Vous êtes sur la page 1sur 13

Europa, nie Zachd.

Komentarz do felietonu Jacka Bartyzela Wprowadzenie: wobec kwestii autorytetu

W ostatnich dniach, na amach jednego z dostpnych na rynku miesicznikw pojawi si, bdcy oist polemik ze rodowiskiem Falangi i Xportal, tekst prof. Jacka Bartyzela Pokusa tr adycjonalistycznego nihilizmu. W tym miejscu chcieliby my przedstawi nasze wyja nienia wobec zastrzee postawionych tam przez Profesora wobec naszego rodowiska. Ju na poczt ku jednak zaznaczamy, e autor poniszych sw pisze przede wszystkim w imieniu wasnym i wywodu jego nie naley uznawa za wyraz pogldw ani cao ci redakcji Xportal, ani caej orga izacji Falanga. Z niektrymi przedstawionymi tu tezami kilku kolegw niej podpisanego z obydwu wymienionych gremiw mogoby si zapewne nie zgodzi i z nimi polemizowa, tote niewa ciwe byoby utosamianie wyoonego tu stanowiska z ich wasnymi pogldami.

Przede wszystkim, wypowied zacz musimy od podzikowa wobec Profesora za kilka jake miyc nam pyncych od niego sw (umiarkowanego) uznania pod naszym adresem. Raczej nie budz i wtpliwo ci, e jest profesor Bartyzel uznawany zarwno w naszym rodowisku, jak i szero ko poza nim, za najwybitniejszego yjcego polskiego przedstawiciela my li tradycjonal istycznej, a take za autorytet osobisty i intelektualny dla wielu rodowisk Prawicy , w tym rwnie dla naszego wasnego, ktre z jego zdaniem licz si i uznaj je za istotny p nkt odniesienia przy formuowaniu wasnych pogldw i opinii.

Przy okazji niejako, poczyni pragniemy uwag poboczn, skierowan nie tyle do samego Pr ofesora, co do niektrych jego co bardziej zo liwych i mniej kulturalnych przeciwnikw. Ot czasami mamy okazj by wiadkami do enujcych i wprawiajcych nas przy tym w zakop biegw, zmierzajcych do skompromitowania Profesora poprzez insynuowanie, jakoby pos zczeglne dziaania Falangi i publicystyczne wypowiedzi wychodzce z naszego rodowiska, w prosty sposb wynikay z naszej inspiracji my l Profesora i w co bardziej kontrowers yjnych przypadkach, jakoby go obciay. Chcieliby my wyra nie w tym miejscu o wiadczy, e w lkie tego rodzaju posdzenia s bezpodstawne i nie maj nic wsplnego z prawd. Przypuszcz amy skdind, e sami autorzy tych interpretacji doskonale zdaj sobie z tego spraw, a ic h dalekie od rzetelno ci i przyzwoito ci formy walki publicystycznej, maj swe rda nie w ugruntowanych merytorycznie zastrzeeniach wobec poszczeglnych opinii prof. Bartyze la, ale w osobistej wobec niego antypatii, prywatnej zawi ci oraz chci wyzo liwienia s i. Dotychczas nie zabierali my gosu w tej sprawie, bo uwaali my i uwaamy nadal, e przy e si do bezsensownych internetowych przepychanek nie prowadzi do niczego konstruk tywnego i jest zwyczajn strat czasu, wypierajc i degenerujc potrzebn na Prawicy dysku sj ideow i programow do poziomu prywatnych zo liwostek nie interesujcych chyba dla niko go poza samymi uczestnikami owych przepychanek, oraz ludzi o mentalno ci czytelnikw plotkarskiej prasy. Wobec jednak cyklicznego nawracania kolejnych tego rodzaju a fer , rozdmuchiwanych zreszt stale przez jedno rodowisko, je li nie wrcz przez jedn osob co jak ju wspomnieli my wprawia nas w osobiste zakopotanie, chcieli my tu jednoznaczn ie o wiadczy, e nie jeste my bynajmniej, jak si to niekiedy insynuuje, modocianymi barty elianami , na ktrych pogldy i postawy w prosty i bezpo redni sposb przekadaj si pisarst i stanowisko polityczne zajmowane przez samego prof. Bartyzela. Jak wspomnieli my wyej, cenimy autorytet Profesora i liczymy si z jego zdaniem, ale zdecydowani jest e my my le i dziaa samodzielnie i na wasny rachunek, nie starajc si sztucznie zawyy s prestiu poprzez podczepianie si pod Profesora i przypisywanie sobie jako jego uczniom , choby cz ci nalenego mu uznania. Falanga i Xportal s samodzielnymi wobec prof. Bartyz ela inicjatywami ideowymi i politycznymi, zatem decyzje swoje podejmuj samodzieln ie, i rwnie odpowiedzialno za nie ponosz tylko samodzielnie. Uprzedzajc ewentualne dalsze zarzuty, naszym zdaniem stanowisko takie nie ma nic wsplnego z politycznym protestantyzmem , ani polityczn partyzantk ; rozumne zawierzenie omu jako autorytetowi nie oznacza wyzbycia si wasnego zdania i wasnej autonomii inte lektualnej, ani bezrefleksyjnego kopiowania wszystkich pogldw i opinii osoby uznaw anej za autorytet. Nie wyklucza te naszym zdaniem kulturalnej i prowadzonej z nal eytym szacunkiem polemiki, co zreszt poprzez przewarto ciowywanie i konstruktywn kryt yk wydaje si niezbdnym warunkiem wszelkiego rozwoju my li ludzkiej. W ramach polemiki

zatem, chcieliby my w tym miejscu zoy wyja nienia wobec zarzutw postawionych nam przez Pana Profesora. Wobec kwestii ezoteryzmu

Zacznijmy od poziomu najbardziej fundamentalnego, mianowicie od metafizyki. Pisz e bowiem prof. Bartyzel, e w prawdziwej Tradycji nie ma nic ezoterycznego , z czym t rudno nam si zgodzi. Naszym zdaniem jest dokadnie przeciwnie i kada prawdziwa tradyc ja (a ju najbardziej Tradycja) ma charakter ezoteryczny i inicjacyjny. Czym jest bowiem tradycja? Jest przekazem. Termin ten wywodzi si od aciskiego sowa traditio, o znaczajcego wrczenie , przekazanie , czy podanie . Nasza osobowo jest ksztatowana mi przez to, co przekazali nam nasi ojcowie, co za oni sami otrzymali od swoich ojcw, wzbogacajc t wiedz wasnym do wiadczeniem i yciow mdro ci. Przedmiotem przekazu jest , ktr za socjologiem Stefanem Czarnowskim (1879-1937) rozumie bdziemy jako caoksztat z obiektywizowanych elementw dorobku spoecznego, ponadpartykularnych w wymiarze czas owym, tak wic bdcych wasno ci wicej ni jednego pokolenia, oraz ponadpartykularnych w w arze przestrzennym, tak wic bdcych wasno ci ponadindywidualn i przynalen wicej ni j pie, a take poprzez swoj obiektywno zdolnych do rozprzestrzeniania si. Kultura jest do brem zbiorowym i zbiorowym dorobkiem, owocem twrczego i przetwrczego wysiku niezlic zonych pokole ( ) O kulturze moemy mwi dopiero wwczas, gdy odkrycie lub wynalazek zosta je zachowany, gdy jest przekazywany z pokolenia na pokolenie, gdy staje si dorobk iem trwaym zbiorowo ci ludzkiej, nie przyzwyczajeniem poszczeglnej jednostki czy jej mniemaniem osobistym. pisa Czarnowski w swojej pracy Kultura, powstaej w latach 19 33-1937, a wydanej ju po mierci autora, w 1938 roku. Bardziej oczywi cie interesujce z naszego punktu widzenia bdzie w tym miejscu rozumienie Tradycji pisanej wielk lite r. Juliusz Evola (1898-1974), jeden z twrcw tradycjonalizmu integralnego, pisa w swo jej pracy Ludzie po rd ruin (1953), i Tradycja, w swojej istocie, jest czym rwnocze nie etahistorycznym i dynamicznym: jest ogln si porzdkujc, pozostajc w subie zasad nam h krzymem wyszej legitymizacji (moemy je nawet nazwa zasadami pochodzcymi z gry ) . In sowy, za przedmiot Tradycji uzna by naleao, jak wspomina o tym zreszt prof. Bartyzel, iedz majc rda Boskie i objawione .

