrzymi futrzan kul, gdy wszystkie jej wosy stany dba. Kin rzucia si ku broni z izolowan rkojeci, a i tak ledwie zdoaa wybi mu pik z doni. Gdy to si stao, Marco i Silver zwalili si na podog. Kin przyklkna przy nich, szukajc oznak ycia. Co niemiao dziao si w piersiach Silver, natomiast jeli chodzi o Marca, nie wiedziaa nawet, gdzie zacz szuka ktrego z jego serc. wiata przygasy do pomaraczowych, z tyu rozlegy si kroki. Dziwne, klekoczce kroki. Wci w przyklku, odwrcia si i przyjrzaa zbliajcej si postaci. Najwyraniejsza bya trzymana przez ni bro, ktra wanie zbliaa si do niej szerokim ukiem, tote Kin odruchowo zasonia si trzymanym cigle w garci rkodzieem kunga. Ostrze kosy z gonym brzkiem trafio w manipulator i rozpado si na kawaki. Kin zacza si mia. Bo rzeczywicie stojcy przed ni szkielet w czarnym szlafroku, przygldajcy si z osupieniem drewnianemu trzonkowi, jaki mu pozosta w doniach, wyglda zabawnie. W dodatku cay pomys by kuriozalny: kogo oni prbowali nastraszy tak jarmarczn sztuczk?! Drewno w kocianych doniach zafalowao, nagle zmieniajc si w co, z czym nikt nigdy mierci nie widzia, mianowicie w wibrokos wyposaon w dwa rzdy poruszanych niewielkim silniczkiem zbw. Kin niejednokrotnie uywaa tego

narzdzia do karczowania wyjtkowo opornych krzakw na nowych planetach. mier zbliy si i gdyby pchn, Kin by nie przeya; poniewa jednak stare nawyki bywaj silniejsze od rozsdku, ci. Kin znurkowaa pod ostrzami, ktre z oskotem trafiy w podog, i te zadziaaa odruchowo -rbna go kolanem w krocze, ale poczua tylko dotkliwy bl rzepki kolanowej po jej zderzeniu z koci. Palce kociotrupa zacisny si na jej szyi, tote uderzya na odlew wierzchem doni prosto w twarz szkieletu i uzyskaa efekt zbliony do wybuchu w fabryce domina. Nagle zostaa sama. Po mierci pozostaa jedynie czarna szata i par odamkw koci. Kolejno zreszt znikay przy wtrze mikrogromw. W miar normalny huk towarzyszy znikniciu Silver i Marca. Potem znikna take Kin. Minut pniej para szeciennych robotw wmaszerowaa na miejsce zajcia i zaja si sprztaniem.

Teraz bya w... - Nie! adnych takich, mam do! - owiadczya Kin. - Wiesz, kiedy ostatnio mogam si czego napi? Przed ni, w powietrzu, zmaterializowaa si szklanka wody, co Kin niespecjalnie zaskoczyo. Zapaa j delikatnie i wypia zawarto duszkiem. Kiedy jednak sprbowaa odstawi j na miejsce, w ktrym si pojawia, naczynie spado na posadzk i roztrzaskao si. Teraz moga spokojnie si rozejrze. Znajdowaa si w pomieszczeniu kontrolno-sterujcym. I to sterujcym dyskiem. Byo zaskakujco mae - z powodzeniem mogoby by sterwk redniego statku, tyle e statek miaby wicej ekranw i przecznikw. Tu by jeden ekran i jedna konsoleta umieszczona przed gbokim czarnym fotelem, nad ktrym zwisa kask komputerowego sprzgu. - Mowy nie ma! - oznajmia stanowczo. - Nie wo tego! Na ekranie co zamigotao i pojawi si napis: ZAOYMY SI? Kin podesza bliej, by lepiej obejrze fotel. Mia dziwnie skomplikowany i niepokojcy ksztat - wyglda, jakby by ywy. Siedzcy w nim mczyzna by martwy. Nie nachalnie martwy- powietrze

doskonale go zmumifikowao, ale niezaprzeczalnie martwy. Gdyby wierzy w reinkarnacj, odrodziby si jako zwoki. Na rce wida byo star ran - nie wygldaa gronie, ale na pododze widniay zaschnite plamy krwi. Mg si wykrwawi na mier, co nie wydawao si stosownym kocem dla wadcy dysku. Jeli to naprawd by wadca dysku... Kin jako nigdy nie dojrzaa do tego, by o wadcach dysku myle jak o ludziach, a nieboszczyk bez dwch zda by czowiekiem. Gdyby go ogoli i da wie skr, mgby jej mwi ciociu". Ekran znw zamruga i wywietli jedno sowo, ktre pulsowao jako aonie: POMOCY

Przykucajc w pmroku, Marco nagle usysza gos. Po duszej chwili dwik ten wybi si z szau bitewnego na tyle, e kung uwiadomi sobie, e gos mwi do niego, na dodatek jest dziwnie znajomy. Czyby to bya ta pochodzca od map baba?! - Kin Arad? - chrypn podejrzliwie. - Marco, gdzie jest Silver? Miliony czerwonych wiateek daway wystarczajce owietlenie, tote bez trudu dostrzeg skulony na pododze ksztat. - Tu. Oddycha. - Marco, nie wiem, jak dobra w tym jestem - owiadczyo powietrze. - Bdziesz musia mi pomc. Nie ruszaj si. Powietrze przed kungiem zafalowao i zmaterializowa si tam n, a raczej sztylet. Marco zapa go trjrcz, nim zdy upa na podog, i zaskoczony obejrza wysadzan klejnotami rkoje. - Nie tra czasu - ponaglio go powietrze. - Chc, eby odci kawaek Silver, tylko nie bd nadgorliwy. Moe by futro, ale lepszy byby kawaek ciaa. Wspomnienia napyny fal... popatrzy na ostrze, potem na Silver i oznajmi rzeczowo: - Ani mi si ni! - Radz ci, zrb, co mwi, i to szybko, bo nastpny n utkwi w tobie. Moesz mi wierzy. Marco rykn wciekle, skoczy, ci Silver w rami i natychmiast odskoczy. Lece na pododze ciao mogo lekko drgn.

- Moe by - oceni gos. - Krew na ostrzu powinna wystarczy. Pu n, Marco. Syszysz?... Pu n... PU N! Marco by godny i spragniony, a cae ciao go swdziao od ciepego, suchego powietrza. Ostatni rzecz, na jak mia ochot, byo oddanie broni. Jeli w ogle zdolny by do tak skomplikowanych operacji mylowych, bo z rwnym powodzeniem mogy dziaa odruchy. - Dobra. Zrobimy to po twojemu. - W gosie zabrzmiao co takiego, e Marco zwolni chwyt. Dziki temu, gdy sztylet znik, zdar mu jedynie skr z palcw, zamiast urwa do. Marco zapa oburcz za nadgarstek, by zatamowa upyw krwi, i pozwoli blowi otrzewi si do reszty. Wci wpatrywa si w gojc si ran, gdy w pobliu co zaszumiao i upno. Obok Silver na pododze leao co dugiego i krwawego. Rka Silver poruszya si sennie, wymacaa w kawa misa i przysuna do ust. A potem Silver zacza u. - Gdzie jestemy? - spyta Marco. - Nie jestem cakiem pewna - przyznaa Kin. - Jak si czujesz? - Napibym si. I zjad co. Chciaa, ebym j ciachn, bo potrzebowaa prbki protein. - Tak. Nie ruszaj si. Co przypominajcego elastyczn butelk wody pojawio si obok niego i opado, sabo si odbijajc, na podog. Marco zapa j pospiesznie i mao elegancko rozgryz. - Teraz jedzenie - ostrzega Kin. Inny pojemnik peen czerwonawej mazi wyldowa, podskakujc na pododze. Marco sprbowa go w ten sam sposb. Smakowao niczym ppynna nuda. - Na razie to wszystko, co potrafi - poinformowaa go Kin. - Jedyne, co naprawd zepsue, to garkotuk szefa dysku. Dopki roboty go nie naprawi, jadospis bdzie zdecydowanie nieciekawy. - Z Silver udao ci si lepiej. - Mwiam, e nie mam czasu na subtelnoci: je shanda wyhodowanego z jej wasnych komrek. Nie pytaj mnie, jak to zostao zrobione w tak krtkim czasie, bo nie mam pojcia. Ja tu tylko wydaj polecenia. Aha, byoby mie, gdyby jej nie