Pojawia si w tym miejscu pytanie, o sposb przekazu zarwno tre ci bdcych przedmiotem Tra dycji, tak wic nieuwarunkowanych, jak i tych stanowicych cz kultury, tak wic przynale h do poziomu uwarunkowanych historycznie i geograficznie partykularnych tradycji . Przekaz taki nie dokonuje si przecie za po rednictwem krwi i genw, bo wiedzy nie dz iedziczymy drog biologiczn i nie jest ona wobec tego nam przyrodzona. W spoeczestwac h i kulturach tradycyjnych nowicjusze s do niej przyuczani, tak wic w ni stopniowo wtajemniczani. Proces ten dokonuje si pod kierunkiem mistrza odsaniajcego stopniowo przed uczniem arkana danej wiedzy i kierujcego ku nim jego wzrok, w miar jak dojr zewa on do niej, dokonujc wewntrznego przeistoczenia i rnicujc si w ten sposb oraz for ujc w coraz wikszym stopniu z pierwotnie bezksztatnej i bezforemnej masy. Te zrnicowan ia wyja niaj, czym naprawd jest osoba i warto osobowa, jako przeciwstawne pospolitemu indywiduum i niezrnicowanemu elementowi przynalecemu do masy lub spoecznego aglomerat u. Osoba jest jednostk wyrnian przez jej cechy jako ciowe, posiadajc wasn twarz, odp ni sobie natur, oraz seri przymiotw czynicych j tym, kim jest, a take odrniajcych j ch osb inaczej ujmujc, przymiotw czynicych j fundamentalnie nierwn innym osobom. Oso st czowiek, w przypadku ktrego cechy oglne (poczynajc od najoglniejszych cech okre lajc ch przynaleno do gatunku ludzkiego, a do cech okre lajcych przynaleno do okre lonej r rodu, pci i grupy spoecznej) przyjmuj zrnicowane formy wyrazu, rnorako si artykuujc widualizujc. - pisa baron Evola. Wtruje mu Stefan Czarnowski stwierdzajc: Czowiekiem w elkiej kultury nie jest, mimo pozorw, ten, ktry si przeciwstawia kulturze, ale ten, ktry j wchon w najwyszych, najbardziej zrnicowanych jej formach. Tym samym jest taki wiek indywidualno ci wyrniajc si od indywidualno ci innych. Niemniej, im bardziej jes widualizowany, tym bardziej jest zwizany ze zbiorowo ci i jej kultur. Indywidualizacj a nie jest tym samym co indywidualizm w rozumieniu potocznym anarchizmu duchowego . W perspektywie tradycyjnej zatem, ludzie rnic si od siebie, nie s sobie rwni, zarazem jednak nie s igraszk bezosobowych si, ale podmiotami i twrcami historii, zdolnymi do doskonalenia si. Tylko duch napdza ludzk histori. - stwierdza rosyjski tradycjonalist a integralny, prof. Aleksander Dugin (ur. 1962 r.). Rozwijajc zatem w sobie okre lo

ne przymioty, mog poszczeglne osoby by inicjowane do okre lonych grup, stanw lub korpo racji, co nadaje im okre lone prawa, powinno ci, przywileje i wolno ci. Moe to na przyka d dotyczy chrztu i przyjcia do wsplnoty chrze cijan, adopcji lub uznania za prawowite go czonka rodziny i wprowadzenia do niej t drog, uznania za obywatela danego miasta , czonka danej gminy wiejskiej, zaprzysienia na rycerza, przyjcia w obrb stanu kapaski go lub konsekrowania na biskupa. Te i wiele innych to przecie wa nie przykady szeroko pojtej inicjacji, a poniekd nawet ezoteryzmu (w kadym z wymienionych przypadkw, inicj owany otrzymuje dostp do okre lonej wiedzy zakrytej przed oczami profanw).

Akcentowanie owego personalistycznego fundamentu kultur naznaczonych wpywem chr ze cijastwa, rzeczywi cie jest jak zauwaa to zreszt prof. Bartyzel namacalnym niejako empirycznie stwierdzalnym dowodem na objawiony charakter religii chrze cijaskiej, zarazem za na jej ortodoksyjno i zgodno z naukami tradycyjnymi, o ktrych tre ci wniosko a moemy na podstawie zachowanych w rnych kulturach reliktw wiedzy i pamici Pierwszego Objawienia, tak wic tego, co jest tre ci docieka tradycjonalistw integralnych, poszuku jcych ladw Tradycji Pierwotnej. Zarazem, jak wydaje si piszcemu te sowa, sztywne zwiza ie okre lonego stanu wiadomo ci i przymiotw ducha z konkretn grup, w jakiej rodzi si kon retny czowiek, zapoznawanie zatem moliwo ci jego osobowego przeistoczenia, podniesie nia si przez niego na wyszy poziom osobowo ci i odzwierciedlenia tego faktu w spoeczn ej strukturze i dostpie do okre lonych spoecznych instytucji, wiadczy o skostnieniu, i co za tym idzie o degeneracji tych kultur tradycyjnych, ktre strukturyzujc spoec zestwa w formule kastowej, nie przewiduj moliwo ci wtajemniczenia jednostki do grup i nnych ni ta, w ktrej si ona urodzia, tak wic w ktrych grupy skadajce si na struktur nie maj charakteru inicjacyjnego. Pragniemy si zatem uchyli w tym miejscu od zarzut u prof. Bartyzela dotyczcego rzekomego odrzucenia przez nas chrze cijaskiego persona lizmu i rzekomo pogardliwego stosunku do, a fascynacji w to miejsce systemami nie personalistycznymi. My l Juliusza Evoli, do duej inspiracji ktr si przyznajemy, jak st wierdza to jej znawca prof. Joscelyn Godwin (ur. 1945 r.), najprawdopodobniej w tym jedynym punkcie bya zgodn z nauk chrze cijask, e silnie afirmowaa personalizm.

Warto w tym miejscu poruszy jeszcze jedno zagadnienie, mianowicie relacj pomidzy ez oteryzmem a ortodoksj. Niekiedy bowiem, szczeglnie w rodowiskach tomistycznych, ins ynuuje si jakoby ezoteryzm balansowa niebezpiecznie na pograniczu ortodoksji, lub nawet sytuowa si poza jej granicami. Jest to naszym zdaniem pogld najzupeniej niesusz ny. Prawowierny ezoteryzm w istocie jest sercem i warunkiem ortodoksji, gdy funkc jonuje on w warunkach najbardziej wiernej formy przekazu i ywej, bo nieodwoujcej s i do pisma, duchowej sukcesji. Tradycjonalistyczny my liciel Ren Gunon (1886-1951) w pracy Aperus sur l'initiation (1946), wskazujc na rnice pomidzy ezoteryzmem a mistyc yzmem, stwierdza: Ci ktrzy wiadomie podejmuj wysiki tego rodzaju (tzn. ascezy), podob nie jak robicy to nie wiadomie, nie wydaj si przypuszcza, e we wszystkim tyczcym si in acji, jest cokolwiek nieokre lonego lub mglistego, lecz e przeciwnie inicjacja jest tak precyzyjna i pozytywna , jak tylko by moe ( ) w przypadku inicjacji, jednostka jes t rdem inicjatywy w kierunku realizacji , do ktrej dy metodycznie pod cis i nieprze ol i t drog siga poza przypisane swej naturze moliwo ci. Nie mogliby my nie doda, e sa inicjatywa nie wystarcza, gdy jest oczywiste e jednostka nie moe samodzielnie, dzik i wasnym tylko wysikom, sign wyej samej siebie, ale co powinno by tutaj podkre lone, t jest to inicjatywa, ktra koniecznie dostarcza punktu wyj cia po stronie inicjowaneg o dla wszelkiej realizacji (...) . Widzimy zatem, e ezoteryzm i inicjacja, bdc mechaniz mem tak duchowej jak i kulturowej sukcesji, su w istocie zabezpieczeniu wierno ci i o rtodoksji przekazu, tak wic take Tradycji. W jeszcze jednej pracy Gunona, pochodzce j z 1954 roku Aperus sur l'sotrisme chrtien, czytamy co nastpuje: Prawdziwie inicjacyj na tradycja nie moe by heterodoksyjna : takie jej kwalifikowanie oznacza odwrcenie nor malnej i hierarchicznej relacji pomidzy tym co wewntrzne, a tym co zewntrzne. Ezote ryzm nie jest przeciwny ortodoksji, nawet tej konstruowanej w czysto religijnym sensie ( ) ezoteryzm nie jest naoony na egzoteryzm, ale nie jest rwnie mu przeciwny, p oniewa nie znajduje si na tym samym planie, i nadaje tym samym prawdom gbsze znaczen ie przez przeniesienie ich na wyszy poziom rzeczy .

Tak pojty ezoteryzm, tak wic jako warstwa wiedzy zakryta przed oczami nieprzygotow anych do jej przyjcia, ale zarazem pozostajca w zgodzie z t warstw, ktra odsonita jest

i widoczna dla wszystkich, by te rdzeniem staroytnego i redniowiecznego chrze cijastwa. Zwrmy uwag choby na symbolik redniowiecznej katedry tego wielkiego modelu, odbijajc struktur i hierarchiczny porzdek wiata, w ktrego symbolach czyta mona byo jak w ksid mdro ci. We my redniowieczn literatur z jej alegorycznym przedstawieniem rzeczywisto ci i wielopoziomowa symbolik, odsyajc do fundamentalnych prawd ontologicznych (na przykadz ie symboliki miosnej starali my si zilustrowa j w naszym udostpnionym w internecie tek c e Erotyczny idealizm. Mio i erotyzm w perspektywie tradycjonalizmu integralnego Jul iusza Evoli i Aleksandra Dugina). Pomy lmy o wielorakich znaczeniach symboli takic h jak ra, serce, krzy i wiele innych! To wszystko wa nie wiedza ezoteryczna, rozszyfro wywana dzi mozolnie przez semiologw, historykw sztuki, religioznawcw i tradycjonalis tw integralnych. Czowiek wspczesny straci do niej dostp, przerywajc cigo sukcesji j dokonywanej poprzez inicjacj, i tracc przez to wizi z przeszo ci. Tradycjonali ci inte ralni uwaaj ten fakt za najgbsz i najbardziej pierwotn przyczyn materialistycznej dege eracji kultur chrze cijaskich, ich dogmatycznego skostnienia, biurokratyzacji i wre szcie dezintegracji. Przykadowo, sentymentalne wycznie odczytywanie kryjcych w rzecz ywisto ci gbok wiedz ezoteryczn redniowiecznych eposw rycerskich i utworw miosnych ( m niech bdzie tu przetumaczona przed kilku laty przez prof. Joscelyna Godwina na a ngielski Hypnerotomahia Poliphilii), nie tylko odcio kultur aciskiej Christianitas od zawartych w nich tre ci, ale te przyczynio si do oglnego zmikczenia mentalno ci i zni enia obyczajw.

Przywoywany ju wyej Gunon, we wspomnianej pracy Aperus sur l'sotrisme chrtien, wska e na szereg przykadw ezoteryzmu w premodernistycznym chrze cijastwie, poczwszy od zako nw rycerskich bronicych Ziemi witej, odgrywajcej szczegln metafizyczn rol w geografi ralnej wiata chrze cijaskiego, poprzez wielopoziomowe znaczenia utworw Dantego, a po l egendy o witym Graalu. (dodajmy w tym miejscu, e nie jest prawd - a co z lubo ci powtar zaj niechtni tradycjonalizmowi integralnemu katoliccy tradycjonali ci i historycy my l i politycznej, w rd nich midzy innymi prof. prof. Bartyzel i Wielomski - jakoby auto rzy z krgu tradycjonalizmu integralnego byli bajkopisarzami ; wikszo prac i esejw, z kt mi zapozna si autor tych sw, a ktre wyszy spod pir Gunona czy Evoli, jest interpretac i mitw, legend, lub symboliki, wiedz na temat ktrych autorzy tradycjonalistyczni cz erpali bd to bezpo rednio z tekstw rdowych, bd to z dostpnych sobie prac ugruntowany rytetw w dziedzinie szeroko pojtej humanistyki. Posdzanie zatem ich o bajkopisarstwo jest zupenie niewa ciwe). Gunon zwraca te we wspomnianej pracy uwag na jeszcze jeden wy miar ezoteryzmu piszc: Naley jedynie powiedzie, e istniej pewne nauki specjalnej wagi przeznaczone dla idcych drog inicjacji, oraz ktre konsekwentnie daj si zastosowa w ogr aniczonym i w pewien sposb jako ciowo jednolitym rodowisku, ale ktre staj si w praktyce niemoliwe do stosowania, w przypadku rozcignicia ich na cae ludzkie spoeczestwo. ( ) j i istniej prawdy, ktre mona rozumie zarwno na sposb egzoteryczny jak i ezoteryczny, st osownie do odnoszenia si przez nie do rnych poziomw rzeczywisto ci, to s te inne, odnos e si wycznie do ezoteryzmu i nie majce adnego odniesienia poza nim, jak powiedzieli my ju, stajc si zupenie niezrozumiae, gdy kto chce je przenie w domen egzoteryczn, kt zatem wyraone jako wypowiedzi dogmatyczne , do ktrych nigdy nie zostanie doczone wyja ni nie. Widzimy tu zatem ezoteryzm jako element towarzyszcy, czy nawet jako niezbdn skad ow i warunek wszelkiej prawowitej hierarchii. Na czym bowiem miaaby ona si opiera? N a dziedziczeniu biologicznym? Na majtku i wasno ci? Na formalnej sukcesji? To wszyst ko jedynie zewntrzne i wcale niekonieczne elementy towarzyszce temu, co konstytuuj e wszelk prawowit elit i hierarchi spoeczn: mianowicie mdro ci i cnocie, oraz odpowied rozwiniciu przymiotw ducha. Gdy zewntrzne i materialne urzdzenia hierarchiczne i at rybuty okre lonego statusu odpowiadaj hierarchii duchowej i moralnej, wtedy mamy do czynienia ze sprawiedliwym i prawowitym porzdkiem hierarchicznym, odbijajcym orga niczn natur spoeczestwa. Kada hierarchia duchowa opiera si i buduje za na mniej lub ba dziej dosownie rozumianych ezoteryzmie i inicjacji.

Nie chcemy oczywi cie w tym miejscu twierdzi, e my l Gunona jest zgodna z katolicka ort odoksj, bo oczywi cie nie jest. Nie zmienia to jednak faktu, e autor ten zwraca nasz uwag na ten wymiar religii chrze cijaskiej, ktry dzi jest na og negowany, podczas gdy t wa nie jego konsekwentne negowanie, jak zauwaa rzeczony Gunon, stao si jedn z podstawo ych przyczyn dezintegracji wiata chrze cijaskiego. W opinii tej zgadzamy si z francus kim perennialist, co nie oznacza jednak bynajmniej, e pod wszystkimi innymi pogldam

i tego autora, jak i pod konkretnymi specyfikacjami tego jednego pogldu, byliby my gotowi si podpisa. Wobec kwestii okcydentalizmu

Zajmijmy si teraz kolejnym zagadnieniem podniesionym przez prof. Bartyzela, a mia nowicie naszym stosunkiem do Zachodu, oraz do kultur i ludw niezachodnich. Zarzut y Profesora s do pewnego stopnia zrozumiae, bo jak niestety susznie on zauway w nasz ch dotychczasowych wypowiedziach dominoway tumaczenia autorw trzecich i krytyka inn ych rodowisk prawicowych. Do tego ostatniego wrcimy jeszcze pod koniec naszego tek stu, co do tego pierwszego przyzna si jednak musimy do pewnego rzeczywi cie zaszego b raku, ktry mamy nadziej nadrobi w przyszo ci.

Przechodzc tymczasem do istoty rzeczy, przede wszystkim zdecydowani jeste my odrzuc i autoidentyfikacj na gruncie pojcia Zachodu i zaprzesta posugiwania si nim w jakimk iek pozytywnym sensie. Uznajemy za prawdziwe i suszne interpretacje przedstawione na gruncie geografii sakralnej, utosamiajce Zachd ze mierci kultury i ducha ludzkiego Fakt, e wa nie na Zachodzie pocztek swj bior procesy rozkadowe i sekularyzacyjne zagra e dzi ju nie tylko mieszkacom samego Zachodu, ale te od czasw kolonializmu wszystkim pozostaym ludom wiata, w sposb pozytywny weryfikuje prawdziwo przyjtych przez nas tez. Nie ma tu wikszego sensu sypanie przykadami z mitologii i legend rozmaitych ludw, ktre ilustrowayby tez o Zachodzie jako kraju umarych , z drugiej za strony o wschodnich ch kultury. Do napisa, e znany w chrze cijastwie ogrd Edenu znajdowa si mia na Wscho ie na Zachodzie. Zgadzamy si rwnie z przywoywanym ju tu kilkukrotnie Ren Gunonem wskaz jcym na Palestyn jako wit Ziemi chrze cijastwa, za na Jerozolim jako na duchow kryn lne centrum tej religii. Wyprawy krzyowe, do ktrych wszak z tak atencj (cakiem susznie , zreszt) odnosi si prof. Bartyzel, nieprzypadkowo angaoway przez tak dugi okres siy tylu narodw europejskich dla odzyskania dla chrze cijastwa tej ziemi, za niepowodzeni e tych zabiegw i oderwanie europejskiego chrze cijastwa od Jerozolimy, byo naszym zda niem gwn przyczyn, od ktrej zaistnienia datuje si pocztek procesw dezintegracyjnych w ristianitas. Utrata wizi i dostpu do Ziemi witej, stay si czynnikiem sprawczym sekular yzacji europejskich kultur chrze cijaskich.