informowa, co zjada. - Jasne. Czyli zajmujesz raczej wpywow pozycj? - Mona to tak nazwa. - Dobrze. To wycignij mnie std!!! Zapada cisza. - Sporo si nad tym zastanawiaam - przyznaa w kocu Kin. - Co robia?! - Mylaam o tym. Jestecie w pomieszczeniu przeznaczonym do bada. Dosta si tam i wydosta mona tylko za pomoc teleportacji, a gdyby wiedzia to, co ja o tym wiem, wolaby zosta i umrze z godu. Nie chc ryzykowa przebicia si przez cian, bo moecie przy okazji oberwa. Biorc to wszystko pod uwag... O metr od kunga powietrze eksplodowao dugim ksztatem, ktry z hukiem opad na podog. Marco przyjrza mu si podejrzliwie. - Wyglda jak przemysowy dezintegrator molekularny - oceni. - Bo jest. Sugeruj, eby uywa go naprawd delikatnie. Marco umiechn si upiornie i sign po dezintegrator... Spory fragment ciany zmieni si w mg. Marco wyczy urzdzenie i obejrza si: Silver klczaa, trzymajc si za gow. - Jak si czujesz? - Marco trzyma dezintegrator nie cakiem wycelowany w Silver. Przyjrzaa mu si z wysikiem. - Dziwne rzeczy si dziay... - wymamrotaa. Marco pomg jej wsta, co byo wycznie uprzejmoci, jako e waya dobre dziesi razy tyle co on, a poza tym potrzebowa jednej rki, by trzyma dezintegrator nie cakiem wycelowany w Silver. - Moesz i? - spyta. Moga gwnie si zatacza, ale mniej wicej w tym samym kierunku, tote ruch do przodu by moliwy. Gdy dotarli do dziury w cianie, Marco wyjrza ostronie, ale oprcz pary pkolistych robotw obwchujcych kupk pyu, w ktr zmienia si ciana, w tunelu nie byo nikogo. Marco przyjrza si Silver i wycelowa dezintegrator w bliszego robota. - Od to! - poleci robot, cofajc si pospiesznie. - KinArad? - Marco, moesz zatrzyma dezintegrator, bo ci to uspokoi, ale jeli go uyjesz, powyrywam ci wszystkie rce. Po kolei. Mog i zrobi to, lepiej mi uwierz!

Marco rozwaa to przez dusz chwil, podczas gdy Silver gramolia si na korytarz. Potem wzruszy wszystkimi czterema ramionami i puci dezintegrator, ktry z hukiem wyldowa na pododze. - Mapia logika - oceni. - Nigdy jej nie zrozumiem. - A podobno bye prawie czowiekiem? - zdziwi si robot gosem Kin. Przynajmniej tak mylae. - I co z tego? Cae mylenie wszechwiata nie zmieni pewnych spraw. - Cogito ergo kung - mrukn robot. - Chodcie za mn. No, to poszli w lad za toczcym si robotem.

Godzin pniej cigle za nim szli. Pokonali szerokie metalowe przepacie, przechodzc po aurowych mostkach, i przeczekali w niszach przejazd ogromnych maszyn zajmujcych ca szeroko tunelu. Skorzystali z windy majcej posta nie osonitej barierkami platformy, dzielc j z tuzinem pomrukujcych i rozsiewajcych wo ozonu zotych cylindrw. Wdrowali wskimi przejciami midzy huczcymi, zdajcymi si nie mie szczytw machinami. - Krelle - powiedziaa w pewnym momencie Silver. - Co? - Nigdy nie ogldae Zakazanej planety? To taki ludzki film, nakrcili chyba z sze coraz to nowszych wersji. Zanim zaczam studiowa, statystowaam w ostatniej. - Nic sobie nie przypominam. - Musiaam wali w drzwi i rycze. I dzieli garderob z robotem. By czowiekiem. - Robot czowiekiem? Co ty bredzisz? - Aktorzy byli robotami, ale w filmie wystpowa jeden prymitywny zreszt robot i reyser nie mg znale robota, ktry potrafiby si tak gupio zachowywa. No, to wynaj czowieka. W tym filmie jest scena wewntrz olbrzymich maszyn zbudowanych przez wymar ras, ktra niegdy zamieszkiwaa planet. Nazywali si krelle, jeli dobrze pamitam... To wszystko byo wymylone tylko na potrzeby filmu. - Urwaa, widzc jego min. Marco westchn.

- Za dugo przebywamy wrd ludzi - uzna. - Oboje jestemy skaeni ich szalestwem. - Przecie wychowae si na Ziemi i prawnie jeste czowiekiem. - Papiery byy na statku, wic mona to uzna za czas przeszy dokonany. - To uwaaj si za kosmopolit - poradzia Silver. - A co to naprawd znaczy? - Dobrowolne podporzdkowanie wiadomoci rasowej podstawowej jednoci wszystkich istot rozumnych. - To wcale tego nie oznacza - warkn Marco. - To oznacza nauczenie si jzykw, ktrymi mog mwi mapy, eby dao si z nimi dogada, i dostosowanie si do ich zachowa. Widziaa kiedy czowieka zachowujcego si jak shand albo kung? - Nie, ale z drugiej strony to Kin bya wolna, nie my. Ludzie zawsze obejmuj przywdztwo i osigaj to, co chc. Lubi ludzi, moja rasa te lubi ludzi. Moe gdybymy nie lubili, ju bylibymy martwi. A to co? Przed nimi, moe z pl mili nad maszyneri, growaa wiea wygldajca jak gigantyczne kule poukadane jedna na drugiej i wiecce gbok czerwieni. Na otaczajcych j podestach peno byo robotw, ktre widziaa Silver, a ktrych nie mia szans dostrzec Marco. - Przeronity ekspres do kawy? - zaryzykowa. Silver przywoaa robota-przewodnika. gonym okrzykiem

- Co to jest? - spytaa, wskazujc rzd ku znikajcych w sklepieniu jaskini. - W zasadzie to nieskomplikowane urzdzenie suce do podgrzewania ska do stanu pynnego i wyrzucania ich w gr pod cinieniem. - Po co? - zdziwi si Marco. - Wulkan - odpar zwile robot. - To wszystko po to, eby na dysku dziaa wulkan?! - Marco by pod wraeniem. - Szalestwo! - Tak? - Robot ruszy w dalsz drog. - Poczekaj, a zobaczysz maszyn do trzsie ziemi...