Mogliby my zatem powtrzy za woskim geopolitykiem i tradycjonalist, Orazio M. Gnerre e radycyjnie rozumianej Europy nie naley identyfikowa z Zachodem, nie identyfikuje s i ona w dychotomii Wschd-Zachd, nie jest stron w starciu cywilizacji: jest ojczyzn ro maskiego uniwersalizmu, czerpie z cao ci dziedzictwa Mare Nostrum, Morza rdziemnego, k tre jest miejscem, gdzie istnieje i gdzie kwitnie cywilizacja. Zachd, ktry jako kat egoria kulturowa zrodzi si z duchowej dekadencji Renesansu i rozwin wraz z O wieceniem , jest antytez zarwno Europy, jak i Wschodu. Za niemieckim geopolitykiem gen. Henry kiem Jordisem baronem von Lohausen (1907-2002) uznajemy Zachd za pojcie wymierzone w Europ i jej kontynentaln jedno . Wierzymy i jeste my przekonani o konieczno ci przezwyci ia fatalnej dychotomii Wschd-Zachd , rozrywajcej Kontynent od czasu podziau Imperium Rz ymskiego, Schizmy Wschodniej i zupienia Konstantynopola oraz zniszczenia Cesarstw a Bizantyjskiego przez frankijskie rycerstwo i weneckich kupcw. Nie czujemy si wic dziemi cywilizacji zachodniej, ale synami i crkami Europy.

Sceptyczny czytelnik mgby w tym miejscu powiedzie, e przecie jedno ci europejskiej nie ma i nigdy nie byo. e Europa to tylko pojcie geograficzne kontynent, na ktrym wystpow ay liczne i odrbne kultury. To oczywi cie prawda, bo rzeczywi cie, od koca Antyku, w Eu ropie obserwowa moemy kultury takie jak niemiecka, skandynawska, grecka, rosyjska, celtycka, a nawet odgrywajce peryferyjn rol kultura laposka, czy kultury osiadych w Europie orientalnych ludw koczowniczych jak ydzi, Cyganie lub Tatarzy. Sama kultur a aciska nie jest monolitem, wystpujc w co najmniej dwch dajcych si wyra nie wyrni h: rdziemnomorsko-romaskim i orientalno- rodkowoeuropejskim (kultur aciskich narodw am kaskich uznajemy za subwariant odmiany rdziemnomorsko-romaskiej). Ten ostatni warian t, ywy niegdy w krajach dawnej Rzeczypospolitej i naddunajskiej monarchii Habsburgw , rni si bardzo wyra nie od swojej siostrzanej odmiany rdziemnomorskiej, na co wpyw mi hoby warunki geograficzno-klimatyczne i podoe rasowo-etniczne dla jego rozwoju. Szc zerze piszc, autor niniejszych sw czuje si przywizany przede wszystkim do owego orien

talnego wariantu kultury aciskiej, ktry uwaa za pod wieloma wzgldami stojcy wyej ni o ana rdziemnomorska. Mona by wspomnie choby o historycznym wpywie czynnika stepowego, bliskich kontaktach z turaskim Wschodem, braku cechujcej narody romaskie dwulicowo ci i podstpno ci, w miejsce ktrych choby Polacy mog szczyci si wspln zreszt wszystkim sowiaskim szczero ci i bezpretensjonalno ci. Wyej stoi te nasza kultura erotyczna, bo a ni w krajach romaskich jest pozycja rodziny, maestwa, ogniska domowego, wikszym szac unkiem darzy si kobiet, wiksz wag przykada do wierno ci, mniejszy jest natomiast pozio seksualizacji.

I tu dochodzimy do jeszcze jednego wtku, w ktrym zapewne tradycjonalista integraln y i tradycjonalista romaski przedstawi odmienne wnioski. Chodzi mianowicie o stosu nek do dziedzictwa przedchrze cijaskiego i sowiaskiego. Dla tradycjonalisty romasko-aci kiego, uznajcego za sw ojczyzn Rzym i region rdziemnomorski, historia Polski zaczyna si zapewne wraz z jej chrztem, ze wszystkim za co byo wcze niej, tradycjonalista romas ki czuje przypuszczalnie tak mao wsplnego, jak z przywoywanymi ju zwyczajowo przy ta kich okazjach Maorysami. Dla tradycjonalisty integralnego przeciwnie, dziedzictw o sowiaskie, aryjskie i pradziejowe jest wanym elementem skadajcym si na jego tosamo edzictwo sowiaskie nie jest tu wysuwane jako antyteza tosamo ci aciskiej, ale jako podk d, na ktrym ta zostaa uoona. Podobnie tosamo aciska nie znosi dziedzictwa sowiask je przetwarza, wzbogaca i dopenia. Wspomnijmy, e widzieli my kiedy do kuriozaln dyskus internetow, w ktrej pewien tradycjonalista katolicki z niezwykym zaangaowaniem emocj onalnym wywodzi, e Polski przed chrztem nie byo, twierdzenie odmienne za , podobnie j ak stwierdzenie oczywistego faktu historycznego, e na ziemiach polskich yy niegdy pl emiona (nawiasem piszc, znajdujce si w okresie chrystianizacji na podobnym etapie r ozwoju, jak Maorysi podczas kolonizacji brytyjskiej czy w tym kontek cie sensowne jest nadal wyraanie dsintressement dla losw tego i podobnych ludw? Czy dla tradycjona listy romaskiego chrystianizacja postrzegana jest pozytywnie niezalenie od metod, jakimi si j zaprowadza, i rnicy nie zrobioby mu, gdyby Polska chrzest przyja nie za po dnictwem Czech, ale schrystianizowana zostaa podobnie jak ludy poabskie lub Prusow ie?) , uzna za. obra liwe dla narodu polskiego . Tego rodzaju jednostronny latynizm my z kolei uznajemy za obra liwy dla inteligencji i bynajmniej nie jest nam z nim po drodze.

Rozwijajc ten watek mogliby my nawet napisa wicej: historia Europy, jej regionalne zrni cowanie klimatyczne oraz zrnicowanie jej fitosfery ka nam postawi tez, e rzeczywisty p dzia Kontynentu nie przebiega wcale wzdu linii rozgraniczajcej jego cz ci wschodni i za hodni, ale wzdu rwnolenikowo przebiegajcych pasm grskich jak Alpy, Pireneje, Karpaty, akany, czy Gry Dynarskie, rozdzielajcych efektywnie Europ rdziemnomorsk od pnocnej E wielkich lasw. I o ile ta pierwsza Europa rdziemnomorska historycznie otwarta bya n a wpywy lewantyskie, arabskie i poudniowe, to ta druga historycznie oddziaywaa raczej z Eurazj. O ile bowiem pwyspy pirenejski i apeniski najedane byy i w rnych okresach o opanowywane przez Arabw i Turkw, za Hiszpanie, Portugalczycy, Wosi i Grecy penetro wali lub wyprawiali si do Azji Mniejszej, Palestyny czy Afryki Pnocnej, to kraje Eu ropy lesistej do wiadczay najazdw ludw napywajcych przez ziemie na pnocnym wybrzeu rnego z samego serca Azji, za jedno z pastw europejskich tego regionu, mianowicie Rosja, dokonao dokonao ekspansji w gb kontynentu azjatyckiego. I ta cz Europy z ktr yfikuje si autor niniejszych sw, to nie rdziemnomorska Europa zatoczek, skalistych wz grz i gajw oliwkowych, ale polarna Europa wielkich le nych ostpw, z jej przytaczajc ynentaln, otwarta nie na Poudnie, lecz na Wschd. Ta kontynentalna tosamo czy Polakw gle narody zachodniosowiaskie z innym wielkim etnosem tej cz ci Kontynentu, mianowicie z Niemcami, a szczeglnie z prusk cz ci ich historycznej spu cizny, ktrej dzisiejsza Pol ka jest terytorialnym sukcesorem. Polska, Niemcy, Rosja, a z pewnymi zastrzeeniam i te Francja, tworz geopolityczn o jednoczc politycznie t wielk ldow mas Europy n cisy sojusz Polski z Niemcami ma speni role geopolityczn podobn do tej, jaka speniay usy wobec Niemiec ma zakotwiczy Niemcy we wschodniej, kontynentalnej orientacji g eopolitycznej, odcign je za od orientacji zachodniej. Polska w takim ukadzie czerpaa m u z dorobku niemieckiej cywilizacji i organizacji, przezwyciajc dziki nim tradycyjne sowiaskie tendencje anarchizujce. Innymi sowy, odwrotnie chyba ni profesor Bartyzel, afirmujemy nasz przynaleno do aciskiego orientu i do pnocnej cz ci kontynentu europ o, oraz zdecydowani jeste my wycign z tej identyfikacji konsekwencje znajdujce wyraz n

a poziomie naszych postulatw politycznych. Kultury rdziemnomorskie i romaskie uznaje my za kultury siostrzane, a uksztatowane w nich narody za czonkw tej samej europejs kiej rodziny, ale zarazem kultur tych nie uznajemy bynajmniej za wasne.

Wracajc natomiast do problemu Europy, to miaby oczywi cie racj sceptyczny czytelnik t wierdzc, e nigdy nie istniaa jedna cywilizacja europejska. Wskazali my ju, e kultura ac ka nie wyczerpuje tosamo ci europejskiej ani w wymiarze geograficznym, ani w wymiar ze historycznym. Nakada si ona bowiem lub wspwystpuje z wieloma innymi kulturami. Odr zucamy rwnie stwierdzenie o istnieniu cywilizacji chrze cijaskiej , gdy chrze cijastwo religi, nie kultur, czy tym bardziej cywilizacj. Nie ogranicza si przecie do Europy, ale od najwcze niejszych lat swojej historii wystpuje te w Armenii, Gruzji, Etiopii, w postaci reliktowej za do dzi w caym basenie rdziemnomorskim. W epoce nowoytnej rozp rzestrzenio si w Ameryce, w Afryce, w Oceanii i w wielu krajach azjatyckich. Katol icyzm i szerzej pojte chrze cijastwo jest religi uniwersalistyczn, przenikajc wiele ro h kultur i potencjalnie moliw do przyjcia przez wszystkie ludy, niezalenie od ich ku lturowego zrnicowania. Przyjcie chrze cijastwa historycznie nie byo natomiast, nie jest i nie powinno by rwnoznaczne z uniformizacj wiata w duchu romasko- rdziemnomorskim. Z ego tytuu odrzucamy jako naszym zdaniem bdn, opini profesora Bartyzela, jakoby poza Rz ymem byo jedynie barbarzystwo .Uwaamy, e rwnie tradycjonali ci katoliccy o tyle powinni niej zrezygnowa, e zapewne okazaaby si krzywdzca i obra liwa dla wszystkich tych ludw a jatyckich, amerykaskich, polinezyjskich, afrykaskich, ktre wyznajc katolicyzm, zapew ne nie uwaaj si bynajmniej za uksztatowanych w cywilizacji aciskiej , ale na przykad turach koreaskiej, hinduskiej, indiaskiej lub birmaskiej. Nietrudno te nie zauway, e w empirycznej rzeczywisto ci dnia dzisiejszego, nie istnieje ju w Europie w zasadzie a dna z wymienionych poprzednio, a zwizanych z ni historycznie kultur. Rwnie kultura ac iska w wikszo ci swych narodowych odmian naley ju do przeszo ci. Zastpuje je wszystkie adencka cywilizacja zachodnia, powstaa w konsekwencji oderwania, w warunkach szcz eglnego pooenia geograficznego i rozmaitych czynnikw historycznych, ludw anglosaskich od zwizkw z Rzymem i wiatem kontynentalnej Europy. Wyemancypowanie si Anglii spod w pyww Kontynentu i zerwanie przez jej wadcw w okresie Reformacji z Ko cioem katolickim, doprowadzio do rozwinicia si na terenie Wielkiej Brytanii niebezpiecznego kulturowe go wirusa, ktry dodatkowo mutowa w jeszcze bardziej niszczycielsk odmian w szczeglnyc h warunkach geopolitycznych Ameryki. Liczc od koca XIX wieku, zniszczy on niemal do szcztnie lub powanie nadwyry kultur acisk i historycznie powizane z ni kultury zar pie, jak i w Ameryce.

Dzi zatem stoimy na ruinach. Racj ma profesor Bartyzel zarzucajc nam, e nie wierzymy w restauracj status quo ante. Nie wrc ju Rzeczypospolita Obojga Narodw, Austro-Wgry, monarchia karoliska ani wite Cesarstwo Rzymskie. Prby wskrzeszania upadych form polit ycznych nigdy nie koczyy si powodzeniem, bdc jedynie wyrazem sentymentalnej nostalgii lub intelektualnej inercji. Wzniesione we wczesnym redniowieczu na zachodzie Eur opy przez Karolingw a p niej te i Ottonw Imperium, nie byo przecie restauracj antyczne Rzymu. Szukao w nim swoich korzeni i legitymizowao si nawizywaniem do niego, ale byo jako ci now, w odmienionych granicach i o zmienionym ksztacie instytucjonalnym. Jak p isa Juliusz Evola, tym, co jest potrzebne, nie jest sztuczne uwiecznianie konkretn ych form zwizanych z przeszo ci, pomimo ich zdezaktualizowania i wyczerpania si ich mol iwo ci yciowych . Dla prawdziwego rewolucyjnego konserwatysty, tym co naprawd jest z naczce, nie jest wierno minionym formom i instytucjom, ale raczej zasadom, ktrych ow e formy i instytucje byy konkretnymi wyrazami, adekwatnymi do specyficznego okres u i specyficznego obszaru geograficznego. I o ile te partykularne wyraenia powinn y by uznawane za zmienne i ulotne jako takie, gdy zczone s z historycznymi okoliczno ci ami ktre zawsze s niepowtarzalne, o tyle korespondujce z nimi i poruszajce nimi zasa dy maj warto niewzruszan przez tego rodzaju ewentualno ci, cieszc si ponadczasow aktua i. Nowe formy, korespondujce w swej esencji z tymi starymi, mog z nich wyrosn jak z n asiona; nawet je li zastpi one ewentualnie stare formy (nawet w rewolucyjnej manierze) , tym co pozostaje, jest pewna cigo po rd zmieniajcych si czynnikw historycznych, spo h, gospodarczych i kulturowych .

Bdc przekonanym o zudno ci i niecelowo ci wysikw zmierzajcych do restauracji przedrewol

jnego ( redniowiecznego lub wczesnonowoytnego) ukadu politycznego, przekonani jeste m y o moliwo ci i celowo ci rewitalizacji, w zmienionej rzecz jasna i dostosowanej do w spczesno ci formule, historycznych form kulturowych. Konkretyzujc, uwaamy, e dla narodw europejskich nie ma innej drogi jak odrodzenie si w swoich narodowych kulturach c zy to acisko-orientalnej, czy acisko- rdziemnomorskiej, czy niemieckiej, czy w innych j eszcze tradycjach. Nie jeste my wic, jak zarzuca nam prof. Bartyzel azjanistami , ani t uracami . Europa jest dla nas odrbn od Azji jako ci geopolityczn i historyczn, za posz e powizane ze sob kultury europejskie tworz odrbn od azjatyckich rodzin kulturow. Jak j to przywoywany ju tutaj Orazio Gnerre Europa i Eurazja s rnymi biegunami geopolityc mi . Nie jeste my wic zwolennikami azjatyzacji , turanizacji , czy orientalizacji kultur pejskich, tylko powrotu do ich najbardziej ywotnych form, jak oczekiwaby tego prof . Bartyzel, oraz oczyszczenia ich z wad, ktre spowodoway ich historyczny upadek (w e wskazaniu katalogu ktrych, zapewne wystpiyby ju pomidzy nami pewne rnice).