Podr we wntrznociach dysku zaja dwa dni, a przynajmniej tak wynikao z oblicze Silver i Marco. Czasami jechali na lorach poruszajcych si z denerwujc

powolnoci, ale znacznie czciej szli, wspinali si czy czogali po kratownicach. Zdarzay si te sprinty przez rozjazdy pene samobienych maszyn zajtych wasnymi zadaniami. Od czasu do czasu trafiali na garkotuki wyrniajce si z otoczenia nowoci. Otoczenie bowiem byo zuyte. Zadbane i pieczoowicie naprawiane, ale zuyte. Marco poruszy ten temat, gdy odpoczywali oparci o obudow garkotuka, spoywajc kolejny posiek. - Gdyby mieszkacy jakim cudem zrobili tu rewolucj techniczn i obejrzeli sobie to, co my widzimy, byliby przeraeni - oceni. Silver przeua kawaek pieczonego shanda, przynajmniej tak to ocenia Marco. - Zadziwiajce, e budowniczowie dysku pozwolili na takie uwstecznienie zgodzia si po namyle. - Zauwayam zaskakujc liczb uszkodzonych i nie naprawionych urzdze. Przecie mona je naprawi, wic dlaczego tego nie zrobiono? - A kto naprawi maszyn, ktra wykonuje naprawy? - spyta w odpowiedzi Marco. - Takie urzdzenie jak dysk musiao przez sto lat zuy od cholery albo i wicej bezpiecznikw. A co zrobisz, jeli nawali robot naprawiajcy maszyn produkujc czci do fabryki wytwarzajcej roboty obsugujce lini robic bezpieczniki? Jeeli nie ma okresowej naprawy wykonywanej przez ekip z zewntrz, dysk jako cao stopniowo si niszczy i bdzie si niszczy i zuywa. - Moemy spyta robota - zasugerowaa Silver. By to paski dowcip, bowiem robot mg odpowiedzie na kade bezporednie pytanie zwizane z otaczajc ich maszyneri - wysuchali na przykad dziesiciominutowego wykadu o urzdzeniu regulujcym przypywy, za to zbywa kompletnie jakiekolwiek inne pytania. Marco mia ochot otworzy go i wtedy zacz pyta, ale tym razem ostrono wzia gr. - To miejsce z czerwonymi wiatekami musi znajdowa si w pobliu krawdzi - odezwaa si Silver. - Mam wraenie, jakbymy ponownie zbliali si do rodka dysku. Robot czekajcy dotd spokojnie par metrw od nich podjecha i spyta radonie: - Wypoczlimy? To ruszamy. Oboje wstali sztywno i poszli za nim.

Metalowa cieka z barierkami prowadzia do duego, okrgego i jasno owietlonego pomieszczenia. Wikszo wiata pochodzia ze wieccej mgy pod sufitem, ale sporo wypromieniowywao niewielkie sztuczne soce unoszce si okoo stu metrw nad szczegowym modelem powierzchni dysku. Model liczy kilkaset metrw rednicy i wyposaony by w miniaturowe chmurki rzucajce cie na ziemi. I w aktywne wulkaniki. Otaczajca go galeria nie miaa porczy, a powierzchnia a nazbyt realistycznie wygldajcego morza znajdowaa si ledwie o metr poniej. Marco dug chwil przyglda si modelowi, w kocu stwierdzi: - Poddaj si. adne, fakt, ale po co to jest? - Projekt architektoniczny nasuwa si jako pierwsza odpowied - zadudnia Silver. - Ale przeczy temu pewna rzecz... widzisz, o tam, za wewntrznym morzem. Marco wytrzeszczy oczy, potem je zmruy: - Nie widz. Ci budowniczowie albo mieli cholernie dobry wzrok, albo to jest tylko na pokaz. Mia zamiar spyta o to robota, ale ten gdzie sobie pojecha. - Chcielibymy z bliska obejrze map dysku - owiadczya niespodziewanie Silver, kierujc te sowa do pustego powietrza. Z przeciwnej strony mapy nadleciao w odpowiedzi co, co wygldao jak latajca tafla szka, i znieruchomiao tu przed ni. Silver ostronie wesza na to, ale nawet nie drgno pod jej ciarem. - Widz i nie wierz - sapn Marco. - Jak to zrobia? - Normalnie, chyba zaczynam rozumie, jak to wszystko tu dziaa. Lecisz czy zostajesz? Marco naturalnie wsiad za ni, a szklany dywan posusznie wykona polecenie Silver, przelatujc o centymetry ponad chmurami. Marco mia nieodpart ochot sign i wywoa tam co w rodzaju cyklonu. Mapa bya tak realistyczna, e zaczai si zastanawia, czy gdyby dotkn powierzchni na prawdziwym dysku, pojawiaby si gigantyczna rka. Z marze wyrwa go gos Silver, tote posusznie spojrza w d - pod nimi bya spalona i zniszczona ziemia, a w samym centrum zniszcze ziaa okrga dziura. Metod prb i bdw Silver odkrya, e podnoszc nieco platform, powoduje powikszenie obrazu terenu znajdujcego si bezporednio pod ni. Powikszenie

na dobr spraw wydawao si nieograniczone, gdy zobaczy mona byo nawet mikroskopijne sylwetki ludzkie, prawie nieruchome. Prawie, gdy mniej wicej co sekund obraz miga i postaci zajmoway nieco inne pozycje. Marco skoncentrowa si w pewnym momencie na homunkulusie rbicym drewno. Sekwencja wygldaa tak: siekiera w powietrzu - mig - wbita w pie - mig -znw w powietrzu, i z pnia znikn kawaek drewna. - To wykonalne - mrukn na wp do samego siebie. - Trzeba tylko spjnego napywu danych i cigej reprojekcji jako hologram. - Do tego potrzeba mnstwa danych - wtrcia Silver. - Albo jeszcze wicej. Praktycznie wymagane s informacje o kadym ywym stworzeniu. - Zauwaye puste obszary? - Moe akurat nie byo pod rk wolnego ptaka? Silver przytakna ponuro i rozejrzaa si po mapie--modelu. - Ta mapa powinna take zawiera miniatur mapy dysku - powiedziaa powoli i umiechna si. Zgodnie z jej poleceniem platforma zawisa nad rodkiem makiety - adne z nich nie wtpio, e pomieszczenie, w ktrym byli, znajduje si w centrum dysku. Pod nimi ukazaa si kopua i Silver po serii prb, ktre niczego nie day, w kocu obniya platform. W dole zobaczyli znikajcy metal i rozstpujc si ziemi, z ktrej wyszy maszyny, by nastpnie znikn po bokach i ukaza may okrgy dysk. W jego centrum wida byo dwa punkty - szary i biay, ktre powikszyy si w dwie postaci, jedna bya dua i kudata, druga chuda i wielorka. Obie wpatryway si z nateniem w co pod stopami... Mig... Chuda spogldaa teraz w gr ku miniaturowej galerii otaczajcej map mapy... Mig... na galerii staa nowa posta... Mig... posta uniosa rk... Mig... - Cze - powiedziaa Kin. Silver nie bya specjalistk od ludzkich zachowa i wyrazw twarzy, ale bya pewna, e Kin od dawna nie spaa. Prawd mwic, chwiaa si lekko na nogach. - Ciesz si, e tu dotarlicie. Nie mogam komputerom kaza was teleportowa, gdy istnieje trzydziestoprocentowy margines bdu energetycznego, zwaszcza w fazie synchronizacji. Chodcie, nie zostao nam zbyt wiele czasu. - My... - zacz Marco. - Robimy, co mwi - przerwaa mu Kin. - Chodcie!