Do tych ostatnich naley pryncypialne odcicie si od innych kultur tradycyjnych i od Wschodu. Tego rodzaju negowanie zwizkw i wzajemnego oddziaywania kultur europejski ch i kultur Wschodu cechuje, co warto zauway, wszystkich autorw utosamiajcych si z jak kolwiek rozumianym Zachodem. W warunkach polskich na przykad, mona by ten pogld pod sumowa sowami Rosja to barbarzycy i komuni ci, bo tak napisali Koneczny i Kucharzewski . Tego rodzaju stanowisko uwaamy za gruntownie niesuszne i szkodliwe, jeste my mu prz eciwni i zdecydowani je zwalcza. Nie pozostajemy oczywi cie lepi na niedostatki kult ur wschodnich i wschodniego chrze cijastwa wspomnie mona by chociaby podnoszone przez prof. Bartyzela niewielkie wyakcentowanie personalizmu, a na planie religijnym c hoby dopuszczalno rozwodw przez prawosawie. Nie pozostajemy te jednak lepi na niedosta ki kultur ksztatowanych przez katolicyzm, z ich degeneracj w tomistyczny racjonali zm i formalizm na czele. Uwaamy, e jedno Ko cioa powinna zosta odzyskana, za schizma p zwyciona. Kultur rosyjsk i kultury pozostaych narodw prawosawnych nie s w naszej opin jako znaczco gorsze od kultur narodw katolickich. W wielu aspektach s naszym zdaniem n awet lepsze . Z pewno ci za , uksztatowane w nich ludy nale do wielkiej rodziny narodw zej rozumianej) Wielkiej Europy i chrze cijastwa, ktra bez nich zawsze pozostanie ni epena. O metafizycznym znaczeniu zwizkw katolickiej Europy ze Wschodem, konkretnie za z Ziemi wit i z sakraln stolic chrze cijastwa w Jerozolimie, tak wic z ow orient undi, pisa Ren Gunon istnieje wiele synonimw dla wyraenia 'Ziemia wita' ('Czysta Ziem , 'Ziemia witych', 'Ziemia Bogosawionych', 'Ziemia ywych', 'Ziemia Nie miertelno ci') ( awsze w istocie odnoszcych si do duchowego centrum, ktrego umiejscowienie w danym r egionie rozumiane by moe bd to na sposb dosowny, bd symboliczny, lub czasami na obydw e sposoby jednocze nie. Kada 'Ziemia wita' moe by oznaczana nazwami takimi jak 'Centrum wiata' lub 'Serce wiata' ( ) Rozwaania niniejsze czyni jasnym, dlaczego z drugiej str ony, zniszczenie Zakonu wityni w konsekwencji przynioso zerwanie regularnych relacj i pomidzy Zachodem a 'Centrum wiata'; oraz odstpstwo, ktre nieuchronnie po tym nastpio , i ktre stopniowo zaznaczao si coraz wyra niej a do naszych czasw, co powinno by wypro adzane z XIV wieku. ( ) Dla wiata zachodniego, nie ma ju duej 'Ziemi witej', by j strz odkd wiodca do niej cieka zostaa od tego momentu stracona. Chcieli my zatem w tym miej cu wyra nie podkre li, e zamykanie chrze cijastwa i ograniczanie go wycznie do Rzymu, cz e do rdziemnomorza, nie budzi naszego entuzjazmu; punktem odniesienia nie jest dla nas chrze cijastwo tomistyczne, ani ze znaczonych ju przecie duchem nowoytno ci czasw So oru Trydenckiego (1545-1563), ale chrze cijastwo pierwszych wiekw swojego istnienia, sprzed Wielkiej Schizmy, dla ktrego stolic nie jest zachodni i mogcy spenia co najwye ol wtrnego subcentrum Rzym, ale ekumeniczna , bo znajdujca si na tarczy obrotowej trzec ontynentw, zatem bdca prawdziw osi wiata Jerozolima.

Form zorganizowania wielkiej rodziny narodw europejskich o ktrej tu mwimy, powinno b y naszym zdaniem Imperium. Nie tamsio by ono poszczeglnych narodw i ich kultur, ale o bejmowao je i porzdkowao w jeden system. Za wyoon w pracy ????????? ? ???????? ????? ( pol. Etnogeneza i biosfera Ziemi, 1978) my l sowieckiego etnologa i historyka, prof . Lwa Gumilowa (1912-1992) uwaamy, e w swej strukturze wewntrznej, byoby ono ukadem h ierarchicznym i organicznym, zoonym z podjednostek dopeniajcych si na zasadzie pomocn iczo ci. Rodziny komponowayby si w klany, klany w gminy, gminy w subetnosy, te za kol ejno w etnosy i superetnosy, poddane z kolei wadzy reprezentujcego pierwiastek sola rny i odgrny Imperium. Zgadzamy si z Juliuszem Evol, piszcym Poniewa tym co jest pot

e jest jedno organiczna, przesank powinna by raczej integracja i konsolidacja kadego p ojedynczego narodu jako hierarchicznej, zjednoczonej i naleycie zrnicowanej cao ci. Na tura poszczeglnych cz ci powinna odbija natur cao ci. Gdy poszczeglne narody zostan zo zowane w stabilnych formach osobnych cz ci, oraz po przeamaniu nacjonalistycznej pyc hy czy te Vico'askiej 'dumy narodw' (ktra niemal zawsze wystpuje rwnolegle z elementem demagogicznym i kolektywizujcym), zostanie obrany wsplny kierunek na drodze, prow adzcej wyej ni poszczeglne przestrzenie narodowe, ku wyszego rzdu jedno ci. Ta za , ze ldu na swoj nadrzdn natur, pozostawi szerok przestrze narodowo ciom, stosownie do ich uralnych i historycznych osobliwo ci. Dobrze znana jest zasada podej cia organiczneg o, e im mocniejsza i doskonalsza jest jedno na wyszym poziomie, tym bardziej zrnicowan e s poszczeglne cz ci skadowe i tym wiksz ciesz si autonomi. Tym co si liczy, jest i zdolno do wsplnego dziaania. Rozcigo terytorialna Imperium powinna odpowiada dzis Europie zachodniej, rodkowej, rdziemnomorskiej oraz pnocnej. Powinno te ono w zasadzi e wczy w swoj przestrze imperialn ziemie dawnej Rzeczypospolitej, ale moliwo ci ku tem zaleay od rozwijajcej si na bieco koniunktury geopolitycznej. Imperium powinno sta si dnym z elementw globalnego ukadu policentrycznego, organizujcego si na zasadzie rwnop rawnej wsppracy i wzajemnego poszanowania przez poszczeglne o rodki siy ufundowane na poszczeglnych, rnicych si od siebie wielkich kulturach, a bdcego przez to alternatyw uniformizacji wiata w duchu amerykanizmu. Jak pisa Aleksander Dugin, Jedyn realn alt ernatyw mona w obecnych okoliczno ciach znale w kontek cie wiata wielobiegunowego. Wielo iegunowo moe zagwarantowa kademu krajowi i cywilizacji na planecie prawo i swobod do r ozwijania swojego wasnego potencjau, do wewntrznego zorganizowania si w zgodzie ze s pecyfik tosamo ci wasnej kultury i ludu, do proponowania wiarygodnej podstawy sprawie dliwych i zrwnowaonych stosunkw midzynarodowych pomidzy narodami wiata. Wielobiegunowo owinna zosta oparta na zasadzie rwno ci pomidzy rnymi rodzajami politycznych, spoecznyc i ekonomicznych organizacji tych narodw i pastw. Postp technologiczny i wzrastajca otwarto krajw powinny promowa dobrobyt i dialog pomidzy wszystkimi ludami i narodami. Ale rwnocze nie nie powinna zagraa ich poszczeglnym tosamo ciom. Rnice istniejce pom ilizacjami nie musz kulminowa w nieuniknionym zderzeniu tych cywilizacji przeciwni e ni gosi to uproszczona logika niektrych autorw amerykaskich. Dialog, lub raczej poli log jest realistyczn i wykonaln moliwo ci, z ktrej majc to na wzgldzie, powinni my ko

Pomimo zatem, e widzimy wyra n rnic pomidzy cz ci Europy zdominowan przez etnos fran i oraz cz ci eurazjatyck w postaci Rosji, krajw kaukaskich i centralnoazjatyckich, opo wiadamy si za silnym, konfederacyjnym zwizaniem Zjednoczonej Europy, ze zjednoczon ymi wok Rosji krajami eurazjatyckimi. Jeszcze raz zacytujmy w tym miejscu Orazio G nerre, pod ktrego sowami mogliby my si w cao ci podpisa: Tym co musimy zagwarantowa, j roces ewolucyjnego zblienia kulturowego pomidzy Rosj i Europ, ktry prowadzi powinien d o wielkiego historycznego, i miejmy nadziej rwnie religijnego pojednania (ktrego pro motorem, podczas wizyty zoonej 27 kwietnia 2009 r. Ojcu witemu, Benedyktowi XVI, obi eca by prezydent ukaszenko), pamitajc o naszych wsplnych korzeniach kulturowych. Ostat ecznie tylko Rosja moe wystpowa jako mediator w stworzeniu wielkiego eurazjatyckieg o ekumenizmu , w ktrym duchowa kategoria acisko ci oraz gbokie korzenie kultury wschodn bd mogy ponownie si spotka. Europa taka jest zarazem projektem skierowanym w przyszo k i czerpicym z przeszo ci i w niej zakorzenionym. Nie jest jednak inercyjnym konserw atyzmem , ani sentymentalnym muzealnictwem czy regresywnym restauracjonizmem , lecz wyr azem aspiracji i si twrczych oraz podmiotowo ci ludzkiej.