Marco ju mia ponownie zacz protestowa, ale Silver zapaa go za dwa ramiona i poprowadzia w lad za znikajc ju w tunelu Kin. Tunel nie by dugi i prowadzi do stalowej jaskini mniej wicej o poow mniejszej od tej, ktr opucili. W jej wntrzu, na pododze, sta statek kosmiczny. A przynajmniej tak to wygldao na pierwszy rzut oka. Przede wszystkim nie mia silnikw poza odrzutowymi, sucymi jedynie do lotw w atmosferze. Poza tym skada si gwnie z kabiny, i to tak przeszklonej, e mona by w niej hodowa winogrona. A na dodatek wci krciy si wok niego przypominajce koci do gry roboty rnych wielkoci. Jeden wanie koczy malowa wspornik podwozia, a dwa inne montoway co na krtkim skrzydle. Kin podczas tych obserwacji zdya znale si na pokadzie, tote Marco, nie majc wyjcia, wszed po krtkiej drabince i wpad do kabiny. Kin siedziaa przy konsolecie w ksztacie podkowy, z ktrej pki rnokolorowych kabli biegy do najwyraniej przypadkowo rozmieszczonych we wntrzu metalowych skrzynek. Na samym rodku podogi grupa minirobotw gorczkowo miotaa si wrd pku przewodw i jakich metalowych ksztatw. Jeden tak dugo trca go w stop, a Marco go przesun. - Silver, zamknij drzwi! - polecia Kin. - I mdl si do jakiego boga. Po czym odwrcia si i oznajmia takim tonem, e jasne byo, i nie zwraca si do pozostaej dwjki: - Jestemy gotowi. Odpowied napyna zewszd: UMOWA STOI? - Stoi - potwierdzia Kin. Przez chwil nic si nie dziao, potem statkiem lekko zatrzso. Marco wyjrza: ciany jaskini przesuway si w d. - Nie mwcie nic bez zastanowienia - ostrzega Kin. - Najlepiej nic nie mwcie. I nie mylcie, jeli chcecie wrci do domu. Po prostu mi zaufajcie, dobrze? Kabin nagle zalao wiato soneczne. Marco zadar gow i dostrzeg zociste niebo w rozsuwajcym si fragmencie dachu. Statek wraz z kawakiem podogi unosi si wprost ku temu otworowi. W kabinie may robot cign uparcie kawa rurki z pku wystajcego w pododze. W pewnym momencie przystan, zawaha si i zapa rurk innym manipulatorem, przecinajc j natychmiast. Silver nerwowo potrzsna gow, bo co j poaskotao w ucho. Gdy si ostronie obejrzaa, znalaza si oko w receptor z ma metalow kostk zwisajc z sufitu dziki trzem manipulatorom. Kostka co prawda nie miaa twarzy, ale wygldaa

na zawstydzon. W czwartym manipulatorze robot trzyma suwmiark. Marco sykn i strci innego, prbujcego wdrapa si na jego nog. Robot wyldowa na pokadzie na plecach, gorczkowo usiujc wsta za pomoc szeciu ramion. Kin zacza si histerycznie mia. - Nie bdcie dziecinni - zaproponowaa, apic oddech. - Podczas skoku w nadprzestrze chcielibycie by w fotelach kompensacyjnych, i to jeszcze odpowiedniego ksztatu, tak? To nie przeszkadzajcie im bra miary. Marco ju mia zaprotestowa, gdy co dotkno jego twarzy. Spogldajc w d, dostrzeg metalow tam sigajc pokadu. Spogldajc w gr, dostrzeg zwisajcego z sufitu robota, ktry j wanie rozwin. Westchn i nie odezwa si sowem. Wok statku by dzie - wynurzyli si na powierzchnie na play, spory kawa od miedzianej kopuy. O par metrw od burty pluskao leniwie morze, a roboty koczyy rozpyla pian na trzech konstrukcjach z dziwnie powyginanych rur przytwierdzonych do podogi. Piana zastyga w ksztaty generalnie odpowiadajce ksztatom czowieka, kunga i shanda. - Mamy chwil czasu do startu. - Kin wstaa. - Ma kto jakie pytania?... tak te sdziam, niestety. Dobra, ale najpierw przypnijcie si do foteli. - Nie chcesz chyba skaka w nadprzestrze z powierzchni dysku? - odezwa si Marco. - To si nie moe uda! - Zrobie tak na twojej planecie - przypomniaa Kin, siadajc w fotelu. - Kung nie jest otoczony przezroczyst kopu! - Nie chc skaka ju teraz i std. Fotele bd jednak niezbdne do pierwotnego startu. - A kto bdzie za sterami? Nie sign do nich z fotela! - Nikogo nie bdzie za sterami, zreszt nawet nie ma startowych. Zaufajcie mi. - Nie ma sterw i chcesz, eby ci zaufa?! - Tak, chc, ebycie mi zaufali. Marco zaniemwi. Po chwili pooy si i zapi pasy, co Silver bez gadania zrobia ju jaki czas temu. Po chwili ciszy odezwaa si Kin: - Marco, widzisz okrgy ekran? - Widz. - To radar. Jak zobaczysz co na nim, daj zna. A teraz jestem wam chyba

winna wyjanienia...

13
Starajc si nie myle, Kin usuna trupa z fotela i siada przed proszcym o pomoc ekranem. Nie spuszczajc wzroku z kasku, pooya do na oparciu. Nic si nie stao poza tym, e na ekranie wywietli si inny napis: JESTE KIN ARAD. - To...- Gos Kin zabrzmia jako sabo w niewielkim pomieszczeniu, wic odchrzkna i powiedziaa goniej: - To si zgadza. A kim ty jeste? SDZIMY, E MWIA O NAS, UYWAJC NAZWY WADCY DYSKU, CHO MY NAZYWAMY SIEBIE KOMITETEM. - adnie, demokratycznie brzmi. Chciaabym was zobaczy. TO YCZENIE CZY POLECENIE? - Posuchajcie. Przebyam naprawd dug drog, by was spotka, a to nie jest najsympatyczniejsza pogawdka, jak w yciu toczyam - warkna rozgldajc si w poszukiwaniu ukrytych drzwi lub kamer, ale niczego takiego nie dostrzega. NIE ZROZUMIAA NAS: JESTEMY MASZYNAMI. JAGO JALO NAZWA NAS KOMPUTERAMI. NIE ROZUMIEMY TWOJEGO ZASKOCZENIA. - Nie jestem zaskoczona! - zegaa. W TAKIM RAZIE PROPONUJEMY, EBY ZASKARYA SWOJ TWARZ O OSZCZERSTWO. - Dlaczego potrzebujecie pomocy? To ja potrzebuj pomocy! Co si stao z moimi przyjacimi? S BEZPIECZNI W ARESZCIE PREWENCYJNYM. ZACHOWYWALI SI ZBYT GWATOWNIE, BY MONA IM BYO POZWOLI SWOBODNIE SI PORUSZA. CHCESZ, EBYMY ICH UWOLNILI I DOSTARCZYLI WAM RODEK TRANSPORTU NA OJCZYSTE PLANETY? JELI TAK ROZKAESZ, ZOSTANIE TO ZROBIONE. - Jak ja mog wam rozkazywa?! ZAJMUJESZ FOTEL, DO KTREGO NIE MA INNEGO KANDYDATA, WIC JESTE PRZEWODNICZC. DLATEGO MOESZ WYDAWA ROZKAZY. NALEGAMY, EBY TO ROBIA. - Moecie mi zbudowa statek kosmiczny? ZBUDOWALIMY TAKI JAGOWI JAOWI. POMOGLIMY MU POMIMO WSZYSTKO. W TAKICH SPRAWACH MASZYNY NIE MAJ WYBORU. JALO

WOLA UCIEC Z DYSKU, NI DOWIEDZIE SI O NIM WICEJ. Kin zastanowia si dugo, a gdy si odezwaa, mwia powoli: - Dacie mi statek, ale jeli zdecyduj si odlecie, nie powiecie mi nic o dysku, tak? TAK. - A przedtem mwilicie, e mog wam wydawa polecenia? TAK. JEDNAKE JESTEMY PRZEKONANI, E WKRTCE NASTPI DROBNE USZKODZENIE OBWODW AUDIO, CO MOE UNIEMOLIWI NAM USYSZENIE JAKICHKOLWIEK POLECE. Kin umiechna si. - Wyglda mi to na zwyky szanta - ocenia. - Dobrze, opowiedzcie mi o dysku.