W tym miejscu docieramy do kolejnego zagadnienia wymagajcego wyja nienia. Zapytuje bowiem prof. Bartyzel, dlaczego interesujemy si spoeczno ciami archaicznymi, ktre nie ulegy jeszcze modernizacji, skoro na przykad Maorysami nigdy nie byli my, ani te nigd y si nie staniemy. W zdaniu tym wyrazi prof. Bartyzel chyba najpowaniejsz rnic, ktra od niego dzieli: ot w naszej refleksji, w przeciwiestwie do Pana Profesora, nie zam ierzamy bynajmniej ogranicza si do krgu kultury aciskiej, czy nawet krgu wycznie kato kiego. ywo interesuj nas te odmienne kultury i religie, uwaamy e to, jakim przemianom one podlegaj, nie pozostaje bez wpywu na nasz wasny krg kulturowy. Parafrazujc Alain a de Benoist (ur. 1943 r.), mogliby my powiedzie, e prof. Bartyzel walczy o kultur (aci k), my za walczymy o (wszystkie tradycyjne) kultury . Rnica taka powoduje okre lone kons ekwencje praktyczne, bowiem o ile pierwsza postawa polega na pryncypialnym zwrcen iu si rwnie przeciwko innym ni wasna kulturom i spoeczno ciom tradycyjnym, to drug mo

uj sowami yj, i daj y innym . Pierwsza postawa to kto nie jest z nami, ten jest prze nam , druga tymczasem to kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami . Pierwsza post awa moe na planie geopolitycznym przybiera posta kulturowego izolacjonizmu lub chci uniformizacji wiata wedug modelu wasnej kultury. Druga postawa wychodzi z zaoenia, e z rnicowanie kulturowe wyrasta z adaptacji czowieka do niejednorodnych przecie warunkw w jakich przyszo mu y, zatem jest prawowite i funkcjonalnie adaptacyjne. Stoi si tu zatem na stanowisku systemu globalnego jako systemu wsppracy rozmaitych o rodkw siy i kompozycji rozmaitych ludw i kultur, zrnicowanie ktrych, jest skarbnic dziedzictwa ogl noludzkiego. Stosunki midzynarodowe, porzdek globalny i walk Tradycji z anty-Tradyc j postrzegamy panoramicznie, w perspektywie wielkiej przestrzeni i dugiego trwania , mona by powiedzie, tak wic nadal bdziemy ywo zainteresowani losami Arabw, Karenw, Pers Maorysw i innych ludw, wa nie dlatego e nie jeste my nimi, ani nigdy si nie staniemy. I teresuje nas zachowanie przez nich swojej tosamo ci w takiej postaci, w jakiej uksz tatoway j dotychczas i w jakiej samodzielnie zdecyduj si uksztatowa j w przyszo ci. tobliwie mogliby my zatem podj szlachetne haso polskich ruchw powstaczych za wolno na asz! . Swojej refleksji mamy wic ambicj nada charakter uniwersalny; przekraczajcy ramy zarwno wasnej wsplnoty narodowej, wasnej kultury, nawet wasnego regionu geopolityczne go, dajcej si za odnie do wiata jako cao ci. To jest w naszym przekonaniu cech zasad iedliwo ci jak i wszelkich praw, e s one nieuwarunkowane i uniwersalne, nie za odnosz tylko do wybranej spoeczno ci. Zacytujmy w tym miejscu jeszcze raz prof. Dugina: Prz yszo musi by oparta na zasadzie solidarno ci, na spoeczestwach jako organicznych, holis ycznych jedno ciach. Kada kultura udzieli swojej wasnej odpowiedzi w partykularnych formach duchowych i religijnych. Forma bdzie odmienna w kadym przypadku. Ale wszys tkie one bd miay ze sob co wsplnego. Nie ma takich kultur, religii, ani pastw, ktre c materi, pienidze, fizyczny komfort, mechaniczn efektywno i yciow wygod jako najwysze o ci. ( ) W sercu kadej normy znajduj si dobro wsplne, prawda i pikno. Kady nard ma sw sne ideay zazwyczaj s one bardzo rne. Wszystkie dziel jednak przekonanie, e to wa ni nie co innego, jest ideaem. ( ) Projekt przyszo ci musi by rozwaany i stworzony w sposb twarty. Ludy i spoeczestwa musz go wybra, ale nie odebra go jako co narzuconego. . Punk em wyj cia dla naszego stanowiska wobec kultur i ludw pozaeuropejskich jest wic akce ptacja i afirmacja pluralizmu, oraz tolerancja wobec tego, co moe nam si niekiedy nie podoba, ale czemu nie odmawiamy prawa do istnienia, dopty przynajmniej, dopki n ie zagraa ono naszemu wasnemu istnieniu i wyznawanym przez nas samych warto ciom. Zac howujc rnice si i wzajemnie zrnicowane obrazy przyszo ci, musimy nauczy si widzie lokalnym ni w uniwersalnym charakterze. Islam dla muzumanw, chrze cijastwo dla chrze ci jan, socjalizm dla socjalistw, ekologia dla obrocw rodowiska, fundamentalizm dla fun damentalistw, nard dla nacjonalistw, anarchia dla anarchistw i tak dalej to powinna by droga projektowania przyszo ci. Znaczy to, e musimy rozpozna wielorako , pluralizm pr yszo ci, jej wielozmienno , podobnie jak istnienie rnych projektw przyszo ci na rnych h ze sob lub niessiadujcych terytoriach. - pisze cytowany wyej Dugin. Ze stanowiskiem wyraonym ostatnim cytatem mogliby my w zasadzie si zgodzi. Oczywi cie aktualne pozosta je zagadnienie misyjnego powoania Ko cioa katolickiego i uniwersalnego charakteru wi ary chrze cijaskiej, ale szerzenie teje nie moe przecie dokonywa si inaczej, ni poprze odjte z nieprzymuszonej woli, bo tylko w takiej sytuacji zachowujce wano , nawrcenie ka ego konkretnego czowieka. Podej cie chrze cijaskie nie zakada wic bynajmniej, jak chciel iby tego rozmaici wspcze ni walczcy katolicy , denia do zniesienia odrbno ci innych ku co najwyej do zabezpieczenia swobody dziaania misji katolickich w innych krajach, jak i bezpieczestwa ju nawrconych i chccych si nawrci na chrze cijastwo, co oczywi c ake popieramy. Wobec kwestii stosunku do prawicy

W tej cz ci naszego tekstu chcieliby my krtko odnie si do tych zda z wypowiedzi prof. B yzela, w ktrej zarzuca on naszemu rodowisku, i nie stosujemy si do zasady Nie ma wrog a na prawicy , tam wa nie z namitno ci go wynajdujc , a take i skonni jeste my do sz tycznych miazmatw tam, gdzie ich nie ma . Dla wyja nienia naszej postawy signijmy do t ekstu samego prof. Bartyzela, mianowicie do artykuu Prba teoretyzacji pojcia prawica . Autor w rd my licieli i ruchw prawicowych wymienia tam midzy innymi libertariask UPR (w kategorii reakcyjna prawica prawicy - sic!), demoliberalny ZCHN (w kategorii centru m prawicy ), bonapartystw, chadekw, endekw, demoliberalnych konserwatystw, neoliberaw,

nawet neokonserwatystw i PiS (w kategorii lewica prawicy ). O wiadczamy zatem niniejszy m, e do tych i podobnych im tworw nie czujemy najmniejszej sympatii, nie widzimy z nimi adnego pokrewiestwa ideowego, ani nawet - jak w przypadku antysystemowej lew icy, i to wa nie tej najbardziej skrajnej - zbieno ci choby czstkowych celw, co otwiera drog do ewentualnej taktycznej wsppracy przy ich osiganiu. Nie dostrzegamy zatem naj mniejszego powodu, by stosowa wobec takiej prawicy jakkolwiek taktyk ulgow. Wyznaje ona warto ci i obiera sobie cele dziaania identyfikowane przez nas jako faszywe i szkod liwe, zatem postrzegamy jej reprezentantw jako przeciwnikw. W podobny sposb mona by podsumowa nasz stosunek do tradycjonalistycznej skrajnej prawicy prawicy z TFP, li ni polityczn organu prasowego ktrej trafnie podsumowa w swoim felietonie Ludwik Skur zak, piszc 'Polonia Christiana' jest przede wszystkim propagandowym pismem amerykas kiego neokonserwatyzmu .