- Na radarze pojawi si jaki obiekt - odezwa si Marco. - Najwyszy czas - odetchna Kin. - Nie martw si. - Tak, wiem, mam ci jeszcze zaufa. To duy obiekt. Co to takiego? - Nasz pojazd startowy.

Kin odchylia si wygodnie w fotelu i w zamyleniu spogldaa na pusty ekran. - Zuywasz si jako cao - powiedziaa w kocu. -Dlatego morza wariuj, a klimat zmienia si bez sensu. Dysk to jeden wielki mechanizm, a kada maszyna ma ograniczon ywotno. Dlatego Kompania buduje planety. PLANETY TAKE MAJ OGRANICZON YWOTNO. - Ale dusz. Pierwsze usterki wychodz po piciuset tysicach lat. CHWALISZ SI? - Nie, myl o kilkuset milionach ludzi zamieszkujcych statek kosmiczny majcy posta paskiego wiata. I jak sobie pomyl, co moe si popsu w takim statku, to mnie trzsie. Strach i cholera. Wstaa i przesza si wzdu cian, by rozprostowa koci i minie, w ktrych zaczynay dawa o sobie zna kurcze. To bya duga sesja i dugie zwiedzanie podziemnej czci. Utkwiy jej w pamici urzdzenia do wywoywania trzsie ziemi tyle pomysowoci, by osign co, co byle jaka planeta robia samoczynnie. No i demony: z tym chocia ju udao si jej skoczy.

Marco

rozpi

pasy i

skoczy

ku

konsolecie.

Wpierw

przyjrza

si

oskarycielsko ekranowi radaru, potem wyjrza przez okna kabiny. - Gdzie on si podzia? Znikn z ekranu, a by wikszy ni... Whump! Z nieba spady szpony wystarczajco wielkie, by pochwyci statek. Byy to ptasie szpony. Marco pisn co i da czym prdzej nura na swj fotel. Whump... Whump... Whumpwhump... Whumpwhump. Statek zatrzeszcza, gdy ptak go uj, cho zrobi to delikatnie. A potem zacz si wznosi w serii gwatownych, wytrzsajcych koci szarpni. Powierzchnia dysku zostawaa coraz bardziej w dole, ale bujaa si strasznie, wic lepiej byo spoglda w gr, gdzie niebo i morze postpoway podobnie, lecz przynajmniej byy podobnej barwy. Szpony prawie zakryway okno w dachu, tote Kin skoncentrowaa wzrok na nich, od czasu do czasu dostrzegajc jeszcze wyej fragmenty olbrzymich, biaych skrzyde bijcych powietrze powoli niczym fala przypywu. Kabin wypeni nowy dwik, zaczynajcy si wrd niesyszalnych ultradwikw i potem przechodzcy w skal syszaln. By rwnie miy co odgos wydawany przez mokre palce na tafli szka: unoszcy ich rok zapiewa.

Kin doskonale rozumiaa, skd si wziy demony. Wiedziaa, e s potrzebne, ale miaa ich do, tote zdecydowaa, i nadszed kres ery demonw. Te, ktre spotkaa, byy prawie ludzkie w porwnaniu z wikszoci wyhodowanych w laboratoriach pod kopu. Suyy jako policja dysku, straszc w prowadzcych na d przewodach wentylacyjnych i innych zejciach, odganiajc zbyt awanturnicze jednostki znad krawdzi i od czasu do czasu porywajc nowego przewodniczcego dla komitetu. Odruchowo spojrzaa na wiszcy nad fotelem kask sprzgu komputerowego nie miaa ochoty sprawdza, czy pasuje, a komputery te jako jej nie naciskay, ale pokazay jej dokadnie, jak dziaa cao. Dyskiem kieroway komputery: reguloway przypywy, zajmoway si hodowl lilii i innymi polami uprawnymi, ale konstruktorzy dysku opracowali je jako mechanizmy suebne, by planeta nie staa si zbyt

mechaniczna. Do dugotrwaego rytmicznego dziaania potrzeboway polece czowieka. W liczcej siedemdziesit tysicy lat historii dysku przewodniczcych byo dwustu osiemdziesiciu. Kadego przemoc umieszczano w fotelu, wsuwano mu na eb kask i uczono nowych informacji i obowizkw. - Nie da si z neolitycznego prymitywa zrobi planetarnego zarzdcy! oburzya si Kin. DA SI. ROBILIMY TO WIELOKROTNIE. BUDOWNICZOWIE DYSKU MDRZE NAS ZAPROGRAMOWALI. - Opowiedzcie mi o nich. Ekran zgas. Whump. Rok nie tyle lecia, ile przepycha si przez powietrze, roztrcajc z pogard grne warstwy atmosfery. Powodowao to due przecienia w niespodziewane strony i skutecznie zniechcao do rozmowy. Jak si okazao, najmniej zniechcao Silver. - Rozumiem, po co takiemu urzdzeniu jak dysk potrzebny jest inteligentny nadzorca - stwierdzia, robic przerwy na whumpy". - Maszyny nie mog poradzi sobie ze wszystkimi problemami... jakie mog wynikn. Ale nie rozumiem tego co ty: jeliby taka istota nie bya technicznie zaawansowana, nim zostanie nadzorc... to po prostu by zwariowaa. Kim przygotowaa si na kolejne machnicie skrzyde, ktre nie nastpio przez okna wida byo szeroko rozpostarte skrzyda o drgajcych kocwkach pir. Rok zaczyna lot szybowy. Kabina bya lekko przekrzywiona dziobem w d, dziki czemu przez przednie okna doskonale wida byo poow dysku wygldajc niczym czara klejnotw cinita w niebo. Przed nimi za znajdowa si wodospad na skraju ozdobiony socem pysznicym si niczym najwikszy klejnot. Rok zaczyna nurkowanie, kierujc si ku socu i od czasu do czasu poruszajc olbrzymimi miniami, by pozby si lodu tworzcego si na upierzeniu. Ld poyskiwa w promieniach soca, lecc w d, co trwao naprawd dugo.

Kin przyklkna na antygrawitacyjnej platformie, obserwujc malutkie postaci Silver i Marca przedzierajce si przez tunele pene wybitnie aktywnych maszyn spieszcych na miejsce katastrofy sprzed kilku dni. Zastanawiaa si przelotnie, czy

gdyby jaki redniowieczny chop zosta przewodniczcym, zdoaby pomc komputerom w naprawie dysku. Nigdy dotd si to nie zdarzyo... Wstaa, polecia platformie wrci do otaczajcej map galeryjki i udaa si do sterowni. WITAJ. - Nie potrzebujecie mnie ju, powiedziaam wszystko, co wiedziaam, eby wam pomc si naprawi. Zajmie to troch czasu, ale zdoacie to zrobi, nie niszczc zbytnio przy okazji biohemisfery. Ale to nie bdzie trwa w nieskoczono, chyba e otrzymacie pomoc z zewntrz. WIEMY. ENTROPIA JEST PRZECIWKO NAM. - Uywanie czci jednych maszyn, by naprawi inne, nie jest metod na dusz met. Moe wystarczy jeszcze najwyej na sto lat. WIEMY. - A obchodzi was los ludzi zamieszkujcych powierzchni? TO NASZE DZIECI. Kin przyjrzaa si napisowi na ekranie i zaproponowaa cicho: - Opowiedzcie mi o Jagu Jalu. Musia si wam wydawa wysannikiem bogw. JU WCZENIEJ ZDAWALIMY SOBIE SPRAW, E DYSK JEST SKAZANY NA ZAGAD. W TYM CZASIE MIELIMY JESZCZE EKRAN ANTYMETEORYTOWY, STOSUNKOWO ATWO WIC SPOWODOWALIMY, E JEGO STATEK WYTRACI SZYBKO. OBSERWOWALIMY, JAK MNIEJSZYM STATKIEM PODLECIA DO SKLEPIENIA NIEBIOS, ALE NIESTETY NIE MOGLIMY SI Z NIM SKONTAKTOWA, GDY MOGOBY TO WZBUDZI JEGO PODEJRZENIA LUB - CO GORSZA - PRZESTRASZY. - Wic pozwolilicie mu wyldowa? NIESTETY PODCZAS OBNIANIA LOTU ROK ZAINTERESOWA SI JEGO STATKIEM. - Rok? TO TAKI DUY PTAK.

- Nie wierz - odezwa si Marco. - Widz i wci nie wierz. On nas zaniesie do domu czy jak? Pod sob widzieli zakurzon smug, a potem niewyran wod, gdy znaleli si nad morzem.

- Nie widziae tego wielkiego jaja w zoo? - spytaa sabo Kin. - Tam, gdzie was w klatce trzymali, gdyby zapomnia co to zoo... Nie zastanowio ci, czyje to jaj ko? Naturalnie, e nie zaniesie nas do domu, to tylko olbrzymi ptak. Widziaam jego plany i parametry. - Wiem, e to gupio brzmi w takich warunkach, ale takie stworzenie nie moe istnie - powiedziaa Silver. -Zwalioby si pod wasnym ciarem. - On way tylko pi ton - wyjania Kin. - To zreszt jedna z najlepszych konstrukcji budowniczych dysku. yje, ale cigna ma podobne do naszych Lin, a koci s pneumatyczne: to rury wypenione gazem pod cinieniem. Doskonay pomys i wietne wykonanie. - To dlaczego traci wysoko? - zainteresowa si Marco. - Bdziemy wodowa, jak tak dalej pjdzie... - Bdziemy, dlatego proponuj, eby wrci na fotel - doradzia Kin. - Chcesz powiedzie, e naprawd bdziemy wodowa?! Marco spojrza w d: fale byy tak blisko, e mimo prdkoci wyranie byo wida kad z nich. Potem spojrza przed siebie na czerwone soce, do poowy ukryte za lini wody. - Nie! - jkn. - Powiedz mi, e si myl! Powiedz mi, e nie planujesz tego, co myl, e planujesz...

- Nie wiem, czy wam to pomoe, ale Jago Jalo by szalony wedug wszelkich moliwych standardw. Nawet norm swojej zwariowanej epoki - dodaa Kin. TO STAO SI OCZYWISTE, ALE ZBYT PNO. NIE WZILIMY POD UWAG, E JAKAKOLWIEK RASA BDZIE WYSYAA W KOSMOS WARIATW. - W czym takim tylko wariat mg polecie. ZJAWI SI TU ZE ZDEMONTOWANYM Z ADOWNIKA LASEREM GEOLOGICZNYM. ZABI WCZESNEGO PRZEWODNICZCEGO. - Nie prbowalicie go powstrzyma?! NIE OTRZYMALIMY TAKICH POLECE. W DODATKU POCHODZI Z CYWILIZACJI TECHNICZNEJ I MUSIELIMY BRA POD UWAG PRZYSZO DYSKU. KAZA NAM ZBUDOWA SOBIE STATEK KOSMICZNY. NIE BYO TO TRUDNE, A OBLICZYLIMY, E JELI POMOEMU MU WRCI NA OJCZYST PLANET, NIEDUGO ZJAWI SI NASTPNI GOCIE. DLATEGO WYSALIMY

Z NIM JEDNEGO Z NASZYCH PTAKW-SZPIEGW ZWANYCH OCZAMI BOGA ALBO PO PROSTU KRUKAMI. - To dlaczego si z nami nie skontaktowalicie, gdy tylko przylecielimy?! Cholera, ary mnie wszy, omal nie zostaam niadaniem dla przeronitego wia i wyldowaam w haremie, e nie wspomn o... POSTANOWILIMY NAJPIERW WAS OBSERWOWA. NIE MOGLIMY MIE PEWNOCI, E JALO JEST WYJTKIEM. A CZTERORKIE STWORZENIE TYLKO POTWIERDZAO NASZE SPOSTRZEENIA. - Wiecie, e potrafimy budowa wiaty, waciwe wiaty, czyli planety. Moemy zbudowa tak dla mieszkacw dysku. Wiecie, e to kopia mojej rodzinnej planety? TAK. - Wiecie, dlaczego tak jest? TAK. - Powiecie mi? Przez kilkanacie sekund ekran pozostawa pusty, za to potem pojawio si na nim tyle, e komputery musiay zmniejszy wielko liter, a Kin wsta, by je odczyta. CHCESZ WIEDZIE O BUDOWNICZYCH DYSKU, CHCESZ SI DOWIEDZIE, DLACZEGO ZBUDOWANO CO TAKIEGO. MOEMY CI TO WSZYSTKO POWIEDZIE, ALE TO NASZA JEDYNA KARTA PRZETARGOWA. MOLIWE, E ZAMIERZASZ WRCI, BY SPLDROWA DYSK, JAK PLANOWA JALO. NIE ZDOAMY CI PRZESZKODZI, ALE ROZUMIEMY, E NAJBARDZIEJ CENISZ WIEDZ. DAMY CI WIEDZ, A TY ZBUDUJESZ NOWY DOM DLA NASZYCH DZIECI. Kin ju si nad tym zastanawiaa i uznaa, e to wykonalne, cho trudne. Naleao zacz od zbudowania gwiazdy typu G w odlegoci kilku minut wietlnych od dysku, chyba e w okolicy bya jaka nadajca si do wykorzystania... - Bdziemy potrzebowali waszej wiedzy technicznej dotyczcej teleportacji, inynierii genetycznej i paru innych kwestii - uprzedzia. OTRZYMACIE J NATURALNIE. - W takim razie zbudujemy tak planet. Jeli nie zrobi tego Kompania, to zao wasn firm z pomoc kilku mniejszych i zbuduj co trzeba. W TAKIM RAZIE UMOWA STOI. - Ot, tak? Nie potrzebujecie... faktycznie, chyba nie mog da wam adnych zabezpiecze - przyznaa.

OBSERWOWALIMY CI. OBLICZYLIMY, E SZANSA DOTRZYMANIA PRZEZ CIEBIE UMOWY WYNOSI 99,87 PROCENT. W KASK. Kin spojrzaa w gr i nie poruszya si. UFAMY CI, WIC I TY ZAUFAJ NAM. KASK PODCZY CI BEZPOREDNIO DO OBWODW ZAPROGRAMOWANYCH NA PODOBNE SYTUACJE. DAMY CI NIE INFORMACJE, LECZ WIEDZ, KTREJ NIE UZYSKASZ NIGDZIE WE WSZECHWIECIE. - Podobno czowiek cae ycie si uczy - mrukna Kin. PRAWDA. KTO NIE CHCIABY BY MDRZEJSZY? Kin westchna i signa po kask.