Innymi sowy, nie zamierzamy kibicowa, ani nawet patrze z zaoonymi rkami, jak moderni ci i liberaowie zawaszczaj pojcie prawicowo ci i odbieraj mu przez to wszelk warto . Zazn arazem pragniemy, e wobec nurtw autentycznie tradycjonalistycznych i prawicowych, choby nawet z jakich powodw nam osobi cie niemiych jak choby Action Franaise, Nouvell roite, czy te postaci katolickiego tradycjonalizmu i konserwatyzmu ktre jednostro nnie wyprowadzane s z tomizmu, a maj czsto posta klasycznego republikanizmu zachowuj emy neutralno lub przynajmniej tolerujemy je jako doktryny postulujce porzdek organi czny i tradycyjny, zatem mieszczce si w wiecie ideowym Prawicy. Podsumowanie: tradycjonalizm rewolucyjny wobec tradycjonalizmu konserwatywnego Podsumowujc nasze wyja nienia, wskamy na koniec jakie elementy naszym zdaniem nas z Panem Profesorem i obran przez niego postaw cz, jakie za dziel. Przede wszystkim, mogliby my powiedzie, e uznajemy generalnie wiat ideowy opisywany p rzez prof. Bartyzela za wiat wasny. Odmienne stanowisko przedstawiamy w kwestiach takich jak ezoteryzm, tomizm, czy republikanizm, ale rwnie dla nas ideaem jest legi tymistyczna monarchia katolicka i spojone t wa nie religi spoeczestwo organiczne. Pomim o naszego poparcia dla rozlicznych systemw niechrze cijaskich, uznajemy oczywi cie, e K ontrrewolucja w penym tego sowa znaczeniu, dokona si moe jedynie poprzez odrodzenie d anej wsplnoty w katolicyzmie. Gdy jednak w konkretnym kontek cie historycznym jest to niemoliwe lub nieprawdopodobne, popieramy rozwizania czstkowe, tak wic uporzdkowan ie danej wsplnoty na zasadach, z ktrych cz przynajmniej mona by uzna za zgodne, lub w adym razie za niesprzeczne z chrze cijastwem. Interesuje nas te oddziaywanie danego sy stemu politycznego na jego zewntrzne otoczenie polityczne, oraz rola speniana prz ez niego w systemie stosunkw midzynarodowych. Ten ostatni przypadek odnosimy nieki edy jako jedyne kryterium do tych systemw, mierzenie ktrych miar tradycjonalizmu mu siaoby da ocen ujemn.

Z powyszego wynika, e pozytywny jest rwnie nasz stosunek do legitymizmu. Autor tych sw sam nawet uznaje si za legitymist i gdyby Polska miaa swojego legitymistycznego pr etendenta do tronu, mgby stan przed nim wypowiadajc sowa Je li Wasza Wysoko rozkae mi odbudowy Krlestwa, wwczas bd do Waszej Wysoko ci dyspozycji . Wobec tego jednak, e w o ci wspcze nie yjcych potomkw niegdy obalonych rodw monarszych sprawy restauracji nie resuj, tedy nie zamierzamy w tej sytuacji pochwala stania z zaoonymi rkami i czekania , a narodzi si wreszcie w rd nich kto godny podjcia swojego powoania, ku czemu zdaj si ia co poniektrzy legitymi ci. Rwnie gdy pretendenci do tronu porzucili tradycjonalizm na rzecz jakiej postaci liberalizmu lub modernizmu, nie widzimy powodw dla popiera nia wwczas ich dziaa politycznych. Wierno w takich okoliczno ciach rozumiemy jako pami historycznej roli danej dynastii, szczeglny szacunek wobec jej przedstawicieli ja ko personifikacji idei upadego krlestwa, ale bynajmniej nie jako zobowizanie do odm owy poparcia dla si, ktre mog si wyoni spoza owej dynastii, a w ktre wcieli si moe h okoliczno ciach geniusz narodu. Ujmujc za my l nasz innymi sowy, nie zamierzamy odmawi a poparcia tym wszystkim siom majcym szans na dokonanie reintegracji danej wsplnoty p olitycznej, ktre wywodz si spoza obalonej dynastii, tylko dlatego e wywodz si spoza ow ej dynastii. Stanowisko przeciwne uwaaliby my za nonsensowne i doktrynerskie.

Jeszcze raz pozwolimy sobie wspomnie o tym, co przewijao si kilkakrotnie w naszej w ypowiedzi: z powodw, ktrych rozwaanie nie mie ci si w formule tego tekstu, blisi jeste m raczej tradycji platoskiej ni tomistycznej, i raczej tradycji Imperium, ni republi ki. Przyzna jednak musimy, e moliwy jest zarwno tradycjonalistyczny republikanizm, j ak i wyprowadzana z tomizmu koncepcja spoeczestwa organicznego. W ramach uniwersum odbudowanego na zasadach tradycyjnych, moliwe i dopuszczalne by wic byy z pewno ci sy stemy tomistyczne, cho osobi cie uwaamy je za niestabilne, upodmiotawiajce lud i prze z to raczej niepodane. Dzielimy te z profesorem Bartyzelem wikszo jego sentymentw historycznych; takimi hist orycznymi mitami s oczywi cie dla nas przedrozbiorowa Rzeczypospolita, Wielkie Ksist wo Litewskie, Galicja pod zaborem austriackim, zdobycie Kremla czy Bitwa Warszaw ska 1920 roku, w planie europejskim za wyprawy krzyowe, konkwista Ameryki, bitwa p od Lepanto, bitwa pod Wiedniem, powstanie frankistowskie w Hiszpanii i szereg po dobnych sukcesw ora chrze cijaskiego. Jak najdalsi jeste my jednak od politycznego skans enizmu, kacego ahistorycznie odtwarza konflikty i kampanie z XIII bd z XVII wieku, w gruntownie zmienionych realiach wieku XXI.

O najistotniejszej naszym zdaniem rnicy, wyraajcej si za w stosunku do tradycji nieaci ich, wspomnieli my ju wyej.

Z pewno ci tradycjonalist konserwatywnego i tradycjonalist rewolucyjnego czy zatem prag nienie odbudowy kultury krajw niegdy aciskich. Rni ich przekonanie, co do formy w jaki ej odbudowa owa miaaby si dokona, oraz co do prowadzcych do niej sposobw. Naszym zdan iem, nie bdzie to raczej restauracja literalnie pojtych historycznych form, ale bu dowa nowej tosamo ci i nowego systemu politycznego wspierajcego si o transhistoryczne zasady, czerpicego inspiracj i nauk z przeszo ci, ale te przez to omijajcego jej bdy orzcego nowe, lepsze rozwizania.

Stosunek nasz do tradycjonalizmu konserwatywnego prof. Bartyzela jest pochodn cyt owanych tu zreszt we fragmentach zaoe Globalnego Sojuszu Rewolucyjnego: bdziemy pozyt ywnie odnosi si i popiera te wszystkie wypowiedzi Profesora, ktre sprzyja bd globalnej kontestacji wobec liberalizmu, rni bdziemy si z nim tam, gdzie projekt alterglobalist yczny i poszczeglne jego elementy bdzie kwestionowa, lub te delegitymizowa poszczeglny ch jego uczestnikw i zwolennikw. Ronald Lasecki