Na rodku pokadu kbiy si miniroboty. Jeden podjecha do konsoli sterowniczej, cignc za sob kabel, inne skupiy si koo dziwnie wygitego lustrzanego prta. Kiedy Kin mu si przyjrzaa, zamio j w oczach - prt wydawa si niemoliwie wygity, co oznaczao, e wszystko jest w porzdku. By bowiem sercem matrycy niezbdnej do lotw pozaukadowych. O tym, co by si stao, gdyby si nie udao jej zbudowa, wolaa nawet nie myle. Roboty zbudoway te normalny fotel dla pilota przed konsolet. Zajmowa go klncy na czym wiat stoi Marco. - To bdzie zupenie jak szukanie przerbli we mgle - owiadczy, gdy skoczy. - Mam tylko nadziej, e cho silniki odrzutowe s uczciwe. - Otwr bdzie widoczny na ekranie - podpowiedziaa Silver. - Tak, tylko e bdziemy szybko lecie. Kin, jeste pewna, e wszystko uwzgldniono przy obliczeniach? cznie z szybkoci obrotu dysku i jego pooeniem w stosunku do kopuy? Nie sdzisz, e maszyny zdolne sterowa przez siedemdziesit tysicy lat tak skomplikowanym urzdzeniem jak dysk s zdolne do... - ...nawleczenia igy odlegej o dziesi tysicy mil przez spuszczenie nici z wodospadu? Nie sdz. Chc sprbowa, jak dziaaj silniki. - Bdziesz mia okazj. Potne uderzenia skrzyde rozlegy si ponownie, gdy rok wypuci statek i gorczkowo zacz nabiera wysokoci, prawie muskajc pirami fale. Przez chwil lecieli prawie w stanie niewakoci, a potem zaskakujco agodnie zetknli si z falami. Statek zakoysa si i powoli okrci wok wasnej osi.

Rok przesoni gwiazdy, zawracajc szerokim ukiem ku swej ukrytej dolinie. Kin odprya si, mimo e - pierwszy raz od dawna - usyszeli cichy jeszcze, cho rosncy z kad chwil ryk wodospadu na krawdzi wiata.

Czekaa, czujc ciar wybitego mikkim tworzywem kasku na gowie, ale nic si nie wydarzyo. W kocu przypomniaa sobie. Najpierw by to szok, potem stopniowo mala, w miar jak przejmowaa kontrol nad ciaem. Zastanowio j, jak moga o tym zapomnie, lecz potem to take jej si przypomniao: nie mona si uczy, nie zapominajc. Gdzie w umyle czua Kin Arad niewielki kbek zmysw, upodoba i dowiadcze, lecz wok by dysk - czua go, dowiadczaa tak intensywnie, i bez trudu moga si zatraci w tym nowym przeyciu sprawiajcym czyst yw przyjemno. Z wysikiem wrcia do komputerw i pochwalia je. A potem powoli zacza zwraca Kin Arad sobie, bo w kocu byy jednoci. Gdy si obudzi, bdzie wiedziaa co o tym i zrozumie wszystko, co dotyczy dysku. Poprawia pewne rzeczy w umyle bdcym w niej i zadowolona pozwolia sobie na zapomnienie... Kin pamitaa. Wspomnienia byy twarde i realne niczym odamki lodu. - Dysk - powiedziaa rzeczowo, zaskoczona wasnym tonem - to but w pokadzie wgla i plomby u dinozaura. To znak identyfikujcy twrc. Nie mogli si powstrzyma: zbudowali idealny wszechwiat zgodnie z wykazem i nie mogli nie doda do niego tej anomalii. Umiecili j tak, by trudno j byo znale, ale pomyleli tak, by stanowia dowd... Skd ja to wszystko wiem?! W odpowiedzi na krzyk ekran nawet nie mign. - Wiem - stwierdzia po chwili. - Oni zbudowali nie tylko dysk... oni zbudowali wszystko: Ziemi, Kung, gwiazdy, nasze wykopaliska paleontologiczne i ca reszt. A spindle i caa reszta nigdy nie istniay, wszystko to stanowio cz sfaszowanej prehistorii wszechwiata. Zastanawialimy si, czy spindle nie pomogy nam w ewolucji... Mymy nie mieli adnej ewolucji: jestemy gotowym produktem podobnie jak sami produkujemy sonie czy wieloryby dla nowych planet! Jestemy wszechwiatem-koloni. Budowniczy przybyli, wybudowali i dali nam histori,

poniewa kady potrzebuje historii. My tak samo postpujemy w stosunku do nowych planet. Pomyleli o wszystkim: o skamieniaociach, potworach, spindlach i wheelerach. I nigdy si nie zorientowalimy! Sami tak postpowalimy i nigdy tego nie podejrzewalimy. Jeden z nich wybudowa dysk, moe jako art, bo na pewno nie z jakichkolwiek powanych powodw. To musiao by na samym kocu, pod wpywem pomysw nie zrealizowanych przy gwnych planetach czy ukadach... siedemdziesit tysicy lat! Przecie ten wiat jeszcze mierdzi wieym lakierem! Sdzilimy, e liczy sobie ze cztery miliardy lat, bo na to wskazyway dowody, a jak durnie uwierzylimy dowodom. Siada wygodniej w fotelu; teraz pamitaa rne dziwne, zapomniane fakty. Przypominaa je sobie ostronie niczym masochista sprawdzajcy jzykiem bolcy zb. - Starzy, inteligentni i niezaleni od materii, tak ich pamitam. Kady wikszy, ni moemy sobie wyobrazi, albo mniejszy, gdy zmierzy ich mona, jedynie biorc pod uwag ego. Zreszt nawet ich wiek jest niezmierzalny, gdy dopki nie zbudowali wszechwiata, nie istnia czas... Mam racj? NIE MOEMY ODPOWIEDZIE ZWILE NA TO PYTANIE. WIEMY O NICH TYLKO TYLE, CO SAMI NAM POWIEDZIELI. - To co w takim razie o nich wiecie? PRZED NIMI ISTNIAO JEDYNIE PRAWDOPODOBIESTWO. ONI WYMUSILI NA TYM PRAWDOPODOBIESTWIE WZR RZECZYWISTOCI. - Dlaczego? TWOJA KOMPANIA BUDUJE PLANETY, MIMO E NIE ISTNIEJE REALNA KONIECZNO TAKIEGO POSTPOWANIA. A TWOJA MACIERZYSTA PLANETA NIE JEST PRZECIE PRZELUDNIONA, WIC DLACZEGO? - Kiedy Ziemia bya bardzo przeludniona, a jej mieszkacy byli tacy sami. Psychicznie, ma si rozumie. Ludzie zawsze marzyli o zjednoczonym wiecie, sdzili, e to jedyny sposb przetrwania, e bdzie to lepszy i bogatszy wiat. Nie by. To, e Eskimos nauczy si prowadzi rozliczenia bankowe, nie znaczyo, e niemiecki bankier nauczy si polowa harpunem na foki. Wszyscy nauczyli si, jak przyciska guziki, a nikt nie pamita, jak nurkowa po pery. A potem zaczy si trzsawki, jak nazywano te ataki szau, na ktre umary miliardy. Ich umysy po prostu zamkny si i zapady w sobie... Byo to par lat po starcie sond Terminus. Prawie

musielimy pniej zaczyna od pocztku, ale przynajmniej mielimy urzdzenia spindli i moglimy rozrodkowa si na inne planety. Trzeba byo, bo zrobio nam si psychicznie za ciasno: musielimy znale nowe wiaty i nauczy si tego, co zapomnielimy. Musielimy cz z tej wiedzy powierzy robotom, eby pamitay za nas dla przyszych pokole. Ale sdzilimy, e to naturalna kolej rzeczy, mielimy przykad spindli. Uwaalimy, e w pewnym momencie kada inteligentna rasa osiga etap, na ktrym albo zacznie podbj kosmosu, albo zginie, gdy na ojczystej planecie wybije j cinienie umysowe. Jakkolwiek racjonalnie to uzasadnia, podstaw kolonizacji nowych wiatw bya ch ucieczki od innych. A poniewa planet nadajcych si do zamieszkania wbrew pozorom nie ma a tak wiele, musielimy nauczy si inynierii planetarnej. Och, wszystko sobie wyliczylimy: kada rasa pojawiajca si w galaktyce tworzya nowe wiaty, przed wymarciem ustpujc miejsca nowej i stwarzajc jednoczenie warunki do jej rozwoju. Napisaam o tym nawet ksik, nosi tytu Cige tworzenie... miechu warte. TERAZ MOESZ PRZYGOTOWA DRUGIE WYDANIE. - Troch krtkie, nie uwaacie? W zasadzie mona by napisa jedno zdanie: wiata na niebie to tylko sceneria". A DLACZEGO NIE? Nie powiedzielicie mi, dlaczego budowniczowie budowali? Odpowied pojawia si na ekranie natychmiast, zupenie jakby komputery ju dawno j przygotoway: LUDZIE S DOCIEKLIWI, TAKA JU ICH NATURA. ISTOTY, KTRE ZBUDOWAY WSZECHWIAT, ZROBIY TO, GDY NIE DO POMYLENIA DLA NICH BYO NIE ZROBI TEGO. TWORZENIE NIE JEST DOMEN BOGW, TWORZENIE TO ICH ISTOTA. - A potem? Co zrobili pniej?

Wok statku szalaa biaa kipiel. Kin ktem oka dostrzega przemykajc z boku wysepk poronit drzewami, a potem niebo stano dba i podoga zostaa cian. Przez moment wida byo jedynie pian, a w kocu widoczno wrcia i Kin spojrzaa przed siebie. Czyli w d. Wodospad wyglda jak wiecca, biaa droga, na jej tle wyranie widoczny

by Marco siedzcy w fotelu pilota i dokadnie byo wida, e odruchowo prbuje si zaprze, tyle e jego stopy nie znajduj punktu zaczepienia. Przed nimi, daleko w dole, znajdowaa si kula ognia - dysk pogrony by w mroku nocy, ale soce owietlao wodospad i jego spodni stron. Szybko zreszt znalazo si na ich wysokoci, po czym zostao wyej. Przez chwil lecieli ku chmurze, po czym z leciutkim wstrzsem przelecieli obok niej, zostawiajc za sob wod, molekularne sito i wszystkie pozostae urzdzenia. Przed nimi bya ciemno usiana gwiazdami. Marco sykn przecigle, co mogo by westchnieniem ulgi. - Przyznaj, e byabym szczliwsza, gdyby start by nieco bardziej konwencjonalny - odezwaa si Silver. - Ale nie da si ukry, e ten ma klas! - Z punktu widzenia komputerw dysku taki start jest najskuteczniejszy wyjania Kin. Niebo znw fikno koza, gdy Marco przej stery, ustalajc d w tradycyjnym miejscu, czyli pod nogami. Silver rozpia pasy i spojrzaa na Kin. - To my zbudowalimy wszechwiat - powiedziaa. -To znaczy nie my fizycznie, ale to co w nas, co powoduje, e jestemy tym, kim jestemy. To, co ni, gdy reszta nas po prostu pi. - Komputery nie powiedziay mi tego, ale masz racj. - Kin umiechna si. Wydaje mi si, e komputery maj dodatkow funkcj: potrafi wytumi cay ten psychiczny szum... no nic, nie uda mi si unikn tego sowa... dziki czemu bg moe przej kontrol, a kady z nas ma takiego boga wewntrz. Dlatego prawie kady musi zosta wadc dysku. Gdyby Jago woy kask, zostaby nim i byby tam nadal. - Nikt ci nie uwierzy. - Marco nawet nie odwrci gowy. - Nie sdz, eby to bya tragedia. Dysk to albo art, albo lad, nikt nie musi w niego wierzy, kady moe zobaczy. Zbudujemy jego mieszkacom now, normaln planet, na ktr ich przeniesiemy. I to jest to najwaniejsze, co trzeba zrobi odpara Kin, czujc, jak rozgrzewaj wyzwanie. Bo to byo wyzwanie - trzeba byo zbudowa now Ziemi, i to tak podobn do dysku, by jego mieszkacw dao si przenie na now planet bez ich wiedzy. Naturalnie trzeba bdzie ich do tego celu upi i hibernowa na czas potrzebny do stworzenia wystarczajcej ich liczby. No, bo na planecie bdzie wicej kontynentw, a nie mog sta puste. To zajmie jakie tysic lat, ale nie bd to lata zmarnowane trzeba bdzie skonstruowa cay ukad planetarny. Albo zbudowa, albo przyholowa

planety w odpowiednie miejsca. I podobnie postpi z najbliszymi, najbardziej charakterystycznymi planetami, choby byy odlege o lata wietlne. A potem trzeba bdzie zaj si szczegami. Jak na przykad zaprojektowanie bizonw. ycie przestao wyglda nudnie. To, czego dowiedz si od komputerw, jeszcze je uatrakcyjni.

Przespali si i zjedli posiek, podczas gdy statek opada pod olbrzymim cieniem, a wreszcie przeciwlega krawd wodospadu zacza rosn. Marco wrci na fotel pilota i po krtkiej konferencji z niewielkim komputerem pokadowym oznajmi: - Zaraz wcz silniki, wic lepiej wrcie na miejsca i przypnijcie si. Komitet obliczy wszystko, zaczynamy.

Po dziesiciu minutach niewygd ryk silnikw ucich i dao si sysze westchnienie z fotela pilota. - No, to byoby na tyle - owiadczy Marco. - Albo trafimy w dziur, albo nie. Nigdy nie mylaem, e bd si martwi, eby si nie rozbi o cian wszechwiata. Wodospad przemkn o par tysicy mil, fosforyzujcy w blasku ksiyca w peni, i wszyscy zgodnie wstrzymali oddech, gdy statek unis si ponad krawd dysku i wystrzeli w niebo. Dysk wyglda jak czarno-biaa fotografia monety ze srebra i hebanu unoszca si pod rozgwiedonym niebem. Cho bya znacznie wiksza ni ich statek, nie mieli przez nie przelecie prostopadle, ale pod niewielkim ktem, co znacznie zmniejszao margines bezpieczestwa. Komputery obliczyy, e powinni przelecie, tak te dowiedzia si Marco. Kin wiedziaa za to, ile zostanie im miejsca do brzegu. Nie odwaya mu si tego powiedzie, gdy okazao si, e bdzie to mniej ni metr. Podobnie jak pozostali wpatrywaa si w przestrze ponad dziobem, szukajc zarysw otworu wrd dryfujcych gwiazd, ktre nagle z powolnie poruszajcych si punkcikw zmieniy si w gnajce jak na wycigach punkty. Potem co si rozmazao, wok przemkno wraenie czego solidnego, co znikno szybciej, ni si pojawio, a znikniciu towarzyszy lekki wstrzs. Oznacza

on koniec kariery jednego z silnikw, ktry zosta oderwany przez krawd nieba. Ponownie pojawiy si gwiazdy, oszukaczo znajome. Marco gono oddycha, Silver nucia co sznapsbarytonem, a statek opada ku gwiazdom. Kin wiedziaa, e licz one zaledwie siedemdziesit tysicy lat i s jedynie troszk starsze od swych mikrokuzynw wewntrz wszechwiata dysku. W kocu gwiazdy byy jedynie wiatami na niebie - wiksze niebo wymagao wikszych gwiazd. Pomylaa o drugim wydaniu. Uzupenionym i poprawionym. A statek pogry si w znajomych dekoracjach.

KONIEC

Centres d'intérêt liés